Godło RP
Biuletyn Informacji Publicznej RPO
Zawartość
Liczba całkowita wyników: 334

wydarzenie

Formularz wyszukiwania

np.: 07/2021
np.: 07/2021
(pozwala na wiele wyborów np. z klawiszem Ctrl)

Opuszczone cmentarze nie są zamknięte - bo nie uważa się ich często za cmentarze. Apel ekumeniczny i przewodnik po (nie)zapomnianych cmentarzach

Data: Od 2020-10-30 do 2020-11-02
  • Nasze cmentarze zostały zamknięte – ale zakaz nie dotyczy cmentarzy, które formalnie cmentarzami już nie są. Bo zostały „opuszczone” – nie ma już żywych, którzy mogliby tam przyjść. Ba, miejsca te zamieniane są w parki, parkingi, place zabaw.
  • Ale to nadal są cmentarze, tam są Zmarli – dziś to o nich możemy pomyśleć.
  • Takimi cmentarzami zajmuje się w Biurze RPO inicjatywa społeczna (Nie)zapomniane cmentarze. Wiemy, że w każdej prawie miejscowości takie miejsca są. Jeśli boli Was zakaz odwiedzania cmentarzy pomyślcie o nich.
  • Przekazujemy Państwu informator-poradnik o różnych tradycjach dotyczących różnych cmentarzy na terenie Rzeczypospolitej. Także tych, które dziś nie są cmentarzami w rozumieniu prawa i rozporządzeń. Przygotowali go przedstawiciele różnych wspólnot religijnych.
  • Ich zwierzchnicy przygotowali zaś i podpisali 26 października 2020 r. bezprecedensowy apel o poszanowanie wszystkich cmentarzy, zwłaszcza gdy są puste.
  • Nagrali wybrane fragmentów apelu. 
  • Poradniki, apel i link do filmików znajdziecie w tym tekście.
  • Działaliśmy pod hasłem „Godność nie umiera”. To hasło na najbliższe dni dla wszystkich.

- Nieczynne cmentarze są we władaniu różnych właścicieli, nie zawsze dbających o ochronę pamięci zmarłych – mówi przed rokiem na konferencji organizowanej przez (Nie)zapomniane cmentarze RPO Adam Bodnar.

Maszewie w Zachodniopomorskiem teren cmentarza żydowskiego został sprzedany pod market.

Niszczeją i są niszczone cmentarze w południowo-wschodniej Polsce, z której w ramach „Akcji Wisła” wysiedlono rdzennych mieszkańców.

Na cmentarzach z czasów I wojny światowej na Mazurach w ciągu ostat nich lat powstały pastwiska.

We Wrocławiu na terenie dawnego cmentarza powstał Park Skowroni. Na placu zabaw stoi drzewo z wrośniętą płytą nagrobną.

Pod Łodzią, w Brzezinach, rozpada się cmentarz ewangelicki, na którym spoczywają przybysze z Niemiec, którzy w XIX w. tworzyli podwaliny łódzkiego przemysłu.

W Ostrowcu Świętokrzyskim na terenie cmentarza żydowskiego jest park. W Biłgoraju na Lubelszczyźnie organizacja pozarządowa dba o zachowaną część cmentarza żydowskiego i tworzy lapidarium z odratowanych części macew.

Lasy Państwowe na Podkarpaciu prowadzą akcję identyfikacji i ratowania mogił zostawionych w lasach lub porośniętych przez las. To leśnicy uczą, by na starym grobie w lesie nie palić zniczy, nie zostawiać plastikowych kwiatów – lecz położyć gałąz kę jedliny.

W Szamotułach w Wielkopolsce z inicjatywy dyrekcji liceum wmurowano tablicę informującą, że obecny fragment muru otaczającego szkołę był częścią ogrodzenia cmentarnego.

Aktywnie walczy o renowację cmentarzy Stowarzyszenie Magurycz: Od 33 lat remontuje za darmo groby na 146 cmentarzach różnych wyznań. – Walczymy z „naszością”, a raczej mówimy, że wszystkie cmentarze – w Polsce i poza jej granicami – są nasze – mówi lider Stowarzyszenia Szymon Modrzejewski, kamieniarz, odznaczony przez RPO odznaką honorową za zasługi dla ochrony praw człowieka.

Godność nie umiera

Jak zachowywać się na cmentarzach różnych wyznań i tradycji  (wstęp do poradnika, który załączony jest poniżej)

Kiedy w 2020 r., w czasie pandemii koronawirusa, nad naszymi cmentarzami nie będzie łuny , kiedy nie będziemy tam moglizostawić znaków pamięci – z pomocą w przejściu przez to trudne doświadczenie mogą nam przyjść ci, którzy tego już doświadczyli.

Tak, bo w Polsce są cmentarze, których nikt już nie odwiedza – ale nadal są tam Zmarli. Bo cmentarz, na który nikt nie mógł przyjść, nadal jest cmentarzem. To nasza pamięć, szacunek dla osoby ludzkiej, dla jej godności, o tym decyduje. Tak, takie cmentarze są w Polsce: łemkowskie, żydowskie, ewangelickie, nazywane czasem „poniemieckimi” (jakby cmentarz mógł być „po-„), staroobrzędowe.

Od kilku lat zajmowaliśmy się tym w Biurze RPO pomni na wskazania Konstytucji, że godności człowiekowi nic nie może odebrać, nawet śmierć. Rozmawialiśmy ze społecznościami, których dotyka problem (nie)zapomnianych cmentarzy. Bo – czy dacie wiarę – na tamtych cmentarzach próbuje się robić parki dla dzieci, spychacze równają teren – „bo przecież nikt tam nie przychodzi”, albo „nikt nie pali zniczy”. Zbieraliśmy informacje nie tylko o aktach wandalizmu i dewastacji, ale też o działaniach społeczników, którzy ratowali te miejsca wiecznego spoczynku, ucząc przy okazji swoje wspólnoty, że są rożne tradycje upamiętniania Zmarłych.

Dziś, kiedy i nas dotyka społeczna katastrofa -  kryzys pandemii, lepiej rozumiemy, że zamknięcie bram cmentarza nie zmienia charakteru tego miejsca. Zmarli nie przestali się liczyć. Oni są wśród nas -  należy im się szacunek i pamięć.

Brak żałobników nie czyni danego miejsca terenem rekreacyjnym czy przemysłowym. Tam są Zmarli i zasługują na pamięć i szacunek. Bo szacunek i pamięć można wyrażać rożnie: nie tylko paląc znicze i spotykając się nad grobami.

Dla Żydów np. cmentarz to szczątki zmarłych, a nie pomniki. Jeśli kości leżą w ziemi, to w tym miejscu znajduje się cmentarz, nawet jeśli dla innych jest tam już autostrada lub galeria handlowa.

Staroobrzędowcy nie palą na grobach bliskich zniczy i nie kładą kwiatów. Ale ich bol i pamięć jest taka sama jak nasza. Uszanujmy to. Zachowajmy się na cmentarzach rożnych wyznań, tak jak zachowują się Ci, którzy tam pochowali bliskich.

Poradnik, który proponujemy, zbiera doświadczenia i praktyki wielu tradycji. Jego lektura i rozmowa o przedstawionych tu problemach może pomóc nam w refleksji nad tym, jak dziś wspominać i dbać o pamięć naszych Zmarłych. Może pozwoli nam znaleźć inną formę wyrazu dla tej samej, nieumierającej potrzeby – oddania czci tym, którzy odeszli, ale przecież są między nami.

Poradnik przygotowany został w ramach grupy roboczej „(Nie)zapomniane cmentarze”, która powstała w 2018 r. przy Rzeczniku Praw Obywatelskich. Tworzą ją przedstawiciele kościołów i związków wyznaniowych, społecznicy zaangażowani w ochronę cmentarzy, badacze i naukowcy.

Pamiętajmy o Zmarłych, szanujmy ich groby. Apel kościołów i związków wyznaniowych w Polsce na dzień 1 listopada 2020 r.

Zbliżają się dni, kiedy jako ludzie wiary w szczególny sposób wspominać będziemy przed Panem Bogiem naszych zmarłych bliskich. Udamy się na cmentarze, by w modlitwie i duchowej zadumie pochylić się nad grobami ludzi, z którymi łączyły nas pokrewieństwo, przyjaźń, pamięć o dokonaniach na rzecz naszych rodzin, naszych wspólnot, naszego kraju.

Ale są w Polsce groby ludzi, o których nie ma kto pamiętać. Są cmentarze, których nikt już nie odwiedza, nie stawia świeczki. Bliscy pochowanych tam osób już nie żyją, wyjechali lub zostali usunięci przemocą, albo obawiają się przybyć na grób żołnierza, który przyniósł wojenną pożogę. 

W naszą tradycję wpisana jest pamięć o osobach zmarłych i miejscach ich spoczynku. Często informacje o osobach pochowanych gdzieś w lesie czy na łące przekazywane były ustnie z pokolenia na pokolenie, aby odnawiać napis, stawiać krzyż lub inny symbol religijny i żeby nikt przypadkiem nie naruszył mogiły. Szczególna odpowiedzialność w tym zakresie spoczywa na władzach państwowych, centralnych i lokalnych. Powinny one otaczać miejsca pochówku troską i nie dopuszczać do aktów wandalizmu lub wręcz barbarzyństwa.

Nic jednak nie zastąpi zaangażowania zwykłych obywateli, w tym wiernych Kościołów i innych Wspólnot Religijnych. Dlatego apelujemy do wrażliwości każdego człowieka. Nie bądźmy obojętni wobec aktów wandalizmu. Bez względu na to, jakiego wyznania, światopoglądu, narodowości i przynależności państwowej byli pochowani tam zmarli, niech miejsca ich spoczynku będą szanowane, niech towarzyszy im zaduma nad przeszłością, teraźniejszością i przyszłością.

W tych szczególnych dniach przypominamy o godności przynależnej każdemu, także po śmierci, bo GODNOŚĆ NIE UMIERA. Każda wspólnota religijna ma prawo, by miejsca pochówku traktować jako święte i nietykalne. Bez względu na to, czy od czasu pochówku minął rok czy 100 lat. Pamięć i szacunek dla grobów łączy przedstawicieli różnych wyznań a także osoby niewierzące. To wyraz naszego człowieczeństwa, świadectwo tego, kim jesteśmy. Traktujmy mogiły nieznanych nam zmarłych w sposób, jakiego oczekujemy w odniesieniu do grobów naszych bliskich.

Cmentarze to nasze dziedzictwo. Każdy z nas może przyczynić się do ocalenia od zapomnienia naszej historii, naszych korzeni. Możemy to zrobić poprzez oznaczenie starej nekropolii, zgłoszenie lokalnym władzom, sprawdzenie kto spoczywa w grobach, kim byli ludzie zamieszkujący dany teren przed nami. Poszukajmy takich miejsc w naszej okolicy. Zastanówmy się, co o nich wiemy i co o nich możemy przekazać naszym dzieciom, wnukom. Rozmawiajmy o lokalnej historii z bliskimi, z sąsiadami, z nauczycielami okolicznej szkoły.

W Polsce działa wielu społeczników, którzy od lat ofiarnie pracują nad przywracaniem do godnego stanu zarówno pojedynczych grobów jak i całych cmentarzy, za co im z całego serca dziękujemy. Dziękujemy też szkołom, harcerkom i harcerzom, wszystkim, którzy organizują akcje porządkowania starych grobów i cmentarzy. Dołączmy do nich, każdy wedle swoich możliwości. Wspomagajmy ich modlitwą i życzliwą myślą. Zapalmy świeczkę, połóżmy gałązkę na zapomnianej mogile lub kamień na starej macewie.

Nie pozwólmy, by pamięć o naszych bliźnich zaginęła, a cmentarze zarosły.

Jednocześnie, w związku z trudną sytuacją epidemiczną prosimy, aby - troszcząc się o miejsce pochówku naszych najbliższych - pamiętać o przestrzeganiu wszystkich zaleceń służb medycznych i sanitarnych.

25 października 2020 r.

  • Bp Jerzy Samiec, Prezes Polskiej Rady Ekumenicznej, Biskup Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP
  • Abp Stanisław Gądecki, Metropolita Poznański, Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski
  • Michael Schudrich, Naczelny Rabin Polski,
  • Tomasz Miśkiewicz, Mufti Rzeczypospolitej Polskiej , Przewodniczący Najwyższego Kolegium Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP
  • Apel poparł
  • Janusz Jewdokimow Prezes Naczelnej Rady Staroobrzędowców

81. rocznica agresji ZSRR na Polskę

Data: 2020-09-17

W 81. rocznicę agresji ZSRR na Polskę przedstawiciele Rzecznika Praw Obywatelskich złożyli hołd ofiarom z 1939 roku. Wieniec w imieniu RPO przy pomniku Poległym i Pomordowanym na Wschodzie złożył Andrzej Stefański - główny koordynator projektów społecznych.

 

Zmarł Bartłomiej Skrzyński, człowiek bardzo nam bliski, członek Rady Społecznej przy RPO

Data: 2020-09-15

Kilka dni temu widzieliśmy się właśnie w Warszawie na posiedzeniu Rady.

„Odszedł od nas Bartłomiej Skrzyński - wybitny działacz na rzecz osób z niepełnosprawnościami, laureat Nagrody RPO im. Pawła Włodkowica. Jeszcze 2 tygodnie temu widzieliśmy się na spotkaniu Rady Społecznej ... Żegnaj Bartku. Będziemy walczyli o wszystko, co było dla Ciebie ważne” – napisał RPO Adam Bodnar.

Bartłomiej Skrzyński był rzecznikiem miasta Wrocławia ds. Osób Niepełnosprawnych. Aktywnie działał na rzecz poprawy warunków życia osób z niepełnosprawnością. W 2013 r. RPO wyróżnił go Nagrodą im. Pawła Włodkowica, która jest najwyższą formą uznania ze strony Rzecznika Praw Obywatelskich. Aktywnością Bartłomieja Skrzyńskiego możnaby obdzielić wiele osób, działał mimo choroby – postępującego zaniku mięśni, która przykuła Go do wózka.

2 września w Warszawie dziękował Adamowi Bodnarowi za kończącą się kadencję. Z Jerzym Owsiakiem snuł plany na przyszłość. Własnym przykładem pokazywał, jak można czynić świat przyjaznym. Teraz te plany zostawił innym.

Katarzyna Sobańska-Laskowska, pełnomocniczka terenowa RPO we Wrocławiu

Trudno uwierzyć, że odszedł na zawsze.

Bartek był, jest i zawsze pozostanie w mojej pamięci jako człowiek, który sprawiał, że ludzie czuli się lepsi. Roztaczał wokół siebie niezwykłą aurę człowieka niezniszczalnego, niezłomnego. Całe swoje życie przełamywał kolejne bariery, nie tylko w sferze publicznej, ale i swoje własne. Nie zatrzymywał się ani na chwilę. Kiedy pytałam „Bartku, kiedy odpoczniesz”, odpowiadał „jeszcze nie teraz, za dużo jest do zrobienia”. Mimo życia w biegu zawsze jednak znajdował czas na rozmowę o przyjaźni, kolejnych podróżach i marzeniach.

Kochał Wrocław i Wrocławian, a Wrocław i Wrocławianie Jego.

Zawsze można było liczyć na Jego pomoc i wsparcie.

Był obecny na każdej Gali Nagrody im. doktora Macieja Lisa, przyznawanej przez Rzecznika Praw Obywatelskich we współpracy z Gminą Wrocław, Uniwersytetem Wrocławskim, Kościołem Ewangelickim i Rodziną doktora Lisa, najczęściej w roli reprezentanta Prezydenta Wrocławia, ale równie często w roli panelisty, moderatora i miejskiego aktywisty na rzecz osób z niepełnosprawnościami. Za swoje zasługi w 2013 r. został wyróżniony przez Rzecznika Praw Obywatelskich prestiżowym wyróżnieniem im. Włodkowica.

Nie spoczął na laurach, tylko działał dalej, bez wytchnienia…

Pożegnanie Henryka Wujca. Był obywatelem najwyższej próby

Data: Od 2020-08-15 do 2020-08-24

Zmarł Henryk Wujec. Współtwórca opozycji demokratycznej w czasach PRL, legenda „Solidarności”, wybitny działacz społeczny i polityczny. Człowiek, który w każdym momencie swojego dorosłego życia starał się służyć innym i budować społeczeństwo obywatelskie. O początkach swojej działalności w Komitecie Obrony Robotników tak mówił młodzieży na spotkaniu w II LO w Zamościu: „Zorganizowaliśmy się, stworzyliśmy grupę ludzi, którzy postanowili obserwować sytuację i reagować na krzywdę. To był punkt zwrotny w historii naszego kraju, który doprowadził nas do demokracji. Kierowaliśmy się dwoma prostymi zasadami: „Mówię, co myślę" i „Działam pod nazwiskiem".”

Przez dwie kadencje, w latach 2010-2020, był członkiem Rady Społecznej przy Rzeczniku Praw Obywatelskich. Doradzał, służył, pomagał. Zgłaszał sprawy pokrzywdzonych, angażował się w wiele inicjatyw społecznych, brał udział w spotkaniach regionalnych z Rzecznikiem Adamem Bodnarem. Reagował na wszystkie sytuacje zagrażające możliwości wykonywania funkcji przez RPO. Wraz z żoną Ludwiką często odwiedzał Biuro RPO i uczestniczył w seminariach, wykładach oraz spotkaniach.

Nie był klasycznym doradcą, takim który zbiera dane, analizuje i zgłasza wnioski. Henryk Wujec był człowiekiem współodczuwającym. On utożsamiał się z losem ludzi, którym trzeba pomóc. Mówił jakby od środka, z głębi wrażliwej duszy i ogromnego doświadczenia życiowego. Dostrzegał jak ludziom żyjącym na terenach wiejskich i w małych miasteczkach potrzebne jest uznanie oraz zauważenie ich trosk oraz problemów. Nigdy nie poprzestawał na formalizmach, nie przejmował się urzędowymi ograniczeniami,  gdy pomagał, starał się widzieć człowieka w najszerszym wymiarze – z jego godnością, emocjami i sumieniem.

Podobnie widział rolę instytucji Rzecznika Praw Obywatelskich. Podczas spotkań regionalnych RPO w 2016 roku Opolu Lubelskim, w których brał udział wspólnie z Adamem Bodnarem, mówił do zebranych: „Pamiętajcie Państwo, że ważne jest to, że Rzecznik nie musi słuchać władzy. Musi za to słuchać prawa i sumienia”. Z kolei w Zamościu podkreślał jak ważne jest istnienie instytucji, której obywatele mogą się po prostu poskarżyć: „Udało się zebrać wiele problemów i widać dobrze, jak takie spotkania są potrzebne. Jeśli też tak Państwo uważacie, to mówcie o tym. W demokracji liczą się ci, którzy zabierają głos. Wysłuchanie i uznanie czyjejś krzywdy są bardzo ważne. Po to też jest RPO.”

Ważną cechą Jego myślenia, której doświadczaliśmy wielokrotnie w Biurze RPO, był pewien rodzaj racjonalnej wrażliwości. Polegał on na tym m.in. że głębokiemu zaangażowaniu w ludzkie sprawy nigdy nie towarzyszyła zła emocja – jakaś chęć zemsty, nienawiść czy dążenie do upokorzenia kogoś. Tak traktował ludzi i tak traktował państwo. Chciał, aby obywatele nie walczyli ze sobą lecz pomagali sobie, a państwo było dla wszystkich, także dla cudzoziemców, którzy znajdą się na naszym terytorium. Nie miało znaczenie pochodzenie, wiara, wyznanie, narodowość, światopogląd, orientacja seksualna – liczył się konkretny człowiek i potrzeba okazania mu wsparcia oraz zainteresowania. Wolność, solidarność, demokracja, tolerancja – to były wartości, które bez wątpienia odgrywały wiodącą rolę w Jego życiu i myśleniu. Jednocześnie miał w sobie absolutną busolę moralną i doskonałe wyczucie kiedy jego głos może być istotny. Kiedy opiekunowie osób z niepełnosprawnościami strajkowali w Sejmie wysłał do nich osobisty list, podtrzymujący na duchu, ale także wspierający ich dążenia.

Życiorys Henryka Wujca to historia wyjątkowo bogata w dramatyczne momenty, ale i zarazem budująca. To nieustanna wędrówka w czasie i w przestrzeni społecznej, wśród wydarzeń historycznych i w świecie dojrzewających idei. Od historii dziecka ocalonego w Majdanku, po doradzanie Prezydentowi RP; od prowincjusza z Polesia po wybitnego działacza państwowego; od roznosiciela ulotek po współkreatora myśli państwowej i społecznej, cenionego za swoją racjonalność i otwartość na dialog; od jednego z założycieli KOR-u po największego w historii przyjaciela społeczeństwa obywatelskiego i wychowawcy nowych pokoleń społeczników.

Henryk Wujec w tym wartkim nurcie zdarzeń i gwałtownych zwrotów akcji nigdy się nie pogubił (jak wielu), pozostał najwyższym autorytetem moralnym oraz wspaniałym mężem Jego współtowarzyszki w walce o najważniejsze wartości – Ludwiki Wujec. Konsekwentnie wykorzystywał swoje doświadczenie życiowe do budowania mostów w przyszłość.

Żegnamy Henryka Wujca – naszego doradcę, ważnego nauczyciela, a dla wielu: przyjaciela. Jego misja trwa. I postaramy się, dla dobra obywateli, aby trwała jak najdłużej.

#ZglosTo – wystartowała kampania społeczna RPO i FDDS przeciwko szkodliwym treściom w internecie

Data: 2020-04-28
  • Celem kampanii jest zwalczanie szkodliwych treści w internecie. Wspieramy tych, którzy chcą na nie reagować, podpowiadając, gdzie i jak można skutecznie zgłaszać niepokojące materiały.
  • W ramach inicjatywy uruchomiona została platforma internetowa www.zglos.to, która pomoże wybrać najlepszy sposób reakcji na szkodliwe treści w sieci – niezależnie od tego, czy łamią one prawo czy nie.
  • Mowa nienawiści, hejt, cyberprzemoc, nielegalna pornografia, patotreści - według badań nawet 85% Polaków ma z nimi styczność, jednak większość nigdzie ich nie zgłasza. Tymczasem wszystko to ma niebywały wpływ przede wszystkim na dzieci, internetowych tubylców.

Rosnący fenomen szkodliwych treści 

Szkodliwe treści to materiały, które mogą wywoływać negatywne emocje u odbiorcy lub które promują niebezpieczne zachowania. Nie zawsze łamią polskie prawo, dlatego nie w każdym przypadku działania mogą być podjęte przez policję lub prokuraturę. Szkodliwe treści obejmują szeroki zakres zachowań: od mowy nienawiści przez hejt, materiały ukazujące przemoc, promujące narkotyki, pijaństwo, samookaleczenia, samobójstwa po nielegalną pornografię.

Rzecznik Praw Obywatelskich od początku kadencji podejmuje działania, które mają na celu zwalczanie mowy nienawiści w przestrzeni publicznej. Jeszcze w 2015 roku, kiedy fala hejtu zalała Olgę Tokarczuk po wydaniu Ksiąg Jakubowych i wypowiedziach odnoszących się do niejednobarwnej historii Polski, RPO zorganizował spotkanie, które zainaugurowało prace Okrągłego Stołu do sprawy walki z mową nienawiści. Później w 2018 roku wraz z pojawieniem się zjawiska patotreści, działania objęły także ten obszar. Prowadzona obecnie kampania jest niejako zwieńczeniem wszystkich dotychczasowych inicjatyw w zakresie szkodliwych treści w internecie. Dodatkowo dzisiejsza sytuacja, gdy z powodu epidemii relacje społeczne w znacznej mierze przeniosły się do sieci, w sposób szczególny pokazuje, jak ważne jest byśmy wszyscy czuli się bezpiecznie w internecie.

Według badań[1] przeprowadzonych na zlecenie BRPO i FDDS nawet 85% Polaków ma styczność ze szkodliwymi treściami. 76% dorosłych badanych spotkało się w ciągu ostatniego roku z mową nienawiści i hejtem w sieci, 71% z treściami wulgarnymi i przemocowymi, 52% miało kontakt z cyberprzemocą (groźby, strasznie i szantażowanie), a 40% z nielegalną pornografią.

- Uświadomienie sobie, że problem istnieje to nie wszystko – ważne jest podejmowanie realnych działań, ukierunkowanych na jego rozwiązanie. Szkodliwe treści należy zgłaszać, ponieważ może to sprawić, że nie dotrą one do dzieci lub dotrą do nich w mniejszym stopniu. Stąd pomysł na powstanie platformy zglos.to – mówi Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich. Dopiero dzięki zgłoszeniu niepokojącej treści odpowiedniemu podmiotowi prawdziwie pokazujemy swoją reakcję – sam gest kciuka skierowanego w dół tak nie zadziała – dodaje.

Możesz mieć wpływ i zgłaszać szkodliwe treści – #ZglosTo!

Aż 54% osób, które natrafiają w internecie na treści przemocowe, które łamią prawo zadeklarowało, że nigdzie ich nie zgłasza, w tym 30% ankietowanych stwierdziło, że ich brak reakcji wynika z niewiedzy, gdzie i jak zgłaszać takie treści.

Dlatego, aby wesprzeć ludzi w zgłaszaniu szkodliwych treści, Rzecznik Praw Obywatelskich i Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę przy wsparciu partnerów uruchomili platformę zglos.to, zainaugurowaną podczas konferencji prasowej, w której obok organizatorów wzięli udział przedstawiciele Facebook Polska oraz Google.

Na stronie zaprezentowanej przez koordynatorkę projektu Zuzannę Rudzińską-Bluszcz w kilku prostych krokach można dowiedzieć się, gdzie i w jaki sposób skutecznie zgłosić szkodliwe, przemocowe treści napotkane w sieci. Jak to działa? Po odpowiedzi na cztery pytania zamknięte, system proponuje najlepszy sposób reakcji - od prawie gotowych formularzy zawiadomienia prokuratury, poprzez linki do zgłoszenia zdarzenia platformie, na której doszło do naruszenia, po porady – w przypadku nieletnich - dotyczące rozmowy z dorosłym, któremu się ufa.

Wpływ internetu na zachowania dzieci i młodzieży jest dominujący. Z łatwością przenoszą oni zachowania z sieci do życia w realu. Dlatego musimy nauczyć siebie i dzieci, jak być współobywatelem także w internecie, jak z szacunkiem traktować innych, słabszych niezależnie czy jest to przestrzeń wirtualna czy rzeczywista.

W sieci można natknąć się na namawianie do działań, które szkodzą zdrowiu lub życiu dziecka. Zagrożeń jest wiele, ale dzięki zwiększonej liczbie zgłoszeń możemy chronić nieletnich przed przemocą. Platforma zglos.to jest ukłonem w stronę osób, które chcą reagować na szkodliwe treści, ale nie wiedzą, w jaki sposób powinny to zrobić, a także dla tych, którzy do tej pory uważali to za bezcelowe. Rzecznik Praw Obywatelskich wraz z Fundacją Dajemy Dzieciom Siłę przypominają o tym, jak ważne jest zwracanie uwagi na mowę nienawiści i hejt oraz ochrona nieletnich przed przemocą.

- Chcemy, aby ludzie czuli się swobodnie dzieląc się i łącząc na Facebooku, a wiemy, że będzie tak tylko gdy będą czuli się bezpiecznie. Dlatego stawiamy bezpieczeństwo na pierwszym miejscu już na etapie projektowania naszych produktów oraz następnie tego, w jaki sposób nimi zarządzamy. Przy udziale naszej społeczności i ekspertów z całego świata stworzyliśmy Standardy społeczności, które określają, co jest, a co nie jest dozwolone w serwisie. Nad bezpieczeństwem naszych platform czuwa ponad 35 tysięcy ludzi. – powiedział podczas spotkania Jakub Turowski, szef zespołu ds. polityki publicznej na Polskę i kraje bałtyckie w Facebook.

- Z drugiej strony wiemy, że równie ważna jest świadomość osób, które z nich korzystają. Chcemy, aby ludzie mieli tę świadomość i zgłaszali treści, które nie powinny pojawiać się w przestrzeni publicznej, jaką jest internet. Właśnie dlatego postanowiliśmy wesprzeć kampanię Zgłoś.to - dodaje.

Kluczowa relacja rodzic – dziecko

Statystyki dotyczące konsumpcji szkodliwych treści przez młodych ludzi dają do myślenia – z zeszłorocznych badań FDDS i BRPO na temat problemu patologicznych treści w sieci prowadzonych wśród dzieci w wieku 13-15 lat wynika, że 85% z nich zna to zjawisko,  37% przyznaje, że ogląda patotreści w internecie, 43% ma z nimi kontakt co najmniej raz w tygodniu.

- Nie chcemy i nie możemy cenzurować internetu. Ale nie jesteśmy bezradni i powinniśmy reagować na to, co uważamy za niewłaściwe - mówiła Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, koordynatorka Okrągłego Stołu do walki z patotreściami w internecie - każdy z nas może sprawić, że internet będzie miejscem bardziej przyjaznym dla wszystkich użytkowników, niezależnie od wieku, płci, pochodzenia, niepełnosprawności. Widząc hejt, wulgaryzmy, przemoc najczęściej w powątpiewaniu kręcimy głową i zamykamy okno w przeglądarce. To za mało. Internet jest miejscem publicznym - tak jak przystanek czy park. Zglos.to wskazuje na sposoby reakcji, które są dostępne dla wszystkich. Nie bądźmy obojętni.

Zwracają uwagę także wyniki ostatniego badania twórców kampanii Zgłoś.to, w części poświęconej postrzeganiu roli różnych ekosystemów wychowawczych w życiu młodych. Aż 35% dorosłych ankietowanych wskazało, że to internet ma dziś aktualnie największy wpływ na wychowanie dzieci młodzieży. To samo o rodzicach powiedziało 46%, zaś o szkole zaledwie 7%. 

- Znany od lat model wychowawczy, w którym dominowała szkoła i rodzice zmienił się. Trzecim „nauczycielem” kształtującym sposób myślenia, postawy i zachowania dzieci i młodzieży został internet. W przypadku kontaktu dzieci z nieodpowiednimi nadawcami i treściami w sieci staje się to poważnym zagrożeniem  – mówił Łukasz Wojtasik, ekspert ds. bezpieczeństwa dzieci w sieci w Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

- Odpowiedzią na problem jest świadome, uważne rodzicielstwo, polegające na wspieraniu dziecka  w korzystaniu z internetu, ciekawości jego doświadczeń online, ustalaniu zasad bezpieczeństwa, wskazywaniu pozytywnych zastosowań sieci, komentowaniu treści. Dziecko musi być pewne, że może liczyć na wsparcie rodziców w sytuacji dezorientacji czy niepokoju w kontakcie z internetowymi treściami – dodał.

Statystyki[2] dotyczące kwestii wsparcia ze strony dorosłych w tej kwestii potwierdzają - ponad 40% badanych nastolatków nigdy lub prawie nigdy nie otrzymało od rodziców porady, jak bezpiecznie korzystać z internetu. Ponad 60% nigdy lub prawie nigdy nie otrzymało pomocy od swojego nauczyciela po napotkaniu niepokojącej treści w internecie. ​

Warto pamiętać i podkreślać w rozmowie z dziećmi, że internet nie jest miejscem, w którym wolno więcej. Jest miejscem publicznym, dlatego nieobyczajny wybryk czy nieprzyzwoity rysunek są w nim tak samo zabronione, jak w przestrzeni publicznej. Nie zważając na trudności, należy reagować na rozpowszechnianie szkodliwych treści, jeśli spełniają one znamiona przestępstw, są wykroczeniami lub naruszają dobra osobiste. Od teraz mamy wszyscy taką możliwość dzięki platformie zglos.to.

 

[1] Panel badawczy Ariadna, ogólnopolska próba użytkowników internetu licząca N=1060 osób w wieku 18+, kwiecień 2020

[2] Badanie EU Kids Online 2018

Żegnamy dwóch wybitnych prawników - prof. Janusza Symonidesa i prof. Bernharda Schloha

Data: 2020-04-24

Przychodzi nam ze smutkiem pożegnać dwie wybitne postacie świata prawniczego: prof. Janusza Symonidesa i prof. Bernharda Schloha.

Prof. Janusz Symonides - wybitny specjalista i wykładowca z dziedziny prawa międzynarodowego publicznego oraz współczesnych stosunków międzynarodowych. Był też wychowawcą wielu pokoleń studentów Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego.

Pracował w ośrodkach naukowych i uniwersyteckich kilkunastu krajów, m.in. w Haskiej Akademii Prawa Międzynarodowego. W latach 1989-2000 był dyrektorem Departamentu Pokoju i Praw Człowieka UNESCO w Paryżu.

Zapamiętamy go jako człowieka o ogromnej klasie, niebywale błyskotliwego, trafnie komentującego rzeczywistość. Wybitnego prawnika o światowej sławie, z którego dorobku i dzieł wszyscy długo będziemy mogli korzystać .

Prof. Bernhard Schloh - wybitny naukowiec i działacz międzynarodowy, profesor prawa, pełnił m.in. funkcję doradcy prawnego Rady Unii Europejskiej. Był wielkim przyjacielem Polski. Podczas II wojny światowej jego rodzice udzielali pomocy członkom polskiej rodziny. Po wojnie profesor Schloh pomagał członkom następnego pokolenia tej rodziny. Od początku lat 90. zaangażował się w proces integracji ze wspólnotami europejskimi, przygotowując opinie ekspertów, kształcąc studentów i zapraszając polskich uczonych do udziału w stażach w Komisjach Rady Unii Europejskiej.

Był człowiekiem niesamowitej życzliwości i skromności, którego wkład w europejską integrację Polski jest nieoceniony. Dzięki jego staraniom wielu polskich prawników zapoznało się z prawem europejskim i miało okazję obserwować pracę instytucji europejskich. Utorował drogę dla przyszłych działań związanych z przystąpieniem Polski do UE.

Oboje mieliśmy zaszczyt znać osobiście Panów Profesorów.

Rodzinie i Najbliższym Zmarłych składamy serdeczne kondolencje i wyrazy współczucia.

 

Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich

Hanna Machińska, zastępczyni rzecznika praw obywatelskich

RPO dziękuje pracownikom miejsc detencji

Data: 2020-04-11
  • Rzecznik Praw Obywatelskich kilka dni temu dziękował pracownikom służby zdrowia za zaangażowanie w ratowanie naszego zdrowia i życia.
  • Dziś Rzecznik dziękuje wszystkim, którzy pracują w miejscach detencji: w zakładach karnych i aresztach śledczych, policyjnych i wojskowych miejscach zatrzymań, strzeżonych ośrodkach dla cudzoziemców, zakładach poprawczych i innych placówkach dla nieletnich, instytucjach opieki psychiatrycznej i pomocy społecznej oraz innych miejscach pozbawienia wolności.
  • To oni dbają o nasze bezpieczeństwo, które jest jedną z najbardziej elementarnych potrzeb człowieka.

Praca w tych miejscach wymaga pełnej dyspozycyjności, w dzień, w nocy, niedziele, święta, dwadzieścia cztery godziny na dobę. To tam, częściej niż w innych sferach aktywności człowieka, zdarzają się sytuacje trudne, których przezwyciężenie wymaga wyjątkowych predyspozycji i kompetencji psychospołecznych. Dziś, w obliczu epidemii koronawirusa, praca ta stawia przed nimi jeszcze większe wyzwania.

Widzimy Waszą odwagę, poświęcenie, zaangażowanie. Dostrzegamy, że nie zapominacie o innych i jesteście gotowi nieść im pomoc nawet w sytuacji, gdy działania muszą być skoncentrowane na zapewnieniu bezpieczeństwa Waszym podopiecznym i Wam samym. Doceniamy każdą inicjatywę.

Szczególne podziękowania kierujemy do funkcjonariuszy Służby Więziennej, którzy do walki z wirusem SARS-CoV-2 włączyli więźniów. Skazani, by wspierać m.in. domy pomocy społecznej, placówki służby zdrowia, szyją maseczki, kombinezony ochronne i fartuchy – to doskonała forma resocjalizacji.

Dziękujemy!

Życzymy wszystkim, którzy służą w takich miejscach, zdrowia i wytrwałości.

Wesołych i spokojnych Świąt Wielkanocnych dla wszystkich Państwa!

dr hab. Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich

Pamięć i mądrość. Oświadczenie RPO w związku z rocznicami zbrodni katyńskiej i katastrofy smoleńskiej

Data: 2020-04-10

Obchodzimy w kwietniu dwie niezwykłe w dziejach Narodu Polskiego rocznice – 80. rocznicę zbrodni katyńskiej oraz 10. rocznicę  katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem.

Pamięć o oficerach i przedstawicielach polskiej inteligencji zamordowanych w Katyniu i innych miejscowościach stała się naszą powszechną traumą. Naszym zbiorowym głębokim przeżyciem jest również wspomnienie ofiar katastrofy smoleńskiej, a także długich dni żałoby następujących po tej tragedii.

W pewnym sensie każdy Polak stracił w tych wydarzeniach kogoś bliskiego, bowiem wyjątkowo głęboko zapisały się one w naszej świadomości zbiorowej. Również w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich mamy szczególne  powody do smutku i zadumy związanej z tymi rocznicami.

Zbrodnia katyńska była jednym z najbardziej wymownych przykładów ludobójstwa w XX wieku. Stała się dotkliwym symbolem tego, do czego prowadzić może wojna, nienawiść, pogarda dla praw człowieka oraz nieustępliwa wola wynarodawiania. Stąd pamięć o tej tragedii jest tak ważna dzisiaj dla osób i instytucji walczących o poszanowanie ludzkiej godności oraz o pamięć i umocnienie narodowej tożsamości. Choć działo się to w innych czasach, to przecież echa tamtych wydarzeń przenoszą się na naszą współczesność, wpływają na polityczne  i moralne wybory.

W 2010 roku w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem, obok wielu ważnych osobistości polskiego życia państwowego, zginął dr Janusz Kochanowski, rzecznik praw obywatelskich piątej, niedokończonej kadencji. Był osobą wybitną, wznoszącą się ponad istniejące podziały.  Potrafił z niezwykłą pasją walczyć o ludzkie sprawy. A przy tym nad wyraz szanował prawo i cenił dialog, nawet w trudnych i drażliwych tematach. Jego ostatnim działaniem przed wylotem na uroczystości rocznicowe było wystosowanie apelu do Ombudsmana Federacji Rosyjskiej, aby wspólnie uznać Katyń za miejsce pojednania i spotkań Polaków i Rosjan. Napisał wtedy między innymi:

"Jako Ombudsmani wiemy, że zbrodni i pogwałcenia elementarnych praw człowieka nie dokonuje naród. Czynią to konkretne instytucje i ludzie owładnięci szaleńczą ideologią; czynią to zbrodnicze systemy polityczne pozbawiające zwykłych obywateli podmiotowości. Naród jako taki staje się wręcz wrogiem bezwzględnych władców i totalitarnych partii rządzących (…)

Złóżmy hołd ofiarom, pracujmy nad odsłonięciem całej prawdy historycznej, ścigajmy zbrodniarzy. Zło nazywajmy złem, a ludobójstwo ludobójstwem. Ale wyciągnijmy wnioski z historii i dajmy szansę przyszłości. Uczyńmy Katyń miejscem spotkania, zwłaszcza młodzieży. Uczmy nowe pokolenia mądrego patriotyzmu, który w sąsiedztwie narodów pozwala dostrzegać więcej szans niż zagrożeń. I który miłość do ojczyzny łączy z poszanowaniem wolności jednostki oraz praw człowieka".

Mimo bolesnych wspomnień, warto zwrócić uwagę na ponadczasowe znaczenie tych słów. Pamięć, zwłaszcza zbiorowa, powinna być mądra. Nie wolno zatajać faktów, należy szanować bohaterów, ale naszym obowiązkiem jest też uczyć się na doświadczeniach, szczególnie tych tragicznych dla narodu. Czy dzisiaj to potrafimy?

Nic nie dorówna tamtym zdarzeniom sprzed lat, to oczywiste, lecz obecnie epidemia koronawirusa spowodowała, że znowu znaleźliśmy się w kryzysie, godzinie próby. Stajemy przed innymi, ale również ważnymi wyborami etycznymi, wymagającymi często określenia, czym są dla nas prawa człowieka oraz jakie wartości stawiamy na pierwszym miejscu.

Mam nadzieję, że będzie nas stać na podjęcie właściwych decyzji. Wierzę również, że nadejdzie czas, gdy zostaną urzeczywistnione nadzieje wyrażane przez Dr Janusza Kochanowskiego – o prawdzie, pojednaniu i dobrym sąsiedztwie. Choć to być może wyzwanie dopiero dla przyszłych pokoleń.

Orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie zawieszenia funkcjonowania Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego

Data: 2020-04-08
  1. 8 kwietnia 2020 r. Wielka Izba Trybunału Sprawiedliwości, na wniosek Komisji Europejskiej, ogłosiła postanowienie, w którym zdecydowała o zawieszeniu funkcjonowania Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego (sprawa C-791/19 R).
  2. Decyzja ta zapadła w postępowaniu dotyczącym wykorzystywania przez organy władzy publicznej mechanizmu odpowiedzialności dyscyplinarnej do wywierania nacisku na sędziów i wpływania na treść wydawanych przez nich orzeczeń sądowych, co prowadzi do ingerencji w sferę niezawisłości sędziowskiej oraz narusza wymogi skutecznej ochrony sądowej, gwarantowanej przez prawo Unii.
  3. Trybunał Sprawiedliwości w swoim orzeczeniu:
  • zawiesił stosowanie przepisów ustawy o Sądzie Najwyższym ustanawiających Izbę Dyscyplinarną (art. 3 pkt 5 ustawy o SN) i określających jej właściwość przedmiotową (art. 27 oraz art. 71 § 1 ustawy o SN);
  • zakazał przekazywania spraw zawisłych przed tą Izbą do rozpoznania składowi niespełniającemu wymogów niezależności wynikających z prawa Unii Europejskiej;
  • nakazał rządowi RP powiadomienie Komisji Europejskiej w przeciągu miesiąca o wszystkich środkach przyjętych w celu realizacji postanowienia TS.
  1. Od postanowienia Trybunału Sprawiedliwości nie przysługuje żaden środek odwoławczy, obowiązywać ono będzie do czasu wydania ostatecznego wyroku przez TS, w którym rozstrzygnie o zasadności wszystkich zarzutów podniesionych przez Komisję Europejską, wiąże ono Rzeczpospolitą Polską oraz wszystkie jej organy i instytucje, w przede wszystkim samą Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego,  natychmiast od chwili jego ogłoszenia.
  2. Trybunał nie zarządził kar finansowych za brak porządkowania się postanowieniu, ponieważ nie wnioskowała o nie jeszcze Komisja Europejska, która zastrzegła sobie prawo do złożenia dodatkowego wniosku o nałożenie okresowej kary pieniężnej, gdyby rząd polski nie zastosował się w pełni do środków zarządzonych przez Trybunał.
  3.  Należy też pamiętać, że zgodnie z orzecznictwem Trybunału brak natychmiastowego wykonania środka tymczasowego może stanowić źródło odpowiedzialności odszkodowawczej zobowiązanego państwa względem poszkodowanych jednostek.
  4. Postanowienie Trybunału zostało wydane w ramach postępowania ze skargi Komisji Europejskiej wniesionej przeciwko rządowi polskiemu na podstawie art. 258 TFUE w październiku 2019 r. Komisja sformułowała w niej pięć zarzutów naruszenia prawa UE: (1) dopuszczenie, aby treść orzeczeń sądowych mogła być kwalifikowana jako przewinienie dyscyplinarne; (2) brak zagwarantowania niezależności i bezstronności Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego; (3) dyskrecjonalny charakter uprawnienia prezesa Izby Dyscyplinarnej do wyznaczania sądu dyscyplinarnego pierwszej instancji; (4) niezapewnienie gwarancji rzetelnego procesu, w tym w zakresie prawa obwinionego sędziego do obrony oraz rozpoznania sprawy w rozsądnym terminie; (5) ograniczanie prawa sądów do występowania z pytaniami prejudycjalnymi do Trybunału Sprawiedliwości przez możliwość wszczęcia postępowania dyscyplinarnego.
  5. Skargę o naruszenie prawa unijnego Komisja umotywowała wymogami skutecznej ochrony sądowej, objętej gwarancjami prawa unijnego (art. 19 ust. 1 akapit 2 Traktatu o Unii Europejskiej), obejmującej prawo do rzetelnego procesu przez niezależnym, niezawisłym i bezstronnym sądem. Komisja wskazała także na naruszenie przez rząd polski prawa sądów krajowych do prowadzenia dialogu sądowego z Trybunałem Sprawiedliwości i występowania doń z pytaniami prejudycjalnymi (art. 267 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej; TFUE).
  6. Popierając stanowisko Komisji, do sprawy przez nią wniesionej, przystąpiło szereg państw członkowskich Unii: Belgia, Dania, Finlandia, Holandia, Szwecja. Tak szerokie uczestnictwo innych państw w postępowaniu o naruszenie prawa Unii należy do rzadkości i wskazuje na negatywną ocenę przyjętych w Polsce przez organy władzy ustawodawczej i wykonawczej rozwiązań prawnych oraz praktyki ich stosowania w zakresie postępowań dyscyplinarnych przeciwko polskim sędziom.
  7. W ramach postępowania zawisłego przed Trybunałem Sprawiedliwości, 23 stycznia 2020 r. Komisja wystąpiła do TS na podstawie art. 279 TFUE o zastosowanie środków tymczasowych. Wniosek ten odnosił się zatem do drugiego zarzutu sformułowanego w skardze Komisji.  9 marca 2020 r. w Trybunale Sprawiedliwości odbyła się rozprawa co do dopuszczalności i zasadności podjęcia zawnioskowanego środka tymczasowego, podczas której Trybunał badał, czy istotnie zachodzą przesłanki wydania takiego orzeczenia zabezpieczającego, tj.:
  • czy uprawdopodobniona jest zasadność zarzutów postawionych rządowi polskiemu przez Komisję obejmujących brak wymaganego prawem Unii zagwarantowania niezależności i bezstronności Izby Dyscyplinarnej;
  • czy sprawa środków tymczasowych ma pilny charakter, to znaczy, czy istnieje konieczność orzeczenia tymczasowego, aby zagwarantować skuteczność przyszłego wyroku w przedmiocie nadużywania przez organy władzy publicznej reżimu odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów w Polsce i czy bez takiego zabezpieczenia występuje prawdopodobieństwo powstania dla systemu unijnego poważnej i nieodwracalnej szkody;
  • czy wyważenie interesów dopuszcza wydanie postanowienia o zabezpieczeniu – jakie jest ryzyko wywołania skutków definitywnych na skutek zawieszenia Izby Dyscyplinarnej, a jakie ryzyko wystąpi w przypadku odmowy zastosowania wnioskowanego środka.
  1. Trybunał Sprawiedliwości, nie przesądzając jeszcze ostatecznie o zasadności zarzutów przedstawionych przez Komisję, co będzie przedmiotem wyroku kończącego sprawę, uznał, że argumenty dotyczące braku istnienia gwarancji niezależności i bezstronności Izby Dyscyplinarnej SN wydają się niepozbawione poważnej podstawy.
  2. TS podkreślił, że zgodnie z zasadą podziału władz konieczne jest zagwarantowanie niezależności sądów względem władzy ustawodawczej i wykonawczej, tak, aby sędziowie chronieni byli przed ingerencją i naciskami z zewnątrz oraz wykluczone były wątpliwości co do niezależności organu sądowego i jego neutralności. W tym kontekście Trybunał odwołał się do swojego wcześniejszego wyroku z 19 listopada 2019 r. wskazując na elementy pozwalające dokonać oceny niezależności Izby Dyscyplinarnej SN dotyczące jej właściwości, składu, warunków i procesu powoływania jej członków oraz stopnia autonomii. (C-585/18, C-624/18 i C-624/18 A.K.), a także do wyroków Izby Pracy Sądu Najwyższego z 5.12.2019 r. i 15.01.2020 r. zapadłych po wydaniu wyroku TS z 19.11.2019 r.
  3. Wydając postanowienie Trybunał uznał, że sprawa zarządzenia środków, o które wniosła Komisja, jest pilna i są one niezbędne do zabezpieczenia pełnej skuteczności przyszłego orzeczenia TS. Trybunał podkreślił, że gwarancja niezależności Izby Dyscyplinarnej ma zasadnicze znaczenie dla zachowania niezależności tak Sądu Najwyższego, jak i sądów powszechnych. Sama bowiem perspektywa wszczęcia postępowania dyscyplinarnego, mogącego prowadzić do rozpoznania sprawy przez organ pozbawiony gwarancji niezależności, może negatywnie wpłynąć na niezawisłość sędziów. Zachowanie zaś niezależności Sądu Najwyższego oraz sędziów sądów powszechnych jest kluczowe dla zagwarantowania skutecznej ochrony praw, jakie jednostki wywodzą z prawa Unii. Brak gwarancji niezależności Izby Dyscyplinarnej może zatem wyrządzić poważną i nieodwracalną szkodę unijnemu porządkowi prawnemu, a także zagrozić ochronie praw jednostek oraz wartościom Unii.
  4. Treść dzisiejszego rozstrzygnięcia TS nie jest zaskoczeniem w świetle wcześniejszego orzecznictwa Trybunału. Przywołując niedawny wyrok w sprawie sędziów Maciejewskiej i Tulei, Trybunał Sprawiedliwości przypomniał, że choć organizacja wymiaru sprawiedliwości w państwach członkowskich należy do ich kompetencji, to przy ich wykonywaniu państwa mają obowiązek dotrzymywać zobowiązań wynikających dla nich z prawa Unii (wyrok z 26 marca 2020 r, sprawy C-558/18 i C-563/18, https://www.rpo.gov.pl/pl/content/rpo-tsue-potwierdzil-niedopuszczalnosc-dyscyplinarek-sedziow-za-pytanie-prejudycjalne). Państwa mają zatem obowiązek ustanowić środki skutecznej ochrony prawnej w dziedzinach objętych prawem Unii, realizowane przed organami spełniającymi europejskie wymogi „sądu”, który nieodłącznym elementem jest niezależność, niezawisłość i bezstronność. Elementem tej niezawisłości jest system odpowiedzialności dyscyplinarnej spełniający, także w odniesieniu do organów orzekających w ramach takiego systemu dyscyplinarnego, wszystkie wymogi zasady skutecznej ochrony sądowej.

 

Webinary RPO

Data: 2020-04-06

W czasach epidemii Rzecznik poza zgłaszaniem władzy swoich uwag do wprowadzanego prawa oraz interweniowaniem w sprawach obywateli w sposób szczególny stara się być bliżej ludzi, odpowiadać na ich pytania, wątpliwości.
Webinary są dokonałym narzędziem komunikacji. To rodzaj spotkania, które dzięki nowej technologii, pozwala na aktywną debatę w trybie zdalnym. Każdy z nas może wziąć w niej udział i zadawać pytania gościom. Współpracując z różnymi podmiotami, które podjęły się organizacji webinariów, w najbliższym czasie RPO będzie gościem wielu takich rozmów.

W tym miejscu będziemy publikować linki do tych interaktywnych rozmów, by ułatwić wszystkim dotarcie do źródeł - mamy nadzieję ciekawych debat.

  • 6 kwietnia 2020 - Koronawirus: prawa obywatelskie w czasie epidemii - webinar Uniwersytetu SWPS - Link do zapisów
    Wideo z webinaru dostępne jest tutaj: Webinar RPO i SWPS
  • 22 kwietnia 2020 , godz. 19.00 - Webinarium: o rodzinie i rolach rodziców w obecnej sytuacji  - Rejestracja na Webinar 

    Webinarium poprowadzi: Magdalena Śniegulska – dr psychologii w Szkole Edukacji Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności i UW, oraz Uniwersytecie SWPS, terapeutka, członkini m.in. PTP, założycielka Stowarzyszenia „Wspólne Podwórko”, autorka licznych publikacji z zakresu wychowania dzieci, problemów rozwojowych; jako ekspertka często współpracuje z mediami. Organizatorami webinarium są: RPO, akcja Masz Głos Fundacji Batorego 

  • 30 kwietnia 2020, godz.19.00 - webinar Trick or treat? Why do legal responses to Covid-19 differ across Europe? organizowane przez Centre on Law & Social Transformation na Uniwersytecie w Bergen - link do udziału w spotkaniu (możliwosć zadawania pytań) oraz link do transmisji spotkania w serwisie YouTube. Udział w seminarium wezmą przedstawiciele Polski (Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich), Francji (Stéphanie Hennette-Vauchez z Uniwersytetu w Nanterre pod Paryżem), Norwegii (Eirik Holmøyvik, profesor prawa oraz członek Komisji Weneckiej) oraz Węgier (Alida Steigler z Uniwersytetu Budapesztańskiego). Prelegenci omówią, dlaczego w kontekście europejskim wprowadzono tak różne podejścia prawne w celu opanowania pandemii COVID-19. Wydarzeniu będzie przewodniczył Siri Gloppen (profesor polityki porównawczej Uniwersytetu Budapesztańskiego). Spotkanie będzi eprowadzone w języku angielskim.

Oprócz tego RPO wraz z Fundacją Batorego organizuje cykl debat online. O projekcie można przeczytać TUTAJ: https://www.rpo.gov.pl/pl/content/koronawirus-debaty-polska-w-czasie-epidemii

Harmonogram:

  • 16 kwietnia, godz. 19.00 - dr hab. Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich: „Czego kryzys może nauczyć obywateli?” - retransmisja
  • 23 kwietnia, godz. 19.00 - prof. Bogdan de Barbaro: „Jak zachować dobrą kondycję psychiczną podczas epidemii” - link do wydarzenia 
  • 30 kwietnia, o stanie demokracji i wyborach
  • 7 maja, o problemach na poziomie samorządów
  • 14 maja, o sytuacji w kulturze
  • 21 maja, o roli mediów w obecnej sytuacji
  • 28 maja, o społeczeństwie

Rozmowy prowadzi Edwin Bendyk, członek Zarządu Fundacji Batorego, publicysta „Polityki”

Światowy Dzień Świadomości Autyzmu

Data: 2020-04-02

2 kwietnia przypada Światowy Dzień Świadomości Autyzmu.

Osoby w spektrum autyzmu należą do grup najbardziej narażonych na dyskryminację, przemoc i wykluczenie. Autyzm jest całościowym zaburzeniem rozwoju dziecka o podłożu neurologicznym, który dotyczy tysięcy dzieci w całej Polsce. Osoby z autyzmem mają problemy z mówieniem, postrzeganiem świata, rozumieniem relacji społecznych. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) autyzm występuje u 1 na 100 dzieci, co oznacza, że w Polsce żyje ich około 400 tysięcy. Światowy Dzień Świadomości Autyzmu, ustanowiony przez Zgromadzenie Ogólne ONZ, ma na celu propagowanie wiedzy na temat tego zjawiska.

Rzecznik Praw Obywatelskich jako organ do spraw równego traktowania oraz monitorujący wdrażanie w Polsce Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych popiera każdą inicjatywę mającą za zadanie zwiększyć świadomość społeczeństwa na temat wyzwań, z jakimi mierzą się osoby z niepełnosprawnościami.

W ramach obchodów Światowego Dnia Świadomości Autyzmu realizowane są liczne inicjatywy na rzecz przeciwdziałania dyskryminacji osób ze spektrum autyzmu i ich rodzin.

Jedną z nich jest „Polska na Niebiesko” – coroczna kampania społeczna organizowana przez Fundację JiM o zasięgu ogólnopolskim. Akcji towarzyszy kampania medialna i online za pomocą strony internetowej: https://www.polskananiebiesko.pl/. Co roku Rzecznik Praw Obywatelskich bierze udział w tej akcji i podświetla siedziby swojego Biura oraz Biur Pełnomocników Terenowych na niebiesko.

Z kolei kampania „Dzieciństwo bez przemocy, dorosłość bez lęku” została przygotowana przez obywatelską inicjatywę „Chcemy Całego Życia” oraz organizacje partnerskie. Na portalu https://www.facebook.com/ChcemyCalegoZycia/ publikowane są historie osób w spektrum autyzmu i ich bliskich. Kampania zwraca uwagę na przemoc w okresie dzieciństwa i jej konsekwencje w dorosłym życiu osób autystycznych.

Bądźmy solidarni z osobami z autyzmem!

 

****

Warto zwrócić uwagę na głos self-adwokatów ze środowiska osób ze spektrum autyzmu, który publikujemy w załączniku.

Konstytucja ratuje państwo i społeczeństwo. Rocznica Konstytucji z 2 kwietnia 1997 r. – oświadczenie RPO

Data: 2020-04-02

Coraz więcej zawdzięczamy naszej Konstytucji. Okazuje się, że w czasach kryzysu, gdy narasta chaos w życiu publicznym i społeczny strach przed skutkami epidemii, ustawa zasadnicza staje się dla wszystkich głównym punktem odniesienia. Podkreślam, dla wszystkich, ponieważ dzisiaj powołują się na nią już nie tylko środowiska obywatelskie i opozycyjne, ale także rządzący.

Problem w tym, że w ostatnich kilku latach robiono wiele, aby osłabić autorytet i znaczenie Konstytucji w społecznej świadomości oraz w funkcjonowaniu państwa. Skoro nie można było jej  zmienić, to była marginalizowana, tak aby nie przeszkadzała w realizacji założonych celów politycznych. Stąd między innymi doprowadzono do destrukcji systemu interpretacji konstytucyjnych postanowień – począwszy od zmiany rzeczywistej roli Trybunału Konstytucyjnego, a skończywszy na systematycznym niszczeniu autorytetów publicznych oraz nękaniu aktywistów i sędziów.

W efekcie narasta zamęt, niepewność i pomieszanie pojęć. Ten, kto jest przy głosie – a najczęściej przy głosie są rządzący – próbuje na własną rękę przedstawić swoje działania i decyzje, jako zgodne z Konstytucją. Korzysta z tego, że w praktyce przestaje funkcjonować system weryfikacji takich oświadczeń. Niestety, stają się one przez to coraz bardziej pustosłowiem, a przez wielu postrzegane są jako zabieg marketingowy i propagandowy.

Trudno będzie odbudować ten niszczony z miesiąca na miesiąc ład państwowy, lecz wierzę, że jest to możliwe. Źródłem tej nadziei jest fakt, że wciąż mamy fundament, na którym 2 kwietnia 1997 roku postawiliśmy nasz demokratyczny dom: Konstytucję! Konstytucja przetrwała, sprawdziła się (nawet jeśli ją wielokrotnie łamano i nadużywano), a w czasach kryzysu przeżywa wręcz drugą młodość.  Nawet jej prześladowcy bowiem zauważyli, że nie ma innego aktu, innej idei, wokół której można by dalej organizować życie państwowe.

Budujące jest również to, że w tymczasem nastąpiła swoista dywersyfikacja poczucia odpowiedzialności za funkcjonowanie Konstytucji. Gdy władze państwowe zaczęły wyzbywać się tej odpowiedzialności, upowszechniła się i umocniła odpowiedzialność indywidualna obywateli. Ludzie szybko zrozumieli, że muszą sami bronić swoich konstytucyjnych praw i wolności. Im bardziej lekceważąco mówili o tym prezydent, premier czy przedstawiciele partii rządzącej, tym więcej osób zaczęło się wprost utożsamiać z Konstytucją, poczuło się jej obrońcami i przedstawicielami. To już nie tylko sędziowie, samorządowcy czy naukowcy, ale również środowiska i organizacje społeczne, spontaniczne grupy obywateli. Bycie obrońcą Konstytucji stało się ważnym składnikiem tożsamości, swoistą obywatelską i etyczną cezurą. Ci ludzie, gdziekolwiek są i jakiekolwiek funkcje pełnią, stali się prawdziwymi szczerymi konstytucyjnymi patriotami.

Przyszło nam dziś obchodzić rocznicę Konstytucji w czasach wyjątkowo trudnych, wymagających z jednej strony solidarności i współpracy, a z drugiej odwagi w podejmowaniu decyzji.  Ważą się losy, czy skupimy się na ratowaniu ludzkiego zdrowia i życia, na pomocy tysiącom pracowników i przedsiębiorców, czy na podgrzewaniu politycznego konfliktu wokół terminu wyborów prezydenckich. Obie strony powołują się na Konstytucję. Proponuję zatem, aby w tym rocznicowym dniu wszyscy uczynili jedno: jeszcze raz dokładnie przeczytali naszą Ustawę Zasadniczą. Moim zdaniem, nie pozostawia ona żadnych wątpliwość, na czym powinna polegać dbałość o dobro wspólne czy o bezpieczeństwo obywateli. Konstytucja niezwykle jasno wskazuj, jaką odpowiedzialność w tym zakresie ponoszą władze publiczne i  jakimi dysponują instrumentami, aby przeciwdziałać zagrożeniom, a także kiedy i jak należy je stosować.

Jednocześnie, jako rzecznik praw obywatelskich, chciałem zaapelować po raz kolejny do wszystkich moich współobywateli o konsekwentne przestrzegania tych wszystkich regulacji, które odnoszą się do przeciwdziałania epidemii. Zarówno dlatego, że do przestrzegania prawa zobowiązuj nas art. 83 Konstytucji, jak i z poczucia elementarnej odpowiedzialności, z troski o zdrowie i bezpieczeństwo naszych najbliższych. To są dzisiaj wartości, które powinniśmy bezwzględnie postawić na pierwszym miejscu. Nie zapominając oczywiście ani przez chwilę także o wszystkich innych prawach i wolnościach, w które  wyposażyła nas Konstytucja, i których, jako obywatele i konstytucyjni patrioci, powinniśmy dla dobra wspólnego z całą determinacją strzec. 

Adam Bodnar
Rzecznik Praw Obywatelskich

Warszawa, 2 kwietnia 2020 r.

Wspomnienie o Krzysztofie Pendereckim

Data: 2020-03-29

Zmarł Krzysztof Penderecki, jeden z najwybitniejszych polskich artystów na przełomie XX i XXI wieku.

W Biurze RPO wspominamy Go w związku ze zorganizowanymi przez nas obchodami 60. rocznicy uchwalenia Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. 4 grudnia 2008 roku z inicjatywy  dr. Janusza Kochanowskiego w Kościele Św. Józefa Robotnika w Oświęcimiu dla uczestników obchodów wystąpiła Narodowa Orkiestra Polskiego Radia w Katowicach, która wykonała utwór „Siedem bram Jerozolimy” pod osobistą dyrekcją kompozytora. Zachowamy wdzięczną pamięć o Mistrzu i jego dziele.

Żonie, Pani Elżbiecie Pendereckiej oraz Najbliższym Zmarłego składamy szczere kondolencje.

Vera Jourova po spotkaniu z RPO: jestem otwarta na dialog, ale także zmartwiona kampanią przeciw sędziom

Data: 2020-01-28

Kryzysowa sytuacja wokół polskiego sądownictwa była głównym tematem rozmów wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej ds. praworządności Very Jourovej z rzecznikiem praw obywatelskich Adamem Bodnarem 28 stycznia 2020 r.

Ze strony RPO w spotkaniu uczestniczyli także: zastępcy RPO Hanna Machińska i Maciej Taborowski, Mirosław Wróblewski, dyrektor Zespołu Prawa Konstytucyjnego, Międzynarodowego i Europejskiego Biura RPO oraz specjalistka tego zespołu Magdalena Wilczyńska.

W wypowiedzi dla prasy po spotkaniu Vera Jourova podkreśliła, że przez cały dzień rozmawia z rożnymi przedstawicielami Polski, aby zebrać informacje. Może przekazać przewodniczącej Komisji Europejskiej, że drzwi dla dialogu w Polsce są otwarte.

- Jestem otwarta na dialog, ale jestem też zmartwiona kampanią przeciw sędziom i chciałabym zrobić więcej by ich przed nią bronić – oświadczyła pani komisarz. Taka szkodliwa kampania nie tworzy bowiem atmosfery, która sprzyjałaby ich wymagającej pracy.

Vera Jourova życzyłaby sobie dobrego, długoterminowego rozwiązania  omawianych kwestii.

Jak mówił Adam Bodnar po spotkaniu, rozmowy dotyczyły głównie reformy sądownictwa i jej wpływu na przestrzeganie praw i wolności obywatelskich w Polsce.

- Pani komisarz przypomniała swój list z 19 grudnia 2019 r., w którym wskazywała na wątpliwości dotyczące ustawy sądowej - powiedział rzecznik. Omawiano również argumenty, przedstawiane w toku procesu legislacyjnego ustawy sądowej 20 grudnia 2019 r. Vera Jourova mówiła także o wniosku z 23 stycznia 2020 r. Komisji Europejskiej o zastosowanie środka tymczasowego przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w kwestii polskiego systemu dyscyplinarnego wobec sędziów. Omawiano również argumenty, przedstawiane w toku procesu legislacyjnego ustawy z sądowej.

- Skierowanie wniosku o środek tymczasowy świadczy, że Komisja Europejska  niezwykle poważnie traktuje to, co się w Polsce dzieje i w tym standardzie działania nie odbiega od poprzedniej KE – ocenił RPO.

Pytany przez dziennikarzy, czy widzi szanse na wyjście z konfliktu wokół sądownictwa, Adam Bondar odpowiedział, że szansa istnieje. Dał ją Sąd Najwyższy w uchwale trzech połączonych Izb Sądu Najwyższego. W mądry sposób powiązała ona sprawy niezależności sądownictwa i indywidualnych składów orzekających z kwestią niedoprowadzeniem do zwiększenia chaosu w sądach. W ocenie RPO drugą częścią tej szansy jest podjęcie rozmów na ten temat, ale będą miały one sens tylko i wyłącznie wtedy, jeśli ustawa sądowa nie zostanie podpisana przez prezydenta. Inaczej problem będzie narastał.  

Podczas spotkania rozmawiano także o sprawie uchwał anty-LGBT, jakie podejmują niektóre jednostki samorządu terytorialnego w Polsce. Rzecznik podkreślił, że tym tematem była zainteresowana pani komisarz, która wcześniej zajmowała się w Komisji ochroną praw fundamentalnych i prawem antydyskryminacyjnym.

Na dziedzińcu siedziby Biura RPO manifestowało kilkanaście osób z flagami Polski i Unii oraz transparentami "Nie opuszczaj nas, Europo!" i "Jesteśmy Europejczykami". Pani komisarz pozdrowiła demonstrujących.

 

Obchody 75-lecia wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz - z udziałem RPO

Data: 2020-01-27

Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar i jego zastępczyni Hanna Machińska wzięli 27 stycznia 2020 r. udział w oficjalnych obchodach 75. rocznicy wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz, które odbyły się na terenie byłego obozu.

W uroczystościach uczestniczyło ok. 200 byłych więźniów i Ocalałych z Holokaustu z wielu krajów świata oraz przedstawiciele 60 państw i organizacji międzynarodowych. 

Nad Bramą Śmierci byłego obozu Auschwitz II-Birkenau ustawiono specjalny namiot. Zebranych powitał prezydent RP Andrzej Duda. Wystąpienia wygłosili przedstawiciele Ocalałych z Auschwitz, w tym Marian Turski, były więzień, Przewodniczący Rady Muzeum Historii Żydów Polskich i członek Rady Społecznej przy RPO.

Odbyły się modlitwy ekumeniczne. Hołd ofiarom przy pomniku oddała delegacja Ocalałych oraz szefowie wszystkich delegacji uczestniczących w obchodach.

27 stycznia obchodzony jest również Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu.

Podczas uroczystości pod Pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie, wieniec złożyli zastępca RPO Stanisław Trociuk i dyrektor generalna Biura RPO Katarzyna Jakimowicz.

 

Prawa człowieka 2035 – Pięć Wyzwań i Pięć Drogowskazów. Tekst i nagranie wystąpienia RPO

Data: 2019-12-14

Sesja 38: Prawa człowieka 2035 III KPO

  • Apeluję do polityków – nie tego czy innego rządu, co chciałbym bardzo mocno podkreślić, ale wszystkich, bo problem braku strategicznego podejścia to problem towarzyszący Polsce od lat.
  • Apeluję do kandydatów na prezydenta, których osobiście lub w osobach przedstawicieli mieliśmy zaszczyt tu gościć na Kongresie Praw Obywatelskich.
  • Popatrzmy w przyszłość. Zobaczmy co naprawdę jest ważne. I przygotujmy się na to.  Zanim będzie za późno.

Moja praca i odpowiedzialność to bronienie praw obywateli. Bronienie praw ludzi. Na co dzień. Często oznacza to reagowanie na niesprawiedliwość, krzywdę, interwencje, wystąpienia. 

Rolę rzecznika widzę też jednak na innym poziomie. Dlatego tu dziś stoję i dlatego pozwalam sobie powiedzieć o tym, co bardzo mnie martwi. 

Nie jestem politykiem, ale to w bieżącym stylu prowadzenia polityki widzę ogromne zagrożenie dla praw obywateli. Martwi mnie to, jak daleko jest dziś cała machina zarządzania państwem od zapewnienia obywatelom prawa do bezpiecznej przyszłości.

Martwi mnie to, że cały dyskurs polityczny i medialny, tonie dziś w personalnych atakach, partyjnych „przekazach dnia”, aferach, wzajemnych oskarżeniach, codziennym ping-pongu między kilkoma obozami politycznymi. Ping-pongu, z którego rzadko kiedy wynika coś dobrego, jeśli chodzi o kształtowanie naszej przyszłości.

To nie o tym powinna być polityka. Nie o tym jest misja rządzenia państwem.

Stoimy na progu ogromnych wyzwań cywilizacyjnych.

Od nas zależy jak do nich podejdziemy oraz czy stworzymy strategię dalszego rozwoju naszego kraju oraz kontynentu.

Bo polityka to odpowiedzialność. Tymczasem, poważne problemy i wyzwania, które w perspektywie lat będą wpływać na codzienne życie nas wszystkich, obywateli, są gdzieś poza dyskursem publicznym.

Nie mamy jako państwo debaty strategicznej, nie mamy sztabów kryzysowych, nie szukamy rozwiązań na nadciągające potężne zagrożenia.

Szukamy rozwiązań, które mają uchronić nasz dobrostan „tu i teraz”, bo przecież później „jakoś to będzie”, „po nas choćby potop” albo „niech się martwią następcy”.

Dlatego staję tu dziś, i w imieniu obywateli, pozwalam sobie przypomnieć politykom – ludziom, którzy odpowiadają za zarządzanie tym państwem: wyzwania i Wasze zadania są gdzieś indziej. Nie w studio TV. Nie w kolejnej kampanii wyborczej. Ale w perspektywie najbliższych 15-20 lat. I w programie, który trzeba mieć na te 15-20 lat. 

Obywatele tego kraju mają prawo do tego, żeby reprezentujący ich politycy wykonali pracę, którą im powierzono: zapewnili ludziom i państwu bezpieczeństwo. A temu bezpieczeństwu – o tym dyskutowaliśmy w czasie Kongresu - zagraża dziś szereg potężnych zjawisk. 

Kryzys klimatyczny, który nie jest odległym problemem oceanów i zagranicznych mówców ONZ, ale już dziś przekłada się na zdrowie naszych dzieci, naszą przyrodę, naszą długość życia.

Nieubłagana demografia, która już wkrótce postawi miliony Polaków przed wyzwaniem samotnej starości lub samodzielnej opieki nad starszymi rodzicami, dla których państwo nie ma rozwiązań (albo ma takie, które nie są zgodne ze standardami praw człowieka).

To jest wyzwanie dialogu pokoleń…

Mamy prawo do czystego powietrza.

Mamy prawo do godności na starość.

Mamy prawo do ochrony zdrowia.

Mamy prawo do edukacji.

To nie są prawa właściwe dla elektoratu jednej czy drugiej partii. Tu nie ma podziałów, kłótni. To prawa, które mamy wszyscy. I są ważniejsze niż codzienne spory. Wszyscy, niezależnie od poglądów, oddychamy dziś w Polsce fatalnym powietrzem. Wszystkich nas czeka starość. Wszystkim nam zależy na dobrej edukacji naszych dzieci i wnuków.

Wszyscy razem musimy się zmobilizować i coś z tym zrobić

Ogromną rolę mają tu także media. Klimat i demografia nie jest dziś tematem na paski. To zagrożenie spowodowane błyskawicznym rozwojem technologicznym też nie pojawia się na tych paskach. A nie to, co czasami definiuje się jak news, coś o czym tak naprawdę za 2-3 dni nawet nie pamiętamy.

A planeta cały czas się zmienia.

Posłużę się przykładem kolokwialnym, ale dobrze oddaje problem, w jakim się dziś znaleźliśmy. 

Każdy z nas robił w domu remont. Zatrudniając ekipę remontową, oczekujemy od jej szefa, że będzie miał jakiś plan. Zaplanuje prace tak, by sprostały wyzwaniom, zarządzi budżetem, przygotuje plan wnętrza i zajmie się wykonaniem pracy, tak, żeby na koniec powstał oczekiwany efekt.

No właśnie.

Tego samego powinniśmy oczekiwać od liderów. Od polityków. Urzędników. Ludzi, których pracą jest zapewnienie obywatelom praw do godnego życia. 

Czy mamy poczucie, że ktoś ma dziś plan? Na 2030, 2035, 2050?

Kiedy się posłucha ich ostatnich wypowiedzi, to nie.

Rok 2035 to wbrew pozorom nie jest odległa perspektywa. Już teraz możemy pokusić się na refleksję, jak będzie zmieniała się rzeczywistość, jakie trendy rozwojowe będziemy obserwowali.

Warto się zastanowić, co robiliśmy 15 lat temu, w 2004 r. Okaże się, że każdy z nas jest w stanie przypomnieć sobie różne wydarzenia, a także, że przecież 15 lat temu było „przed chwilą”.

Wyobraźmy sobie więc kolejne 15 lat. Jakie mamy wyzwania

Widzę 5 wyzwań i 5 drogowskazów, które mogą nam pomóc przygotować się do tej ciężkiej drogi. 

To jest moja perspektywa. Wynikająca z pracy w Biurze Rzecznika, rozmów tu, z Państwem, z lektury skarg od obywateli.

Może właściwa, może nie. Można się z nią nie zgodzić. Ale apeluję: oderwijmy się od perspektywy "dziś i jutro".

Popatrzmy 15 lat do przodu.

Zastanówmy się, przed jakimi wyzwaniami stoimy oraz jak możemy sobie z nimi poradzić.

Jak może nam w tym pomóc Konstytucja oraz standardy praw człowieka.

Zmiana klimatu to fakt naukowy

Trudno z nim polemizować, obserwując wysychające Wodospady Wiktorii czy topniejące lodowce. Podwyższenie średniej temperatury na naszej planecie będzie powodowało zmiany społeczne, zagrożenie życia i zdrowia oraz masowe migracje. Prof. Philip Alston, specjalny sprawozdawca ONZ ds. Praw Człowieka i Skrajnego Ubóstwa który jest gościem Kongresu, sformułował pogląd, że będziemy coraz bardziej doświadczać tzw. apartheidu klimatycznego – wykluczenia biedniejszych mieszkańców planety z możliwości uchronienia się przed konsekwencjami zmiany klimatu. Bo bogatsi będą mieli różne możliwości poradzenia sobie z kryzysem.

Zmiana klimatu wpływać będzie zatem na nasze dyskusje o prawie człowieka nie tylko do czystego środowiska, ale wręcz przeżycia. To jest także odpowiedzialność za przyszłe pokolenia.

Zastanówmy się, co nas czeka. Czy będziemy mieli black out w Polsce? Czy w woj. łódzkim zabraknie wody? Czy huragany będą nawiedzać polskie lasy regularnie i niszczyć je tak jak w Rytlu?

Nowe technologie ułatwiają nam życie oraz przyczyniają się do rozwoju cywilizacyjnego

Algorytmy i sztuczna inteligencja stają się naszą codziennością. W kontekście praw człowieka nowe technologie przynoszą także zagrożenie – ze strony państw oraz wielkich korporacji.

Ułatwienie komunikacji oraz wyborów konsumenckich uwodzi. Przekazujemy nasze dane, mamy coraz mniejszą kontrolę nad nimi, a jednocześnie poddajemy się coraz większej manipulacji.

Powstaje pytanie czy jesteśmy w stanie się zatrzymać, czy tworzenie „społeczeństwa nadzorowanego” to autostrada tylko w jednym kierunku. Jeśli nie uświadomimy sobie zagrożeń związanych z coraz większą kontrolą nad naszym życiem, to tworzymy przestrzeń do ograniczania praw i wolności politycznych i świadomych wyborów.

Czy już za kilka lat – wzorem Chin – wprowadzimy system zbierania punktów przez obywateli przez całe życie, dzięki czemu tym najbardziej zasłużonym stworzymy dostęp do lepszych szkół i do pracy.

A może wybudujemy wieże – wzorem Hongkongu, które pozwalać będą na identyfikację biometryczną wszystkich mieszkańców miast, w tym także uczestników demonstracji?

A może wzorem Rosji wprowadzimy suwerenny internet, nasz własny, polski, patriotyczny i narodowy oraz nałożymy na dostawców obowiązek instalowania specjalnych nakładek pozwalających na kontrolowanie naszej działalności i blokowanie stron?

Problemy demograficzne będą narastać ze względu na starzenie się społeczeństw europejskich

Wydłuża się czas życia, co oczywiście nie jest złą informacją. Ale czy starość dla wszystkich będzie radosna? Czy będziemy w stanie rozwiązać problemy z zapewnieniem godnej opieki dla osób starszych, czy frustrację spowodowaną niskimi emeryturami (szczególnie w przypadku braku kompleksowej reformy systemu).

Czy emigracje zarobkowe i otwarte granice powodują także zanikanie więzi solidarności międzypokoleniowej?

Konsekwencją starzenia się społeczeństwa będzie wzrost nakładów na służbę zdrowia i usługi pielęgnacyjne. Jednocześnie towarzyszyć temu będą zwiększone oczekiwania społeczne ze względu na rozwój medycyny. No bo skoro medycyna oferuje określone rozwiązanie, to dlaczego państwo ma mi tego nie zapewnić?

Wreszcie wyzwanie to konsekwencje migracji – stopniowe tworzenie się w Polsce społeczeństwa wielokulturowego oraz ewentualne konflikty społeczne na tym tle w sytuacji kryzysu gospodarczego. Czy nasze społeczeństwo jest na to gotowe?

Czy jak Korea Południowa i Japonia będziemy mieć problemy z samobójstwami ludzi starszych.

Czy czeka nas bunt młodych, którzy nie będą chcieli finansować kosztownych operacji ludziom starszym?

Obserwujemy coraz większy rozdźwięk między światem młodzieży a światem osób starszych, co wpływa na poziom zrozumienia wartości demokratycznych

Wynika to z innych doświadczeń pokoleniowych i historycznych, ale także innych sposobów korzystania z mediów, internetu oraz komunikowania się. Kilka sesji w czasie Kongresu było temu poświęconych.

Skutkiem jest kryzys autorytetów oraz zrozumienia dla znaczenia obywatelstwa jako członkostwa we wspólnocie politycznej. Nie dbamy o to, co może nam się wydawać naturalne, tak jak nie dostrzegamy powietrza, kiedy nim oddychamy. Ten rozdźwięk może spowodować zagrożenie dla demokracji, wpływać na emocjonalny charakter codziennej polityki oraz na wzrost postaw ksenofobicznych i nacjonalistycznych oraz populizmów.

O tym mówiła Olga Tokarczuk w Wykładzie Noblowskim: „Zamiast usłyszeć harmonię świata, usłyszeliśmy kakofonię dźwięków, szum nie do zniesienia, w którym rozpaczliwie próbujemy dosłuchać się jakiejś najcichszej melodii, najsłabszego chociaż rytmu. Parafraza szekspirowskiego cytatu jak nigdy pasuje dzisiaj do tej kakofonicznej rzeczywistości: internet to coraz częściej opowieść idioty pełna wściekłości i wrzasku”.

Demokracja, prawa człowieka i praworządność stanowią - od czasów II wojny światowej - triadę definiującą rozwój państw w sferze atlantyckiej

Ale obecnie w Polsce przeżywamy kryzys praworządności. On się szybko nie skończy. Będzie kształtował naszą rzeczywistość jeszcze przez długie lata, ze względu na już dokonane zmiany, ale także niską świadomość prawną społeczeństwa.

Będzie powodował zwiększone zagrożenie korupcją oraz marnotrawienie naszych szans rozwojowych. Jego skutkiem będzie także rosnące poczucie niesprawiedliwości oraz zagrożenia dla praw mniejszości.

Według badaczy międzynarodowych z IDEA wciąż 43% państw na świecie ma wysoki poziom korupcji. Czy chcemy do nich dołączyć, czy być jak Norwegia, Szwecja, Dania, Holandia – państwa o największym poziomie praworządności?

Musimy cały czas podlewać roślinkę zaufania do prawa, państwa i instytucji. Jeśli nie uchronimy jej od chwastów oraz nadmiernego światła, to nie wyrośnie piękny dąb, tylko uschnie.

W świetle tych wyzwań powstaje pytanie co można zrobić oraz jaką mamy receptę dla Polski.

Moim zdaniem nie jesteśmy w stanie zapobiec wszystkim zmianom. Nie jesteśmy w stanie wszystkiego – ze szczegółami – przewidzieć. Ale możemy sobie zdać sprawę z trendów społecznych i politycznych oraz następnie wziąć na siebie odpowiedzialność.

Możemy kształtować debatę w kraju oraz za granicą. Co więcej, możemy być liderami zmian na całym globie. Nikt nie będzie nam mógł później powiedzieć „gdzie była Polska, kiedy”, :gdzie my byliśmy, kiedy…”. Potrzebne są jednak do tego drogowskazy, którymi powinniśmy się kierować, dzięki którym możemy wypracować narzędzia i rozwiązywać problemy.

Pierwszy drogowskaz: zaufanie do kompetencji, wiedzy i nauki

To z Polski pochodzili Mikołaj Kopernik, Maria Skłodowska-Curie, Rafał Lemkin. To z Polski pochodzi Olga Malinkiewicz, odkrywczyni perowskitów i ich zastosowania do produkowania energii solarnej.

Doceniajmy rolę nauki, wykształcenia oraz umiejętności diagnozowania i rozwiązywania problemów społecznych, zdrowotnych, demograficznych i prawnych. Nie dajmy się zwieść pseudonauce. Nie dajmy się zwieść tym, którzy lekceważą znaczenie liczby napisanych artykułów, książek i cytowań. Bez nauki nie jesteśmy w stanie podejmować racjonalnych, strategicznych i przemyślanych decyzji.

Trzeba szukać połączenia między nauką a światem polityki. Trzeba rozliczać polityków z tego, czy znają fakty, czy korzystają z wiedzy ekspertów, czy budują zaplecze merytoryczne dla swoich działań.

Co robimy, jak nas boli ząb? Nie idziemy do kowala. Zaufajmy naukowcom. Szanujmy ich pracę oraz to co mają nam do powiedzenia.

Drugi drogowskaz: wspólnotowość

Konstytucja RP stanowi, że Rzeczpospolita jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli. Z kolei Traktaty Europejskie stanowią, że Unia Europejska jest wspólnotą wszystkich obywateli państw członkowskich UE.

Dbałość o dobro wspólne oznacza staranność w realizacji interesu publicznego, ale także kierowanie się zasadą zrównoważonego rozwoju. To przekłada się na konkretne wyzwania cywilizacyjne.

Starzenie się społeczeństwa jest bowiem wyzwaniem dla młodego pokolenia w kontekście zapewnienia i sfinansowania odpowiedniej opieki i zabezpieczenia społecznego.

Bez wspólnotowości trudno także stworzyć akceptację dla różnorodności, która jest konsekwencją rozwoju społeczeństwa, różnych modeli życia oraz migracji. Bez wspólnotowości nie można również tworzyć równych szans rozwoju dla wszystkich, niezależnie od tego, gdzie się urodzili. Wspólnotowość także tworzy przestrzeń dla rozwoju społeczeństwa obywatelskiego oraz poszukiwania rozwiązań określonych problemów w wyniku oddolnej energii społecznej.

Uczestnicy i uczestniczki tego Kongresu są najlepszym dowodem na to, ile państwo zawdzięcza swoim obywatelom.

Największym świętem obywatelskim w Polsce jest Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Według CBOS 83% obywateli ufa Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Czy nie jest to najlepszy przykład dlaczego wspólnotowość i działalność społeczeństwa obywatelskiego jest ważna?

Trzeci drogowskaz: integracja europejska

Polska nie jest w stanie sobie sama poradzić z problemami globalnymi. Polska powinna nie tylko wypełniać zalecenia, wdrażać rekomendacje i prawo europejskie, ale wręcz powinna nadawać ton dyskusji w UE oraz na całym globie.

Mamy ludzi, mamy potencjał. Zależy to tylko od nas oraz od naszych liderów.

Dla przykładu polskie dziedzictwo „Solidarności” może stać się agendą „solidarności klimatycznej”, jak niedawno to postulował w Gdańsku Lech Wałęsa.

Polska musi współpracować z sąsiadami, kierować się interesem europejskim oraz zasadą lojalności, a nie egoizmem narodowym. Jednocześnie może wymagać tego samego od innych państw członkowskich.

Integracja europejska to także dbałość o relacje transatlantyckie i przywrócenia znaczenia sojuszu wokół demokracji i praw człowieka, który istnieje od II wojny światowej. Bo jeśli mówimy o największych globalnych zagrożeniach dla praw człowieka to sytuują się one w imperialnych ambicjach Chin.

Musimy zatem powiedzieć: Nie pytaj się, co Unia Europejska może zrobić dla Ciebie. Spytaj się, co Ty możesz zrobić dla Unii.

Czwarty drogowskaz: służba państwu

Oznacza to docenienie instytucji oraz urzędów, nastawienie na rozwój kompetencji urzędników, a także podkreślenie znaczenia dokonanych wyborów osobistych służenia przez całe życie państwu, służenia Ojczyźnie, przysięgania na Konstytucję.

To jest także nowoczesny duch patriotyzmu - służenie każdego dnia państwu oraz realizacja misji publicznej – jako nauczyciel, urzędnik, policjant, dyplomata, funkcjonariusz służb specjalnych, prokurator czy sędzia.

Służba państwu to także umiejętność słuchania obywateli i tworzenie nowoczesnych mechanizmów partycypacji demokratycznej. Jednocześnie to silne państwo oraz silna Unia Europejska – dzięki swoim urzędnikom - są w stanie skutecznie przeciwstawić się globalnym interesom wielkich korporacji.

Inaczej się nie da.

Żebyśmy mogli zrozumieć, jak ważna i niedoceniana jest służba publiczna, zacytuję fragment wywiadu prokuratora Mariusza Krasonia dla Dużego Formatu.

"Jestem prokuratorem, nie politykiem, wybrałem ten zawód, bo jasno określa moje zadania: mam stać po stronie pokrzywdzonego. […] To […]  jest cholernie trudna praca. Niech pani sobie wyobrazi, że ma czteroletnią córkę i jedzie do dziecka w tym wieku. Ojciec rozbił mu młotkiem głowę i musi pani przeprowadzić oględziny i być na sekcji zwłok. Policja, w sytuacjach kryzysowych, korzysta z psychologa, prokuratorom nikt tego nie zapewnił. Jeden radzi sobie, uprawiając sport, drugi wypije kielicha. Alkoholizm, depresja, porozwalane związki – to nasze realia. Czasem ludzie mówią, że nie mamy uczuć, zachowujemy się jak roboty. Ale inaczej się nie da. Kiedyś pojechałem na wypadek, w którym zginęła czteroosobowa rodzina. Zaglądam do samochodu, dzwoni telefon. Szukam po kieszeniach, to nie mój, kierowcy. Poczułem, że nogi mam jak z waty. Dlatego, żeby czynność wykonać, trzeba jechać jak automat. Potem, już w domu, zdarza się, że człowiek ryczy".

Piąty drogowskaz: edukacja

To najlepsza inwestycja w przyszłość, największy sposób okazania, że zależy nam na przyszłych pokoleniach oraz ich dobrobycie.

Edukacja to inwestycja w kapitał społeczny oraz metoda kształcenie pokoleń przyszłych dojrzałych obywateli, którzy będą w stanie wziąć odpowiedzialność za kształt wspólnoty – lokalnej, narodowej, europejskiej czy globalnej.

Edukacja to także sposób na przeciwstawienie się populizmowi oraz wyrównywania nierówności w społeczeństwie, a także na tworzenie akceptacji dla społeczeństwa wielokulturowego. Jeśli szukamy potwierdzenia na te tezy, to spójrzmy na to, kto tworzy rząd w Finlandii - państwie uznawanym za modelowe, jeśli chodzi o system oświaty. Nie bez przyczyny właśnie z Finlandii pochodzi 34-letnia Sanna Marin.

2035 rok już za chwilę

Jeśli zmarnujemy najbliższe 15 lat na codzienne polityczne utarczki i rozgrywki personalne, to może już nie być odwrotu, jeśli chodzi o wzrost autorytaryzmów, siły globalnych korporacji, wykorzystywania nowych technologii do kontrolowania naszego życia, czy zmianę klimatu.

O prawach człowieka nie można mówić w oderwaniu od życia społecznego i politycznego.

Doktryna praw człowieka nie oferuje gotowych rozwiązań. One zależą od polityki.

Ale spojrzenie na politykę przez pryzmat wyzwań rozwojowych pokazuje nam, że prawa człowieka i wartości konstytucyjne mogą okazać się przydatne.

W skomplikowanym i trudnym do zrozumienia świecie, o którym mówiła Olga Tokarczuk w mowie noblowskiej, mogą stanowić punkt oparcia oraz wyznacznik standardu, jeśli tylko traktuje się je poważnie, jeśli rzeczywiście zastanawiamy się co z nich wynika dla naszego życia.

Wskazane przez mnie drogowskazy mogą nam pomóc w odnalezieniu się na tej trudnej drodze mierzenia się z wyzwaniami cywilizacyjnymi.

Apeluję do polityków – nie tego czy innego rządu, co chciałbym bardzo mocno podkreślić, ale wszystkich, bo problem braku strategicznego podejścia to problem towarzyszący Polsce od lat.

Apeluję do kandydatów na prezydenta, których osobiście lub w osobach przedstawicieli mieliśmy zaszczyt tu gościć na Kongresie Praw Obywatelskich.

Zastanówcie się nad wyzwaniami cywilizacyjnymi stojącymi przed Polską.

Popatrzmy w przyszłość. Zobaczmy co naprawdę jest ważne. I przygotujmy się na to.

Zanim będzie za późno. 

Dr hab. Adam Bodnar
Rzecznik Praw Obywatelskich

Debata po wystąpieniu Adama Bodnara

Po godzinie 18, w 22. godzinie kongresowych sesji zaczęła się debata o wystąpieniu Rzecznika. Prowadziła ją zastępczyni RPO Hanna Machińska.

- Przywraca Pan sens polityce – powiedział w debacie po wystąpieniu RPO Michał Boni, były polityk, autor programu strategicznego Polska 2030 z 2011 r. – Przedstawione tu drogowskazy są bardzo ważne. Wszak stoimy na skraju katastrofy. Bój toczy się o to, czy to technologia będzie rządziła światem. Coraz więcej ludzi sprzedaje swą wolność za pozorne poczucie bezpieczeństwa. A wobec globalnego ocieplenia roczna fala imigrantów z Afryki może wynosić 23 mln osób rocznie. - Musimy stworzyć wielką wspólnotę SOS – zakończył Michał Boni.

Zdaniem Katarzyny Gardaphkadze możemy się osunąć w debatę o szczegółach, ale możemy zacząć wreszcie rozmawiać o fundamentalnych wyzwaniach. Mój syn odszedł z pracy w instytucji brytyjskej: powiedział mi, że tam nie ma żadnej strategii, nikt myśli w kategoriach strategicznych. Syn został aktywistą klimatycznych, nie chce mieć dzieci ze względu na piekło, jakim byłoby dla nich życie na zagrożonej planecie.

Barbara Balicka jako przedstawicielka młodego pokolenia mówiła, że dla niej ważne jest, że głos jej generacji jest usłyszany. – Nie wiem, jak to było żyć w stanie wojenny, w PRL, ale to nie znaczy, że nie jestem, wdzięczna za życie w wolnej Polsce i nie mam motywacji do działania na rzecz przyszłości mojego kraju.

Na szczęście kończy się czas nietraktowania młodych poważnie - podsumowała.

Ireneusz Kondak z Kancelarii Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu mówił o tym, jak działają mechanizmy ochronne praw człowieka na szczeblu Trybunału i w systemie Rady Europy. 

Wydaje się ze dostęp jednostki do ETPC jest coraz trudniejszy – wskazywała a Hanna Machinska

Adam Bodnar  pytał, jaka jest i jaka będzie polityka Polski wobec ETPC i Rady Europy i w którym kierunku one przez ostatnie ewoluowały. Mam nadzieje, że wrócimy do grona państw, które nadają ton dyskusji na ten temat, jak już wyjdziemy z obecnej choroby.

- Nie znam Polski bez Unii Europejskiej i - prawdę powiedziawszy - nie chcę się dowiadywać, jak to było. Budujmy więc nową wspólnotę w Europie i z Europą - powiedziala Barbara Balicka. I było to ostatnie zdanie III Kongresu Praw Obywatelskich

Prezentacja badań o stosowaniu tymczasowych aresztowań w Polsce

Data: 2019-12-14
  • Rośnie w Polsce liczba tymczasowo aresztowanych. W 2018 r. 161 osób siedziało w tymczasowym areszcie ponad rok!
  • Tymczasowe aresztowanie bywa w Polsce  stosowane nawet w przypadkach, gdy z dowodów zawartych w aktach sprawy nie wynika konieczność pozbawienia wolności człowieka, wobec którego obowiązuje zasada domniemania niewinności.
  • W 2019 r. powstały dwa raporty analizujące sposób stosowania tymczasowego aresztowania w Polsce: Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka oraz Fundacji Court Watch Polska, która swój raport ogłosiła właśnie na Kongresie 14 grudnia
  • Jak wykorzystać raporty w praktyce do poprawy sytuacji w sądach?

Wolność osobista jest prawem gwarantowanym przez Konstytucję (art. 41). Jedną z form ograniczania tej wolności jest tymczasowe aresztowanie. Jest to środek stosowany przez Państwo  w postępowaniu karnym i ma służyć przede wszystkim zabezpieczeniu prawidłowego biegu tego postępowania. Powinien być stosowany jako ostateczność, wyłącznie w sytuacjach, w których nie można zabezpieczyć toczącego się postępowania karnego w inny sposób. Tymczasowe aresztowanie jest bardzo dolegliwe zarówno dla osoby oskarżonej – a więc kogoś, kto w świetle prawa jest w dalszym ciągu niewinny jak i jego rodziny. Jest także dolegliwe dla społeczeństwa – jest to bowiem środek poważnie obciążający budżet Państwa.

Stosowanie tymczasowego aresztowania w Polsce było przedmiotem wielu spraw przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Najczęstszym zarzutem, wielokrotnie potwierdzanym w orzeczeniach Trybunału, była nadmierna długotrwałość stosowania tego środka.

Podczas panelu zaprezentowane zostały tegoroczne raporty dotyczące praktyki tymczasowego aresztowania w Polsce

  1. Fundacji Court Watch Polska („Aktualna praktyka stosowania tymczasowego aresztowania w Polsce. Raport z badań empirycznych”)
  2. Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka („TYMCZASOWE ARESZTOWANIE – (NIE)TYMCZASOWY PROBLEM. Analiza aktualnej praktyki stosowania tymczasowego aresztowania”).

W debacie moderowanej przez Marcina Mrowickiego z Zespołu Prawa Karnego BRPO wzięli udział: adwokat Radosław Baszuk, sędzia Arkadiusz Krupa, Bartosz Pilitowski i Zofia Branicka z Court Watch Polska oraz Katarzyna Wiśniewska i Piotr Kładoczny z   Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka

Raport Court Watch – co w nim jest

Fundacja Court Watch Polska przeprowadziła w 2019 r. badania na temat praktyki stosowania w ostatnich latach w Polsce tymczasowego aresztowania. Badanie aktowe objęło próbę 310 przypadków zastosowania tymczasowego aresztowania w 23 sądach z obszarów 4 apelacji. Przebadano zarówno sprawy, które ostatecznie były rozpoznawane w I instancji przez sądy rejonowe, jak i okręgowe z lat 2016-2018. Uzyskane fotokopie 200 postanowień wydanych na etapie postępowania przygotowawczego poddano wnikliwej analizie. Przebadano też praktykę w 7 innych państwach członkowskich UE w celach porównawczych.

W 2018 r. w tymczasowym areszcie było osadzonych prawie 8.000 osób – to niemalże dwukrotnie więcej, niż w 2015 r. Jest to tym bardziej zaskakujące, iż przestępczość w Polsce konsekwentnie przez te lata spadała.

Zmieniła się zatem praktyka prokuratury. Składane są wnioski o tymczasowy areszt w sprawach, w których wcześniej składane nie były. Wskaźnik uwzględniania tych wniosków utrzymuje się  z kolei od ok. 10 lat na poziomie ok. 90%. Skutkiem jest właśnie to, że coraz więcej osób jest tymczasowo aresztowanych.

Wnioski z przeprowadzonych przez Court Watch Polska badań, zawarte w Raporcie:

  1. Nadużycia stosowania tymczasowego aresztowania w Polsce to nie wynik jednostkowych błędów, ale zjawisko systemowe. Polskie sądy powtarzają bowiem zachowania napiętnowane już przez Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawach przeciwko Polsce. Tymczasowe aresztowanie bywa stosowane nawet w przypadkach, w których z dowodów zawartych w aktach sprawy nie wynika konieczność pozbawienia wolności człowieka, wobec którego obowiązuje zasada domniemania niewinności.
  2. Tymczasowe aresztowanie pełni w Polsce w praktyce funkcję domyślnego, a nie ostatecznego, środka zapobiegawczego. Stanowi to odwrócenie zasad wypływających z przepisów postępowania karnego i ugruntowanych poglądów doktryny.

Większość postanowień o zastosowaniu tymczasowego aresztowania spełnia jedynie wymogi formalne, ale nie zawiera analizy faktycznych podstaw zastosowania tymczasowego aresztowania, ani okoliczności decydujących o tym, czy pozbawienie oskarżonego wolności już na tym etapie postępowania karnego jest niezbędne. Merytoryczne uzasadnianie postanowień o zastosowaniu tymczasowego aresztowania często jest jedynie szczątkowe.

Sądy w znikomym stopniu sprawdzają, czy podstawy środka izolacyjnego utrzymują się na późniejszych etapach postępowania i powszechnie podchodzą w sposób bezkrytyczny do tempa prowadzenia czynności przez organy ścigania przedkładając „dobro śledztwa” nad prawo do wolności osobistej.

Istnieje szereg rekomendacji, które można wdrożyć, by poprawić praktykę stosowania tymczasowego aresztowania.  Najwięcej zależy jednak od osób, które zgodnie ze standardami międzynarodowymi oraz polską Konstytucją mają wyłączne prawo decydować o pozbawieniu wolności, czyli sędziów.

W raporcie sformułowane zostały także rekomendacje, których realizacja miałaby na celu poprawę sytuacji w zakresie praktyki stosowanie tymczasowego aresztowania, a mianowicie:

  • - rzetelna, zindywidualizowana analiza wniosków i wyczerpujące uzasadnianie postanowień przez sędziów;
  • - praktyczne zagwarantowanie obecności obrońcy przy pierwszych czynnościach procesowych;
  • - zagwarantowanie sądowi wystarczającego czasu na zapoznanie się z wnioskiem aresztowym i rozważenie jego zasadności;
  • - skrócenie maksymalnej długości tymczasowego aresztowania, o które może jednorazowo wnioskować prokurator;
  • - zmiana nazwy na odizolowanie zapobiegawcze;
  • - wprowadzenie systemu dozoru elektronicznego jako opcjonalnego wzmocnienia środka zapobiegawczego w postaci dozoru Policji;
  • - wprowadzenie zryczałtowanego odszkodowania za niesłuszne tymczasowe aresztowanie ustalone na przyzwoitym poziomie wypłacanego z urzędu wszystkim osobom oczyszczonym z zarzutów;
  • - domyślne orzekanie poręczenia majątkowego w rozumieniu dawnej klasycznej koncepcji kaucji.

Raport HFPC  – co w nim jest

Raport HFPR powstał głównie na podstawie analizy danych statystycznych udostępnionych lub publikowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości, Prokuraturę Krajową i Służbę Więzienną. Zawiera szczegółowe dane statystyczne dotyczące stosowania tymczasowego aresztowania oraz prezentuje najnowsze orzeczenia ETPC oraz sądów krajowych. Raport obejmuje okres ostatnich 10 lat.

W Raporcie zwrócono uwagę na znaczny wzrost liczby osób tymczasowo aresztowanych w okresie od 2015 do 2019 r., poprzedzony okresem systematycznego zmniejszania się tej liczby w okresie 2009-2015.

Wzrosła jednocześnie w ostatnich latach liczba osób tymczasowo aresztowanych powyżej jednego roku na etapie postępowania przygotowawczego z 38 w 2016 roku do 161 osób w 2018 roku. Wzrósł także udział tymczasowo aresztowanych cudzoziemców.

Jednocześnie jednak zmalała skuteczność wniosków prokuratorskich o zastosowanie tymczasowego aresztowania na etapie postępowania przygotowawczego osiągając najniższy od 2014 r. poziom 90,46%.

W ocenie autorów raportu na podstawie analizy wyroków strasburskich można wyróżnić kilka głównych problemów związanych ze stosowaniem tymczasowego aresztowania: długotrwałość jego stosowania; brak indywidualizacji przesłanek w postanowieniach o zastosowaniu i przedłużaniu stosowania tego środka; niebranie pod uwagę środków nieizolacyjnych; powtarzalność argumentacji w postanowieniach o przedłużeniu stosowania środka izolacyjnego; uzasadnianie całego okresu trwania tymczasowego aresztowania głównie surowością grożącej kary lub charakterem zarzucanego czynu. Ich zaniepokojenie budzi  nowelizacja Kodeksu karnego przeprowadzona ustawą z dnia 13 czerwca 2019 roku o zmianie ustawy – Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw, w której proponuje się podniesienie w znaczący sposób górnych granic zagrożenia karą w przypadku znacznej liczby typów przestępstw. Biorąc pod uwagę znaczenie przesłanki „surowej kary grożącej oskarżonemu” przy stosowaniu tymczasowego aresztowania, nie sposób pozbyć się refleksji, że podnoszenie, i to znaczne, górnych granic zagrożenia może mieć istotny wpływ na zwiększenie się w przyszłości liczby orzeczonych aresztów.

Przeprowadzone badania dały autorom Raportu podstawę do sformułowania następujących rekomendacji:

  • uchylenie przesłanki „surowej kary grożącej oskarżonemu” (art. 258 § 2 k.p.k.) jako najczęściej stosowanej i najłatwiejszej do użycia przesłanki stosowania aresztowania;
  • uchylenie części przepisu art. 258 § 1 pkt 1 in fine w zakresie w jakim wskazuje, że tymczasowe aresztowanie i pozostałe środki  zapobiegawcze można stosować, gdy oskarżony nie ma w kraju stałego miejsca pobytu;
  • przeniesienie do Kodeksu postępowania karnego wprost treści art. 5 ust. 3 EKPC, aby nie było wątpliwości co do braku kolizji rozstrzygnięć Kodeksu postępowania karnego z ustaleniami EKPC i żeby w związku z tym było oczywiste dla każdego sędziego krajowego, że „każdy […] aresztowany […] ma prawo być sądzony w rozsądnym terminie albo zwolniony na czas postępowania. Zwolnienie może zostać uzależnione od udzielenia gwarancji zapewniających stawienie się na rozprawę”.
  • wprowadzenie maksymalnego czasu trwania tymczasowego aresztowania, bez możliwości dalszego przedłużania tego środka;
  • zmiany redakcji rozdziału 28 Kodeksu postępowania karnego poprzez zmianę kolejności omawiania środków zapobiegawczych od najmniej dolegliwego do tymczasowego aresztowania jako środka ultima ratio;
  • wprowadzenie do Kodeksu postępowania karnego nowego środka zapobiegawczego w postaci aresztu domowego lub/i elektronicznego monitorowania, a także łączenia ze sobą środków nie izolacyjnych;
  • wprowadzenie wyższych wartości pieniężnych przyznawanych w ramach odszkodowania i zadośćuczynienia za niesłuszny areszt, a także obowiązkowe informowanie sędziów, którzy brali udział w orzekaniu w tych przypadkach o konsekwencjach finansowych ich działań.

Zaprezentowane raporty nie są jedynymi dotyczącymi tego zagadnienia wydanymi w ostatnim czasie. Własny raport przedstawiła w 2018 r. także Komisja Praw Człowieka działająca przy Naczelnej Radzie Adwokackiej. Tymczasowe aresztowanie było uwzględnione także w raporcie dotyczącym sytuacji w Polsce przedstawionym w 2019 r. przez Komitet ds. Przeciwdziałania Torturom Rady Europy .

Warto wiedzieć, że 8 stycznia 2016 . Rzecznik Praw Obywatelskich skierował do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o stwierdzenie niekonstytucyjności dwóch przepisów dotyczących tymczasowego aresztowania: art. 258 § 2 k.p.k. (przesłanka surowej kary) oraz art. 263 § 7 k.p.k. (brak maksymalnego terminu stosowania tymczasowego aresztowania).

Choć TK oddalił wniosek RPO powołując się na fakt, że oba przepisy zostały zmienione w kwietniu 2016 r., w dniu 17 lipca 2019 r. wydał postanowienie sygnalizacyjne wskazujące, iż usunięcie z porządku prawnego obu zaskarżonych przepisów jest niezbędne dla zapewnienia spójności systemu prawnego. W uzasadnieniu TK wskazał, że uznaje oba te przepisy za niezgodne z Konstytucją RP.

Dyskusja podczas panelu:

Adwokat Radosław Baszuk

Całkowicie podzielam wnioski obu raportów.

Odpowiedzialność za wzrost liczby tymczasowych aresztowań ponosi populizm penalny, który znalazł szczególnie podatny grunt w Polsce. Ponadto w praktyce sądów stosowanie aresztowania stało się czynnością rutynową i powtarzalną – stąd znikome uzasadnienia. Nie bez winy jest samo orzecznictwo sądowe, w tym Sądu Najwyższego, które ugruntowało wykorzystywanie przesłanki surowej grożącej kary jako samoistnej przesłanki stosowania tymczasowego aresztowania.

Niewątpliwie powodem najniższego poziomu aresztowań w 2015 r. było wejście w życie w lipcu 2015 r. reformy postępowania karnego, która wprowadziła większą transparentność wniosków agrestowych i szersze możliwości działania obrońcy.

W Polsce mamy technicznie bardzo dobry system dozoru elektronicznego. Jest on niezagospodarowany z powodu braku odpowiednich rozwiązań prawnych, a ma „wolne moce przerobowe”.

Sędzia Arkadiusz Krupa

Dziś sędziowie są krytykowani za obszerne, rozwlekłe uzasadnienia. Z jednej strony problemem są zatem za długie, z drugiej – za krótkie uzasadnienia.

Pokutuje mentalność, zgodnie z którą sąd jest „przedłużeniem” prokuratora i oczekuje się skazania każdej osoby, która została oskarżona. Widać to nawet na egzaminie sędziowskim! I właśnie mentalność jest elementem niezwykle istotnym, bowiem omawiany problem ma charakter systemowy.

Kolejnym aspektem wartym uwzględnienia są współczesne „choroby cywilizacyjne”, np. przemoc w rodzinie. Co ma zrobić sędzia, który wie, że osoba stająca przed nim stosuje przemoc i dalej będzie ją stosować? Nie ma innych systemowych rozwiązań, często areszt jest jedynym sposobem ochronienia pokrzywdzonego. To też trzeba mieć na uwadze.

Dr Piotr Kładoczny

Musimy przełamać skojarzenie tymczasowego aresztowania z karą. Tymczasowe aresztowanie dotyczy przecież osoby jeszcze niewinnej!

Istotne jest działanie na poziomie prokuratorskim, bo sądy niewątpliwie większą wiarę dają wnioskom prokuratorów, niż obrońców.

Postępowanie dyscyplinarne wobec Pani Sędzi Czubieniek jasno wskazuje, że władza życzy sobie zwiększenia poziomu stosowania tymczasowego aresztowania.

Symulacja przesłuchania na posterunku policji. Sesja 41 III KPO

Data: 2019-12-14

Adwokaci z Izby Adwokackiej w Warszawie przeprowadzili warsztat będący połączeniem symulacji przesłuchań w jednostkach policji z komentarzami.

Ćwiczyliśmy zatrzymanie świadka w sprawie kradzieży dokonanej na młodych osobach, które po imprezie wracały z imprezy.

Oglądaliśmy to w dwóch wariantach: bez obecności adwokata i z jego pomocy.

Adwokaci perfekcyjnie odgrywali rolę policjantów nakłaniających świadka do złożenia obciążających zeznań. Publiczność co chwilę przerywała szczegółowymi pytaniami o procedurę. Okazało się, że większość z nich albo sama już miała na koncie zatrzymanie w ostatnich czasach, albo ma do czynienia z osobami zatrzymanymi.

Ruchy społeczne – działanie ruchów oddolnych. Sesja 39 III KPO

Data: 2019-12-14
  • To właśnie oddolne ruchy zmieniają rzeczywistość
  • Brak formalizacji ich działań może być atutem, a nie wadą
  • Ruchy te powinny ze sobą współdziałać, a nie rywalizować
  • A Polska nie potrzebuje już więcej agresji i nienawiści

Otwierając ten panel na III Kongresie Praw Obywatelskich, Adam Bodnar mówił, że pomysł na niego wziął się ze spotkań RPO w całym kraju z aktywistami. Zaczęło nas zastanawiać, jak to się stało, że nagle z dnia na dzień powstaje organizacja, która gromadzi ludzi i promuje określone idee. Dlatego zaprosiliśmy przedstawicieli niektórych ruchów, aby z nimi porozmawiać. Za  ciekawe uznaliśmy zatem takie zderzenie osób z zupełnie różnych środowisk.

Nieformalne inicjatywy społeczne oparte na wartościach, ideach, wspólnych celach tworzą się w Polsce coraz częściej. Zaproszeni goście tworzą właśnie takie inicjatywy. To Wolna Prokuratura, Rebelianty Podkarpackie, Obywatele RP, Era Nowych Kobiet, Młodzieżowy Strajk Klimatyczny, Fundacja Obywatelska.

Młodzieżowy Strajk Klimatyczny jest międzynarodowym ruchem uczniów i studentów, którzy protestują przeciw globalnemu ociepleniu i wywołanym przez człowieka zmianom klimatu. Uliczne protesty w Polsce odbywają się w kilkudziesięciu miastach. Kwestia kryzysu nie może być przedmiotem ideologicznych sporów: w obliczu katastrofy musimy mówić wspólnym głosem, ponad podziałami – to główne przesłanie tego ruchu.

Rebelianty Podkarpackie – to działająca od kilku lat grupa kilkudziesięciu osób z woj. podkarpackiego. Podczas różnych okazji zadają niewygodne pytania rządzącym. Inna aktywność to rozdawanie tekstu Konstytucji (w formie „bibuły”) z zaznaczonymi artykułami, które są łamane. Przedstawicieli „drugiej strony” sporu politycznego zachęca się do rozmów.

Inicjatywa Obywatelska „Wolna Prokuratura” podkreśla, że apolityczna prokuratura jest jedną z najważniejszych gwarancji wolności i praw człowieka. Inicjatywa wspiera prokuratorów, którym wytoczono postepowania dyscyplinarne za obronę praworządności i krytykę władz.

Obywatele RP to nieformalny ruch obrony praworządności w Polsce. Metodą jego działań  jest  nieposłuszeństwo obywatelskie - działalność bez przemocy. Działacze są obecni podczas wielu zgromadzeń publicznych. Przypominają rządzącym o zasadach konstytucyjnych.  Przeciwstawiają się też tendencjom faszystowskim.

Era Nowych Kobiet to ogólnopolska inicjatywa, która łączy kobiety z różnych środowisk. Celem jest stworzenie przestrzeni do dzielenia się doświadczeniami i wspólnych aktywności.  Chodzi o to, by wzajemnie się wspierać i uczyć się wzmacniać poczucie wartości.

Dzięki Fundacji Obywatelskiej powstało w tym roku pierwsze radio obywatelskie działające w internecie – Halo.Radio.

Panel był próbą znalezienia odpowiedzi na pytania:

  • Jaki zasięg mogą uzyskać działania oddolne?
  • Czy i jak odpowiadają na potrzeby społeczności?
  • Kogo i jak te ruchy obejmują?
  • Wokół jakich idei?
  • Czy ruchy społeczne potrzebują formalnych struktur?
  • Czy taka działalność jest alternatywą dla organizacji pozarządowych, dla których kurczy się przestrzeń w Polsce?
  • Czy takie działanie może być bardziej skuteczne?

Panelistki/paneliści: 

  • Małgorzata Rosłońska (Wolna Prokuratura)
  • Joanna Przetakiewicz (projektantka mody, założycielka i dyrektorka modowej marki, radczyni prawna, inicjatorka Ery Nowych Kobiet)
  • Dariusz Bobak (Rebelianty Podkarpackie)
  • Michał Kiwerski (aktywista Młodzieżowego Strajku Klimatycznego),
  • Kuba Wątły (prowadzi własny kanał na portalu YouTube oraz audycje w Halo.Radio - pierwszym w Polsce Medium Obywatelskim). Prezes Fundacji Obywatelskiej.

Moderatorem był Marcin Walecki (dyrektor Departamentu Demokratyzacji w Biurze Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE w Warszawie)

Głosy w dyskusji

- Nasza inicjatywa powstała po spotkaniu w Stowarzyszeniu Sędziów „Iustita” pod koniec  2018 r. Przyszedł na nie prok. Krzysztof Parchimowicz, który opisał upolitycznienie prokuratury. – Usłyszałam wtedy wezwanie: „Włączcie prokuraturę do debaty ws. praworządności”– mówiła Małgorzata Rosłońska.

I tak to się zaczęło. Zależało nam, aby zaczęto mówić o prokuratorach, którzy nie ulegają politycznym naciskom i o tym, jakie za to ponoszą konsekwencje służbowe i dyscyplinarne. Nie tworzymy struktur; jesteśmy grupą nieformalną, która skrzykuje się w mediach społecznościowych.

- Dwa lata temu przeczytałam, że Polki są na ostatnim miejscu w Europie, jeśli chodzi o akceptacje własnej fizycznością. Szokująca jest też skala stanów depresyjnych. Pomyślałam, że czas na rewolucję – mówiła  Joanna Przetakiewicz

A najważniejszym czynnikiem szczęścia jest przynależność do grupy, mikrospołeczności. Dziś co piąty Polak/Polka żyje samotnie; za 10 lat będzie to co trzeci. Dlatego postanowiłam zbudować sieć takich mikrospołeczności kobiet w całej Polsce – by kontaktowały się one nie online, ale offline. Od spotkań przy kawie, przez spotkania rozwojowe, aż do wspólnych inicjatyw biznesowych.  Nie ma znaczenia pozycja społeczna, wiek czy inne względy. Jesteśmy samowystarczalne. Dziś jest nas poł miliona. Mamy 134 liderki w Polsce i na świecie.

- Jesteśmy grupą „postkodowską”. Nie odpowiadał nam kierunek KOD, dlatego zaczęliśmy działa - wyjaśniał Dariusz Bobak. Jest nas kilkadziesiąt osób w kilku miastach regionu. Nie jesteśmy sformalizowani, sami zrzucamy się na nasze działania.  - Ramy prawne wiele spraw by skomplikowały,  a my mamy dusze rebelianckie – dodał.

Wiele naszych akcji ma charakter prześmiewczy, nawiązujący do słynnej Pomarańczowej Alternatywy, np. „Biuro podróży Marka Kuchcińskiego”. Prowadzimy też działania edukacyjne.

Sprawa klimatu to największe wyzwanie cywilizacyjne – podkreślał Michał Kiwerski. Pierwsze spotkania odbywały się w szkołach, a dziś to największy polski ruch tego typu. We wrześniu nasze protesty odbyły się w 70 miastach w Polsce, potem już było ich 90. Nie mamy liderów czy „twarzy”. Wierzymy, ze nie potrzebujemy wielkich pieniędzy - pierwszy strajk w Warszawie kosztował 400 zł.

Mówi się, ze ktoś musi nami sterować, jakiś mózg - najlepiej z zagranicy. Tylko że to nieprawda. Dorośli  nas zostawili, nie zapewnili nam bezpieczeństwa na tej planecie. Dlatego sami stworzyliśmy coś zupełnie nowego. A ludzie władzy albo staną za nami, albo trzeba ich zmienić

Na pomysł Halo.Radia kilka osób wpadło wobec pozbawienia społeczeństwa  prawa do rzetelnej informacji przez media mainstreamowe – mówił Kuba Wątły. Nie usłyszymy w nich o fundamentalnych kwestiach. Tak samo zła jest telewizja narodowa, jak i media komercyjne. Od dawna nie są one od tego, by informować – one wszystkie nas odmóżdżają.

A radio zaczęło się od moich zasięgów w sieci. Ludzie okazali się głodni tego, by mówić do nich normalnie. Koncesja radiowa jest przedłużeniem ręki polityków. Od 1 października działamy tylko w sieci jako projekt finansowany przez obywateli. Wcześniej, i za czasów PO, i PiS mieliśmy kary od KRRiT, np. za mówienie, że ksiądz gwałcą dzieci.

- Takie oddolne inicjatywy, jak reprezentowane na tym kongresie, powinny się dogadać i działać wspólnie, jak np. „Żółte Kamizelki” we Francji  – proponował Kuba Wątły. To najważniejszy klucz do aktywności obywatelskiej. Ale my w przeciwieństwie do Francuzów nie jesteśmy nauczeni współpracy – wielkie znaczenie ma też ego działaczy.

- Takim zjednoczonym ruchem społecznym obywateli była blisko 40 lat temu NSSZ „Solidarność” – wtrącił Walewski.

- My kobiety jesteśmy lepszymi liderkami, bo nie walczą ze sobą; nie mają tak rozbuchanego ego – dodała Joanna Przetakiewicz.

Według Dariusza Bobaka jest problem konkurencji między ruchami, ale też każdy z nich ma swoją specyfikę. Każdy robi swoje, ale chodzi też i oto by się wspierać. W Warszawie ruchów jest dużo; wam się działa lepiej – u nas w Rzeszowie jest trochę inaczej.

Głosy z sali

  • Poszczególny działacz stara się dowieść, że „moje jest najmojsze”. A przecież każdy walczy o to, by przyszłość była lepsza – by np. było czyste powietrze, by nie było dyskryminacji, by rządy były lepsze. Przecież chodzi nam o to samo. Trzeba się łączyć, a nie dzielić.
  • Działacze sformalizowanych organizacji spędzają mnóstwo czasu na procedurach – a wtedy nie ma już czasu na działanie
  • Najgorzej, gdy organizacje lub ich działacze wzajemnie źle recenzują swoje  działania
  • Nie uczymy już od edukacji przedszkolnej – jak np. w Skandynawii - czym jest wspólne działanie – efektem jest właśnie, że jako społeczeństwo mamy problemy ze współdziałaniem 
  • Wszyscy robicie dobrą robotę. Ale komunikacja musi być oparta na wartościach. Jeżeli mówimy, że jesteśmy otwarci, że dla nas liczy się wspólnota, to nasz język nie może być wykluczający. Krytykując Innego, nie da się walczyć o wspólnotę
  • Nie atakuj człowieka, ale jego zachowanie. Daj mu szansę. Nie atakuj personalnie. Spróbuj przyjąć perspektywę Innego

Konkluzje

  • To ruchy oddolne zmieniają rzeczywistość
  • Tylko poprzez współpracę można odpowiedzieć na te wyzwania, przed którymi stoją wszystkie nasze oddolne organizacje
  • Formalizacja działań oddolnej inicjatywy nie jest niezbędna
  • Polska nie potrzebuje już więcej agresji i nienawiści

TSUE jako nasz sąd – nas obywateli /Sprawa państwa Dziubak – co robić z “kredytem frankowym” - sesja 40 III KPO

Data: 2019-12-14
  • Sprawa państwa Dziubak to jedna z głośniejszych spraw związanych z kredytem frankowym. Pokazuje, jak dzięki europejskim mechanizmom ochrony konsumenta można rozwiązywać skomplikowane kwestie prawno-finansowe z poszanowaniem obu stron sporu
  • Istotą tego mechanizmu gwarantowanego obywatelom Unii Europejskiej przez przyjęte dyrektywy i orzecznictwo europejskiego sądu konstytucyjnego -  TSUE – jest równoważenie praw konsumenta i przedsiębiorcy. Bez tych regulacji pozycja przedsiębiorcy byłaby dużo silniejsza niż klienta
  • Jak to wygląda w praktyce? Jakie wnioski można wysnuć dla innych spraw „frankowych”? Jakich wniosków wyciągać nie można?

