Zawartość
Liczba całkowita wyników: 41

Art. 49 - Wolność komunikowania się

Zapewnia się wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się. Ich ograniczenie może nastąpić jedynie w przypadkach określonych w ustawie i w sposób w niej określony.

CO TO ZNACZY?

Tajemnica korespondencji jest jedną z tradycyjnych wolności obywatelskich. Wolność komunikowania się obejmuje możliwość porozumiewania się ludzi między sobą, komunikowania wiadomości, ocen, wrażeń, itd.

Artykuł 49 dotyczy jednak tylko komunikowania się za pomocą środka przekazu. Komunikacja bezpośrednia jest zagwarantowana przez prawo do prywatności.

Twórcy Konstytucji, by kompleksowo uregulować wolność komunikowania się jednostki, zapewnili także wolność wyrażania poglądów (w artykule 54). Wolności te rozróżnia się poprzez analizę okoliczności przekazywania treści (wolność słowa polega na adresowaniu swego stanowiska do nieokreślonych indywidualnie osób). Wolność ta obejmuje również wolność otrzymywania określonych treści.

Tajemnica komunikowania się to:

  • prawo do nieujawniania treści przekazu,
  • prawo do nieujawniania faktu, że się przekaz otrzymało,
  • zakaz zdobywania wiedzy o treści przekazu bez zgody adresata (zakaz ten dotyczy także władz publicznych).

Formularz wyszukiwania

np.: 06/2021
np.: 06/2021
(pozwala na wiele wyborów np. z klawiszem Ctrl)

Bardzo chętnie porozmawiam z min. Czarnkiem. Jak konstytucjonalista z konstyucjonalistą. Wywiad RPO dla Polsatu

Data: 2021-06-11

Zapis wywiadu:

Piotr Witwicki: Jaki powinien być nowym Rzeczniku Praw Obywatelskich?

Adam Bodnar: Prawidłowa odpowiedź brzmi „aktualny Rzecznik Praw Obywatelskich nie powinien wypowiadać się na ten temat” i  taka moja odpowiedź. Nie mogę przedstawiać moich preferencji w tej trudnej sytuacji, kiedy parlamentarzyści muszą dokonać wyboru.

A Lidia Starań to dobra kandydatka urząd?

Proszę mnie ciągnąć za język. To by naruszało pewne zasady

Zajmie się Pan sprawą Michała Dworczyka [wycieku danych z prywatnego konta pocztowego]?

Nie myślałem o tym. Oczywiście śledzę doniesienia medialne, ale pytanie, co miałbym w tej sprawie zrobić, skoro działania - jak rozumiem – prowadzą służby specjalne i prokuratura

Art. 49 Konstytucji zapewnia ochronę tajemnicy komunikowania, która  zdaje się w tej sprawie została naruszona. Michał Dworczyk wydał przed godziną dosłownie oświadczenie, mówi, że ma informacje o tym, że cały czas skrzynki jego żony dzieci są hakowane.

Ta, tylko to jest materiał naprawdę bardzo poważny dla naszych służb specjalnych. Bo jak to w ogóle jest możliwe, że dochodzi do tego typu ataków hakerskich na pocztę jednego z najważniejszych urzędników państwowych? Tak samo myślę, że jest to materiał dla prokuratury, żeby to zbadać także w kontekście międzynarodowym. Jedyne, co ja mógł w takiej sprawie zrobić, to dopytać się, co prokuratura i służby w tej sprawie

Ale art. 49 konstytucji należy brać poważnie?

Absolutnie tak. Ujawnianie korespondencji prywatnej przez jakiekolwiek podmioty stanowi naruszenie czyjegoś prawa do prywatności. Natomiast rola Rzecznika Praw Obywatelskich jest subsydiarna [pomocnicza], czyli Rzecznik interweniuje wtedy, kiedy widzi nieprawidłowości działania organów państwa. W sytuacji, kiedy rzecz dotyczy najważniejszego jednego z najważniejszych polskich ministrów, to wierzę, że polskie służby i prokuratura wykonują swoją pracę. Gdybym zobaczył, że tego nie robią, wtedy mógłbym oczywiście występować w obronie i dopytywać o te kwestie.

Kolegium Sądu Okręgowego w Krakowie wszczęło postępowanie w sprawie sędziego Żurka i domaga się postępowania dyscyplinarnego. Mamy w przeciągu kilku godzin dosłownie reakcję pana zastępczyni. Pytanie, czy również taką szybkość taką zdecydowaną reakcję może liczyć zwykły obywatel?

Pan sędzia Waldemar Żurek ma już bodajże 10 postępowań, które się przeciwko niemu toczą, różnych postępowań dyscyplinarnych i w zasadzie każda jakaś jego aktywność publiczna staje się od razu przedmiotem zainteresowania publicznego. Jeżeli mówimy o szybkości reakcji, dzoś po drodze do Wrocławia przeczytałem bardzo ciekawy artykuł w „Głosie Wielkopolskim” dotyczącym tajemniczej, niewyjaśnionych śmierci. Wydaje się, że akurat w tym przypadku policja prokuratura nie przedsięwzięły wszystkich czynności dowodowych Od razu poleciłem moim współpracownikom, żeby sprawą się zajęli. O ile wiem, wysłali już pismo do prokuratury. Jeżeli jest taka potrzeba, to reagujemy na bieżąco.

No ale czy sprawa sędziego Żurka jest tak ważna, że od razu pana zastępca musi interweniować? Czy to jest to, co w przestrzeganiu Konstytucji najbardziej bulwersuje Polaków, czy na to zwracają uwagę?

My reagujemy tez na pytania mediów o stanowisko. Akurat w tej sprawie media do nas zadzwoniły. Nie możemy w takiej sytuacji powiedzieć, że się zajmiemy sprawą za tydzień, zwłaszcza jeżeli wcześniej śledziliśmy różnego rodzaju postępowania dyscyplinarne, które się toczą w stosunku do polskich aktywnych sędziów.

Pozostając przy sprawie sędziego Żurek. On w czasie Tour de Konstytucja odpowiedział jednemu z dzieci tak: „Ale niestety tak się stało, że pan prezydent zaprzęg w nocy nielegalnych sędziów Trybunału i zrobił to po kryjomu. Prawnicy powiedzieli już tak nie wolno”. Jak to ma do wszystkich postulatów, żeby sędziowie byli absolutnie apolityczni i nie zabierali głos w tych sprawach?

Pan sędzia przemawiał w czasie jednego ze spotkań Tour de Konstytucja w Dobczycach i nie mówił niczego, czego całe środowisko nie powtarza dość konsekwentnie od wielu lat. Co więcej, w tym przypadku akurat - na pewno pan redaktor jest świadomy - został wydany wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie spółki Xero Flor przeciwko Polsce. Trybunał potwierdził, że faktycznie w polskim Trybunale Konstytucyjnym mamy osoby, które nie mają statusu sędziego (w sprawie Xero Floor dotyczyło to pana Mariusza Muszyńskiego). To są tezy, które są dość powszechne i oczywiste. Niejeden raz wielu różnych kontekstach w sytuacjach sędzia Żurek, stowarzyszenia sędziowskie, wielu profesorów prawa, ja także, powtarzaliśmy dokładnie to samo. Od tego zaczął przecież w Polsce kryzys konstytucyjny.

Tak, ale „sędzia nie może należeć do partii politycznej, związku zawodowego ani prowadzić prowadzi działalności publicznej niedającej się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów”. To czy sędziowie, którzy opowiadają się często w sprawach właśnie publicznych politycznych, przekraczają granice czy nie?

O przekroczeniu granic nie ma mowy. Sędziowie wręcz mają obowiązek wypowiadać się w taki sposób, ponieważ są powiernikami wartości, które mają służyć demokratycznemu państwu prawnemu. To sędziowie odpowiadają za to, żeby rozstrzygać różne spory, gdzie trzeba chronić  wartości konstytucyjnych, w tym także chociażby wolności słowa. Przecież wiemy, że bardzo wiele spraw, które dotyczą wolności słowa, trafia obecnie do sądów i to od sędziów zależy, czy będą oni brali należyty sposób pod uwagę wartości wynikające z art. 54 Konstytucji, który mówi o wolności słowa.

Również minister Czarnek zwraca się bezpośrednio do pana z pytaniem, dlaczego koledzy z Tour de Konstytucja wykorzystują dzieci przedszkolne i ze szkół podstawowych do akcji czysto politycznej.

Nikt nikogo do niczego nie wykorzystuje. O ile, wiem, w Dobczycach po prostu pojawiły się na tym spotkaniu dzieci, nikt ich nie zapraszał. Bardziej być może jest to pytanie do dyrektora szkoły czy do czy do nauczycieli (o ile wiem jest prowadzone postępowanie w tej w tej kwestii).

Po drugie, wydaje się, że nie odwracajmy porządku rzeczy. Mówienie o Konstytucji nie jest czymś nagannym w Polsce. Ja się np. wybieram na Tour de Konstytucja do Częstochowy oraz do Katowic i zamierzam tam mówić o tym, co myślę o Konstytucji, o tym, dlaczego należy bronić chociażby praw i wolności obywatelskich wynikających Konstytucji. Mam nadzieję, że to w Polsce jeszcze nie jest nielegalne.

Nie, nawet pan minister Czarnek chciałby z Panem podyskutować tej Konstytucji (tak nawiasem mówiąc panowie taką debatę planowali, zapraszam do Polsat News)

Bardzo chętnie się spotkam z panem ministrem Czarnkiem. Jestem do dyspozycji. Mogę z nim rozmawiać tak jak konstytucjonalista z konstytucjonalistą

Chciałem zapytać o pana wywiad dla „Der Spiegel”. Użył pan tam zwrotu zwrotu „kompetytywny autorytaryzm”. Czy mógłby Pan wytłumaczyć, jak Pan określił sytuację w Polsce?

Tak, faktycznie w tym wywiadzie powiedziałem, że w Polsce wypełniamy kryteria tzw. konkurencyjnego autorytaryzmu (ang. competitive authoritarianism). Stworzyli je badacze amerykańscy, Steven Levitsky i Lucan A. Way. Teoria ta opisuje system pomiędzy demokracją pełnym autorytaryzmem. W tym systemie ta siła polityczna, która sprawuje władzę, ma stałą przewagę konkurencyjną nad przeciwnikami poprzez wykorzystywanie różnych  zasobów publicznych. Czyli pozornie wszystko wygląda OK, bo niby jest trójpodział władzy, niby jest pewien pluralizm debaty, ale tak naprawdę ta przewaga stale utrzymywana. Używając porównania z futbolu, to jest trochę tak, że wszyscy startują niby równo, ale jak dochodzi  do wyborów, to jedna drużyna ma 11 graczy druga ma 9.

A myśli Pan, że przed 2015 też panowała taka sytuacja w Polsce?

Nie. Do 2015 r. mieliśmy równe reguły gry politycznej. To, co się stało w Polsce, jest efektem różnych zmian instytucjonalnych, począwszy od Trybunału Konstytucyjnego przez podporządkowanie rządzącym prokuratury, mediów publicznych oraz niektórych instytucji sądowniczych, zwłaszcza Krajowej Rady Sądownictwa, także poprzez zmianę funkcjonowania systemu dyscyplinarnego dla sędziów. To wszystko wpływa na reguły gry politycznej. Wciąż oczywiście jest możliwe wynik wyborów, który będzie dawał szansę na odwrócenie tego trendu, natomiast według tej teorii ci, którzy konkurują o władzę, muszą się wysilić dwa razy bardziej niż ci, którzy przy władzy pozostają.

Czy gdy Pan słyszał wypowiedź Olgi Tokarczuk, która jednym tchem wymienia Polskę i Białoruś,  to by Pan oburzony, czy pomyślał Pan, że Olga Tokarczuk, nasza noblistka, powiedziała coś, co również pan czy inni Polacy mają myśli?

Uważam, że w takiej sytuacji jeżeli stosujemy za proste porównania, to zaciemnia to obraz. Dość dobrze pamiętam np. dyskusję w 2015 i 2016 roku, kiedy był atak na Trybunał Konstytucyjny i była mowa o tym, że „zaraz w Polsce będzie Białoruś”. Starałem się wtedy mówić: Słuchajcie, sytuacja jest o tyle skomplikowana, że trzeba opisywać ją w sposób trochę bardziej zniuansowany i używać do tego aparatury pojęciowej ze świata prawa konstytucyjnego czy politologii. Dlatego uważam, że teoria, której mówiłem, ma tu dobre zastosowanie. Bo na zwraca uwagę na pewne elementy dynamiczne. Oczywiście pisarze artyści mają prawo do tego, żeby wyrażać swoje opinie w sposób bardziej zdecydowany i ostrzejszy, natomiast ja osobiście tak daleko bym nie poszedł. Bo sytuacja jest absolutnie nieporównywalne, jeżeli chodzi o to, jakie są zagrożenia w Polsce, a jakie na Białorusi. Co więcej, uważam, że w kontekście Białorusi powinniśmy robić wszystko, co w naszej mocy, abyśmy mówili jednym głosem - wszystkie środowiska i siły polityczne - w sposób wspierający ruch na rzecz demokratyzacji Białorusi. Czasami widzę, że niestety tych podziałów jest zbyt wiele i nie wykorzystujemy tego, że jest to dla nas jeden z niewielu wspólnych tematów o znaczeniu geopolitycznym i strategicznym.

Podsumowując Pana działalność przeglądam sobie Konstytucję pomyślałem o artykule 74. Pan pamięta, co w nim jest, prawda?

Ochrona środowiska. „Władze publiczne prowadzą politykę zapewniającą bezpieczeństwo obecnymi przyszłym pokoleniu”.

Punkt dla Pana. Nie ma Pan poczucia, że pana kadencja upłynęła na skupianiu się na sprawach sądowych, że nie wykorzystał Pan też tego czasu, żeby chociażby sprawy ekologiczne tak ważne dla młodych?

Wręcz przeciwnie. Udało mi się zablokować rozbudowę dwóch istotnych ferm kurzych: w Kruszynianach, druga okolicach Wrześni (pamiętam nawet w okolicach Wrześni dostałem kwiaty od mieszkańców za moje interwencje w tym zakresie). Zajmowałem się bardzo intensywnie temat nielegalnych składowisk odpadów, wspierają środowiska walczące ze smogiem. Niestety, bardzo się rozczarowałem wyrokiem Sądu Najwyższego 28 maja w sprawie tego, czy życie w warunkach smogu stanowi naruszenie dóbr osobistych (Sąd Najwyższy niestety stwierdził, że tak nie jest). Co więcej moja bliska współpracowniczka, mecenas Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, na tyle się też w tych sprawach wyspecjalizowała się, że teraz jest szefową fundacji Client Earth, czyli wiodącej organizacji, która walczy o ochronę środowiska

Ma też bieżący kontakt z Młodzieżowym Strajkiem Klimatycznym.

Znikająca korespondencja po zakończeniu procesu upadłości. Da się to rozwiązać zmieniając przepisy – RPO do Ministra Sprawiedliwości

Data: 2021-05-20
  • Co się dzieje z przesyłkami pocztowymi, kiedy zakończy się postępowanie upadłościowe? Przepisy są niejasne, jedni syndycy informują pocztę o rozpoczęciu i zakończeniu postępowania, inne tylko o rozpoczęciu. Wtedy zainteresowany obywatel może już w ogóle nie dostać swojej poczty.
  • RPO występuje do Ministra Sprawiedliwości o uporządkowanie przepisów tak, by ludzie na tym nie tracili.
  • Na problem trafił po skardze obywatela, który nie dostawał swojej korespondencji po ukończeniu postępowania upadłościowego – trafiała ona nadal do syndyka.

RPO poprosił więc o wyjaśnienia sąd, w którym toczyło się postępowanie upadłościowe, oraz Pocztę Polską.

Sąd upadłościowy wyjaśnił, że syndyk nie ma obowiązku informowania poczty, że zakończyć postępowanie upadłościowego, więc przesyłki powinien dostawać z powrotem obywatel. Owszem, może on sam pójść na pocztę i przedstawić tam prawomocne orzeczenie sądowe w przedmiocie ukończenia postępowania upadłościowego.

Z odpowiedzi Poczty Polskiej wynikało natomiast, że placówki pocztowe otrzymują od syndyków zarówno zawiadomienia o konieczności przekierowywania korespondencji do syndyka po ogłoszeniu upadłości, jak i o zakończeniu postępowania upadłościowego wraz z informacją o doręczaniu korespondencji byłemu upadłemu. Poczta nie wie jednak, czy tak się dzieje w przypadku wszystkich postępowań.

Zdaniem Poczty uregulowanie tej kwestii w przepisach prawa powszechnie obowiązującego „nie budziłoby wątpliwości środowisk prawniczych prowadzących takie postępowania”.

Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpiło o rozważenie zasadności i możliwości dokonania stosownych zmian prawnych.

V.510.280.2019

Zmienić zasady pobierania bilingów przez służby. Adam Bodnar do premiera po ważnym wyroku TS UE

Data: 2021-04-09
  • Policja i służby specjalne mogą w bardzo szerokim zakresie i bez kontroli sprawdzać, z kim obywatel rozmawiał  przez komórkę, poznawać lokalizację telefonu czy spis połączeń internetowych
  • Służby sięgają po takie dane, bo jest to po prostu dla nich najprostsze i najwygodniejsze - a dana osoba nie jest o tym informowana
  • RPO wiele razy wskazywał, że pobór danych powinien być ograniczony do zwalczania najważniejszych przestępstw i być kontrolowany przez niezależny organ; obywatel powinien zaś dowiadywać sie, że był tak inwigilowany
  • Dziś sądy faktycznie sprawdzają to post factum na podstawie ogólnych sprawozdań służb – w efekcie nie mogą rzetelnie ocenić zasadności, adekwatności i celowości tych działań

W związku z wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 2 marca 2021 r. (sprawa C-746/18 Prokuratuur) Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do premiera Mateusza Morawieckiego o zainicjowanie odpowiednich zmian legislacyjnych. Chodzi  o wyważanie między potrzebą ochrony bezpieczeństwa obywateli a ich prawem do prywatności.

RPO od dawna monitoruje kwestie zbierania i wykorzystywania przez policję i służby specjalne  danych telekomunikacyjnych, w tym spisów połączeń czy lokalizacji telefonów komórkowych obywateli. Wymogi bezpieczeństwa państwa nie oznaczają, że prowadzenie takiej inwigilacji ma nie podlegać ograniczeniom wynikającym z konstytucyjnych praw i wolności. A w tym zakresie jednostka ma bardzo ograniczone środki bezpośredniej ochrony prawnej.

Wskazuje na to najnowszy wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 2 marca 2021 r. wydany w sprawie C-746/18 Prokuratuur.

Wyrok TS UE

TSUE orzekł, że art. 15 ust. 1 dyrektywy 2002/58/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z 12 lipca 2002 r. o prywatności i łączności elektronicznej  oraz art. 52 ust. 1 Karty praw podstawowych UE należy interpretować w ten sposób, że sprzeciwiają się przepisom krajowym umożliwiającym dostęp organów władzy publicznej do zbioru danych o ruchu lub danych o lokalizacji, które mogą dostarczyć informacji o połączeniach wykonywanych przez użytkownika środka łączności elektronicznej lub o lokalizacji używanego przez niego urządzenia końcowego oraz umożliwić wyciągnięcie precyzyjnych wniosków na temat jego życia prywatnego, do celów zapobiegania, dochodzenia, wykrywania i karania przestępstw - bez ograniczania takiego dostępu do postępowań mających na celu zwalczanie poważnej przestępczości lub zapobieganie poważnym zagrożeniom bezpieczeństwa publicznego, niezależnie od długości okresu, na jaki wniesiono o dostęp do danych oraz ich liczby i rodzaju.

TS przypomniał, że art. 15 ust. 1 dyrektywy o prywatności i łączności elektronicznej w związku z art. 7, 8 i 11 oraz art. 52 ust. 1 KPP stoi na przeszkodzie środkom ustawodawczym przewidującym w tych celach prewencyjne uogólnione i niezróżnicowane zatrzymywanie danych o ruchu i danych o lokalizacji. Jedynie walka z poważną przestępczością i zapobieganie poważnym zagrożeniom bezpieczeństwa publicznego mogą uzasadniać poważne ingerencje w prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego oraz prawo do ochrony danych osobowych, takie jak te związane z zatrzymywaniem danych o ruchu i danych o lokalizacji, które mogą dostarczyć informacji o połączeniach wykonywanych przez użytkownika środka łączności elektronicznej lub o lokalizacji używanych przez niego urządzeń końcowych i umożliwiają wyciągnięcie precyzyjnych wniosków na temat życia prywatnego.

Ingerencja w te prawa ma w każdym wypadku poważny charakter, niezależnie od długości okresu na jaki się wnosi o dostęp do wspomnianych danych. W każdym wypadku powinno dojść do spełnienia wymogu proporcjonalności a odstępstwa od poszanowania prywatności czy danych osobowych powinny być ograniczone do tego, co jest ściśle niezbędne do celów danego dochodzenia – podkreślił  TS.

Polskie przepisy - niezgodne z Konstytucją i prawem unijnym

Rzecznik wskazuje, że polskie prawo nie spełnia wymogów wynikających z prawa UE, które znalazły odzwierciedlenie w tym wyroku TS UE. Uchwalona 15 stycznia 2016 r. nowelizacja ustaw „policyjnych”  dała służbom prawo do uzyskiwania danych telekomunikacyjnych, internetowych i pocztowych oraz do przetwarzania tych danych bez wiedzy i zgody osoby, której dotyczą. Prawo to przyznane zostało w celu zapobiegania lub wykrywania przestępstw albo w celu ratowania życia lub zdrowia ludzkiego bądź wsparcia działań poszukiwawczych lub ratowniczych.

Ustawa ta nie spełnia kryteriów uzasadniających ograniczenie praw i wolności obywatelskich, wynikających z Konstytucji. Podaje to w wątpliwość zgodność ustawy z art. 2, 30, 47, 49, 51 ust. 2 Konstytucji w zw. z art. 31 ust. 3 oraz art. 8 EKPC i art. 7 i 8 w zw. z art. 52 ust. 1 KPP UE.

Katalog przestępstw, w których przypadku dopuszczalne jest uzyskiwanie i przetwarzanie tych danych przez poszczególne służby jest nadmiernie szeroki, co wskazuje na przekroczenie granic, o których mowa w art. 31 ust. 3 Konstytucji, art. 8 ust. 2 EKPC oraz art. 52 ust. 1 KPP UE. Nie wskazano poszczególnych typów czynów zabronionych, które uzasadniałyby sięgnięcie po tego typu dane o obywatelach, lecz użyto ogólnego określenia „przestępstwa”. Oznacza to możliwość uzyskiwania danych w odniesieniu do wszystkich czynów spełniających znamiona jakiegokolwiek przestępstwa, w tym ściganego na wniosek lub z oskarżenia prywatnego. To nadmierna ingerencja w prawo do prywatności i w prawo do ochrony danych osobowych, a także naruszenie zasady autonomii informacyjnej, wyrażone w art. 47, 49 oraz 51 ust. 2 Konstytucji, przez co naruszona jest również zasada godności człowieka (art. 30 Konstytucji).

Daje to służbom możliwość uzyskiwania danych w postępowaniach w sprawie bliżej nieokreślonych czynów zabronionych, bez względu na ich szkodliwość społeczną. Otwiera to możliwość wykorzystywania danych telekomunikacyjnych, pocztowych i internetowych nie tylko wówczas, gdy jest to rzeczywiście konieczne do wykrywania lub zapobiegania przestępstwom, ale także wtedy, gdy jest to po prostu najprostsze i najwygodniejsze.

Na konieczność precyzyjnego uregulowania zakresu przestępstw, w których dopuszczalne jest sięganie po te dane, wskazywały Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPC) i TS UE.  Przepisy ustawy są zatem niezgodne także z art. 8 EKPC oraz 7 i 8 w zw. z art. 52 ust. 2 KPP UE.

Adam Bodnar podkreśla, że szeroki zakres informacji, do których mają dostęp służby, pozwala na szerokie i precyzyjne odtworzenie różnych aspektów życia prywatnego. Może również prowadzić do budowania profilu osobowego osób uczestniczących w procesie komunikacji, a co za tym idzie – do ustalenia ich trybu życia, przynależności do organizacji społecznych czy politycznych, osobistych upodobań czy skłonności osób poddanych obserwacji.

Potwierdzają to wyniki kontroli Najwyższej Izby Kontroli „Uzyskiwanie i przetwarzanie przez uprawnione podmioty danych z bilingów, informacji o lokalizacji oraz innych danych, o których mowa w art. 180c i d ustawy Prawo telekomunikacyjne”. W ocenie NIK przepisy te nie chronią w stopniu wystarczającym praw i wolności obywatelskich przed nadmierną ingerencją ze strony państwa. System zbierania informacji o zakresie wykorzystania przez danych z bilingów, informacji o lokalizacji oraz innych danych nie pozwala na określenie rzeczywistej liczby sprawdzeń. Brak jest również mechanizmów kontroli o charakterze zewnętrznym, które pozwoliłyby na weryfikację zakresu wykorzystywania danych telekomunikacyjnych przez uprawnione podmioty, a w szczególności zasadności ich pozyskiwania i przetwarzania.

Wyrok TK z 2014 r. i jego następstwa

RPO zainicjował postępowanie przed Trybunałem Konstytucyjnym w sprawie K 23/11. W wyroku z 30 lipca 2014 r. TK stwierdził niekonstytucyjność części zaskarżonych przepisów, co miało doprowadzić do stworzenia systemu przetwarzania danych opartego na konstytucyjnym standardzie ochrony prywatności. Ustawodawca nie spełnił niestety tych nadziei. Mająca wykonywać wyrok nowelizacja z 5 stycznia 2016 r. znacząco poszerzyła możliwości ingerencji służb w sferę prywatności obywateli.

Znowelizowane przepisy nie tylko nie realizują wyroku TK, ale w poważnym zakresie naruszają konstytucyjne prawa i wolności człowieka oraz standardy międzynarodowe. Służby uzyskały np. dostęp do danych internetowych za pomocą stałego łącza. Pobieranie tych danych nie musi się wiązać z żadnym toczącym się postępowaniem. Służby nie muszą już - tak jak przedtem - składać pisemnych wniosków do dostawców usług internetowych i wykazywać, na potrzeby jakiego postępowania dane są im potrzebne.

Oznacza to, że dane te mogą być zbierane nie tylko wówczas, gdy jest to rzeczywiście konieczne do wykrywania lub zapobiegania najpoważniejszym przestępstwom, którym inaczej nie da się przeciwdziałać (jak wskazują standardy wynikające z Konstytucji i prawa europejskiego), ale także wtedy, gdy jest to dla służb po prostu wygodne. Oznacza to ryzyko poważnych nadużyć. Służby mogą na tej podstawie np. precyzyjnie odtwarzać różne aspekty życia prywatnego obywatela, zbierać dane o trybie życia, poglądach, upodobaniach czy skłonnościach.

Inny zarzut wobec nowelizacji to nieproporcjonalnie długi czasu trwania kontroli operacyjnej - do 18 miesięcy. Ponadto znowelizowane przepisy ograniczyły chronioną prawem tajemnicę zawodów zaufania publicznego, m.in. adwokatów, radców prawnych, lekarzy i dziennikarzy. Zdobyte podczas inwigilacji tajemnice mogą bowiem być wykorzystane w postępowaniu karnym, gdy „jest to niezbędne ze względu na dobro wymiaru sprawiedliwości, a okoliczność ta nie może być ustalona na podstawie innego dowodu”.

W czerwcu 2016 r. Komisja Wenecka uznała, że nowelizacja nadaje służbom zbyt szerokie kompetencje, które mogą uderzać w prawo do prywatności obywateli. Oceniła m.in., że dostęp służb do najbardziej wrażliwych danych telekomunikacyjnych i internetowych powinien wymagać uprzedniej zgody sądu; nadzór nad zbieraniem mniej wrażliwych danych powinien sprawować niezależny organ, a jednostka powinna być informowana o ich pobraniu; system składania sądom ogólnych sprawozdań przez służby będzie zaś nieskuteczny. Komisja Wenecka zalecała m.in. by pozyskiwanie najważniejszych danych telekomunikacyjnych i internetowych ograniczyć do najgroźniejszych sytuacji; by skrócić czas przechowywania danych oraz zadbać o nienaruszanie tajemnicy adwokackiej.

Rozwiązania polskie są niezgodne z wyrokiem TSUE, który podkreślił, że dyrektywa o prywatności i łączności elektronicznej stoi na przeszkodzie środkom ustawodawczym nakładającym na dostawców usług łączności elektronicznej obowiązek prewencyjnego, uogólnionego i niezróżnicowanego zatrzymywania danych o ruchu i danych o lokalizacji. Są one też niezgodne z tą dyrektywą w zakresie w jakim pozwalają na korzystanie z tego typu danych w każdym postępowaniu, a nie jedynie w postępowaniu zmierzającym do zwalczania poważnej przestępczości lub zapobiegania poważnym zagrożeniom dla bezpieczeństwa publicznego.  Tylko bowiem to ostatnie może uzasadniać dostęp organów władzy publicznej do zbioru danych, które umożliwiają wyciągnięcie precyzyjnych wniosków na temat życia prywatnego osób, których dane dotyczą.

Niewystarczająca kontrola działań służb

Obecna forma kontroli jest niewystarczająca. Kontrola następcza nie powinna być stosowana domyślnie, lecz może być dopuszczalna jedynie wyjątkowo, w sytuacjach, w których zachodzi potrzeba natychmiastowego działania służb. Przepisy nie przewidują przeprowadzenia kontroli uprzedniej. A dzięki niej  sięganie po dane mogłoby podlegać rzetelnej ocenie pod względem spełniania kryteriów niezbędności, adekwatności i celowości. Zgodnie z art. 51 ust. 2 Konstytucji RP, władze publiczne nie mogą pozyskiwać, gromadzić i udostępniać innych informacji o obywatelach, niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym. Aktualna forma kontroli nie gwarantuje w sposób realny przestrzegania tych zasad.

Żadnej kontroli nie podlega uzyskiwanie danych, pozyskiwanych na podstawie art. 20cb ust. 1 ustawy o Policji. Ustawa o Policji i analogicznie pozostałe ustawy spod jakiejkolwiek kontroli wyłączają zatem pozyskiwanie danych nie tylko określonych w art. 179 ust. 9 Prawa telekomunikacyjnego, ale również całego art. 161 Prawa telekomunikacyjnego, co znacząco poszerza zakres dostępu do danych wyłączonych spod jakiejkolwiek kontroli. A ten artykuł Prawa telekomunikacyjnego odnosi się do bliżej nieokreślonych „innych danych”.

TSUE wskazał, że dyrektywa stoi na przeszkodzie przepisom krajowym przyznającym prokuraturze - której zadaniem jest kierowanie postępowaniem przygotowawczym oraz sprawowanie funkcji oskarżyciela publicznego w ramach późniejszego postepowania - kompetencję do udzielania zezwoleń na dostęp organu władzy publicznej do danych o ruchu i danych o lokalizacji do celów postępowania przygotowawczego. Istotne jest, aby sąd dokonujący uprzedniej kontroli dysponował wszelkimi uprawnieniami i gwarancjami niezbędnymi do pogodzenia poszczególnych wchodzących w grę interesów i praw. W postępowaniu przygotowawczym taka kontrola wymaga, aby sąd był w stanie zapewnić właściwą równowagę pomiędzy interesami związanymi z potrzebami dochodzenia w ramach zwalczania przestępczości oraz prawami podstawowymi do poszanowania życia prywatnego i ochrony danych osobowych osób, których dane są udostępniane.

Polskie regulacje nie przewidują jednak realnej kontroli pobierania danych obywateli. Sąd okręgowy ma wprawdzie prawo do kontroli, ale jedynie na podstawie ogólnych, zbiorczych półrocznych sprawozdań służb. Sąd nie musi, ale tylko może weryfikować, czy dane pobrano zasadnie.

Po kontroli sąd może jedynie poinformować daną służbę o jej wynikach, ale nie może zarządzić np. zniszczenia zgromadzonych danych lub innych działań naprawczych. W praktyce ta kontrola sądów ma zatem charakter iluzoryczny. Tajne sprawozdania służb nie są informacją publiczną, choć zawierają informacje dotyczące liczby pozyskanych danych telekomunikacyjnych, pocztowych lub internetowych i kwalifikacji prawnej czynów, w związku z którymi o nie wystąpiono.

„Owoce zatrutego drzewa”

Z wyroku TSUE wynika także konieczność wykluczenia informacji i dowodów uzyskanych z naruszeniem przepisów prawa Unii. Stwarza to zagrożenie dla zasady kontradyktoryjności, a tym samym prawa do rzetelnego procesu.

Tymczasem art. 168a Kodeksu postępowania karnego zachęca wręcz służby państwowe do pozyskiwania dowodów w drodze popełniania przestępstw i łamania procedur – z zapewnieniem, że będą mogły być wykorzystane w postępowaniu karnym. W istocie unieważnia to wszelkie - i tak szczątkowe - mechanizmy kontroli nad pozyskiwaniem danych o obywatelach.

Niezbędne jest zatem takie uregulowanie, aby nie mogły zostać wykorzystane dowody zgromadzone z naruszeniem prawa czy to krajowego, czy też unijnego. Powinny być one wyeliminowane z materiału dowodowego stanowiącego podstawę rozstrzygnięcia. Postulować należy zatem pilną zmianę  art. 168a k.p.k., przywracającą mu treść sprzed nowelizacji z 2016 r. W obecnym brzmieniu przepis ten jest bowiem jawnie i oczywiście niekonstytucyjny.

- Ponure świadectwo o Polsce stanowi utrzymywanie regulacji, która zachęca organy państwa do łamania prawa i zapewnia, że nielegalne działania zostaną usankcjonowane w procesie karnym – podkreśla Adam Bodnar.

II.519.109.2015

Jak rozwiązać problem niekontrolowanej inwigilacji? Konferencja Panoptykonu z udziałem RPO

Data: 2021-03-22
  • Służby specjalne mają ogromne możliwości inwigilacji obywateli: pozwala na to prawo, a narzędzia techniczne są coraz bardziej doskonałe.
  • Zdaniem Fundacji Panoptykon sytuacja stała się jeszcze bardziej dramatyczna po tym, jak w zeszłym roku coraz więcej obywateli zaczęło protestować i zabierać głos w debacie publicznej.
  • – Skoro widać, że władza coraz częściej używa przemocy wobec protestujących, to dlaczego mamy zakładać, że nie rośnie też przemoc symboliczna, czyli inwigilacja – zauważył Wojciech Klicki z fundacji  w czasie konferencji inaugurującej kampanię Podsłuch Jak Się Patrzy.
  • Konferencja odbyła się pod patronatem RPO

Nikt ci nie powie, kiedy będą cię podglądać” – brzmi przesłanie kampanii na stronie https://podsluchjaksiepatrzy.org (tu można też podpisać petycję przeciw inwigilacji). – „Nie jesteś zagrożonym gatunkiem, a twój tryb życia, umaszczenie i rytuały godowe nie powinny nikogo interesować. A jednak! Policja ma nieograniczony i niekontrolowany dostęp do twojej historii kontaktów i rozmów, billingów i lokalizacji. Podgląda cię, szufladkuje i wyciąga wnioski. Czy naprawdę chcesz, żeby traktowano cię jak zwierzę?”.

Zdaniem uczestnika konferencji RPO Adama Bodnara to, że służby otrzymały tak wielkie uprawnienia do zbierania informacji o obywatelach i pozostają praktycznie poza kontrolą, jest jednym z największych zaniedbań polskiej transformacji. Dlatego RPO razem z ekspertami przygotował propozycję rozwiązania (przekazaną już Senatowi), by „Okiełznać Pegaza” poprzez stworzenie niezależnej instytucji, która badałaby, jakie informacje i na jakiej podstawie służby zbierają o obywatelach (Pegasus to nowoczesny program do inwigilacji, który służby sobie kupiły – a co wyszło na jaw przypadkiem, kiedy NIK analizowała faktury CBA).

RPO pokazał na konferencji, jak mogłaby wyglądać informacja dla obywatela od takiej niezależnej instytucji, że był on poddany inwigilacji i że podstawą jej było to i to (patrz - zdjęcie).

Panoptykon, organizacja pozarządowa działająca na rzecz ochrony prawa do prywatności w świecie cyfrowym, zwraca uwagę na brak świadomości społecznej: ludziom może się wydawać, że inwigilacja dotyczy tylko polityków, może dziennikarzy. „Ale zwykłego człowieka to nie – a jak ktoś nic złego nie robi, to nie musi się bać”.

Tak nie jest, bo z tych drobnych ułamków wiedzy o zakresie kontroli operacyjnej wynika, że powody zbierania informacji o obywatelach są naprawdę dowolne. Nie wystarczy „nie mieć nic złego na sumieniu”, by nie być inwigilowanym. Spotkać to może praktycznie każdego.

