Zawartość

TVP pozwana za materiał pt. „Inwazja”. Rzecznik popiera pozew Kampanii Przeciw Homofobii

Data: 
2021-04-16
  • Materiał pt. „Inwazja” pokazany w primetimie TVP krótko przed wyborami w 2019 r. potęgował uprzedzenia społeczne wobec osób LGBT
  • Naruszał również ich godność, nieprawdziwie wiążąc z pedofilą i rzekomym dążeniem do jej legalizacji
  • Łamał też zakaz emisji przekazów sprzecznych z prawem, dyskryminujących i nawołujących do nienawiści oraz zobowiązujących media publiczne do bezstronności i pluralizmu
  • W „Inwazji” przekroczono granice wolności wypowiedzi, która nie chroni informacji nieprawdziwych, naruszających dobre imię innych osób

Tak Rzecznik Praw Obywatelskich uzasadnia swój wniosek, aby sąd uwzględnił powództwo Kampanii Przeciw Homofobii o naruszenie  dóbr osobistych przeciw TVP S.A. RPO przyłączył się do tego cywilnego procesu.

W ocenie Adama Bodnara działanie TVP naruszyło godność i dobre imię osób LGBT, dobra osobiste KPH oraz miało charakter bezprawny – sprzeczny z ustawą o radiofonii i telewizji oraz Prawem prasowym. Nie może być uzasadnione wolnością wypowiedzi dziennikarskiej, gdyż nie jest ona absolutna. Próg wyznaczają jej przepisy prawa, w tym wymóg rzetelności dziennikarskiej, szczególne obowiązki mediów publicznych i zakaz emisji treści dyskryminujących i nawołujących do nienawiści.

Czym był ten „reportaż” – ocena RPO

10 października 2019 r., krótko przed wyborami parlamentarnymi, TVP w porze największej oglądalności wyemitowała własny materiał pt. „Inwazja”.  Był on oparty na prowokacji dziennikarskiej, a jako źródło informacji wykorzystano fragmenty nagrań rejestrowanych z ukrycia przez pracownicę TVP. Nawiązała ona z KPH współpracę jako rzekoma wolontariuszka.

RPO Adam Bodnar krytycznie ocenił wówczas ten program. Nie tylko potęgował bowiem społeczną nienawiść wobec osób LGBT, ale też manipulował  faktami, zwłaszcza co do Marszów Równości. Pokazywał ich całkowicie jednostronny obraz, daleki od pluralizmu, bezstronności i wyważenia, którymi według ustawy o radiofonii i powinny cechować się programy TVP.

Materiał zawierał m.in. fragmenty dostępnych publicznie nagrań z zagranicznych parad równości oraz fragmenty wypowiedzi osób publicznych, dotyczące m.in. edukacji seksualnej, osób LGBT i rzekomych zagrożeń związanych z ich działalnością na rzecz równouprawnienia – od negatywnego stosunku do katolików, po ich powiązanie z pedofilią.

Do uzasadnienia tego wykorzystano ulotkę z hasłem „#pedopride”, która pojawiła się na paradzie równości w Amsterdamie. Pominięto jednak kluczową informację, że policja od razu zarekwirowała te ulotki. Organizacji, która je dystrybuowała, nie dopuszczono do legalnego udziału w tamtej paradzie, a jej organizatorzy oficjalnie wyrazili sprzeciw.

Choć wyemitowana jako reportaż, w „Inwazji” trudno było się dopatrzeć typowej dla tego gatunku (i wymaganej od mediów publicznych) bezstronności w opisie rzeczywistości. 

- Taki przekaz może stanowić przyczynę dyskryminacji, buduje uprzedzenia i potęguje nienawiść, a nawet może być odczytany jako przyzwolenie na przemoc, w celu „ochrony przed wrogiem”. W konsekwencji można więc uznać, że program zarówno bezpośrednio narusza godność osób LGBT, jak i propaguje to – oceniał Adam Bodnar.

Wystąpił wtedy do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Rada oceniła, że „Inwazja” nie propagowała działań sprzecznych z prawem i nie nawoływała do nienawiści lub dyskryminacji. Podzieliła opinię TVP, że za emisją przemawiał ważny interes społeczny, bo ukazano część rzeczywistości „skrywanej przed opinią publiczną".

KPH pozwała zaś TVP do sądu wraz z wnioskiem o zabezpieczenia roszczenia poprzez usunięcie materiału z kanału pozwanej w serwisie YouTube i zaniechanie rozpowszechniania go w inny sposób (sąd uwzględnił ten wniosek). Pozew żąda od TVP publikacji stosownego oświadczenia oraz wpłaty 10 tys. zł na cel społeczny

TVP wniosła o oddalenie pozwu. Wskazała, że wszelkie zdarzenia w „Inwazji” są prawdziwe, a oceny mają poparcie w stanie faktycznym. Powołano się na „ważny interes społeczny”. Proces ma ruszyć jeszcze w kwietniu.