Sprawa dotyczy sporu o kredyt indeksowany do franka szwajcarskiego. Zdaniem państwa Dziubaków ich umowa kredytowa zawiera istotne klauzule niedozwolone (abuzywne) i nie może być utrzymana w mocy. Bank jest przeciwnego zdania i sprawę musi rozstrzygnąć sąd. Do tego bank argumentuje, że w przypadku uznania umowy za nieważną kredytobiorca powinien nie tylko zwrócić pożyczoną kwotę, ale także zapłacić za to, że z niej korzystał. Bank zaś tylko odda mu spłacone raty.

Jak więc rozstrzygnąć spór? Jakie byłyby konsekwencje ewentualnego unieważnienia umowy? Jak wskazać sposób dokonania rozliczeń między stronami? Polskie sądy, dla których sprawy umów kredytowych indeksowanych lub denominowanych w walucie obcej są sprawą stosunkowo nową i trudną, nie wiedziały, jak sobie z tym zagadnieniem poradzić.

Skończyło się pytaniem prejudycjalnym do TSUE, czyli pytaniem o wskazówki w wydawaniu rozstrzygnięcia. Rola TSUE polega m.in. na tym, by podpowiadać, jak dochowywać w lokalnych warunkach prawnych europejskich standardów, by wszyscy obywatele Unii korzystali z takich samych praw.

Orzeczenie TS UE w tej sprawie z 3 października 2019 r. (C‑260/18) jest doskonałym przykładem, jak ten mechanizm działa, dlatego jest przedmiotem analiz polskich prawników i finansistów.

Rozmowie o tym poświęcony był panel, na który przyszli nie tylko prawnicy-praktycy, adwokaci i sędziowie, a także naukowcy, ale też studenci i zainteresowani problemem obywatele-nieprawnicy.

Panelistami byli:

  • prof. dr hab. Ewa Łętowska – RPO I kadencji, profesor nauk prawnych, specjalistka w zakresie prawa cywilnego, Członkini PAN i PAU, sędzia NSA i Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku. Patronka Forum Konsumenckiego przy RPO VII Kadencji.
  • Arkadiusz Szcześniak – prezes Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu, członek Forum Konsumenckiego przy RPO
  • dr Jacek Czabański – adwokat reprezentujący konsumentów w sporach z bankami, członek Federacji Prawników Finansowych, członek Forum Konsumenckiego przy RPO
  • Marek Skrobacki – radca prawny reprezentujący konsumentów w sporach z bankami, członek Federacji Prawników Finansowych, członek Forum Konsumenckiego przy RPO

Debatę moderowała dr Aneta Wiewiórowska-Domagalska, która przygotowuje habilitację na Uniwersytecie w Osnabrueck, jest ekspertką w zakresie prawa konsumenckiego, współprzewodniczy Forum Konsumenckiego przy RPO.

Przypomnienie: Na jakim etapie jest sprawa państwa Dziubak?

W związku z orzeczeniem TSUE sąd krajowy dalej będzie prowadził sprawę, będąc związanym wytycznymi trybunału unijnego. Udział w postępowaniu zgłosił RPO, rozwijając argumenty prawne na kanwie orzeczenia TSUE. Wywiódł, że w tej sytuacji kredytobiorca powinien zwrócić bankowi otrzymaną od niego kwotę kapitału, a zatem bez odsetek i kosztów dodatkowych, bank zaś powinien zwrócić kredytobiorcy wszelkie wpłacone przez niego raty kredytowe i inne opłaty oraz składki.

Podkreślenia wymaga, że stanowisko Rzecznika zostało wyrażone w konkretnym postępowaniu sądowym, tj. w kontekście konkretnego stanu faktycznego i żądań zgłoszonych przez powodów – kredytobiorców. Dlatego też niektóre argumenty nie są na tyle uniwersalne, by się nimi posłużyć się w innych postępowaniach.

TSUE w wyroku w sprawie C-260/18 Dziubak sformułował jasne wytyczne w przedmiocie pytań zadanych przez sąd. Ten zaś pytał o możliwości unieważnienia umowy po stwierdzeniu nieuczciwego charakteru postanowienia, chwili, na którą należy oceniać skutki unieważnienia umowy, możliwości uzupełnienia luk powstałych w umowie oraz decydującej woli konsumenta, jeśli chodzi o unieważnienie umowy.

Orzeczenie TSUE nie rozstrzyga wszystkich kwestii, jakie powstają w związku z unieważnieniem umowy konsumenckiego kredytu indeksowanego do franka szwajcarskiego, ponieważ wymaga to zastosowania prawa krajowego przez sąd odsyłający. Prawo unijne (a w szczególności wypracowane dotychczas orzecznictwo TSUE) zawiera jednak wytyczne, które można i należy wykorzystać w tych kwestiach.

Od 1 maja 2004 r., a więc od przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, ustawodawstwo Unii Europejskiej oraz orzecznictwo TSUE są częścią polskiego systemu prawnego.

Stosowanie prawa unijnego przez sądy krajowe wiąże się z koniecznością przestrzegania zasad, na których oparta jest koegzystencja pomiędzy prawem krajowym a unijnym: zasady pierwszeństwa, zasady skuteczności oraz zasady efektywności prawa UE.

Elementem tego prawa jest konsumencka dyrektywa 93/13. Wiąże ona państwa członkowskie i wyznacza cel (standard ochrony konsumenta), jaki państwa członkowskie mają osiągnąć. Chodzi w niej o to, by przywrócić równowagę między stronami poprzez usunięcie nieuczciwego postanowienia z umowy, a z drugiej strony – długoterminowo – eliminacja stosowania nieuczciwych postanowień przez przedsiębiorców.  

Rzecznik Praw Obywatelskich stoi na stanowisku, że konsument w ramach rozstrzygnięcia sądowego ma prawo otrzymać ochronę prawną, zarówno wynikająca z prawa UE  (przede wszystkim Dyrektywa 93/13) jak i Konstytucji RP (art. 75 i 76).

Takiej ochrony ma mu udzielić sąd. Oznacza to zdaniem RPO konkretne obowiązki dla sądu:

jeśli strona nie sformułowała precyzyjnych żądań, musi jej w tym pomóc sąd – na podstawie przedstawionych w toku postępowania faktów (zgodnie z zasadą „daj mi fakt, a dam ci prawo” – po łacinie „da mihi factum dabo tbi ius”).

jednocześnie sąd powinien rozstrzygnąć o prawach konsumenta w sposób jak najbardziej pełny, który nie narazi go na kolejne żmudne i czasochłonne procesy sądowe oraz na stan niepewności co do zakresu przysługującej mu ochrony.

Skoro kredyt hipoteczny jest przeznaczony na cele mieszkaniowe, to kredytobiorca-konsument jest jednocześnie beneficjentem konstytucyjnego prawa do mieszkania (art. 75 i 76). Jeśli więc jest kilka możliwości interpretacyjnych, należy dać pierwszeństwo tej, która realizuje pełniej cele konstytucyjne wskazane w art. 75 i 76 ustawy zasadniczej. Jest to zresztą zbieżne z konsekwencjami, do których prowadzi w niniejszej sprawie prawo UE.

Szczegóły stanowiska RPO dostępne są tu:https://www.rpo.gov.pl/pl/content/stanowisko-rpo-w-sprawie-kredytu-frankowego-panstwa-dziubakow

Przedmiotem panelu były cztery tematy:

  • w jaki sposób RPO może przyczynić się do tego, aby prawo europejskie było efektywnie stosowane
  • wpływ organizacji oddolnych na rozwiązywanie problemów frankowych
  • praktyka w Sądzie Najwyższym
  • stosowanie prawa unijnego przez sądy krajowe

Moderatorka dr Aneta Wiewiórowska-Domagalska przypomniała, że w Polsce mamy ok. miliona zawartych umów kredytowych indeksowanych lub denominowanych w walucie obcej. Aktualnie mamy zalew sądów tymi sprawami.

Prof. Ewa Łętowska podkreśliła, że to, co wynika z prawa europejskiego, było w niewielkim stopniu wykorzystywane dla zbudowania efektywnej ochrony konsumenta. Nie wystarczy ochrona „na papierze” (w kodeksach, podręcznikach). Prawo unijne oparte jest na paradygmacie ochrony konkretnej, efektywnej. Forum Konsumenckie przy RPO opracowuje strategie konsumenckie, które można skutecznie wykorzystać (RPO działa skuteczniej, jeżeli może wpływać na orzecznictwo w sposób generalny). RPO chce doprowadzić do pozytywnego dla konsumentów końca sprawy frankowe. Sprawa Dziubak korzysta z całego dorobku TSUE.

Arkadiusz Szcześniak przedstawił historię kredytów frankowych. Przypomniał raporty UOKiK o spreadach, wyroki SOKiK, zwrócił uwagę na dochodzenie przez kredytobiorców roszczeń przed sądami powszechnymi oraz wskazał na pozwy zbiorowe.

Przedstawił także historię i działania Stowarzyszenia na rzecz konsumentów-kredytobiorców (jedna z konkluzji: strona społeczna nie ma wpływu na kształtowanie polskiego prawa).

Przypomniał, że Stowarzyszenie zbudowało system Nawigator – największą bazę wyroku dotyczących konsumentów. Przedstawił także sukcesy Stowarzyszenia na rzecz konsumentów – niekonstytucyjność BTE, raporty Rzecznika Finansowego i UOKiK, wyroku TSUE z 2018 r. ws. nakazów zapłaty. Orzecznictwo sądowe powinno być kształtowane z udziałem czynnika społecznego.

Jacek Czabański przekazał informacje na temat problemów Sądu Najwyższego z orzekaniem w sprawach dotyczących ochrony konsumenta. Wspomniał o historii dyrektywy 93/13 i brakiem zainteresowania prawników problematyką ochrony konsumenta oraz przypomniał najważniejsze postanowienia tej dyrektywy. Wspomniał w szczególności o wyrokach SN z 13 czerwca 2012 r. (sygn. II CSK 515/11), z 19 marca 2015 r. (sygn. IV CSK 362/14), 14 maja 2015 r. (sygn. II CSK 768/14), które nie uwzględniały orzecznictwa TSUE oraz późniejszych orzeczeniach, które odnoszą się do prawa unijnego (wyrok z 14 lipca 2017 r., sygn. II CSK 803/16; z 27 lutego 2019 r., sygn. II CSK 19/18).   

Marek Skrobacki  wspomniał drogę sędziów do prawa unijnego i orzecznictwa TSUE. Przedstawił praktykę orzeczniczą sądów powszechnych w sprawach frankowych. Problemy na przyszłość: skutek unieważnienia umowy, dalsze żądania banków po unieważnieniu umowy.    

Po wypowiedziach panelistów rozpoczęła się ożywiona dyskusja.

Przedstawiciele sędziów przyznali, że sędziowie w sprawach konsumenckich nie są należycie szkoleni.

Sędziowie nie potrafią wyjść poza sferę komfortu i stosowanie wyłącznie prawa polskiego. Orzecznictwo sądowe w sprawach frankowych zmuszało prawników do poszukiwania nowych rozwiązań prawnych. Obniżenie opłaty sądowej ułatwia konsumentom – kredytobiorcom dochodzenie praw w sądzie. Zwrócono uwagę na ograniczenia dyrektywy wobec badania wzorców umownych starszych niż 3 lata [była tto uwaga uczestnika dyskusji, "frankowicza", któremu chodziło o kompetencje Prezesa UOKiK w przedmiocie klauzul i możliwości wszczęcia postępowania w sprawie o uznanie postanowień wzorca umowy za niedozwolone - red]. Konsumenci zwrócili uwagę na trudności w dochodzeniu roszczeń w sądach i niezrozumieniu ich sytuacji w sądach.

Pierwsze konkluzje:

  • sądy muszą zmagać się z niezwykle trudnym zadaniem stosowania prawa unijnego w sprawach konsumenckich
  • najważniejszym zadaniem sądów krajowych jest zapewnienie efektywnej ochrony konsumenta w sposób określony w prawie unijnym i orzecznictwie TSUE
  • sądy krajowe powinny całościowo rozstrzygać sprawy frankowe, tak by nie mnożyć kolejnych postępowań sądowych.

Prawo do ochrony wizerunku a nowe technologie - sesja 42 III KPO

Data: 2019-12-14
  • Z rozwojem nowych technologii wiąże się wiele wyzwań dla prawa do ochrony wizerunku. Tymczasem pochodzi ono z czasów, kiedy wielu powszechnych dziś nowych form komunikacji i technologii przetwarzania danych nie było. Nie dają więc one gotowych odpowiedzi na wiele nowych problemów
  • Szczególnym wyzwaniem jest ochrona tych prawa w mediach oraz w internecie. Dotyczyć to może wizerunku osób, na przykład, pełniących funkcje publiczne i ich rodzin, dziennikarzy, obywateli biorących udział w manifestacjach politycznych, oskarżonych i podejrzanych.
  • W panelu zabrały głos trzy ekspertki zajmujące się tą nową i rozwijającą się dziedziną prawa

Ochrona wizerunku odbywa się na podstawie przepisów kodeksu cywilnego oraz ustawy o prawie autorskim. Wizerunek zalicza się do dób osobistych wymienionych w art. 23 kodeksu cywilnego. Podlega on ochronie samoistnie, to znaczy niezależnie od tego, czy naruszone zostały innego dobra osobiste takie jak np. cześć, swoboda sumienia, czy zdrowie.

Zgodnie z prawem ten, kogo dobra osobiste naruszono, ma prawo żądać zaprzestania naruszenia, usunięcia jego skutków, w tym np. przedstawienia publicznie określonego oświadczenia, a także do zadośćuczynienia i naprawienia wyrządzonej w ten sposób szkody. Wysokość zadośćuczynienia powinna brać pod uwagę psychiczną dolegliwość wywołaną bezprawnym użyciem wizerunku danej osoby oraz wpływ tej sytuacji na jej bliskich. Naruszenie powinno być oceniane z punktu widzenia odbioru wykorzystania wizerunku przez opinię publiczną.

Przepisy nie definiują, czym jest dokładnie wizerunek. Pod pojęciem tym rozumie się przede wszystkim dostrzegalne, fizyczne cechy człowieka, które tworzą jego wygląd. Wizerunek musi pozwalać na identyfikację danej osoby i może mieć formę obrazu fizycznego, portretu, zdjęcia lub innego rodzaju podobizny. Aby wizerunek podlegał ochronie, konieczne jest, aby osoba była przedstawiona w sposób rozpoznawalny.

Wizerunek podlega ochronie równolegle na podstawie przepisów prawa autorskiego. Art. 81 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych przewiduje, że rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. Każdy ma prawo decydować o tym, w jaki sposób i w jakich okolicznościach jego wizerunek będzie rozpowszechniany. Zgoda nie może być w tym przypadku dorozumiana i polegać, na przykład, na braku sprzeciwu osoby wobec wykorzystania jej wizerunku.

Wyjątki od wymogu zgody są dwa. Pierwszy z nich dotyczy „osób powszechnie znanych, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych. Z punktu widzenia zwykłego obywatela ważniejszy jest drugi wyjątek. Według art. 81 ust. 2 pkt 2 ustawy o prawie autorskim nie wymaga zgody rozpowszechnianie wizerunku „osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza”. Zbyt szerokie intepretowanie tego przepisu, w którym powinno chodzić o osoby będące wyraźnie jedynie „elementem tła”, może prowadzić do naruszeń prawa do ochrony wizerunku osób biorących np. udział w manifestacjach politycznych.

Przewidziane przez prawo autorskie środki ochrony obejmują m.in. złożenie oświadczenia o odpowiedniej treści i formie, zadośćuczynienie i przyznanie odpowiedniej sumy pieniężnej na wskazany cel społeczny.

Rozpowszechnienie wizerunku, zgodnie z przepisami prawa autorskiego, oznacza udostępnienie wizerunku publicznie, czyli do otwartego i nieokreślonego kręgu osób. Nie ma znaczenia, w jakiej formie dokonano udostępnienia – czy to za pomocą prasy, telewizji, czy w internecie.

W kontekście prawa do ochrony wizerunku warto zauważyć, że ocenie podlegać będą, z jednej strony, wartości konstytucyjne takie jak prawo do życia prywatnego, o którym mowa w art. 47 Konstytucji RP, oraz prawo do prywatności (art. 51), a z drugiej, uzasadniające ich ograniczenie zasady takiej jak np. swoboda wypowiedzi(art. 54), czy wolność mediów (art. 14). Nadmierna ochrona wizerunku jednostki, w szczególności osób pełniących funkcje publiczne, może paraliżować działanie mediów w ich ważnej, społecznej funkcji kontroli życia publicznego.

Temat prawa do ochrony wizerunku w kontekście postępu technologicznego był przedmiotem dyskusji w trakcie Kongresu jako związany z nowymi wyzwaniami i problemami dla zagwarantowania praw człowieka i braku, na obecną chwilę, dostatecznych rozwiązań prawnych w tej kwestii.

Podstawowym pytaniem tego panelu było więc to, czy prawo nadąża za rozwojem technologii. Rozwija się ona współcześnie w sposób o wiele szybszy niż samo prawo, co oznacza, że ochrona prawa obywateli w dziedzinach, w których stosuje się nowe technologie, wymaga rzetelnej i wyczerpującej debaty.

W panelu wzięli udział:

  • Dr Ksenia Kakareko - radczyni prawna,autorka artykułów o ochronie wizerunku, nazwiska oraz o ‘prawie mody’.
  • Dr Daria Gęsicka zajmująca się na UJ prawem własności intelektualnej, prawem autorskim, nieuczciwą konkurencją, nowymi technologieami i prawem w modzie.
  • Dr Joanna Buchalska zajmująca się na UW wolnością słowa, ochrona prywatności, ochroną własności intelektualnej Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, prawną ochrona informacji.

Ochrona wizerunku wiążę się m.in. z granicami korzystania z monitoringu. Może chodzić zarówno o monitoring miejsc publicznych i udostępnianie nagrań przez policję, jak i monitoring pracowników lub korzystanie z kamer w szkołach.

Istotnym problemem z punktu widzenia obywateli jest także możliwość utrwalania wizerunku funkcjonariuszy publicznych w trakcie pełnienia przez nich służby, np. policjantów czy strażników miejskich.

Tak jak w przypadku ochrony danych osobowych, naruszenia prawa do ochrony wizerunku mogą mieć wymiar ekonomiczny, a wizerunek staje się niekiedy przedmiotem handlu. Może być on także wykorzystywany komercyjnie (postacie fikcyjne w grach i aplikacjach komputerowych).

Ochrona wizerunku stoi przed koniecznością adaptacji do nowych sposobów jego wykorzystywania zarówno w przestrzeni publicznej, jak i gospodarczej oraz w internecie.

Warto wiedzieć - dotychczasowe działania RPO:

  • Rzecznik występował wielokrotnie do Ministerstwa Sprawiedliwości oraz organów ścigania o przestrzeganie prawa do ochrony wizerunku, zarówno w zakresie tworzenia prawa, jak i jego stosowanie, w tym o ograniczenie udostępniania przez policję nagrań z publicznych monitoringów. Po wejściu w życie RODO dopuszczalność rozpowszechniania wizerunku w ramach ścigania przestępstw musi podlegać szczegółowej regulacji w ustawie (2015, 2018).
  •  W kontekście całkowitego zakazu publikacji wizerunku osób, wobec których prowadzone jest postępowanie sądowe, Rzecznik przystąpił do postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym, argumentując, że pominięcie w komunikatach medialnych tożsamości osoby może czasem oznaczać pominięcie informacji istotnej dla opinii publicznej. Może to wystąpić zwłaszcza wtedy, gdy czyjaś działalność publiczna jest powszechnie znana, osoba ta jest identyfikowana przez społeczeństwo, a postępowanie karne dotyczy związanych z jej działalnością publiczną poważnych nieprawidłowości. Trybunał we wrześniu 2017 r. umorzył jednak sprawę (2015).
  • Przygotowana w odpowiedzi na obawy związane z bezpieczeństwem publicznym tzw. ustawa antyterrorystyczna przewiduje możliwość pobierania linii papilarnych, wizerunku twarzy lub materiału biologicznego w celu oznaczenia profilu DNA od osoby niebędącej obywatelem Polski. Rzecznik wyraził wątpliwości co do braku środków prawnych chroniących obywateli w tym kontekście, oraz możliwość objęcia działaniami także obywateli Polskich, ze względu na to, że przepisy dopuszczają ich zastosowanie w przypadku, „gdy istnieje wątpliwość co do tożsamości osoby”.
  • Po wielu interwencjach Rzecznika Praw Obywatelskich uregulowano ostatecznie na poziomie ustawy kwestię monitoringu w szkołach. Zdaniem RPO niezbędne było wprowadzenie zasad regulujących prowadzenie monitoringu w akcie prawnym powszechnie obowiązującym, tak aby zainstalowanie na terenie szkoły kamer nie prowadziło do naruszenia konstytucyjnych praw uczniów, nauczycieli, a także innych osób przebywających w szkole (2016).
  • Wykorzystywanie wizerunku osób działających w sferze publicznej musi mieć jednak swoje granice. RPO przyłączał się do postępowań dziennikarzy, których prawo do ochrony życia prywatnego oraz dobra osobiste zostały naruszone, co mogło negatywnie wpłynąć na wolność mediów, wywołując w środowisku dziennikarskim tzw. efekt mrożący (2019). Podobnie rozpowszechnianie wizerunku osób biorących udział w zgromadzeniach publicznych, ze szczegółowym przytoczeniem ich danych osobowych, może skutkować ograniczeniem praw politycznych i korzystania przez obywateli z wolności zgromadzeń (sprawa protestujących przed siedzibą TVP).
  • Rozwój nowych technologii umożliwia także monitorowanie zachowań pracowników. RPO podjął interwencję m.in. w sprawie pracowników banku PKO BP, który wprowadził system monitorujący liczbę uśmiechów w trakcie rozmów z klientem. W ocenie Rzecznika może to wkraczać w ich prywatność i godność.

Prawo do wizerunku wydaje się intuicyjne i proste, ale gdy zada się np. pytanie, o to, czy można swobodnie fotografować w miejscu publicznym, temat się komplikuje. Wizerunek jest rozpowszechniany dużo powszechniej niż inne dane osobowe, co oznacza, że wiążę się z tym więcej zagrożeń.

Ochrona wizerunku w komunikacji elektronicznej

Dokonanie naruszeń nigdy nie było tak łatwe, jak jest to możliwe obecnie dzięki komunikacji w Internecie. Pojawiają się nowe postaci naruszeń praw, jak np. obraźliwe memy, które mogą naruszać prawo do ochrony wizerunku, czci i inne dobra osobiste. Dotyczyć to może nie tylko osób popularnych. Udzielenie prawa do wizerunku jest także często warunkiem dostępu do niektórych usług internetowych. Współczesnym problemem ochrony wizerunku jest także ograniczona możliwość pociągnięcia do odpowiedzialności pośredników komunikacji, czyli usługodawców takich jak np. Facebook. Na podstawie prawa europejskiego podmioty te zobligowane są do interweniowania, jeśli zasygnalizujemy naruszenie. Reguluje to zarówno prawo krajowe jak i unijne, które nakłada na internetowych usługodawców liczne obowiązki, takie jak monitorowanie i zapewnienie mechanizmów sygnalizowania naruszeń.

Ochrona wizerunku funkcjonariuszy publicznych i osób powszechnie znanych

W trakcie sesji podkreślono, że funkcjonariusz publiczny nie jest w pełni władcą swojego wizerunku w chwili wykonywania swoich obowiązków służbowych. Tak więc np. policjant czy strażnik miejski nie może się sprzeciwić publikacji jego zdjęć, wtedy, kiedy jest na służbie. Wizerunek funkcjonariuszy podlega ochronie jedynie w sytuacjach życia prywatnego. Uzasadnieniem dla ograniczenia możliwości rozpowszechniania wizerunku policjanta może być argument, że utrudnia to wykonywanie czynności służbowych, jednak warunek ten powinien być interpretowany wąsko. Jako obywatele mamy jednak na pewno prawo do utrwalania wizerunku lub nagrywania funkcjonariuszy przy wykonywaniu zwykłych czynności, takich jak np. kontrola drogowa.

A co z byłymi funkcjonariuszami publicznymi? Informacje o nich, także wizerunek, może pozostać rozpowszechniony, jeśli publikacja dotyczy ich działalności w trakcie sprawowania funkcji. Prawo do dysponowania wizerunkiem ograniczają także przepisy o informacjach dostępnych publicznie, takich jak np. stopnie naukowe, czy dane związane ze sprawowanym urzędem.

Jeśli chodzi o osoby powszechnie znane, korzystają one z ograniczonej ochrony. Wizerunek tych osób może być rozpowszechniony, jeśli publikacja ma związek z wykonywaną przez osobę znaną działalnością. Pojęcie osoby powszechnie znanej jest oczywiście trudne do zdefiniowania. Miejscowy ksiądz, czy sklepikarz mogą być osobami powszechnie znanymi w miejscowości, w której pracują, ale kiedy ich wizerunek udostępnia się w Internecie, sprawa staje się bardziej skomplikowana. Zwolnienie z konieczności zgody w przypadku tych osób nie jest absolutne i należy wziąć pod uwagę w jakim celu upowszechnia się ich wizerunek.

Warto podkreślić, że dzięki nowych technologiom „możemy więcej”, tzn. mamy więcej możliwości rozpowszechniania wizerunku innych osób. Nie oznacza to, że przyzwolenie na łamanie prawa do ochrony wizerunku powinno być większe. Przepisy krajowe i europejskie starają się odpowiadać na nowe wyzwania związane z rozwojem technologii. Nowe przepisy, w tym RODO, zapewniają nam m.in. tzw. prawo do bycia zapomnianym. Można dzięki niemu żądać m.in. usunięcia treści, naszego wizerunku z wyszukiwarek internetowych. Warto jednak pamiętać, że z takim żądaniem można wystąpić jedynie wobec podmiotów profesjonalnych, tj. np. Google.

Ochrona wizerunku postaci fikcyjnych i komercjalizacja wizerunku

Współcześnie nowego rodzaju wyzwaniem jest komercjalizacja wizerunku. Nasz wizerunek może stać się przedmiotem handlu. Postacie fikcyjne, czyli np. bohaterowie filmu, serialu, czy gry, mogą także podlegać ochronie. Posłużenie się nazwiskiem albo podobizną takiej postaci może stanowić naruszenie dóbr osobistych na podstawie prawa do integralności utworu. Korzystanie z wizerunku postaci fikcyjnych powinno być dozwolone, jeśli nie czerpiemy z tego realnych korzyści. Logika rynkowa sprawia, że monopol patentowy niektórych firm się powiększa, a ochrona praw autorskich jest wydłużana. Można się zastanawiać, czy nie hamuje to zbytnio rozwoju kultury, czy nauki. Możemy tu mówić także o ograniczeniu praw związanych z wolną debatą.

W trakcie dyskusji pojawiły się także szczegółowe pytania o prawo ochrony wizerunku. Dyskutowano m.in. o granicach tego prawa w ramach aplikacji takich jak np. Google Street View. Zwykle takie elementy jak twarz albo tablica rejestracyjna powinny być na udostępnianych tam zdjęciach zamazane. Wizerunek jest jednak definiowany szeroko. Jeśli uznamy, że fakt, że mamy auto, na którym znajdują się naklejki płomieni pozwoli pewnemu gronu na zidentyfikowanie naszej osoby, możemy domagać się usunięcia także tych elementów z dostępnego widoku.

Kolejnym tematem były zobowiązania mediów w kontekście poszanowania prawa do ochrony wizerunku. Media są zobowiązane do dbania o to, czy udostępniane przez nie treści nie naruszają niczyich dóbr osobistych. Może to rodzić odpowiedzialność za udostępnianie przez telewizję, radio czy portale internetowe tzw. fake newsów, jeśli będą one godzić w czyjąś cześć lub prawo do ochrony wizerunku.

Ostatnim tematem było handlowanie wizerunkiem. Obecnie naszym wizerunkiem możemy nim płacić za niektóre usługi. Udostępnienie wizerunku może być także warunkiem dostępu do niektórych aplikacji internetowych, o czym nie zawsze jesteśmy świadomi. Obecny stan prawny pozwala na ochronę nas przed nieuczciwymi praktykami lub ochronę naszych danych osobistych. Wyzwaniem jest jednak zapewnienie przestrzegania istniejących przepisów. Wydaje się, że obecny stan prawa wystarczająco zabezpiecza nasze prawo do ochrony wizerunku i naszych danych osobowych, powinniśmy jedynie być ich bardziej świadomi i nie bać się korzystać z dostępnych mechanizmów.

 

Niezależne życie i system orzekania o potrzebie wsparcia – perspektywa osób z niepełnosprawnościami i osób starszych. Sesja 43 III KPO

Data: 2019-12-14
  • Każdy ma prawo żyć niezależnie, ale nie samotnie.
  • Mieć tyle niezależności, ile możemy unieść i tyle włączenia w społeczność ile potrzebujemy.

Niezależność – to wolność; możliwość podejmowania własnych decyzji i własnych wyborów. Nie ma absolutnej niezależności bo nikt z nas nie jest samotną wyspą, ale niezależne życie to takie kiedy nie jesteśmy zależni od innych kiedy sobie tego nie życzymy. To pozostawanie w takich relacjach, jakie są relacjami oczekiwanymi i takich relacji z instytucjami, które są wolne od niechcianych nacisków.

W niezależności możemy wyodrębnić wymiary:

  • Niezależność ekonomiczną
  • Własną przestrzeń zapewniającą bezpieczeństwo dobre funkcjonowanie
  • Wybór własnego stylu życia; taki sposób budowania relacji, który zależy od naszych własnych wyborów
  • Możliwość bycia mobilnym, bezpiecznego i funkcjonalnego przemieszczania się.

Niezależność to możliwość decydowania o własnym życiu. Decydować to znaczy być.

Możliwość wyboru czy pójdę do kina czy na koncert, kiedy wyjdę z domu, możliwość dostania się do budynku bez czekania na mrozie przy schodołazie, możliwość wyboru zawodu, zatrudnienia.

W Polsce osoby ubezwłasnowolnione nie mają możliwości decydowania o czymkolwiek. Mamy więźniów 4 piętra i przymusowo zamkniętych w szpitalach psychiatrycznych.

Katarzyna Parzuchowska z perspektywy osoby chorującej psychicznie mówiła, że dla jej środowiska najważniejsze są 3 rzeczy:

  • własna rodzina – partner i dzieci (osoby chorujące psychicznie nie mogą bez zgody sądu zawierać związku małżeńskiego i nie mogą adoptować dzieci)
  • praca zgodna z kwalifikacjami co pozwoli osiągnąć
  • własne 4 kąty.

Podstawą do osiągnięcia tak rozumianej niezależności jest akceptacja własnej choroby oraz wzięcie odpowiedzialności za własne zdrowie i leczenie cyt. „dopóki ktoś za nas będzie dzwonił po karetkę, za nas będzie decydował o leczenie, nie będziemy mogli osiągnąć niezależności w innych dziedzinach życia”.

Psychoedukacja i psychoterapia w odpowiednim czasie to niezbędne elementy w których potrzebne jest wsparcie. Potrzeba jest także dostępu do leczenia psychiatrycznego „nie może być tak że naszym jedynym wyborem w kryzysie jest szpital psychiatryczny”. Osoby po kryzysie są pozbawione możliwości wyboru metody leczenia.

Czy jest możliwa koalicja czy potrzeby i oczekiwania osób z niepełnosprawnościami są takie same?

W Polsce brakuje kompleksowego systemu wsparcia osób z niepełnosprawnościami i osób starszych. Powstaje pytanie, na ile te systemy mogą być połączone, a na ile powinny być odrębne. Jest to też istotne pytanie w kontekście orzekania o potrzebie wsparcia, w szczególności przy pojawiających się koncepcjach wprowadzenia orzekania o niesamodzielności, które miałoby objąć obie te grupy.

Podstawą nowej filozofii podejścia do niepełnosprawności zawartej w Konwencji o prawach osób niepełnoprawnych jest zapewnienie tym osobom w sposób maksymalnie możliwy niezależnego życia. Powstaje pytanie czy jest to wartość równie ważna dla osób starszych.

Środowisko osób starszych częściej niż o niezależnym życiu mówi np. o konieczności zapewnienia dobrej jakości opieki długoterminowej, a środowisko osób z niepełnosprawnościami skłania się ku usługom asystencji osobistej i jest niechętne pojęciu „niesamodzielność”.

Na przestrzeni lat osobom z niepełnosprawnościami i seniorom odmawiano możliwości dokonywania wyborów oraz sprawowania kontroli nad własnym życiem.

Realne wsparcie bywa nieosiągalne lub uzależnione od życia w instytucjach pomocowych. Prowadzi to do przypadków porzucenia, uzależnienia od członków rodziny, instytucjonalizacji opieki lub izolacji osób potrzebujących jedynie pomocy. Zaniechania te bywają usprawiedliwiane przez stereotypy, zgodnie z którymi osoby starsze lub z niepełnosprawnością są raczej przedmiotem opieki, niż podmiotem praw i obowiązków. A przecież niezależne życie i włączanie w społeczność lokalną to pojęcia nierozerwalnie związane z podstawową zasadą dotyczącą praw człowieka, która mówi, że wszyscy ludzie rodzą się mając jednakową godność i jednakowe prawa, a życie każdego człowieka ma jednakową wartość. Prawo to odnosi się do wszystkich ludzi, bez stawiania jakichkolwiek kryteriów.

Dla osób z niepełnosprawnością uzyskanie orzeczenia o całkowitej niezdolności do pracy staje się barierą w zatrudnieniu. 98% firm na pytanie czy zatrudni osobę która ma takie orzeczenie odpowiada, że absolutnie nie bo przecież jest napisane że nie może pracować. Podobnie rozumuje część osób z niepełnosprawnością. Konieczne jest zniesienie tych barier poprzez zmianę systemu orzekania i koncentracji na zasobach i możliwościach osoby potrzebującej wsparcia.

Jak ważne są słowa wskazał jeden z dyskutantów: mój syn mówi: „jak mi napisali, że jestem niezdolny do pracy, to nie idę, chciałbym ale nie mogę”. Syn mówi także, że „nie chcę uzyskać orzeczenia o niesamodzielności, bo nie chce być ubezwłasnowolniony”.

„Imponują mi młode osoby z niepełnosprawnością, które są aktywne i zabiegają o siebie i swoje prawa - dają przykład nam starszym”

W kwestii niezależnego życia jest wiele wspólnych punktów zarówno dla osób z niepełnosprawnościami jak i dla osób starszych. Podstawą jest przełamywanie stereotypów, zmiana mentalności – myślenia o tych grupach, wyzwania dla polityki publicznej: rozwój usług powszechnych i adekwatnych. Powszechnych tzn. nie tylko dla osób z orzeczeniem, czy po wywiadzie środowiskowym i ze skierowaniem OPS-u. Rozwijanie zawodów pomocowych tzw. helperów, tworzenie takiej sieci służb społecznych i ustalenie takiego poziomu specjalizacji żeby zapewnić niezależność i osobom z niepełnosprawnościami i osobom starszym. W wyniku dyskusji wyłoniła się potrzeba koalicji zabiegania o potrzeby osób starszych i osób z niepełnosprawnościami bo to ułatwi osiągnięcie wspólnych celów. Zgłoszono również apel do rządu, aby włączył się w prace nad konwencją o prawach osób starszych.

Warto wiedzieć – co wynika z doświadczeń RPO

Ratyfikowana przez Polskę w 2012 r. Konwencja ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami zobowiązuje państwo do wprowadzenia rozwiązań dających osobom z niepełnosprawnościami możliwość prowadzenia niezależnego życia. Jednak do tej pory nie przyjęto żadnych systemowych rozwiązań rangi ustawowej. W polskim systemie prawnym nie istnieją rozwiązania mające promować niezależne życie osób starszych.

Istniejący w Polsce system orzekania o niepełnosprawności ma charakter fikcjonalny i oparty jest na pojęciach negatywnych takich jak niezdolność do pracy, niezdolność do samodzielnej egzystencji, a to jest nie zgodne z KPON.

Dotychczas nie istnieje w Polsce system orzekania o potrzebach osób starszych, chociaż ostatnio w debecie publicznej dość intensywnie pojawiają się postulaty jego stworzenia. Niestety on także miałby być skonstruowany od strony negatywnej – orzekania o niesamodzielności i miałby obejmować również osoby z niepełnosprawnościami.

Rzecznik Praw Obywatelskich stale zabiega o pełną realizację praw osób starszych i osób z niepełnosprawnościami. Kierował pisma do kolejnych ministrów Zdrowia, Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Prezesa Rady Ministrów, w których wskazywał m.in.  potrzebę:

  • przestrzegania praw w domach pomocy społecznej
  • wsparcia środowiskowego dla osób starszych.
  • systemu wsparcia osób z niepełnosprawnościami
  • działań na rzecz ochrony praw osób starszych
  • zadbania o prawa opiekunów rodzinnych.

Rzecznik w wystąpieniu do Minister Rodziny Pracy i Polityki Społecznej przedstawił rekomendacje działań umożliwiających skuteczną ochronę praw starszych obywateli. Zasadą powinno być partnerskie traktowanie osób starszych jako współtwórców działań podejmowanych na ich rzecz, a posiadających autonomię - niezależnie od stopnia sprawności.

Komisja Ekspertów ds. Osób Starszych przy RPO przygotowała publikację „System wsparcia osób starszych w środowisku zamieszkania”, a następnie opracowanie było konsultowane przez RPO z samorządowcami i środowiskiem osób starszych w całym kraju.

W BRPO został przygotowany raport dot. przestrzegania praw mieszkańców domów pomocy społecznej, który wskazuje jak wspólnie zadbać o godne życie osób starszych, chorych i z niepełnosprawnościami.  https://www.rpo.gov.pl/sites/default/files/KMPT%20raport%20o%20domach%20pomocy%20spolecznej.pdf

Rzecznik postuluje o podjęcie aktywnych starań w celu wdrożenia rekomendacji dla Polski Komitetu ONZ ds. Praw Osób z Niepełnosprawnościami, o poprawę sytuacji kobiet z niepełnosprawnościami, deinstytucjonalizację systemu wsparcia, zmianę modelu funkcjonowania asystencji osobistej i opieki wytchnieniowej.

W Biurze RPO odbyło się także seminarium nt. stworzenia Narodowego Programu Deinstytucjonalizacji, a na I Kongresie Praw Obywatelskich był panel pt. „Starzenie się w miejscu zamieszkania – prawem osób starszych – odpowiedzialnością wspólnot lokalnych” .

Temat „Niezależne życie i system orzekania o potrzebie wsparcia – perspektywa osób z niepełnosprawnościami i osób starszych” jest niezwykle ważny w obecnej sytuacji demograficznej Polski i ze względu na propozycje rządowe organizowania wsparcia zarówno dla osób starszych, osób z niepełnosprawnościami i ich opiekunów.

W panelu udział wzięli:

  • dr hab. Paweł Kubicki, prof. Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, współpracownik organizacji pozarządowych zajmujących się problematyką niepełnosprawności i starości - Moderator:
  • Katarzyna Parzuchowska, z Fundacji eFkropka
  • Agata Spała, ekspertka ds. zatrudnienia osób z niepełnosprawnością, specjalistka w obszarze dostępności usług publicznych dla osób z niepełnosprawnościami, trenerka.
  • Prof. Barbara Szatur-Jaworska, Wydział Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, kierowniczka Katedry Metodologii Badań nad Polityką
  • Agnieszka Warszawa, prezes Fundacji Autism Team z Łodzi
  • Adam Zawisny, specjalista ds. polityki społecznej, wiceprezes Instytutu Niezależnego Życia.

 

Bezdomni a policja. Sesja 36 III KPO

Data: 2019-12-14

„Niebezpiecznie zbliżyliśmy się do akceptacji sytuacji bezdomnych jako problemu, którego zwyczajnie nie potrafimy rozwiązać”

Linda Lingle

  • Współpraca między policją a organizacjami udzielającymi pomocy osobom zagrożonym bezdomnością trwa od lat i co do zasady układa się dobrze
  • Zdarzają się wciąż przypadki złego traktowania osób w kryzysie bezdomności przez policję. Temu trzeba przeciwdziałać
  • Możemy korzystać z wypracowanych już modeli współpracy z policją

Dlatego ten panel Kongresu Praw Obywatelskich koncentrował się raczej na praktyce niż na sytuacji prawnej. Nieludzkie, poniżające traktowanie, częste legitymowanie a może współpraca ponad podziałami? Policja zaangażowana? Policja wspierająca? A może policja wszystko lepiej wiedząca? Jaki jest najlepszy model współpracy z Policją?

RPO zajmuje się sprawami osób w kryzysie bezdomności od co najmniej czterech lat. Zebrane doświadczenie pozwala Rzecznikowi wskazywać punkty krytyczne – czyli konkretne, szczegółowe problemy, których rozwiązanie przyniesie istotną zmianę społeczną (przy wskazywaniu tych punktów wspiera Rzecznika Komisję Ekspertów ds. Przeciwdziałania Bezdomności powołana w jego Biurze). Dlatego RPO zaproponował na Kongresie rozmowę o bezdomności ludzi młodych, stąd pomysł, by porozmawiać o relacjach policji z osobami w kryzysie bezdomności.

Bo w przeciwieństwie do większości z nas, którzy osoby w kryzysie bezdomności po prostu mijają na ulicy, policjanci mają z nimi stały kontakt, podejmują interwencję, świadczą pomoc, egzekwują prawo, niosą ratunek, próbują ustalić tożsamość.  Zatem rozmowa o tym, jak to robić skutecznie i z poszanowaniem godności jest bardzo ważna.

Jak wiadomo, taki dobry model współpracy najlepiej tworzy się wspólnie, rozmawiając o dobrych przykładach.

W panelu wzięli udział:

  • mł. Inspektor Krzysztof Łaszkiewicz, pełnomocnik Komendanta Głównego Policji ds. Ochrony Praw Człowieka.
  • nadkomisarz Piotr Lubaszko, naczelnik Wydziału Prewencji Biura Prewencji Komendy Głównej Policji.
  • Adriana Porowska z Kamiliańskiej Misji Pomocy, koordynatorka merytoryczna w schronisku dla osób bezdomnych, mieszkaniach treningowych, streetworkingu oraz współprzewodnicząca Komisji Ekspertów ds. Przeciwdziałania Bezdomności przy Rzeczniku Praw Obywatelskich. 
  • Katarzyna Cholewa, lekarka lat zaangażowana w inicjatywę Zupa na Plantach, której wolontariusze na ulicach Krakowa towarzyszą i pomagają osobom w kryzysie bezdomności.
  • Katarzyna Nicewicz, kuratorka i terapeutka od ośmiu lat zajmująca się problemami osób w kryzysie bezdomności (w 2012 zainicjowała akcję Daj Herbatę, która z czasem przegrodziła się w Fundację Daj Herbatę).

Zupa jest tak naprawdę tylko pretekstem do spotkania się z osobami w kryzysie bezdomności. Nie mogę wypowiedzieć się jednoznacznie o doświadczeniach osób pozbawionych domu w kontaktach z policją– napływają do nas zarówno pozytywne, jak i negatywne historie o spotkaniach z funkcjonariuszami. Zimą starają się oni wychodzić naprzeciw osobom bezdomnym, sprawdzają czy są one bezpieczne, czy mają warunki pozwalające na przetrwanie mrozów. Jako aktywiści spotykamy się zazwyczaj raz albo dwa razy w roku z przedstawicielami służb żeby porozmawiać o sytuacji, wymienić się kontaktami. Ogólnie częściej styczność  mamy chyba z przedstawicielami straży miejskiej niż policji – podsumowała Katarzyna Cholewa.

Zdarza się, że policja zwraca się do nas w celu identyfikacji osób podejrzanych o różnego rodzaju przestępstwa, zazwyczaj spotkania takie odbywają się z pełnym szacunkiem, kulturą - opowiadała Katarzyna Nicewicz. – Zdarzają nam się także kontakty, gdy ktoś trafia do szpitala i policja prosi nas o pomoc w ustaleniu danych osobowych. To również są zawsze bardzo kulturalne i spokojne spotkania. Czasem dochodzi do mniej przyjemnych sytuacje: jak w przypadku interwencji do bezdomnej matki z dzieckiem. Mieszkali oni w pustostanie, dziecko nie chodziło do szkoły, rodzina była dysfunkcyjna, matka nie potrafiła się tym dzieckiem zająć, zaspokoić jego potrzeb. Niestety nie znaleźliśmy wtedy porozumienia z policjantami, którzy zlekceważyli tę sytuację. A przecież dziecko w kaloszach w mroźny grudniowy dzień, które funkcjonuje w przestrzeni publicznej w kryzysie bezdomności to nie jest stan normalny. W przypadku pracy z policją ważne jest żeby przełamywać schematy myślenia związane ze stereotypami odnośnie osób bezdomnych.

Adriana Porowska z Kamiliańskiej Misji Pomocy przedstawiła uczestnikom panelu rzeczywistość, w której pracuje ponad 15 lat. Zajmuje się pomocą głównie w rejonie Ursusa, Ochoty, Włoch, koordynuje działanie schroniska dla bezdomnych, w którym znajduje się zazwyczaj 80 mężczyzn. Podkreśla, że zdarzało jej się spotykać z negatywnymi sytuacjami. Częste, wręcz nękające legitymowanie osób bezdomnych, podmiotowe traktowanie. Problem polega też na używaniu przez policjantów formy „ty”, która odbiera osobom bezdomnym należny szacunek – jako drugiemu człowiekowi, który ma swoją godność. Była świadkiem sytuacji, gdy policjant kopnął mężczyznę trzymającego nogi na ławce.

Osoby w kryzysie bezdomności mają różne problemy: w nawiązywaniu relacji, zaburzenia psychiczne, nadużywanie alkoholu, z chorobami, z higieną osobistą. W Warszawie są tylko 3 łaźnie, a są miasta gdzie można się umyć tylko raz w tygodniu. Adriana Porowska mówi tak: dla mnie brzydki zapach jest odzwierciedleniem ludzkiego cierpienia, tych niezwykle trudnych problemów z jakimi mierzą się osoby bezdomne. Dlatego tak ważne wypracowanie współpracy w oparciu o ukazanie ludzkiego wymiaru bezdomności. Lokalnie jak najbardziej da się wypracować dobre kontakty z policją.

Kolejny problem to luki w statystyce. Są one zaniżone. Nie wiemy ile tak naprawdę osób bezdomnych umiera zimą z powodu chorób i wyziębienia, bo część z nich umierając w szpitalu albo w karetce nie jest wpisywana do kartotek policyjnych. To zaburza obraz, zaniża skalę problemu.

Nadkomisarz Piotr Lubaszko podkreślił, że zmieniają się realia, zmienia się postrzeganie społeczne kryzysu bezdomności i policja też nad tym pracuje. Kiedyś osoby w kryzysie bezdomności trafiały do jednej kategorii z żebrakami i kiedyś pewnie ten panel nie mógłby się odbyć: nie siedzielibyśmy przy jednym stole, to byłaby dyskusja policja kontra aktywiści. Systemowo chcemy wydać wspólną wojnę bezdomności, postawić na edukację i partnerstwo społeczne. Dzisiaj mówimy to głośno: bezdomność to nie przestępstwo. Zbieractwo jest formą pracy, nie jest przestępstwem. Ludzie mają godność – i sytuacja, gdy muszą sięgać po jedzenie do śmietnika normalna nie jest. Policja jest gotowa do reagowania do zmiany. Chcemy zmienić język: staramy się ukrócić automatyczne przechodzenie na TY z osobami bezdomnymi, nie każdy sobie tego życzy, a forma „pan – pani”  jest wyrazem szacunku dla drugiego człowieka.

Mł. Inspektor Krzysztof Łaszkiewicz: kilka lat temu gdy zaczynałem karierę pracowałem w jednostce na dworcu. Zalecenia były takie żeby wypraszać osoby bezdomne z dworca, „bo ludzie się skarżą, że śmierdzi”. I tak jest, że na nasz dialog społeczny nakładają się zgłoszenia. W policji dostrzegamy potrzebę zmiany, poprawienia sposobów reagowania, języka. Dążymy di zwiększania empatii, szkolmy funkcjonariuszy, rozmawiajmy z przełożonymi. Z pokorą przyjmujemy słowa krytyki.

Moderujący panel dr Adam Ploszka zwrócił się do osób w kryzysie bezdomności, które uczestniczyły w panelu, o wyrażenie swojej opinii.

Pan Paweł, który jest od wielu lat w różnych fazach kryzysu bezdomności, w tym kilka lat żył na ulicy, opowiadał, że dawniej zdarzały się łapanki i wywożenie osób bezdomnych za miasto kilkadziesiąt kilometrów. Obecnie pan Paweł jest doktorant na UW, pisze pracę naukową na temat kryzysu bezdomności. Opowiadał: – Kiedy siedzę z respondentem, który wygląda na osobę bezdomną, to nie zdarzyło mi się, żeby w ciągu 2, 3 godzin nie być legitymowanym, to poczucie legitymowania jest notorycznie. Kiedy siedzę sam, to policja do mnie nie podchodzi – nie widać przecież, że jestem dotknięty kryzysem bezdomności. Skąd się więc te pytania o dokumenty biorą?

Swoją historię pan Paweł dokładnie opowiedział w programie Rafała Gebury „7 metrów pod ziemią” https://www.youtube.com/watch?v=HAVpslatV9Q.

Z sali padły pytania: czy w ramach policyjnego szkolenia podstawowego bezdomność jest jakoś poruszana? Czy obecni na sali policjanci mogą odnieść się do wystąpienia RPO w celu depenalizacji żebractwa do Ministerstwa Sprawiedliwości?

Rzecznik do tej pory nie otrzymał odpowiedzi resortu (pisaliśmy o tej sprawie tutaj https://www.rpo.gov.pl/pl/content/rpo-czas-usunac-zebractwo-z-kodeksu-wykroczen). Czy można wprowadzić element ludzki, szkolenie z empatii do programów kształcenia policjantów? Do kogo może się zwrócić osoba bezdomna w przypadku złamania praw człowieka? Pytano także o statystyki i o to jaka jest definicja osób dotkniętych kryzysem bezdomności.

Młodszy inspektor Gibadło z Poznania zauważył, że wśród panelistów zabrakło przedstawicieli samorządów.

Paneliści odpowiedzieli na pytania z sali.

Po pierwsze - legitymowanie musi mieć podstawę i może być zażalone do prokuratora jeśli jest bezpodstawne, ma charakter nękania.

Po drugie - w przypadku naruszania praw osób w kryzysie bezdomności mogą oni napisać skargę do rzecznika praw obywatelskich, który stara się na bieżąco monitorować sytuację osób pozbawionych dachu nad głową. Swoich podopiecznych do takich działań zachęca pani Porowska.

Paneliści-policjanci opowiadali, że policja może korzystać z pomocy osób bezdomnych np. przy wykrywaniu przestępstw popełnionych nocą, często zdarza się, że osoby bezdomne są świadkami jakiejś sytuacji. Jest to również argument, że warto współpracować z bezdomnymi. Powiedzieli również, że zasadniczo dąży się do ograniczania sytuacji wystawiania mandatów na rzecz pouczeń.

Stanowczo podkreślono, że osoby bezdomne muszą mieć dokładnie takie same prawa jak reszta społeczeństwa, w tym samym stopniu mogą dochodzić ich przestrzegania.

Adriana Porowska podkreśliła, że policjanci mają dostęp do danych ośrodków dla bezdomnych, noclegowni, organizacji zapewniających pomoc i mogą z nich korzystać. Dobrze by było żeby wraz z legitymowaniem osoby policjant potrafił w kompetentny sposób zaproponować jakieś rozwiązania, pomoc, możliwość skorzystania z noclegu. Legitymowanie może być pretekstem do poznawania człowieka i przekazywania pomocy.

Policjanci wskazali też, że podjęto starania na rzecz poprawy stosowanego języka. Przecież język jakim się posługujemy jest często narzędziem wartościującym, określającym naszą rzeczywistość. Jako, że posługiwanie się zwrotem „bezdomni” w odniesieniu do zagrożenia w policyjnej Krajowej Mapie Zagrożeń Bezpieczeństwa mogło być stygmatyzujące dla osób w kryzysie bezdomności policja zmieniła nazewnictwo (pisaliśmy o tym w październiku https://www.rpo.gov.pl/pl/content/policja-wprowadzila-termin-osoba-bezdomna-wymagajaca-pomocy-w-krajowej-mapie-zagrozenia).

Dla mnie bezdomny to „każdy człowiek, który nie ma dachu nad głową i potrzebuje pomocy”, definicja ustawowa zdecydowanie spłyca ten problem – odpowiedziała na pytanie o to kim jest osoba bezdomna Adriana Porowska.

Paneliści i uczestnicy panelu stwierdzili też, że empatia jest pewną umiejętnością społeczną, której można się uczyć, brać udział w szkoleniach. Takie szkolenia można by zorganizować dla policjantów.

Katarzyna Nicewicz opowiedziała o sytuacji jednego ze swoich podopiecznych: pan Michał został popchnięty i pobity przez ochronę. Zgłosił to na policje dysponując nagraniem zdarzenia– tymczasem dostał na policji informację że będzie sam musiał wystąpić do sądu z oskarżeniem i ponieść koszta związane z procesem. Był to sposób, żeby zniechęcić go do wchodzenia na drogę prawną. Policjanci założyli pewnie, że nie ma on pieniędzy na opłaty i zrezygnuje z postępowania. A przecież to nie prawda, sprawę mógł wnieść prokurator.

Głosy z sali potwierdziły, że służby prywatne zajmujące się ochroną dopuszczają się przemocy na osobach bezdomnych. Zdarza się, że są one bite w tzw. „martwych punktach”, które nie są objęte monitoringiem. W 2009 roku głośno było o przypadku bezdomnego pobitego na śmierć w galerii handlowej we Wrocławiu.

Paweł Chachulski z Mokotowskiego Hospicjum św. Krzyża opowiedział o swoich doświadczeniach. Po pierwsze legitymowanie osób bezdomnych jest często bezskuteczne. Nawet gdy policjanci znają dane zmarłej osoby bezdomnej to podają je lekarzom jako NN (tożsamość nieznana). Takie osoby nie mogą zostać pogrzebane. Ostatnio słyszeliśmy o rekordowym okresie, w którym ciało osoby NN znajdowało się niepogrzebane w kostnicy. Trwało to 4 lata. Zdarzają się też dobre praktyki – jednym z podopiecznych pana Pawła był niewidomy bezdomny, który żył w strasznych warunkach, a którego do hospicjum zgłosił lokalny komendant policji.

Gorącą dyskusję na panelu zakończył apel Karoliny Cholewy o współpracę bez polaryzacji, a także obietnica niedługiego kontynuowania rozmowy z Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich razem z Komisją Ekspertów ds. Przeciwdziałania Bezdomności.

Prekariusze na rynku pracy – grupy WYkluczONE. Sesja 35 III KPO

Data: 2019-12-14
  • W ubojni w Kutnie miało – według Państwowej Inspekcja Pracy - pracować 142 obywateli Ukrainy i 244 Polaków. Żaden nie miał umowy o pracę. Wszyscy wykonywali zadania, które wedle rozumienia Kodeksu Pracy oparte są na stosunku pracy.
  • Dlaczego to ich spotkało? RPO przestrzega przed prostymi odpowiedziami. Żeby nie dopuścić do podobnych sytuacji, trzeba krok po kroku przyjrzeć się sytuacji wszystkich grup dyskryminowanych na rynku pracy.
  • Z innymi problemami zmagają się na rynku pracy osoby z niepełnosprawnościami, z innymi – młodzi, rodzice i opiekunowie osób zależnych, z innymi w końcu – cudzoziemcy spoza Unii Europejskiej.

Rozwój gospodarczy jest szansą, ale i zagrożeniem. Globalizacja gospodarki i nowe technologie zmieniły rynek pracy (choćby poprzez nowe zjawisko zatrudniania za pośrednictwem platform cyfrowych) – zaczął panel moderator, prof. Łukasz Pisarczyk z UW.

Tym trudniej o ochrona pracowników, jaką daje zatrudnienie na umowę o pracę. A to przecież fundament bezpiecznego życia w demokratycznym społeczeństwie.

RPO wie jednak, że w Polsce jednak zbyt dużo osób nie jest chronionych: pracują „na czarno”, na umowy czasowe, umowy o dzieło. Nie mają prawa do urlopu, do zwolnień lekarskich, nie mogą planować przyszłości.

Ich sytuacji nie poprawią jednak ogólne rozważania ani samo analizowanie obowiązujących przepisów. Najpierw trzeba się zmierzyć ze szczególną sytuacją, w jakiej znajdują się prekariusze. Na III Kongresie Praw Obywatelskich RPO zaproponował rozmowę o czterech konkretnych – a różnych – grupach.

Dla osób z niepełnosprawnością praca jest terapią i sposobem na odzyskanie niezależności w życiu. Muszą jednak zmierzyć się z barierami, jakich nikt inny nie ma. Do pracy trzeba się dostać (bariery architektoniczne), trzeba mieć odpowiednie uprawnienia zawodowe (a lekarz-orzecznik nie zawsze np. jakie prace jest wstanie wykonywać osoba głucha lub niewidoma). Pracodawca i inni pracownicy powinni wiedzieć, jak współpracować z osobą z niepełnosprawnościami (bariery społeczne).

Osoby młode, bez doświadczenia, padają ofiarą tego, że pracodawcy nie umieją wdrażać do pracy, nie dbają o rozwój pracowników, nie wiedzą, jak to zrobić. Oczekują, że kandydat do pracy ma wszystko umieć, rozumieć, znać kulturę organizacyjną. A że takich osób na rynku raczej nie ma, firmy zatrudniają więc na krótko, w nadziei, że w ten sposób wyłowią perłę – a dla młodych oznacza to wdrażanie do patologicznych relacji pracodawca-pracownik (wiedząc, że mogą być wyrzuceni za byle co, godzą się na rzeczy, na które w innych warunkach by się nie zgodzili).

Wprowadzone elastyczne formy zatrudnienia: umowa na czas określony, umowa zlecenia, umowa o dzieło itp. sprawdzają się w przypadku wysokokwalifikowanych specjalistów, osiągających ponadprzeciętne dochody. Dla młodych, często dobrze wykształconych ludzi, takie formy zatrudnienia to często bariera na drodze do stabilizacji i lepszego jutra.

Opiekunowie osób zależnych na których spada obowiązek zaopiekowania się mniej sprawnym czy słabnącym członkiem rodziny, podejmują się niezwykle trudnego zadania - i to bez żadnego przygotowania. Opieka to praca wymagającą  i psychicznie, i fizycznie. Wiąże się ona z koniecznością ograniczenia bądź rezygnacji z pracy zawodowej, co pociąga za sobą pogorszenie sytuacji materialnej i drastyczną zmianę dotychczasowego stylu życia.

W działaniach państwa brak jest systemowego podejścia do problemu, uwzgledniającego nie tylko wsparcie w postaci świadczeń pieniężnych. Brak jest rozwiązań umożliwiających skorzystanie przez wszystkich opiekunów rodzinnych m.in. z: dostępu do opieki wyręczającej, szkoleń, opieki psychologicznej, rozwiązań umożliwiających godzenie opieki z pracą.

Cudzoziemcy spoza Unii muszą uzyskać zezwolenia na pracę. Tymczasem czas oczekiwania na takie zezwolenie wynosi wiele miesięcy. Cudzoziemcy słabo znają polskie realia, nie wiedzą, gdzie udać się po pomoc, zbyt łatwo padają ofiarami nadużyć. Może się to skończyć tragicznie, jak w przypadku obywatela Ukrainy, którego stan zdrowia nagle pogorszył się w pracy, pomocy lekarskiej nie dostał (nie był ubezpieczony) i zmarł. Kolega z pracy na polecenie przełożonych wywiózł więc jego ciało do lasu i wyrzucił.

Jakie są sposoby na każdy z tych problemów?

O osobach z niepełnosprawnościami jako prekariuszach mówiła - Katarzyna Roszewska wiceprzewodnicząca Polskiego Forum Osób Niepełnosprawnych, członek Komisji Ekspertów ds. Osób Niepełnosprawnością przy Rzeczniku Praw Obywatelskich, autorka kilkudziesięciu publikacji naukowych, prowadzi prace badawcze w zakresie prawa pracy i zabezpieczenia społecznego, praw osób z niepełnosprawnościami.

Niepełnosprawność obniża dochody rodziny o 50 proc w Polsce (w USA – o 37 proc.). To są twarde dane, wynikające z porównywania zarobków przed i po doświadczeniu niepełnosprawności, albo zarobków na tym samym stanowisku osób zdrowych i z niepełnosprawnością). Ze statystyk PFRON wynika, że większość OzN pracuje na umowy o pracę, ale może to wynikać z faktu, że wiele osób boi się przyznać do pracy z obawy przed utratą świadczenia (choć przepisy w pewnym zakresie pozwalają łączyć pracę ze świadczeniem).

Co przeszkadza w podejmowaniu pracy:

  • stan zdrowia (czas i energia idzie na rehabilitację i leczenie), wykształcenie, słaby dostęp do usług opiekuńczych, problem z transportem. Ale dochodzi tez niechęć pracodawców do zatrudniania OzN a także brak prostych, powtarzalnych prac, które byłyby do wykonania przez osoby z niepełnosprawnością intelektualną.
  • Przeszkodą jest edukacja: dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi są wykluczane z powszechnej edukacji (tylko 66 proc. uczy się w „normalnych szkołach”). A to wpływa na ich szanse na rynku pracy. Na 3 mln osób dorosłych z niepełnosprawnościami 2,5 mln w Polsce żyje ze świadczeń emerytalno-rentowych. Bardzo niskich.
  • To, czy mieszka się w mieście czy na wsi
  • To, że zamówienia na usługi publiczne bywają bardzo szczegółowe w sprawach cech usłuhi (można nawet definiować, jaki papier toaletowy ma być w toaletach), ale nie nic się nie mówi o warunkach zatrudniania w firmach świadczących usługę.
  • Osoby chorujące psychicznie są bardzo negatywnie postrzegane przez otoczenie. Łatwiej o pracę osobom ze schorzeniami narządów ruchu.
  • Opiekunowie boją się wejścia na rynek osób z niepełnosprawnościami, bo wtedy sami tracą wsparcie państwa – choć opieka zmusiła ich na wiele lat do wycofania się z rynku pracy
  • Powoli powstają nowe zawody pomocnicze (dla osób z niepełnosprawnością umysłową), przebija się idea asystenta OZN, mamy w końcu ustawy o dostępności. Trochę się zmienia na lepsze.

Katarzyna Jaworska mówiła o osobach młodych. Jaworska  jest prawniczką i pracownikiem naukowym specjalizującym się w prawie pracy. Prowadzi szkolenia z zakresu prawa pracy i ochrony danych osobowych w zatrudnieniu. Jest autorką licznych publikacji z zakresu prawa pracy i prawa zabezpieczenia społecznego. Członek Polskiej Sekcji Międzynarodowego Stowarzyszenia Prawa Pracy i Zabezpieczenia Społecznego ISLSSL.

Zaczęła od tego, że nie wiadomo, kim w rozumieniu prawa jest osoba młoda mająca kłopot ze zdobyciem pracy. Przepisy definiują to różnie – zaczynają od 16. roku życia, ale górna granica jest różna, do 30. roku życia w różnych przepisach.

  • Bezrobotni młodzi stanowią 40 proc. zarejestrowanych bezrobotnych. Widać tendencję spadek w tej grupie, ale – uwaga! – spadek ten dotyczy mężczyzn. Pracodawcy wiedzą już, że zatrudniając młodą kobietę ryzykują kontrole, czy nie jest to zatrudnienie fikcyjne, przed urlopem macierzyńskim. Dyskryminacja młodych kobiet na rynku pracy rośnie.
  • Radzą sobie młodzi wykształceni (radykalnie spadło bezrobocie absolwentów – ale to efekt braku rąk do pracy i starzenia się społeczeństwa). Ale generalnie pracodawcy oczekują od młodych pracowników zdrowia i siły, ale także… doświadczenia, którego te osoby mieć nie mogą.
  • Rządowe programy zatrudnienia dla młodych mają umiarkowaną efektywność: z 400 tys. osób, które skorzystało z programu Gwarancje dla Młodzieży, prace znalazło 260 tys. Młodzi znajdują pracę przez znajomych (45 proc.),  urzędy pracy pomagają czterem procentom.
  • Niezwykle istotna jest pomoc przy zmianie miejsca zamieszkania oferowana w ramach programu: dla młodej osoby najwyraźniej najtrudniejsze jest wyjechanie z domu do miejscowości, gdzie jest praca.
  • Statystyki pokazują, że nie działa w Polsce rynek szkoleń: nie pomagają one w znalezieniu pracy. Szkolenia nie odpowiadają potrzebom rynkowym (przykład: szkolenia na operatora drona z powodu dofinansowania w 80 proc. kosztuje już nie 2 tys. a 10 tys., urzędy pracy chcą szkolić młodych ludzi z… obsługi komputera, choć ci młodzi umieją więcej od urzędników i szkoleniowców)
  • Sytuacja ludzi młodych na rynku pracy nie poprawi się, jeśli szkoła będzie uczyć tylko umiejętności odtwórczych – a nie kreatywności, rozwiązywania problemów. To jest klucz do poprawy sytuacji tej grupy prekariuszy. Edukacja to też zdobycie wiedzy o swoich prawach. Dziś młodym ludziom pracodawca może wmówić skutecznie, że 40-godzinny tydzień pracy przysługuje tylko starszym, a młodsi „mają więcej sił i mogą”.

Musimy dążyć do tego, by młodzi mieli stabilne zatrudnienie a nie jakąkolwiek pracę.

Osoby korzystające z uprawnień rodzicielskich jako prekariusze

Justyna Czerniak-Swędzioł, prawniczka i pracowniczka naukowa specjalizująca się w prawie pracy mówiła, że stabilne zatrudnienie sprzyja życiu rodzinnemu i dzietności. - W ostatnich latach dorobiliśmy się dobrych rozwiązań prawnych w Kodeksie Pracy. Z drugiej jednak strony to spowodowało, że pracodawcy nie chcą zatrudniać kobiet, które mają dzieci, albo mogą je mieć. Bo brak dyspozycyjności jest dla pracodawcy zagrożeniem. Powodują to przepisy wprowadzające przymus zatrudnienia (np. pracownica zatrudniona na okres próbny musi być dalej zatrudniona – cały koszt ryzyka zatrudnienia przenoszony jest na pracodawcę).

Dorobiliśmy się więc pomocy rodzicom pod warunkiem, że są zatrudnieni na etat. Efekt? - Moje studentki marzą o umowie o pracę ze względu na stabilność zatrudnienia. Studenci myślą o samozatrudnieniu  - mówiła Justyna Czerniak-Swędzioł. Dlaczego? Bo dzieci urodzone „poza umową na pracę” są niczyje. Tu matka może od razu iść do pracy (pracownica etatowa ma „obowiązkowe” 20 tygodni opieki). W związku z tym „nie opłaca się” zatrudniać kobiet bez upewnienia się (jak to się teraz mówi elegancko „czy kiedykolwiek korzystała ze świadczeń rodzicielskich}.

Czerniak-Swędzioł  podkreśliła jednak, że jakkolwiek czynności opiekuńcze są obciążające, to zdecydowana większość pracowników umie pogodzić obowiązki w pracy z opieką nad dziećmi.

Problem migranci zarobkowych przedstawiła Izabela Florczak, prawniczką i pracowniczka naukowa, założycielka i członkini Komitetu Koordynującego Polską Sieć Naukową Prawa Pracy i Zabezpieczenia Społecznego COOPERANTE.

Większość migrantów zarobkowych w Polsce to obywatele Ukrainy korzystający z uproszczonej procedury rejestracji i zezwolenia na pracę. Bardzo wielu z nich jednak pracuje na czarno, statystyki ich nie uwzględniają.

45 proc. migrantów wykonuje w Polsce prace proste, z najniższym wynagrodzeniem. To de facto prekariat – migranci wykonują pracę, których Polacy nie chcą wykonywać, bo praca ta nie daje zabezpieczenia i pewności życia. Część z tych osób ma wysokie kwalifikacje, ale jest problem z ich uznaniem. Poza tym bardziej skomplikowane prace wymagają dobrej znajomości i rozumienia tutejszej kultury pracy

Jak poprawić tę sytuację? Tymi, którym powinno zależeć na zmianie, są polscy pracownicy. Bo złe traktowanie migrantów psuje rynek pracy i pogarsza sytuację polskich pracowników. Trzeba też koniecznie przyspieszyć wydawanie zezwoleń na pracę – to nie jest problem prawny, ale organizacyjny i systemowy.

Trzeba zacząć od tego, by nie pozwolić migrantom na „samoeksploatowanie się”. Bo oni chcą pracować po 12 godzin siedem dni w tygodniu, ale nie powinni.

Nikt nie powinien

Ruchy kobiece – gdzie jesteśmy? - sesja 37 III KPO

Data: 2019-12-14
  • Kryzys demokracji w Polsce nie ominął problematyki praw kobiet. Dla zaangażowanych w obronę praw kobiet ostatnie lata są trudną próbą.
  • Nasilające się w społeczeństwie nastroje radykalne, ograniczenia finansowe czy otwarte kwestionowanie potrzeby podejmowania działań w tym obszarze równego traktowania kobiet i mężczyzn budził obawy nie tylko aktywistek/ów działających na rzecz praw kobiet, ale także międzynarodowych organów praw człowieka.
  • Paradoksalnie, kiedy jednak działanie na rzecz praw kobiet stało się jeszcze trudniejsze, pojawiły nowe formy aktywności obywatelskiej i stworzyły nowe możliwości działania.

Rzecznik Praw Obywatelskich z zaniepokojeniem obserwuje, że na przestrzeni ostatnich lat działalność organizacji wspierających prawa kobiet i dziewcząt staje się coraz bardziej utrudniona.

Przedstawiciele władzy publicznej przedstawiają teorię płci społeczno-kulturowej jako ideologię stwarzającą zagrożenie dla rodziny, demoralizującą młodzież i propagującą homoseksualizm. W takiej atmosferze działania organizacji społecznych pomagających potrzebującym (i wykonujących część zadań państwa) są naprawdę utrudnione.

Zdarzają się też działania wprost wymierzone w organizacje pozarządowe i w ich działaczy i działaczki. Rzecznik interweniował m.in. w sprawach przeszukania siedzib Centrum Praw Kobiet w Warszawie, Gdańsku, Łodzi i Zielonej Górze, Stowarzyszenia BABA w Zielonej Górze, dzień po „czarnym proteście”, czy odmowie przyznania środków publicznych rozdzielanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości organizacjom pozarządowym z wieloletnim doświadczeniem w obszarze przeciwdziałania przemocy wobec kobiet i dzieci.

RPO wyraża obawę, że takie działania mogą prowadzić do wystąpienia tzw. efektu mrożącego i zniechęcać do podejmowania inicjatyw na rzecz praw kobiet i dziewcząt.

Jak zmienił się obraz społeczeństwa obywatelskiego w ostatnich latach i jak możemy to wykorzystać w dążeniach do równości kobiet i mężczyzn? Czy mogą one pomóc powstrzymać regres w obszarze równouprawnienia płci w Polsce? Jakie strategie przyjąć i jakie działania podjąć, gdy działaczki na rzecz kobiet nie mogą liczyć na wsparcie państwa?

Ten temat podjęły w ramach 37. sesji Katarzyna Bierzanowska, aktywistka działająca na rzecz osób z niepełnosprawnością ruchową, współzałożycielka Kolektywu Artykuł 6 – nieformalnej grupy kobiet z niepełnosprawnościami i ich sojuszniczek/ków, dr Elżbieta Korolczuk - wykładowczyni na Uniwersytecie Södertörn w Sztokhomie, specjalistka w obszarze badań ruchów społecznych, obywatelstwa i rodzicielstwa, dr Anita Kucharska-Dziedzic - założycielka i prezeska od 20 lat Stowarzyszenia BABA – organizacji pomagającej osobom pokrzywdzonym przemocą, obecnie posłanka na Sejm IX kadencji; Ajla van Heel – p.o. szefa Działu ds. Demokratycznych Rządów i Równouprawnienia, ODIHR. Specjalistka w dziedzinie wspierania partycypacji politycznej kobiet. 

Dyskusję moderowała Agnieszka Grzybek - tłumaczka, redaktorka, działaczka społeczna i polityczna, ekspertka równościowa, współzałożycielka Fundacji na rzecz Równości i Emancypacji STER.

„Jeśli chodzi o ruch kobiecy, to nie jest różowo – wręcz jest bardzo czarno, nie tylko w Polsce, ale też w innych krajach”

Agnieszka Grzybek rozpoczęła dyskusję od przytoczenia  badań Europejskiego Instytutu ds. Równości Kobiet i Mężczyzn Gender Index:  - Polska zajmuje 5. miejsce od końca i zanotowała największy regres. Z raportów publikowanych po wizytach Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka w ostatnich latach wynika też, że władze publiczne nie robią nic, żeby poprawiać sytuację, w szczególności w obszarze praw reprodukcyjnych. Siedzimy obecnie na bombie zegarowej – pod względem prób zaostrzenia ustawy aborcyjnej, prób wypowiedzenia przez rząd Konwencji Stambulskiej.

- Mówiąc o prawach kobiet musimy zaznaczać, o jakim obszarze mówimy. Jeśli chodzi o prawa polityczne, w Europie można zauważyć postęp, na przestrzeni ostatnich 10 lat liczba kobiet w parlamentach wzrosła z 20% do 30%. To dobry postęp, chociaż to nadal za mało. Według przygotowywanych przez nas statystyk i analiz, jeśli tempo zmian będzie takie jak obecnie, parytet (50 % kobiet w parlamentach) osiągniemy dopiero za 50 lat. To całe pokolenie. Chciałabym też zwrócić uwagę na ruch #Metoo, który otworzył nowy rozdział, jeżeli chodzi o mówienie o przemocy wobec kobiet.  #Metoo przyniosło jednak zmianę w niektórych społeczeństwach – niektóre państwa podjęły na jego skutek jakieś działania, inne nie. Trendy są różne – zauważyła Alja van Heel.

Dr Korolczuk zauważyła, że ruchy kwestionujące potrzebę działania na rzecz kobiet nie są nowym zjawiskiem – zaczęły się one rozwijać już w latach 90.  Teraz jednak mają inny charakter, skupiają się na obronie rodziny i polityce społecznej, co sprawia, że są dla wielu osób bardzo interesującą propozycją. Także populistyczne i konserwatywne partie polityczne nawiązują relacje z ultrakonserwatywnymi organizacjami i siłami, od których adaptują postulaty i język – tak jest w Polsce, ale też na przykład we Włoszech. Te partie polityczne są często znacznie bardziej konserwatywne niż społeczeństwo, nawet niż ich wyborcy. We Włoszech, w których teraz prowadzę badania, rodzi się obecnie bardzo silny ruch, wyrastający jako kontra do tej nowej antygenderowej fali. Te nowe ruchy złożone z kobiet przyjmują często język populizmu lewicowego, podkreślają, że to one reprezentują lud, są ludem, sprzeciwiają się elitom. To przełamuje podział zakładający, że lud jest konserwatywny, a poglądy liberalne i otwarte są zarezerwowane dla elit. Odbiera prawicowym populistom monopol na reprezentowanie ludu. W kontekście polityki, możemy myśleć o tym jak o szansie na zmiany. Na przykład w Polsce po ostatnich wyborach do parlamentu udało się dostać wielu kobietom reprezentującym feministyczne ruchy. Dzięki temu władza staje się bardziej transparentna, bardziej dostępna dla obywatelek, dowiadujemy się co dzieje się na korytarzach sejmowych i mamy szanse na wpływ na procesy decyzyjne. Uważam, że strategia wchodzenia do polityki ma przyszłość. Mam nadzieję ze te efekty zobaczymy w ciągu 10 lat.– podkreśliła Elżbieta Korolczuk.

Katarzyna Bierzanowska zauważyła, że w przypadku kobiet z niepełnosprawnościami, wyzwania są dużo szersze, ale też szanse są dużo szersze, bo niepełnosprawność to temat mniej kontrowersyjny. Gdybyśmy wdrożyli narracje osób z niepełnosprawnościami w ramach ruchów kobiet, mielibyśmy szansę wygrać więcej – uważam, że to niewykorzystany potencjał. Wiele tematów wciąż nie bierze się jednak pod uwagę, np. rozmawiając o przemocy wobec kobiet i wykluczeniu często problemy kobiet z niepełnosprawnościami nie są uwzględniane, a przecież jesteśmy grupą najbardziej na to wykluczenie narażone. Cieszy mnie natomiast, że coraz więcej organizacji zaczyna myśleć bardziej przekrojowo, zauważa, że wykluczenie kobiet i osób z niepełnosprawnościami to podobne mechanizmy, a mówiąc o niepełnosprawności mniej narażamy się na negatywne reakcje środowisk konserwatywnych. Potrzeba zatem więcej sojuszy. My staramy się działać jak najwięcej, w ramach kolektywu Artykuł 6. Kolektyw Artykuł 6 jest czymś, co nas jednoczy i wzmacnia nasz głos. Kiedy rozpoczynałyśmy, nie wiedziałyśmy jaki będzie odzew. Był olbrzymi! Wyszły historie, które nas upewniły nas, że temat jest nieruszony. Kolektyw to dobry start, cieszy mnie to ze mogłyśmy głośno mówić o dostępie do usług ginekologicznych, ale nie mając jednak systemowego wsparcia finansowego nie można oczekiwać, że jako jeden kolektyw zrewolucjonizujemy sytuację. Odczarowywanie jest po obu stronach – zachęcamy do współpracy środowisko feministyczne, a z drugiej strony ścieramy się ze środowiskiem osób z niepełnosprawnościami, które często nie chce przyjmować perspektywy kobiecej. Startu i siły musimy szukać właśnie w tej współpracy. Chociaż bardzo często wciąż mierzymy się z takimi problemami jak to, że jeżdżąc na wózku nie mogę pojawić się w mediach, bo nagranie jest na drugim piętrze bez windy.

Anita Kucharska-Dziedzic: Obecnie wiele organizacji kobiecych, których celem się działanie z ludźmi i dla ludzi przyjmuje strategie przetrwania. Organizacje muszą więc przetrwać finansowo, co nie jest łatwym zadaniem. Organizacjom z dużych miast jest trochę łatwiej – mają większe możliwości pozyskania partnera biznesowego czy uzyskania środków od potężnego samorządu. Z mojej perspektywy organizacji w mniejszych miastach przetrwało niewiele – jeśli nie mają środków samorządowych, środków państwowych, przenoszą się do sfery wirtualnej i w dużej części opierają się na pracy wolontariuszy. Jest im bardzo trudno, zostaje tylko życzliwość obywateli. A tutaj jest tak długa kolejka, że społeczeństwo opozycyjne w obecnych realiach politycznych często natomiast wspiera największe organizacje, które mają największe szanse na przetrwanie.

Zmieniamy lokale na miejsce, tańsze, daleko poza centrum. Otwieramy się na inne projekty, otwieramy się na inne grupy. Większość sił idzie w takiej sytuacji na walkę o przetrwanie, a nie na mobilizację do działania. Pokazałyśmy siłę symboliczną. Wiele kobiet wyszło ze strefy komfortu, nie wiem czy na ulice wyszło milion osób, ale w Internecie na pewno było nas tyle. Zmobilizowałyśmy ludzi – rządzący boją się teraz buntu przy próbach zaostrzenia ustawy aborcyjnej.

Ruchy kobiece wprowadziły sporo kobiet do parlamentu. Będziemy składać projekty, nawet jeśli nie uda się ich przeforsować to przynajmniej będzie dyskusja. Kobiety mogą więc mieć poczucie, że ktoś je reprezentuje, będą wysłuchania publiczne dla organizacji pozarządowych, w tym organizacji kobiecych. Moją strategią jest, aby działać małymi krokami. Zmieniać pojedyncze przepisy, załatwiać drobne interesy różnych grup, dzięki czemu nawet jeśli nie uda nam się przeprowadzić dużych zmian systemowych (ze względu na arytmetykę sejmową), kobiety poczują, że kobiety w parlamencie dają im siłę i omnipotencję. Wierzę w tą metodę małych kroków i w tym kontekście jestem optymistką.

Żeby uratować społeczeństwo obywatelskie – nie tylko to na ulicach, ale to zrzeszone w ramach lokalnych organizacji – warto przekazywać 1% na małe organizacje, które inaczej nie mają szans przetrwać.

Ajla van Heel: Debata nad tym, kim jest ruch kobiecy i kogo w związku z tym wspierać, toczy się w wielu państwach. Czy to małe organizacje lokalne, czy duże, czy kobiety parlamentarzystki? Jakich sojuszników ruchy kobiece potrzebują? Czy będą to mężczyźni? Media, które mogłyby nas przedstawiać w mniej stereotypowy sposób? Uważam, że powinnyśmy umieszczać się w tych ciasnych ramach - fragmentaryzacja ruchu kobiecego do niczego dobrego nie prowadzi. Musimy działać razem, w jednym celu. Musimy więc znaleźć w ramach ruchu kobiecego te tematy, które nas łączą i to na nich się skupić. Działanie najlepiej natomiast oprzeć na strategii kanapki, działając i od dołu, wspierając ruchy oddolne i naciskając z góry, dzięki kobietom parlamentarzystkom.

Podsumowując dyskusję Elżbieta Korolczuk dodała, że prawa kobiet są pewnym barometrem tego, co się dzieje z demokracją w danym kraju. Sednem dyskusji jest pytanie, jakiego modelu demokracji chcemy. Większościowej, dającej głos tylko najsilniejszym, czy takiej która zauważa kto nie ma głosu i potrzebuje wsparcia, żeby zostać usłyszaną / usłyszanym. Czy potrzebujemy demokracji jako pustej skorupy czy takiego modelu demokracji, w ramach którego jesteśmy w stanie zobaczyć nierówności i być pełnoprawnymi obywatelkami i obywatelami? – pytała Elżbieta Korolczuk.

Odpowiadając na pytanie o zmiany w postawach społecznych, które według badań przeprowadzonych przez SWPS i BRPO stają się bardziej konserwatywne, Ajla van Heel zauważyła, że odpowiedzialność za zmianę tych postaw jest niesłusznie koncentrowana tylko na kobietach. Wiele zadań to obowiązki państwa, musimy więc jako obywatelki i obywatele domagać się, że to państwo powinno się zmieniać, tworzyć przestrzeń dla wszystkich.

Anita Kucharska-Dziedzic zauważyła, że to my jako członkowie  i członkinie tworzymy swoje wspólnoty i musimy dążyć do tego, aby budować je na własnych zasadach.

Katarzyna Bierzanowska podniosła postulat o usunięcie z języka słowa „najsłabsi”. Podkreśliła też problem zależności fizycznej osób z niepełnosprawnościami. To nie na nich leży odpowiedzialność za zmianę własnej sytuacji. Tak jak nie na kobietach, na osobach nierówno traktowanych leży ciężar eliminacji dyskryminacji.

Tortury hańbą XXI wieku. Sesja 34 III KPO

Data: 2019-12-14
  • Tortury w XXI wieku nadal są realnym problemem. Także w Polsce – problem polega na tym, że zbyt wielu z nas nie zdaje sobie z tego sprawy. Nie identyfikujemy też pewnych niedopuszczalnych zachowań jako tortur.
  • Żeby ochrona przed torturami przysługiwała bez wyjątku każdemu musimy zrozumieć, czym one są i w jaki sposób można im zapobiegać
  • Państwo ma obowiązek zapewnić obywatelowi ochronę przed torturami opartą na gwarancjach antytorturowych. Jest ich pięć
  • Poza kampaniami społecznymi konieczne są również zmiany w prawie, przede wszystkim wprowadzenie zbrodni tortur w polskim Kodeksie karnym.

34. panel w ramach III Kongresu Praw Obywatelskich rozpoczął się od historii Artura Ligęski, który opowiedział o wielomiesięcznym tragicznym pobycie w więzieniu w Abu Zabi.

O swoich doświadczeniach Ligęska opowiada, by zwrócić uwagę na piekło, które dzieje się w odległych od Polski krajach, ale dotknąć może każdego: Z uwagi na obsesyjną miłość syna szejka do mnie zostałem oskarżony koniec końców o posiadanie narkotyków i handel narkotykami. Przed 5 m-cy byłem w więzieniu, byłem głodzony. Byłem Europejczykiem i atrakcja dla Arabów i Afrykańczyków.

Artur Ligęska opisywał warunki osadzenia w tamtejszym więzieniu. Wspomniał m.in. że przez szereg miesięcy żył bez łóżka, bez materaca, bez prysznica. Aby uzyskać możliwość kontaktu z Polską był zmuszany do różnych czynności seksualnych, był m.in. gwałcony:

Przez 8 miesięcy nie widziałem ludzi, byłem torturowany. To, co widziałem, to były potworności. W izolatkach byli ludzie z wirusem HIV, HCV, chorzy na cukrzycę. Nikt nie dawał tym ludziom leków. Ja sam byłem chory. Prosiłem o leki, bo wiedziałem, że bez tego umrę. Kiedy przyszedł Ramadan, muzułmanom dawano jeść w nocy a chrześcijanom nie dawano nic. Ludzie skuci łańcuchami bardziej przypominali wielbłądy niż osoby ludzkie. Poleciałem do Emiratów, by zarobić na długi, ale to, co tam zobaczyłem, było podobne do obozów koncentracyjnych z czasów drugiej wojny światowej. – wspominał Ligęska.

O realiach walki z torturami i naruszaniem praw człowieka w Stanach Zjednoczonych mówił natomiast prof. Joseph Hoffman: Jak podkreślił, przemoc i nadużycia zdarzają się na przesłuchaniach ale również w czasie interwencji na ulicy. Oczywiście prawo zabrania stosowania tego rodzaju praktyk, ale pytanie polega na tym, jak skłonić wszystkich funkcjonariuszy do przestrzegania tego prawa. Do 2009 roku w pewnych sytuacjach prawo usprawiedliwiało stosowanie praktyk naruszających ludzką godność. Dość powszechnym było stosowanie kontrowersyjnych metod w trakcie przesłuchań terrorystów po ataku z 11 września 2001 roku.

By jednak lepiej uzmysłowić sobie problem, dopowiedzmy – poza panelem - inną historię, przywiezioną przez RPO Adama Bodnara z jego spotkań regionalnych. Rzecz dzieje się w Kołobrzegu, w czerwcu 2019 r. Na otwarte spotkanie z Rzecznikiem przychodzi grupa młodzieży i zgodnie ze zwyczajem, RPO zachęca młodych by zadali pytania anonimowo, na karteczkach.

- Czy to tak może być, że policjant był niemiły w czasie przesłuchania? – czyta z jednej z nich i RPO odpowiada: - Przesłuchanie to nie jest miła sytuacja.

- To ja wytłumaczę, panie rzeczniku – zabiera głos opiekunka klasy. - Ostatnio zdarzyło się u nas, że kolega naszych uczniów został zatrzymany przez policję. I, jak opowiadał, nie chciał udzielać informacji. Za każde „nie powiem” był uderzany w twarz.

RPO po chwili ciszy: - To nie było „niemiłe zachowanie”. To były tortury.

Na sali czuć poruszenie. Widać, że po raz pierwszy ktoś tak to nazwał. Jest czerwiec 2019 r. i dzieje się to w Polsce. Nie w Emiratach.

Rzecznik Praw Obywatelskich i Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur powtarza: bicie w twarz lub jakakolwiek inna forma przemocy ze strony funkcjonariusza publicznego to zawsze tortury.

Tak samo jak użycie paralizatora Igora Stachowiaka (który zmarł w 2017 r. we Wrocławiu na komisariacie policji) pobicie mężczyzny na komisariacie w Rykach (fakt odkryty w czasie wizytacji prewencyjnej Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur), jak bicie, przykuwanie do kaloryfera, wystawianie nago w oknie, grożenie gwałtem (fakty odnotowywane w wyrokach skazujących policjantów).

KMPT od lat podkreśla, że ofiarą tortur może stać się każdy, bez względu na status majątkowy.

Czy przestaniemy tolerować okrucieństwo?

Za każdym też razem, kiedy dochodzi do spektakularnego zatrzymania podejrzanego o szczególnie odrażającą zbrodnię, pojawiają się głosy, że osoba taka nie zasługuje na żadną ochronę (tak było w sprawie zatrzymanego w sprawie morderstwa dziecka w Mrowinach).

Ludzie nie wiedzą czym są tortury i dlaczego nie można ich stosować. Godność tych ludzi dla społeczeństwa kończy się tam gdzie zaczyna się aresztowanie czy umieszczenie w szpitalu psychiatrycznym. Powinniśmy postawić godność człowieka na pierwszym miejscu i przez ten pryzmat oceniać konkretne przypadki – zauważył w czasie panelu Michał Żłobecki, członek Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur.

Należy zawsze podkreślać, że standard praw człowieka jest jeden: zakaz tortur i nieludzkiego traktowania ma charakter bezwzględny, dotyczy każdego i w każdej sytuacji.

Mówiąc o społecznym nastawieniu do ofiar tortur trzeba powiedzieć, że w większości przypadków bardzo łatwo społeczeństwo myśli o tych ofiarach jako o kimś innym, obcym. Nie utożsamiają się z ofiara nie myślą, ze mogłoby to się zdarzyć im lub ich bliskim. Przestępcy czy osoby tymczasowo aresztowane są łatwe do zaszufladkowania. Bardzo łatwo przychodzi nam nie marginalizowanie dotyczących ich problemów. – powiedział prof. Joseph Hoffmann

RPO zdając sobie sprawę, z jak poważnym problemem się mierzy, nie ogranicza się tylko do pracy z funkcjonariuszami i pracownikami miejsc pozbawienia wolności. Stara się też budować kulturę braku tolerancji dla tortur w całym społeczeństwie.

Panel na III Kongresie Praw Obywatelskich był tego kolejnym dowodem.

Określenie „tortury”, które zwykłym ludziom kojarzy się najczęściej z okrutnymi praktykami stosowanymi w średniowieczu, w obecnych realiach opisuje wszelkie działania ze strony przedstawicieli władzy, które mogą doprowadzić u osoby pozbawionej wolności do poczucia poniżenia i nieludzkiego traktowania. Podczas panelu definicję tortur podała również jego moderatorka dr Marzena Ksel: Tortury to umyślne zadawanie człowiekowi ostrego cierpienia fizycznego, psychicznego przez funkcjonariusza publicznego lub osobę w charakterze urzędowym.

W polskim Kodeksie karnym nie ma zdefiniowanej zbrodni tortur, dlatego policjanci je stosujący sądzą, że dopuszczają się jedynie wymuszenia zeznań lub przekroczenia uprawnień (o których mowa w art. 246 i 231 k.k.) bo tak najczęściej kwalifikowane są te czyny. Na wspominany problem zwrócił uwagę dyrektor Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur, Przemysław Kazimirski: Trzydzieści lat temu związaliśmy się jako kraj Konwencją ONZ w sprawie zapobiegania torturom. Mimo upływu tych 30 lat nie doczekaliśmy się przestępstwa tortur w Kodeksie karnym. Statystyki mówią prawdę: W Polsce nie ma tortur bo nie ma takiego przestępstwa. Są to zawsze inne, nie zawsze adekwatne kwalifikacje. W niektórych przypadkach dolna granica to trzy miesiące pozbawienia wolności. Biorąc pod uwagę sutki powinna być to zbrodnia czyli z dolnym zagrożeniem minimum 3 lat.

Jak dowodzą badania RPO - ofiarą tortur może stać się każdy człowiek, zmiana przepisów jest więc kluczowa. Musimy wiedzieć, kiedy mamy do czynienia z torturami i jaka za to grozi kara w Kodeksie karnym.

Krajowe mechanizmy prewencji tortur są znanymi na świecie instytucjami których zadaniem jest zapobieganie torturom. To zespoły ekspertów, którzy mają prawo wejść bez zapowiedzi na teren miejsca pozbawienia wolności, porozmawiać z osobami tam przebywającymi, sprawdzić dokumentację.

Polski Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur działa w Biurze RPO. Od 2008 r., kiedy został powołany, zwizytował ponad 1000 miejsc pozbawienia wolności, w tym więzienia, areszty śledcze, komisariaty policji, izby wytrzeźwień.

Liczba spraw zanalizowanych w Biurze RPO przedstawia dość ponury obraz. Od 2008 roku, kiedy KMPT pracuje w Polsce, zapadły prawomocne wyroki wobec 52 funkcjonariuszy. - Sami mogliśmy doświadczyć rozmowy z osobą, która była tuż po torturach bo pojawiliśmy się tam ok godziny po tym wydarzeniu. Był to 70- letni mężczyzna złapany na gorącym uczynku. Funkcjonariusz, nie krył nawet tego, że w ten sposób chciał wymierzyć zatrzymanemu karę za to co zrobił. Jako społeczeństwo myślimy o tym, że to przestępca. Ludzie myślą: „Pójdzie do więzienia i tam o nic nie będzie musiał się martwić, więc niech sprawiedliwość dosięgnie go chociaż na tym komisariacie”. Obecnie 41%  osób uważa, że są sytuacje, które usprawiedliwiają stosowanie tortur! Prawda jest taka, że Policja ma ścigać a Służba więzienna ma wykonywać wyroki. Nic więcej – podkreślił Przemysław Kazimirski

Doświadczenia wyniesione z tych wizytacji są jasne. Jeśli do tortur ma nie dochodzić, trzeba się trzymać pięciu zasad – pięciu gwarancji minimalnych chroniących obywateli.

  1. Badanie lekarskie wszystkich osób zatrzymanych, zapewniające rzetelne dokumentowanie ewentualnych obrażeń;
  2. Kontakt z prawnikiem, którego udział ma zapewnić możliwość nadzorowania respektowania praw osoby pozbawionej wolności;
  3. Zawiadomienie osoby bliskiej, aby osoby trzecie posiadały informację na temat tego gdzie i pod czyją władzą przebywa osoba pozbawiona wolności;
  4. Prawo do informacji, zapewniające skuteczne pouczenie osoby pozbawionej wolności o przysługujących jej uprawnieniach;
  5. Mechanizm skargowy, umożliwiający skuteczne złożenie skargi na ewentualne nieprawidłowości i rozpoznanie jej przez rzetelny i niezależny organ.

Polskie prawo tego w pełni nie gwarantuje, dlatego RPO od lat walczy o

  • zapewnienie osobie zatrzymanej kontaktu z obrońcą od samego początku zatrzymania,
  • zdefiniowanie przestępstwa tortur w polskim porządku prawnym.

Na razie bezskutecznie.

Warto jednak zauważyć, że pewnym krokiem w dobrą stronę było wprowadzenie do ustawy o Policji w grudniu ubiegłego roku, przepisów dotyczących kontroli osobistej szczegółowo wskazujących sposób przeprowadzenia tych kontroli oraz wprowadzających możliwość żądania sporządzenia protokołu z przebiegu kontroli osobistej oraz wniesienia zażalenia na sposób jej przeprowadzenia.

Maria Książak (Fundacja Międzynarodowa Inicjatywa Humanitarna) zwróciła uwagę na to, że częstym problemem jest brak narzędzi do pomocy osobom które były w przeszłości ofiarą tortur. 90 % osób, z którymi pracuje, jest ofiarami tortur. To są osoby, które migrują i uciekają przed torturami do Europy i zazwyczaj są po takich doświadczeniach. Jest to nasza odpowiedzialność jako pochodzących z krajów, gdzie tortury nie są tak powszechnie stosowane, aby dbać o ludzi, którzy przyjeżdżają do Polski z innych krajów po takich doświadczeniach. Po kryzysie migracyjnym bardzo dużo jest takich osób w Polsce - z Czeczenii, z Rosji, Ukrainy, Tadżykistanu. Oni uciekają chcąc osiągnąć jakiś poziom bezpieczeństwa aby uniknąć żeby to się nie zdarzało w przyszłości.

Wobec osób doświadczonych torturami stosuje się następujące argumenty: Pan był torturowany na komisariacie w Rosji? No tak, ale tam jest taki sposób przesłuchiwania i tam tak to wygląda – marginalizowanie problemu. To Pan powinien złożyć doniesienie do prokuratury na tego policjanta! – Przenoszenie odpowiedzialności na ofiarę. Obwinianie o to, że nie zareagował – podkreślała Maria Książak.

W Polsce nie wierzy się ofiarom tortur, tak jak nie wierzy się zgwałconym kobietom. Stosuje się strach, mówi się: „Jeżeli się przyznasz to będziesz miał lepszy wyrok, lub w ogóle cię wypuścimy” a nie jest to prawda. To się często dzieje wobec osób młodszych albo w ogóle osób, które mają znikomą świadomość prawną. Co więcej, społeczeństwo jest zapewniane, że tym ludziom się to po prostu należy – powiedziała jedna ze słuchaczek panelu.

Co można zrobić dla ofiar tortur?

Każdy z Was może zapobiegać torturom, odwiedzając te miejsca, zadając pytanie, interesując się. Rzeczywistą przyczyną tortur jest to, ze większość ludzi niewystarczająco przejmuje się tym problemem – wskazał Andrii Chernousov.

Pierwszą rolą nas, obywateli jest to by słuchać ofiar, uwierzyć im i reagować na zło. Takim osobom należy się ochrona. Mamy system, który chroni sprawców a nie ofiary. Potrzeby ofiar nie są wygórowane. Te osoby często mówią o tym, że potrzebowałyby tylko kilku metrów przestrzeni gdzie nikt nagle nie wbiegnie i nie zacznie ich torturować. To my nadajemy im pejoratywną wartość bo widzimy imigrantów przez pryzmat własnych lęków i nie wiemy jak prosto można byłoby im pomóc – mówiła Maria Książak

To my głosujemy na polityków którzy mówią o zaostrzaniu kar, rozszerzaniu katalogu kar. To my społeczeństwo sami się tego domagamy. Ale to zaostrzanie i brak gwarancji prowadzi tylko do mniejszej przestrzeni dla praw człowieka. Nie dajcie się zwieść, że ktoś nas uratuje. To my sami się musimy uratować dokonywać mądrych wyborów – zauważył Andrii Chernousov.

#porozmawiajMY - Zrób to sam – młodzi nie potrzebują starszych – historia Młodzieżowego Strajku Klimatycznego

Data: 2019-12-14

Mam głębokie przekonanie, że robię dobrze!

czyli relacja ze spotkania z Michałem Kiwerskim założycielem i aktywistą Młodzieżowego Strajku Klimatycznego pod tytułem  - Zrób to sam – młodzi nie potrzebują starszych.

Michał bardzo szczerze dzielił się swoimi myślami i emocjami. Opowiedział w jaki sposób powstał Młodzieżowy Strajk Klimatyczny. Ten temat interesował nie tylko najmłodszych uczestników kongresu, ale także osoby w średnim wieku, aktywistów organizacji pozarządowych działających na rzecz środowiska i rodziców, którzy przyszli do Foyer Muzeum Polin.

Cały przebieg spotkania z Michałem Kiwerskim założycielem Młodzieżowego Strajku Klimatycznego transmitowała na żywo jedna z mam ruchu „Rodzice dla klimatu”, który wspiera MSK.

Młody aktywista opowiadał jak przez długi czas, podobnie jak wielu jego rówieśników przechodził wyniszczającą, dobijającą depresję klimatyczną (depresję, która nie jest obniżeniem nastroju związanego z tym co dzieję się w naszej głowie, ale z tym co dzieje się wokół nas i jest związane z degradacją środowiska ) Jak mocno, emocjonalnie odczuwał, że świat ulega zniszczeniu i niewiele można z tym zrobić. Czuł się z tym bardzo samotny. Przełomowa była jedna z rozmów z nauczycielem, że zmianach systemowych, które MUSZĄ się dokonać , o sprawach fundamentalnych dla świata i dla każdego człowieka. Tego dnia w Michale „coś pękło”. I zaczął działać z innymi młodymi i bardzo młodymi ludźmi w wieku 13-19 lat. Przedefiniował na nowo swoje myślenie z „mam nadzieję, że się uda…” na „mam głębokie przekonanie, że to co robię jest dobre. I zaczął działać z innymi młodymi i bardzo młodymi ludźmi w wieku 13-19 lat. W ciągu roku zmobilizowali ogromną rzeszę osób w Polsce, włączając się też w działania na rzecz klimatu i organizacje strajków na całym świecie . Na początku korzystali w wiedzy starszych, bo jak zorganizować pierwszy strajk kiedy nigdy wcześniej się tego nie robiło? Ale szybko przestali się oglądać na dorosłych, bo system przez nich stworzony  doprowadził do kryzysu klimatycznego, to trudno oczekiwać, że ten sam system go naprawi. Michał Kiwierski mówił także o tym jak jest wściekły na polityków, decydentów , zwłaszcza na premiera Mateusza Morawieckiego, który podpisał się pod postulatem młodych o konieczności neutralności klimatycznej Polski do 2050 roku, a teraz przesuwa ten termin (twierdząc, w dodatku, że robi to w obronie Polek i Polaków!)  Aktywista nie może zrozumieć jak można nie rozumieć, że chodzi o naszą przyszłość, o nasze życie.

Młodzi twierdzą, świat stworzony przez dorosłych jest smutny i nie jest miejscem dla nich. Dlatego tworzą swój świat alternatywny, z nadzieją, że dorośli się jednak opamiętają. Wierzą, że ocalą planete i zorganizują ten świat lepiej, choć równocześnie deklarują chęć dialogu i współpracy z dorosłymi. „Wszystkich Państwa zapraszam do włączenia się do naszego Strajku dla Klimatu!” – zakończył swoje wystąpienie Michał Kiwierski i otrzymał gorące oklaski i on młodych i od „starych”.

Sławni zaangażowani - popularność w obronie wartości. Sesja 26 III KPO

Data: 2019-12-14

W listopadzie Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich odwiedził Richard Gere. Hollywoodzki aktor znany z „Cotton Club”, „Pretty Woman", „Amerykańskiego żigolaka" oraz „Chicago", jest także działaczem na rzecz praw człowieka zaangażowanym w walkę o prawa Tybetańczyków od lat 80.

- Jestem aktorem, który odniósł sukces. I mogę dzięki temu zmieniać świat. Bo mogę spotykać się z premierami i prezesami. Bo ludzie mnie znają w taki sposób, jak zna się bliską osobę. Możemy się komunikować ponad podziałami i stereotypami. Tworzyć braterstwo – powiedział Gere – Trzeba zacząć do podjęcia decyzji, czy chce się zmieniać świat. Czy chcemy mieć wpływ na planetę, na przyszłość naszych dzieci? Demokracja to nie tylko wybory. Działa tylko wtedy, kiedy ludzie są aktywni, zabierają głos, poświęcają się, podejmują działania.

Sławni zaangażowani – rozmawiali o dobrych stronach popularności: możliwości zmieniania świata na lepszy

O działalności społecznej i aktywizmie ludzi znanych z pierwszych stron gazet rozmawiali:

Łona, właściwie Adam Bogumił Zieliński – polski raper i producent muzyczny, a także prawnik i ekspert w dziedzinie prawa własności intelektualnej.

Grażyna Wolszczak – aktorka, w 2018 roku wniosła pozew przeciwko Skarbowi Państwa za zły stan powietrza i wygrała sprawę. Sąd orzekł, że państwo naruszyło prawo aktorki do korzystania z walorów nieskażonego środowiska naturalnego, prawo do wolności i prawo do prywatności. Nakazano także zapłatę pięciu tysięcy złotych na wskazany przez aktorkę cel charytatywny.

Areta Szpura – aktywistka ekologiczna, współzałożycielka streetwearowej marki Local Heroes, której ubrania nosiły Rihanna, Miley Cyrus, Ellie Goulding, Kylie Jenner czy Justin Bieber. W ciągu dwóch ostatnich lat całkowicie zmieniła kierunek swoich działań. Wiedząc, jak bardzo przemysł tekstylny wpływa na produkcję odpadów na świecie, porzuciła dotychczasową działalność i skupiła się na poszukiwaniu sposobów na ratowanie planety. Ekspertka w temacie ekologii i zero waste, autorka książki „Jak uratować świat”- poradnika i wywiadów ze specjalistami z zakresu ekologii, zero waste, zdrowego żywienia.

Rozmowę prowadziła red. Karolina Opolska z Radia TOK FM.

Grażyna Wolszczak opowiedziała o swoich działaniach, które podjęła z potrzeby serca, a stały się zaczątkiem efektu kuli śnieżnej – kierując się jej przykładem pozwy w sprawie smogu złożyły kolejne osoby, między innymi Mariusz Szczygieł i Jerzy Stuhr. W wyniku jej działań spotkała się także z hejtem – internauci krytykowali fakt uzyskania przez nią odszkodowania od Skarbu Państwa, życiowe wybory. Tymczasem odszkodowanie zostało przeznaczone na finansowanie fundacji wspierającej psychicznie pacjentów po leczeniu onkologicznym.

- Koszty środowiskowe, wyzysk pracowników, pędzący konsumpcjonizm to ciemna strona przemysłu modowego – opowiadała Areta Szpura – Kiedy zaczynałam swoją karierę, nie miałam świadomości, jak ten proces wygląda naprawdę. Gdy dowiedziałam się, jaki koszt idzie za tym, że kolekcje modowe wychodzą obecnie prawie co tydzień uznałam, że nie mogę dłużej angażować się w projekty, które są tak toksyczne dla środowiska. Nie ma możliwości, żeby ubranie kosztujące 9,99 albo 29,99 było uszyte w zrównoważony i etyczny sposób. Do wyprodukowania pary jeansów potrzeba 10000 litrów wody. Trzeba zadać sobie pytanie – szczególnie przed Świętami – czy naprawdę potrzebuję nowej rzeczy, czemu mam potrzebę kupowania, ile rzeczy wisi w mojej szafie z nieodciętą metką.

- Jestem optymistką z wyboru, tak zrodziła się moja książka „Jak uratować świat”. Potrzebna jest zmiana – w modelu wartości, bisnesowym, edukacji, ale też w naszych codziennych decyzjach. Kiedy zakończyłam moją współpracę z Local Heroes ludzie myśleli, że zwariowałam – porzuciłam przecież bardzo intratne stanowisko, swoje dzieło, rozwijającą się firmę. Dla mnie to był konieczne, nie wiedziałam nawet, co będę robić dalej. Nasze działania są kroplą w oceanie – musimy pamiętać, że nie jesteśmy tylko konsumentami, ale przede wszystkim obywatelami.

Jestem podwójnie zawstydzony biorąc udział w panelu „sławni i zaangażowani”. Bardzo dbam o to, żeby tej popularności raczej nie doświadczać. Moje zaangażowanie wynika z kolei z wewnętrznej niezgody, czuję ją w odpowiedzi na różne zjawiska społeczne, które przychodzi nam obserwować. Mam problem z twórczością zaangażowaną – pozbawiona artystycznej iskry staje się nudna i nie trafia do odbiorców – musi ona łączyć moim zdaniem bunt i sztukę – tłumaczył Łona. Społeczność polskich raperów jest dosyć zaangażowana, komentujemy problemy społeczne, polityczne, zabieraliśmy głos na temat problemu uchodźców, młodzieży, zdrowia. Piosenka jest formą dialogu. Staram się nie tworzyć manifestów, raczej dzielić się moim światopoglądem między wierszami, inspirować do rozmowy, do myślenia. Uważam, że w porównaniu z działania podejmowanymi przez nas, raperów, prawdziwy podziw należy się w dzisiejszych czasach sędziom – obecnie dotyka ich nienawiść przez duże N i oni muszą się z tą fają hejtu zmierzyć.

Tomasz Zawiślak podziękował za głos w obronie sędziów Łonie – Nie lubię rapu, ale w twojej muzyce odnalazłem to, co kocham w rocku: zaangażowanie i walkę. Chciałbym zapytać, jak łączysz rolę czynnego prawnika i rapera. (Łona zdał egzamin radcowski, nie jest wpisany na listę, ale na co dzień pracuje w kancelarii, zajmuje się m.in. prawem własności intelektualnej). Nas sędziów boli, gdy dostajemy takie sygnały, że "wasza walka, wasza praworządność nas nie interesuje". Czy muzyk może być zaangażowany politycznie?

Łona wyjaśnił, że łączenie dwóch światów: prawa i muzyki w jego przypadku daje zdrowy życiowy balans. Decyzję o nie wpisywaniu się na listę radców prawnych podjął ze względu na obawę o uruchomieniu wewnętrznej cenzury napędzanej kodeksem etycznym tego zawodu. Zaangażowanie społeczne artystów często jest wynikiem całkiem naturalnej potrzeby wyrażenia swojego zdania, emocji, sprzeciwu.

Iga Lis z powodu musiała z ważnych powodów odwołać udział w Kongresie.

Zatrudnianie obywateli państw trzecich na polskim rynku pracy, ze szczególnym uwzględnieniem sytuacji obywateli Ukrainy – wyzwania i szanse

Data: 2019-12-14
  • W Polsce legalnie pracuje obecnie 683 tys. cudzoziemców, wśród nich jest 513 tys. obywateli Ukrainy - tyle jest aktualnych zgłoszeń do ubezpieczeń społecznych
  • W ostatnich latach liczba ta wzrasta, głównie z powodów demograficznych  
  • Skala zjawiska wymaga działań na rzecz zapewnienia tym osobom odpowiedniej i godnej pracy, właściwego zaplecza socjalnego oraz warunków integracji z polskim społeczeństwem
  • Szczególnie należy dbać o pracowników ukraińskich, którzy są bliscy językowo i bardzo zaradni, a zagraża nam ich odpływ z Polski

Celem panelu na ten temat, towarzyszącemu III Kongresowi Praw Obywatelskich, była analiza procesu migracji zarobkowej z jego aspektami prawnymi, społecznymi, ekonomicznymi i statystycznymi.

Polski system ubezpieczeń społecznych  jest otwarty na cudzoziemców. Przy obecnej sytuacji na rynku pracy  jest on nakierowany zwłaszcza na pracowników z Ukrainy. Ustawodawca powinien dążyć do  ułatwienia dostępu obywateli państw trzecich do rodzimego rynku pracy. Powinno to nastąpić w ramach unormowań z zakresu prawa administracyjnego w powiązaniu z prawem regulującym rynek pracy, jak choćby określenie wykazu zawodów czy branż korzystających z ułatwień.

Mimo że cudzoziemców legalnie pracujących w Polsce chroni Kodeks pracy, odnotowuje się łamania wobec nich prawa pracy. Dlatego tak ważne jest stałe doskonalenie rozwiązań systemowych, ułatwiających obywatelom innych państw dostęp do krajowych zasobów pracy, z poszanowaniem zasady komplementarności.

RPO zajmował się np. sprawą Oksany z udarem mózgu pracującej w gospodarstwie rolnym, którą pracodawca porzucił na przystanku w obawie przed konsekwencjami jej zatrudnienia czy pracownika stolarni Wasyla, którego porzucono w lesie - jego ciało  przypadkowo odnaleziono.

Na bieżąco są monitorowane wszelkie sygnały wskazujące na naruszanie prawa, w szczególności prawa pracy i ubezpieczeń społecznych. Rzecznik podejmuje niezbędne działania kiedy dowiaduje się o przypadkach działań dyskryminujących te osoby, jak na przykład kolorystyka uniformów pracowniczych w zależności od narodowości pracownika i umiejętności posługiwania się innym językiem niż język narodowy.

Paneliści/Panelistki: 

  • Izabela Florczak,  dr prawa, radca prawny, adiunkt na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego
  • Marcin Wujczyk, dr prawa, Wydział Prawa i Administracji UJ
  • Andrzej Drozd, wiceprezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej w Polsce, kierujący działaniami w ramach kampanii społecznej „Partnerstwo i zatrudnienie”
  • Andrzej Szybkie, doktor prawa, dyrektor Departamentu Rent Zagranicznych w Centrali ZUS
  • Paweł Kaczmarczyk, dr hab., dyrektor Ośrodka Badań nad Migracjami UW

Moderatorką była Myroslava Keryk, prezeska Fundacji „Nasz Wybór” prowadzącej Dom Ukraiński w Warszawie

Głosy w dyskusji

Stale wzrasta liczba obcokrajowców pracujących legalnie w Polsce – poinformował Andrzej Szybkie. I tak na koniec października 2019 r. zgłoszono do ubezpieczeń społecznych 683 tys. pracujących w Polsce cudzoziemców. Było wśród nich 513 tys. obywateli Ukrainy, 42 tys. – Białorusi, 8,6 tys. - Mołdawii.

Wpływy z tego tytułu dają 3 proc. dochodu Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Świadczenia emerytalno-rentowe z polskiego systemu wypłacane cudzoziemcom stanowią marginalne obciążenie polskiego systemu.

Według Szybkie, zwiększa się świadomość pracodawców co do legalności zatrudniania obcokrajowców. Polepsza się też cała infrastruktura oraz obsługa takich klientów (ZUS wydał dla nich odpowiednią broszurę; będzie też infolinia).

Dr Izabela Florczak była zdziwiona podanymi liczbami ZUS. W połowie 2019 r. pracodawcy zgłosili bowiem w sumie 850 tys. oświadczeń o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcom (na tej podstawie mogą oni pracować przez 180 dni). Dane te nie oznaczają jednak, że wszyscy przyjechali do Polski. Mogli też przyjechać, ale nie podjęli legalnej pracy. Możliwe jest też, że wobec danego cudzoziemca było kilka takich zgłoszeń w toku. 

Według prawniczki rodzi się pytanie, czy ukraiński rząd chce wspomagać osoby podejmujące pracę w Polsce. Chodziłoby o wytłumaczenie korzyści wynikających dla nich z tego, że będą mieli opłacane składki. Być może osoby mające zamiar pracować w Polsce nie mają odpowiedniej wiedzy. Dlatego szokiem jest, gdy przychodzi do takiego cudzoziemca rachunek za pobyt w szpitalu.

Cudzoziemcy wykonują prace proste i zarazem trudne, takie które Polacy odrzucają jako zbyta nisko płatne. To zaś powoduje że by więcej zarobić   pracują oni - częściowo poza pracą rejestrowaną - po 12 godzin na dobę przez cały tydzień.

Jest to oczywiście niezgodne z prawem pracy. – Ale często same te osoby chcą tak pracować. Ich nie interesuje odpoczynek, korzystanie z dóbr kultury itp. Wiedzą oczywiście o tym pracodawcy. Pytanie, czy można kogoś bronić przed nim samym – podkreśliła Izabela Florczak

- Największym zagrożeniem dla pracowników z Ukrainy jest nieznajomość przysługujących im praw; pytanie, kto powinien o to zawalczyć - podkreślał dr Marcin Wujczyk.  Ma to związek m.in. ze strachem o utratę pracy, gdy zaczną się upominać o to, co im się należy.

Pracodawcy zaś przerzucają na nich pewne ciężary. Mówią im np.: „Straciłem coś z twojej winy, to odbiję sobie przy wypłacie”. A mechanizmy kontroli ze strony państwa są w tym zakresie niewystarczające. Urzędy nie widzą jeszcze konieczności dostosowania swych polityk do potrzeb pracujących u nas obcokrajowców.

Pracownicy z Ukrainy to był dar, który nam z nieba spadł; są nam bliscy językowo, są bardzo zaradni, ale to wszystko się może skończyć – ocenił Andrzej Drozd.

Według niego pracodawcy już dramatycznie wołają o więcej pracowników z zagranicy, nie tylko w budownictwie. Ale polityka państwa ukraińskiego  jest taka, by Ukraińcy zostali w kraju. Ukraina będzie walczyć zatem o pracowników, bo jej gospodarka ożywiła się. Z kolei część pracujących w Polsce może też pojechać do Niemiec. Państwo polskie powinno zaś zachęcać ich do pozostania.

Polsko-Ukraińska Izba Gospodarcza w Polsce prowadzi kampanię społeczną w języku ukraińskim skierowaną do tych pracowników; działa po obu stronach granicy.

W ocenie panelistów Polska przemienia się z kraju typowo emigracyjnego w państwo emigracyjno - imigracyjne, które może stać się atrakcyjnym miejscem zatrudnienia dla pewnych grup cudzoziemców. Obecna skala zatrudnienia cudzoziemców nie wpływa w znaczący sposób na sytuację na rynku pracy, jednak ważna jest stała kontrola otwierania się rynku pracy oraz aktywna polityka migracyjna, uwzględniająca aktualne potrzeby gospodarcze.

Głosy z sali

  • Działania związku zawodowego pracowników ukraińskich w Polsce, by wszyscy pracowali legalnie, przynoszą efekty – mówił prezes związku, komentując dane ZUS. Według związku nielegalnie w Polsce pracuje do 20 proc. obywateli Ukrainy. Powinna ich objąć abolicja, co byłoby korzystne dla wszystkich.
  • Nie zapominajmy o 50 tys. ukraińskich studentach w Polsce. Nie może być tak, że polscy pracodawcy żądają, aby cały czas tylko pracowali.
  • Największym problemem jest, gdy ukraińskich  pracowników zatrudnia ukraiński pracodawca. Wtedy stopień eksploatacji takiego pracownika jest największy

WNIOSKI/POSTULATY

  • Konieczna jest dbałość o legalność zatrudnienia i ubezpieczenia cudzoziemców w Polsce
  • Ustawodawca powinien dążyć do  ułatwienia dostępu obywateli państw trzecich do rodzimego rynku pracy
  • Wzmożona uwaga powinna zostać skierowana na zapewnienie obywatelom państw trzecich zatrudnionych w Polsce  odpowiedniej, godnej pracy, z  uwzględnieniem zaplecza socjalnego i integrującego z polskim społeczeństwem.

 

Algorytmy, Prawa Człowieka i Demokracja - sesja 29 III KPO

Data: 2019-12-14
  • Jeśli facet pamięta zarówno o Waszych urodzinach, rocznicy poznania, rocznicy ślubu  itp – to nie jest Waszym facetem - to Mark Zuckerberg
  • W społeczeństwach demokratycznych trzeba poważnie rozmawiać o wpływie algorytmów na poszanowanie podstawowych wolności, takich jak wolność słowa i stowarzyszania się. Nowe technologie na nowo definiują relacje państwo-obywatel.
  • W jaki sposób rządy demokratyczne mogą projektować algorytmy zapewniające przejrzystość, ochronę praw człowieka i promowanie demokracji?
  • Czy nie powinny wprowadzić procesu oceny wpływu algorytmu (na podobieństwo oceny wpływu regulacji prawnej)? W ten sposób mogłyby lepiej definiować demokratyczne cele algorytmów, mierzyć ich skuteczność i dostarczać dowodów na odmowę wdrożenia danych algorytmów -  gdy ryzyko jest większe niż korzyści.

Historia najnowsza – jak dotarliśmy do dyskusji o wykorzystywaniu algorytmów

Temat nowych technologii przedarł się do dyskursu publicznego na początku obecnego stulecia i choć w Polsce wciąż nie do końca udało się go oswoić, minęło już niemal 20 lat, a sama dyskusja przenosi się coraz to nowsze pola. Początkowo bardziej interesowaliśmy się funkcjonowaniem prawa autorskiego w sieci, granicami wolności w internecie, próbą przetworzenia i zastosowania prawa analogowego do przestrzeni cyfrowej. Następnie debata potoczyła się w kierunku sztucznej inteligencji, zastępowania działalności człowieka przez maszyny.