Gość konferencji Janusz Kaczmarek był inwigilowany w 2007 r. jako prokurator generalny, w ramach operacji politycznej, która miała zapewnić rządzącej partii większość w parlamencie. Fakt tej inwigilacji służby ujawniły na konferencji prasowej, a reszty Janusz Kaczmarek dowiedział się z akt sądowych jako osoba poszkodowana. Otóż we wniosku do sądu na zgodę na inwigilację jego telefonu  – telefonu polityka i osoby publicznej – służby napisały, że jest to nieznany numer osoby należącej do grupy przestępczej zajmującej się handlem ludźmi, narkotykami i zabójstwami (!).

Były poseł Ryszard Petru był inwigilowany w poprzedniej kadencji Sejmu jako szef partii opozycyjnej. Sąd uznał, że powinien się na taką kontrolę godzić – choć nie służy ona przecież przeciwdziałaniu przestępstwom, ale po prostu zbieraniu haków.

Z kolei red. Mariusz Gierszewski o tym, że był inwigilowany, dowiedział się przypadkiem, kiedy skala zbierania danych wypłynęła w jednej ze spraw sądowych. Prawdopodobnie jako dziennikarz mógł mieć kontakt z osobą pozostającą w kręgu zainteresowania służb (nie sposób tego ustalić). Ale też z tego powodu sprawdzany był nie tylko jego numer (i położenie jego telefonu), ale numery jego 30 rozmówców, w tym lutnika, który od lat zajmuje się gitarą dziennikarza.

W grudniu 2018 za działaczką ekologiczną Eweliną Kycią (koordynatorka wolontariatu, Greenpeace Polska) chodziło stale dwóch mężczyzn ze słuchawkami w uchu w czasie Szczytu Klimatycznego w Katowicach w 2018 r. Samochodom Greenpeace nieznani sprawcy zamontowali dziwne urządzenia, które okazały się trackerami.

Jak zauważyła prowadząca konferencję Sylwia Czubkowska, służbom wystarczą dziś 2 min, by zebrać dane o osobie, którą się interesują. A jeśli się o tym kiedykolwiek dowiemy, to najwyżej przypadkiem, albo jeśli ich sprawa trafi do sądu.

- Dziś w Polsce aktywni obywatele i obywateli mogą być inwigilowani, bo pozwala na to prawo. Mimo że narusza to ich konstytucyjne prawa – powiedział Wojciech Klicki.

Konstytucja w art. 49 mówi: „Zapewnia się wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się. Ich ograniczenie może nastąpić jedynie w przypadkach określonych w ustawie i w sposób w niej określony”.

W art. 51 zaś stanowi:

  1. Nikt nie może być obowiązany inaczej niż na podstawie ustawy do ujawniania informacji dotyczących jego osoby.
  2. Władze publiczne nie mogą pozyskiwać, gromadzić i udostępniać innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym.
  3. Każdy ma prawo dostępu do dotyczących go urzędowych dokumentów i zbiorów danych. Ograniczenie tego prawa może określić ustawa.
  4. Każdy ma prawo do żądania sprostowania oraz usunięcia informacji nieprawdziwych, niepełnych lub zebranych w sposób sprzeczny z ustawą.
  5. Zasady i tryb gromadzenia oraz udostępniania informacji określa ustawa.

Ale żeby prawa te były respektowane, potrzebna jest zmiana społeczna – powiedział Klicki.

RPO Adam Bodnar podkreślił zaś znaczenie pracy nad reformą zwaną pod hasłem „Osiodłać Pegaza”  Janusz Kaczmarek zwrócił uwagę na konieczność doprecyzowania zasad obu rodzajów podsłuchów: procesowego i operacyjnego. Mariusz Gierszewski dodał, że jeśli pozwolimy służbom na tak drastyczne wkraczanie w naszą prywatność, to podobnie zachowywać będzie się też wobec nas biznes. Ryszard Petru apelował o zgłaszanie tych naruszeń praw do sądu. A że jest to dosyć kosztowne, warto zorganizować wsparcie dla osób, których nie stać na koszty sądowe

Wszyscy uczestnicy konferencji, którzy doświadczyli inwigilacji, podkreślali, że jest to brutalne naruszenie intymnej sfery, porównywalne z doświadczeniem kradzieży w mieszkaniu, kiedy złodzieje grzebią w osobistych rzeczach i zabierają je.

Transmisja konferencji:

Uczestnicy konferencji:

  • prof. Adam Bodnar - rzecznik praw obywatelskich
  • Ewelina Kycia - koordynatorka wolontariatu, Greenpeace Polska
  • Mariusz Gierszewski - dziennikarz, Wirtualna Polska
  • adw. Janusz Kaczmarek
  • Ryszard Petru
  • Wojciech Klicki - Fundacja Panoptykon

Konferencję poprowadziła Sylwia Czubkowska - dziennikarka, Spider's Web+.

Dlaczego strażnik więzienny nie może używać prywatnej „komórki” podczas służby. Odpowiedź dla RPO

Data: 2020-12-08
  • Używanie przez funkcjonariuszy i pracowników Służby Więziennej prywatnych telefonów komórkowych podczas służby w więzieniach i aresztach niesie ze sobą konkretne zagrożenia - wyjaśnia dyrektor generalny SW
  • Więzień może bowiem np. przejąć zagubiony lub skradziony telefon i użyć go w nielegalnym kontakcie ze światem zewnętrznym
  • A dopuszczenie korzystania z telefonów przez wszystkich funkcjonariuszy i pracowników SW zakłócałoby działanie wykrywaczy „komórek”, działających w więzieniach i aresztach

Tak dyrektor generalny SW  gen. Jacek Kitliński odpisał Rzecznikowi Praw Obywatelskich, który interweniował ws. skarg funkcjonariuszy SW na zakaz korzystania z prywatnych telefonów komórkowych na terenie więzienia czy aresztu.  

Jest to uzasadniane względami bezpieczeństwa. Ale – jak podkreślał RPO - nie ma jednak przepisów ustawowych dotyczących wprost takiego zakazu. A Konstytucja zapewnia wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się

A pracownicy i funkcjonariusze SW podczas pracy i służby są pozbawieni prawa do kontaktu ze światem zewnętrznym, w tym z rodzinami.  Zdaniem skarżących,  zakaz  posiadania telefonów przez funkcjonariuszy i pracowników opiera się na założeniu braku zaufania do podwładnych.

Zdaniem funkcjonariuszy, osadzeni w zakładach karnych typu półotwartego i otwartego mają nieskrępowany dostęp do samoinkasujących aparatów telefonicznych, z których mogą dzwonić na numery komórkowe i stacjonarne,  bez kontroli. A funkcjonariusze tylko w niektórych jednostkach mają dostęp do telefonów stacjonarnych, z kilkoma często zajętymi wyjściami telefonicznymi na zewnątrz, z których mogą dzwonić wyłącznie na numery stacjonarne.

- Skazani są zatem obdarzeni większym zaufaniem i poszanowaniem praw obywatelskich niż funkcjonariusze SW i pracownicy więziennictwa – podkreśla skarżący. A zgodę na korzystanie z telefonów komórkowych ma  kierownictwo jednostek penitencjarnych, które odmawia tego podwładnym.

Odpowiedź SW

Zgodnie z art. 2 ust. 1 ustawy z dnia 9 kwietnia 2010 r. o Służbie Więziennej (Dz. U. z 2020 r. poz. 848, z późn. zm.), realizuje ona zadania w zakresie wykonywania tymczasowego aresztowania oraz kar pozbawienia wolności i środków przymusu skutkujących pozbawieniem wolności na zasadach określonych w ustawie z dnia 6 czerwca 1997 r. - Kodeks karny wykonawczy (Dz. U. z 2020 r. poz. 523, z późn. zm.). Do jej podstawowych zadań należy między innymi:

  1. wykonywanie tymczasowego aresztowania w sposób zabezpieczający prawidłowy tok postępowania karnego o przestępstwo lub przestępstwo skarbowe;
  2. ochrona społeczeństwa przed sprawcami przestępstw lub przestępstw skarbowych osadzonymi w zakładach karnych i aresztach śledczych;
  3. zapewnienie w zakładach karnych i aresztach śledczych porządku i bezpieczeństwa;
  4. wykonywanie na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej tymczasowego aresztowania oraz kar pozbawienia wolności i środków przymusu skutkujących pozbawieniem wolności, jeżeli mają być wykonywane w zakładach karnych i aresztach śledczych i jeżeli wynikają z realizacji orzeczenia wydanego przez właściwy organ.

Zauważenia przy tym wymaga, iż ustawodawca, definiując zadania Służby Więziennej, pierwszoplanowo traktuje zagadnienie zapewnienia bezpieczeństwa wewnątrz jednostek penitencjarnych i związanej z tym skutecznej ochrony społeczeństwa przed sprawcami przestępstw w nich przebywającymi.

Stwierdzić należy, iż ewentualne dopuszczenie nieograniczonego posługiwania się przez funkcjonariuszy i pracowników Służby Więziennej prywatnymi telefonami komórkowymi wiązać się będzie ze znaczącym zagrożeniem dla bezpieczeństwa jednostek penitencjarnych i poważnie utrudni realizację zadań postawionych przed Służbą przez ustawodawcę.

Wśród tych zagrożeń należy w szczególności wyróżnić możliwość wejścia przez osadzonego w posiadanie telefonu komórkowego poprzez przejęcie sprzętu np. zagubionego przez funkcjonariusza lub pracownika, lub mu skradzionego.

Zauważenia również wymaga, iż zakłady karne i areszty śledcze wyposażone są w wykrywacze telefonów komórkowych, a dopuszczenie nieograniczonego z nich korzystania przez wszystkich funkcjonariuszy i pracowników Służby Więziennej przebywających na terenie jednostki penitencjarnej zakłócałoby ich działanie, uniemożliwiając lub znacząco utrudniając ich wykorzystanie.

Należy także nadmienić, iż w opinii Centralnego Zarządu Służby Więziennej sytuacja, w której znajdują się osadzeni w jednostkach penitencjarnych jest nie do porównania z sytuacją personelu więziennictwa.

Osoba pozbawiona wolności przebywa w zakładzie karnym lub areszcie śledczym na podstawie wyroku sądu i muszą jej być zapewnione określone w Kodeksie karnym wykonawczym prawa, w tym możliwość utrzymywania kontaktu z rodziną za pomocą samoinkasujących aparatów telefonicznych.

Funkcjonariusz lub pracownik Służby Więziennej po zakończeniu dnia służby lub pracy może zaś dowolnie korzystać ze swoich praw, obejmujących również kwestie prywatne i rodzinne.

Dodać również należy, iż funkcjonariusze i pracownicy Służby Więziennej mają dostęp zarówno do telefonów służbowych, jak i samoinkasujących aparatów telefonicznych i mogą z nich korzystać o ile nie zakłóca to toku wykonywania obowiązków służbowych, a zgodnie z art. 18 ust. 3 ustawy pragmatycznej Służby Więziennej w szczególnie uzasadnionych przypadkach, np. wydarzeniami o charakterze losowym, kierownik jednostki organizacyjnej Służby Więziennej może zwolnić funkcjonariusza lub pracownika z obowiązku deponowania prywatnego telefonu komórkowego.

Pragnę jednocześnie poinformować, iż podzielam pogląd Pana Rzecznika w kwestii braku klarownych przepisów rangi ustawowej, które nakładałyby na funkcjonariuszy i pracowników więziennictwa całkowity zakaz korzystania w czasie służby lub pracy z prywatnych telefonów komórkowych na terenie jednostek penitencjarnych.

Mając to na uwadze, podczas prac nad aktualnie procedowanym projektem zmian w prawie karnym wykonawczym i w ustawie o Służbie Więziennej Centralny Zarząd Służby Więziennej przygotował projekt przepisów, których ewentualne wejście w życie skutkować będzie nadaniem części zagadnień związanych z ochroną jednostek organizacyjnych SW, obecnie regulowanych rozporządzeniem Ministra Sprawiedliwości w sprawie ochrony jednostek organizacyjnych Służby Więziennej, rangi ustawowej.

Zakłada się, iż definicja przedmiotów niedozwolonych i niebezpiecznych znajdzie się w Kodeksie karnym wykonawczym, a nakaz ich deponowania przed wejściem na teren jednostek penitencjarnych wynikać będzie z ustawy o Służbie Więziennej. Przewiduje się również utrzymanie obecnie obowiązującej regulacji dającej możliwość kierownikowi jednostki organizacyjnej Służby Więziennej zwolnienia funkcjonariuszy i pracowników Służby Więziennej w szczególnie uzasadnionych sytuacjach od obowiązku deponowania przedmiotów niedozwolonych i niebezpiecznych (w tym prywatnych telefonów komórkowych).

Mam nadzieję, iż powyższe wyjaśnienia uzna Pan Rzecznik za wystarczające. Jeszcze raz podkreślam, iż w opinii Centralnego Zarządu Służby Więziennej umożliwienie funkcjonariuszom i pracownikom więziennictwa powszechnego i nieograniczonego korzystania z prywatnych telefonów komórkowych na terenie jednostek organizacyjnych Służby Więziennej co najmniej znacząco utrudni przeciwdziałanie próbom nawiązywania nielegalnych kontaktów ze światem zewnętrznym przez osadzonych, a nawet może przyczynić się do uniemożliwienia skutecznego podejmowania takich działań, co niesie ze sobą poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego, a w szczególności dla bezpieczeństwa jednostek penitencjarnych.

WZF.562.1.2018

Funkcjonariusz SW nie użyje prywatnej „komórki” w więzieniu. Rzecznik ma wątpliwości

Data: 2020-11-24
  • Funkcjonariusze Służby Więziennej skarżą się na zakaz korzystania z prywatnych telefonów komórkowych na terenie więzienia czy aresztu
  • Jest to uzasadniane względami bezpieczeństwa
  • Nie ma jednak przepisów ustawowych dotyczących wprost takiego zakazu - wskazuje Rzecznik Praw Obywatelskich
  • A Konstytucja zapewnia wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się

Do RPO zwrócił się funkcjonariusz SW w sprawie zakazu korzystania przez funkcjonariuszy i pracowników więziennictwa z prywatnych telefonów komórkowych na terenie jednostek penitencjarnych. Zakaz ma być uzasadniany względami bezpieczeństwa jednostek, a konkretnie przepisem, że na ich terenie nie wolno posiadać „przedmiotów niedozwolonych”.

W efekcie pracownicy i funkcjonariusze SW podczas pracy i służby są pozbawieni prawa do kontaktu ze światem zewnętrznym, w tym z rodzinami.

W ocenie wnioskodawcy zakaz wynika z interpretacji przepisów, że telefony są środkami łączności i nie mogą być dostępne dla skazanych. Zakaz ich posiadania przez funkcjonariuszy i pracowników opiera się na założeniu braku zaufania do podwładnych

Zdaniem funkcjonariusza osadzeni w zakładach karnych typu półotwartego i otwartego mają nieskrępowany dostęp do samoinkasujących aparatów telefonicznych, z których mogą dzwonić na numery komórkowe i stacjonarne,  bez kontroli. A funkcjonariusze tylko w niektórych jednostkach mają dostęp do telefonów stacjonarnych, z kilkoma często zajętymi wyjściami telefonicznymi na zewnątrz, z których mogą dzwonić wyłącznie na numery stacjonarne.

- Skazani są zatem obdarzeni większym zaufaniem i poszanowaniem praw obywatelskich niż funkcjonariusze SW i pracownicy więziennictwa – podkreśla funkcjonariusz. A zgodę na korzystanie z telefonów komórkowych ma  kierownictwo jednostek penitencjarnych, które odmawia tego podwładnym.

W ocenie RPO argumenty wnioskodawcy nie są pozbawione podstaw prawnych i nasuwają wątpliwości interpretacyjne.

Przepisy dotyczące korzystania z samoinkasujących aparatów telefonicznych dotyczą tylko osadzonych. Nie istnieją natomiast przepisy rangi ustawowej bezpośrednio zakazujące używania telefonów komórkowych przez funkcjonariuszy SW i  pracowników więziennictwa.

Zakaz ten wynika zatem z interpretacji pojęcia przedmiotu niedozwolonego, które jest pojemne i niedookreślone, gdyż nie istnieją przepisy, które enumeratywnie wymieniają przedmioty niedozwolone. Ich katalog jest otwarty. Zamieszczona w rozporządzeniu Ministra Sprawiedliwości w sprawie sposobu ochrony jednostek definicja przedmiotu niedozwolonego jest szeroka i nie jest skierowana wprost do funkcjonariuszy i pracowników więziennictwa.

Tymczasem art. 49 Konstytucji zapewnia wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się. Ich ograniczenie może nastąpić jedynie w przypadkach określonych w ustawie i w sposób w niej określony. Zgodnie zaś z art. 47 Konstytucji, każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym.

Rzecznik dostrzega brak klarownych przepisów rangi ustawowej, które nakładałyby na funkcjonariuszy i pracowników więziennictwa całkowity zakaz korzystania z prywatnych telefonów komórkowych na terenie jednostek.

Dlatego zastępca RPO Stanisław Trociuk poprosił gen. Jacka Kitlińskiego, dyrektora generalnego SW o zbadanie zagadnienia i ustosunkowanie się do przedstawionych argumentów.

WZF.562.1.2018

Poczta Polska nie wydaje przesyłek osobom objętym kwarantanną. Rzecznik ma wątpliwości

Data: 2020-10-09
  • Poczta Polska odmawia wydawania przesyłek osobom objętym kwarantanną
  • Tymczasem otrzymanie przez nich przesyłek np. z produktami medycznymi może być bardzo  istotne
  • Minister Zdrowia wskazuje, że operator nie ma prawa odmówić przekazania przesyłki osobie w kwarantannie 
  • RPO ma także wątpliwości co do przekazywania Poczcie Polskiej danych osobowych w tej sprawie

Rzecznik Praw Obywatelskich poprosił prezesa Poczty Polskiej o wyjaśnienia co do możliwości minimalizacji ograniczenia usług wobec osób objętych kwarantanną.       

RPO ma świadomość, że pandemia jest wyzwaniem dla wielu podmiotów świadczących usługi publiczne. Niestety nierzadko dochodzi do ograniczenia konstytucyjnych praw i wolności obywateli.

Zgodnie ze skargami do RPO Poczta Polska odmawia wydawania przesyłek, wykorzystując informacje o adresach osób objętych kwarantanną, udostępniane przez odpowiednie organy na podstawie rozporządzeń Rady Ministrów w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku ze stanem epidemii.

Z informacji ze strony internetowej Poczty Polskiej wynika, że przesyłki dla osób objętych kwarantanną przechowywane są w placówkach pocztowych do czasu zakończenia przymusowej izolacji ich adresatów. Wyjątkiem są przekazy pieniężne, które są dostarczane w szczególnej procedurze.

W kwietniu 2020 r. RPO zwrócił się do Prezesa Poczty Polskiej o wyjaśnienia o do możliwości rozszerzenia bezpiecznego sposobu dostarczania na innego rodzaju przesyłki. Istotne dla obywateli w kwarantannie może być otrzymanie przesyłek z towarami niezbędnymi do życia (np. produkty medyczne), zamówionymi jeszcze przed objęciem ich kwarantanną. A  korzystanie z danych osobowych udostępnionych przez odpowiednie organy nie powinno prowadzić do nieuzasadnionej dyskryminacji osób w kwarantannie.

Rzecznik ma  wątpliwości co do prawidłowości umocowania organów władzy publicznej do przekazywania danych o osobach w kwarantannie w trybie określonym w rozporządzeniu Rady Ministrów z 7 sierpnia 2020 r. Zgodnie bowiem z art. 51 ust. 5 Konstytucji dane osobowe gromadzone przez władze publiczne mogą być udostępniane jedynie na zasadach i w trybie określonych w ustawie. Rozporządzenie nie może zaś być tego podstawą. Pominięcie aspektu ochrony danych osobowych w delegacji ustawowej do wydania rozporządzenia z art. 46a ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi nie pozwala na rozszerzającą interpretację kompetencji Rady Ministrów w tym zakresie.

Dlatego należy zachować daleko posuniętą ostrożność w przetwarzaniu tych danych z uwagi na możliwość poważnego naruszenia praw obywateli, o którym mowa w art. 51 Konstytucji.

Swe wątpliwości Rzecznik przedstawił również Ministrowi Zdrowia w wystąpieniu z 29 kwietnia 2020 r. Wskazał na problem niedostarczania przesyłek pocztowych osobom przebywającym w kwarantannie. Zakwestionował legalność przekazywania Poczcie Polskiej informacji o osobach odbywających obowiązkową kwarantannę określoną w rozporządzeniu Rady Ministrów z 19 kwietnia 2020 r.

W odpowiedzi Minister Zdrowia poinformował, że kolejne rozporządzenia w tej sprawie  „zostały wprowadzone w związku z planowanym wprowadzeniem możliwości głosowania korespondencyjnego w wyborach prezydenckich i możliwości doręczenia wyborcom tzw. pakietów wyborczych przez pracowników operatora pocztowego”.  Odnosząc się do sprawy niedostarczenia przesyłek osobom przebywającym z kwarantanny, wskazywano, że „żaden operator pocztowy nie ma prawa odmówić przekazania przesyłki osobie przebywającej na kwarantannie”.

Ponadto Minister Zdrowia podkreślił, że „informacja o przebywaniu danej osoby na kwarantannie przekazywana operatorowi wyznaczonemu nie miała i nie ma na celu wprowadzenia szczególnych sposobów zabezpieczenia osoby doręczającej przesyłkę danemu odbiorcy. Każdy operator pocztowy, podobnie jak inny pracodawca, ma obowiązek wprowadzenia odpowiednich procedur i higieny pracy w zależności od oceny ryzyk zawodowych”.

Mając na uwadze to stanowisko, RPO poprosił prezesa Poczty Polskiej Tomasza Zdzikota o wyjaśnienia co do możliwości minimalizacji ograniczenia usług świadczonych przez Pocztę Polską osobom objętym kwarantanną.  

VII.501.106.2020

Z urzędu. Nieurzędowy raport ze skarg, rozmów, spotkań z Rzecznikiem Praw Obywatelskich VII Kadencji 2015–2020 Adamem Bodnarem

Data: 2020-09-09
  • To nie jest urzędowy raport z działań RPO podejmowanych w czasie pięcioletniej kadencji. To sprawozdanie dla obywatelek i obywateli oraz dla organizacji pozarządowych, które wysunęły w 2015 r. kandydaturę Adama Bodnara na funkcję Rzecznika Praw Obywatelskich.
  • To nie były zwykłe czasy, zwykła kadencja – ale i sama instytucja RPO nigdy nie była też zwyczajna. Od 30 lat analizuje ona skargi od ludzi. Pamięta więcej niż jedną kadencję, widzi dalej, niż do najbliższych wyborów.
  • Postanowiłyśmy pokazać, jak dziś wyglądają prawa i wolności obywateli w Polsce – ze szczególnej perspektywy ponad 270 tys. wniosków, jakie trafiły do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich w ciągu pięciu lat, 150 tys. rozmów telefonicznych prowadzonych przez prawników Biura, jak również setek spotkań RPO Adama Bodnara. 
  • W wielu uczestniczyłyśmy – zwłaszcza na szlaku spotkań regionalnych RPO w całej Polsce, którą przemierzałyśmy wraz z Adamem Bodnarem w ośmioosobowym busiku - piszą autorki: Barbara Imiołczyk, Agnieszka Jędrzejczyk i Aneta Kosz.

Tekst ten zaczął powstawać na początku 2020 r. Rzecznik praw obywatelskich planował rozliczenie się z kadencji, która kończyła się 8 września 2020 r. Kończyłyśmy pracę na  w środku pandemii i kampanii wyborczej, w rzeczywistości, którą kilka miesięcy wcześniej trudno było sobie nawet wyobrazić. Okoliczności sprawiły, że podsumowanie VII kadencji przyjęło właśnie taką formę.

Tworzyłyśmy ten raport korzystając z wiedzy członkiń i członków komisji ekspertów i rad społecznych oraz naszych koleżanek i kolegów z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich – wybitnych prawników i praktyków praw człowieka. Dzięki nim to, co ludzie opowiadają, zamienia się w historię naszego kraju, a indywidualne problemy i krzywdy – w opowieść o prawach i wolnościach konstytucyjnych. A więc w coś, co nas łączy, czyniąc naszą wspólną sprawą.

Nasz raport nie jest raportem urzędowym nie tylko ze względu na nieprawniczy język, ale dlatego, że nie chciałyśmy w nim uciec od tej naszej własnej perspektywy.

Należymy do trzech pokoleń kobiet,  dla każdej z nas doświadczenie pracy w Biurze RPO w ostatnich latach było więc inne – ale równie przejmujące i ważne. Dosyć szybko zresztą uzgodniłyśmy, że mimo oczywistych różnic w perspektywie łączą nas dwie rzeczy:

  • zachwyt dla tego, co ludzie w Polsce potrafią robić, jak zmieniają świat. Bardzo chcemy, by i Czytelnik się o tym dowiedział. Bo właśnie tu, gdzie spotykają się aktywni obywatele i eksperci, którzy znają znaczenie szczegółów i rozumieją, jak przekładają się one na ludzkie życie – tu można zrobić najwięcej;
  • przekonanie, że za wiele jest w naszym kraju zapomnianej krzywdy, samotnych dramatów przeżywanych ze świadomością, że to nikogo nie interesuje. Tego nie można tak zostawić.

Barbara Imiołczyk, Agnieszka Jędrzejczyk, Aneta Kosz

(fragment wstępu)

Inwigilacja i uprawnienia polskich służb specjalnych w ETPC. Rzecznik przedstawia swą opinię

Data: 2020-07-30
  • Zasady inwigilowania ludzi przez służby specjalne w Polsce oceni Europejski Trybunał Praw Człowieka
  • To wynik skarg adwokata oraz aktywistów Fundacji Panoptykon i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, którzy podejrzewają, że mogli być inwigilowani
  • Chodzi o brak niezależnej kontroli nad działaniami służb, które mogą korzystać ze swych szerokich uprawnień bez realnych ograniczeń i bez nadzoru
  • A osoba, która była inwigilowana, nie może się o tym dowiedzieć – nawet po zakończeniu sprawy, w której nie postawiono jej zarzutów

Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar złożył opinię tzw. przyjaciela sądu (amicus curiae) w sprawie dwóch skarg: Dominika Bychawska-Siniarska i inni przeciwko Polsce oraz Mikołaj Pietrzak przeciwko Polsce. Ustawy, które zbada  Trybunał to w szczególności ustawa o Policji oraz tzw. ustawa antyterrorystyczna. Trybunał może również wziąć pod uwagę wykorzystywanie przez Polskę systemu Pegasus.

W ocenie RPO przepisy o inwigilacji naruszają kluczowe prawa i wolności obywatelskie, gwarantowane przez Konstytucję RP i prawo europejskie. RPO w 2018 r. wycofał z Trybunału Konstytucyjnego wniosek ws. zasad inwigilacji. Nie było bowiem szansy na niezależne i merytoryczne rozpoznanie sprawy przez TK w obecnej sytuacji.

Skargi do ETPC

Pod koniec 2019 r. ETPC zwrócił się do polskiego rządu o wyjaśnienia w sprawie inwigilacji prowadzonej przez służby specjalne na podstawie ustawy o Policji oraz ustawy antyterrorystycznej. Ma to związek ze złożonymi do ETPC na przełomie 2017 i 2018 r. skargami adwokata i aktywistów. Wskazują one, że działania służb naruszyły prywatność (art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka) oraz prawo do skutecznego środka odwoławczego (art. 13 Konwencji).

Skarga adwokata wskazuje, że niekontrolowana inwigilacja narusza nie tylko jego prywatność, ale przede wszystkim prawa i wolności jego klientów. Fundamentem relacji adwokata z klientem jest bowiem zaufanie, które może powstać wyłącznie w warunkach poufności. Możliwość inwigilacji jego klientów może zatem doprowadzić do naruszenia szczególnie chronionej tajemnicy adwokackiej.

Aktywiści podkreślają, że jako aktywni obywatele są szczególnie narażeni na działania służb. Działacze HFPC i Panoptykonu od lat krytykują brak kontroli nad działaniami służb, które mogą korzystać ze swoich szerokich uprawnień bez jakichkolwiek realnych ograniczeń. Prawo nie przewiduje zaś dla danej osoby dostępu do informacji o tym, że była inwigilowana  - nawet jak inwigilacja już się zakończyła, a osobie tej nie postawiono zarzutów. Kontrola sądu nad inwigilacją jest zaś iluzoryczna. W efekcie obywatele nie mają zatem jak chronić swoich praw.

Na konieczność zmian co do zasad inwigilacji wskazał Trybunał Konstytucyjny w lipcu 2014 r. Jednak przyjęte w 2016 r. tzw. ustawa inwigilacyjna i ustawa antyterrorystyczna zwiększyły uprawnienia służb, nie wprowadzając mechanizmu kontroli. Na nieprawidłowości zwracała uwagę m.in. Komisja Wenecka w opinii z czerwca 2016 r. A obowiązek poinformowania podmiotu danych o dostępie służb do jego danych telekomunikacyjnych wynika z licznych orzeczeń ETPC.

Wcześniejsze działania RPO

Od wielu lat Rzecznik alarmuje w sprawie przepisów pozwalających służbom specjalnym na zbieranie informacji o obywatelach. Sytuacja pogorszyła się od 2016 r, gdy zwiększono uprawnienia służb. Mogą m.in. pozyskiwać dane o obywatelach przy pomocy stałych łączy internetowych, bez konieczności składania wniosków do dostawców usług telekomunikacyjnych. Mogą więc zbierać dane nie tylko wówczas, gdy jest to konieczne do wykrywania najpoważniejszych przestępstw i jedynie wtedy, gdy inne metody są nieskuteczne, ale także wtedy, gdy jest to dla służb po prostu wygodne. Ponadto służby mogą inwigilować cudzoziemców przez nieokreślony czas bez ujawniania tych informacji, nawet po tym gdy kontrola się zakończyła. Zatem jeśli Szef ABW stwierdzi, że daną osobę należy inwigilować to jego decyzja nie zostanie w żaden sposób zweryfikowana, ani przed, ani po kontroli.

Adam Bodnar wycofał z Trybunału Konstytucyjnego wniosek, w którym kwestionował znowelizowane w 2016 r. przez PiS zasady  inwigilacji. Wniosek miały bowiem oceniać w Trybunale osoby, których nie tylko status sędziowski ale bezstronność w sprawie uprawnień służb może być kwestionowana. RPO obawia się, że w takiej sytuacji wyrok Trybunału mógłby zamrozić stan prawny, który jest niezgodny ze standardami konstytucyjnymi i europejskimi.

Wycofanie wniosku z Trybunału nie oznaczało, że RPO zaprzestanie działań, aby zasady inwigilacji odpowiadały tym standardom.

W tym kontekście ważne będzie orzeczenie ETPC w sprawie dwóch skarg z Polski. Dlatego RPO przedstawił ETPC opinię "przyjaciela sądu”, w której szczegółowo odniósł się do sprawy. W przypadku publicznej rozprawy przez ETPC Rzecznik zgłosił chęć udziału w niej.

W opinii Rzecznik wskazał, że cała argumentacja, która została przedstawiona Trybunałowi Konstytucyjnemu wciąż pozostaje aktualna. Ciągle nie ma bowiem niezależnego organu kontroli nad służbami, co postulowała grupa ekspertów zebrana przy Rzeczniku w raporcie Jak osiodłać Pegaza. Wciąż też osoba, która była inwigilowana nie może się o tym dowiedzieć, a nawet jeśli dowie się przypadkiem –  nie może zakwestionować podstawy wydania decyzji o inwigilacji w sądzie by zbadać czy jest inwigilowana zgodnie z prawem. Tak szerokie i niekontrolowane uprawnienia służb zdaniem Rzecznika mogą znacząco wpłynąć na ochronę prawa do prywatności poszczególnych osób. Rzecznik przedstawił szczegółową analizę niekonstytucyjnych regulacji zawartych w ustawie o Policji oraz ustawie antyterrorystycznej.

Rzecznik poinformował Trybunał także o pojawiających się w przestrzeni publicznej informacjach wykorzystywaniu przez Polskę systemu PEGASUS oraz swoich działaniach podjętych w związku z tymi informacjami. Zdaniem RPO może to mieć wpływ na ocenę całokształtu działań służb specjalnych w Polsce.

RPO przedstawił Trybunałowi postulaty raportu „Jak osiodłać Pegaza”, w tym:

  • powołania specjalnego, niezależnego organu, który zajmowałby się nadzorem nad działalnością służb specjalnych i mógł rozpoznawać skargi indywidualne na działanie służb;
  • przyznania jednostce prawa do informacji o byciu przedmiotem zainteresowania ze strony służb oraz prawa dostępu do przetwarzanych przez nie danych osobowych.

Co do zasady Rzecznik nie kwestionuje możliwości stosowania różnych form inwigilacji przez służby specjalne. Podkreśla jednak, że wymogi bezpieczeństwa nie oznaczają, iż zasady inwigilacji mają nie podlegać ograniczeniom wynikającym z konstytucyjnych praw i wolności. Powinny być wynikiem kompromisu między bezpieczeństwem obywateli a ich prawem do prywatności. W ocenie RPO prawo przyznaje zaś priorytet pierwszej wartości.

VII.501.46.2020

Co RPO robił dla wyjaśnienia sprawy inwigilacji m.in. dziennikarzy przez służby specjalne w latach 2007-15

Data: 2020-07-13

Rzecznik Praw Obywatelskich z ogromnym zaniepokojeniem przyjął zawarte w wystąpieniu ministra koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego w Sejmie 11 maja 2016 r. informacje o szerokim zakresie inwigilowania różnych grup społecznych i osób w latach 2007–2015 przez służby specjalne, a  także o zaniechaniach tych służb w przypadkach, gdy prowadzenie działań było nieodzowne.

Przedstawiamy informacje o dotychczasowych działaniach RPO w tej sprawie.

Rzecznik podjął ją z własnej inicjatywy. Zwrócił się do Mariusza Kamińskiego o wskazanie bliższych danych odnoszących się do konkretnych przypadków niezgodnych z prawem działań i zaniechań służb specjalnych.

W odpowiedzi zastępca ministra sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Maciej Wąsik wyjaśnił, że przemówienie z 11 maja 2016 r. zawiera wszelkie informacje, które mogły zostać przekazane. Okoliczności działań służb w konkretnych przypadkach są bowiem chronione na mocy ustawy o ochronie informacji niejawnych. „Zgodnie z zapowiedzią Ministra Koordynatora w związku z przeprowadzonym w służbach audytem skierowanych zostało 19 zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa. Stosowne dokumenty zostały wysłane do Prokuratury Krajowej. Prokuratura Krajowa jest więc instytucją właściwą do odpowiedzi na pytania o dalsze działania związane z materiałami zgromadzonymi w toku prowadzonego audyt” – brzmiała odpowiedź.

Rzecznik pytał także Ministra Obrony Narodowej w aspekcie ewentualnych niezgodnych z prawem działań Służby Kontrwywiadu Wojskowego. W odpowiedzi Minister poinformował, że SKW skierowała do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa dotyczące przedmiotowego zagadnienia. Nie udzielono szczegółowych informacji wobec uznania, że informacje te mają charakter niejawny.

W następnej kolejności Rzecznik zwrócił się do Prokuratora Krajowego o przekazanie kopii zawiadomień skierowanych do prokuratury przez Mariusza Kamińskiego oraz przez SKW, zaś wobec braku odpowiedzi – do Prokuratora Generalnego.

W odpowiedzi Rzecznik został poinformowany, że zawiadomienia zostały przekazane do właściwych jednostek prokuratur, nie wskazano jednak, do których i w jakim zakresie.

Na kolejne pismo, skierowane do Prokuratora Generalnego  z prośbą o wskazanie, do których prokuratur regionalnych lub wydziałów zamiejscowych Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji przekazano  zawiadomienia, Rzecznik uzyskał odpowiedź, z której wynikało, że Prokuratura Krajowa nie dysponuje takimi informacjami.

Informacji niezbędnych do podjęcia dalszych działań Rzecznik nie uzyskał także z kolejnej odpowiedzi ministra Mariusza Kamińskiego.

Kolejne działania w sprawie Rzecznik podjął po informacjach mediów, że postępowania dotyczące informacji z  przemówienia Mariusza Kamińskiego prowadzi Prokuratura Regionalna w Krakowie.

Dalszą korespondencję RPO prowadził zatem z tą jednostką. Z uzyskanych informacji wynika, że prowadzone jest w niej śledztwo, które nie zostało dotychczas w całości zakończone. Zakończono natomiast poszczególne jego wątki – jednym aktem oskarżenia dotyczącym niepowiadomienia o przestępstwie i utrudniania śledztwa. W kolejnych wątkach  wydano postanowienia o umorzeniu postępowania.  