Wcześniej TVP odmówiła KPH informacji publicznej o kosztach tego programu. Nakazał to jej zaś nieprawomocnie sąd administracyjny. RPO przyłączył się także i do tamtego postępowania z wniosku KPH.

Argumenty RPO dla sądu

Materiał przedstawia grupę społeczną osób LGBT jako „innego” – wroga, zagrożenie i źródło niebezpieczeństwa. Wskazują na to m.in. użyte w materiale sformułowania (w tym sam tytuł, stosowanie zaimków nieokreślonych – to środowisko, ci ludzie), wykorzystane porównania i skojarzenia (w szczególności bezpodstawnie wiążące osoby LGBT z pedofilią), a także sposób narracji (sensacyjny, śledczy ton, budząca grozę muzyka i kolorystyka).

Zastosowana w materiale retoryka dehumanizacji osób LGBT, poprzez wykreowanie pojęcia ideologii LGBT utożsamianej z obcymi wartościami, zagrożeniem dla moralności, a w skrajnych przypadkach z seksualizacją małoletnich i pedofilią, była w podobnym czasie trwającej wówczas kampanii wyborczej wykorzystywana w działaniach i wypowiedziach innych podmiotów publicznych – w tym wprost w uchwałach organów stanowiących wybranych jednostek samorządu terytorialnego.

Takie okoliczności, w połączeniu z faktem emisji Inwazji w porze szczytowej oglądalności w przeddzień ciszy wyborczej, uzasadniają ocenę materiału jako wpisującego się w cel potęgowania uprzedzeń społecznych wobec osób LGBT i wymierzonego w dobre imię tej grupy mniejszościowej.

Zakaz dyskryminacji ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową od wielu lat stanowi część polskiego systemu prawnego – wynika nie tylko z umów międzynarodowych i art. 32 ust. 2 Konstytucji RP, wskazujących otwarte katalogi zakazanych przesłanek dyskryminacji, ale też czterech różnych ustaw, które wprost wymieniają orientację seksualną jako niedopuszczalną przesłankę nierównego traktowania. Wśród nich jest ustawa o radiofonii i telewizji, która w art. 16 ust. 3 pkt 2 wskazuje, że przekazy handlowe nie mogą zawierać treści dyskryminujących, m.in. ze względu na orientację seksualną.

Odpowiednie wyważenie pomiędzy wolnością wypowiedzi a ochroną dóbr osobistych jest przedmiotem bogatego orzecznictwa, w tym Sądu Najwyższego. Wskazywano w nich wprost, że nie można postawić tezy wykazującej większą wartość wolności słowa w porównaniu do dóbr osobistych, wśród których dobre imię znajduje szczególnie istotne miejsce oraz, że wolność wypowiedzi nie stwarza sama w sobie uprawnienia do wkroczenia w dobra chronione innych podmiotów, jeżeli nie przemawia za tym jakiś doniosły interes społeczny (lub prywatny), którego respektowanie jest istotniejsze niż ochrona dobra osobistego osoby pokrzywdzonej. Według SN wolność wypowiedzi nie może być rozumiana jako wolność rozpowszechniania informacji nieprawdziwych, naruszających dobre imię innych osób.

W sprawach wypowiedzi dyskryminujących i nawołujących do nienawiści Europejski Trybunał Praw Człowieka stoi na stanowisku, że wykraczają one poza granice ochrony EKPC.

Rozpatrując sprawę ulotek naruszających godność osób nieheteronormatywnych poprzez pomówienia i obraźliwe porównania, ETPC stwierdził, że nie można tu się powoływać na ochronę wolności wypowiedzi. Oceniając zaś homofobiczną wypowiedź w internecie ETPC uznał ją za noszącą znamiona mowy nienawiści i odrzucił skargę jako niedopuszczalną. Uznał, że pozostaje ona poza ochroną.

Trybunał wskazywał też na obowiązek państwa na gruncie art. 8 Konwencji do efektywnego ścigania homofobicznej mowy nienawiści w sieci, jako potwierdzenie nowej linii orzeczniczej Trybunału, wyraźnie opowiadającej się za brakiem akceptacji dla wypowiedzi dyskryminujących i naruszających godność innych osób.

XI.505.27.2019

Galeria

  • Tęcza nad łąką

    Równe traktowanie