Niejako odkryliśmy algorytmy, przekonując się, że to nie my a one decydują, jakie treści do nas docierają. Zaczęliśmy identyfikować pojęcie bańki informacyjnej. Zorientowaliśmy się, że w rzeczywistości przekazy, które do nas docierają są dostosowywane do płci, gustów, wieku, zawodów, a także tego, co ostatnio oglądaliśmy w sieci.

Stanowią też zwykły przedmiot handlu. Do dziś zastanawiamy się czy internet i nowe technologie nie stwarzają jedynie ułudy wolności? Mimo, że teoretycznie wszystko można, zacierają się granice, każdy jest równy, można łączyć młodych ze starszymi, biednych z bogatymi, Europejczyków z Amerykanami, to czy aby na pewno podejmujemy w sieci świadome decyzje, czy internet naprawdę wygląda tak samo dla każdego z nas? Wiemy przecież, że profilowanie odbiorców treści cyfrowych ma na celu wywieranie na nas wpływu – choćby podejmowanie określonych decyzji konsumenckich – i do tego należy przywyknąć.

Nowe technologie zmieniają nasze życie, a my coraz częściej się z tym godzimy, ułatwiając sobie życie w sferze komunikacji, rozrywki, usługi publicznych czy transportowych. Sztuczna inteligencja wkracza powoli do zakładów pracy, zastępuje pracowników, automatyzuje różne procesy. Jednak nie pozostaje to bez wpływu na prawa człowieka. Poświęcamy naszą prywatność na rzecz bezpieczeństwa i wygody.

Niechlubne przypadki wykorzystywania algorytmów

Szerokim echem w debacie publicznej odbiła się sprawa Edwarda Snowdena, byłego pracownika Centralnej Agencji Wywiadowczej (Central Intelligence Agency, CIA) oraz Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (National Security Agency, NSA), który przekazał mediom dokumenty na temat programu wywiadowczego PRISM, którego celem było umożliwienie amerykańskim służbom specjalnym dostępu do danych znajdujących się na serwerach dostawców usług internetowych. Dzięki PRISM służby miału dostęp m.in. do nagrań audio i wideo, zdjęć, rozmów, poczty elektronicznej. USA broniło się twierdząc, że program nie może być użyty do umyślnego monitorowania obywateli USA lub innych osób mieszkających na terenie Stanów Zjednoczonych, a samo działanie PRISM koncentruje się na obywatelach państw trzecich, chroniąc USA przed największymi zagrożeniami, np. terroryzmem.

Nie mniej znany przypadek niewłaściwego wykorzystania algorytmów przez państwa dotyczył firmy doradczej Cambridge Analytica. Były jej szaf ujawnił że firma niezgodnie z prawem pozyskiwała dane i wykorzystywała je w celach komercyjnych, a także w kampanii wyborczej w 2016 roku, aby pomóc republikańskiemu kandydatowi Donaldowi Trumpowi. Niecałe 300 tys. osób zostało poproszonych za opłatą o wypełnienie testu, który pobierał m.in. zawartość kont na Facebooku, w tym polubione strony i zainteresowania, a następnie poddawał głębokiej analizie, tworząc modele wykorzystywane do bodowania skutecznych przekazów politycznych. Formalnie dane mogły być wykorzystywane jedynie przy badaniach akademickich, a nie komercyjnych zleceniach dotyczących operacji psychologicznych na elektoracie.

Debata ekspertów

Widząc, jak głęboko technologie wkroczyły w codzienne czynności każdego obywatela, a także mierząc się z ich wykorzytywaniem przez instytucje państwowe zdecydowaliśmy się kolejny już raz podjęć temat nowych technologii i algorytmów na III Kongresie Praw Obywatelskich. Do debaty zaprosiliśmy: Patricka Penninckx, który od 2013 roku kieruje Departamentem Społeczeństwa Informacyjnego Rady Europy, Krzysztofa Izdebskiego – dyrektora programowego Fundacji ePaństwo, Katarzynę Szymielewicz z Panoptykonu oraz Natalię Mileszyk - specjalistkę ds. polityk publicznych, prawniczka związaną z Centrum Cyfrowym.

Oswajanie nowoczesności

Trzeba mieć jednak świadomość, że dostęp do informacji stanowi też rodzaj władzy, a profilowanie algorytmów przypomina tworzenie podziałów. Dlatego stając się społeczeństwem coraz bardziej świadomym działania algorytmów, dziś wkraczamy w etap oswajania ich.

Użytkownicy/obywatele powinni mieć prawo do tego, by algorytmy, którym podlegają cechowała przejrzystość i by ich tworzenie nie było decyzją polityczną. Nie jesteśmy w stanie uciec od zautomatyzowanych sposobów filtrowania i porządkowania informacji – jest jej po prostu zbyt wiele. Trzeba zatem przekazać część tych uprawnień profesjonalnym podmiotom zewnętrznym. Otwartym pytaniem jest jednak to, jakim regułom algorytmy te powinny być podporządkowane oraz jak zapewnić przejrzystość ich funkcjonowania.

Poziom zaangażowania człowieka w podejmowanie decyzji jest z perspektywy społecznej istotniejszym czynnikiem niż poziom wykorzystania technologii maszynowego uczenia się. Zachowanie czynnika ludzkiego jest bowiem kluczowe do zapewnienia ochrony praw obywateli. Zapewnia bowiem przejrzystość i  odpowiedzialność za proces, których nie potrafimy dziś zapewnić w przypadku systemów w pełni zautomatyzowanych. Na podstawie art. 22 Rozporządzenia o  Ochronie Danych Osobowych (RODO) obywatel może zażądać, by w istotnych kwestiach – generujących skutki prawne – decyzja w oparciu o przetwarzanie danych osobowych nie była podejmowana w pełni automatycznie, by człowiek był obecny w pętli decyzyjnej.

Stosując pojęcie ADM (Automated Decision-Making), czyli zautomatyzowanego podejmowania decyzji przenosimy nacisk debaty z poziomu samej technologii i zastosowanych rozwiązań na kwestie społeczne. Patrzymy na system społeczno-technologiczny, w którym działają różne technologie – zarówno te oparte na uczeniu maszynowym, jak i prostsze algorytmy. W dyskusjach o systemach ADM punkt ciężkości przenosi się z analizy strony technicznej (modelu podejmującego decyzję w oparciu o dane) na szerszy proces obejmujący także procesy tworzenia i programowania systemów ADM oraz nadzoru nad ich działaniem.

Patrick Penninckx rozpoczął od wyjaśnienie raz jeszcze, dlaczego algorytmy są ważne dla ludzi. Wskazał wiele przykładów używania algorytmów, z którymi stykami się każdego dnia, zapominając już nawet o tym, że właśnie dzielimy się z firmami swoja prywatnością. - Dane osobiste są wykorzystywane przez liczne firmy zarabiające na wiedzy o nas, dane wyciekają , dlatego to co publikujemy przestaje być tylko nasze. To nie tylko informacje o naszej płci, wieku, adresie czy pochodzeniu, ale także o tym jakie mamy zdrowie, jakie emocje wywołują w nas określone przekazy.

Przywołał także przykład popularnego Netflixa, który dając możliwość korzystania ze swoich treści na wielu urządzeniach przenośnych, w tym telefonach z aplikacjami mierzącymi np. tętno, bada „przy okazji” nasze emocje związane z określonym materiałem. Dzięki temu jest lepiej w stanie dopasować kolejny materiał, który powinniśmy wg niego obejrzeć, a także jaką reklamę nam wyświetlić.

Katarzyna Szymielewicz zwróciła natomiast uwagę na to, że coraz chętniej zrzucamy problemy społeczne na braki technologiczne, zawodność właśnie algorytmów., błędnie definiując technologię jako źródło całego zła. Wyraziła także wątpliwość co do słów Patricka Penninckx’a dotyczących pewnej dobrowolności i mniej lub bardziej świadomej zgody użytkowników na używanie informacji o nich. - To nie my dajemy dane – to narracja firm – my wchodzimy zwabieni poczuciem wygody, a to, co dzieje się dalej, dzieje się za pomocą sztucznej inteligencji i  jest poza naszą zgodą , jesteśmy niejako biomasą eksploatowaną przez reklamodawców.

W dyskusji często powtarzano, że działanie algorytmów to działanie systemu, który próbuje nas wtłoczyć we wzorzec, a ten nie zawsze jest poprawny. Działa to dokładnie tak samo jak generalizacja/ stereotypy. Ochroniarz na lotniku też musi podjąć decyzję kogo sprawdzić i prędzej podejdzie do młodego mężczyzny w sportowym  stroju niż do staruszki poruszającej się o lasce.

Krzysztof Izdebski z Fundacji ePaństwo rozpoczął wypowiedź do przywołania przykładu węgierskiego urzędu ochrony konkurencji, który jako jeden z pierwszych nałożył na Facebooka karę za to, że oszukuje swoich klientów twierdząc, że dają coś za darmo i nie uprzedzając jednocześnie, że płacą za to swoimi danymi.

Podkreśli także, że najważniejsze w dyskusji o znaczeniu algorytmów dla praw człowieka jest zadanie sobie pytania, po co my to wdrażamy. Oczywiście są plusy, które ułatwiają pracę także na poziomie państwa, w zamówieniach publicznych, wykrywaniu przestępczości. Urzędnicy niestety nie są przygotowywani do tego, jak to funkcjonuje, co powoduje, że czasem naprawiając jedno psują 10 innych rzeczy.

Izdebski podał także liczne przykłady – delikatnie mówiąc - nie do końca udanego zastosowania algorytmów przez instytucje państwowe. Przywołał program STIR, wykrywający karuzele vatowskie, system przydzielania miejsc w żłobkach, który w jednym z miast  mocno zawiódł przydzielając miejsca w jednej grupie dzieciom w różnym wieku, bądź nie przydzielając ich w ogóle.. - Mimo wpływu takich algorytmów na prawa człowieka, nie opracowano całościowej polityki gwarantującej bezpieczeństwo ich wdrażania, a wiedza na temat ich funkcjonowania pozostaje, w znacznej mierze, niejawna.

Natalia Mileszyk podkreśliła, że ważne jest by o działaniu algorytmów nie mówić, jak o czarnej skrzynce. Potrzebujemy całego systemu aby perspektywa jednostki była brana pod uwagę. Polityka zarządzania sztuczną inteligencją w Polsce to narracja startupowa . Zapominamy ze rozwój ma służyć człowiekowi , a wartości musimy chronić.  - Niewielu z nas jest rozumie, na czym polega działalność sztucznej inteligencji czy algorytmów , to wciąż dyskurs wyłączający. A tymczasem technologia weszła tak głęboko w nasze życie, że każdy z nas potrzebuje wejść w tą dyskusję, bo każdy z nas ma tam swoje miejsce.

Wszyscy paneliści zgodnie podsumowali , że procesu rozwoju technologii i wykorzystywania algorytmów nie da się zatrzymać, ale trzeba zapewnić bezpieczeństw tego obszaru. Jest to jednak niezwykle trudne.

Mileszyk skonkludowała, że być może potrzebujemy rozszerzenia pojęcia ochrony praw obywatelskich z płaszczyzny państwo -obywatel i rozszerzyć ja o korporacje, które tak bardzo zaczęły wkraczać w życie każdego obywatela. Krzysztof Izdebski natomiast zaproponował, by wzmocnić instytucje publiczne, w tym organy równościowe – takie jak Biuro RPO - by lepiej budowały kompetencje swoich pracowników, którzy będą wykorzystywali technologie na rzecz obywateli.

Nowe technologie wspomagające osoby z niepełnosprawnościami. Sesja 28 III KPO

Data: 2019-12-14
  • Nowe technologie to dla osób z niepełnosprawnościami szansa na lepsze, sprawniejsze i często samodzielne funkcjonowanie w życiu codziennym. Z każdym rokiem rośnie liczba urządzeń, aplikacji czy programów, które pomagają wyrównywać szanse na rynku pracy, dają możliwość pełniejszego korzystania z oferty kulturalnej, szybszego przemieszczania się czy niwelowania utrudnień związanych z niedostosowaniem obiektów i przestrzeni do potrzeb osób z niepełnosprawnościami.
  • Wciąż powszechne jest zjawisko wykluczenia cyfrowego. Wraz z postępem technologicznym rośnie przepaść między osobami, które swobodnie mogą korzystać ze związanych z nim zalet, a tymi, którzy nie mają do nich dostępu. Niedostępne strony, niedostosowane aplikacje, urządzenia, z których można skorzystać jedynie z pomocą drugiej osoby to dla wielu osób z niepełnosprawnością wciąż smutny standard. Z czego wynikają te problemy? Czy dostępność dla programistów lub projektantów musi oznaczać problem i dodatkowe wyzwanie?
  • Z drugiej strony większość z nas, a przede wszystkim większość urzędników i pracowników różnorakich instytucji usługowych, nie ma nawyku a często i umiejętności takiego tworzenia dokumentów i materiałów informacyjnych, aby były dostępne dla osób z niepełnosprawnościami i były możliwe do odczytania przez odpowiednie aplikacje, nawet kosztem rezygnacji z grafiki i „ładnego” wyglądu tych dokumentów.

Ratyfikując Konwencję o prawach osób niepełnosprawnych Polska zobowiązała się do regularnego przedkładania Komitetowi do spraw praw osób niepełnosprawnych ONZ szczegółowego sprawozdania dotyczącego środków podjętych w celu realizacji zobowiązań wynikających z tej Konwencji oraz postępu dokonanego w tym zakresie. Odpowiedzialnym za przygotowanie tego sprawozdania jest rząd Rzeczpospolitej Polskiej. Rzecznik Praw Obywatelskich, pełniący w Polsce funkcję niezależnego mechanizmu do spraw popierania, ochrony i monitorowania wdrażania Konwencji. sporządza własne sprawozdanie z realizacji zobowiązań wynikających z Konwencji.

W dniu 19 lipca 2019 r została uchwalona Ustawa  o zapewnianiu dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami. Ustawa jest kluczowym elementem rządowego programu „Dostępność Plus”, który rząd przyjął 17 lipca 2018 r. Rozwiązania przewidziane w projekcie ustawy realizują zapisy Konwencji ONZ o prawach osób niepełnosprawnych, zobowiązujące do zapewnienia takim osobom na równi z innymi obywatelami dostępu do różnych obiektów.

Sektor publiczny jest zobowiązany do zapewnienia co najmniej minimalnej dostępności, która zagwarantuje dostępność podmiotu publicznego. Podmiot publiczny zapewnia dostępność przez stosowanie uniwersalnego projektowania nowych rozwiązań lub racjonalnych usprawnień w usuwaniu istniejących barier. Minimalne wymagania obejmują zapewnienie w instytucjach publicznych:

  • dostępności architektonicznej – zarówno korytarze, jak i klatki schodowe powinny być wolne od barier i zapewniać możliwość poruszania się po nich między innymi osób na wózku, osób korzystających z kul, lasek i innych pomocy ortopedycznych, osób starszych, a także osób z wózkami dziecięcymi, mających różne problemy z poruszaniem się (windy, schody, korytarze, ciągi piesze w budynku),
  • dostępności cyfrowej –  została kompleksowo uregulowana w ustawie o dostępności cyfrowej stron internetowych i aplikacji mobilnych  podmiotów publicznych,
  • dostępności informacyjno-komunikacyjnej – zapewnienie informacji na temat rozkładu pomieszczeń w budynku, co najmniej w sposób wizualny (np. plan, schemat, oznaczenia kierunkowe) i dotykowy (np. tyflomapa, makieta, fakturowe ścieżki prowadzące)  lub głosowy (informacja w urządzeniu typu infokiosk, infomat, nagranie audio na stronie internetowej), który umożliwi np. osobie niewidomej samodzielne zorientowanie się w zakresie możliwości dotarcia do danego pomieszczenia.

W roku 2015 Rzecznik Praw Obywatelskich sporządził i przesłał do ONZ pierwszy raport ze stanu realizacji przez Polskę postanowień konwencji ONZ. Raport został opracowany wspólnie z organizacjami pozarządowymi i został do niego dołączony raport z badania poświęconego monitoringowi realizacji Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych na poziomie lokalnym, w którym dobrowolnie wzięło udział ponad 30% samorządów.

W ciągu ostatnich lat Rzecznik Praw Obywatelskich zabiegał w sprawach:

  • planów wdrożenia Europejskiego Aktu o Dostępności
  • przystosowania obiektów dla osób z niepełnosprawnościami. W Polsce nadal wiele jest obiektów z niedogodnościami, które ograniczają lub wręcz uniemożliwiają korzystanie z nich osobom z niepełnosprawnościami,
  • powstawania rozwiązań nie spełniające wymogu dostępności, choć teoretycznie mają ją zapewnić - np. platformy przyschodowe, z których korzystanie wymaga asysty,
  • za małej wiedzy o takim projektowaniu budynków, produktów i usług, aby były użyteczne dla wszystkich, na zasadzie równości, stąd postulat RPO,  by do studiów technicznych wprowadzić przedmioty poszerzające wiedzę o zasadach uniwersalnego projektowania,
  • poprawiania dostępności usług administracji państwowej i samorządowej,
  • dostosowania serwisów internetowych podmiotów publicznych do potrzeb osób z niepełnosprawnościami,
  • dostępności programów telewizyjnych dla osób z niepełnosprawnościami,
  • dostępności Biuletynów Informacji Publicznej z perspektywy osób niewidomych i niedowidzących

Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich na bieżąco wdraża zasady dostępności strony internetowej oraz dokumentów wytworzonych przez urząd dla potrzeb osób z niepełnosprawnościami.

Istotą panelu była rozmowa o wzorcowych rozwiązaniach w zakresie wykluczenia cyfrowego, braku dostępnych stron internetowych oraz tym, jak powinien wyglądać proces tworzenia dostępnych aplikacji i urządzeń i jakie są zagrożenia związane z rozwojem nowych technologii w kontekście osób z niepełnosprawnościami.

Dyskusja

Moderator: Kamil Kowalski - projektant dostępności, dyrektor Integracja LAB, Fundacja Integracja

Paneliści:

  • Sylwia Błach - programistka w Poznańskim Centrum Superkomputerowo-Sieciowym Polskiej Akademii Nauk
  • Krzysztof Cygoń - dyrektor działu badawczo-rozwojowego firmy Technomex, producenta i dystrybutora nowoczesnych rozwiązań do rehabilitacji i diagnostyki
  • Anna Żórawska - prezeska Fundacji Kultury bez Barier, członkini Rady Dostępności powołanej przez Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju
  • Kuba Dębski - projektant dostępności, propagator inclusive design

Nowoczesne technologie to zarówno ta technologia „kosmiczna” – super czułe sztuczne oko czy egzoszkielet pomagający osobom z uszkodzeniami kręgosłupa, nowoczesne aplikacje cyfrowe i strony internetowe,  drukarka 3D, która pozwala wydrukować cyfrowe modele, przydatne osobom niewidomym ale także te zwykłe usługi jak rampa dla osób niepełnosprawnościami. Są i powinny być inspirowane tym, co ważne i potrzebne osobom z niepełnosprawnościami, pomagają pokonać napotykane w życiu bariery lub pomagają w rehabilitacji i zwykłej ludzkiej codzienności. Najbardziej w ich projektowaniu jest to, że mają pomagać i muszą być konsultowane z odbiorcami, użytkownikami. Przede wszystkim w trakcie projektowania, a nie po zakończeniu i poprawianiu rzeczy, których się czasami poprawić się już nie.  Chodzi także o takie, które umożliwiają pełne uczestnictwo osób z niepełnosprawnościami w wydarzeniach kulturalnych, społecznych, politycznych. Trzeba pytać osób z niepełnosprawnościami, jakie są te najważniejsze i te proste bariery tam, gdzie są te bariery, gdzie mógłby uczestniczyć ktoś z niepełnosprawnościami, a dzisiaj o tym nie myśli, bo nie było do tej pory takiej możliwości. Np.  jak sprawić, aby w projekcji filmu w kinie dzieci z niepełnosprawnościami mogły w nich uczestniczyć – tłumaczenie migowe, audiodeskrypcja, napisy, ale dzięki tej nowoczesnej technologii można np. figurki postaci bohaterów bajek i filmów dla dzieci niewidzących wydrukować w 3D aby mogły dotknąć i sobie te postaci wyobrazić.

Dzisiaj w projektowaniu winien królować Inlucive Design, czyli projektowanie włączające, myślenie za każdym razem, aby ta projektowana rzecz, usługa była dostępna dla jak największej liczby osób. Tak, abyśmy nie dzielili się, nie wymieniali, dla kogo to jest, tworząc i stygmatyzując tym różne grupy, tylko winno być dla wszystkich, bo czemu osoby widzące nie mogą korzystać też ze zmysłu dotyku. Problem jest tylko w tym, że jesteśmy tak różni, tak różne mamy potrzeby, że to jest bardzo trudne lub smaku? Ale przykład rampy w komunikacji miejskiej jest tutaj znamienny, bo przecież ona z zasady może i powinna być dla każdego, osoby starszej, która ma kłopot ze schodami, osoby o kulach czy ze złamaną nogą, a nawet z łóżkiem na kółkach. Chodzi o rozwiązania szerokie na tyle, aby mogła się zaadaptować do poszczególnych potrzeb różnych ludzi. Trzeba uruchomić wyobraźnię. Jak w Kanadzie, gdzie w szpitalu, aby pacjenci nie popadali w depresję z powodu w nim pobytu, krzesła stawia się pod kątem prostym, bo to mobilizuje ludzi do rozmowy i bycia ze sobą. Może nie da się spełnić wszystkich oczekiwań, ale trzeba się starać, żeby ich spełnić jak najwięcej. Chodzi także o to, aby nie stwarzać getta, czyli miejsc specjalnych tylko dla osób z niepełnosprawnościami, bo skoro przyszliśmy z kolegami do kina, to chcemy z nimi być cały czas, a nie my w specjalnym miejscu a koledzy w innym.

Często też ta nowoczesność sama z siebie poprzez swoje rozwiązania wyklucza, bo np. panele dotykowe w bankomatach, na komputerach, windach powodują nieprzydatność tych urządzeń dla osób niewidomych. I trzeba pamiętać, że mimo tej ułatwiającej życie nowoczesności nadal jest i będzie potrzebny człowiek, który czasami wytłumaczy, pomoże, wskaże.

Istota skuteczności innowacji technologicznych jest jej wdrażanie, informacja i promocja. Bo kto wie, że latarnie w Warszawie są ponumerowane i zgłaszając jakąś sprawę czy też poszukując osoby, która Warszawy nie zna, wystarczy wskazać służbom miejskim numer latarni? Kto wie, na jakim etapie są w Polsce prace nad egzoszkieletem i dla kogo jest ta nowoczesna technologia? Prawda, to są dodatkowe, często bardzo duże koszty, ale bez nich ta nowoczesność nie istnieje i jest skuteczna? Bo co z tego, że w jakimś kinie kupiono okulary, które wyświetlają tekst do sytuacji dziejącej się na ekranie, skoro nie jest do tego przystosowany film i nie ma specjalnych nośników tej informacji?

Drugi ze wskazywanych problemów to brak współpracy i koordynacji powstających projektów, które wytwarzane w ramach określonego projektu rozwiązania giną wraz z końcem tego projektu, bo brakuje finansowania? Albo powstające w wielu gminach, powiatach, województwach rozwiązania i aplikacje dotyczące tego samego, np. bezpieczeństwa, ale każde się od siebie różni, więc podróżując musiałbyś je mieć wszystkie w swoim komputerze czy telefonie?

I trzeci problem z tych najistotniejszych – zmiana ludzkiej świadomości tak, aby myśleć o innych i szukać kompromisu, bo osoba wysoka może się schylić, aby dotknąć nisko położonego przycisku na przejściu dla pieszych, ale dla osoby niskiej lub na wózku normalna wysokość oznacza, że albo skorzysta albo nie. Często jest też tak, że nowoczesne technologie nie są przyjazne, nie są dobre dla wszystkich. Istotą każdej zmiany powinno być jednak hasło: daj wybór. Albo projektować trzeba tak szeroko, żeby mogła się dostosować dla różnych ludzi i różnych potrzeb.  Czemu kasa samoobsługowa jest tylko na jednej wysokości, bo może sama winna się przesuwać na jakąś wysokość w zależności od wzrostu osoby, która z niej korzysta?. Bo może każde takie rozwiązanie na etapie projektowania da się tak doprawić, że żeby było dla większej liczby osób. Osobom z niepełnosprawnościami potrzebny jest dostęp do informacji, bo powstające portale nie są dostępne strony dla osób z niepełnosprawnościami. Nie mam więc możliwości, aby wtedy skorzystać z proponowanych rozwiązań. Druga, to to, że nawet już wiemy, że coś jest, jakaś nowa technologia, a le potem informacja ginie i nie wiadomo co się z tymi projektami dzieje. Nie potrafimy się tez chwalić tym, co zrobiliśmy. I warto mówić o korzyściach danego rozwiązania a nie tylko o samym rozwiązaniu.

I czwarty – koszty. O ginących rozwiązaniach z powodu braku kontynuacji projektu i jego finansowania było już wyżej. Często jest też tak, że w ogóle w każdym projektowaniu i produkcji już się wyklucza pewna grupę osób, np. ktoś, kto ma duże stopy ma kłopoty z butami, bo nie opłaca się tak małej ilości produkować. Koszty to jeden z najważniejszych problemów tworzenia rozwiązań dla węższej grupy. A może czas przyjąć założenie, że korzyść z danego rozwiązania jest ponad jego koszty, bo dotyczy podstawowego prawa człowieka do różnego traktowania i wsparcia w niedoskonałościach?

Zdarza się też tak, że nowoczesne  technologie stwarzają inne, nigdy albo już nieznane ludziom – np. samochody elektryczne, pod które ludzie wpadają, bo tych samochodów po prostu nie słychać, i trzeba było im zamontować brzęczyk ostrzegający. A przecież miały być bezgłośne! Jak rozwiązać taki problem?

Ta interesująca dyskusja zakończyła się marzeniami, które, jak się okazało, dotyczyły różnorakich aplikacji - od takiej, która łączy osoby potrzebujące, aby coś załatwić, bo są chorzy, starzy, opiekują się dzieckiem i nie mogą tego zrobić sami, z osobami, które to za nich załatwią, do takich, które  pozwolą na zgłaszanie wypadku z samolokalizacją, przekładania mowy na tekst pisany, zakupu biletów bez tego „nie jestem robotem”, nie do przejścia dla niedowidzących, czy też dające informacje w miejscu kultury o wyjściach bezpieczeństwa i jak można skorzystać z pomocy w takich sytuacjach, aż do takiej, która pozwala znaleźć technologię, która pomaga i ułatwia i nie jest zależna od reklamy i jest bezstronna.

Dobrze, że mamy marzenia, bo one napędzają rozwój i każą szukać rozwiązań, które je zrealizują. Miejmy marzenia i siłę, aby je realizować, to może zrobić każdy z nas. To zróbmy to.

“Cztery lata zasuwania kotary” – kurcząca się przestrzeń debaty w Sejmie VIII kadencji. Sesja 30 III KPO

Data: 2019-12-14
  • W ciągu całej poprzedniej kadencji Senatu przyjęto JEDNĄ poprawkę opozycji
  • Większość parlamentarna nawet nie chce już uzasadniać swoich decyzji, nie tylko o nich rozmawiać. Hasłem dla poprzedniej większości senackiej powinno było być „Nie spieramy się na argumenty, skoro mamy rację”
  • Parlament nie jest miejscem debaty – stał się narzędziem rządu. Okazuje się więc, że rządzący podważyli nie tylko konstytucyjną rolę sądów, ale i Sejmu
  • Ostatnie cztery lata pokazały, jak prawo obywateli do współuczestniczenia w podejmowaniu decyzji można krok po kroku ograniczyć. Że arogancja, sparaliżowanie krytyki, nierespektowanie zwyczajów kończy się nierzetelnym, błędnym prawem.
  • Wdrażanie go  bez debaty nie osiąga zamierzonego przez decydentów celu.
  • Naprawianie szkód wyrządzonych przez wadliwe prawo nie uda się bez odrodzenia publicznej debaty i konsultacji
  • Koniec VIII kadencji Sejmu i początek nowej IX kadencji jest dobrą okazją do oceny, jak zmieniło się codzienne funkcjonowanie pierwszej izby parlamentu i jak wpływa to na jakość uchwalanych ustaw.

Od 2016 r. trwa w polskim parlamencie proces wykluczania obywateli z udziału w pracach parlamentu. Ograniczenia dotyczą też dziennikarzy i ekspertów. Przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego mają coraz większy problem ze wstępem do budynku Sejmu. Debaty sejmowe są radykalnie skracane, a przyjmowanie projektów nie jest już poprzedzane konsultacjami społecznymi i publicznymi uzgodnieniami międzyresortowymi. Ograniczany jest także dostęp obywateli do informacji publicznej.

Symbolem nierespektowania gwarancji zawartych w artykule 61 Konstytucji (Prawo dostępu do informacji publicznej i wstępu na posiedzenia kolegialnych organów władzy) jest kotara, którą władze Sejmu odgrodziły się najpierw od dziennikarzy, a później od obywateli z niepełnosprawnościami, którzy przyszli do parlamentu upomnieć się o swoje prawa.

Zasłonięto ich kurtyną – by parlament mógł pracować bez konfrontowania się z opiniami tych obywateli.

Bardzo wyraźną cechą tego procesu jest znaczne ograniczenie, a nawet całkowita rezygnacja z debaty nad przyjmowanymi rozwiązaniami. Projekty przechodziły przez Sejm w ciągu kilku dni, a nawet godzin, mimo poważnych zastrzeżeń składanych przez służby legislacyjne, opozycję oraz instytucje ochrony praw obywatelskich (w tym przez Rzecznika Praw Obywatelskich).

W panelu wzięli udział: Ewa Polkowska z Polskiego Towarzystwa Legislacyjnego i prof. Piotr Mikuli (red. Ewa Siedlecka nie dojechała). Panel moderowała Grażyna Kopińska z Fundacji Batorego. Rozmawialiśmy o konsekwencjach zmian w procesie przyjmowania zmian prawa. Wkładem do tego był raporty – Towarzystwa Legislacyjnego.

Historia zasuwania kotary

Prezeska Polskiego Forum Legislacyjnego Ewa Polkowska mówi, że dziś problemem tym zajmuje się mnóstwo organizacji pozarządowych, problem urósł już do takiej skali

Uwagi obywateli - nieistotne

Począwszy od 2015 r. rządzący zaczęli ograniczać wpływ społeczny na stanowione prawo wykorzystując ścieżkę poselską dla projektów rządowych (projekty tworzone w rządzie muszą być poddawane formalnym analizom a także konsultacjom i uzgodnieniom). Przyjęta w 2015 r. definicja suwerena jako po prostu większości parlamentarnej pozwoliła rządzącym uznać, że głos obywateli nie jest źródłem wiedzy ani powodem do refleksji.

Jak wynika z raportu przedstawionego 20 listopada przez Obywatelskie Forum Legislacji przy Fundacji Batorego, w ostatnim roku kadencji Sejmu rząd skonsultował mniej niż 2/3 projektów ustaw, nad którymi prowadził prace. Przeciętny czas konsultacji wyniósł niespełna 12 dni (standardy europejskie mówią o 12 tygodniach).

W trzecim roku kadencji eksperci Forum znaleźli 8, a w czwartym aż 21 „skrywanych” rządowych projektów. O ich istnieniu opinia publiczna dowiadywała się dopiero po rozpoczęciu prac w parlamencie!

Ograniczane było prawo do obywatelskiego wysłuchania (odbyły się w całej kadencji tylko 3, w poprzedniej było ich 10) – przykładem jest ważna dla wielu obywateli sprawa zmian w systemie edukacji. Nauczyciele, rodzice, naukowcy, Rzecznik Praw Obywatelskich zwracali uwagę na niebezpieczeństwa pośpiesznej reformy. Wysłuchanie publiczne w tej sprawie nie mogło się jednak odbyć w Sejmie (przykład z pracy RPO: pośpiesznie przyjmowana w 2016 r. ustawą antyterrorystyczną – społeczeństwo obywatelskie zgłosiło do niej uwagi i wątpliwości wobec projektu. Nic z tego nie zostało jednak uwzględnione).

Zdaniem Polkowskiej możemy już mówić o arogancji większości rządzącej: nie ma konsultacji pozwalających na podejmowanie świadomych decyzji, nie ma czasu dla parlamentarzystów, by mogli rozumieć, na czym polega i jakie będzie miały konsekwencje przyjmowane rozwiązania.

Zaplecze legislacyjne

Sposobem na wykrywanie błędów w tworzonym prawie na etapie prac parlamentarnych zamawianie opinii u legislatorów. Biura Legislacyjne Sejmu i Senatu gromadzą wysokiej klasy ekspertów. W zeszłej kadencji ich praca była ignorowana, lekceważona, mamy już do czynienia z efektem mrożącym.

- Senatorowie poprzedniej kadencji ignorowali uwagi legislatorów. Mawiali „o konstytucyjności przepisów decyduje TK”. A to oznaczało, że legislatorzy nie mieli już szansy dobrze wykonywać swoją pracę – mówiła w czasie panelu Ewa Polkowska, prezeska Polskiego Towarzystwa Legislacyjnego.

Podobnie było w Sejmie, gdy uwagi legislatorów jawnie lekceważono.

A to znaczy, że biura legislacyjne stały się przedłużonym ramieniem większości rządowej. Nie są już bezpiecznikiem, nie chronią przed błędami, pomyłkami i złymi rozwiązaniami. Wszystkie uwagi przesyłano do Kancelarii Premiera – to tam zapadały decyzje, nawet nie w resortach, które odpowiadały za dane rozwiązanie.

Więcej, minister sprawiedliwości pozwolił sobie w poprzedniej kadencji zagrozić pozwem sądowym ekspertowi za to, co napisał w opinii o projekcie. Na to nie ma słów.

Żeby nie słyszeć krzyku, stawiamy płot

Ludzie, których poglądów władza nie chce znać, zaczynają szukać innych form wyrażenia swoich postulatów niż po prostu uwagi do stanowionego prawa.

Konsekwencją odcięcia obywateli od możliwości zgłaszania uwag do stanowionego prawa były jednak masowe demonstracje w 2016, 2017 i 2018 r. Udział w zgromadzeniu publicznym staje się bowiem w takich warunkach jedyną możliwością, by wyrazić swój pogląd.

Z tym można wiązać próby organizowania w parlamencie protestów (protest osób z niepełnosprawnościami), na które Kancelaria Sejmu reagowała kolejnymi ograniczeniami, restrykcjami – Straż Marszałkowska zaczęła też przeszukiwać samochody posłów opozycji z obawy, że mogliby oni „przemycić” obywateli do Sejmu.

Budynek parlamentu – zaprojektowany jako dostępny w przestrzeni publicznej budynek – został ogrodzony barierkami pilnowanymi przez policjantów.

Nowe, restrykcyjne zasady wstępu zaczęły obejmować nie tylko uczestników prac legislacyjnych, ale również innych gości gmachu parlamentu. RPO odnotował m.in. sprawę uczniów – uczestników debat, którzy nie zostali wpuszczeni do Sejmu ( https://www.rpo.gov.pl/pl/content/rpo-pyta-sejm-o-podstawy-prawne-niewpuszczenia-uczniow-z-przypinkami )

Nie widzę, nie słyszę uwag. Głosujemy. Ustawa w 2 godziny 20 minut

Wzrost napięcia politycznego spowodowany przez niedopuszczanie do debaty spowodował też, że dla rządzącej większości każdy komentarz czy głos krytyki nie był już szansą na uniknięcie błędu – zaczął być odbierany jako akt wrogości.

Skutkiem stało się skracanie debaty w samym Sejmie poprzez odbieranie głosu posłom opozycji: wyznaczanie bardzo krótkiego czasu na wypowiedź i wyłączanie mikrofonu. Z raportu Obywatelskiego Forum Legislacji wynika, że w efekcie jakość procesu legislacyjnego dramatycznie się pogorszyła.

W pierwszym roku kadencji tempo uchwalania ustaw było nieporównanie szybsze niż w poprzednich latach, a choć następnie nieco spadło, to w czwartym roku kadencji krócej niż 15 dni Sejm pracował nad ¼ wszystkich uchwalonych ustaw (tymczasem regulamin Sejmu wymaga, aby prace w trybie podstawowym, innym niż pilny, zajęły ponad 15 dni!).

TLP dodaje, że regułą było skracanie czasu między czytaniami projektu (to jest czas na analizę i zastanowienie się, co naprawdę się stanie po przyjęciu projektu), a z wyjątków proceduralnych uczyniono regułę.

Posłom skraca się czas na wypowiedzi (do 30 s na Komisji Sprawiedliwości Stanisława Piotrowicza), dobiera głos w czasie posiedzeń plenarnych k karze za zgłaszanie uwag – wskazywała Polkowska.

Z analiz Polskiego Towarzystwa Legislacyjnego wynika, że w ciągu całej kadencji Senatu przyjęto JEDNĄ poprawkę opozycji – mówiła Ewa Polkowska.  - Sejm poprzedniej kadencji zbierając się rzadziej i pracując krócej uchwalił o 171 ustaw więcej. Błędów legislacyjnych nie widziano, zauważanych błędów nie poprawiano – mówiła Polkowska.

Do tego proces legislacyjny jest nieprzejrzysty. Z pracami komisji można się najwyżej zapoznać z niewyraźnej i statycznej transmisji wideo.

Pośpiech w pracach nad projektami większości rządowej zdaniem PTL miał uniemożliwić debatę publiczną nad tymi rozwiązaniami.

Przykładem bezwstydnego łamania regulaminu było uznanie przez marszałka Sejmu, że zmiana Kodeksu Karnego nie jest zmianą kodeksu, a zatem może być procedowana w zwykłym,  błyskawicznym trybie.

Dziennikarze – niemile widziani

Kolejnym etapem było wprowadzanie ograniczeń dla przedstawicieli mediów w Sejmie. Restrykcje zaproponowane w grudniu 2016 r. nie zostały ostatecznie wdrożone, jednak inne ograniczenia pozostały.

RPO odnotował, że Kancelaria Sejmu zaczęła ograniczać wstęp dziennikarzom do parlamentu  (https://www.rpo.gov.pl/pl/content/sprawa-wstepu-dziennikarza-do-sejmu). Trudności miały również ekipy filmowe, które chciały realizować materiały m.in. o pracy sejmu (https://www.rpo.gov.pl/pl/content/rpo-ograniczanie-filmowcom-wstepu-do-sejmu-moze-naruszac-konstytucje)

Informacja publiczna – nie mamy pańskiego płaszcza

Po czterech latach kumulacji negatywnych konsekwencji naruszenia zasady demokratycznej debaty mamy już do czynienia z bardzo poważnymi skutkami – nie tylko dla rządzących, aktywistów czy dziennikarzy, ale dla każdego.

W kadencji 2015-2019 charakterystycznym zjawiskiem było wielokrotne nowelizowanie tej samej ustawy:

  • Ustawa o podatku dochodowym od osób fizycznych była zmieniana 15 razy,
  • Ustawa o podatku akcyzowym 10 razy,
  • Kodeks karny 9.

Zdecydowana większość tych nowelizacji pochodziła z przedłożenia rządowego, co może być dowodem nie tylko braku koordynacji – jak wskazuje raport Fundacji Batorego – ale niewykonywania elementarnych prac analitycznych dotyczących wprowadzanych zmian (skoro można ich nie robić, to po co je robić?).

Jednak nie zawsze tak jest, że prawo z błędem można na czas naprawić. Przykładem z działania RPO jest sprawa Krajowej Rady Sądownictwa i jawności list osób popierających kandydatów. Błędy przy przyjmowaniu tej ustawy mają już dalekie konsekwencje: Kancelaria Sejmu odmawia wykonania prawomocnego wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego o ujawnieniu list poparcia dla kandydatów do nowej KRS. Działanie Kancelarii wpisuje się w generalny trend braku transparentności prac w Sejmie.

NSA orzekł, że listy te są informacją publiczną i obywatele mają do niej dostęp.

Rządzący robią wszystko, by list tych nie ujawnić. Co rodzi coraz większe podejrzenie, że ujawnienie tych list mogłoby ujawnić wadliwość powołania samej KRS – a zatem też wadliwość jej decyzji (a powołani przez nową KRS sędziowie orzekają już w tysiącach spraw zwykłych ludzi).

Ustawa o KRS – jak cały pakiet ustaw mających reformować wymiar sprawiedliwości – przyjmowana była pośpiesznie i bez debaty. Uwagi były ignorowane – a wśród nich były też takie, które wskazywały na błędy logiczne przyjmowanych rozwiązań, wskazujące, że sposób wprowadzania zmian spowoduje, że zabraknie kandydatów do KRS i podpisów poparcia dla nich.

Dziś, kiedy ostrzeżenia te najwyraźniej się sprawdziły, problemem staje się, jak rozwiązać wytworzony na skutek braku debaty problem KRS i jak ograniczyć jego ponure konsekwencje dla ludzi. Pojawił się więc kolejny radykalny projekt „poselski”, który ma rozwiązać problem poprzez karanie sędziów zachowujących się nie po myśli władzy.

Rola opozycji w parlamencie – debata na panelu

Problemu załamania się debaty i procesu legislacyjnego nie rozwiąże się już bez porządnej debaty publicznej, zwarzeniu wielu racji i interesów, rozwiązać się już nie da.

Zacznijmy od nazwania rzeczy po imieniu: - Ograniczanie roli sądów i roli ustrojowej parlamentu oznacza demontaż podstawowych mechanizmów ochronnych, jakie zawdzięczamy liberalnej demokracji – mówił prof. Mikuli. - Obserwujemy wydrążanie z kompetencji instytucji nie tylko prawnych (sądy) ale i odgrywających ogromną rolę w systemie politycznym (parlament).

To jest sprzeczne z europejskim doświadczeniem: w wielu parlamentach zmiana regulaminu wymaga kwalifikowanej większości, opozycja ma gwarantowany czas na podejmowanie inicjatyw legislacyjnych.

Zebrani pytali, jak wrócić do tych standardów. Jak to jak - przy pomocy kartki wyborczej

Zwrócono uwagę, że wszyscy zebrani na sali rozumieją wagę procesu legislacyjnego, konsultacji i roli ekspertów – bo sami są ekspertami. Ale opinia publiczna ma prawo tego nie rozumieć, zwłaszcza jeśli eksperci nie chcą tego przystępnie tłumaczyć.

Poza tym naukowe analizowanie procesu politycznego bez powiedzenia wprost, że centrum decyzyjne polskiego państwa wyniosło się poza instytucje państwa – na Nowogrodzką – to unik. Jak nie nazwiemy rzeczy po imieniu, to nie zrozumiemy, co się dzieje.

Patotreści w sieci. W czym problem? Co robić? Sesja 27 III KPO

Data: 2019-12-14
  • 37% nastolatków w wieku 13-15 lat przyznaje, że oglądało patotreści w internecie. 43% ma z nimi kontakt co najmniej raz w tygodniu. Robią to najczęściej z ciekawości.
  • Dla zdecydowanej większości było to niepokojące doświadczenie. 82% uważa, że tego typu treści powinny być zakazane
  • Z drugiej strony ponad jedna trzecia badanych sądzi, że patotreści pokazują prawdziwe życie
  • Czy dorośli wiedzą o tym? Czy wiedzą, że kiedy damy sobie radę z patostreamingiem, pojawi się nowe zagrożenie

Patostreaming to pokazywanie w internecie przemocy i wulgarnych treści, niekiedy będących łamaniem prawa. Nadawcy tych treści zarabiają na nich. Internauci wpłacają im też pieniądze za to, że zrobią coś odrażającego czy okrutnego (znęcanie się nad osobą bliską, bicie, poniżanie). Treści te mogą oglądać dzieci, czego rodzice często nie są świadomi. O skali zjawiska alarmują organizacje pozarządowe, wychowawcy, psychologowie, badacze społeczni.

RPO zauważył problem już w 2018 r. Zaprosił do współpracy przedstawicieli Ministerstwa Cyfryzacji, prawników, przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, policjantów, działaczy pozarządowych. Zainicjował dyskusję o skali zjawiska i jego prawnym uwarunkowaniu.

Dane zawarte w raporcie z badań „Patotreści w internecie”, opracowany przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę we współpracy z Rzecznikiem Praw Obywatelskich, przy wsparciu Orange Polska, są niepokojące. Badanie Przeprowadziła je wśród 400 polskich nastolatków w wieku 13-15 lat w marcu i kwietniu 2019 r. firma Focus Group Interviews.

Większość osób (88%), które oglądały patotreści, twierdzi, że było to dla nich niepokojące doświadczenie. Wielokrotnie takie odczucia po obejrzeniu tego typu materiałów miała 23%.

Patotreści postrzegane są przez młodzież przede wszystkim jako szkodliwe, zachęcające innych do naśladowania patologicznych zachowań (87%), a co za tym idzie powinny być zakazane w internecie (82%). Bardziej krytyczne w stosunku do tych materiałów są osoby, które ich nie oglądały, a tylko o nich słyszały. Krytycznie częściej wypowiadają się dziewczęta. Młodsze dzieci (10-12) są bardziej skłonne do oglądania tych treści.

Niepokojąco wysoki był odsetek osób (38%), które zgadzały się z tym, że zamieszczanie takich nagrań w sieci to dobry sposób na zarabianie pieniędzy. Ilustruje to wypowiedź jednego z respondentów wywiadu grupowego: „Żadne pieniądze nie śmierdzą”.

59% badanych wskazało, że ktoś dorosły rozmawiał z nimi na temat patotreści. Najczęściej był to rodzic (59%), częściej mama (51%) niż tata (33%). 17% osób deklaruje, że rozmowę o tym problemie podjął nauczyciel lub nauczycielka, a 7%, że psycholog lub pedagog szkolny.

Do panelu na temat patotreści zaprosiliśmy: Macieja Budzicha, autor bloga o mediach, marketingu i internecie – mediafun.pl, psycholożkę Martę Wojtas, Macieja Kępkę z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę i Zuzannę Rudzińską-Bluszcz, która stworzyła i koordynuje projekt przeciwdziałania patotreściom w BRPO. Spotkanie moderował Szymon Wójcik, koordynator Polskiego Centrum Programu Safer Internet w Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę

- Patostreamingiem zajęliśmy się w Biurze RPO półtora roku temu. Zaczęło się od maila-skargi od mężczyzny, sąsiada patostreamera – opowiadała Zuzanna Rudzińska-Bluszcz. - Mail był wstrząsający. Najpierw wydawało się nam, że chodzi o złe stosunki sąsiedzkie. Potem padło jednak słowo „patostreaming”. Ten mężczyzna pisał, że sąsiedzi uczynili sobie z nadawania na żywo z meliny środek zarobkowania. Zarabiali na tym kilka tysięcy miesięcznie. Transmitowali przemoc, to, jak wygląda życie patologicznej rodziny na bezrobociu. Proceder trwał mimo codziennych wizyt policji.

Zaczęłam badać tę sprawę. Skończyło się na zgłębianiu odmętów internetu. Im dłużej to robiłam, tym bardziej włos jeżył się na głowie. Szybko doszliśmy do wniosku w Biurze RPO, że nasza prawna wiedza nie wystarczy. Powołaliśmy okrągły stół do walki z patostreamami: zaprosiliśmy youtuberów, przedstawicieli platform internetowych, ministerstw.

W ten sposób – jak podkreślił Szymon Wójcik – temat przebił się do opinii publicznej.

Maciej Budzich: Teraz jednak środowisko patostreamerów jest już na kolejnym etapie rozwoju, nie pojawiły się nowe „gwiazdy”, być może publiczność się już nasyciła.. To wcale nie oznacza, że jest dobrze. Ci, którzy mają łeb na karku, przekształcają się w patoinfluencerów i stają się atrakcyjni dla reklamodawców.

Marta Wojtas: Młodzi oglądają te treści, bo patostreamy są źródłem żartów, mówi się o tym. Nikt nie chce odstawać od rówieśników.-A streamer wie, że może żądać od widza-dziecka wszystkiego, czyli pieniędzy.

Patotreści to krzyk rozpaczy jakiejś grupy młodych ludzi. Od kilku lat dzwonią do nas osoby, które są w złej kondycji psychicznej, mają myśli i próby samobójcze za sobą.

Bunt musi się jakoś wyrażać, trzeba jednak coś zrobić z tymi przeraźliwymi wzorcami zachowań.

Zdaniem Macieja Kępki egzekwowanie prawa przynosi jakieś efekty. Patostreamierzy byli już skazywanie, nawet nie za patostreaming, bo nie ma takiego przestępstwa, ale jeden np. dostał sądowy zakaz patostreamowania po tym jak pochwalił zabójstwo Prezydenta Adamowicza. Niestety, ci bardziej sprytni patostreamerzy wiedzą już, jak balansować na granicy praw i jej nie przekroczyć, a nadal zarabiać na reklamach.

Maciej Budzich skonstatował z goryczą, że dziś miarą wartości człowieka jest liczba lajków. Co ma zrobić 19-latek, do którego ustawia się rząd fanek z prośbą: „podpisz mi się na piersiach!". Ten model kariery jest bardzo atrakcyjny. Ja do końca nie wiem, jak z tym walczyć.

Podobnie jak Zuzanna Rudzińska-Bluszcz podkreślał, że granicą interwencji państwa jest jednak wolność słowa, prawo do twórczości i samorealizacji – dlatego rozwiązywanie problemu patotreści jest tak trudne. – Miałem wiele spotkać z uczniami, nauczycielami i widziałem duży rozdźwięk między świadomością młodzieży i nauczycieli, młodzi wiedzieli więcej ode mnie.

Przykład, jaki padł z sali, dotyczył utworu „Patointeligencja” młodego rapera Maty. Jest drastyczny w treści, ale trzeba naprawdę złej woli, by uznać to za patotreść. Młody człowiek opowiada w tym utworze o doświadczeniu młodych ludzi.

Michał Boni, były minister cyfryzacji a obecnie pracownik naukowy SWPS zwrócił uwagę na znaczenie współpracy między instytucjami państwa.

Perspektywy reformy w zakresie zdrowia psychicznego – konsekwencje pilotażowego programu. Sesja 31 III KPO

Data: 2019-12-14
  • W Polsce z pomocy lekarzy psychiatrów rocznie korzysta ok. 1,2 mln Polaków. Na milion mieszkańców przypada tylko 90 psychiatrów, co plasuje nasz kraj na przedostatnim miejscu w UE[1].
  • Nasz system leczenia psychiatrycznego nadal odbiega od nowoczesnego modelu funkcjonującego w krajach Europy Zachodniej. Opieka psychiatryczna opiera się w Polsce przede wszystkim na jednostronnej i ubogiej ofercie dużych szpitali psychiatrycznych, z bardzo ograniczoną ofertą terapeutyczną.
  • Leczenie psychiatryczne sprowadza się do izolacji osób chorych. Struktura organizacyjna dużego szpitala nie sprzyja zaś indywidualnemu i podmiotowemu podejściu do chorego, a dłuższy pobyt w takim miejscu prowadzi do przewlekłego leczenia zaburzeń psychicznych. Ten archaiczny model opieki instytucjonalnej ogranicza prawa osób chorych do niezależnego życia i prowadzi do ich wykluczenia ze społeczeństwa.

W tych realiach udało się, po wielu latach, wdrożyć program pilotażowy, którego celem jest odejście od XIX-wiecznego modelu psychiatrii stacjonarnej na rzecz form ambulatoryjnych.  Wszystko to dzieje się w warunkach niedofinansowania, braku rozwiniętej opieki środowiskowej, za małej liczby specjalistów, długich kolejek do specjalistów — z problemami tymi, z perspektywy programu pilotażowego przyjrzeli się:

  1. Marek Balicki – pełnomocnikiem Ministra Zdrowia do spraw reformy w psychiatrii, członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP oraz Komisji Ekspertów ds. Ochrony  Zdrowia Psychicznego przy RPO.
  2. Prof. Jacek Wciórka- lekarz psychiatra, profesor medycyny, kierownik I Kliniki Psychiatrycznej w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, członek  Komisji Ekspertów ds. Ochrony Zdrowia Psychicznego przy RPO .
  3. Prof. Piotr Gałecki - kierownik Kliniki Psychiatrii Dorosłych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, dyrektorem ds. lecznictwa w szpitalu im. J. Babińskiego w Łodzi i konsultantem krajowym w dziedzinie psychiatrii, nauczyciel akademicki, wykładowca Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie, członek Komisji Ekspertów ds. Ochrony Zdrowia Psychicznego przy RPO.

Pilotaż centrów zdrowia psychicznego stanowi realizację Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego realizowanego w latach 2017 - 2022. Program pilotażowy wystartował 1 lipca 2018 r.  i trwać ma 2,5 roku.

Celem pilotażu jest przetestowanie w ciągu trzech lat nowych warunków organizacji i sposobu finansowania opieki psychiatrycznej u dorosłych. Później takie zmiany mają zostać wprowadzone w całej Polsce.

Podstawowym założeniem programu jest przeniesienie ciężaru opieki psychiatrycznej z zamkniętego szpitala psychiatrycznego (tzw. modelu izolacyjnego) do środowiska lokalnego. Model izolacyjny, jak podkreślali Uczestnicy, nie służy bowiem leczeniu pacjentów, gdyż jest przede wszystkim nastawiony na minimalizację ryzyka wystąpienia zachowań niebezpiecznych. Nadto, duży szpital psychiatryczny nie zapewnia swoim pacjentom opieki lekarskiej w zakresie innych chorób somatycznych, którymi często dotknięci są pacjenci szpitali psychiatrycznych.

Pilotaż jest finansowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia, a jego realizację nadzoruje i koordynuje Minister Zdrowia przy pomocy Biura ds. Pilotażu. W programie biorą udział podmioty lecznicze zlokalizowane na terenie kraju, wytypowane przez Ministra Zdrowia.

Od ubiegłego roku w 14 województwach działa 27 takich centrów zdrowia psychicznego. Funkcjonują one zarówno w dużych miastach, jak i powiatach, gdzie dominuje ludność wiejska. Celów programu jest bowiem wyrównanie dostępności opieki psychiatrycznej na obszarach miejskich i wiejskich. Nowym sposobem organizacji i finansowania opieki psychiatrycznej objęto w pierwszym roku programu 10 proc. dorosłych Polaków. Centra mają obejmować społeczność od 50 do 200 tys. mieszkańców, czyli np. ludność powiatu lub dzielnicy dużego miasta.

Wkrótce  pilotaż zostanie poszerzony o nowe ośrodki w Poznaniu, Bydgoszczy i Lublinie oraz powstać ma osiem centrów w mniejszych ośrodkach - dwa będą w tych województwach, w których do tej pory ich nie było, czyli wielkopolskim i opolskim. Kolejne powstaną tam, gdzie dotąd działało jedno centrum, a więc w pomorskim, dolnośląskim, warmińsko-mazurskim, świętokrzyskim. Powstanie też centrum w Bełchatowie, oraz w powiecie myślenickim oraz  krakowski szpital w Kobierzynie.

Centra zdrowia psychicznego są odpowiedzialne za udzielanie wszystkim potrzebującym ze swojego rejonu kompleksowej pomocy psychiatrycznej, w warunkach stacjonarnych (psychiatrycznych, w miejscu udzielania pomocy doraźnej); dziennych psychiatrycznych (oddział ogólny całodobowy), ambulatoryjnych (porada lekarska, porada psychologiczna, sesja psychoterapii, wizyta domowa) oraz leczenia środowiskowego (domowego), w ramach której pacjent będzie mógł uzyskać poradę lekarza i psychologa, wizytę terapeuty środowiskowego czy sesję psychoterapii.

Obecnie osoba, która potrzebuje pomocy w związku z kryzysem psychicznym, zgłasza się do punktu zgłoszeniowo-koordynacyjnym (PZK), w którym dyżuruje personel medyczny: psychologowie, pielęgniarki psychiatryczne, terapeuci środowiskowi. W zależności od sytuacji udzielają oni informacji lub dokonują wstępnej oceny stanu zdrowia psychicznego i ustalają wstępny plan działania. Jeśli jest to przypadek pilny, wizyta u psychiatry i rozpoczęcie leczenia zaczyna się nie później niż w ciągu trzech dni od zgłoszenia (72 godziny). Taki wymóg jest określony w rozporządzeniu Ministra Zdrowia w sprawie pilotażu. Z danych przekazanych przez centra wynika, że termin ten jest przestrzegany. Do punktu można się zgłosić każdego dnia roboczego między godziną 8 a 18, bez wcześniejszego umawiania się. Może przyjść także osoba bliska, członek rodziny, aby zasięgnąć informacji o możliwościach uzyskania pomocy. To rewolucja w pierwszym kontakcie z systemem.

Nowością jest możliwość zatrudniania w CZP asystentów zdrowienia, tj. osób z doświadczeniem kryzysu psychicznego po odpowiednim przeszkoleniu. Asystent zdrowienia, to osoba, która jest już wyprowadzona z kryzysu psychicznego, która wie ze swojego doświadczenia, jakie to są problemy.

Pilotaż zmienił także sposób finasowania świadczeń. Placówki biorące udział w pilotażu nie otrzymują pieniędzy, tak jak teraz, za wizytę czy dzień pobytu w szpitalu, lecz za opiekę nad jakąś grupą mieszkańców. Ryczałt wyliczany jest według liczby dorosłych mieszkańców na określonym terenie. Stawka kapitacyjna na osobę dorosłą wynosi 75 zł, a placówka pieniądze dostaje w transzach miesięcznych.

Obecnie nie można jeszcze dokonać oceny działania CZP, gdyż okres w jakim funkcjonują jest za krótki. Odnotowano natomiast zwiększoną ilość udzielanych porad ambulatoryjnych, skrócenie czasu hospitalizacji, a w niektórych szpitalach również ilość hospitalizacji. Uczestnicy podkreślali, że model środowiskowy przynosi lepsze efekty leczenia , zapewnia lepsze funkcjonowanie osób chorych w społeczeństwie i skutkuje mniejszą ilością rehospitalizacji. Model środowiskowy nastawiony jest na pacjenta, a nie na instytucję udzielającą świadczeń medycznych.

Rekomendacje:

  • potrzeba uregulowania ustawowego działania centrów zdrowia psychicznego
  • potrzeba zwiększenia środków finansowych na psychiatrię
  • potrzeba zmiany sposobu leczenia uzależnień, które zostały wyłączone z programu pilotażowego
  • wyodrębnienie organizacyjne centrów oraz zmiana sposobu ich finansowania i rozliczania dostosowana od specyfiki ich działania.
 

[1] Według danych Naczelnej Izby Lekarskiej, psychiatrów aktywnych zawodowo jest w Polsce około 4,2 tys. Dla porównania, w Niemczech jest 18,2 tys. psychiatrów, a we Francji 15,2 tys. W efekcie czas oczekiwania na wizytę wynosi nawet kilka miesięcy, co dla osób z myślami samobójczymi, czy w kryzysie  - zdecydowanie za długo.

 

#porozmawiajMY - Gry zaangażowane społecznie – misja społeczna w grach

Data: 2019-12-14

Graj dla wiedzy i rozbudzenia empatii

Prawa człowieka, dramat uchodźców, uzależnienia, efektywność drzew w oczyszczaniu powietrza...jak przekazywać tę wiedzę, żeby było to nie tylko zrozumiałe i ciekawe, ale też pobudzało (zwłaszcza młodych ludzi) do działania?

Na przykład poprzez gry!  A takich gier, które tłumaczą trudne problemy społeczne, pokazują inną rzeczywistość (np. jak świat widzi autystyczne dziecko, lub osoba uzależniona od alkoholu) zmieniają sposób patrzenia na problemy społeczne i rozbudzają empatię jest coraz więcej. Mówił o tym podczas III Kongresu Praw Obywatelskich pan Grzegorz Zyzik - groznawca z Uniwersytetu Opolskiego. 

W swojej prezentacji pokazał przykłady wielu gier wideo i internetowych, które w przystępnej formie uczą radzić sobie z trudnymi emocjami,  pozwalając wcielić się w sytuację jednostki mierzącej się z problemem – w ten sposób grający lepiej rozumie znaczenie „inności”, ale też uczy się, jak sobie z tym radzić. Pomaganie online, często przekłada się potem na chęć działania na rzecz innych w realnym świecie.

Zatem grajmy i zachęcajmy do tego innych. 😊

Symulacja procesu sądowego: Na cyberprzemoc są paragrafy - sesja 20 III KPO

Data: 2019-12-14
  • Kiedy eksperci zastanawiali się, jak wyjść z kryzysu praworządności, w wielkim audytorium obok odbywał się spektakl-symulacja, w którym prawdziwy sędzia Arkadiusz Krupa pokazywał młodym uczestnikom i widzom, jak działa sąd.
  • Przed tym wysokim, bo ustawionym na scenie sądem pojawili się – jako aktorzy - uczniowie i absolwenci Szkoły Podstawowej im. Karola Miarki w Pielgrzymowicach.
  • Są oni autorami akcji „Słowa Krzywdzą” (wraz z opiekunami Martą Florkiewicz-Borkowską i Agatą Dziendziel, radcami prawnymi Dariuszem Wójcikiem i Michałem Grabcem z Kancelarii GW LEGAL Grabiec & Wójcik z Katowic, psycholożką Patrycja Żak oraz Adamem Bieńko z UKS Oktagon).

Symulację poprowadził pomysłodawca i autor scenariusza - sędzia Sądu Rejonowego w Łobzie Arkadiusz Krupa. Zaś cały spektakl powstał dzięki współpracy trzech śląskich organizacji: Stowarzyszenia Mediatorów „Consensus”, Fundacji NoDrama oraz ImproSilesia oraz szczególnemu zaangażowaniu Agnieszki Stachury i Agnieszki Prycy.

Symulacja procesu sądowego to rodzaj interaktywnego spektaklu. Wykorzystuje elementy dramy edukacyjnej, która opiera się na naturalnej zdolności człowieka do wchodzenia w rolę i stawia na naukę przez doświadczenie. Pokazuje, jak działa wymiar sprawiedliwości w sprawach związanych z czynami zabronionymi, które często dotyczą młodych osób.

Przedmiotem rozprawy była cyberprzemoc stosowana przez 17-letniego ucznia wobec swojej koleżanki. Mogliśmy zobaczyć, na czym polega manipulowanie treściami w internecie, jak hejt wpływa na ofiarę i na sprawcę, oraz jakie są konsekwencje fałszywego oskarżenia przed sądem.

Oskarżonym był uczeń Tomasz Brzozowski.

Stanął przed sądem za to, że „przez pół roku uporczywie nękał pokrzywdzoną Kingę Zdunek w ten sposób, że wielokrotnie wysyłał do niej niechciane wiadomości tekstowe SMS jak też wiadomości na portalach społecznościowych, w których nakłaniał ją do utrzymywania z nią relacji towarzyskich, spotkań, udzielania odpowiedzi na wysyłane wiadomości, groził wyrządzeniem krzywdy w ten sposób, że zniszczy jej opinię w szkole, rozgłosił niekorzystne informacje z jej życia, a także wielokrotnie śledził ją, kiedy wracała ze szkoły do domu. Oskarżony uczeń za pośrednictwem Facebooka zmuszał koleżankę do spotkania się z nim, a na jej profilu umieszczał szkalujące ją informacje twierdząc, że źle się prowadzi i że za pieniądze pozwala robić sobie zdjęcia w szkolnej toalecie. Groził jej także śmiercią i pocięciem jej twarzy żyletką w wiadomościach smsowych”.

Spektakl rozpoczyna opis relacji domowych Kingi doświadczającej stalkingu, który doprowadził dziewczynę do próby samobójczej. Kinga to ofiara przemocy doświadcza niezrozumienia ze strony matki i siostry. Pojawia się także wątek pewności sprawcy – przecież w internecie, każdy może się pod kogoś podszyć, wg matki sprawcą krzywd wyrządzonych jej córce nie musiał być Tomek –  kolega ze szkoły oskarżany przez Kingę o stalking.

Dodatkowym obciążeniem dla Kingi staje się sytuacja w szkole. Jedna z koleżanek miała zeznawać na jej korzyść i przedstawiać kluczowe dla sprawy dowody. Niestety zastraszona przez Sprawcę boi się mieszać, nie chce mieć problemów wśród rówieśników. Kinga znów zostaje sama. Z jej problemów śmieje się już cała szkoła. Niewielkie wsparcie otrzymuje także od szkolnej psycholożki. Ostatecznie dochodzi do aresztowania młodego sprawcy cyberprzemocy oraz rozprawy sądowej.

Podczas spektaklu sędzia Krupę tłumaczył publiczności, na czym polega rozprawa  w sądzie, gdzie siedzą poszczególni uczestnicy.  Opowiadał także o tym, że sędzia zna akta postępowania, większość świadków została już bowiem przesłuchana, ale po to należy powtórzyć te czynności, aby sędzia mógł bezpośrednio spotkać się ze świadkami, z innymi dowodami, wysłuchać ich i dokonać oceny ich wiarygodności.

Oskarżony chłopak podczas rozprawy nie przyznawał się do winy. Podkreślał, że jego konto fejsbukowe oraz inne komunikatory, których historia wskazywała na nękanie Kingi, były używane przez inne osoby, zaś tych wiadomości, które on pisał nie postrzegał jako karalne. Czuł się wręcz ofiarą całej sytuacji, podkreślając, że jest to nieporozumienie, bo w rzeczywistości przecież nic koleżance nie zrobił.

Podczas rozprawy mieliśmy też okazję zobaczyć pełną formułę składania zeznań przez Poszkodowaną, Oskarżonego, świadków oraz biegłych.

Spektakl, dobitnie pokazywał, jak wielkim stresem jest to dla każdej ze stron postępowania, niezależnie od sytuacji.

Podczas całej symulacji Sędzia tłumaczył między innymi, jakie są konsekwencje składania zeznań niezgodnych z prawdą, a jakie  następstwa wywołuje odmowa składania zeznań,, do której uprawione są np. najbliższe osoby Oskarżonego. Pouczył również, że jeśli świadek, który mógł odmówić składania zeznań, ale nie zrobił tego i podał na przykład policji hasło do swojego konta na Facebooku, i udostępnił korespondencję z Oskarżonym, to nawet jeśli potem zmienił zdanie, i nie chce już zeznawać, to wydruki takich wiadomości będą miały znaczenie jako dowód w sprawie.

Cały spektakl kończy wykonanie przez główną bohaterkę piosenki Kasi Kowalskiej pt. spowiedź, by uzmysłowić widzom stan ducha każdej osoby doświadczającej przemocy psychicznej, a tym bardziej cyberprzemocy, którą – na szczęście tylko pozornie – trudniej udowodnić.

„Mówiłeś mi,  że przyciągam gniew, że za nic masz mą niewinność kazałeś mi trudna droga iść za stróża mieć tylko ciemność, patrzyłeś jak wolno staczam się i spadam w otchłań bezdenną widziałeś, jak mieszam z winem krew by obłaskawić codzienność”

Na koniec dwa zdania od prowadzącego symulację sędziego Krupy:

Poczucie anonimowości w internecie jest olbrzymie, ale granice wyrażania poglądów muszą spotkać się jednak z granicą prywatności  i wolności drugiej osoby. 

Przestępstwa  popełniane w cyberprzestrzeni nie giną, bo wywołują realne skutki, dlatego jak każde inne muszą i są karane. W przypadku przedstawionej historii Prokurator wnioskował o pozbawienie wolności dla Oskarżonego. I choć proces nie pozostawił złudzeń co do jego winy, a kara  wydaje się być  niezbędna, warto zastanowić się nad jej wymiarem.  

W takich sytuacjach kara powinna być jednak szczególnie głęboko przemyślana., chociażby dlatego, ze dotyczy bardzo młodego człowieka. Czasem lepsze korzyści  niż jego zatrzymanie przyniesie  nałożenie na niego prac społecznych, dzięki którym może nauczy się inaczej podchodzić do drugiego człowieka. – zakończył Arkadiusz Krupa.

Outsourcing misji. Media prywatne i obywatelskie w czasach chaosu medialnego próbują zastępować TVP. Sesja 25 III KPO

Data: 2019-12-14

Panel organizowany przez medium obywatelskie OKO.PRESS

  • Czy da się zastąpić media publiczne, jeśli nie realizują one swej misji?
  • Na jakie zagrożenia napotykamy? Jakie mamy szanse
  • Panel z udziałem wybitnych dziennikarzy, w tym nagrodzonego właśnie nagrodą Grand Press Tomasza Sekielskiego, moderowali twórcy i autorzy niezależnego portalu Oko.press Piotr Pacewicz i Magdalena Chrzczonowicz.
  • Publiczność miała swojego rzecznika. Został nim Edwin Bendyk
  • Wyszliśmy z panelu z kilkoma pomysłami, jak wyjść poza bańkę i pyskówkę polityczną. Zainspirowani, choć bez gotowych odpowiedzi

Media publiczne nie realizują dziś misji mediów publicznych, jaką są "zróżnicowane programy i inne usługi w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu”.

Nie przestrzegają też zasad innych opisanych w tej samej Ustawie o radiofonii i telewizji, zgodnie z którymi powinny m.in.

  • kierować się odpowiedzialnością za słowo;
  • rzetelnie ukazywać całą różnorodność wydarzeń i zjawisk w kraju i za granicą;
  • sprzyjać swobodnemu kształtowaniu się poglądów obywateli oraz formowaniu się opinii publicznej;
  • umożliwiać obywatelom i ich organizacjom uczestniczenie w życiu publicznym poprzez prezentowanie zróżnicowanych poglądów i stanowisk oraz wykonywanie prawa do kontroli i krytyki społecznej;
  • służyć rozwojowi kultury, nauki i oświaty, ze szczególnym uwzględnieniem polskiego dorobku intelektualnego i artystycznego;
  • sprzyjać integracji społecznej, w tym przeciwdziałać wykluczeniu społecznemu.

Zwłaszcza Telewizja Polska narusza swoją misję uprawiając propagandę polityczną, a także skupiając na komercyjnych działaniach nastawionych na zwiększanie oglądalności kosztem jakości.

Outsourcing misji publicznej. Trzy wyzwania:

W tej sytuacji dochodzi do swoistej zamiany ról i outsourcingu misji publicznej: media prywatne i niezależne (obywatelskie) podejmują elementy misji publicznej.

Stają jednak wobec trzech zagrożeń:

  • politycznym (zagrożenie ze strony władz, grozi scenariusz Węgier Orbana, już obecnie fala procesów i ataków w wykonaniu polityków i mediów prorządowych);
  • finansowym (po rewolucji internetowej załamał się modelu finansowania mediów). Jak utrzymać jakościowe dziennikarstwo nie goniąc za klikami?
  • pułapka bańki. Działanie w warunkach ograniczania demokracji i populistycznego przekazu zachęca do zaangażowania w obronie wartości i wyrazistej krytyki władz. Grozi to zamknięciem w "bańce opozycyjnej". Jak zachować rozum i godność przekazu działając pod presją autorytarnej władzy masowo produkującej fake newsy?

Osobnym problemem jest - dla publikacji w sieci - działanie w przestrzeni medialnej, która jest regulowana przez gigantów (FB i Google) w sposób nieprzejrzysty.

Paneliści/Panelistki: 

  • Tomasz Sekielski, laureat Nagrody Radia Zet i Grand Press
  • Kalina Błażejowska z „Tygodnika Powszechnego” pisząca o misji TVP
  • obywatel-dziennikarz. Włodek Ciejka, Twórca "Włodek Ciejka Tv" ,
  • Aleksandra Sobczak, zastępczyni redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”
  • Edwin Bendyk. „Polityka”, który na panelu objął funkcję Rzecznika Praw Publiczności (z inicjatywy Piotra Pacewicza)

Moderowali: Piotr Pacewicz, współtwórca i wieloletni wicenaczelny Gazety, twórca Oko.press, Magdalena Chrzczonowicz, sekretarzyni redakcji Oko.press

Zaczął rzecznik Bendyk: Media publiczne w dzisiejszej sytuacji chaosu informacyjnego powinny być punktem odniesienia, triangulacji dyskusji (ułatwiające ustalenie tego, co jest prawdą)?

Potem Bendyk poprosił o pytania z sali. I sala je zadała:

Jakie macie pomysły na wyjście z bańki? My stworzyliśmy inicjatywę „Nowa bibuła – kolportujemy ją pdf-ami, ludzie te ulotki potem drukują. To jest nasz pomysł na wyjście z bańki.

  • Jak budować narzędzia społeczeństwa obywatelskiego w sieci – nie przez polaryzowanie a przez budowanie wspólnoty (w kontekście patotreści)
  • Jak finansować media niezależne
  • Jak zareagujecie na pomysł powstania domu medialnego, który przejmie zarządzanie rynkiem reklam Skarbu Państwa?
  • Jak chcecie dotrzeć do nieprzekonanych? Yputube jest jednym z rozwiąń, czy są inne?
  • Dlaczego żyjemy w świecie postprawdy w dziedzinie zdrowa?
  • Jak dziś pracuje dziennikarz, jak zdobywa informacje, ile mu to zajmuje, z czego żyje?
  • Czy jako dziennikarze nie daliście się zdominować politykom?
  • Czy jest nadzieja dla TVP?

Pytania zostały pogrupowane i wokół nich koncentrowała się rozmowa.

O wychodzeniu z bańki

Tomasz Sekielski zrobił film o pedofilii w Kościele katolickim. Obejrzało go dwadzieścia kilka milionów widzów na Youtube. Przyznaje, że film wyszedł poza środowisko liberalno-lewicowe. Na spotkania z Tomaszem Sekielskim przychodzą w różnych miejscowościach kraju ludzie o różnej wrażliwości i poglądach. Ale siła rażenia tego filmu jest oparta na emocjach.

Czy w taki sam sposób można dotrzeć z innymi tematami?

Sekielski: – Nie mam recepty na to. Uważam, że trzeba być uczciwym i robić to, w co się wierzy. Ale w świecie mediów „tożsamościowych”, kierowanych do wąskich grup być może nie da się wyjść z bańki.

Aleksandra Sobczak: Wychodzenie z bańki trzeba zacząć od tego, żeby to sobie bycie w bańce uświadomić. A potem zmienić sposób myślenia na bardziej empatyczny. Stosować rozmowę jako narzędzie, wyjeżdżać z Warszawy, słuchać. Narzędzia reporterskie są receptą. Zwróćcie uwagę, że nie możemy jednak rozmawiać z ważnymi politykami – bo oni nie rozmawiają. Instytucje publiczne nie odpowiadają na pytania, albo przysyłają polemiki nie odpowiedzi.

Pacewicz: Ale  Tomek Sekielski właśnie zastosował tę technikę. Dał głos każdemu.

Kamila Błażejowska: Dziś misją jest prostowanie manipulacji i kłamstw. I to przebija bańkę – te objaśnienia rozchodzą się wiralowo. Naprawianie tego, co psuje TVP, ma sens (Błażejowska opisała historię eksperta TVP Adama Tomczyńskiego podpisywanego na pasku jako „wieloletni sędzia”: po sprawdzeniu okazało, wiele lat temu odszedł z zawodu z powodu postępowania dyscyplinarnego. Na ten tekst powoływał się Robert Mazurek – jedyny dziennikarz, z którym rozmawiają przedstawiciele władzy, mimo że zadaje im pytania).

Pamiętajcie, że w bańce tkwi bardziej lewa strona niż prawa. Widzowie TVP oglądają inne stacje – zauważyła Błażejowska.

Piotr Pacewicz: Ale czy prostowanie faktów to wychodzenie z bańki? Z naszego doświadczenia wynika, że ludzie to czytają, bo nie chcą oglądać kłamliwych programów (a nie – najpierw oglądają, a potem sprawdzają)

Pytanie z sali:  a nie moglibyście robić insertów, które wrzucalibyśmy sąsiadom z innej bańki?

Włodek Ciejka: Praca we własnej bańce ma też sens. Bo istotą dziennikarstwa jest pokazywanie, że świat jest bardziej skomplikowany, niż myślimy. To nieprawda, że wszyscy myślimy tak samo – nawet jak jesteśmy w jednej bańce. Możemy przecież pytać, czy jedynie słuszna polityka opozycji jest jedynie słuszną polityką. Możemy pytać, czy wyrok na Jana Śpiewaka jest słuszny, choć w bańce panuje przekonanie, że sądów trzeba bronić, a nie krytykować.

Rozwiązaniem jest synergia między małymi mediami obywatelskimi i tymi większymi.

Pacewicz: Doświadczeniem Oka.press jest to, że nie ma jednej bańki – jest piana. Jest bąbel polityczny, ale bąbel  dotyczący środowiska jest inny, inny dotyczy praw kobiet, inny – osób z niepełnosprawnościami.

Pytania z sali (sędziego i byłej dziennikarki): używanie języka „nasz/wasz”,  zaostrza konflikt i tworzy bańki. Ważnym doświadczeniem była kongresowa rozmowa o Komunikacji zgodnej z wartościami. Radykalność ocen i języka jest ogromnym problemem.

Pacewicz: To jest nasz codzienny problem. Bo wiemy, że mdły przekaz się nie przebije. A jak się nie przebijesz, nie będziesz miał z czego żyć.

Błażejowska: „Tygodnik Powszechny” sprzedaje się okładkami, na których są tematy społeczne, zdjęcia mądrych starych ludzi – dowodzimy, że to nie prawda, że tylko ostry komunikat się sprzedaje.

Sekielski: w telewizji to nie działa. „Ogląda się” spór i konflikt. Mądre rozmowy śp. Grzegorza Miecugowa nadawane były przed północą…. Może nauczyliśmy ludzi, że radykalne jest fajne?

Jak realizować misję w podzielonym środowisku, jak funkcjonuje środowisko, jak być w zgodzie z sobą

Sekielski: a jesteście pewni, że jest zapotrzebowanie na misję? - TVP pokazuje także świat pozapolityczny, ale to widzów nie interesuje. Proces komercjalizacji, czyli wędrowania za tym, co widza interesuje, postępował od lat. Kto z Państwa ogląda Teatr Telewizji? Kto z Was wie, kiedy on jest (szmer na sali). Programy dla rolników? Rolnicy spokojnie obejrzą je w internecie, nie musimy do tego utrzymywać całek gigantycznej struktury TVP.

Być może więc rozwiązaniem jest odchudzenie TVP, wyznaczyć im konkretne zadania (a nie mówić ogólnie o „misji”) i to finansować z pieniędzy publicznej.

Aleksandra Sobczak: Jeśli nikt nie chce oglądać programów misyjnych TVP, to dlatego, że są źle robione. Można wyjść z bańki.

Kalina Błażejowska: Dziś misją jest prostowanie manipulacji i kłamstw. I to ma sens

Finansowanie

Sobczak: stworzenie funduszu finansującego finansowanie przez spółki Skarbu Państwa media sprzyjające władze (pytał o ten pomysł na początku RPO Adam Bodnar) tylko domknie system, ale go nie zmieni. Tak już jest teraz.

Edwin Bendyk w imieniu publiczności dopytywał: jednak spada oglądalność telewizji prywatnych, nakłady prasy drukowanej lecą na łeb na szyję. Polityka utrzymuje się już w większości z abonamentów, w tym abonamentów cyfrowych. Oko.press stworzyło model wsparcia obywatelskiego.

Ciejka: Naszą robotę wykonujemy w czasie wolnym od innej pracy. Musimy przestać wstydzić się mówić o pieniądzach

Sekielski: Do rozwoju mediów niezależnych potrzebne są pieniądze.

A jakie jest doświadczenie crowfundingu?

Sekielski: prywatne datki nie sfinansują mediów. Biznes może narzekać na sytuację, ale nie da pieniędzy (kiedy się delikatnie o to pytam, od razu okazuje się, że rozmówca ma bardzo pilne sprawy związane ze swoim jachtem, wyjazdem w dalekie kraje…)

Sobczak: A ja sądzę, że najgorsze już za nami. Powstaje nowy model finansowy, niezależny od reklam – ale od wpłat czytelników i widzów. To jest zdrowe i zaczyna się udaje. Crowdfunding sprawdza się w konkretnych pytaniach, resztę trzeba finansować budując zaufanie do marki.

Wnioski

  • Ważne są narzędzia reporterskie, zadawanie pytań i słuchanie, a nie ogłaszanie swoich poglądów
  • Być może więc rozwiązaniem jest odchudzenie TVP, wyznaczyć im konkretne zadania (a nie mówić ogólnie o „misji”) i to finansować z pieniędzy publicznej.
  • Muszą być wyciągnięte konsekwencje za łamanie ustawy medialnej
  • Wyrzucenie nas ze strefy komfortu lat 90. przysłuży się naszemu środowisku
  • Ważna jest współpraca małych lokalnych mediów obywatelskich z większymi
  • Ważne są instytucje medialne – nie „sam interenet”, który jest groźnym żywiołem
  • Przyszłość mediów zależy od obywateli, czytelników, widzów, słuchaczy

Efektywność sądownictwa i prawa rodzicielskie. Sesja 24 III KPO

Data: 2019-12-14
  • Rozstanie rodziców i ich konflikt o sposób wychowania dziecka zawsze to dziecko emocjonalnie obciąża. Sposób, w jaki to następuje, ma wpływ na jego przeżycia i rozwój psychofizyczny. Jednocześnie skutki rozstania angażują wielu ludzi wokół – znajomych, przyjaciół, pedagogów, psychologów, sędziów, kuratorów, adwokatów, policję, lekarzy. Wszyscy oni są ważni. Wszyscy mogą przyczynić się do tego, aby rozstanie rodziców nie było dla dziecka nieprzezwyciężalną traumą.
  • Tymczasem w polskich sądach postępowania przeciągają się. To dodatkowa trauma. Choć każda kolejna nowelizacja przepisów prawa ma na celu usprawnienie działań sądu, to ciągle zamierzony cel trudno jest osiągnąć.
  • Dlaczego tak jest, w czym tkwi problem, jak możemy temu przeciwdziałać i czy w ogóle możemy temu przeciwdziałać?
  • Prelegenci jako praktycy znają problem i wiedzą, jakie negatywne skutki niesie ze sobą przewlekłość postępowań w sprawach rodzinnych. Umieli więc rozbudować listę spraw do załatwienia.

W Polsce rozpada się mniej więcej co trzecie małżeństwo – w miastach jest to już prawie co drugie małżeństwo. To ok. 65 tysięcy rozwodów rocznie. W 2013 roku ponad 51 tys. dzieci w wieku 0-15 lat doświadczyło rozwodu rodziców. A nie mamy przecież danych o rozpadających się związkach nieformalnych, w których rodzi się ponad 22% wszystkich polskich dzieci. Konflikt i rozstanie rodziców zawsze obciąża emocjonalnie dziecko. Sposób, w jaki rodzice się rozstają, ma wpływ na jego przeżycia i rozwój. Z drugiej strony – rozstanie to nie jest coś, co dzieje się tylko w rodzinie. 

Zgodnie z prawem przedstawicielami ustawowymi dziecka są rodzice i pozostaje ono pod ich władzą rodzicielską. Jeśli rodzice są razem, każde z nich może działać samodzielnie jako przedstawiciel ustawowy dziecka – tak stanowi Kodeks rodzinny i opiekuńczy. Sytuacja może ulec zmianie, gdy rodzice podejmą decyzję o rozstaniu oraz gdy rozpocznie się między nimi spór w sprawach wychowania i utrzymania dziecka.

Wtedy bardzo często to sąd decyduje, kto będzie sprawował opiekę, gdzie będzie mieszkało dziecko, jak będą wyglądały kontakty dziecka z drugim rodzicem. Każdy z rodziców może tu zająć odmienne stanowisko procesowe, a spory między nimi mogą znacząco utrudniać wydanie orzeczenia kompleksowo zabezpieczającego dobro dziecka.

Spór między rodzicami ma niewątpliwie bezpośrednie przełożenie na długotrwałość postępowań.

Rzecznik Praw Obywatelskich w ciągu ostatnich lat wskazywał na kilka kluczowych kwestii, od których zależy poprawa tej sytuacji:

Wskazane byłoby, aby dziecko przed sądem miało swojego pełnomocnika (odrębnego od pełnomocnika procesowego rodziców). We wrześniu tego roku weszły w życie nowe przepisy Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, regulujące instytucję kuratora reprezentującego dziecko.

RPO wraz z organizacjami społecznymi promuje też Standardy pomocy dziecku w sytuacji rozstania rodziców, stwierdził bowiem, że sprawny i chroniący dziecko tryb postępowania przed sądem możliwy jest także dzięki dobrej współpracy wielu instytucji – nie tylko rodziców i sądu, ale także służby kuratorskiej, opiniodawczych zespołów sądowych specjalistów, placówek oświatowych, służby zdrowia, policji, instytucji pomocy społecznej.

Głębsza analiza sytuacji samego sądownictwa rodzinnego możliwa była dzięki zorganizowanemu w 2018 r. przez RPO Kongresowi Praw Rodzicielskich. Panel zatytułowany: Efektywność postępowań sądowych w sprawach rodzinnych zakończył się wtedy konkretnymi postulatami, by:

  • przemodelować sposób zarządzania sądami – funkcjonowanie sądów to problem systemowy, który w postępowaniach rodzinnych ma szczególne znaczenie (czas dla dzieci płynie zupełnie inaczej);
  • zacząć od namawiania rodziców do terapii rodzinnej;
  • zmienić podejście sędziów do spraw (np. możliwość składania prywatnych opinii, uwzględnianie tych opinii);
  • doprowadzić do tego, by sąd podejmował inicjatywy z urzędu, mając na względzie szeroko pojęte dobro dziecka – w szczególności mające na celu zawarcie ugody;
  • doprowadzić do tego, by raporty kuratora przekładały się na rozmowę z sędzią;
  • uprościć postępowanie dowodowe – możliwość doprowadzenia świadków (zazwyczaj rodzina i przyjaciele) przez same strony, (po posiedzeniu w przedmiocie organizacji co do dalszego postępowania);
  • wprowadzić instytucję skargi kasacyjnej w sprawach rodzinnych;
  • zmienić przepisy Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego – ich „unowocześnienie”;
  • wesprzeć psychologicznie sędziów w wydziałach rodzinnych – którzy cały czas w tych trudnych warunkach pracują z pasją, dysponują z doświadczeniem życiowym
  • doprowadzić do tego, by wszystkie rozprawy były nagrywane.

Czy te postulaty należy podtrzymywać? Czy choć część z nich udało się wprowadzić w życie? Co jeszcze należy zmienić?

Panelistami byli:

  • mec. Agnieszka Swaczyna, adwokatka specjalizująca się w sprawach rodzinnych i spadkowych
  • mec. Robert Ofiara, warszawski adwokat specjalizujący się w sprawach rodzinnych i kredytowych, reprezentant Forum organizacji, które stworzyły „Standardy pomocy dziecku w sytuacji rozstania rodziców”
  • sędzia Dorota Trautman,  przewodnicząca wydziału cywilnego rodzinnego odwoławczego Sądu Okręgowego w Warszawie
  • Anna Krawczak, członkini Interdyscyplinarnego Zespołu Badań nad Dzieciństwem UW

Moderatorem był Michał Kubalski, radca prawny, naczelnik Wydziału Rodzinnego w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Zaczął od dodania do znanej już listy problemów kolejnych, , jakie – w jego opinii – są bolączką systemu sądów rodzinnych:

  • niewystarczająca liczba sędziów rozpatrujących sprawy – nieobsadzone wakaty sędziowskie;
  • kwestia losowania sędziów – w małych sądach, jeśli w wydziale jest np. dwóch sędziów, taki wymóg jest iluzoryczny, ponadto może prowadzić do sytuacji, w której jeden sędzia rozpatruje kwestię alimentów, drugi kontaktów, a trzeci ich wykonywania – a wciąż chodzi o to samo dziecko i tę samą rodzinę;
  • wciąż zbyt rzadkie wysłuchiwanie dziecka i rozbieżna praktyka sądów w tej kwestii;
  • zapaść kadrowa Opiniodawczych Zespołów Sądowych Specjalistów, brak możliwości weryfikacji stosowanych metod badawczych i uzyskiwanych wniosków w OZSS, wstępowanie (czasem za sugestią sądu) w rolę sądu i formułowanie konkretnych zaleceń co do kształtu rozstrzygnięcia;
  • wciąż niefunkcjonująca ustawa o psychologach – brak możliwości oddziaływań dyscyplinarnych, brak samorządu – każdy może prowadzić działalność gospodarczą jako psycholog;
  • zdarzają się pełnomocnicy, którzy nie dążą do finalizacji sprawy, a wręcz zaogniają konflikt, dążąc do wygranej reprezentowanej przez siebie strony – co jest zrozumiałe, ale nie powinno skutkować naruszeniem dobra dziecka czy przewlekłością postępowania;
  • niedookreślenie obowiązków i uprawnień kuratorów np. w sprawach obecności przy kontaktach - kuratorzy zgłaszają, że nie wiedzą dokładnie, co mogą robić, a czego im nie wolno. Skrajnym przykładem zagrożeń takiego stanu była tragedia na warszawskim Bemowie, gdy podczas kontaktów z obecnością kuratora doszło do rozszerzonego samobójstwa – rodzic zabił dziecko, a następnie siebie;
  • rozszerzenie obowiązków komorników, w tym doręczeniowych, w nowych przepisach, co budzi obawy komorników, że liczba spraw i obowiązkowych działań zmniejszy ich efektywność, w tym w sprawach o egzekucję alimentów;

Wynikiem tego wszystkiego jest długi średni czas postępowań, który w ogóle spraw wzrósł (5,4 miesiąca), a jedynie w niektórych kategoriach spraw uległ skróceniu – zauważył Kubalski.

Czy do tej listy należy coś dopisać, coś zmienić? Jakie inne bolączki systemu powodują niezadowalającą efektywność sądów rodzinnych?

Sędzia Dorota Trautman: Wszystkie nakreślone problemy zostały trafnie zdiagnozowane. Ale nie są to problemy nowe, obecnie obserwować można pewne spiętrzenie tych problemów. Wynikło ono przede wszystkim ze zwiększenia liczby spraw w sądach rodzinnych. Większość tych spraw to sprawy opiekuńcze, co powoduje, że w większym zakresie sądy muszą korzystać z pomocy OZSS, kuratorów, pełnomocników. Częstsza obecność pełnomocników w sprawach rodzinnych pomaga stronom i uczestnikom orientować się w procedurze, której są częścią. Natomiast nie zawsze strony chcą słuchać swoich pełnomocników.

Niedostateczna jest świadomość tego, że sąd rodzinny zajmuje się także postępowaniami wykonawczymi, które są długotrwałe, a niekoniecznie znajduje to odzwierciedlenie w statystykach, służących między innymi do oceny sędziów. W postępowaniach merytorycznych terminy uzyskania opinii są bardzo długie – skoro w Warszawie na badanie w OZSS można czekać nawet 15 miesięcy, to jaka sytuacja jest w mniejszych ośrodkach?

Wskutek tego, że do sądu trafiają często rodziny w dużym konflikcie, sąd wydaje takie orzeczenia, które są konieczne, a nie te, które są dobre dla dziecka. Sytuacja takiej rodziny może być nie do uratowania. Nie działa w praktyce „dzieciocentryczność” prawa i systemu sądownictwa.

Jest tyle przestrzeni do naprawy, że wszystkiego nie da się naprawić. Konieczna jest zatem refleksja: czy chcemy zmieniać system? Czy może stworzyć wyodrębnione sądownictwo rodzinne, z wyspecjalizowanymi i przeszkolonymi także psychologiczne sędziami? Stowarzyszenia sędziowskie dążą do tego, by wyspecjalizować sędziów, ale samo nagromadzenie spraw może spowodować, że sędzia nie będzie miał czasu na szkolenie.

  • Po pierwsze - trzeba zacząć od rodzica – to on powinien zdefiniować pojęcie dobra dziecka, jego konkretnego dziecka. Nie zawsze, nie ze wszystkim należy iść do sądu – powinno być to traktowane jako ostateczność.
  • Po drugie - najbardziej pilnym problemem do rozwiązania jest sprawna, merytoryczna diagnoza – czyli dostęp do biegłych i instytutów naukowych – a to już rola państwa, które ma zagwarantować sprawność funkcjonowania postępowań. W ocenie sędziów termin do uzyskania opinii powinien wynosić maksimum miesiąc. To pozwoli uwzględnić w rozstrzygnięciu dobro dziecka.

Mec. Agnieszka Swaczyna: Efektywność postępowań w sprawach rodzinnych jest dramatycznie niska – „wszystko stoi”. Nie tylko postępowania w tych sprawach, ale może przede wszystkim egzekucja wydanych rozstrzygnięć: rolą pełnomocnika jest także wskazanie klientowi, że niewykonanie rozstrzygnięcia sądu zapewne nie spotka się z żadnymi negatywnymi konsekwencjami. Sądy bowiem nie mają skutecznych narzędzi do egzekucji swoich orzeczeń.

Także wnioski o zabezpieczenie są bardzo długo rozpatrywane; to samo dotyczy wniosków o zagrożenie nakazaniem zapłaty oznaczonej kwoty pieniężnej za niewykonywanie czy utrudnianie kontaktów.

Brak jest specjalistycznych psychologów dziecięcych wśród biegłych, który sporządzają opinie. Jest także problem braku szkoleń wśród sędziów, którzy nie mają wiedzy na temat tego, jak wysłuchać dziecko.

Raporty Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości wykazały skrajnie odmienne praktyki wysłuchania dziecka w tych sądach, które w ogóle to robią. Nie ma powszechnie stosowanych standardów, a te, które mogą być stosowane, zostały opracowane przez instytucje pozarządowe, nie mają zatem oficjalnego waloru wytycznych. Być może gdyby ta kwestia – wysłuchania dziecka, standardów i szkoleń – znalazła uregulowanie, to wówczas zmniejszyłoby się zapotrzebowanie na opinie OZSS.

Wszyscy jesteśmy winni takiemu stanowi sądownictwa rodzinnego.

Mec. Robert Ofiara: Do listy problemów dopisałby też inne instytucje: szkoła, służba zdrowia, organizacje pozarządowe. Nie ma wsparcia psychologicznego dla dziecka i rodziców w trakcie rozstania – istniejące możliwości, w tym środki finansowe, są rozsiane i tymczasowe. Ten problem nie jest widzialny dla państwa. A przecież szczęście osobiste ludzi jest bardzo istotnym czynnikiem dobrobytu społeczeństwa. Nikt się nie zastanawia nad tym, w jakim stanie psychicznym wzrastają dzieci, które przechodzą rozstanie rodziców, a które za parę lat staną się częścią naszego „dorosłego” społeczeństwa. Nasza publikacja – „Standardy pomocy dziecku w sytuacji rozstania rodziców”[1] – opiera się na założeniu, że nie otrzymamy wsparcia ze strony państwa, ze strony systemu. Dlatego konieczne jest działanie oddolne, działanie nad świadomością rodziców i innych ludzi, uczestniczących oficjalnie w ich rozstaniu, np. jako sędziowie, biegli, pracownicy urzędów.

Anna Krawczak także dopisałaby kilka kolejnych składników kulejącego systemu: powiatowe centra pomocy rodzinie, ośrodki pomocy społecznej, mediatorzy. Jedna instytucja powinna być dopisana z uwagi na jej nieistnienie – pełnomocnik/adwokat dziecka, niezależny od rodziców (Obecnie weszły w życie nowe przepisy, silniej regulujące instytucję kuratora procesowego dla dziecka, jego działanie będzie można ocenić za jakiś czas).

Sytuacja dzieci nieuprzywilejowanych, z rodzin zagrożonych kryzysem, jest bardzo niedobra. Postępowanie o pozbawienie władzy rodzicielskiej trwa, wg ostatnich badań, średnio 3 lata i 7 miesięcy. Wiele miesięcy trwa nawet wyznaczenie terminu rozprawy, czyli zasadniczo „zdjęcie sprawy z półki”. Nie mówi się o tym, że upływ czasu dla dziecka jest czymś zupełnie innym niż upływ czasu dla dorosłego. Dorośli nie mają zwykle wielu momentów przełomowych, momentów, kiedy coś trafia się po raz pierwszy. Dla dziecka ma to ogromne znaczenie, co przy braku wiedzy o psychologii rozwojowej u osób odpowiedzialnych za rozstrzyganie o jego sprawach powoduje nieodwracalne szkody. W Polsce nie mamy żadnych limitów, które w sposób wiążący regulowałyby czas, w którym sytuacja dziecka musi być ustabilizowana.

Niezmiernie ważny jest język, jakim się posługujemy. To, że wciąż mówimy o władzy rodzicielskiej i to, jak mówimy o miejscu pobytu dziecka czy kontaktach, świadczy o przedmiotowym traktowaniu dziecka, które jest w tym świetle własnością rodziców. To nie dziecko jest w centrum aktywności i zainteresowania urzędów i sądów, ale rodzina.

W dodatku rodzina, wobec której obowiązuje zasada „wielokrotności dawania szansy”. Kodeks rodzinny i opiekuńczy pochodzi z 1964 r. i niezależnie od liczby nowelizacji jest instrumentem archaicznym, kompletnie niepowiązanym z aktualnym stanem wiedzy prawnej, antropologicznej, psychologicznej.

Pytania z sali dotyczyły wielu kwestii: edukacji społeczeństwa w kierunku zmiany nastawienia, uwzględnienia kwestii mediacji oraz przemocy domowej i w rodzinie, dyskryminacji ojców, penalizacji „alienacji rodzicielskiej” oraz niedojścia do kontaktów (bez wnikania w przyczyny, jak w sprawach o mandaty). Padło także pytanie, czy jest sens reformować i poprawiać istniejący system, czy nie należałoby napisać prawa całkiem od nowa?

Prelegenci nie mieli prostych odpowiedzi na te pytania. Skala problemów i ich systemowość, wzajemne powiązanie, powoduje, że trudno jest ruszyć jeden element systemu.

W związku z tym podsumowanie panelu nie mogło być optymistyczne. Sędziowie rodzinni nie wykluczają penalizacji niektórych zachowań rodziców w sprawach rodzinnych, a przede wszystkim – jak stwierdziła sędzia Trautman – wskazana jest penalizacja niewykonywania orzeczeń sądów.

Wnioski generalne:

  • zmiana świadomości uczestników systemu, w tym rodziców, sędziów
  • szersze uwzględnienie woli dziecka – wysłuchanie dziecka, instytucja adwokata dziecka + szkolenia, wytyczne, standardy wysłuchania
  • zwiększenie skuteczności – sankcje za niewykonanie orzeczeń, w tym penalizacja
  • stworzenie systemu biegłych – szybkiego, rzetelnego, dostępnego
 

 

Bezdomność ludzi młodych i rola społeczeństwa obywatelskiego. Sesja 22 III KPO

Data: 2019-12-14
  • W Polsce co najmniej 30 tys. osób dotkniętych jest kryzysem bezdomności. Duża część z nich to osoby młode.
  • Ich sytuacja jest szczególna i wymaga interwencji państwa i wspólnoty: chodzi o młodych ludzi opuszczających placówki instytucjonalnej pieczy zastępczej, ale też takich, którzy pochodzą z rodzin defaworyzowanych (np. dotkniętych przemocą, problemem alkoholowym, czy skrajnym ubóstwem).
  • państwo nie zapewnia wystarczającego wsparcia takim osobom
  • pomoc finansowa oraz mieszkaniowa jest mała i nieeefektywna
  • konieczne są zmiany praktyki i przepisów w obszarze prewencyjnym (młodzież zagrożona bezdomnością po usamodzielnieniu się) oraz interwencyjnym (młodzież w kryzysie bezdomności)

Pomimo że znaczący odsetek osób dotkniętych bezdomnością stanowią ludzie młodzi, nie ma danych statystycznych pokazujących precyzyjnie skalę problemu, ani jego pełnej ogólnopolskiej diagnozy. Problem jest złożony i wieloaspektowy. Nie ulega jednak wątpliwości, że pomoc aktualnie świadczona przez instytucje państwowe jest nieefektywna. Dotyczy to zarówno pomocy finansowej, mieszkaniowej, jak i działań o charakterze profilaktycznym.

Doświadczenia organizacji i instytucji zajmujących się przeciwdziałaniem bezdomności wskazują, że zagrożenie kryzysem bezdomności dotyczy przede wszystkim młodych ludzi opuszczających placówki instytucjonalnej pieczy zastępczej, ale też takich, którzy pochodzą z rodzin defaworyzowanych.

W Warszawie, Fundacja Habitat, bez pomocy finansowej ze strony miasta (z pomocą innych partnerów biznesowych) zakupiła od wspólnoty poddasze budynku i urządziła tam
6 mieszkań treningowych dla młodych osób oraz mieszkanie dla wychowawcy.
W mieszkaniach tych może mieszkać 6 młodych chłopaków,  wychowanków Ośrodka Wychowawczego Księży Orionistów w podwarszawskim Aninie w ramach projektu „Trampolina”. Każdy z nich ma do swojej dyspozycji samodzielne mieszkanie – z kuchnią i łazienką. Mają szanse dokończyć edukację, znaleźć pracę, tj. nauczyć się zwykłego, samodzielnego funkcjonowania. Także Fundacja „Po drugie”  udziela młodym bezdomnym ludziom schronienia, wspiera ich z pomocą specjalistów i terapeutów, w sposób kompleksowy pomaga tym ludziom.

To znakomity przykład tego, co dzieje się w Polsce, jednak pomoc osobom młodym zagrożonym kryzysem bezdomności nie ma charakteru systemowego. Niestety, ciągle władze centralne nie rozumieją skali problemu, a starania RPO o powołanie rządowego koordynatora nie przynoszą rezultatów.

Tymczasem młodzież opuszczająca placówki socjalizacyjne po ukończeniu 18 lat jest pozostawiona sama sobie. Nie ma efektywnego systemu usamodzielnienia. Nie działa prawidłowo instytucja opiekuna usamodzielnienia. Utrudnione jest także uzyskanie pomocy mieszkaniowej ze strony gminy.

Konieczne jest zatem stworzenie spójnego systemu, który zapewniłby pomoc terapeutyczną i psychologiczną młodym ludziom i ich rodzinom, już w momencie pojawienia się pierwszych symptomów wskazujących na dysfunkcje środowiska rodzinnego. Potrzebny jest także system realnego wsparcia młodzieży opuszczającej placówki instytucjonalnej pieczy zastępczej.

Problem zajmuje się od kilku lat Komisja Ekspertów ds. Przeciwdziałania Bezdomności powołana przez Rzecznika Praw Obywatelskich. Pracują w niej działacze organizacji pozarządowych pomagających osobom w kryzysie bezdomności. Znają problem z praktyki. Prawnicy z Biura RPO znają za to na wyrywki przepisy. Razem szukają rozwiązań i panel był kontynuacją tych wspólnych prac.

Rozmawialiśmy o tym na Kongresie, bo dla rozwiązania problemu kluczowe jest uświadomienie go organom władzy publicznej i obywatelom. Musimy też w końcu dorobić się pełnej diagnozy problemu.

W panelu moderowanym przez zastępczynię RPO Hannę Machińska wzięli udział:

  • Magdalena Ruszkowska-Cieślak – prezeska Fundacji Habitat For Humanity Poland
  • Agnieszka Sikora – prezeska Fundacji „Po Drugie”
  • Rafał Sonik - polski przedsiębiorca i kierowca rajdowy, działacz społeczny – honorowy członek stowarzyszenia „Siemacha”.
  • Luiza Sałapa – zastępczyni Dyrektora Departamentu Spraw Rodzinny i Nieletnich w Ministerstwie Sprawiedliwości

Na wstępie Agnieszka Sikora wyraziła zadowolenie, że wreszcie temat bezdomności młodzieży jest poruszany publicznie, po czym wskazała, że stale trafiają do fundacji młodzi ludzie w wieku 18 – 19 lat. Nie tylko z placówek, ale bardzo często z rodzin dysfunkcyjnych. Trudno oszacować rzeczywistą skalę zjawiska. Z Miastem Warszawą Fundacja przeprowadziła szacunkowe badanie, które wykazało 105 osób w wieku 18 – 25 lat doświadczających bezdomności. To liczba  orientacyjna. Problemu nie rozpoznają ani Ośrodki Pomocy Społecznej ani organizacje streetworkingowe, ponieważ młodzi nie przebywają z innymi bezdomnymi w miejscach niemieszkalnych. Często pojawiają się np. w centrach handlowych, gdzie pracownicy socjalni, ani streetworkerzy nie trafiają. Nie  chcą korzystać ze schronisk. Często mieszkają kątem u znajomych, a nawet u przypadkowych osób. Takich osób nie da się policzyć.

Połowa podopiecznych Fundacji, to osoby, z rodzin dysfunkcyjnych, których problemów wcześniej nie dostrzeżono. Często mają zespół stresu pourazowego i zaburzone budowanie więzi społecznej. Coraz więcej cierpi na zaburzenia psychiczne i upośledzenia umysłowe. Każdego miesiąca mam około 30 podopiecznych. Część młodzieży często rotuje, część jednak zostaje na dłużej.

Zarówno Sikora jak i Magdalena Rutkowska-Cieślak z Fundacji Habitat Polska zgodnie stwierdziły, że system usamodzielnienia osób opuszczających placówki pieczy zastępczej jest źle skonstruowany i niewydolny. Opisał to NIK w dwóch raportach. Na szczeblu centralnym Młodzieżowe Ośrodki Wychowawcze podlegają Ministerstwu Edukacji Narodowej, wszelkiego rodzaju zasiłki Ministerstwu Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Zakłady Poprawcze Ministerstwu Sprawiedliwości, a leczenie i profilaktyka uzależnień Ministerstwu Zdrowia. Jak widać system jest skrajnie rozproszony i brakuje w nim koordynacji.

Skutkuje to nieefektywnością pomocy. Młodzi ludzie otrzymują 500 złotych miesięcznie. Nie są w stanie się utrzymać, a zwłaszcza wynająć mieszkanie. Trudno im w takich warunkach kontynuować edukację. Warszawa, to w zasadzie jedyny pozytywny wyjątek. W porozumieniu z Miastem organizacje pozarządowe przygotowują i prowadzą mieszkania treningowe. Młody człowiek opuszczający placówkę, często jest kierowany do schroniska. Albo z niego nie korzysta, albo to środowisko nie motywuje go do pracy nad sobą.

Również Luiza Sałapa stwierdziła, że nie ma spójnego systemu oddziaływania na trudną młodzież. Podobnie, jak nie ma systemu pomocy osobom opuszczającym ZK, tak nie ma pomocy dla opuszczających Zakłady poprawcze. W Zakładzie Poprawczym dziecko ma bezpieczne warunki. Niestety spotykamy się ze zjawiskiem strachu przed opuszczeniem placówki. Jako przykład wskazała młodego człowieka, który po opuszczeniu ZP otrzymał duże wsparcie finansowe. Okazało się, że w domu czekano nie na jego powrót, ale na pieniądze, które rozeszły się w ciągu kilku dni. Wkrótce wrócił do placówki brudny i pod wpływem narkotyków z prośbą o ponowne przyjęcie.

W Ministerstwie Sprawiedliwości przygotowaliśmy program adaptacji do wolności. Rekomendujemy tworzenie hosteli przez Zakłady, ale oddzielonych od placówki i jej wychowanków. Trafiają do nich wychowankowie po zakończeniu pobytu w Zakładzie. Mieszkają tak, jednocześnie pracując i zarabiając na swoje utrzymanie. W ten sposób
w warunkach wspieranych uczą się funkcjonować w społeczeństwie. Wskazane byłoby, aby standardem było, by dzieci przechodziły przez hostele jako formę pośrednią między placówką a wolnością.

Powrotność do przestępstwa opuszczających placówki wychowanków spadła z 60 % do 43 %. Agnieszka Sikora zauważyła, że mamy tylko dane o powrotności do przestępstwa. Nie wiemy, jak wychowankowie radzą sobie w społeczeństwie, np. ilu dotyka kryzys bezdomności, ilu chronicznie jest na utrzymaniu Opieki Społecznej, a ilu znajduje pracę i utrzymuje się samodzielnie.

Hanna Machińska wskazała na wizytacje Krajowego Mechanizmu Prewencji, które
w niektórych placówkach wykazały liczne nieprawidłowości, trudno zatem się zgodzić całkowicie, że zakłady poprawcze są bezpiecznymi miejscami.

W dalszej kolejności uczestnicy dyskusji skupili się na już istniejących dobrych praktykach.

Rafał Sonik wskazał, że praktyka fundacji „Siemacha” pokazuje, że mądrze prowadzeni młodzi ludzie mogą funkcjonować dobrze w społeczeństwie. W pracy z trudną młodzieżą spotyka się często zjawisko alienacji i trudności przystosowawczych, nierzadko w skrajnej postaci.
Często pojawia się stygmat bycia gorszym, prowadzący do trudności w budowaniu relacji,
a często w konsekwencji do bezdomności. W związku z tym, Fundacja organizuje pomoc terapeutyczną.

W związku z anachronicznością obecnego systemu wsparcia, w Poryszowie Fundacja zaprojektowała zupełnie nowego rodzaju Dom dziecka z basenem, pracowniami muzycznymi, komputerowymi etc. Nie chodziło tu o luksus, ale o „zaproszenie” otoczenie do podopiecznych. Dzięki temu przychodzą do nich rówieśnicy m. in. ze szkoły, w związku z tym dzieci uczestniczą w społeczności, normalnie funkcjonują w systemie edukacji, a otoczenie je akceptuje. Młodzież ta nie ma już poczucia niższości. Po opuszczeniu placówki funkcjonuje dobrze w społeczeństwie, a dzięki infrastrukturze nabywa też praktycznych umiejętności i może podążać za swoimi pasjami. Pierwsza kwestia to praca. Fundacja zajmuje się także remontami mieszkań dzieci i rodzin znajdujących się w skrajnie trudnej sytuacji mieszkaniowej. Do realizacji tych remontów zgłasza się m.in. młodzież opuszczającą Zakłady Poprawcze. Fundacja organizuje głównie materiały. Wychowankowie często niewiele umieją i czują się niepotrzebne. Dzięki tym remontom zmieniają podejście. Mają poczucie, że mają jakieś umiejętności, mogą znaleźć pracę, są potrzebni, a tym samym mogą ułożyć sobie życie.
W przyszłości stają się dobrymi pracownikami, których sam chętnie zatrudniam.

Aktualnie obawiamy się wirtualizacji relacji międzyludzkich – staramy się wyjść naprzeciw temu wyzwaniu.

Uczestnicy odnieśli się do koncepcji powołania Pełnomocnika Rządu ds. Przeciwdziałania Bezdomności

Luiza Sałapa wyraziła obawę, że to będzie kolejna zbiurokratyzowana struktura centralna. Wskazała na konieczność koordynacji działań na szczeblu lokalnym.

Agnieszka Sikora wskazała, że już istnieje dużo narzędzi. Trzeba wymieniać doświadczenia i koordynować działania na niższym szczeblu. Konieczne jest przede wszystkim upowszechnianie dobrych praktyk. Konieczna jest koordynacja i wymiana doświadczeń. Przełamać resortowość można także na poziomie samorządu. Rafał Sonik podkreślił, że trzeba pamiętać o prewencji. Trzeba też rozwijać pasje i talenty młodych ludzi z problemami – wtedy zwiększy się szansa, aby nie trafili do systemu wsparcia. Trzeba pomóc w starcie, bo te dzieci mają niebywałą motywację.

Uczestnicy z publiczności wskazali ponadto, że problem jest szczególnie duży w małych miastach, gdzie nie ma mieszkań chronionych i placówek. Zgłoszono także propozycję, by Fundusz Sprawiedliwości finansował hostele i podobne placówki „pośrednie’.

Hanna Machińska podkreśliła, że potrzebne jest strukturalne podejście do bezdomności. Trzeba też upublicznić problem, ponieważ ubóstwo maleje, a problem wziąć jest.

W podsumowaniu, uczestnicy dyskusji zgodnie stwierdzili, że bezdomność młodzieży nie istnieje w Polsce jako wyodrębniony problem społeczny. Młode osoby (głównie dotyczy to dziewcząt i chłopców opuszczających instytucje) są traktowane przez system na równi z innymi dorosłymi – pomijając pojedyncze rozwiązania tworzone w ramach lokalnych społeczności. Nie istnieje system prewencji bezdomności osób młodych, żadne zaplanowane systemowe działanie, które pozwoliłoby „wyłapywać” jednostki popadające w kryzys.

Jednocześnie problem ten – jego skala, przyczyny – nie są w Polsce zdiagnozowane, co w znaczącym stopniu utrudnia wprowadzenie właściwych rozwiązań i utwierdza w magicznym przekonaniu, że młodzież bezdomna nie istnieje.

Wskazano na konieczność podjęcia następujących działań o charakterze:

  • prewencyjnym: wobec młodzieży zagrożonej bezdomnością,
  • interwencyjnym: wobec młodzieży w kryzysie bezdomności

oraz zwrócenia szczególnej uwagi na młodzież:

  •  korzystającą ze wsparcia placówek (domy dziecka, młodzieżowe ośrodki socjoterapeutyczne, młodzieżowe ośrodki wychowawcze, zakłady poprawcze) i rodzin zastępczych,
  • leczącą się w szpitalach psychiatrycznych i ośrodkach terapii odwykowej,
  • przebywającą w schroniskach dla osób bezdomnych, noclegowniach i w przestrzeni niemieszkalnej.

Jako działania prewencyjne zaproponowano:

  • przeprowadzenie ogólnopolskiej diagnozy problemu zagrożenia bezdomnością i bezdomności młodzieży i młodych dorosłych do 26 roku życia;
  • nagłośnienie problemu – zwrócenie uwagi instytucji, decydentów odpowiedzialnych za politykę społeczną, szkolnictwo, wymiar sprawiedliwości, opiekę społeczną etc. na bezdomność młodzieży, jej skalę i konsekwencje. Uwrażliwienie społeczeństwa odnośnie percepcji tego zjawiska. Wykorzystanie w tym celu różnorodnych narzędzi: kampanie społeczne, konferencje, debaty etc.
  • lepsze przygotowanie i zaplanowanie procesu usamodzielnienia  młodzieży opuszczającej placówki i rodziny zastępcze:
    • odpowiedni dobór i rola opiekuna usamodzielnienia;
    • monitorowanie miejsca powrotu (np. poprzez poprzedzający powrót obligatoryjny wywiad kuratorski/pracownika pomocy społecznej);
    • większa praca z rodziną przygotowująca ją do przyjęcia usamodzielniającej się wychowanki/wychowanka
  • praca z rodziną w kryzysie: usprawnienie współpracy między szkołą, jednostkami pomocy społecznej i rodziną;

Działanie interwencyjne:

  • opracowanie wyodrębnionego modelu pomocy młodzieży w kryzysie bezdomności spośród standardowych form pomocy osobom bezdomnym;
  • zróżnicowana oferta mieszkaniowa, w zależności od indywidualnych potrzeb młodych ludzi w kryzysie bezdomności: mieszkania treningowe, hostele, mieszkania rozproszone i skupione itp. 

Osoby starsze jako konsumenci – co zmieni Europejski Akt Dostępności? Sesja 23 III KPO

Data: 2019-12-14
  • Seniorzy jako konsumenci mają wiele praw, ale często z nich nie korzystają, bo ich po prostu nie znają
  • Dziś w państwach UE żyje 190 mln osób powyżej 55. roku życia. Jest też prawie 90 mln osób z niepełnosprawnościami (wśród których są także seniorzy)
  • Europejski Akt Dostępności dba o ich prawa, ułatwia też przedsiębiorstwom sprzedaż dostępnych produktów i usług w Unii Europejskiej
  • Jego wadą jest, że ogranicza się do rynku elektronicznego, ale to dopiero pierwszy krok dla poprawy praw seniorów i osób z niepełnosprawnościami w obszarze UE

Dyrektywa z 17 kwietnia 2019 r. ws. dostępności produktów i usług (w jęz. ang. -  European Accesssibility Act - Europejski Akt Dostępności) to pierwsza tak kompleksowa i horyzontalna regulacja o dostępności w prawie UE.

Akt ten (do jego przyjęcia przez Polskę jeszcze długa droga) jest co do zasady skierowany do osób z niepełnosprawnościami. Dotyczy ona także seniorów, którzy są dotknięci ograniczeniami utrudniającymi  korzystanie z zapisanych w niej uprawnień

EAA ma zapewnić wspólne, jednakowe wymogi dostępności wybranych produktów i usług. Odnosi się do sprzętu komputerowego i systemów operacyjnych, terminali samoobsługowych, usług łączności elektronicznej (w tym zgłoszeń alarmowych), audiowizualnych usług medialnych, usług towarzyszących transportowi pasażerskiemu, usług bankowych, e-książek, handlu elektronicznego.

Unia Europejska zakłada, że dostępność powinna zostać osiągnięta poprzez systematyczne usuwanie barier i zapobieganie ich powstawaniu, w miarę możliwości poprzez zastosowanie „projektowania uniwersalnego”, czyli uwzględniającego najróżniejsze potrzeby obywateli („uniwersalnie” zaprojektowany krawężnik pozwoli wjechać nań osobie na wózku, ale także rodzicowi z wózkiem; serwis internetowy spełniający wymogi dostępności nie tylko będzie użyteczny dla osoby z dysfunkcją ruchu i wzroku, ale i kogoś, kto złamał rękę na nartach).

Dyrektywa dotyczy więc m.in. sprzętu komputerowego (w tym m.in. terminali płatniczych i czytników książek), usług audiowizualnych, serwisów lotniczych, kolejowych i autobusowych, usług bankowości detalicznej, książek elektronicznych i usług handlu elektronicznego. Wskazuje, jak mają być przygotowywane instrukcje obsługi i jak projektowany interfejs użytkownika, wylicza, jakie parametry trzeba spełnić, by z urządzeń i usług mogły korzystać osoby z niepełnosprawnościami.

Jak ją wdrażać, aby zapewnić seniorom i osobom z niepełnosprawnościami dostępu do produktów i usług na równi z innymi?  Dziś przecież z jednej strony oferta kierowana do seniorów jest coraz bogatsza, z drugiej jednak strony nie zawsze zapewnia ona odpowiednią dostępność do dóbr i usług. Seniorzy są ofiarami szczególnego rodzaju nieuczciwych praktyk rynkowych. Z jakimi problemami należy mierzyć się w praktyce? Jak powinniśmy zmienić nasze myślenie? Jak zapewnić solidarność międzypokoleniową?

Takie m.in. pytania były punktem wyjścia debaty, w której uczestniczyli:

  • Dr Monika Jagielska – profesor  Uniwersytetu Śląskiego, członkini Forum Konsumenckiego, specjalistka z zakresu prawa konsumenckiego.
  • Marek Plura - senator RP, członek Parlamentu Europejskiego poprzedniej kadencji, zaangażowany w prace nad Europejskim Aktem Dostępności.
  • Krzysztof Podgórski - prezes Zarządu Stowarzyszenia Rzeczników Konsumentów, Miejski Rzecznik Konsumentów w Tarnowie (nieobecny z powodu choroby).
  • Maciej Kucharczyk - dyrektor Age Platform Europe, sieci organizacji non-profit, których celem jest promowanie interesów osób 50+, europejski ekspert w zakresie praw seniorów.
  • Maciej Plaskacz - sędzia Sądu Rejonowego w Grudziądzu, pełniący funkcję prezesa tego sądu, członek Zespołu Prawa Cywilnego Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia", zajmujący się od wielu lat problematyką ochrony konsumentów i prawa procesowego cywilnego.

Dyskusję moderowała Aneta Wiewiórowska-Domagalska, ekspertka prawa konsumenckiego, współprzewodnicząca Forum Konsumenckiego przy RPO.

Dyskusja

Monika Jagielska mówiła, że konsumenci, w tym osoby starsze, mają dużo uprawnień zapisanych w prawie, choć praktyka jest rożna, bo wiele osób o tym nie wie. A zatem: gdy przychodzi do nich ktoś z „lepszą” ofertą na energię, czy telefon, to z takiej zawartej umowy  można zrezygnować w ciągu 14 dni. Nie trzeba podawać powodów, o które nikt nie ma prawa nas pytać. To samo dotyczy kupna garnków na pokazach.