II.519.509.2016

Odc. 44 - Brak wynagrodzenia, niedoręczanie przesyłek w kwarantannie, sytuacja w więzieniach - odpowiedzi na pytania zgłaszane na Infolinię RPO

Data: 2020-06-16

Eksperci BRPO odpowiadają na pytania pod bezpłatnym telefonem 800 676 676. Podejmują też interwencje i wyjaśniają sytuacje sporne i wątpliwe. O tym można przeczytać tu: INTERWENCJE RPO W SPRAWIE KORONAWIRUSA

Pracownik firmy przewozowej od ponad dwóch miesięcy nie wykonuje pracy z uwagi na epidemię, nie dostaje też wynagrodzenia. Pracodawca otrzymał pomoc finansową w ramach tarczy antykryzysowej, ale twierdzi, że są to pieniądze dla niego, a nie na wypłatę wynagrodzenia dla pracownika. – warto przypomnieć o obowiązkach pracodawcy, drodze dochodzenia świadczeń itp.

Terminowa i prawidłowa wypłata wynagrodzenia jest podstawowym obowiązkiem pracodawcy (art. 94 pkt 5 ustawy z dnia 26 czerwca 1974 r. Kodeks pracy, Dz.U.2019.1040 t.j.) i jego realizacja nie może być uzależniana od uzyskania pomocy finansowej od państwa.

Nieprzestrzeganie przez pracodawcę obowiązku wypłaty wynagrodzenia może skutkować jego odpowiedzialnością z tytułu wykroczenia przeciwko prawom pracownika (art. 282 § 1 pkt 1 Kodeksu pracy).

Z tytułu nieterminowej realizacji obowiązku wypłaty wynagrodzenia pracownikowi może przysługiwać roszczenie o zapłatę odsetek za opóźnienie, a także roszczenie odszkodowawcze. Gdy pracodawca dopuścił się ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków wobec pracownika, pracownikowi przysługuje uprawnienie do rozwiązania stosunku pracy w trybie bez wypowiedzenia na podstawie art. 55 § 11 Kodeksu Pracy. W wyroku z dnia 4 kwietnia 2000 r., sygn. akt I PKN 516/99, Sąd Najwyższy uznał, że przesłanką rozwiązania umowy o pracę bez wypowiedzenia ze względu na ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków wobec pracownika i uzyskania odszkodowania (art. 55 § 11 KP) jest wina umyślna lub rażące niedbalstwo pracodawcy. Pracodawca, który nie wypłaca pracownikowi w terminie całości wynagrodzenia, ciężko narusza swój podstawowy obowiązek z winy umyślnej, choćby z przyczyn niezawinionych nie uzyskał środków finansowych na wynagrodzenia. Z punktu widzenia treści stosunku pracy (w tym zwłaszcza praw pracowniczych) jest całkowicie obojętne z jakiego źródła pracodawca uzyskuje środki na wynagrodzenia.

W razie zaistnienia sporu pomiędzy pracownikiem a pracodawcą warto rozważyć kontakt z Państwową Inspekcją Pracy, która jest organem powołanym do sprawowania nadzoru i kontroli przestrzegania prawa pracy.

Porady prawne z zakresu prawa pracy można uzyskać w Centrum Poradnictwa PIP od poniedziałku do piątku w godz. od 9.00 do 15.00 pod numerami telefonów: dla osób dzwoniących z telefonów stacjonarnych - 801 002 006, dla osób dzwoniących z telefonów komórkowych - 459 599 000.

Pan pyta o podstawę prawną przekazywania poczcie polskiej informacji o osobach odbywających kwarantannę. Poczta, z uwagi na kwarantannę, nie dostarcza korespondencji, która ma dla pytającego istotne znaczenie i jest mu pilnie potrzebna.

Zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, dane dotyczące osoby, która odbywa kwarantannę są przekazywane operatorowi wyznaczonemu w rozumieniu ustawy Prawo pocztowe.

RPO kwestionował legalność przekazywania Poczcie Polskiej informacji o osobach odbywających obowiązkową kwarantannę określoną w ww. rozporządzeniu. Skierował w tej sprawie wystąpienie do Ministra Zdrowia z dnia 27 kwietnia br.

https://www.rpo.gov.pl/pl/content/koronawirus-rpo-osobom-w-kwarantannie-poczta-nie-dostarcza-przesyłek

Poczta Polska wstrzymując doręczanie korespondencji pod adres, gdzie osoba odbywa kwarantannę, jednocześnie informuje, że taka korespondencja do czasu zakończenia kwarantanny  będzie przechowywana w placówce pocztowej; nie będzie podejmowana próba doręczenia. Wyjątkowo wstrzymany będzie bieg awizacji w czasie przechowywania takiej przesyłki, natomiast próba doręczenia do adresata nastąpi dopiero po zakończeniu odbywania kwarantanny.

W sytuacji trudności z odbiorem korespondencji warto rozważyć możliwość udzielenia pełnomocnictwa pocztowego, dzięki któremu przesyłkę będzie mogła odebrać upoważniona w nim osoba.

Istnieje także możliwość wynajęcia skrytki pocztowej, którą można udostępnić innej osobie.

Pani zgłasza problem z uzyskaniem informacji o stanie zdrowia partnera odbywającego karę pozbawienia wolności. Od innego osadzonego otrzymała informację, że jej partner jest prawdopodobnie zarażony koronawirusem i przewieziony do ZK w Oleśnicy; przebywa w izolacji. Mimo podejmowanych prób nie jest w stanie potwierdzić tych informacji.

Prawo do informacji o swoim stanie zdrowia jest jednym z podstawowych praw pacjenta. Katalog tych praw został uregulowany w ustawie o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta (dalej jako „ustawa”). Zgodnie z art. 9 ust. 2 tej ustawy, pacjent ma prawo do uzyskania od osoby wykonującej zawód medyczny przystępnej informacji o stanie zdrowia pacjenta, rozpoznaniu, proponowanych oraz możliwych metodach diagnostycznych i leczniczych, dających się przewidzieć następstwach ich zastosowania albo zaniechania, wynikach leczenia oraz rokowaniu, w zakresie udzielanych przez tę osobę świadczeń zdrowotnych oraz zgodnie z posiadanymi przez nią uprawnieniami. Pacjent ma również prawo do uzyskania od pielęgniarki przystępnej informacji o jego pielęgnacji i zabiegach pielęgniarskich.

Niezależnie od powyższych uprawnień, pacjent ma prawo do wyrażenia zgody na udzielenie wskazanych informacji innym osobom. Wówczas osoby upoważnione również mogą ubiegać się o informacje na temat konkretnego pacjenta, zgodnie z udzielonym upoważnieniem.

Przykładowy wzór upoważnienia do udzielania informacji o stanie zdrowia osadzonego: https://bip.sw.gov.pl/Dokumenty/Upowaznienie_do_informacji_o_stanie_zdrowia_osadzonego.pdf

W razie problemów z praktycznym stosowaniem praw pacjenta, można zwrócić się do Rzecznika Praw Pacjenta. Numer bezpłatnej infolinii: 800-190-590 (czynna od poniedziałku do piątku, od 8:00 do 18:00).

Pozostałe regulacje związane z udzielaniem świadczeń zdrowotnych osobom osadzonym zawarte zostały w art. 115 Kodeksu karnego wykonawczego (m.in. zasady udzielania świadczeń zdrowotnych, zaopatrzenie w artykuły sanitarne lub przedmioty ortopedyczne, zasady udzielania świadczeń medycznych przez podmioty lecznicze inne niż przeznaczone dla osób pozbawionych wolności).

Warto również zapoznawać się z zarządzeniami Dyrektorów Zakładów Karnych, którzy mając na względzie wytyczne GIS wprowadzili na terenie danych jednostek konkretne zasady związane z zapobieganiem zarażeniom COVID-19 i zwiększeniem bezpieczeństwa osób osadzonych. Jako przykład można podać zarządzenie nr 10/2020 z dnia 17 marca Dyrektora Zakładu Karnego w Goleniowie: https://sw.gov.pl/assets/69/90/65/494f074e544ff973008b88ed8dcc3d75c1fe700b.pdf

Dodatkowo, tymczasowe wytyczne Światowej Organizacji Zdrowia dotyczące przygotowania, zapobiegania i kontroli C0VID-19 w zakładach karnych i innych miejscach pozbawienia wolności na dzień 15 marca 2020 r. można znaleźć pod następującym adresem:

https://www.rpo.gov.pl/sites/default/files/Przygotowanie%2C%20zapobieganie%20i%20kontrola%C2%A0C0VID-19%20w%20zak%C5%82adach%20karnych%20i%20innych%C2%A0miejscach%20pozbawienia%20wolno%C5%9Bci%20.pdf

Pan z Domu Pomocy Społecznej w Gorzowie Wlkp. skarży się na brak możliwości opuszczania placówki z powodu epidemii

W domach pomocy społecznej, prywatnych domach opieki i zakładach opiekuńczo-leczniczych przebywają osoby z grup najbardziej narażonych na zakażenie: osoby starsze, schorowane, z niepełnosprawnościami. Rzecznik Praw Obywatelskich stale monitoruje sytuację w Domach Pomocy Społecznej  w  ramach Krajowego Mechanizmu Prewencji (jednostka  statutowa biura ).

W przypadku DPS-ów nadal  obowiązują rekomendacje przygotowane przez Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Zakładają one:

  • zakaz odwiedzin w domach pomocy społecznej,
  • zakaz wyjść na zewnątrz, poza spacerami do ogrodu,
  • odwołania zaplanowanych imprez okolicznościowych, zaprzestanie organizowania wyjść, wycieczek.

Wiceminister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej odpowiedziała na wystąpienie Rzecznika Praw Obywatelskich z 27 marca 2020 r. RPO pytał wówczas Prezesa Rady Ministrów o  kwestie dotyczące zapewnienia bezpieczeństwa oraz poszanowania praw osób pozbawionych wolności w związku z epidemią koronawirusa. Wiceminister przedstawiła działania podejmowane przez resort w stosunku do domów pomocy społecznej i placówek całodobowej opieki.

W porównaniu z odpowiedzią z 3 kwietnia uzupełniono m.in. informacje dotyczące:

  • zobowiązania wszystkich wchodzących do domu pomocy społecznej do mierzenia temperatury ciała i wprowadzenia zakazu wchodzenia do DPS w przypadku wykazania podwyższonej temperatury,
  • umożliwienia mieszkańcom domów pomocy społecznej kontaktu z rodzinami i siecią wsparcia poza placówką z wykorzystaniem urządzeń komunikacyjnych,
  • zapewnienia pomocy psychologicznej osobom potrzebującym wsparcia,
  • obowiązkowego używania przez pracowników domów pomocy społecznej maseczek ochronnych i rękawiczek,
  • zapewnienia ciągłości zaopatrzenia domów pomocy społecznej w żywność, środki czystości, środki ochrony osobistej,
  • przygotowania każdego domu pomocy społecznej do funkcjonowania w warunkach, gdy cały dom lub jego część będzie objęta kwarantanną lub izolacją (mieszkańcy i pracownicy), ze szczególnym uwzględnieniem zapewnienia noclegu i wyżywienia pracownikom.

Więcej informacji:

https://www.rpo.gov.pl/pl/content/koronawirus-mrpips-do-rpo-o-bezpieczenstwie-w-dps

https://www.gov.pl/web/rodzina/informacja-mrpips-w-sprawie-dzialan-podjetych-przez-resort-w-zakresie-wsparcia-domow-pomocy-spolecznej-w-sytuacji-zagrozenia-epidemiologicznego

Dzwoniła Pani przekazać, że otrzymała z KRUS decyzję o odmowie przyznania jej świadczenia opiekuńczego za okres (od 12.03. do 30.03). KRUS przyznał świadczenie od 31.03 wskazując, że dopiero od tej daty weszła w życie ustawa.

Art. 4a ust.1 ustawy z dnia 2 marca 2020r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19 oraz innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych stanowi, że w przypadku zamknięcia żłobka, klubu dziecięcego, przedszkola, szkoły lub innej placówki, do których uczęszcza dziecko albo niemożności sprawowania opieki przez nianię lub dziennego opiekuna z powodu COVID-19 osobie, o której mowa w art. 7 ust. 1 i 2 oraz art. 16 ust. 1 i 2 ustawy z dnia 20 grudnia 1990 r. o ubezpieczeniu społecznym rolników (Dz. U. z 2020 r. poz. 174 i 782), przysługuje zasiłek opiekuńczy z powodu konieczności osobistego sprawowania opieki nad dzieckiem legitymującym się orzeczeniem o znacznym lub umiarkowanym stopniu niepełnosprawności do ukończenia 18 lat albo dzieckiem z orzeczeniem o niepełnosprawności lub orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego.

Artykuł ten został dodany został ustawą z dnia 31 marca 2020 r. (Dz.U.2020.568) i zaczął obowiązywać z tym dniem.

Tak więc decyzja KRUS odmawiająca przyznania dodatkowego zasiłku opiekuńczego za okres do 30 marca 2020 r. jest zgodna z prawem.

Pani pyta, gdzie może zwrócić się o zwrot kosztów w ramach akcji „Lot do domu”; wracała z Filipin.

W ramach rządowej akcji „Lot do domu” zorganizowanej w celu umożliwienia powrotu do kraju obywateli polskich w związku z ogłoszonym stanem epidemii, realizowane były trzy formy: planowane loty czarterowe (wcześniej zarezerwowane), specjalne loty czarterowe oraz loty według zapotrzebowania – w tych przypadkach podróżujący musieli zakupić bilety samodzielnie, za  pośrednictwem platformy internetowej LOT-u; obowiązywały zryczałtowane ceny biletów, której wysokość zależała od kierunku, z którego realizowany był przelot.

W przypadku ubiegania się o zwrot kosztów wcześniej zakupionych biletów to zastosowanie ma regulamin przewoźnika.

Natomiast problem dot. zwrotu poniesionych przez polskich obywateli kosztów zakupu biletów lotniczych w ramach realizowanej po wybuchu epidemii akcji rządowej „Lot do domu” został podjęty przez RPO do wyjaśnienia w aspekcie generalnym; pierwsze wystąpienie w tej sprawie miało miejsce w pierwszych dniach kwietnia. Ostatnie, adresowane do Szefa Kancelarii Rady Ministrów – 12 maja.

Rzecznik prosi adresatów swoich wystąpień o wyjaśnienie, dlaczego rząd nie wystąpił o pomoc w ramach Unijnego Mechanizmu Ochrony Ludności, którego celem jest współpraca państw członkowskich w sytuacji kryzysu; pomoc udzielana jest na wniosek poszczególnych państw.

Obywatele, którzy skorzystali z akcji „Lot do domu” zmuszeni byli ponieść znaczne koszty, często przekraczające ich możliwości finansowe.

Z odpowiedzi udzielonej przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów z dnia 3 czerwca 2020 r. wynika, że w ramach programu „Lot do domu” umożliwiono powrót do kraju ponad 55 tys. obywateli z wielu miejsc na 6 kontynentach. Uruchomiono 388 połączeń.

Przygotowanie tego programu było odpowiedzią na konieczność pilnego zorganizowania powrotu do kraju Polaków. Skala tego wyzwania oraz sytuacja pandemii nakazała skupienie na obywatelach RP. Wykluczyło to wykorzystanie Unijnego Mechanizmu Ochrony Ludności, ze względu na związany z nim wymóg zabierania na pokład samolotu repatriacyjnego obywateli innych krajów UE (co najmniej 10%).

Wg danych Ministerstwa Spraw Zagranicznych nie wpłynęła żadna skarga od osób korzystających z akcji „Lot do domu”.

Z danych podanych przez PLL LOT wynika, że z ogólnej liczby 694 reklamacji dot. różnych aspektów realizacji lotów tylko 36 dotyczyło oczekiwania zwrotu ceny biletu.

Ze szczegółami wystąpień można zapoznać się na stronie internetowej www.rpo.gov.pl (VII.531.38.2020)

Pani pyta o  „czerwcowe emerytury” tj. o zasady ustalania wysokości emerytury w zależności od miesiąca, w którym został złożony wniosek,  czy w bieżącym roku coś się zmieniło na korzyść tej grupy osób. (III.7060.122.2016)

Ustawa z dnia 14 maja 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w zakresie działań osłonowych w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 ( Dz.U.2020.875 z dnia 15 maja 2020) tzw. Tarcza 3.0 wprowadziła nową zasadę dotyczącą waloryzacji emerytur, których wysokość jest ustalana w czerwcu. Art. 53 tej ustawy stanowi, że waloryzacji składek dokonuje się w takim sam sposób, jak przy ustalaniu wysokości emerytury w maju 2020 roku, jeśli jest to korzystniejsze dla ubezpieczonego.

Niestety zmiana ta dotyczy wyłącznie bieżącego roku.

Rzecznik Praw Obywatelskich przypominał, przed uchwaleniem te ustawy ( wystąpienie z dnia 04.05.2020 – opinia dla Senatu, że wielokrotnie zwracał uwagę na nierówność naliczania tzw. emerytur czerwcowych, gdzie nie jest uwzględniana waloryzacja kwartalna a jedynie roczna, a tym samym prowadzi to do obniżenia świadczenia z powodu daty złożenia wniosku o ustalenie wysokości emerytury.

Ograniczenie nowej zasady ustalenia emerytur czerwcowych jedynie do czerwca 2020 r. nie znajduje uzasadnienia z punktu widzenia konstytucyjnej równości w prawie do zabezpieczenia społecznego.

Kto płaci za kwarantannę, jeśli jest się zatrudnionym w przedsiębiorstwie szwedzkim?

Zasady prowadzenia na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej działalności gospodarczej przez przedsiębiorców zagranicznych reguluje ustawa z dnia 6 marca 2018 r. o zasadach uczestnictwa przedsiębiorców zagranicznych i innych osób zagranicznych w obrocie gospodarczym na terytorium RP.

W celu wykonywania działalności na terenie Rzeczypospolitej Polskiej przedsiębiorcy zagraniczni mogą, tworzyć oddziały z siedzibą w Polsce, na zasadzie wzajemności, o ile ratyfikowane umowy międzynarodowe nie stanowią inaczej. Mogą również tworzyć i prowadzić w Polsce przedstawicielstwa. Dla przedsiębiorców zagranicznych z państw członkowskich Unii Europejskiej i państw członkowskich Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA) obowiązują takie same zasady prowadzenia działalności gospodarczej, jak w przypadku przedsiębiorców polskich.

To, kto wypłaci pracownikowi należne mu pieniądze, zależne jest od tego, czy podczas kwarantanny dana osoba może wykonywać swoje zawodowe obowiązki. Jeśli jego decyzja będzie pozytywna, to wtedy wynagrodzenie wypłaca pracodawca. Natomiast, jeżeli podczas pobytu na kwarantannie pracownik nie może wykonywać swojej pracy, wówczas wypłaty świadczenia dokonuje Zakład Ubezpieczeń Społecznych.

Zgodnie z przepisami, osoba odbywająca obowiązkową kwarantannę, informuje pracodawcę o jej odbywaniu. Informację tę przekazuje się za pośrednictwem systemów teleinformatycznych lub systemów łączności, w tym przez telefon.

W celu wypłaty osobie odbywającej obowiązkową kwarantannę, za okres jej trwania, wynagrodzenia lub świadczenia pieniężnego z tytułu choroby, osoba ta, w terminie 3 dni roboczych od dnia zakończenia obowiązkowej kwarantanny, składa pracodawcy lub podmiotowi zobowiązanemu do wypłaty świadczenia pieniężnego z tytułu choroby pisemne oświadczenie potwierdzające odbycie obowiązkowej kwarantanny. Oświadczenie to można złożyć za pośrednictwem systemów teleinformatycznych lub systemów łączności.

Płatnik składek, który nie jest obowiązany do wypłaty świadczenia pieniężnego z tytułu choroby, niezwłocznie, nie później niż w terminie 7 dni, przekazuje wskazane wyżej oświadczenie do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Oświadczenie to stanowi także dowód usprawiedliwiający nieobecność w pracy w okresie odbywania obowiązkowej kwarantanny. Oświadczenie to można złożyć za pośrednictwem systemów teleinformatycznych lub systemów łączności.

Warto pamiętać, że pracodawca lub podmiot zobowiązany do wypłaty świadczenia pieniężnego z tytułu choroby, może wystąpić do właściwego organu Państwowej Inspekcji Sanitarnej w celu weryfikacji danych zawartych w oświadczeniu, składanym przez pracownika. Wystąpienie wymaga uzasadnienia.

Więcej informacji na temat świadczeń przysługujących za czas pobytu na kwarantannie można znaleźć na stronie: https://www.zus.pl/o-zus/aktualnosci/-/publisher/aktualnosc/1/swiadczenia-chorobowe-dla-osob-objetych-obowiazkowa-kwarantanna-po-przekroczeniu-granicy/2556004.

Podstawa prawna:

  • Ustawa z dnia 6 marca 2018 r. o zasadach uczestnictwa przedsiębiorców zagranicznych i innych osób zagranicznych w obrocie gospodarczym na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej (t.j. Dz. U. z 2019 r. poz. 1079 z późn. zm.).
  • Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 29 maja 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. poz. 964 z późn. zm.).

Pani – w imieniu siostry, która urodziła dziecko 4 dni temu – pyta o zasadność decyzji szpitala. Zachodzi konieczność pozostawienia dziecka w szpitalu, natomiast matka ma zostać wypisana do domu. Interwencja u ordynatora nie przyniosła skutku. Do dyrektora, siostra z uwagi na złe samopoczucie nie może pójść, natomiast jej mąż nie może wejść na teren szpitala, z uwagi na obostrzenia sanitarne związane z epidemią. Pani uważa, że matka powinna pozostać wraz z dzieckiem w szpitalu.

Sytuacja epidemiczna w Polsce wymaga środków nadzwyczajnych, jednakże Rzecznik Praw Obywatelskich stoi na stanowisku, że zarządzone ograniczenia w miarę możliwości nie powinny naruszać więzi pacjentów i ich bliskich. W związku z powyższym RPO w wystąpieniach generalnych m.in.: V.7013.25.2020, V.7013.27.2020, V.7010.45.2020 wskazuje na szczególne znaczenie prawa pacjenta do obecności osoby bliskiej przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych, które gwarantuje art. 21 ust. 1 ustawy z 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta (Dz.U.2019.1127 t.j.).

  • 20 marca 2020 r. Rzecznik Praw Obywatelskich skierował wystąpienie do Ministra Zdrowia z prośbą o rozważenie wprowadzenia centralnych wytycznych, w zakresie obowiązujących ograniczeń w okresie epidemii, związku ze stosowanymi odmiennymi praktykami w różnych placówkach. (V.7013.25.2020)
  • 25 marca 2020 r. Rzecznik Praw Obywatelskich pisał do Ministra Zdrowia, wskazując że obecność rodzica przy dziecku w szpitalu jest bardzo istotna, zarówno jeśli chodzi o zabezpieczenie potrzeb emocjonalnych, ale również może przyczynić się do procesu zdrowienia. (V.7013.27.2020)
  • 18 maja 2020 r. Rzecznik Praw Obywatelskich poprosił Ministra Zdrowia o ustosunkowanie się do sprawy czasowego zawieszenie porodów rodzinnych i o rozważenie zmiany dotychczasowej rekomendacji na taką, która da możliwość szpitalom na ich bezpieczne przeprowadzanie, przy zachowaniu odpowiedniego bezpieczeństwa personelu i rodzącej pary. (V.7010.45.2020)

Więcej informacji o wystąpieniach RPO można znaleźć na stronie: www.rpo.gov.pl

Należy ponadto wskazać, że aktualne zalecenia Konsultanta Krajowego w dziedzinie Położnictwa i Ginekologii oraz Konsultanta Krajowego w dziedzinie Perinatologii dotyczące porodów rodzinnych obejmujące rekomendacje dotyczące opieki okołoporodowej w sytuacji pandemii COVID-19 a także wytyczne opracowane przez Konsultanta Krajowego w dziedzinie pediatrii we współpracy z Konsultantem Krajowym w dziedzinie chorób zakaźnych w odniesieniu do umożliwienia rodzicom dzieci hospitalizowanych obecności podczas pobytu ich dziecka w szpitalu – określają, iż nadal niezalecana jest jakakolwiek forma odwiedzin w oddziałach położniczo-ginekologicznych, ale decyzje w tym zakresie, mając na uwadze względy organizacyjne oraz powyższe zalecenia podejmuje kierownik podmiotu udzielającego świadczeń zdrowotnych lub upoważniony przez niego lekarz.

Wytyczne te dostępne są na stronie internetowej Ministerstwa Zdrowia pod adresem: https://www.gov.pl/web/zdrowie/wytyczne-dla-poszczegolnych-zakresow-i-rodzajowswiadczen

Prawa i wolności w czasie epidemii - wspólne stanowisko RPO i Komisji Ekspertów ds. przestrzegania praw obywatelskich w działalności służb specjalnych

Data: 2020-05-06
  1. Jakiekolwiek ograniczenia prawa do prywatności muszą być wprowadzone z poszanowaniem konstytucyjnych standardów ochrony podstawowych praw i wolności. Mimo przesłanek, o których mowa w art. 230 Konstytucji, w zakresie zwalczania choroby zakaźnej wywołanej wirusem SARS-CoV-2 - a więc szczególnego zagrożenia dla bezpieczeństwa obywateli i porządku publicznego - nie zdecydowano się dotychczas na wprowadzenie stanu nadzwyczajnego.
     
  2. Zauważamy trend przekazywania coraz większych uprawnień władzy wykonawczej dotyczący elektronicznego nadzoru nad osobami poddanymi kwarantannie. Stwierdzamy, że uprawnienia takie powinny być wprowadzane tylko w zakresie koniecznym, być proporcjonalne do celu ich wprowadzenia, tj ochrony zdrowia i nie powinny pozostać w mocy dłużej, niż jest to absolutnie niezbędne.
     
  3. Zauważamy również, że w dobie pandemii istnieje większe niż zazwyczaj przyzwolenie społeczeństwa do ingerencji w prawa i wolności obywatelskie. Taka ingerencja powinna wiązać się jednak z wprowadzeniem stanu nadzwyczajnego, być proporcjonalna i ograniczona okresem obowiązywania stanu nadzwyczajnego. Tymczasem istnieje realne zagrożenie, że konstytucyjne prawa i wolności zostaną ograniczone w sposób trwalszy, wykraczający poza stan nadzwyczajny w jakim się znaleźliśmy i w sposób większy niż jest to konieczne.
     
  4. Należy podzielić stanowisko Europejskiego Inspektora Ochrony Danych z 6 kwietnia 2020 r., w którym wskazał, że konieczne jest zapewnienie na poziomie krajowym, by wprowadzane środki ingerujące w prawa i wolności podstawowe były:
  • ograniczone czasem (nie powinny trwać po ustaniu kryzysu),
  • ograniczone celem (ratowanie zdrowia i życia ludzkiego),
  • ograniczone zakresem danych (tak byśmy wiedzieli kto i po jaki zakres danych sięga),
  • zdefiniowane co do momentu powrotu do normalności (co stanie się z danymi po ustaniu pandemii).
     
  1. Postępowanie władz w zakresie nadzoru powinno odbywać się na podstawie jasnych, precyzyjnych i dostępnych przepisów, wskazywać na konieczność i proporcjonalność środków w stosunku do uzasadnionych celów, być poddane nadzorowi niezależnego mechanizmu kontroli, a także zapewnić jednostce dostęp do skutecznych środków odwoławczych.
     
  2. Istnieje konieczność wprowadzenia skutecznych mechanizmów kontroli w zakresie ingerencji i dostępu władzy do bardzo wrażliwych danych osobowych dotyczących lokalizacji, wizerunku, mieszkania, korespondencji. Taką funkcję może spełniać niezależny ekspert, który chroniłby prawa obywatelskie w kontekście przekazywania uprawnień służbom w okresie pandemii. W tym zakresie niepokoi brak widocznych działań ze strony Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.
     
  3. Przykładowo, w Republice Południowej Afryki, była sędzia Trybunału Konstytucyjnego Kate O’Regan została powołana przez Ministra Sprawiedliwości na stanowisko eksperta do nadzoru nad kontrolą prowadzoną wobec osób zakażonych Covid-19. Celem jej działań ma być zabezpieczenie prywatności i osobistych informacji osób kontrolowanych. Minister Zdrowia został zobowiązany do cotygodniowego raportowania pani O’Regan na temat danych osób, których lokalizację uzyskano. Zadaniem eksperta jest sporządzanie rekomendacji dla Rady Ministrów, łącznie ze zmianami przepisów dotyczących zabezpieczania prawa do prywatności osób kontrolowanych z uwagi na zakażenie Covid-19.
     
  4. W związku z tym na czas pandemii powinien zostać powołany niezależny ekspert, pełniący kontrolę nad wykorzystywaniem naszych danych i kontrolą czy uprawnienia nadane służbom nie są nadmierne. Jego zadaniem powinna być również kontrola czy środki te są stosowane w sposób proporcjonalny, a po ustaniu stanu epidemii czy zostaną one usunięte a stan praw i wolności jednostek przywrócony do stanu sprzed epidemii.
     
  5. Niepokój budzi możliwość pobierania danych telekomunikacyjnych osób poddanych kwarantannie w związku z epidemią. W pierwszej kolejności, osoby te powinny zostać poddane testom na obecność koronawirusa. Dopiero w drugiej kolejności, po stwierdzeniu wyniku pozytywnego, powinny być poddawane nadzorowi. 
     
  6. Nowe technologie mogą stanowić sprawne narzędzie do zwalczania epidemii. Aplikacje telefoniczne powinny być skutecznym wsparciem w walce z koronawirusem. Jednocześnie powinny być skonstruowane w taki sposób aby nie przekazywać władzom danych, które nie są konieczne. Aplikacja taka powinna być otwarta i dobrowolna, a narzędzia służące do nadzoru powinny pozwalać na ich skontrolowanie pod kątem arbitralności i możliwych nadużyć.

 

Adam Bodnar - Rzecznik Praw Obywatelskich
Jacek Cichocki - współprzewodniczący Komisji Ekspertów
Zuzanna Rudzińska-Bluszcz - współprzewodnicząca Komisji Ekspertów
Tomasz Borkowski - członek Komisji Ekspertów
Barbara Grabowska-Moroz - członek Komisji Ekspertów
Piotr Gąciarek - członek Komisji Ekspertów
Agnieszka Grzelak - członek Komisji Ekspertów
Wojciech Klicki - członek Komisji Ekspertów
Piotr Kładoczny - członek Komisji Ekspertów
Dariusz Korneluk - członek Komisji Ekspertów
Radosław Kujawa - członek Komisji Ekspertów
Piotr Niemczyk - członek Komisji Ekspertów
Mikołaj Pietrzak - członek Komisji Ekspertów
Adam Rapacki - członek Komisji Ekspertów
Marcin Mrowicki - sekretarz Komisji Ekspertów

Koronawirus. Osobom w kwarantannie Poczta Polska nie dostarcza przesyłek

Data: 2020-04-29
  • Obywatelom przebywającym w kwarantannie Poczta Polska odmawia wydawania przesyłek 
  • Przekazywanie Poczcie Polskiej informacji o tych osobach odbywa się na podstawie rozporządzenia rządu
  • Tymczasem Konstytucja nakazuje, by regulowała to ustawa - dlatego RPO krtycznie ocenia legalność rozporządzenia 
  • Adam Bodnar prosi o wyjaśnienia  Ministra Zdrowia

Obywatele w kwarantannie skarżą sie, że Poczta Polska odmawia wydawania im przesyłek. Wykorzystuje w tym celu informacje o adresach osób objętych kwarantanną, udostępniane na podstawie rozporządzenia Rady Ministrów z 19 kwietnia 2020 r. ws. ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

RPO ocenił  krtycznie legalność przekazywania Poczcie Polskiej informacji o osobach odbywających obowiązkową kwarantannę określoną w tym rozporządzeniu (a kwarantanna ta, na co RPO zwrócił uwagę MZ w wystąpieniu z 27 kwietnia nie ma dostatecznego umocowania ustawowego). Zgodnie z rozporządzenia RM, dane osób zobowiązanych do odbycia kwarantann czy izolacji domowej (wobec których podjęto decyzję o wykonaniu testu w kierunku SARS-CoV-2 oraz osób zakażonych) są udostępniane m. in. operatorowi wyznaczonemu w rozumieniu ustawy Prawo pocztowe.

Po pierwsze, jeśli celem tego przepisu było zapewnienie ochrony przed ewentualnymi zakażeniami pracowników  poczty, to powstaje zasadnicze pytanie, dlaczego tym przepisem nie zostali objęci także inni operatorzy pocztowi? Czyżby życie i zdrowie pracowników tych operatorów zostało uznane za mniej warte ochrony niż życie i zdrowie pracowników operatora wyznaczonego?

Po drugie, materia uregulowana w § 2 ust. 6 rozporządzenia nie znajduje podstawy w treści upoważnień w ustawie o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi.  Przepisy, powołane jako podstawa rozporządzenia, nie zawierają jakichkolwiek treści dotyczących materii przetwarzania danych osobowych czy też ich udostępniania. W konsekwencji ustawa nie upoważnia Rady Ministrów do regulowania tej materii w akcie wykonawczym.

RPO stwierdza, że w tym zakresie rozporządzenie nie zostało wydane w celu wykonania ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, lecz uzupełnia ustawę o treści, które nie są w niej zawarte.

Oznacza to, że Rada Ministrów bez upoważnienia zawartego w ustawie wkracza w sposób konstytucyjnie niedopuszczalny w sferę praw jednostki. Stąd też uznać należy, że § 2 ust. 6 rozporządzenia jest niezgodny z art. 92 ust. 1 Konstytucji.

Z art. 51 ust. 1 Konstytucji jednoznacznie wynika, że nikt nie może być obowiązany inaczej niż na podstawie ustawy do ujawniania informacji dotyczących jego osoby. Oznacza to, że art. 51 dyskwalifikuje nałożony § 2 ust. 2 rozporządzenia na osoby przekraczające granicę obowiązek ujawniania określonych w tym przepisie informacji ich dotyczących. Obowiązek taki nie został bowiem ustanowiony w ustawie.

Przepisy § 2 ust. 2 i 6 rozporządzenia naruszają też art. 51 ust. 5 Konstytucji stanowiący, że zasady i tryb gromadzenia oraz udostępniania informacji określa ustawa. W tym bowiem przypadku zasady i tryb gromadzenia informacji o jednostkach zostały określone w rozporządzeniu, a nie w ustawie.

RPO przekazuje te krytyczne uwagi Ministrowi Zdrowia z prośbą o podjęcie działań w celu usunięcia opisanych naruszeń praw jednostki. 

VII.501.106.2020

Koronawirus i Tarcza 2.0. Jak ma działać poczta? RPO do Ministra Infrastruktury

Data: 2020-04-22
  • Tarcza Antykryzysowa 2.0 z 16 kwietnia 2020 r. zawiera regulacje dotyczące obrotu pocztowego. Niektóre są doraźne, ale inne wprowadzono na stałe do Prawa pocztowego (art. 15zzu1–15zzu10 Tarczy 2.0.)
  • Pewne szczególne rozwiązania są obecnie możliwe i potrzebne. Jednak zmiany prawne, które dotykają takich konstytucyjnie chronionych praw i wolności, jak ochrona tajemnicy komunikowania się (art. 49 Konstytucji) oraz ochrona konsumentów (art. 76 Konstytucji), powinny być wprowadzane w sposób zrozumiały, jasny i nieprowadzący do naruszenia istoty tych gwarancji.
  • Dlatego RPO przedstawia ministrowi infrastruktury Andrzejowi Adamczykowi analizę prawną konsekwencji wprowadzonych właśnie rozwiązań.

Przesyłka hybrydowa

Tarcza 2.0 wprowadziła rozwiązanie, że o ile odbiorca przesyłki sobie tego życzy, to Poczta Polska zamieni mu przesyłkę papierową w elektroniczną –odbiorca musi tylko uwierzytelnić się elektronicznie profilem zaufanym.

Z tym rozwiązaniem wiąże się wiele wątpliwości.

  • Nie wiadomo, skąd Poczta Polska ma pozyskiwać wiedzę, że adresat ma profil zaufany – zasad takiego przetwarzania danych o obywatelach na pewno nie można definiować w regulaminach i rozporządzeniach. Trzeba to zrobić w ustawie.
  • Nie wiadomo, jak Poczta potwierdzi, że obywatel-odbiorca przesyłki poprawnie uwierzytelnił swoją tożsamość. Czy dostanie dostęp do danych przechowywanych w innych systemach państwowych? Przecież nie jest organem państwa a tylko podmiotem prywatnym wykonującym pewne zadania zlecone przez państwo.
  • Nie wiadomo, dlaczego przepisy zupełnie pomijają rolę nadawcy przesyłki. On jest nie tylko stroną umowy pocztowej i za przesyłkę płaci, ale może mieć powody, by jego przesyłka (której treści odbiorca może nie znać) nie była otwierana na poczcie.
  • Nie jest też zrozumiała sama rola Poczty Polskiej w tym systemie. Otóż sama przesyłka hybrydowa (czyli taka, która na jakimś etapie przyjmuje postać cyfrową) znana jest już Prawu pocztowemu. Z tym że takie przesyłki (mail, który zamienia się w list, czy list, który zamienia się w przesyłkę cyfrową) mogą obsługiwać wszyscy operatorzy pocztowi, nie tylko tzw. operator wyznaczony (Poczta jest tzw. operatorem wyznaczonym, czyli tym, który musi dostarczyć wskazane przesyłki w taki sam sposób i za tę samą cenę na terenie całego kraju, a jeśli ponosi przez to dodatkowe koszty, ma prawo ubiegać się o wsparcie państwa). O co zatem chodziło ustawodawcy? Czy o to, by Poczta Polska dostała monopol na przesyłkę tylu „list papierowy->list cyfrowy”, czy jedynie o to, by Poczta Polska musiała taką usługę prowadzić – przy czym inni operatorzy też by mogli wejść na ten rynek, o ile by chcieli?
  • Przepisy ustawy powinny wskazywać, co dzieje się z przesyłkami po ich przekształceniu z formy papierowej na elektroniczną, mianowicie gdzie, w jaki sposób oraz przez jaki czas są przechowywane przez operatora pocztowego, i czy ostatecznie operator zwraca je nadawcy oraz kto ponosi koszty zwrotu.

Zawieszenie dostarczania listów

Tarcza pozwala na odstępstwa od świadczenia usług powszechnych, czyli tych, które są takie same dla wszystkich i wszędzie. Już teraz do Biura RPO napływają skargi obywateli dotyczące skrócenia godzin obsługi przez placówki Poczty Polskiej. Stanowi to znaczące utrudnienie dla osób, które muszą korzystać teraz z usług pocztowych. Tym bardziej niepokojące mogą być konsekwencje skorzystania przez Pocztę ze zwolnienia z obowiązku, jaki ciąży na niej jako na operatorze wyznaczonym.

  • Niepokojące jest to, że zawieszenie dostarczania przesyłek może zgodnie z Tarczą 2.0 nastąpić na ustnie, niedokumentowane polecenie.
  •  A przepis napisany jest tak, że nie wiadomo, czy na jego podstawie Poczta może w ogóle zaprzestać doręczania przesyłek, czy tylko je ograniczy.
  • Nie ma też mowy o jakichkolwiek rozwiązaniach zastępczych zapewniających korzystanie z podstawowych usług pocztowych w czasie zawieszenia pracy Poczty.
  • W przepisach słowa nie ma też o tym, co się stanie z wsparciem z budżetu dla operatora wyznaczonego, który zaprzestanie wykonywania swego zadania (udzielenie całkowitego odstępstwa od świadczenia usług powszechnych nie oznacza, że operator nie będzie świadczył usług komercyjnych, z których czerpie zysk).

V.7224.45.2020

Wyłączne głosowanie korespondencyjne. Opracowanie Biura RPO

Data: 2020-04-02

  • Publikujemy opracowanie Biura Rzecznika Praw Obywatelskich nt. wyłącznego głosowania korespondencyjnego
  • Przygotowano je w Zespole Prawa Konstytucyjnego, Międzynarodowego i Europejskiego Biura RPO.

Z analizy wynika przede wszystkim, ze jeśli głosowanie jest tylko korespondencyjne, to nie można mówić o powszechnych wyborów.

  1. Nie wszyscy się o nowych zasadach głosowania dowiedzą.
  2.  Do tego procedura głosowania korespondencyjnego zawiera ona pułapki, w które wiele osób wpadnie: np. niezaklejona koperta i brak oświadczenia o osobistym oddaniu głosu czyni głos nieważnym – dlatego tyle głosów korespondencyjnych było nieważnych w wyborach prezydenckich w 2015 r.
  3. Państwo nie zna właściwych adresów, by wysłać pakiety do głosowania
  4. Nie wiadomo, jak mieliby głosować wyborcy przebywający za granicą (mają wcześniej uprzedzać konsula?)
  5. Nie wiadomo ciągle, jak wyborca będzie się identyfikował odbierając pakiet wyborczy (legitymowanie przez listonosza?) i jak będzie pakiet oddawał (czy dostanie pokwitowanie odbioru?)

Dlatego Kodeks dobrych praktyk wyborczych (Code of goodpractic in electoral metters) Komisji Weneckiej Rady Europy uznaje za podstawową formę udziału w wyborach - głosowanie osobiste w lokalu (punkcie) wyborczym. „Wyborcy muszą mieć zawsze możliwość głosowania w lokalu wyborczym” – podkreśla Komisja Wenecka. Nie można się wprowadzając glosowanie korespondencyjne w trakcie trwającego procesu wyborczego i miesiąc przed głosowaniem w I turze, powoływać na Niemcy, bo Niemcy ćwiczą tę procedurę od 60 lat (od 1957 r.), znają ją i ufają jej. Państwo niemieckie ma dobrze przygotowaną infrastrukturę organizacyjna i techniczną (ostatnie glosowanie w Bawarii  dotyczyło jedynie części państwa, w ograniczonym zakresie.

Pełny tekst opracowania w załączniku poniżej

Polskie zasady inwigilacji w Trybunale w Strasburgu. RPO chce złożyć opinię w tej sprawie

Data: 2020-03-05
  • Europejski Trybunał Praw Człowieka bada zasady inwigilacji prowadzonej przez służby specjalne w Polsce
  • To wynik skarg adwokata oraz aktywistów z Fundacji Panoptykon i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka
  • Chodzi o brak kontroli nad działaniami służb, które mogą korzystać ze swoich szerokich uprawnień bez realnych ograniczeń
  • A osoba, która była inwigilowana, nie może się o tym dowiedzieć – nawet po zakończeniu sprawy, w której nie postawiono jej zarzutów

Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar poprosił ETPC o zgodę na złożenie opinii tzw. przyjaciela sądu (amicus curiae) w sprawie tych skarg - Dominika Bychawska-Siniarska przeciwko Polsce oraz Mikołaj Pietrzak przeciwko Polsce.

W ocenie RPO przepisy o inwigilacji naruszają kluczowe prawa i wolności obywatelskie, gwarantowane przez Konstytucję RP i prawo europejskie. RPO w 2018 r. wycofał z Trybunału Konstytucyjnego wniosek ws. zasad inwigilacji. Nie było bowiem szansy na niezależne i merytoryczne rozpoznanie sprawy przez TK w obecnej sytuacji.

Skargi do ETPC

Pod koniec 2019 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka zwrócił się do polskiego rządu o wyjaśnienia w sprawie inwigilacji prowadzonej przez służby specjalne na podstawie ustawy o Policji oraz ustawy antyterrorystycznej. Ma to związek ze złożonymi do ETPC na przełomie 2017 i 2018 r. skargami adwokata i aktywistów. Wskazują one, że działania służb naruszyły prywatność (art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka) oraz prawo do skutecznego środka odwoławczego (art. 13 Konwencji).

Skarga adwokata wskazuje, że niekontrolowana inwigilacja narusza nie tylko jego prywatność, ale przede wszystkim prawa i wolności jego klientów. Fundamentem relacji adwokata z klientem jest bowiem zaufanie, które może powstać wyłącznie w warunkach poufności. 

Aktywiści podkreślają, że jako aktywni obywatele są szczególnie narażeni na działania służb. Działacze KFPC i Panoptykonu od lat krytykują brak kontroli nad działaniami służb, które mogą korzystać ze swoich szerokich uprawnień bez jakichkolwiek realnych ograniczeń. Prawo nie przewiduje zaś dla danej osoby dostępu do informacji o tym, że była inwigilowana  - nawet jak inwigilacja już się zakończyła, a osobie tej nie postawiono zarzutów. Kontrola sądu nad inwigilacją jest zaś iluzoryczna. W efekcie obywatele nie mają zatem jak chronić swoich praw.

Na konieczność zmian co do zasad inwigilacji wskazał Trybunał Konstytucyjny w lipcu 2014 r. Jednak przyjęte w 2016 r. tzw. ustawa inwigilacyjna i ustawa antyterrorystyczna zwiększyły uprawnienia służb, nie wprowadzając mechanizmu kontroli. Na nieprawidłowości zwracała uwagę m.in. Komisja Wenecka w opinii z czerwca 2016 r. A obowiązek poinformowania podmiotu danych o dostępie służb do jego danych telekomunikacyjnych wynika z licznych orzeczeń ETPC.

Wcześniejsze działania RPO

Od wielu lat Rzecznik alarmuje w sprawie przepisów pozwalających służbom specjalnym na zbieranie informacji o obywatelach. Sytuacja pogorszyła się od 2016 r, gdy zwiększono uprawnienia służb. Mogą m.in. pozyskiwać dane o obywatelach przy pomocy stałych łączy internetowych, bez konieczności składania wniosków do dostawców usług telekomunikacyjnych. Mogą więc zbierać dane nie tylko wówczas, gdy jest to konieczne do wykrywania najpoważniejszych przestępstw i jedynie wtedy, gdy inne metody są nieskuteczne, ale także wtedy, gdy jest to dla służb po prostu wygodne.

Adam Bodnar wycofał z Trybunału Konstytucyjnego wniosek, w którym kwestionował znowelizowane w 2016 r. przez PiS zasady  inwigilacji. Wniosek miały bowiem oceniać w Trybunale osoby, których nie tylko status sędziowski ale bezstronność w sprawie uprawnień służb może być kwestionowana. RPO obawia się, że w takiej sytuacji wyrok Trybunału mógłby zamrozić stan prawny, który jest niezgodny ze standardami konstytucyjnymi i europejskimi.

Wycofanie wniosku z Trybunału nie oznaczało, że RPO zaprzestanie działań, aby zasady inwigilacji odpowiadały tym standardom.

W tym kontekście ważne będzie orzeczenie ETPC w sprawie dwóch skarg z Polski. Dlatego RPO chce przedstawić ETPC swą opinię "przyjaciela sądu”, w której szczegółowo odniesie się do sprawy. W przypadku publicznej rozprawy przez ETPC Rzecznik zgłosił chęć udziału w niej.

RPO nie przestanie także domagać się utworzenia niezależnego organu kontrolującego służby specjalne. Rzecznik będzie się też nadal oczekiwał wykonania wniosków wynikających z opinii Komisji Weneckiej. Ponadto będą prowadzone działania edukacyjne pokazujące zagrożenia wynikające z tej ustawy dla obywateli i zasad państwa prawa. 

Działając wraz z grupą ekspertów, RPO przygotował raport „Osiodłać Pegaza”, w którym wskazano dwa postulaty:

  • powołania specjalnego, niezależnego organu, który zajmowałby się nadzorem nad działalnością służb specjalnych i mógł rozpoznawać skargi indywidualne na działanie służb;
  • przyznania jednostce prawa do informacji o byciu przedmiotem zainteresowania ze strony służb oraz prawa dostępu do przetwarzanych przez nie danych osobowych.

Co do zasady Rzecznik nie kwestionuje możliwości stosowania różnych form inwigilacji przez służby specjalne. Podkreśla jednak, że wymogi bezpieczeństwa nie oznaczają, iż zasady inwigilacji mają nie podlegać ograniczeniom wynikającym z konstytucyjnych praw i wolności. Powinny być wynikiem kompromisu między bezpieczeństwem obywateli a ich prawem do prywatności. W ocenie RPO prawo przyznaje zaś priorytet pierwszej wartości.

VII.501.46.2020

Prezes NIK odmówił skontrolowania działań służb specjalnych pod kątem przestrzegania praw obywateli

Data: 2020-01-29
  • Najwyższa Izba Kontroli nie sprawdzi zakresu ingerencji służb specjalnych w sferę konstytucyjnych praw i wolności obywateli – o co wnosił RPO
  • Zakazy informowania o czynnościach operacyjno-rozpoznawczych służb specjalnych znacząco utrudniają, a wręcz uniemożliwiają, kontrolę i ocenę prawidłowości ich zadań – tłumaczy Marian Banaś
  • Zarazem przyznaje, że działania służb pozostają praktycznie poza zewnętrzną kontrolą. Wskazuje też na niedoskonałość takiej kontroli sprawowanej przez sądy i prokuratury
  • Rzecznik wystąpi zatem do Sejmu, by zlecił NIK kontrolę służb 

Zbieranie przez służby specjalne informacji o obywatelach nie podlega realnej kontroli, a obywatele nie mają szansy dowiedzieć się, co i dlaczego zbiera o nich władza (nawet już po fakcie). W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich wymogi bezpieczeństwa państwa nie oznaczają, że zasady inwigilacji nie mają podlegać ograniczeniom wynikającym z konstytucyjnych praw i wolności.

Rzecznik zgadza się z prezesem NIK, że obecne przepisy znacząco utrudniają mu kontrolę służb specjalnych, ale jej jednak nie uniemożliwiają. Skoro w Polsce nie ma  (jak w innych państwach) niezależnego organu kontrolujacego służby - którego powołanie RPO wiele razy postulował - to NIK jest tu jedyną instytucją.     

Adam Bodnar zapowiada, że w związku z decyzją prezesa Izby, wystąpi do Sejmu w trybie art. 12 pkt. 3 ustawy o RPO z 15 lipca 1987 r. Stanowi on, że Rzecznik może m.in. "zwrócić się do Sejmu o zlecenie Najwyższej Izbie Kontroli przeprowadzenia kontroli dla zbadania określonej sprawy lub jej części".

Rzecznik poprosi też Europejski Trybunał Praw Człowieka o zgodę na złożenie przez RPO opinii tzw. przyjaciela sądu (amicus curiae) w jednej ze spraw przed ETPCz. W 2019 r. Trybunał  zwrócił się do polskiego rządu o wyjaśnienia w sprawie inwigilacji prowadzonej przez służby specjalne. To efekt skarg Fundacji Panoptykon i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka oraz adwokata Mikołaja Pietrzaka, które trafiły do ETPCz na przełomie 2017 i 2018 r. Adwokat podkreśla, że niekontrolowana inwigilacja nie tylko narusza jego prywatność, ale przede wszystkim - prawa i wolności jego klientów. Aktywiści wskazywali zaś, że jako aktywni obywatele są szczególnie narażeni na działania służb. HFPC i Panoptykon od lat krytykują brak kontroli nad działaniami służb.

Wystąpienie RPO o kontrolę NIK

W wystąpieniu do prezesa NIK z 18 grudnia 2019 r. Adam Bodnar przypomniał, że co najmniej od sześciu lat Rzecznik i sama Izba alarmują w sprawie przepisów pozwalających służbom specjalnym na zbieranie informacji o obywatelach.

Sytuacja pogorszyła się od 2016 r, gdy zwiększono uprawnienia służb. Mogą m.in. pozyskiwać dane o obywatelach przy pomocy stałych łączy internetowych, bez konieczności składania wniosków do dostawców usług telekomunikacyjnych. Mogą więc zbierać dane nie tylko wówczas, gdy jest to konieczne do wykrywania najpoważniejszych przestępstw, ale także wtedy, gdy jest to dla służb po prostu wygodne.

Czas, jaki minął od wejścia w życie tych przepisów, pozwala już na przeprowadzenie kontroli funkcjonowania wprowadzonych przez nią zmian.

Rzecznik zwracał uwagę prezesowi NIK, że jednostka ma bardzo ograniczone środki bezpośredniej ochrony prawnej wobec działań służb specjalnych. Dlatego obywatele muszą polegać na organach takich jak RPO i NIK. A kontrole NIK i publikowane po nich raporty stanowią niezwykle cenny materiał, który powinien stanowić podstawę do działań, w tym podejmowania prac legislacyjnych, dla organów państwa.

Odpowiedź prezesa NIK

- Problematyka dotycząca współmierności i niezbędnej konieczności wkraczania organów państwa w sferę konstytucyjnych praw i wolności człowieka i obywatela jest stale obecna w działalności kontrolnej NIK – odpisał 27 stycznia 2020 r. Marian Banaś.

Niestety, nie zawsze zakres kompetencji kontrolnych przysługujących Izbie pozwala na poczynienie ustaleń pozwalających na dokonanie odpowiedzialnej, obiektywnej oceny czy ingerencja państwa dokonywana jest w sposób prawidłowy, uzasadniony i w niezbędnym zakresie.

Przede wszystkim należy zwrócić uwagę, że wszystkie ustawy kompetencyjne dotyczące służb specjalnych oraz Policji, zawierają przepisy zakazujące udzielania informacji pewnych kategorii. Dotyczy to zakazu udzielania informacji o osobie, jeżeli zostały uzyskane w wyniku czynności operacyjno-rozpoznawczych, szczegółowych formach i zasadach przeprowadzania czynności operacyjno-rozpoznawczych oraz stosowanych w związku z ich prowadzeniem środkach i metodach. Ustawodawca przesądził, iż zakaz udostępniania tych informacji nie dotyczy jedynie sądów i prokuratora, i to w ściśle określonych przypadkach.

Wprawdzie, zgodnie z Konstytucją i ustawą o Najwyższej Izbie Kontroli, Izbie przysługują uprawnienia kontrolne wobec służb specjalnych, to jednak ustanowione zakazy udostępniania informacji związanych z prowadzonymi czynnościami operacyjno-rozpoznawczymi znacząco utrudniają lub wręcz uniemożliwiają kontrolę i ocenę prawidłowości oraz zasadności wykonywania zadań służb specjalnych. Zakazy te, na co wskazują doświadczenia kontrolne NIK, są dodatkowo często nadużywane i stanowią pretekst do nieujawniania także innych informacji.

Identyfikowane przez kontrole NIK problemy i mankamenty w ukształtowaniu i funkcjonowaniu nadzoru nad służbami specjalnymi dodatkowo utrudniają możliwość oceny prawidłowości działania służb przy wykorzystywaniu czynności operacyjno-rozpoznawczych. Analiza obowiązujących przepisów wskazuje, iż zadania wykonywane przez służby specjalne z wykorzystaniem takich czynności pozostają praktycznie poza zewnętrzną kontrolą. Jedyną formą kontroli zewnętrznej jest kontrola wykonywana przez sądy i prokuratora.

Niestety kontrola taka nie obejmuje wszystkich typów czynności podejmowanych w procedurze operacyjno-rozpoznawczej lub też ukształtowana jest w sposób dalece niedoskonały, np. oparty o materiały zbiorcze i to przedstawiane po upływie znaczącego czasu od dokonania tego rodzaju czynności. Równocześnie, konstytucyjnie i ustawowo ukształtowane zasady niezależności i niezawisłości sędziowskiej nie pozwalają NIK na badanie prawidłowości i rzetelności wykonywanej przez te organy kontroli.

Pragnę przy tym zwrócić uwagę, że już od 2013 r. Najwyższa Izba Kontroli, dostrzegając potrzebę zreformowania systemu służb specjalnych i zapewnienia właściwego, zgodnego ze standardami europejskimi, skutecznego mechanizmu nadzoru i kontroli nad działalnością podejmowaną z wykorzystaniem czynności operacyjnych, wielokrotnie przedstawiała swoje uwagi w trwającym już wówczas procesie legislacyjnym.

Wprowadzone ustawą z 5 stycznia 2016 r. o zmianie ustawy o Policji oraz niektórych innych ustaw rozwiązania nie pozwoliły jednak na usunięcie istniejących ograniczeń w systemie nadzoru i kontroli nad zadaniami wykonywanymi z użyciem czynności operacyjno-rozpoznawczych.

- Tym samym, wobec wskazanego ograniczenia kompetencji kontrolnych NIK, i to zarówno wobec służb specjalnych, Policji jak i sądów oraz prokuratury, przeprowadzenie skutecznej, efektywnej kontroli w postulowanym przez Pana zakresie uważam za niemożliwy – konkluduje Marian Banaś

NIK ostrzegała już w 2013 roku

Przykładem jest kontrola nr P/12/191 – „Uzyskiwanie i przetwarzanie przez uprawnione podmioty danych z bilingów, informacji o lokalizacji oraz innych danych, o których mowa w art. 180c i d ustawy Prawo telekomunikacyjne” z 2013 r.

NIK punktowała w niej, że

  • Przepisy w zakresie pozyskiwania przez uprawnione podmioty danych telekomunikacyjnych nie chronią w stopniu wystarczającym praw i wolności obywatelskich przed nadmierną ingerencją ze strony państwa.
  • Niejednolitość i ogólnikowość przepisów uprawniających do pozyskiwania danych telekomunikacyjnych, może nasuwać wątpliwości, co do współmierności stosowanych ograniczeń praw i wolności obywatelskich w sferze wolności komunikacji z zasadami określonymi w Konstytucji RP.
  • Obowiązujący system zbierania informacji o zakresie wykorzystania przez organy państwa danych z bilingów, informacji o lokalizacji oraz innych danych nie pozwala na określenie rzeczywistej liczby dokonywanych sprawdzeń.
  • Brak jest również mechanizmów kontroli o charakterze zewnętrznym, które pozwoliłyby na weryfikację zakresu wykorzystywania danych telekomunikacyjnych przez uprawnione podmioty, a w szczególności zasadności ich pozyskiwania i przetwarzania.

Jak zauważa RPO, są to wnioski spójne z poglądami ówczesnego Rzecznika Praw Obywatelskich, jednak fakt, że zostały one zaprezentowane w wyniku kontroli NIK nadaje im nowy ciężar.

Trybunał Konstytucyjny nakazał poprawić prawo w 2014 r.

Rzecznik Praw Obywatelskich podejmował także działania związane z ochroną informacji o jednostce przetwarzanych w działaniach operacyjnych. Zainicjował m.in. postępowanie przed Trybunałem Konstytucyjnym ( K 23/). 30 lipca 2014 r. TK stwierdził niekonstytucyjność części zaskarżonych przepisów.

Niestety, w 2016 r. służby dostały więcej uprawnień, a obywatele – mniej praw. Zaś TK już nie działa.

Mająca wykonać jego wyrok ustawa z 5 stycznia 2016 r. o zmianie ustawy o Policji oraz niektórych innych ustaw znacząco poszerzyła możliwości ingerencji formacji i służby specjalnych w prywatność obywateli.

Służby uzyskały dostęp do danych internetowych za pomocą stałego łącza. Pobieranie danych nie musi się wiązać z żadnym toczącym się postępowaniem. Służby nie muszą już - tak jak przedtem - składać pisemnych wniosków do dostawców usług internetowych i wykazywać, na potrzeby jakiego postępowania dane są im potrzebne. Oznacza to, że dane te mogą być zbierane nie tylko wówczas, gdy jest to rzeczywiście konieczne do wykrywania lub zapobiegania najpoważniejszym przestępstwom, którym inaczej nie da się przeciwdziałać (jak wskazują standardy wynikające z Konstytucji i prawa europejskiego), ale także wtedy, gdy jest to dla służb wygodne.

A to oznacza ryzyko poważnych nadużyć. Służby mogą na tej podstawie np. precyzyjnie odtwarzać różne aspekty życia prywatnego obywatela, zbierać dane o trybie życia, poglądach, upodobaniach czy skłonnościach.

Nie ma też realnej kontroli pobierania danych obywateli. Sąd okręgowy ma wprawdzie prawo do kontroli, ale jedynie na podstawie zbiorczych półrocznych sprawozdań służb. Sąd nie musi, ale tylko może weryfikować, czy dane pobrano zasadnie. Tajne sprawozdania służb nie są informacją publiczną, choć zawierają informacje dotyczące liczby pozyskanych danych telekomunikacyjnych, pocztowych lub internetowych i kwalifikacji prawnej czynów, w związku z którymi o nie wystąpiono.

Kolejnym zarzutem wobec znowelizowanych przepisów był nieproporcjonalnie długi czasu trwania kontroli operacyjnej - do 18 miesięcy. Ponadto znowelizowane przepisy ograniczyły chronioną prawem tajemnicę zawodów zaufania publicznego, m.in. adwokatów, radców prawnych, lekarzy i dziennikarzy. Zdobyte podczas inwigilacji tajemnice mogą być wykorzystane w postępowaniu karnym, gdy „jest to niezbędne ze względu na dobro wymiaru sprawiedliwości, a okoliczność ta nie może być ustalona na podstawie innego dowodu”.

W lutym 2016 r. RPO zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego znowelizowane przepisy. Uznał, że poważnie naruszają one konstytucyjne prawa i wolności człowieka oraz standardy międzynarodowe.

Był jednak zmuszony wycofać wniosek, ponieważ w składzie orzekającym znalazły się osoby, których nie tylko status sędziowski, ale i bezstronność w sprawie uprawnień służb była kwestionowana. Rzecznik zaznaczył, że wycofując wniosek nie rezygnuje z działań, mających doprowadzić do tego aby zasady inwigilacji odpowiadały standardom konstytucji i prawa europejskiego.

VII.562.1.2019

Prawa obywatelskie w działalności służb specjalnych. Szkolenie dla dziennikarzy w Biurze RPO

Data: 2020-01-08

W Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich 8 stycznia 2020 r. odbyło się szkolenie dla dziennkarzy, przeprowadzone przez ekspertów z Komisji ds. przestrzegania praw obywatelskich w działalności służb specjalnych, która działa przy Rzeczniku Praw Obywatelskich od października 2019 r. 

Byli funkcjonariusze służb specjalnych przedstawili podstawowe pojęcia dotyczące działalności służb specjalnych, metody i techniki czynności operacyjno-rozpoznawczych. Przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości i prokuratury opowiadali o roli sądu i prokuratury w działalności służb. Reprezentant Fundacji Panoptykon wskazał na narastające zagrożenia nadużyć ze strony służb w relacji z obywatelem. Jeden z byłych ministrów spraw wewnętrznych mówił o potrzebie reformy systemu kontroli nad służbami specjalnymi.

Przyczynkiem do szkolenia był opublikowany przez Rzecznika Praw Obywatelskich, działającego wraz z grupą ekspertów, raport „Osiodłać Pegaza”. Wskazano w nim na dwa postulaty:

  • powołania specjalnego, niezależnego organu, który zajmowałby się nadzorem nad działalnością służb specjalnych i mógł rozpoznawać skargi indywidualne na działanie służb;
  • przyznania jednostce prawa do informacji o byciu przedmiotem zainteresowania ze strony służb oraz prawa dostępu do przetwarzanych przez nie danych osobowych.

Sprawa była omawiana także podczas III Kongresu Praw Obywatelskich w grudniu 2019 r. 

Mówiono wtedy, że aby zrozumieć skalę problemu, warto uświadomić sobie zmiany polskiego prawa od 2015 r. To m.in.:

  • nowelizacja ustawy o Policji z 2016 r. pozwoliła służbom specjalnym na praktycznie nieograniczone sprawdzanie tzw. danych internetowych;
  • wprowadzony mechanizm sprawdzania, jak służby korzystają z tzw. metadanych, daje raczej ułudę kontroli niż zapewnia poczucie bezpieczeństwa dla obywateli (sprawozdania statystyczne weryfikowane przez sądy);
  • uchwalenie ustawy o działaniach antyterrorystycznych, która przyznała służbom szereg dodatkowych uprawnień, ale także wyłączyła w zasadzie cudzoziemców spod ochrony konstytucyjnej jeśli chodzi o możliwą inwigilację;
  • nowelizacja Kodeksu postępowania karnego, przyznająca możliwość korzystania w procesie karnym z tzw. „owoców zatrutego drzewa", czyli dowodów zdobywanych nielegalnie. 

RPO prosi prezesa NIK o skontrolowanie, co służby specjalne robią z danymi internetowymi o obywatelach

Data: 2019-12-31
  • W piśmie do prezesa NIK Mariana Banasia RPO przypomina, że co najmniej od sześciu lat RPO oraz NIK alarmują w sprawie przepisów pozwalających służbom specjalnym na zbieranie informacji o obywatelach.
  • Działania te nie podlegają realnej kontroli, obywatele nie mają szansy dowiedzieć się, co i dlaczego zbiera o nich władza.
  • Od 2016 r. sytuacja pogorszyła się, a uprawnienia służb zwiększyły. Mogą m.in. pozyskiwać dane przy pomocy stałych łączy, bez konieczności składania wniosków do dostawców usług telekomunikacyjnych. Mogą więc pozyskiwać dane nie tylko wówczas, gdy jest to konieczne do wykrywania lub zapobiegania najpoważniejszych przestępstw, ale także wtedy, gdy jest to dla służb po prostu wygodne.
  • Czas, jaki minął od wejścia w życie tych przepisów, pozwala już na przeprowadzenie kontroli funkcjonowania wprowadzonych przez nią zmian.

W wystąpieniu do Prezesa NIK RPO przypomina wspólne działania obu instytucji w kontekście inwigilacji obywateli i znaczenie tej współpracy w sytuacji, gdy szanse jednostki na obronę jej praw są iluzoryczne.

RPO przypomina też, że zapewnienie bezpieczeństwa publicznego oraz wpływ podejmowanych w tym celu działań na sferę praw i wolności człowieka i obywatela jest jednym z ważnych obszarów zainteresowania Rzecznika Praw Obywatelskich. Wymogi bezpieczeństwa państwa nie oznaczają bowiem, że zasady inwigilacji nie mają podlegać ograniczeniom wynikającym z konstytucyjnych praw i wolności.

Dziś – jak pisze RPO -  jednostka ma bardzo ograniczone środki bezpośredniej ochrony prawnej wobec działań służb specjalnych. Dlatego obywatele muszą polegać na organach takich jak Rzecznik Praw Obywatelskich i Najwyższa Izba Kontroli.

W ocenie RPO kontrole NIK i publikowane po nich raporty stanowią niezwykle cenny materiał, który powinien stanowić podstawę do działań, w tym podejmowania prac legislacyjnych, dla organów państwa w tym obszarze.

NIK ostrzegała już w 2013 roku

Przykładem jest kontrola nr P/12/191 – „Uzyskiwanie i przetwarzanie przez uprawnione podmioty danych z bilingów, informacji o lokalizacji oraz innych danych, o których mowa w art. 180c i d ustawy Prawo telekomunikacyjne” z 2013 r.

NIK punktowała w niej, że

  • Przepisy w zakresie pozyskiwania przez uprawnione podmioty danych telekomunikacyjnych nie chronią w stopniu wystarczającym praw i wolności obywatelskich przed nadmierną ingerencją ze strony państwa.
  • Niejednolitość i ogólnikowość przepisów uprawniających do pozyskiwania danych telekomunikacyjnych, może nasuwać wątpliwości, co do współmierności stosowanych ograniczeń praw i wolności obywatelskich w sferze wolności komunikacji z zasadami określonymi w Konstytucji RP.
  • Obowiązujący system zbierania informacji o zakresie wykorzystania przez organy państwa danych z bilingów, informacji o lokalizacji oraz innych danych nie pozwala na określenie rzeczywistej liczby dokonywanych sprawdzeń.
  • Brak jest również mechanizmów kontroli o charakterze zewnętrznym, które pozwoliłyby na weryfikację zakresu wykorzystywania danych telekomunikacyjnych przez uprawnione podmioty, a w szczególności zasadności ich pozyskiwania i przetwarzania.

Jak zauważa RPO, są to wnioski spójne z poglądami ówczesnego Rzecznika Praw Obywatelskich, jednak fakt, że zostały one zaprezentowane w wyniku przeprowadzonej kontroli NIK nadaje im nowy ciężar.

Trybunał Konstytucyjny nakazał poprawić prawo w 2014 roku

Rzecznik Praw Obywatelskich również podejmował działania związane z ochroną informacji o jednostce przetwarzanych w działaniach operacyjnych. Zainicjował m.in. postępowanie przed Trybunałem Konstytucyjnym (w sprawie K 23/), w wyniku którego 30 lipca 2014 r. Trybunał stwierdził niekonstytucyjność części zaskarżonych przepisów.

Niestety, w 2016 r. służby dostały więcej uprawnień, a obywatele – mniej praw. Zaś TK już nie działa

Niestety, mająca wykonywać wyrok ustawa z 5 stycznia 2016 r. o zmianie ustawy o Policji oraz niektórych innych ustaw znacząco poszerzyła możliwości ingerencji formacji i służby specjalnych w sferę prywatności obywateli.

Służby uzyskały dostęp do danych internetowych za pomocą stałego łącza. Pobieranie danych nie musi się wiązać z żadnym toczącym się postępowaniem. Służby nie muszą już - tak jak przedtem - składać pisemnych wniosków do dostawców usług internetowych i wykazywać, na potrzeby jakiego postępowania dane są im potrzebne. Oznacza to, że dane te mogą być zbierane nie tylko wówczas, gdy jest to rzeczywiście konieczne do wykrywania lub zapobiegania najpoważniejszym przestępstwom, którym inaczej nie da się przeciwdziałać (jak wskazują standardy wynikające z Konstytucji i prawa europejskiego), ale także wtedy, gdy jest to dla służb wygodne.

A to oznacza ryzyko poważnych nadużyć. Służby mogą na tej podstawie np. precyzyjnie odtwarzać różne aspekty życia prywatnego obywatela, zbierać dane o trybie życia, poglądach, upodobaniach czy skłonnościach.

Nie ma też realnej kontroli pobierania danych obywateli. Sąd okręgowy ma wprawdzie prawo do kontroli, ale jedynie na podstawie zbiorczych półrocznych sprawozdań służb. Sąd nie musi, ale tylko może weryfikować, czy dane pobrano zasadnie. Tajne sprawozdania służb nie są informacją publiczną, choć zawierają informacje dotyczące liczby pozyskanych danych telekomunikacyjnych, pocztowych lub internetowych i kwalifikacji prawnej czynów, w związku z którymi o nie wystąpiono.

Kolejnym zarzutem wobec znowelizowanych przepisów był nieproporcjonalnie długi czasu trwania kontroli operacyjnej - do 18 miesięcy. Ponadto znowelizowane przepisy ograniczyły chronioną prawem tajemnicę zawodów zaufania publicznego, m.in. adwokatów, radców prawnych, lekarzy i dziennikarzy. Zdobyte podczas inwigilacji tajemnice mogą być wykorzystane w postępowaniu karnym, gdy „jest to niezbędne ze względu na dobro wymiaru sprawiedliwości, a okoliczność ta nie może być ustalona na podstawie innego dowodu”.

W lutym 2016 r. Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego znowelizowane przepisy, które „w poważnym zakresie naruszają konstytucyjne prawa i wolności człowieka oraz standardy wyznaczone w prawie międzynarodowym”.

Był jednak zmuszony wycofać wniosek, ponieważ w składzie orzekającym znalazły się osoby, których nie tylko status sędziowski, ale i bezstronność w sprawie uprawnień służb była kwestionowana. Przy tym Rzecznik mocno podkreślił, że wycofując wniosek nie rezygnuje z działań, mających doprowadzić do tego aby zasady inwigilacji odpowiadały standardom konstytucji oraz prawa europejskiego.

Należy jednak wskazać, że od wejścia w życie obecnie obowiązujących przepisów regulujących omawianą materię minęło już kilka lat i niezwykle cenne byłoby przeprowadzenie kontroli funkcjonowania wprowadzonych przez nie zmian, szczególnie w zakresie dostępu służb do danych dotyczących obywateli.

Byłoby to szczególnie istotne w świetle wniosków i rekomendacji z kontroli NIK w 2013 r.

VII.562.1.2019

Prawo do ochrony wizerunku a nowe technologie - sesja 42 III KPO

Data: 2019-12-14
  • Z rozwojem nowych technologii wiąże się wiele wyzwań dla prawa do ochrony wizerunku. Tymczasem pochodzi ono z czasów, kiedy wielu powszechnych dziś nowych form komunikacji i technologii przetwarzania danych nie było. Nie dają więc one gotowych odpowiedzi na wiele nowych problemów
  • Szczególnym wyzwaniem jest ochrona tych prawa w mediach oraz w internecie. Dotyczyć to może wizerunku osób, na przykład, pełniących funkcje publiczne i ich rodzin, dziennikarzy, obywateli biorących udział w manifestacjach politycznych, oskarżonych i podejrzanych.
  • W panelu zabrały głos trzy ekspertki zajmujące się tą nową i rozwijającą się dziedziną prawa

Ochrona wizerunku odbywa się na podstawie przepisów kodeksu cywilnego oraz ustawy o prawie autorskim. Wizerunek zalicza się do dób osobistych wymienionych w art. 23 kodeksu cywilnego. Podlega on ochronie samoistnie, to znaczy niezależnie od tego, czy naruszone zostały innego dobra osobiste takie jak np. cześć, swoboda sumienia, czy zdrowie.

Zgodnie z prawem ten, kogo dobra osobiste naruszono, ma prawo żądać zaprzestania naruszenia, usunięcia jego skutków, w tym np. przedstawienia publicznie określonego oświadczenia, a także do zadośćuczynienia i naprawienia wyrządzonej w ten sposób szkody. Wysokość zadośćuczynienia powinna brać pod uwagę psychiczną dolegliwość wywołaną bezprawnym użyciem wizerunku danej osoby oraz wpływ tej sytuacji na jej bliskich. Naruszenie powinno być oceniane z punktu widzenia odbioru wykorzystania wizerunku przez opinię publiczną.