„Bo nie mam co robić” – tak często odpowiadają seniorzy, pytani, dlaczego chodzą na pokazy garnków czy innych produktów. Od umów ich kupna też można w 14 dni odstąpić. Osoby starsze często też wstydzą się rodziny, by odstępować od takij umowy.

Zbiorowe interesy konsumentów naruszają np. nieujawnianie handlowego celu pokazu, niedopuszczalny nacisk, niechciany telemarketing itp. Inne problemy osób starszych jako konsumentów to kierowanie się wyłącznie ceną, mała czcionka umów, brak dostępu do internetu.

Marek Plura, który brał udział w pracach  PE nad tym aktem, z ubolewaniem przyznał, że Akt Dostępności został ograniczony do rynku elektronicznego. Lepsze jednak takie rozwiązanie niż żadne. Czym będzie ten akt, okaże się już niedługo po jego wprowadzeniu.

Najważniejsze jest uwypuklenie praw klienta o szczególnych cechach. Niektóre firmy twierdziły np., że nie jest możliwy bankomat dla osoby niedowidzącej. - A przecież wystarczy tylko gniazdko do słuchawek w bankomacie i to już cała dostępność – wskazał Marek Plura.

Dyrektywa przewiduje też dostępność na dworcach. Plura przyznał, że nie wie, jak to będzie wyglądał na polskich dworcach. Dostępność ma być wprowadzona na największych dworach bez konieczności uprzedniego zgłoszenia.

Anna Wiewiórowska-Domagalska podkreślała, że zgodnie z dyrektywą nr  telefonu 112 ma być dostępny dla osób, które mogą mieć problem z normalnym zadzwonieniem pod niego. Może być problem, jeśli chodzi o wprowadzenie tego w Polsce.

Maciej Kucharczyk przypomniał, że pod koniec lat 60. mieszkańcy Waszyngtonu przeciwstawili się powstaniu mieszkań  społecznych dla seniorów o minimalnych dochodach. Rasizm i seksizm były wtedy głównymi barierami rozwoju w USA. Ale właśnie ta sprawa pokazała, że seniorzy dołączają do tych grup, których specjalne potrzeby nie są dostrzegane przez decydentów i społeczeństwa.

Akt Dostępności jest zatem pierwszym krokiem w kierunku lepszego spojrzenia na seniorów przy starzeniu się społeczeństw w krajach UE. Dziś w państwach UE żyje 190 mln osób powyżej 55. roku życia. Jest też 90 mln osób z niepełnosprawnościami (wśród których są także seniorzy)

- Co nam przyjdzie z dostępności biletomatu czy bankomatu, jeśli nie możemy się dostać do danego miejsca w przestrzeni publicznej? – pytał  Maciej Kucharczyk. Kwestia infrastruktury  nie została ujęta w tym akcie. Ale ważne, że proces już się rozpoczął.

Sędzia Anna Wypych-Kmieć (Stowarzyszenie Sędziów „Iustitia”) mówiła - w imieniu nieobecnego Maciej Plaskacza - że ograniczeniem jest możliwość udziału w rozprawie przez seniora czy osobę z niepełnosprawnością. Mimo że sądy maja różne udogodnienia, to nie są one wystarczające. Chodzi bowiem o wyznaczenie rozprawy w takiej sali, do której np. korytarz nie jest zbyt wąski dla wózka czy też gdy nie mieści się on w drzwi. Po sygnale w takiej sprawie sędzia (który nie ma w aktach informacji, że wzywana osoba ma specjale potrzeby) powinien zmienić sale rozpraw, by takie potrzeby uwzględniała i by dana osoba czuła komfort wypowiedzi przed sądem. Jest też możliwość telekonferencji.

Inny problem z dostępnością to język dokumentów sądowych, zwłaszcza uzasadnień wyroków. Powinny być one zrozumiałe dla osób nie będących prawnikami. Odpowiednia powinna być też wielkość czcionki, zwłaszcza w pouczeniach dla stron czy świadków.

Głosy z sali

Czy to co pani sędzia mówiła, może się znaleźć na stronie Stowarzyszenia Iustitia? – Znajdzie się tam jak najszybciej – odpowiedziała sędzia Anna Wypych-Kmieć

- Na stronie „Iustitii” powinny być też nieformalne informacje dla ludzi, że gdy przychodzi wezwanie do sądu, to trzeba koniecznie odpowiedzieć, gdy ma się np. w tym czasie wizytę w szpitalu – dodała prof. Ewa Łętowska. Wtedy nikt mnie powie, że zajmujcie się polityk,a tylko pomagacie ludziom.

Jak mówiła, błędem naszego społeczeństwa jest myślenie, że gdy przychodzi jakaś korespondencja z urzędu, to nie czytamy do końca i wrzucamy ją na dno szuflady. Z drugiej strony ludzie nie czytają korespondencji urzędowej, bo wiedzą, że jej nie zrozumieją.  

Na stronach sadów w internecie powinny być  pełne informacja np. o podjeździe do gmachu sądu czy udogodnieniach dla seniorów czy osób z niepełnosprawnościami. Jest tam też mowa o „osobach niepełnosprawnych”, a powinno być „osób z niepełnosprawnościami”

Czy na sali sądów jest tłumaczenie na język migowy? – Sędzia ma możliwość skorzystać z pomocy takiego tłumacza, ale trzeba to wcześniej zgłosić, aby nie trzeba było odraczać rozprawy – odpowiedziała sędzia Wypych-Kmieć.

Ile plastrów ma salami? Od wolności jednostki do ustroju nieliberalnego. Sesja 21 III KPO

Data: 2019-12-14
  • Czy obserwowany w wielu krajach zwrot w kierunku populistycznego nacjonalizmu, można powstrzymać i za pomocą jakich środków?
  • Konsekwencją tego procesu jest osłabienie systemu ochrony praw człowieka
  • Jego znakiem  - niechęć do instytucji państwa prawa, podważanie mechanizmów kontroli i równowagi takich jak sądy i trybunały, niezależne media, bezpartyjna administracja

Zmiany w funkcjonowaniu polskiego Trybunału Konstytucyjnego, sądów powszechnych, Sądu Najwyższego, Krajowej Rady Sądownictwa naruszają zasadę podziału i równowagi władz. Tymczasem tylko respektowanie niezależności i niezawisłości władzy sądowniczej może zapewnić jednostce efektywną ochronę jej praw. Zasada podziału władz nie jest bowiem sama dla siebie – jej cele  jest właśnie ochrona praw człowieka. Dzięki niej utrudnione staje się  nadużywanie władzy przez którykolwiek ze sprawujących ją organów.

Z kolei celem służby cywilnej jest rzetelne, bezstronne i politycznie neutralne wykonywanie zadań państwa. Cel ten nie jest możliwy do realizacji wówczas, gdy wysokie stanowiska w służbie cywilnej (a tak jest po zmianie ustawy o służbie cywilnej) są obsadzane z klucza politycznego.

Nie sposób też twierdzić, że wciąż funkcjonuje publiczna radiofonia i telewizja w dotychczasowym znaczeniu, skoro jej programy w wielu przypadkach odbiegają do ustawowego nakazu zapewnienia pluralizmu, bezstronności, wyważenia i niezależności, zaś stanowiska kierownicze w publicznej radiofonii i telewizji są obsadzane z pominięciem konstytucyjnego organu, tj. Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

RPO poprzez liczne wystąpienia (w tym w toku procesu legislacyjnego) bronił niezależności sądów i Trybunału Konstytucyjnego, a także niezawisłości sędziowskiej. Zgłaszał także udział w postępowaniach sądowych, w których sądy polskie w celu ochrony tych zasad zwróciły się z pytaniami prejudycjalnymi do TSUE.

Wyroki TSUE dotyczące przychodzenia sędziów SN w stan spoczynku oraz KRS potwierdzają zastrzeżenia RPO.

RPO kwestionował także przed Trybunałem Konstytucyjnym zmiany wprowadzone w ustawie o radiofonii i telewizji oraz w ustawie o służbie cywilnej. Jednak wydany pod koniec 2016 r. wyrok TK kwestionujący obsadzanie stanowisk kierowniczych w publicznej radiofonii i telewizji z pominięciem KRRiT nie został dotychczas wykonany. Postępowanie w sprawie służby cywilnej zostało zaś umorzone ze względu na cofniecie wniosku przez RPO (nastąpiło to ze względu na niezgodne z prawem zmiany w składzie orzekającym w tej sprawie).

Celem dyskusji było określenie, w którym obecnie miejscu, odchodząc krok po kroku od rządów prawa, znajdujemy się. Jak można efektywnie chronić prawa jednostki wówczas, gdy część organów do tego powołanych zaprzestała w rzeczywistości wykonywania swojej konstytucyjnej funkcji (np. TK, KRRiT) ? Czy i za pomocą jakich środków można powstrzymać proces degradacji rządów prawa ?

  • prof. Mirosław Wyrzykowski – sędzia TK w stanie spoczynku, specjalizujący się w zagadnieniach związanych z prawem konstytucyjnym;
  • prof. Marcin Matczak – filozof prawa, w ostatnich latach broniący z zaangażowaniem Konstytucji i rządów prawa;
  • dr Anna Materska-Sosnowska – specjalizująca się w konstytucyjnym prawie porównawczym i współczesnych systemach politycznych.
  • Prof. Tomasz Stawecki rozpoczął sesję witając gości i krótkim wprowadzeniem tłumacząc skąd temat sesji „ile plasterków salami” i przestawiając panelistów.

Mirosław Wyrzykowski zabrał głos jako pierwszy: Salami, którym jest konstytucyjny porządek państwa, trzeba pokroić  nożem. Wydaje mi się, że nożem jest władza wykonawcza. Niekiedy nóż się tępi, więc potrzebna jest ostrzałka – a jest nią obecny TK.

Od czterech lat mamy do czynienia z klęską żywiołową – łamaniem Konstytucji, przestajemy być państwem suwerennym, w związku ze złamanie zasady trójpodziału władzy. Nastąpiło skupienie władzy ustawodawczej i wykonawczej w jedną. Nie jest parlamentem państwa suwerennego parlament, w którym poseł podczas obrad Sejmu ma się wypowiedzieć w 30 sekund w dyskusji o zmianach ustaw takich jak  Kodeks karny czy cywilny. Uchwalane przepisy łamią normy prawa międzynarodowego. Obecnie można też mówić o swoistym syndromie sztokholmskim – TK, który był pierwszą ofiarą działań niepraworządnych w tej chwili sam jest sprawcą niekonstytucyjności – powiedział prof. Wyrzykowski.

Dr Anna Materska-Sosnowska pytała, co doprowadza do tego, że godzimy się na krojenie salami?

Co się stało, że osoby łamiące prawo dostają wielką władzę i wysokie stanowiska. Moje pierwsze skojarzenie co do salami było takie, że nie lubię salami, więc jest mi wszystko jedno, kto i jak je pokroi.

Skoro nie znam smaku i nie lubię, to nie zależy mi na tym, co z nim będzie. Skoro jednak je kroimy, to znaczy, że godzimy się na pozbawienie nas prawa do wolności, bezpieczeństwa, praworządności.

Wczorajszy projekt[1], a raczej pseudo-projekt, świadczy o tym, że przekonanie o wielkiej władzy danej przez suwerena pozwala na manipulację. Język używany przez obecną władzę powoduje, że obywatele uwierzyli, że zostanie im zapewniona wolność i bezpieczeństwo.

Od 2015 r. używany przez polityków język, spowodował, że generalnie narasta niechęć do imigrantów, która przerodziła się  w strach przed nimi. Jest to, klasyczny przykład manipulacji, do której wykorzystano język. Tracimy też przez to poczucie czym jest prawo, a czym lewo.

Prof. Matczak wskazał, jak niebezpiecznym jest argument uspokajający – „czym wy się martwicie, przecież nie ma czołgów na ulicach, nikogo się nie aresztuje”.-  Ten argument mnie niepokoi najbardziej, gdyż instytucje nie umierają na zawał, one się rozkładają powoli – powiedział.

Instytucje są zależne od poziomu zaufania obywateli do nich. Zaufanie upada, najpierw powoli, a potem coraz szybciej. Dobrym przykładem jest tutaj samochód pozostawiony bez nadzoru. Dopóki jest nienaruszony, może stać długo, ale jak nastąpi pierwsze zniszczenie, np. zbita szybka – jest ona niemym przyzwoleniem, na następne kroki dewastacji. Dokładnie tak niszczone są instytucje, np. TK, sądy. Jak nie usłyszą STOP, będą niszczyć coraz bardziej. Całkowite zniszczenie naruszonej instytucji jest zaś już proste.

Trybunał przez 30 lat cieszył się wielkim autorytetem, a w 2106 r. po raz pierwszy Pani premier rządu powiedziała, że nie ma zamiaru respektować wyroku TK i to było właśnie zbicie owej szybki – następnie kolejne osoby uznały, że tak po prostu można robić.

Dzisiaj dochodzi do sytuacji, że podsądni straszą orzekającego sędziego postępowaniem dyscyplinarnym. To świadczy o postępującej erozji, coraz większemu zniszczeniu zaufania do instytucji państwa demokratycznego.

Istnieje ryzyko, że następne wybory doprowadzą do sytuacji, że dojdą do władzy ci, którzy nauczeni, że tak można, rozbiorą do końca ważne instytucje dla państwa demokratycznego – mówił Matczak.

Dr Materska-Sosnowska wskazała, że obserwujemy brak przywiązania do demokracji, skuteczność władzy staje się ważniejsza od demokracji. Poza tym nie ma u nas przywiązania i szacunku do instytucji – dlatego te 30 lat budowania demokratycznych instytucji to mało! To jedno pokolenie! Ponieważ instytucje są rozbierane po woli, następuje przyzwolenie, czas, zmęczenie i uleganie manipulacji powoduję, że przestajemy z tym walczyć.

Prof. Matczak – nie zaprosiliśmy młodzieży do tworzenia struktur prawno-demokratycznych, więc oni  nie widzą swojej mocy sprawczej się i wycofują się.

Prof. Wyrzykowski – w listopadzie i grudniu 2015 r. pomyślałem, że mój świat będzie wywrócony do góry nogami. Okazało się, że był to tylko kryzys konstytucyjny. Od 2016 roku już nie ma kryzysu, jest już bezprawie. Język debaty w przestrzeni publicznej niszczy Konstytucję !

Przedstawiciel stowarzyszenia z Gdańska mówił: rozkład TK moim zdaniem nastąpił wcześniej – nie zostały wykonane wyroki.

Rektor Węgleński pytał: krytycznie odnieśliście się Państwo do tego, co się dzieje w państwie – czy to oznacza, że ponad 40% zadowolonego społeczeństwa się myli?

Prof. Wyrzykowski – Trzeba zbadać, jaki procent z tych 40% godzi się na wszystko, to co dzieje się naszym kraju.

Dr Sosnowska: Musimy precyzyjne diagnozować, co było złe i to poprawiać, a nie psuć i niszczyć.

Władza posługująca się językiem typu „sędziowie kłamią”  zbudowała narrację przeciwko sędziom i ten proces trwa nadal.

Prof. Matczak: historię każdego kraju i każdego człowieka, można opowiedzieć zarówno jako sukces jak i klęskę.  Łatwo jest manipulować używając odpowiedniej narracji.

W protestach nie może być agresji, to musi być narracja spokoju i podkreślania niesprawiedliwości, której nie akceptujemy.

Przedstawicielka Fundacji Park Śląski Katowice – dlaczego na wszystkich protestach nie widzimy młodzieży? Owszem są na protestach o środowisko i klimat, ale w protestach dotyczących sędziów czy sądów ich nie ma. Czyją rolą jest zachęcenie młodzieży do walki o demokrację?

Przedstawiciel Kongresu Obywatelskiego – organizujemy szkolenia dla młodzieży, jak walczyć o demokrację. Nie potrafimy zachować spokoju patrząc na marsze „faszystów”. Poproszę o wskazówki jak wykorzystać energię do protestowania w sposób zgodny z prawem.?

Maciej Ziarko – emerytowany górnik: Kto spowodował, że mamy taki węzeł gordyjski i kto go ma rozwiązać? Które uczelnie wykształciły tych, którzy teraz zajmują prominentne stanowiska?

Dr Sosnowska: Ludzi dobrej woli jest więcej! Jest nas coraz więcej, tych którzy dyskutują o potrzebie ochrony praworządności.

Prof. Matczak: Nie stosujcie polityki zaczepnej, róbcie dalej to co robicie.

 

[1] Chodzi o zgłoszony przez posłów PiS projekt, który przewiduje m.in. odpowiedzialność dyscyplinarną sędziów, jeśli  będą chcieli sprawdzać, czy nowa Krajowa Rada Sądownictwa powołała sędziów skutecznie. Sędziowie odpowiadaliby też dyscyplinarnie za "działania o charakterze politycznym" np. za wydawanie uchwał krytykujących zmiany w wymiarze sprawiedliwości lub udział w demonstracjach. To samo groziłoby za badanie zgodności ustaw z Konstytucją. Projekt zakłada ponadto, że prezydent RP mógłby sprawdzać, czy wyboru kandydatów na I Prezesa Sądu Najwyższego SN dokonał zgodnie z prawem - wkrótce wygasa kadencja I prezes SN Małgorzaty Gersdorf - red).

Wieczór poezji

Data: 2019-12-13

Przedstawienie „Wszyscy Jesteśmy bohaterami”

Data: 2019-12-13
  • Kiedy aktorzy zawołali "Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego", słowom tym nadali nowy sens. Bardzo w duchu Kongresu Praw Obywatelskich.
  • Aktorami są uczestnicy z Bielańskiego Środowiskowego Domu Samopomocy - osoby z niepełnosprawnością intelektualną. Na ich występ w piątkowy późny wieczór, po 20 sesjach pierwszego dnia Kongresu i kilkunastu imprezach i wydarzeniach towarzyszących, przyszło do Biura RPO kilkadziesiąt osób. Oklaski dla artystów były długie i na stojąco.
  • Z wielkiego portretu na ścianie uśmiechał się Władysław Bartoszewski, patron największej sali w Biurze RPO

Jak powstał spektakl? Wszystko zaczęło się od pytania: „Co jest dla ciebie najważniejsze w życiu?" Obecni zdawali się być nim zaskoczeni. Odpowiedzi padały z wolna i nieśmiało. Jednak kolejne pytanie: "Kiedy czujesz się naprawdę szczęśliwa/y?" wzbudziło ogólne poruszenie. Szybko okazało się, że sednem życia jest móc/chcieć być sobą. 

Bohaterowie spektaklu zapraszają widza do wyruszenia w osobistą podróż do świata marzeń osób, które na co dzień zdają się funkcjonować poza obrębem rzeczywistości. Pomimo przeciwności losu żyją z pasją i potrafią cieszyć się życiem. Robią to z entuzjazmem i radością, które trudno z czymkolwiek porównać. Podróż poruszająca, a zarazem skrząca się poczuciem humoru. Jak życie.

reżyseria: Joanna Grabowiecka

  • scenariusz: zespół
  • opieka arteterapeutyczna: Karolina Tarazewicz
  • opieka psychologiczna: Joanna Pietrzyk-Chwalińska 
  • światło i dźwięk: Marek Przybysz
  • fotografie: Maciej Cioch 
  • występują: Karolina Borkowska, Magdalena Chrościcka, Agata Ćwiek, Sobiesław Dzierżanowski, Rafał Jędrzejewski, Anna Karpińska, Marta Korneluk, Michał Ograbek, Katarzyna Stecko, Sylwia Szulakiewicz, Tomasz Walewski 

Fragmenty recenzji pt. "I ty możesz zostać superbohaterem”

Maja Margasińska, krytyk teatralny, Prezeska Fundacji Uwaga na Kulturę:

"Jestem kobietą. A ty jaką masz supermoc?" - te słowa, padające z ust niepełnosprawnych kobiet z Bielańskiego Środowiskowego Domu Samopomocy, zrobiły na mnie piorunujące wrażenie. Zwykle postrzega się bowiem superbohaterów jako ludzi silniejszych, szybszych i mocniejszych od przeciętnych. A nie jako niepełnosprawnych. Jakże błędnie. 

Joanna Grabowiecka stworzyła spektakl w nurcie teatru terapeutycznego, lecz chciałabym odejść od tego terminu, ponieważ uważam, że tam, gdzie aktor spotyka widza i dzieją się pomiędzy nimi emocje, mowa jest po prostu o teatrze. A "Wszyscy jesteśmy bohaterami" wywołuje najpiękniejsze i najmocniejsze emocje, z jakimi możemy się spotkać. Spektakl, pozornie dotyczący marzeń, w rzeczywistości opowiada historie niepełnosprawnych aktorów, ich codzienną walkę o normalne życie, o wyrażenie siebie, o miłość i akceptację (...)

To nie żaden pokaz teatrzyku niepełnosprawnych, tylko prawdziwy, piękny i mocny spektakl. Jeśli warto dziś robić teatr, to tylko taki. Chapeau bas.

I jeszcze kilka opinii widzów:

Maria Kowalczyk:

Byłam. Widziałam. Przeżyłam. Przybliżono mi świat, którego nie znałam. Ze wzruszenia nie byłam w stanie wydobyć słów. Piękny, pełen wrażliwych, utalentowanych ludzi z Bielańskiego Środowiskowego Domu Samopomocy. Ich siła, bogactwo duszy, którą podzielili się i ta super moc są źródłem dla nas wszystkich(...) Piękny i potrzebny projekt. 

Ada Sleżanowska:

Piękny, wzruszający i mądry spektakl - jeden z tych, które zostają w pamięci na długo. Chętnie obejrzę go ponownie, jeśli będzie okazja. Dziękuję!

Bogumiła Karbowiak:

 (...) ten występ przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Już po kilku minutach nie widziałam uczestników Bielańskiego Środowiskowego Domu Samopomocy, ale utalentowanych, młodych ludzi i ich RADOŚĆ TWORZENIA.Poszłam za kulisy, aby pogratulować i podziękować aktorom. Wcześniej starannie otarłam łzy wzruszenia. Oby więcej takich inicjatyw.

Rafał Fudalej, aktor:

Piękne, wzruszające przedstawienie!!!! Joanna Grabowiecka, gratuluję z całego serca. Podziwiam Ciebie i całą ekipę.

Joanna Grabowiecka

reżyserka teatralna, scenografka, trenerka rozwoju osobistego.

Studiowała reżyserię w AT w Warszawie. Absolwentka teatrologii na UJ i kier. arts du spectacle na Université Paris VIII. Ukończyła roczne studium projektowania scenografii i dekoracji teatralnej l'A.D.A.C. w Paryżu. Autorka kilkunastu spektakli teatralnych, które zrealizowała w teatrach w Polsce, a prezentowała na festiwalach w Polsce i za granicą. Reżyserka wielu czytań performatywnych i słuchowisk radiowych. Pomysłodawczyni i realizatorka Mocy Kobiety, cyklu spotkań i warsztatów dla kobiet na warszawskich Bielanach. Stypendystka MKiDzN.Więcej informacji: www.sztukadzikosci.com 

Bielański Środowiskowy Dom Samopomocy

jest jednostką organizacyjną pomocy społecznej, ośrodkiem dziennego pobytu dla dorosłych osób z niepełnosprawnością intelektualną oraz doświadczeniem choroby psychicznej. Głównym jego celem jest rehabilitacja osobista i społeczna jak również integracja. W BŚDS zatrudniani są specjaliści, dla których najważniejsze w pracy jest tworzenie warunków, w których osoby niepełnosprawne będą mogły rozwinąć skrzydła, realizując również swoje zainteresowania i marzenia.

Projekcja filmu „Klątwa obfitości”

Data: 2019-12-13

Opis filmu:

Pod koniec 2017 r. rząd Ekwadoru rozpoczął nowy etap wierceń ropy naftowej na najbardziej wrażliwym obszarze Narodowego Parku Yasuni, co wywołało falę protestów. Film dokumentalny „Klątwa obfitości” po raz pierwszy odsłania kulisy i dramat nieudanej Inicjatywy Yasuni, z jej daleko idącymi globalnymi i regionalnymi konsekwencjami. Film ujawnia walkę Ekwadoru o pogodzenie ekologicznych ambicji z trudnymi realiami gospodarczymi oraz znaczącymi interesami naftowymi. To dylemat, z jakim dziś zmaga się cały świat. Dramat Narodowego Parku Yasuni, jak w soczewce, skupia najbardziej palące problemy ekologiczne naszej planety.

W samym sercu lasu deszczowego Ekwadoru toczy się konieczna globalna debata na temat postępu, zrównoważonego rozwoju gospodarczego i zmian klimatycznych. Stawką jest nasze przetrwanie.

Film stawia dwa kluczowe pytania, które dziś stały się jeszcze bardziej aktualne niż kiedykolwiek wcześniej. Czy powinniśmy zostawić ropę naftową w ziemi? I czym ryzykujemy, zważywszy na ekologiczne konsekwencje kontynuowania wydobycia ropy naftowej, jeżeli odrzucimy radykalną zmianę naszego podejścia do jej eksploatacji na całym świecie?

Ewa Ewart, autorka filmu:

Ewa Ewart, jest dziennikarką i wielokrotnie nagradzaną reżyserką filmów dokumentalnych, specjalizującą się w filmach przełomowych i mocno przemawiających do odbiorcy. Urodziła się i wychowała w Polsce, ale większość swojego życia zawodowego spędziła w Londynie, Anglii, pracując dla telewizji BBC. Podróżowała i pracowała w wielu krajach na świecie, gdzie zrealizowała dokumenty śledcze, polityczne i programy poruszające kwestie społeczne. Jej filmy ujawniły nowe informacje o kwestiach takich jak korupcja w Rosji Borysa Jelcyna, tajne więzienia w Korei Północnej, wojna domowa w Kolumbii czy tajny i nielegalny program CIA ekstradycji w trybie nadzwyczajnym osób podejrzanych o terroryzm.

źródło: http://klatwaobfitosci.pl/

Kryzys klimatyczny – nowe szlaki migracyjne

Data: 2019-12-13
  • W ostatnim czasie do Europy dostało się milion osób. W 2016 roku 360 tys. cudzoziemców przepłynęło przez Morze Śródziemne. W 2017 roku co półtorej godziny ginął uchodźca.
  • „Należy zrozumieć postawę ludzi w takim kraju jak Polska, który od dwóch pokoleń jest krajem jednoetnicznym. Kiedy zrozumiemy skąd biorą się skrajne postawy w myśleniu o migracjach to łatwiej będzie można je zmieniać”.

Jednym z największych wyzwań, przed którymi stoi świat, jest postępująca zmiana klimatu. Susze, huragany, powodzie są oznaką zbliżającej się katastrofy klimatycznej. Katastrofa natomiast jest wielkim zagrożeniem dla naszego prawa do życia, zdrowia, żywności, dostępu do wody i kanalizacji oraz prawa do mieszkania.  Jak wynika z raportu specjalnego sprawozdawcy ONZ ds. skrajnego ubóstwa i praw człowieka, opublikowanego w czerwcu 2019 r. zachodzące zmiany klimatyczne napędzają powstawanie coraz większych nierówności społecznych i  tzw. klimatycznego aparthaidu, czyli sytuacji, w której osoby najuboższe kryzys dotknie najbardziej. W efekcie tych zmian ludzie będą migrować i szukać schronienia albo wewnątrz swojego kraju albo poza jego granicami.

Prawne regulacje problemu migracji klimatycznych

Obecne prawo międzynarodowe, w tym Konwencja Genewska dotycząca statusu uchodźców z 1951 r., nie rozpoznaje takiej kategorii osób jak uchodźcy klimatyczni. Przez brak odpowiedniego systemu prawnego osoby, które uciekają z rejonów dotkniętych katastrofą klimatyczną nie są chronione.

Przeciwdziałanie zmianom klimatu będzie wymagało fundamentalnej zmiany w aktualnym porządku prawnym, w podejściu do światowej gospodarki. Konieczne jest, aby  te zmiany były wprowadzane w sposób, którego celem jest zapewnienie poszanowania praw człowieka. Niestety w  debacie, które toczy się na rządowych szczeblach na temat zmian kwestia praw człowieka poruszana jest na marginesie rozmów.

Migracje klimatyczne jako proces historyczny

Dariusz Rosiak przedstawił zarys najnowszej historii migracji. Zwrócił szczególną uwagę na problem klimatu. Panelista podkreślił, że jednym z głównych punktów zapalnych współczesnego kryzysu migracyjnego były wydarzenia tzw. arabskiej wiosny na to Bliskim Wchodzie.

- Do czasu „arabskiej wiosny” w 2011 r. Europa nie zdawała sobie tak naprawdę sprawy z migracji. Do 2014 r. większość ludzi w Europie nie zdawała sobie sprawy z tego co działo się na Morzu Śródziemnym, a przecież ludzie tonęli już w latach 90 tych. Obecny problem pojawił się ze względu na tzw. Państwo Islamskie.

Dziennikarz zwrócił uwagę, że punktem kulminacyjnym w najnowszej historii migracji stała się inwazja na Irak. - Jak to zwykle bywa, Ci, którzy mieli pieniądze mogli uciec w miarę normalny sposób. Mieliśmy całą masę uchodźców w 2011 roku w Szwecji, a to jedyne państwo które w tym czasie powiedziało, że przyjmie wszystkich uchodźców z Syrii. To był moment kluczowy, który spowodował tę ogromną falę migracyjną.

Jednym z głównych czynników destabilizujących zdaniem panelisty było oprotestowanie postawy Niemiec wobec migracji – Otwartość stała się naszą największą słabością – dodał.

Według obliczeń w czasie największej jeszcze nie dawno fali było 65 milionów ludzi, teraz szacuje się, że wszystkich migrantów jest ok. 700 milionów. Klimat zdaniem dziennikarza był jednym z czynników wywołania największego kryzysu humanitarnego naszych czasów - w Jemenie, gdzie oprócz konfliktu zbrojnego występuje problem suszy. Brak dostępu do wody także m. in. w regionie środkowej Kenii i Sudanu Południowego powoduje lokalne napięcia i sprawia, że zasób którego jest coraz mniej staje się bezcenny.  

Jak ratować, gdy mechanizmy rządowe zawodzą?

Bérénice Gaudin - rzeczniczka ds. sądowych postępowań strategicznych i spraw lotniczych w organizacji Sea-Watch - opowiedziała o funkcjonowaniu organizacji „SeaWatch” zajmującej się ratowaniem migrantów na Morzu Śródziemnym. 

Przyczynkiem do powstania organizacji był istniejący w latach 2013-2014 włoski program „Mare Nostrum”, który została zamieniony w 2014 roku w operację „Tryton” prowadzoną przez Frontex. Jak twierdziła, kluczowe dla tej operacji nie było ratowanie ludzi, ale odgrodzenie Włoch i Malty od uchodźców i dlatego wraz z grupą aktywistów i aktywistek postanowiła stworzyć organizację niezależną od rządu.

-  Od 2015 roku udało nam się uratować 37 tys. osób. Wypływamy na Morze Śródziemne do wybrzeża Libii i w tym obszarze zwanym search and rescue przy wybrzeży Libii wyławiamy uchodźców. Oprócz statku „SeaWatch 3” mamy także samolot „Moonbird” potrzebny do tego, aby po prowadzeniu obserwacji informować władzę o problemach.

Ostatnia udana misja SeaWatch miała miejsce w czerwcu 2019 kiedy to udało się uratować 52 osoby.

Berenice podzieliła się także historią uchodźczyni uratowanej przez załogę „SeaWatch 3”.

– W Kamerunie sytuacja jest niestabilna, dlatego ktoś polecił jej, aby w Libii pracować jako pomoc domowa – została oszukana i w konsekwencji zgwałcona a jej prawa zostały naruszone. Na jej oczach został zastrzelony mężczyzna, który próbował powstrzymać gwałcicieli.

Kobieta ta została wyłowiona na prowizorycznej łodzi wraz z innymi osobami potrzebującymi pomocy.

Efektywną pomoc potrzebującym hamują jednak przepisy. Statek „SeaWatch 3” został zarekwirowany przez włoski Rząd w ramach tzw. ustawy Salviniego.

Kryzys migracyjny oczami reportażysty

- Jestem uchodźcą ekonomicznym, bo przyjechałem do Warszawy z innej miejscowości w poszukiwaniu lepszej pracy. A Państwo? Kto z Was nie jest z Warszawy? [większość obecnych na sali]

Myśląc o tym, jaki jest u nas w kraju stosunek do migrantów, to Państwa obecność tu w piątkowy wieczór mnie dziwi. Wszyscy jesteśmy migrantami ekonomicznymi, bo przecież wszyscy opuszczamy miasto rodzinne w poszukiwaniu pracy – powiedział redaktor Wojciech Bojanowski, autor reportażu „Niech toną”, który spędził miesiąc przyglądając się załodze „SeaWatch”. Główną motywacją dziennikarza do stworzenia tego reportażu, jak sam mówi, było jego zainteresowanie niesprawiedliwą śmiercią.

- „Do końca weekendu części z nas może nie być. Takie są statystyki które można przytaczać w nieskończoność – powiedział. Panelista podkreślił, że nie często to nie jest tylko obraz osób najbardziej potrzebujących to także Ci którzy mają podobne do nas potrzeby i poziom życia”.

- Wspominaliśmy o Libii -  to kraj pogrążony w wojnie, w którym rządzą lokalni . Łańcuch migracyjny działa tak, że to właśnie mężczyźni, którzy mają największą szansę na ocalenie, są zdolni do tego, żeby wybrać się w trudną podróż przez morze -  mówił. Jak podkreślił, to także często akt desperacji. Osoby które wielokrotnie bezskutecznie próbowały dostać się do Europy, tracą w końcu nadzieję.  Podkreślił także, że obecnie na tak zwanym szlaku centralnym ruch migracyjny zmalał – także przez ustawodawstwo włoskie.

Jest mi wstyd być uprzywilejowanym Europejczykiem, kiedy tyle osób nie ma takiej szansy. Dlatego nazwałem reportaż w ten sposób – bo to rządzący zgadzają się z tym stwierdzeniem i stają się obojętni wobec tragicznego losu migrantów – zakończył dziennikarz.

Reportaż niech toną autorstwa Wojciecha Bojanowskiego dostępny pod tym adresem:

https://tvn24.pl/superwizjer-w-tvn24,149,m/niech-tona-reportaz-wojciecha-bojanowskiego-w-superwizjerze,982467.html

Kryzys klimatyczny a nowe wyzwania w prawodawstwie

Zgodnie z konwencją genewską uchodźcą jest osoba, która na skutek uzasadnionej obawy przed prześladowaniem z powodu swojej rasy, religii, narodowości, przekonań politycznych lub przynależności do określonej grupy społecznej zmuszona była opuścić kraj pochodzenia oraz która z powodu tych obaw nie może lub nie chce korzystać z ochrony swojego kraju.

Katarzyna Słubik, prezeska Stowarzyszenia Interwencji Prawnej wskazała, że takie ujęcie jest problematyczne. Nowe zjawiska takie jak migracje klimatyczne i pogodowe nie zawierają się w tej definicji w jej obecnym kształcie.

Problemem jest przesłanka przemocy i prześladowania która w takich przypadkach bardzo rzadko może wpłynąć na nadanie ochrony międzynarodowej. Organy nawet w takich sytuacjach koncentrują się na kwestiach przesłanek „tradycyjnych”, dlatego Komisarz ds. Uchodźców postuluje, aby w przypadku osób które ucierpiały poprzez działanie warunków atmosferycznych nie używać sformułowania uchodźca, a zamiast tego postuluje ograniczenie się do określenia - migrant. Precyzyjne sformułowanie tego pojęcia nie zmienia niestety istoty problemu, jaką jest brak dostatecznie mocnej ochrony prawnej.

- Bez względu na to czy będziemy rozszerzać przesłanki z Konwencji Genewskiej czy będziemy myśleć o nowym mechanizmie nastawionym na migrantów klimatycznych potrzebujemy zgody większej ilości państw co niestety w tym momencie jest niezwykle trudne. – zakończyła panelistka.

Czy potrzebna nam nowa strategia migracyjna?

Redaktor Rosiak przedstawił obecny kształt unijnej polityka migracyjnej w odpowiedzi na rosnącą skalę zjawiska migracji.

- Nie spotkałem nikogo, kto porzucał swoje miejsce zamieszkania. W Bejrucie spotkałem osobę, która określiła to w prosty sposób – państwo Islamskie nas wyrzuca z domu, a Unia Europejska nie pomaga nam wrócić, tylko daje nam paszport, abyśmy mogli uciekać dalej.

Strategia, która przewiduje pomoc i odbudowę ich domów, jest dobrą strategią. Dobry jest przykład Mosulu – tam ok 2000 tys lat mieszkali chrześcijanie – teraz wróciło tam kilkaset osób. Oni czują, że zostali zdradzeni przez swoich sąsiadów. W związku z tym należy im pomagać i lepiej jest wspomagać ich w miejscach takich jak Liban czy Jordania. -

Panelista podkreślił negatywną rolę Turcji w procesie regulowania zjawiska migracji. Zdaniem dziennikarza obecnie Turcja zaczęła na mocy umowy z Unią Europejską w pełni kontroluję jej zewnętrzną granicę.

- Erdogan traktuje uchodźców jako monetę przetargową z Unią Europejską. Mam negatywny stosunek polityków tego pokroju. Kampania wyborcza w Polsce w 2015 roku została zdominowana przez kryzys migracyjny. Proponowałbym również zrozumieć postawę ludzi w takim kraju jak Polska, który od dwóch pokoleń jest krajem jednoetnicznym. Kiedy zrozumiemy skąd biorą się tego typu skrajne postawy to będzie można je zmieniać.

Należy zastanowić się nad sensem i kształtem polityki migracyjnej. Czy Europa ponosi odpowiedzialność za uchodźców? Jako kraj modelowy zostały przytoczone Stany Zjednoczone jako państwo wieloetniczne. Taki model jest zdaniem redaktora można transponować również na grunt Polski. Wskazał także na trudności związane z brakiem mechanizmów które pozwalają na efektywną integrację – chociażby związaną z nauką i barierą językową.

Wojciech Bojanowski zestawił postawę pomocy bez względu na wszystko, jaką zdaniem mówcy reprezentuje Sea Watch, z przemyślaną zinstytucjonalizowaną pomocą zakładającą rozwiązania systemowe w kraju przyjmującym.

– Podchodzę to tego bardzo prosto, bo jako reporter opisuję rzeczywistość – w tym przypadku bardzo skomplikowaną. Z mojej perspektywy trudno unikać przekazu emocjonalnego. Jeśli jako reporter łamiąc zasady pokazuję śmierć w telewizji, robię to z tego powodu, żeby przykuć widza do ekranu i uświadomić mu problem. –

Dziennikarze zgodnie stwierdzili, że obecny poziom integracji Ukraińców można uznać za sukces.

Straszenie inwazją religijną jest nieodpowiedzialne. Ratowanie jest szlachetne, ale musimy pamiętać o tym co dalej – jaki przekaz budujemy. Powinniśmy zastanawiać się czego tak naprawdę się boimy i czy tylko dlatego, że usłyszymy w mediach konkretny przekaz możemy. Antysemityzm i nietolerancja w Polsce powoli się odradza i jeśli pojawia się w mediach publicznych, co coś jest nie tak. -

Katarzyna Słubik odnosząc się do tego wątku stwierdziła, że według niej pomoc migrantom klimatycznym jest moralnym obowiązkiem każdego z nas.

- Jako prawniczka twierdzę, że mamy obowiązek nie tylko ratować, ale i edukować. To obowiązki wynikające z prawa europejskiego. Dziś mówimy też o uchodźctwie klimatycznym – dla takich osób jeszcze trudniej jest opuścić swoje miejsce zamieszkania.

Zdaniem panelistki obecnie należy się zastanowić nad „kompleksowymi programami pomocy”, gdyż obecnie nie ma dobrej odpowiedzi co zrobić z ogromnymi liczbami migrantów.

Jak wyglądają przepisy prawnej dotyczące funkcjonowania statku Sea Watch?

Berenice przytoczyła przykłady dwóch głośnych procesów osób, które cumowały statki pomocowe bez zezwolenia. Jedną z osób oskarżonych o taki czyn byłą Carola Rackete, która została przez sąd uniewinniona, gdyż dowiodła, że udzielała pomocy zgodnie z prawem międzynarodowym.

Wspieranie migrantów jednak stało się niedawno sprawą polityczną. Wszystkie konwencje prawa miedz. i traktat ONZ o prawie morskim mówią, że osobie potrzebującej na morzu należy udzielić pomocy i przenieść w bezpieczne miejsce. Problem w tym, że władze Europejskie nie działają przy wybrzeżu Libii – tę funkcję muszą spełniać organizacje pozarządowe.

Panelistka, pokazując paradoksy pomocy humanitarnej opowiedziała o przypadku ataku na statek pomocowy przez libijską ochronę wybrzeża, szkoloną i finansowaną przez Unię Europejską. Postulatem SeaWatch jest wprowadzenie sprawnych systemów pomocy oraz zakończenie delegowania odpowiedzialności za osoby potrzebujące pomocy na kraje takie jak Libia. Podkreśliła, że działania Seawatch mimo ich legalności są kryminalizowane przez państwo.

- W tym momencie powodem migracji są wojny i łamanie praw człowieka, ale należy postawić pytanie co stanie się gdy za jakiś czas głównym czynnikiem będzie klimat. Zadaniem UE i jej państw członkowskich jest wypracowanie rozwiązania innego niż delegowanie odpowiedzialności na kraje takie jak Libia czy Turcja – zakończyła panelistka.

Pytania z sali

– Z Polski wyemigrowało 2,5 mln osób – do całej Europy nie przybyło tyle osób ile z Polski wyemigrowało. Problem demografii nie może być rozwiązywany wyłącznie przez migracje z Ukrainy. Polski rynek otwiera się na migrantów z coraz dalszych krajów, co wynika także z obowiązującego nas prawa  – stwierdziła osoba z sali. Podkreśliła, że mechanizm relokacji działa, ale jest bardzo powolny. To, że migranci nie chcą przyjeżdżać do Polski to mit. Obecnie to Polska nie chce migrantów.

– Rozumiem wątpliwości redaktora Rosiaka – relokacje i ruchy migracyjne są trudne, ale należy próbować się z tym oswajać. Pomaganie na miejscu ma sens, ale należy spojrzeć na nie w odpowiednim kontekście. Afryka jest pod silnym wpływem Chin – stwierdził kolejny z gości debaty.

Padło także pytanie o rolę mediów, które kształtują społeczną świadomość w temacie migracji. Został dostrzeżony problem braku obiektywizmu w głównych mediach zarówno w kwestiach klimatycznych jak i migracji. - Żadne medium nie przybliża odbiorcom realnego problemu.

Na pytanie odpowiedział redaktor Bojanowski

 – Korzystam z różnych mediów i też mnie to nie niepokoi, ale nie uważam, że dziennikarze są od przekonywania. Przydałaby się nam otwarta debata, która mogłaby służyć pomocą w zrozumieniu zjawiska – Nie mam przekonania, że zmierzamy w dobrym kierunku. Nie mam odpowiedzi co należy zrobić, ale potrzeba działania jest bezsprzeczna -  powiała.

Panelista podkreślił, że zarówno sprawy migracyjne jak i te związane z klimatem znajdują się w Europejskim Trybunale Praw Człowieka i to być może tam należy szukać nadziei na poprawę sytuacji.

Celem debaty „Kryzys klimatyczny – nowe szlaki migracyjne” zorganizowanej w ramach III Kongresu Praw Obywatelskich było przedstawienie problemu tzw. kryzysu migracyjnego w kontekście  zmian klimatu. Kryzys klimatyczny  powoduje wzmożone ruchy migracyjne z krajów Afryki, Ameryki Południowej i wysp Pacyfiku. W trakcie debaty próbowaliśmy znaleźć odpowiedź na pytanie, czy systemy prawa międzynarodowego i krajowego są gotowe na pojawienie się nowej kategorii migrantów przymusowych – uchodźców klimatycznych, z jakich powodów mieszkańcy Afryki opuszczają ten kontynent, jak obecnie wygląda sytuacja na wybrzeżu Grecji, i jaka powinna być odpowiedź.

W debacie wzięli udział:

  • Bérénice Gaudin - rzeczniczka ds. sądowych postępowań strategicznych i spraw lotniczych w organizacji Sea-Watch, która zajmuje się ratowaniem migrantów na Morzu Śródziemnym. Osobiście uczestniczyła w misjach powietrznych i morskich Sea-Watch. Specjalizuje się w prawach człowieka, prawie morza i prawie migracyjnym.
  • Katarzyna Słubik - prezeska Stowarzyszenia Interwencji Prawnej, Prawniczka, absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego. Autorka publikacji z zakresu migracji i przestrzegania praw migrantów. Wspierała prawnie uchodźców w obozie Moria na Lesbos.
  • Dariusz Rosiak  - dziennikarz radiowy i prasowy. W Programie Trzecim Polskiego Radia prowadzi program „Raport o stanie świata”. Autor książek: Oblicza Wielkiej Brytanii, Żar. Oddech Afryki, Ziarno i krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan oraz Biało-czerwony. Za Ziarno i krew otrzymał Nagrodę im. Beaty Pawlak i był nominowany do Nagrody Literackiej Nike 2016.
  • Wojciech Bojanowski - dziennikarz, autor reportażu „Niech toną".

Rozmowę poprowadziła Joanna Subko - przedstawicielka Biura Rzecznika Praw Obywatelskich, z Zespołu ds. Równego Traktowania.

Paneliści i panelistki z pomocą głosów z sali wypracowali następujące rekomendacje

  • W kwestiach prawnych z dyskusji wyniknęła potrzeba wypracowania nowych mechanizmów, w których szczególne miejsce zajmować będzie pozycja migrantów klimatycznych. Zarekomendowano możliwe poszerzenie przesłanek definicyjnej z Konwencji Genewskiej aby włączyć także osoby z doświadczeniem uchodźczym, które znalazły się w trudnej sytuacji ze względu na problemy związane z klimatem. Za największe wyzwanie uznano zgodę większej ilości państw co do zmian w prawodawstwie w tym zakresie.
  • Podkreślono także potrzebę szerokiej debaty w ramach Unii Europejskiej, której celem byłby wypracowanie rozwiązania innego niż delegowanie odpowiedzialności za problem migracji na kraje takie jak Libia czy Turcja.
  • Należy podjąć ogólnopolską debatę nad kształtem polityki migracyjnej. Należy także poddać pod weryfikację istniejące mechanizmy które pozwalają na efektywną integrację – chociażby związaną z nauką i barierą językową.

Bez granic – sport w życiu osób z niepełnosprawnościami

Data: 2019-12-13
  • Osoby niewidome biegają lepiej od widzących
  • Osoby z niepełnosprawnością psychiczną mogą zdobywać paraolimpijskie medale
  • Niepełnosprawność narządów ruchu nie przeszkadza w uprawianiu wielu dyscyplin
  • Rodzice budujący klosz wokół swego dziecka powodują, że dzieci staja się niepełnosprawne społecznie
  • „Czasem myślę, że jestem osobą z niepełnosprawnością, bo brakuje mi wyobraźni”

Jednym z najważniejszych zaleceń dotyczących zdrowego i długiego życia jest ruch, przede wszystkim sport. Zalecenia te promuje Światowa Organizacja Zdrowia. U osób z niepełnosprawnościami spełnia  dodatkową rolę, pomaga w wychodzeniu z domu, przełamywaniu barier psychicznych i fizycznych, integracji z rówieśnikami.

Nie jest to tylko zalecenie WHO: obowiązek zapewnienia osobom z niepełnosprawnościami prawa do korzystania i uczestniczenia w życiu kulturalnym, sportowym i turystycznym wynika z ratyfikowanej przez Polskę w 2012 ro Konwencji ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami (art. 30).  W Polsce tymczasem państwo nawet nie pokrywa kosztów opieki zdrowotnej sportowców reprezentujących Polskę na olimpiadach specjalnych (o co upominał się RPO).

Przez wiele lat problemem było traktowanie sportu osób z niepełnosprawnościami jako kontynuacji rehabilitacji. Często więc narzucano dyscyplinę sportową zmuszając do uprawiania konkretnego rodzaju aktywności. Na szczęście teraz każdy sam może decydować jaki sport lubi i chce uprawiać. Wciąż jest jednak aktualny problem dostępności (albo precyzyjniej mówiąc braku tej dostępności) do różnych obiektów sportowych (często trybuny są już dostosowane a sam obiekt uniemożliwia ćwiczenie lub zawody osób z niepełnosprawnościami.

Na czym więc polega problem?

  • Czasami obiekty są, ale nie sposób do nich dojechać, ze względu na brak komunikacji publicznej dostosowanej do potrzeb osób z niepełnosprawnościami.
  • Pozostaje także kwestia bezpieczeństwa i większego narażenia na różnego rodzaju kontuzje osób z niepełnosprawnościami uprawiających sport.
  • Uczniowie z niepełnosprawnościami są zniechęcani do udziału w WF. A to właśnie „wychowanie” fizyczne pomaga w nauce samodzielności i równocześnie w nawiązywaniu relacji społecznych z rówieśnikami, kształtuje charakter, pomaga w wyznaczaniu sobie celów i budowaniu poczucia własnej wartości.

Osoby z niepełnosprawnościami, które uprawiają sport, zwracają także uwagę na to, że chcą być oceniane za swoje wyniki a nie za samo uprawianie sportu. Nie chcą być nazywane bohaterami i oceniane przez pryzmat swojej niepełnosprawności.

Nadal jednak potrzebna jest większa wrażliwość władz na równe traktowanie osób z niepełnosprawnościami zarówno w planowaniu przestrzennym jak i dysponowaniem budżetu na sport i kulturę fizyczną.

Skąd wziął się pomysł panelu

Jeżdżąc po kraju RPO spotyka osoby z niepełnosprawnościami, rozmawia z nimi, odwiedza ich kluby sportowe, widzi hale sportowe powstające przy ośrodkach dla OzN w wielu małych miejscowościach. Doskonale rozumie, jak ważny jest sport. Ale wie też, że mało osób np. w Warszawie rozumie to.

Niezwykłym przeżyciem dla ekipy RPO było spotkanie z panem Krzysztofem Myrcikiem z Lublińca. osobą z niepełnosprawnością i na wózku. Jemu zawdzięczamy inspirację dla tego panelu, które jest zwieńczeniem ponadrocznej współpracy. On też był jednym z gości panelu.

W listopadzie 2018 r. w czasie spotkania regionalnego w Lublińcu pan Myrcik opowiedział o swoim marzeniu: jako dziecko wystąpił w filmie „Łucznik” o sporcie w życiu dzieci ze schorzeniami narządów ruchu, które uczą się i rehabilitują w Wojewódzkim Ośrodku Rehabilitacyjnym w Goczałkowicach Zdroju.

Chciał go zobaczyć ponownie, bo jest w nim zawarte najważniejsze przesłanie: by nigdy się nie poddawać, nigdy nie ustępować. Walczyć do końca – ale film jest nie do zdobycia.

Okazało się, że film nie jest nigdzie dostępny. Został zapomniany. Najwyraźniej temat nie uchodzi za ważny….

Zaczęło się od poszukiwania na Facebooku. Adam Bodnar napisał:

"Droga Zbiorowa Mądrości Facebooka! Poszukuję filmu dokumentalnego z 1978 r. pt. „Łucznik" w reżyserii Jana Petryszyna. Film dokumentuje powszedni dzień pacjentów ze schorzeniami narządów ruchu w Wojewódzkim Ośrodku Rehabilitacyjnym w Goczałkowicach Zdroju. Na spotkaniu regionalnym RPO w Lublińcu o pomoc w dotarciu do tego filmu poprosił dojrzały mężczyzna, z poważną niepełnosprawnością ruchową. Jego zdaniem jak był dzieckiem - sanitariuszem ośrodka w Goczałkowicach Zdroju - to został na potrzeby filmu nakręcony. Nie był głównym bohaterem, ale podobno w filmie występuje i chciałby go zobaczyć. Czy ktoś z Państwa wie jak można ten film zdobyć? Do kogo się zwrócić? Z kim porozmawiać? Obiecałem pomóc. To naprawdę ważne dla tego Pana."

Okazało się, że film ma Studio Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej (dzięki pomocy z Facebooka film namierzył w Bielsku Kacper Gwardecki z Biura RPO). Ale na rolce – aparatów do odtwarzania takich nagrań praktycznie już w Polsce nie ma.

Dzięki zaangażowaniu pracowników samorządowych Lublińca i miłośników kina taki aparat udało się znaleźć w Domu Kultury w Koszęcinie (kilkanaście kilometrów od Lublińca). W małej starej sali kinowej zebrało się 15 października kilkanaście osób na jednorazowym bezpłatnym pokazie dla pana Myrcika. I wtedy RPO postanowił, że film zobaczy też Warszawa.

Króciutki film opowiada o chłopcu, który jako kilkulatek stracił nogi w wypadku. Dostał protezy, na których z trudem się poruszał. Trafił do Ośrodka w Goczałkowicach – tak jak inne dzieci, w tym mały Krzysztof Mercik. Dzieci uczyły się tam, a także uprawiają sport. Główny bohater wybrał łucznictwo i zdobywa w nim medal na spartakiadzie krajów socjalistycznych. To jest ten moment, kiedy widz zdaje sobie sprawę, że stosujący niezwykle nowoczesne terapie ośrodek w Goczałkowicach działa w PRL-u, a film powstał w 1978 r.

Tylko czy to powód, by o nim zapomnieć?

Jeśli dziś zapytać w Lublińcu o pana Myrcika, to ludzie go znają (na przykład słyszeli o nim uczestnicy spotkania z RPO w sprawie uciążliwej inwestycji, które odbędzie się w Lublińcu dwie godziny później).

Pan Krzysztof Myrcik działa bowiem społecznie, aktywnie upomina się o prawa osób z niepełnosprawnościami, udziela się w lokalnych mediach.

- To że zobaczyliśmy tu ten film, jest dowodem na to, jak wspaniała była nauka i leczenie w Goczałkowicach. Ktoś, kto jest stamtąd, doprowadzi nawet do projekcji filmu, którego nigdzie nie ma – powiedział na koniec spotkania jeden z przyjaciół pana Myrcika.

Panel w czasie Kongresu był okazją do przedstawienia problemów osób z niepełnosprawnościami do imprez i obiektów sportowych. Do dyskusji zostali zaproszeni:

  • Rafał Dudziński - nauczyciel w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Gromadzicach koło Wielunia, trener osób z niepełnosprawnością intelektualną. Maratończyk, triathlonista.
  • Karolina Hamer - medalistka Mistrzostw Świata i Europy w pływaniu, paraolimpijka, aktywistka społeczna  - w 2018 została jedną z twarzy protestu osób z niepełnosprawnościami. 
  • Łukasz Krasoń – sport był dla niego początkiem rozwoju i kariery mówcy motywacyjnego. Przemawiał na największych scenach w Polsce i zagranicą. Ojciec, przedsiębiorca, społecznik. Niepełnosprawny człowiek, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych.
  • Krzysztof Myrcik  z Lublińca.
  • Rafał Skrzypczyk – wiceprezes Zarządu Fundacji Aktywnej Rehabilitacji

Moderatorką s była Joanna Troszczyńska-Reyman z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich (z zespołu Centrum Projektów Społecznych organizującego spotkania regionalne RPO).

Panel zaczęliśmy od obejrzenia filmu „Łucznik”. Krzysztof Myrcik powiedział, że ten film pokazuje codzienność życia osoby z niepełnosprawnością.

Podkreślił także, że działania takie, jak przedstawione na filmie z 1979 r.: zakładające nieszablonowe myślenie, życzliwe działania, szukanie nowych rozwiązań, są bardzo ważne w życiu osób z niepełnosprawnością.

Dzięki wsparciu przyjaciół dostał przystosowany do jego potrzeb pojazd: lekki, amortyzujący, pozwalający mu chodzić. Dzięki takiemu indywidualnemu podejściu i pomysłowości wsparcia osób z niepełnosprawnościami mogą ominąć niektóre bariery, z którymi muszą walczyć na co dzień.

Rafał Skrzypczyk: Terapeuci muszą pamiętać, że rehabilitacja czemuś służy: osoby, które ćwiczą, dążą przed wszystkim do samodzielności. Osoby z niepełnosprawnościami muszą móc samemu podjąć decyzję, jaki sport chcą uprawiać. Dzisiaj praktycznie nie można mówić o sportach dedykowanych osobom z niepełnosprawnościami. Kiedyś uznawaliśmy osoby z Zespołem Downa jedynie za odbiorców sportu. Dzisiaj one zostają trenerami. Każdy sport niesie ze sobą ryzyko kontuzji, porażki – dotyczy to naprawdę w równym stopniu osób pełnosprawnych i z niepełnosprawnościami. Jedyna różnica jest taka, że osoby z niepełnosprawnościami są niesprawiedliwe ze sportu wykluczane. Znam mnóstwo dzieci niepełnosprawnych, które są zwalniane z lekcji wfu, nie przygotowuje się dla nich żadnych programów. To pokazuje, że jako społeczeństwo też borykamy się z niepełnosprawnością – brak nam wyobraźni, żeby zrozumieć ile osoby z niepełnosprawnościami mogą osiągnąć jeśli zapewnimy im równy, sprawiedliwy dostęp do sportu.

Łukasz Krasoń mówił, że sport dla osób z niepełnosprawnościami z jednej strony jest sposobem rehabilitacji, ale z drugiej jest też elementem włączania do społeczeństwa. Dlatego jest to takie ważne. Miejsce, w którym się teraz znalazłem, jest zasługą pracy moich rodziców, którzy zadbali żebym mógł chodzić do podstawówki z dziećmi pełnosprawnymi – uczyć się życia w społeczeństwie – także z wszystkimi niemiłymi sytuacjami, konfliktami.

Kiedy zrozumiałam, że nie mogę zostać sportowcem, piłkarzem, wpadłem na pomysł, że mogę zostać trenerem sportowym. To ukształtowało mnie jako człowieka, byłem przecież liderem grupy rówieśników – opowiadał Łukasz Krasoń – w dodatku mogłem w pełnoprawnym stopniu spędzać czas z rówieśnikami. Dzięki sportowi wyszedłem z bańki niskich oczekiwań. Edukacja i sport osób niepełnosprawnych to niezwykle ważne tematy, o których powinniśmy częściej dyskutować.

Budujemy nad osobami niepełnosprawnymi klosz, który powoduje, że osoby dorosłe stają się po latach „niepełnosprawne” także społecznie. A to już jest bardzo niebezpieczny stan. Często pytam rodziców, czy gdyby ich dziecko następnego dnia było zdrowe to mogłoby się normalnie odnaleźć w społeczeństwie. To pokazuje ile ograniczeń budujemy dla osób z niepełnosprawnością chcąc je chronić przed światem zewnętrznym. Niedopuszczanie osób niepełnosprawnych, dzieci z niepełnosprawnościami do sportu jest doskonałym przykładem tego zjawiska – podsumował mówca motywacyjny.

Rafał Dudziński wspominał: – Po powrocie paraolimpiady w Los Angeles wróciliśmy zmienienił. W Stanach Zjednoczonych jest inne podejście: widzieliśmy cheerleaderkę na wózku inwalidzkim, która była częścią zespołu, na równi z koleżankami wykonywała część układu.

Wróciliśmy zbudowani, z poczuciem własnej wartości, sprawczości. Trzeba jednak pamiętać, że sport to nie tylko medale i wyniki: to codzienny trud, emocje, walka ze swoimi ograniczeniami fizycznymi. Tak samo odbierają go osoby niepełnosprawne i pełnosprawne – w tym kontekście sport jest doskonale egalitarny. Najlepszą drogą jest integrowanie przez sport.

- W sporcie mamy jeszcze wiele do zrobienia, dużo mamy też do zrobienia w kwestii feminizmu, w końcu jestem dzisiaj jedyną panelistką – powiedziała Karolina Hamer – sporty paraolimpijskie miały być sportami niemedialnymi, na pierwszym miejscu miał być trener, zrezygnowano nawet z relacjonowania igrzysk w Rio. Paraolimpijczycy nie są traktowani na równo z olimpijczykami pełnosprawnymi. Nie są traktowani jako indywidualności. Przemocą systemową jest wymaganie od osób z niepełnosprawnościami, że wykażą jakieś niezwykłe umiejętności, bez tego bardzo trudno się przebić.

Sport powinien być dokładnie tak samo dostępny dla osób pełnosprawnych i z niepełnosprawnościami, z małych miast, wsi i dużych ośrodków miejskich. Jeśli chodzi o zmiany w podejściu do sportu osób z niepełnosprawnościami to ciekawym projektem był tzw. Klub 100, dzięki któremu  paraolimpijczycy mogli uzyskać stypendia. Uprawianie sportu wiąże się przecież z dużymi kosztami np. związanych z leczeniem kontuzji. Dostęp do stypendiów jest bardzo ograniczony i wymaga spełnienia mnóstwa formalności.

Tymczasem ministra sportu Mucha zrównała finansowanie sportu osób z niepełnosprawnościami ze sportami osób pełnosprawnych. A na przykład drużyny osób z niepełnosprawnościami są mniej liczne i to blokuje możliwość starania się o stypendium. Sport zawodowy to jest moja praca - podkreśla paraolimpijka – zdarza się, że pomimo zdobywania medali, osiągania wyników, finansowo wychodzimy na zero albo na minus. Poprawę sytuacji może przynieść większa komercjalizacja sportu osób z niepełnosprawnościami np. pojawianie się sponsorów z większym kapitałem. Mam to gdzieś, że jest trochę lepiej niż 40 lat temu. Mamy wreszcie wyrównać ten poziom, wzorce są na zachodzie. Czas naprawdę zakasać ręce do roboty i porządnie przyspieszyć.

Karolina Hammer zwróciła się też do wszystkich osób z niepełnosprawnościami, które chciałby sport zacząć uprawiać – przypadku sportu trzeba znaleźć swoją pasję, coś co nas kręci. Wiek nie ogranicza – sport można zacząć uprawiać bez względu na to ile mamy lat.

Barbara Średniawa opowiedziała o działaniach na rzecz seniorów z niepełnosprawnościami - nauka, wiedza, sprawność nie ma granic. Tak jak dbamy o ciało musimy dbać o umysł.

W trakcie dyskusji z sali padło pytanie o sport w małych miejscowościach i działania gmin, które mogą ułatwiać do uprawiania sportu – zamiast ślepego zwalniania z wfu.

Jako przyczynę małej popularności i trudności w dostępie do sportu dla osób z niepełnosprawnościami paneliści podali też utrwalany medialnie obraz społeczny tej grupy: z jednej strony traktujemy społecznie sport osób z niepełnosprawnościami jako jakąś sensację – a z drugiej dostajemy słaby czas antenowy do relacjonowania. Obraz osób z niepełnosprawnościami często jest w mediach skrajny: widzimy tylko zbiórki na 1%, skrajne przypadki u pani Jaworowiczowej. Dopóki sport osób z niepełnosprawnościami nie będzie traktowany jako pełnoprawna realizacja to społeczny odbiór też się nie zmieni.

Klaudia Tomaszak-Slipka, nauczycielka z Szamotuł, mama córeczki z niepełnosprawnościami: transport jest dla nas kluczem - na tym etapie rozwoju Zuzi jeszcze może nie do rehabilitacji społecznej czy zawodowej - ale do terapii medycznej i pedagogicznej.

Na terenie gminy, w promieniu 50 km, w zasadzie nie mamy przedszkola specjalnego, więc Zuzia codziennie dojeżdża do Poznania. Jeździ dowozem gminnym. Z domu wyjeżdża chwilę po 6.00, w podróży spędza przynajmniej 4 godziny. Ciężko, ale gdyby nie dowóz gminny, musiałabym zrezygnować z pracy, a już na pewno z rozwoju zawodowego, by sama dziecko dowozić i odbierać. Gmina zapewnia dowóz do najbliższej placówki danego rodzaju, więc rodzic i dziecko właściwie nie mają prawa wyboru przedszkola i szkoły. Właściwie wszystkich lekarzy i terapeutów mamy w Poznaniu, nie tylko przedszkole, więc dla nas podróżowanie jest życiem czy też życie jest podróżowaniem.

Klauzula sumienia: wolność religijna a dyskryminacja. Sesja 14 III KPO

Data: 2019-12-13
  • Społeczna dyskusja dotycząca klauzuli sumienia jest wciąż żywa. Obok postulatu zniesienia klauzuli sumienia pojawiają się propozycje przyznania prawa skorzystania z klauzuli przedstawicielom innych zawodów (diagności laboratoryjni, farmaceuci).
  • Dyskusja skupiła się przede wszystkim na kwestii dostępności do legalnej aborcji. W przyszłości klauzula nie może jednak dotyczyć także innych świadczeń medycznych. 
  • Może również mieć coraz większe znaczenie w innych sferach życia społecznego, o czym świadczy m.in. głośna „sprawa drukarza”.

Celem panelu było postawienie pytań o znaczenie klauzuli sumienia i próba znalezienia rozwiązań problemów wiążących się z tą instytucją prawną

Warto wiedzieć, że początkowo klauzula sumienia dotyczyła odmowy pełnienia służby wojskowej z uwagi na wyznawany światopogląd. Stopniowo ta instytucja prawna zaczęła jednak odgrywać szczególną rolę w  systemie ochrony zdrowia.

W 2015 roku polski Trybunał Konstytucyjny wydał istotny wyrok w sprawie klauzuli sumienia lekarzy (sprawa K 12/14). Uznał wtedy, że konstytucyjną wolność sumienia i wyznania narusza przepis, który nakazuje powołującemu się na sprzeciw sumienia, by wskazał, do kogo w takim razie ma się zgłosić pacjent. Trybunał uznał, że prawo lekarza do powoływania się na klauzulę sumienia wynika bezpośrednio z art. 53 Konstytucji.

Wyrok ten spotkał się z szeregiem krytycznych opinii. Od tego czasu polski ustawodawca nadal nie wypracował efektywnego rozwiązania, które w skuteczny sposób zabezpieczałoby prawa pacjentów, którym lekarz powołujący się na klauzulę sumienia odmawia przysługujących im świadczeń. Konieczne jest wypracowanie rozwiązań, które umożliwią z jednej strony poszanowanie praw lekarzy, a z drugiej zapewnią bezpieczeństwo pacjentom. Jest to przedmiotem szczególnej troski Rzecznika Praw Obywatelskich.

Sytuacja prawna

Obecnie prawo nie wskazuje podmiotu zobowiązanego do wskazania pacjentowi, któremu odmówiono świadczenia, realnych możliwości uzyskania świadczenia u innego lekarza lub w innym podmiocie leczniczym. Może więc dochodzić do sytuacji, gdy pacjent nie będzie mógł uzyskać określonego świadczenia zdrowotnego. Oznaczałoby to naruszenie konstytucyjnego prawa równego dostępu do świadczeń publicznej opieki zdrowotnej. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia między innymi na Podkarpaciu, gdzie znaczna część lekarzy, powołując się na klauzulę sumienia, odmówiła wykonywania zabiegu legalnej aborcji.

Działania RPO

Bezpośrednio po wydaniu wyroku Rzecznik zwrócił się do wielu podmiotów w tym Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia, Naczelnej Rady Lekarskiej, sejmowej Komisji Zdrowia, a wreszcie Ministra Zdrowia, wskazując na konieczność podjęcia działań legislacyjnych mających na celu zagwarantowanie realizacji praw pacjentów. Do tej pory stosowne zmiany prawne nie zostały wprowadzone.

https://www.rpo.gov.pl/pl/content/do-przewodniczacego-sejmowej-komisji-zdrowia-prezesa-nfz-prezesa-nrl-ws-prawa-pacjenta-do-uzyskania

https://www.rpo.gov.pl/pl/content/rzecznik-pisze-do-ministra-zdrowia-w-sprawie-antykoncepcji-awaryjnej-klauzuli-sumienia-i-edukacji

Rzecznik stale monitoruje projekty nowych aktów prawnych dotyczących klauzuli sumienia. Na bieżąco przygląda się również praktyce stosowania klauzuli sumienia przez lekarzy i przedstawicieli innych zawodów. W ramach tych działań Rzecznik zwrócił się do Ministra Zdrowia w związku z informacjami o coraz częstszym powoływaniu się przez aptekarzy na klauzulę sumienia. Powołując się na wyrok TK z 2015 roku Minister uznał, że farmaceuci mają możliwość powoływania się na klauzulę sumienia.

https://www.rpo.gov.pl/pl/content/minister-zdrowia-farmaceuci-mog%C4%85-stosowa%C4%87-klauzul%C4%99-sumienia  

W 2019 roku Rzecznik pozytywnie ocenił senacki projekt ustawy przewidujący, że w sytuacji skorzystania przez lekarza z klauzuli sumienia to szpital wskazywałby miejsce, gdzie możliwe jest uzyskanie świadczenia. Wątpliwości Rzecznika wzbudziła natomiast propozycja przyznania możliwości powoływania się na klauzulę sumienia diagnostom laboratoryjnym.

https://www.rpo.gov.pl/pl/content/opinia-rpo-do-senackiego-projektu-w-sprawie-klauzuli-sumienia

Dyskusja na panelu

W panelu wzięli udział:

  • dr hab. Wojciech Brzozowski – kierownik Zakładu Prawa Wyznaniowego na Uniwersytecie Warszawskim, specjalista w zakresie prawa konstytucyjnego i prawa wyznaniowego, autor licznych publikacji dotyczących m.in. klauzuli sumienia (moderator panelu)
  • dr hab. Magdalena Środa, prof. UW – etyczka, feministka
  • Mirosław Wróblewski – radca prawny, dyrektor Zespołu Prawa Konstytucyjnego, Międzynarodowego i Europejskiego BRPO
  • Tomasz Terlikowski – filozof, dziennikarz, działacz katolicki.
  • Kamila Ferenc - prawniczka w Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny oraz koordynatorka Zespołu Prawnego Federacji
  • Kishan Manocha – specjalista Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (ODHIR) ds. wolności religii i przekonań

Prof. Środa zwróciła uwagę, że sumienie jest spójną kategorią etyczną o charakterze przede wszystkim religijnym, która ma ona swoje korzenie w etyce chrześcijańskiej. Kategoria te nie była np. obecna w przysiędze Hipokratesa. Stąd też rodzą się wątpliwości, czy powinna być stosowana w sferze publicznej. Negatywnie należy ocenić sytuację, w której praktyka powoływania się na klauzulę sumienia wynika z pozycji społecznej związków religijnych, a nie rzeczywistego światopoglądu lekarzy. Obowiązek udzielania przez lekarza kompletnych i rzetelnych informacji powinien być rozpatrywany jako obowiązek moralny.

Dyr. Wróblewski mówił o istotnej zmianie, jaka zaszła w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który początkowo stał na stanowisku, że z art. 9. Europejskiej Konwencji Praw Człowieka nie wynika wprost prawo do wniesienia sprzeciwu  sumienia. Na gruncie orzeczeń dotyczących odmowy służby wojskowej ETPC zaczął jednak zwracać uwagę na związek wolności sumienia i wyznania z prawem do powołania się na klauzulę sumienia. Wątpliwości budzi rozciąganie klauzuli sumienia również na inne zawody. Problematyczna może być np. dyskusja o klauzuli sumienia sędziów. Obecnie na rozpatrzenie ETPC czeka czeska sprawa dotycząca rodziców powołujących się na klauzulę sumienia w związku z odmową poddania dziecka obowiązkowym szczepieniom. Wydaje się, że z punktu widzenia dobra ogółu społeczeństwa, takie rozumienie klauzuli sumienia wydaje się zbyt daleko idące.

Tomasz Terlikowski wskazał, że nie ma powodu, żeby klauzula sumienia była stosowana zbyt szeroko. Należy jednak zwrócić uwagę, że w sferze publicznej pojawiają się kwestie o znaczeniu fundamentalnym, co do których zdania opinii publicznej są w istotnym stopniu odmienne. Do takich kwestii zaliczyć należy niewątpliwie służbę wojskową, czy prawo do wykonywania aborcji. Kwestie te są na tyle kluczowe moralnie i skomplikowane historycznie, że należy uznać prawo do powołania się na sprzeciw. Prawo to powinno przysługiwać także np. urzędnikom. Redaktor zwrócił uwagę, że dla lekarza powołującego się na klauzulę sumienia udzielenie informacji, może stanowić współudział w czynności, która budzi jego głęboki sprzeciw moralny. Poszanowanie wolności sumienia i wyznania powinno uwzględniać również takie przekonania.

Kishan Manocha podkreślił, że wolność religijna wynikająca bezpośrednio z godności człowieka uprawnia jednostkę do manifestacji swojej religii poprzez działania lub brak działania. Prawo to stawia dla nas wszystkich wyzwanie i nie ma tu prostych rozwiązań.  Należy szukać rozwiązań, które umożliwiają jak najszerszą realizację wszystkich praw obywatelskich, także takich, które mogą stać ze sobą w sprzeczności. Należy pamiętać, że wolność sumienia i wyznania chroni jednostki, a nie poszczególne religie i światopoglądy. Punktem odniesienia  w dyskusji klauzuli sumienia nie mogą być więc konkretne doktryny religijne, ale codzienne doświadczenia obywateli. Jeżeli w społeczeństwie zostanie podjęta decyzja o przyznaniu pierwszeństwa jednemu z praw, musi to myć w sposób należyty uzasadnione. Proces wprowadzania zmian powinien być transparetny. Myślenie o prawach człowieka powinno być podparte empatią wobec innych.  To jednostka powinna dokonywać decyzji. I tylko wtedy, gdy nie jest to możliwe, interweniować powinno państwo.

Mecenas Kamila Ferenc zwróciła uwagę, że sprzeciw sumienia w brzmieniu zawartym w przepisach prawa ma charakter uniwersalny, ale jest stosowany w praktyce wyłącznie do kwestii zdrowia reprodukcyjnego kobiet. Po wyroku TK, lekarz nie ma obowiązku udzielenia informacji co do możliwości uzyskania świadczenia, co ma istotne znaczenie dla pacjentek. Często bowiem dla pacjentek istotny jest czas, w których mogą one skorzystać z pomocy lekarza. Klauzula sumienia nie powinna dotyczyć takich czynności jak udzielanie porad lekarskich, czy wypisywanie recept. Klauzulę sumienia należy taktować jako swego rodzaju wyjątek, który powinien dotyczyć tylko bezpośredniego wykonywania świadczeń medycznych. Należy pamiętać, że system opieki zdrowotnej bazuje na umowie społecznej. Konieczne jest wprowadzenie „bezpieczników” zabezpieczających prawa pacjentów, np. obowiązku zatrudniania przez szpitale podwykonawców, bądź uruchomienia stosownej infolinii dla pacjentów.

Ze strony publiczności padły istotne pytania pojawiające się w dyskusji o klauzuli sumienia:

  • Kto powinien podejmować decyzje w toczącym się sporze światopoglądowym?
  • Czy sprzeciw sumienia jako prawo jednostki, jest aby na pewno zgodny z zasadą demokracji?

Konkluzje panelu:

  1. Rozmawiajmy dalej, ale nie bez końca! Na rozwiązania czekają prawdziwi ludzie.
  2. Wypracowane rozwiązanie musi uwzględniać różne perspektywy (lekarza i pacjenta, osoby wierzącej i niewierzącej).

Prawa osób LGBT w Polsce. Raporty RPO na sesji 16 III KPO

Data: 2019-12-13
  • W obliczu eskalacji uprzedzeń wobec osób LGBT w 2019 r., spokojna rozmowa o ich sytuacji prawnej w Polsce jest jednocześnie trudna i konieczna
  • Paneliści rozmawiali o prawie do życia prywatnego i rodzinnego osób LGBT – obszarze prawnym ocenianym jako najgorzej realizowany i najsłabiej chroniony przez polskie prawo
  • W ostatnich latach ciężar poprawy sytuacji prawnej osób LGBT przesunął się z prawodawcy na sądy i urzędników. Przy braku woli politycznej do poprawy sytuacji przez niezbędne zmiany legislacyjne, rola administracji i sądownictwa w stosowaniu obecnie obowiązujących przepisów zyskuje na znaczeniu
  • Skargi wpływające do Biura RPO wskazują na główne problemy, z którymi musi się mierzyć społeczność LGBT. W obszarze prawa do ochrony życia prywatnego i rodzinnego, wnioski do Rzecznika wpływają przede wszystkim od osób transpłciowych – których prawa są regularnie naruszane ze względu na brak przepisów regulujących prawne uzgodnienie płci i jego skutki – a także od osób nieheteroseksualnych, żyjących w jednopłciowych związkach, które nie mogą uzyskać polskich dokumentów dla swoich urodzonych za granicą dzieci. Wiele skarg dotyczy także homo-bi-i-transfobicznej mowy nienawiści obecnej w przestrzeni publicznej.

Polska zajmuje obecnie 39. miejsce na 49 państw w przygotowywanym co roku, przez organizację ILGA Europe, przeglądzie stanu ochrony prawnej zapewnianej osobom LGBT w państwach europejskich . Jest to przedostatnie miejsce wśród wszystkich państw Unii Europejskiej. Według rankingu w Polsce najwyżej oceniany jest stan przestrzegania wolności stowarzyszania, a od lat najgorzej wypadamy pod względem ochrony przed przestępstwami z nienawiści i dyskryminacją oraz stopniem poszanowania prawa do życia rodzinnego.

Naruszenia prawa do życia prywatnego i rodzinnego osób wynikają w Polsce przede wszystkim z nieuregulowania sytuacji prawnej rodzin tworzonych przez pary tej samej płci. Brak jest jakiejkolwiek instytucjonalizacji związków partnerskich, regulacji określających sytuację prawną dzieci urodzonych za granicą, w których aktach urodzenia wskazano jako rodziców osoby tej samej płci) oraz przepisów określających procedurę uzgodnienia płci (ustawa o uzgodnieniu płci przyjęta w 2015 r. przez Sejm została zawetowana przez Prezydenta RP). Polska pozostaje w tych obszarach daleka od realizacji standardu międzynarodowego, wyznaczone m.in. przez orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich napływają skargi związane z długotrwałymi i naruszającymi godność osób transpłciowych postępowaniami w sprawie uzgodnienia płci, problemami, z którymi muszą mierzyć się w życiu codziennym transpłciowe osoby małoletnie (w tym trudnościami z administracyjną zmianą imienia, dyskryminacją w szkole), a także skargi od obywateli żyjących w związkach z osobami tej samej płci, których rodziny nie są w żaden sposób chronione i uznawane przez polskie prawo.

Rzecznik od początku kadencji podejmuje liczne działania w celu poprawienia sytuacji społeczności LGBT: przygotowuje wystąpienia generalne (w tym do poszczególnych ministrów), bierze udział w postępowaniach sądowych, a także prowadzi aktywności edukacyjne oraz przygotowuje badania i raporty (np. raporty dot. równego traktowania pacjentów nieheteroseksualnych, przestępstw motywowanych uprzedzeniami, m.in. względem osób homoseksualnych, a także równego traktowania w zatrudnieniu bez względu na tożsamość płciową).

W kontekście prawa do życia prywatnego i rodzinnego osób LGBT, o którym rozmawiali paneliści na III Kongresie Praw Obywatelskich, RPO wspiera obywateli przede wszystkim w formie przystępowania do postępowań sądowych (w tym do spraw o transkrypcję aktów urodzenia lub potwierdzenia obywatelstwa dzieci osób tej samej płci urodzonych za granicą – w 2018 r. dwukrotnie z sukcesem przed NSA).

Prawa osób LGBT w Polsce – „Zmiany nadejdą – nie poddawajcie się. Cierpliwie czekajcie działając tak, jak działacie i wierząc w słuszność sprawy” – prof. Robert Wintemute

 

W panelu rozmawiali: dr Paweł Marcisz – adwokat, pełnomocnik w sprawie zakończonej pozytywnym wyrokiem NSA o uznanie obywatelstwa polskiego 4 córek jednopłciowej pary (do której przystąpił RPO), a także w kilku sprawach o transkrypcje aktów urodzenia dzieci par jednopłciowych, które oczekują obecnie w NSA na wyznaczenie terminu; prof. Robert Wintemute – gość specjalny III KPO, profesor i pracownik naukowy King’s College Uniwersytetu w Londynie, ekspert w obszarach praw człowieka, prawa antydyskryminacyjnego i prawa Unii Europejskiej, autor licznych opinii przyjaciela sądu w sprawach przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka; dr Jakub Pawliczak – pracownik naukowy i wykładowca, pełnomocnik procesowy w sprawach rodzinnych osób LGBT, w szczególności w sprawach transkrypcji aktów małżeństwa par jednopłciowych i transkrypcji aktów urodzenia dzieci par jednopłciowych, którymi to tematami zajmuje się tez w ramach pracy naukowej; mec. Karolina Gierdal – adwokatka współpracująca z Kampanią Przeciw Homofobii jako koordynatorka działu prawnego organizacji, ze względu na bardzo duże doświadczenie w pomocy prawnej osobom LGBT w sprawach o różnorodnej tematyce, posiada świetne rozeznanie w obecnej sytuacji prawnej, zarówno z perspektywy prawnej jak i aktywistycznej, dr Paulina Pilch – radczyni prawna współpracująca z Fundacją Trans-fuzja, ekspertka w zakresie postępowań w sprawach o uzgodnienie płci, w których regularnie występuje jako pełnomocniczka; posiada praktyczną wiedzę na temat bieżącej praktyki sądów oraz organów administracji w sprawach osób transpłciowych.

Moderatorką panelu była mec. Anna Mazurczak -adwokatka, w latach 2012-2018 pracowała w Zespole ds. Równego Traktowania w BRPO, Wiceprzewodnicząca Sekcji Praw Człowieka przy Okręgowej Radzie Adwokackiej w Warszawie, członkini Komisji Praw Człowieka przy Naczelnej Radzie Adwokackiej; od lat współpracuje z organizacjami pozarządowymi. W latach 2012-2018 prawniczka w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich, gdzie prowadziła sprawy z zakresu ochrony praw osób LGBT, co obecnie kontynuuje w ramach własnej działalności zawodowej.

Milena Adamczewska z Zespołu Równego Traktowania BRPO pokrótce przedstawiła wnioski płynące z najnowszego raportu. Autorzy badali jak standard międzynarodowy praw człowieka osób LGBT jest realizowany w Polsce – w prawie i praktyce jego stosowania. Uczestnicy panelu w swojej dyskusji na bieżąco odnosili się do naświetlonych w raporcie problemów, skupiając się na prawie do poszanowania życia rodzinnego i prywatnego osób LGBT.

Stan prawny ochrony praw osób LGBT bardzo szybko się zmienia, regularnie pojawiają się nowe orzeczenia, dosyć często na korzyść społeczności LGBT, chociaż oczywiście w wielu przypadkach na zmiany od lat nie można liczyć.

Brak jest jakichkolwiek regulacji dotyczących postępowań dotyczących ustalenia płci. Rodzi to niepewność proceduralną, mamy orzecznictwo na ten temat z lat 90. Te sprawy trwają długo, rok, dwa lata. Musimy pamiętać, że przecież taka osoba przechodziła wcześniej długotrwałą procedurę medyczną, więc przechodzenie przez proces sądowy jest psychicznie obciążające. Nie ma także procedur określających w jasny sposób udziału prokuratora w postępowaniu czy dokumentów, które należy przedstawić. Standardem jest wyznaczanie biegłego przez sąd. A przecież taka osoba przeszła całą wspominaną drogę medyczną, która jest udokumentowana i przedstawiona w aktach. Sam element pozywania rodziców jest bardzo stresujący. Niektórzy sędziowie wymagają stawiennictwa rodziców, co dodatkowo wzmacnia trudne przeżycia i obciążenie osoby transpłciowej.

Brakuje nam także właściwego przeszkolenia sędziów w tym obszarze. Pojawiają się prywatne pytania np. o preferencje seksualne. Sędziowie często są skonfundowani jak mają formułować pytania do osób transpłciowych, czy używać formy żeńskiej czy męskiej. A przecież wystarczyłoby zapytać. Jak widać brak jest przyjęcia jednolitej procedury oraz edukacji. Lepiej w takich sytuacjach odnajdują się Kierownicy Urzędów Stanu Cywilnego. W Polsce nie wydaje się nowych aktów urodzenia po tranzycji. Wzmiankuje się tylko, że procedura została przeprowadzona. To prowadzi do naruszenia prywatności i właśnie taką sprawę zakomunikował Polsce Europejski Trybunał Praw Człowieka jesienią tego roku- opowiadała dr Paulina Pilch.

Kolejna terra incognita polskiego prawa to sytuacja rodzicielstwa osób transpłciowych. Status osoby, która po zmianie płci na męską rodzi dziecko dalej jest nie ustalony. Zdarzają się więc takie sytuacje – i będą się zdarzać – że osoba, która już ustaliła płeć jako męska, rodzi dziecko. To, co zdarzyło się w takiej sprawie, to nacisk na naprawdę biologiczną – mężczyznę wpisano w akcie urodzenia jako matkę dziecka.  Kolejnym problemem jest funkcjonowanie – szczególnie w środowisku szkolnym - dzieci i młodzieży, którzy nie identyfikują się ze swoją płcią biologiczną. Formalna zmiana imienia ucznia w może nastąpić tylko w wyniku decyzji administracyjnej lub wyroku sądu. Niektóre szkoły wychodzą jednak w tym przypadku uczniom naprzeciw, co może się zmienić już w przyszłym roku w związku ze zmianą przepisów. Pojawiają się jednak inne, mniej oczywiste problemy w życiu społeczności szkolnej: czy uczeń może wybrać swobodnie strój na studniówkę: sukienkę lub garnitur czy może zatańczyć z koleżanką jeśli identyfikuje się z płcią męską, czy nauczyciel może zwracać się do dziecka, które nie identyfikuje się ze swoją płcią biologiczną wybranym przez nie imieniem? W przypadku, gdy rodzice dziecka chcą mu pomóc poprzez administracyjną zmianę imienia, w większości przypadków jedyną furtką jest wybranie imienia nie przypisanego kulturowo do żadnej płci np. Maria albo Alex, co znacznie ogranicza przecież wybór i swobodę. Wszystko zależy więc od tego na jakich ludzi trafimy, na jaką szkołę, na jakiego Kierownika USC – to od ich dobrej woli i przychylności zależy często sytuacja i dobro transpłciowych dzieci i nastolatków – wskazała Karolina Gierdal.

Jeśli mówimy o związkach partnerskich lub małżeńskich osób tej samej płci to praktycznie nic się od lat zmieniło – przyznaje Jakub Pawliczak – a przecież ustawa duńska wprowadzająca pierwsze regulacje w tym obszarze weszła w życie 30 lat temu. Była to bardzo prosta ustawa, miała dosłownie kilka artykułów i odsyłała głównie do przepisów o małżeństwie. Nawet Tajwan przyjął niedawno regulacje w tym obszarze, w Europie większość państw reguluje związki partnerskie osób tej samej płci, a sporo dopuszcza też małżeństwa jednopłciowe. W Polsce tkwimy w braku przepisów, co jest też niezrozumiałe z cywilistycznej perspektywy, konieczność legalizacji związków partnerskich wynika przecież wprost ze społecznej potrzeby uregulowania relacji, które istnieją. Mam nadzieję, że kiedy  ustawa na ten temat się pojawi, będzie pomocnym i rozsądnym aktem normatywnym. Ochrona punktowa naraża na niepewność prawną.

Niepokojąca jest tendencja nowelizacji prawa rodzinnego – od dłuższego czasu ustawodawca idzie w kierunku prymatu rodzicielstwa biologicznego, genetycznego. Staje się to problemem dla rodziców dzieci żyjących w związku z osobą tej samej płci. W ten nurt wpisują się też sprawy, w których sądy i organy stwierdzają, że rodzicami w Polsce mogą być tylko matka i ojciec. Wszystkie te sprawy powinny być rozpatrywane przez sądy powszechne, niestety są rozpatrywane przez organy administracji i sądy administracyjne, które nie mają do tego kompetencji i narzędzi. Na przykład nie uwzględniają zasady dobra dziecka. – zauważył dr Jakub Pawliczak.

Dr Paweł Marcisz opowiadał o problemie transkrypcji aktu urodzenia dzieci urodzonych za granicą. Chociaż wydaje się on całkowicie abstrakcyjny to tak naprawdę nierozwiązany, blokuje możliwość wydania paszportu lub dowodu osobistego. 2 grudnia 2019 roku NSA wydał uchwałę, w której uznał, że w polskim porządku prawnym nie ma możliwości wpisania do ksiąg stanu cywilnego rodziców tej samej płci: dwóch matek dziecka lub dwóch ojców.

NSA uznał jednak, że można pominąć transkrypcję w przypadku starania się o dowód lub paszport – narusza to bowiem dobro dziecka. Tymczasem pytanie jak taką linię orzeczniczą przyjmą i wykonywać będą urzędnicy i Urzędy Stanu Cywilnego. Droga jest długa, bo organy administracji nie są związane tą uchwałą, nie mamy jeszcze jej pisemnego uzasadnienia, a wątek ten nie jest wymieniony w jej sentencji. Poza tym, w dowodzie osobistym również należy wpisać imiona rodziców, więc organy znowu staną przed podobnym problemem, dokonanie transkrypcji byłoby więc właściwie prostsze.

Kolejnym problemem jest zjawisko potwierdzenia obywatelstwa dzieci urodzonych ze związków jednopłciowych za granicą. Pozornie nie jest to zbyt problematyczne, ale w praktyce przysparzało wielu problemów już na etapie wydawania decyzji przez urzędników. Akurat w tym obszarze dr Marcisz uznaje, że pozytywna praktyka powoli się utrwala.

Zarówno pojęcie dobra dziecka i tzw. prawda biologiczna są w Polsce specyficznie interpretowane – zarówno na poziomie urzędów, jak i sądowym. Na pewno nie można jednak wskazać tutaj żadnej jednolitej praktyki orzeczniczej.

Profesor Robert Wintemute podkreślił podobieństwo obecnej sytuacji społeczności LGBT z sytuacją prawną dwadzieścia lat temu w Wielkiej Brytanii. Trudno było wprowadzać zmiany na poziomie krajowym, brak było chęci współpracy ze strony władz – dlatego podejmowaliśmy postępowania strategiczne przed ETPCz. Podobnie było w Hiszpanii, gdzie społeczeństwo starało się oddolnie wprowadzić korzystne dla społeczności LGBT prawo. Na tych przykładzie można uznać, że można zwracać się o pomoc do ETPCz lub TSUE. Że jest to skuteczny sposób na kształtowanie prawa, które nie dyskryminuje społeczności LGBT, które zapewnia jej realizację praw człowieka.

Odnosząc się do kwestii związków partnerskich – w momencie kiedy ETPCz ostatnio o tym decydował w sprawach włoskich, zaraz po tym jak równość małżeńską wprowadzono w USA, nie było co do tego europejskiego konsensusu, 51 % państw instytucjonalizowało związki partnerskie. Teraz mamy 28 państw, więc jestem przekonany, że w polskich sprawach, podobnych do Oliari p. Włochom, Trybunał dojdzie do takiego wniosku jak w tym wyroku. Przyzwyczajajcie powoli polski rząd do myśli, że jak te wyroki zostaną podjęte, jakaś forma instytucjonalizacji będzie musiała się pojawić.

Odnośnie uznania związków i małżeństw jednopłciowych to ETPCz nie ma jednak za dużego pola do działania. Co do transkrypcji aktów urodzenia i uznania, że dziecko ma dwóch ojców albo dwie matki – sytuacja przedstawia się w dużo jaśniejszych barwach, zmiana być może niedługo nadejdzie. Podobnie ETPCz wydaje orzeczenia odnośnie adopcji dziecka przez związki jednopłciowe. Mamy tutaj np. kilka spraw przeciwko Francji. Musimy tutaj brać pod uwagę najlepszy interes dziecka. Obecnie 21 krajów europejskich dopuszcza możliwość uznania za rodziców osoby LGBT. Parlament Europejski pracuje nad rekomendacjami dla międzynarodowego ustawodawca, które mogłoby stworzyć wytyczne dla omawianych obszarów. Jest więc duża szansa dla Polski na uzyskanie pomocy z poziomu europejskiego – podkreślił prof. Wintemute

Europejski standard praw osób LGBT niestety nie przyjmuje się za dobrze w polskim orzecznictwie. Nawet gdy staramy się przedstawić w sądach orzeczenia Europejskiego Trybunału, sądy niechętnie się na nich opierają - podkreśliła mecenas Mazurczak.

Moja hipoteza jest taka, że do sądów administracyjnych trafia argumentacja im bliska. Czyli oparta na prawie krajowym. Uważam więc, że nie jest najlepszą taktyką opieranie się w tych sprawach strategicznych na orzecznictwie europejskim, można posiłkować się nim tylko akcesoryjnie – zauważyła z sali Dorota Pudzianowska.

Ewa Hołuszko podkreśliła, że dla społeczności LGBT priorytetem są związki partnerskie oraz działania antydyskryminacyjne. - Nie mamy w Polsce przepisów o dyskryminacji osób LGBT, nie czujemy się bezpiecznie, nie czujemy się chronieni. Te dwie sprawy to nasze priorytety – powiedziała.

Jak rozwiązywać sprawy szybciej niż przez 5 lat? Tryb, w którym musimy skarżyć decyzje WSA do NSA jest niezwykle czasochłonny. Czy mamy jakiś pomysł jak to przyspieszyć?

Krzysztof Śmiszek pytał jak powinna być skonstruowana polska ustawa o związkach partnerskich? Co dokładnie powinno się w tej krótkiej, treściwej ustawie znaleźć.

Jestem optymistą, tak jak prof. Wintemute. Ale w żadnej z naszych polskich spraw Sądy nie zdecydowały się jeszcze na zadanie pytania prejudycjalnego – zauważył z sali prof. Urbanik.

Odpowiadając na pytania publiczności, dr Paulina Pilch zauważyła, że na pewno sposobem na ominięcie trudności związanych z pozywaniem rodziców przez osoby transpłciowe jest wprowadzenie trybu nieprocesowego. W obliczu braku ustawy na ten temat, można próbować testować inne sposoby w postępowaniach, ale najprawdopodobniej nie będzie to skuteczne. Obecnie wypracowany standard tez był w latach 90 szeroko dyskutowany, były testowane różne próby innych sposobów – postępowania administracyjnego, pozywania Kierownika USC. Z powodów jurydycznych, nie ideologicznych, uznano wtedy, że najwięcej sensu ma pozywanie rodziców, bo to oni deklarują jakie dziecko ma płeć.

Karolina Gierdal zauważyła, że nasza rzeczywistość się zmienia i prawo na to nie odpowiada. W uchwale NSA z 2 grudnia zlekceważono obywatela, Sąd postanowił wbrew prawnoczłowieczym standardom. Takie orzeczenia podcinają skrzydła w walce, podważają wiarę w rolę sądownictwa w poszerzaniu ochrony.

Jakub Pawliczak dostrzega dysonans – Sądy z jednej strony mówią wiele o respektowaniu prawa unijnego, ale w obszarze prawa rodzinnego praktyka pokazuje, że nie realizują tego w praktyce orzeczniczej. 

Odpowiadając na pytanie o to jaką strategię procesową przyjąć po uchwale 7 sędziów NSA Paweł Marcisz zasugerował, że należy poskładać wnioski do jak największej ilości urzędów, o wydanie paszportu i wydanie dowodu. Podejście ilościowe może pomóc w wykazaniu pewnych tendencji.

Paneliści zakończyli dyskusję zastanawiając się nad pytaniem „co dalej?”. Czy sądy są krok za społeczeństwem czy może za bardzo próbują je wyprzedzać? Paweł Marcisz zauważył, że elity polityczne są bardzo konserwatyne, więc nie można oczekiwać od sądów, że będą 100 kroków przed nimi. Prof. Wintemute dodał na koniec: „Nigdy się nie poddawajcie. Zmiana się zdarzy. Czekajcie cierpliwie, sądy polskie prędzej czy później zaczną stosować i akceptować międzynarodowe orzecznictwo. Pamiętajcie o tym, że sprawa jest słuszna i wygrana przyjdzie z czasem.”

Prawo do życia prywatnego i rodzinnego osób LGBT- jakie zmiany powinniśmy wprowadzić?

Osoby LGBT muszą mieć zapewnione pełne prawo do poszanowania życia rodzinnego i osobistego. Jakie działania powinny zostać podjęte żeby realizować międzynarodowe standardy praw człowieka?

  • Po pierwsze – należy pracować nad nowoczesnymi regulacjami prawnymi dotyczącymi uzgodnienia płci zgodnymi ze standardami międzynarodowymi. Procedury powinny być szybkie, przejrzyste i przystępne; uwzględniające konieczność posiadania dokumentu tymczasowego do posługiwania się nim w czasie tranzycji oraz zapewniające realizację obowiązku pełnego uznania nowej tożsamości osoby transpłciowej we wszystkich dziedzinach życia, z uwzględnieniem kwestii zmiany wszelkich dokumentów wydanych przed tranzycją.
  • Po drugie – bardzo ważnym postulatem jest zapewnienie faktycznej realizacji prawa do poszanowania życia rodzinnego osób LGBT poprzez stworzenie możliwości zawierania związków osób tej samej płci w celu zapewnienia realizacji zasady równego traktowania bez względu na orientację (zgodnie ze standardem europejskiego konsensusu wyznaczonym przez Europejski Trybunał Praw Człowieka w orzeczeniu w sprawie Oliari i inni p. Włochom).
  • Po trzecie – poważnym problemem społeczny, który znajduje finał w licznych sprawach sądowych w ramach postępowań strategicznych jest uregulowanie sytuacji prawnej dzieci pochodzących ze związków osób tej samej płci, urodzonych za granicą, w których aktach urodzenia jako rodziców wskazano dwie matki lub dwóch ojców oraz uregulowanie sytuacji prawnej dzieci urodzonych po uzgodnieniu płci przez ich transpłciowych rodziców.

Co jeszcze możemy zrobić dla osób LGBT w innych obszarach prawa?

Autorzy raportu „Sytuacja prawna osób nieheteroseksualnych i transpłciowych w Polsce, Międzynarodowy standard ochrony praw człowieka osób LGBT i stan jego przestrzegania z perspektywy Rzecznika Praw Obywatelskich” wskazywali także na inne obszary prawa wymagające zmian:

  • Ważnym postulatem jest rozszerzenie prawnego zakresu ochrony przed dyskryminacją poza obszar zatrudnienia.  Postulowana jest nowelizacja ustawy z 3 grudnia 2010 r. o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania, tak żeby zakazywała dyskryminacji ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową we wszystkich wskazanych w niej obszarach, w tym: edukacji, zabezpieczenia społecznego, opieki zdrowotnej, dostępu do usług (np. mieszkaniowych). Należy również doprowadzić do ratyfikacji Protokołu nr 12 do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, ustanawiającego ogólny zakaz dyskryminacji, zgodnie z którym korzystanie z każdego prawa przewidzianego w prawie powinno być zapewnione bez dyskryminacji wynikającej z takich powodów, jak płeć, rasa, kolor skóry, język, religia, przekonania polityczne lub inne, pochodzenie narodowe lub społeczne, przynależność do mniejszości narodowej, majątek, urodzenie lub z jakichkolwiek innych przyczyn.
  • Niezbędne jest zwiększenie ochrony osób pokrzywdzonych przestępstwami motywowanymi homofobią, bifobią i transfobią. Po pierwsze nawoływanie do nienawiści do poszczególnych grup z powodu rzeczywistej lub domniemanej orientacji seksualnej i tożsamości płciowej powinno być kryminalizowane (ścigane z urzędu i karane). Po drugie – równie istotne jest zapewnienie osobom pokrzywdzonym faktycznego dostępu do środków ochrony przewidzianych w ustawie o ochronie i pomocy dla pokrzywdzonego i świadka. Po trzecie – w związku z narastającym negatywnym zjawiskiem mowy nienawiści w mediach i internecie potrzeba odpowiednich zmian w ustawie o radiofonii i telewizji,
    w celu zapewnia ochrony przed dyskryminacją ze względu na orientację seksualną nie tylko w materiałach reklamowych, ale tez audycjach i innych przekazach.
  • Ochrona praw osób LGBT wymaga zapewnienia organizacjom broniącym ich praw możliwości niezakłóconego działania w poczuciu bezpieczeństwa poprzez zwiększenie ochrony osób pokrzywdzonych przestępstwami motywowanymi homofobią, bifobią i transfobią.
  • Konieczne jest też umożliwienie swobodnej realizacji wolności zgromadzeń poprzez jej poszanowanie w procesie stosowanie prawa przez organy administracji, tj. wydawanie decyzji o zakazie odbycia zgromadzenia tylko w wyjątkowych przypadkach i w oparciu o realne zagrożenie ze strony uczestników tego zgromadzenia, a nie ze strony jego przeciwników. Istotny problemem polskiej rzeczywistości jest zapewnienie bezpieczeństwa uczestnikom wszystkich marszów równości i innych pokojowych zgromadzeń społeczności LGBT, poprzez właściwe i profesjonalne działania lokalnych jednostek Policji.
  • W obszarze praw człowieka związanych z prawem do pracy należy przeprowadzić nowelizację przepisów pozwalających na umożliwienie otrzymania świadectwa pracy uwzględniającego zmienione dane osobowe osób, które uzyskały orzeczenie sądu o ustaleniu płci zgodnej z ich tożsamością płciową oraz wyeliminowanie „transseksualizmu” z listy chorób uniemożliwiających czynną służbę wojskową.
  • Zmiany legislacyjne są niezbędne dla wprowadzenia pełnej ochrony i równego traktowania społeczności LGBT, ale równie niezbędna jest edukacja. Należy uzupełnić  podstawy programowe dla wszystkich typów szkół o treści dotyczące praw człowieka i edukacji antydyskryminacyjnej, zgodnej z międzynarodowymi standardami oraz zapewnienia możliwości dochodzenia odszkodowania i zadośćuczynienia w przypadku naruszenia zasady równego traktowania w obszarze edukacji ze względu na orientację seksualną i płeć (a w tym tożsamość płciową).
  • Osoby LGBT spotykają się z dyskryminacją także w służbie zdrowia, dlatego należy wprowadzić rozwiązania prawne, które będą kwalifikować każdą dyskryminację, w tym ze względu na orientację seksualną, za naruszenie praw pacjenta. Taka kwalifikacja otwiera drogę do dochodzenia zadośćuczynienia. Jednym z podstawowych, ale jednocześnie kluczowych postulatów jest ustanowienie zakazu wszelkich praktyk opartych na założeniu, że osoby LGBT można wyleczyć (zgodnie z uwagami końcowymi Komitetu ds. Osób z Niepełnosprawnościami z 21 października 2018 r).
  • Tak samo istotne jest uregulowanie sytuacji prawnej osób interpłciowych. Interpłciowość to cecha, która nie dotyczy ani orientacji seksualnej ani tożsamości płciowej, ale tego jak jest zbudowane i jak funkcjonuje ciało. To termin, który stosuje się do opisania szerokiej gamy naturalnie zróżnicowanych cech płciowych np.  chromosomów, układu hormonalnego, wewnętrznych i zewnętrznych narządów płciowych. Konieczne jest zakazanie przeprowadzania operacji „normalizujących” płeć bez świadomej zgody, gdy taka interwencja nie jest konieczna ze względu na zagrożenie dla życia i zdrowia.
  • Należy wprowadzić ochronę w równym dostępie do usług, w tym mieszkaniowych i zapewnienie gwarancji realizacji prawa do wnioskowania o ochronę międzynarodową przez osoby prześladowane ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową, poprzez odpowiednie szkolenia funkcjonariuszy Straży Granicznej.

 

Jak walczyć o klimat przed sądem. Sesja 19 III KPO

Data: 2019-12-13
  • Jakie roszczenia można formułować
  • Kto może być powodem, a kto powinien być w sprawach klimatycznych pozwanym
  • Z jakimi trudnościami borykamy się przed sądem.
  • Przykłady sukcesów i porażek w sądowych bataliach o klimat: smog, odory, fermy przemysłowe, jak również funkcjonowanie wielkich fabryk.

- Spotykamy się w znaczącym momencie. W nocy Polska wygrała z Unią w sprawie neutralności klimatycznej – będzie mogła ją osiągnąć po 2050 r. Co to o nas świadczy? W jakim jesteśmy miejscu, jeśli chodzi o zmiany klimatyczne? – zaczęła moderatorka Dominika Wantuch

Są miejscowości w Polsce, w których smog nie pozwala normalnie funkcjonować. Są takie, gdzie pyły z nowoczesnych fabryk spadają na nowo wybudowane boiska dla dzieci. Są takie, gdzie odory z przemysłowych ferm hodowlanych nie pozwalają wychodzić z domu. Są miejscowości, które znalazły się na obrzeży nowych hałaśliwych obwodnic.

Są dobra narodowe takie jak lasy, które – ku przerażeniu miłośników przyrody – są przerabiane na deski. Są zasoby nieskażonej dotychczas przyrody, pod które podchodzą buldożery i betoniarki.

Miłosz Jakubowski: To jest u nas ciągle abstrakcyjny temat. Chociaż pogoda się zmienia, rolnicy mają szkody przez susze, to dalej nie odczuwamy jeszcze tych zmian klimatycznych. Problem w tym, że w momencie, kiedy zaczniemy je odczuwać,  będzie już za późno. Ale to się z trudem przebija do świadomości społecznej. Tu trzeba myśleć globalnie i przyszłościowo, a do tego trudno przekonać.

Jeśli chodzi o inne problemy środowiskowe, widać, że ta świadomość wzrasta. Smog, szkodliwości ferm przemysłowych – tematy już mocno rozpoznane w społeczeństwie. Wynika to z tego, że mają one wpływ  bezpośrednio na życie ludzi, na  zdrowie i mienie.

Ilona Rabizo  (stop fermom): Jest ekspansja ferm przemysłowych. Są wręcz obszary zafermione. Władze lokalne wydają coraz to nowe zezwolenia pomimo sprzeciwu mieszkańców. To miejsca, gdzie nie można dosłownie nic robić poza domem – wypoczywać, wieszać prania, dzieci nie mogą się bawić. Czyli prawa mieszkańców są ewidentnie naruszane. W ostatnim roku naliczyliśmy  ponad 500 protestów przeciwko fermom. W tym przypadku ludzie świadomie walczą o prawo do życia w nieszkodliwym środowisku. Ale i tak, tu chodzi im o świeże powietrze, czystą wodę, takie bezpośrednie skażenie. Mniejsza refleksja jest jeśli chodzi o wpływ produkcji zwierzęcej na klimat.

Zanim zrelacjonujemy panel, przypomnijmy fakty.

Co w sprawie klimatu i uciążliwych inwestycji mogą zrobić obywatele? Zareagować w nowoczesny sposób. Skrzyknąć się. Udokumentować problem. Przedstawić argumenty.

Co mogą zrobić prawnicy? Znaleźć w prawie nowe narzędzia do ochrony wspólnego dobra – tak jak wcześniej znaleźli narzędzia do ochrony indywidualnych interesów gospodarczych

Ochrona środowiska jest jedną z podstawowych wartości chronionych przez Konstytucję. Problem bowiem w tym, że jeszcze niedawno prawo do czystego środowiska wydawało się na tyle niezagrożone, że nie mamy jasnych i precyzyjnych narzędzi walki o nie.

Musimy je stworzyć – i w ciągu ostatnich lat społeczeństwo obywatelskie wraz z Rzecznikiem Praw Obywatelskich te narzędzia tworzyło

Jak gromadzić dowody i poznawać skuteczne procedury

Jedną z form aktywności jest walka o klimat przed sądem. Ale – co od razu warto zauważyć – nie jest ona możliwa bez zgromadzenia dowodów, dokumentów, pism. Bez zebrania informacji o skali zagrożenia środowiska.

Warto pamiętać, że takimi dowodami są pisma z pytaniami, zgłoszenia przypadków uciążliwości, wnioski o dostęp do informacji publicznej, petycje z opisem problemu.

PIĘĆ KROKÓW DLA OBYWATELI

Krok pierwszy

Pierwszym krokiem w przypadku kłopotów z zanieczyszczeniem środowiska jest spotkanie z sąsiadami i zorganizowanie się. Sami nie damy rady. Trzeba też sobie odpowiedzieć na pytanie, ile czasu każdy z obecnych jest w stanie poświęcić na wspólne działania.

Krok drugi to ustalenie:

  • Co to za problem i przez kogo się pojawił ( czyli ustalenie potencjalnego „szkodnika” )
  • Kto zezwolił na działalność, która szkodzi mieszkańcom ( jaki organ/organy władzy  wydały zezwolenie)
  • Jaki jest plan zagospodarowania w Twojej okolicy (czy jest i co tam jest).

Bardzo ważne jest stworzenie w miarę kompletnej listy zainteresowanych instytucji publicznych. Prawie na pewno jedną z nich będzie Wojewódzka Inspekcja Ochrony Środowiska, która ma nie tylko prawo ale i obowiązek reagować na informacje o szkodliwej działalności.

Krok trzeci to sprawdzenie, jakie jest stanowisko tych instytucji w sprawie

  • czy organ, który wydał zgodę na tę działalność, uważa, że wszystko jest w porządku, a warunki z decyzji są przestrzegane działalność jest zgodna z decyzją.
  • Czy Wojewódzka Inspekcja Ochrony Środowiska już działała w sprawie - przeprowadziła kontrolę, a może nawet wstrzymała działalność?
  • czy przedsiębiorca/cy wie o problemie i jest skłonny do rozmowy.

Zawsze warto też zorientować się, co w tej sprawie robi samorząd lokalny. Władze gminy są najbliżej mieszkańców i zwykle jako pierwsze dowiadują się o problemie. Jeśli nawet same nie są w stanie zatrzymać szkodliwej działalności – bo np. nie mają takiego prawa - mogą pełnić rolę pośrednika i wywierać presję.

Przy okazji dobrze jest dowiedzieć się, jakie było w ogóle stanowisko samorządu w toku uzgadniania decyzji. Może być tak, że między gminą a powiatem była w tej sprawie różnica zdań, a więc które z nich będzie sojusznikiem mieszkańców.

Krok czwarty to zrobienie prawdziwej mapy konfliktu

  • Trzeba wyliczyć wszystkich zainteresowanych, w tym tych, którym nie zależy na zmianie sytuacji.
  • Trzeba poszukać wsparcia - najlepiej organizacji ekologicznej.

Dopiero krok piąty to działanie

Nie ma na to prostego przepisu: w zależności od sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy mogą to być spotkania z przedsiębiorcą, demonstracje i happeningi mające zwrócić uwagę na problem tych mieszkańców okolicy, którzy mogą stać się naszymi sojusznikami, zamówienie badań (nawet prywatnie) i w końcu wszczęcie postępowań administracyjnych lub sądowych.

PRZED SĄDEM – TEORIA PRAWA

Ochrona środowiska jest jedną z zasadniczych wartości chronionych przez Konstytucję. Rzeczpospolita Polska zapewnia ochronę środowiska, kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju, zaś władze publiczne mają obowiązek ochrony środowiska i prowadzenia polityki zapewniającej bezpieczeństwo ekologiczne współczesnemu i przyszłym pokoleniom (art. 74 Konstytucji).

Realizacja tego zadania odbywać ma się dwutorowo, czyli poprzez:

(1) wydawanie tzw. aktów generalnych, takich jak np. miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego lub programy ochronne (np. uchwały z zakresu programów ochrony powietrza, ochrony przed hałasem) oraz

(2) działania zindywidualizowane, czyli:

  1. weryfikowanie konkretnych przedsięwzięć pod kątem wpływu na środowisko i wydawanie w tym zakresie decyzji administracyjnych
  2.  interwencje w przypadku już istniejących przedsięwzięć (kontrole służb ochrony środowiska, inspekcji sanitarnych i weterynaryjnych, nakazy przeglądów ekologicznych, wydawanie decyzji wstrzymujących/ograniczających działalność ).

Nie można oczywiście zapominać też o prawnokarnej ochronie środowiska, czyli ściganiu za przestępstwa środowiskowe.

Wydaje się więc, że polskie prawo dobrze zabezpiecza „interesy” środowiska, a co za tym idzie, interesy obywateli, skoro daje organom władzy tak wiele narzędzi do dbania o nie. Problem jednak polega na tym, że polscy obywatele nie mają w zasadzie prawnej możliwości zmuszenia władzy do sięgania po te narzędzia.

Innymi słowy - kiedy władza jest bierna, obywatele są w pewnym sensie na straconej pozycji. Dlaczego tak jest?

PRZED SĄDEM - PRAKTYKA

Już w samej Konstytucji brakuje przepisu, który stanowiłby wprost, że „każdy ma prawo do czystego środowiska”. W Biurze RPO upieramy się jednak, że takie prawo istnieje – konstruujemy je z konstytucyjnego prawa do ochrony życia i zdrowia (art. 38, art. 68), prywatności (art. 47), własności (art.21)

W tej konstrukcji pomagają nam przepisy prawa międzynarodowego – chociażby  Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (Artykuł  8 Prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego) i Konwencji z AArhus (Konwencja o dostępie do informacji, udziale społeczeństwa w podejmowaniu decyzji oraz dostępie do sprawiedliwości w sprawach dotyczących środowiska).

Nie jest jednak łatwo przekonać władze publiczne (ale też sądy) do koncepcji „prawa do czystego środowiska”. A nawet jeśli się to uda, to  kolejną trudnością jest wyegzekwowanie od władzy, aby  to prawo aktywnie chroniła.

Wynika to z dwóch zasadniczych powodów.

  1. Po pierwsze, w polskim prawie brakuje przepisów wprost pozwalających samym obywatelom domagać się od władzy wprowadzania środków ochrony środowiska o charakterze „generalnym” (czyli np. miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego lub programów ochrony powietrza), a co za tym idzie, nakładania na władze sankcji za bierność w tym przedmiocie.
  2. Po drugie –  jakość procedowania w środowiskowych postępowaniach administracyjnych pozostawia wiele do życzenia.  Brakuje doświadczonych, profesjonalnych urzędników, pieniędzy na sprzęt, biegłych, specjalistyczne ekspertyzy, fachowej obsługi prawnej urzędów (np. do obrony skarżonej decyzji przed sądem).  W rezultacie –  postępowania te służą ochronie środowiska w dużej mierze teoretycznie.

Sytuację pogarsza ograniczanie obywatelom możliwości kontroli pracy urzędników, przez wykluczanie ich z postępowań. W przeważającej liczbie, nie przysługuje im status strony,  a tym samym prawo wglądu w dokumenty i zaskarżania wydawanych przez organy decyzji. Prawo to zostało ostatnio dodatkowo zawężone – nowelizacją ustawy o z dnia 3 października 2008 r. o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko (ustawa ocenowa). Od września obowiązują inne zasady przyznawania statusu strony ( sąsiedzi inwestora z promienia 100m od inwestycji) oraz zawiadamiania o etapach inwestycji (powyżej 10 osób zawiadomienie na bip, wysyłka zawiadomień bez weryfikacji adresu z ewidencji gruntów)

Bez dostępu do informacji o środowisku trudno mówić o skutecznej walce o jego ochronę.

To dlatego tak ważne jest znalezienie partnerów do wspólnego działania

W tej sytuacji szczególna rola przypada organizacjom społecznym/ekologicznym. Zmiana ustawy ocenowej nie dotknęła uprawnień NGO-sów. Mogą one w dalszym ciągu starać się o status stron postępowań administracyjnych, co daje im prawo uczestniczenia w tych postępowaniach i wnoszenia środków zaskarżenia. W ten sposób są w stanie pośrednio reprezentować interesy mieszkańców, wykluczonych ze sprawy.

Udział NGO-sów w sprawie zależy jednak w dużej mierze od woli urzędników, bo to oni oceniają, czy organizacje spełniają prawne warunki dopuszczenia do postępowania.

Jak więc widać, prawo administracyjne nie daje obywatelom skutecznych narzędzi do walki o czyste środowisko.

Relacja z panelu

Dominika Wantuch: Spraw smogowych jest też coraz więcej. To już nie tylko sprawy znanych osób (Wolszczak). Ostatnio znana stała się skarga więźniów ze Strzelec Opolskich na władze gminy, że przez brak rozwiązań w zakresie ochrony powietrza, a co za tym idzie smog, nie mogą korzystać ze spacerniaka.

Ilona Rabizo:  Owszem – smog jest wszędzie mocnym tematem. Widzimy to. Ludzie nie chcą już kopalń i przeciwko nim protestują. Ogromnym problemem w Polsce są też kopalnie odkrywkowe. Mają one destrukcyjny wpływ na życie całych regionów. Zwłaszcza rolnictwa. Mieszkańcy muszą się wyprowadzać, tracą dach nad głową.

Gorzej jest z elektrowniami. Mieszkańcy nie chcą się im jawnie sprzeciwiać. (elektrownia kozienice) Nie ma jeszcze  tej świadomości jak szkodliwe one są dla środowiska. Że zabijają faunę w rzekach, bo podnoszą temperaturę przez wpuszczanie (gorąca woda z produkcji). Elektrownie są ciągle kochane przez ludzi, bo obiecują pracę. Wspiera je potężny lobbing.

Przekłada się to niestety na wydawanie zezwoleń. W raportach środowiskowych zupełnie pomija się wpływ elektrowni na zdrowie ludzi. Nagminnie zaniża się wartości emisyjne. Rażącym przykładem jest sprawa Elektrowni Północ. Tam z raportu wręcz wynikało, że to, co wyemituje elektrownia wręcz oczyści powietrze.

Wantuch: Czy ludzie mogą w Polsce skutecznie walczyć o czyste środowisko? O klimat?

Janusz Buszkowski (Client Earth) Tak naprawdę, aby walczyć o klimat, trzeba używać środków prawnych niekoniecznie związanych ze środowiskiem My często wykorzystujemy przepisy prawa budowlanego, np. w kontekście pomijania stron w postepowaniu, czy prawo spółek handlowych (pakiet akcji Enei)

Warto też wykorzystywać art 323 ochrony środowiska. Ten przepis, w ustępie drugim pozwala na skargę organizacji społecznej w obronie środowiska jako dobra wspólnego. To

bardzo korzystna regulacja, teoretycznie bardzo dobre narzędzie prawne. Firmy nie mogą zasłaniać się tutaj decyzjami administracyjnymi, zezwalającymi na działalność.

Ale niestety, na razie stosowany jest tylko w pozwach indywidualnych, przeciwko hałasowi.

Skala korzystania z tego przepisu jest więc bardzo mała.

Wantuch: Czy w takim razie rzeczywiście potrzebujemy przepisu o prawie do czystego środowiska? A jeśli tak, to gdzie powinny być wpisane?

Jakubowski : tak, zdecydowanie. To prawo było wpisane do Konstytucji PRL. W tym momencie mamy obowiązki nałożone na władzę, ale one są puste, jeśli nie odpowiadają im prawa obywateli

Tymczasem, w naszych sprawach wykorzystujemy przede wszystkim prawo międzynarodowe, w sprawie z  dóbr osobistych – Europejską konwencję praw człowieka, prawo unijne (CAFE), porozumienie paryskie. Prawo międzynarodowe i unijne jest tu kluczowe.

Janusz: Widzimy, że zmienia się też podejście sądów. Wzrasta świadomość społeczna dot. zmian klimatu i zmiana świadomości sędziów też.  

A teraz jeszcze kilka słów teorii – z praktyki RPO

Rozwiązaniem prawo cywilne?

Ostatnio pojawiła się koncepcja cywilnoprawnej ochrony prawa do czystego środowiska, jako dobra osobistego. Zgodnie z art. 23 kodeksu cywilnego, do katalogu tych dóbr należą w szczególności: zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania. 

Kondycja środowiska naturalnego wpływa na te dobra. Skażenie środowiska szkodzi naszemu zdrowiu, ogranicza naszą wolność (swobodę poruszania) i prawo do mieszkania. Niepodejmowanie przez władzę działań na rzecz ochrony środowiska można więc traktować jako zaniechanie naruszające ww. dobra osobiste.

Prawo międzynarodowe

Wsparciem dla roszczeń cywilnoprawnych są normy prawa międzynarodowego – które Polska niestety narusza.

Przykładem jest uchybienie art. 13 ust.1 dyrektywy CAFO, czyli dyrektywy z dnia 21 maja 2008 r. w sprawie jakości powietrza i czystszego powietrza dla Europy, który nakazuje państwom członkowskim zagwarantowanie nieprzekraczania określonego poziomu substancji w powietrzu (dwutlenku siarki, pyłu zawieszonego PM10, ołowiu i tlenku węgla).