Przepisy nie definiują, czym jest dokładnie wizerunek. Pod pojęciem tym rozumie się przede wszystkim dostrzegalne, fizyczne cechy człowieka, które tworzą jego wygląd. Wizerunek musi pozwalać na identyfikację danej osoby i może mieć formę obrazu fizycznego, portretu, zdjęcia lub innego rodzaju podobizny. Aby wizerunek podlegał ochronie, konieczne jest, aby osoba była przedstawiona w sposób rozpoznawalny.

Wizerunek podlega ochronie równolegle na podstawie przepisów prawa autorskiego. Art. 81 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych przewiduje, że rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. Każdy ma prawo decydować o tym, w jaki sposób i w jakich okolicznościach jego wizerunek będzie rozpowszechniany. Zgoda nie może być w tym przypadku dorozumiana i polegać, na przykład, na braku sprzeciwu osoby wobec wykorzystania jej wizerunku.

Wyjątki od wymogu zgody są dwa. Pierwszy z nich dotyczy „osób powszechnie znanych, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych. Z punktu widzenia zwykłego obywatela ważniejszy jest drugi wyjątek. Według art. 81 ust. 2 pkt 2 ustawy o prawie autorskim nie wymaga zgody rozpowszechnianie wizerunku „osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza”. Zbyt szerokie intepretowanie tego przepisu, w którym powinno chodzić o osoby będące wyraźnie jedynie „elementem tła”, może prowadzić do naruszeń prawa do ochrony wizerunku osób biorących np. udział w manifestacjach politycznych.

Przewidziane przez prawo autorskie środki ochrony obejmują m.in. złożenie oświadczenia o odpowiedniej treści i formie, zadośćuczynienie i przyznanie odpowiedniej sumy pieniężnej na wskazany cel społeczny.

Rozpowszechnienie wizerunku, zgodnie z przepisami prawa autorskiego, oznacza udostępnienie wizerunku publicznie, czyli do otwartego i nieokreślonego kręgu osób. Nie ma znaczenia, w jakiej formie dokonano udostępnienia – czy to za pomocą prasy, telewizji, czy w internecie.

W kontekście prawa do ochrony wizerunku warto zauważyć, że ocenie podlegać będą, z jednej strony, wartości konstytucyjne takie jak prawo do życia prywatnego, o którym mowa w art. 47 Konstytucji RP, oraz prawo do prywatności (art. 51), a z drugiej, uzasadniające ich ograniczenie zasady takiej jak np. swoboda wypowiedzi(art. 54), czy wolność mediów (art. 14). Nadmierna ochrona wizerunku jednostki, w szczególności osób pełniących funkcje publiczne, może paraliżować działanie mediów w ich ważnej, społecznej funkcji kontroli życia publicznego.

Temat prawa do ochrony wizerunku w kontekście postępu technologicznego był przedmiotem dyskusji w trakcie Kongresu jako związany z nowymi wyzwaniami i problemami dla zagwarantowania praw człowieka i braku, na obecną chwilę, dostatecznych rozwiązań prawnych w tej kwestii.

Podstawowym pytaniem tego panelu było więc to, czy prawo nadąża za rozwojem technologii. Rozwija się ona współcześnie w sposób o wiele szybszy niż samo prawo, co oznacza, że ochrona prawa obywateli w dziedzinach, w których stosuje się nowe technologie, wymaga rzetelnej i wyczerpującej debaty.

W panelu wzięli udział:

  • Dr Ksenia Kakareko - radczyni prawna,autorka artykułów o ochronie wizerunku, nazwiska oraz o ‘prawie mody’.
  • Dr Daria Gęsicka zajmująca się na UJ prawem własności intelektualnej, prawem autorskim, nieuczciwą konkurencją, nowymi technologieami i prawem w modzie.
  • Dr Joanna Buchalska zajmująca się na UW wolnością słowa, ochrona prywatności, ochroną własności intelektualnej Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, prawną ochrona informacji.

Ochrona wizerunku wiążę się m.in. z granicami korzystania z monitoringu. Może chodzić zarówno o monitoring miejsc publicznych i udostępnianie nagrań przez policję, jak i monitoring pracowników lub korzystanie z kamer w szkołach.

Istotnym problemem z punktu widzenia obywateli jest także możliwość utrwalania wizerunku funkcjonariuszy publicznych w trakcie pełnienia przez nich służby, np. policjantów czy strażników miejskich.

Tak jak w przypadku ochrony danych osobowych, naruszenia prawa do ochrony wizerunku mogą mieć wymiar ekonomiczny, a wizerunek staje się niekiedy przedmiotem handlu. Może być on także wykorzystywany komercyjnie (postacie fikcyjne w grach i aplikacjach komputerowych).

Ochrona wizerunku stoi przed koniecznością adaptacji do nowych sposobów jego wykorzystywania zarówno w przestrzeni publicznej, jak i gospodarczej oraz w internecie.

Warto wiedzieć - dotychczasowe działania RPO:

  • Rzecznik występował wielokrotnie do Ministerstwa Sprawiedliwości oraz organów ścigania o przestrzeganie prawa do ochrony wizerunku, zarówno w zakresie tworzenia prawa, jak i jego stosowanie, w tym o ograniczenie udostępniania przez policję nagrań z publicznych monitoringów. Po wejściu w życie RODO dopuszczalność rozpowszechniania wizerunku w ramach ścigania przestępstw musi podlegać szczegółowej regulacji w ustawie (2015, 2018).
  •  W kontekście całkowitego zakazu publikacji wizerunku osób, wobec których prowadzone jest postępowanie sądowe, Rzecznik przystąpił do postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym, argumentując, że pominięcie w komunikatach medialnych tożsamości osoby może czasem oznaczać pominięcie informacji istotnej dla opinii publicznej. Może to wystąpić zwłaszcza wtedy, gdy czyjaś działalność publiczna jest powszechnie znana, osoba ta jest identyfikowana przez społeczeństwo, a postępowanie karne dotyczy związanych z jej działalnością publiczną poważnych nieprawidłowości. Trybunał we wrześniu 2017 r. umorzył jednak sprawę (2015).
  • Przygotowana w odpowiedzi na obawy związane z bezpieczeństwem publicznym tzw. ustawa antyterrorystyczna przewiduje możliwość pobierania linii papilarnych, wizerunku twarzy lub materiału biologicznego w celu oznaczenia profilu DNA od osoby niebędącej obywatelem Polski. Rzecznik wyraził wątpliwości co do braku środków prawnych chroniących obywateli w tym kontekście, oraz możliwość objęcia działaniami także obywateli Polskich, ze względu na to, że przepisy dopuszczają ich zastosowanie w przypadku, „gdy istnieje wątpliwość co do tożsamości osoby”.
  • Po wielu interwencjach Rzecznika Praw Obywatelskich uregulowano ostatecznie na poziomie ustawy kwestię monitoringu w szkołach. Zdaniem RPO niezbędne było wprowadzenie zasad regulujących prowadzenie monitoringu w akcie prawnym powszechnie obowiązującym, tak aby zainstalowanie na terenie szkoły kamer nie prowadziło do naruszenia konstytucyjnych praw uczniów, nauczycieli, a także innych osób przebywających w szkole (2016).
  • Wykorzystywanie wizerunku osób działających w sferze publicznej musi mieć jednak swoje granice. RPO przyłączał się do postępowań dziennikarzy, których prawo do ochrony życia prywatnego oraz dobra osobiste zostały naruszone, co mogło negatywnie wpłynąć na wolność mediów, wywołując w środowisku dziennikarskim tzw. efekt mrożący (2019). Podobnie rozpowszechnianie wizerunku osób biorących udział w zgromadzeniach publicznych, ze szczegółowym przytoczeniem ich danych osobowych, może skutkować ograniczeniem praw politycznych i korzystania przez obywateli z wolności zgromadzeń (sprawa protestujących przed siedzibą TVP).
  • Rozwój nowych technologii umożliwia także monitorowanie zachowań pracowników. RPO podjął interwencję m.in. w sprawie pracowników banku PKO BP, który wprowadził system monitorujący liczbę uśmiechów w trakcie rozmów z klientem. W ocenie Rzecznika może to wkraczać w ich prywatność i godność.

Prawo do wizerunku wydaje się intuicyjne i proste, ale gdy zada się np. pytanie, o to, czy można swobodnie fotografować w miejscu publicznym, temat się komplikuje. Wizerunek jest rozpowszechniany dużo powszechniej niż inne dane osobowe, co oznacza, że wiążę się z tym więcej zagrożeń.

Ochrona wizerunku w komunikacji elektronicznej

Dokonanie naruszeń nigdy nie było tak łatwe, jak jest to możliwe obecnie dzięki komunikacji w Internecie. Pojawiają się nowe postaci naruszeń praw, jak np. obraźliwe memy, które mogą naruszać prawo do ochrony wizerunku, czci i inne dobra osobiste. Dotyczyć to może nie tylko osób popularnych. Udzielenie prawa do wizerunku jest także często warunkiem dostępu do niektórych usług internetowych. Współczesnym problemem ochrony wizerunku jest także ograniczona możliwość pociągnięcia do odpowiedzialności pośredników komunikacji, czyli usługodawców takich jak np. Facebook. Na podstawie prawa europejskiego podmioty te zobligowane są do interweniowania, jeśli zasygnalizujemy naruszenie. Reguluje to zarówno prawo krajowe jak i unijne, które nakłada na internetowych usługodawców liczne obowiązki, takie jak monitorowanie i zapewnienie mechanizmów sygnalizowania naruszeń.

Ochrona wizerunku funkcjonariuszy publicznych i osób powszechnie znanych

W trakcie sesji podkreślono, że funkcjonariusz publiczny nie jest w pełni władcą swojego wizerunku w chwili wykonywania swoich obowiązków służbowych. Tak więc np. policjant czy strażnik miejski nie może się sprzeciwić publikacji jego zdjęć, wtedy, kiedy jest na służbie. Wizerunek funkcjonariuszy podlega ochronie jedynie w sytuacjach życia prywatnego. Uzasadnieniem dla ograniczenia możliwości rozpowszechniania wizerunku policjanta może być argument, że utrudnia to wykonywanie czynności służbowych, jednak warunek ten powinien być interpretowany wąsko. Jako obywatele mamy jednak na pewno prawo do utrwalania wizerunku lub nagrywania funkcjonariuszy przy wykonywaniu zwykłych czynności, takich jak np. kontrola drogowa.

A co z byłymi funkcjonariuszami publicznymi? Informacje o nich, także wizerunek, może pozostać rozpowszechniony, jeśli publikacja dotyczy ich działalności w trakcie sprawowania funkcji. Prawo do dysponowania wizerunkiem ograniczają także przepisy o informacjach dostępnych publicznie, takich jak np. stopnie naukowe, czy dane związane ze sprawowanym urzędem.

Jeśli chodzi o osoby powszechnie znane, korzystają one z ograniczonej ochrony. Wizerunek tych osób może być rozpowszechniony, jeśli publikacja ma związek z wykonywaną przez osobę znaną działalnością. Pojęcie osoby powszechnie znanej jest oczywiście trudne do zdefiniowania. Miejscowy ksiądz, czy sklepikarz mogą być osobami powszechnie znanymi w miejscowości, w której pracują, ale kiedy ich wizerunek udostępnia się w Internecie, sprawa staje się bardziej skomplikowana. Zwolnienie z konieczności zgody w przypadku tych osób nie jest absolutne i należy wziąć pod uwagę w jakim celu upowszechnia się ich wizerunek.

Warto podkreślić, że dzięki nowych technologiom „możemy więcej”, tzn. mamy więcej możliwości rozpowszechniania wizerunku innych osób. Nie oznacza to, że przyzwolenie na łamanie prawa do ochrony wizerunku powinno być większe. Przepisy krajowe i europejskie starają się odpowiadać na nowe wyzwania związane z rozwojem technologii. Nowe przepisy, w tym RODO, zapewniają nam m.in. tzw. prawo do bycia zapomnianym. Można dzięki niemu żądać m.in. usunięcia treści, naszego wizerunku z wyszukiwarek internetowych. Warto jednak pamiętać, że z takim żądaniem można wystąpić jedynie wobec podmiotów profesjonalnych, tj. np. Google.

Ochrona wizerunku postaci fikcyjnych i komercjalizacja wizerunku

Współcześnie nowego rodzaju wyzwaniem jest komercjalizacja wizerunku. Nasz wizerunek może stać się przedmiotem handlu. Postacie fikcyjne, czyli np. bohaterowie filmu, serialu, czy gry, mogą także podlegać ochronie. Posłużenie się nazwiskiem albo podobizną takiej postaci może stanowić naruszenie dóbr osobistych na podstawie prawa do integralności utworu. Korzystanie z wizerunku postaci fikcyjnych powinno być dozwolone, jeśli nie czerpiemy z tego realnych korzyści. Logika rynkowa sprawia, że monopol patentowy niektórych firm się powiększa, a ochrona praw autorskich jest wydłużana. Można się zastanawiać, czy nie hamuje to zbytnio rozwoju kultury, czy nauki. Możemy tu mówić także o ograniczeniu praw związanych z wolną debatą.

W trakcie dyskusji pojawiły się także szczegółowe pytania o prawo ochrony wizerunku. Dyskutowano m.in. o granicach tego prawa w ramach aplikacji takich jak np. Google Street View. Zwykle takie elementy jak twarz albo tablica rejestracyjna powinny być na udostępnianych tam zdjęciach zamazane. Wizerunek jest jednak definiowany szeroko. Jeśli uznamy, że fakt, że mamy auto, na którym znajdują się naklejki płomieni pozwoli pewnemu gronu na zidentyfikowanie naszej osoby, możemy domagać się usunięcia także tych elementów z dostępnego widoku.

Kolejnym tematem były zobowiązania mediów w kontekście poszanowania prawa do ochrony wizerunku. Media są zobowiązane do dbania o to, czy udostępniane przez nie treści nie naruszają niczyich dóbr osobistych. Może to rodzić odpowiedzialność za udostępnianie przez telewizję, radio czy portale internetowe tzw. fake newsów, jeśli będą one godzić w czyjąś cześć lub prawo do ochrony wizerunku.

Ostatnim tematem było handlowanie wizerunkiem. Obecnie naszym wizerunkiem możemy nim płacić za niektóre usługi. Udostępnienie wizerunku może być także warunkiem dostępu do niektórych aplikacji internetowych, o czym nie zawsze jesteśmy świadomi. Obecny stan prawny pozwala na ochronę nas przed nieuczciwymi praktykami lub ochronę naszych danych osobistych. Wyzwaniem jest jednak zapewnienie przestrzegania istniejących przepisów. Wydaje się, że obecny stan prawa wystarczająco zabezpiecza nasze prawo do ochrony wizerunku i naszych danych osobowych, powinniśmy jedynie być ich bardziej świadomi i nie bać się korzystać z dostępnych mechanizmów.

 

Algorytmy, Prawa Człowieka i Demokracja - sesja 29 III KPO

Data: 2019-12-14
  • Jeśli facet pamięta zarówno o Waszych urodzinach, rocznicy poznania, rocznicy ślubu  itp – to nie jest Waszym facetem - to Mark Zuckerberg
  • W społeczeństwach demokratycznych trzeba poważnie rozmawiać o wpływie algorytmów na poszanowanie podstawowych wolności, takich jak wolność słowa i stowarzyszania się. Nowe technologie na nowo definiują relacje państwo-obywatel.
  • W jaki sposób rządy demokratyczne mogą projektować algorytmy zapewniające przejrzystość, ochronę praw człowieka i promowanie demokracji?
  • Czy nie powinny wprowadzić procesu oceny wpływu algorytmu (na podobieństwo oceny wpływu regulacji prawnej)? W ten sposób mogłyby lepiej definiować demokratyczne cele algorytmów, mierzyć ich skuteczność i dostarczać dowodów na odmowę wdrożenia danych algorytmów -  gdy ryzyko jest większe niż korzyści.

Historia najnowsza – jak dotarliśmy do dyskusji o wykorzystywaniu algorytmów

Temat nowych technologii przedarł się do dyskursu publicznego na początku obecnego stulecia i choć w Polsce wciąż nie do końca udało się go oswoić, minęło już niemal 20 lat, a sama dyskusja przenosi się coraz to nowsze pola. Początkowo bardziej interesowaliśmy się funkcjonowaniem prawa autorskiego w sieci, granicami wolności w internecie, próbą przetworzenia i zastosowania prawa analogowego do przestrzeni cyfrowej. Następnie debata potoczyła się w kierunku sztucznej inteligencji, zastępowania działalności człowieka przez maszyny.

Niejako odkryliśmy algorytmy, przekonując się, że to nie my a one decydują, jakie treści do nas docierają. Zaczęliśmy identyfikować pojęcie bańki informacyjnej. Zorientowaliśmy się, że w rzeczywistości przekazy, które do nas docierają są dostosowywane do płci, gustów, wieku, zawodów, a także tego, co ostatnio oglądaliśmy w sieci.

Stanowią też zwykły przedmiot handlu. Do dziś zastanawiamy się czy internet i nowe technologie nie stwarzają jedynie ułudy wolności? Mimo, że teoretycznie wszystko można, zacierają się granice, każdy jest równy, można łączyć młodych ze starszymi, biednych z bogatymi, Europejczyków z Amerykanami, to czy aby na pewno podejmujemy w sieci świadome decyzje, czy internet naprawdę wygląda tak samo dla każdego z nas? Wiemy przecież, że profilowanie odbiorców treści cyfrowych ma na celu wywieranie na nas wpływu – choćby podejmowanie określonych decyzji konsumenckich – i do tego należy przywyknąć.

Nowe technologie zmieniają nasze życie, a my coraz częściej się z tym godzimy, ułatwiając sobie życie w sferze komunikacji, rozrywki, usługi publicznych czy transportowych. Sztuczna inteligencja wkracza powoli do zakładów pracy, zastępuje pracowników, automatyzuje różne procesy. Jednak nie pozostaje to bez wpływu na prawa człowieka. Poświęcamy naszą prywatność na rzecz bezpieczeństwa i wygody.

Niechlubne przypadki wykorzystywania algorytmów

Szerokim echem w debacie publicznej odbiła się sprawa Edwarda Snowdena, byłego pracownika Centralnej Agencji Wywiadowczej (Central Intelligence Agency, CIA) oraz Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (National Security Agency, NSA), który przekazał mediom dokumenty na temat programu wywiadowczego PRISM, którego celem było umożliwienie amerykańskim służbom specjalnym dostępu do danych znajdujących się na serwerach dostawców usług internetowych. Dzięki PRISM służby miału dostęp m.in. do nagrań audio i wideo, zdjęć, rozmów, poczty elektronicznej. USA broniło się twierdząc, że program nie może być użyty do umyślnego monitorowania obywateli USA lub innych osób mieszkających na terenie Stanów Zjednoczonych, a samo działanie PRISM koncentruje się na obywatelach państw trzecich, chroniąc USA przed największymi zagrożeniami, np. terroryzmem.

Nie mniej znany przypadek niewłaściwego wykorzystania algorytmów przez państwa dotyczył firmy doradczej Cambridge Analytica. Były jej szaf ujawnił że firma niezgodnie z prawem pozyskiwała dane i wykorzystywała je w celach komercyjnych, a także w kampanii wyborczej w 2016 roku, aby pomóc republikańskiemu kandydatowi Donaldowi Trumpowi. Niecałe 300 tys. osób zostało poproszonych za opłatą o wypełnienie testu, który pobierał m.in. zawartość kont na Facebooku, w tym polubione strony i zainteresowania, a następnie poddawał głębokiej analizie, tworząc modele wykorzystywane do bodowania skutecznych przekazów politycznych. Formalnie dane mogły być wykorzystywane jedynie przy badaniach akademickich, a nie komercyjnych zleceniach dotyczących operacji psychologicznych na elektoracie.

Debata ekspertów

Widząc, jak głęboko technologie wkroczyły w codzienne czynności każdego obywatela, a także mierząc się z ich wykorzytywaniem przez instytucje państwowe zdecydowaliśmy się kolejny już raz podjęć temat nowych technologii i algorytmów na III Kongresie Praw Obywatelskich. Do debaty zaprosiliśmy: Patricka Penninckx, który od 2013 roku kieruje Departamentem Społeczeństwa Informacyjnego Rady Europy, Krzysztofa Izdebskiego – dyrektora programowego Fundacji ePaństwo, Katarzynę Szymielewicz z Panoptykonu oraz Natalię Mileszyk - specjalistkę ds. polityk publicznych, prawniczka związaną z Centrum Cyfrowym.

Oswajanie nowoczesności

Trzeba mieć jednak świadomość, że dostęp do informacji stanowi też rodzaj władzy, a profilowanie algorytmów przypomina tworzenie podziałów. Dlatego stając się społeczeństwem coraz bardziej świadomym działania algorytmów, dziś wkraczamy w etap oswajania ich.

Użytkownicy/obywatele powinni mieć prawo do tego, by algorytmy, którym podlegają cechowała przejrzystość i by ich tworzenie nie było decyzją polityczną. Nie jesteśmy w stanie uciec od zautomatyzowanych sposobów filtrowania i porządkowania informacji – jest jej po prostu zbyt wiele. Trzeba zatem przekazać część tych uprawnień profesjonalnym podmiotom zewnętrznym. Otwartym pytaniem jest jednak to, jakim regułom algorytmy te powinny być podporządkowane oraz jak zapewnić przejrzystość ich funkcjonowania.

Poziom zaangażowania człowieka w podejmowanie decyzji jest z perspektywy społecznej istotniejszym czynnikiem niż poziom wykorzystania technologii maszynowego uczenia się. Zachowanie czynnika ludzkiego jest bowiem kluczowe do zapewnienia ochrony praw obywateli. Zapewnia bowiem przejrzystość i  odpowiedzialność za proces, których nie potrafimy dziś zapewnić w przypadku systemów w pełni zautomatyzowanych. Na podstawie art. 22 Rozporządzenia o  Ochronie Danych Osobowych (RODO) obywatel może zażądać, by w istotnych kwestiach – generujących skutki prawne – decyzja w oparciu o przetwarzanie danych osobowych nie była podejmowana w pełni automatycznie, by człowiek był obecny w pętli decyzyjnej.

Stosując pojęcie ADM (Automated Decision-Making), czyli zautomatyzowanego podejmowania decyzji przenosimy nacisk debaty z poziomu samej technologii i zastosowanych rozwiązań na kwestie społeczne. Patrzymy na system społeczno-technologiczny, w którym działają różne technologie – zarówno te oparte na uczeniu maszynowym, jak i prostsze algorytmy. W dyskusjach o systemach ADM punkt ciężkości przenosi się z analizy strony technicznej (modelu podejmującego decyzję w oparciu o dane) na szerszy proces obejmujący także procesy tworzenia i programowania systemów ADM oraz nadzoru nad ich działaniem.

Patrick Penninckx rozpoczął od wyjaśnienie raz jeszcze, dlaczego algorytmy są ważne dla ludzi. Wskazał wiele przykładów używania algorytmów, z którymi stykami się każdego dnia, zapominając już nawet o tym, że właśnie dzielimy się z firmami swoja prywatnością. - Dane osobiste są wykorzystywane przez liczne firmy zarabiające na wiedzy o nas, dane wyciekają , dlatego to co publikujemy przestaje być tylko nasze. To nie tylko informacje o naszej płci, wieku, adresie czy pochodzeniu, ale także o tym jakie mamy zdrowie, jakie emocje wywołują w nas określone przekazy.

Przywołał także przykład popularnego Netflixa, który dając możliwość korzystania ze swoich treści na wielu urządzeniach przenośnych, w tym telefonach z aplikacjami mierzącymi np. tętno, bada „przy okazji” nasze emocje związane z określonym materiałem. Dzięki temu jest lepiej w stanie dopasować kolejny materiał, który powinniśmy wg niego obejrzeć, a także jaką reklamę nam wyświetlić.

Katarzyna Szymielewicz zwróciła natomiast uwagę na to, że coraz chętniej zrzucamy problemy społeczne na braki technologiczne, zawodność właśnie algorytmów., błędnie definiując technologię jako źródło całego zła. Wyraziła także wątpliwość co do słów Patricka Penninckx’a dotyczących pewnej dobrowolności i mniej lub bardziej świadomej zgody użytkowników na używanie informacji o nich. - To nie my dajemy dane – to narracja firm – my wchodzimy zwabieni poczuciem wygody, a to, co dzieje się dalej, dzieje się za pomocą sztucznej inteligencji i  jest poza naszą zgodą , jesteśmy niejako biomasą eksploatowaną przez reklamodawców.

W dyskusji często powtarzano, że działanie algorytmów to działanie systemu, który próbuje nas wtłoczyć we wzorzec, a ten nie zawsze jest poprawny. Działa to dokładnie tak samo jak generalizacja/ stereotypy. Ochroniarz na lotniku też musi podjąć decyzję kogo sprawdzić i prędzej podejdzie do młodego mężczyzny w sportowym  stroju niż do staruszki poruszającej się o lasce.

Krzysztof Izdebski z Fundacji ePaństwo rozpoczął wypowiedź do przywołania przykładu węgierskiego urzędu ochrony konkurencji, który jako jeden z pierwszych nałożył na Facebooka karę za to, że oszukuje swoich klientów twierdząc, że dają coś za darmo i nie uprzedzając jednocześnie, że płacą za to swoimi danymi.

Podkreśli także, że najważniejsze w dyskusji o znaczeniu algorytmów dla praw człowieka jest zadanie sobie pytania, po co my to wdrażamy. Oczywiście są plusy, które ułatwiają pracę także na poziomie państwa, w zamówieniach publicznych, wykrywaniu przestępczości. Urzędnicy niestety nie są przygotowywani do tego, jak to funkcjonuje, co powoduje, że czasem naprawiając jedno psują 10 innych rzeczy.

Izdebski podał także liczne przykłady – delikatnie mówiąc - nie do końca udanego zastosowania algorytmów przez instytucje państwowe. Przywołał program STIR, wykrywający karuzele vatowskie, system przydzielania miejsc w żłobkach, który w jednym z miast  mocno zawiódł przydzielając miejsca w jednej grupie dzieciom w różnym wieku, bądź nie przydzielając ich w ogóle.. - Mimo wpływu takich algorytmów na prawa człowieka, nie opracowano całościowej polityki gwarantującej bezpieczeństwo ich wdrażania, a wiedza na temat ich funkcjonowania pozostaje, w znacznej mierze, niejawna.

Natalia Mileszyk podkreśliła, że ważne jest by o działaniu algorytmów nie mówić, jak o czarnej skrzynce. Potrzebujemy całego systemu aby perspektywa jednostki była brana pod uwagę. Polityka zarządzania sztuczną inteligencją w Polsce to narracja startupowa . Zapominamy ze rozwój ma służyć człowiekowi , a wartości musimy chronić.  - Niewielu z nas jest rozumie, na czym polega działalność sztucznej inteligencji czy algorytmów , to wciąż dyskurs wyłączający. A tymczasem technologia weszła tak głęboko w nasze życie, że każdy z nas potrzebuje wejść w tą dyskusję, bo każdy z nas ma tam swoje miejsce.

Wszyscy paneliści zgodnie podsumowali , że procesu rozwoju technologii i wykorzystywania algorytmów nie da się zatrzymać, ale trzeba zapewnić bezpieczeństw tego obszaru. Jest to jednak niezwykle trudne.

Mileszyk skonkludowała, że być może potrzebujemy rozszerzenia pojęcia ochrony praw obywatelskich z płaszczyzny państwo -obywatel i rozszerzyć ja o korporacje, które tak bardzo zaczęły wkraczać w życie każdego obywatela. Krzysztof Izdebski natomiast zaproponował, by wzmocnić instytucje publiczne, w tym organy równościowe – takie jak Biuro RPO - by lepiej budowały kompetencje swoich pracowników, którzy będą wykorzystywali technologie na rzecz obywateli.

Przestrzeganie praw obywatelskich w działalności służb specjalnych. Sesja 7 III KPO

Data: 2019-12-13

„Ludzie wprawdzie są coraz bardziej świadomi inwigilacji, ale czują się coraz bardziej bezsilni”.

Edward Snowden

  • Kontrola sądów nad niejawnymi działaniami służb jest fragmentaryczna (o większości działań sądy nawet nie wiedzą) i iluzoryczna (jeśli służby muszą pozyskać zgodę sądu na niektóre działania, to i tak nie ma realnych narzędzi i czasu, by przyjrzeć się sprawie).
  • Zmiany legislacyjne przyjęte w 2016 r. pogłębiły deficyt w ochronie praw obywatelskich:
  • Ostatnio pojawiły się informacje o wykorzystaniu przez CBA programu Pegasus. Skala tych problemów w Polsce jest jednak znacznie większa niż w innych państwach europejskich.
  • Sprawa Mariana Banasia to modelowa sprawa, w której aż się prosi, żeby był organ kontrolny dla służb.
  • Panel III Kongresu Praw Obywatelskich zebrał ekspertów, byłych szefów i koordynatorów służb specjalnych

Pod egidą Rzecznika Praw Obywatelskich działa od 2019 r. komisja ekspertów ds. przestrzegania praw obywatelskich w działalności służb specjalnych. W jej skład weszli byli funkcjonariusze, osoby odpowiedzialne za kierowanie służbami, przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości i obrońcy praw człowieka. Po kilku miesiącach komisja pracy przedstawiła raport „Osiodłać Pegaza”. Raport wskazuje, że potrzebne są nam dwa rozwiązania

  1. Trzeba powołać niezależny organ kontrolny
  2. Trzeba przyznać jednostce prawa do informacji o byciu przedmiotem zainteresowania służb.

Dyskusja na panelu koncentrowała się wokół raportu. Paneliści szukali równowagi między zagwarantowaniem przestrzegania praw człowieka z jednej strony, a zapewnieniem warunków do skutecznego działania służb specjalnych z drugiej.

Żeby zrozumieć skalę problemu, warto uświadomić sobie, jakie zmiany zaszły w prawie od 2015 r.

  • nowelizacja ustawy o Policji z 2016 r. pozwoliła służbom specjalnym na praktycznie nieograniczone sprawdzanie tzw. danych internetowych;
  • wprowadzony mechanizm sprawdzania, jak służby korzystają z tzw. metadanych, daje raczej ułudę kontroli niż zapewnia poczucie bezpieczeństwa dla obywateli (sprawozdania statystyczne weryfikowane przez sądy);
  • w 2016 r. została także uchwalona ustawa o działaniach antyterrorystycznych, która przyznała służbom szereg dodatkowych uprawnień, ale także wyłączyła w zasadzie cudzoziemców spod ochrony konstytucyjnej jeśli chodzi o możliwą inwigilację;
  • nowelizacja Kodeksu Postępowania Karnego przyznała możliwość korzystania w procesie karnym z tzw. „owoców zatrutego drzewa", czyli dowodów zdobywanych nielegalnie (art. 168a k.p.k.). Tego typu zasada procesowa otwiera pole do różnego rodzaju nadużyć ze strony funkcjonariuszy policji, prokuratorów oraz funkcjonariuszy służb specjalnych.

W panelu wzięli udział Wojciech Klicki, prawnik związany z Fundacją Panoptykon, Jacek Cichocki, były ministra spraw wewnętrznych (2011-2013), koordynator służb specjalnych (2008-2011) i szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (2013-2015), Krzysztof Liedel, były dyrektor Departamentu Prawa i Bezpieczeństwa Pozamilitarnego Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Grzegorz Małecki, prezes fundacji Instytut Bezpieczeństwa i Strategii, były Szef Agencji Wywiadu (2015-2016) oraz prof. Dobrosława Szumiło-Kulczycka – z Katedry Postępowania Karnego UJ.

Jacek Cichocki podkreślił, że jest pod wrażeniem tego co udało nam się zrobić dzięki tej platformie, którą zorganizował Rzecznik Praw Obywatelskich.

- Jeszcze niedawno z Adamem Bodnarem staliśmy po różnych stronach barykady. Rok temu Rzecznik zaprosił nas do tej współpracy. Jak się okazało, że przy jednym stole usiedli obrońcy praw człowieka oraz specjaliści z zakresu służb specjalnych i razem zastanawiają się jak wyważyć kwestie bezpieczeństwa i wolności obywatelskich. W naszej pracy konsultowaliśmy sprawy z przedstawicielami prokuratury i przedstawicielami sędziów. Raport to próba powiedzenia co jest niezbędne do zrobienia w Polsce żeby odbudować zaufanie obywateli do państwa.

To jest problem ogólnoświatowy – w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii informacje, które budzą niepokój. Gdy raport był gotowy – spotkanie z przedstawicielami służb, policji, organów nadzorczych i to była fajna rzeczowa rozmowa. Było również spotkanie z siłami politycznymi. Przyszła co prawda tylko opozycja – przedstawiciele wszystkich partii opozycyjnych.

Sprawa Mariana Banasia to modelowa sprawa, w której aż się prosi, żeby był organ kontrolny. Dziś nie umiemy powiedzieć jak było – czy służby specjalne stanęły na wysokości zadania, a teraz ktoś próbuje zrzucić na nie winę. Gdyby był taki organ – mógłby zadać takie pytanie i dać informację publiczną zachowując zasadę bezpieczeństwa narodowego. Byłoby to również w interesie służb. Dzisiaj cały sektor służb przy sprawie Mariana Banasia jest stawiany jako ten, który coś mętnego robił. W tej sytuacji ten organ mógłby zadziałać prezentując pewną obiektywną próbę wytłumaczenia tej sytuacji.

Nie ma takich organów w świecie anglosaskim. Tam to rozwiązuje się w drodze dodatkowych inspektorów. Te organy sprawdzają się w krajach skandynawskich, Holandii i Belgii – nigdzie nie doszło do wycieku wrażliwej informacji czy zagrożenia dla funkcjonariuszy.

W raporcie zaproponowaliśmy najlepsze co możliwe i próbujemy to pokazać jako punkt odniesienia.

Wojciech Klicki wskazał, że proponowany niezależny organ kontrolny powinien się składać z sześciu osób wybieranych przez Sejm spełniających wyśrubowane kryteria dot. doświadczenia i wiedzy. Przewodniczącym organu powinien być sędzia. Organ ma pracować kolegialnie. Ma kontrolować działalność służb pod kątem legalności. Jego ważną rolą miałaby być pewnego rodzaju dialog między osobami, które składały skargi jak i opinią publiczną.

Istotą jest trzystopniowe informowanie: po pierwsze, o kontroli operacyjnej, które ma się odbywać 12 miesięcy po zakończeniu z zastrzeżeniem, że sąd na wniosek służby może informowanie odroczyć albo wyłączyć.

Podobnie w zakresie pobierania danych internetowych, telekomunikacyjnych i pocztowych. Po drugie, informacja na temat pozyskania jakichkolwiek innych danych dot. obywatela – obywatel mógłby złożyć wniosek o to jakie dane na jego temat są przechowywane. Wyjątki: zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego, dla życia i zdrowia funkcjonariuszy. Im mniej ingerująca w prywatność kategoria danych tym wyjątków więcej. Większość rozwiązań jest zaczerpnięta z innych państw. Mechanizmy te da się pogodzić ze skutecznym działaniem służb. To są propozycje, które zapewnią im skuteczność działania przy jednoczesnym ograniczeniu możliwości nadużyć.

Grzegorz Małecki podpisywał się pod większością wskazanych w raporcie opinii. Jako były funkcjonariusz służb oraz osoba tworząca nadzór nad służbami ma wiedzę z zewnątrz i wewnątrz.

- Służby specjalne są w słabej kondycji, bo w Polsce nie wykształcił się system nadzoru i kontroli służb specjalnych. Polska tego nadzoru jako system nie wykształciła.

Kontrola parlamentarna sprawowana przez komisję pod przewodnictwem rządzących nie ma sensu. To rozwiązanie jest jeszcze bardziej niebezpieczne niż brak kontroli – stworzenie iluzji, że ta kontrola jest. Prace nad organem kontroli zaczęły się jeszcze w kolegium w 2007 r. – przedłożone ministrowi Wassermanowi, który ministrem koordynatorem. Prezydent ma spore kompretencje zakresie nadzoru. Teraz to dobry czas. Rozdzielenie służb policyjnych od wywiadowczych (niekonsekwentnie tu zaliczane CBA które jest służbą policyjną par excellence). Powinny być definiowane przez cel istnienie. Służby wywiadowcze działają przed, a policyjne po. Służby wywiadowcze mają bardzo zaawansowane metody ale one nie służą procesowi karnemu – dlatego poddane jeszcze bardziej szczegółowej kontroli.

Rozwiązania anglosaskie są podobne ale metoda jest inna – system inspektorów. Brytyjczycy są najmniej konserwatywni, jeżeli chodzi o system nadzoru nad służbami. Konieczne jest zrozumienie, że komplementarny system od służby poprzez kontrolę w ramach rządu, kontrolę nad rządem oraz kontrolę ekspercką a także przez niezależny organ kontrolny. To wszystko tworzy system kontroli.

Zdaniem Małeckiego nie rozwiążemy problemu tworząc jeden organ. Konieczna jest cała architektura. My wciąż jesteśmy na początku lat 90. Ciągle operujemy w oparciu o szczątkowe rozwiązania z lat 90. – powstało kolegium ds. służb specjalnych i sejmowa komisja ds. służb specjalnych. Kolegium jest ciałem opiniodawczo sprawozdawczym rządu bez funkcji nadzoru. Sejmowa komisja nie jest w stanie zdobywać wiedzy jak jest i decydować co z tym robić. Wykształcił się obyczaj że zadaniem komisji jest kontrola służb, a komisja powinna kontrolować rząd w zakresie działania służb. Komisja sejmowa nie ma do tego mandatu, bo ona wykonuje funkcję sejmu w wąskim zakresie dot. służb.

Służby są pozostawione same sobie i robią co chcą.

Główną rolą tego rodzaju organu i systemu jest to, by działały zgodnie z mandatem od społeczeństwa, reali cele oraz działały w sposób efektywny. To możliwe jeśli kontrolowane przez tych, którzy mogą kontrolować – uzyskać wiedzę i wymusić działania w celu zapewnienia, że służby działają w interesie społecznym, państwa i zgodnie z prawem. Konieczne są raporty informujące o efektach. Komisja nie robi tego wcale. Bez zbudowania efektywnego systemu kontroli i nadzoru służby nie będą wykonywać swoich funkcji. My jako społeczeństwo musi mieć wiarygodne narzędzia by wiedzieć co się dzieje.

Krzysztof Liedel zauważył, że służby specjalne nie działają w oderwaniu od tego, co dzieje się w życiu społecznym i politycznym w kraju. Rzeczywistość ma wpływ w szerokim wymiarze – od polityków, którzy mniej lub bardziej posługują się służbami w celach politycznych, od służb, które rozgrywają polityków.

Gdy mamy do czynienia z patologią w środowisku prawno-politycznym, to wiemy że kontrola może nie być niezależna. Mamy organy konstytucyjne – kadencyjne, niezależne – ale dzisiaj już niepostrzegane jako takie (SN, TK, KRS).

Dzisiaj nadzór wielopodmiotowy i wielopłaszczyznowy. Organ powinien wejść w miejsce władzy wykonawczej. Bez korelacji z nadzorem władzy ustawodawczej i sądowniczej, która jest niewystarczająca. Kwestia zagrożenia terrorystycznego – dodatkowe uprawnienia służb. Na kanwie dużego wydarzenia w Polsce bez realnego zagrożenia udało się wprowadzić rozwiązania jak w krajach z bardzo dużym zagrożeniem. To pokazuje, jak duże uprawnienia kontrolne ma wymiar sprawiedliwości pod warunkiem, że dobrze a nie patologicznie funkcjonuje. W ustawie antyterrorystycznej – możliwość decyzji o areszcie bez dowodów – tutaj potężna rola nadzoru nad służbami specjalnymi. Przygotowanie merytoryczne ludzi w WS jest niewystarczające. Istnieje ryzyko manipulacji. Terroryzm – duży potencjał emocjonalny z punktu widzenia uzasadnienia wykorzystywany. Podpisałbym się pod raportem osiodłać pegaza – jeżeli udałoby się go wkomponować w cały system wielopodmiotowy.

Mamy najwięcej służb w Europie.

Dobrosława Szumiło-Kulczycka pytała, czy nie jesteśmy pięknoduchami. - Na ręce RPO składam podziękowania za podjęcie tego tematu – w 2016 bardzo żywego – potem wydawało się, że odstawiony na bok. Symptomatyczne jest, że znajdujemy się w małej sali [sali warsztatowej Polin], ponieważ mówimy o prawie do prywatności.

Ludziom wydaje się, że prywatność to dobro drugiego rzędu. Bardzo mało tu młodych ludzi. Nie uświadamiają sobie zagrożeń, które w dualizmie się ujawniają. Żyjemy w czasach gdy nasza tożsamość może być ukradziona czy przerobiona. Przykład afery hejterskiej w środowisku sędziowskim. Mamy iluzoryczną fasadową kontrolę sądową nad służbami.

Przykład?

W 2015 r. zarządzono kontrolę operacyjną w stosunku do jednej osoby – podejrzenie bardzo poważnych przestępstw. Grupa przestępcza i handel ludźmi. Kontrola łącznie trwa 6 miesięcy. Nie potwierdza się nic, co można wygenerować. Prokuratura decyduje się na dwa postępowania zakończone uniewinnieniem. O ile materiały z kontroli operacyjnej odtajnione, to problem – na podstawie jakich materiałów doszło do zarządzenia tej kontroli. Już po wyroku uniewinniającym osoba zwraca się do sądu z prośbą o udostępnienie materiałów, w oparciu o które przypisano jej takie działanie. Sąd odmawia powołując się na to, że te materiały zostały zgromadzone w toku kontroli. Ale tu chodziło o materiały przedstawione przed zastosowaniem kontroli. Sąd musi odmówić, bo one są objęte klauzulą. My nie mamy wprost powiedziane, że obywatel, który poddawany tego typu działaniom nie ma prawa poznać. Art. 51 ust. 3 Konstytucji nie określa wyjątków.

Jacek Cichocki przypomniał argument służb: po co nas obejmować kontrolą, skoro jest kontrola sądowa. W raporcie jest propozycja wzmocnienia siły tej kontroli. Jeżeli chcecie coś kontrolować, to najpierw zróbcie ustawę o czynnościach operacyjno-rozpoznawczych. Ale to jest niemożliwe. Zmieniają się technologie, że trzeba było nieustająco aneksować te czynności. Trzeba myśleć wieloaspektowo, ale RPO miał dosyć złożoną sytuację – musiał rozstrzygnąć jak o tym sektorze mówić, bo niektóre rzeczy są poza jego kompetencją. Co zrobić, żeby zwiększyć kontrolę wyważającą wolności obywatelskie i bezpieczeństwa.

Należy rozróżnić służby specjalne i policyjne – ABW bez kompetencji śledczych. Pamiętam autentyczną kontrolę komisji służb specjalnych – rotacyjny przewodniczący (również przedstawiciel opozycji). Ja w sejmie tylko na jednej komisji się pociłem, kiedy przewodniczącym był minister Wasserman, który nieźle potrafił mnie przemaglować. Jeżeli dzisiaj przewodniczącym jest zawsze przedstawiciel ekipy rządzącej to kontrola jest iluzoryczna.

Wojciech Klicki: służby wysyłają do sądu co sześć miesięcy tabelkę w excelu – sąd ma na tej podstawie zdecydować, że dane pobierane zgodnie z prawem. Ważne jest to, że brak mechanizmów broniących prywatności może zagrozić naszej wolności.

Jak zbić argument że ludzie bez grzechu nie mają się czego bać?

Dobrosława Szumiło-Kulczycka: Wydawałoby się, że to same służby powinny być zainteresowane istnieniem niezależnego apolitycznego nadzoru. Dzięki temu nikt nie będzie służbami manipulował. To jest dla nich ochrona.

Krzysztof Liedel – zastanawiamy się nad tworzeniem kolejnej instytucji do nadzoru nad instytucjami. A ważne jest danie pewnych uprawnień Kowalskiemu, żeby wiedział, czy ktoś go słuchał czy nie. Ta forma nadzoru to dobry pomysł – możliwość uzasadnienia, dlaczego go słuchałem.

Padły pytania z sali, co my powinniśmy zrobić, żeby wasza praca nie poszła na darmo?

Pytano o kontrolę wewnętrzną i system zgłaszania – co na to dyrektywa o ochronie sygnalistów w służbach? Podnoszono, że funkcjonariusz delegowany do MSWiA nie zrobi nic przeciwko swojemu przełożonemu. Ten dodatek sprawi, że będzie funkcjonował jak mu przełożony powie.

Jeden z uczestników wskazywał, że pamięta jak kilkanaście lat temu policjanci obawiali się zastosować kontrolę, że nie dopełnią procedur. Gdy w latach 2005-07 wszystko zaczęło się psuć – przestali się bać. Pytanie, co zrobić, by na nowo funkcjonariusze czuli obawę presję, że będą ponosić konsekwencje bezprawnych działań. Całość ustaleń przed zastosowaniem kontroli powinna być jawna. Pamiętam statystyki to skuteczność w Warszawie nie przekraczała 10%.

Krzysztof Liedel – istota polega na tym, byśmy razem spróbowali odmitologizować służby. Służbom zależy na micie budowanym na kanwie tajemnic.

Świadomość społeczna na temat uprawnień służb, możliwości, informacji, tego, co my możemy – jest dość istotna. Mechanizm składa się z dwóch elementów – jesteśmy coraz bardziej uzależnieni od techniki, a technika operacyjna pozwala łatwo realizować zadania – wystarczy podsłuch. W pracy operacyjnej dużo łatwiej usiąść na słuchawkach niż pozyskać agenta. Policjanci idą na łatwiznę. Technika załatwia temat, a moralność jest drugorzędna.

Grzegorz Małecki – najważniejsza jest budowanie świadomości tego, jak funkcjonują nowoczesne służby. Nasze są anachroniczne nawet, jeżeli używają nowoczesnych narzędzi, bo filozofia jest anachroniczna. Mówienie o służbach nie w kontekście sensacyjności, ale roli, narzędzia, istoty służb, roli polityków – wymuszenie na świecie politycznym zajęcie się problematyką służb. Jak najwięcej spotkań na ten temat, publikacji.

Wojciech Klicki – organ ma mieć nieograniczony dostęp do każdej informacji, do sieci teleinformatycznej. Kontrola jest najwyższą formą zaufania jakim możemy obdarzyć funkcjonariuszy. Efektem takich kontroli mogłyby być zawiadomienia do prokuratury w przypadku nadużywania uprawnień. Sygnaliści są bardzo ważnym elementem i powinni podlegać ochronie.

Pierwsza rada, co zrobić, to jako obywatel podejmować decyzje wyborcze w sposób świadomy.

Obrońcy środowiska mówią, że od segregowania ważne jest wspieranie i aktywizm. Te działania powinny być podejmowane na zmianę narracji politycznej mówiącej o tym, że mamy problem ze służbami – w związku z tym zmienimy osobę stojącą na czele służb i jemu zaufamy. Zadaniem obywateli jest powiedzenie, że służby mogą działać jedynie z mechanizmami skutecznej kontroli.

Dobrosława Szumiło-Kulczycka: służby nadużywają uprawnień, bo mogą. Mam żal do sądu. Zarządzenie kontroli na podstawie dwóch notatek funkcjonariusza to jednak za mało. Kontrola jest fasadowa. Sędziowie się bronią brakiem narzędzi. Ale tu wszyscy mają coś na sumieniu. Sądy temu nie podołały.

Jacek Cichocki – Państwo na podstawie raportu RPO też możecie pytać polityków. Różne służby idą na łatwiznę i pozwalają sobie na więcej bo mogą. Jeżeli nie będzie wyroków dla tych, którzy na to pozwolili. Mówimy o owocach zatrutego drzewa. Nie postawimy bez osądzenia tamy dla tego typu działań

Grzegorz Małecki – jeżeli chcemy mieć nowy system kontroli, to dzisiaj politycy opozycji muszą wypracować te działania, bo jak przejmą władzę, to stracą zainteresowanie.

Komisja Ekspertów do spraw przestrzegania praw obywatelskich w działaniach służb specjalnych

Data: 2019-10-28

Przy Rzeczniku Praw Obywatelskich powołana została Komisja Ekspertów do spraw przestrzegania praw obywatelskich w działaniach służb specjalnych. Pierwsze spotkanie Komisji odbyło się w dniu 28 października 2019 r.

Celem Komisji Ekspertów jest opracowanie standardów przestrzegania praw obywatelskich w działalności służb uprawnionych do podejmowania czynności operacyjno-rozpoznawczych (służby specjalne i policyjne). W pierwszej kolejności Komisja zajmie się dalszymi pracami nad raportem opublikowanym w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich we wrześniu br. pod tytułem „Osiodłać Pegaza”. W raporcie Rzecznik Praw Obywatelskich wraz z grupą ekspertów proponuje powołanie specjalnego niezależnego organu, który zajmowałby się nadzorem nad działalnością służb specjalnych i mógłby rozpatrywać skargi indywidualne na działanie służb. Drugim filarem reformy służb policyjnych i specjalnych powinno być przyznanie jednostce prawa do informacji o byciu przedmiotem zainteresowania ze strony uprawnionych instytucji i prawa dostępu do przetwarzanych przez nie danych osobowych.

W skład Komisji Ekspertów weszli:

  1. Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich
  2. Jacek Cichocki, wiceprzewodniczący Komisji
  3. Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, wiceprzewodnicząca Komisji,
  4. Tomasz Borkowski;
  5. Barbara Grabowska-Moroz;
  6. Piotr Gąciarek;
  7. Agnieszka Grzelak;
  8. Wojciech Klicki;
  9. Piotr Kładoczny;
  10. Dariusz Korneluk;
  11. Radosław Kujawa;
  12. Marcin Mrowicki, sekretarz komisji.
  13. Piotr Niemczyk;
  14. Mikołaj Pietrzak;
  15. Adam Rapacki.

 

 

Koperta pisma sądu do obywatela ujawniła zawartość. Interwencja RPO

Data: 2019-07-31
  • Z informacji na kopercie przesyłki sądowej do obywatela można było dowiedzieć się o jej zawartości i terminie rozprawy
  • Były tam adnotacje, że pismo zawiera np. pismo powódki czy odpis orzeczenia z danego dnia
  • Obywatel poskarżył się na naruszenie w ten sposób tajemnicy korespondencji 
  • Rzecznik spytał prezesa sądu, na jakiej podstawie na kopercie umieszczono tego rodzaju informacje 

W korespondencji nadsyłanej przez jeden z sądów okręgowych umieszczano na kopertach informacje o zawartości przesyłek i o terminie rozprawy. Były to informacje typu „wezw+odp. pozwu”, „odp. pisma powódki”, „odpis orzecz. 25.01.19 r. z uzas. i poucz.”. W ocenie skarżącego sąd w ten sposób faktycznie umożliwił osobom trzecim poznanie treści korespondencji. 

Zastrzeżeń nie może budzić umieszczenie na kopercie pisma sądowego daty jego wysłania i sygnatury danej sprawy. Wskazanie zaś rodzaju przesyłki oraz terminu rozprawy rodzi zaś wątpliwości. Z zarządzenia o biurowości sądowej nie wynika, jak określać rodzaj przesyłki oraz termin - i co pod tymi pojęciami rozumieć.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich szczegółowe określenie na kopercie pism, jakie są w środku, poprzez wskazanie ich rodzaju (postanowienie, orzeczenie, zarządzenie) oraz daty ich wydania, stanowi istotną informację. W efekcie nie tylko adresat, lecz również osoby zajmujące się np. doręczaniem przesyłek, uzyskują wiedzę o zawartości koperty.

Informacja o rodzaju pism umieszczonych w przesyłce nie stanowi informacji merytorycznej. Może jednak może powodować u adresata obawy, że osoby nieuprawnione dowiedzą się, jakiej kategorii pisma kieruje do niego sąd.

Podanie na kopercie terminu rozprawy może naruszać prawo do ochrony danych osobowych. Skoro wokandy sądowe są zanonimizowane i na ich podstawie nie można uzyskać informacji o stronach postępowania, to w rezultacie podania takiej informacji na kopercie z nazwiskiem adresata nieuprawnione osoby mogą poznać informacje, które nie powinny być ujawniane.

Według Rzecznika wydaje się wątpliwe, aby określając wzór awiza sądowego, Minister Sprawiedliwości w rubryce "termin" miał na myśli umieszczenie tam daty dziennej rozprawy.

Art. 49 Konstytucji zapewnia wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się. Ich ograniczenie może nastąpić jedynie w przypadkach określonych w ustawie i w sposób w niej określony. Wolność ta polega zarówno na zakazie zmuszania adresatów do ujawnienia treści otrzymywanych przekazów, jak i na zakazie (skierowanym do wszystkich innych podmiotów, wraz z organami władzy publicznej), prób poinformowania się o tych treściach bez zgody adresata. Obejmuje ona również poufność co do faktu, że w ogóle jest się adresatem określonych przekazów.

Wolność ta potwierdza w szczególny sposób godność osoby ludzkiej - zarówno nadawcy, jak i adresata. Bo to i na adresatach w wielu sytuacjach spoczywa obowiązek poufności. Chodzi zwłaszcza o ujawnianie treści naruszających  prawnie chronione interesy nadawców, szczególnie prawo do prywatności.

VII.563.1.2019

Interwencja RPO ws. zwolnienia dyrektorki Teatru Rozrywki w Chorzowie

Data: 2019-06-17
  • Dyrektorka Teatru Rozrywki w Chorzowie została odwołana po upublicznieniu nagrania prywatnej wymiany zdań między nią a reżyserem wystawianego tam spektaklu
  • Opinie wyrażane podczas rozmowy prywatnej wpisują się w prawo do wolności słowa i nie powinny uzasadniać decyzji o charakterze służbowym – wskazuje RPO
  • Rozmowy prywatne są też objęte ochroną konstytucyjną
  • Rzecznik poprosił Marszałka Województwa Śląskiego o wyjaśnienia w sprawie

Na podstawie doniesień medialnych Rzecznik Praw Obywatelskich powziął wiadomość, że 4 czerwca 2019 r. zarząd Województwa Śląskiego podjął uchwałę w sprawie odwołania Aleksandry Gajewskiej ze stanowiska dyrektora Teatru Rozrywki w Chorzowie. Decyzja wywołała protest pracowników teatru, a także dyrektorów i zespołów teatrów muzycznych z całej Polski, którzy  wystosowali w tej sprawie list otwarty do marszałka województwa.

Powodem decyzji miała być treść upublicznionego nagrania prywatnej wymiany zdań pomiędzy nią a reżyserem wystawianego w teatrze spektaklu Jerzym Bończakiem. Rozmowa dotycząca  m.in. obecnych na widowni przedstawicieli Urzędu Marszałkowskiego została zarejestrowana 29 maja 2019 r. przez dziennikarza lokalnego portalu przed oficjalnym rozpoczęciem konferencji prasowej, a następnie upubliczniona.

W uzasadnieniu uchwały wskazano, że zachowanie dyrektor „nie mieściło się w przyjętej i powszechnie rozumianej lojalności wobec pracodawcy, a w tym przypadku pracowników związanych z pracodawcą pozostając bierną względem padających określeń i formułowanych tez dotyczących pracodawcy”. Według zarządu brak reakcji na słowa reżysera stanowił naruszenie z art. 100 § 2 pkt 4  Kodeksu pracy. Zgodnie nim obowiązkiem pracownika jest dbać o dobro zakładu pracy, chronić jego mienie oraz zachować w tajemnicy informacje, których ujawnienie mogłoby narazić pracodawcę na szkodę. Organ nie uzasadnił jednak, w jaki sposób dyrektor  naruszyła „dobro zakładu pracy”.

RPO zwraca uwagę, że zgodnie z art. 54 Konstytucji Rzeczypospolita Polska zapewnia każdemu wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, a zatem stwarza każdemu możliwość przekazywania pochodzących od niego wiadomości i idei innym osobom, jak również zapewnia odbiorcy informacji prawo swobodnego wyboru ich źródła i zapewnia ich kształtowanie w drodze procesu społecznego, chronionego przed ograniczeniami jego pluralizmu ze względów politycznych, kulturalnych itp.

Wolność słowa pozwala na swobodne wyrażanie poglądów w sferze życia prywatnego, jak i publicznego i politycznego. Treść opinii i poglądów wyrażanych na gruncie rozmowy prywatnej wpisuje się w prawo do wolności słowa i nie powinna uzasadniać decyzji o charakterze służbowym. Wygłoszone opinie w tej sprawie stanowią prywatny pogląd ich autorki. Rozmowy prywatne są zaś objęte ochroną konstytucyjną. Art. 49 Konstytucji gwarantuje bowiem wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się.

Z kolei art. 10 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności stanowi o prawie do  wolności wyrażania opinii, które obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdza, że swoboda wypowiedzi stanowi jeden z najważniejszych fundamentów demokratycznego społeczeństwa oraz samorealizacji każdej jednostki.

Przepisy prawa pracy dopuszczają co prawda różne formy monitorowania pracy pracowników, ale tylko i wyłącznie, jeśli jest to niezbędne do zapewnienia organizacji pracy umożliwiającej pełne wykorzystanie czasu pracy oraz właściwego użytkowania udostępnionych pracownikowi narzędzi pracy. W tej sytuacji jednak pracodawca nie prowadził takiego monitoringu. Ponadto Kodeks pracy wyraźnie stanowi, że żadna z form monitorowania pracowników nie może naruszać tajemnicy komunikowania się ani dóbr osobistych pracowników. Nie może zatem być mowy o legalnym monitorowaniu prywatnych rozmów pracowników.

VII.564.47.2019

Debata „Zadania i uprawnienia służb specjalnych vs. wolności i prawa jednostki"

Data: 2019-04-25

W dniu 25 kwietnia 2019 r. na  Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego odbyła się debata „Zadania i uprawnienia służb specjalnych vs. wolności i prawa jednostki. Jak wytyczyć linię demarkacyjną?” organizowana przez Międzynarodowy Instytut Społeczeństwa Obywatelskie

W debacie wzięli udział byli szefowie polskich służb: gen. Marek Bieńkowski (Najwyższa Izba Kontroli, wcześniej m.in. Komendant Główny Policji), gen. Krzysztof Bondaryk (Szef ABW w latach 2008-2013), gen. Janusz Nosek (Szef SKW w latach 2008-2013) oraz Paweł Wojtunik (Szef CBA w latach 2009-2015). Perspektywę obywatelską zaprezentowali Wojciech Klicki (Fundacja Panoptykon), adw. Marcin Mrowicki (Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich) oraz adw. Artur Pietryka (Naczelna Rada Adwokacka). Debatę moderowała Dominika Wielowieyska.

Mec. Marcin Mrowicki poinformował o pięciu wnioskach Rzecznika Praw Obywatelskich składanych do Trybunału Konstytucyjnego w latach 2015-2016 a dotyczących m.in. nowelizacji ustawy o policji, ustawy antyterrorystycznej, nowelizacji kodeksu postępowania karnego (odstąpienie od zasady zakazu korzystania z owoców zatrutego drzewa oraz następczej zgody prokuratora na wykorzystanie materiału z kontroli procesowej). Pomimo wycofania tych wniosków (z uwagi na udział w składzie Trybunału osób, co do których statusu można mieć wątpliwości, a także na proceduralne błędy), problem arbitralnej i niekontrolowanej władzy służb specjalnych w zakresie kontroli procesowej pozostaje aktualny.

Były szef CBA p. Paweł Wojtunik apelował, by składać zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa w sytuacji, gdy obywatel dowiaduje się z prasy o prowadzonej wobec niego inwigilacji.

Pan Wojciech Klicki wskazywał na konieczność informowania osoby inwigilowanej, wobec której ostatecznie nie wytoczono postępowania karnego, o tym, że taka inwigilacja miała miejsce. Należy również stworzyć niezależny organ, który będzie kontrolował służby. Konieczna jest także przejrzystość po stronie służb. Wskazywał, że aktualnie żadna służba nie chce podać liczby bilingów, z których korzystała. Przed 2015 r. praktyką było podawanie takiej informacji.

W ocenie gen. Janusza Noska wolność nie jest dobrem najwyższym – należy ją poświęcać dla bezpieczeństwa obywatela, społeczeństwa, państwa. Nie zgodziła się z tym redaktor Wielowieyska wskazując, że zbyt duża władza służb prowadzi do nadużyć. Zdaniem gen. Noska, kontrola nie jest doskonała. Osoby, które stoją na czele służb bez poczucia praworządności, jeżeli będą chciały wykorzystywać te instrumenty w złej wierze – zawsze będą mogły to zrobić. Czynnik ludzki jest tu szalenie istotny  - ważne by na czele służb stała odpowiednia osoba, o odpowiednich właściwościach osobowościowych i moralnych.

Mec. Artur Pietryka zaznaczył, że linia demarkacyjna między uprawnieniami służb a prawami obywateli przebiega w każdej sali sądowej. Wskazywał na bogate orzecznictwo Sądu Najwyższego w tym zakresie. Redaktor Dominika Wielowieyska wskazała jednak na to, że wiele spraw nie dociera do sądów. Może zdarzyć się tak, że przeciek z kontroli procesowej dostanie się do mediów tuż przed wyborami, który może mieć skutki polityczne i społeczne -  niszczy człowieka, nie pozwalając mu na odkręcenie sprawy.

Gen. Bieńkowski wskazywał na wyniki kontroli NIKu z 2005 r., z których wynikało, że nadzór nad służbami specjalnymi premiera był iluzoryczny. Konieczny jest taki organ niezależny, który po zakończeniu postępowania służb powinien je ocenić, przy zachowaniu jednak dyskretności (ochrona źródeł i funkcjonariuszy). Problem polega na tym, że nie ma realnej debaty na ten temat w Polsce, a powinna była się odbyć wiele lat temu.

Mec. Marcin Mrowicki wskazał, że przy mówieniu o granicach wolności należy mieć na względzie art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, zgodnie z którym ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw. Zgodził się, że należy wprowadzić niezależny organ dokonujący kontroli działania służb, szczególnie w zakresie wykonywanych działań operacyjno-rozpoznawczych (w tym kontroli procesowej). Zwrócił uwagę na standardy strasburskie wynikające choćby z takich wyroków jak Sacharow przeciwko Rosji czy Karabeyoglu przeciwko Turcji. Podkreślił, że do tej pory nie zostały uwzględnione wnioski wynikające z opinii Komisji weneckiej, które mogłyby przywrócić zgodność działania służb ze standardami europejskimi. Przypomniał, że chodzi tu m.in. o:

  1. Wzmocnienie zasady proporcjonalności przy dokonywaniu oceny kontroli procesowej zgodnie z art. 19 ustawy o policji oraz wprowadzenie tego testu do pobierania danych telekomunikacyjnych, pocztowych i informatycznych zgodnie z art. 20c ustawy o policji – chodzi o to, by kontrola procesowa była przeprowadzana w najpoważniejszych przypadkach, w szczególności ma to znaczenie w „przypadkach niecierpiących zwłoki” (art. 19 ust. 3 ustawy o policji);
  2. Zakazanie kontroli komunikacji, co do których z góry wiadomo, że są objęte tajemnicą adwokacką i radcowską
  3. Ograniczenie czasu trwania pobierania danych telekomunikacyjnych, pocztowych i informatycznych; wymaganie prowadzenia rejestru przez policję, który umożliwiałby skuteczną kontrolę ex post przeprowadzanych kontroli, w szczególności w drodze „bezpośredniego dostępu”
  4. Uzupełnienie systemu uprzedniej zgody sądu na kontrolę procesową gwarancjami procesowymi („adwokat prywatności”, mechanizm skargowy, system następczego automatycznego wglądu w takie operacje przez niezależny organ, etc.)
  5. Zapewnienie, w celu poszanowania gromadzenia danych telekomunikacyjnych, pocztowych i informatycznych, skutecznego mechanizmu wglądu w pobierane dane przez niezależny organ, który miałby odpowiednią władzę do przeprowadzania dochodzenia i wydawania opinii, a także stosowania odpowiednich środków prawnych.

Widzenia z adwokatami w więzieniach - w obecności kamer. Interwencja RPO

Data: 2019-02-11
  • Widzenia osób pozbawionych wolności z adwokatami w aresztach śledczych i więzieniach odbywają się pod nadzorem monitoringu
  • Zagraża to prawu do obrony, bo takie spotkania powinny odbywać się w warunkach pełnej poufności – podkreśla Rzecznik
  • Według Służby Więziennej regułą ma być widzenie w pomieszczeniu bez kamer, a jeśli w nim są, to na ten czas powinny być wyłączane lub maskowane
  • Zdarza sie jednak, że adwokaci godzą się na spotkania w pomieszczeniach z kamerami 

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpływają skargi w tej sprawie; problem jest też znany ekspertom Biura RPO z wizytacji aresztów i więzień.

Zgodnie z art. 8 § 3 Kodeksu karnego wykonawczego skazany pozbawiony wolności może porozumiewać się ze swoim obrońcą, adwokatem lub radcą prawnym oraz przedstawicielem zaaprobowanym przez Przewodniczącego Izby Europejskiego Trybunału Praw Człowieka do reprezentowania skazanego przed ETPCz, pod nieobecność innych osób. Rozmowy z tymi osobami w trakcie widzeń oraz rozmowy telefoniczne nie podlegają kontroli. Art. 215 § 1 K.k.w. stanowi, iż osoba aresztowana ma prawo do takiego porozumiewania się podczas nieobecności innych osób oraz korespondencyjnie.

Z kolei art. 73a K.k.w. stanowi, że zakłady karne mogą być monitorowane przez wewnętrzny system urządzeń rejestrujących obraz lub dźwięk - z zastrzeżeniem, że monitorowanie i utrwalanie dźwięku nie może obejmować informacji objętych tajemnicą spowiedzi lub tajemnicą prawnie chronioną.

Choć artykuł ten odnosi się jedynie do informacji werbalnych (monitorowanie i utrwalanie dźwięku), Rzecznik stoi na stanowisku, iż pojęcie tajemnicy adwokackiej należy rozumieć możliwie szeroko. Powinna ona obejmować także materiały przekazane przez klienta lub przedstawione klientowi przez adwokata w postaci notatek czy dokumentów, które dotyczą sprawy.

Poglądy Rzecznika podziela Centralny Zarząd Służby Więziennej. W piśmie skierowanym 17 listopada 2017 r. do wszystkich dyrektorów okręgowych SW zastępca Dyrektora Generalnego wskazał: „Jako regułę należy przyjąć, iż widzenie osadzonego z adwokatem odbywa się w pomieszczeniu niemonitorowanym. W razie wykorzystywania pomieszczenia dla realizacji różnych czynności należy wdrożyć rozwiązania techniczne umożliwiające czasowe wyłączanie urządzeń rejestrujących lub ich ewentualne fizyczne maskowanie”.

Z ustaleń Biura RPO wynika, że obrońcy - mimo informowania ich przez administrację więzienną o wyznaczeniu na miejsce spotkania z osobą pozbawioną wolności pomieszczenia wyposażonego w kamerę rejestrującą obraz i dźwięk  - wyrażali na to zgodę.

W ocenie Rzecznika widzenia adwokackie w tych warunkach mogą godzić w relację szczególnego zaufania obrońcy z jego klientem oraz w skuteczność świadczonej pomocy prawnej. Spotkanie osoby pozbawionej wolności z adwokatem powinno bowiem odbywać się w warunkach pełnej poufności.

Rzecznik zwrócił się do prezesa Naczelnej Rady Adwokackiej Jacka Treli o  podjęcie odpowiednich działań w celu reagowania przez adwokatów na opisane sytuacje.

IX.517.1802.2017

Czy nauczyciel może zarekwirować telefon komórkowy ucznia?

Data: 2018-12-17

Społeczność szkolna może funkcjonować tylko wtedy, gdy ustali sobie jasne zasady. To wszystkim ułatwia życie, bo wiadomo, co jest dopuszczalne i czego się w danej sytuacji spodziewać. Ważne, by zasady te były jasno sprecyzowane i by nie naruszały prawa powszechnego.

Statut szkoły może zabraniać korzystania z telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych w trakcie trwania zajęć. Nauczyciel może nakazać wyłączenie urządzenia lub umieszczenie go w widocznym miejscu na czas trwania lekcji. Szkoła nie ma jednak uprawnień do rekwirowania przedmiotów należących do uczniów. Osoby pełnoletnie lub rodzice osób niepełnoletnich mogą w każdej chwili zażądać zwrotu należących do nich, a przetrzymywanych przez szkołę, rzeczy.

Pozbawienie prawa korzystania z telefonu po zakończeniu zajęć może być stosowane jako środek wychowawczy w stosunku do niepełnoletnich uczniów, powinno się to jednak odbywać za wiedzą i zgodą ich prawnych opiekunów, zgodnie z postanowieniami statutu.

Jeżeli szkoła wprowadzi obowiązek pozostawienia telefonów komórkowych na czas trwania zajęć w depozycie, ponosi odpowiedzialność za wynikłe z tego szkody (np. kradzież czy uszkodzenie sprzętu), a uczeń pełnoletni musi mieć zapewnioną możliwość dostępu do urządzenia kiedy tylko uzna to za konieczne.

Nawet w sytuacji, w której telefon komórkowy został zarekwirowany zgodnie z zasadami obowiązującymi w szkole, przeglądanie jego zawartości przez osoby trzecie, np. nauczycieli, stanowi naruszenie prawa do prywatności i jako takie jest niezgodne z prawem.

RPO: zakaz publikacji o NBP może naruszać ważny interes publiczny i wolność prasy

Data: 2018-12-10
  • Sądowy zakaz  publikacji może być wydany tylko wtedy, gdy dopuszcza to ważny interes publiczny – przypomina Rzecznik Praw Obywatelskich
  • W sprawie afery Komisji Nadzoru Finansowego interes publiczny polega tymczasem na dbaniu o przejrzystość sfery publicznej a więc na możliwości pisania przez media o nadzorze nad rynkiem finansowym
  • Wnioski NBP mogą uniemożliwiać realizację tego interesu oraz konstytucyjnej zasady wolności prasy i swobody wypowiedzi; mogą też rodzić tzw. efekt mrożący

Rzecznik Praw Obywatelskich jest poważne zaniepokojony działaniami Narodowego Banku Polskiego.

NBP skierował do Sądu Okręgowego w Warszawie sześć wniosków o zabezpieczenie, które miałoby polegać na zakazie rozpowszechniania tekstów o NBP w kontekście afery KNF.

W opinii NBP już opublikowane teksty sugerują niezgodne z prawem działania organów NBP przez insynuowanie, że Prezes NBP uczestniczył w aferze KNF. NBP  żąda tez nakazania tymczasowego usunięcia artykułów dotyczących  afery.

Sąd może dokonać zabezpieczenia w ramach postępowania o ochronę dóbr osobistych. Zgodnie z art. 755 § 2 Kodeksu postępowania cywilnego, „w sprawach o ochronę dóbr osobistych zabezpieczenie polegające na zakazie publikacji może być udzielone tylko wtedy, gdy nie sprzeciwia się temu ważny interes publiczny”. Oznacza to, że zakaz publikacji może być udzielony wyłącznie wtedy, gdy na przeszkodzie nie stoją względy interesu publicznego.

W sprawie, która stała się kanwą wniosków NBP, takim interesem publicznym jest przejrzystość sfery publicznej, wiążąca się szczególnie z dysponowaniem środkami finansowymi i nadzorem nad rynkiem finansowym. Wynika to z konstytucyjnie chronionego prawa obywateli do dostępu do informacji publicznej oraz pozyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej (art. 54 oraz art. 61 Konstytucji RP).

Trybunał Konstytucyjny w wyroku z  9 listopada 2010 r. (sygn. akt K 13/07), wydanym na wniosek RPO, podkreślił, że „zakaz publikacji przewidziany w art. 755 § 2 K.p.c. powinien być wyjątkowy i uzasadniony dodatkowym dobrem osób trzecich”.

Rzecznik nie kwestionuje, że podmioty mają prawo ubiegania się o ochronę swych dóbr  osobistych. Ostateczna decyzja należy do niezawisłego sądu. Działania prawne podejmowane przez centralny organ konstytucyjny państwa powinny jednak uwzględniać ciążące na nim obowiązki wynikające z ochrony praw człowieka oraz podstawowe zasady ustrojowe Rzeczypospolitej Polskiej.

Wolność prasy w Polsce ma bowiem rangę ustrojową. Art. 14 Konstytucji RP stanowi, że „Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu”. Zasada ta znajduje potwierdzenie w art. 54 ust. 1 Konstytucji, zgodnie z którym każdemu - a więc również przedstawicielom mediów - zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i  rozpowszechniania informacji. Prawu temu odpowiada prawo obywatelskie do uzyskiwania informacji o działaniu organów państwa, zawarte w art. 61 Konstytucji RP.

Wnioski NBP mogą uniemożliwiać realizację interesu publicznego w postaci transparentności debaty publicznej oraz praw obywatelskich, związanych z  wolnością prasy i wypowiedzi. Organ władzy publicznej powinien uwzględniać, że kierując taki wniosek do sądu, może wywrzeć tzw. efekt mrożący (uznawany w  orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka za naruszający art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka) w odniesieniu do debaty publicznej o  sprawach ważnych dla społeczeństwa, państwa i gospodarki.

Może to być równie z uznane za naruszenie Prawa prasowego, które zakazuje tłumienia krytyki prasowej.

Bank centralny powinien ze szczególną troską i ostrożnością podchodzić do zagadnień przejrzystości sektora finansowego, kierując się  potrzebą ochrony stabilności rynków finansowych. Obowiązek ten podkreślany jest w  publikacjach wydawanych przez sam Narodowy Bank Polski. 

VII.564.70.2018

 

Inwigilacja dwa lata później. Sprawa wyroku ETPCz Sacharow (Zakharov) vs Rosja

Data: 2018-09-24
  • Jak wygląda sytuacja w Polsce dwa lata po zwiększeniu uprawnień służb specjalnych w zakresie inwigilacji?
  • Jakie wnioski wynikają dla nas ze sprawy Sacharow przeciw Rosji?