Wyrok TSUE

Wyrokiem z dnia 22 lutego 2018 r.C-336/16 TSUE stwierdził naruszenie przez Polskę art. 13.1. Wyrok potwierdza, że bierność władz publicznych w ochronie środowiska – tu akurat czystości powietrza – jest niezgodna z prawem. To z kolei pozwala na skorzystanie z art. 417 §1 k.c. przy domaganiu się odszkodowania za naruszenie dobra osobistego (Za szkodę wyrządzoną przez niezgodne z prawem działanie lub zaniechanie przy wykonywaniu władzy publicznej ponosi odpowiedzialność Skarb Państwa lub jednostka samorządu terytorialnego lub inna osoba prawna wykonująca tę władzę z mocy prawa.).

Mamy więc – Konstytucję, prawo administracyjne, prawo międzynarodowe i prawo cywilne. Każde z osobna nie dają realnych szans w walce o ochronę prawa do czystego środowiska. Dopiero „koktajl” z przepisów to umożliwia.

Jak to już wygląda w praktyce - przykłady

Kiedy adresatem pozwu jest Skarb Państwa

W Rybniku mieszkaniec miasta pozwał Skarb Państwa w związku z panującym w mieście smogiem uniemożliwiającym normalne funkcjonowanie. Wskazał, że nie chodzi tu o zwykły komfort życia. Zanieczyszczenie środowiska jest tak duże, że naruszane są jego dobra osobiste.

W pierwszej instancji przegrał. W drugiej – kiedy do sprawy przyłączył się RPO – skończyło się na razie zadaniem pytania Sądowi Najwyższemu, czy rzeczywiście prawo do życia w czystym środowisku jest dobrem osobistym (https://www.rpo.gov.pl/pl/content/czy-prawo-do-zycia-w-czystym-srodowisku-jest-dobrem-osobistym-pytanie-do-sn)

Kiedy adresatem pozwu jest prywatna spółka

Fundacja ClientEarth Prawnicy dla Ziemi podała do sądu decyzję spółki Enea o budowie nowego bloku węglowego elektrowni w Ostrołęce. Powodem jest wysokie ryzyko finansowe inwestycji związane z polityką ochrony klimatu.

ClientEarth stała się akcjonariuszem Enei, co umożliwiło pozew o stwierdzenie nieważności uchwały walnego zgromadzenia spółki w sprawie budowy bloku Ostrołęka C. Wcześniej Fundacja i inni mniejszościowi akcjonariusze wyrazili swój sprzeciw wobec inwestycji podczas walnego zgromadzenia. Mimo to zgromadzenie przyjęło uchwałę o inwestycji.

To pierwszy pozew na świecie, w którym koncern będzie wykazywał opłacalność inwestycji pod kątem oceny ryzyka finansowego w kontekście polityki klimatycznej.

Kiedy adresatem jest samorząd

Mieszkańcy Kawęczyna koło Wrześni w Wielkopolsce dowiedzieli się, że w ich okolicy mają powstać fermy przemysłowego tuczu zwierząt. Doszło do sporu wokół planu zagospodarowania przestrzennego, który zakazywał ferm. Na problem inaczej patrzył samorząd powiatowy (widział korzyści z inwestycji i nie chciał zakazu) inaczej – samorząd gminny (widział koszty). Sprawa trafiła przed sąd administracyjny.

Fermy zagroziły też mieszkańcom Kruszynian na Podlasiu. Nie mogli liczyć na plan przestrzenny z zakazem ferm, bo gmina uznała jego uchwalenie za nieopłacalne. Zgoda na inwestycję została oddana do indywidualnej decyzji urzędników lokalnych.

Do obu postępowań, po skargach mieszkańców przyłączył się RPO. W postępowaniu „wielkopolskim” udało się dowieść, że koszty przeważają nad korzyściami z inwestycji. Postępowanie „podlaskie” się toczy.

Kiedy adresatem jest samorząd i prywatna firma

W Lublińcu w strefie przemysłowej stanęła nowoczesna fabryka przetwórstwa odpadów szklanych. Okazała się uciążliwa dla mieszkańców (hałas, szklany pył rozsiewany w okolicy). Mieszkańcy i gmina próbowali doprowadzić do ograniczenia uciążliwości, firmie udało się jednak dowieść przed samorządowym kolegium odwoławczym, że nie ma dowodów na uciążliwość.

RPO skorzystał ze swoich uprawnień i wystąpił do starosty o zobowiązanie przedsiębiorcy do przeglądu ekologicznego. Taki dokument może być następnie podstawą do egzekwowania w instalacjach przemysłowych.

Społeczeństwo obywatelskie i różne instytucje rzecznicze. Panel 15 III KPO

Data: 2019-12-13
  • Kiedy z Rzecznikiem Finansowym wspólnie zorganizowaliśmy akcję informacyjną w sprawie kredytów „frankowych” i tego, co człowiek może zrobić, dotarło do nas, że ludzie nie znają swoich praw, więc z nich nie korzystają – powiedział Adam Bodnar, panelista i pomysłodawca spotkania.
  • Dlatego my, rzecznicy, musimy ze sobą współpracować i wspierać ludzi także informacjami - powiedział Bodnar. A nowy rzecznik małych przedsiębiorców Adam Abramowicz dodał, że bardzo podoba mu się pomysł wspólnych spotkań
  • W panelu wystąpili przedstawiciele pięciu instytucji rzeczniczych: Rzecznika Finansowego, Rzecznika Praw Pacjenta, Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców oraz Rzecznika Praw Obywatelskich. Rzecznik praw dziecka nie dojechał.

Instytucja Rzecznika Praw Obywatelskich jest częścią systemu wsparcia obywateli w ich problemach. RPO ściśle współpracuje z Rzecznikiem Praw Dziecka, Rzecznikiem Finansowym, Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów czy Urzędem Ochrony Danych Osobowych, dzieląc się wiedzą ekspercką o problemach ze stosowaniem prawa w praktyce i o kłopotach ludzi.

Państwa demokratyczne powołują takie różnego rodzaju instytucje rzecznicze, by wspierać obywateli w sporach na tematy trudne, gdy po drugiej stronie stoi ktoś, kto ma dużą wiedzę specjalistyczną: finansową, medyczną, dotyczącą prawa cywilnego i zawierania umów, wiedzę o kompetencjach urzędów i instytucji.

Instytucje te mają wyrównywać szanse – sprawiać, że spór obywatela z instytucją, firmą czy  organem publicznym może się toczyć w sposób sprawiedliwy mimo różnicy wiedzy i doświadczeń. Doświadczenie RPO wskazuje jednak, że system takiej ochrony praw obywatelskich nie działa, jeśli obywatele nie kierują swych spraw do rzeczników. Instytucje bardzo rzadko mogą działać z własnej inicjatywy – do podjęcia problemu potrzebują zgłoszenia.

Jak to działa? Rzecznicy opowiadają o swojej pracy

Praca rzeczników jest skomplikowana, a tematy trudne

Rzecznik Praw Pacjenta próbuje ogarnąć wszystkie sprawy związane z leczeniem. Zajmuje się najbardziej delikatnymi wrażliwymi danymi ludzi.

Rzecznik Finansowy zajmuje się niezmiernie skomplikowanymi kwestiami finansowymi, musi więc się posługiwać skomplikowanym językiem specjalistycznym.

Rzecznik Praw Przedsiębiorców zaczyna właśnie wyciągać przedsiębiorców z tarapatów, w jakie popadli z powodu skomplikowanych przepisów.

Do Rzecznika Praw Obywatelskich przychodzi każdy – a zwłaszcza ci, którzy odbili się od innych instytucji. Tu nie skala i złożoność problemu (zawsze istniejąca) jest najważniejszym wyznacznikiem pracy, ale ogromne obciążenie – skala emocji, złych emocji, z jakimi przychodzą ludzie źle potraktowani przez instytucje państwa. Jednocześnie RPO musi się mierzyć z ograniczeniami budżetowymi – Trochę nie wiemy, w co ręce włożyć -  powiedział Adam Bodnar.

Pracę rzecznicy organizują w różny sposób, mają też różne kompetencje

Rzecznik Praw Pacjenta ma infolinię i przyjmuje wnioski (ze względu na wrażliwość danych – na papierze). Sprawy są bardzo różne – mówi Bartłomiej Łukasz Chmielowiec.

RPO przyjmuje ludzi w punktach przyjęć w Warszawie, Gdańsku, Katowicach i Wrocławiu, przyjmuje wnioski elektroniczne i na piśmie. Żałuje, że nie stać go na otworzenie kanału przyjęć wniosków w mediach społecznościowych. Na tej podstawie interweniuje, przystępuje do spraw w sądach (także administracyjnych), prosi o wyjaśnienia, sprawdza dokumenty, przedstawia prawne analizy problemów w postaci tzw. wystąpień generalnych do władz

Rzecznik Finansowy, jak objaśnia zastępca RF Paweł Zagaj,  działa w Warszawie, ale współpracuje z rzecznikami konsumentów (urzędnikami samorządowymi). Wspiera ludzi argumentacją fachową – ale muszą wiedzieć, jak się do niego złożyć (wcześniej musi być reklamacja do instytucji finansowej).

Rzecznik Praw Przedsiębiorcy działa od niedawna i uważa, że odciąża RPO (Nie dociąża? To będzie – zapewnia rzecznik Adam Abramowicz - bo ma prawo przystępowania do postępowań administracyjnych – a to niezwykle trudne i skomplikowane postępowania).

Założeniem RPP Abramowicza jest ścisła współpraca z organizacjami przedsiębiorców. Chce im ofiarować zaplecze analityczne i szybką wymianę informacji. „Punktowo próbujemy zdobywać różne przyczółki”.

Co może przeszkadzać w wykorzystaniu potencjału rzeczników

Trzeba przyznać, że system pomocy rzeczniczej jest systemem skomplikowanym. Wszystko to sprawia, że ludziom trudno się połapać, z czym i do kogo iść z jakimś problemem. Nie wierzą też w skuteczność instytucji, które „nic nie mogą kazać”. Boją się formułować wnioski inaczej niż w języku prawniczym – a tym nie posługują się sprawnie.

Z drugiej strony – przy regularnych kontaktach i współpracy można te problemy obchodzić, a nawet budować strategie działania w konkretnych sprawach – w interesie obywateli. Jest to możliwe mimo  różnic w poglądach i punktach widzenia.

Zdaniem rzecznika Abramowicza może dojść do sporu z RPO np. w sprawie tego, czy pracodawca ma prawo sprawdzać trzeźwość pracowników.

 - Ale zaraz, czy przedstawiciel RPO jest w naszym zespole roboczym w tej sprawie? Nie jest? No to musimy zaprosić - dodał Abramowicz.

Zaraz też pojawił się nowy pomysł na współpracę - tym razem RPO i Rzecznika Praw Pacjentów: w sprawie ugód szpitali z pacjentami za "zdarzenia medyczne", We Wrocławiu bowiem wytworzyła się praktyka, że pacjent dostaje 1 zł (słownie: jeden złoty)

Przykłady współpracy między instytucjami rzeczniczymi

Rzecznik Praw Obywatelskich może już podać dobre przykłady takiej współpracy: z Rzecznikiem Finansowych RPO prowadził wspominaną tu wspólną akcję o prawach „frankowiczów”: wspólnie pokazywaliśmy, jak uzyskać pomoc RF w sporze z bankiem (trzeba zacząć od napisania reklamacji do banku). Akcja ta przyniosła skokowy wzrost wniosków o pomoc do Rzecznika Finansowego, który może m.in. wspierać kredytobiorców w sądzie fachowymi opiniami prawnymi (tzw. istotnymi poglądami). Akcja ta była jednym z elementów przyczyniających się do zmiany sytuacji „frankowiczów”: do zauważenia ich problemów przez sądy.

Z UOKiK i rzecznikami konsumentów, którzy są urzędnikami samorządowymi RPO wymienia doświadczenia na temat tego, z czym mają kłopoty konsumenci (to nie tylko skomplikowane sprawy kredytów frankowych, ale też np. inne praktyki przedsiębiorców dotykające osoby starsze)

Z Rzecznikiem Praw Pacjenta współpraca RPO dotyczyła spraw związanych z przestrzeganiem prawa pacjenta w podmiotach leczniczych, z uwzględnieniem sytuacji zwłaszcza sytuacji pacjentów szpitali psychiatrycznych i KOZZD w Gostyninie.

A ostatnio interweniował w sprawie sytuacji Rzecznika Praw Pasażerów (patrz niżej)

Czy zatem powstanie Forum Rzeczników?

Takim postulatem zakończył się panel, a zatem jest to bardzo prawdopodobne

Wykluczenie transportowe – strategie, metody, działania. Sesja 18 III KPO

Data: 2019-12-13
  • Rzecznik Praw Obywatelskich od dawna mówi o problemie powszechnego wykluczenia transportowego, w szczególności dotyczącego mniejszych gmin i miejscowości.
  • Problem jest zdiagnozowany, teraz czas na dyskusję na temat sposobów jego rozwiązania.
  • By walczyć z wykluczeniem komunikacyjnym, rząd zapowiedział zmiany legislacyjne.
  • W dniu 18 lipca 2019 weszła w życie ustawa z dnia 16 maja 2019 r. o Funduszu rozwoju przewozów autobusowych o charakterze użyteczności publicznej. Ogłoszony został również już jedenasty projekt nowelizacji ustawy o publicznym transporcie drogowym. 
  • Czy te działania mogą rozwiązać problem?

Problem wykluczenia transportowego mniejszych miejscowości to jedna z rzeczy unaocznionych dzięki spotkaniom regionalnym prowadzonym przez RPO w całej Polsce od 2015 r. Im dalej od metropolii, tym częściej ludzie się skarżyli: że nie mogą dojechać do lekarza, że dzieci nie mają dostępu do zajęć pozalekcyjnych, że brak połączenia decyduje o wyborze szkoły i całej przyszłej drogi życiowej. Brak publicznych połączeń sprawia, że uwięzieni w domach są seniorzy, osoby z niepełnosprawnościami i opiekunowie osób zależnych.

Jak pisze Olga Gitkiewicz w wydanej w roku 2019 książce „Nie zdążę”, w Polsce nie patrzy się na transport jak na usługę publiczną, która musi być zapewniona - tak jak edukacja czy ochrona zdrowia. Autorka, która cytuje w książce ustalenia z Kongresu, przypomina też, że ponad 40 proc. Polaków pracuje poza miejscem zamieszkania.

Na szczęście coraz więcej osób zaczyna sobie uświadamiać skalę problemu. Rozmawialiśmy o tym przed rokiem na II Kongresie Praw Obywatelskich. Uczestnicy panelu zwrócili uwagę, że objawem wykluczenia transportowego jest także wzrost liczby samochodów w gospodarstwach domowych i dotyczy to zwłaszcza wsi (w 75% gospodarstw domowych w Polsce jest samochód osobowy). To na tym panelu uświadomiliśmy sobie w burzliwej dyskusji, że jeśli rodzina na wsi musi mieć jeden lub dwa samochody, by normalnie funkcjonować, to znaczy, że wspólnota samorządowa ma poważny problem. To na tym panelu uświadomiliśmy też sobie, że dla większości samorządowców problem nadal nie istnieje: połowa kontrolowanych przez NIK samorządów nie badała i nie analizowała potrzeb przewozowych w publicznym transporcie zbiorowym, z tym z uwzględnieniem potrzeb osób niepełnosprawnych i osób o ograniczonej zdolności ruchowej.

Wtedy też stało się jasne, że problem wykluczenia transportowego można rozwiązać – łącząc pomysły lokalne z działaniami odgórnymi (padł dobry przykład powiatu lipnowskiego, gdzie udało się założyć własny transport i zbudować lokalną sieć połączeń publicznych, a także przykład Czech, które zapewniają komunikację publiczną na dobrym poziomie[1]).

Szukając koniecznych rozwiązań zwrócono uwagę na wprowadzenie nowych instrumentów prawnych, które mogłyby poprawić sytuację.

Rok 2019 r. przyniósł istotną zmianę – temat wykluczenia transportowego stał się elementem debaty publicznej, a rząd zaproponował pierwsze ustawowe rozwiązanie.  Sejm przyjął ustawę wpierającą przywracanie zlikwidowanych publicznych połączeń autobusowych. Czy jednak ustawa działa tak, jak zakładali jej twórcy?

„Od 1 września 2019 r. na powiatowe i gminne drogi miały wyjechać autobusy, których celem było skomunikowanie Polski. Plan zakładał, że dotrą tam, gdzie już zapomniano, jak autobus wygląda. Rząd chciał zagospodarować miedzy samorządy 300 mln złotych – złożono wnioski opiewające na niecałe 18 mln. To 6 proc. zakładanej kwoty. Najwięcej przyznano województwom: podkarpackiemu, mazowieckiemu i łódzkiemu. Do wojewody warmińsko-mazurskiego wpłynęło 9 wniosków, łącznie przyznał powiatom dopłaty w wysokości prawie 295 tys. zł. To niespełna 1,5 proc. kwoty, która miała trafić do tamtejszych samorządów – do rozdania były prawie 23 mln. W województwie ma powstać 36 nowych linii autobusowych”. (Olga Gitkiewicz, op.cit., s. 97).

Zdaniem cytowanych w książce ekspertów trudno jest rozwiązać problem, jeśli nie ma w kraju dogłębnych badań dotyczących wykluczenia transportowego. Ustawa jednak uświadamia samorządowcom problem – dotychczas zbyt wielu z nich go ignorowało w przekonaniu, że skoro większość mieszkańców ma prywatne samochody, to sobie poradzą.

Co zatem zrobić, aby prawo skuteczniej zmieniało rzeczywistość?

W panelu moderowanym przez dyr. Piotra Mierzejewskiego z BRPO głos zabrali: 

Paneliści w pierwszej kolejności próbowali odpowiedzieć na pytanie, czy działania rządu oraz zapowiedzi tych działań w zakresie likwidacji wykluczenia komunikacyjnego (zwłaszcza na przykładzie funduszu rozwoju przewozów autobusowych) przynoszą już, bądź mogą w niedługim czasie przynieść, pozytywne efekty.

Zauważyli, że na rynku publicznego transportu zbiorowego funkcjonują dziś głównie przewoźnicy realizujący przewozy na zasadach komercyjnych, na podstawie zezwoleń na wykonywanie regularnych przewozów osób w krajowym transporcie drogowym, głównie na liniach rentownych o dużych potokach pasażerskich.

Stąd działania w kierunku opracowania przepisów, które stworzą warunki i zasady finansowania przewozów autobusowych o charakterze użyteczności publicznej. Jednak jest to tylko rozwiązanie finansowe. Tymczasem potrzeba czegoś na kształt konstytucji transportu zbiorowego, a więc zebrania w całość wszystkich przepisów dotyczących transportu, w tym kolejowego. Powinniśmy dążyć do wspólnego biletu na transport na danym terenie. Aż dwie trzecie gmin uważa, że nie ma sensu dopłacanie do komunikacji publicznej. I tu tkwi być może główny problem w likwidacji wykluczenia. Bo jeśli jakiś samorząd chce zorganizować komunikację publiczną, to zrobi to. I zawsze znajdzie jakiś sposób prawny, by zdiagnozować potrzeby i taką komunikację wdrożyć. Tyle że takie samorządy są w mniejszości.

Paneliści wyrażali obawę, że ustawa nie poprawi sytuacji, gminy mogą zawieszać specjalnie połączenia, by uzyskać dofinansowanie. Sformułowano też wątpliwość, że ustawa ta jest sprzeczna z prawem unijnym, ponieważ zamówienie powinno być ogłoszone odpowiednio wcześniej. Ponadto trudno oczekiwać, żeby rzecz zrobiona ad hoc mogła naprawić aktualny stan rzeczy.

Odzwyczailiśmy Polaków od tego, że transport to usługa publiczna. Nie ma zrozumienia transportu publicznego. Wydaje się, że pieniądze przeznaczone na walkę z wykluczeniem mogą być zmarnowane.

Lepiej jest z transportem kolejowym. W przypadku przewozów kolejowych w 2004 r. zamieniono dotację na wzrost udziału z podatku CIT i pojawiły się pieniądze na zadania własne.

Proponowane nowelizacji ustawy o transporcie publicznym są również problematyczne. Wiele rozwiązań jest kontrowersyjnych. Żadne centralne fundusze nie rozwiążą problemu. Potrzebna jest jedna ustawa, jeden gospodarz, brak centralnego finansowania, wszystko powinno zostać na poziomie regionów. Ustawa systemowo nie poprawi sytuacji, nie mamy bowiem rozpoznanych potrzeb, instrumenty prawne powinny być dostosowane do potrzeb. Transport powinien działać w lokalnych układach funkcjonalnych. Na tym poziomie powinna być organizowana komunikacja i zapewnione finansowanie jej. Zauważono też, że nie można wszystkim zapewnić takiego samego standardu usług, trzeba być selektywnym, skupić się na pewnych grupach społecznych szczególnie zagrożonych, np. osobach starszych. Trzeba patrzeć szczegółowo.

Paneliści zwrócili też uwagę, że wykluczenie transportowe to nie tylko samo funkcjonowanie i organizacja transportu publicznego. Zastanawiano się zatem, czy „duża” infrastruktura, którą tworzymy (drogowa, kolejowa) może mieć wpływ na poziom wykluczenia.

Inwestycje wyższego szczebla nie są projektowane optymalnie z punktu widzenia mieszkańców otaczających gmin. Problemem jest m.in. zbyt rzadka lokalizacja węzłów na autostradach i niektórych drogach ekspresowych, przez co trasy nie są wykorzystywane przez komunikację autobusową. Problemem lokalnym jest także rozcinanie układów osadniczych przez drogi ekspresowe budowane po śladzie starych tras. Zgodnie z badaniami wśród mieszkańców gmin przylegających do nowych dróg, czas dojazdu do szkoły podstawowej, ośrodka zdrowia czy urzędu gminy nie zmalał, ale wydłużył się. Polityka transportowa nie może być oderwana od innych polityk realizowanych przez władze centralne i samorządowe. W wymiarze krajowym powinna być ona komplementarna względem polityki demograficznej, a na poziomie lokalnym zintegrowana z polityką edukacyjną, zdrowotną oraz społeczną. Zwrócono uwagę, że tzw. duża infrastruktura ma znamienne znaczenie dla dyskutowanego problemu, np. dobry transport kolejowy zdecydowanie zmniejsza problem wykluczenia komunikacyjnego.

Infrastruktura drogowa wcale nie musi poprawiać sytuacji.

W ostatnim czasie drogi się poprawiły, a sytuacja pasażerów wcale się nie poprawiła. Problem w tym, że po drogach jeździ mniej autobusów. Pociąg jest taką formą transportu, która daje pewność i bezpieczeństwo. Warto ją rozwijać.

W zakresie tzw. dużej infrastruktury aktualnie przygotowywane są duże programy. W ich realizacji też są jednak problemy. Duża infrastruktura jest ważna, ale nie bardziej niż połączenia lokalne. Duże inwestycje są konieczne, one przeciwdziałają wykluczeniu całych regionów. Dostępność drogowa się poprawiła, polaryzacja przestrzenna jest jednak na najwyższym z możliwych poziomów. Jeżeli się nie zatrzymamy, polaryzacja będzie się zmniejszać. Drogi ekspresowe nie powinny służyć tranzytowi, musimy budować dla siebie.

Podniesiono też pytanie, czy cele związane z przeciwdziałaniem wykluczeniu oraz z ograniczeniem emisji są zbieżne.

Rozwiązania typu park and ride a także car sharing powinny być priorytetami w działaniach na rzecz ograniczenia ruchu w centrach miast. W skali kraju samochody odpowiadają za niewielką liczbę przekroczeń poziomu zanieczyszczeń. Jednak w największych miastach są głównymi trucicielami i stanowi to nawet większy problem, niż emisja pyłów z domowych pieców i kotłowni. Niekorzystnie wpływa to nie tylko na zdrowie mieszkańców aglomeracji, ale również na komfort i jakość ich życia. Za smog w miastach odpowiada emisja z samochodów. Zmniejszenie emisji musi oznaczać mniej samochodów. Transport musi zatem odbywać się zbiorowo. Nie ma innej drogi. Co jednak ciekawe, w strategii rozwoju transportu przewiduje się zwiększenie emisji CO2 z transportu. Stajemy się śmietnikiem dla starych samochodów. Produkcja samochodu elektronicznego bardziej szkodzi środowisku. To nie jest remedium.

W toku dyskusji zwrócono nadto uwagę na problem braku odpowiedniej infrastruktury dla pieszych i rowerzystów. Podkreślono, że problem wykluczenia można rozwiązać nie tylko poprzez transport, ale również poprzez zagęszczenie sieci obiektów użyteczności publicznej. W przypadku transportu kolejowego problemem są remonty i brak dostosowanego do potrzeb osób o ograniczonej sprawności ruchowej taboru. Trzeba wprowadzać rozwiązania stopniowo, które funkcjonują w bogatszych krajach. Problem z informacją pasażerską też jest formą wykluczenia. Stwierdzono także, że plany transportowe nie spełniają swojej roli, są rozwiązaniem iluzorycznym.

Wnioski:

  • proponowane w ostatnim czasie zmiany legislacyjnej nie rozwiążą w sposób systemowy zjawiska tzw. „białych plam” na mapie komunikacyjnej kraju,
  • potrzebujemy rzetelnej diagnozy potrzeb, sprecyzowanego celu oraz adekwatnej do powyższych – spójnej polityki transportowej ujętej w ramy kompleksowej regulacji;
  • duża infrastruktura (drogowa, kolejowa) ma znaczący wpływ na poziom wykluczenia transportowego, niemniej trzeba pamiętać o większej gęstości węzłów na autostradach i drogach ekspresowych, zapewnieniu lepszej komunikacji w poprzek tras, a także umożliwieniu autobusom transportu publicznego korzystania z nich;
  • przeciwdziałanie wykluczeniu transportowemu oraz ograniczenie emisji to zbieżne cele, brak transportu publicznego i konieczność korzystania z samochodów prywatnych przyczynia się do zatorów na autostradach i drogach krajowych, wzrostu emisji  i tym samym do degradacji środowiska.
 

[1] Poza powiatem lipnowskim transport lokalny został zorganizowany w powiatach człuchowskim, kluczborskim, drawskim, raciborskim, włodzisławskim, bielskim, nyskim i lubińskim. Na 314 powiatów w kraju. Na mniejszą skalę, jak pisze Olga Gitkiewicz, działają powiaty: pszczyński, gryfiński, polkowicki, kędzierzyńsko-kozielski, płoński i ciechanowski.

 

Kryzys praworządności - co dalej, sesja 8 III KPO

Data: 2019-12-13
  • Czy mamy zabić zaufanie do prawa? Wtedy jednak już nic nie będzie działać.
  • Praworządność to układ zasad zapewniający równość, spójność, kontrolę. Trzeba na nowo zbudować zaufanie we współpracę ustawodawcy i sądownictwa
  • Sytuacja w Polsce daje nadzieję wobec wyjątkowego oporu sędziów. Niezwykłe jest też ich poparcie ze strony społeczeństwa obywatelskiego, naukowców, zawodów prawniczych, środowiska międzynarodowego
  • Jednocześnie warto zastanowić się nad wypracowaniem standardów tego, co może uczynić sędzia, jeśli jego niezależność jest atakowana.

- Standard taki byłby także wzorem dla innych państw, jeśli dojdzie w nich do podobnego zagrożenia. Mógłby się on stać takim symbolem, do którego inni mogliby nawiązywać – tak, jak kiedyś do idei NSZZ „Solidarność” – mówił Łukasz Bojarski, prawnik, prezes Instytutu Prawa i Społeczeństwa, podczas panelu III Kongresu Praw Obywatelskich nt. kryzysu praworządności.

W niektórych państwach Unii Europejskiej można zaobserwować poważny kryzys praworządności.  Wpływa on na poziom przestrzegania praw i wolności obywatelskich. Stał się przedmiotem poważnego zainteresowania zarówno ze strony organów UE, jak i Trybunału Sprawiedliwości UE. 

Panel był próbą odpowiedzi na pytanie, jak kryzys ten będzie się dalej rozwijał i czy istnieje droga wyjścia z niego. Czy kryzys praworządności w UE dotyczy tylko Europy Środkowo-Wschodniej, czy to raczej tendencja globalna? 

Zdaniem teoretyków

Kryzys praworządności, analizowany od kilku lat przez konstytucjonalistów i socjologów m.in. w Polsce i na Węgrzech, nie polega na jej całkowitym zanegowaniu – władze demokracji nieliberalnych twierdzą, że jej przestrzegają. Muszą zachowywać pozory, choćby  po to, by nie odcinać sobie możliwości zagranicznych inwestycji czy transferów środków Unii Europejskiej. Mówił o tym niedawno w Warszawie węgierski prawnik prof. Andras Sajo, który z rąk Adama Bodnara odebrał odznakę honorową RPO.

Rządy nieliberalne powołując się na wolę „suwerena” (patrz panel o tym. Kim jest suweren) wyrażoną w akcie wyborczym, taka władza sama decyduje, w jakim zakresie działać w graniach prawa i na jego podstawie – do czego zobowiązuje ją Konstytucja. W efekcie mamy do czynienia z brakiem realnej kontroli nad rządzącymi, nieprzewidywalnością działań w zależności od potrzeb politycznych i nieliczeniem się z ogólnymi zasadami funkcjonowania demokracji.

Jak mówił prof. Sajo, w takiej sytuacji władza dba zatem o fasadę, ale w obszarach dla niej ważnych arbitralnie podporządkowuje sobie newralgiczne instytucje – Trybunał Konstytucyjny, służby specjalne, prokuraturę, służbę cywilną, publiczne media.

Parlament staje się „maszynką” do szybkiego uchwalania potrzebnych władzy przepisów. Ich projekty nie są poddawane konsultacjom społecznym. Takie zmiany prawa mają uczynić je skutecznym narzędziem sprawowania i utrzymania władzy.

W ten sposób próbuje się np. o usuwać prezesów sądów dzięki obniżeniu wieku ich  przejścia w stan spoczynku. Tworzy się nowe izby w Sądzie Najwyższym, obsadzone przez nominatów zmienionej mocą zwykłej ustawy nowej Krajowej Rady Sądownictwa.

Losy jednostki zależą od woli władzy, która ponadto określone grupy społeczne przedstawia jako zagrażające społeczeństwu. Można być zatrzymanym np. za okrzyki „Lech Wałęsa” czy koszulkę z napisem „KonsTYtucJA”. Policja jest łagodna wobec manifestacji organizowanych w sprawach bliskich władzy, a zdecydowana wobec demonstracji opozycyjnych.

Prawa używa się do tego, by pomagać swoim ludziom uniknąć odpowiedzialności. 

NGOS-y poddaje się szczegółowemu nadzorowi, a dotacje przyznaje się im w taki sposób, by pomijać organizacje uznawane za wrogie.

W gospodarce decyduje system zależności. Przetargi są organizowane zgodnie z przepisami, sformułowanymi tak, by wygrali „nasi ludzie”.

Jak sobie poradzimy z kryzysem?

- Kryzys jest dziś bardziej wyraźny niż wczoraj – mówiła, nawiązując do projektu PiS ws. odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów, moderatorka Andrea Huber, Biuro ds. Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka, ODIHR). Władza korumpuje; każde kolejne pokolenie chyba zapomina o tej starej maksymie - dodała.

Według Ivera Orstevika (profesora filozofii z Uniwersytetu w Bergen, przedstawiciela Rafto Foundation for Human Rights) sytuacja w Polsce jest niełatwa. Jakkolwiek system prawny przed 2015 r. mógł mieć wady, to teraz jest to już poważny kryzys. Obejmuje on zresztą i inne kraje Unii; wpływa również na Norwegię, która przecież nie jest w Unii. Problem polega na pogorszeniu zaufania między instytucjami państwa a społeczeństwem.

Tymczasem praworządności nie można postrzegać jako „rządów prawników”. Nie są oni żadną kastą, bo tylko stosują prawo, ustanawiane przez ustawodawcę wybieranego w wyborach. Obie strony wzajemnie powinny się zatem równoważyć czy korygować. Praworządność to układ zasad zapewniający równość, spójność, kontrolę. Jest tu ryzyko, ze większość może wywierać presje na mniejszości. Poziom swobody musi być zatem mierzony w odniesieniu do najsłabszych.

Czy mamy zabić zaufanie do prawa? Wtedy jednak już nic nie będzie działać. Trzeba zatem na nowo zbudować zaufanie we współpracę ustawodawcy i sądownictwa. Dlatego powinniśmy mieć realny system przestrzegania praw człowieka. A Unia to jedyny organizm, który mógłby go skutecznie wdrożyć.

Jacek Kucharczyk (prezes Zarządu Instytutu Spraw Publicznych) wskazał, że według raportów ekspertów trzy państwa „wycofują się” z demokracji - Polska, Węgry i Rumunia. Ma to szczególne znaczenie w kontekście 30. rocznicy przemian w dawnych państwach komunistycznych. Zarazem zaskakuje, że w tych badaniach nie widać „zmęczenia demokracją” w tym regionie. Społeczeństwa te zajmują bowiem wysokie lokaty w UE pod względem akceptacji demokracji. Po 1989 r. silnie wspierały one właśnie rządy prawa.

Polska opinia publiczna jest raczej zadowolona ze stanu demokracji  (62 proc. wskazań).  Jednocześnie Polskę ocenia się jako kraj, który „wyślizguje” się z demokracji. A rząd, który odpowiada za naruszanie praworządności, został ponownie wybrany w ostatnich wyborach.

Jest zatem pewna sprzeczność: społeczeństwo wspiera demokrację, a zarazem znów wybiera ten rząd. Rząd, który opiera się na tym, że ludzie nie ufają elitom, a zwłaszcza sędziom. Taka  narracja jest szeroko wykorzystywane w propagandzie rządu.

Nadzieję powinniśmy czerpać z tego, że UE krytykuje rząd za łamanie praworządności. Według niektórych może to rodzić groźbę „cichego Polexitu”, ale Polacy raczej nie zmienią zdania co do Unii.

- Gdy słuchałem swych poprzedników, to do głowy ciągle mi przychodziło jedno rozwiązanie: edukacja, edukacja i raz jeszcze edukacja – zaczął Łukasz Bojarski.

Zarazem bardzo ważna jest sytuacja sądownictwa. Przecież nawet w USA czy w Wlk. Brytanii sędziowie zaczynają być postrzegani jako reprezentanci określonych interesów. Przebija się to nawet w tamtejszych mainstreamowych mediach.

Każda autorytarna władza musi sobie podporządkować sędziów i do tego dąży. Świadczy o tym kolejny „prezent rządu pod choinkę” ws. projektu odpowiedzialności sędziów.  – Ta władza często właśnie w grudniu przedstawia takie projekty – dodał Bojarski.

Pytał, ile w historii świata było przypadków oporu sędziów wobec takich działań? Bardzo niewiele. Dlatego sytuacja w Polsce daje nadzieję, bo przecież wyjątkowy jest opór tego środowiska – indywidualny i grupowy. Jego skala jest czymś zupełnie wyjątkowym; postawy oportunistyczne są wyjątkowe. Niezwykłe jest też poparcie dla sędziów ze strony: społeczeństwa obywatelskiego, naukowców, zawodów prawniczych, środowiska międzynarodowego.

Warto zastanowić się, jak wzmocnić sędziów, by bronili niezależności sądów. Powinni oni mieć prawo do obrony, oczywiście w sposób do zaakceptowania. Warto to przekuć w standardy, co może uczynić sędzia, jeśli jego niezależność jest atakowana.

Byłby to także wzór dla innych państw, jeśli dojdzie w nich do podobnego zagrożenia. Gdyby udało się coś takiego wypracować, to mógłby się on stać takim symbolem, do którego inni mogliby nawiązywać – tak, jak kiedyś do idei NSZZ „Solidarność” – zakończył Bojarski.

W ocenie Edit Zgut, węgierskiej politolożka, wykładowczyni w Centrum Europejskim UW, dziś w UE mamy kryzys egzystencjalny, bo  niektóre państwa nie uznają tego, co ma być podstawą Unii. Przykładem są Węgry. Choć Viktor Orban bawi się z Brukselą „w kotka i myszkę”, to  jakoś mu się z Unią udaje - robi dwa kroki w przód, a jeden w tył.  Rząd polski był bardziej konfrontacyjny wobec Unii. W pewnym sensie Węgry, gdzie powstaje prawdziwy system klientelistyczny, są „nietykalne”.

Peter Molnar (jeden z założycieli węgierskiego FIDESZ) mówił o słabości refleksji lewej strony sceny politycznej, nie tylko na Węgrzech. Polega to  na przyjęciu, że prawica robi bardzo złe rzeczy, ale skoro lewica to „fajni ludzie”, to nie muszą się już w ogóle starać.  

Uczestnicy dyskusji z Sali zwrócili uwagę, że urzędniczy model polskiego sędziego nie zapewnia dziś właściwego standardu ochrony praw człowieka. Aby jednak inny, tzw. władczy model, wypracować, sędziowie muszą się cieszyć autorytetem i zaufaniem społecznym

Inny głos: Jako ławnicy jesteśmy wybierani przez naród. Nie jesteśmy polityczni. Często mamy zdania odrębne. A niepotrzebnie eliminuje się nas z orzecznictwa, bo czynnik społeczny jest w sądach potrzebny. 

Warto uwzględnić kwestie nowoczesnej, międzynarodowej edukacji, pozwalającej na stałą wymianę „dobrych praktyk” przedstawicieli zawodów prawniczych;

- Nie znaleźliśmy może rozwiązań, ale ten dialog dał nową perspektywę, jak możemy podejść  do całej sprawy w przyszłości – podsumowała Andrea Huber.

Korporacje jako strażnicy różnorodności społecznej - sesja 12 III KPO

Data: 2019-12-13
  • Korporacje to małe społeczności. To wielu różnych ludzi, różnych grup społecznych o różnym potencjale, ale i różnych problemach.
  • Jak scalać te społeczności, tworzyć wspólnoty? Jak badać potrzeby i wdrażać programy przeciwdziałania wykluczeniu w firmach?
  • Jak  korzystać z potencjałów różnych grup społecznych? Czy więcej nie znaczy mniej?

Różni, ale równi

W Polsce wymóg równego traktowania i zakazu dyskryminacji wyraża się głównie w Konstytucji, a konkretnie w jej 32 artykule. Konstytucja zakazuje wprost wprowadzania nieuzasadnionych zróżnicowań. Dotyczy to zarówno sfery publicznej, społecznej, ale także gospodarczej i zawodowej.

Tym samym stwarza to sytuację, w której relacje zawodowe także musza być wolne od dyskryminacji, czyli gorszego traktowania ze względu na cechę danej osoby. Do najczęściej wymienianych przesłanek dyskryminacji, zalicza się płeć, rasę, pochodzenie etniczne, narodowość, religię, wyznanie, światopogląd, niepełnosprawność, wiek, orientację seksualną lub tożsamość płciową, ale mogą do nich należeć także inne cechy osobiste jak np. pochodzenie społeczne czy status materialny.

I o ile w relacji państwo-obywatel równe i niedyskryminujące podejście bywa prostsze do wyegzekwowania to w relacjach biznesowych i służbowych, gdzie cechy osobiste podlegają wartościowaniu sprawdzenie, czy doszło do dyskryminacji może okazać się niełatwe. Żeby ustalić, czy mamy do czynienia z dyskryminacją, musimy zbadać, czy rzeczywiście dwa podmioty zostały różnie potraktowane. Jeśli tak, to dlaczego: czy powodem była konkretna cecha danej osoby (to jest dyskryminacja) czy też inne przyczyny (Przykład: osoby z niepełnosprawnością mają prawo do skróconego dnia pracy. Osoby bez orzeczonej niepełnosprawności są więc traktowane nierówno, ale to nie jest dyskryminacja).

W ocenie Rzecznika – niezależnego organu ds. równego traktowania – środki ochrony prawnej przed dyskryminacją, choć znajdują zakorzenienie w Kodeksie pracy oraz ustawie o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania, są obecnie niewystarczające. Dlatego tak ważne jest zaangażowanie różnych środowisk w tym biznesowych w budowanie przyjaznego dla różnorodności klimatu.

Różnorodność jako wartość

Istotą zaangażowania w budowanie środowiska wolnego od dyskryminacji jest wzmacnianie przekonania, że różnorodność nie tylko jest możliwa, ale wręcz korzystna, a niekiedy nawet potrzebna. O wiele łatwiej rozwijać się, zderzać pomysły i myśli, jeśli konfrontujemy je z osobami o innych doświadczeniach, poglądach, innej sytuacji życiowej. Budując wspólnoty homogeniczne tracimy możliwość innego spojrzenia, falsyfikacji stawianych tez, a ostatecznie dochodzimy do celu znacznie wolniej. Biznes przekonał się o tym już wielokrotnie rozkochując się w pojęciu "zarządzanie różnorodnością", pod którym generalnie kryje się dostrzeżenie tego, iż wiele naszych cech (wiek, płeć, sprawność fizyczna, pochodzenie etc.) może nas łączyć, ale też dzielić, co przekłada się na nasze możliwości, potrzeby i oczekiwania.

Raport Forbes Insights, będący efektem badania największych, globalnych marek, już na początku naszej dekady wskazywał wyraźny wpływ zarządzania różnorodnością na innowacyjność organizacji, a badania ukazujące związek polityk zarządzania różnorodnością z kryteriami efektywności, skuteczności, adaptacyjności, czy minimalizowana ryzyka porażek, kreatywności i innowacyjności podejmowano już w latach 90. ubiegłego wieku. Badania są w tym zakresie dość jednoznaczne – im szersza perspektywa, tym lepsze wyniki. Różnorodny zespół daje nam po prostu więcej możliwości, otwiera oczy na niedostrzegane dotychczas potrzeby klientów.

Jak czerpać z różnorodności

Podczas III Kongresu praw obywatelskich podjęliśmy próbę wyłonienia dobrych praktyk w zakresie zarządzania różnorodnością. Do udziału w panelu zaprosiliśmy Katarzynę Mojsiewicz z firmy Nordea, Adama Jaworskiego – przedstawiciela ABB Polska, Monikę Kulik z Orange Polska oraz adwokata Ziemowita Gintowta, którzy opowiedzieli o programach wdrażanych w ich firmach, związanych z tym problemami oraz zaangażowaniu pracowników w budowanie różnorodności.

Adam Jaworski wskazał, że istnieje pewien widoczny nurt, szablon projektów związanych z zarządzaniem różnorodnością, więc treść tego, jak firma walczy o różnorodność – miedzy innymi dzięki globalizacji – może być spójna dla wielu korporacji. Większość podejmowanych działań jest powtarzalna, ponieważ wiele firm międzynarodowych boryka się z podobnymi problemami.

- W IT zawsze będzie zbyt mało kobiet, uprzedzenia narodowościowe utrudniają komunikację specjalistów działających na rynku międzynarodowym, wciąż zbyt rzadko zatrudniamy osoby z niepełnosprawnościami oraz borykających się z problemami chorób psychicznych.

Stałym problemem jest brak różnorodności w kwestii zamieszkania –  mówiąc wprost nie możemy dowieść do pracy osób mieszkających w małych miejscowościach. Wykluczeniem wciąż pozostaje niski status majątkowy, który tworzy niejako zaklęty krąg, nisko zarabiający nie mogą pozwolić sobie na przeprowadzkę do dużego miasta, bo zatrudniając się na stanowiskach juniorskich, początkowych zarobią zbyt mało by mogli się utrzymać np. w Krakowie.

Katarzyna Mojsiewicz podkreśliła natomiast, że w przypadku jej korporacji (Nordea) kontekst międzynarodowy jest bardzo widoczny.

 - Zespoły łączone są ponad państwami, a nawet kontynentami. Nasza firma jest firmą skandynawską, co powoduje również, że work life balance jest niezwykle istotny. Wierzymy, że człowiek jest całością – tym kim jest w pracy, ale także co robi poza nią. Jak rekrutujemy managerów to dopasowanie kulturowe jest wciąż niezwykle istotne.

Według Mojsiewicz istotne jest zadanie sobie pytania, jakie grupy mogą być wykluczane i jak temu przeciwdziałać. Niestety skuteczność większości programów wciąż jest niska.

Np. na eventy promujące zatrudnianie kobiet wciąż przychodzą głównie kobiety, co powoduje, że nie wychodzimy z bańki, nie buduje to szerszego kontekstu ani poszerzania świadomości społecznej.

- Jeśli cokolwiek działa, to budowanie właśnie przestrzeni i dawanie narzędzi ludziom do zabrania głosu. Nasze międzynarodowe video konferencje to głównie sesje Q&A, a nie wystąpienia managerów, wyświetlamy na ekranie pytania zadawane przez pracowników, inni ludzie je lajkują i dzięki temu najtrudniejsze/najciekawsze pytania padają niejako wspólnie .

Monika Kulik przedstawiając perspektywę Orange wskazała na konieczność współpracy z pracownikami w budowaniu polityki różnorodności. - Działamy w 30 krajach i mamy pewne standardy, ale podejście do nich zależy już od kraju. Zapytaliśmy naszych pracowników, w każdym kraju osobno, czy dla nich różnorodność jest ważna i co dokładnie oznacza. Dzięki ich pomocy zbudowaliśmy dokument „Zarzadzania różnorodnością”,  który zaakceptował zarząd. Jako płaszczyzny różnorodności do działania korporacji pracownicy najczęściej wskazywali płeć/wiek/sprawność i niepełnosprawność -w tym czasowa. Uznali jednak, że różnice dotyczące seksualności i poglądów są dla nich  tematem zbyt wrażliwym by pracodawca mógł w nie wkraczać.

Jako główne narzędzie do budowania atmosfery sprzyjającej różnorodności Monika Kulik wskazała tworzenie interdyscyplinarnych zespołów składających się z pracowników o różnych kompetencjach, tworzenie programów promujących możliwości awansów dla kobiet, a także szereg programów zwiększających wiedzę pracowników na tematy dotykające niepełnosprawności.

Ziemowit Gintowt podkreślił natomiast, że jeśli chodzi o różnorodność w samorządzie adwokackim – jest to odzwierciedlenie ogólnych przemian społecznych. Zawód adwokata jeszcze 20 lat temu mocno męski – dziś staje się wręcz sfeminizowany. Młodych osób jest bardzo dużo, pochodzą z każdego miejsca w Polsce. Różnice pomiędzy zdolnościami intelektualnymi adwokatów pochodzących z małych i dużych ośrodków naukowych dziś już nie istnieją. Zmiany społeczne zaszły tak daleko na tyle szybko, że dziś środowisko adwokackie jest niezwykle różnorodne.

Mierząc się także z tezą panelu, Adam Jaworski wskazał niejako korporacje jako naturalnego sojusznika różnorodności, szczególnie w kwestii narodowościowej.

– W oddziałach w Turcji współpracują ze sobą Turcy z Kurdami,  w Bangalore pracują razem Indusi z różnych kast. Okazuje się, ze to właśnie biznes staje się dobrą płaszczyzną porozumienia, ponieważ pokazuje, że liczy się ostatecznie wspólna praca przynosząca wymierne efekt, a wzajemne uprzedzenia nie tylko nie mogą mieć miejsca, ale też nie przynoszą korzystnego efektu finansowego. Dzięki pracy w środowisku międzynarodowym samoistnie stykamy się z innością, powoli ja oswajając.

Oczywiście dotyczy to głównie uprzedzeń narodowościowych, ale nie tylko. W krajach Europy Zachodniej średnia wieku zarówno w korporacjach jak i w 3 sektorze jest wciąż znacznie wyższa niż w Polsce. Podobna sytuacja zachodzi w sektorze IT, o  ile w Polsce pracownicy tych działów to głównie 25, 35-latkowie, na zachodzie przeważają 40-50 latkowie.

Kolejny dobry przykład podała Monika Kulik wskazując, że Orange dał możliwość starszym pracownikom zdobycia bądź poprawy kompetencji szkoleniowych, by mogli lepiej dzielić się swoją wiedzą z młodszymi kolegami. We Francji wdrożono natomiast projekt który zakładał, że w ostatnim roku pracy pracownik może poświęcić swój czas na pracę w organizacji pozarządowej.

Kończąc panel Katarzyna Mojsiewicz podsumowała, że w kwestii budowania różnorodności niezwykle pomaga nieetykietowanie. - My nie mamy programów dla seniorów, nikt nie chce czuć się seniorem. Program dla pracowników z niepełnosprawnościami tak naprawdę kierowany jest do wszystkich pracowników - nazywa się „Zdrowie na tak” a nie program dla takich czy innych osób. To pomaga łączyć ludzi w ich doświadczeniach.

Pytania z sali:

- Jak stworzyć przestrzeń i czy w ogóle, by mogli współpracować ze sobą ludzie i różnych światopoglądach?

-To dzieje się samoistnie niekiedy, ale ważne by łączyć takie osoby na neutralnych gruntach, np. współpraca nad projektem zupełnie niezwiązanym z elementem polaryzującym. Wtedy mierzymy się z takimi samymi wyzwaniami, problemami – to doskonale łącz. – podsumowała Katarzyna Mojsiewicz.

Przede wszystkim nie traktujmy ludzi jako zasoby, praca już dawno wyszła z fabryk, możemy spokojnie zapomnieć o Tayloryzmie – zakończył Jaworski.

Instytucjonalne i finansowe systemy wspierania Romów w Europie. Sesja 13 III KPO

Data: 2019-12-13
  • W idealnym modelu wsparcia Romowie traktowani są na zasadzie partnerstwa, a państwo jako gwarant praw mniejszości do utrzymania i rozwoju tożsamości kulturowej, mądrze wspiera społeczność romską
  • W Polsce funkcjonuje rządowy Program integracji społeczności romskiej. Jego celem jest wypracowanie mechanizmów,  które trwale poprawią sytuację społeczno-ekonomiczną społeczności romskiej i przeciwdziałać będą jej wykluczeniu
  • O tym czy Program działa skutecznie, jakie analogiczne działania są podejmowane w innych krajach i co jeszcze możemy zrobić dla społeczności romskiej rozmawialiśmy na III Kongresie Praw Obywatelskich

Jak Polska wspiera Romów?

Działania na poziomie krajowym

Program integracji społeczności romskiej w Polsce na lata 2014 – 2020, ustanowiony został w 2014 roku przez Radę Ministrów. Ma on za zadanie zwiększyć stopień integracji społecznej Romów, ale nie poprzez doraźną pomoc, lecz przez wypracowanie mechanizmów, które trwale poprawią sytuację społeczno-ekonomiczną tej społeczności i przeciwdziałać będą jej wykluczeniu. Program nastawiony jest na finansowanie i realizację zadań w takich dziedzinach, jak edukacja, rozwój romskiej kultury i języka romani, aktywizacja zawodowa, ochrona zdrowia i poprawa sytuacji mieszkaniowej. Wyłącznymi beneficjentami Programu są Romowie, ale wśród inicjatorów i wykonawców zadań realizowanych w ramach Programu, obok romskich organizacji pozarządowych, są również podmioty publiczne, jednostki samorządu terytorialnego lub instytucje im podległe. 

Środki finansowe pochodzące z Programu mogą służyć zarówno rozwijaniu kultury romskiej, języka czy wspieraniu edukacji dzieci i młodzieży, jak i poprawie szczególnie ciężkich warunków socjalno - bytowych, w jakich nadal żyje wiele romskich rodzin w Polsce. W tej ostatniej dziedzinie Program budzi najwięcej kontrowersji, a jego realizacja napotyka przeszkody, które znacznie ograniczają jego efektywność.  

Jak mogą pomagać samorządy? I dlaczego często tego nie robią?

Wiele zależy też od pomocy administracji publicznej, a zwłaszcza zaangażowania jednostek samorządu terytorialnego. W przypadku osiedli romskich to samorząd, często będący właścicielem gruntów zajętych przez osiedla, a jednocześnie podmiotem odpowiedzialnym za zaspokajanie potrzeb zbiorowych mieszkańców, może podejmować inicjatywy i przeprowadzać inwestycje zmierzające do poprawy panujących na osiedlach warunków. W tym zakresie może sięgać po środki finansowe zagwarantowane w rządowym Programie.

Podjęcie jakichkolwiek działań pomocowych zależy jednak od dobrej woli władz samorządowych. Wszelkie konflikty między władzą lokalną, a miejscową społecznością romską, ewentualna niechęć ze strony mieszkańców gminy, która zwykle przekłada się na decyzje samorządowców, a także brak chęci porozumienia po którejkolwiek ze stron sprawiają, że władze samorządowe często nie są zainteresowane nadmiernym angażowaniem się w działania na rzecz Romów. Z tego powodu do Romów nie dociera realna pomoc, a pochodzące z Programu środki nie są efektywnie wykorzystywane.   

Rzecznik Praw Obywatelskich od lat monitoruje sytuację społeczności romskiej

Dobrze znany Rzecznikowi Praw Obywatelskich przykład osiedli romskich w województwie małopolskim pokazuje, że samo istnienie Programu nie wystarczy, aby skutecznie przeciwdziałać ubóstwu i wykluczeniu społeczno-ekonomicznemu, z którymi mierzy się część romskiej społeczności. Romowie, od kilku pokoleń egzystujący w dramatycznych warunkach mieszkaniowych, pozbawieni szans na podjęcie realnej konkurencji na lokalnym rynku pracy, także w wyniku dyskryminacji ze strony potencjalnych pracodawców, a przez to całkowicie uzależnieni od pomocy socjalnej, nie są w stanie we własnym zakresie poprawić swojej sytuacji.

Rzecznik Praw Obywatelskich pozytywnie ocenia samą ideę istnienia Programu. Taką formę wsparcia społeczności romskiej uznać bowiem należy za próbę wypełnienia przez państwo polskie obowiązku czynnego popierania pełnej i rzeczywistej równości w życiu ekonomicznym i społecznym, wynikającego z art. 4 ust. 2 Konwencji ramowej o ochronie mniejszości narodowych, przyjętej w Strasburgu w 1995 roku. Problem polega jednak na tym, że samo istnienie Programu  nie wystarczy – musi on być przede wszystkim efektywny.

RPO w kolejnych wystąpieniach kierowanych do ministerstwa spraw wewnętrznych i administracji proponował zmiany w obecnej formule Programu, które, jego zdaniem, miałyby ułatwić tworzenie spójnych, także wieloletnich projektów pomocowych, w które od samego początku czynnie zaangażowane byłyby lokalne wspólnoty romskie, bezpośrednio zainteresowane poprawą swojej sytuacji. Resort spraw wewnętrznych nie podzielił jednak postulatów Rzecznika, stojąc na stanowisku, że działania pomocowe mogą być – i są – prawidłowo realizowane w ramach istniejącego Programu integracji społeczności romskiej w Polsce.

Efektywny czy tylko efektowny – jak ocenili rządowy Program paneliści?

Czy rzeczywiście tak jest?

Czy przedstawiciele romskich organizacji pozarządowych i romskiego społeczeństwa obywatelskiego równie pozytywnie oceniają sam Program i sposób jego realizacji?

Czy taka forma wsparcia społeczności romskiej istnieje w innych państwach Europy i czy w ogóle ma przyszłość?

Czy działania pomocowe adresowane do Romów, a także innych społeczności mniejszościowych, w ogóle można zaliczyć do obowiązków państwa i samorządu? Czy państwo może być rozliczane z tego, jak wywiązuje się z takich zadań?    

Na panelu rozmawiali: Jan Hero – doradca sekretarza stanu w rządzie Słowacji w dziedzinie edukacji, mieszkalnictwa, spraw społecznych, zdrowia i bezpieczeństwa społeczności romskiej; Jonathan Lee – specjalista ds. komunikacji w Europejskim Centrum Praw Romów (ERRC) w Brukseli; Krystyna Markowska – działaczka romska, wiceprezeska Centrum Doradztwa i Informacji dla Romów w Polsce oraz Agnieszka Caban – kulturoznawczyni, animatorka kultury, działaczka na rzecz społeczności romskiej, wykładowczyni z zakresu historii i kultury Romów, komunikacji międzykulturowej, programów społecznych na rzecz mniejszości narodowych i etnicznych, kierowniczka Muzeum Narodowego w Kielcach, oddziału Muzeum Dialogu Kultur (2017 – 2019). Sesję moderowała Joanna Kwiatkowska – Talewicz – antropolożka, adiunkt w Instytucie Studiów Międzykulturowych na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego, Prezeska Fundacji w Stronę Dialogu.

- Rozpocznę negatywnie - zaczęła Joanna Kwiatkowska-Talewicz - według raportów międzynarodowych Romowie, największa europejska mniejszość, to najbardziej marginalizowana ze wszystkich społeczności mniejszościowych. 80 % Romów w Europie żyje poniżej progu ubóstwa, co czwarte dziecko dorasta w gospodarstwie domowym, w którym co najmniej raz do roku doświadcza głodu. Szacuje się, że co  trzeci Rom mieszka w budynku pozbawionym bieżącej wody, a co dziesiąty - prądu. A przecież są Programy wspierające. Dlaczego zatem od lat mówi się o braku efektów?

Efektywność programów należy oceniać pod kątem tego, jakie oczekiwania towarzyszyły ich powstawaniu, zauważyła Krystyna Markowska. Podała przy tym przykłady projektów realizowanych w województwie łódzkim, które zakończyły się sukcesem. Efekty przyniosły działania na rzecz aktywizacji kobiet romskich.  Dzięki adresowanym do nich projektom stały się bardziej odważne, samodzielne, podejmują pracę. A nie zawsze tak było. Sukcesem są działania edukacyjne. Choć i na tym polu zdarzały się porażki: edukacja dziewcząt nie zawsze wygląda tak, jak powinna. Po latach zmieniły się potrzeby. Są teraz bardziej indywidualne. Nie potrzeba już kolejnych świetlic integracyjnych. Trzeba natomiast inwestować w kursy doszkalające, kształcenie uzupełniające itp.

Jan Hero zauważył, że obecna sytuacja Romów jest wynikiem procesów historycznych, podejmowanych przez stulecia decyzji o lokowaniu wspólnot romskich z dala od społeczeństwa. Romowie byli wypychani na margines przez wieki. Obecnie trzeba przeciwdziałać zjawiskom, które tak naprawdę są konsekwencjami izolacji trwającej całe pokolenia. W tym rozumieniu Romowie mają trudniejszy start niż inne mniejszości. Państwowe strategie, które miały ten start ułatwiać, często miały charakter demonstracyjny -  nie były konsultowane ze społecznością romską, nikt nie sprawdzał czy proponowane programy rzeczywiście działały, co można by poprawić. Także obecnie ewaluacja działań podejmowanych na rzecz Romów jest ważna. Dopiero wyciągając wnioski z wcześniej podjętych działań można było wprowadzać zmiany, ponownie przemyśleć te projekty, skorzystać z doświadczeń, a także wysłuchać oczekiwać społeczności romskiej – tłumaczył Jan Hero. Nacisk trzeba położyć głównie na ewaluację jakościową. Każdej strategii czy programowi romskiemu powinien też towarzyszyć plan wdrożeniowy i plan ewaluacyjny.

Podstawą efektywności programów jest tworzenie dostosowanych programów kierowanych do poszczególnych społeczności. Programy ogólne, budowane odgórnie, bez konsultowania z mniejszością Romską nie mogą efektywnie działać – dodał Jonathan Lee.

Zdaniem Agnieszki Caban, problem z reprezentacją społeczności romskiej w procesie tworzenia czy ewaluacji programów pomocowych  polega jednak na tym, że nie ma wspólnego forum porozumienia, które pozwoliłoby na budowanie wspólnej, romskiej strategii. W Polsce działają programy, rządowe i unijne, ale nie ma aż tak dużej i aktywnej reprezentacji romskiej żeby w pełni je wykorzystać. Także w samym Programie tkwią pewne ograniczenia. Jego forma nie sprzyja tworzeniu projektów długofalowych, planowaniu wieloletnich działań. Dlatego udzielana pomoc ma czasami charakter doraźny – nawet ważne, ciekawe, dobrze przygotowane projekty nie mają swojej kontynuacji.

Raport NIK ujawnił, że brak jest spójnych strategii działań na rzecz Romów na poziomie samorządowym. Często jedynym twórcą takich strategii są organizacje romskie. Krystyna Markowska zauważyła jednak, że przecież urzędnicy nie mogą wiedzieć, jakie są rzeczywiste potrzeby Romów. Nie zdają sobie często sprawy z olbrzymiej różnorodności społeczności romskiej, także z różnorodności potrzeb.

Po kryzysie migracyjnym Romowie także padli ofiarami nastrojów ksenofobicznych. Napaści na Romów zdarzały się we Francji, w Polsce czy w Bułgarii. Europa stoi w obliczu wzrostu sił nacjonalistycznych, negatywnie lub wręcz agresywnie nastawionych do mniejszości. Oczywiście nastrój ten uderza także w Romów. Philip Alston na otwarciu Kongresu opowiadał o tym, jak ubóstwo przekłada się na to, że grupa ludzi nim dotknięta jest wyjątkowo narażona na negatywne zjawiska społeczne. Jonathan Lee zwrócił uwagę, że dokładnie ten sam mechanizm dotyka społeczność Romską. Wielu Romów dotkniętych ubóstwem szczególnie narażonych jest na przemoc, dyskryminację czy łamanie prawa.

Ważne jest żeby podejmować działania skierowane zarówno do Romów, jak i do większości: edukacyjne, integracyjne, antydyskryminacyjne, partycypacyjne.

Romów dotyka wykluczenie i rasizm kulturowy. Przełamanie takiej tendencji wymaga podejmowania  działań na różnych szczeblach: zarówno oddolnych, jak i państwowych. Szczególnie silnie powinno promować się obszar działań antydyskryminacyjnych. Do tej pory, także w polskim Programie romskim główny nacisk położony był na „twarde obszary działań” - edukację, mieszkalnictwo, dostęp do ochrony zdrowia. Agnieszka Caban zauważyła, że teraz należałoby podjąć intensywny wysiłek zwalczania dyskryminacji, zjawiska antycyganizmu, od form całkowicie powszechnych po rasizm ukryty, z którym walczy się bardzo trudno. Antycyganizm prowadzi do wypierania się własnej tożsamości. Coraz częściej Romowie uciekają od własnej tożsamości – mówiła Agnieszka Caban.

W dyskusji pojawiło się pytanie o to, jak skłaniać władze samorządowe do wspierania społeczności romskiej, do sięgania po fundusze Programu romskiego i planowania działań pomocowych na rzecz Romów? Co zrobić, kiedy po stronie samorządu braku jest woli współpracy ze społecznością romską?

Jan Hero odpowiedział, że trzeba na samorząd naciskać. Przez przedstawicieli władz lokalnych, zrzeszenia samorządowe. Przez ministerstwa i administrację regionalną, nawet jeśli nie mają one wpływu na lokalne władze. Narrację trzeba prowadzić w kontekście praw człowieka.

Małgorzata Różycka, obecna na audytorium przedstawicielka MSWiA zauważyła, że nie ma zbyt wielu prawnych środków nacisku na władze samorządowe. Niektóre państwa, jak np. Węgry, próbują to czynić przez ustawodawstwo zobowiązując jednostki samorządu terytorialnego, chcące korzystać ze środków UE, do tworzenia lokalnych programów pomocowych. W Polsce państwo, administracja centralna, tworząc Program romski świadomie miało na celu ustanowienie ram, organizacyjnych i finansowych, dla działań pomocowych. Resztę tworzą inni aktorzy: w tym sami Romowie czy samorządy.

Opieka psychiatryczna dla dzieci w Polsce – wołanie o pomoc. Sesja 10 III KPO

Data: 2019-12-13

„Zdowie psychiczne nie jest problemem jednostki, zdrowie psychiczne jest dobrem społecznym – obecnie w stanie kryzysu”

  • Na całym świecie, nie tylko w Polsce, dzieci cierpią na zaburzenia psychiczne okresu rozwojowego coraz częściej. Choć liczba młodych pacjentów rośnie, to kondycja rodzimej psychiatrii dziecięcej się nie poprawia.
  • Brak finansowania na odpowiednim poziomie sprawia, że kolejne placówki świadczące specjalistyczną opiekę psychiatryczną są zamykane, co z kolei bezpośrednio skutkuje przeludnieniem w innych jednostkach tego typu oraz długim okresem oczekiwania na przyjęcia planowe.
  • Co się musi zmienić w Polsce? Jak do tego doprowadzić?

Rozmawiali o tym:

  • Prof. Barbara Remberk – psychiatra dziecięca, kierowniczka Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, konsultantka krajowa w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży
  • Dr Joanna Paruszkiewicz – specjalistka psychiatrii dzieci i młodzieży, psychoterapeutka EMDR, wieloletnia kierowniczka oddziału psychiatrii dziecięcej. Zaangażowana w działania na rzecz praw człowieka, praw pacjenta. Współpracuje z wieloma organizacjami pozarządowymi i BRPO
  • Agnieszka Sikora – założycielka „Fundacji po DRUGIE”, która pracuje z młodzieżą zagrożoną wykluczeniem społecznym, patologią, bezradnością, w szczególności wychowankami i byłymi wychowankami placówek resocjalizacyjnych dla nieletnich. Z zawodu i wykształcenia dziennikarka specjalizująca się w tematyce społecznej.
  • Dr Tomasz Rowiński – psycholog, zastępca dyrektora Instytutu Psychologii UKSW, dyrektor Środowiskowego Centrum Zdrowia Psychicznego dla dzieci i młodzieży Warszawa -Bielany, członek zespołu ds. zdrowia psychicznego w MZ przygotowującego reformę psychiatrii oraz członek zespołu MEN m.in. opracowującego zmianę w opiece psychologicznej dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnym.

Wprowadzenie do debaty – co warto wiedzieć?

Dramatyczna sytuacja szpitali psychiatrycznych dla dzieci, ich przeludnienie jest także efektem przyjmowania do szpitali psychiatrycznych nieletnich z tzw. doświadczeniami traumatycznymi (ofiary przemocy w rodzinie, przemocy na tle seksualnym). Te dzieci nie powinny tam trafiać – powinny mieć dostęp do terapii w specjalnie przeznaczonych do tego celu miejscach. Ale tych nie ma.

Specjaliści zwracają także uwagę na problematykę umieszczania w tych samych placówkach zarówno dzieci poniżej 15. roku życia jak i starszej młodzieży. Niezbędnym jest też stworzenie w szpitalach psychiatrycznych dla dzieci i młodzieży sprofilowanych oddziałów, które odpowiadałyby potrzebom pacjenta, tak jak ma to miejsce w psychiatrii dorosłych. Nie można także zapominać o niedoborze wykwalifikowanej kadry: medycznej, psychologicznej, psychoterapeutycznej jak również personelu pielęgniarskiego i sanitariuszy. Problemem jest także niewydolna oraz trudnodostępna sieć opieki innej niż szpitalna (poradnie psychologiczno-pedagogiczne, leczenie ambulatoryjne, profilaktyka zdrowia psychicznego).

Podstawę prawną regulującą funkcjonowanie opieki psychiatrycznej w Polsce stanowi Ustawa z dnia 19 sierpnia 1994 r. (tekst jedn.: Dz.U.2018. poz.1878). Zgodnie z art. 2 ochrona zdrowia psychicznego obejmuje realizację zadań dotyczących w szczególności: promocji zdrowia psychicznego i zapobiegania zaburzeniom psychicznym; zapewnienia osobom z zaburzeniami psychicznymi wielostronnej i powszechnie dostępnej opieki zdrowotnej oraz innych form opieki i pomocy niezbędnych do życia w środowisku rodzinnym i społecznym; kształtowania wobec osób z zaburzeniami psychicznymi właściwych postaw społecznych, a zwłaszcza zrozumienia, tolerancji, życzliwości, a także przeciwdziałania ich dyskryminacji.  Praktyka dnia codziennego oraz przytoczone problemy związane w szczególności z psychiatrią dzieci i młodzieży ukazują nieefektywność założeń teoretycznych wskazanych przez prawodawcę, a co za tym idzie niewypełnienie przez Państwo podstawowych zobowiązań z zakresu zdrowia psychicznego.

Rzecznik Praw Obywatelskich wielokrotnie wyrażał zaniepokojenie stanem opieki psychiatrycznej dzieci i młodzieży w Polsce. Przedmiotem jego wystąpień skierowanych do Ministra Zdrowia stały się między innymi zagadnienia związane z: obniżaniem przez NFZ wartości kontraktów z placówkami udzielającymi opieki psychiatrycznej; doraźnymi działaniami mającymi poprawić dramatyczną sytuację oddziałów psychiatrii dziecięcej i młodzieżowej oraz reformą psychiatrycznej opieki zdrowotnej dla dzieci i młodzieży.

Minister Zdrowia podzielił przedstawioną przez Rzecznika diagnozę wyzwań związanych z narastającymi problemami zdrowia psychicznego. Rzecznik Praw Obywatelskich został zapewniony o finalizacji prac nad przygotowaniem ostatecznej wersji zmiany rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 6 listopada 2013 r. w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu opieki psychiatrycznej i leczenia uzależnień (Dz. U. 2013 poz. 1386) oraz o podjęciu działań, których celem jest przygotowanie nowego sposobu finansowania i wyceny świadczeń z zakresu opieki psychiatrycznej dzieci i młodzieży.

O złej sytuacji w psychiatrii dzieci i młodzieży, Rzecznik Praw Obywatelskich mówił także  podczas konferencji - „Rzecznik Praw Pacjenta rzecznikiem polskiej psychiatrii”, zorganizowanej z inicjatywy Bartłomieja Chmielowca, rzecznika praw pacjenta.

Dyskusja

Celem panelu było zwrócenie uwagi na dramatyczną sytuację panującą w opiece psychiatrycznej dzieci i młodzieży i związaną z nią koniecznością reformy przy współpracy i zaangażowaniu Ministra Zdrowia, Ministra Sprawiedliwości, Ministra Edukacji Narodowej. Motywem przewodnim panelu było zaakcentowanie potrzeby zapewnienia odpowiedniego finasowania oddziałów psychiatrycznych dla dzieci i młodzieży, w tym oddziałów sądowych jak również czynienia starań o pozyskanie większej liczby specjalistów w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży.

Gwarantem prawa do ochrony zdrowia psychicznego jest szereg aktów prawnych. Jak zauważyła prof. Barbara Remberk, dziecko ma prawo nie tylko do rozwoju, ale także do ochrony swojego zdrowia, w tym zdrowia psychicznego. Około 9% dzieci i młodzieży potrzebuje pomocy w tym zakresie. Leczenie psychiatryczne jest skuteczne tylko wtedy kiedy jest prowadzone poprawnie, a co za tym idzie jest intensywne i często długotrwałe. Szpitale psychiatryczne powinny być miejscem, w którym przebywają tylko chore dzieci. Szpitale psychiatryczne nie powinny być „przechowalnią” dla osób agresywnych oraz ekwiwalentem młodzieżowych ośrodków wychowawczych.

Jako kolejny problem systemu ujawniono brak odpowiedniego wsparcia dla osób opuszczających szpitale psychiatryczne, borykających się z bezdomnością. Jak zauważyła Agnieszka Sikora, są to osoby nie tylko nie przygotowane do pełnienia ról społecznych i stawiania czoła wyzwaniom dnia codziennego, ale co najważniejsze nie potrafiące poradzić sobie ze swoim schorzeniem po opuszczeniu placówki leczniczej. W wielu wypadkach są to także osoby upośledzone. Personel placówek medycznych nie posiada wiedzy w jaki sposób pomóc osobom bezdomnym, które opuszczają szpitale psychiatryczne. Tym samym niezbędna jest współpraca zarówno szpitali psychiatrycznych, fundacji, ośrodków integracji w tym zakresie.

Dr Joanna Paruszkiewicz w swym wystąpieniu zaakcentowała, iż zdrowie psychiczne stało się dobrem społecznym. Wszyscy musimy działać na jego rzecz, a nie tylko leczyć choroby. Kształtowanie zdrowia psychicznego jest priorytetem w wielu państwach, powinno więc być podstawową potrzebą społeczną. Zapobieganie chorobom psychicznym i zaburzeniom oraz ich leczenie to tylko część zadań, które społeczeństwo powinno dostrzec, aby sprostać wymaganiom współczesnego świata.  Jako problem wskazano także braki kadrowe, które bezpośrednio powiązane są ze złym i niewystarczającym finansowaniem.

Dr Tomasz Rowiński, omówił planowaną reformę opieki psychiatrycznej dzieci i młodzieży, która bazować ma na działaniach środowiskowych. Zgodnie z założeniami umieszczenie pacjenta w szpitalu psychiatrycznym ma stanowić ostateczność.  Szczegółowej analizie poddał główne wskaźniki, takie jak: liczba podmiotów w sieci referencyjności, strukturę wydatków podmiotów leczniczych, strukturę wydatków płatnika na usługi środowiskowe, liczbę specjalistów w systemie publicznym (m.in.: psychiatrzy dzieci i młodzieży, psychologowie kliniczni, psychoterapeuci) oraz koordynację wsparcia w sieci podmiotów.

Na zakończenie panelu w dyskusję włączyli się obecni na sali słuchacze. Przedstawiciel Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur zwrócił uwagę na problem umieszczania młodzieży z zaburzeniami psychicznymi w młodzieżowych ośrodkach wychowawczych. Są to miejsca, w których nie gwarantuje się tym osobom odpowiedniej terapii. Często tacy podopieczni stają się także ofiarami odrzucenia i przemocy w grupie rówieśniczej. Otwarte pozostaje pytanie jak można zaradzić temu problemowi.

Pojawiły się także dwa świadectwa osób, które bezpośrednio odczuły nieefektywność i niewydolność systemu opieki psychiatrycznej. Młoda dziewczyna opowiedziała jak po próbie samobójczej trafiła do szpitala psychiatrycznego, gdzie cztery dni czekała na konsultację psychiatryczną, ponieważ oddział był przeludniony. Na problem stygmatyzacji zwrócił z kolei uwagę mężczyzna, którego syn przez wiele lat zmagał się z chorobą psychiczną, co odbiło się na jego „karierze” zawodowej. Wyraził także zaniepokojenie brakiem środowiskowości i komplementarności pomocy z zakresu zdrowia psychicznego.

Podsumowanie i rekomendacje:

  1. Zaburzenia psychiczne okresu rozwojowego są zjawiskiem narastającym – wzrasta liczba dzieci młodzieży z trudnościami psychicznymi.
  2. Nie przybywa ośrodków oferujących kompetentną pomoc.
  3. System jest źle zorganizowany, brakuje kompleksowości i spójności prowadzonego wsparcia. Pobyt w szpitalu to tylko epizod, potrzebny jest system wsparcia.
  4. Widoczny jest brak wymiany informacji o dziecku i jego potrzebach między poradniami psychologiczno-pedagogicznymi- podmiotami leczniczymi oraz instytucjami opieki społecznej. Powodem brak stosownych uregulowań prawnych.
  5. Dramatyczna sytuacja oddziałów psychiatrii dziecięcej i młodzieżowej – nieodpowiednie finansowanie, a co za tym idzie brak wykwalifikowanej kadry.
  6. Planowana reforma w zakresie ochrony zdrowia psychicznego – nadzieją na poprawę sytuacji.

 

Wrocław jako miasto różnorodności – rozmowa o raporcie RPO. Sesja 11 III KPO:

Data: 2019-12-13
  • Wolność organizowania pokojowych zgromadzeń jest prawem gwarantowanym przez Konstytucję. Co jednak, gdy uczestnicy Marszu głoszą rasistowskie czy antysemickie hasła  i wzywają do nienawiści?
  • Tak działo się we Wrocławiu, gdzie w zeszłym (i w tym) roku Marsz Niepodległości został rozwiązany z powodu naruszania prawa przez jego uczestników. Czy to jedyna metoda?
  • RPO postanowił się przyjrzeć problemowi. Pod jego auspicjami powstał socjologiczny raport o korzeniach napięć w wielokulturowym mieście ujawniających się w czasie marszy niepodległości
  • W jaki sposób można z takiej analizy skorzystać? Jak robi to Wrocław? Jak mogą to zrobić inne miasta, które mają podobny problem?

Od kilku lat w okolicach 11 listopada oglądamy migawki z miast zasnutych czerwonym dymem rac, paradujące tłumy zamaskowanych mężczyzn, słyszymy apele skierowane do cudzoziemców o pozostawanie w domach, a ze strony uczestników marszów rasistowskie, ksenofobiczne i antysemickie hasła. Wiele osób zamiast czuć radość z okazji świętowania niepodległości czuje się zagrożona.

Autorzy raportu  RPO „Znaczenie społeczne i reakcje na Marsz Polski Niepodległej we Wrocławiu 11 listopada 2018 r." proponują zmianę podejścia do problemu. Zamiast oceniać, zadali pytanie, skąd się biorą emocje wieczornych marszy niepodległości. Rozmawiali i słuchali uczestników zgromadzeń. W efekcie mogli przygotować pakiet rekomendacji i postulatów. Adresatami są organizacje pozarządowe, władze samorządowe i władze centralne.

Czy Wrocław to na pewno miasto różnorodności?

Bartłomiej Ciążyński podkreślił, że władza Wrocławia dostrzega problem, ale jednocześnie podejmuje działania, aby przeciwdziałać. Działaniem takim między innymi było utworzenie funkcji doradcy społecznego prezydenta ds. tolerancji i przeciwdziałania ksenofobii.

Ciążyński poruszył także tematykę migrantów ukraińskich, wskazując, że 1/5 mieszkańców miasta to Ukraińcy, w większości nieposiadająca pozwolenia na pobyt i pracę, co stanowi ogromny problem, gdyż są oni istotnym elementem rozwoju gospodarki Wrocławia. Dlatego tak ważne jest, aby Ukraińcy czuli się bezpiecznie we Wrocławiu, a mieszkańcy miasta kierowali się otwartością i gościnnością w stosunku do cudzoziemców.

Grzegorz Miśta, kurator sądowy reprezentujący Wrocławskie Centrum Sprawiedliwości Naprawczej, powiedział o tym, jakie działania na co dzień podejmują, aby walczyć z mową nienawiści i aktami wandalizmu:

Każdy obywatel, a także turysta może zrobić zdjęcie i wysłać do WCSN. Centrum wyznacza osoby, które są zobligowane do naprawienia wyrządzonych szkód.

W celach resocjalizacji więźniów często do tych prac wyznaczane są osoby pozbawione wolności. Dzięki temu osoby, które niejednokrotnie same dokonywały takich zniszczeń, doświadczają tzw. „sprawiedliwości naprawczej”.

Kamila Kamińska-Sztark wspomniała o działaniach podejmowanych przez Wrocław w zakresie edukacji antydyskryminacyjnej.

Do podstaw programowych przedszkoli i szkół wprowadzone są elementy edukacji antydyskryminacyjnej.

Ogromny wkład w rozwój tolerancji, a także otwartości Wrocławia mają organizacje pozarządowe, które wspierają komunikację między różnymi grupami społecznymi, w tym mniejszościami narodowymi.

Klimat a prawa człowieka. Prawo do czystego środowiska, jako prawo człowieka. Sesja 9 III KPO

Data: 2019-12-13
  • Prawo do czystego środowiska jest niezbywalnym prawem człowieka. Tymczasem już teraz 90 procent ludzi na Ziemi oddycha zanieczyszczonym powietrzem. Klimat się ociepla i wiadomo już, że ma to związek z działalnością człowieka – średnia temperatura jest wyższa o 1,5 stopnia Celsjusza, niż to miało miejsce w okresie preindustrialnym, ale do roku 2015 ma się podnieść o kolejne 3 stopnie.
  • Działania ratunkowe nadal są możliwe – ale trzeba je podjąć TU i TERAZ. Jesteśmy być może ostatnim pokoleniem, które może zapobiec katastrofie
  • Mówimy to w momencie negocjowania Europejskiego Zielonego Ładu, w momencie gdy Polska nie chce się włączyć w działania na rzecz neutralności klimatycznej Europy w 2050 i chce iść „w swoim rytmie”. To – jak mówili wybitni uczestnicy panelu – można nazwać tylko dosadnie  spieprzaniem przyszłości swoich obywateli…
  • Musimy zatem przestać wierzyć w to, że są inne ważniejsze sprawy niż klimat. Jak mówią mieszkańcy RPA, marzenie nie jest marzeniem, póki nie podzielają go wszyscy członkowie wspólnoty.

Półtoragodzinną debatę podsumował jej najmłodszy uczestnik, który w 2050 roku będzie miał mniej lat niż dziś premier Mateusz Morawiecki:

 - Dziś o trzeciej w nocy dowiedziałem się, że pan Mateusz Morawiecki po raz kolejny zignorował naszą przyszłość [na szczycie europejskim premier w imieniu Polski zawetował europejski cel osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r.]. Więc wybaczcie, jeżeli załamie się mi tu głos.

Szczerze mówiąc mam dosyć. Premier mówi, że walczy o naród – ale jak walczy? O jakie dobro walczy?  – pytał Michał Kiwerski z Młodzieżowego Strajku Klimatycznego. - W tym roku 40 tys. z nas wyszło na ulice w 71 miastach w Polsce. I nic. Znowu nas zignorowali – teraz -i w 2050 r.

Co jeszcze mamy zrobić? Panie Mateuszu, my już wam nie ufamy. Musimy doprowadzić do zmiany razem, wspólnie – apelował.

Wcześniej kwestię klimatu przedstawili członkowie starszego pokolenia. Sprawy klimatu długo nie zajmowały właściwego miejsca w debacie publicznej. W ciągu ostatnich lat – także w Polsce i także dzięki pracy trzech Kongresów Praw Obywatelskich – udało się to zmienić: mówiliśmy najpierw o Puszczy Białowieskiej, potem o smogu w dużych i małych miejscowościach – smogu, który uniemożliwia ludziom normalne życie. O trujących i śmierdzących fabrykach i fermach  wyrastających za płotem. O obowiązku zabierania głosu w tej sprawie.

Dziś już potrafimy nadać temu problemowi szerszy, globalny wymiar. Toną wyspy Kiribati, a Warszawa – jako powiedziała zastępczyni RPO Hanna Machińska – policzyła sobie, ilu jej mieszkańców umrze przedwcześnie z powodu skażenia środowiska.

Specjalny sprawozdawca ONZ i gość Kongresu Philip Alston ostrzega od wielu miesięcy, że brak odpowiedniej reakcji społeczności międzynarodowej na zmiany klimatyczne odbije się na prawach człowieka.

Jeśli nic nie zrobimy, katastrofa nas nie ominie

Już teraz od 6 do 7 milionów ludzi co roku jest poszkodowanych w skutek zanieczyszczenia klimatu. Jednak nadciągająca katastrofa klimatyczna przyniesie głód, przymusową migrację i epidemii, które wpędzą do 2030 r. w nędzę ponad 120 milionów ludzi.

Największe ryzyko – przypomniał w czasie otwarcia Kongresu i w czasie tego panelu  Philip  Alston - dotyczy ludzi biednych. To oni odczują skutki braku wody pitnej, przerw w dostawach elektryczności, pogorszeniu warunków higienicznych. Do tego najubożsi zamieszkują często miejsca, które nie przetrwają gwałtownych burz, tsunami czy huraganów. Często nie mogą także liczyć na wsparcie ze strony instytucji i służb. Gwałtowne wahania cen żywności mogą oznaczać dla nich groźbę realnego głodu. Katastrofa klimatyczna doprowadzi do politycznego apartheidu.

Dlatego problem zmiany klimatu to kwestia dotycząca praw człowieka, choć wielu ludzi w to nie wierzy -mówił w czasie panelu. Katastrofalne zmiany, które nas czekają, pogłębią nierówności społeczne i wytworzą powszechne poczucie niepewności. Rosnące nierówności prawdopodobnie spowodują napływ nowych fal uchodźców, wzrost nacjonalizmów, ksenofobii i rasizmu.

- Ta katastrofa dotknie Polskę i Australię. Zapomnijcie już o tonących wyspach  Kiribati. To się dzieje u was, następnej zimy – choć już teraz jej nie macie – mogą nadejść zmiany – mówił Alston. Katastrofalną nazwał reakcję polskiego rządu na to zagrożenie.

Odpowiedzią zdaniem prof. Alstona nie jest prywatyzacja podstawowych usług i poleganie na działaniach sektora prywatnego. Za obecną sytuację odpowiadają światowi przywódcy, zwłaszcza takich państw jak Stany Zjednoczone, Chiny i Brazylia (wycinka Lasów Amazońskich). Konieczne są głębokie zmiany w światowej ekonomii, przejście na odnawialną i zieloną energię oraz poprawienie bezpieczeństwa zatrudnienia dla tych pracowników, którzy mogą liczyć tylko na tymczasowe prace między okresami bezrobocia.

Odpowiedzialność za świat muszą przejąć ludzie młodzi. Moja generacja korzystała ze zmian klimatu – w interesie młodych jest zatrzymanie ich. Dlatego będą tak ważni.

Odpowiedzialność za świat muszą przejąć rządy – te, którym się „nie śpieszy”, działają na szkodę swoich obywateli (po angielsku zabrzmiało to mocniej: „they are screwing their own people”).

Odpowiedzialność państwa. Nowe podejście do praw człowieka

Odpowiedzialność za ochronę środowiska powinno ponosić państwo, państwa ma narzędzia lub możliwość ich ustanowienia. Takie były wnioski z poprzednich debat na Kongresach Praw Człowieka – w 2017 i 2018 r. Ustaliliśmy wtedy, że potrzebna jest rzetelna informacja dla obywateli, edukacja proekologiczna, wzrost świadomości obywateli.

W ocenie RPO debata dotycząca zagadnienia prawa do czystego środowiska jest szczególnie potrzebna z kontekście problemu zanieczyszczenia powietrza w naszym kraju,  które w sposób oczywisty stanowi  zagrożenie dla życia i zdrowia ludzkiego.

53 proc badanych na świecie rozumie już, że zmiany klimatu wymagają zmiany stylu życia. Jednak większość pytanych w niedawnych badaniach mieszkańców Ziemi uważa, że najpoważniejsze działania przypadają rządom – mówił prof. Zdzisław Kędzia

Przy szerszym spojrzeniu na kwestię ochrony środowiska jej związek z ochroną praw człowieka wydaje się oczywisty – powtarzał Philip Alston i Hanna Machińska. Mówimy tu nie tylko o prawie do czystego powietrza, ale o bioróżnorodności gatunków i kwestii zmian klimatycznych.

Liderem zmian na szczeblu rządowym jest Norwegia, Ambasador Norwegii Olav Myklebust powiedział dosadnie, dlaczego: kryzys klimatyczny nie jest problemem klimatu – klimatowi to nie przestrzega. Przestrzega człowiekowi. Zauważamy to w ostatnich latach, niestety – na razie z powodu dramatycznych konsekwencji zmian.

Norweska konstytucja z 1992 widzi związek między stanem środowiska i prawami człowieka – mówił amb. Myklebust.

Ochrona środowiska jest jedną z zasadniczych wartości chronionych także przez Konstytucję RP (Rzeczpospolita Polska zapewnia ochronę środowiska, kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju, zaś władze publiczne mają obowiązek ochrony środowiska i prowadzenia polityki zapewniającej bezpieczeństwo ekologiczne współczesnemu i przyszłym pokoleniom - art. 74).W przeciwieństwie do Polski władze Norwegii wyciągają jednak ze swej konstytucji wnioski w wdrażają polityki proklimatyczne, ograniczając zużycie paliw kopalnych.

Prof. Kędzia zauważył, że zmiany klimatu wymagają nowego, poważniejszego podejścia do praw człowieka. Alternatywą byłoby bowiem podporządkowanie tych praw potrzebom klimatycznym – a więc wystawienie ludzi na zagrożenia ze strony arbitralnych decyzji władz (patrz – sprawa ratowania Puszczy Białowieskiej przez jej wycinanie).

Podano przykłady działań zachodnich korporacji w krajach rozwijających się, które powodują całkowitą degradację środowiska naturalnego, tworzą takie warunki, w których ludzie nie są w stanie żyć. Zastanawiano się, czy na prawo do czystego środowiska można patrzeć antropocentrycznie przez pryzmat praw człowieka – przecież pomiędzy ludźmi a środowiskiem jest często sprzeczność interesów. Może więc warto mówić nie o prawach obywateli, ale o obowiązkach – tu jednak pojawia się pytanie, na kim ciąży obowiązek ochrony środowiska na państwie, czy na każdym obywatelu. Czy można się domagać od sąsiada, żeby nie spalał odpadów? Z drugiej strony zaznaczono, że człowiek jest częścią środowiska, nie można zatem mówić o opozycji człowiek-środowisko. Zwrócono uwagę, że istotą ochrony środowiska jest dążenie do samoograniczania się przez ludzi i państwa.

Działania oddolne – co mogą zrobić firmy

Najnowszy, ogłoszony 10 grudnia 2019 i prezentowany w czasie Kongresu raport Global Compact Network Poland „Klimat a Prawa Człowieka” pokazuje, w jaki sposób zmieniać gospodarkę i jak mogą to robić firmy.

Współorganizator panelu - Global Compact Network Poland, w skrócie GCNP jest polskim przedstawicielstwem agendy ONZ – Global Network, która od 20 lat działa na rzecz praw człowieka, standardów pracy i środowiska naturalnego. Od 2015 r. we współpracy z Biurem Rzecznika Praw Obywatelskich przygotowuje raporty dotyczące praw człowieka w biznesie w ramach programu „Standard Etyki w Polsce”.

Tegoroczny raport w całości został poświęcony sprawom klimatu. Jego autorzy precyzyjnie pokazują, że sektor prywatny ma duży wkład w naruszeniu prawa do czystego środowiska, ma jednak także narzędzia do zapobiegania dalszej degradacji środowiska.

Zasada business as usual nie jest jednak do utrzymania, konieczne są zasadnicze zmiany w prowadzeniu działalności gospodarczej..

  • 87 dużych korporacji, o łącznej kapitalizacji rynkowej ponad 2,3 biliona dolarów i rocznych bezpośrednich emisji równych 73 elektrowniom węglowym już podjęło zobowiązania na rzecz zatrzymania ocieplania i emisji dwutlenku węgla (w ramach światowego programu  Global Compact). Firmy te reprezentują łącznie ponad 4,2 miliona pracowników z 28 sektorów i mają siedzibę w 27 krajach.

Na wezwanie Global Compact Network Poland odpowiedziały firmy działające w Polsce., które w raporcie podzieliły się swoimi inicjatywami i dobrymi praktykami.

Firmę 3M, która w raporcie przedstawia zobowiązania klimatyczne, reprezentował na panelu Alain Simmonet, dyrektora zarządzającego Regionu Europy Wschodniej w 3M.

W raporcie Global Compact 3M stwierdza, że od 2019 roku każdy z wprowadzanych na rynek produktów 3M musi być zgodny z Deklaracją Zrównoważonego Rozwoju 3M. Firma chwali się, że dostarcza na rynek produkty, które zostały stworzone z myślą o zaadresowaniu najważniejszych wyzwań klimatycznych i które znajdują swoje zastosowanie zarówno w specjalistycznych branżach, jak też w życiu każdego z nas. Te produkty to między innymi: płyny wykorzystywane w oszczędzającym energię chłodzeniu zanurzeniowym w centrach danych, folie okienne, lekkie pojazdy i materiały wykorzystywane w transporcie obniżające zużycie paliwa, jak również środki czyszczące, przy produkcji których powstaje mniej odpadów i zużywa się mniej wody.

Alain Simmonet mówił o etycznych fundamentach tych zmian w działaniach firmy. – Nasza firma korzysta z osiągnięć nauki, a naukowe podejście każe nam poważnie traktować pojęcie zrównoważonego rozwoju. Wiemy, że tradycyjne modele biznesowe wyczerpały się i trzeba je zmienić – Nie odziedziczyliśmy planety, pożyczyliśmy je od naszych dzieci. Nie jesteśmy doskonali, ale przynajmniej to wiemy.

Kamil Wyszkowski z Global Compact (moderator panelu) podał przykład efektów działania 3M: to oni wymyślili „suchą wodę”, technologię ograniczającą zużycie energii przez serwery. Kiedy opublikujecie zdjęcia z tej debaty w mediach społecznościowych, serwery je utrzymujące zużyją na to energię. 3M pracuje nad tym, by tej energii zużywać mniej. - Naszą, Global Compact, rolą jest upowszechniać o tym wiedzę – powiedział.

O tworzeniu fundamentów polityki różnorodności opowiadał na panelu Leszek Hołda z PKP Energetyka. Taka polityka wpływa też na to, jak firma korzysta ze środowiska. Taka zmiana paradygmatu myślenia to przykład samoograniczania się biznesu.

Sylwia Chorąży członkini zarządu i dyrektorka ds. Zrównoważonego Rozwoju i Innowacji Skanska CDE: SKANSKA zamierza do 2030 r. zmniejszyć o połowę, a do 2045 r. całkowicie wyeliminować emisję dwutlenku węgla w swojej działalności. 

Hasłem firmy jest We care for life – dbamy o życie. Każde. Nie tylko ograniczanie zużycia jednorazowego plastiku, recykling odpadów. Ale to też stawianie na innowacje – przykładem są inwestycje w perowskity, folie, które naklejane na powierzchnie budynków mogą generować energię (wynalazek Olgi Malinkiewicz).

 

#porozmawiajMY - Komunikacja oparta na wartościach

Data: 2019-12-13
  • Podejmując ważne i drobne decyzje w naszym życiu kierujemy się głęboko zinternalizowanymi wartościami. Możemy być oddani równocześnie bardzo różnorodnym wartościom, takim jak wolność lub przywiązanie do tradycji. Możemy być bardziej lub mniej świadomi tego, które wartości są dla nas istotniejsze.
  • Jak zmienić poglądy człowieka z liberalnych na konserwatywne? Bardzo łatwo: wystarczy wzbudzić w ludziach strach - aktywacja wartości “konserwatywnych” (setki eksperymentów psychologicznych)

Ta rozmowa dotyczyła świadomego budowania przekazu w oparciu o wartości, które mogą z jednej strony wzmacniać lub osłabiać zarówno w nadawcy, jak i w odbiorcy daną grupę wartości, np. związaną z równym traktowaniem lub z bezpieczeństwem.

Wiedza odnosząca się do tego rodzaju komunikacji bazuje na analizach wyników World Values Survey, która prowadzona jest od 1981 r. w około 90 państwach na świecie i ukazuje wartości, przeważające w poszczególnych społeczeństwach. Pokazuje również, że na przestrzeni lat i w wyniku różnych doświadczeń wartości, którymi kieruje się dana grupa, zmieniają się.

Komunikacja jest jednym z narzędzi tej zmiany.

Ma ona kluczowe znaczenie w budowaniu kultury opartej na równym traktowaniu, ale też budowaniu kultury dialogu w ogóle. Temat wydaje się istotny zarówno dla osób pracujących w mediach, dla osób występujących publicznie, jak i dla „zwykłego człowieka”, który czasem rozmawia ze swoim sąsiadem wyznającym zupełnie inne poglądy.

Mówiły o tym gościom Kongresu Katarzyna Gardapkhadze z ODIHR – Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE i Anna Chabiera z Zespołu ds. Równego Traktowania BRPO

Jak wyznawane wartości wpływają na komunikację?

Chabiera: Wartości uzewnętrzniają się w relacji z innymi. Poprzez język. Słowa. Obrazy. Gesty. Mają one wpływ na wartości budzone, kształtowane w odbiorcy tego przekazu.

Jak jeszcze wartości kształtuje język w odbiorcy? Jaka może być siła tego przekazu?

Katarzyna Gardapkhadze –Po pierwsze – zrozumienie, które ma fundamentalne znaczenie; nie tylko dla tego, co chcemy przekazać, ale także, kim jest nasz odbiorca,  i co się z nim stanie, i jaka wobec tego będzie percepcja naszego przekazu. 

Po drugie: człowiek podejmuje przeważającą większość decyzji na podstawie emocji, a następnie używa racjonalnego myślenia, żeby te decyzje uzasadnić. 

Po trzecie: emocje kształtowane przez doświadczenia i środowisko są filtrem informacji, które do nas docierają. Tworzą ramy wartości i zrozumiałe koncepcje świata wokół nas.

Przykład: doświadczenie brutalności policji -> policja = zagrożenie; doświadczenie pomocy policji w trudnej sytuacji -> policja = bezpieczeństwo 

Po czwarte: różne komunikaty aktywują różne ramy poznawcze. Przykład: w monokulturowym społeczeństwie nie ma gotowych ram związanych z uchodźcami; komunikat negatywny („kryzys” czy „fala” uchodźców) generuje negatywne emocje; a komunikat pozytywny (solidarność z ludźmi w potrzebie) -> emocje pozytywne; współczucie, odpowiedzialność 

Jak zatem unikać manipulacji?

Autentyczność przekazu (komunikujemy te wartości, w które sami głęboko wierzymy, indywidualnie i jako organizacja)

Przekaz oparty na prawdzie (autentyczne, nie przesadzone dane, potwierdzone rezultaty)

Szacunek dla odbiorcy (podobnie jak ja, mój odbiorca ma pewne ramy wartości, które mu/jej porządkują świat; mogę się z nie zgadzać z tymi ramami, ale nie deprecjonować/zdehumanizować człowieka) 

Zasada:  Nigdy nie używaj języka strony manipulującej (na przykład aby mu zaprzeczyć). Jej język narzuca bowiem jej ramę.  

 

Kim jest suweren? Elektorat, naród, demokracja w zmieniającym się języku debaty publicznej. Sesja 2 III KPO

Data: 2019-12-13
  • Społeczeństwo polaryzuje się coraz bardziej, a z nim język naszej debaty publicznej. Polaryzacja języka pogłębia zaś podziały w społeczeństwie. Czy mamy jeszcze szansę na wyjście z tego koła?
  • Musimy spojrzeć na język debaty i zmianę, która zaszła, z dwóch perspektyw - dziennikarskiej (reporterzy jak współtwórców debaty) oraz socjologicznej (znaczenie języka i jego wpływ na rzeczywistość polityczną i społeczną). Punktem wyjścia do naszej rozmowy powinna być jednak perspektywa historyczna. Musimy sprawdzić co się zmieniło i jaki będzie to miało na nas wpływ.
  • Zmiana nie nastąpiła a dnia na dzień, od kilku lat różne strony debaty, politycy różnych ugrupowań i różne media zaostrzają swój język. Powstają neologizmy, głównie by określić oponentów politycznych lub konkretne grupy osób. Jednocześnie do naszej debaty weszły zwroty nowe, które początkowo były neutralne, ale nigdy nie zostały sprecyzowane.
  • Słowo „suweren” po tej kongresowej debacie powinno stać się dla nas wszystkich wyrzutem, bo sposób, w jaki jest używane odzwierciedla wszystkie złe cechy naszej rzeczywistości: nie tyko autorytarną koncepcję władzy i prymitywizm w podejściu do bliźniego, ale i wojnę ludzi ważnych wytoczoną tym, którzy nie mają prawa zabierać głosu. W końcu zaś staje się wehikułem mowy nienawiści.
  • Paneliści pokazali jednak także, jak rozbrajać tę tykającą minę podłożoną pod „suwerena”: trzeba reagować na złe używanie słów. Ale to MY to mamy robić, a nie nieokreśleni ONI

Język naszej debaty publicznej zmienia się niepokojącym kierunku. Coraz częściej zamiast informacji niesie wrogość, a zamiast służyć porozumieniu umacnia podziały. Jeśli chcemy to zmienić, musimy odbudować pozytywne myślenie, używać słów, które lepiej wyrażają nasze dobre intencje. Należy dyskutować, zanim będzie za późno i w ogóle przestaniemy ze sobą rozmawiać. 

Wiele tez na temat języka debaty zostało już postawionych, ale czy wszystkie są słuszne?

Czy faktycznie język debaty publicznej zaostrzył się? Jeśli tak, czy dotyczy to wszystkich opcji politycznych? Jak ta zmiana może wpłynąć na społeczeństwo i język używany na co dzień?

Podczas sesji dyskutowali wybitni socjolodzy, historycy i dziennikarze:

  • Dr hab. Agnieszka Kampka - badaczka języka, socjolożka, autorka książki “Debata publiczna. Zmiany społecznych norm komunikacji”.
  • Prof. Piotr Osęka -  historyk, publicysta, pracownik Instytutu Studiów Politycznych PAN. Zajmuje się dziejami politycznymi i społecznymi PRL.
  • Prof. Iwona Jakubowska-Branicka – socjolożka, specjalizuje się w problematyce dotyczącej teorii demokracji współczesnej, praw człowieka, psychologii polityki i socjotechniki propagandy politycznej.
  • Katarzyna Sadło „Kataryna” – blogerka i komentatorka polityczna, której tożsamość przez długi czas pozostawała anonimowa. Publikuje głównie w internecie oraz aktywnie prowadzi dyskusję na Twitterze.

Dyskusję moderował dr Jacek Kołtan, socjolog z Europejskiego Centrum Solidarności.

We the people. Kim jest suweren?

Słowo „suweren” pojawiło się w debacie publicznej podczas kampanii związanej z wyborami parlamentarnymi, w wakacje 2015 roku. Pojęcie to właściwie nigdy nie zostało sprecyzowane, domyślnie oznaczać ma jednak ogół obywateli/mieszkańców kraju lub ogół wyborców. W założeniu mówiących suweren ma zazwyczaj jednolite poglądy na kwestie społeczne, takie jak religia, kultura czy wsparcie państwa.

Jak wynika z analizy najczęstszych zapytań do przeglądarki Google (Google Trends) słowo ‘suweren’ zaczęło coraz częściej pojawiać się w debacie publicznej od 2015 roku i wprowadziło wiele wątpliwości użytkowników. Ludzie częściej wpisują w przeglądarki pytania takie jak “co to jest suweren?” w związku z głośnymi wydarzeniami, np. czarnym protestem lub reformą sądownictwa.

W jakim celu są używane tego rodzaju zwroty – by włączyć ogół społeczeństwa i wzmocnić poczucie społeczeństwa na wpływ na demokrację, czy wręcz przeciwnie, by wykluczyć pewne grupy?

Czy hejt i dyskryminacja przenikają do debaty publicznej?

Granicą dla swobody wypowiedzi jest godność drugiego człowieka. Przekraczają ją ci, którzy w przestrzeni publicznej posługują się nienawiścią i pogardą. Możemy się przed nimi obronić, tylko wspólnie musimy poczuć się strażnikami tej granicy.

Po śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza rozpoczęliśmy nowy rozdział rozmowy o debacie publicznej. Czy język stosowany przez polityków i media przyczynił się do tej tragedii? Nie ma na to pytanie prostej i jasnej odpowiedzi, tym ważniejsza jest refleksja na ten temat. Na pewno jednak to wydarzenie wywołało głębszą dyskusję na temat języka.

Rzecznik od lat, w związku z kolejnymi niepokojącymi wypowiedziami apeluje by zastanowić się nad językiem, którego używamy. Inicjuje debaty i akcje społeczne (np. Okrągły Stół ws. Mowy Nienawiści, debaty na Akademii Sztuk Przepięknych Pol’and’Rock).  W kontekście Jurka Owsiaka i mowy nienawiści kierowanej do WOŚP RPO apelował by odwrócić trend akceptacji czy obojętności dla hejtu. By stworzyć modę na krytykę tego typu ekspresji.

Wielokrotnie twórcy debaty są po prostu niewrażliwi i, próbując zyskać większą popularność, odwołują się do języka przerysowanego i ostrzejszego. RPO wielokrotnie zwracał uwagę na potrzebę używania języka wolnego od stereotypów i uprzedzeń.

Szczególnie trudna okazała się w tym kontekście kampania profrekwencyjna „Nie świruj – idź na wybory”, która – niezamierzenie – była wycelowana w osoby chorujących psychicznie. Język stosowany wobec osób z niepełnosprawnością psychiczną i innych osób z niepełnosprawnościami powinien służyć włączeniu tych osób do społeczeństwa oraz przezwyciężaniu negatywnych stereotypów, nie zaś pogłębiać ich dyskryminację. Język używany w stosunku do przedstawicieli grup narażonych na dyskryminację niezmiennie obrazuje poziom debaty publicznej w demokratycznym państwie, a nadużycia dotyczące osób z zaburzeniami psychicznymi stanowią szczególny rodzaj radykalizacji języka publicznego

Język demonstracji publicznych. Czy podczas zgromadzeń można więcej?

Kolejnym ważnym aspektem jest język stosowany przez uczestników i organizatorów zgromadzeń. Od lat narasta w Polsce problem mowy nienawiści i ksenofobii wobec cudzoziemców. Niechęć do nich jest często wyrażana podczas ważnych rocznic państwowych. Rzecznik zwracał też uwagę na coraz częściej pojawiające się w przestrzeni publicznej symbole i treści rasistowskie, faszystowskie, a nawet nazistowskie - odwołujące się wprost do ideologii III Rzeszy.

RPO wielokrotnie sygnalizował Komendantowi Głównemu Policji zaniepokojenie nasilającymi się przejawami postaw rasistowskich i ksenofobicznych. W efekcie końcowym przybierają one postać przemocy fizycznej i werbalnej wobec cudzoziemców, ale także obywateli polskich o różnym pochodzeniu narodowym czy etnicznym i wyznawców różnych religii. Takie zachowania przekraczają dozwoloną wolność wypowiedzi a policja każdorazowo powinna na nie reagować. Niestety nie jest to normą.

Również druga strona sceny politycznej potrafi być jednak niewrażliwa. Przykładem może być wypowiedź Władysława Frasyniuka podczas jednego z ostatnich zgromadzeń, której celem było obrażenie wyborców Prawa i Sprawiedliwości. Należy jednak podkreślić, że wypowiedź ta nie miała charakteru mowy nienawiści. Nie można się jednak zgodzić na publiczne wypowiedzi, które poprzez treść lub formę mogą dążyć do wywołania u odbiorców uczucia wrogości czy nienawiści. Niestety, takich wypowiedzi pojawia się w przestrzeni publicznej coraz więcej.

Rzecznik w związku z tą wypowiedzią apelował do uczestników wszystkich demonstracji i zgromadzeń publicznych, jak również do polityków, o powściągliwość w wyrażaniu emocji, unikanie mowy nienawiści oraz ograniczenie zachowań i gestów, które mogłyby prowokować przemoc. Jesteśmy i będziemy społeczeństwem pluralistycznym. W naszym wspólnym interesie jest to, abyśmy – szanując wolność słowa – zadbali o kulturę zgromadzeń i wystąpień publicznych.

Na panelu zobaczyliśmy „suwerena” w nowym świetle

Uczestnicy debaty pokazywali bowiem korzenie obecnego stanu debaty publicznej. Piotr Osęka mówił o kilkudziesięcioletnim rodowodzie pojęcia Narodu-Klasy Robotniczej-Suwerena, którego władza używa do zamykania debaty publicznej. Już po zamachu majowym z 1926 r. stworzono pojęcie „narodu”, który „maszeruje razem z wojskiem za swoim wodzem”, a więc nie dyskutuje, nie różni się, nie krytykuje.  Na tych samych hasłach i w tej samej kulturze politycznej powstaje koncepcja „ludu pracującego miast i wsi”, który nie zawiedzie swojego przywódcy towarzysza Bieruta. Postrzeganie społeczeństwa i suwerena – klasy robotniczej – jako monolitu, w imieniu której wypowiada się rządząca partia, utwierdza się w PRL. Dopiero wybory 1989 r. pokazują, jak fałszywa jest ta koncepcja. Polska kultura wraca do korzeni – do sytuacji z 1919 r.

Dr hab. Agnieszka Kampka zwróciła uwagę na zmianę kulturową polegającą na unifikacji form przekazu. Kiedyś forma wypowiedzi zależała od okoliczności, teraz nie dostosowujemy do nich formy wypowiedzi. To rodzi niepokojące przekonanie, że wszędzie można powiedzieć wszystko i nic nie podlega ocenie. Prof. Kempka mówi jednak, że oceniać można: trzeba pytać o cel wypowiedzi. Skoro celem debaty publicznej jest poznawanie poglądów – innych osób, ale także swoich (bo swoje stanowisko tak naprawdę poznajemy w konfrontacji z innymi z innymi). Zatem zła jest wypowiedź, która zniechęca do zabierania głosu innych, zła jest nieszczerość, mniejszym złem jest zaś niezgrabność wypowiedzi.

Katarzyna Sadło, Kataryna pokazała inny kontekst problemu:  niezależnie od formy i treści politycznej prawo do zabierania głosu było od lat zarezerwowane dla osób o odpowiednim statusie – z nazwiskami, stanowiskami, tytułami. I sam fakt zabierania głosu przez „zwykłych ludzi” był powstrzymywany pojęciami wykluczającymi – odbierającymi podmiotowość i indywidualne cechy: wykluczanie słowami: „moherowe berety”, „zoologiczny antykomunizm”, „hołota gardłująca w internecie” (jako określenie osób, które poparły tzw. listę Wildsteina). - Znaleźliśmy się w tym miejscu, w jakim jesteśmy, bo nie reagowaliśmy na tamte wykluczenia. Teraz wykluczani są inni - zauważyła.

Sadło przypomniała rolę forum „Gazety Wyborczej”, które zaraz po 2000 r. było otwarte i pozwalało się spotykać ludziom bez „medialnego” statusu - obywatelom, którzy mieli zdanie w konkretnej sprawie. W tej facie rozwoju polskiego internetu debata się zdemokratyzowała. Media „zwykłych ludzi” frustrowały jednak „ludzi niezwykłych”, medialny mainstream. Frustracja rodziła konflikt – dziś internet jest pełen okrzyków na nieistotne tematy, a nie – jak w przeszłości - istotnych wypowiedzi ludzi bez statusu.

Czy zatem to słowo „suweren” jest kluczem? Sadło uważa, że jest to po prostu ładne określenie na techniczny termin „większość sejmowa”. Wygląda na to, że w słowie tym koncepcja polityczna, zmiana kulturowa i wojna internetowa ważnych z nieważnymi.

I tak dochodzimy do mowy nienawiści. Prof. Iwona Jakubowska-Branicka pokazała, jak słowa używane do zdobywania i utrzymywania władzy i statusu nabierają właściwości przerażających i stają się nośnikiem mowy nienawiści.  Stają się słowami kategoryzującymi świat, nabywają mocy sprawczej, niosą przemoc. Mówiła też o tym, jak prawo definiuje przekraczanie granic przez słowa.

Pytanie jednak, czy rozwiązaniem jest prawny zakaz i kara – czy po prostu nie podejmowanie debaty na skażonym nienawiścią poziomie. Zebrani podkreślali, że kluczem jest reakcja – a nie kara. To jest zadanie dla wszystkich. Zwłaszcza że debata to nie jedyna forma kontaktu. Jest też dialog publiczny. 

Gdy uczestnicy panelu upewniali się o potrzebie owierania na innych ludzi, w foyer Kongresu trwała  "kanapowa debata" z cyklu porozmawiaMY o tym, jak mówić, by nie zaprzeczać swoim wartościom. O tym, że to samo można powiedzieć różnie - i albo utwierdza się człowieka w lęku, czy wywołać poczucie bezpieczeństwa i otwarcie na świat.  A noszenie koszulek z napisem "zdradzieckie mordy" świadczy o dowcipie i sarkazmie, ale jest głęboko raniące. To komunikat sprzeczny z wartościami, jakie chcemy promować.

Niezależność sądownictwa przed Trybunałem Sprawiedliwości UE i Europejskim Trybunałem Praw Człowieka - sesja 6 III KPO

Data: 2019-12-13
  • Spółka produkująca trawniki z rolki przegrała sprawę o odszkodowanie przed polskim sądem, który był związany ustawą o ochronie środowiska. Spółka złożyła więc skargę na te przepisy do Trybunału Konstytucyjnego. A ten sprawę umorzył.
  • Z tym że w składzie, który taką decyzję podjął, był Mariusz Muszyński, co do którego są wątpliwości, czy rzeczywiście jest sędzią TK. I teraz sprawa trafiła do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. On ma zdecydować, czy postanowienie TK rzeczywiście kończy sprawę odszkodowania.
  • Bo jeśli głos zabrała tu osoba nieuprawniona, to spółka może walczyć o swoje dalej.
  • Dyskusja na panelu dotyczyła nie tylko stosowania rozwiązań prawnych, ale i przedstawionego kilka godzin wcześniej przez większość rządzącą kolejnego projektu „reformującego” polskie sądy.

Kryzys praworządności w Polsce spowodował uruchomienie w Unii Europejskiej procedur, które dotychczas były martwe. Tak zwana opcja atomowa, czyli artykuł 7 Traktatu o Unii Europejskiej został po raz pierwszy wykorzystany w procedurze przeciwko Polsce. W wyniku tego stwierdzono wobec kraju europejskiego ryzyko poważnego naruszenia przez państwo członkowskie wartości Unii, takich jak praworządność, demokracja i prawa człowieka.

Wdrażane w Polsce zmiany dotyczące w głównej mierze sądownictwa – zaczynając od kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego, poprzez powołanie nowej Krajowej Rady Sądownictwa, a kończąc na reformach sądów powszechnych i Sądu Najwyższego – wciąż wywołują ogromne zaniepokojenie instytucji międzynarodowych. Stosunkowo nowe zjawisko wszczynania kolejnych postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów również nie pozostaje niezauważone.

Zarówno Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, jak i Europejski Trybunał Praw Człowieka mogą odgrywać bardzo ważne role w badaniu i przywracaniu niezależności sądownictwa w Polsce. 

Pytania prejudycjalne przed TSUE. O co chodzi?

W ostatnich kilku latach okazało się, jak ważnym narzędziem dla obrony praworządności oraz  niezależności polskich sądów są tzw. pytania prejudycjalne kierowane do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Mechanizm taki stworzono po to, by sąd kraju członkowskiego mógł zwrócić się do TSUE o wykładnię prawa obowiązującego wszystkich członków UE, a następnie zastosować ją do oceny, czy przepis prawa krajowego nie jest sprzeczny z prawem Unii.

Postępowania przed TS UE wynikają przede wszystkim z Konstytucji RP, a także ze zobowiązań międzynarodowych Polski, mających podstawę m.in. w traktatach stanowiących podstawę funkcjonowania UE - nie mogą być postrzegane jako ingerencja w wewnętrzne sprawy Polski. Dlatego pytania do TSUE nie mogą być podstawą wszczynania postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów je kierujących.

Pytanie prejudycjalne może mieć ogromne znaczenie. Ma bowiem wpływ nie tylko na polski system prawa, ale także na cały system europejski. Wyrok TSUE wyznacza bowiem standard dla wszystkich krajów Unii. Może to  doprowadzić do lepszych efektów niż czekanie na wyrok Trybunału Konstytucyjnego czy Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

TSUE. Niezależność polskiego sądownictwa. Znaczenie wyroku portugalskiego

Kilkanaście pytań zadanych przez polskie sądy dotyczy właśnie niezależności sądownictwa jako kwestii systemowych. Jest grupa pytań dotyczących statusu Krajowej Rady Sądownictwa oraz grupa pytań dotyczących postępowań  dyscyplinarnych wobec sędziów.

TSUE - w sprawie portugalskiej - (C-64/16) podjął przełomowe rozstrzygnięcie. Dało ono podstawę do zadawania pytań o status sędziego także w sytuacji, gdy prawo unijne będzie jedynie potencjalnie stosowane. Trybunał uznał wtedy, że sądy krajowe muszą spełniać unijny standard niezawisłości. I że Trybunałowi wolno to oceniać.

Najważniejsze „polskie” sprawy już rozstrzygnięte przez TSUE:

  • 24 czerwca 2019 r.  TSUE - wskutek skargi Komisji Europejskiej – orzekł, ze sprzeczne z prawem UE są przepisy ustawy o Sądzie Najwyższym z 2017 r., obniżające wiek przechodzenia sędziów SN i NSA w stan spoczynku – z 70 do 65 lat. W ustawie tej chodziło m.in. o przejście w stan spoczynku I prezes  SN oraz prezesów Izby Karnej i Izby Pracy. Przepisy te zmieniono jeszcze przed wyrokiem TSUE. TSUE wydając decyzję o zablokowaniu tej reformy w postępowaniu zabezpieczającym doprowadził do tego, że niezależność sędziów Sądu Najwyższego została w dużej mierze ochroniona.;
  • 5 listopada 2019 r. (po skardze Komisji Europejskiej) TSUE uznał za niezgodne z prawem UE polskie przepisy z 2017 r. dotyczące wieku przechodzenia w stan spoczynku przez sędziów sądów powszechnych i prokuratorów. Został on obniżony z 67 lat do 60 lat – dla kobiet – i do 65 – dla mężczyzn. Jeszcze przed wyrokiem przepisy te zostały zmienione. TSUE podkreślił, że zasady uprawniające ministra sprawiedliwości do przedłużania zajmowania urzędu sędziego po ukończeniu odpowiedniego wieku  mogą budzić wątpliwości co do niezależności takiego sędziego od „czynników zewnętrznych”;
  • 19 listopada 2019 r. TSUE orzekł po pytaniach prejudycjalnych polskich sędziów, że Sąd Najwyższy może badać, czy Izba Dyscyplinarna SN jest niezależna by rozpoznawać sprawy przechodzenia sędziów SN w stan spoczynku. Jeśli uznałby, że Izba nie spełnia wymogu niezależności, powinien zaniechać stosowania polskich przepisów w tej sprawie. Ponadto TSUE orzekł, że Krajowa Rada Sądownictwa może proponować kandydatów na sędziów jeśli by uznać, że jest  ona niezależna od władzy ustawodawczej i wykonawczej. Po tym wyroku Sąd Najwyższy orzekł, że Izba Dyscyplinarna nie spełnia wymogów niezawisłości. SN w uzasadnieniu wyroku wskazał, że nowa KRS nie daje wystarczających gwarancji niezależności od organów władzy ustawodawczej i wykonawczej i jest to punkt wyjścia do oceny, czy Izba Dyscyplinarna SN jest niezawisła.

Najważniejsze sprawy w TSUE oczekujące na rozstrzygnięcie:

  • skarga Komisji Europejskiej z 10 października 2019 r. w sprawie nowego systemu środków dyscyplinarnych wobec sędziów w Polsce. Komisja wszczęła postępowanie w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego, ponieważ system środków dyscyplinarnych podważa niezawisłość sędziów w Polsce i nie zapewnia koniecznych gwarancji chroniących sędziów przed kontrolą polityczną. Niestety według opinii Rzecznika TSUE, Trybunał nie może orzec o interpretacji prawa unijnego w zakresie niezależności postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów w Polsce ponieważ obawy sądów są jedynie subiektywne. TSUE nie jest jednak związany opinią Rzecznika.
  • w toku jest także kilkadziesiąt pytań prejudycjalnych z Polski, dotyczących postępowań dyscyplinarnych wytaczanych polskim sędziom, nie tylko w zakresie abstrakcyjnym, ale w kontekście konkretnych postępowań dyscyplinarnych, czynności dyscyplinarnych podjętych wobec sędziów, degradacji czy przeniesień. RPO przyłączył się do części tych spraw. Można zakładać, ze właściwie każde postępowanie dyscyplinarne, jeśli będzie rozpatrywane przez sąd powszechny gotowy zadać pytanie prejudycjalne, trafi ostatecznie do TSUE.

Europejski Trybunał Praw Człowieka i polskie sądy

Również Europejski Trybunał Praw Człowieka dostrzegł problemy związane z niezawisłością w polskich sądach i zdecydował się rozpatrzyć kilka spraw w tym zakresie. Warto podkreślić, że ETPCz uznaje, że ma kompetencje by wypowiadać się tych kwestiach w związku z ich bezpośrednim wpływem na prawa zagwarantowane w Europejskiej Konwencji, w szczególności na prawo obywateli do sądu i sprawiedliwego procesu (art. 6 EKPCz). Prawo to może być naruszone jeśli w sprawie obywatela wypowiada się sędzia który nie jest niezawisły lub nie został odpowiednio powołany.

Najważniejsze sprawy przed ETPCz, które czekają na rozpatrzenie w tym zakresie to:

  • Broda przeciwko Polsce i Bojara przeciwko Polsce. Sędziowie Bojara i Broda skarżą Polskę za to, że w styczniu 2018 roku minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, korzystając z wyjątkowych uprawnień, odwołał ich ze stanowisk wiceprezesów Sądu Okręgowego w Kielcach bez podania przyczyn. Nie mogli się odwołać od tej decyzji do sądu.
  • Grzęda przeciwko Polsce. Skargę złożył sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego,  który był członkiem poprzedniej Krajowej Rady Sądownictwa. Jego czteroletnia kadencji w Radzie została skrócona w wyniku zmiany ustawy o KRS z 2017 r. Wybór 15 członków Rady-sędziów powierzyła ona Sejmowi, a nie środowiskom sędziowskim. Skarżący argumentuje, że wygaszenie  jego kadencji w 2018 r. po wyborze nowych członków KRS przez Sejm było niezgodne z EKPCz, bo ustawa nie zapewniła mu prawa do odwołania;
  • Wzmiankowana na wstępie sprawa Xero Flor przeciwko Polsce. Spółka produkująca trawę w rolkach poskarżyła się na postanowienie Trybunału  Konstytucyjnego umarzające postępowanie z jej skargi na przepisy dotyczące szkód wyrządzonych przez dzikie zwierzęta. W składzie TK, który podjął taką decyzję, zasiadał Mariusz Muszyński. Spółka wskazała, że został on wybrany do TK ze złamaniem przepisów konstytucyjnych. Narusza to art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który gwarantuje prawo do rzetelnego procesu sądowego.

Dodatkowo, kluczową w kwestii niezależności sądownictwa sprawą przed ETPCz jest sprawa islandzka Gudmundur Andri Astradsson v. Iceland (nr sprawy 26374/18). Sprawa jest nietypowa, ponieważ odwołanie od wyroku izby zwykłej zostało przyjęte. Teraz Wielka Izba Europejskiego Trybunału Praw Człowieka ponownie zbada czy naruszenia procedury powoływania sędziów na stanowiska sędziowskie prowadzi do łamania prawa do sądu w rozumieniu art. 6 §1 EKPCz. Sprawa może mieć ogromny wpływ na kreowanie linii orzeczniczej kluczowej w kontekście praworządności w Polsce.

Dyskusja: jak poradzimy sobie ze „stanem wojennym” ogłoszonym wobec sędziów

Sędzia Sądu Najwyższego Michał Laskowski przypomniał, że 5 grudnia SN wydał wyrok, w którym kategorycznie i dobitnie zakwestionował status Izby Dyscyplinarnej (ID) jako sądu i przedstawił wątpliwości co do prawidłowości powołania KRS. I prezes SN zaapelowała do sędziów w ID o powstrzymanie się od orzekania, lecz ci nie zareagowali. KRS także uznała, że może dalej działać. A tymczasem już 15 stycznia 2020 r. w Izbie Pracy mają być rozpoznane dalsze sprawy, których bezpośrednio dotyczy orzeczenie TSUE.

W dalszej przyszłości na pewno będą udzielone odpowiedzi na kolejne pytania, które zostały przedstawione TSUE, a których jest łącznie kilkanaście, w tym pytania WSA i sądów okręgowych w Łodzi i Warszawie, a także 3 skargi Komisji Europejskiej. Sądy kierują także pytania do SN, tak jak uczynili to Pan Sędzi Juszczyszyn i sędziowie sądu apelacyjnego w Katowicach. Za to spotkały ich represje. Prawdopodobnie powstanie zatem stan niestabilności, w którym istnieć będą dwie równoległe rzeczywistości prawne.

Wydaje się, ze sposobem wybrnięcia z tej sytuacji może być tylko nowa ustawa zmieniająca skład KRS poprzez dostosowanie go do standardów określonych w wyroku TSUE oraz reformująca lub likwidująca Izbę Dyscyplinarną. Działania w tym zakresie prowadzi Senat. Nawet jeśli ewentualny projekt zmian nie ma szansy na uchwalenie z uwagi na stanowisko Sejmu, warto przedstawić go społeczeństwu w tej formie w celu zwiększania świadomości prawnej.

Sylwia Gregorczyk-Abram („Wolne sądy”) zauważyła: zainicjowanie postępowań w sprawach dotyczących przeniesienia w stan spoczynku sędziów to taka „piłka” wystawiona Sądowi Najwyższemu, aby mógł rozstrzygnąć sytuację sędziów pod rządami nowych przepisów. Precedensowa jest sprawa sędziego Kuby, który dostał negatywną rekomendację od nowej KRS. Uzasadniało to wniesienie odwołań do Izby Pracy SN. Zostały one złożone za pośrednictwem KRS, lecz ta odmówiła nadania im trybu. Koniczne więc było złożenie go bezpośrednio do Izby Pracy SN.

Argumentacja polskiego rządu przedstawiona przed TSUE zmierzała do wskazania, że Trybunał w ogóle nie ma kompetencji do oceny stanu niezależności sędziowskiej w państwach członkowskich oraz że KRS funkcjonuje poprawnie.

Wyrok TSUE jest skuteczny wobec wszystkich spraw ( erga omnes), jako zawierający wykładnię art. 47 Karty Praw Podstawowych UE. TSUE odniósł się w nim do wszystkich zarzutów związanych z wadliwością wyboru i umocowania KRS, w tym utajnienia list poparcia kandydatów do niej.

Niestety, jak się okazuje, wykonanie orzeczenia TSUE pociąga za sobą negatywne konsekwencje dla sędziów. Z kolei brak wykonania wyroku przez władze państwowe otwiera pełnomocnikom procesowym możliwość podejmowania działań zmierzających do wzruszenia wyroków wydanych m.in. przez sędziów wadliwie powołanych. Dotyczy to także pełnomocników działających w innych państwach.

Praworządność sama się nie obroni. Bez niezależnych sądów nie jesteśmy wolni.

Maria Ejchart-Dubois (prawniczka związana z Helsińską Fundacją Praw Człowieka, prezeska Stowarzyszenia im. Profesora Zbigniewa Hołdy) powiedziała, że skoro 12 grudnia wieczorem złożono projekty ustaw wprowadzające „stan wojny” z sędziami, musi mieć to wpływ na nasze dyskusje.

Mówił też o tym sędzia Laskowski: Wczoraj wieczorem został przedstawiony projekt ustawy dotyczącej „spraw sądowych”. Przewiduje on zmiany w ustroju sądów powszechnych, m.in. wprowadza art. 9d, zgodnie z którym przedmiotem obrad organów samorządu sędziowskiego nie mogą być sprawy polityczne, w tym krytyka albo wrogość wobec innych organów państwa. Z kolei na podstawie art. 42a niedopuszczalne ma być kwestionowanie umocowania sądów, trybunałów i innych organów, a także ocena zgodności z prawem powołania sędziego. Nowe podstawy odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów obejmują: odmowę stosowania ustawy, której nie zakwestionował TK; działania lub zaniechania mogące uniemożliwić lub utrudnić funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości; działania o charakterze politycznym; działania kwestionujące stosunek służbowy lub powołanie sędziego.

Zmiany planuje się także w ustawie o Sądzie Najwyższym: kandydaci na stanowisko I Prezesa SN mają być zgłaszani przez grupę jedynie 30 sędziów. Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych ma rozstrzygać wszystkie wątpliwości dotyczące wyłączenia sędziów, niezawisłości, itd. SN także ma nie mieć prawa kwestionowania ważności powołania sędziów i innych organów. Jedyna kara przewidziana za naruszenie tych zakazów to złożenie z urzędu. To koniec samorządu sędziowskiego, uciszenie sędziów we wszystkich wymiarach, nawet internetowym, i uniemożliwienie SN wypowiedzenia się w istotnych sprawach.

Dr hab. Krystian Markiewicz (prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”) mówił: Ten projekt zmian w ustroju sądownictwa przyjęty został w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Tak jak stan wojenny, pozbawia on Polaków ich praw – prawa do sądu. Jeśli sędziowie mieliby się podporządkować, staliby sędziami tylko z nazwy. Niemożliwe do zaakceptowania jest odbieranie im prawa do orzekania zgodnie z prawem.

Wyrok TSUE dotyczy pryncypiów, podstawowego prawa do sądu  a nie akademickich rozważań, „czy jest skuteczny erga omnes” i „czy dotyczy tylko spraw, w których występuje wątek unijny”. Nasuwa się pytanie, czy mamy żyć w systemie średniowiecznym, gdzie prezydent jest królem i imperatorem, zaś jego słowo (w tym wypadku powołanie osoby na stanowisko) jest absolutne? Nie może tak być we współczesnym państwie – sędzia musi być powołany na podstawie prawa.

Obecny projekt ma za zadanie jedynie zastraszyć sędziów, podobnie zresztą jak wiele wcześniejszych zmian w prawie. Sędziowie dotąd obronili swoją niezawisłość, wspólnie z innymi obywatelami, i teraz też jest to problem wszystkich – adwokatów, sędziów wszystkich szczebli i wszystkich obywateli. Sytuacja stoi na ostrzu noża, bo sędziom zarzuca się przestępstwa za to tylko, że stosowali orzeczenie TSUE i skierowali pytania prawne do SN. Po to właśnie jest ten nowy projekt – żeby pozbyć się niepokornych.

Obronimy niezależność sądów jeśli będziemy solidarni, jak w 1981 r. Po to właśnie, żeby nie było więcej chaosu.

Marcin Szwed z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka mówił, że sprawy zawisłe przed ETPC także mają wpływ na sytuację w Polsce. Powstaje pytanie, czy wymogi wypływające z art. 6 EKPC mają zastosowanie spraw toczących się przed TK? Czy taką sprawę można uznać za sprawę cywilną w rozumieniu art. 6 EKPC?

W Polsce jest możliwość wznowienia postępowania po orzeczeniu TK. W sprawie Xero Flor ewentualny wyrok ETPC będzie musiał być wykonany przez polskie władze, a  przynajmniej będą one musiały się do niego się odnieść. Sposób wykonania wyroku będzie kontrolowany przez Komitet Ministrów Rady Europy. Wyroki TK wydawane przez skład wadliwy będą ponadto mniej respektowane przez organy międzynarodowe.

W sprawie Grzęda p-ko Polsce ETPC zbada z kolei czy art. 6 odnosi się do wygaszenia kadencji członka dawnej KRS.

Z art. 6 EKPC wynik nie tylko to, że sąd musi być niezależny, ale także że musi być to sąd ustanowiony ustawą. ETPC stosował tę zasadę np. do przypadków, gdy orzekała osoba, której kadencja wygasła, albo skład był źle wyznaczony. W sprawie Ástráðsson p-ko Islandii, ETPC uznał, że nastąpiło naruszenie EKPC pomimo tego, że wadliwość powołania sędziów nie skutkowała nieważnością orzekania. Stwierdził jednak, że miało miejsce rażące naruszenie prasa krajowego. Wyrok ten wywołał liczne kontrowersje.

Rząd islandzki odwołał się od tego orzeczenie – w lutym 2020 r. oczekiwany jest wyrok Wielkiej Izby, który ostatecznie sprawę tę rozstrzygnie. Jeśli wyrok się utrzyma, będzie miał wielkie znaczenie dla Polski.

Póki co nie występuje konsekwentna linia orzecznicza wskazująca, że sędziowie powołani przez nową KRS są powołani wadliwie, ale prawdopodobnie taka powstanie.

Pewne kwestie związane z niezależnością musimy rozstrzygnąć na poziomie krajowym – tu stoi istotne zadanie przed sądami krajowymi.

Michał Ziółkowski (Akademia im. Leona Koźmińskiego): Obecnie występuje zjawisko, które można określić jako ustawowy antykonstytucjonalizm – zmiana systemu bez zmiany Konstytucji. Prawo konstytucyjne uczy, że transformacja w Polsce dopiero się rozpoczęła, zaś jej efekt może być różny – może się nawet skończyć gorzej, niż na Węgrzech.

Wyrok TSUE ma ograniczony zakres stosowalności. Tym niemniej, wspólnie z wyrokiem SN przesądzają o braku niezależności KRS, Izby Dyscyplinarnej i nawet Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Nie przesądzają one jednak o braku niezależności poszczególnych sędziów. Podstawą stwierdzenia braku niezależności są normy krajowe, TSUE nie wyręczy w tym zakresie sądów polskich.

TSUE dokonał jedynie wykładni Traktatów i nakazał organom krajowym dokonanie oceny,  którego to zadania SN wywiązał się idealnie. Gdyby bowiem TSUE sam rozstrzygnął, czy organy polskie są niezależne, orzeczenie takie byłoby adresowane do ustawodawcy. SN musiałby czekać na działania legislacyjne, lecz nie mógłby działać sam. Zaletą tak skonstruowanego wyroku TSUE jest to, że nie rozbija spójności prawa UE i umożliwia przeprowadzenie testu niezależności odwołując się wyłącznie do prawa krajowego.

Dlatego sądy mają konstytucyjny obowiązek sprawdzania niezależności własnej i innych sądów (art. 45 ust. 1 Konstytucji RP). Projektowana ustawa nie może zatem wyłączać sędziom prawa do dokonania takiej oceny.

Pojawiły się dwie ścieżki praworządności. 1. wznawianie postępowań i 2. Składanie pozwów odszkodowawczych. Wydanie wyroku przez nie-sędziego stanowi bowiem naruszenie prawa, a za naruszenie prawa przez władze publiczne przysługuje odszkodowanie (art. 77 ust. 1 Konstytucji RP).

Wyroki TSUE i SN przesądzają tyko status Izby Dyscyplinarnej i KRS, nie zaś poszczególnych sędziów. Ponadto nie mają on tak silnego bezpośredniego skutku, jak np. wyroki TK. Ich konsekwencją nie jest niestety nieważność decyzji ID, czy KRS. Aby wyznaczyć wspólny standard w tym zakresie SN powinien wydać uchwałę, z klarownym sygnałem jak należy stosować prawo w zaistniałym stanie prawnym. Jest to konieczne aby  ochronić sędziów niższych instancji oraz uniknąć różnić i rozbieżności w poszczególnych sprawach.

Dr hab. Piotr Bogdanowicz (Uniwersytet Warszawski): Skutki wyroku TSUE z perspektywy prawa UE są wiążące dla innych sądów – to nowość w orzecznictwie TSUE. Można to określić jako „względny skutek erga omnes” wiążący sądy, od których orzeczeń nie ma już odwołania. Takie sądy z kolei, jeśli mają wątpliwości co do prawa UE, muszą wystosować pytanie prejudycjalne do TSUE. 

Podstawa do dokonania testu niezależności ma charakter krajowy, ale także europejski, wynikający z art. 19 TUE. Jest to przepis bezpośrednio skuteczny.

Wobec wyroku TSUE podnosi się czasem różnorakie zarzuty:

  1. „Orzecznictwo TK wskazuje, że to właśnie TK jest ostatnią instancją uprawnioną do oceny zgodności przepisów polskich z prawem UE” (tak wynika z wyroków np. w sprawie ENA, czy Traktatu Akcesyjnego). TK uznał się właściwy do oceny zgodności rozporządzenia UE z Konstytucją, ale dotyczy innej kwestii – wykładni przepisów Traktatów i Karty Paw Podstawowych.
  2. „Przykłady pochodzące z innych państw (np. Niemiec, Hiszpanii), pokazują, że sędziowie powoływani są podobnie, jak w Polsce”. TSUE sam jednak podkreślał, że przypadki w innych państwach nie mają wpływu na ocenę danego państwa członkowskiego i bierze pod uwagę zagadnienia systemowe.
  3. „TSUE nie ma kompetencji do oceny składu Izby Dyscyplinarnej, KRS, czy organizacji wymiaru sprawiedliwości”. Orzecznictwo TSUE stanowi coś dokładnie przeciwnego. Należy podkreślić, że w sprawach dotyczących Polski TSUE odwołuje się do własnego wcześniejszego orzecznictwa z częstotliwością wcześniej niespotykaną..

To prawda, że TSUE orzekł w sprawie indywidualnej. Ale wskazał też wprost, że ocena niezależności organu wymiaru sprawiedliwości jest elementem prawa UE.

Dyskusja i rekomendacje

Prof. Ewa Łętowska - Nie ma potrzeby rozróżniania, czy podstawa badania niezależności jest krajowa (konstytucyjna), czy europejska. Można stosować obie podstawy jednocześnie. Wyroki TSUE i SN nie kończą sprawy, bo nie wiadomo jeszcze, co zrobić z już wdanymi wyrokami w sprawach wątpliwych i z sędziami wadliwie powołanymi. SN powinien wskazać metodę rozstrzygania, którą będą mogły stosować sądy niższych instancji.

Patrick Penninckx (Rada Europy, Information Society Department) - Polska przetarła drogę do demokracji dla innych państw Europy wschodniej. Konieczne jest wyjście poza konsekwencje stricte prawne, bo sprawa niezależności sądownictwa ma aspekt polityczny i społeczny, nie tylko dla Polski, ale dla całej Europy.

Petr Janyska (Czechy) - Czesi śledzą, co się dzieje w Polsce i solidaryzują się  z polskimi sędziami, czego wyrazem był niedawny list sędziów czeskiego TK do sędziów polskich.

Obecna polityka penitencjarna – dokąd zmierzamy. Sesja 5: III KPO

Data: 2019-12-13

Chcemy rozpocząć szerszą dyskusję na temat sposobu wykonywania kary pozbawienia wolności. Nie jest to proste zadanie. Nie jest łatwo przekonać społeczeństwo, a tym bardziej polityków, aby w każdej osobie pozbawionej wolności - niezależnie od tego, jakiego czynu ta osoba się dopuściła - dostrzegać przede wszystkim człowieka, który ma przyrodzoną i niezbywalną godność.

  • Kara niedająca nadziei niczemu nie służy, w niczym nie pomaga, pozostawia w sercu uczucia żalu, czasem zemsty, a człowiek wychodzi z więzienia gorszy niż tu przyszedł.”

Papież Franciszek w przemówieniu wygłoszonym podczas audiencji dla pracowników rzymskiego więzienia Regina Coeli, 7 lutego 2019 r.[1]

  • „Przyjaciele, każdy z nas jest kimś znacznie więcej niż «etykietki», które nam przylepiają; o wiele więcej niż epitety, jakimi chcą nas określić, i o wiele więcej od wyroku, jaki na nas nałożono. (…) Szukajcie i słuchajcie głosów, które pobudzają do patrzenia naprzód, a nie tych, które was przygnębiają. Słuchajcie głosów, które niejako otwierają okno i pozwalają wam zobaczyć horyzont.”

Papież Franciszek w homilii wygłoszonej podczas liturgii pokutnej w zakładzie karnym dla nieletnich w Pacorze, Panama, 34. Światowy Dzień Młodzieży, 25 stycznia 2019 r.[2]

Inspiracją do zorganizowania panelu stały się zmiany Kodeksu karnego (obniżenie wieku odpowiedzialności karnej, zaostrzenie maksymalnego wymiaru kary pozbawienia wolności do lat 30, bezwzględne dożywocie) oraz propozycje nowelizacji z 2019 roku Kodeksu karnego wykonawczego (m.in. możliwość wykonywania kontroli osobistej przez osobę odmiennej płci oraz wykonywania kontroli osobistej także poprzez kontrolę manualną miejsc intymnych).

Zmiany te budzą zaniepokojenie Rzecznika Praw Obywatelskich z uwagi na ich rygoryzm i ograniczenie praw osób pozbawionych wolności w sposób zaprzeczający wypracowanym standardom międzynarodowym.

Poprzez godne traktowanie osób pozbawionych wolności dajemy im możliwości rozwoju i powrotu do społeczeństwa, dajemy przykład, jak należy traktować drugiego człowieka. To podejście może w konsekwencji przyczynić się także do wzrostu naszego bezpieczeństwa, może sprawić, że coraz mniej osób będzie powracało na drogę przestępstwa.

Wiele zależy od instytucji państwa, od postawy osób mających bezpośredni kontakt ze skazanymi i tymczasowo aresztowanymi – przede wszystkim funkcjonariuszy i pracowników Służby Więziennej, ale także sędziów, kuratorów, urzędników.

Zaangażowanie się wolontariuszy działających w organizacjach społecznych oraz przedstawicieli Kościołów i związków wyznaniowych w pomoc osobom pozbawionym wolności, także po opuszczeniu zakładu karnego, jest bezcenne, jednak nie wystarczy, aby włączać te osoby ponownie do społeczeństwa. Zmienić postrzeganie osób pozbawionych wolności mogą także dziennikarze, filmowcy, artyści, poprzez opowiedzenie historii tych ludzi, historii niejednokrotnie przejmujących, które mogą przełamywać stereotypy, lęki i uprzedzenia.

Dyskusję rozpoczęto od próby weryfikacji poglądu, zgodnie z którym „polskie więzienia nie przygotowują do wolności, tylko do recydywy”. Odniesiono się do pojęcia resocjalizacji, której celem jest przywrócenie skazanego do życia w społeczeństwie.

Zdaniem panelistów mało wiemy o skuteczności programów resocjalizacyjnych, czy wykształcają umiejętności potrzebne do powrotu do społeczeństwa. Paneliści podkreślili, że podstawą oddziaływania jest dobra diagnoza, spójność tych oddziaływań i indywidualizacja, co stoi w sprzeczności do realiów, w których 1 wychowawca może mieć nawet 100 podopiecznych, a 1 psycholog – 200 podopiecznych. Problemów jest dużo, jednak nie znaczy to, że resocjalizacja nie ma sensu. Trzeba jedynie zwiększyć jej efektywność.

Atutem polskiego więziennictwa jest dobrze wykształcona kadra penitencjarna. Jednakże trzeba stworzyć odpowiednie warunki do wykorzystania jej możliwości.

Pomysł powołania wyższej szkoły specjalnie przeznaczonej do kształcenia funkcjonariuszy SW (Wyższej Szkoły Kryminologii i Penitencjarystyki w Warszawie) należy ocenić negatywnie. Funkcjonariusze kształceni na różnych uczelniach i na różnych kierunkach wnoszą do więziennictwa pozytywną wartość jaką jest interdyscyplinarność (różnorodność) kadry.

Problemem jest systemu wsparcia dla pracowników więziennictwa, którzy ponoszą duże koszty psychologiczne swojej pracy. A także nieuzasadnione zwiększania się populacji więziennej przy jednoczesnym spadku poziomu przestępczości.

Uczestnicy dyskusji zastanawiali się, czy zawsze najlepszym rozwiązaniem jest bezwzględna kara pozbawienia wolności, czy też należy rozwijać np. system dozoru elektronicznego. Zwrócili uwagę na wysoką liczbę osób, które uchylają się od odbywania kary pozbawienia wolności (blisko 40 tys. osób). Kara, która nie jest nieuchronna, przestaje być skuteczna.

Resocjalizacja to tylko jeden z celów, dla których umieszcza się osoby w więzieniach. Celem jest też izolacja, jednak czy wszyscy, którzy przebywają w więzieniach rzeczywiście powinni się tam znaleźć. Zbyt pochopnie orzekane są kary pozbawienia wolności. Obserwuje się tendencję, którą wyraża chociażby ostatnia nowelizacja prawa karnego, do większej surowości orzekanych kar.

Z jednej strony – chcemy resocjalizować, a z drugiej, gdy pojawiają się inicjatywy społeczne, to nie uzyskują wystarczającego wsparcia. Bardzo ważną kwestią jest utrzymanie relacji więźnia z rodziną. Trzeba zastanowić się, co zrobić, aby te więzi były podtrzymywane, rozwijane, a nie niszczone.

Pozbawianie wolności jest łatwym i szybkim sposobem na ochronę społeczeństwa. Nie mamy jednak zdiagnozowanego systemu, nie potrafimy wskazać obszarów, które wymagają poprawy w funkcjonowaniu.

Nie wiemy, jak funkcjonuje więziennictwo – dotyczy to nie tylko zwykłych obywateli, ale także przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, na przykład sędziów orzekających w sądach karnych. Więziennictwo dostrzegane jest wyłącznie w sytuacjach, gdy dzieje się coś negatywnego i jest to nagłaśniane medialnie.

Obecni na sali goście wyrażali zdanie, że resocjalizacja w jednostkach penitencjarnych tak naprawdę nie istnieje. Podnoszono również, że środki przeznaczone na więziennictwo są niewłaściwie wykorzystywane. Wskazywano ponadto, że Służba Więzienna pozyskuje środki na budowę nowych więzień. Powstaje jednak pytanie, czy stare więzienia zostaną zamknięte, w myśl poprawy warunków odbywania kary, czy też stworzy się więcej miejsc izolacji, które szybko zapełni się skazanymi i tymczasowo aresztowanymi (liczba tych ostatnich drastycznie w ostatnim okresie rośnie).

Wskazywano, że na politykę penitencjarną składają się trzy elementy – możliwości (w odniesieniu do liczby więźniów i kadry), wola państwa i akceptacja społeczeństwa. Celem nowej polityki penitencjarnej powinno stać się budowanie poparcia społecznego dla nowoczesnego więziennictwa.

Z doświadczenia ekspertów RPO:

 Jak jest w więzieniu?

Podczas izolacji więziennej stosunki międzyludzkie mogą ulegać dehumanizacji. Człowiek jest traktowany wówczas jako gorszy, zarówno w kontaktach z administracją więzienną, jak i współosadzonymi. Jeżeli w trakcie pozbawienia wolności dochodzi do poniżającego traktowania i przemocy ze strony współosadzonych bądź funkcjonariuszy, osoba pozbawiona wolności za ten stan rzeczy będzie winić państwo. W ten sam sposób, w jaki jest traktowana, będzie traktować innych.

Po opuszczeniu murów więzienia

Celem kary pozbawienia wolności powinno być - od pierwszych dni osadzenia - przygotowanie skazanych do życia na wolności jako pełnoprawnych członków społeczeństwa. Według danych z raportu Najwyższej Izby Kontroli (Informacja o wynikach kontroli „Pomoc społeczna świadczona osobom opuszczającym zakłady karne”, czerwiec 2019 r.), w Polsce co roku 80 tys. osób opuszcza zakłady karne, w tym ok. 50 tys. osób pierwszy raz karanych (zakończenie pierwszej kary albo pierwsze warunkowe zwolnienie). Około 40% osób po raz pierwszy zwolnionych ponownie popełnia przestępstwo w ciągu najbliższych 5 lat. Prawie 45% ponownych przestępstw popełniana jest w pierwszym roku po opuszczeniu jednostki penitencjarnej.

Osoby zwolnione z zakładów karnych należą do najbardziej zagrożonych wykluczeniem społecznym. Przyczynami powrotu do przestępstwa są często trudności w znalezieniu pracy, brak mieszkania, brak środków do życia, powrót do środowiska przestępczego, a także niechęć ze strony otoczenia.

Wnioski z dyskusji

W oparciu o przeprowadzoną dyskusję oraz wiedzę, jaką dysponuje Rzecznik Praw Obywatelskich na temat systemu penitencjarnego, można sformułować następujące wnioski:

  • Polityka karna państwa znacząco wpływa na poziom prizonizacji (współczynnik liczby uwięzionych na 100 tys. mieszkańców), który utrzymuje się w Polsce na bardzo wysokim poziomie. Najnowsza nowelizacja Kodeksu karnego nie będzie poprawiała tej sytuacji.
  • Wobec wysokiego poziomu recydywy konieczne jest bardziej skuteczne, poprzedzone dobrą diagnozą osób skazanych, prowadzenie pracy resocjalizacyjnej już od pierwszych dni ich pobytu w jednostce penitencjarnej, zgodnie z zasadą normalizacji wynikającą z Europejskich Reguł Więziennych z 2006 roku. Niezbędna jest indywidualizacja postępowania z osobami pozbawionymi wolności.
  • Istnieje konieczność lepszego wykorzystania potencjału kadry więziennej. Należy zrewidować projekt odejścia od kształcenia przyszłej kadry penitencjarnej na polskich uczelniach wyższych i powierzenia tego zadania szkole resortowej.
  • Zapewnienie godnych warunków wykonywania kary pozbawienia wolności i traktowanie więźniów, z poszanowaniem ich praw wynikających z przepisów prawa krajowego i międzynarodowego, jest istotne z perspektywy przywrócenia tych osób do zgodnego z prawem życia w społeczeństwie.
  • Celem nowej polityki penitencjarnej powinno stać się budowanie poparcia społecznego dla nowoczesnego więziennictwa.

W panelu wzięli udział:

  • Prof. SWPS dr hab. Teresa Gardocka, Dziekan Wydziału Prawa Uniwersytetu SWPS,
  • Prof. zw. dr hab. Beata Pastwa-Wojciechowska, Kierownik Zakładu Psychologii Osobowości i Psychologii Sądowej w Instytucie Psychologii, Wydział Nauk Społecznych, Uniwersytet Gdański.
  • Dr Jacek Pomiankiewicz, historyk, Rektor Wyższej Szkoły Bezpieczeństwa i Ochrony im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie, w latach 2006-2009 Dyrektor Generalny Służby Więziennej,

Do udziału w panelu zaproszony był także Sławomir Sikora, przedsiębiorca, działacz społeczny, kiedyś pierwowzór bohatera filmu Krzysztofa Krauze „Dług”. Nie mógł jednak uczestniczyć w dyskusji. Podczas spotkania odczytano jego list skierowany do Uczestników i Panelistów III Kongresu Praw Obywatelskich.

Dostęp do in vitro. Sesja 4 III KPO

Data: 2019-12-13
  • RPO: Problem leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego (in vitro) jest problemem z zakresu praw człowieka – równego dostępu do pomocy, kiedy para nie może doczekać się dziecka
  • To problem 3 milionów par, które borykają się z problemem niepłodności. Pomoc państwa w leczeniu niepłodności powinna być efektywna i dobrze zorganizowana
  • Trzeba pamiętać, że nie tylko kwestie finansowe prowadzą do naruszenia podstawowych praw człowieka osób, które chciałyby skorzystać z procedury in vitro. Wiele osób nie wie, z jakiej pomocy może skorzystać – wsparcia finansowego, wsparcia organizacji pozarządowych, wzajemnego wsparcia rodzicielskiego

Szacuje się, że problem niepłodności dotyczy dziś na świecie co najmniej 10-15 proc. par, a wskaźnik ten gwałtownie rośnie. Zanieczyszczenie środowiska i stres wpływa szczególnie na mężczyzn (kiedyś uważało się, że niepłodność jest problemem kobiecym, teraz jednak jasne jest, że najbardziej narażeni na kłopoty są mężczyźni, dlatego wręcz diagnostykę zaczyna się dziś od zbadania nasienia – tak wielu Polaków ma z tym problem).

Naukowo potwierdzono, że in vitro jest metodą skuteczną i jedyną w wielu przypadkach niepłodności. Podał dane: w Danii aż 9 proc. dzieci rodzi się z in vitro, w Polsce – tylko 1 proc., mimo że Polacy zmagają się z takimi samymi problemami niepłodności, jak Duńczycy.

Tymczasem dla rodziców starających się o upragnione dziecko koszty są ogromne. Nie tylko finansowe (koszt szacuje się w dobrej klinice na 30 tys. zł), ale też emocjonalne. Do tego dochodzi rozgoryczenie osób mniej zamożnych, który nie stać żeby sfinansować program z własnej kieszeni, a państwo nie wspiera ich w walce z niepłodnością.

Problem leczenia niepłodności określa życie rodziny na wiele lat - przez ten czas życie jest postawione na głowie. To ogromne obciążenie psychiczne i finansowe. Dlatego tak poważnym problem jest język debaty, stygmatyzacja, nienawiść. Dla rodzin, już będących pod presją, fala hejtu na in vitro jest ponad siły. Ludzie nie tylko nie szukają wsparcia psychicznego w trudnej drodze, którą idą. Oni ukrywają fakt terapii. A ukrywanie tego, zwłaszcza jeśli mieszka się daleko od ośrodków medycznych, w małej miejscowości, jest naprawdę bardzo trudne.

W efekcie nie mówi się o tym głośno, ale leczenie niepłodności po 2-3 latach niepowodzeń u co trzeciej pary wiąże się ze stanami depresyjnymi i lękowymi wymagającymi wsparcia psychiatry.

Niepłodność nie jest ani prawicowa, ani lewicowa. Dotyczy zwykłych ludzi, którzy bardzo chcą mieć dzieci

Na październikowej konferencji poświęconej problemowi in vitro Adam Bodnar zauważył, że pary starające się o dzieci, rodzice dzieci z in vitro, same dzieci i całe rodziny padają w Polsce ofiarą zabiegu, jakim jest włączenie problemu in vitro do „koszyka” różnicującego opinię publiczną pod względem politycznym. Do tego „koszyka” weszła już konwencja stambulska (o przemocy wobec kobiet), klauzula sumienia aptekarzy (w sprawie środków antykoncepcyjnych), teraz doszła edukacja seksualna. A także in vitro. Trzeba sobie uświadomić, że ten proces organizowania wyborców wokół nośnych haseł krzywdzi żywych ludzi – mówił rzecznik praw obywatelskich.

Skuteczność i efektywność in vitro potwierdził rządowy (za czasów PO-PSL) program wspierania in vitro, dzięki któremu przyszło na świat 22 tys. dzieci. Narodziny każdego z nich wymagały od państwa wydatku rzędu 11 tys. zł. Niestety, program ten został w 2016 r. zmieniony w taki sposób, że nakierowany jest na naprotechnologię. W jego wyniku w porównywalnym okresie przyszło na świat 70 dzieci, a na każde z nich trzeba było wydać około miliona zł.

Nie można doprowadzić do sytuacji, gdy prawa osób, które chciałby skorzystać z refundacji zabiegu in vitro – nie bójmy się powiedzieć – prawa człowieka – są uzależnione od pieniędzy i politycznych rozgrywek. W przypadku in vitro nie wolno poprzestawać na półśrodkach (np. skoro rząd jest przeciw, to niech ludziom pomagają samorządy). Nie wolno też sobie wmówić, że jest to „temat zastępczy”, mało ważny.

Dostęp do in vitro a prawa człowieka – rozmowa na III Kongresie Praw Obywatelskich

Paneliści rozmawiali o tym co możemy zrobić: jako społeczeństwo, jako przedstawiciele władzy krajowej i samorządów aby wzmacniać pary starające się o dziecko a przy tym borykające się z wieloma różnymi problemami.

W panelu wzięli udział:

  • Paweł Chęciński (w zastępstwie Prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego)
  • Małgorzata Rozenek-Majdan, prezenterka telewizyjna autorka książki „In vitro. Rozmowy intymne”. Z wykształcenia prawniczka.
  • Dorota Gawlikowska - psycholożka i psychoterapeutka par niepłodnych.

Dyskusję moderowała Marta Górna - przewodnicząca Zarządu Stowarzyszenia Nasz Bocian działającego na rzecz leczenia niepłodności i wspierania adopcji.

Panel rozpoczyna Małgorzata Rozenek Majdan, która wskazała, że od czerwca 2016 roku, kiedy zawieszono ogólnopolski program refundacji zabiegu przez NFZ, dostęp do procedury in-vitro dramatycznie się obniżył. Zlikwidowany program funkcjonował od 2013 roku i okazał się ogromnym sukcesem, bowiem na świat, dzięki niemu, przyszło 22 tysiące dzieci. Przestając refundować zabieg zapłodnienia pozaustrojowego, państwo zaprzestało realizowania prawa do posiadania dzieci - to właśnie brak finansowania jest największym i najbardziej powszechnym (ale nie jedynym) problemem dla ludzi bezpłodnych. Prezenterka podkreśliła także, że sama jest matką wyłącznie dzięki in-vitro.

Dorota Gawlikowska, wskazuje na aspekt społeczny – wprowadzenie programu zmieniło postrzeganie par niepłodnych w społeczeństwie. Można było mówić o postrzeganiu refundowania jako procedury godnej zaufania (także przez całe społeczeństwo), co niewątpliwie wpływało na komfort psychiczny par poddających się tej procedurze. Niestety, moment wycofania refundacji programu stał się także momentem wycofania społecznego zaufania do takiej terapii. Metoda, kompletnie niesłusznie i sprzecznie ze stanem badań naukowych, zaczęła być postrzegana jako niepewna.

Małgorzata Rozenek-Majdan podkreśliła, że państwo absolutnie nie może nie wyciągać ręki do osób objętych bezpłodnością, prawo do refundowanego leczenia metodą zapłodnienia pozaustrojowego jest prawem człowieka, a nawet wynika ono z konstytucji. Potwierdziła także, że „trudne” podejście do in-vitro związane jest także z istnieniem wielu fake newsów w tej materii – np. rzekomym, kompletnie niepotwierdzonym przez naukę, powiązaniu in-vitro z nowotworem piersi. Panelistka wskazała, że osobiście spotkała się z takimi nieprawdziwymi informacjami.

Moderatorka Marta Górna podkreśliła, że nieobjęte procedurą refundacji jest nawet badanie nasienia u mężczyzn (Polska stanowi tutaj wyjątek na tle świata zachodniego). Badanie to nie wskazuje tylko problemu niepłodności, jest ono także istotne przy diagnostyce wielu innych chorób.

Wątek diagnostyki i badań uzupełnia Małgorzata Rozenek-Majdan, która podkreśla ważność badania rezerwy jajnikowej (AMH), które także nie jest refundowane, ani nawet dopuszczone przez nasze prawo (również niechlubny wyjątek na tle UE). Dzięki temu badaniu, kobieta ma świadomość, ile czasu zostało jej, aby urodzić dziecko, Jeżeli poziom AMH spadnie, kobieta nie posiada komórek jajowych, czyli nie jest w stanie zajść w ciążę. Możliwość poddania się refundowanemu badaniu AMH umożliwia kobiecie wcześniejsze pobranie komórek jajowych, w celu posiadania dzieci na późniejszym etapie życia, kiedy AMH będzie zbyt niskie. Co istotne, na wiele czynników wpływających na poziom AMH kobiety nie mają żadnego wpływu – takim czynnikiem może być chociażby zanieczyszczenie powietrza.

Paweł Chęciński, dyrektor Biura Polityki Zdrowotnej Urzędu m.st. Warszawy wskazał na programy samorządowe refundujące procedurę zapłodnienia pozaustrojowego, szczególnie warszawski. W stolicy dostępność do refundacji in-vitro jest nieograniczona, ale można dostrzec stygmatyzację, co jest konsekwencją sytuacji ogólnopolskiej. Przedstawiciel Ratusza określił program jako skuteczny – skorzystało z niego prawie 3 tysiące par, urodziło się ponad 530 dzieci (20 % skuteczności tego programu). Przedział wiekowy Warszawianek, które mogą skorzystać z programu to 25 – 40 lat –przedstawiciel ratusza zaznaczył jednak, że w następnych latach władze miasta będą dążyły do zniesienia tego przedziału. Zaznaczono także, że koszty programu na lata 2017 – 2019 wyniosły 17 mln złotych, w następnej trzyletniej perspektywie (2020 – 2023) będą to 33 mln złotych, co oznacza zwiększone dofinansowanie (trzy próby po 6 tys. złotych – razem: 18 tysięcy złotych). Kliniki dostępne są w całej Warszawie.

Małgorzata Rozenek również pozytywnie oceniła program warszawski (jak również mazowiecki). Niemniej, prezenterka wskazała na brak takiego programu w innych miastach/rejonach kraju, np. w Krakowie, gdzie zanieczyszczenie środowiska pozostawia przemożny wpływ na płodność.  W trakcie debaty wskazano, że nie każdy samorząd może pozwolić sobie na finansowanie zapłodnienia pozaustrojowego – jest to program bardzo drogi (realne koszty jednej procedury to 10-12 tysięcy złotych), co jest częstym argumentem władz. Prezenterka telewizyjna wskazała, że we Francji program wspomagania zapłodnienia pozaustrojowego jest finansowany przez państwo aż do 3 prób, a narodziny dziecka pochodzącego z zapłodnienia pozaustrojowego traktowane jest jako inwestycja w przyszłość, szczególnie w obliczu pogorszenia wskaźników demograficznych i spadku płodności wśród mieszkańców krajów wysokouprzemysłowionych – koszty zabiegu są tutaj równoważone przez dziecko, które w przyszłości będzie zarabiać i płacić podatki.

Prezenterka podkreśliła jednak, że życie ludzkie nie powinno być przeliczane na pieniądze, ale nie możemy też od tego argumentu w pełni uciec, ponieważ jest on stosowany przez NFZ i jego odpowiedniki w innych państwach. Umowa społeczna, jaką stanowi państwo, każe nam leczyć wszystkich chorych (w tym cierpiących z powodu niepłodności) oraz nie wykluczać nikogo ze wspólnoty. Obecnie, niestety, pewne grupy mogą czuć się wykluczone, pominięte, a nawet dyskryminowane przez państwo. 

Dorota Gawlikowska odniosła się do aspektu psychologicznego wykluczenia par bezpłodnych (jak bezpłodność wpływa na funkcjonowanie rodziny?). Panelistka podkreśliła, że wiele par bezpłodnych ogranicza swoje życie do walki z chorobą bezpłodności. Wiele kobiet zmuszonych jest do wyniszczającego podporzadkowania się pracy, aby mieć zapewnione dochody, które mogą pokryć kosztowna procedurę. Taka sytuacja może rodzić obawy przed porzuceniem pracy, chociażby w obliczu mobbingu. Bezpłodne rodziny zmuszone są do pójścia na wiele kompromisów, które negatywnie wpływają na ich kondycje psychiczną. Wówczas na dalszy plan spada rozwój osobisty i zawodowy, codzienna egzystencja staje się źródłem frustracji, brakuje odskoczni od problemów zdrowotnych.

Ograniczenie bezpłodnych stanowi ustawa o leczeniu niepłodności z 2015 roku, gdzie występują przepisy, które ograniczają dostęp do (nierefundowanego) leczenia niepłodności, procedurą objęte są tylko pary. Wykluczone są na przykład singielki czy pary jednopłciowe, które zmuszone są wyjeżdżać za granicę. Prawo zadziałało nawet wstecz w kwestii tej ustawy – singielki, które rozpoczęły leczenie, przed wejściem w życie ustawy, nie mogą odebrać swoich zamrożonych zarodków. Zwrócono także uwagę na sytuację, w której kobieta stała się wdową – czy można odebrać jej prawo do rodzicielstwa?

Dorota Gawlikowska wskazała, że osoby niepłodne nie powinny być dzielone. Psycholożka poruszyła także kwestię społecznego odbioru przyczyn niepłodności, które zupełnie niesłusznie i krzywdząco kojarzone są z niemoralnością, chciejstwem, rozwiązłością seksualną czy podejściem merkantylnym (rzekome nabywanie dziecka za pieniądze). W rzeczywistości przyczyny niepłodności często związane są z ludzkimi dramatami, a przyznanie się do niej, w obliczu współczesnego dyskursu, jest coraz trudniejsze, nawet w relacjach rodzinnych. Dodatkowo, wartościowanie rodzicielstwa przez państwo, co ma miejsce obecnie, jest niedopuszczalne.

Istotną kwestią w kontekście dyskusji o zapłodnieniu pozaustrojowym jest kwestia anonimowości dawstwa. Dorota Gawlikowska wskazała, że w wielu krajach odchodzi się od anonimowego dawstwa, co wynika z prawa do tożsamości dziecka, które urodziło się z procedury in-vitro. Osoby takie często chcą wiedzieć skąd pochodzą, kto jest ich rodzicem oraz realizować swoje prawo do wiedzy o medycznym pochodzeniu, co jest istotne, np. w zakresie genetycznego dziedziczenia chorób nowotworowych. Z tych powodów dawstwo anonimowe zniesiono chociażby w Wielkiej Brytanii. Uczestnicy panelu podkreślili, że udawanie i ukrywanie przed dzieckiem, że ma inne pochodzenie destrukcyjnie wpływa na relację i sytuację rodziny.

Moderatorka panelu stwierdziła, że ograniczenie dostępu do in-vitro wynika z poziomu debaty o niepłodności w Polsce oraz wypowiedzi polityków i przedstawicieli Kościoła Katolickiego. Małgorzata Rozenek-Majdan uzupełniła tę myśl stwierdzeniem, że rozmowa o in-vitro prowadzona jest na poziomie emocji i światopoglądu, a nie argumentacji medycznej. Zapłodnienie pozaustrojowe jest wysoce bezpiecznym i skutecznym leczeniem. Podkreśliła także, że in-vitro jest jak najbardziej dopuszczalne moralnie (nawet dla osób wierzących).

Uczestnicy panelu wskazali, że zagadnienie ograniczeń i dyskryminacji ze względu na niepłodność można podzielić na trzy kategorie – ograniczeń ekonomicznych, społecznych i prawnych. Niemniej, w zdecydowanej większości przypadków u gruntu tych wszystkich problemów leży ideologia. Reakcją powinno być świadczenie prawdy i zaprzestanie demonizowania in-vitro, które w rzeczywistości jest normalnym zabiegiem (procedurą) medyczną. Tak liczne kontrowersje związane z zapłodnieniem pozaustrojowym wywołuje fakt, że choroba niepłodności dotyczy sfery seksualno-prokreacyjnej, która traktowana jest niezwykle wstydliwie przez aktualne władze. Ograniczenie dostępności do in-vitro, według Małgorzaty Rozenek, jest cofaniem Polaków i postępowaniem represyjnym.

Moderatorka panelu wskazała na zagadnienie rozmawiania i postępowania z parami niepłodnymi, które mogą stanowić obecnie nawet 1/5 społeczeństwa. Nie powinno się ich w żaden sposób oceniać, doradzać czy podsuwać rozwiązań (często słyszane „wyjedź na wakacje”, „wyluzuj”, „nie stresuj się”). Osoby, które maja do czynienia z osobami mającymi problem ze spłodzeniem dziecka (szczególnie rodzina) powinny wysłuchać, znieść ich cierpienie oraz zyskać wiedzę, z czym taka bezpłodna para musi się zmagać.

Na koniec, w dyskusji z publicznością, jedna z uczestniczek panelu stwierdziła, że ogromny i przemilczany problem stanowi bezpłodność wśród mężczyzn (która w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat znacząco wzrosła). Badania pokazują, że „męskie” i „damskie” czynniki w zakresie niepłodności rozkładają się po równo, dlatego istnieje ogromna potrzeba mówienia z wielu perspektyw, że niepłodność jest problemem pary (nie tylko kobiety).

Co trzeba poprawić w polskiej rzeczywistości?

Po pierwsze - pomoc państwa w leczeniu niepłodności powinna być efektywna i dobrze zorganizowana. Środki publiczne przeznaczone na nowoczesne metody leczenia niepłodności są ograniczone. Dlatego ważne znaczenie ma kompleksowa organizacja tej pomocy tak, aby procedury diagnostyki i leczenia niepłodności były dostępne również dla osób niezamożnych. Pomóc miał w tym ministerialny Program kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego w Polsce. Niestety, w ocenie RPO Program ten w istocie koncentruje się na lekarzach i podmiotach służby zdrowia. Po drugie - potrzebna jest Rada ds. Leczenia Niepłodności. Ministerstwo Zdrowia tego nie planuje, przez co część przepisów ustawy o leczeniu niepłodności nie działa.

Przede wszystkim - procedura in vitro powinna być refundowana. Umożliwiał to rządowy program, który obowiązywał do połowy 2016 r. Dotyczyło to także skorzystania przez pary niezamożne z procedury zapłodnienia pozaustrojowego, tj. metody będącej nierzadko jedyną umożliwiającą posiadanie spokrewnionego genetycznie potomstwa. Teraz procedura ta nie jest finansowana ze środków publicznych, co oznacza, że wróciliśmy do sytuacji, że metoda in vitro dostępna jest tylko dla osób zamożnych. Co więcej, zaprzestanie finansowania procedury in vitro oznacza, że ustawa o leczeniu niepłodności przestała być skuteczna. W tym zakresie Minister Zdrowia nie podziela stanowiska RPO i wskazuje, że: metoda in vitro jest tylko jedną z licznych metod postępowania w niepłodności, a problem związany z niepłodnością może być skutecznie rozwiązany w odniesieniu do wielu rodzin przez zastosowanie kompleksowych działań skupiających się przede wszystkim na diagnostyce przyczyn niepłodności i ich leczeniu.

Po czwarte - bardzo niebezpieczne jest wprowadzenie przepisów, które pozwolą rządowi na blokowanie samorządowych programów in vitro np. pomysłu wprowadzenia przepisów pozwalających Ministrowi Zdrowia na zawieszanie finansowania programu polityki zdrowotnej na dwa lata w przypadku braku środków finansowych lub gdy program jest niecelowy.

 

Przestrzeganie praw obywatelskich w działalności służb specjalnych. Sesja 7 III KPO

Data: 2019-12-13

„Ludzie wprawdzie są coraz bardziej świadomi inwigilacji, ale czują się coraz bardziej bezsilni”.

Edward Snowden

  • Kontrola sądów nad niejawnymi działaniami służb jest fragmentaryczna (o większości działań sądy nawet nie wiedzą) i iluzoryczna (jeśli służby muszą pozyskać zgodę sądu na niektóre działania, to i tak nie ma realnych narzędzi i czasu, by przyjrzeć się sprawie).
  • Zmiany legislacyjne przyjęte w 2016 r. pogłębiły deficyt w ochronie praw obywatelskich:
  • Ostatnio pojawiły się informacje o wykorzystaniu przez CBA programu Pegasus. Skala tych problemów w Polsce jest jednak znacznie większa niż w innych państwach europejskich.
  • Sprawa Mariana Banasia to modelowa sprawa, w której aż się prosi, żeby był organ kontrolny dla służb.
  • Panel III Kongresu Praw Obywatelskich zebrał ekspertów, byłych szefów i koordynatorów służb specjalnych

Pod egidą Rzecznika Praw Obywatelskich działa od 2019 r. komisja ekspertów ds. przestrzegania praw obywatelskich w działalności służb specjalnych. W jej skład weszli byli funkcjonariusze, osoby odpowiedzialne za kierowanie służbami, przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości i obrońcy praw człowieka. Po kilku miesiącach komisja pracy przedstawiła raport „Osiodłać Pegaza”. Raport wskazuje, że potrzebne są nam dwa rozwiązania

  1. Trzeba powołać niezależny organ kontrolny
  2. Trzeba przyznać jednostce prawa do informacji o byciu przedmiotem zainteresowania służb.

Dyskusja na panelu koncentrowała się wokół raportu. Paneliści szukali równowagi między zagwarantowaniem przestrzegania praw człowieka z jednej strony, a zapewnieniem warunków do skutecznego działania służb specjalnych z drugiej.

Żeby zrozumieć skalę problemu, warto uświadomić sobie, jakie zmiany zaszły w prawie od 2015 r.

  • nowelizacja ustawy o Policji z 2016 r. pozwoliła służbom specjalnym na praktycznie nieograniczone sprawdzanie tzw. danych internetowych;
  • wprowadzony mechanizm sprawdzania, jak służby korzystają z tzw. metadanych, daje raczej ułudę kontroli niż zapewnia poczucie bezpieczeństwa dla obywateli (sprawozdania statystyczne weryfikowane przez sądy);
  • w 2016 r. została także uchwalona ustawa o działaniach antyterrorystycznych, która przyznała służbom szereg dodatkowych uprawnień, ale także wyłączyła w zasadzie cudzoziemców spod ochrony konstytucyjnej jeśli chodzi o możliwą inwigilację;
  • nowelizacja Kodeksu Postępowania Karnego przyznała możliwość korzystania w procesie karnym z tzw. „owoców zatrutego drzewa", czyli dowodów zdobywanych nielegalnie (art. 168a k.p.k.). Tego typu zasada procesowa otwiera pole do różnego rodzaju nadużyć ze strony funkcjonariuszy policji, prokuratorów oraz funkcjonariuszy służb specjalnych.

W panelu wzięli udział Wojciech Klicki, prawnik związany z Fundacją Panoptykon, Jacek Cichocki, były ministra spraw wewnętrznych (2011-2013), koordynator służb specjalnych (2008-2011) i szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (2013-2015), Krzysztof Liedel, były dyrektor Departamentu Prawa i Bezpieczeństwa Pozamilitarnego Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Grzegorz Małecki, prezes fundacji Instytut Bezpieczeństwa i Strategii, były Szef Agencji Wywiadu (2015-2016) oraz prof. Dobrosława Szumiło-Kulczycka – z Katedry Postępowania Karnego UJ.

Jacek Cichocki podkreślił, że jest pod wrażeniem tego co udało nam się zrobić dzięki tej platformie, którą zorganizował Rzecznik Praw Obywatelskich.

- Jeszcze niedawno z Adamem Bodnarem staliśmy po różnych stronach barykady. Rok temu Rzecznik zaprosił nas do tej współpracy. Jak się okazało, że przy jednym stole usiedli obrońcy praw człowieka oraz specjaliści z zakresu służb specjalnych i razem zastanawiają się jak wyważyć kwestie bezpieczeństwa i wolności obywatelskich. W naszej pracy konsultowaliśmy sprawy z przedstawicielami prokuratury i przedstawicielami sędziów. Raport to próba powiedzenia co jest niezbędne do zrobienia w Polsce żeby odbudować zaufanie obywateli do państwa.

To jest problem ogólnoświatowy – w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii informacje, które budzą niepokój. Gdy raport był gotowy – spotkanie z przedstawicielami służb, policji, organów nadzorczych i to była fajna rzeczowa rozmowa. Było również spotkanie z siłami politycznymi. Przyszła co prawda tylko opozycja – przedstawiciele wszystkich partii opozycyjnych.

Sprawa Mariana Banasia to modelowa sprawa, w której aż się prosi, żeby był organ kontrolny. Dziś nie umiemy powiedzieć jak było – czy służby specjalne stanęły na wysokości zadania, a teraz ktoś próbuje zrzucić na nie winę. Gdyby był taki organ – mógłby zadać takie pytanie i dać informację publiczną zachowując zasadę bezpieczeństwa narodowego. Byłoby to również w interesie służb. Dzisiaj cały sektor służb przy sprawie Mariana Banasia jest stawiany jako ten, który coś mętnego robił. W tej sytuacji ten organ mógłby zadziałać prezentując pewną obiektywną próbę wytłumaczenia tej sytuacji.

Nie ma takich organów w świecie anglosaskim. Tam to rozwiązuje się w drodze dodatkowych inspektorów. Te organy sprawdzają się w krajach skandynawskich, Holandii i Belgii – nigdzie nie doszło do wycieku wrażliwej informacji czy zagrożenia dla funkcjonariuszy.

W raporcie zaproponowaliśmy najlepsze co możliwe i próbujemy to pokazać jako punkt odniesienia.

Wojciech Klicki wskazał, że proponowany niezależny organ kontrolny powinien się składać z sześciu osób wybieranych przez Sejm spełniających wyśrubowane kryteria dot. doświadczenia i wiedzy. Przewodniczącym organu powinien być sędzia. Organ ma pracować kolegialnie. Ma kontrolować działalność służb pod kątem legalności. Jego ważną rolą miałaby być pewnego rodzaju dialog między osobami, które składały skargi jak i opinią publiczną.

Istotą jest trzystopniowe informowanie: po pierwsze, o kontroli operacyjnej, które ma się odbywać 12 miesięcy po zakończeniu z zastrzeżeniem, że sąd na wniosek służby może informowanie odroczyć albo wyłączyć.

Podobnie w zakresie pobierania danych internetowych, telekomunikacyjnych i pocztowych. Po drugie, informacja na temat pozyskania jakichkolwiek innych danych dot. obywatela – obywatel mógłby złożyć wniosek o to jakie dane na jego temat są przechowywane. Wyjątki: zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego, dla życia i zdrowia funkcjonariuszy. Im mniej ingerująca w prywatność kategoria danych tym wyjątków więcej. Większość rozwiązań jest zaczerpnięta z innych państw. Mechanizmy te da się pogodzić ze skutecznym działaniem służb. To są propozycje, które zapewnią im skuteczność działania przy jednoczesnym ograniczeniu możliwości nadużyć.

Grzegorz Małecki podpisywał się pod większością wskazanych w raporcie opinii. Jako były funkcjonariusz służb oraz osoba tworząca nadzór nad służbami ma wiedzę z zewnątrz i wewnątrz.

- Służby specjalne są w słabej kondycji, bo w Polsce nie wykształcił się system nadzoru i kontroli służb specjalnych. Polska tego nadzoru jako system nie wykształciła.

Kontrola parlamentarna sprawowana przez komisję pod przewodnictwem rządzących nie ma sensu. To rozwiązanie jest jeszcze bardziej niebezpieczne niż brak kontroli – stworzenie iluzji, że ta kontrola jest. Prace nad organem kontroli zaczęły się jeszcze w kolegium w 2007 r. – przedłożone ministrowi Wassermanowi, który ministrem koordynatorem. Prezydent ma spore kompretencje zakresie nadzoru. Teraz to dobry czas. Rozdzielenie służb policyjnych od wywiadowczych (niekonsekwentnie tu zaliczane CBA które jest służbą policyjną par excellence). Powinny być definiowane przez cel istnienie. Służby wywiadowcze działają przed, a policyjne po. Służby wywiadowcze mają bardzo zaawansowane metody ale one nie służą procesowi karnemu – dlatego poddane jeszcze bardziej szczegółowej kontroli.

Rozwiązania anglosaskie są podobne ale metoda jest inna – system inspektorów. Brytyjczycy są najmniej konserwatywni, jeżeli chodzi o system nadzoru nad służbami. Konieczne jest zrozumienie, że komplementarny system od służby poprzez kontrolę w ramach rządu, kontrolę nad rządem oraz kontrolę ekspercką a także przez niezależny organ kontrolny. To wszystko tworzy system kontroli.

Zdaniem Małeckiego nie rozwiążemy problemu tworząc jeden organ. Konieczna jest cała architektura. My wciąż jesteśmy na początku lat 90. Ciągle operujemy w oparciu o szczątkowe rozwiązania z lat 90. – powstało kolegium ds. służb specjalnych i sejmowa komisja ds. służb specjalnych. Kolegium jest ciałem opiniodawczo sprawozdawczym rządu bez funkcji nadzoru. Sejmowa komisja nie jest w stanie zdobywać wiedzy jak jest i decydować co z tym robić. Wykształcił się obyczaj że zadaniem komisji jest kontrola służb, a komisja powinna kontrolować rząd w zakresie działania służb. Komisja sejmowa nie ma do tego mandatu, bo ona wykonuje funkcję sejmu w wąskim zakresie dot. służb.

Służby są pozostawione same sobie i robią co chcą.

Główną rolą tego rodzaju organu i systemu jest to, by działały zgodnie z mandatem od społeczeństwa, reali cele oraz działały w sposób efektywny. To możliwe jeśli kontrolowane przez tych, którzy mogą kontrolować – uzyskać wiedzę i wymusić działania w celu zapewnienia, że służby działają w interesie społecznym, państwa i zgodnie z prawem. Konieczne są raporty informujące o efektach. Komisja nie robi tego wcale. Bez zbudowania efektywnego systemu kontroli i nadzoru służby nie będą wykonywać swoich funkcji. My jako społeczeństwo musi mieć wiarygodne narzędzia by wiedzieć co się dzieje.

Krzysztof Liedel zauważył, że służby specjalne nie działają w oderwaniu od tego, co dzieje się w życiu społecznym i politycznym w kraju. Rzeczywistość ma wpływ w szerokim wymiarze – od polityków, którzy mniej lub bardziej posługują się służbami w celach politycznych, od służb, które rozgrywają polityków.

Gdy mamy do czynienia z patologią w środowisku prawno-politycznym, to wiemy że kontrola może nie być niezależna. Mamy organy konstytucyjne – kadencyjne, niezależne – ale dzisiaj już niepostrzegane jako takie (SN, TK, KRS).

Dzisiaj nadzór wielopodmiotowy i wielopłaszczyznowy. Organ powinien wejść w miejsce władzy wykonawczej. Bez korelacji z nadzorem władzy ustawodawczej i sądowniczej, która jest niewystarczająca. Kwestia zagrożenia terrorystycznego – dodatkowe uprawnienia służb. Na kanwie dużego wydarzenia w Polsce bez realnego zagrożenia udało się wprowadzić rozwiązania jak w krajach z bardzo dużym zagrożeniem. To pokazuje, jak duże uprawnienia kontrolne ma wymiar sprawiedliwości pod warunkiem, że dobrze a nie patologicznie funkcjonuje. W ustawie antyterrorystycznej – możliwość decyzji o areszcie bez dowodów – tutaj potężna rola nadzoru nad służbami specjalnymi. Przygotowanie merytoryczne ludzi w WS jest niewystarczające. Istnieje ryzyko manipulacji. Terroryzm – duży potencjał emocjonalny z punktu widzenia uzasadnienia wykorzystywany. Podpisałbym się pod raportem osiodłać pegaza – jeżeli udałoby się go wkomponować w cały system wielopodmiotowy.

Mamy najwięcej służb w Europie.

Dobrosława Szumiło-Kulczycka pytała, czy nie jesteśmy pięknoduchami. - Na ręce RPO składam podziękowania za podjęcie tego tematu – w 2016 bardzo żywego – potem wydawało się, że odstawiony na bok. Symptomatyczne jest, że znajdujemy się w małej sali [sali warsztatowej Polin], ponieważ mówimy o prawie do prywatności.

Ludziom wydaje się, że prywatność to dobro drugiego rzędu. Bardzo mało tu młodych ludzi. Nie uświadamiają sobie zagrożeń, które w dualizmie się ujawniają. Żyjemy w czasach gdy nasza tożsamość może być ukradziona czy przerobiona. Przykład afery hejterskiej w środowisku sędziowskim. Mamy iluzoryczną fasadową kontrolę sądową nad służbami.

Przykład?

W 2015 r. zarządzono kontrolę operacyjną w stosunku do jednej osoby – podejrzenie bardzo poważnych przestępstw. Grupa przestępcza i handel ludźmi. Kontrola łącznie trwa 6 miesięcy. Nie potwierdza się nic, co można wygenerować. Prokuratura decyduje się na dwa postępowania zakończone uniewinnieniem. O ile materiały z kontroli operacyjnej odtajnione, to problem – na podstawie jakich materiałów doszło do zarządzenia tej kontroli. Już po wyroku uniewinniającym osoba zwraca się do sądu z prośbą o udostępnienie materiałów, w oparciu o które przypisano jej takie działanie. Sąd odmawia powołując się na to, że te materiały zostały zgromadzone w toku kontroli. Ale tu chodziło o materiały przedstawione przed zastosowaniem kontroli. Sąd musi odmówić, bo one są objęte klauzulą. My nie mamy wprost powiedziane, że obywatel, który poddawany tego typu działaniom nie ma prawa poznać. Art. 51 ust. 3 Konstytucji nie określa wyjątków.

Jacek Cichocki przypomniał argument służb: po co nas obejmować kontrolą, skoro jest kontrola sądowa. W raporcie jest propozycja wzmocnienia siły tej kontroli. Jeżeli chcecie coś kontrolować, to najpierw zróbcie ustawę o czynnościach operacyjno-rozpoznawczych. Ale to jest niemożliwe. Zmieniają się technologie, że trzeba było nieustająco aneksować te czynności. Trzeba myśleć wieloaspektowo, ale RPO miał dosyć złożoną sytuację – musiał rozstrzygnąć jak o tym sektorze mówić, bo niektóre rzeczy są poza jego kompetencją. Co zrobić, żeby zwiększyć kontrolę wyważającą wolności obywatelskie i bezpieczeństwa.

Należy rozróżnić służby specjalne i policyjne – ABW bez kompetencji śledczych. Pamiętam autentyczną kontrolę komisji służb specjalnych – rotacyjny przewodniczący (również przedstawiciel opozycji). Ja w sejmie tylko na jednej komisji się pociłem, kiedy przewodniczącym był minister Wasserman, który nieźle potrafił mnie przemaglować. Jeżeli dzisiaj przewodniczącym jest zawsze przedstawiciel ekipy rządzącej to kontrola jest iluzoryczna.

Wojciech Klicki: służby wysyłają do sądu co sześć miesięcy tabelkę w excelu – sąd ma na tej podstawie zdecydować, że dane pobierane zgodnie z prawem. Ważne jest to, że brak mechanizmów broniących prywatności może zagrozić naszej wolności.

Jak zbić argument że ludzie bez grzechu nie mają się czego bać?

Dobrosława Szumiło-Kulczycka: Wydawałoby się, że to same służby powinny być zainteresowane istnieniem niezależnego apolitycznego nadzoru. Dzięki temu nikt nie będzie służbami manipulował. To jest dla nich ochrona.

Krzysztof Liedel – zastanawiamy się nad tworzeniem kolejnej instytucji do nadzoru nad instytucjami. A ważne jest danie pewnych uprawnień Kowalskiemu, żeby wiedział, czy ktoś go słuchał czy nie. Ta forma nadzoru to dobry pomysł – możliwość uzasadnienia, dlaczego go słuchałem.

Padły pytania z sali, co my powinniśmy zrobić, żeby wasza praca nie poszła na darmo?

Pytano o kontrolę wewnętrzną i system zgłaszania – co na to dyrektywa o ochronie sygnalistów w służbach? Podnoszono, że funkcjonariusz delegowany do MSWiA nie zrobi nic przeciwko swojemu przełożonemu. Ten dodatek sprawi, że będzie funkcjonował jak mu przełożony powie.

Jeden z uczestników wskazywał, że pamięta jak kilkanaście lat temu policjanci obawiali się zastosować kontrolę, że nie dopełnią procedur. Gdy w latach 2005-07 wszystko zaczęło się psuć – przestali się bać. Pytanie, co zrobić, by na nowo funkcjonariusze czuli obawę presję, że będą ponosić konsekwencje bezprawnych działań. Całość ustaleń przed zastosowaniem kontroli powinna być jawna. Pamiętam statystyki to skuteczność w Warszawie nie przekraczała 10%.

Krzysztof Liedel – istota polega na tym, byśmy razem spróbowali odmitologizować służby. Służbom zależy na micie budowanym na kanwie tajemnic.

Świadomość społeczna na temat uprawnień służb, możliwości, informacji, tego, co my możemy – jest dość istotna. Mechanizm składa się z dwóch elementów – jesteśmy coraz bardziej uzależnieni od techniki, a technika operacyjna pozwala łatwo realizować zadania – wystarczy podsłuch. W pracy operacyjnej dużo łatwiej usiąść na słuchawkach niż pozyskać agenta. Policjanci idą na łatwiznę. Technika załatwia temat, a moralność jest drugorzędna.

Grzegorz Małecki – najważniejsza jest budowanie świadomości tego, jak funkcjonują nowoczesne służby. Nasze są anachroniczne nawet, jeżeli używają nowoczesnych narzędzi, bo filozofia jest anachroniczna. Mówienie o służbach nie w kontekście sensacyjności, ale roli, narzędzia, istoty służb, roli polityków – wymuszenie na świecie politycznym zajęcie się problematyką służb. Jak najwięcej spotkań na ten temat, publikacji.

Wojciech Klicki – organ ma mieć nieograniczony dostęp do każdej informacji, do sieci teleinformatycznej. Kontrola jest najwyższą formą zaufania jakim możemy obdarzyć funkcjonariuszy. Efektem takich kontroli mogłyby być zawiadomienia do prokuratury w przypadku nadużywania uprawnień. Sygnaliści są bardzo ważnym elementem i powinni podlegać ochronie.

Pierwsza rada, co zrobić, to jako obywatel podejmować decyzje wyborcze w sposób świadomy.

Obrońcy środowiska mówią, że od segregowania ważne jest wspieranie i aktywizm. Te działania powinny być podejmowane na zmianę narracji politycznej mówiącej o tym, że mamy problem ze służbami – w związku z tym zmienimy osobę stojącą na czele służb i jemu zaufamy. Zadaniem obywateli jest powiedzenie, że służby mogą działać jedynie z mechanizmami skutecznej kontroli.

Dobrosława Szumiło-Kulczycka: służby nadużywają uprawnień, bo mogą. Mam żal do sądu. Zarządzenie kontroli na podstawie dwóch notatek funkcjonariusza to jednak za mało. Kontrola jest fasadowa. Sędziowie się bronią brakiem narzędzi. Ale tu wszyscy mają coś na sumieniu. Sądy temu nie podołały.

Jacek Cichocki – Państwo na podstawie raportu RPO też możecie pytać polityków. Różne służby idą na łatwiznę i pozwalają sobie na więcej bo mogą. Jeżeli nie będzie wyroków dla tych, którzy na to pozwolili. Mówimy o owocach zatrutego drzewa. Nie postawimy bez osądzenia tamy dla tego typu działań

Grzegorz Małecki – jeżeli chcemy mieć nowy system kontroli, to dzisiaj politycy opozycji muszą wypracować te działania, bo jak przejmą władzę, to stracą zainteresowanie.

Prawo do zapomnienia - jak się wypisać z facebooka, czy facebook o tobie zapomni? Siła mediów społecznościowych - sesja 3 KPO

Data: 2019-12-13
  • Prawo do zapomnienia jako jedna z gwarancji prawa do prywatności – choć coraz częściej i chętniej wykorzystywane – pozostaje w niedoregulowanej sferze prawnej powodując jednocześnie trudności w realizacji prawa do jawności życia publicznego
  • Choć w interesie zainteresowanego „zniknięciem” pozostaje twarde trzymanie się reguły zapomnienia, wciąż zbyt rzadko rozpatrujemy tę kwestię pod kątem dostępu do niewygodnych informacji np. o osobach sprawujących funkcje publiczne.
  • Tymczasem rozwój internetu i wzrost prędkości przepływu oraz ilości przetwarzanych danych sprawiają, że usunięcie czy skorygowanie informacji, która już znalazła się w sieci, staje się znacząco utrudnione.

Jak zaistniała potrzeba niepamięci?

Powszechnie uznaje się, że historia prawa do zapomnienia choć łączy się ze znaczeni dłuższą historią prawa do prywatności, rozpoczęła się od hiszpański przedsiębiorcy Mario Costeja Gonzalez, który popadł w kłopoty finansowe. Choć długi udało mu się spłacić w całości, materiały dotyczące jego problemów pozostawały w sieci, wpływając negatywnie na jego wiarygodność wśród kontrahentów i utrudniając mu dalsze prowadzenie biznesu. Gonzalez chciał, by media które publikowały nieaktualne już informacje, usunęły je ze swoich stron internetowych. Sprawa znalazła swój finał w Trybunale Sprawiedliwości UE, który w odniesieniu do gazety piszącej o długach przedsiębiorcy pozwolił zachować treści, ale jednocześnie orzekł, że wyszukiwarka Google nie może dalej łączyć nazwiska Skarżącego z dawno nieaktualną sprawą. Co więcej, Trybunał uznał, że wszystkim obywatelom UE przysługuje prawo do zwrócenia się do tej korporacji z podobnymi prośbami.

Przywołany wyrok wywołał lawinową dyskusję nad potrzebą dostosowania przepisów do cyfrowej rzeczywistości. Od tego czasu weszło w życie także unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO) wzmacniające obywateli w walce o swoją prywatność, w tym w sieci, ale także wskazujące na konkretne obszary i cele przetwarzania danych osobowych. Z pewnością pozytywnym efektem wszystkich tych zmian jest sam fakt społecznej dyskusji na temat prywatności i potrzeby jej chronienia.

Dziś statystyki Google pokazują, że coraz więcej osób, w tym takie działających w sferze publicznej, składa żądanie wobec Google o usunięcie danych na swój temat. Niemal połowa z tych żądań rozpatrywana jest pozytywnie. Pokazuje to, że skala zjawiska jest olbrzymia a samo prawo do zapomnienia, mimo swoich niedostatków, staje się potężnym orężem.

Nieprzewidziane „korzyści”

Podczas III Kongresu Praw Obywatelskich zdecydowaliśmy się przyłączyć do dyskusji o prawie do zapomnienia. Do rozmowy na ten temat zaprosiliśmy multidyscyplinarne grono panelistów: dziennikarkę pisząca o wymiarze sprawiedliwości, prawach człowieka, kwestiach jawności życia publicznego i problematyce inwigilacj, laureatkę Złotej Wagi  – Ewę Ivanową; radczynię prawną specjalizującego się w ochronie danych osobowych Marlenę Sakowską-Baryła oraz działacza sieci obywatelskiej Watchdog Polska wspierającej jawność w życiu publicznym – Krzysztofa Wychowałka. Moderowania całej dyskusji podjął się Krzysztof Izdebski – dyrektor programowy Fundacji ePaństwo, która ma dba o jasność życia publicznego .

Wszyscy paneliści zgodnie stwierdzili, że niezależnie od niepodważalnych korzyści płynących z możliwości stosowania prawa do zapomnienia chociażby przez osoby prywatne, często niechętnie wspominające udostępniane przez siebie informacje z przeszłości, sprawa ma drugie dno.

Dopuszczony wymiar ingerencji w informacje zamieszczone w sieci dość łatwo może stać się bardzo poważnym narzędziem np. władzy politycznej. Paneliści podkreślali wadliwość polskiego systemu oświadczeń majątkowych, z którego wynika, że szeregowi urzędnicy posiadający uprawnienia do wydawania decyzji administracyjnych są zobligowani do udostępniania publicznie swoich oświadczeń majątkowych podczas gdy np. ministrowie nie musza tego robić. Wydaje się być to kuriozalnym podejściem do jawności życia publicznego, tym bardziej w kontekście ostatnio głośnej sprawy Prezesa NIK i jego oświadczeń majątkowych z ostatnich lat ( część z nich nie jawna, ponieważ założono, że mogą one naruszać prawo do prywatności). Jeszcze inne skutki może wywołać możliwość stosowania prawa do zapomnienia przez osoby publiczne lub prowadzące działalność publiczną, na przykład jako urzędnik państwowy. Informacje o tym, co ma wpływ na sferę publiczną powinny być jawne i powszechnie dostępne.

Podczas panelu szeroko omówiliśmy także dostępności danych uznanych za informacje publiczne. Przykładem dyskusyjnej decyzji Prezesa UODO jest relacjonowana w mediach decyzja o karze dla Burmistrza Aleksandrowa Kujawskiego. Prezes UODO zdecydował, że włodarz miasta będzie musiał zapłacić 40 tys. złotych za nieprzestrzeganie RODO. Jak podano, jednym z powodów nałożenia kary było to, że burmistrz nie zawarł umowy powierzenia przetwarzania danych osobowych z podmiotami, które odpowiadają za funkcjonowanie BIP-u od strony technicznej oraz brak procedur wewnętrznych dotyczących przeglądu zasobów dostępnych w BIP pod kątem ustalenia okresu ich publikowania.

Można zatem wnioskować, że decyzja PUODO wskazuje niejako, że istnieje czas, w jakim dane informacje publiczne powinny być udostępniane. Taka wykładnia wydaje się jednak być niezgodna z ustawą o informacji publicznej, ponieważ informacja, która została uznana za informację publiczną, nie może przestać nią być na skutek upływu czasu.

Krzysztof Wychowałek z Watchdog Polska wskazał także na ciekawą praktykę stosowaną w Czechach, gdzie umowy zawierane przez instytucje publiczne (ich rejestry stanowią informację publiczną) nie tylko są udostępnianie w ramach Biuletynów Informacji Publicznej, ale także tworzą odrębny zasób o zindywidualizowanym adresie internetowym, co pozwala na dokładne śledzenie biegu konkretnej umowy.

Podobne wątpliwości może budzić także stosowanie prawa do zapomnienia wobec dziennikarzy. Jeśli jakieś słowa padły w dyskursie i zostały opublikowane, trudno wymagać, by były usuwane tylko dlatego, że ich autor obecnie zmienił swój pogląd. Trudno bowiem wyobrazić sobie sytuację, w której na skutek wyroku gazety miałyby usuwać swoje archiwalne artykuły. Społeczeństwo ma pełne prawo do dostępu do informacji, a archiwa internetowe stanowią źródło wiedzy, które uzupełnia prawo mediów do stania na straży demokracji.

Z punktu widzenia dziennikarza i mediów priorytetem jest wolność słowa. Głośną sprawą przywołaną przez Evę Ivanovą jest historia Jakuba Kalusa – osoby, która mocno wkroczyła w życie publiczne w pikiecie narodowców w Katowicach, a następnie wniosła o usuwanie informacji na jego temat z mediów. - Jeśli ktoś wkracza w życie publiczne, musi zdawać sobie sprawę że informacje na ten temat podane zostaną opinii publicznej do wiadomości – podkreśliła dziennikarka.- Na kanwie tej sprawy decyzja organu administracji, przyznająca rację panu Kalusowi byłą sporym zaskoczeniem. Nie wiemy, co orzeknie NSA, ale póki co cieszymy się z orzeczenia sądu I instancji. Jestem przekonana, że jeśli ktoś publikuje i sam wkracza w sferę publiczną, nie może gumować swojej działalności. Nawet jeśli uda się komuś wymóc na firmach  takich jak Google, takie działanie , pozostaje kwestia userów – a potem po dwóch trzech latach wychodzi działalność, bo z internetu nic nie ginie.  A wówczas okazuje się, że to dziennikarze zaczynają naruszać prawo do informacji i rzetelność wobec swoich odbiorców. – zakończyła Ivanova.

Dodatkowo pojawia się także pytanie, czy prawo do zapomnienia nie stwarza nadmiernych możliwości  tworzenia własnego wizerunku, nie zawsze zgodnego z rzeczywistością. Podejmując decyzję, wg której informacja o danej osobie należy do niej samej a nie do odbiorców, nie tylko chronimy prywatność tej osoby, ale także stwarzamy możliwość niejako manipulacji. Bowiem naturalnym ludzkim odruchem jest potrzeba przedstawianie siebie w pozytywnym, korzystnym świetle, nawet jeśli miałoby to oznaczać usuwanie informacji niekorzystnych dla naszego wizerunku. Problem pojawia się gdy dotyczy to osób zaufania publicznego.

Można zatem postawić tezę, że na skutek braku doprecyzowania podmiotów uprawnionych do prawa do zapomnienia istnieje konflikt wartości między prawem do zapomnienia, a prawem do informacji.

Wolność nie jest dana raz na zawsze. Wystąpienie Adama Bodnara otwierajace III KPO

Data: 2019-12-13
  • W wypełnionej po brzegi sali audytoryjnej Muzeum Polin Adam Bodnar otworzył III Kongres Praw Obywatelskich: Spotykamy się w 38. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Choć minęło sporo czasu, to jednak data 13 grudnia musi nam zawsze przypominać, że prawa i wolności nie są dane raz na zawsze, że o demokrację, prawa człowieka i praworządność trzeba dbać każdego dnia – powiedział
  • Pamięć o stanie wojennym powracała w kolejnych wystąpieniach gości, w tym przedstawiciela Prezydenta, min. Andrzeja Dery i marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego. On podjął też drugi wątek wystąpienia RPO: prawo do czystego klimatu: Jako lekarz, który przez lata operował chore płuca, nie mogę się pogodzić z tym, że ekonomia ma pierwszeństwo nad zdrowiem i prawami ludzi - powiedział
  • Na Kongres zapisało się 1700 uczestników z całego kraju i zagranicy a także kilkuset panelistów
  • Kongres odbywa się po raz trzeci w Warszawie 13 i 14 grudnia. Przewidzianych jest ponad 50 paneli i spotkań tematycznych

Otwierając Kongres, Adam Bodnar przywitał najważniejszych gości: obywateli i obywatelki, działaczy i działaczki z całego kraju. A także marszałka Senatu, wicemarszałkinię Sejmu Małgorzatę Kidawę-Błońską, wicemarszałka Włodzimierza Czarzastego, wicemarszałkinię Senatu Gabrielę Stanecką-Morawską, min. Derę, posłów, min. Pawła Szrota z Kancelarii Premiera,  wiceprezesa NSA Janusza Drachala, przedstawiciela Sądu Najwyższego sędziego Michała Laskowskiego, Ingibjörg Sólrún Gísladóttir z Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE, Birgit van Hout - przedstawicielkę Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka na Europę, Philipa Alstona, specjalnego sprawozdawcę ds. skrajnego ubóstwa i praw człowieka, Vahe Grigoryana - sędziego Trybunału Konstytucyjnego Armenii, byłych rzeczników praw obywatelskich: Ewę Łętowską i Adama Zielińskiego, Macieja Bobrowicza z Krajowej Rady Radców Prawnych i Jacka Trelę z Naczelnej Rady Adwokackiej , prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka i innych przedstawicieli samorządu, ambasadorów, przedstawicieli Kościołów i związków wyznaniowych.

Wystąpienie Adama Bodnara: wolność nie jest dana raz na zawsze

Pierwszy Kongres Praw Obywatelskich był poświęcony diagnozie sytuacji w Polsce, jeśli chodzi o przestrzeganie praw i wolności, a także świętowaniu 30-lecia instytucji RPO.

Drugi Kongres to była z kolei refleksja nad siłą społeczeństwa obywatelskiego oraz nad wpływem organizacji pozarządowych na zmianę rzeczywistości.

Trzeci Kongres – ostatni w mojej kadencji – to próba zastanowienia się nad wyzwaniami cywilizacyjnymi i rozwojowymi w kontekście praw człowieka.

Już teraz warto zastanawiać się, jakie będą wyzwania dotyczące przestrzegania praw człowieka w ciągu najbliższych 15 -20 lat. Myślę, że do najważniejszych należeć będą: 1) zmiany klimatyczne, 2) rozwój nowych technologii, 3) problemy demograficzne, 4) akceptacja dla wartości demokratycznych ze strony młodzieży, oraz 5) kryzys praworządności.

Mam wrażenie, że poważne problemy i wyzwania, które w perspektywie będą wpływać na codzienne życie nas wszystkich, obywateli, bywają gdzieś poza dyskursem publicznym. Nie mamy jako państwo debaty strategicznej, nie mamy sztabów kryzysowych i rozwiązań czy nawet wizji na nadciągające potężne zagrożenia. Decyzje podejmowane są często w sposób emocjonalny, a nie w wyniku poważnej refleksji, debaty, uwzględnienia znaczenia krajowej decyzji dla polityki na szczeblu europejskim czy wręcz globalnym.

Dlatego w czasie Kongresu będziemy starali się poszukiwać rekomendacji dla władz publicznych, ale także swoistych drogowskazów – zasad i wartości, którymi władze powinny się kierować. Jestem przekonany, że uczestnicy i uczestniczki Kongresu kierować się będą wspólnym poczuciem dobra wspólnego.

Liczę na to, że Kongres będzie stanowił przestrzeń do poważnej dyskusji, spotkania ludzi z różnych środowisk – także z Polski lokalnej. Bo o prawach człowieka trzeba czasami rozmawiać bardzo konkretnie i pragmatycznie, poruszać tematy nie tylko atrakcyjne w bieżącym porządku medialnym czy rozważane w sposób tak abstrakcyjny, że czasami trudno je przełożyć na konkretne problemy obywateli.

Z praktyki Biura RPO wynika, że ochrona praw często dotyczy często małych spraw i problemów, które mogą wydawać się wręcz niszowe, ale są fundamentalne dla określonej grupy ludzi.

Będziemy także dyskutowali o instytucjach, które chronią prawa, o ich niezależności oraz o znaczeniu służby publicznej dla funkcjonowania silnego i stabilnego państwa.  

Szanowni Państwo,

Dzisiejszy Kongres rozpoczyna się w 38. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Choć minęło sporo czasu, to jednak data 13 grudnia musi nam zawsze przypominać, że prawa i wolności nie są dane raz na zawsze, że o demokrację, prawa człowieka i praworządność trzeba dbać każdego dnia.

Chciałbym, aby to poczucie dbałości i odpowiedzialności za stan przestrzegania Konstytucji RP towarzyszyło nam w czasie nadchodzących debat kongresowych.

Kongres Praw Obywatelskich uważam za otwarty.  

List od Prezydenta: Oby obrady przyczyniły się do pogłębienia wiedzy o prawach obywatelskich oraz by dobrze się przysłużyły takim wartościom, jak dialog i otwartość na innych ludzi

W liście odczytanym przez ministra Andrzeja Derę prezydent Andrzej Duda przypomniał, że Kongres odbywa się w 30-lecie odzyskania suwerennego państwa polskiego: Bez przeszkód korzystamy ze swobód demokratycznych – napisał Prezydent. - Naturalny w demokracji pluralizm poglądów jest zaś jedną z podstaw wolności obywatelskich obowiązujących w naszym kraju – wskazał.

Podkreślił, że bogaty program Kongresu stwarza pole do analizy wielu ważnych problemów. Andrzej Duda życzył, by jego obrady przyczyniły się do pogłębienia wiedzy o prawach obywatelskich oraz by dobrze się przysłużył takim wartościom, jak dialog i otwartość na innych ludzi.

Marszałek Senatu: Nie mogę się pogodzić z tym, że ekonomia będzie dominowała nad prawem do czystego powietrza

- 38 lat temu prawa obywatelskie w Polsce zostały podeptane i zniknęły pod gąsieniami czołgów - mówił marszałek Senatu Tomasz Grodzki. Podkreślił, że od tego czasu przebyliśmy długą drogę do demokracji. To sukces praw człowieka.

Jak dodał, martwi go jednak sytuacja w obliczu nowych wyzwań, jak obrona praworządności, czyste powietrze i poszukiwanie azymutu dla młodzieży. W tym kontekście wyraził zaniepokojenie tym, że Komisja Europejska  stworzyła wyjątek dla Polski: w budowie „czystej Europy” będziemy traktowani wyjątkowo - dostaliśmy więcej czasu z przyczyn ekonomicznych.

- Nie mogę się pogodzić z tym, że ekonomia będzie dominowała nad prawem do czystego powietrza. Jako chirurg klatki piersiowej wiem, jak wyglądają zanieczyszczone płuca – mówił Tomasz Grodzki.

Wicemarszałek Sejmu Kidawa-Błońska: Najwyższa władza obraża sędziów stosujących prawo, Trybunał Konstytucyjny został zdewastowany

Wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska powiedziała, że prawo powinno być ponad polityka, a na naszych oczach wszystko staje się polityką, nawet nagroda Nobla dla Olgi Tokarczuk. Najwyższa władza obraża sędziów stosujących prawo. Sędziowie musza się zaś bronić przed władzą polityczną.

- Nie mamy poczucia, że osoba odpowiedzialna za pilnowanie Konstytucji wypełnia swoją rolę. Wręcz przeciwnie: doświadczamy bezrefleksyjnego naruszania zasad konstytucyjnych. Trybunał Konstytucyjny całkowicie zdewastowano. W tej sytuacji ważna jest rola RPO, ruchów obywatelskich, organizacji prawniczych. To one przejęły odpowiedzialność za strzeżenie praworządności w Polsce. Ale władza musi powrócić do przestrzegania Konstytucji - podkreśliła.

Włodzimierz Czarzasty: Jest ironią, że to ja przypominam rządzącym o lekcji z 13 grudnia 1981

Prawa obywatelskie są jednym z fundamentów, na których przez lata budowaliśmy demokratyczną Polskę. Jestem z pokolenia, które o tym pamięta – jest paradoksem, że to ja przypominam dziś rządzącym o gorzkiej lekcji z 13 grudnia.

Dziś nie mamy bowiem pewności, że nadal podążać będzie w stronę demokracji i pokoju. Są siły, które chcą zawrócić kierunek rozwoju, wspierają konflikty, piszą od nowa historię, prześladują mniejszości, mszczą się na niepokornych.

Ale prawa człowieka poręcza Konstytucja. Kto ją łamie, w końcu straci poparcie społeczne

Kongres pokazuje, że dialog jest nie tylko potrzebny, ale możliwy. Przyjdzie taki dzień, kiedy Państwa głos będzie słuchany także przed rządzących.

Gabriela Stanecka-Morawska: Nie odpuścimy sądów, nie odpuścimy innych praw człowieka

Adam Bodnar jest jednym z ostatnich bastionów prawa, stał zawsze na posterunku i bronił wartości. Ta wytrwałość i bezstronność zasługuje na największy szacunek – zaczęła wicemarszałkini Senatu, co sala przywitała oklaskami.

Przypomniała za Leszkiem Kołakowskim, że są rzeczy, które mogą istnieć częściowo i takie, które są albo ich nie ma: można np. częściowo wypalić papierosa, ale nie można częściowo wyskoczyć z pociągu. Tak samo nie można częściowo przestrzegać praw człowieka - mówiła.

- Musimy walczyć dalej – tym bardziej, że szykuje się kolejny zamach na nasze prawa -dodała, nawiązując do projektu posłów PiS zgłoszonego poprzedniego dnia wieczorem.

(projekt PiS przewiduje m.in. odpowiedzialność dyscyplinarną sędziów, jeśli  będą chcieli sprawdzać, czy nowa Krajowa Rada Sądownictwa powołała sędziów skutecznie. Sędziowie odpowiadaliby też dyscyplinarnie za "działania o charakterze politycznym" np. za wydawanie uchwał krytykujących zmiany w wymiarze sprawiedliwości lub udział w demonstracjach. To samo groziłoby za badanie zgodności ustaw z Konstytucją. Projekt zakłada ponadto, że prezydent RP mógłby sprawdzać, czy wyboru kandydatów na I Prezesa Sądu Najwyższego SN dokonał zgodnie z prawem - wkrótce wygasa kadencja I prezes SN Małgorzaty Gersdorf - red).

- Nigdy nie zgodzimy się na uzależnienie władzy sądowniczej od władzy wykonawczej – kontynuowała marszałkini Stanecka-Morawska. Bo od tego zależą prawa człowieka. Pamiętajmy jednak, że nie polegają one tylko na prawie do sądu – to równość, warunki pracy, wolność od przemocy (w domu i na ulicach miast), wolność w wyborze religii, godność ludzi starszych, prawo do czystego środowiska – to wszystko są prawa człowieka i ich też musimy bronić.

Sędzia Janusz Drachal mówił o znaczeniu otwartej debaty, sędzia Laskowski – o dramatycznych zagrożeniach, jakie niesie nowy projekt PIS („- Każdy obywatel ma prawo do sądu i rzetelnego procesu. Jest to prawo człowieka, a rzetelny proces z niezawisłymi sędziami to fundament praw obywatelskich. Każdy dzień i każda noc przynosi jednak dowody, że mamy do czynienia z kryzysem praworządności. Sytuacja ta wymaga nieskrępowanej debaty, w której mają prawo uczestniczyć także sędziowie. A to jest zagrożone przez kolejny projekt zmian, który eliminuje sędziów z debaty publicznej, by ich uciszyć. - Mam nadzieję, że tak się nie stanie”).

Ingibjörg Sólrún Gísladóttir cytowała Olgę Tokaczuk. Ona też powtórzyła, że bez niezawisłych sądów i wolnych mediów nie ma demokracji. Wskazała na polaryzację polityczną zagrażającą współczesnym demokracjom. W tym sensie – mówiła - ważne jest wzmacnianie społeczeństwa obywatelskiego. Wzywała do dialogu z zachowaniem szacunku stron debaty.

Philip Alston: łamanie praw człowieka zaczyna się od najuboższych

Specjalny sprawozdawca ONZ da skrajnego ubóstwa i praw człowieka mówił, że przyjechał do Polski ze względu na niezwykłą estymę, jaką cieszy się w międzynarodowym środowisku polski RPO Adam Bodnar. Przypomniał, że ubóstwo obejmuje wszystkie naruszenia praw człowieka: jeśli mówimy o przemocy wobec kobiet, najpierw dotyka ona kobiety ubogie, jeśli mówimy o torturach, dotyczy ono ludzi ubogich. Każde naruszenie praw człowieka dotyka zawsze przede wszystkim ludzi ubogich. Którzy n ziemi stanowią większość.

Zauważył, jednak, że w Polsce sytuacja ta wymyka się tej regule: jeśli jego przyjaciel prof. Wojsciech Sadurski, akademik o tak wysokim statusie, ma w Polsce sprawę za korzystanie z prawa do wolności wypowiedzi, to pokazuje skalę problem i każe się martwić, czy Polska nie zawróciła z drogi, na którą przy podziwie świata wkroczyła 30 lat temu.

Warsztaty Praw Człowieka dla laureatów konkursu z Pol’and’Rock Festival 2018 r.

Data: 2018-08-31

Podczas tegorocznego festiwalu Pol’and’Rock (dawniej Przystanek Woodstock) w Kostrzynie nad Odrą odbyły się warsztaty „Wolny Festival, wolni ludzie, wolne sądy” zorganizowane przez Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”. Zorganizowano także konkurs na najciekawszy filmik związany z tematyką Konstytucji.  Ostatniego dnia festiwalu odbyła się projekcja filmów wykonanych przez uczestników warsztatów. Jedną z nagród konkursu były warsztaty o prawach człowieka w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich.

Warsztaty odbyły się 31 sierpnia w Biurze RPO; wzięło w nich kilkanaście osób z całej Polski. Podczas spotkania pracownicy Centrum Projektów Społecznych BRPO mówili m.in. o kompetencjach Rzecznika Praw Obywatelskich, o pracy Biura, a także o sprawach (wnioskach), które wpływają do rzecznika.

Podczas warsztatów uczestnicy zajmowali się prawami i wolnościami konstytucyjnymi. Dyskutowali także o prawach obywatelskich. Decydowali, które z przykładowych kazusów, są naruszeniem prawa i jakie zapisy Konstytucji o tym mówią.

Po warsztatach uczestnicy wraz z towarzyszącymi im sędziami ze Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” zwiedzali Sąd Najwyższy.

 

Debata Greenpeace, RPO i ClientEarth: „Kolos na glinianych nogach - porozmawiajmy o ochronie przyrody"

Data: 2018-08-03
  • O ograniczeniach organizacji społecznych w walce o środowisko mówiono podczas debaty Greenpeace i RPO
  • RPO Adam Bodnar wskazywał, że należałoby zmienić przepisy, tak aby wzmocnić prawa obywateli do konsultacji czy dostępu do informacji
  • W dyskusji podkreślano, że sprawę jakości powietrza w Zakopanem udało się skutecznie „ugryźć” przez naruszenia prawa podatkowego

W piątek podczas festwalu PolAndRock w namiocie Greenpeace rozmawiano  o tym, czy nasz kraj i nasze prawo pozwala w sposób skuteczny chronić środowisko, czy mamy wystarczające narzędzia i jak możemy z nich korzystać. Panelistami byli dr Adam Bodnar - rzecznik praw obywatelskich, Krzysztof Cibor z Greenpeace Polska oraz mec. Agata Szafraniuk i Michał Zabłocki z Fundacji ClientEarth.

RPO mówił o wycince w Puszczy Białowieskiej. Przypomniał, że jego skarga w tej sprawie zakończyła się umorzeniem sprawy na posiedzeniu niejawnym w jednoosobowym składzie Naczelnego Sądu Administracyjnego. To pokazuje problem: sądy administracyjne nie są w stanie zareagować i musimy szukać ochrony w sądach europejskich, co zadziałało w przypadku Puszczy Białowieskiej przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Dla Adama Bodnara ważnym następstwem wyroku TS UE było jedno z orzeczeń sądu wobec aktywistów obwinionych o nielegalne rzekomo protesty przeciw wycince. Brzmiało mniej więcej tak: ponieważ według TS UE wycinka była nielegalna, to każda z tych osób miała prawo protestować.

Według mec. Szafraniuk protesty obywateli w sprawie Puszczy były bardzo istotne, bo pokazały Unii, że to sprawa ważna dla społeczeństwa, wobec czego tryb jej rozpatrzenia w TS UE był naprawdę ekspresowy. Dlatego właśnie, że pokazywano ogromną presję. „Bądźmy kamyczkami, które rozwalą kolosa” – zaapelowała.

RPO wskazywał, że podczas jego spotkań regionalnych z obywatelami w całym kraju spotyka się niemal wszędzie z problemami kolejnej uciążliwej dla środowiska inwestycji, kolejnej fermy itp. Podkreślił, że przepisy utrudniają organizacjom udział w konsultacjach.

Według Adama Bodnara, gdy przyjrzymy się Polsce lokalnej, to najwięcej do powiedzenia mają działacze w regionie. A oni są zostawieni sami sobie, nie mają prawników. Dlatego kwestią zasadniczą jest, jak pomagać tym lokalnym samotnym działaczom, jak ich uczyć stosowania procedur, jak wzmacniać.

Michał Zabłocki przypomniał, że sprawę jakości powietrza w Zakopanem udało się „ugryźć” przez naruszenia prawa podatkowego. W marcu 2018 r. NSA potwierdził,że ze względu na złą jakość powietrza Zakopane nie miało prawa pobierać od turystów podatku w postaci tzw. opłaty miejscowej. Zdaniem RPO, który przyłączył się do postępowania, pobieranie opłat w takiej sytuacji wprowadza w błąd obywateli.

„Zobaczcie, do jakich sztuczek musimy się uciekać, aby zająć się powietrzem i środowiskiem. Mimo, że mamy normy, miasto nic nie robi, aby to powietrze poprawić” - ocenił Zabłocki.

Mec. Szafraniuk dodała, że w polskim prawie mamy kilka luk, które ograniczają prawo społeczeństwa do udziału w podejmowaniu decyzji. Pierwszy to tzw. plany urządzenia  lasu – ten dokument reguluje jedną czwartą obszaru naszego kraju, a nie da się go zakwestionować.

Według Adama Bodnara  zawsze warto zajrzeć do Konstytucji, która mówi np. o zrównoważonym rozwoju – musimy się rozwijać, ale nie kosztem środowiska. Konstytucja stanowi  także, że mamy dbać o środowisko dla przyszłych pokoleń.

Szafraniuk podkreśliła, że wyrok TS UE ws. Puszczy Białowieskiej ma zastosowanie do innych lasów w Polsce i w UE. Wyznacza standardy, jak zarządzać lasami w całej Europie. U nas zabrakło zastanowienia się, a Trybunał mówi, że musimy się zastanowić  - wskazała.

Krzysztof Cibor przypomniał, że niektóre społeczności pozywały swój  rząd (Holandia) albo korporację (USA), że nie dbają wystarczająco o klimat. Pytał, czy w Polsce zdarzyły się podobne przypadki, czy mają szansę zaistnieć?

Rzecznik przywołał jedną taką sprawę  - człowieka, który zdecydował się wytoczyć proces o ochronę swych dóbr osobistych, ponieważ nie walczono wystarczająco ze smogiem. Problem jest taki, że nie tylko trzeba pokazać bezprawność – że np. nie realizuje się programów, ale także jaki to ma wpływ na  czyjeś konkretne życie. Adam Bodnar wyobraża sobie sprawę, że np. matka nie może wysłać dzieci przez smog do szkoły, wtedy może dałoby się wyliczyć szkody i wygrać taką sprawę w sądzie.

Także według mec. Szafraniuk trudno jest wygrać taką sprawę. Wskazała, że np. w Nowej Zelandii rzeka dostała status osoby, a w Indiach Ganges dostał status osoby prawnej. To dzieje się na świecie, ale jeszcze nie w Polsce.

Barierę w postrzeganiu prawa w Europie Zachodniej i u nas widzi Michał Zabłocki. Tam sądy są otwarte na obywateli i dopuszczają ich udziału w różnych sprawach - w Polsce, Bułgarii, Rumunii cały czas w sprawach dotyczących  ochrony środowiska nie dostrzegają interesu społecznego i udziału obywateli.

Cibor pytał czy troska o środowisko jest w naszej Konstytucji wystarczająco opisana.  Zdaniem RPO chyba nie trzeba tu zmieniać Konstytucji, należałoby zaś zmienić przepisy dotyczące dostępu obywateli do tych spraw. - Wzmocniłbym prawa obywateli do konsultacji, dostępu do informacji itp. – dodał rzecznik. Podkreślił, że jest też wątek społecznej odpowiedzialności biznesu. Jeśli firmy tego nie robią, to mogą mieć problemy z wizerunkiem, aukcjami na giełdzie. 

Dla Michała Zabłockiego ważny jest nie sam przepis Konstytucji - problem polega na obywatelskiej kontroli tych przepisów. Przywołał przypadek Mielca, gdy jedna czwarta mieszkańców miasta wyszła na ulicę, bo mieli dość trucia powietrza.

#Metoo rok później – debata w namiocie Praw Człowieka RPO na festiwalu PolAndRock

Data: 2018-08-03
  • Ruch #Metoo musi mieć twarz 20-latków, którzy są nowym pokoleniem i nie zgodzą się na to, na co godziły się ich matki – mówiono podczas debaty RPO na festiwalu PolAndRock  
  • Podkreślano, że w Polsce jest bardzo niska świadomość tego, czym jest molestowanie
  • Zwracano też uwagę, że debata #Metoo jest wciąż głównie na poziomie "lewicowo-warszawskim" - a najwyższy czas, aby „trafiła pod strzechy”

Otwierając dyskusję, Adam Bodnar pytał, co przyniosła debata rozpoczęta rok temu; czego nam jeszcze brakuje by odniosła faktyczny skutek i czy coś się po tym roku zmieniło.

Wskazywał, że w Polsce sprawę sprowadzono do debaty w  środowiskach, powiedzmy,  lewicowo-warszawskich. Ostatnio ukazał się ciekawy tekst  Elżbiety Korolczuk o tym, że kwestia musi dotrzeć pod strzechy – w tym sensie ta debata jest cały czas przed nami. Rzecznik zauważył też, że promocja tematu była chyba największa w serialu „Na Wspólnej”. To popkultura, ale dlaczego środowiska kultury nie  zajęły się sprawą - pytał.

"Przyznać się może tylko sprawca, nie ofiara"

Dr psychologii Natasza Kosakowska-Berezecka powiedziała, że kultura amerykańska jest kulturą, która akceptuje wyznania; tam się dużo mówi na głos, co potem podają media. W Polsce mówi się zaś, że brudy pierzemy w domu.

Zwróciła uwagę, w Polsce kobiety mówią o „przyznaniu się do molestowania” w sytuacji,  gdy są ofiarami. A przecież przyznać sie może tylko sprawca a nie ofiara. Dowodzi to, że mamy narrację męską, stąd zresztą pytania typu: „Czy teraz już nie można komplementu kobiecie powiedzieć?”.

Według niej, mamy dwa rodzaje seksizmu: seksizm wrogi (bardzo nieakceptowalny, wszelkie akcje wrogie wobec kobiet) oraz seksizm dobrotliwy czy życzliwy (kobiety trzeba chronić, stawiać na piedestale, opiekować się).  Z  badań wynika, że jeśli w kulturze są akceptowalne takie „miękkie” seksizmy, to dopuszcza się także i wrogie – one idą ze sobą w parze pod rękę.  Np. słychać argumenty typu: „Taki pasztet a była molestowana?”. To fałszywe założenie, że tylko piękne kobiety mogą być molestowane.

Według badań UE Polska  jest na ostatnim miejscu, jeśli chodzi o molestowanie kobiet. A świadomość tego, czy jest się molestowaną, wynika także z edukacji seksualnej, która w Polsce kuleje. Mamy niską świadomość, czym jest molestowanie – dodała dr Kosakowska-Berezecka.

Molestowanie to także komentarze

- Trzeba jasno powiedzieć, że molestowanie to nie tylko złapanie za krocze czy biust – nawiązała do tej wypowiedzi druga panelistka, dziennikarka Karolina Korwin-Piotrowska. Według niej, trzeba zwiększyć świadomość, że molestowanie  to także komentarze.

Molestowanie nie dotyczy tylko kobiet. Powołała się na przykłady ze szkół artystycznych, gdzie np. można usłyszeć pod adresem  chłopaków:  „Przestańcie chodzić w tych pedalskich rurkach”.

Zdaniem dziennikarki, molestowanie zdarza się wszędzie. Rozmawiała kiedyś z panią w sklepie, że miały tam faceta miłego, który  czasem  uszczypnął, złapał za tyłek. Poszły z tym do szefowej, ktoś to nagrał, ale  usłyszały, że ten pan jest starszy, mają go słuchać, bo je to można zastąpić od razu. A one mają rodziny na utrzymaniu i muszą zarabiać.

Jest coraz więcej ludzi, którzy widzą, że to jest złe – mówiła Korwin-Piotrowska. - Ale nie wierzę, że to będzie ruch powszechny: Meryl Streep zawsze znajdzie pracę. Polska celebrytka jej nie znajdzie – zawsze można ją zastąpić – dodała. Jej zdaniem, ruch #Metoo musi mieć twarz 20-latków, którzy są już nowym pokoleniem i nie zgodzą się na to, na co godziły się ich matki.

Wojsko było budowane przez mężczyzn dla mężczyzn

Środowisko wojska zawsze było pod tym względem  trudniejsze; wojsko zawsze było budowane przez mężczyzn dla mężczyzn. Myślę, że akcja #Metoo przyczyniła się do otworzenia i dyskusji na ten temat - opowiadała trzecia panelistka, komandor  Bożena Szubińska.

Przytoczyła znane jej przykłady z wojska gdy wyżsi oficerowie uniknęli kar za molestowanie.  Wyraziła wdzięczność dla  RPO, który wystosował  pismo do ministra z pytaniem o to, co się dzieje w wojsku i jak wygląda sytuacja kobiet.

Podkreślała, że kobiety w wojsku są ponad od 20 lat, a tam przecież wszędzie jest tajemnica wojskowa. Była ona w radzie ds. kobiet w wojsku, zwracały się one  do niej z różnymi problemami. Np. wyjeżdżając na misje widziały plakaty: „Wracajcie do domu pilnować dzieci”, skierowane tylko do kobiet, mężczyzn to nie obejmowało.  Gdy zaczynało się o tym mówić, wiązało się to z „dyscyplinarką” - mówiła.

Zaznaczyła, że 20 lat temu nie było niczego – mundurów dla kobiet  (musiały się męczyć w  butach, dostawały pędzel do golenia, bo nikt o tym nie myślał).  A teraz nawet ustawa mówi o „żołnierzu w ciąży”. Wcześniej, gdy kobieta zachodziła w ciążę, to ja po prostu wyrzucano - dodała. Według komandor Szubińskiej nawet nagrywanie w łazienkach było bagatelizowane przez mężczyzn na wysokich stopniach, bo  „co jest złego w tym że sobie chłopaki pooglądają?”.  Zwróciła uwagę, że do służby przychodzą bardzo wykształcone kobiety, po studiach, znające języki, a przełożeni to mężczyźni, czasem ledwo po maturze, ale wyżsi stopniem.  

Publiczność zadawała wiele pytań. Jedna z uczestniczek festiwalu mówiła, że  wczoraj miała sytuację molestowania.  Było też pytanie, czemu nie mówi się, że są kobiety, które wykorzystują swoją seksualność do kariery. Inni  twierdzili, że gdy w oddziale wojska złożonym z mężczyzn trafi się kobieta, to będą rywalizować o jej względy, co się odbije na misji.

Jest coś takiego, że im więcej praw zdobywają kobiety, to część społeczeństwa  czuje, że im odbiera się część władzy – odpowiadała Korowin-Piotrowska . Według niej #Metoo potrzebuje działań i kobiet, i mężczyzn.

Jeśli mężczyźni będą w wojsku przestrzegać przepisów, które są, to problemu nie będzie – mówiła komandor Szubińska.  Jeśli oni temu ulegają to jest ich słabość. Jeśli dowódca jest dobry to zareaguje na czas i nie pozwoli na zaognienie sytuacji. Podała negatywny przykład: kobiecie na misji zarzucono, że łamie morale panom, panowie zgłosili to wyżej i została usunięta z misji.

Wracamy do kwestii edukacyjnych, by kobiety wiedziały jak reagować, a mężczyźni wiedzieli, co mogą – podkreślała Kosakowska-Berezecka.

Był też pytający, który obawiał się, co się stanie, jeśli w ramach zemsty jego dziewczyna wykorzysta akcję #Metoo by go napiętnować – skoro w tej akcji wierzy się na słowo.

Adam Bodnar odpowiedział, że w kwestii zemsty za rozstanie zawsze są "dwie strony medalu". Przypomniał , że istnieje narzędzie w postaci pozwu.

 

Wcześniej, o godz. 11.00 w upale rozegrano mecz zorganizowany przez Stowarzyszenie "NIGDY WIĘCEJ" pod hasłem: „Wykopać rasizm ze stadionów”.

Naprzeciwko siebie stanęła koedukacyjna drużyna pracowników BRPO i przedstawicieli organizacji, które współtworzą namiot Praw Człowieka RPO, w tym adwokatów. Z drugiej strony stanęli przedstawiciele i muzycy WOŚP. Mimo dzielnej postawy, ofiarnej walki i motywującego dopingu nasza drużyna przegrała z honorem.

W Namiocie Praw Człowieka RPO spotkania i warsztaty trwały do wieczora.

Spółdzielnia FADO podczas warsztatów nauczyła kilkudziesięciu uczestników festiwalu najważniejszych znaków (słów) w języku migowym.

Prawnicy ClientEarth przeprowadzili warszaty 'Puszcza puszczą nie towarem" - na temat działań obywateli w obronie przyrody, na podstawie doświadczeń z obroną Puszczy Białowieskiej.

Mec. Bogumił Zygmont odpowiadał grupie młodzieży o ich prawach i odpowiedzialności.

Arkadiusz Krupa - sędzia Sądu Okręgowego w Łobzie (Zachodniopomorskie) i rysownik przeprowadził symulację rozprawy sądowej. Udział w niej wzięli uczestnicy festiwalu, prezentując przy tej okazji swoje umiejętności aktorskie. Symulacja umożliwiła zapoznanie się i oswojenie z praktycznymi kwestiami dotyczącymi uczestnictwa w rozprawie sądowej.

Mimo powrotu Adama Bodnara do Warszawy, namiot Praw Człowieka RPO będzie działał także w sobotę. W namiocie swoje punkty informacyjne rozstawili dzisiaj kolejni partnerzy RPO - Centrum Praw Kobiet oraz ClientEarth (Prawnicy dla Ziemi.

Serdecznie wszystkich zapraszamy!

 

 

Adam Bodnar poprowadził warsztat „Konstytucja RP przydatna każdemu człowiekowi”

Data: 2018-08-02

Adam Bodnar poprowadził warsztat  „Konstytucja RP przydatna każdemu człowiekowi”. Było to kolejne czwartkowe wydarzenie w Namiocie Praw Człowieka RPO, podczas festiwalu PolAndRock w Kostrzynie nad Odrą.

Jak w krótkim czasie wyjaśnić znaczenie Konstytucji RP? RPO oparł się na aktualnych przykładach z życia oraz na publikacji BRPO "Nasze Prawa", którą otrzymali wszyscy uczestnicy spotkania.  Zawiera ona: Konstytucję RP, Europejską Konwencję o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności oraz Kartę Praw Podstawowych Unii Europejskiej.

Rzecznik zadawał pytania, czasem prowokujące, wciągając obecnych do dyskusji. Pytał np., czym się różnią od siebie te trzy dokumenty i kiedy które z nich mają zastosowanie.

Wspomniał o rozprawie dotyczącej sędziów Sądu Najwyższego, którzy według nowej ustawy o SN mają przechodzić na emeryturę po przekroczeniu 65 lat (Sąd Najwyższy zawiesił w czwartek te przepisy, występując w tej sprawie z pytaniami prejudycjalnymi do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej). RPO przypomniał art.180 Konstytucji RP, dotyczący m.in. nieusuwalności sędziów i warunków ich przechodzenia w stan spoczynku.

Rzecznik wspólnie z uczestnikami dyskutowali, czy te sprawy i decyzje mają przełożenie także na prawa każdego z nas. Rozmawiano o tym, dlaczego tak ważny jest art. 45 Konstytucji zapewniający sprawiedliwe, jawne i niezwłoczne rozpatrzenie sprawy sądowej obywatela. Czy zmiany w ustawach sądowych zmieniają naszą sytuację? Czy sądy są nadal niezawisłe i rzetelne? I co to właściwie znaczy? Czy nie występuje już tzw. mrożący efekt chilling effect? Dlaczego prawo do sądu pełni tak ważną funkcję? Czy jest tak samo ważne dla osób skarżących i oskarżonych?

Adam Bodnar dużo miejsca poświęcił EKPC, którą Polska ratyfikowała 25 lat temu. Tematem dyskusji było to, kiedy można skarżyć się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu i czy skarga do niego jest "brakiem patriotyzmu", jak twierdzą niektórzy.

Rzecznik podkreślił, że to co służy nam, obywatelom i zabezpiecza nas przed nadużyciami władzy, jest dla nas gwarancją przestrzegania praw człowieka. Problemem jest zaś termin oczekiwania na wyrok ETPC (kilka lat).

Adam Bodnar wskazywał,  jak ważne były orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE, np. w sprawie wycinki Puszczy Białowieskiej. Nie tylko zatrzymały wycinkę, ale później wpłynęły także na wyroki sądów, które rozpatrywały sprawy aktywistów ekologicznych protestujących przeciw wycince.

Rzecznik mówił także na temat problemu etycznego między prawami do wolności a prawami autorskimi – tzw. Acta 2. To spór, na który trzeba znaleźć dobre rozwiązanie.

Na zakończenie Adam Bodnar podkreślił, że żyjemy w systemie, w którym ważna jest i nasza Konstytucja, i europejska Konwencja. Obie mają wpływ na nasze prawa i wolności.

Po spotkaniu ustawiła się kolejka osób, które z rzecznikiem chciały porozmawiać indywidualnie.

Wolne sądy – debata RPO na festiwalu PolAndRock

Data: 2018-08-02
  • Chorobą polskich instytucji jest upartyjnienie; dotychczas sądy były od niej wolne, ale to się teraz zmienia – mówili sędziowie i prawnicy podczas debaty RPO na PolAndRock Festwial  
  • Podkreślano, że sędziowie, którzy biorą dziś udział w protestach, tak samo bronili sądów przy reformie sądownictwa proponowanej przez PO-PSL
  • Wskazywano też, że w społeczeństwie ujawniła się olbrzymia dziura edukacyjna – wielu ludzi nie wie, czym jest praworządność, edukacja i Konstytucja

Otwierając debatę "Wolne sądy",  Adam Bodnar  przypomniał ubiegłoroczną dyskusję na festiwalu. To był bardzo ważny moment – w całej Polsce w lipcu trwały protesty w obronie sądów. – Dziś chcemy się zastanowić, dlaczego w zeszłym roku było tylu ludzi, a w tym roku na protestach było ich mniej.

Sędzia Przymusiński: choroba TK może przejść na SN

Sędzia Bartłomiej Przymusiński, rzecznik prasowy stowarzyszenia sędziów „Iustitia”, wspominał, jak rok temu tysiące ludzi wyszło na ulice bronić niezależności sądów.  Za najbardziej wzruszającą chwilę w życiu uznał  wyświetlony na gmachu SN napis:  „To jest nasz sąd”. Bo to jest Wasz sąd, każdy sąd jest Wasz - dodał.

Ocenił, że sądy nie mają wszystkich gładzić po głowie, ale muszą być w każdym systemie prawnym. Ileś tysięcy lat temu wygrałby silniejszy, kto ma większa maczugę – zażartował.  Ktoś musi rozstrzygnąć, czyja jest racja. Zdarza się że ktoś przegrywa – naszą rolą jest przekonywać, że głęboko zastanowiliśmy się nad sprawą. Niezawisłość jest po to, byście mogli nam ufać – zaznaczył.

Zdaniem sędziego, chorobą polskich instytucji jest upartyjnienie - trzeba być czyimś kolegą albo krewnym. Tak jest np. w spółkach. Sądy od tej choroby były wolne, co nie znaczy że nie chorowały na coś innego – np. na przewlekłość.  - Z przerażeniem obserwuję, że prezesami sadów zostają osoby upolitycznione i nie wiem jaką cenę przyjdzie nam za to ponieść - podkreślił.

Co się dzieje, gdy ta choroba toczy sąd? Popatrzmy na Trybunał Konstytucyjny. Jedną z pierwszych zmian pod koniec 2016 r. było to, że dziennikarze z kamerami nie mogli do niego wchodzić. TK od mediów się odgrodził, można obejrzeć obrady tylko z kiepskiej jakości kamery. Przypomniał, że w sądach wdrożono system losowania spraw – zaś w TK sprawy są przydzielane „ręcznie”. Zdarza się, że był wyznaczony skład, a gdy prezes orientowała się, że może on nie orzec po myśli, to skład był zmieniany – mówił sędzia Przymusiński.

Jego zdaniem ta choroba z TK przeniesie się do SN –  najważniejszego sądu w Polsce, który decyduje o wyborach, dotacjach. Przypomniał, że w 1990 r. wybrano na nowo wszystkich sędziów SN – oczywiście byli tam też sędziowie którzy wcześniej orzekali – byli tam pewnie sędziowie, którzy orzekali w czasach komunistycznych ale zostali wybrani na nowo. Teraz, poprzez manipulacje wiekiem przechodzenia w stan spoczynku, ok 40% sędziów SN odejdzie w stan spoczynku. A przecież sędziowie zgodnie z Konstytucją są nieusuwalni .

Przymusiński mówił, że zewsząd słychać, iż sędziowie są niezawiśli – ale taki przepis był też i w Konstytucji PRL. Teraz zostali oni pozbawieni „zbroi instytucjonalnej”. Mamy sędziego Waldemara Żurka, który jest przenoszony do innego sadu – co jest wobec sędziego jawną represją. Choroba polityki wkracza do sądów – podsumował rzecznik „Iustitii”.

Sędzia Tuleya: spotyka nas hejt, ale i sympatia

Nie jest prawdą, że sędziowie w łańcuchach świateł bronią swoich koryt – przekonywał sędzia Igor Tuleya z Sądu Okręgowego w Warszawie.  Wskazał, że przeciw niektórym, za udział w manifestacjach w obronie sądów wszczyna się postępowania dyscyplinarne, za które grozi wszak usunięcie z zawodu.  - Od zawsze bronimy wartości konstytucyjnych. Sędziowie, którzy biorą udział w protestach, tak samo bronili sądów przy reformie sądownictwa proponowanej przez PO-PSL - podkreślił.

Według sędziego obecne  zmiany godzą w naszą niezawisłość,  w samorząd sędziowski. Ich jedynym celem jest podporządkowanie sędziów rządzącym przez  np. modyfikowanie czynności sędziego,  przenoszenie do innego wydziału. Jedyne co może zrobić sędzia Żurek, to odwołać się do KRS, a KRS od miesiąca nie działa, bo są tam osoby wybrane niezgodnie z Konstytucją .

Tuleya przyznał, że sędziowie spotykają się z falą hejtu. Sędziowie z Warszawy mają łatwiej, bo tu  stają za nami ludzie, i ngo-sy, i RPO. To sędziowie w Polsce są odważni, bo tam nie są anonimowi. Wskazał, że spotyka ich nie krytyka, tylko argumenty „ad personam”.  - Mogę się tylko uśmiechnąć, gdy poseł Stanisław Piotrowicz chce uczyć mnie etyki. Nie jesteśmy „nadzwyczajną kastą” – mamy kontakt z ludźmi, robimy zakupy w sklepach , jeździmy komunikacją , spotykamy się z różnymi reakcjami – czasem miłymi, ale czasem to nawet prawie przemoc - relacjonował.

O "dziurze edukacyjnej" - sędzia Barańska-Małuszek

Sędzia Olimpia Barańska-Małuszek z Gorzowa Wlkp. ze stowarzyszenia „Iustitia” została spytana, dlaczego zaangażowała się w protesty. Odpowiedziała, że w społeczeństwie ujawniła się olbrzymia dziura edukacyjna - nie mamy pojęcia,  czym jest praworządność, edukacja i Konstytucja. Sędziowie tez tego czasem nie wiedzieli. - Jako prawnicy poradzimy sobie, ale to my możemy i powinniśmy uświadamiać wam, czym to wszystko grozi. Powoli, po kawałeczku, odbiera nam się coś wartościowego; cześć społeczeństwa tego jeszcze nie widzi - mówiła.

Przyznała, że niektórzy być może są  skuszeni awansem, miłymi hasłami. Co będzie z następnym pokoleniem; prędzej czy później hossa pójdzie w dół, akcje z Chin trzeba będzie spłacić. Zaufanie do systemu jest bardzo ważne. Ten system nie był idealny – a teraz wyjmuje się z niego kolejne trybiki i  przestanie on zupełnie działać. „Wykonujcie minimalny wysiłek – nie przejmujcie haseł z telewizji” – zaapelowała do zebranych.

Adam Bodnar przywołał  pojawiające się hasło: „Trzeba naprawić sądy bo źle działają”. Jak sprawić, że to kwestia ważna dla nas wszystkich – pytał.