24 września 2018 r. odbyła się w Biurze RPO konferencja dotycząca inwigilacji. Uczestniczył w niej bohater słynnej sprawy „inwigilacyjnej” przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka Roman Sacharow (Zakharov).

Przeszło dwa lata temu rozpoczął się proces nadający polskim służbom uprawnienia, które mogą godzić w prawa obywateli w zakresie ich prywatności. Tzw. ustawa inwigilacyjna weszła w życie w lutym 2016 r., a „antyterrorystyczna” – w lipcu 2017 r. 

Jak dziś, po miesiącach stosowania nowych zapisów, wygląda sytuacja? Jak przestrzegane jest prawo do prywatności? Czy wobec wycofania przez Rzecznika Praw Obywatelskich wniosków o stwierdzenie niekonstytucyjności tych ustaw z Trybunału Konstytucyjnego jesteśmy skazani na niekontrolowane i wszechwładne służby? 

Sprawa Sacharowa

Roman Sacharow w 2015 r. wygrał przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka sprawę przeciwko Rosji (skarga nr 47143/06) dotyczącą użycia systemu informatycznego SORM Federalnej Służby Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej do podsłuchiwania rozmów i przechwytywania korespondencji elektronicznej.

- Kiedy przeczytałem wyrok w sprawie Sacharow przeciw Rosji, pomyślałem najpierw: kim jest człowiek, który odważył się stanąć przeciw potężnemu państwu, słynącemu z tego, że swoich przeciwników ściga także za granicą? To jeden ze współczesnych bohaterów walki o prawa człowieka – przedstawiał gościa Marcin Mrowicki z BRPO.

- Jak wyglądała sytuacja w Rosji 12 lat temu, kiedy złożył Pan wniosek do ETPCz? – pytał Romana Sacharowa Adam Bodnar.

Sacharow opowiadał, że skargę złożył w 2006 r. jako pracownik fundacji zajmującej się wolnością słowa i jako dziennikarz. Wykonując swoje obowiązki, kontaktował się bowiem z osobami, które prosiły o zachowanie tego w tajemnicy, a potem okazywało się, że o tych kontaktach wiedzą rosyjscy politycy.

W owym czasie - podkreślał -  w Rosji panowało przekonanie, że kwestie praw człowieka i wolności słowa są traktowane przez władze poważnie – np. stanowisko rosyjskiego rzecznika praw obywatelskich były analizowane, a kontrolowane przez państwo media przekazywały oprócz propagandy także informacje. Fundacja, z którą współpracował Sacharow, miała współpracowników także wśród urzędników. – Mieliśmy jeszcze wolność słowa i możliwość wykonywania pracy dziennikarskiej, a postawa konformistyczna nie przeważała – opowiadał Sacharow.

- Dlatego na podejrzenia, że informacje o moich kontaktach trafiają do polityków rosyjskich, postanowiłem zareagować. Nie chciałem składać skargi przeciw mojemu państwu, wystąpiłem więc przeciwko firmom telefonii komórkowej. Żyliśmy w czasach jeszcze sporej otwartości w dziedzinie gospodarczej. Złożenie pozwu udało się i dostawałem duże wsparcie od różnych prawników i organizacji. O sprawie otwarcie pisały media, zwłaszcza biznesowe.

Skarga dotyczyła tego, że operatorzy komórkowi zgodzili się na zainstalowanie urządzeń pozwalających na przechwytywanie informacji bez zgody sądu. Podstawą do instalowania tych urządzeń był niepublikowany oficjalnie załącznik do rozporządzenia ministra.

Roman Sacharow przegrał sprawę przed rosyjskimi sądami.  Uzasadniły one, że nie przedstawił wystarczających dowodów, że on i jego rozmówcy padli ofiarą inwigilacji.

Wtedy sprawa trafiła do ETPCz. Sacharow powołał się na art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (prawo do prywatności).

ETPCz stwierdził naruszenie Konwencji: choć formalnie do inwigilacji trzeba mieć w Rosji zgodę sądu, ale obowiązek ten można łatwo obejść. Jeśli tak skonstruowane jest prawo, to człowiek nie musi już dowodzić, że był inwigilowany. Wystarczy, że jest taka możliwość (jest regulacja prawna, która umożliwia takie działania). Ponadto prawo rosyjskie nie gwarantuje skutecznych środków odwoławczych obywatelowi, który podejrzewa, że jest inwigilowany (patrz – analiza wyroku w załączonej prezentacji).

- Pamiętam, że po wyroku podeszli do mnie sędziowie z Białorusi, akurat tam obecni, i gratulowali nam – mówił Roman Sacharow.

Wyrok nie został jednak nigdy wykonany.

Zupełnym przypadkiem wyrok został ogłoszony w dniu, w którym prezydent Putin podpisał nowe prawo dające pierwszeństwo konstytucji rosyjskiej nad prawem międzynarodowym, jeśli wymaga tego „ochrona interesu Rosji”  - opowiadał dalej Sacharow.

Relacjonował, że już przed ogłoszeniem wyroku pole debaty publicznej zawężało się. - Już nie rozmawialiśmy w pracy o tym, co uważamy o sprawie Krymu, służby specjalne dopytywały się moich przełożonych, czy naprawdę „potrzebny jest im ten Sacharow”, złodzieje próbowali mi ukraść telefon komórkowy (charakterystyczne, że nie pieniądze ani karty kredytowe).

- Wtedy już byłem przekonany, że wyrok ETPCz nie zostanie w Rosji wykonany. Nie byliśmy już państwem demokratycznym – bo sądy nie były już niezależne i to gwałtownie zmieniło sytuację. Parlament przestał być miejscem debaty, a debatę publiczną zastąpiła propaganda.

- A dziś? Czy może Pan powiedzieć, jak wygląda życie dziennikarzy w Rosji? – pytał Adam Bodnar.

- Nadal w miarę niezależna jest prasa lokalna: jeśli nie krytykuje władz centralnych, może publikować materiały niewygodne dla władz lokalnych. Nikt nie łamie tam praw dziennikarzy. Ale narastającym problemem jest autocenzura. Jednocześnie coraz więcej jest spraw karnych za komentarze w sieci, a nawet za lajki (ludzie dostają mandaty, a nawet wyroki więzienia za coś co napisali albo tylko udostępnili w sieci kilka lat temu), Służby specjalne mają pełen dostęp do paneli administracyjnych w rosyjskich sieciach społecznościowych. Operatorzy tych sieci mają obowiązek przechowywania (retencji) kompletu danych przez pół roku.

Sacharow zauważył, że choć powodem tak intensywnego zbierania danych o obywatelach ma być bezpieczeństwo państwa, to system jest tu niewydolny i w razie realnego zagrożenia służby rosyjskie i tak zwracają się o pomoc do Amerykanów. Tak szeroko zakrojona inwigilacja skuteczna jest natomiast w powstrzymywaniu opozycji i zwykłych ludzi, których – nawet jeśli popierają rząd – może kusić, by zalajkować „nieprawomyślny” wpis.

Inwigilacja w Polsce dwa lata później

- Sprawa Sacharow przeciw Rosji jest od dawna wyznacznikiem standardów europejskich. I to do niej stale odnoszą się wszyscy, którzy analizują ochronę praw obywatelskich po zmianie przepisów inwigilacyjnych w Polsce – mówiła w kolejnym panelu konferencji dr Barbara Grabowska-Moroz (Helsińska Fundacja Praw człowieka)

Ten panel prowadził  Mirosław Wróblewski, dyrektor Zespołu Prawa Konstytucyjnego i Europejskiego w Biurze RPO

O tym, jak służby w Polsce sukcesywnie dostawały nowe uprawnienia – kosztem obywateli – od początku 2016 r. (ustawa policyjna, ustawa antyterrorystyczna, przepisy dotyczące „owoców zatrutego drzewa”), opowiadał mec. Marcin Mrowicki z BRPO (patrz załącznik - prezentacja): Służby dostały bardzo szeroki dostęp do informacji o naszej aktywności w sieci, a wiele z tych informacji nie jest – nawet post factum – kontrolowane przez sądy.

RPO alarmował, zanim ostatecznie przepisy te weszły w życie, następnie zaskarżył je do Trybunału Konstytucyjnego.

- Niestety, na początku 2017 r. TK zaczął manipulować przy składach wyznaczonych do oceny tych spraw (zmiany składu pełnego na skład pięcioosobowy, bez podstawy prawnej i włączenie do składu osób których status sędziowski jest kwestionowany). Z tego powodu RPO swoje wnioski wycofał – mówił mec. Mrowicki (patrz załącznik - wybrane fragmenty Informacji Rocznej RPO za rok 2017).

- Nasza nowa ustawa inwigilacyjna ma z pozoru niewinny przepis, że służby mają co pół roku sprawozdawać sądom z podejmowanych działań. Początkowo wydawało się nam, że taka kontrola jest po prostu niewystarczająca i na tym należy się skupić. Ale w praktyce kluczowy okazał się początkowo nie rzucający się w oczy przepis, że te sprawozdania sądowe są objęte przepisami o informacji niejawnej. Bo to on wprowadził dodatkową zmianę: służby nie chcą już ujawniać jakichkolwiek informacji o skali kontroli bilingów, powołując się właśnie na przepisy o informacji niejawnej – mówił  Wojtek Klicki z Panoptykonu. Także sądy administracyjne zmieniły podejście do odmów dostępu do informacji publicznej ze strony służb. Zmienione prawo sprawiło, że na szali wartości bezpieczeństwo zaczyna znaczyć więcej niż wolność jednostki.

Elementem ochrony danych osobowych – tzw. drugą nogą RODO – miała być ustawa wdrażająca dyrektywę policyjną. To tu miały zostać opisane zasady ochrony prywatności w relacjach z państwem. Ustawa miała być gotowa do maja, w momencie wejścia w życie RODO. Nie jest gotowa do dziś, a informacje o stanie projektu napawają niepokojem (ma ona wyłączyć obrót informacjami niejawnymi z przepisów o ochronie danych osobowych).

Co to znaczy?  - pytał panelistów dyr. Wróblewski.

  • że znacząco osłabła ochrona praw człowieka
  • że nowe przepisy pod pretekstem zwiększania bezpieczeństwa niszczą zaufanie do państwa. A bez zaufania bezpieczeństwo jest iluzoryczne
  • że problemu nie rozwiąże wdrożenie dyrektywy policyjnej
  • że dziś skarga z Polski na te przepisy zostałaby przez ETPCz uznana za zasadną

Ale nadal nadzieja jest w sądach i w tym, jak się ukształtuje orzecznictwo w tej kluczowej dla praw człowieka sprawie.

Adam Bodnar wycofał z Trybunału Konstytucyjnego wniosek w sprawie tzw. zgody następczej na podsłuch

Data: 2018-05-15
  • Rzecznik Praw Obywatelskich wycofał z Trybunału Konstytucyjnego wniosek z 2016 r. w sprawie tzw. zgody następczej na wykorzystanie podsłuchu jako materiału procesowego
  • W składzie orzekającym zasiadają dwie osoby nieuprawnione do orzekania w Trybunale - uzasadnia Rzecznik
  • To czwarta taka decyzja Adama Bodnara wobec wcześniej zaskarżonych ustaw dotyczących podstaw prawnych działalności służb specjalnych

O wycofaniu swego wniosku do TK z kwietnia 2016 r. (sygn. akt K 24/16) Rzecznik poinformował Trybunał pismem z 11 maja 2018 r. Zarazem wniósł o umorzenie postepowania w tej sprawie.

W marcu 2018 r. RPO wycofał z Trybunału wniosek, w którym kwestionował znowelizowane w 2016 r. przez PiS zasady prowadzenia inwigilacji. W początku kwietnia wycofał sprawę tzw. owoców zatrutego drzewa - czyli dopuszczania przed sądem dowodów zdobytych nielegalnie przez służby specjalne. Pod koniec kwietnia podjął taką decyzję wobec ustawy o działaniach antyterrorystycznych.

Powodem wszystkich tych decyzji były zmiany wyznaczonych wcześniej składów TK oraz zasiadanie w nich osób nieuprawnionych do orzekania.

Czego dotyczył wniosek

11 marca 2016 r. do Kodeksu postępowania karnego oraz innych ustaw wprowadzono całkowicie nowe zasady wyrażania zgody następczej. Jest ona potrzebna do wykorzystania w postępowaniu karnym materiałów uzyskanych w wyniku kontroli operacyjnej (np. podsłuchu) dotyczącego innego przestępstwa lub innej osoby niż obejmowała to zgoda sądu na taką kontrolę.

Zgodnie z nowymi przepisami, zgoda następcza może dotyczyć już nie tylko przestępstwa, w stosunku do którego sąd może zarządzić inwigilację, lecz każdego przestępstwa ściganego z urzędu lub przestępstwa skarbowego. Ponadto zgody następczej nie udziela już sąd (jak wcześniej), ale prokurator. Informacje uzyskane w wyniku takiej zgody mogą być wykorzystywane, a w konsekwencji także przechowywane, bezterminowo – zarówno służby, jak iż prokurator mają niczym  nieskrępowaną swobodę.

Argumenty RPO dla TK

RPO zaskarżył ustawę do Trybunału. Uznał, że nowe zasady naruszają takie konstytucyjne  prawa i wolności, jak: prawo do prywatności; wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się; nienaruszalność mieszkania oraz zakaz pozyskiwania i gromadzenia informacji o obywatelach, które nie są niezbędne w demokratycznym państwie prawnym.

Rzecznik podkreśla, że niejawna ingerencja władzy w sferę prywatności jednostki musi mieć precyzyjną podstawę w ustawie. Precyzja ta ma zapobiegać ryzyku arbitralności niejawnych działań organów władzy. Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i Trybunału Konstytucyjnego, każdy powinien wiedzieć, na podstawie przepisu ustawy, jakie zachowania narażają go nie tylko na ewentualną odpowiedzialność karną, ale umożliwiają prowadzenie wobec niego czynności operacyjno-rozpoznawczych, głęboko ingerujących w prywatność.

Zdaniem RPO wydawanie zgody następczej przez prokuratora nie spełnia standardów demokratycznego państwa prawnego, np. konstytucyjnego prawa do sądu. Wewnętrzną sprzecznością jest, że pierwotna inwigilacja wymaga decyzji sądu, a zgoda następcza - już nie. A przecież wskutek takiej zgody może nastąpić zmiana osoby inwigilowanej (gdy chodzi o inną osobę niż objętą sądowym zarządzeniem kontroli operacyjnej).

Kontrola sądowa zapewnia najlepszą gwarancję niezależności, bezstronności oraz stosowania właściwej procedury. Biorąc pod uwagę obecny kształt ustrojowy prokuratury, nie sposób uznać, że korzysta ona w pełni z przymiotu niezależności od władzy wykonawczej – wskazał Rzecznik.

Powody wycofania wniosku

W maju 2016 r. ówczesny prezes TK poinformował  RPO, że sprawa zostanie rozpoznana przez pełny skład Trybunału. Sędzia Julia Przyłębska zmieniła to zarządzenie po przejęciu funkcji prezesa TK z końcem 2016 r.  W miejsce pełnego składu wyznaczyła skład pięcioosobowy. Znaleźli się w nim m.in. Henryk Cioch i Lech Morawski - osoby nieuprawnione do orzekania w Trybunale Konstytucyjnym, bo wybrane w 2015 r. na zajęte już miejsca w Trybunale.

Dodatkowo, z przyczyn nieujawnionych RPO, od orzekania w tej sprawie Julia Przyłębska odsunęła sędziów Sławomirę Wronkowską-Jaśkiewicz (w czerwcu 2017 r.) i Piotra Pszczółkowskiego (w marcu 2018 r.). Do składu dokooptowano zaś m.in. Justyna Piskorskiego i Jarosława Wyrembaka (zastąpili oni zmarłych Henryka Ciocha i Lecha Morawskiego).

Jak napisał RPO, J. Piskorski i J.Wyrembak nie zostali ważnie wybrani na stanowisko sędziów Trybunału Konstytucyjnego. 23 kwietnia 2018 r. Rzecznik złożył  wniosek ich o wyłączenie ze sprawy, który do 10 maja 2018 r. nie został rozpoznany. 10 maja Rzecznik otrzymał zaś pismo przewodniczącej składu Julii Przyłębskiej o odwołaniu wyznaczonego wcześniej terminu rozprawy 29 maja 2018 r. oraz o skierowaniu sprawy do rozpoznania na posiedzeniu niejawnym 5 czerwca 2018 r.

Rzecznik uznał, że nie było podstawy prawnej do zmiany składu na pięcioosobowy, a wyznaczony skład Trybunału jest sprzeczny z Konstytucją RP.  Zmusza to Rzecznika do cofnięcia wniosku z 29 kwietnia 2016 r. 

Adam Bodnar powtórzył, że orzeczenia wydane przez skład Trybunału z nieprawidłową obsadą mogą być kwestionowane przez pełnomocników stron - także w procesach przed sądami europejskimi, skoro ukształtowanie składu orzekającego nie realizuje zaleceń Komisji Europejskiej.

II.520.1.2016

Adam Bodnar wycofał z Trybunału Konstytucyjnego wniosek w sprawie ustawy antyterrorystycznej

Data: 2018-05-02
  • Rzecznik Praw Obywatelskich wycofał z Trybunału Konstytucyjnego wniosek z 2016 r. w sprawie ustawy o działaniach antyterrorystycznych 
  • W składzie orzekającym zasiadają trzy osoby nieuprawnione do orzekania w Trybunale - uzasadnia Rzecznik
  • Adam Bodnar ma nadzieję, że w najbliższej przyszłości zostanie zapewniona zgodność tej ustawy z Konstytucją RP i prawem międzynarodowym

O wycofaniu swego wniosku do TK z lipca 2016 r. (sygn. akt K 35/16)  Adam Bodnar poinformował Trybunał pismem z 30 kwietnia 2018 r.

To już trzecia taka decyzja Rzecznika wobec zaskarżonych wcześniej ustaw dotyczących podstaw prawnych działalności służb specjalnych. W marcu 2018 r. RPO wycofał z Trybunału wniosek, w którym kwestionował znowelizowane w 2016 r. przez PiS zasady prowadzenia inwigilacji. W początku kwietnia wycofał zaś wniosek w sprawie tzw. owoców zatrutego drzewa, czyli dopuszczania przed sądem dowodów zdobytych nielegalnie przez służby specjalne.

Powodem wszystkich tych decyzji były zmiany wyznaczonych wcześniej składów TK oraz zasiadanie w nich osób nieuprawnionych do orzekania.

Czego dotyczył wniosek

Ustawa antyterrorystyczna z 10 czerwca 2016 r. została uchwalona  by – jak argumentował rząd – dla ochrony przed terroryzmem polepszyć skuteczność systemu  antyterrorystycznego  i zapewnić lepszą koordynację służb specjalnych. Projekt  w toku prac legislacyjnych krytykowały m.in. organizacje pozarządowe i RPO.  

Ustawa określa działania na wypadek alarmu terrorystycznego. Można wtedy zakazać zgromadzeń publicznych lub imprez masowych. Dla zapobiegania, przeciwdziałania i wykrywania przestępstw o charakterze terrorystycznym można zablokować internet. Wprowadzono tez nakaz rejestrowania kart pre-paid telefonii komórkowej. Szef ABW dostał prawo prowadzenia wykazu osób, które mogą mieć związek ze zdarzeniami o charakterze terrorystycznym oraz swobodny dostęp do rejestrów publicznych.  Cudzoziemiec podejrzany o działalność terrorystyczną może być inwigilowany bez zgody sądu przez 3 miesiące (co wobec obywatela Polski jest niemożliwe). Od cudzoziemców można też pobierać materiał biologiczny do badań DNA. 

Argumenty RPO

RPO zaskarżył ustawę do Trybunału, uznając jej zapisy za sprzeczne z Konstytucją, Kartą Praw Podstawowych UE oraz Konwencją o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

Wskazał, że choć ustawa miała szczytny cel - uporządkowanie przepisów i wzmocnienie bezpieczeństwa, to napisano ją tak nieprecyzyjnie i ogólnie, że służby specjalne otrzymały ogromne i niekontrolowane uprawnienia, a ludzie nie mogą mieć pewności, że nie będą na tej podstawie ścigani.  Np. już sama nieprecyzyjna definicja „zdarzenia o charakterze terrorystycznym” pozwala na bardzo szeroką interpretację.

Według Rzecznika, jednym z powodów takiego stanu był pośpieszny tryb prac i nieuwzględnienie uwag. RPO wnosił by prezydent przed podpisaniem ustawy skierował ją do TK.

Nie kwestionując konieczności przyznania służbom uprawnień umożliwiających zapewnienia bezpieczeństwa państwa i jego obywateli, Rzecznik wskazywał na  konieczność uzasadnienia ograniczenia m.in. prawa do prywatności oraz innych praw.

Podkreślał, że np. możliwość tymczasowego aresztowania na podstawie jedynie uprawdopodobnienia przestępstwa o charakterze terrorystycznym jest sprzeczna z fundamentalnymi zasadami demokratycznego państwa prawnego.

Powody wycofania wniosku

18 lipca 2016 r. ówczesny prezes TK poinformował  RPO, że sprawa zostanie rozpoznana przez pełny skład Trybunału. Sędzia Julia Przyłębska zmieniła to zarządzenie po przejęciu funkcji prezesa TK z końcem 2016 r.  W miejsce pełnego składu wyznaczyła skład pięcioosobowy. Znaleźli się w nim m.in. Mariusz Muszyński, Justyn Piskorski i Jarosław Wyrembak (przewodniczący składu) -  osoby nieuprawnione do orzekania w Trybunale Konstytucyjnym, bo wybrane na zajęte już miejsca w Trybunale.

Rzecznik uznał, że nie było podstawy prawnej do zmiany składu na pięcioosobowy, a wyznaczony skład Trybunału jest sprzeczny z Konstytucją RP.  

„Kierując się złożonym ślubowaniem, stojąc w obliczu wyboru mniejszego zła, jakim jest zachowanie w mocy przepisów ustawy, której zgodność z  Konstytucją RP pozostaje wątpliwa, w relacji do możliwości doprowadzenia do podważenia pewności prawa i pogłębienia chaosu prawnego na skutek wydania wyroku przez skład Trybunału Konstytucyjnego, w którym zasiadają osoby nieuprawnione do orzekania w Trybunale, zmuszony jestem do wycofania wniosku” - głosi pismo do TK.

Adam Bodnar podkreślił, że decyzja o rozpoznaniu sprawy przez Trybunał na posiedzeniu niejawnym powoduje niemożność złożenia przez niego wniosku o wyłączenie wymienionych trzech osób ze składu TK. 24 kwietnia 2018 r. przewodniczący składu orzekającego zawiadomił Rzecznika  o terminie ogłoszenia orzeczenia w tej sprawie w dniu 24 maja 2018 r. W przypadku rozpoznawania sprawy na posiedzeniu niejawnym, cofnięcie wniosku może zaś nastąpić najpóźniej w 7 dni od doręczenia zawiadomienia o takim posiedzeniu.

Decyzja RPO jest uzasadniona zagrożeniem, jakie możliwość rozstrzygnięcia przez wadliwy skład Trybunału Konstytucyjnego stwarza dla ochrony praw i wolności człowieka i obywatela. Rzeczywistym skutkiem  rozstrzygnięcia w składzie wadliwym może być bowiem wyłącznie pogłębienie stanu niepewności prawnej w Rzeczypospolitej Polskiej, a co za tym idzie - spotęgowanie stanu naruszającego prawa obywatelskie. Ponadto wydane orzeczenia mogą być kwestionowane przez pełnomocników stron, nie tylko w postępowaniach przed sądami innych państw członkowskich UE, ale także w skargach do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

W tym kontekście wycofanie wniosku przyczynia się nie tylko do zapobiegnięcia stanowi niepewności prawnej, ale jednocześnie chroni dobro wspólne wszystkich obywateli, jakim jest Rzeczpospolita Polska przed stwierdzeniem naruszenia przez Polskę prawa międzynarodowego przez międzynarodowy organ sądowy.

Rzecznik przypomniał, że nieprawidłowa obsada TK stanowi przedmiot opinii i stanowisk instytucji Unii Europejskiej i organów międzynarodowych. Niewykonanie przez Polskę zaleceń Komisji Europejskiej, m.in. co do dopuszczenia do orzekania trzech sędziów prawidłowo wybranych, skutkuje oceną Komisji i uruchomieniem procedury uregulowanej w art. 7 ust. 1 Traktatu o Unii Europejskiej. Ocena Komisji może także stanowić argument dla pełnomocników stron i sądów w sprawach toczących się przed sądami innych państw członkowskich UE, by kwestionować prawidłowość orzekania przez Trybunał Konstytucyjny.

Jednocześnie Adam Bodnar ma nadzieję, że ustawodawca podejmie w najbliższej przyszłości działania, które doprowadzą do zapewnienia zgodności przepisów ustawy o działaniach antyterrorystycznych z Konstytucją RP i prawem międzynarodowym.  Rzecznik liczy też, że jego współdziałanie z innymi organami, w tym posiadającymi inicjatywę ustawodawczą, doprowadzi do stanu, w którym prawa obywatelskie, w zakreślonym ta sprawą obszarze, będą w pełni przestrzegane.

Wycofanie wniosku nie oznacza zaniechania przez Rzecznika korzystania z innych - bardziej efektywnych z punktu widzenia ochrony praw obywatelskich - środków działania, przewidzianych ustawą o RPO oraz Konstytucją RP.

VII.520.6.2016

RPO wycofał z Trybunału Konstytucyjnego wniosek ws. „owoców zatrutego drzewa”

Data: 2018-04-10
  • Rzecznik Praw Obywatelskich wycofał z Trybunału  Konstytucyjnego wniosek w sprawie tzw. owoców zatrutego drzewa - dopuszczania przed sądem dowodów zdobytych nielegalnie przez służby specjalne
  • W składzie orzekającym zasiada osoba, która nie jest sędzią Trybunału Konstytucyjnego

O wycofaniu swego wniosku do TK z 6 maja 2016 r. Adam Bodnar poinformował Trybunał pismem z 9 kwietnia.

To drugi wycofany przez Rzecznika wniosek  dotyczący podstaw  prawnych działalności służb specjalnych. W marcu Adam Bodnar wycofał z Trybunału wniosek, w którym kwestionował znowelizowane w 2016 r. przez PiS zasady prowadzenia inwigilacji przez służby specjalne. Powodem były także zmiany  składu TK oraz  zasiadanie w nim osób  nieuprawnionych do orzekania.

Czego dotyczył wniosek

Wniosek z 6 maja 2016 r. dotyczył  przepisu  pozwalającego na dopuszczenie do postępowania dowodów zdobytych w sposób nielegalny (np. nielegalnych prowokacji albo podsłuchów). Taki materiał dowodowy nie powinien być uwzględniany przez sąd - oceniał Adam Bodnar.

Teraz przepis (art. 168a Kodeksu postępowania karnego) brzmi: „Dowodu nie można uznać za niedopuszczalny wyłącznie na tej podstawie, że został uzyskany z naruszeniem przepisów postępowania lub za pomocą czynu zabronionego, o którym mowa w art. 1 § 1 Kodeksu karnego, chyba że dowód został uzyskany w związku z pełnieniem przez funkcjonariusza publicznego obowiązków służbowych, w wyniku: zabójstwa, umyślnego spowodowania uszczerbku na zdrowiu lub pozbawienia wolności”.

W ocenie Rzecznika regulacja ta jest niezgodna z przepisami Konstytucji RP, w tym przede wszystkim z prawem do sądu, prawem do prywatności, prawem do ochrony tajemnicy komunikowania się, zakazem tortur, a także z art. 3 i 6 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. 

Doktryna owocu zatrutego drzewa

Służby próbują zdobywać dowody przestępstw także organizując prowokacje czy zakładając podsłuchy, choć nie ma do tego podstaw. Kiedy takie sprawy trafiały do sądów, te zgłaszały wątpliwości. Rozstrzygał je Sąd Najwyższy, a powoli formułując doktrynę „owoców zatrutego drzewa” występującą w systemach prawnych wielu państw zachodnich. Chodzi w niej o to, że tak jak zatrute drzewo nie może wydać dobrych owoców, tak skażone nieprawnym działaniem śledztwo nie może doprowadzić do skazania człowieka.

Ostatecznie w 2013 r. do Kodeksu postępowania karnego wprowadzony został konkretny przepis zakazujący używania „owoców zatrutego drzewa”.

W kwietniu 2016 r. przepis ten został uchylony. Ale nie oznaczało to powrotu do sytuacji sprzed 2013 r., bo jednocześnie Sejm dodał przepis, który wprost nakazuje sądowi uwzględnianie dowodów zdobytych nielegalnie (z nielicznymi wyjątkami).

Argumenty RPO

Przepisy te zaraz po uchwaleniu zaskarżył Rzecznik Praw Obywatelskich.

Argumentował, że procedura karna ma być skonstruowana w taki sposób, aby gwarantowała sprawiedliwe rozpoznanie sprawy. Wskazał, że wprowadzone zmiany stoją w sprzeczności z Konstytucją i Konwencją o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

Naruszeniem zasady rzetelnego procesu, umocowanej w art. 45 Konstytucji RP i art. 6 Konwencji jest chociażby oparcie materiału dowodowego na bezpodstawnej prowokacji prowadzonej w ramach czynności operacyjnych służb specjalnych. Taki materiał dowodowy nie powinien zostać uwzględniony przez sąd.

Niewątpliwie bezprawne pozyskiwanie dowodów przez organy władzy publicznej może naruszać art. 47 Konstytucji. W orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wskazuje się, że nie tylko zastosowanie, ale już samo obowiązywanie przepisów zezwalających na arbitralną ingerencję organów władzy publicznej, poprzez inwigilację, w sferę prywatności jednostek stanowi naruszenie Konwencji o ochronie praw człowieka.

Jeżeli zatem sama kontrola operacyjna zarządzona w sposób arbitralny narusza standardy, to tym bardziej łamie je przepis, który pozwala na wykorzystywanie w postępowaniu karnym materiałów zdobytych nielegalnie.

Zgodnie z art. 51 ust. 2 i 4 Konstytucji  władze publiczne nie mogą pozyskiwać, gromadzić i udostępniać innych informacji o obywatelach niż to niezbędne w demokratycznym państwie prawnym.

Powody wycofania wniosku

16 maja 2016 r. ówczesny prezes TK poinformował  RPO, że sprawa zostanie rozpoznana przez pełny skład Trybunału. Sędzia Julia Przyłębska zmieniła to zarządzenie po przejęciu funkcji prezesa TK z końcem 2016 r. i w miejsce pełnego składu wyznaczyła skład pięcioosobowy. Znaleźli się w nim  m.in. Mariusz Muszyński i Lech Morawski, a więc osoby wybrane na zajęte już miejsca w Trybunale

Rzecznik uznał, że nie było podstawy prawnej do zmiany składu na pięcioosobowy.

Potem skład orzekający ulegał dalszym zmianom. Oczywista była zmiana w miejsce Lecha Morawskiego, który zmarł w lipcu 2017 r. Z przyczyn nieujawnionych Rzecznikowi od orzekania w sprawie odsunięte zostały jednak sędzia Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz i sędzia Małgorzata Pyziak-Szafnicka. W składzie pozostał Mariusz Muszyński.

W efekcie taki skład  Trybunału jest sprzeczny z Konstytucją RP - uznał Adam Bodnar..

Mariusz Muszyński nie został ważnie wybrany na stanowisko sędziego Trybunału, a zatem jest nieuprawniony do zasiadania w składzie orzekającym.

„Okoliczność ta zmusza Rzecznika Praw Obywatelskich do cofnięcia wniosku z dnia 16 maja 2016 r. (sygn. akt K 27/16). Decyzja ta uzasadniona jest dokonanymi zmianami w składzie orzekającym Trybunału Konstytucyjnego, które nie mają podstawy prawnej w obowiązujących przepisach, a także wprowadzeniem do składu orzekającego osoby, której wybór miał miejsce z naruszeniem Konstytucji RP” - głosi pismo Adama  Bodnara.

Dodał, że z orzecznictwa Sądu Najwyższego wynika, że  w takich przypadkach możemy mieć do czynienia z orzeczeniami nieistniejącymi.  Taka sytuacja może skutkować chaosem prawnym, a wydane orzeczenia mogą być kwestionowane przez pełnomocników stron - także w procesach przed sądami europejskimi, skoro ukształtowanie składu orzekającego nie realizuje zaleceń Komisji Europejskiej. Ostatnie zalecenie z 20 grudnia 2017 r. w sprawie praworządności w Polsce - uzupełniające zalecenia Komisji (UE) 2016/1374, (UE) 2017/146 i (UE) 2017/1520) - głosi, że „trzech sędziów wybranych przez Sejm nowej kadencji bez ważnej podstawy prawnej nie może orzekać, dopóki nie zostaną wybrani zgodnie z prawem”.

II.510.360.2016

RPO wycofuje wniosek do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie inwigilacji

Data: 2018-03-14
  • Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar wycofał z Trybunału Konstytucyjnego wniosek, w którym kwestionował znowelizowane w 2016 r. przez PiS zasady prowadzenia inwigilacji przez służby specjalne.
  • Według RPO przepisy te naruszają kluczowe prawa i wolności obywatelskie, gwarantowane przez Konstytucję RP i prawo europejskie.
  • Adam Bodnar nie widzi jednak szansy na niezależne i merytoryczne rozpoznanie tej sprawy przez Trybunał.
  • Szczególne obawy RPO budzi w tych przepisach możliwość nieograniczonego zbierania przez służby, bez żadnej realnej kontroli, danych o aktywności obywateli w internecie oraz bilingów telefonicznych. Zdaniem RPO powinny być one pobierane tylko przy najpoważniejszych przestępstwach i jedynie wtedy, gdy inne metody są nieskuteczne.

Sprawa dotyczy m.in. tego, jakie dane mogą o nas zbierać służby specjalne i co z tymi danymi mogą zrobić. Dziś RPO nie widzi szansy na niezależne i merytoryczne rozpoznanie swojego wniosku. Mają go bowiem oceniać w Trybunale osoby, których nie tylko status sędziowski ale bezstronność w sprawie uprawnień służb może być kwestionowana. RPO obawia się, że w takiej sytuacji wyrok Trybunału mógłby zamrozić stan prawny, który jest niezgodny ze standardami konstytucyjnymi i europejskimi. Adam Bodnar nie chce przyłożyć do tego ręki.

Wycofanie wniosku z Trybunału nie oznacza, że RPO zaprzestanie działań, aby zasady inwigilacji odpowiadały standardom konstytucji oraz prawa europejskiego. W tym kontekście RPO wyraża nadzieję na bezpośrednie stosowanie konstytucji i europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności przez polskie sądy. 

„Przepisy Konstytucji stosuje się bezpośrednio, chyba że Konstytucja stanowi inaczej" - stanowi polska ustawa zasadnicza. Np. w kwietniu 2017 r. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu uznał za niedopuszczalną prawnie prowokację CBA z 2007 r. wobec rzekomo skorumpowanych architektów. Wskazał na niezgodność odpowiednich przepisów z Konstytucją i obowiązującymi  konwencjami. W marcu 2017 r. Sąd Najwyższy zastosował zaś Konstytucję bezpośrednio w sprawie umieszczenia w ośrodku  w Gostyninie mężczyzny, który odbył wyrok za próbę gwałtu.

RPO nie przestanie także domagać się utworzenia niezależnego organu kontrolującego służby specjalne. Rzecznik będzie się też nadal domagał wykonania wniosków wynikających z opinii Komisji Weneckiej. Ponadto będą prowadzone działania edukacyjne pokazujące zagrożenia wynikające z tej ustawy dla obywateli i zasad państwa prawa.

Ustawa „inwigilacyjna” i kto ją ma oceniać

Ustawa „inwigilacyjna” została przyjęta w styczniu 2016 r. Była procedowana jako projekt poselski, a zatem nie była poddawana konsultacjom i uzgodnieniom - tak jak w przypadku projektów rządowych. Formalnie jej celem było wykonanie wyroku TK z 30 lipca 2014 r., który zakwestionował część zapisów ustaw regulujących działalność służb. Zaskarżył je wówczas m.in. RPO, który od lat wskazywał, że przepisy mogą naruszać prawa obywateli. Ustawa z 2016 r. znacząco jednak poszerzyła kompetencje służb specjalnych wobec obywateli.

Dlatego w lutym 2016 r. RPO Adam Bodnar zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego najważniejsze artykuły nowelizacji. Ocenił, że nie tylko nie realizują one wyroku TK z 2014 r., ale „w poważnym zakresie naruszają konstytucyjne prawa i wolności człowieka oraz standardy wyznaczone w prawie międzynarodowym”.

Pierwotnie Trybunał miał się zająć sprawą w pełnym składzie (to co najmniej 11 z 15 sędziów TK). W styczniu 2017 r. sędzia Julia Przyłębska zdecydowała, że sprawę zbada skład tylko pięcioosobowy.