Mec. Rudzińska-Bluszcz: nie miałam wątpliwości, że muszę protestować

Mec. Zuzanna Rudzińska-Bluszcz z Biura RPO odpowiedziała i jako adwokatka, i jako obywatelka. Przyznała, że wielokrotnie w swym życiu zawodowym była wkurzona na sądy: na to, że rozprawa ma dwie godziny opóźnienia; na źle przygotowane opinie biegłych; na terminy rozpraw;  na przewlekłość. - Ale jako obywatelka nie miałam żadnych wątpliwości że muszę wyjść na ulicę. Wiem, że trójpodział to nie jest jakieś teoretyczne hasło z podręcznika wos. Władza musi się nawzajem kontrolować, a nie zrobi tego, jeśli nie będzie niezależna – wskazała.

Faktem jest że w zeszłym roku na ulice wyszło bardzo dużo osób. Nie tylko w Warszawie, ale także w mniejszych miejscowościach. W zeszłym roku o coś walczyliśmy – mieliśmy hasło 3xVETO,  byliśmy wkurzeni np. hasłem o „zdradzieckich mordach”. Ale wkurzonym nie można być cały czas. W zeszłym roku przekonało nas to, że przestrzegano zasady „no logo”. W tym roku ta zasada została złamana, niestety.

Nawiązując do braku edukacji obywatelskiej, Zuzanna Rudzińska-Bluszcz wskazała, że  to wina także zawodów prawniczych.  Nie zbudowaliśmy zaufania i dialogu z obywatelami. Mam nadzieję, ze teraz nauczymy się rozmawiać ze sobą – dodała.

Pytania i odpowiedzi 

Jedno z pytań od zebranych dotyczyło tematów, które są nieszczere  - gdy okazuje, że mówimy, iż w SN nie ma sędziów, którzy orzekali za komuny, a okazuje się że jednak są. Według pytającego, jeśli od początku mówiłoby się, że sędzia Iwulski orzekał w stanie wojennym, to nikt by nie wyciągnął tego argumentu.  Jeśli jesteśmy po jasnej stronie mocy, to wszystko, co robimy musi być szczere.  Jeśli nie będzie szczerości, to ludzie za wami nie pójdą – a muszą za wami pójść.  Jeśli pani prezes  Małgorzata Gersdorf wyznacza na swego zastępcę kogoś kontrowersyjnego, to samo sobie podcina nogę. Nie możecie sobie pozwalać na takie błędy – mówił uczestnik spotkania.

Akurat SN to był jedyny sąd, w którym zwolniono wszystkich sędziów – odpowiedział Przymusiński. Przyznał, że faktycznie pełna szczerość i transparentność powinna tu być. Adam Bodnar podkreślił, że  nie wiedział o przeszłości sędziego Iwulskiego.  Widział zaś jedno zdanie w książce prof. Adama Strzembosza  – że zgłosił zdanie odrębne w sprawie opozycjonisty. Nie wiem jak było; trzeba spytać prof. Gersdorf - dodał. Sędzia Tuleya zgodził się z pytającym: środowisko sędziowskie zgadza się, że powinno być pod kontrolą mediów i obywateli. Przyznał, że nie mieliśmy wiedzy o sprawie.  Co do sędziego Iwulskiego, powinien odpowiedzieć sam – uznała sędzia Barańska-Małuszek.

Inne pytanie dotyczyło tego, ile brakuje, aby SN unieważnił  wyniki wyborów.

O ważności wyborów parlamentarnych orzekała Izba w SN, ta sama od wielu lat – mówił Adam Bodnar.  Zgodnie z reformą, zostało to przeniesione do zupełnie nowej Izby SN. RPO obawia się, że jeśli wynik wyborów będzie „nie po myśli”, to rozpocznie się akcja pisania protestów wyborczych, masowo. Proszę sobie wyobrazić że do tej izby trafi  5-10 tys. protestów. SN musi to rozpatrzyć – dopiero wtedy może orzec o ważności wyborów. - Obawiam się że SN orzeknie że protestów było tak dużo, że wybory będą nieważne – oświadczył Adam Bodnar.  Jego zdaniem, wybory samorządowe chyba nie są tak zagrożone.

Żaden sędzia nie jest ministrem edukacji narodowej –  tak sędzia Barańska-Małuszek odpowiadała na pytanie o edukację. - Bardzo byśmy chcieli, żeby na lekcjach wos była praktyka; spotkania z prawnikami, społecznikami – tak jak to jest w Niemczech. Teraz jest sucha teoria. Pretensje można mieć tylko do ministrów - mówiła.

Mec. Rudzińska-Bluszcz przyznawała, że porażki wymiaru sprawiedliwości się zdarzają. Do BRPO wpływa  co roku 50 tys. spraw; wiele z nich dotyczy skarg na wymiar sprawiedliwości. W żadnym kraju nie da się tego uniknąć.

Inny pytający chciał wiedzieć, czy sądownictwo administracyjne też zostanie zreformowane, skoro  orzekają bardzo kontrowersyjnie. Adam Bodnar wyjaśnił, że sądy administracyjne także objęto reformą: sędziowie z NSA też muszą złożyć wnioski do Prezydenta RP o przedłużenie orzekania po 65. roku życia – tylko dwóch sędziów powołało się na Konstytucję. Mieliśmy dwie sprawy przed NSA, które zostały umorzone – wycinki w Puszczy Białowieskiej oraz połączenia muzeów na Westerplatte i II Wojny Światowej. Czy tak będą wyglądały sprawy przed NSA, zobaczymy – dodał rzecznik.

Pytano też, dlaczego sędziowie nie zrobili nic trzy lata temu, gdy PiS doszło do władzy, czy połączenie funkcji Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego nie godzi w zasadę niezależności, o to, że PiS wprowadziło  ławników do SN, ale ograniczono  ławników w sądach, czy UE może coś zrobić z reformą sądów, dlaczego sędziowie sami nie przygotowują  projektów ustaw.

Sędziowie odpowiadali: nie możemy sami pisać ustaw, które nas dotyczą. Chętnie powiemy, co jest potrzebne, chętnie pomożemy - ale to nie jest nasza rola, to nie jest władza ustawodawcza.  A projekty ustaw od obywateli trafiają do kosza. Jedziemy na tym samym wózku - mówiono. Udział ławników w procesie karnym został istotnie ograniczony kilka lat temu.

Jak odwrócić zmiany 

Na pytanie, jak odwrócić  te wszystkie zmiany, padła odpowiedź, że trzeba zacząć od TK i podążyć za rekomendacjami Komisji Weneckiej. Adam Bodnar mówił, że prawnicy potrafią skonstruować rozwiązania, które odwrócą bieg zmian. To da się zrobić, ale zależy to od wyników wyborów.  Dodał, by wyobrazić  sobie młodego absolwenta prawa: czy on ma teraz zostać sędzią,  prokuratorem? Według RPO zdarzyło się coś niebezpiecznego: przekreślono pewną wizję twardej poważnej państwowości – podążaliśmy w jednym kierunku, a teraz nie wiem, w jakim kierunku podążamy.

Rzecznik przypomniał, że samo połączenie funkcji MS i PG mieści się w granicach Konstytucji, tak było już kiedyś. Ale jest tak, że MS jest także posłem i to jest sprzeczne z Konstytucją. Inna kwestia to jego kompetencje. PG może wpływać na bieg postępowania, zlecać działania prokuratorom, dyscyplinować ich, może także ujawniać wybranym dziennikarzom materiały ze śledztwa – to wszystko jest zagrożeniem. Została na ten temat wydana opinia Komisji Weneckiej, jest wniosek RPO do TK, ale nie ma jeszcze ustalonego składu.

Debacie przysłuchiwało się ok. 100 osób.

 

W czwartek Namiot Praw Człowieka Rzecznika Praw Obywatelskich działał od 9.00. Prawniczki Biura udzielały informacji prawnych i przyjmowały wnioski od obywateli.

Pracownicy i wolontariusze mówili odwiedzającym o kompetencjach RPO, grali w grę Prawopolis i grę dotyczącą Konstytucji i jej znaczenia w życiu każdego z nas. Chętni mogli nagrać także swoje wypowiedzi na temat praw i wolności obywatelskich.

Kolejka ustawiła się do Spółdzielni Socjalnej Fado, która prowadziła warsztaty z języka migowego. Przedstawiciele Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska przybliżali uczestnikom festiwalu czym jest dostęp do informacji publicznej.

Od rana w namiocie był także Adam Bodnar.

O godz. 11.00 przy namiocie odbyło się również spotkanie z youtuberem Karolem Paciorkiem, który opowiadał o swoich doświadczeniach.

W namiocie RPO swój punkt informacyjny ma także Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia. 

W czwartek sędziowie i filmowcy rozpoczęli warsztat filmowy dla uczestników festiwalu dotyczący krecenia filmu "Wolny festiwal, wolni ludzie, wolne sądy". Częsc druga warszatu, wraz z prezentacją nagranych filmów, odbędzie się w sobotę 4 sierpnia.

 

Rzecznik Praw Obywatelskich na festiwalu PolAndRock. Pierwsza debata dotyczyła mowy nienawiści

Data: 2018-08-01

Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar oraz pracownicy Biura RPO biorą udział w festiwalu PolAndRock w Kostrzynie nad Odrą. 1 sierpnia rzecznik poprowadził debatę "Hejt w sieci, mowa nienawiści".

Podczas festiwalu od 1 do 4 sierpnia 2018 r. działa Namiot Praw Człowieka. Organizowane są prezentacje, warsztaty, debaty, rozmowy, gry, konkursy. Odwiedzający mogą spotkać się z pracownikami Biura oraz przedstawicielami organizacji pozarządowych takich jak: Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”, Sieć Obywatelska Watchdog Polska, Spółdzielnia Socjalna Fado, ClientEarth (Prawnicy dla Ziemi), Centrum Praw Kobiet, Forum Dialogu. Gośćmi namiotu będą również Arkadiusz Krupa, sędzia, Karol Paciorek, youtuber, Bogumił Zygmont, adwokat, Kacper Gwardecki, student prawa i były Ambasador Praw Człowieka RPO.

Pierwszą debatę Biura RPO na festiwalu - o mowie nienawiści - w namiocie warsztatowym Akademii Sztuk Przepięknych poprowadził  Adam Bodnar. Prelegentami byli Marcin Kącki - dziennikarz i autor książek, Zuzanna Radzik - dziennikarka, członkini Zarządu Forum Dialogu oraz Ziemowit Szczerek - dziennikarz, pisarz i tłumacz. Mimo upału namiot był pełen.  

Marcin Kącki zwrócił uwagę, że nienawiść jest już w naszym kraju instytucjonalna. Jej charakterystyczny język, jeszcze jako niszowy, pojawił się już w latach 90. Ocenił, że jako publicysta ma obowiązek nazywać zło po imieniu i apelować do polityków, żeby przestali się nienawidzić, a swoimi słowami i postawami publicznymi - coraz bardziej polaryzować społeczeństwo.

Na pytanie RPO, czy wprowadzenie regulacji internetu może ograniczyć hejt i mowę nienawiści, Kącki zaprzeczył, bo „internet opiera się na wolności”. Kontrola i ograniczenia nie pomogą. Jedyną drogą jest - według Kąckiego - dotrzeć do ludzi dzięki długofalowej edukacji.

Zuzanna Rudzik mówiła m.in. o roli Kościoła w tonowaniu nastrojów - że jako instytucja nie sprawdza się w tej roli, ale że ważna jest postawa osób wierzących, w tym jej samej.  Liczy się bowiem indywidualna postawa każdego człowieka wobec osób innej religii, kultury, narodowości. Podkreślała, że chrześcijanie nie powinni „odpuszczać” w walce z mową nienawiści.

Przedstawiała działania Forum Dialogu i programu Szkoły Dialogu. W jej ramach młodzież w całej Polsce poznaje historię swoich miejscowości i szuka śladów ich dawnych żydowskich mieszkańców. Młodzi dowiadują się, że historia była wspólna. Owocuje to większą świadomością młodych ludzi, wczuwaniem się w uczucia byłych mieszkańców. Przynosi to konkretne działania, np. dbanie o cmentarze czy tworzenie map i opisów związanych z dawnymi mieszkańcami i ich zwyczajami.

Radzik mówiła też o zamieszaniu związanym z ustawą o IPN, o wstrząsie i jej konsekwencjach. Podkreśliła zarazem, że był to dobry punkt wyjścia do rozmowy o tym, co rzeczywiście oznacza upamiętnianie historii.

O tym, że to co się dzieje w Polsce, jest bardzo podobne do nacjonalizmów pozostałych państw Europy Środkowej, mówił Ziemowit Szczerek. Według niego zła energia, która jest podsycana  w Polakach, rozsadza nasz kraj od środka. Podłożem nienawiści są m.in. problemy ekonomiczne i socjalne; brak pracy i perspektyw wśród młodych ludzi; ich lęk, który nie jest wyjaśniany a wyśmiewany. Apelował o przyglądanie się własnym błędom i ich analizowanie.

Wszyscy dyskutanci mówili także o naturalnej potrzebie wspólnoty i integracji - zwłaszcza u młodych ludzi, którzy nie mając ciekawej oferty, szczególnie w niewielkich miejscowościach, często jednoczą się wokół haseł nacjonalistycznych.

Pytania z sali dotyczyły tego, czym właściwie jest mowa nienawiści; kto ma prawo to oceniać; kto może stać na straży poprawności i jak należy zachowywać się wobec znajomych - zdeklarowanych nacjonalistów. Przypominano, że poglądy prawicowe nie muszą oznaczać nienawiści do innych, a konserwatyzm nie ma nic wspólnego z ksenofobią.

Debatę podsumował Adam Bodnar, który zaprosił na kolejne wydarzenia organizowane przez Biuro RPO podczas festiwalu.

W programie Biura RPO są jeszcze m.in.:

2 sierpnia (czwartek) Adam Bodnar będzie gościem turnieju piłkarskiego "Wykopmy rasizm ze stadionów" Stowarzyszenia "Nigdy więcej". Po otwarciu turnieju rzecznik zaprasza na spotkania do namiotu Praw Człowieka RPO.

2 sierpnia (czwartek) w namiocie ASP rzecznik poprowadzi debatę "Wolne sądy", poświęconą skutkom ograniczenia niezależności polskich sądów, w tym Sądu Najwyższego.

2 sierpnia (czwartek) Adam Bodnar poprowadzi warsztat: Konstytucja RP przydatna każdemu człowiekowi.

3 sierpnia (piątek) w namiocie ASP rzecznik poprowadzi debatę #Me too – rok później – na temat molestowania i przemocy wobec kobiet i sytuacji społecznej, jaką wytworzył ruch @Me too.

3 sierpnia (piątek) w namiocie Greenpeace Polska RPO weźmie też udział w debacie "Kolos na glinianych nogach - porozmawiajmy o ochronie przyrody", organizowanej przez Rzecznika Praw Obywatelskich, Greenpeace Polska i ClientEarth.

Z Adamem Bodnarem można też spotkać się i porozmawiać w ciągu dnia w Namiocie Praw Człowieka RPO. Zapraszamy!

W Namiocie Praw Człowieka RPO trwał dyżur prawniczek wydziału przyjęć interesantów. Zgłaszali się uczestnicy festiwalu z problemami z zakresu prawa pracy, skargi konstytucyjnej, dyskryminacji przy wynajmie lokalu mieszkalnego.

Do namiotu przychodzą też sympatycy RPO, aby zapytać czy mogą poznać osobiście Adama Bodnara i podziękować za jego postawę i działalność. 

Ogromnym powodzeniem cieszą się (jak co roku) najlepsze krówki na festiwalu oraz przebój - publikacja Biura RPO "Nasze Prawa".

Jedynie 5% przestępstw motywowanych nienawiścią jest zgłaszanych na policję - badania RPO i ODIHR/OBWE

Data: 2018-07-02
  • Rzeczywista skala przestępstw z nienawiści w Polsce wobec Ukraińców, migrantów z państw muzułmańskich i z Afryki Subsaharyjskiej jest bardzo niedoszacowana; tylko 5%  jest zgłaszane policji – wskazują badania Biura RPO i biura ODIHR/OBWE
  • Ofiary tych przestępstw zmieniają codzienne nawyki - rezygnują z publicznego używania jęz. ukraińskiego; muzułmanie unikają ubiorów kojarzących się z ich religią, a migranci z Afryki Subsaharyjskiej próbują ukrywać kolor skóry

Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich we współpracy z Biurem Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie przeprowadziło projekt badawczy, którego celem było oszacowanie skali występowania oraz zgłaszalności przestępstw z nienawiści, a także rozpoznanie ich specyfiki w wybranych społecznościach, tj. muzułmańskiej, afrykańskiej i ukraińskiej.

Metodologia badań

Wyniki badania prowadzonego pod kierunkiem Jacka Mazurczaka, eksperta Biura RPO, zaprezentowano podczas seminarium 27 czerwca 2018 r. w siedzibie RPO. W seminarium udział wzięli przedstawiciele OBWE, Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej, Biura UNHCR w Polsce, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, Prokuratury Krajowej, Policji, Straży Granicznej, samorządu terytorialnego oraz organizacji pozarządowych.

Badanie, którego efektem będzie całościowy raport, przeprowadzono na podstawie innowacyjnej metodologii Respondent Driven Sampling. Polega ona na przeprowadzaniu wywiadów z respondentami, którzy następnie losowo rekrutują kolejne osoby do badania spośród własnych sieci społecznych. W ten sposób respondenci odtwarzają sieć społeczną badanych populacji, co -  dzięki teorii prawdopodobieństwa - umożliwia ocenę reprezentatywności badanej próby. Uzyskane w ten sposób dane zostały przeanalizowane za pomocą specjalistycznego oprogramowania dla tego rodzaju badań.

Badanie dla społeczności ukraińskiej przeprowadzono w woj. małopolskim. Badania dla grupy muzułmańskiej i migrantów z krajów Afryki Subsaharyjskiej prowadzone były w woj. mazowieckim.  

Skala przestępstw - bardzo niedoszacowana   

Głównym celem badania było oszacowanie skali przestępstw z nienawiści wśród społeczności objętych badaniem. Ponad 600 respondentów należących do tych społeczności zostało zapytanych o doświadczanie przestępstw z nienawiści, mieszczących się w sześciu wskazanych przez badaczy kategoriach (znieważenia, groźby, zniszczenie mienia, naruszenia nietykalności cielesnej, stosowania przemocy i napaści seksualnej). W ten sposób ustalono, że ponad 18 % Ukraińców, 8 % muzułmanów i aż 43 % osób pochodzących z państw Afryki Subsaharyjskiej doświadczyło w latach 2016 – 2017 co najmniej jednego przestępstwa motywowanego nienawiścią. Tak uzyskane wyniki zostały następie wykorzystane do oszacowania liczby przestępstw z nienawiści w całych społecznościach - zamieszkujących w objętych badaniem województwach - których liczebność została określona na podstawie danych dostarczonych przez Urząd do Spraw Cudzoziemców.

Oszacowano w ten sposób, że w przypadku społeczności ukraińskiej w woj. małopolskim, najliczniejszej spośród badanych grup, w latach 2016-2017 popełniono ponad 44 000 przestępstw z nienawiści. W przypadku migrantów pochodzących z krajów muzułmańskich i migrantów z krajów Afryki Subsaharyjskiej, liczby te, dla samego województwa mazowieckiego, wynoszą ok. 4300 oraz ok. 3000 przestępstw.

Kolejnym etapem badania było porównanie uzyskanych danych z danymi dotyczącymi zgłoszonych przestępstw z nienawiści, gromadzonymi przez MSWiA.  Oczywiście porównywane były wyłącznie dane dotyczące liczby przestępstw mieszczących się w wyodrębnionych przez badaczy kategoriach (tj. znieważenia, groźby, zniszczenie mienia, naruszenia nietykalności cielesnej, stosowanie przemocy i napaści seksualne). Jak się okazało, w latach 2016 – 2017 w woj. małopolskim prowadzono jedynie 18 postępowań karnych w sprawach o te przestępstwa z nienawiści, w których pokrzywdzonymi byli Ukraińcy (tymczasem oszacowana w badaniach liczba takich przestępstw to 44 tys.). W woj. mazowieckim, w odniesieniu do osób pochodzących z krajów muzułmańskich lub arabskich zarejestrowano 31 postępowań karnych (podczas gdy oszacowana liczba przestępstw to 4300), a dla społeczności pochodzącej z Afryki Subsaharyjskiej - 47 takich postępowań (oszacowana liczba przestępstw – ok. 3000).

Niska zgłaszalność; skutki dla ofiar

Podstawowym problemem, o którym dyskutowano w trakcie spotkania był problem tzw. underreportingu czyli niskiej zgłaszalności przestępstw, który w sposób szczególny dotyka przestępczości z nienawiści. Jak wynika z przeprowadzonego badania, jedynie 5% przestępstw z nienawiści jest zgłaszanych na policję przez pokrzywdzonego lub inną osobę.

Badanie pokazało również, że członkowie społeczności narażonych na przestępstwa z nienawiści, z obawy przed dyskryminacją, zmieniają swoje nawyki życia codziennego. 59% Ukraińców, którzy stali się ofiarami przestępstw z nienawiści, unika rozmawiania w swoim języku w miejscach publicznych. 39% migrantów z krajów muzułmańskich z takim doświadczeniem unika ubierania się w sposób kojarzący się z ich religią. 46% ofiar przestępstw z nienawiści wywodzących się z krajów Afryki Subsaharyjskiej próbuje zaś ukrywać kolor skóry, np. nosząc koszule z długimi rękawami nawet latem.

Ofiary przestępstw z nienawiści cierpią też z powodu symptomów zespołu stresu pourazowego (PTSD) oraz depresji. Poważnych symptomów depresji doświadczyło 18% ofiar przestępstw z nienawiści z Ukrainy, 23% z krajów muzułmańskich i arabskich oraz 22% ofiar przestępstw z nienawiści wywodzących się z krajów Afryki Subsaharyjskiej. Dane te są szczególnie zatrważające, gdy porównamy je ze średnią dla populacji polskiej, która według badań Głównego Urzędu Statystycznego wynosi 5%.

Roczna informacja RPO - rośnie skala tych przestępstw 

Roczna informacja RPO za 2017 r. podaje, że  w ubiegłym roku w Biurze RPO zarejestrowano ok. 100 spraw dotyczących aktów przemocy i mowy nienawiści motywowanych przynależnością narodową, etniczną bądź rasową czy wyznawaną religią (dla porównania – w 2016 r. podjęto ok. 60 takich spraw).

O rosnącej skali tego rodzaju przestępczości, skierowanej przeciwko wyznawcom islamu i osobom o arabskim pochodzeniu, świadczą m.in. dane dotyczące liczby postępowań przygotowawczych, prowadzonych przez prokuratury w całym kraju w sprawach o przestępstwa z nienawiści. W ostatnim sprawozdaniu, dotyczącym I półrocza 2017 r., Prokuratura Krajowa podała, że od 2016 r. to muzułmanie lub osoby utożsamiane przez sprawców z tym wyznaniem, najczęściej byli przedmiotem ataków motywowanych uprzedzeniami. W 2016 r. faktyczna bądź domniemana przynależność osoby lub osób pokrzywdzonych do wyznawców islamu była motywem działania sprawców w 363 sprawach. Liczba ta, w porównaniu do roku 2015, wzrosła prawie dwukrotnie. W I połowie 2017 r. tendencja ta się utrzymywała.

Rzecznik zwraca ponadto uwagę na fakt, że w przestrzeni publicznej coraz częściej dochodzi do działań i wypowiedzi o podłożu dyskryminacyjnym. Najczęściej mowa nienawiści skierowana jest wobec mniejszości narodowych, etnicznych i seksualnych.

Seminarium eksperckie prof. Josepha Hoffmanna w Biurze RPO

Data: 2018-06-21

Habeas corpus, czyli zakaz pozbawiania wolności kogokolwiek bez zgody sądu, to szczególna procedura istniejąca od stuleci w systemach prawnych USA i Wielkiej Brytanii. Wprowadzona została ustawą angielską już w 1679 roku. W prawie polskim nie obowiązuje instytucja habeas corpus, ale podobne gwarancje funkcjonują w naszym systemie m.in. dzięki regulacjom zawartym w Międzynarodowym Pakcie Praw Obywatelskich i Politycznych (art. 9: Każdy pozbawiony wolności przez aresztowanie lub zatrzymanie ma prawo odwołania się do sądu w celu niezwłocznego orzeczenia przez sąd o legalności zatrzymania i zarządzenia zwolnienia, jeżeli to zatrzymanie okaże się bezprawne), czy w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (art. 5).

Habeas corpus może mieć ogromne znaczenie w indywidualnych sprawach osób, które są pozbawiane wolności – np. więźniów przetrzymywanych w Guantanamo bez zgody sądu, imigrantów i uchodźców, którzy nie mogą opuścić zamkniętych ośrodków, czy lekarzy i pielęgniarek,  obejmowanych kwarantanną ponieważ pomagali osobom zarażonym wirusem Ebola. 

Prof. Hoffmann przedstawił historię tej regulacji na przestrzeni lat. Zaprezentował również praktykę stosowania tych przepisów w sprawach najnowszych, takich jak sprawa Lakhdara Boumediene’a, który przez 7 lat był przetrzymywany w Guantanamo bez wyroku sądowego jako „enemy combatant”. Opisał orzecznictwo sądów amerykańskich i procedurę stosowania instytucji habeas corpus.

Prof. Hoffmann jest wielokrotnie nagradzanym nauczycielem akademickim i prawnikiem. Laureat nagrody Law School Gavel Award oraz wyróżnienia Outstanding Young Faculty Award. Oprócz kursów z zakresu prawa karnego i procedury karnej oraz specjalizacji w zakresie procedury wykonywania kary śmierci i psychologii prawa karnego, prof. Hoffmann prowadzi prace naukowe na temat prawa i społeczeństwa Japonii i Azji.

Jest on współautorem przełomowej książki o habeas corpus: „Habeas w XXI wieku: zastosowania, nadużycia i przyszłość wielkiego pisma” (University of Chicago Press, 2011r., z Nancy J. King). Jest także współautorem jednego z wiodących podręczników z zakresu prawa karnego, Comprehensive Criminal Procedure (Aspen 2nd ed. 2005 z Allenem, Livingstonem i Stuntzem). Był on profesorem Fulbrighta w 1996 roku na Uniwersytecie w Tokio. Wykładał m.in. w Międzynarodowym Centrum Prawa Porównawczego i Polityki oraz na uniwersytetach w Erlangen i Jenie w Niemczech.

 

Spotkanie w Biurze RPO z przedstawicielami organizacji reprezentujących mniejszości narodowe i etniczne

Data: 2018-06-13

13 czerwca 2018 r. w siedzibie Rzecznika Praw Obywatelskich odbyło się kolejne, drugie już spotkanie rzecznika dr. Adama Bodnara z przedstawicielami organizacji reprezentujących mniejszości narodowe i etniczne.

Tym razem – po poprzednim spotkaniu dotyczącym przestępczości motywowanej uprzedzeniami – dyskusja poświęcona była problematyce związanej z realizacją praw oświatowych mniejszości narodowych i etnicznych oraz społeczności posługującej się językiem regionalnym - kaszubskim, w zakresie nauczania języka mniejszościowego (regionalnego), nauczania w tym języku, a także nauki własnej kultury i historii.

Uczestnicy i uczestniczki spotkania wskazali, że prawidłowe funkcjonowanie systemu edukacji mniejszościowej ma kluczowe znaczenie dla podtrzymywania poczucia tożsamości kulturowej mniejszości, w tym znajomości języka, wśród uczniów należących do mniejszości narodowych i etnicznych oraz społeczności posługującej się językiem regionalnym. Tymczasem, pomimo gwarancji zawartych w art. 35 ust. 1 i 2 Konstytucji RP, jak również postanowień ratyfikowanej przez Rzeczpospolitą Europejskiej Karty Języków Regionalnych lub Mniejszościowych, obecnie obowiązujące regulacje prawne oraz praktyka ich stosowania w niewystarczającym stopniu wychodzą naprzeciw potrzebom dzieci i młodzieży należących do mniejszości.

Przedstawiciele mniejszości zwrócili m.in. uwagę Rzecznika na niewłaściwy, w ich ocenie, sposób wydatkowania środków przekazywanych jednostkom samorządu terytorialnego z budżetu państwa na edukację mniejszościową w ramach części oświatowej subwencji ogólnej, brak systemu motywowania uczniów do nauki języka lub w języku mniejszości oraz brak kompleksowej strategii nauczania języka lub w języku mniejszości, obejmującej wszystkie etapy nauki od nauczania przedszkolnego do klasy maturalnej.

Podczas spotkania Centrum Badań nad Uprzedzeniami Uniwersytetu Warszawskiego zaprezentowało również wyniki badań przeprowadzonych na zlecenie Rzecznika Praw Obywatelskich, dotyczących stosunku do Żydów i ich historii po wprowadzeniu ustawy o IPN. 

 

Adam Bodnar: wiedza o doświadczeniach transformacji po 1989 r. może być „produktem eksportowym”

Data: 2018-06-08

Swoistym „produktem eksportowym” Polski może być ekspercka wiedza o doświadczeniach transformacji po 1989 r. - mówił rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar na Kongresie Polskich Ekspertów Międzynarodowych w Warszawie. 

To interdyscyplinarne spotkanie polskich ekspertów pracujących w organizacjach i instytucjach międzynarodowych, a także powiązanych z nimi ośrodkach analitycznych, uczelniach i sektora prywatnego. Ma ono umożliwić ekspertom rozpoczęcie debaty nad kompleksowym podejściem do polskiej polityki bezpieczeństwa, współpracy rozwojowej, ekonomicznej oraz promowania demokracji i praw człowieka. Inicjuje też powstanie sieci polskich ekspertów i liderów na świecie GlobalnyLider.pl.

Demokracja, rządy prawa, dobre rządzenie, to coś co łączy organizacje międzynarodowe. Piękne słowa nie zawsze jednak odpowiadają rzeczywistości, a wartości ulegają erozji - podkreślał Adam Bodnar, który 8 czerwca uczestniczył w panelu „Wartości a światowa działalność polskich ekspertów”.

Powołał się na polską transformację po 1989 r. w kontekście naszej wiedzy eksperckiej o tym, co działa, a co nie. „Naprawdę mamy się czym podzielić i powiedzieć: nie powtarzajcie naszych błędów” - argumentował. Właśnie to może być traktowane jako swoisty produkt eksportowy. Można też na tym budować kariery indywidualnych ekspertów.

Adam Bodnar przypomniał, że także przed 1989 r. państwo polskie odgrywało istotną rolę w kontekście promowania konkretnych rozwiązań na arenie  międzynarodowej. Np. Konwencja o Prawach Dziecka była polskim pomysłem. Zdaniem RPO dyskusja na temat dzisiejszej pozycji międzynarodowej Polski to nie tylko kwestia tego, kto jest na jakim stanowisku, ale także tego, na ile możemy narzucić narrację na określone tematy i promować swoich ekspertów.

„Ubolewam, że nasz MSZ niespecjalnie uczestniczy w pracach nad przygotowaniem konwencji ONZ o prawach osób starszych” - zaznaczył  Adam Bodnar. Mamy przecież starzejące się społeczeństwo czy niski poziom emerytur, niewystarczający zasób świadczeń. Daje to nam inną perspektywę patrzenia na problemy osób starszych niż np. Dania czy Szwecja. Warto zatem promować i takie tematy - wskazał Rzecznik.

Dyrektor forumIdei Fundacji Batorego Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz pytała, czy dziś bronić wartości - co czasem oznacza dystansowanie się od polityki własnego państwa - czy też stawiać na lojalność wobec swego kraju. To bardzo ważny dylemat, który nie powinien być rozpatrywany w kategoriach, kto jest zdrajcą, a kto nie. Według niej bronienie wartości UE ma sens, nawet kosztem dystansowania się od swego państwa.

Porządek liberalny jest dziś pod ogromną presją i nie wiadomo, czy się utrzyma - oceniał trzeci panelista, prof. Jan Zielonka z Uniwersytetu Oksfordzkiego. Według niego nasze myślenie powinno być determinowane przez wartości, ale one nie są one same w sobie oczywiste. Np. rządy liberalne położyły w Europie większy nacisk na wolność niż na równość i dziś mamy tego efekty. Wszyscy chcemy być za demokracją - pytanie tylko jaką. Demokracja ma bowiem 56 przymiotników, a każda jej forma ma inne znaczenie.

O Konstytucji w sądzie oraz sądzie w Konstytucji – w Biurze RPO

Data: 2018-06-07

Pod hasłem "Konstytucja w sądzie, sąd w Konstytucji - refleksje aktualne", 7 czerwca w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich odbyło się spotkanie z prof. Andrzejem Zollem oraz prof. Marcinem Matczakiem.

Prof. Zoll mówił, że nie jest żadnym sukcesem, iż wyroki Trybunału Konstytucyjnego zostały w końcu wydrukowane. Jego zdaniem powinniśmy domagać się, aby prezydent Andrzej Duda przyjął ślubowanie od trzech sędziów TK, wybranych zgodnie z prawem przez Sejm w październiku 2015 r. Według Zolla ewidentnym powodem do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu jest: dla b. premier Beaty Szydło - niedrukowanie tych wyroków, a dla prezydenta Dudy –  niezaprzysiężenie tych sędziów.

Zdarzały się też wtedy błędy po stronie Trybunału – przyznał prof. Zoll. Ocenił, że nie należało np. wpuścić do TK trzech osób wybranych w grudniu 2015 r. przez Sejm na zajęte już miejsca sędziowskie w TK i płacić im wynagrodzeń.

Zgodził się z tym prof. Matczak. „Pan prezes Andrzej Rzepliński nie mówił biblijnie  +tak,tak - nie, nie+” – oświadczył. Według niego opinia publiczna nie rozumiała, dlaczego wpuścił on do TK tych trzech dublerów.

Prof. Zoll uważa, że przez wiele lat system wyboru sędziów TK nie był doskonały; zostawali nimi np. posłowie czy wiceministrowie. Dlatego trzeba wprowadzić zasadę, by kandydaci byli zupełnie odcięci od wpływów politycznych, np. przez kilka lat wcześniej nie mogliby pełnić żadnych funkcji  politycznych czy rządowych.

Według prof. Matczaka, przez prawie 30 lat TK miał w Polsce „miesiąc miodowy”. Dziś wraca wizja systemu prawa, w której najwyższą władzą jest „suweren”, a my musimy się podporządkować jego rozkazom, bo się go boimy.  Dlatego demontaż systemu prawa musiał się rozpocząć od TK, który dokonywał przez lata swoistej „kontrasygnaty” ustaw. Dla tej wizji prawa śmiertelnie groźne jest stosowana przez niektóre sądy rozproszona kontrola konstytucyjności ustaw.

Spotkanie zorganizowano we współpracy ze Stowarzyszeniem Sędziów Apelacji Warszawskiej "Nike", Stowarzyszeniem Sędziów Polskich Iustitia - Oddział w Warszawie, Stowarzyszeniem Sędziów "Themis" oraz organizacją #Wolne sądy.

 

Niezwykła lekcja o Konstytucji RP i lekcja historii w Radzyniu Podlaskim

Data: 2018-06-06

5 czerwca 2018 r. Rzecznik Praw Obywatelskich dr Adam Bodnar spotkał się z uczniami I Liceum ogólnokształcącego w Radzyniu Podlaskim. To wypełnienie obietnicy z lutego, kiedy inne, nagłe zobowiązania uniemożliwiły poprzednią wizytę.

Rzecznik spędził z uczniami prawie cały dzień. Przez pierwsze dwie godziny poprowadził w ramach V już edycji Tygodnia Konstytucyjnego, organizowanego przez Stowarzyszenie im. prof. Zbigniewa Hołdy, lekcję poświęconą roli Konstytucji w codziennych sprawach życiowych. Uczniowie, rozwiązując przykłady dotyczące organizacji zgromadzeń spontanicznych, kwestii całkowitego ubezwłasnowolnienia, obrazy uczuć religijnych czy też dylematu możliwości zestrzelenia samolotu z pasażerami opanowanego przez terrorystów, poszukiwali odpowiedzi na bardzo trudne życiowe dylematy, ale także zapisów w Konstytucji, które pomagałyby je rozwiązywać. Było to bardzo ciekawe doświadczenie dla uczniów takiego zderzenia własnych przekonań z doświadczeniem bardzo praktycznego prawnika - ale także dla Rzecznika, bo niektóre interpretacje stawiały przed RPO bardzo ciekawe wyzwania. Warto podkreślić, że w V edycji Tygodnia Konstytucyjnego bierze udział społecznie ponad 600 prawników.

Równie interesującym doświadczeniem była rozmowa z dyrektorką szkoły p. Ewa Grodzką, która z pasją opowiadała o dokonaniach uczniów (a są niezwykłe), ale także o kadrze nauczycielskiej, która do swoich wysokich kompetencji dokłada jeszcze pasje i zamiłowania i zaraża nimi swoich uczniów. Stąd tak wysoki w tej szkole odsetek uczniów rozpoczynających studia wyższe. Równie ciekawa jest trwająca już kilka lat wymiana młodzieży z różnych krajów, których goszczą uczniowie radzyńskiego liceum, w tym unikalne w skali kraju goszczenie młodzieży izraelskiej w domach prywatnych uczniów. Tak narodziło się wiele międzynarodowych przyjaźni pomiędzy uczniami. Innym, wartym wspomnienia osiągnięciem uczniów, jest profesjonalnie wydawana gazetka szkolna „Bezmyślnik”, w całości redagowana i składana przez uczniów. Za tę gazetkę szkoła i jej redaktorzy co roku zdobywają pierwsze miejsca w ogólnopolskich konkursach.

Ostatnim akordem tej ciekawej wizyty był spacer po mieście, którego już prawie nie ma. Grupa uczniów pod kierunkiem prof. Małgorzaty Nadolnej w ramach projektu Szkoła Dialogu, którego celem jest zapoznanie uczniów szkół ponadpodstawowych z historią Żydów w Polsce oraz ich wkładem w społeczny, kulturalny i ekonomiczny rozwój naszego kraju, opracowała wycieczkę historyczną po Radzyniu Podlaskim śladami radzyńskich Żydów, poznając jednocześnie lokalną historię. Wycieczka miała formę gry edukacyjnej z wykorzystaniem kodów QR. Uczniowie wspólnie ze swoim nauczycielem z pasją opowiadali o historii swojego miasta, o dokonanych odkryciach podczas poszukiwania jej śladów. Jednym z ciekawszych doświadczeń tego projektu były osobiste rozmowy, jakie uczniowie przeprowadzali w swoich rodzinach, poznając historię poprzez osobiste relacje wzajemnego funkcjonowania, przyjaznego sąsiedztwa i współistnienia obok siebie różnych kultur. Wyniki tych poszukiwań można zobaczyć na stronie internetowej szkoły. To była fantastyczna przygoda i spotkanie z nieistniejącym już miastem, ale także z pasją i emocjami, jakie jej odkrywanie wzbudziło zarówno wśród uczniów jak i nauczycieli. Brawo i gratulacje dla nich wszystkich.

Ruszyła kampania „Kocham. Nie piję” o szkodliwości picia alkoholu w ciąży

Data: 2018-06-04
  • Uświadomienie kobietom w ciąży konieczności unikania nawet śladowych ilości alkoholu jest celem rozpoczętej w poniedziałek kampanii społecznej „Kocham. Nie piję”

  • Realizuje ona międzynarodowe standardy w tej sferze - podkreśla rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar, który wspiera akcję

W Polsce rocznie rodzi się ok. 9 tys. dzieci z FAS (fetal alcohol syndrome),  czyli z alkoholowym zespołem płodowym. To nieuleczalny zespół wrodzonych wad dziecka spowodowany alkoholem pity przez matkę w ciąży. Obejmuje zaburzenia psychiczne i fizyczne, jak np. anomalia rozwojowe, dysfunkcja mózgu, opóźnienie umysłowe, zaburzenia w uczeniu się oraz zaburzenia psychologiczne. Nieodwracalnie niszczy mózg, serce, układ nerwowy, stawy i inne organy dziecka.

Kampanię zainaugurowano w poniedziałek w biurze Rzecznika Praw Dziecka Marka Michalaka, który wraz z Rzecznikiem Praw Obywatelskich Adamem Bodnarem wspiera inicjatywę fundacji Krajowe Centrum Kompetencji. Głównym elementem kampanii jest spot z udziałem aktorek: Karoliny Gorczycy, Magdaleny Górskiej, Magdaleny Lamparskiej i Odety Moro.

Mówimy, aby nie tylko nie zachęcać, ale wręcz zniechęcać do picia w ciąży - podkreślał na konferencji prasowej Marek Michalak.  Jest z nami RPO; łączymy świat dzieci ze światem dorosłych – dodał.

Doszliśmy razem z RPD do wniosku, że robi się za mało, aby przeciwdziałać problemowi picia w ciąży - mówił Adam Bodnar. Przedstawił międzynarodowe standardy w tej sferze. Wskazują one na konieczność dbania o cały okres opieki okołoporodowej, tak by kobieta była uświadomiona o skutkach picia oraz na kampanie społeczne aktywnie propagujące informacje o toksycznym wpływie alkoholu na płód. Zgodnie z tymi standardami, o nieodwracalności uszkodzeń z tego powodu powinny uświadamiać osoby uznane przez społeczeństwo za autorytety.  – Cieszę się, że ta kampania będzie służyła osiagnięciu tego celu - zaznaczył Rzecznik.

Adam Bodnar przypomniał,  że resort zdrowia pracuje nad rozporządzeniem ws. opieki okołoporodowej. Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych uważa, że tematyka FAS powinna być włączona do standardów takiej opieki.

Występujące na konferencji ambasadorki kampanii mówiły, że bywały zachęcane do picia podczas ciąży. Przeciwstawiały się argumentom typu: „Ja też piłam i nic się nie stało” albo „Potem będziesz miała dużo zajęcia z dzieckiem, to się teraz napij”.  Według nich, pytania do kobiet w ciąży, czy się napiją, w ogóle nie powinny padać.

Jak podkresliła dr Aleksandra Piotrowska, aż 83 proc. kobiet w ciąży zetknęło się z informacją, iż alkohol jest w tym czasie niedopuszczalny. 30 proc. kobiet, które miały taką wiedzę, sięgało jednak, z różnym natężeniem, po kieliszek.

Według lekarki, pełnoobjawowy FAS to zaledwie 10 proc. przypadków. 90 proc. przypadków nie wykazuje symptomów zewnętrznych, ale dziecko ponosi konsekwencje lekkomyślności matki - i to aż do końca życia.  – Z FAS nie można się wyleczyć – wskazała dr Piotrowska.

Adam Bodnar o konieczności odbudowania wiary w państwo

Data: 2018-05-30

W ostatnich latach przełamano mit trwałości, że państwo polskie rozwija się w kierunku europejskim, pluralistycznym, demokratycznym; odbudowanie wiary w państwo będzie bardzo ważne - uważa rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.

Uczestniczył on w debacie „Wolność w czasach populizmu”, zorganizowanej w środę w Warszawie przez Fundację Państwo Prawa.

Rzecznik mówił, że ze spraw wpływających do jego Biura wynika, iż przez ostatnie dwa lata bardzo zmieniły się standardy postępowania władz wobec manifestacji. - Widać nierównowagę działań policji, polegającą na tym, że „jedną stronę sporu spisujemy i wywozimy, a naruszenia prawa przez drugą stronę ignorujemy” – podkreślił.

Według Adama Bodnara generalnie zawęża się stopniowo przestrzeń wolności obywateli. Przywołał pojęcie „autorytaryzmu konkurencyjnego”. Są w nim zachowane tradycyjne instytucje demokracji, jak parlament, sądy, RPO, sąd konstytucyjny, ale przybierają one kształt fasadowy, bo są podporządkowane władzy politycznej. Występuje też tzw. „nierównowaga  pola gry”.

Zdaniem Rzecznika, w Polsce te elementy są już dostrzegalne. Np. media publiczne służą tylko jednej opcji, choć utrzymują je wszyscy podatnicy – podobnie jak Polską Fundację Narodową. Aparat państwa jest wykorzystywany do tego, by konkurentom politycznym było trudniej.  „I my to widzimy w odniesieniu do uczestników manifestacji lub osób zatrzymywanych, np. Władysława Frasyniuka” – oświadczył. Prokuratura jest zaś upolityczniona i nie reaguje w niektórych sprawach.

Według Adama Bodnara, sądy w niektórych sytuacjach wycofują się z orzekania w sprawach istotnych, choć część stosuje Konstytucję bezpośrednio. Jeśli chodzi o zmiany sądownictwa, to jesteśmy na etapie dyskusji  o kosmetycznych poprawkach do ustawy o Sądzie Najwyższym. 

Zdaniem RPO polityka staje się istotna dla tych, którzy w niej wcześniej nie uczestniczyli, w sytuacji gdy rząd zaczyna się interesować sferą prywatną obywateli.

Państwo bez tortur jest możliwe, potrzeba jednak jeszcze wiele zmian. Relacja z konferencji "Okrągły Stół: Państwo bez tortur?"

Data: 2018-05-22
  • Państwo bez tortur jest możliwe – mówił rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar, otwierając debatę „Okrągły Stół: Państwo bez tortur?”
  • Wymaga to jednak zmian w prawie, m.in. dostępności obrońcy już od chwili zatrzymania oraz wpisania przestępstwa tortur do Kodeksu karnego
  • Rzecznik przeprowadzi też szeroko zakrojoną kampanię społeczną przeciw torturom 

Debatę zorganizowano we wtorek w Biurze RPO we współpracy z Biurem Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. 

Adam Bodnar uznał debatę za początek dyskusji, jak doprowadzić do tego, by Polska faktycznie była państwem bez tortur. Są one jednym z najbardziej dotkliwych naruszeń praw człowieka i prowadzą do poniżenia i pozbawienia godności. 

Wyraził nadzieję, że uda się to osiągnąć, m.in. właśnie dzięki refleksjom wynikającym z debaty, ale i doświadczeniom zdobywanym w ostatnich latach. Zdaniem Adama Bodnara warunkiem tego są:

  • powszechna świadomość zagrożeń, wiedza i mentalność oraz wynikające z tego działania, aby do tortur nie dochodziło;
  • pełne poczucie odpowiedzialności za to, co się dzieje, w powiązaniu ze skutecznymi mechanizmami prawnymi, w tym - dostępności do dowodów stosowania tortur oraz wpisania tortur jako oddzielnego przestępstwa do Kodeksu karnego;
  • powszechna prewencja wszystkich miejsc, gdzie może dochodzić do tortur; służy temu podnoszony przez RPO postulat, wciąż nieuwzględniany, dostępności obrońcy dla każdego zatrzymanego zaraz po zatrzymaniu; chodzi przede wszystkim o osoby mniej zamożne czy wykluczone, które nie zadzwonią do znajomego adwokata;
  • stworzenie programów terapeutycznych dla ofiar tortur, w tym dla cudzoziemców ubiegających się w Polsce o status uchodźcy, którzy byli ich ofiarami.   

Rzecznik przywołał zapis preambuły Konstytucji RP o obowiązku pamięci „gorzkich doświadczeń z czasów, gdy podstawowe wolności i prawa człowieka były w naszej Ojczyźnie łamane”. Ma to przypominać o przypadkach masowego wykorzystywania tortur jako narzędzia sprawowania władzy. Walka z nimi to także część naszej historii.

Adam Bodnar powołał się też na art. 40 Konstytucji, że nikt nie może być poddany torturom ani okrutnemu, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu i karaniu. „Musimy być wierni temu, co jest w Konstytucji oraz aksjologii, która towarzyszyła jej twórcom” - dodał. Ponadto walka z torturami to także realizacja zobowiązań prawnomiędzynarodowych naszego kraju.

RPO przypomniał najgłośniejszą sprawę tego typu - śmierć Igora Stachowiaka po torturach, jakim był poddany na wrocławskim komisariacie policji. Sprawa ta pokazuje, że aby walczyć z torturami, trzeba działać razem, a odpowiedzialność ponoszą przedstawiciele wszystkich grup zawodowych,  mogących mieć do czynienia z zatrzymanymi, którzy mogli paść ofiarami tortur. Chodzi zatem o przedstawicieli służb mundurowych, ale także lekarzy,  psychiatrów, psychologów, adwokatów i radców prawnych, prokuratorów, sędziów oraz dziennikarzy.

Wśród 57 państw członkowskich OBWE, Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur funkcjonuje w 39 – mówiła Katarzyna Gardapkhadze, zastępca dyrektora Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. W tych 39 krajach brak jest woli, aby wprowadzić mechanizm chroniący przed torturami, a ich ofiary nie otrzymują wsparcia czy odszkodowań.

Podczas konferencji prasowej w przerwie debaty Adam Bodnar podkreślał, że przeciwdziałanie torturom zależy m.in. od odpowiedniego uświadomienia funkcjonariuszy oraz lepszych procesów rekrutacyjnych. Wskazał, że ważne byłoby też nagrywanie wszystkich czynności służbowych policjantów. 

Wedlug RPO nikt nie wymyślił lepszego sposobu na zapobieganiu torturom niż stała obecność adowkatów i radców prawnych na komisariacie, którzy mogliby udzielać pomocy prawnej każdemu już od chwili zatrzymania. Minister sprawiedliwości wciąż jednak nie odpowiedział na taki postulat Rzecznika. 

Innym sposobem na zmniejszenie skali zjawiska byłaby ochrona prawna sygnalistów - czyli funkcjonariuszy, którzy ujawniliby, że ich koledzy dopuścili się nieludzkiego traktowania zatrzymanych.

- Przeciwdziałanie torturom jest misją cywilizacyjną; to nie tylko odpowiedzialność państwa, ale i nas wszystkich - podkreślała zastępczyni RPO dr Hanna Machińska. Wcześniej skierowała ona do Biura ds. Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE prośbę o ocenę polskiego ustawodawstwa w odniesieniu do definicji tortur oraz o podanie przykładów ustawodawstw innych państw, które je zawierają.

Biuro przedstawiło taką opinię. - Jest ona dla nas kluczowa; będziemy ją upowszechniać, bo standardy międzynarodowe są w Polsce stosunkowo mało znane - oświadczyła dr Machińska. Wskazała ponadto, że nawet wśród prawników w Warszawie jest zbyt niska świadomość, czym jest KMPT. Według niej świadczy to o głębokiej zapaści edukacyjnej w tej kwestii.

W pierwszym panelu debaty przedstawiono dwa najgłośniejsze przypadki stosowania tortur w Polsce.

Mówiąc o polskim śledztwie ws. torturowania  przez CIA domniemanych terrorystów w ośrodku w Kiejkutach, mec. Mikołaj Pietrzak podkreślał, że ta sprawa to papierek lakmusowy tego, jak państwo reaguje na tortury. Adwokat, który jest pełnomocnikiem jednego z torturowanych, zaznaczył, że jeśli dopuszczamy tortury wobec terrorysty, to uważamy, że co do zasady wyłom od ich zakazu jest możliwy, a wtedy próg ich dopuszczalności może być łatwo przesunięty. Mecenas wyraził opinię, że gdyby doszło  do potępienia tortur wówczas, gdy kilkanaście lat temu sprawa więzień CIA wyszła na jaw, to może nie doszłoby np. do sprawy Igora Stachowiaka.

O tej właśnie sprawie opowiadał dziennikarz TVN Wojciech Bojanowski, który ją ujawnił. Podkreślał, że w USA każdy, kto ma używać w swej służbie paralizatora, musi się choć raz sam poddać jego działaniu, by przekonać się, jaki to ból. W Polsce nie ma takiej zasady. Według dziennikarza, kontrola używania paralizatorów powinna być rozwiązana systemowo.

Ludzie torturują nie dlatego, że są źli, tylko dlatego, że są do tego w różny sposób inspirowani – przekonywał prof. Zbigniew Lasocik, dyrektor Ośrodka Badań Handlu Ludźmi Uniwersytetu Warszawskiego. Polska bez tortur to nasz zbiorowy obowiązek - dodał.

Celem spotkania z udziałem wielu ekspertów było podjęcie dyskusji o międzynarodowych standardach prewencyjnego monitorowania miejsc zatrzymań oraz skutecznych działań służących zapobieganiu torturom, nieludzkiemu i poniżającemu traktowaniu. Była to również okazja do podsumowania dotychczasowych osiągnięć Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur w Polsce oraz wyzwań, które stoją przed nim w najbliższych latach.

W dyskusji wzięli udział przedstawiciele krajowych i międzynarodowych instytucji oraz organizacji pozarządowych zajmujących się zapobieganiem torturom, w tym eksperci i praktycy, którzy w swojej pracy stykają się z ofiarami nieludzkiego i poniżającego traktowania.

Ze względu na ograniczoną liczbę miejsc i ogromne zainteresowanie tematem wydarzenie było transmitowane na stronie internetowej rpo.gov.pl

 

Przedstawiciele instytucji stojących na straży praw człowieka w Republice Południowej Afryki z wizytą w Biurze RPO

Data: 2018-05-07

W Biurze RPO odbyło się spotkanie rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara, zastępczyni RPO Hanny Machińskiej oraz przedstawicieli KMPT z delegacją instytucji stojących na straży praw człowieka w Republice Południowej Afryki.

W związku z planem utworzenia mechanizmu prewencji tortur w RPA, goście byli zainteresowani działaniem KMPT. Zadania Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur w Polsce powierzono Rzecznikowi Praw Obywatelskich w 2008 roku.

W skład delegacji instytucji stojących na straży praw człowieka w RPA weszli:

Chris Nissen, Commissioner for Civil and Political Rights, South African Human Rights Commission

Tseliso Thipanyane, Chief Executive Officer, South African Human Rights Commission

Fadlah Adams, Senior Researcher, Parliamentary and International Affairs, South African Human Rights Commission

Kwanele Pakati, Research Advisor, South African Human Rights Commission

Fikile Mdhluli, Senior Legal Administration Officer, Independent Police Investigative Directorate

Murasiet Mentoor, Regional Manager: Northern Management Region, Judicial Inspectorate for Correctional Services

Lucia Mboweni, State Law Advisor, Department of Justice and Constitutional Development

Nagroda Związku Nauczycielstwa Polskiego IKAR dla Biura Rzecznika Praw Obywatelskich

Data: 2018-04-27

Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich otrzymało nagrodę IKAR Związku Nauczycielstwa Polskiego. Nagroda od środowiska oświatowego wraz ze statuetką Ikara została wręczona 27 kwietnia podczas obchodów Nauczycielskich Dni Pamięci i Pokoju przed Międzynarodowym Pomnikiem Ofiar Faszyzmu w Brzezince. Odebrał ją Rzecznik Adam Bodnar.

Nagrodę IKAR Związek Nauczycielstwa Polskiego ustanowił w 2009 roku „dla wyłaniania i wyróżniania osób, organizacji, instytucji, których szczególne dokonania w działalności oświatowej i wychowawczej wnoszą nieprzeciętne wartości służące środowisku, świadczą o profesjonalizmie i zaangażowaniu w działaniach na rzecz wychowania w tolerancji i pokoju, które stanowią inspirację dla młodego pokolenia”.

Nagroda przyznawana jest w dwóch kategoriach: indywidualnej i zbiorowej. Wśród laureatów tej drugiej kategorii są m.in. Muzeum Auschwitz – Birkenau, "Głos Nauczycielski", Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.

Zastępczyni RPO spotkała się z gośćmi z Finlandii

Data: 2018-04-27

26 kwietnia 2018 r. odbyło się spotkanie Zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich dr Hanny Machińskiej oraz dyrektora Zespołu Prawa Konstytucyjnego, Międzynarodowego i Europejskiego Biura RPO Mirosława Wróblewskiego z Ambasador Republiki Finlandii Hanną Lehtinen oraz przedstawicielami urzędu Premiera, Ministerstwa Sprawiedliwości i Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Rozmowa dotyczyła statusu prawnego urzędu i działalności Rzecznika w sferze umacniania praw człowieka w Polsce. Duże zainteresowanie wywołała kwestia reform wymiaru sprawiedliwości w Polsce oraz nowej instytucji w prawie, skargi nadzwyczajnej, jak również funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego. Zwrócono uwagę na raporty organizacji międzynarodowych odnoszące się do problemów związanych z funkcjonowaniem organizacji pozarządowych.

Przedmiotem rozmów był również raport GRECO dotyczący Polski w kontekście reform wymiaru sprawiedliwości.

Adam Bodnar: samorząd terytorialny jest najlepiej ocenianą reformą wolnej Polski

Data: 2018-04-26

Samorząd terytorialny - przywrócony w gminach w 1990 roku, a 8 lat później w powiatach i województwach  - jest najlepiej ocenianą reformą wolnej Polski, uważa Adam Bodnar. Rzecznik Praw Obywatelskich bierze udział w 4. Europejskim Kongresie Samorządów w Krakowie. 

Rzecznik był w czwartek gościem panelu dyskusyjnego pt „Społeczeństwo obywatelskie filarem rozwoju regionalnego”.  

Według Adama Bodnara reformie samorządu zawdzięczamy w dużej mierze sukces rozwojowy kraju. Stało się tak dzięki uruchomieniu potencjału obywatelskiej energii w działaniach lokalne i krajowych. Samorządowcy cieszą się największym poziomem zaufania mieszkańców - wielokrotnie przewyższającym poziom zaufania do władz centralnych, rządu i parlamentu.

Zdaniem RPO zrozumienie, że samorząd terytorialny to wspólnota mieszkańców, a władza samorządowa jest tylko emanacja tej wspólnoty, jest podstawą sukcesów w zarządzaniu lokalnym.  Wspólnoty lokalne mają prawo i możliwość wpływania zarówno na strategiczne kierunki rozwoju miast i gmin, jak również na jednostkowe decyzje dotyczące lokalizacji inwestycji.

Rzecznik przypomina, że mieszkańcy wspólnot lokalnych mają  instrumenty uczestnictwa w zarzadzaniu . Są to m.in. prawo dostępu do informacji publicznej, prawo do petycji, prawo do uczestnictwa w obradach kolegialnych organów, prawo do konsultacji od  etapu diagnozowania poprzez formułowanie planów i programów do etapu uczestniczenia we wdrażaniu, możliwość korzystania z instrumentów deliberacji, prawo do referendum lokalnego w każdej istotnej dla wspólnoty sprawie, będącej w jej kompetencjach.

Przeszkody w korzystaniu z tych uprawnień tkwią zarówno po stronie obywateli,  jak i po stronie władzy. Po stronie obywateli są to: brak wiedzy i umiejętności. Po stronie władzy - brak umiejętności otwartego partycypacyjnego zarządzania, któremu często towarzyszy mniej lub bardziej skrywane poczucie wyższości  wobec obywateli.

Adam Bodnar uważa, że poprawy jakości współdziałania i zwiększenia uczestnictwa obywateli w życiu wspólnoty należy szukać nie na drodze dekretowania rozwiązań prawnych, ale na drodze budowania kultury współpracy i dialogu.

Świadczą o tym przykłady:  

  • Gdyni, model budowania standardów opiekuńczych. Zarządzanie w sposób otwarty, partycypacyjny przekłada się tam na wyniki wyborów samorządowych - od lat prezydent Gdyni bije rekordy poparcia w wyborach samorządowych;

  • Częstochowy, budżet partycypacyjny jest metodą włączania mieszkańców w aktywność wspólnoty;

  • Konina, współpraca z organizacjami społecznymi (spółdzielnie socjalne prowadzone przez osoby z niepełnosprawnością, w tym hostel w centrum miasta);

  • Gdańska, model opracowywania wieloletniego Gdańskiego Programu Mieszkalnictwa Społecznego  (od diagnozy do rozwiązań i wdrożenia )  z udziałem ponad 100 organizacji społecznych;

  • Stargardu,  model współpracy międzysektorowej w zapewnianiu prawa do samodzielnego życia najbardziej wykluczonym: osobom z niepełnosprawnością intelektualną, starszym, usamodzielniającym się wychowankom z domów dziecka. W projektowaniu i wdrażaniu biorą udział władze i służby publiczne, organizacje społeczne i biznes.

Systemy samorządowe w Polsce i wielu krajach Europy opierają się na oddolnych inicjatywach obywatelskich. Wiele najważniejszych decyzji w rozwoju miast i wsi jest podejmowanych w oparciu o konsultacje społeczne, bądź w wyniku podnoszonych przez długi czas propozycji mieszkańców. Podczas panelu goście zastanawiali się m.in., jak chronić ten skuteczny model oraz jakie instrumenty powinni otrzymać członkowie lokalnych społeczności, by efektywniej komunikować samorządom swoje potrzeby

Dwudniowy Europejski Kongres Samorządów to platforma wymiany poglądów oraz miejsce spotkań liderów samorządowych, elit regionalnych z przedstawicielami administracji państwowej, organizacji pozarządowych i biznesu.

 

XVI debata regionalna Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur w Warszawie

Data: 2018-04-25

- Spotykamy się dziś w Klinice Psychiatrii Sądowej. Pod salą, w której dyskutujemy znajduje się 60 osób, które są pozbawione wolności. Niektóre z nich stanowią zagrożenia dla siebie samych, albo  dla społeczeństwa. To niezwykle ważne, że m.in. o tym, jak przestrzegać ich praw możemy rozmawiać z Państwem właśnie w tym miejscu – podkreślił prof. dr hab. Janusz Heitzman dyrektor Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. To właśnie w tym miejscu odbyła się ostatnia - szesnasta debata regionalna Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur. W dyskusji wzięli udział m.in. policjanci, przedstawiciele Służby Więziennej, domów pomocy społecznej, szpitali psychiatrycznych, młodzieżowych ośrodków wychowawczych, zakładów poprawczych, a także przedstawiciele ministerstw, urzędu wojewódzkiego i organizacji pozarządowych.

- Tortury, nieludzkie i poniżające traktowanie to jedno z najpoważniejszych naruszeń praw człowieka – podkreślił rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar. RPO zauważył, że dla wielu osób temat tortur wydaje się abstrakcyjny i dość odległy, tymczasem w Polsce tego typu naruszenia wciąż mają miejsce. W tym kontekście RPO przypomniał, że w latach 2008-2015 polskie sądy skazały 33. funkcjonariuszy Policji, którzy dopuścili się nadużyć noszących znamiona tortur wobec osób zatrzymanych, a nawet świadków. Rolą Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur jest właśnie zapobieganie tego typu sytuacjom poprzez regularne wizytacje miejsc pozbawienia wolności, ale także przez podejmowanie dialogu ze wszystkimi osobami, które odpowiadają za los osób pozbawionych wolności. Właśnie po to, by skutecznie prowadzić ten dialog, przedstawiciele KMPT rozpoczęli w 2016 roku program debat regionalnych. Co miesiąc w innym województwie spotykali się z przedstawicielami służb mundurowych, dyrektorami placówek dla nieletnich, szpitali psychiatrycznych, czy domów pomocy społecznej. W trakcie tych spotkań uczestnicy mogli dyskutować o najważniejszych problemach, z którymi na co dzień zmagają się w swojej pracy. Wspólnie zastanawiali się, jak je rozwiązać, dzielili się dobrymi praktykami.

- Ta wymiana myśli jest dla nas bardzo ważna. Nie jesteśmy kolejną „jednostką specjalną”, która przyjeżdża z "nalotem" i dokonuje kontroli. Chcemy z Państwem dyskutować o standardach, przekonywać do ich stosowania, ale także dzięki wiedzy uzyskanej od Państwa wpływać bezpośrednio na ustawodawcę – podkreślił RPO. Rzecznik zaznaczył, że niezbędne jest takie prowadzenie dialogu społecznego, dzięki któremu wszyscy będziemy budować kulturę braku społecznej akceptacji dla tortur.

Adam Bodnar zwrócił także uwagę, że pojęcie miejsc pozbawienia wolności jest bardzo szeroko definiowane. To dlatego wizytowane przez KMPT są m.in. domy pomocy społecznej. W Polsce jest w sumie ponad 2 600 miejsc detencji. Od 2008 r., gdy funkcja Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur została powierzona Rzecznikowi Praw Obywatelskich, przedstawiciele KMPT przeprowadzili ponad 1000 wizytacji. Jednak jak podkreślał RPO, jest to wciąż niewystarczające działanie – obsada kadrowa KMPT powinna być dużo większa, aby zapewnić przeprowadzanie regularnych wizytacji. Niestety, parlament po raz kolejny nie przyznał RPO dodatkowych funduszy na ten cel.

Rzecznik zauważył, że mimo tych trudności, dzięki działalności KMPT udało się doprowadzić do kilku ważnych zmian w prawie, ale również w podejściu do osób pozbawionych wolności. M.in. osoby tymczasowo aresztowane mogą telefonicznie kontaktować się ze swoim obrońcą i rodziną, mogą korzystać ze skype, zatrzymani nieletni kontaktować się z adwokatem bez konieczności uzyskania zgody policjanta czy sądu, a więźniowie mogą kąpać się dwa razy w tygodniu.

Rzecznik zwrócił też uwagę na dobre praktyki, które KMPT zaobserwował w miejscach, gdzie przebywają osoby pozbawione wolności. To np. kwestia noszenia opasek z GPS przez mieszkańców domów pomocy społecznej, którzy dzięki temu bez obaw mogą opuścić teren placówki, czy wypracowanie procedur dotyczących konsultacji psychiatrycznych dla osób, które miały np. próby samobójcze, w przypadku gdy są one umieszczane w pomieszczeniu dla osób zatrzymanych przez Policję.

W debacie Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur wziął również udział Zbigniew Lasocik – profesor nauk prawnych i kryminologii z Uniwersytetu Warszawskiego, który w latach 2007-2012 był członkiem Podkomitetu ds. Prewencji Tortur ONZ w Genewie. Prof. Lasocik jest ekspertem w zakresie nauk penitencjarnych, specjalistą w dziedzinie praw człowieka i prewencji tortur, jest także pionierem badań problematyki handlu ludźmi.

Ekspert wskazywał, że przed Polską stoją wyzwania wynikające z OPCAT (Protokół Fakultatywny do Konwencji w sprawie zakazu stosowania tortur oraz innego okrutnego, nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania, przyjęty przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku w dniu 18 grudnia 2002 r.)  Wśród nich wymienił m.in. dialog, skuteczną wymianę informacji pomiędzy poszczególnymi instytucjami, transparentność działania, ale także kwestię edukacji podnoszenia świadomości społecznej. – Istotą działalności KMPT powinno być nie tylko wpływanie na system „od góry” - poprzez zmienianie prawa, ale także przez działania edukacyjne od podstaw. Stąd tak ważne są tego typu spotkania – podkreślał prof. Zbigniew Lasocik.

- Apeluję do nas wszystkich, zróbmy wszystko aby Polska była pierwszym krajem, w którym całkowicie wyzbędziemy się tortur – zakończył swoje wystąpienie prof. Lasocik.

Zakłady karne i areszty śledcze

Problemy zdiagnozowane przez KMPT:

  • Prawa osób z niepełnosprawnością: bariery architektoniczne w jednostkach penitencjarnych (niestety, ze względu na zabytkową architekturę w niektórych placówkach trudno przeprowadzić zmiany, brakuje też funduszy);
  • Sytuacja osób z niepełnosprawnością intelektualną lub psychiczną przebywających w jednostkach penitencjarnych (temu problemowi poświęcono jedną z publikacji RPO);
  • Kwestie przeprowadzania kontroli osobistych: powinny być dokonywane dwuetapowo, najpierw poprzez zdjęcie górnej części odzieży, a następnie dolnej. RPO wciąż upomina się, aby decyzja o przeprowadzeniu kontroli osobistej mogła zostać zaskarżona;
  • Nie wszędzie w odpowiedni sposób jest zapewniony dostęp do informacji publicznej;
  • Niewystarczająca powierzchnia cel mieszkalnych przypadająca na jednego osadzonego – w Polsce to 3 metry kwadratowe na osadzonego, w Europie minimum 4, KMPT apelował aby przynajmniej w przypadku osób z niepełnosprawnością intelektualną lub psychiczną ten standard był większy, niestety Ministerstwo Sprawiedliwości nie prowadzi zmian w tym zakresie;
  • Niedostateczna liczba psychologów w jednostkach penitencjarnych i zbyt duże obciążenie pracą (na jednego psychologa przypada nawet 200 osadzonych);
  • Niewielka oferta zajęć kulturalnych kierowana do osób tymczasowo aresztowanych.

Maciej Augustyniak z Fundacji „Polska bez Barier” (przedstawiciele organizacji brali udział w wizytacjach KMPT pod względem dostosowania jednostek penitencjarnych do potrzeb osób z niepełnosprawnościami) zwrócił uwagę, że zakłady karne i areszty śledcze powinny być nie tylko dostosowywane do potrzeb osób z niepełnosprawnością ruchową, ale także sensoryczną. Czasem wystarczyłaby np. możliwość skorzystania z tłumacza migowego czy umożliwienie skorzystania z pętli indukcyjnej. Zalecał, by tego typu rozwiązania były wykorzystywane także przez inne instytucje publiczne, w tym RPO. Adam Bodnar przyznał, że Biuro RPO stara się odpowiadać na tego typu potrzeby obywateli.

Jeden z sędziów penitencjarnych zwrócił uwagę na kwestię przeprowadzania kontroli osobistych osób pozbawionych wolności. Jak zaznaczył, w tym przypadku niezbędna byłaby zmiana już na poziomie kodeksowym. Wskazywał też, że bardzo ważne jest zwiększenie nakładów finansowych na służbę więzienną, bez tego niemożliwa będzie skuteczna modernizacja – w większości zabytkowych – zakładów karnych, czy budowa nowych jednostek.

W tym kontekście prof. Zbigniew Lasocik zwrócił uwagę, że kwestia metrażu przypadającego na jednego osadzonego nie zależy tylko od budowania kolejnych więzień, ale od prowadzenia racjonalnej polityki karnej. W jego ocenie, w Polsce w zakładach karnych i aresztach śledczych powinno przebywać ok. 40 tys. osób, tymczasem jest to blisko 70 tys. Wynika to ze zbyt represyjnej polityki karnej państwa.

Domy pomocy społecznej i szpitale psychiatryczne

Od 2008 r. KMPT przeprowadziło wizytacje w 155 domach pomocy społecznej.

Problemy stwierdzone przez KMPT podczas wizytacji w DPS:

  • Ograniczenia kontaktu ze światem zewnętrznym np. zakaz wychodzenia poza teren placówki. Problem może zostać rozwiązany np. poprzez wyposażanie mieszkańców w GPS, albo dużo tańsze – smycze czy opaski zawierające adres placówki. Decyzja o tym, że mieszkaniec może samodzielnie wychodzić powinna być podejmowana po konsultacji z lekarzem;
  • Przeszukiwanie rzeczy i pokoi mieszkańców, w tym ich zakupów;
  • Nakładanie kar na mieszkańców, w tym np. ograniczenia w dostępie do posiadanych środków pieniężnych. Żadna ustawa nie pozwala na stosowanie kar czy dyscyplinowanie mieszkańców;
  • Kwestie związane z nadużywaniem alkoholu przez mieszkańców DPS;
  • Powierzanie roli opiekuna prawnego mieszkańca DPS, pracownikowi tej placówki.
  • Niedostateczna opieka psychologiczna kierowana do mieszkańców DPS;
  • Stosowanie monitoringu wizyjnego, czasem nawet w pokojach mieszkalnych, a żadna z ustaw nadal nie reguluje tych kwestii;
  • Angażowanie mieszkańców DPS do czynności higienicznych, czy stosowania środków przymusu bezpośredniego w stosunku do innych mieszkańców placówki;

Problemy stwierdzone przez KMPT podczas wizytacji w szpitalach psychiatrycznych:

  • Niedofinansowanie oddziałów psychiatrycznych.
  • Brakuje miejsc, pacjenci umieszczani są na korytarzach, brak odpowiedniego dostępu do łóżka pacjenta (powinien on być zapewniony z trzech stron łóżka), w takich warunkach odbywa się obchód lekarski, to nie zapewnia odpowiedniej intymności.
  • Brakuje przepisów dotyczących konwojowania pacjentów. Mogą być np. przewożeni środkami transportu publicznego.
  • W niektórych placówkach przymus bezpośredni np. w postaci unieruchomienia jest stosowany na żądanie pacjenta np. gdy przeczuwa on, że zbliża się atak. Jednak zdaniem psychiatrów taka sytuacja nie powinna mieć miejsca, bo przecież ta osoba kiedyś wyjdzie z placówki. Jak w takiej sytuacji – zbliżającego się ataku - będzie zachowywała się w domu? Pacjent musi nauczyć się radzić sobie w tego typu przypadkach bez unieruchamiania. Często do stosowania przymusu bezpośredniego jest angażowana niewystarczająca liczba osób. Powinno zawsze brać w niej udział 5 osób.
  • Brak przepisów dotyczących stosowania monitoringu wizyjnego w tego typu miejscach.
  • Ważne jest umieszczanie przy łóżkach tzw. instalacji przyzywowej, która jest bardzo istotna w przypadku osób z niepełnosprawnościami.

Jeden z dyrektorów DPS wskazywał, że liczba domów pomocy społecznej wyznaczonych dla osób z problemem alkoholowym jest zdecydowanie niewystarczająca. Podkreślał, że istotnym problemem jest także wyznaczanie przez sąd pracowników DPS jako opiekunów prawnych mieszkańców. Odnosząc się do tej kwestii rzecznik Adam Bodnar zwrócił uwagę, że sędziowie tłumaczą, że przecież komuś muszą taką funkcję powierzyć. W opinii RPO jest to problem systemowy. Należałoby go rozwiązać w sposób kompleksowy na poziomie ustawowym np. poprzez stworzenie możliwości wyznaczania takich opiekunów w sposób podobny jak dzieje się to przy wyłanianiu ławników.

Jedna z uczestniczek debaty zwracała uwagę na problem agresji u mieszkańców. – Często boimy się o bezpieczeństwo innych pensjonariuszy, ale także samych pracowników. Kierujemy doniesienia do prokuratury, ale postępowania są umarzane, bo często są to osoby z niepełnosprawnością umysłową, czy psychiczną – wskazywała.

Przedstawicielka Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego zwróciła uwagę na kwestię zabezpieczania mieszkańców poprzez np. przywiązywanie ich do krzeseł, czy ograniczanie pewnych ruchów, tak aby sami nie wyrządzili sobie krzywdy. Często jest to robione za pomocą prześcieradeł czy rozciągających się rajstop. – Doskonale zdajemy sobie sprawę, że niektóre osoby nie są w stanie utrzymać się w danej pozycji. Ale tego typu podtrzymanie powinno być wykonywane w sposób profesjonalny np. poprzez siedziska czy pionizatory. Inaczej nigdy nie mamy pewności, czy ktoś się np. nie osunie i nie udusi pończochą – zauważyła dyrektorka KMPT Justyna Róża Lewandowska. Pokreśliła, że KMPT stale monitoruje także prywatne domy opieki i im też wydaje odpowiednie zalecenia.

Przedstawiciel Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wskazywał, że aktualnie toczą się prace legislacyjne dotyczące m.in. uregulowania kwestii wychodzenia poza teren placówki przez mieszkańców domów pomocy społecznej. Obecnie propozycje te dążą do tego, aby decyzje o możliwości wyjścia były podejmowane przez sąd. Zmiany będą dotyczyły także możliwości spożywania alkoholu na terenach domów pomocy społecznej. Będzie to dopuszczone w niektórych typach placówek. Oba projekty przeszły już przez etap konsultacji społecznych. Przedstawiciel MRPiPS podkreślał także, że najważniejszą rolę w całym systemie odgrywają sami pracownicy domów pomocy społecznej, dlatego szczególny nacisk powinnien zostać położony na ich przygotowanie zawodowe.

Pomieszczenia dla osób zatrzymanych, ośrodki dla cudzoziemców

Problemy w jednostkach Policji:

  • Likwidowanie izb wytrzeźwień i przerzucanie wynikających z tego obowiązków na funkcjonariuszy Policji (tymczasem pomieszczenia dla osób zatrzymanych nie są dostosowane do przetrzymywania osób nietrzeźwych. Nie ma tam lekarzy);
  • Niewystarczająca obsada PdOZ;
  • Przeprowadzanie kontroli osobistych. Powinny być realizowane dwuetapowo;
  • Kwestia przeprowadzania rzetelnych badań lekarskich przy przyjmowaniu do PdOZ (żeby móc udowodnić, że stan zdrowia osoby zatrzymanej nie pogorszył się w PdOZ, potrzebne byłyby badania wstępne – obligatoryjne dla wszystkich osób przyjmowanych do PdOZ, a nie tylko dla wybranych grup jak jest to obecnie);
  • Dostęp do adwokata dla nieletnich przebywających w policyjnych izbach dziecka; w spotkaniach z pełnomocnikiem nie powinni brać udziału funkcjonariusze Policji.

Strzeżone ośrodki dla cudzoziemców

  • Umieszczanie dzieci w ośrodkach dla cudzoziemców (ostatnio w tej kwestii wypowiedział się Europejski Trybunał Praw Człowieka, wskazując, że pobyt nieletnich w tego typu ośrodkach nie powinien być długotrwały);
  • Do ośrodków trafiają często ofiary tortur, do takich sytuacji w ogóle nie powinno dochodzić, powoduje to powiem ich wtórną wiktymizację.

Przedstawiciel Straży Granicznej wskazywał, że obecnie przygotowywany jest program – w porozumieniu z Fundacją Dajemy Dzieciom Siłę – którego celem będzie skuteczniejsza identyfikacja dzieci, które były ofiarami przemocy. Przyznał też, że trwają szkolenia funkcjonariuszy na temat Protokołu Stambulskiego, co pozwoli na odpowiednio szybkie identyfikowanie ofiar przemocy.

Przedstawiciele izb wytrzeźwień wskazywali, że ogromnym problemem są osoby w kryzysie bezdomności, które trafiają do tego typu placówek. Ze względu na skalę zjawiska stają się one wręcz pewnego rodzaju noclegowniami dla osób bezdomnych. Przy okazji reprezentant płockiej izby wytrzeźwień podziękował RPO za stworzenie Komisji Ekspertów ds. Przeciwdziałania Bezdomności. W jego opinii ten problem wymaga bowiem kompleksowego podejścia.

Ośrodki dla nieletnich

Problemy stwierdzone przez KMPT podczas wizytacji:

  • Potrzebna jest nowa ustawa, brakuje bowiem wielu przepisów np. dotyczących przeprowadzania testów na obecność alkoholu, czy narkotyków;
  • Nieletnie matki w Młodzieżowych Ośrodkach Wychowawczych, którym w niektórych placówkach odbierane są dzieci;
  • Przeprowadzanie kontroli osobistych nie jest uregulowane w przepisach ustawowych;
  • Stosowanie monitoringu wizyjnego w MOW-ach, bez odpowiednich podstaw prawnych;
  • Kwestia stosowania kar, często to cała grupa wychowanków jest karana.

Dyrektorka jednego z MOW mówiła o problemie, jakim jest nadużywanie alkoholu czy środków psychoaktywnych przez podopiecznych. Zwracała uwagę, że w takich sytuacjach pracownicy MOW muszą podejmować określone działania. – Tak jak własnym dzieciom im także musimy stawiać pewne granice – wskazywała. Przyznała, że jasne przepisy znacznie ułatwiłyby funkcjonowanie tych placówek.

Wiceprezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych Ewa Janiuk mówiła o problemie nieletnich matek. Wskazywała, że ta kwestia jest szczególnie newralgiczna, bo dotyczy dziewcząt w bardzo trudnych sytuacjach, które powinny liczyć na szczególne wsparcie w tym okresie swojego życia.

Podsumowanie

- Problemy, o których dziś mówiliśmy wynikają w wielu przypadkach z braku odpowiednich rozwiązań prawnych, ale nie zapominajmy, że ich źródłem są często także niewłaściwe praktyki. Wszyscy powinniśmy o tym pamiętać i temu zapobiegać – mówiła zastępczyni rzecznika praw obywatelskich Hanna Machińska. - Pamiętajmy też, że często w natłoku codziennych obowiązków umykają nam małe problemy, które w dłuższej perspektywie czasu stają się wyjątkowo uciążliwe. Starajmy się zwracać na to uwagę i eliminować nawet te drobne niedogodności – wskazywała.

- Państwo są dla nas ważnym partnerem. To od Was zależy bardzo dużo. Liczymy, że będziecie wskazywać nam problemy, z którymi stykacie się w swojej codziennej pracy, tak abyśmy wspólnie mogli poszukiwać dla nich najlepszych rozwiązań – podkreślała Hanna Machińska.

O dokumencie "Polityka społeczna wobec osób starszych 2030” - posiedzenie Komisji Ekspertów ds. Osób Starszych

Data: 2018-04-13

Głównym tematem obrad Komisji Ekspertów ds. Osób Starszych był rządowy dokument pt. „Polityka społeczna wobec osób starszych 2030. Bezpieczeństwo. Uczestnictwo. Solidarność”.

Eksperci ze szczególną uwagą przyglądali się zapisom strategii pod kątem zaspokajania potrzeb seniorów, respektowania ich praw i zapewnienia im uczestnictwa w życiu społecznym. Zwrócili uwagę m.in. na niewskazanie źródeł finansowania proponowanych rozwiązań, rozbieżność pomiędzy wiekiem określającym osobę starszą a wiekiem przejścia na emeryturę, a także na używanie zwrotów i sformułowań, które są niezgodne z Konwencją ONZ o prawach osób niepełnosprawnych i brak informacji o ewaluacji działań z lat 2014-2017 stanowiących realizację „Założeń Długofalowej Polityki Senioralnej”.

W oparciu o przeprowadzoną dyskusję zostanie przygotowane opracowanie zawierające wszystkie zgłoszone przez Komisję uwagi i wnioski.

Na spotkaniu dr Hanna Machińska, zastępczyni RPO, wręczyła powołania nowym członkom Komisji. Do grona ekspertów dołączyli: dr Rafał Bakalarczyk, Jacek Kwiatkowski, Mirosława Wojciechowska-Szepczyńska, Irena Wóycicka.

Aktualny skład Komisji Ekspertów ds. Osób Starszych jest dostępny w zakładce: Komisja Ekspertów ds. Osób Starszych

 

 

 

 

Dr Siergiej Kowalow otrzymał tytuł doktora honoris causa UW

Data: 2018-03-14

Dr Siergiej Kowalow, biofizyk, obrońca praw człowieka i działacz polityczny, otrzymał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 70. został skazany na siedem lat obozu i trzy lata wygnania za działalność przeciwko władzom ZSRR. Był przewodniczącym Komitetu Praw Człowieka w Rosji na początku lat 90. Relacjonował wojnę w Czeczenii. 

W uroczystości nadania tytułu wziął udział rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.

 

List gratulacyjny RPO:

Z najwyższą radością i satysfakcją przyjąłem wiadomość o uhonorowaniu Pana przez Senat Uniwersytetu Warszawskiego godnością Doktora Honoris Causa. Proszę przyjąć moje serdeczne gratulacje i wyrazy uznania.

Niech mi wolno będzie przy tej okazji wyrazić opinię, że jest Pan dzisiaj dla świata, dla wielu Rosjan i Polaków, jednym z najważniejszych symboli wytrwałej walki o prawa człowieka, jak również przykładem odwagi i konsekwencji w przeciwstawianiu się autorytarnym zapędom władzy. Na podkreślenie zasługują Pana wysiłki na rzecz zapewnienia suwerenności wielu narodów.

Wszystko to, co robi Pan dla obywateli, Pana niezwykłe zaangażowanie i przywiązanie do wartości, stanowi dla nas wielką inspirację. Dowodzi bowiem, że w każdych warunkach społecznych i politycznych można skutecznie walczyć o ludzką godność, stanowczo reagować na nadużycia władzy i bronić prześladowanych.    

Proszę przyjąć życzenia dobrego zdrowia i jeszcze wielu, wielu osiągnięć, które tak dobrze służą ludziom.

 

WSA wyda wyrok ws. opłat za odholowywanie źle zaparkowanych aut w stolicy z 2016 r.

Data: 2018-03-08

8 marca Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wyda wyrok ze skargi Rzecznika Praw Obywatelskich na wysokość opłat w Warszawie w 2016 r. za odholowywanie źle zaparkowanych aut na strzeżony parking.

To jedna z kilku skarg Adama Bodnara na wysokość tych opłat. RPO podkreśla, że ich ustalenie powinno zależeć od rzeczywistych kosztów usług odholowania pojazdów i przechowywania ich na parkingach, świadczonych przez firmy z danego powiatu. Tymczasem rady w wielu miastach ustalają stawki, które nawet kilkukrotnie przekraczają koszt tych usług.

W tym przypadku RPO zaskarżył uchwałę Rady m.st. Warszawy z 26 listopada 2015 r. Ustalała ona wysokość opłat w 2016 r. za usunięcie pojazdu z drogi i przechowywanie go na parkingu. Koszt odholowania pojazdów o masie do 3,5 ton wynosił 478 zł, a powyżej 16 ton - 1247 zł. Koszt  ich przechowywania to - odpowiednio - 37 zł i 132 zł za dobę. Stawki te były niższe tylko o 2 zł od dopuszczalnego maksymalnego poziomu, który corocznie określa Minister Finansów.

RPO uznał te stawki za arbitralne, a uchwałę - za wydaną z istotnym naruszeniem prawa. Wniósł o stwierdzenie nieważności tych przepisów.

Zgodnie z ustawą Prawo o ruchu drogowym, wysokość stawek ma być wyznaczana m.in. z uwzględnieniem kosztów usług holowania i  przechowywania pojazdów w danym powiecie. RPO zarzucił Radzie, że nie ustaliła relacji  takich kosztów do wysokości swych stawek. Informacji o tym nie ma ani w uzasadnieniu projektu uchwały, ani w protokole sesji Rady - wskazał RPO.

RPO argumentował ponadto, że Rada nie wyjaśniła jednoznacznie, dlaczego stawki ustaliła niemal na maksymalnym dopuszczalnym poziomie. Uzasadnienie projektu wskazywało jedynie, że takie stawki oznaczałyby utrzymanie dochodów do budżetu miasta na poziomie 2015 r. (czyli 6,8-7 mln zł). Zdaniem Adama Bodnara, można z tego wnosić, że przy wyznaczaniu opłat Rada kierowała się względami fiskalnymi. Tymczasem Prawo o ruchu drogowym nie zna przesłanki zapewnienia jak najwyższych wpływów do budżetu miasta przy określaniu tych stawek - zaznaczył RPO.

Kolejnym zarzutem RPO było naruszenie zakazu niedziałania prawa wstecz. Uchwała została bowiem opublikowana w dzienniku urzędowym woj. mazowieckiego 12 stycznia 2016 r.,  choć z jej treści wynika, że wchodzi w życie 1 stycznia 2016 r.

14 marca WSA ma wydać wyrok ze skargi RPO na uchwałę stołecznej Rady ws. wysokości tych opłat  w 2017 r.  RPO skarży także podobne uchwały rad innych miast, w których również nie uwzględniano kosztów odholowywania pojazdów na obszarze powiatu. Wojewódzkie sądy administracyjne uwzględniły kilka tych skarg. Nieważność odpowiedniej uchwały z Łodzi stwierdził zaś w 2017 r. Naczelny Sad Administracyjny, który podzielił zarzuty RPO.

V.511.365.2016

 

Dobre praktyki samorządów w zakresie wsparcia osób z niepełnosprawnością zaprezentowano podczas gali konkursu „Samorząd Równych Szans”

Data: 2018-02-27

- Nawet przy najlepszych rozwiązaniach ustawowych pełne wdrożenie Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych nie będzie możliwe bez zaangażowania, otwartości oraz innowacyjności samorządów – powiedziała zastępczyni RPO Sylwia Spurek podczas gali konkursu "Samorząd Równych Szans". Konkurs organizowany jest przez Fundację Instytut Rozwoju Regionalnego pod honorowym patronatem Rzecznika Praw Obywatelskich.

Dr Sylwia Spurek podkreśliła że zbudowanie rozwiązań zapewniających nowoczesny system wsparcia osób z niepełnosprawnościami wymaga aktywności na wielu polach i poziomach działania: od samorządu lokalnego, tworzącego własne narzędzia i programy, po rozwiązania ustawowe. W tym zakresie RPO aktywnie podejmuje wiele inicjatyw, również we współpracy z organizacjami pozarządowymi działającymi na rzecz osób z niepełnosprawnościami. Z obserwacji Biura RPO wynika, że część samorządów nie urzeczywistnia jeszcze w pełni podejścia do niepełnosprawności zawartego w Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych. W swojej działalności, poza wykonywaniem zadań ustawowych wynikających m.in. z ustawy o pomocy społecznej, władze lokalne zbyt często skupiają się na inicjatywach polegających na organizacji specjalnych imprez lub festiwali dla osób z niepełnosprawnościami. W tym kontekście ważne jest pokazywanie przykładów działań, które w sposób realny zapewniają osobom z niepełnosprawnościami równe szanse w funkcjonowaniu w społeczności. Jest to zarówno docenienie działań laureatów, jak i przedstawienie kierunku, w jakim powinniśmy dążyć w celu przyjęcia nowego systemu wsparcia osób z niepełnosprawnościami.

Jak zaznaczył Aleksander Waszkielewicz, Prezes FIRR, należy z dużą radością odnotować wzrost liczby wniosków konkursowych odnoszących się do tak ważnych dla możliwości prowadzenia przez osoby z niepełnosprawnościami niezależnego życia działań jak mieszkalnictwo wspomagane czy asystencja osobista. Ważne jest także pojawienie się działań mających zapewnić możliwość przerwy regeneracyjnej dla rodzin osób potrzebujących intensywnego wsparcia.

W tym roku wręczono złotą statuetkę, przyznawaną samorządowi, który po raz trzeci został laureatem konkursu. Otrzymało ją Miasta Gdańsk - za „Gdański model deinstytucjonalizacji usług na rzecz osób z zaburzeniami psychicznymi”.

Nagrodę specjalną otrzymał dr Krzysztof Kurowski z Zespołu ds. Równego Traktowania Biura Rzecznika Praw Obywatelskich za wkład i zaangażowanie w kształtowanie dostępnego dla osób z niepełnosprawnościami środowiska lokalnego i konsekwentnie szerzenie idei niezależnego życia. Nagrodę wręczyli przedstawiciele organizacji pozarządowych działający na rzecz osób z niepełnosprawnościami. 

 

O stworzeniu miejskiej karty praw osób bezdomnych. Posiedzenie Komisji Ekspertów ds. Przeciwdziałania Bezdomności

Data: 2018-02-21

Wprowadzenie w Polsce miejskiej karty praw osób bezdomnych było głównym tematem kolejnego posiedzenia Komisji Ekspertów ds. Przeciwdziałania Bezdomności. Jest to dokument, który zawiera szereg zobowiązań organów władz publicznych do przestrzegania podstawowych praw osób dotkniętych bezdomnością. Został przygotowany przez Housing Rights Watch i European Federation of National Organisations Working with the Homeless (FEANTSA). Projekt ten jest funkcjonuje już niektórych europejskich miastach m.in. Barcelonie. Karta została przetłumaczona na język polski.

Członkowie komisji ekspertów dyskutowali nad rozpoczęciem  kampanii  promującej ideę karty praw osób bezdomnych  w Polsce. Zastanawiali się jakie kwestie należałoby w tym dokumencie zmienić, aby dostosować go do polskich warunków.

Przy okazji stworzenia karty praw osób bezdomnych, warto byłoby powołać miejskich (powiatowych) rzeczników praw osób bezdomnych, którzy czuwaliby nad przestrzeganiem praw zapisanych w karcie, a także byliby swoistego rodzaju koordynatorami usług na szczeblu samorządu na rzecz osób dotkniętych bezdomnością.

Duńscy studenci z wizytą w Biurze RPO

Data: 2018-02-19

Zastępczyni RPO dr Sylwia Spurek oraz pracownicy Biura RPO spotkali się ze studentami Wydziału Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Kopenhaskiego oraz NOHA UW - programu studiów magisterskich z zakresu pomocy humanitarnej na Uniwersytecie Warszawskim. Głównym tematem rozmowy były kwestie dotyczące działalności Rzecznika Praw Obywatelskich w zakresie ochrony zdrowia.

Spotkanie odbyło się przy okazji organizowanego na Uniwersytecie Warszawskim Global Health Week. To cykl wykładów, warsztatów oraz wizyt studyjnych, skupiających się m.in. na tematach z zakresu opieki zdrowotnej, prawa do zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego, ochrony praw osób zakażonych wirusem HIV oraz dostępu uchodźców do świadczeń opieki zdrowotnej.

RPO z okazji 60-lecia czasopisma „Więź”

Data: 2018-02-19

Zastępczyni RPO Hanna Machińska wzięła udział w uroczystości z okazji 60-lecia „Więzi” – katolickiego kwartalnika społeczno-kulturalnego, wydawanego od 1958 r. W okresie PRL środowisko czasopisma miało swój udział w tworzeniu opozycji demokratycznej. Pierwszym redaktorem naczelnym pisma był Tadeusz Mazowiecki.

Z okazji jubileuszu gratulacje redakcji „Więzi” przekazał rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.

 

List gratulacyjny RPO dla czasopisma „Więź”

Szanowny Panie Redaktorze,

Pragnę na ręce Pana, całej Redakcji i wszystkich Współpracowników „Więzi” złożyć serdeczne gratulacje i wyrazy najwyższego szacunku z okazji pięknego jubileuszu 60-lecia pisma.

Nie jest przypadkiem, że „Więź” zawsze starała się być ośrodkiem, który ożywia intelektualne życie polskiego katolicyzmu, czyni go otwartym na przemiany i współczesną kulturę. Jej redaktorzy naczelni, od Tadeusza Mazowieckiego po Zbigniewa Nosowskiego, stanowią bowiem grupę ludzi wyjątkowych, łączących wysokie walory intelektualne z pasją działania i poczuciem misji.

Dzieje pisma mogą być dzisiaj symbolem i uosobieniem polskich przemian. Przykładem tego, jak mądrze wykorzystywać historyczne chwile i sprzyjające okoliczności, jak uczyć się dialogu i współpracy, czy jak okazywać szacunek inaczej myślącym. A jednocześnie jak inspirować zmiany w Ojczyźnie, skutecznie walczyć o wolność obywateli i suwerenność państwa. W okresie PRL środowisko „Więzi” miało bowiem swój znaczący udział w tworzeniu opozycji demokratycznej i ruchu „Solidarność”, a w III RP było w tym nurcie przemian, który uczynił nas pełnoprawnym członkiem europejskiej rodziny.

Z najwyższą satysfakcją pozwolę sobie przypomnieć, że to właśnie „Więź” była laureatem pierwszej w historii nagrody Rzecznika Praw Obywatelskich im. Pawła Włodkowica, wręczonej w 2006 roku przez dr Janusza Kochanowskiego. Wyróżnienie to przyznawane jest za konsekwentne „występowanie w obronie podstawowych wartości i prawd, nawet wbrew zdaniu i poglądom większości”. W 2017 r. laureatem nagrody został prof. Adam Strzembosz. Myślę, że mamy tu do czynienia z pewną symboliczną więzią łączącą te dwie nagrody na przestrzeni 11 lat, mówiącą o tym, że nic nie jest dane raz na zawsze, i także dzisiaj potrzebujemy odwagi i działania ludzi ceniących wolność, demokrację, praworządność.

Cieszę się też, że temat jubileuszowej debaty organizowanej przez „Więź” dotyczy patriotyzmu. Jak ocalić dla przyszłości te piękne uczucia względem Ojczyny, które obecnie zbyt często ulegają ideologicznym i propagandowym nadużyciom, mieszają się z ksenofobią, nietolerancją czy skrajnym nacjonalizmem.  

Życzę Państwu kolejnych dziesięcioleci działalności i sukcesów, a także intelektualnych inspiracji, które przynoszą tak wiele pożytku, nie tylko ludziom wierzącym. 

Adam Bodnar

 

SN: sąd nie może zakazać prowadzenia aut nietrzeźwemu rowerzyście

Data: 2018-02-16

Nietrzeźwemu rowerzyście sąd nie może zakazać prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych - orzekł Sad Najwyższy, uwzględniając kasację  Rzecznika Praw Obywatelskich.

Rzecznik złożył ją w sprawie obywatela, który za kierowanie w 2016 r. rowerem w stanie nietrzeźwości został ukarany wyrokiem nakazowym 300 zł grzywny i półrocznym zakazem prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. Wyrok uprawomocnił się wobec niewniesienia sprzeciwu przez obwinionego.

Zgodnie z art. 87 ust. 4 Kodeksu wykroczeń, w takiej sytuacji zakaz taki można orzec tylko wobec pojazdów inne niż mechaniczne - podkreślił w kasacji Rzecznik.

15 lutego SN uznał, że orzekając wobec obwinionego zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych, Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi-Północ dopuścił się „rażącej obrazy” art. 87 ust. 4 Kw.

SN zwrócił w tej części sprawę sądowi rejonowemu. Zalecił mu, aby rozpoznając ją ponownie, orzekł o zakazie prowadzenia  pojazdów zgodnie z tym artykułem Kw.

SN rozpoznał kasację w niecały miesiąc od jej wniesienia na posiedzeniu niejawnym bez udziału stron, uznając ją za całkowicie zasadną.

Komentarz Marka Łukaszuka, dyrektora zespołu prawa karnego Biura RPO:

Sąd Najwyższy  w pełni podzielił racje kasacji, która była klasyczną kasacją proobywatelską Rzecznika. Warto podkreślić, że zmierzała ona nie tylko do uchylenia wadliwego orzeczenia, ale miała też swoisty walor edukacyjny dla sądów powszechnych.

II.511.258.2017

 

Opis statystyczny

II.511.258.2017 z 19 stycznia 2018 r. – kasacja dotycząca niewłaściwego zastosowania i orzeczenia wobec obwinionego środka karnego. Wyrokiem nakazowym Sąd Rejonowy uznał obwinionego za winnego tego, że na drodze publicznej w ruchu lądowym naruszył zasady przewidziane w art. 45 ust. 1 pkt 1 Prawa o ruchu drogowym w ten sposób, że będąc w stanie nietrzeźwości kierował rowerem, a tym samym dopuścił się wykroczenia z art. 87 § 1a Kodeksu wykroczeń. Sąd wymierzył mu karę grzywny w wysokości 300 złotych oraz orzekł wobec niego środek karny w postaci 6 miesięcy zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. Rzecznik Praw Obywatelskich zauważył, że zgodnie z art. 87 § 4 Kodeksu wykroczeń można orzec zakaz prowadzenia pojazdów innych niż mechaniczne. Oznacza to, że Sąd Rejonowy orzekając wobec obwinionego, na podstawie wskazanego przepisu, środek karny w postaci zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych, określił treść środka karnego w sposób sprzeczny z przepisem, co stanowiło jego rażące naruszenie, które miało istotny wpływ na treść wydanego orzeczenia. Kasacja uwzględniona (wyrok z 15 lutego 2018 r., sygn. akt II KK 30/18). Sąd Najwyższy podzielił stanowisko Rzecznika i uznał, że Sąd Rejonowy dopuścił się rażącej obrazy art. 87 § 4 Kodeksu wykroczeń.

 

Posiedzenie Komisji Ekspertów ds. Osób z Niepełnosprawnościami

Data: 2018-02-13

Założenia „Nowego Systemu Wsparcia Osób z Niepełnosprawnościami” były jednym z tematów posiedzenia Komisji Ekspertów ds. Osób z Niepełnosprawnościami w Biurze RPO. Szczegóły przedstawił dr Paweł Kubicki ze Szkoły Głównej Handlowej.

Uczestnicy spotkania omówili także program „Dostępność plus – przyjazna Polska” oraz Strategię na rzecz Osób Niepełnosprawnych na lata 2018-2030.

Dr Jarosław Zbieranek z Biura RPO przedstawił zmiany w prawie wyborczym, które dotyczą osób z niepełnosprawnością. To m.in. dzięki uwagom zgłaszanym przez Rzecznika Praw Obywatelskich podczas procesu legislacyjnego udało się zachować możliwość głosowania korespondencyjnego dla osób z niepełnosprawnościami.

Sukces RPO przed NSA - mieszkańcy Radiowa z szansą na czystsze powietrze

Data: 2018-02-12

Mieszkańcy warszawskiego  Radiowa z szansą na czystsze powietrze. 12 lutego Naczelny Sąd Administracyjny podtrzymał wyroki nakazujące ponowne zbadanie przez inspekcję ochrony środowiska, czy wstrzymać dwie  instalacje tamtejszego zakładu odpadów komunalnych MPO. Przed sądami mieszkańców wspierał Rzecznik Praw Obywatelskich.

Obywatele skarżą się na uciążliwe zapachy; powołując się na dolegliwości zdrowotne, w tym: nudności, kaszel, omdlenia. W Polsce nie ma ustawy określającej uciążliwość zapachową  powietrza, co sprawia, że formalnie nie można określić, jaki jej poziom jest dopuszczalny i tym samym bezpieczny dla zdrowia ludzi. Wprowadzenia takich standardów od dawna  domaga się RPO.

W 2017 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uwzględnił skargę Stowarzyszenia „Czyste Radiowo” (do której przyłączył się RPO) na  umorzenie sprawy wstrzymania działalności instalacji do mechaniczno-biologicznego przetwarzania odpadów komunalnych. WSA uznał też skargę RPO na umorzenie postępowania w sprawie wstrzymania instalacji kompostowni odpadów zielonych na tym składowisku.

WSA zgodził się z RPO, że organy dokonały błędnej wykładni art. 364 ustawy Prawo ochrony środowiska. Ocenił, że podstawą wstrzymania działalności może być już samo zagrożenie dla zdrowia ludzkiego, a nie - jak wskazywały organy -  jedynie skutek w postaci chorób. Według WSA zdrowie, o którym mowa w ustawie, należy rozumieć nie tylko jako zdrowie fizyczne - jak uczyniły organy ochrony środowiska - ale także psychiczne.

MPO złożyło w obu sprawach skargi kasacyjne. Zgodnie ze stanowiskiem RPO, żaden zarzut skarg nie został uznany za zasadny. W ustnych motywach NSA  podzielił zdanie Rzecznika, że pod pojęciem środowiska rozumieć należy także życie i zdrowie ludzi. Uznał, że w ramach postępowania trzeba badać wpływ działalności na zdrowie psychiczne ludzi.

NSA nie zgodził się ze stanowiskiem MPO, by art. 364 ustawy nie miał charakteru prewencyjnego. Ponadto NSA  wskazał, że dla oceny zagrożenia dla życia lub zdrowia ludzi, ma wpływ czy dana działalność  jest prowadzona na podstawie ważnego pozwolenia (jedna z instalacji nie ma ważnego tzw. pozwolenia zintegrowanego).

Obie sprawy wracają do Mazowieckiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska.

Komentarz Łukasza Kosiedowskiego, pracownika Biura RRPO, pełnomocnika Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie:

Biuro RPO mierzy się z problemem uciążliwości zapachowej odpadów od lat. Kiedy występowaliśmy w takich sprawach do różnych organów ochrony środowiska, zawsze otrzymywaliśmy odpowiedź: „Nie ma norm emisji odoru; nic nie można zrobić”. Teraz sąd powiedział, że choć nie ma norm, to nie znaczy, że można umyć ręce, bo jest ogólny przepis prawa ochrony środowiska, pozwalający na wstrzymanie działalności, która  powoduje zagrożenie dla zdrowia lub życia ludzi.

To nie oznacza oczywiście, że RPO przestanie starać się o stworzenie norm emisji odorów (robi to już od przeszło 10 lat). To, co powiedział sąd sprawia, że choć tych norm obecnie nie ma, osoby narażone na uciążliwości zapachowe mają szansę otrzymać pomoc od organów ochrony środowiska.

O prawach osób z niepełnosprawnościami z przedstawicielami Republikańskiego Instytutu Kształcenia Zawodowego

Data: 2018-02-07

Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar oraz pracownicy Biura RPO spotkali się z przedstawicielami Republikańskiego Instytutu Kształcenia Zawodowego (RIPO ) w Mińsku, który zajmuje się prawami osób z niepełnosprawnością.

Wizyta gości z Białorusi odbyła się na zaproszenie przewodniczącego parlamentarnego Zespołu ds. Osób Niepełnosprawnych senatora Jana Libickiego. Celem spotkania była wymiana doświadczeń  i wiedzy na temat systemów wsparcia osób z niepełnosprawnościami w obu krajach. Rozmawiano m.in. o kwestiach związanych z wdrażaniem konwencji ONZ o prawach osób niepełnosprawnych. Wcześniej członkowie białoruskiej delegacji spotkali się m.in. z przedstawicielami Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

Trybunał Konstytucyjny w sprawie zakresu uprawnień budowlanych

Data: 2018-02-07
  • Zdaniem Trybunału Konstytucyjnego to w ustawie, a nie w rozporządzeniu powinien zostać wskazany zakres czynności w ramach uprawnień budowlanych, tam też muszą być określone wszelkie jego ograniczenia.
  • Do postępowania w tej sprawie przystąpił Rzecznik Praw Obywatelskich.

7 lutego 2018 r., Trybunał  Konstytucyjny rozpoznał sprawę (sygn. K 39/15), z wniosku Polskiej Izby Inżynierów Budownictwa dotyczącą zbadania zgodności upoważnienia ustawowego do uregulowania przez ministra w drodze rozporządzenia ograniczenia zakresu uprawnień budowlanych zawartego w art. 16 pkt 3 ustawy z dnia 7 lipca 1994 roku – Prawo budowlane.

W ocenie wnioskodawców przepis ten jest niezgodny z art. 65 ust. 1 w związku z art. 31 ust. 3 oraz art. 92 ust. 1 Konstytucji RP. Wnioskodawcy podnieśli także zarzut niezgodności z tymi normami konstytucyjnymi szeregu przepisów wydanego na podstawie art. 16 Prawa budowlanego rozporządzenia Ministra Infrastruktury i rozwoju z dnia 11 września 2014 roku w sprawie samodzielnych funkcji technicznych w budownictwie, jak również naruszenia przez te przepisy regulacji ustawowej zawartej w art. 14 ust. 1 pkt 3c oraz art. 16 ustawy Prawo budowlane.

Trybunał Konstytucyjny wskazał, że ograniczanie uprawnień budowlanych, stanowi ingerencję w konstytucyjną wolność wykonywania zawodu. Dla takiej materii Konstytucja zastrzega wyłączność ustawy. Rozporządzenie nie może w tym zakresie zastępować prawa budowlanego. W ustawie powinien zostać wskazany nie tylko pozytywny zakres czynności w ramach uprawnień budowlanych, ale muszą być również określone wszelkie jego ograniczenia, które są konieczne i uzasadnione w świetle kryteriów wymienionych w art. 31 ust. 3 Konstytucji.

Stanowisko RPO

Rzecznik przystąpił do tego postępowania, gdyż dotyczyło ono istoty konstytucyjnej wolności wykonywania zawodu gwarantowanej każdemu przez art. 65 ust. 1 Konstytucji RP, od której wyjątki mogą być określone jedynie w ustawie. Odnosząc się do tego zagadnienia konstytucyjnego Rzecznik odwołując się do wcześniejszego orzecznictwa Trybunału wskazał, iż przepisy określające zakres uprawnień budowlanych tj. kwalifikowanego potwierdzenia kompetencji do wykonywania przez architektów i inżynierów budownictwa samodzielnych funkcji technicznych w budownictwie, a więc wyznaczające podstawowe zasady wykonywania tych zawodów muszą być przynajmniej w najbardziej istotnych aspektach określone w akcie rangi ustawowej.

Konsekwentnie nie można także istotnie ograniczać zakresu tych uprawnień w rozporządzeniu bez jasnego ustawowego określenia wytycznych i zakresu wprowadzanych ograniczeń, gdyż jest to materia ustawowa. O ile za dopuszczalne uznać należy przekazanie doregulowania norm o charakterze technicznym na drodze rozporządzenia, to nie można jednak, jak w przypadku zaskarżonego upoważnienia ustawowego i wydanego na jego podstawie rozporządzenia, domniemywać zakresu tego przekazania. Rozporządzenie ma w świetle art. 92 ust. 1 Konstytucji RP jedynie wykonawczy charakter do ustawy i nie może modyfikować lub uzupełniać treści zastrzeżonych przez Konstytucję do regulacji ustawowej.

Trybunał podzielił stanowisko Rzecznika i orzekł o niekonstytucyjności zaskarżonych przepisów oraz umorzył postępowanie w zakresie, w jakim wydanie wyroku stało się zbędne wobec utraty mocy przepisów na skutek rozstrzygnięcia o niekonstytucyjności. Ze względu na to, iż natychmiastowe wyeliminowanie zaskarżonych przepisów pozbawiałoby treści przepisy określające zakres uprawnień budowlanych, co w oczywisty sposób mogłoby zagrozić planowanym i trwającym procesom inwestycyjnym, Trybunał – także na wniosek Rzecznika zgłoszony na rozprawie - odroczył jednocześnie termin utraty mocy prawnej zakwestionowanych przepisów o 12 miesięcy od dnia publikacji orzeczenia, aby ustawodawca mógł uchwalić w tym czasie nowe przepisy.

Opłaty za odholowywanie samochodów w Szczecinie – WSA uwzględnił skargę Rzecznika

Data: 2018-02-01
  •  Wysokość opłat za usuwanie i przechowywanie pojazdów usuniętych z drogi powinna odpowiadać realnym kosztom odholowywania. Wiele miast wskazuje jednak maksymalne stawki.
  • RPO zaskarżył uchwałę Rady Miasta Szczecin w tej sprawie. Wojewódzki Sąd Administracyjny przyznał rację Rzecznikowi.

Przepisy Prawa o ruchu drogowym przewidują ustalenie opłat za usuwanie i przechowywanie pojazdów usuniętych z drogi (np. na skutek niewłaściwego parkowania). Ich wysokość powinna być ustalona m.in. z uwzględnieniem kosztów usuwania i przechowywania pojazdów na obszarze danego powiatu.

Tymczasem, Rada Miasta w Szczecinie określiła stawki opłat bez sprawdzenia, jaka będzie ich relacja do wspomnianych kosztów. Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył (V.511.432.2017)  do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Szczecinie uchwałę Rady Miasta Szczecina w przedmiocie ustalenia wysokości opłat za usuwanie i przechowywanie pojazdów usuniętych z dróg na terenie Miasta Szczecina w 2017 r.

W uzasadnieniu skargi Rzecznik wykazał, że stawki przedmiotowych opłat zostały określone bez uwzględnienia ustawowego kryterium, jakim są koszty usuwania i przechowywania pojazdów na obszarze  Miasta Szczecina.

Sąd administracyjny uwzględnił skargę Rzecznika i wyrokiem z 1 lutego 2018 r., sygn. akt II SA/Sz  1314/17, stwierdził nieważność zaskarżonej uchwały. 

Wyrok jest nieprawomocny.

RPO na obchodach Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu

Data: 2018-01-29

Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar oraz zastępczyni RPO Hanna Machińska wzięli udział w obchodach Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu, które odbyły się przy Pomniku Bohaterów Getta w Warszawie.

W czasie uroczystości Marek Suski, szef gabinetu politycznego premiera Mateusza Morawieckiego, odczytał list Prezesa Rady Ministrów. - W Polsce nie ma miejsca na nienawiść, ani tym bardziej na jej promowanie – podkreśla premier.

O tym, że wzrasta skala mowy nienawiści mówiła natomiast prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Zaznaczyła, że na każdy przejaw tego zjawiska należy szybko i zdecydowanie reagować. Prezydent Warszawy podziękowała przy tym rzecznikowi praw obywatelskich Adamowi Bodnarowi za jego działania na rzecz przeciwdziałania mowie nienawiści i reagowanie w sytuacjach, gdy dochodzi do ataków na tle rasistowskim.

Uczniowie z Czosnowa z wizytą w Biurze RPO

Data: 2018-01-26

Ostatni dzień ferii uczniowie szkół podstawowych z podwarszawskiej gminy Czosnów postanowili spędzić w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Blisko 100 dzieci z klas 1-6 spotkało się z dr Hanną Machińską, zastępczynią rzecznika praw obywatelskich.

Uczniowie dowiedzieli się co to są prawa człowieka i obywatela, czym zajmuje się Rzecznik Praw Obywatelskich i jak może im pomóc. Rozmawiano o prawach i obowiązkach.

Na przykład Gabrysia chciała wiedzieć czy można przeczytać bez pozwolenia czyjś pamiętnik. Weronika pytała co zrobić gdy ktoś nam dokucza, a Ola czy nauczycielka od języka angielskiego miała prawo zadać za karę nauczenie się 20 nowych słówek na następny dzień.

Były tez poruszane trudne życiowe problemy.  Zuzia pytała, co zrobić kiedy dziecko jest wykorzystywane, a Krzyś co zrobić gdy dziecko nie ma się do kogo zwrócić o pomoc i nie może skorzystać z telefonu.

Zastępczyni RPO mówiła o poszanowaniu praw każdego, także najmłodszego obywatela, o wartościach znajdujących się w Konstytucji RP. Zachęcała by  w trudnych chwilach dzwonić na infolinie pomocowe dla dzieci, telefon alarmowy lub rozmawiać z rodzicami i wychowawczynią lub pedagogiem szkolnym.

Spotkanie odbyło się w ramach projektu realizowanego przez Fundację Civis Polonus we współpracy z gminą Czosnów. Jego celem jest podniesienie poziomu kompetencji dzieci z obszarów wiejskich. Uczniowie byli w tym tygodniu także  m.in. w Sejmie, Senacie, Muzem Polin i w Biurze Rzecznika Praw Dziecka.

Opłaty za odholowanie samochodów w Lublinie niezgodne z prawem – WSA w Lublinie uwzględnił skargę Rzecznika

Data: 2018-01-16
  • Wysokość opłat za usuwanie i przechowywanie pojazdów usuniętych z drogi powinna odpowiadać realnym kosztom odholowywania. Wiele miast wskazuje jednak maksymalne stawki.
  • RPO zaskarżył uchwałę Rady Miasta Lublin w tej sprawie. Wojewódzki Sąd Administracyjny przyznał rację Rzecznikowi.

Przepisy Prawa o ruchu drogowym przewidują ustalenie opłat za usuwanie i przechowywanie pojazdów usuniętych z drogi (np. na skutek niewłaściwego parkowania). Ich wysokość powinna być ustalona m.in. z uwzględnieniem kosztów usuwania i przechowywania pojazdów na obszarze danego powiatu. Tymczasem, Rada Miasta Lublin określiła stawki opłat bez sprawdzenia, jaka będzie ich relacja do wspomnianych kosztów.

Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył  do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Lublinie uchwałę Rady Miasta Lublin z 20 października 2016 r. w przedmiocie ustalenia wysokości opłat za usuwanie i przechowywanie pojazdów usuniętych z dróg w roku 2017.

W uzasadnieniu skargi Rzecznik wykazał, że stawki opłat zostały określone bez uwzględnienia ustawowego kryterium, jakim są koszty usuwania i przechowywania pojazdów na terenie Lublina.

Sąd administracyjny uwzględnił skargę Rzecznika i wyrokiem z dnia 16 stycznia 2018 r. (sygn. akt III SA/Lu 307/17), stwierdził nieważność zaskarżonej uchwały. Wyrok jest nieprawomocny.

Trzecie posiedzenie Komisji Ekspertów Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur

Data: 2018-01-11

- Dzisiejsze spotkanie jest niezwykle ważne, ponieważ zbiega się w czasie z dziesiątą rocznicą powierzenia Rzecznikowi Praw Obywatelskich zadań Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur – podkreśliła dr Justyna Jóźwiak z Biura RPO otwierając trzecie posiedzenie Komisji Ekspertów KMPT.

Podczas spotkania rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar wręczył powołania nowym członkom Komisji. Do grona ekspertów KMPT dołączyli dr hab. Witold Klaus, mec. Piotr Sendecki oraz prof. Mirosław Wyrzykowski.

Rzecznik złożył też serdeczne życzenia i podziękowania dr Joannie Żuchowskiej, która niebawem będzie obchodziła osiemdziesiąte urodziny. Od 2009 r. współpracuje z RPO, bierze udział w wizytacjach Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur i swą wiedzą i doświadczeniem wspiera pracę zespołu. W latach 1961–2011 czynnie wykonywała zawód lekarza, współpracowała m.in. z Markiem Edelmanem. Była jedną z pierwszych absolwentek Szkoły Praw Człowieka przy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Jest współautorką publikacji „Prawa człowieka w szpitalach psychiatrycznych i domach opieki społecznej”.

Głównym tematem spotkania było podsumowanie działalności Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur w 2017 roku oraz omówienie planów na najbliższy rok. Szczególną uwagę poświęcono roli ekspertów KMPT w kontekście działalności RPO. Uczestnicy posiedzenia dyskutowali też o sytuacji cudzoziemców w Strzeżonych Ośrodkach dla Cudzoziemców.

Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur to niezależny, krajowy organ wizytujący ustanowiony na podstawie Protokołu fakultatywnego do Konwencji w sprawie zakazu stosowania tortur oraz innego okrutnego, nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania. Od dziesięciu lat pracownicy Biura RPO odwiedzają miejsca, w których przebywają osoby pozbawione wolności m.in. zakłady karne, areszty śledcze, domy pomocy społecznej, szpitale psychiatryczne, izby wytrzeźwień, młodzieżowe ośrodki wychowawcze, schroniska dla nieletnich. Ze swoich wizytacji przygotowują raporty, które zawierają szczegółowe rekomendacje. W grudniu 2017 r. pracownicy KMPT przeprowadzili 1000. wizytację.

Adam Bodnar odwiedził uczniów jednej z warszawskich szkół podstawowych

Data: 2018-01-11

Ponad 200 uczniów Szkoły Podstawowej Bednarska w Warszawie spotkało się z rzecznikiem praw  obywatelskich Adamem Bodnarem.

Rozmowa dotyczyła zasad działania i kompetencji Rzecznika Praw Obywatelskich, praw człowieka i obywatela oraz Konstytucji RP. Uczniowie zadawali wiele pytań o sprawy, którymi zajmuje się RPO. Dopytywali także o kwestie związane z prawami, które powinny być przestrzegane w szkole.

Pani Katarzynie umorzono podatek z odsetkami – skuteczna interwencja RPO

Data: 2018-01-10
  • Pani Katarzyna nabyła spadek po zmarłym ojcu. Gdyby w ustawowym terminie 6 miesięcy złożyła zgłoszenie o nabyciu własności rzeczy, jako osoba najbliższa zmarłemu zwolniona byłaby z podatku. Nie dopełniła tego obowiązku z uwagi na stan zdrowia.
  • Naliczony podatek przekraczał jej możliwości finansowe. Pani Katarzyna poprosiła więc o umorzenie zaległości powołując się na swoją trudną sytuację finansową i życiową. Fiskus ulgi odmówił.
  • Po interwencji RPO pani Katarzynie umorzono podatek z odsetkami.

Początkowo w sprawie pani Katarzyny doszło do odmowy umorzenia podatku z odsetkami z tytułu nabycia mieszkania w drodze spadku po zmarłym ojcu. W toku postępowania organy pominęły okoliczność, że uchybienie terminu do zgłoszenia fiskusowi nabycia mieszkania przez panią Katarzynę nastąpiło z przyczyn od niej niezależnych (trudna sytuacja zdrowotna, będąca ostatecznie podstawą do ubezwłasnowolnienia). Fiskus powołał się na zasadę powszechności opodatkowania i stwierdził, że interes publiczny nie przemawia za udzieleniem ulgi. 

Na etapie postępowania przed WSA w Warszawie do sprawy przyłączył się Rzecznik Praw Obywatelskich. W swoim stanowisku Rzecznik m.in. akcentował, że przesłanka „interesu publicznego” powinna być interpretowana przez pryzmat wartości konstytucyjnych z uwzględnieniem okoliczności powstania zaległości podatkowej oraz stopnia „zawinienia” podatnika w wypełnieniu obowiązku podatkowego.

Po korzystnym orzeczeniu sądu pierwszej instancji, organy jeszcze raz rozpoznawały sprawę pani Katarzyny. W wyniku ponownie przeprowadzonego postępowania zdecydowano o umorzeniu w całości zaległości podatkowej w podatku od spadków i darowizn z odsetkami.

Jest to przykład sprawy, w której udało się ostatecznie doprowadzić do skutecznego umorzenia podatku. W praktyce zdarza się to niezwykle rzadko.

Betlejemskie Światło Pokoju w biurze RPO

Data: 2017-12-22

22 grudnia 2017 r. zastępca rzecznika praw obywatelskich Stanisław Trociuk spotkał się z grupą harcerzy Związku Harcerstwa Polskiego, którzy przekazali pracownikom Biura Rzecznika Praw Obywatelskich Światełko Betlejemskie. W spotkaniu uczestniczył także zastępca dyrektora generalnego Andrzej Umiński oraz przedstawiciele pracowników BRPO. Tegoroczne hasło Betlejemskiego Światła Pokoju brzmi „W Tobie jest światło".

Akcja przekazywania Betlejemskiego Światła Pokoju została zapoczątkowana w 1986 roku w Austrii. Skauci przywieźli płomień z betlejemskiej Groty Narodzenia Pańskiego do katedry w Wiedniu. Dziś płomień przekazywany jest niemal do wszystkich krajów Europy. Do Polski światełko trafia od 1991 roku od słowackich skautów. Przekazanie Światła odbywa się naprzemiennie raz na Słowacji, raz w Polsce. Harcerki i harcerze ZHP przekazują Światło dalej na wschód: do Rosji, Litwy, Ukrainy i Białorusi, na zachód do Niemiec, a także na północ – do Danii.

Sposób prowadzenia kontroli u przedsiębiorcy można zaskarżyć do sądu administracyjnego. Trybunał Konstytucyjny podzielił stanowisko Rzecznika

Data: 2017-12-20

Rzecznik Praw Obywatelskich zgłosił udział w postępowaniu dotyczącym skargi konstytucyjnej przedsiębiorcy, u którego prowadzona była kontrola podatkowa. W związku z przekroczeniem czasu kontroli przedsiębiorca wniósł sprzeciw. Sprawa trafiła do sądu administracyjnego, który skargę przedsiębiorcy uznał za niedopuszczalną wskazując, że postępowanie przewidziane ustawie o swobodzie działalności gospodarczej (art. 84c) nie jest postępowaniem administracyjnym. Orzeczenie to zaaprobował NSA powołując się na uchwałę  składu siedmiu sędziów NSA z dnia 13 stycznia 2014 r. (sygn. akt II GPS 3/13).

W swoim stanowisku Rzecznik wyraził pogląd, że droga sądowoadministracyjna nie powinna być ograniczana tylko do aktów administracyjnych wydanych w postępowaniu opartym na Kodeksie postępowania administracyjnego lub na Ordynacji podatkowej. Postanowienie o odstąpieniu od czynności kontrolnych bądź jego kontynuowaniu - wydane na podstawie ustawy o swobodzie działalności gospodarczej - stanowi akt przesądzający w sposób władczy kwestię legalności wszczęcia lub prowadzenia kontroli działalności przedsiębiorcy, dotyczy zatem sfery praw przedsiębiorcy. Dlatego rozstrzygnięcie organu w zakresie zarzutów podniesionych w postępowaniu kontrolnym stanowi „sprawę administracyjną”, do której rozpatrzenia, każdy przedsiębiorca powinien mieć prawo przed sądem.

Podzielając powyższe argumenty Trybunał, orzekł, że art. 3 § 2 pkt 2 i pkt 4 ustawy Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi rozumiany jako  wyłączający możliwość wniesienia skargi do sądu administracyjnego na postanowienie o stwierdzeniu niedopuszczalności sprzeciwu wniesionego na podstawie art. 84c ust. 1 ustawy z dnia 2 lipca 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej jest niezgodny z art. 45 ust. 1 i art. 77 ust. 2 Konstytucji RP.

W ustnych motywach swojego rozstrzygnięcia Trybunał wskazał, że postanowienia wydawane na podstawie art. 84c ustawy o swobodzie działalności gospodarczej są władczym działaniem organu administracji, adresowanym  do przedsiębiorców i mogą ingerować w ich prawa. Z tego powodu, rozstrzygnięcia w przedmiocie sprzeciwu powinny podlegać obiektywnej kontroli sądowej. „Postępowanie administracyjne” określone w art. 3 § 2 pkt 2 i pkt 4 ustawy Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi nie obejmuje tylko postępowania jurysdykcyjnego, dlatego nie powinno być ograniczane tylko do postępowań opartych na Kodeksie postępowania administracyjnego.

Wyrok Trybunału zapadł w dniu 20 grudnia 2017 r., sygn. akt SK 37/15. Należy zauważyć, że wyrok ten jest wyrokiem interpretacyjnym bowiem w jego sentencji Trybunał Konstytucyjny stwierdził niezgodność z Konstytucją przepisu w określonym jego rozumieniu. Zadaniem takiego wyroku jest eliminacja tego spośród możliwych wariantów interpretacyjnych kontrolowanego przepisu, który jest niezgodny z Konstytucją.

Wnioskiem z dnia 13 grudnia 2017 r.  Rzecznik zwrócił się do Trybunału Konstytucyjnego o wyłączenie ze składu orzekającego w sprawie Mariusza Muszyńskiego, jako osoby nieuprawnionej do orzekania w Trybunale. Postanowieniem z dnia 19  grudnia 2017 r. Trybunał odmówił uwzględnienia wniosku Rzecznika.

 

Trybunał Konstytucyjny podzielił pogląd Rzecznika o niekonstytucyjności opłat za wymianę prawa jazdy

Data: 2017-12-18

Przepisy ustawy o kierujących pojazdami, które przewidują pobieranie opłaty za wymianę prawa jazdy również w sytuacji, gdy konieczność wymiany tego dokumentu jest spowodowana zmianą adresu zamieszkania wynikającą z działań organów samorządu terytorialnego, są niezgodne z zasadą lojalności państwa wobec obywateli. Ustawodawca powinien odstąpić od pobierania opłat za czynności administracyjne związane z wymianą dokumentu potwierdzającego uprawnienie do kierowania pojazdami, jeżeli obowiązek wymiany tego dokumentu jest następstwem okoliczności leżących w całości poza sferą woli kierowców. Prawodawca nie ma dowolności w zakresie obciążania obywateli opłatami publicznymi, a przy wprowadzaniu tych opłat musi uwzględnić interes ekonomiczny obywateli.

Takie wnioski płyną z rozstrzygnięcia zapadłego w dniu 14 grudnia 2017 r. w sprawie o sygnaturze K 36/15.

Trybunał orzekł:

art. 18 ust. 2 pkt 2 ustawy z dnia 5 stycznia 2011 r. o kierujących pojazdami (Dz. U. z 2017 r. poz. 978) w zakresie, w jakim przewiduje pobranie opłaty ewidencyjnej i opłaty za wydanie nowego dokumentu prawa jazdy z powodu konieczności zmiany zawartych w nim danych, wynikającej ze zmiany stanu faktycznego spowodowanej działaniem organów władzy samorządowej, jest niezgodny z art. 2 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.

Orzeczenie zapadło jednogłośnie.

Skutkiem przedmiotowego wyroku jest zwolnienie pro futuro obywateli z opłat za wydanie nowego prawa jazdy, zawierającego uaktualnione dane adresowe kierowcy, gdy obowiązek wymiany prawa jazdy był następstwem administracyjnej zmiany adresu (np. nadania nowej nazwy ulicy, zmiany numeracji porządkowej nieruchomości).  

Wnioskiem z dnia 13 grudnia 2017 r.  Rzecznik zwrócił się do Trybunału Konstytucyjnego o wyłączenie ze składu orzekającego w sprawie o sygn. akt K 36/15 Mariusza Muszyńskiego, jako osoby nieuprawnionej do orzekania w Trybunale. Postanowieniem z dnia 14 grudnia 2017 r. Trybunał odmówił uwzględnienia wniosku Rzecznika.

Adam Bodnar spotkał się z przedstawicielami American Bar Association

Data: 2017-12-15

Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar spotkał się z przedstawicielami American Bar Association. Tematem rozmowy były kwestie związane z reformą polskiego wymiaru sprawiedliwości. Uczestnicy spotkania zwracali uwagę m.in. na gwarancje niezależności sądownictwa. W spotkaniu wzięły udział  Zuzanna Rudzińska-Bluszcz - Główna Koordynator ds. Strategicznych Postępowań Sądowych oraz Agnieszka Grzelak – Zastępca Dyrektora Zespołu Prawa Konstytucyjnego, Międzynarodowego i Europejskiego w Biurze RPO.

American Bar Association to jedno z największych na świecie stowarzyszeń prawniczych, które powstało w 1878 r. Zrzesza  ponad 400 000 członków i 3500 podmiotów. Działa na rzecz doskonalenia zawodowego prawników, przeciwdziała uprzedzeniom, promuje różnorodność. Monitoruje kwestie przestrzegania rządów prawa w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie. 

Znaczenie ma nie tylko litera, ale także duch prawa – wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego w sprawie odmowy wydania karty parkingowej

Data: 2017-12-13

Przepisy, którymi w 2014 r. zmieniono zasady wydawania kart parkingowych spowodowały, że większość ich dotychczasowych użytkowników musiała starać się o wydanie nowych orzeczeń o stopniu niepełnosprawności (potwierdzających, że spełniają nowe, zaostrzone warunki uzyskania kart). Od tej zasady ustawodawca wprowadził jednak pewien wyjątek, dotyczący osób, co do których nie może być wątpliwości, że mają (jak stanowią przepisy po nowelizacji) „znacznie ograniczone możliwości samodzielnego poruszania się”. Osoby te mogą uzyskać nową kartę parkingową na podstawie starego orzeczenia o stopniu niepełnosprawności, ale pod warunkiem, że: legitymują się znacznym stopniem niepełnosprawności i przyczyną niepełnosprawności są schorzenia narządu ruchu lub schorzenia neurologiczne, a dotychczasowe orzeczenie zawiera informację (tzw. „wskazanie”), że spełniały warunki do uzyskania karty parkingowej na dotychczasowych zasadach.

Pani A. S. wystąpiła do Miejskiego Zespołu do Spraw Orzekania o Niepełnosprawności w K. z wnioskiem o wydanie karty parkingowej na powyższych zasadach. Jest osobą z niepełnosprawnością w stopniu znacznym, a przyczynami jej niepełnosprawności są choroby narządu ruchu i neurologiczne. Miejski Zespół do Spraw Orzekania o Niepełnosprawności w K. odmówił jednak wydania karty parkingowej, a Wojewódzki Sąd Administracyjny oddalił skargę Wnioskodawczyni na tę odmowę. Powodem było to, że przedłożone przez nią orzeczenie o niepełnosprawności nie zawierało „wskazania” o spełnieniu przesłanek uprawniających do uzyskania karty parkingowej na dotychczasowych zasadach.

Problem polegał na tym, że w czasach, z których pochodziło (nadal ważne) orzeczenie o niepełnosprawności Wnioskodawczyni (1999 r.), nie zamieszczano jeszcze „wskazań” o uprawnieniu do karty parkingowej. Ten element formalny orzeczenia wprowadzono dopiero w 2002 r.

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił uwagę na tę okoliczność we wniesionej od wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego skardze kasacyjnej. W wyroku wydanym 13 grudnia 2017 r. Naczelny Sąd Administracyjny przyznał rację Rzecznikowi. Stwierdził, że w takiej sytuacji – skoro z treści orzeczenia o niepełnosprawności jednoznacznie wynika, że Wnioskodawczyni spełnia przesłankę „znacznie ograniczonych możliwości poruszania się” – nie można odmawiać wydania karty parkingowej. Zarówno wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, jak i akt Miejskiego Zespołu do Spraw Orzekania o Niepełnosprawności o odmowie wydania karty parkingowej zostały uchylone.

Konferencja „Standardy Etyczne i Prawa Kobiet w biznesie”

Data: 2017-12-12

„Standardy Etyczne i Prawa Kobiet w biznesie” to hasło tegorocznej konferencji dotyczącej biznesu i praw człowieka organizowanej przez  Rzecznika Praw Obywatelskich oraz Global Compact Network Poland.  W tym roku kolejni sygnatariusze podpisali Deklarację Standardu Programu Etycznego. Wśród nich znalazło się też Biuro RPO.

Adam Bodnar przypomniał, że w tym roku rząd przyjął Krajowy Plan Działania na rzecz wdrażania Wytycznych ONZ dotyczących biznesu i praw człowieka na lata 2017-2020. Rzecznik podkreślił, że bardzo ważne jest, aby standardy etyczne były przyjmowane także w instytucjach publicznych. – Dla nas ważne jest jednak nie tylko to by te standardy po prostu przyjąć, dużą uwagę poświęciliśmy temu, by się do nich odpowiednio przygotować, by zrobić to w zaplanowany i przemyślany sposób – wskazał Adam Bodnar.

Zaznaczył także, że przyjęcie tego typu standardów służy wewnętrznemu wzmocnieniu organizacji. Rzecznik zauważył, że może to być pewnego rodzaju ubezpieczenie dla pracodawców, które w ten sposób zapobiegnie nadużyciom w miejscu pracy np. mobbingowi, czy molestowaniu seksualnemu. Wskazał bowiem, że do takich nieprawidłowości może dochodzić we wszystkich tych organizacjach, gdzie występują relacje hierarchiczne. RPO przypomniał, że od dawna zajmuje się m.in. tematem mobbingu i molestowania w służbach mundurowych. – Niektóre ze służb mają dobrze opracowane standardy przeciwdziałania tego typu zjawiskom, niestety inne traktują ten temat powierzchownie – zauważył Adam Bodnar.

- Mam nadzieję, że  działania RPO przyczynią się do tego, że standardy etyczne w biznesie i instytucjach publicznych będą respektowane – podkreślił rzecznik.

Podczas konferencji dyrektor generalna Biura RPO Katarzyna Jakimowicz zaprezentowała proces przygotowań Biura Rzecznika Praw Obywatelskich do przyjęcia Standardu Programu Etycznego.

Podkreśliła, że w proces przygotowań włączeni byli wszyscy pracownicy, a ich uwagi pozwoliły na wypracowanie ostatecznej wersji wewnętrznego kodeksu. Był to proces długotrwały, ale taki sposób zapewnia, że będzie to dokument faktycznie żyjący. Jednocześnie nie jest to dokument zamknięty, może on podlegać modyfikacjom we współpracy z pracownikami i doradcami ds. etyki. Dyrektor wskazała, że administracja powinna być konkurencyjnym pracodawcą. - Musi dać przykład świadomego pracodawcy: łączenie ról zawodowych i prywatnych, podkreślanie roli rodzica i możliwości realizowania się rodzica w pracy, ale nie tylko rodzica – pamiętajmy, że wielu z nas, wiele rodzin ma w swoim gronie osoby starsze, to są też problemy osób opiekujących się starszymi w rodzinie – mówiła Katarzyna Jakimowicz.

Adam Bodnar wraz z członkami Grupy Roboczej podpisali Deklarację Standardu Programu Etycznego. Przedstawiono również opracowanie pt. „Polityki compliance a różnorodność i równouprawnienie w miejscu pracy” oraz działania programu na 2018 r. Omówione zostały też globalne i krajowe spojrzenia na kwestie standardów etycznych i równego traktowania kobiet.

Konferencja stanowiła podsumowanie tegorocznych działań programu „Biznes i prawa człowieka – Standard Etyki w Polsce”.

„20 lat Europejskiej Konwencji Bioetycznej. Postęp nauk medycznych a wyzwania dla ochrony praw człowieka w Polsce” - 11 grudnia

Data: 2017-12-11

Rzecznik praw obywatelskich wziął udział w w konferencji naukowej pt. „20 lat Europejskiej Konwencji Bioetycznej. Postęp nauk medycznych a wyzwania dla ochrony praw człowieka w Polsce”.

Konferencja odyła się 11 grudnia 2017 r. na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Podczas konferencji dyskutowano m.in. o:

  • miejscu Konwencji w systemie ochrony praw człowieka i jej znaczeniu w sprawach biomedycznych dla polskiego systemu prawnego,
  • medycznych oświadczeniach pro futuro, pełnomocnictwie medycznym,
  • testach genetycznych,
  • eksperymentach medycznych,
  • leczeniu niepłodności, wykorzystywaniu embrionów in vitro poddanych krioprezerwacji,
  • dostępie do legalnej aborcji, klauzuli sumienia.

Konwencja Bioetyczna, podpisana, ale wciąż nieratyfikowana przez Polskę, stanowi cenny instrument prawa międzynarodowego, który ma być odpowiedzią na dylematy wynikające ze znacznego postępu w dziedzinie nauk medycznych i biotechnologii. Nie zawsze istniejące zarówno na poziomie międzynarodowym, jak i krajowym regulacje prawne stanowią wystarczające zabezpieczenie dla praw i wolności człowieka. Jesteśmy przekonani, że rocznica przyjęcia Konwencji jest świetną okazją do ponownego podjęcia dyskusji nad potrzebą jej ratyfikacji, ale także nad lukami i niedoskonałościami polskiego prawodawstwa w zakresie regulacji kwestii bioetycznych o doniosłym znaczeniu społecznym.

 

Jak uczyć o Konstytucji i prawach obywatelskich?

Data: 2017-12-09

Jak uczyć o Konstytucji i prawach obywatelskich? Na to pytanie starali się odpowiedzieć uczestnicy jednego z paneli w czasie I Kongresu Praw Obywatelskich. Współorganizatorem debaty na ten temat było Stowarzyszenie im. Prof. Zbigniewa Hołdy, które odpowiada także za przygotowanie ogólnopolskiego projektu Tydzień Konstytucyjny.

- W naszej szkole mówimy o prawach człowieka i obywatela od samego początku. Omawiamy jej na lekcjach wychowawczych i na każdym przedmiocie, gdzie możemy do tego tematu nawiązać – mówiła Agnieszka Milbrandt dyrektorka Społecznej Szkoły Podstawowej nr 30 oraz Społecznego Gimnazjum nr 5 w Warszawie.

-W mojej szkole działa parlament szkolny, do którego są wybory. Jest kampania wyborcza, kandydaci mają swój program, prezentują go. W wyniku  glosowania wybieramy 10 osób. W tych wyborach startują także pierwszoklasiści. To dobry sposób na naukę samorządności. Ważne jest, aby te pomysły na działalność i zaangażowanie pochodziły od samych dzieci, a nie były tylko realizowaniem pomysłów dorosłych. To niezwykle ważne – podkreśliła Agnieszka Milbrandt. Wyraziła wdzięczność Stowarzyszeniu prof. Zbigniewa Hołdy za realizację Tygodnia Konstytucyjnego.

To projekt, którego celem jest zwrócenie uwagi uczniów gimnazjów oraz szkół ponadgimnazjalnych na praktyczny wymiar obowiązywania Konstytucji i działalności Trybunału Konstytucyjnego. Chodzi o to, aby w przystępny i interesujący sposób pokazać, że problematyka konstytucyjna ma bezpośredni wpływ na codzienne życie każdego z nas. W ramach Tygodnia Konstytucyjnego prawnicy promują świadome obywatelstwo i zachęcają młodych ludzi do większego zainteresowania się sprawami publicznymi.

- My dorośli trochę przestaliśmy mówić o Konstytucji. Za mało mówiliśmy o tym, jak bardzo jest istotna, więc młodym mogło się zdawać, że to nie temat do dyskusji, że Konstytucja oczywistością – mówiła Agnieszka Milbrandt.

- Tadeusz S. odbył karę 20 lat pozbawienia wolności. Jednak gdy miał wyjść z więzienia został objęty tzw. ustawą o bestiach. Czeka 9 miesięcy na opinie ekspertów. W tym czasie cały czas jest pozbawiony wolności. Wcielcie się w rolę jego adwokatów i adwokatek. Ustalcie strategię działania dla Pana Tadeusza – rozpoczęła swoje wystąpienie prof. Monika Płatek. W ten sposób podzieliła uczestników panelu na kilka grup, w których toczyły się ożywione dyskusje na temat tego, jakie działania należałoby podjąć. Dzięki  temu prof. Płatek pokazała w jaki sposób powinna wyglądać nauka o Konstytucji.

– Tego typu zajęcia wymagają, żebym jako prowadząca po 5 minutach przestała mówić i oddała głos uczestnikom spotkania. W ten sposób lepiej zapamiętają sens dyskusji – podkreślała wykładowczyni z Uniwersytetu Warszawskiego. Zwróciła także uwagę, że uczestnicy dyskusji powinni być traktowani na równych warunkach. - Nie możemy się też bać powiedzieć czasami po prostu: nie wiem – doradzała również uczestnikom spotkania.

- My jako edukatorzy czasami posługujemy się prawniczą nowomową – wskazała moderatorka spotkania Paulina Kieszkowska-Knapik. Powoduje to czasem wiele trudności w komunikacji, szczególnie z młodymi obywatelami.

Monika Mazur-Rafał  z Humanity in Action Polska zwróciła uwagę na to, jak dużą rolę w życiu młodych ludzi odgrywa internet i wirtualna rzeczywistość. Przedstawiła też programy realizowane przez jej organizację m.in. na temat mowy nienawiści. Podkreśliła, że starają się, aby te programy były jak najbardziej angażujące, by rozszerzały pole działalności społecznej. – Pamiętają Państwo pewnie pobicie profesora uniwersyteckiego w tramwaju za to, że rozmawiał po niemiecku. Jeden z naszych wolontariuszy zorganizował później akcję rozmawiania w tym tramwaju w obcych językach. Zależy nam na tym, aby absolwenci naszych programów nie byli obojętni na to się dzieje wokół – podkreślała Monika Mazur-Rafał .

-Jak rozmawiać o Konstytucji? Trzeba zejść z tonu i rozmawiać po prostu tak, by inni nas rozumieli – mówił prof. Paweł Wiliński wieloletni Wicedyrektor Zespołu Wstępnej Kontroli Skarg Konstytucyjnych i Wniosków Trybunału Konstytucyjnego. Opowiedział też o swojej współpracy ze studentami Akademii Sztuk Pięknych, którzy przygotowywali pod jego kierunkiem infografiki dotyczące praw i wolności. Z tych grafik został stworzony kalendarz – po jednej na każdy miesiąc.

- Przez 17 lat mojej pracy przekonałem się, że nikt tak naprawdę nie zna Konstytucji, nawet prawnicy. Wszystkich trzeba edukować o tym w jaki sposób mówić o Konstytucji – podkreślał prof. Wiliński.

Paulina Kieszkowska-Knapik opowiedziała o projekcie „5 zdań” i inicjatywie Wolne Sądy. Zawracała uwagę, że duże problemy sprawia komunikacja. Nie łatwo jest przełożyć język prawniczy  na taki, który zrozumie każdy obywatel. Nawet osoby publiczne, mające duże doświadczenie w wystąpieniach publicznych, często nie potrafią w prosty sposób wyjaśnić dlaczego niezależność sędziowska jest ważna.

W dyskusji zwracano uwagę na rolę jaką we współczesnym świecie odgrywają media społecznościowe. Młodzież coraz częściej to właśnie stamtąd czerpie wiedzę. Podkreślano też, że w akcji Tydzień Konstytucyjny bardzo ważne jest to, że uczniowie mają bezpośredni kontakt z prawnikiem, z którym mogą porozmawiać także o swoich własnych problemach. Jedna z uczestniczek mówiła, że w jej szkole o prawach konstytucyjnych można uczyć nie tylko na lekcjach wiedzy o społeczeństwie, ale np. na lekcjach języka polskiego. – Nasi uczniowie zrobili rozprawę nad Panem Tadeuszem. Wcielali się w rolę oskarżycieli i obrońców – opowiadała kobieta.

Uczestnicy panelu nagrodzili brawami uczniów z Kędzierzyna Koźla, którzy uczestniczyli w całym Kongresie Praw Obywatelskich. Ich opiekunka opowiadała o tym, że u niej w szkole zajęcia w ramach Tygodnia Konstytucyjnego są obowiązkowe. - Uczniowie z klas prawnych mają edukację prawną, ale chcemy nie tylko by to oni się uczyli, docelowo to oni sami będą prowadzić zajęcia dla młodszych uczniów: w gimnazjach i szkołach podstawowych, także z zakresu przeciwdziałania mowie nienawiści.

Uczestnicy debaty zwrócili też uwagę, że poza edukacją młodych ludzi bardzo ważna jest edukacja samych nauczycieli, bo to aby stale się rozwijali i poszukiwali nowych sposobów na komunikację z młodzieżą.

 

Gościnność, czyli Gospodarz i Gość wobec praw obywatelskich

Data: 2017-12-09

Panel służył poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie jakiej gościnności potrzebujemy, by sprostać wyzwaniom nowoczesnego społeczeństwa wielokulturowego.

Autor koncepcji panelu i jego moderator Krzysztof Czyżewski  - współtwórca Ośrodka  „Pogranicze – sztuk, kultur, narodów” w Sejnach i Międzynarodowego Centrum Dialogu w Krasnogrudzie  zaprosił do debaty dwoje panelistów:

Agatę Bielik-Robson – filozofkę i publicystkę, profesorkę katedry Studiów Żydowskich na Uniwersytecie w Nottingham, a także Instytutu Filozofii i Socjologii PAN;

Jacka Dehnela  – prozaika, poetę, tłumacza, felietonistę, laureata nagrody Kościelskich i Paszportu Polityki.

Otwierając panel Krzysztof Czyżewski nawiązał do debaty  przeprowadzonej z udziałem rzecznika praw obywatelskich w Sejnach, związanej z artykułem Konstytucji mówiącym o prawach mniejszości narodowych i etnicznych. Dyskusja  wykroczyła wtedy  poza sprawy mniejszości koncentrując się na wspólnotowości.  Najważniejszym postulatem wobec rzecznika nie była ochrona praw mniejszości  ale wsparcie w uzyskaniu większej odpowiedzialności za własny los, uzyskaniu kompetencji, które pozwolą się mierzyć wspólnocie samodzielnie z problemami. Była to nowa wartość wobec wcześniejszych reakcji, kiedy rozwiązania problemów szukano nie w Sejnach, nie w samorządzie, ale w centrali w Warszawie. „To podsunęło mi myśl, żeby wyjść w tym panelu poza sprawy mniejszości i skoncentrować debatę na gościnności. Gościnność  - to specyficzne signum temporis. To wyzwanie biegnące w przyszłość.

Osobiste doświadczenia inności

Agata Bielik-Robson: „Czuję się pod presją; raz mocniejszą raz słabszą ale nieustającą. To nie jest relacja symetryczna – wzajemnego uznania. W  kulturze goszczącego zawarta jest asymetria. Gospodarz jest w sytuacji uprzywilejowanej, co powoduje, że gość jest pod stałą presją. To historycznie problem Żydów w Polsce. Goszczenie prędzej czy później doprowadza do asymilacji.”

Jacek Dehnel : „Doświadczyłem  inności na różnych obszarach. Z jednej strony bycie gejem w Polsce jest uciążliwe,  wiąże się  też z nierównością prawną. Z kolei z perspektywy pochodzenia –  moja rodzina od trzech pokoleń jest polska. Wcześniej można znaleźć różne korzenie – niemieckie, rosyjskie, kozackie. Rodzina przyjechała z Francji, uciekając przed prześladowaniem religijnym. Moje nazwisko zwykle nie jest problemem, ale w  sytuacji dla kogoś trudnej, pojawiają się  natychmiast pytania: a skąd on jest? Co to za nazwisko? Co ma do powiedzenia, jeśli nie jest stąd. Pytania pojawiają się nagle, jakby znikąd. Przykład: wyremontowaliśmy kamienicę, w której mieszkamy  - za pieniądze wspólnoty mieszkaniowej. Majster  już pod koniec prac usłyszał sąsiadkę z innej kamienicy, która mówiła -   no tak, żydowska kamienica to wyremontowana, a nasza polska to nie.  Kiedy tylko pojawia się sytuacja, w której ktoś może poczuć  się źle to nagle wyskakuje na sprężynce owa inność. I stan faktyczny nie ma tu znaczenia.”

Od Kanta do Unii Europejskiej

Przywoływano rozważania  Immanuela Kanta zawarte w traktacie „O wiecznym pokoju”. Szczególnie znacząca u Kanta jest wizja gościnności - ukazana nie jako forma filantropii, ale prawo. W trzecim artykule definitywnym gwarantującym wieczysty pokój, Kant postuluje, że „ogólnoświatowe prawo obywatelskie, powinno być ograniczone do warunków powszechnej gościnności”. Kant uważał, że żyjemy w okresie przejściowym. W przyszłości państwa narodowe zostaną zastąpione kosmopolityczną wspólnotą , w której nie będzie podziału na gościa i gospodarza, w której nie będzie Greka, ani Żyda. Póki istnieją narody musi działać powszechna gościnność – niezbędna, żebyśmy się w świecie podzielonym na narody nie pozabijali. Kant nie patrzył na gościnność jako na filantropię ale obowiązek. Myślał o kosmopolitycznym globalnym mieście, kosmopolitycznej wspólnocie, jaką dziś jest Unia Europejska.

Jeśli uznamy, że gościnność gospodarza nie jest łaską lecz obowiązkiem – brak gościnności staje się jednoznacznie złem, podłością, grzechem, występkiem.  Przy takim podejściu gościnność nie jest gestem charytatywnym, staje się powinnością. Inaczej oceniamy brak gestu charytatywnego, inaczej nie wypełnienie obowiązku.

Gościnność stanowi rdzeń kultury śródziemnomorskiej. Na Sycylii wszyscy są zaangażowani w ruch na rzecz uchodźców. Odebranie im prawa do gościnności byłoby odebraniem im tożsamości. Bycie śródziemnomorczykiem oznacza obowiązek gościnności, wspomagania potrzebujących, ratowania tonących. Bez tych cech nie ma kultury śródziemnomorskiej.

Dlaczego mamy w Polsce kłopot z gościnnością

Nasz kłopot z gościnnością ujawnił się szczególnie mocno w czasie debaty związanej z kryzysem migracyjnym i przyjmowaniem uchodźców. Pojawiły się różne typy racjonalizacji odmowy gościnności.

  1. Nie możemy przyjąć uchodźców, bo nasze dzieci i kobiety ucierpią.  Używający tego argumentu stawiają się w pozycji rycerzy broniących słabych – kobiety i dzieci.  Argument fałszywy, bo właśnie kobiety i dzieci najbardziej cierpią wśród uchodźców.
  2. Nie będę płacić ze swojej emerytury na uchodźców. Fakty:   roczny koszt przyjęcia  7 tys. uchodźców w przeliczeniu na jednego obywatela to 1,18 zł (słownie: jeden złoty i osiemnaście groszy).
  3. Wystąpiło również  straszenie uchodźcami, jako  zagrożeniem dla naszej kultury i tożsamości, a nawet straszeniem chorobami, które mogą ze sobą przynieść.

Istotnym źródłem naszych kłopotów z gościnnością jest zdaniem panelistów to, że jesteśmy społeczeństwem monokulturowym. Inny powód to słabe zakorzenienie wartości chrześcijańskich.

Chrześcijaństwo a gościnność

 Agata Bielik-Robson  zwróciła uwagę na niewłaściwe tłumaczenie przykazania, które po polsku znamy w wersji: „Będziesz miłował bliźniego swego, jak siebie samego”.  Hebrajskie słowo  GER przetłumaczono jako „bliźni”. Bliźni to ktoś bliski, członek klanu. Podczas kiedy słowo GER znaczy „Inny”.  Nakaz oryginalny mówi wprost o miłowaniu innego. A znaczy: Żydzi bądźcie dobrzy dla obcych, bo sami byliście obcy w kraju wygnania. Kochaj innego, jak siebie samego -to jest sedno judaizmu, chrześcijaństwa i islamu.

Zatem gościnność to nawet coś więcej niż obowiązek – to nakaz miłości.

Zdaniem Jacka Dehnela w Polsce chrześcijaństwo się nie przyjęło. Nie interesuje dużej części polskich biskupów i polskich wiernych. Namysł społeczny nad tym co jest naszym obowiązkiem etycznym jako chrześcijan jest nikły. Esencją chrześcijaństwa jest czynienie dobra we wspólnocie. Jeśli my jako wspólnota mówimy przybyszom, którzy przybywają poranieni na granicę -  nie wejdziecie. To Jezus mówi – to ja jestem tym przybyszem, tak jak  każda z tych siedmiu tysięcy nie przyjętych osób  – tak jest zapisane w księdze.

Agata Bielik-Robson wyraża to dobitnie: Polska jest pogańskim bałwanem dla samego siebie, zamknięta w granicach, które obiega różaniec. O wiele bardziej chrześcijańska jest Unia Europejska ze swoimi wartościami.

Polityka pragmatyczna czy polityka wartości

Pragmatyzm pozbawiony debaty o wartościach też może prowadzić na manowce. Wspólnoty nie można zbudować na prawie wizowym i inwestycjach. Konieczna jest rozmowa o wartościach i ciągłe ich przywoływanie. Politycy nie lubią rozmawiać o wartościach, ale Unia Europejska zbudowana jest na wartościach, na kulturze judeochrześcijańskiej. Dobra polityka polega na tym, ze nie wstydzi się ani pragmatyzmu ani wartości. Zamiast zamykać się mamy realizować ideał gościnności.

Problemy są po to, aby je rozwiązywać

Nie ma co udawać, że nie ma problemów z uchodźcami. Ale to są problemy, które można i należy rozwiązywać. Jeden z problemów to tworzenie skupisk biedy, jeśli uchodźcy, jako biedniejsi trafiają do biedniejszych dzielnic. Inny to problem autonomizacji prawa – wspólnoty islamskie mające większą autonomię prawną w Wielkiej Brytanii ujawniają np. kwestie praw kobiet. Przykład trudności w integracji Niemiec po zjednoczeniu pokazuje, że trudności nie muszą wynikać z różnic religijnych. Trzeba poszukiwać rozwiązań i cały czas dokonywać kompromisów. Ale to nie jest złe, to jest lepsze niż zapadająca się „naszość”.

Monokultura też stwarza problemy

Społeczeństwo, które się zamyka i pogrąża w „naszości” jest zagrożeniem dla wspólnoty. Bo  forteca nie przekłada się na wspólnotowość.  W takiej społeczności trzeba ciągle  wskazywać kozła ofiarnego - ten nie jest dostatecznie patriotyczny, nie dość narodowy, nie dość nasz. To nie kończący się cykl ofiarniczy. Pojawia się niebezpieczeństwo faszyzmu, który jest oparty na zasadzie ciągłego oczyszczania.

Państwo narodowe oparte na jednorodności wytwarza niebezpieczeństwa, które dzieją się na naszych oczach. Społeczeństwo monokulturowe to efekt  straszliwego oczyszczenia naszego kraju,  dokonanego wspólnie przez  Hitlera ze Stalinem. To  nieszczęście jest teraz pokazywane jako wartość, którą mamy ponieść w świat. Nie róbmy z nieszczęścia naszej największej wartości – apelowała Agata Bielik-Robson.

Głosy w dyskusji

Czy można w Polsce zasadzić baobab?  To pytanie uczestnika dyskusji, który zwrócił uwagę, że istnieją gatunki inwazyjne, które zagrażają gatunkom rodzimym. Ponad 60% Polaków jest przeciw przyjmowaniu imigrantów. Zachodnie kraje zamieniają się w kalifaty. Polska jest najlepszym miejscem na świecie. Jesteśmy przezorni nie przyjmując uchodźców.

W odpowiedzi usłyszał, ze dwa lata temu tylko 38% pytanych było przeciw przyjęciu uchodźców, a po zmasowanej akcji propagandowej i straszeniu, że uchodźcy sprowadzają choroby, te proporcje się odwróciły.

Uczestnicy debaty pytali jak rozmawiać w gronie rodziny, znajomych z tymi, którzy są zdeklarowanymi przeciwnikami przyjmowania uchodźców, często emocjonalnie zaangażowanymi. Nie można w takiej  rozmowie odwołać się do Kanta. Jak żyć we wspólnocie przy zasadniczej różnicy poglądów. „Rozmawiam z koleżanką  i ona mówi – przecież uchodźca zgwałci ci córkę. To nie jest osoba głupia. Mogę zerwać znajomość, rozmawiać wyłącznie o sprawach nieistotnych lub przytakiwać.”

Rozmowa  jest wartością. Warto zapytać skąd ona to wie, że wszyscy islamscy uchodźcy to gwałciciele. Może to efekt antyislamskiej propagandy w Internecie, może źródło informacji jest fałszywe.

Warto zapytać czy ocenia ludzi za ich czyny, czy za przynależność do wspólnoty i jej cechy. Wszyscy Polacy kradną. To nie jest prawda, ale w latach 90 wielu Polaków kradło samochody w Niemczech. To że w Polsce codziennie dochodzi do gwałtów nie oznacza, że Polska jest krajem gwałcicieli. Przypisanie całemu etnosowi  jakiejś cechy jest podstawą faszyzmu.

Czasami trzeba zostać przy protokole rozbieżności. Należy pracować z młodzieżą - trzeba to zrobić dla naszych dzieci.

Natalia Gebert Inicjatywa Dom Otwarty.

Toczę te rozmowy od dawna i mam wrażenie że te dyskursy nie maja prawa się spotkać. Ponieważ jedna grupa odwołuje się do wartości, a druga do rachunku zysku i strat.

Ignacy Dutkiewicz – Magazyn Kontakt

Mimo, że trudno mi słuchać krytyki Kościoła, to się z nią zgadzam. Papież Franciszek mówi to samo. Często mówi się u nas z poczuciem mocy – ja mam  władzę i decyduję, kogo przyjmę, a kogo nie. Chrześcijaństwo oznacza odwrócenie tej hierarchii. A poczucie mocy wynika ze słabości. Jeśli zagraża nam 7 tys. Uchodźców, to jaka jest siła naszej tożsamości? Mam przyjaciela, dzielą nas poglądy na kryzys azylowy – to się czasem udaje przepracować, ale nie wierzę w samą informację, sama wiedza nie wystarczy. Mój dziadek był niewierzącym Żydem, który zawsze pościł w Wielki Piątek.

Agata Bielik-Robson

Momentem zahaczenia może być  też ambicja nauczania całego świata chrześcijaństwa. Zasady i wartości chrześcijańskie są tym zahaczeniem. Można się powołać na  papieża Franciszka i znaleźć punkt wspólny.

Jacek Dehnel

Skuteczne  jest powiedzenie – jesteśmy wspólnotą. Ja jestem Polakiem. Pani jest Polką. Chcemy dla Polski dobrze. Tylko mamy inny pogląd, co to dobrze oznacza. Jest coś takiego w uratowaniu ludzkiego życia, ze z każdym pokoleniem to przyrasta. Możemy ocalić 7 tysięcy, a w drugim pokoleniu będzie ich 14 tysięcy. Ale nie chcemy.

Krzysztof Czyżewski dzielił się swoimi doświadczeniami w budowaniu wspólnoty.

Jest  takie wschodnie  przysłowie: jeśli chcesz osiągnąć  cel to nigdy nie mierz w środek. Nigdy nie mówimy o mniejszości, ale uruchamiamy ścieżkę działania różnych ludzi o różnych lękach. Pierwszego dnia nic nie będzie możliwe. Ale jeśli założymy długi dystans, to jest możliwe porozumienie.  Potrzeba czasu, cierpliwości i zrozumienia, że jest problem.

Staram się też odciągać z barykad o wolność. A skierować ludzi do lepienia tkanki solidarności. Tego musimy się uczyć.

Szukamy przekucia pięknych idei na konkretne działania, też na dyskurs. A działanie, które powinno się toczyć na dole, będzie uczyło nas kolejnych kroków lub wskazywało, że nie jesteśmy do tego jeszcze gotowi.

Teraz niezależnie czy jesteśmy chrześcijanami czy nie, musimy się skupić na wartościach.

To rozmowa nie jest dokończona, ale zawieszam ją, abyśmy częściej mogli się spotykać.

Czy można w Polsce całkowicie wyeliminować tortury?

Data: 2017-12-09

„Jestem zaszczycony tym, że mogę państwu opowiedzieć o przypadkach tortur, z którym zetknąłem się podczas swojej pracy dziennikarskiej” - mówił Wojciech Bojanowski, dziennikarz pracujący nad sprawą Igora Stachowiaka, młodego człowieka, który w 2016 r. zmarł w wyniku działań funkcjonariuszy policji podczas przesłuchania na wrocławskim komisariacie.

We wstępie do panelu Justyna Lewandowska z BRPO (dyrektorka Zespołu Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur) krótko przedstawiła historię stosowania tortur. Podkreśliła, że pierwsze apele o zniesienie tortur pojawiły się w XVIII wieku, a jako pierwszy kraj w Europie tortury zniosły Prusy. Następnie zrobiły to Austria i Rzeczpospolita. Ponowna refleksja nad tym zjawiskiem była możliwa po tragedii II wojny światowej. Moderatorka zapytała panelistów o to, czy we współczesnej Polsce stosuje się tortury, a jeśli tak, to czy możliwe jest ich wyeliminowanie? Zastanawiała się też, czy polskie społeczeństwo nie daje biernego przyzwolenia na to zjawisko.

W panelu wzięli udział: prof. nauk prawnych i kryminologii Zbigniew Lasocik (Uniwersytet Warszawski), adwokat Mikołaj Pietrzak (wspólnik w Kancelarii Pietrzak Sidor & Wspólnicy), Wojciech Bojanowski (TVN) i Igor Tuleya (Sędzia Okręgowy w Warszawie)..

„Nie jesteśmy w stanie wyeliminować tortur w Polsce, ale musimy próbować”, zaczął swoje wystąpienie prof. Zbigniew Lasocik. Według niego, aby wyeliminować tortury, potrzebne byłoby spełnienie konkretnych warunków:

  1. Uznanie w Polsce tortur za przestępstwo, a więc dostrzeżenie realnego problemu społecznego, jakim one są.
  2. Pokonanie barier mentalnych istniejących w społeczeństwie.
  3. Brak akceptacji dla przymusu stosowanego wobec obywateli.
  4. Sprawne działanie podstawowych mechanizmów prewencyjnych, w tym znajomość swoich praw przez obywateli.
  5. Edukacja prawna służb mundurowych i obywateli.
  6. Poparcie mediów dla powyższych działań, które nagłaśniałyby negatywne przypadki.

Według Mikołaja Pietrzaka w każdym kraju występują przypadki tortur, a w niektórych państwach, jak np. w Kirgistanie, są one częścią mechanizmu instytucjonalno-społecznego pracy policyjnej. „W Polsce problem przyzwolenia społecznego na tortury mogliśmy zaobserwować podczas dyskusji o więzieniach CIA”, mówił adwokat. W kontekście przeciwdziałania nadużyciom Pietrzak wspominał o konieczności nagrywania działań służb mundurowych: „Wszędzie tam, gdzie działają uzbrojone formacje mundurowe, pojawia się szczególne pole do nadużyć, a kamery pomagają temu zapobiegać. Konieczne jest również wyciąganie surowych konsekwencji w przypadku manipulacji nagraniami oraz zapewnienie fachowej pomocy prawnej podczas pierwszego kontaktu ze służbami stosującymi przemoc”.

Z kolei sędzia Igor Tuleya mówił o tym, że nawet cień stosowania metod z  XXI wieku stanowi realne zagrożenie dla demokracji. I doprecyzowywał: „Mam tu na myśli nagminne nadużywanie bezzasadnych zatrzymań obywateli. Do tego trzeba doliczyć przesłuchania nocne i jednostkowe przypadki tortur, związane z warunkami w zakładach karnymi i aresztów śledczych”. Sędzia podsumował swoją wypowiedź, podkreślając, że kluczowa jest zdecydowane reakcja w odpowiedzi na najmniejsze przekroczenie uprawnień przez służby mundurowe.

Wojciech Bojanowski, dziennikarz pracujący nad sprawą Igora Stachowiaka, zwrócił uwagę, że instytucje potrzebne do wyjaśniania spraw takich jak powyższa już istnieją, ale zbyt często działają one na zasadzie wzajemnego tuszowania swoich błędów. Po głośnym medialnym finale sprawy Stachowiaka do opinii publicznej wyciekły kolejne świadectwa opisujące tego typu przypadki, które dowodzą realnej istoty problemu. Reporter „Faktów” zaznaczył, że każda osoba, przestępca czy handlarz narkotykami, żyje w państwie prawa i musi być potraktowana zgodnie z jego zasadami. Bojanowski odniósł się też do wypowiedzi mec. Pietrzaka, mówiąc, że samo nagrywanie interwencji służb nie jest wystarczające. „Samo założenie kamery na mundur niczego nie rozwiązuje. Musimy stworzyć system pozwalający na ewidencję i dostęp do tych nagrań”, zaznaczył.

Głos zabrał również rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar, który podziękował Wojciechowi Bojanowskiemu za jego pracę dziennikarską. „Nadał pan naszej pracy nowe znaczenie. Dzięki opublikowanemu przez Pana materiałowi udało nam się zmienić debatę publiczną w Polsce”, mówił rzecznik. W dalszej części wypowiedzi dr Bodnar odniósł się do kwestii nadzoru parlamentarnego, który mógłby pomóc wzmocnić nacisk na służby mundurowe.

W dyskusji z publicznością głos zabrali przedstawiciele Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, którzy mówili o tym, że przypadki tortur nie są odosobnione, a sędziowie i adwokaci bardzo rzadko powołują się na działania Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur.

Mecenas Pietrzak w końcowej części dyskusji poruszył temat roli języka, którym posługują się służby mundurowe wobec skazanych i oskarżonych. „Tryb rozkazujący oraz brak formy «pan» lub «pani» implikuje pogardliwy stosunek funkcjonariusza”, mówił adwokat. Na ten głos zareagowali byli rzecznicy służb mundurowych, którzy zgodzili się z adwokatem. Jednocześnie prosili o zdecydowane, a nie pozorne działania, które pomogłyby zmienić nastawienie służb mundurowych.

Prowadząca spotkanie Justyna Lewandowska podsumowała debatę, mówiąc, że w Polsce istnieje publiczne przyzwolenie na tortury, co pokazuje, że konieczna jest dalsza edukacja każdej grupy społecznej.

Jakub Bodziony „Kultura Liberalna”

Jakich praw obywatelskich brakuje w Konstytucji RP?

Data: 2017-12-09

Prof. Zbigniew Szawarski w odpowiedzi na pytanie, jakie prawo obywatelskie dodałby do konstytucji, stwierdził bez wahań: „Prawo do życia wolnego od indoktrynacji. Wszelkiej indoktrynacji. Ta rodzi bowiem postawy fanatyczne, fanatyk zaś nie myśli – fanatyk tylko realizuje program”.

Celem panelu była ocena uregulowań konstytucyjnych, które odnoszą się do praw obywatelskich. Otwierająca debatę redaktor Ewa Siedlecka podkreśliła, iż dyskusja ta toczy się w specyficznych realiach politycznych, w których funkcjonowanie konstytucji zostało niejako ujęte w nawias.

Do bieżących wydarzeń odwołał się też prof. Zbigniew Szawarski, który przypomniał aktu samospalenia Piotra Szczęsnego na Placu Defilad w Warszawie w proteście przeciwko łamaniu przez rząd wolności obywatelskich.

Zdaniem profesora był to akt dokonany w imieniu walki o wartości oraz wyraz wierności wyznawanym zasadom. Prof. Szawarski podkreślił, że szczególnie ważna w kształtowaniu owych wartości, tworzących jądro moralności człowieka, jest edukacja, Zapytany, jakie prawo dodałby do konstytucji, odpowiedział: Prawo do życia wolnego od indoktrynacji. Wszelkiej indoktrynacji. Ta rodzi bowiem postawy fanatyczne, fanatyk zaś nie myśli – fanatyk tylko realizuje program”.

Prof. Krzysztof Izdebski mówił o konstrukcji obywatelskiego prawa dostępu do internetu i mediów społecznościowych (ostatnio uznanego przez sądy amerykańskie). Internet jest na tyle ważną społecznie przestrzenią, że prawo swobodnego dostępu do tego medium powinno być szeroko aprobowane. Powszechny dostęp do informacji i możliwość jej rozpowszechniania powinny być jednak uregulowane w sposób proporcjonalny, bez naruszania innych praw.

Następnie głos zabrał prof. Mirosław Wyrzykowski, który zastanawiał się, czy wprowadzanie nowych praw do konstytucji ma racjonalne uzasadnienie w sytuacji, gdy władza nie respektuje istniejących już podstawowych zasad konstytucji RP.

Profesor zauważył, że w obliczu demontażu Trybunału Konstytucyjnego badającego konstytucyjność aktów legislacyjnych, nie ma miejsca dla jakichkolwiek zmian konstytucji.

Prof. Wyrzykowski zwrócił również uwagę na proces wykluczenia społecznego, przed którym chroni art. 30 Zrewidowanej Europejskiej Karty Społecznej (każdy człowiek ma prawo do ochrony przed ubóstwem i marginalizacją społeczną). Zdefiniowanie istoty tego prawa jest jednak zadaniem niezwykle trudnym.

Kolejny panelista, prof. Zdzisław Kędzia, odwołał się do filozofii personalizmu i zadał pytanie: „Czy za Jacquesem Maritainem możemy powtórzyć, że podkopanie fundamentów aksjologicznych, które legły u podstaw uregulowań konstytucyjnych, sprawia, iż uregulowania te mają obecnie charakter czysto techniczny?”.

„Choć polskie społeczeństwo jest bardzo podzielone, mam nadzieję, że nie jesteśmy jeszcze w tym miejscu”, podsumował prof. Kędzia.

Jeśli chodzi o inicjatywy legislacyjne dotyczące praw obywatelskich, profesor stwierdził: „W konstytucji należałoby wskazać powody zakazu dyskryminacji. Dziś konstytucja mówi, że zakazuje się dyskryminacji z jakichkolwiek przyczyn. Wyraźne wymienienie ich w tym akcie byłoby niezwykle przydatne. Otwartą kwestią pozostaje to, jakie to są powody oraz – być może – jakie są formy owej dyskryminacji”.

Z widowni padł głos zwracający uwagę na fakt, że konstytucja w niektórych fragmentach w sposób blankietowy odsyła do uregulowań ustawowych, nie wyposażając obywateli w rzeczywistą możliwość ochrony praw skorelowanych z pewnymi obowiązkami państwa. Prof. Kędzia podkreślił jednak konieczność rozróżnienia między normami podmiotowymi i normami programowymi zawartymi w konstytucji.

Komentujący podnieśli również, że o wiele ważniejsza niż same przepisy jest praktyka prawa. Nacisk należy kłaść również na aktywną rolę obywateli stających w obronie swych praw konstytucyjnych.

Prof. Adam Zieliński wyraził przekonanie, że przyzwolenie na zmiany uregulowań konstytucyjnych w obecnym klimacie politycznym byłoby błędem. „Dzisiejsza sytuacja to mecz bokserski nadzorowany przez nieuczciwego sędziego” – stwierdził.

Dyskutanci szukali także odpowiedzi na pytanie, dlaczego konstytucja jako akt prawny nie jest w stanie bronić się w obecnych realiach politycznych przed jej łamaniem.

Prof. Kędzia wskazał, że w przypadku rządów odrzucających podstawowe zasady demokracji urządzenia konstytucyjne okazują się słabe. Największą gwarancją praw obywatelskich nie są zapisy konstytucji, lecz obywatele, a więc my sami.

Prof. Wyrzykowski z kolei polemizował z zarzutami dotyczącymi braku szczelności proceduralnej konstytucji, wskazując, że nawet najlepiej skonstruowana umowa może być złamana przez stronę kontraktu. Przestrzeganie ustawy zasadniczej to jego zdaniem kwestia kultury politycznej i szacunku dla społeczeństwa, które sobie tę konstytucję nadało.

„Przestrzeganie norm konstytucyjnych przez władzę związane jest z istnieniem grupy ludzi, którym na tym zależy, którzy w imieniu struktury moralnej kierującej ich postepowaniem poczuwają się do odpowiedzialności za świat, w którym żyją, stan swojego kraju i struktury prawnej systemu prawnego” – skonkludował prof. Szawarski.

Joanna Derlikiewicz, „Kultura Liberalna”

Współczesne wyzwania bioetyczne w kontekście rozwoju nowoczesnych technologii

Data: 2017-12-09

Paneliści zastanawiali się nad wyzwań związanymi z ochroną praw człowieka w kontekście rozwoju technologii medycznych. Gdzie pojawiają się problemy? Czy umiemy proponować dobre rozwiązania prawne? Czy genetycy i prawnicy dobrze się rozumieją?

W panelu wzięli udział:

  • Prof. dr hab. Michał Witt - lekarz genetyk, dyrektor Instytutu Genetyki Człowieka PAN w Poznaniu, kierownik Zakładu Biologii Molekularnej i Genetyki Klinicznej.
  • Dr Marta Soniewicka, dr nauk prawnych i dr filozofii, adiunkt w Katedrze Filozofii Prawa i Etyki Prawniczej na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego.
  • Dr Dorota Krekora-Zając z  Instytut Prawa Cywilnego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego
  • Dr hab. med. Anna Wójcicka z Uniwersytetu Warszawskiego i Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, współzałożycielka i prezeska firmy Warsaw Genomics zajmującej się diagnostyką genetyczną.
  • Prof. dr hab. n. med. Tomasz Pasierski - przewodniczący Rady Przejrzystości,  kierownik Zakładu Etyki Lekarskiej i Medycyny Paliatywnej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego

Moderator: Anna Białek, Zespół Prawa Konstytucyjnego, Międzynarodowego i Europejskiego, BRPO

Oto relacja z panelu przygotowana na gorąco

Z 10 ml krwi można wyizolować tyle DNA, że starczy na wiele badań. Można pobierać materiał z nabłonka policzka (wacikiem) – zaczął prof. Michał Witt. - To znaczy, że genetyka idzie pod strzechy. Liczba chorób, dla których badania genetyczne są osiągalne, rośnie gwałtownie. (60 tys. testów jest dostępnych na rynku i używanych). Brak uregulowania tych kwestii w prawie polskim rodzi jednak istotne wyzwania. 

Czy testy genetyczne różnią się od innych testów medycznych?  Tak, bo m.in. są istotne dla całej rodziny, często mają więc poważne skutki psychospołeczne. Trzeba pamiętać, że ich wyniki są niezmienne i testy te generują wrażliwe dane osobowe.

tzw. testy DTC (przykłady dostępne w internecie: „testy na ojcostwo prywatne”, „testy na zdradę oraz śledztwo DNA”) odbywają się bez nadzoru i bez pośrednictwa medycznego. Wykonywać może je każdy, kto zarejestruje działalność gospodarczą. Wiążą się z tym poważne niebezpieczeństwa: brak zachowania świadomej zgody, brak kontroli nad przechowywaniem, przesyłaniem, analizą próbek, brak kontroli nad danymi, problem z poufnością danych. Jednocześnie sytuacja ta pociąga za sobą intensywne konsekwencje, związane z dyskryminacją genetyczną, naruszają publiczne zaufanie do badań genetycznych, ich wykonanie nie wiąże się jednoznacznie z poradnictwem genetycznym.  Genetyk medyczny nie może polegać na wyniku.Regulacje prawne są niespójne i nie są właściwym narzędziem dla genetyków, by chronić interes pacjenta, a także własne. Założenia do projektu o testach genetycznych powstały w 2012 r., ale prace nad nimi zarzucono. Nowe założenia powstały w tym roku, jednak nie jest jasne, czy trwają nad nimi jakieś prace.

Postęp technologiczny daleko wyprzedza nasze zdolności interpretacyjne, możemy uzyskiwać ogromną ilość danych, których nie jesteśmy w stanie przeanalizować. Techniczne możliwości są ogromne (moment pobierania materiału do testów WGS), ale wiąże się to z trudnościami oceny etycznej.

W Europie 19 państw posiada ustawy regulujące kwestie genetyczne, w Polsce takiej spójnej regulacji nie ma.  Jest za to ogromna ilość aktów prawnych regulujących te zagadnienia nie prowadzi jednak do spójnej regulacji problemu. Problemem jest niekonsekwencja terminologiczna i brak spójności systemu prawnego.

 

Problemów wymagających regulacji jest cała długa lista: kto ma zlecać, kto ma prowadzić nadzór jakościowy, jak zabezpieczyć materiał, dane genetyczne, prawo do informacji, jak zabezpieczyć wyniki itp. 

Dr Marta Soniewicka mówiła o etycznych aspektach ulepszania natury człowieka – a zwłaszcza tych, którzy jeszcze nie przyszli na świat (inną sprawą jest przecież ingerencja genetyczna wobec człowieka, który może na to wyrazić na świadomą zgodę).

– Jeszcze niedawno było to zagadnienie z dziedziny science fiction, ale zsekwencjonowanie ludzkiego genomu zmieniło tę sytuację i nowa metoda terapii genowej (edycji genomu – z 2012 r.; pozwala na bardzo precyzyjną ingerencję w genom).

omówiła zagadnienie granice dopuszczalności ingerencji genetycznej związane z ulepszaniem natury człowieka, wskazując na podstawowe problemy etyczne związane z badaniami nad tymi zagadnieniami, zagrożenia i argumenty przemawiające przeciw genetycznemu ulepszaniu.

Zwróciła szczególną uwagę na kwestie badań prenatalnych, które mogą prowadzić do umożliwienia podejmowania decyzji na temat tego, czy powinny się urodzić dzieci o określonych cechach zgodnych z preferencjami rodziców lub społeczeństwa. Badania tego typu wiążą się oczywiście z istotnymi kontrowersjami, sceptycyzmem i obawami przed możliwością stworzenia w przyszłości genetycznie modyfikowanych ludzki. Czy zatem powinno być to dopuszczone? Badania nad rozwojem genetyki i biotechnologii prowadzone są już od XIX w., a kontekście tematu szczególnie istotnymi momentami były Projekt Poznania Genomu Ludzkiego (1990-2003) oraz nowa terapia genowa (2012, edycja genomu CRISPR/Cas9), umożliwiającej naprawę lub zamianę genów wadliwych oraz dodanie genów dodatkowych – jest w fazie badań i eksperymentów).

Prelegentka podkreśliła, że inżynieria genetyczna, selekcja pozytywna czy negatywna były wynalezione dla celów terapeutycznych, związanych ze zdrowiem przyszłego potomstwa, ale jednak należy pamiętać, że mogą być używane również dla celów pozaterapeutycznych. Technologia umożliwia dokonywanie wyboru potomstwa ze względu na cechy niezwiązane ze zdrowiem (zgodność tkankowa z istniejącym chorym potomstwem, płeć, inne cechy o podłożu genetycznym), co nie oznacza, że jest to dopuszczalne. Na gruncie ustawy o leczeniu niepłodności stosowanie selekcji ze względu na cechy fenotypowe niepowiązane ze zdrowiem są w chwili obecnej niedopuszczalne.

Dr Soniewicka wskazała na różnice poglądów między transhumanistami (zwolennikami swobody reprodukcyjnej, prawa rodziców do wyboru dziecka) a biokonserwatystami (zwolennikami ograniczenia swobody reprodukcyjnej). Zwróciła szczególną uwagę na kilka grup argumentów przemawiających przeciwko ulepszaniu, w tym na argumenty ze statusu normatywnego embrionu/płodu ludzkiego, statusu normatywnego ludzkości (zabawa w Boga, nieznane konsekwencje) czy też ze sprawiedliwości (pogłębienie nierówności), wolności i godności (uprzedmiotowienie dziecka). 

Dr Dorota Krekora-Zając mówiła o problemie biobanków (do celów naukowych i transplantologicznych).

 

Biobanki są podstawą dla istnienia nowoczesnej medycyny – nowe leki, procedury, polityka zdrowotna. Ale jest drugie pytanie – jeżeli mówimy o dobrze ludzkości, to prawa jednostki mogą ulec ograniczeniu. Nie ma regulacji dotyczącej bionakowania próbek (jest ustawa transplantoloficzna – biobanki wyłącznie do celów transplantologicznych, nie naukowych).

Regulacje dotyczą biobankowania mają charakter miękki, więc nie regulują jasno praw dawców. Co z tego wynika?

Soft-law – konwencja bioetyczna, wytyczne OECD, deklaracja z Taipei – zalecenia, nie kształtują w sposób bezpośredni praw dawców

Dawca – prawo do autonomii, prywatności, ochrony życia prywatnego – w założeniu teoretycznym dawca musi być informowany o tym, że jego próbka pobierana jest do celów naukowych, wyraża zgodę, ale ma również prawo do wycofania zgody na wycofanie próbki. I tu jest pierwszy realny problem – anonimizacja danych osobowych (Kiedy biobank pozyskuje naszą tkankę, zyskuje dostęp do bardzo wielu informacji o nas. Nie wiemy, co się z nimi stanie. Czy zatem rozwiązaniem może być obowiązkowa anonimizacja naszych danych? Ale to de facto ochrona praw dawcy przez pobawienie go praw?).

W jakiej sytuacji stawia to dawców w przypadku materiału genetycznego pozyskanego bez ich zgody (np. z odpadów medycznych)?

A co, jeśli badania genetyczne na pozyskanym materiale doprowadzą do uzyskania informacji istotnych dla zdrowia dawcy? (tu trzeba sobie uświadomić, że obowiązek zawodowy powiadomienia pacjenta o jego zdrowiu ma tylko lekarz, a nie genetyk).

Wszystkie te pytania stają się jeszcze bardziej skomplikowane, kiedy uświadomimy sobie, że nie zawsze wiadomo, kto decyduje o pobraniu próbki.

Jak widać, pytań jest więcej niż odpowiedzi.

Dr hab. Anna Wójcicka chciała skupić się na jaśniejszych stronach postępu genetyki. - Bo choć bardzo wielu rzeczy nie wiemy, to potrafimy coraz lepiej pomagać ludziom właśnie dzięki osiągnięciom genetyki.

Co dziś możemy: diagnozować istniejące choroby i ryzyko wystąpienia chorób w przyszłości.

Choć możliwe jest zbadanie całego genomu człowieka, to nie powinno się teg robić i lekarze nie chcą tego robić. Ale rynek diagnostyki genetycznej trzeba uregulować – i prowadzić ją w certyfikowanych laboratoriach, które skupią się na rozwiązywaniu konkretnych problemów pacjenta, bp. skupią się na problemie padaczki u dziecka, ale nie zaczną rozszerzać badania po to, by wykryć dodatkowo ryzyko wystąpienia raka jelita grubego. Zwłaszcza, że zrozumienie tego, co oznacza wynik badania genetycznego, może być trudne nawet dla lekarza – a nie tylko dla pacjenta, który nie jest genetykiem. Niestety, wymaga zmiany sposób edukacji w tej dziedzinie.

Kolejnym problemem jest ustalenie, kto tak naprawdę może zlecać i wykonywać badania genetyczne.

To niestety nie koniec. Bo jeśli badania wykonane w konkretnym, wąskim celu wykażą konkretne ryzyko choroby, to nie zawsze lekarze mogą pomóc, choć wiedzą jak. Przykład? Tzw. geny Angeliny Jolie, w tym przypadku rekomenduje się pancjentkom profilaktyczną mastektomię i usunięcie jajników. Tyle że w Polsce nie jest to refundowane (Z drugiej strony trzeba mieć świadomość, że źle wykonane badana genetyczne i źle zrozumiane ich wyniki mogą prowadzić pacjentów do złych decyzji medycznych – w przypadku kobiet może o być  decyzja o niepotrzebnej mastektomii)

Prof. Tomasz Pasierski mówił o dostępie do kosztownych terapii i dylematach, jakie z tego powodu się pojawiają

– Ludzie uważają, że dostęp do nowych terapii jest ich prawem, choć są to procedury niezmiernie kosztowne. W jaki sposób ocenić, czy nowa technologia jest naprawdę dobra i warto za nią zapłacić? Jak dzielić zasoby na ochronę zdrowia – bo przecież nie są nieograniczone? Czy wydać pieniądze na kosztowne leczenie jednej osoby czy równie skuteczne ale tańsze leczenie wielu osób? Jak liczyć koszty terapii, skoro ustalają je często firmy farmaceutyczne (rozliczające się z akcjonariuszami)?

Musimy dobrze oceniać naukę, rozumieć, że działamy w obszarze dużej niepewności. Musimy też znaleźć sposób na to, by – jeśli terapia działa – zapewnić ją tym, którzy „wylosowali” najgorszy los, niezależnie od tego, ile taka terapia kosztuje.

Dyskusja

  •  Modyfikacja genetyczna embrionów. Dziś zamiast ryzykownej „naprawy” genetycznej  embrionów łatwiej jest je selekcjonować i implantować zdrowe.  Każda z tych metod niesie inne etyczne zagrożenia, ale dyskusja musi być otwarta i szeroka.
  • Problem niezrozumiałości zgód na testy genetyczne (prof. Ewa Bartnik): przygotowywane są przez prawników, które chcą się asekurować na wszystkie sposoby . Dziś tych dokumentów może nie zrozumieć w Polsce nawet genetyk – to ogromny problem.
  • W dyskusji o aspektach etycznych genetyki trzeba unikać uproszczeń i trzymać się realiów. Można debatować nad tym, czy to etycznie decydować o wzroście innego człowieka (i prowadzić takie debaty w mediach), ale trzeba mieć świadomość, że wzrost jest uzależniony od 400 genów. 

Kobieta jako (nie)pełnoprawna* obywatelka / *niepotrzebne skreślić

Data: 2017-12-09

“Mówimy o naruszaniu praw kobiet w każdej dziedzinie. Podsumowanie mogłoby brzmieć: po wielu latach od prób wprowadzania rożnych zmian, także w postawach, w każdej dziedzinie dotyczącej praw człowieka i praw kobiet mamy bardzo dużo do zrobienia”, oceniła gorzko dr Sylwia Spurek, zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich.

Kwestia praw kobiet, szczególnie w kontekście prób ich łamania lub ograniczania to temat, który jak bumerang wraca od początku rządów PiS. W październiku 2016 w miastach całej Polski odbył się Czarny Protest, pierwsza zorganizowana na tak dużą skalę demonstracja w obronie praw kobiet i jednocześnie pierwszy z wielu protestów. Tematy, które są poruszane najczęściej, to kwestia aborcji – wraz z pytaniem, czy uda się utrzymać kompromis z lat 90., czy też raczej czeka nas zaostrzenie ustawy – dostęp do antykoncepcji oraz do tzw. pigułki po. O tej i innych kwestiach podczas panelu „Kobieta jako (nie)pełnoprawna* obywatelka” dyskutowali: prof. Małgorzata Fuszara, była pełnomocniczka Rządu ds. Równego Traktowania, o. Paweł Gużyński, dominikanin, doktorant socjologii na Uniwersytecie Łódzkim, Elwira Borowiec - działaczka społeczna, Tiina Kukkamaa-Bah - kierowniczka Działu ds. demokratycznych rządów i równości płci w Biurze Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE, Monika “Pacyfka” Tichy - aktywistka, feministka, dr Sylwia Spurek - zastępczyni RPO oraz Grzegorz Wrona, adwokat, specjalista i superwizor z zakresu przeciwdziałania przemocy rodzinie.

Piotr Pacewicz z magazynu Oko Press, który moderował dyskusję, rozpoczął od zadania widowni trzech pytań na temat kondycji praw kobiet w Polsce odpowiednio w sferze praw publicznych, praw społeczno-ekonomicznych i praw reprodukcyjnych. Następnie przeszedł do części zasadniczej panelu, zadając panelistom na dwa pytania: czy i które prawa kobiet w Polsce są łamane lub ograniczane? Oraz co możemy z tym zrobić?

Wśród problemów, z którymi zmagają się Polki, większość uczestników debaty wymieniła te związane z prawami seksualnymi i reprodukcyjnymi. Prof. Fuszara zauważyła, że kwestia ta dotyczy nie tylko dostępu do aborcji czy antykoncepcji, ale także szeregu spraw związanych z porodem i opieką okołoporodową, czy badaniami prenatalnymi. Fuszara oceniła politykę rządu w tym zakresie jako antymacierzyńską. Ojciec Gużyński odniósł się do stanowiska Kościoła w kwestii aborcji, zauważając, że przynajmniej wśród części duchownych panuje deficyt zrozumienia problemów, z którymi borykają się kobiety. – „Odczytuję to zrozumienie w osobie papieża Franciszka, który dawał wyraz swojemu przekonaniu, iż gros aborcji jest związanych ze złą sytuacją kobiet. Papież mówi, że to złe jest przymuszanie ich do postaw heroicznych. Na gruncie polskiego Kościoła są to jednak poglądy niemile widziane”.

Elwira Borowiec, podobnie jak prof. Fuszara, upatrywała źródeł problemów w próbach narzucania kobietom określonych poglądów i postaw przez każdą rządzącą w Polsce ekipę. Jednocześnie zwróciła uwagę na inne wyzwanie, a mianowicie poziom życia kobiet na wsiach i w małych miejscowościach. “Kobiety na prowincji mają nieporównywalnie mniejsze szanse”, przekonywała. “Jest różnica między kobietami z miasta i wsi, gdzie jest przyzwolenie na traktowanie ich przedmiotowo”.

Tiina Kukamaa-Bah stwierdziła, że Polska i Finlandia dzielą pewne problemy, a wśród nich np. niewystarczającą reprezentację kobiet w polityce. “Z mojej perspektywy największym wyzwaniem jest zwiększenie udziału, reprezentacji kobiet w podejmowaniu decyzji, życiu publicznym. Kiedy obywatele nie są równo reprezentowani, to zagrożenie dla demokracji.”

Wtórowała jej Monika “Pacyfka” Tichy, przekonując, iż wiele problemów, z jakimi borykają się kobiety, ma naturę systemową. „Ksiądz na kazaniu mówi o mężatce, która przez dekady nie odeszła od męża alkoholika, który bił ją i dzieci, że to wspaniałe - mówiła. - Ostateczny cel jest taki, żeby ci, którzy dzięki swojej biologicznej przewadze mają siłę i władzę, mieli jej jeszcze więcej”. O przewadze siłowej mec. Wrona, specjalista spraw przemocy domowej, który właśnie przemoc w związku czy rodzinie i brak legislacyjnej możliwości podjęcia skutecznych działań w związku z nią uznał za największe zagrożenie dla praw kobiet.

Dr Sylwia Spurek pesymistycznie podsumowała, że o naruszaniu praw kobiet można mówić praktycznie w każdej dziedzinie. Dodatkowo poruszyła aspekt przemocy ekonomicznej i nierówności płac między kobietami a mężczyznami na tych samych stanowiskach. “Każda z tych sfer to ignorowanie i arogancja - dodała. - Myślę, że geneza jest ponadpartyjna”.

W drugiej części paneliści starali się znaleźć odpowiedź na pytanie, jakie działania można podjąć, by sytuacja uległa poprawie. Mec. Wrona wskazywał jako rozwiązanie zajęcia edukacyjne, np. takie, jakie prowadzone są dla studentów stomatologii w Warszawie. “Od 3 lat na wydziale dentystycznym są zajęcia z przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Bardzo interesująca jest dla mnie postawa tych studentów, którzy nie mówią: >>wymyślacie, narzucacie<<, ale są na to otwarci”. Jego zdaniem tego rodzaju kształtowanie otwartości powinno mieć miejsce na jak najwcześniejszych etapach w przygotowywaniu do wszystkich zawodów eksponowanych na przemoc - prawników, lekarzy, policjantów, pedagogów itd.

Z kolei o edukacji seksualnej mówiła Monika Tichy. „A tego nie da się zrobić bez rozdziału Kościoła od państwa” - przekonywała. Ojciec Gużyński był natomiast zdania, że ruchy feministyczne nie tylko mogłyby od Kościoła uczyć się cierpliwości, która co pomogłoby im działać długofalowo, ale wręcz że Kościół mógłby stać się sprzymierzeńcem kobiet. Nieco bardziej sceptyczna wobec tego była prof. Fuszara. „Zdaję sobie sprawę z tego, że Kościół ma inne pole do działania niż rząd. W Kościele protestanckim był cały rok poświęcony walce z przemocą. Czemu Kościół katolicki nic z tym nie robi?” - pytała.

Tiina Kukkamaa-Bah rozwiązanie widziałaby w ustawowo wprowadzanych parytetach i tzw. suwaku, czyli metodzie naprzemiennego umieszczania na listach wyborczych kobiet i mężczyzn (w Polsce taka ustawa utknęła w Sejmie w 2014 r.). Podkreśliła także, że odkąd mieszka w Polsce, obserwowała wszystkie protesty i widzi ogromny potencjał w naszym ruchu środowisk kobiecych. Wiarę w aktywizm i politykę lokalną podzielała także Elwira Borowiec: „Byłam kurą domową, ofiarą przemocy i sytuacji kobiet na wsi, którą opisywałam. Kiedy zakończyłam związek, zaczęłam działać, organizować protesty, jeździć do Warszawy. W następnych wyborach będę startować na radną w moim miasteczku” - opowiadała.

Na końcu dr Spurek zwróciła uwagę, że coraz częściej spotyka się z chęcią podjęcia działań także u mężczyzn, którzy nie zgadzają się na przemoc i nierówne traktowanie. “To nie może być tylko ruch kobiecy – podsumowała. - Ale musi to być ruch ludzi na rzecz praw kobiet i równości płci. Każdy z nas może na co dzień działać na rzecz sprawy”.

Jagoda Grondecka, Kultura Liberalna

 

Bezpośrednie stosowanie Konstytucji w sferze prawa karnego

Data: 2017-12-09

„Chciałbym, byśmy patrzyli jako prawnicy i sędziowie na problem bezpośredniego stosowania Konstytucji bez aspektu politycznego. Takie powinno być prawnicze rozumowanie. Wtedy będziemy w swoich ocenach bardziej sędziowscy i prawniczy, jeśli nie damy się ponieść uniesieniom chwili. Jeżeli tak będziemy patrzyli na bezpośrednie stosowanie Konstytucji, to unikniemy tego uwikłania, które dało się słyszeć w pani głosie…”

Stanisław Zabłocki

Celem panelu była dogmatyczna analiza dopuszczalności bezpośredniego stosowania Konstytucji RP w sprawach karnych w oparciu o konkretne problemy, w szczególności w kontekście ostatnich zmian legislacyjnych.

W trakcie panelu poruszone zostały m.in. takie tematy, jak: dopuszczalność dowodów uzyskanych z naruszeniem prawa, konfiskata rozszerzona, zaskarżalność postanowienia o ekshumacji zwłok, dopuszczalność i zasady prowadzenia kontroli operacyjnej.

Argumenty przedstawione podczas dyskusji powinny posłużyć sędziom, prokuratorom i profesjonalnym pełnomocnikom podczas konkretnych spraw zawisłych przed sądami.

Panel miał także na celu zidentyfikowanie ewentualnych trudności i ograniczeń bezpośredniego stosowania Konstytucji RP.

W panelu udział wzięli:

  • Stanisław Zabłocki - prezes Izby Karnej Sądu Najwyższego, prof. dr hab.
  • Małgorzata Szeroczyńska - prokurator, doktor
  • Małgorzata Wąsek-Wiaderek - członek Biura Studiów i Analiz Sądu Najwyższego, dr hab.
  • Andrzej Sakowicz - profesor nadzwyczajny w Katedrze Prawa Karnego Uniwersytetu w Białymstoku, pracownik Biura Studiów i Analiz SN.

Prowadzącą panel była adw. Katarzyna Wiśniewska z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Stanisław Zabłocki - Prawo do obrony przez osobę nie posiadającą statusu podejrzanego

Sędzia Zabłocki wskazał, iż wykładnia prokonstytucyjna to postawa bardziej ofensywna niż prowadzenie zwykłej wykładni zgodnej z Konstytucją. Jest to bowiem postawa immanentnie zakładająca, że w procesie wykładni na każdym etapie dostrzega się współoddziaływanie Konstytucji w szczególności praw podmiotowych zapisanych w Konstytucji.

Konstytucji, która jest gwiazdą polarną czy aksjologicznym kompasem na każdym etapie prowadzonej wykładni.

Sędzia powołał się na profesorów: Kardasa i Gutowskiego mówiąc, iż chodzi o to, by każdy element interpretacji był nasączony konstytucyjną aksjologią.

Sędzia Zabłocki powołując się na uchwałę SN z 1991 r. wskazał, iż może nie być konstytucji pisanej, aktu prawnego nazywanego Konstytucją, a może być już w sędziach, sędziowskich umysłach coś, co nazwiemy konstytucyjnym myśleniem w kategorii gwarancji obywatelskich, praw i wolności człowieka i obywatela.

W omawianej uchwale SN stwierdził, iż nie wolno przesłuchiwać oskarżonego w jego własnej sprawie w charakterze świadka. Wynika to z istoty procesowych gwarancji przyznawanych oskarżonemu. Przecież w sytuacji kiedy świadek ma obowiązek składania zeznań, ponosi odpowiedzialność za fałszywe zeznania. Może więc odmówić odpowiedzi na poszczególne pytania, która mogłaby narazić go na odpowiedzialność karną. Każdy ma prawo do obrony w postaci składania zeznań nieprawdziwych, o ile nie popełnia innego przestępstwa - przestępstwa fałszywego oskarżenia innych osób. SN wskazał, iż zajęte tu stanowisko mogłoby nasuwać tu istotne wątpliwości, gdyby tylko stanąć na gruncie prawa karnego materialnego. Przy rozstrzyganiu tej kwestii nie można jednak pominąć przepisów prawa procesowego w zakresie prawa do obrony. Oprócz wyraźnie przewidzianych okoliczności należy również zaliczyć działanie w ramach uprawnień w przepisach ustaw wydanych na jej podstawie.

Również w uchwale z kwietnia 2007 r. na gruncie innego stanu prawnego że zawarte w art. 42 ust. 2 Konstytucji „każdy przeciwko komu” wcale nie muszą oznaczać że prawo do obrony przysługuje od fazy in personam, ale że słowa te można kierować do os podejrzanej - a więc i osobie faktycznie a nie tylko formalnie podejrzanej. Uchwałę SN z 2007 r. utrzymano dokładnie w tym samym tonie: nie popełnia przestępstwa fałszywych zeznań, kto umyślnie składa fałszywe zeznania w realizacji jego prawa do obrony.

Sędzia Zabłocki wskazał przypadek kasacji do SN wniesionej na korzyść przez Prokuratora Generalnego, który w kasacji postawił zarzut rażącego naruszenia art. 387 § 2 k.p.k. że wydano wyrok skazujący bez przeprowadzenia dowodów w sytuacji gdy okoliczności popełnienia przestępstwa z art. 233 § 1 k.k budziły wątpliwość, gdyż oskarżony działał w warunkach ustawowego kontratypu.

Ta linia orzecznicza była niezwykle silnie atakowana przez polityków - zawsze była dla nich niewygodna. Dlatego w uzasadnieniu projektu ustawy o Sądzie Najwyższym uchwalonej w lipcu 2017 r. (później zawetowanej przez Prezydenta) ta linia orzecznicza była pokazywana jako ta, która „nakazuje rozpędzić SN na cztery wiatry” z uwagi na to, że  „nie uwzględnia konfliktu między wartościami a obowiązującym prawem, co wywołuje poczucie niesprawiedliwości”. Tym samym, w ocenie krytyków, SN przyznał osobom zeznającym jako świadkom prawo do kłamstwa co może prowadzić do unicestwienia celów postępowania karnego.

Sędzia Zabłocki przeciwko takiej linii wykładni ostro protestował w Senacie i protestuje również dzisiaj.

Odwołanie się do art. 42 ust. 2 Konstytucji w tych dwóch uchwałach i licznych orzeczeniach, nie stanowi przyznania podmiotowego prawa do kłamstwa świadkowi, ale przyznanie prawa do obrony w takim stopniu w jakim to prawo do obrony ma przyznane podejrzany, gdy jest ustawiony w prawidłowej procesowo roli.

W marcu 2016 r. doszło do olbrzymiego przemodelowania art 233 k.k. dodając m.in. paragraf 1a.

W doktrynie (prof. Mozgawa) pojawiły się poglądy że tym samym straciła aktualność teza w uchwale z 2007 r. Odmiennie twierdzą: Witold Zontek, Adam Wojtaszczyk i Maria Szewczyk (w komentarzu pod red. prof. Zolla i Wróbla). De lege lata można bronić tezy, że wprowadzenie jednostki redakcyjnej art 233 § 1a k.k. nie mogło zmienić ocen dotyczących możliwości realizacji prawa do obrony przez tę grupę świadków, którzy powinni być przesłuchani we właściwej roli (tj. podejrzanego) i powinni mieć możliwość skorzystania z prawa do odmowy składania zeznań.

Sędzia Zabłocki wskazał, iż po pierwsze, terminy konstytucyjne mają swój autonomiczny charakter i w żaden sposób nie wolno ich wykładać poprzez ustawy zwykłe. Zwykła ustawa nie może przyciąć terminu konstytucyjnego, wydrążyć go z przynależnego elementu i pozbawić prawa do obrony wynikającego z art 42 ust 2 Konstytucji. Po drugie, terminy konstytucyjne i ratyfikowanych umów międzynarodowych nie mogą być tylko wykładane literalnie, ale na podstawie wszystkich metod wykładni z uwagi na fakt, iż operują tekstem syntetycznym. Wykładnia literalna jest o wiele bardziej zawodna.

To twierdzenie, które ma uzasadnić tezę, że doszło do przewrotu kopernikańskiego w zakresie prawa do obrony nie może być wywodzone tak jak to czynią projektodawcy i autorzy tego przepisu z tego że w art. 42 ust 2 Konstytucji nie jest pozytywnie zapisane, że w ramach prawa do obrony mieści się również tzw. prawo do podawania nieprawdziwej wersji wydarzeń przez podejrzanego instrumentalnie albo omyłkowo słuchanego w charakterze świadka.

To jest próba pokazania przez projektodawcę, że mamy pojęcie konstytucyjnego prawa do obrony wykładać w świetle zwykłych ustaw.

Wystarczy odwołać się do art. 42 ust 2 Konstytucji.

Przy właściwej analizie art. 233 § 1a k.k. przepis ten nie obejmuje świadka instrumentalnie albo przypadkowo przesłuchiwanego w tym charakterze, a który powinien być przez prokuratora przesłuchiwany w charakterze podejrzanego. Przepis ten obejmie już sytuację, gdy organy ścigania mają wiadomość, że członkowie rodziny osoby składającej fałszywe zeznania są zaangażowane w czyn zabroniony. Tutaj świadek nie korzysta z prawa do obrony, bo zeznaje nie w swojej sprawie. Przepis ten zatem nie jest całkowicie wydrążony ze swojej treści.

Małgorzata Szeroczyńska, Ocena znamion przestępstw w świetle Konstytucji

Prokurator wyraziła nadzieję, że sądy będą stosowały prokonstytucyjną wykładnię. Opisuje to na przykładzie:

W święta 2016 r. pada informacja, że tatuś nie żyje. Syn zeznaje, że tatuś wrócił pokrojony z imprezy. Faktycznie ślady lejącej się krwi od furtki. Rany na rękach, na wysokości ścian smugi krwi. Wcześniej syn wzywał pogotowie. Nie ma w domu matki. Zamknął matkę w domu, ale uciekła przez okno. W czasie oględzin proszę, żeby od razu przesłuchano syna w charakterze świadka pouczając w trybie art. 183 k.p.k. Oględziny trwają cały dzień. Wchodzimy do pokoju syna i okazuje się, że na jego łóżku olbrzymia plama krwi. Pod łóżkiem ubrania we krwi. Syn oficjalnie zatrzymany, przyznaje się. Dostaje zarzuty z art. 148 kk.

Postawiłam mu zarzut z art. 233 § 1a k.k. mając nadzieję że SO w Płocku zaprzeczy poglądowi prof. Mozgawy i dokona prokontytucyjnej wykładni tego przepisu odmawiając jego zastosowania.

Czy można uniewinnić człowieka na podstawie Konstytucji?

Doktor Szeroczyńska wskazała, że prokuratorzy nie mają przyzwyczajenia korzystania z Konstytucji ani z międzynarodowych umów międzynarodowych, a szkoda, bo warto takie rzeczy robić już w postępowaniu przygotowawczym. Wynika to z praktycznego podejścia do przepisu: że ustawa karna jest narzędziem pracy prokuratora.

Poddała w wątpliwość konstytucyjność art. 135 § 2 k.k. (publiczne znieważenie prezydenta) w kontekście wyrażonej w art. 32 ust. 1 Konstytucji zasady równości wobec prawa. Jednocześnie jednak pogratulowała prokuratorowi, który odważy się umorzyć takie postępowanie.

Wątpliwy konstytucyjnie jest również art. 45 prawa prasowego - czyn zabroniony polegający na wydawaniu dziennika lub czasopisma bez rejestracji. Trybunał Konstytucyjny uznał sankcje za zbyt surową, podnosząc, że prawo może wymagać rejestracji czasopism ale nie może stanowić sankcji karnej. Obecnie czyn stanowi wykroczenie. Czy aby na pewno wolność prasy i słowa wymaga żeby to było karane?

Prokurator zwróciła uwagę, że SN 10 lat temu orzekł, że prasa to są wszystkie publikacje periodyczne które są publiczne, a więc również te ukazujące się w Internecie. Zgodnie z tą definicją każdy bloger prowadzi prasę - każda strona urzędowa jest prasą, bo tam są informacje bieżące publikowane na pewno częściej niż raz do roku. Dopóki to było przestępstwo, można było umorzyć postępowanie z uwagi na znikomą społeczną szkodliwość czynu. Teraz jest to wykroczenie. A policjanci na pewno nie zastosują prokonstytucyjnej wykładni prawa. Jest to więc świetne narzędzie zrobienia komuś krzywdy. Wolność słowa każdego obywatela jest dużo wyżej niż obowiązek rejestracji.

Czy można skazać kogoś na podstawie Konstytucji?

Prokurator Szeroczyńska wskazała, że nie ma takiej możliwości.

Jednocześnie podała przykład art. 36 Konwencji Stambulskiej, który nakłada na Polskę obowiązek wprowadzenia przepisów karnych za stosunki seksualne bez zgody. Mamy art. 197 kk – tj. coś więcej niż stosunek seksualny bez zgody. Gdy kobieta zeznaje, że odbyła stosunek seksualny, którego nie chciała, to prokurator musi dopytać, w jaki sposób, w jakich okolicznościach. Mamy konwencję, która wymaga od państwa, żeby to było karane. Mamy pokrzywdzoną, która powinna mieć ochronę. Konstytucja jednak stanowi, że nie ma przestępstwa, jeżeli nie ma ustawy.

Posługując się przykładem przestępstwa z art. 257 kk (znieważenie grupy ludności z powodu pewnych konkretnych cech) prokurator zapytała, co z osobami należącymi do innych grup mniejszościowych - LGBT, niepełnosprawnych, czy wegan. Z jednej strony, nikt nie może być dyskryminowany w ochronie. Nie ma tutaj jednak przestępstwa z uwagi na brzmienie art. 42 ust. 1 Konstytucji. 

A ile razy Konstytucja pozwala karać człowieka?

Zasadę ne bis in idem wywodzi się z art. 2 i 45 ust. 1 Konstytucji. Przepisy ustaw pozwalają nas karać wielokrotnie w bardzo różnych sytuaacjach:

  • zbieg idealny przepisów karnoskarbowych i karnych
  • zbieg przepisów administracyjnych i karnych
  • zbieg wykroczeń i przestępstw

Wyrok TK z 1.12.2016 r. o zgodności art. 10 kodeksu wykroczeń z art. 2 i art. 45 ust. 1 Konstytucji, art. 4 ust. 1 Protokołu nr 7 EKPC i art. 14 ust. 7 MPPOiP jest niezrozumiały.

Można wyobrazić sobie sytuację wypadku samochodowego, w którym rannych jest kilka osób powyżej 7 dni i jedna powyżej. Dochodzi do skazania karnego. Przed sądem wykroczeniowym pokrzywdzona przynosi dodatkową dokumentację medyczną, z której wynika, że ma obrażenia powyżej dni 7. I sąd umarza postępowanie wykroczeniowe, przesyła sprawę do prokuratora o czyn przestępny. Prokurator pyta się, co ma zrobić. Przecież my już skazaliśmy za to przestępstwo. Pokrzywdzona zostaje na lodzie.

Dygresja na czasie: prezydent nie zawetował jednej z ustaw. Dzięki temu mamy asesorów, którzy już zaczynają sądzić. ETPC powiedział że nie są niezawiśli. Ustawodawca nie wyłączył ich od stosowania kary pozbawienia wolności. Czy asesor jest niezawisłym sędzią, który wyda wyrok i może skazać nawet na karę 12 lat pozbawienia wolności. Czy każdy taki wyrok należy skarżyć w świetle Konstytucji. Czy mamy tu niezawisłego sędziego. Czy należy każdy wyrok skarżyć czy tylko karę pozbawienia wolności, jeśli zostanie wymierzona?

Małgorzata Wąsek-Wiaderek, Wykreowanie środka zaskarżenia na skutek wydania wyroku TK w zakresie pominięcia ustawodawczego

Czy sąd może sięgając sam bezpośrednio do Konstytucji wykreować środek zaskarżenia?

Chodzi o sytuację gdy nie mamy przepisu ustawowego, nie substratu kontroli konstytucyjnej. Sytuacja, w której brak przepisu, brak regulacji jest sprzeczny z Konstytucją.

W odniesieniu do wyroku TK z dnia 8 października 2013 r. (K 30/11), stwierdzającego, że art. 81 § 1 k.p.k. „w zakresie, w jakim nie przewiduje sądowej kontroli zarządzenia prezesa sądu o odmowie wyznaczenia obrońcy z urzędu dla oskarżonego, który złożył wniosek w trybie art. 78 § 1 ustawy – Kodeks postępowania karnego, jest niezgodny z art. 42 ust. 2 w zw. z art. 45 ust. 1 i z art. 78 Konstytucji Rzeczypospolitej, SN pozostawił zażalenie bez rozpoznania (postanowienie z 14.11.2014 r., III KZ 86/14) SN wskazując, że nie jest to negatywny wyrok zakresowy. Nie rozstrzygnął bowiem o niekonstytucyjności treści normatywnej wyrażonej w przepisie, ale o niekonstytucyjności pominięcia treści normatywnej.

Postanowieniem z 27.10.2005 r., I KZP 37/05, SN stwierdził, że na postanowienie sądu o zamianie kary porządkowej grzywny na karę pozbawienia wolności (art. 50 § 3 ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. - Prawo o ustroju sądów powszechnych, Dz. U. Nr 98, poz. 1070 ze zm.), wydane w postępowaniu toczącym się na podstawie przepisów Kodeksu postępowa-nia karnego, zażalenie nie przysługuje (art. 459 k.p.k. a contrario). 

Sprawa zapadła na kanwie wyroku TK (SK 24/06). SN wskazał, że stwierdzenie przez Trybunał Konstytucyjny konieczności istnienia takiego środka prawnego (i w konsekwencji niekonstytucyjności przepisu tego nieprzewidującego) jest niewystarczające do przyjęcia, że z chwilą utraty mocy obowiązującej art. 50 § 3 u.s.p. takie zażalenie będzie przysługiwać. Utrata mocy obowiązującej przepisu w wyniku orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego mogłaby oznaczać ,,powstanie" prawa do wniesienia zażalenia jedynie w sytuacji, gdyby przepis ustawy wyłączał wniesienie zażalenia.

Czy bez wyroku TK sąd może samodzielnie bezpośrednio zastosować Konstytucję w sytuacji pominięcia ustawodawczego?

Dr hab. Małgorzata Wąsek-Wiaderek wskazała, że co do zasady bezpośrednio stosowanie Konstytucji nie może polegać na samodzielnym wykreowaniu środka zaskarżenia.

Wyjątki są dopuszczalne jedynie w razie oczywistej niekonstytucyjności przepisu ustawowego:

  • gdy dojdzie do obalenia przez TK domniemania zgodności z Konstytucją pominięcia ustawodawczego polegającego na niezapewnieniu środka zaskarżenia
  • gdy przepis ustawy i Konstytucji dotyczy tej samej materii i są ze sobą sprzeczne przy założeniu, że norma Konstytucji jest na tyle skonkretyzowana, że pozwala na jej samodzielne zastosowanie
  • gdy TK stwierdzi niekonstytucyjność określonej normy prawnej w przepisie tożsamym który nie był objęty orzeczeniem
  • gdy wynika to z utrwalonego orzecznictwa TK

Nie wszystkie wyjątki dadzą się zastosować do braku środka zaskarżenia.

Jednoznaczna jest sytuacja gdy brak uregulowania zażalenia stoi w oczywistej sprzeczności z przewidzianą drogą sądową w Konstytucji. Gdyby ustawodawca zrezygnował z kontroli sądowej zatrzymania (usuwając art 246 kpk), wtedy sięgnęlibyśmy do art. 41 ust. 2 Konstytucji. Norma konstytucyjna jest na tyle skonkretyzowana, że pozwala na jej samoistne stosowanie.

Wyjątek znajdzie zastosowanie, gdy TK stwierdza niekonstytucyjność określonej normy prawnej z uwagi na brak środka zaskarżenia , a jednocześnie dla bardzo podobnej sytuacji ustawodawca nie wprowadza środka zaskarżenia i jego brak nie zostaje stwierdzony orzeczeniem TK.

Może dojść też do sytuacji, gdy są dwa przepisy: jeden, który był przedmiotem orzeczenia TK (który stwierdził jego niezgodność z Konstytucją) a drugi o bliźniaczej treści dalej tkwi w systemie prawa i nie został usunięty. 

Dr hab. Małgorzata Wąsek-Wiaderek zaleca ostrożność w tego typu zabiegach, bacząc by sąd nie wchodził w rolę ustawodawcy, tam gdzie ten ostatni wyraźnie nie przewidział środka zaskarżenia.

Sądy powszechne wywodzą te środki wprost z Konstytucji. Takim znamiennym orzeczeniem jest postanowienie SN III KZ 45/16 z 5.9.2016 r. po wyr TK z 26.10.2010 r., SK 33/12 - w zakresie, w jakim nie przewiduje możliwości zaskarżenia postanowienia w przedmiocie kosztów nieopłaconej przez strony pomocy prawnej udzielonej z urzędu, zasądzonych po raz pierwszy przez sąd odwoławczy, jest niezgodny z art. 78 w związku z art. 45 ust. 1 Konstytucji.

Tam trzeba było wykreować jakąś właściwość - SN sobie doskonale poradził, nie ma problemu z bezpośrednim stosowaniem Konstytucji - drogą analogii wskazano, iż jest to instancja pozioma - zażalenie do sądu apelacyjnego w innym składzie.

Konkludując wskazała, iż bezpośrednie kreowanie w oparciu o Konstytucję środka prawnego wcale nie jest takie łatwe i może doprowadzić do chaosu.

Profesor Andrzej Sakowicz - konfiskata rozszerzona z perspektywy Konstytucji

Profesor Sakowicz omówił nowelizację Kodeksu karnego w zakresie konfiskaty rozszerzonej, wskazując, iż nowela ta nie jest przykładem że każda zmiana jest dobra. Zauważył również, że art 8 ust. 2 Konstytucji nie jest normą pustą i daje możliwość bezpośredniego stosowania Konstytucji i odstąpienia od zastosowania normy pustej

Problemy z perspektywy Konstytucji i umów międzynarodowych (art. 91 ust 3 Konstytucji):

W zakresie przepadku przedsiębiorstwa (art. 44a k.k.) prof. Sakowicz wskazał, że ten przepis pozwala bardzo szeroko na stosowanie instytucji przepadku przedsiębiorstwa w oderwaniu od katalogu przestępstw. Jedynym kryterium jest korzyść o znacznej wartości.

Jeżeli chodzi o przepadek określonego przedsiębiorstwa służącego do popełnienia przestępstwa lub ukrycia osiągniętej z niego korzyści, to trudno uznać by te rozwiązania normatywne były precyzyjne, pomimo że stanowią daleko idącą ingerencję w prawo własności (art 64 Konstytucji). Powinny być w związku z tym bardzo wąsko interpretowane, precyzyjne i ograniczone do sytuacji niezmiernie koniecznych.

Niepokój budzi art 45 § 2 i 3 kk , tj. poszerzona konstrukcja konfiskaty rozszerzonej - tu się pojawia możliwość orzeczenia przepadku, reakcji prawnokarnej oderwanej całkowicie od czynu na gruncie ustawy zwykłej. Standard dyrektywy nie jest zgodny z art. 64 ust.1  Konstytucji - w tym zakresie należałoby wprowadzić odrębne regulacje, uwzględnić regulacje podatkowe.

Zgodnie z art. 42 ust. 1 Konstytucji niedozwolone jest stosowanie środka reakcji w oderwaniu od czynu. W ocenie profesora Sakowicza powyższe rozwiązanie jest więc sprzeczne z art. 64 ust. 1 Konstytucji i art 1 Protokołu 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Głos zabrała również profesor Barbara Nita-Światłowska.

Wskazała, iż  norma Konstytucji odnosi się również do prokuratorów i że sama nie sformułowałaby zarzutu sprzecznego z Konstytucją. Przenoszenie ciężaru stosowania bezpośredniego Konstytucji na sądy albo na sąd ostatniej instancji albo Sąd Najwyższy jest założeniem ryzykownym. Nie sposób przewidzieć co się stanie w toku rozpoznawaniem sprawy. Mogą sądy wystąpić z pytaniem prawnym do TK. Czy to sąd w wyniku pytania prawnego czy inne podmioty uprawnione (Minister Sprawiedliwości) wystąpi z pytaniem prawnym i uzyska rozstrzygnięcie: zgodność kwestionowanego przepisu z Konstytucją. Orzeczenie TK jest ostateczne. Co ma zrobić sąd w takiej sytuacji? Oczekiwanie, że to ktoś za nas w wyższej instancji zdecyduje co zrobić z tym przepisem jest bardzo ryzykownym posunięciem.

Profesor Nita-Światłowska podkreśliła, że bezpośrednie stosowanie Konstytucji do konstruowania przepisu którego nie ma jest bardzo ryzykowne. Podała przykład wtórnej niekonstytucyjności: przepis takiej samej treści powielony w ustawie pomimo uznania za niezgodny z Konstytucją jego odpowiednika. Wcześniej TK zawsze rozpoznawał wtórnie taki sam przepis: to wskazuje na konieczność bardzo dużej ostrożności przy konstruowaniu brakującego uregulowania.

Koniecznym w ocenie profesor Nity-Światłowskiej jest przejrzenie przez sądy orzeczeń TK w kierunku pozytywnym. Do tej pory nikt tego nie zrobił.

Dr Barbara Grabowska-Moroz wskazała, iż równolegle do panelu na twitterze toczy się dyskusja, w czasie której padło stwierdzenie, że Konstytucja nie służy do chronienia przestępców?

Prokurator Małgorzata Szeroczyńska przypomniała, że szuka rozwiązania, jak skazać, żeby pomóc pokrzywdzonemu. Szuka tego w oparciu o inne normy ustawowe poprzez objęcie ściganiem prywatnoskargowym, a nie szukając innej odpowiedzialności w oparciu o Konstytucję. 

Zdaniem prokurator Szeroczyńskiej prokurator jest zobowiązany do bezpośredniego stosowania Konstytucji. Sama stosuje tak Konstytucję, że nikt by tego nie zauważył. Najzwyczajniej nie postawiłaby zarzutu w razie niezgodności przepisu ustawowego z Konstytucją. Odnosząc się do zarzutu z art. 233 § 1a k.k. zapowiedziała, że jeśli sąd skaże na tej podstawie, to sama napisze apelację na korzyść oskarżonego.

Na koniec zadała pytania.

  • Co zrobić z orzeczeniami TK, które budzą wątpliwości konstytucyjne?
  • Czy mamy w sobie gotowość by uznać je za niezgodne z Konstytucją?

Sędzia Stanisław Zabłocki przypomniał, że już w podręczniku do metodyki pracy sędziego pisał o bezpośrednim stosowaniu Konstytucji. Zwykło się wszystko upolityczniać. Ta sytuacja stawia nas w obliczu nowych wyzwań. Sędzia Zabłocki chciałby, byśmy patrzyli jako prawnicy i sędziowie na problem bezpośredniego stosowania Konstytucji bez aspektu politycznego. Takie powinno być prawnicze rozumowanie. Wtedy będziemy w swoich ocenach bardziej sędziowscy i prawniczy, jeśli nie damy się ponieść uniesieniom chwili. Jeżeli tak będziemy patrzyli na bezpośrednie stosowanie Konstytucji, to unikniemy tego uwikłania, które dało się słyszeć w głosie osoby zadającej pytanie.

Sędzia Zabłocki przypomniał, że nie mówił, że Konstytucja daje podmiotowe prawo do kłamstwa komukolwiek: świadkowi czy oskarżonemu. Konstytucja nie jest po to żeby chronić przestępców. Konstytucja jest po to, aby polskim obywatelom dawać prawo do obrony i o tym prawie podmiotowym tutaj toczy się dyskusja. Mówiąc o tym, że Konstytucja nie chroni przestępców należałoby wydrążyć prawo do obrony nie tylko z tego aspektu ale również z aspektu prawa do mówienia nieprawdy przez oskarżonego czy podejrzanego. Nie ma takiego przepisu w Konstytucji a nikt nie ma cienia wątpliwości, że ten aspekt zachowania osoby podejrzanej mieści się w aspekcie art. 42 ust. 2 Konstytucji, podobnie jak aspekt przesłuchiwania świadka instrumentalnie co może być efektem taktyki procesowej.

Podsumowując adw. Katarzyna Wiśniewska przypomniała, że sędziowie powinni myśleć w kategoriach praw i wolności obywatelskich. Co do zaś bezpośredniego stosowania Konstytucji, to nie powinniśmy myśleć że ktoś zrobi coś za nas. 

Prawa obywatelskie w mediach. O czym i jak informować?

Data: 2017-12-09

Jakie są główne grzechy mediów, jeśli chodzi o informowanie o prawach obywatela? Prawa obywatelskie to przecież nie tylko kwestie tak oczywiste jak wolność od tortur, ale także prawo do sprawiedliwego procesu, ochrony zdrowia psychicznego czy równego traktowania. W jaki sposób media mogą być sojusznikiem w walce o ich respektowanie?

Na te pytania odpowiedzi szukali prelegenci: Łukasz Warzecha z tygodnika „Do Rzeczy”, Justyna Kopińska, dziennikarka, Przemysław Talkowski, dziennikarz i prawnik, Krystyna Skarżyńska, psycholog, SWPS oraz Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, główna koordynatorka ds. Strategicznych Postępowań Sądowych w BRPO.

Zuzanna Rudzińska-Bluszcz mówiła o obowiązkach mediów wobec obywateli w zakresie informowania o sprawach ważnych społecznie, takich jak np. eksmisje na bruk. Jej zdaniem przedmiotem dogłębnej refleksji powinien być przede wszystkim język, jakiego używają dziennikarze.

- Problemem mediów jest to, że nie piszą o tym, co dotyka zwykłych ludzi. W dziennikarstwie najważniejsze jest oddanie głosu tym, którzy na co dzień go nie mają – zauważyła z kolei Justyna Kopińska.

Kolejną rzeczą, na którą zwróciła uwagę Kopińska, jest niekompetencja i nierzetelność, która nierzadko wkrada się w pracę dziennikarza. Negatywnym zjawiskiem, zdaniem redaktorki, jest także zbytnie ujawnianie swoich poglądów politycznych przez dziennikarzy na swoich profilach w mediach społecznościowych.

- Dziennikarz, zajmujący się sprawami społecznymi, powinien szanować wyborców każdej partii – podkreśliła.

Głos zabrał z kolei Przemysław Talkowski, wskazując, że jak istotne jest, aby dziennikarz dysponował odpowiednim czasem na przygotowanie swych materiałów reporterskich.

- W dzisiejszych czasach internet dosłownie goni nas, dziennikarzy. Niezwykle dynamizuje naszą pracę i upraszcza przekaz. Często nie idzie to w parze z rzetelną informacją i skutkuje przedstawianiem spraw bez pogłębionej analizy okoliczności im towarzyszących.

Zdaniem Łukasza Warzechy, jeśli chodzi o pokazywanie ludzkich spraw, to bardzo użyteczną formą są programy interwencyjne. Pojawia się tu jednak zagrożenie popadnięcia w populizm. Przekaz powinien być zatem zrównoważony, dzięki przedstawieniu złożoności sprawy i wnikliwej analizie jej szczegółów.

- Kolejny problem jest taki, że ogromna część mediów uprawia dziś politykę, bo dobrze sprzedaje się mocno nacechowany tożsamościowo przekaz – powiedział Warzecha.

Profesor Skarżyńska stwierdziła, że media przeceniają wiedzę przeciętnego odbiorcy w zakresie praw obywatelskich. Ten jest zaś często tzw. nierealistycznym optymistą, co znaczy, iż pozostaje w przekonaniu, że łamanie praw obywatelskich przedstawiane przez media go nie dotyczy lub sytuacja taka nigdy mu się nie przydarzy. Bardzo ważna jest także kwestia przystępnej formy przekazu.

- Ile osób reaguje, gdy słyszy, że za ścianą dochodzi do przemocy? Bardzo niewiele – argumentowała Skarżyńska, podejmując problem generalnego zaangażowania ludzi w ochronę praw obywatelskich.

Redaktor Agata Szczęśniak spytała, na ile zmiana prawa dotyczącego mediów ma szansę poprawić sytuację w zakresie dyskutowanych problemów. Być może etos pracy dziennikarza powinien być w większej mierze regulowany przez prawo stanowione? – dodała.

Zdaniem Zuzanny Rudzińskiej-Bluszcz ważniejsza w tej sferze jest zmiana mentalności dziennikarzy i obywateli, a nie uchwalanie nowych praw:

- Chodzi właśnie o tę reakcję na płacz za ścianą, o którym mówiła profesor Skarżyńska. Tego nie da się narzucić ustawą. To pewna wrażliwość społeczna i kwestia edukacji obywatelskiej - przekonywała. - Ich kształtowanie to nasza wspólna misja.

Dyskutowano także o języku używanym przez media. Jak ważne jest posługiwanie się językiem wrażliwym społecznie?

Zdaniem Rudzińskiej-Bluszcz semantyka kształtuje świadomość. Prawniczka uważa, że używanie form równościowych, takich jak „psycholożka”, „adwokatka” czy „osoba z niepełnosprawnością” (zamiast „niepełnosprawna”) ma wielkie znaczenie dla osób, względem których są używane. Profesor Skarżyńska dodała, że jest to istotny element tożsamości.

Zupełnie odmienny pogląd miał na ten temat Łukasz Warzecha.

- Nikt nie może zmusić mnie do posługiwania się łamanymi formami językowymi, które nie są naturalne. Implementacja takich sformułowań odzwierciadla poglądy i ja jako konserwatysta jestem temu przeciwny – stwierdził.

Z widowni padł głos, zarzucający dziennikarzom, że zbytnią wagę przywiązują do pozostawania neutralnym, podczas gdy dzisiejsza rzeczywistość polityczna wymaga jednoznacznego piętnowania naruszeń praw obywatelskich przez władzę i uczestnictwa w demonstracjach.

Jako wątpliwe ocenił jednak opowiadanie się za jedną opcją polityczną Przemysław Talkowski. Justyna Kopińska dodała, że dzięki temu, że nie angażuje się bezpośrednio w politykę, może docierać do ludzi o różnych poglądach, wzbudzać ich zaufanie i opisywać ich historie w reportażach. Z przedmówcami zgodził się Łukasz Warzecha:

- To nie my mamy stawać się aktorami rzeczywistości, ale ją opisywać. Być może gdyby zmiany legislacyjne uderzały w interes dziennikarzy, byłoby inaczej. Jednak nasze środowisko jest obecnie tak skrajnie podzielone, że nie sądzę, żebym wziął kiedykolwiek w takiej demonstracji udział – podsumował Warzecha.

Joanna Derlikiewicz, „Kultura Liberalna”

Ciemna strona integracji – problemy obywateli polskich za granicą

Data: 2017-12-09

Relacja z panelu dyskusyjnego „Ciemna strona integracji europejskiej – problemy obywateli polskich za granicą”

Integracja europejska otworzyła przed obywatelami Polski nowe perspektywy – możliwości podróżowania, podjęcia pracy w innych krajach UE, studiowania na wymarzonej uczelni, bądź odbywania staży naukowych, praktyk zawodowych, zawierania nowych znajomości, tworzenia związków  itp.

Ale tak szerokie otwarcie granic to nie tylko korzyści, ale także różnego rodzaju niebezpieczeństwa, które mogą stać się dla obywateli swoistą pułapką.

Utrata pracy, środków do życia może łatwo prowadzić do bezdomności za granicą, wyjazd „za pracą” często skutkuje tym, że rodziny żyją w rozłączeniu, pojawia się problem tzw. eurosieroctwa, związki tworzone z obywatelami innych państw muszą przezwyciężać trudności wynikające z odmienności kulturowych, stylu życia i uwarunkowań prawnych.

Jak radzą sobie z tymi problemami polscy obywatele i w jaki sposób państwo polskie może ich wspierać w rozwiązywaniu tych problemów? Czy wystarczająca jest aktywność organizacji pozarządowych w tym zakresie? O tym rozmawiali uczestnicy panelu pt. „Ciemna strona integracji europejskiej – problemy obywateli polskich za granicą” – moderatorem dyskusji był Łukasz Lipiński, z Polityka Insight.

Dr Magdalena Mostowska z Uniwersytetu Warszawskiego badała naukowo sytuację osób bezdomnych z Polski w krajach UE. Przedstawiła wyniki badań przeprowadzonych w krajach skandynawskich. Wynika z nich, że mamy do czynienia ze zjawiskiem, które jest bardzo trudne do zdefiniowania i oszacowania i z tego powodu nie jest dotąd dokładnie zanalizowane.

Ewa Sadowska z Fundacji Pomocy Wzajemnej „Barka” przedstawiła działalność Fundacji: - W 2006 r. „Barka” została zaproszona do pracy z osobami w kryzysie bezdomności w Londynie. Powstał program „Powroty” – nasi liderzy wychodzą na ulice i własnym przykładem pokazują, że można wyjść z najgłębszego kryzysu. Programy są współfinansowane przez państwa, w których pracujemy oraz w oparciu o partnerstwa – z Senatem RP, z polskim MSZ, placówkami konsularnymi, miejscowymi organizacjami pozarządowymi. Ta współpraca przekłada się na efektywna pomoc. Umożliwiamy ludziom powrót do kraju i podjęcie normalnego życia w rodzinie albo w naszych ośrodkach resocjalizacyjnych.

Magdalena Chwarścianek od 3 lat odpowiada za programy „Barki” w Holandii i Belgii”: – Pracujemy we wszystkich większych miastach w Holandii. Historie są bardzo dramatyczne – Polacy wyjeżdżają do pracy, po lepsze życie, ale gdy coś się nie uda, powinie się noga, jest wielki wstyd, który nie pozwala poprosić o racjonalne wsparcie, gdy jeszcze jest na to czas.

Wielkim problemem są uzależnienia – ok. 80 % osób, z którymi współpracujemy, to uzależnieni. To jeszcze przyspiesza upadek za granicą. Do tego dochodzi często brak wsparcia w rodzinie. Obecnie w Holandii mamy kontakt z ok. 2000 Polaków bezdomnych, ale wspieramy ok. 6000 osób, które nie są bezdomne, ale są w bardzo trudnej sytuacji – im pomagamy wejść na rynek pracy.

Adriana Porowska z Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej”: – Do nas przyjeżdżają bezdomni, którzy mają już za sobą doświadczenie bezdomności także za granicą, w innych krajach europejskich. Nas może oburzać taki tryb życia, ale to nie zwalnia nas, jako ludzi, z obowiązku pomocy. Ludzie bezdomni za granicą umierają, i to umierają w ogromnej samotności. Nie ma tam polskich działaczy, organizacji – nie ma pomocy adresowanej do bezdomnych w języku polskim, a język jest barierą często nie do przejścia. Nie ma tam polskich psychologów i terapeutów.

Z takimi problemami borykają się między innymi osoby pomagające bezdomnym Polakom w Paryżu. Powinniśmy natychmiast przeznaczyć część środków z budżetu państwa na pomoc bezdomnym Polakom tam, na miejscu.

Senator RP dr Ryszard Majer: -  W UE mamy od kilkunastu do kilkudziesięciu bezdomnych Polaków – nie ma jednoznacznych szacunków. Jako państwo musimy troszczyć się o trzy elementy: prawa człowieka, prawa obywatelskie, prawa socjalne. W jaki sposób to robić : zasadnicza jest praca socjalna – streetworking i na to muszą znaleźć się pieniądze, o co ciągle zabiega Senat RP, równie ważna jest profesjonalna pomoc konsularna.

O sytuacji rodzin i polskich dzieci w kontekście integracji europejskiej mówiła Kamila Zagórska z Ministerstwa Sprawiedliwości. Najliczniejsze sprawy to kwestia integracji rodzin i sprawy opiekuńcze w sytuacji wyjazdu, problem uprowadzeń rodzicielskich i egzekucja alimentów z zagranicy. W roku 2017, w porównaniu z poprzednim, nastąpił 40-procentowy wzrost liczby wniosków które wpłynęły do MS w tych sprawach.

B. Rosik z Departamentu Konsularnego MSZ wskazał na różnorodność działań konsularnych w najróżniejszych sprawach życiowych. W ciągu ostatnich 15 lat liczba obywateli polskich w krajach UE wzrosła niepomiernie, a dużą ich liczbę stanowią dzieci. To właśnie sprawy dzieci budzą najwięcej emocji i często są najtrudniejsze, zwłaszcza gdy dochodzi do przejęcia opieki nad dziećmi przez służby opiekuńcze innego państwa. Najwięcej spraw tego typu jest z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Norwegii, Belgii, Holandii.

W dalszej dyskusji zastanawiano się co jest przyczyną tak dużego odsetka Polaków wśród bezdomnych za granicą. Zwracano uwagę na problemy, jakie wynikają z faktu sprywatyzowania w wielu krajach sektora pomocy i opieki instytucjonalnej nad dziećmi. Sygnalizowano potrzebę ułatwienia Polakom za granicą, zwłaszcza w sprawach rodzinnych, dostępu do profesjonalnej pomocy prawnej. Zwracano uwagę na brak jednolitej, zgodnej z przyjętymi na świecie standardami, metodologii badania liczby osób bezdomnych.

Rekomendacje:

  • rzetelne zdiagnozowanie istniejących problemów, także w stałym i ścisłym kontakcie „na miejscu” z Polakami, których te problemy dotyczą oraz współpraca z samorządami lokalnymi,
  • potrzebne są rozwiązania systemowe, a nie incydentalne, wpływanie na dokonywanie korzystnych zmian w prawie wspólnotowym,
  • zwiększenie środków na finansowe wspieranie działalności streetworkerów i polskich organizacji pozarządowych działających „na miejscu”,
  • zwiększenie liczebności służb konsularnych w krajach UE. Tworzenie „domów polskich” dla bezdomnych Polaków za granicą, gdzie otrzymaliby nie tylko pomoc doraźną, ale także wsparcie psychologiczne i terapeutyczne.
  • W konkursach na realizację zadań pomocowych finansowanych przez państwo konieczny jest wniosek od organizacji pozarządowej mającej siedzibę w Polsce, to ogranicza dostęp – zatem regulaminy konkursów wymagają korekty. Istotna jest kwestia uregulowania prawa pobytu w krajach UE – to nie może zamykać prawa do pomocy dla osób w kryzysie.
  • Bardzo ważna jest wymiana wiedzy na temat już istniejących rozwiązań i instrumentów, z których można korzystać. Także budowanie świadomości o ryzykach, jakie niesie ze sobą emigracja.

Kamilla Dołowska, BRPO

Zaburzenia adaptacyjne oraz zespół stresu pourazowego w służbach mundurowych

Data: 2017-12-09

Radzenie sobie z zaburzeniami adaptacyjnymi, zespołem stresu pourazowego w służbach mundurowych (wojsko, policja, straż pożarna), kumulacją stresu, nadużywaniem alkoholu, przemocą domowa, wymaga współpracy z organizacjami zrzeszającymi żołnierzy i funkcjonariuszy (w tym weteranów), a także organizacjami lub instytucjami (np. Klinika Psychiatrii i Stresu Bojowego WIM) prowadzącymi terapie dla osób doświadczających sytuacji kryzysowych..

W panelu wzięli udział:

  • Płk. dr n. med. Radosław Tworus - cz.p.o. Kierownika Kliniki Psyciatrii, stresu Bojowego i Psychotraumatologii WIM;
  • Izabela Solarska - Naczelnik Wydziału Psychologów Biura Kadr, Szkolenia i Obsługi Prawnej Komendy Głównej Policji
  • Ewa Sapieżyńska - specjalista programu „Prawa człowieka, gender i służby mundurowe” w Biurze Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE (ODIHR);
  • Mariusz Pogonowski   - Kierownik Zespołu Wsparcia Weteranów Centrum Weterana Działań Poza Granicami Państwa.
  • Oto relacja z panelu przygotowana na gorąco

Moderator Tomasz Oklejak z BRPO rozpoczął od przedstawienia  specyfiki służb funkcjonariuszy/żołnierzy,  w szczególności w aspekcie sfery życia prywatnego. Podkreślił, że należy ułożyć współpracę pomiędzy instytucjami a organizacjami, oraz określić jak dotrzeć ze skuteczną pomocą do pokrzywdzonych.

Mariusz Pogonowski opowiedział, jak działa Zespół Wsparcia Weteranów Centrum Weterana Działań Poza Granicami Państwa.  Następnie płk. dr Radosław Tworus przedstawił problematykę dotyczącą zdrowia psychicznego żołnierzy, w tym zaburzenia adaptacyjne, uzależnienia, inne zaburzenia psychiczne oraz zaburzenia agrawowane (nerwica roszczeniowa). Żołnierz jest trudnym pacjentem. System ubezpieczeń zdrowotnych nie zawsze jest do tego przygotowany, ale są też skuteczne sposoby pomagania żołnierzom.

Izabela Solarska włączając się w dyskusję wskazała na specyficzne aspekty funkcjonowania Policji, w tym częsty kontakt z petentem zewnętrznym najczęściej w sytuacjach kryzysowych. Z drugiej strony – zwróciła uwagę na wpływ na wypalenie zawodowe czynników związanych z samym funkcjonowaniem Policji (stres organizacyjny). Przedstawiła sposoby zapobiegania „wypaleniu zawodowemu” oraz omówiła funkcjonowanie programów profilaktycznych.

Tomasz Oklejak wskazał na pojawiający się konflikt pokoleń pomiędzy funkcjonariuszami/żołnierzami  z dużym doświadczeniem zawodowym a młodym pokoleniem rozpoczynającymi służbę.

Ewa Sapieżyńska przedstawiając funkcjonowanie i zakres zadań OBWE (ODIHR). Odniosła się do pojawiającego się problemu przemocy i agresji w służbach mundurowych, który nie jest w pełni przedstawiany opinii publicznej. Konieczne jest zwiększenie poufności w omawianej tematyce tak, aby służby mundurowe efektywnie zwalczały pojawiające się problemy zdrowia psychicznego, np. poprzez system szkoleń, przeciwdziałanie negatywnej stygmatyzacji.

Tomasz Oklejak omówił międzynarodowe trendy związane z tematyką zdrowia psychicznego służb mundurowych. Do dyskusji włączyli się pozostali paneliści wskazując na specyfikę rozwiązań polskich.

Mariusz Pogonowski wskazał na funkcjonujące instytucję „mężów zaufania” oraz inne funkcjonujące rozwiązania.

Na zakończenie Tomasz Oklejak omówił procedury antymobbingowe funkcjonujące  w służbach mundurowych.

Pytania z sali:

  • Czy psycholog obsługującego służby mundurowe zobowiązany jest zachować poufność?
  • Jakie są realne formy pomocy w służbach mundurowych?
  • Czy istnieje realne wsparcie dla funkcjonariuszy mundurowych?
  • Czy nastąpiła cykliczna ewaluacja programu Moc Tak Przemoc Nie?
  • Czy istnieje wsparcie realne psychologiczne w służbach mundurowych w tym w służbie więziennej?
  • Czy badania zdrowia psychicznego oraz mobbingu realnie odnoszą się do problemu biorąc pod uwagę specyfikę prawa polskiego i unijnego?

Ofiary tortur w strzeżonych ośrodkach dla cudzoziemców na terenie RP

Data: 2017-12-09

O obecności ofiar tortur w ośrodkach strzeżonych na terytorium Rzeczp