Sprawozdawcą ma być Mariusz Muszyński - wybrany pod koniec 2015 r. przez Sejm na stanowisko już obsadzone przez sędziego wybranego w październiku 2015 r., który nie został zaprzysiężony przez prezydenta Andrzeja Dudę. Do składu trafili też Justyn Piskorski i Jarosław Wyrembak, czyli także osoby zajmujące wcześniej obsadzone miejsca w Trybunale (jak stwierdził to Trybunał w wyroku z 9 marca 2016 r.). Weszli oni bowiem do Trybunału  w miejsce osób, które zajęły w 2015 r. obsadzone miejsca, a zmarły w ostatnim czasie - Lecha Morawskiego i Henryka Ciocha.

Rzecznik wnosił o wyłączenie ze składu Mariusza Muszyńskiego i Justyna Piskorskiego. Wniosek złożył, zanim Trybunał poinformował go o kolejnej zmianie w składzie orzekającym. Sędzia Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz została decyzją prezes TK zastąpiona przez Jarosława Wyrembaka. Przewodniczącym składu został sędzia  Michał Warciński. W składzie był też sędzia Leon Kieres.

W połowie lutego TK odwołał wyznaczony na 21 lutego termin w sprawie. 21 lutego TK nie wyłączył ze składu Mariusza Muszyńskiego i Justyna Piskorskiego. Jak podkreślał RPO, za wyłączeniem Muszyńskiego przemawiały nie tylko wątpliwości co do jego statusu, ale i wobec bezstronności przy ocenie aktów regulujących działalność służb specjalnych - w związku z zarzutami w mediach dotyczących jego powiązań ze służbami. TK uznał ten zarzut za „niepoparty jakimikolwiek dowodami, oparty na niepotwierdzonych doniesieniach prasowych".

Co mogą służby specjalne

RPO co do zasady nie kwestionuje możliwości stosowania różnych form inwigilacji przez służby specjalne. Podkreśla jednak, że wymogi bezpieczeństwa nie oznaczają, iż zasady inwigilacji mają nie podlegać ograniczeniom wynikającym z konstytucyjnych praw i wolności. Powinny być wynikiem kompromisu między bezpieczeństwem obywateli a ich prawem do prywatności. W ocenie RPO nowela przyznaje zaś priorytet pierwszej wartości.

Najważniejsze zarzuty wniosku RPO dotyczyły naruszenia prawa do prywatności i ochrony danych osobowych obywateli.

RPO zakwestionował przepisy o uprawnieniach służb do kontroli operacyjnej. Tak określa się stosowanie przez nie podsłuchów, podglądu, kontroli korespondencji (także elektronicznej) i przesyłek oraz uzyskiwanie treści smsów. Służby mogą prowadzić takie działania tylko za zgodą sądu.

Wniosek dotyczy też zasad pobierania przez służby danych telekomunikacyjnych, internetowych i pocztowych obywateli - na co zgoda sądu nie jest już potrzebna. Dane telekomunikacyjne to: numer telefonu komórkowego, jego lokalizacja, spisy połączeń i numer IP komputera. Dane internetowe m.in. identyfikują internautę i ukazują zakres każdorazowego korzystania przezeń z sieci (adresy odwiedzanych stron, wpisy w wyszukiwarce itp.).

W wyniku zmiany przepisów służby dostały dostęp do danych internetowych za pomocą stałego łącza. Pobieranie danych nie musi się wiązać z żadnym toczącym się postępowaniem. Służby nie muszą już - tak jak przedtem - składać pisemnych wniosków do dostawców usług internetowych i wykazywać, na potrzeby jakiego postępowania dane są im potrzebne.

Oznacza to, że dane te mogą być zbierane nie tylko wówczas, gdy jest to rzeczywiście konieczne do wykrywania lub zapobiegania najpoważniejszym przestępstwom, którym inaczej nie da się przeciwdziałać (jak wskazują standardy wynikające z Konstytucji i prawa europejskiego), ale także wtedy, gdy jest to dla służb wygodne.

Zdaniem RPO taki dowolny dostęp służb do tych danych oznacza ryzyko poważnych nadużyć. Służby mogą na tej podstawie np. precyzyjnie odtwarzać różne aspekty życia prywatnego obywatela, zbierać dane o trybie życia, poglądach, upodobaniach czy skłonnościach.

W noweli nie ma  zapisu pozwalającego obywatelowi dowiedzieć się, że państwo ingerowało w jego prawa i wolności, podsłuchując go lub pobierając jego bilingi. Gdyby był o tym poinformowany, choćby post factum, mógłby zaskarżyć to do sądu, który oceniłby zasadność takiej inwigilacji. Teraz nie jest to możliwe. Obywatel nie dostanie takiej informacji nawet wtedy, gdy podczas inwigilacji nie wykryto niczego, co uzasadniałoby jej prowadzenie.

RPO kwestionuje brak realnej kontroli pobierania danych obywateli. Sąd okręgowy ma wprawdzie prawo do kontroli, ale jedynie na podstawie zbiorczych półrocznych sprawozdań służb. Sąd nie musi, ale tylko może weryfikować, czy dane pobrano zasadnie. Tymczasem Konstytucja zakazuje pozyskiwania, gromadzenia i udostępniania innych informacji o obywatelu niż niezbędne. Po kontroli sąd może jedynie poinformować poszczególną służbę o jej wynikach, ale nie może zarządzić np. zniszczenia zgromadzonych danych.

W praktyce ta kontrola sądów ma charakter iluzoryczny - dowodzi Adam Bodnar. Tajne sprawozdania służb nie są informacją publiczną, choć zawierają informacje dotyczące liczby pozyskanych danych telekomunikacyjnych, pocztowych lub internetowych i kwalifikacji prawnej czynów, w związku z którymi o nie wystąpiono.

Kolejnym zarzutem wobec noweli jest nieproporcjonalni długi czasu trwania kontroli operacyjnej - do 18 miesięcy. RPO kwestionuje, że przez półtora roku służby mogą podsłuchiwać obywatela lub czytać jego korespondencję - niezależnie od tego, czy po tym będzie na tej podstawie wszczęte postępowanie karne.

Ponadto nowela ograniczyła chronioną prawem tajemnicę zawodów zaufania publicznego, np. adwokatów czy radców prawnych. Zdobyte podczas inwigilacji tajemnice mogą być wykorzystane w postępowaniu karnym, gdy „jest to niezbędne ze względu na dobro wymiaru sprawiedliwości, a okoliczność ta nie może być ustalona na podstawie innego dowodu”. Taki nieostry zapis może prowadzić do rażącego naruszenia fundamentalnego prawa jednostki - prawa do obrony. A przecież adwokat ma obowiązek zachować w tajemnicy wszystko, czego się dowiedział udzielając pomocy prawnej

Komisja Wenecka też krytykowała nowelę

W czerwcu 2016 r. Komisja Wenecka uznała, że nowela nadaje służbom zbyt szerokie kompetencje, które mogą uderzać bezpośrednio w prawo do prywatności obywateli. Oceniła m.in., że

  • dostęp służb do najbardziej wrażliwych danych telekomunikacyjnych i internetowych powinien wymagać uprzedniej zgody sądu;
  • nadzór nad zbieraniem mniej wrażliwych danych powinien sprawować niezależny organ, a jednostka powinna być informowana o ich pobraniu;
  • system składania sądom ogólnych sprawozdań przez służby będzie nieskuteczny.

Rząd zignorował rekomendacje Komisji. Zalecała ona m.in. by pozyskiwanie najważniejszych danych telekomunikacyjnych i internetowych ograniczyć do najgroźniejszych sytuacji; by skrócić czas przechowywania danych oraz zadbać o nienaruszanie tajemnicy adwokackiej.

II.519.109.2015

Obywatel powinien sam decydować na jakie strony wchodzi. Rzecznik pisze do Minister Finansów w sprawie blokowania stron internetowych

Data: 2018-02-19
  • Możliwość blokowania stron internetowych, przewidziana w nowelizacji ustawy o grach hazardowych jest rozwiązaniem zbyt daleko idącym – alarmuje po raz kolejny RPO.
  • Rzecznik przedstawił swoje wątpliwości Minister Finansów.

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił uwagę, że środek, przewidziany w ustawie o zmianie ustawy o grach hazardowych oraz niektórych innych ustaw, polegający na blokowaniu stron internetowych jest rozwiązaniem najdalej idącym i rygorystycznym, stwarzającym ryzyko dla wolności słowa i dostępu do informacji, zaś jego zastosowanie powinno mieć szczególne uzasadnienie poparte rzetelną analizą skutków takiej regulacji, a także powinno być poprzedzone wnikliwym rozpatrzeniem innych możliwych instrumentów o mniej dolegliwym charakterze.

Obszerne wyjaśnienia, przedstawione dotychczas w stanowisku Ministra Rozwoju i Finansów, potwierdzające, że gry hazardowe stwarzają zagrożenie dla pewnych istotnych wartości, takich jak sytuacja ekonomiczna, polityczna, społeczna i rodzinna oraz że mogą one zwiększać ryzyko uzależnienia od narkotyków i alkoholu nie uzasadniają, w ocenie Rzecznika, ograniczania swobód obywatelskich w imię eliminacji tego typu zjawisk.

Zgodnie z treścią uzasadnienia wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Kalda przeciwko Estonii (skarga nr 17429/10), ograniczenie dostępu do witryny w sieci Internet może nastąpić wyłącznie w sytuacji realnego zagrożenia. A contrario, zagrożenie potencjalne lub hipotetyczne nie jest wystarczającym powodem do blokowania dostępu do witryny.

Alternatywnym środkiem, którego prawodawca zdaje się nie dostrzegać, jest ograniczenie się do nałożenia na przedsiębiorcę świadczącego usługi telekomunikacyjne obowiązku informowania użytkownika – poprzez wyświetlenie stosownego komunikatu – że znalazł się on na stronie o podwyższonym ryzyku przestępstw i oszustw, oferującej nielegalne usługi, i powinien rozważyć opuszczenie tej strony. Kontynuacja przebywania na takiej witrynie internetowej o podwyższonym ryzyku powinna być uzależniona od decyzji samego konsumenta, należycie poinformowanego o negatywnych konsekwencjach takiej decyzji. Odbieranie mu jednak takiej swobody decydowania o sobie, w opinii Rzecznika, zdaje się być zbyt daleko idącym rozwiązaniem, ingerującym w wolność jednostki i odmawiającym jej prawa o podjęcia świadomego wyboru. Takie rozwiązanie cechuje się brakiem zaufania do obywatela i umiejętności podjęcia przez niego świadomej decyzji w okolicznościach, gdy został on należycie poinformowany o istniejących zagrożeniach.

Prawodawca zdecydował ponadto o zastosowaniu arbitralnego środka w postaci decyzji Ministra Finansów o wpisie do Rejestru, zamiast środka w postaci postanowienia sądu. Następcza kontrola sądowo-administracyjna wydaje się być rozwiązaniem nieadekwatnym do omawianego problemu. Zdaniem Rzecznika ograniczenie wolności słowa i dostępu do informacji powinno być uwarunkowane orzeczeniem sądu już na wstępie, a nie dopiero po zaistniałym fakcie ograniczenia.

Rzecznik zwrócił się do Minister z prośbą o ustosunkowanie się do powyższych wątpliwości.

Polskie prawo w zakresie retencji danych telekomunikacyjnych powinno być dostosowane do wymogów prawa UE. RPO pisze w tej sprawie do Ministra Spraw Zagranicznych

Data: 2017-09-14

W związku z wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z dnia 21 grudnia 2016 r. w sprawie Tele2 Sverige AB, dotyczącej problemu przepisów krajowych implementujących unijną dyrektywę retencyjną (2006/24/WE), której nieważność stwierdził Trybunał Sprawiedliwości UE w 2014 r. w wyroku w sprawie DRI, powstała konieczność dostosowania prawa polskiego do wymogów prawa Unii Europejskiej w zakresie tzw. retencji danych telekomunikacyjnych i dostępu właściwych organów do tych danych dla potrzeb zwalczania przestępczości.

W ocenie resortu cyfryzacji nie ma potrzeby wprowadzania zmian w przepisach pozostających we właściwości Ministra Cyfryzacji, natomiast otwartą kwestią pozostaje konieczność dokonania zmian w przepisach odrębnych zawierających upoważnienie do dostępu do danych telekomunikacyjnych. Z kolei Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wyraziło opinię, że nieodzownym do ostatecznej oceny przedmiotowej sprawy wydaje się stanowisko Trybunału Konstytucyjnego.

Tymczasem w przekonaniu Rzecznika Praw Obywatelskich oczekiwanie na wyrok TK nie może przesłonić obowiązków wynikających z faktu członkostwa Polski w Unii Europejskiej, w szczególności płynących z zasady lojalnej współpracy i obowiązku zapewnienia zgodności prawa polskiego z prawem UE.

Obowiązujące przepisy Prawa telekomunikacyjnego oraz ustaw regulujących dostęp służb do danych budzą także zastrzeżenia z punktu widzenia zgodności ze standardem wynikających z Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

Stanowiska zarówno Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, jak również Ministra Cyfryzacji nie wyjaśniają podnoszonych wcześniej przez Rzecznika wątpliwości.

W związku z powyższym Rzecznik zwrócił się do Ministra z prośbą o przedstawienie stosownych wyjaśnień w sprawie.

Monitorowanie korespondencji elektronicznej pracownika stanowiło naruszenie jego prawa do poszanowania życia prywatnego i korespondencji

Data: 2017-09-07

5 września 2017 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka - Wielka Izba - wydał wyrok w sprawie Bărbulescu przeciwko Rumunii (61496/08)

Fakty

Sprawa dotyczy zwolnienia skarżącego z pracy w prywatnym przedsiębiorstwie po skontrolowaniu prywatnej korespondencji mailowej oraz poznaniu jej treści przez pracodawcę. Chodziło o używanie w pracy internetu do celów niezwiązanych z pracą w czasie godzin pracy. Skarżący zarzucał, że decyzja pracodawcy o zakończeniu z nim współpracy wynikała z wcześniejszego naruszenia jego prawa do poszanowania życia prywatnego.

Wyrok Izby Trybunału z 12 stycznia 2016 r.

Rok temu Trybunał w składzie 7-osobowym, stwierdzając brak naruszenia Artykułu 8, nie uznał za nieusprawiedliwione działania pracodawcy polegającego na sprawdzeniu, czy pracownicy wypełniali swoje obowiązki w czasie godzin pracy oraz wejściu na konto pracownika w przekonaniu, że zawiera jedynie korespondencję zawodową z klientami.

Wskazał dodatkowo, że skarżący mógł podnieść zarzuty odnośnie naruszenia jego prawa do życia prywatnego oraz korespondencji przed sądami krajowymi i nie wspomniano w żadnej z decyzji o treści wiadomości. Ponadto w ocenie Trybunału, sądy krajowe użyły transkrypcji z korespondencji skarżącego jedynie w zakresie zmierzającym do udowodnienia, że używał firmowego komputera do prywatnych celów w czasie godzin pracy oraz że tożsamość osób, z którymi się komunikował nie został ujawniona.

W związku z tym rok temu Trybunał uznał, iż sądy krajowe odpowiednio wyważyły z jednej strony prawo skarżącego do poszanowania jego życia prywatnego, a z drugiej interesy pracodawcy. W związku z tym nie doszło do naruszenia Artykułu 8 Konwencji. 

Wyrok Wielkiej Izby Trybunału

Wielka Izba Trybunału zajęła odmienne stanowisko. Trybunał uznał, że władze krajowe nie zagwarantowały skarżącemu odpowiedniej ochrony prawa do poszanowania życia prywatnego i korespondencji. W konsekwencji nie wyważyły w sposób odpowiedni konkurujących interesów.

W szczególności, sądy krajowe nie ustaliły, czy pan Bărbulescu został uprzednio zawiadomiony przez pracodawcę o możliwości monitorowania jego korespondencji.  Sądy nie wzięły również pod uwagę okoliczności, że skarżący nie został poinformowany ani o charakterze, ani o zakresie monitoringu, czy też o stopniu ingerencji w jego życie prywatne i korespondencję. Dodatkowo, sądy krajowe nie ustaliły, po pierwsze, szczególnych przyczyn uzasadniających zastosowanie monitoringu; po drugie, czy pracodawca mógł użyć środków mniej inwazyjnych w prywatne życie i korespondencję skarżącego; po trzecie, czy dostęp do jego korespondencji mógł zostać zrealizowany bez jego wiedzy.

Dlatego 11 głosami do 6 Trybunał stwierdził naruszenie Artykułu 8 (prawo do poszanowania życia prywatnego, rodzinnego, mieszkania i korespondencji) Konwencji.

Odpowiedź Ministra Rozwoju i Finansów na wątpliwości Rzecznika dotyczące blokowania treści w internecie

Data: 2017-08-30

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęło stanowisko Ministra Rozwoju i Finansów sporządzone w odpowiedzi na wystąpienie Rzecznika z dnia 5 lipca 2017 r. RPO w swoim wystąpieniu podkreślał konstytucyjne i międzynarodowoprawne wątpliwości na temat uchwalonej ustawy o zmianie ustawy o grach hazardowych, w tym te dotyczące niewystarczającego uzasadnienia dla jej przyjęcia, niezbędności i efektywności wprowadzonych rozwiązań.

Minister Rozwoju i Finansów odniósł się do większości zastrzeżeń Rzecznika. Wskazał na wnioski pokontrolne Najwyższej Izby Kontroli dotyczące unikania odpowiedzialności podmiotów niezarejestrowanych na terenie Polski świadczących nielegalne usługi hazardowe. Według Ministra wprowadzone uregulowania są odpowiedzią na wnioski NIK oraz opierają się na szerokiej analizie rynku nielegalnego hazardu wykonanej przez Służbę Celną.

Minister wskazuje, że wprowadzone rozwiązanie blokowania dostępu do nielegalnych stron hazardowych jest oparte na dobrych przykładach regulacji z innych państw m.in. Francji, Danii, Słowacji czy Włoch. W opinii Ministra prawa i wolności obywatela gwarantowane przez Konstytucję i Konwencję o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności są chronione w sposób wystarczający, w szczególności za pośrednictwem wprowadzenia sądowej kontroli mechanizmu blokowania stron. Ustawa została notyfikowana Komisji Europejskiej, która nie zgłosiła uwag i zarzutów naruszenia prawa europejskiego.

Stanowisko Ministra Rozwoju i Finansów nie daje jednak pełnej odpowiedzi na zastrzeżenia Rzecznika co do proporcjonalności i adekwatności wprowadzonych rozwiązań. Wątpliwości budzi również brak konsultacji społecznych w procesie stanowienia prawa oraz możliwe trudności kadrowe ministerstwa w związku z nowymi ustawowymi obowiązkami. Rzecznik Praw Obywatelskich jest w trakcie analizowania stanowiska i sporządzania kolejnego wystąpienia do Ministra w omawianej sprawie.

RPO przestrzega: Przepisy ustawy o grach hazardowych mogą zostać wykorzystane do blokowania różnych treści w internecie

Data: 2017-07-05

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpływają skargi dotyczące ustawy o zmianie ustawy o grach hazardowych oraz niektórych innych ustaw, która w części dotyczącej blokowania stron internetowych weszła w życie dnia 1 lipca 2017 r. Skarżący wskazują na wątpliwości dotyczące zgodności z Konstytucją uchwalonych przepisów i obawiają się, że mechanizm blokowania stron internetowych będzie wykorzystywany w przyszłości również do innych celów.

Blokowanie dostępu do stron internetowych to środek, który ma uniemożliwić dostęp do określonej treści końcowemu użytkownikowi internetu. Ustawodawca w przypadku omawianej ustawy wybrał mechanizm blokowania, który ma być wykonywany przez przedsiębiorcę telekomunikacyjnego świadczącego usługi dostępu do sieci Internet. Tak ukształtowany mechanizm blokowania stron w internecie jest bez wątpienia rozwiązaniem, które stwarza poważne ryzyko dla wolności słowa i dostępu do informacji. Konstytucyjnie gwarantowana wolność słowa oznacza nie tylko możliwość swobodnego otrzymywania i przekazywania informacji, ale również jej aktywne poszukiwanie i zdobywanie. W art. 54 ust. 2 Konstytucji wprowadza się zaś zakaz cenzury prewencyjnej. Każde ograniczenie wolności słowa musi być zatem uzasadnione w sposób szczególny.

Rzecznik zauważył, że uchwalona ustawa o zmianie ustawy o grach hazardowych może budzić konstytucyjne i międzynarodowoprawne wątpliwości i zastrzeżenia, dotyczące przyjętych rozwiązań, w szczególności w kontekście uzasadnienia dla jej przyjęcia, niezbędności i proporcjonalności. W uzasadnieniu do ustawy nie odniesiono się do już istniejących mechanizmów walki z nielegalnymi treściami w internecie, nie wykazano zatem, że zakładany cel, jakim jest walka z hazardem, realizowany jest spójnie i systematycznie.

Problematyczna jest również kwestia tego, czy w istocie rejestr będzie narzędziem efektywnym zwłaszcza w związku z obiektywnymi trudnościami związanymi z blokowaniem nielegalnych treści znajdujących się na zagranicznych serwerach. Nie ma zatem pewności, że rozwiązanie osiągnie w istocie zamierzony przez ustawodawcę cel, polegający na ograniczeniu dostępu do treści szkodliwych.

Ponadto, ustawodawca poprzestał na wybraniu środka, jakim jest decyzja organu administracyjnego o wpisie do rejestru. Nie podążył zatem drogą ustawy o działaniach antyterrorystycznych, która do zablokowania dostępu do treści znajdujących się na stronie wymaga postanowienia sądu. Proponowany mechanizm prewencyjnego blokowania dostępu do stron oferujących nielegalny hazard na mocy decyzji podejmowanej przez urzędnika państwowego może budzić sprzeciw. Istnieje bowiem zbyt duże ryzyko, że będzie to instrument nadużywany i będący poza kontrolą.

Rzecznik zwrócił się do Ministra z prośbą o ustosunkowanie się do powyższych wątpliwości dotyczących nowelizacji ustawy o grach hazardowych. Poprosił również o informację na temat pierwszych wniosków dotyczących jej stosowania oraz informację na temat ilości zablokowanych stron internetowych w trybie z niej wynikającym.

 

Komentarz komisarza praw człowieka Rady Europy Nilsa Muižnieksa na temat zagrożeń dla nadawców publicznych w Europie

Data: 2017-05-11

Odpowiednio finansowane, silne media publiczne są dobrym wskaźnikiem właściwie funkcjonującej demokracji – to wniosek z badań opublikowanych w ubiegłym roku przez Europejską Unię Nadawców (ang.: European Broadcasting Union - EBU). Raport na temat tych badań stwierdza w szczególności, że kraje, które posiadają cieszących się popularnością, odpowiednio finansowanych nadawców publicznych rzadziej odnotowują zjawiska prawicowego ekstremizmu i korupcji, a jednocześnie charakteryzują się większą swobodą mediów.

Istniejąca sytuacja rodzi jednak obawy: analiza ostrzeżeń nadsyłanych do Platformy Rady Europy na rzecz ochrony dziennikarstwa oraz bezpieczeństwa dziennikarzy - od chwili jej uruchomienia w 2015 r. - wskazuje na rosnący poziom zagrożeń dla niezależności nadawców publicznych lub ich organów regulacyjnych. Coraz większa liczba ostrzeżeń dotyczy ingerencji politycznych w redagowanie materiałów nadawców publicznych, a także niewystarczających zabezpieczeń prawnych przed możliwością upolitycznienia mediów oraz braku odpowiedniego finansowania, gwarantującego niezależność nadawców publicznych.

Najważniejsza jest niezależność

Jednym z problemów napotkanych przeze mnie podczas wielu wizyt w różnych krajach jest fakt, że rządy usiłują wywierać wpływ na niezależność i pluralizm mediów publicznych. W zeszłym roku w Chorwacji wyraziłem zaniepokojenie nagłymi, licznymi zmianami, które nastąpiły tam na stanowiskach w mediach publicznych, a także zarzutami dotyczącymi stosowania cenzury. Obawy dotyczące wywieranych w tym kraju nacisków politycznych na organ regulujący działalność nadawców publicznych były również spowodowane wnioskiem rządu o cofnięcie uprawnień do działania tego organu oraz o zwolnienie jego członków.

W Polsce w 2016 r. przeprowadzono reformę mediów publicznych, w efekcie której publiczne radio i telewizja znalazły się pod bezpośrednią kontrolą rządu, a określona konstytucyjnie rola istniejącego regulatora tych mediów uległa ograniczeniu. Ostrzegłem polskie władze, iż brak jest zabezpieczeń gwarantujących niezależność mediów publicznych od wpływów politycznych, zwłaszcza jeżeli chodzi o mechanizm określania składu i wyznaczania członków nowo utworzonej, równoległej instytucji regulacyjnej - Rady Mediów Narodowych. Reforma ta wywarła niekorzystny wpływ na wolność mediów, a szczególnie na sytuację dziennikarzy. Lista sporządzona przez niezależne stowarzyszenie Towarzystwo Dziennikarskie wskazuje, że od początku ubiegłego roku 228 dziennikarzy w mediach publicznych zwolniono z pracy lub ze stanowisk kierowniczych, przeniesiono na inne stanowiska, a część z nich zwolniła się sama w ramach protestu.

Kilka ostrzeżeń zarejestrowanych przez Platformę Rady Europy wskazuje, że w innych miejscach również istnieje szereg problemów dotyczących ustawodawstwa oraz praktyki w zakresie mianowania i odwoływania członków organów regulacyjnych lub zarządzających w sektorze nadawców publicznych - od nominacji politycznych w najważniejszych publicznych stacjach telewizyjnych w Hiszpanii, aż po wywieranie presji przez partię polityczną w celu zmiany członka organu nadzorującego nadawców publicznych na Ukrainie.

Zapewnienie stabilnego i odpowiedniego finansowania

System finansowania nadawców publicznych jest również niezwykle istotny, ponieważ może być powodem ich zależności politycznej. W swoim raporcie z 2015 r. na temat sytuacji w Bułgarii, gdzie głównym źródłem finansowania są dotacje z budżetu państwa wyraziłem ubolewanie, że budżet bułgarskiej telewizji krajowej został znacząco obniżony (co było postrzegane jako reakcja na transmitowanie w telewizji publicznej protestów antyrządowych latem 2013 r.).

Problem dotyczący finansowania pojawił się również w Rumunii, gdzie w październiku 2016 r. parlament przyjął ustawę znoszącą ponad 100 opłat fiskalnych, w tym abonament radiowo-telewizyjny, który był głównym źródłem finansowania nadawców publicznych. Ten krok został poważnie skrytykowany przez organizacje dziennikarskie, ponieważ media publiczne stały się w znacznym stopniu zależne od budżetu państwa. System opłacania abonamentu był uważany za najlepszy sposób zagwarantowania niezależności redakcyjnej w mediach publicznych.

Najbardziej skrajną sytuację zaobserwowano w Grecji. W czerwcu 2013 r. rząd tego kraju podjął decyzję o zamknięciu publicznej stacji ERT. Celem było zmniejszenie kosztów. ERT nadal nadawała programy przez internet, ale w 2015 r. ponownie rozpoczęła nadawanie sygnału telewizyjnego. To czasowe wyeliminowanie nadawcy publicznego przez władze greckie spowodowało poważne naruszenie pluralizmu mediów w tym kraju. Obecnie w obliczu podobnego ryzyka stoją publiczne radio i telewizja w Bośni i Hercegowinie (BHRT) - mogą one zostać zamknięte z powodu braku uzgodnionego planu stabilnego finansowania mediów publicznych.

Nowe okoliczności, nowe wyzwania

Powyższe przykłady wskazują na szeroko rozpowszechnione zjawisko podejmowania przez rządy państw prób przekształcenia nadawców publicznych w nadawców rządowych. Jak podkreślono w Zaleceniu nr (2012)1 Komitetu Ministrów Rady Europy, w pewnych przypadkach wciąż niezbędna jest zmiana roli: z nadawców państwowych, mających silne powiązania z rządem, a mniejszą odpowiedzialność wobec szerokiego grona odbiorców oraz społeczeństwa obywatelskiego – w autentycznych nadawców publicznych, cieszących się redakcyjną i operacyjną niezależnością od państwa.

Nie jest to jednak jedyne wyzwanie; kolejnym jest dostosowanie się do zmian w środowisku technologii cyfrowych. Coraz częściej termin „nadawcy publiczni” - określani jako nadawcy finansowani przez państwo lub społeczeństwo, posiadający zarządy mianowane przez podmioty publiczne oraz nadający treści będące przedmiotem zainteresowania ogółu społeczeństwa – zastępowany jest terminem „media publiczne”, który obejmuje również nowe formy i platformy przekazu, takie jak internet, a nie tylko telewizja i radio.

Organizacje mediów publicznych stoją przed poważnymi wyzwaniami w procesie dotarcia do odbiorców w zmieniającym się środowisku działania mediów – środowisko to charakteryzuje się gwałtownym rozwojem nowych technologii cyfrowych, które coraz bardziej dominują w łańcuchu przekazu informacji. Niektóre organizacje mediów publicznych zmieniają więc swoje modele zarządzania, inwestują w nowe technologie i wdrażają strategie mediów społecznościowych. Inne starają się docierać do odbiorców przez internet pomimo faktu, że cieszą się już wielką popularnością w środowisku poza-internetowym.

Informacja kontra dezinformacja

W środowisku działania, które charakteryzuje się silnie spolaryzowanymi społeczeństwami, przy braku zaufania do instytucji i "elit",  w sytuacji, gdy w mediach społecznościowych upowszechniane są informacje stronnicze lub po prostu dezinformacja, tym ważniejsze jest istnienie silnych i naprawdę niezależnych nadawców publicznych.

Problemu dezinformacji nie da się rozwiązać poprzez ograniczanie treści lub przez ich arbitralne blokowanie, ale poprzez zapewnienie społeczeństwu dostępu do bezstronnych, rzetelnych informacji pochodzących od cieszących się zaufaniem nadawców publicznych. Najlepszą reakcją na celową dezinformację jest większa swoboda i pluralizm mediów. Można to osiągnąć w szczególności poprzez tworzenie wysokiej jakości nadawców publicznych, którzy działają w oparciu o wysokie standardy zawodowe oraz budują zaufanie odbiorców zapewniając rzetelny, odpowiedzialny i etyczny przekaz informacji.

W Deklaracji wspólnej w sprawie swobody wypowiedzi oraz "fałszywych informacji", dezinformacji i propagandy, przyjętej w marcu 2004 r., czterech specjalnych sprawozdawców ds. swobody wypowiedzi podkreśliło znaczenie posiadania "silnych, niezależnych, wyposażonych w odpowiednie środki mediów publicznych, działających w ramach jasno określonych uprawnień i mających obowiązek służyć interesowi ogółu społeczeństwa, a także wyznaczać i utrzymywać wysokie standardy pracy dziennikarskiej".

Plan dalszego działania nadawców publicznych

Jeśli chodzi o wszystkie wyżej wspomniane kwestie, ogólne wytyczne zawarte są w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Artykuł 10 Europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka, gwarantujący swobodę wypowiedzi, nie nakłada co prawda obowiązku posiadania nadawców publicznych, jednak Trybunał wskazał, iż takie podmioty mogą w największym stopniu przyczynić się do zachowania wysokiej jakości i równowagi nadawanych programów. Ponadto, jeżeli jakieś państwo zdecyduje się utworzyć system nadawców publicznych, to "krajowe prawo i praktyka muszą gwarantować, aby system ten zapewniał pluralizm działania (...) oraz przekaz bezstronnych, niezależnych i zrównoważonych wiadomości, informacji i komentarzy, a także stanowił forum dyskusji publicznej, w której można wyrazić jak największe spektrum poglądów i opinii" (Manole i inni przeciwko Mołdawii).

Państwa członkowskie powinny wykorzystywać istniejące instrumenty Rady Europy, a także wdrażać wszystkie zasady i normy zawarte w różnych jej zaleceniach w celu wzmocnienia organizacji nadawców publicznych. W szczególności państwa powinny zapewnić:

• istnienie środków prawnych, gwarantujących niezależność redakcyjną i autonomię instytucjonalną tych organizacji, a także pozwalających uniknąć ich upolitycznienia;

• stabilne finansowanie tych organizacji;

• mianowanie członkowie organów zarządzających i nadzorczych tych organizacji w drodze przejrzystego procesu, z uwzględnieniem ich kwalifikacji i umiejętności zawodowych oraz obowiązków związanych z pracą w służbie publicznej;

• wyposażenie tych organizacji w środki niezbędne do tworzenia programów wysokiej jakości, odzwierciedlających różnorodność kulturową i językową, ze zwróceniem uwagi na języki mniejszości.

Działalność nadawców publicznych to nie tylko informowanie, edukacja, kultura i rozrywka, ale także istotny czynnik pluralistycznej komunikacji, która jest jedną z podstawowych cech demokratycznego społeczeństwa.

Nils Muižnieks

 

Lista powiązanych materiałów:

Publikacje Rady Europy:

·         Human rights and a changing media landscape – Prawa człowieka a zmiany w sektorze mediów
(2011 r.)

·         Journalism at risk – Zagrożenia dla dziennikarstwa (2015 r.) 

Dostęp Policji do danych telekomunikacyjnych i internetowych. Jak Polska zareaguje na ważny wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE? – odpowiedź MSWiA

Data: 2017-05-05

Z ewentualną zmianą przepisów ustawy inwigilacyjnej MSWiA poczeka na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie K 9/16 – wynika z odpowiedzi udzielonej przez resort Rzecznikowi Praw Obywatelskich

Rzecznik pytał się o zmianę przepisów o retencji, bowiem 21 grudnia 2016 r. Trybunał Sprawiedliwości UE wydał wyrok w tzw. sprawie Tele 2, który - w ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich - powinien mieć znaczenie dla wykładni przepisów krajowych członkowskich państw takich jak Polska, które po wyroku TSUE z 2014 r. w tzw. sprawie DRI (C-293/12 i C-594/12) nie zmieniły swoich przepisów o retencji danych.  Już w 2014 r. TSUE stwierdził  nieważność tzw. dyrektywy retencyjnej, która regulowała te zagadnienia na poziomie całej Unii Europejskiej. Chodzi o przepisy, które nakładają na operatorów telekomunikacyjnych obowiązek przechowywania danych abonentów i udostępniania ich właściwym służbom na potrzeby prowadzonych postępowań (to m.in. o bilingi i dane lokalizacyjne, które w Polsce trzeba przechowywać przez rok od chwili połączenia). W 2016 r. w sprawie Tele 2 TSUE doprecyzował, że przedmiotem oceny pod kątem zgodności z prawem UE muszą być nie tylko przepisy nakładające na operatorów telekomunikacyjnych obowiązki związane z retencją danych, ale również te przepisy, które regulują dostęp właściwych służb do tych danych, takie jak np. ustawa inwigilacyjna.

W związku z wyrokiem w sprawach połączonych C-203/15 i C-698/15 w sprawie Tele2, RPO wystąpił 1 lutego 2017 r. z pytaniem  m.in. do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji o stanowisko w sprawie zgodności ustawy o zmianie ustawy o Policji oraz niektórych innych ustaw (tzw. ustawy inwigilacyjnej) z przepisami Karty Praw Podstawowych.

5 kwietnia RPO dostał odpowiedź, w której sekretarz stanu Jarosław Zieliński informuje, że trudno jest obecnie przesądzić o konieczności i konkretnym kierunku ewentualnych prac legislacyjnych. Zagadnienie pozyskiwania danych telekomunikacyjnych przez właściwe służby „nie wydaje się bowiem jednoznaczne nie tylko w ujęciu faktycznym (wpływ na bezpieczeństwo publiczne i możliwość realizacji podstawowych funkcji państwa w tym zakresie)”.

MSWiA wskazuje zatem na konieczność oczekiwania na stanowisko Trybunału Konstytucyjnego w sprawie K 9/16, zainicjowanej m.in. wnioskiem RPO (wniosek dotyczący tzw. ustawy inwigilacyjnej), również w związku z tym, że - zdaniem MSWiA - Trybunał Konstytucyjny dotychczas dopuszczał tzw. następczą kontrolę gromadzonych danych (sprawa K 23/11).

MSWiA poinformowało również o przedstawieniu do uzgodnień międzyresortowych projektu ustawy o zmianie ustawy o niektórych uprawnieniach pracowników urzędu obsługującego ministra właściwego do sprawę wewnętrznych oraz funkcjonariuszy i pracowników urzędów nadzorowanych przez tego ministra oraz niektórych innych ustaw.

Zdaniem MSWiA projekt ten zakłada urealnienie standardu cywilnego nadzoru nad umundurowanymi służbami porządku publicznego.

W załączeniu do odpowiedzi przekazano również kopię Wytycznych w sprawie realizacji przez Policję i Straż Graniczną obowiązków dotyczących przekazywania do sądu sprawozdania w zakresie uzyskiwania danych telekomunikacyjnych, pocztowych i internetowych oraz prowadzenia elektronicznego rejestru.