Zawartość
Liczba całkowita wyników: 169

Kasacje karne do SN

Jeśli w sprawie karnej zapadnie prawomocny wyrok, to Rzecznik może złożyć kasację, czyli wystąpić do Sądu Najwyższego o ponowne zbadanie sprawy. W sprawach niezakończonych karą więzienia prawo do złożenia kasacji ma tylko RPO i Prokurator Generalny, stąd taka liczba wniosków do Rzecznika. Skutecznych kasacji RPO może napisać jednak tylko około stu rocznie. Dlaczego? Mało kto wie, że jest to akt nazdwyczajny i nie polega po prostu na skrytykowaniu wysokości kary albo faktów, które ustalił sąd. Kasacja RPO musi wskazać rażące naruszenia przepisów prawa, które miały wpływ na treść orzeczenia (albo rażące naruszenie procedury). Trzeba dokładnie przeczytać akta i sprawdzić, czy nie było prawnego błędu.

Formularz wyszukiwania

np.: 06/2021
np.: 06/2021
(pozwala na wiele wyborów np. z klawiszem Ctrl)

500 zł za nocne spotkanie w kwietniu 2020. Kasacja RPO do SN

Data: 2021-05-14
  • Pani Aleksandra została ukarana 500-złotową grzywną za to że w kwietniu 2020 r. w pewnej małej miejscowości po północy spotkała się ze znajomym i do tego nie miała maseczki.
  • RPO składa w jej imieniu kasację do Sądu Najwyższego wskazując, że sąd ukarał panią Aleksandrę na podstawie wadliwych przepisów, czyli bez podstawy prawnej.

Pani Aleksandra została obwiniona o to, że naruszyła zakaz wychodzenia z domu bez ważnej przyczyny (w kwietniu 2020 rządowe rozporządzenie zakazywało wychodzenia z domu z czterema wyjątkami: wyjścia do pracy, do kościoła, na wolontariat i w celu załatwienia ważnych potrzeb życiuwych), oraz że stała na ulicy bez maseczki.

RPO przypomina, że zakaz wychodzenia z domu rząd wydał bez podstawy prawnej. Wolność poruszania się jest wartością konstytucyjną i nie można jej zakazać ot tak, rozporządzeniem. Władze mają w sytuacjach szczególnych prawo do wprowadzania ograniczeń, ale nie można tego robić ogólnym zakazem z wyjątkami. Wprowadzenie precyzyjnych ograniczeń w poruszaniu się jest trudniejsze, ale tego wymaga się od władz w praworządnym państwie.

Jeśli zaś chodzi o karanie za brak maseczki, to przepisy, które stosował sąd w R. były wadliwe, bo aż do grudnia 2020 r. nie było podstaw prawnych do noszenia maseczek (należało to robić z rozsądku i troski o innych, a nie z powodu obowiązku prawnego). Do grudnia bowiem przepisy ustawy o chorobach zakaźnych u ludzi, na którą rząd powołał się w rozporządzeniu, pozwalały nakładać obowiązek noszenia maseczek na chorych i podejrzanych o zakażenie. Ale nie na wszystkich (warto pamiętać, że od maja 2020 r., a więc długo przed  II falą pandemii, RPO wskazywał na problem i alarmował, że bez zmiany przepisów obowiązku noszenia maseczek nie da się prawnie wyegzekwować).

Sprawa pani Aleksandry jest kolejną kasacją RPO w takich sprawach. RPO składa je w przekonaniu, że wyrok wydany w imieniu Rzeczypospolitej nie może opierać się na wadliwych przepisach. Sąd Najwyższy sukcesywnie rozpatryje te sprawy i zaskarżone wyroki uchyla.

II.511.340.2021

400 zł za spotkanie z kolegami na ulicy w kwietniu 2020. Kasacja RPO do SN

Data: 2021-05-11
  • Pan Mariusz „wyszedł z domu bez powodu” i spotkał się z innymi mężczyznami na placu targowym w R.
  • Został za to skazany wyrokiem nakazowym na 400 zł grzywny. Wyrok się uprawomocnił.

RPO składa kasację – kolejną w sprawie wyroków nakazowych sądu w R. – ponieważ obywatel został skazany na podstawie wadliwych przepisów.

W kwietniu 2020 r., na początku pandemii, rząd w rozporządzeniu zakazał wychodzenia z domu z czterema wyjątkami (do pracy, do kościoła, na wolontariat o w celu załatwienia istotnych potrzeb życiowych). Żadna z ustaw nie dawała prawa do takiego ograniczenia dolności i prawa do przemieszczania się – a są to prawa gwarantowane wprost przez Konstytucję.

RPO nigdy nie kwestionował konieczności wprowadzania ograniczeń w związku z pandemią, wskazywał jednak konsekwentnie, że nie można tego robić z naruszeniem Konstytucji: prawa i wolności można ograniczać, ale tylko ustawami (a więc głosami całego parlamentu, a nie samego rządu, po odpowiedniej debacie, z zachowaniem przepisów regulaminów obu izb, o w sposób proporcjonalny do potrzeb).

W kasacji na rzecz pana Mariusza RPO dowodzi, że nie mógł być on ukarany na podstawie wadliwie wydanych przepisów. RPO przypomina, że w podobnych sprawach Sąd Najwyższy przyznał mu rację: „Podniesiona w niniejszej kasacji argumentacja znajduje odzwierciedlenie w poglądach Sądu Najwyższego wyrażonych w wyrokach SN z dnia 16 marca 2021 r. zapadłych w sprawach: II KK 97/21, II KK 74/21, II KK 64/21, oraz w wyroku z dnia 24 marca 2021 r., sygn. akt II KK 66/21”.

II.511.214.2021

Nagana za brak maseczki w październiku 2020 r. Kasacja RPO do SN

Data: 2021-05-11
  • Pan Arkadiusz został zatrzymany w R. na Placu 3 Maja, bo nie miał maseczki.
  • Został za to ukarany naganą – w wyroku nakazowym Wyrok się uprawomocnił.
  • RPO składa kasację – kolejną w sprawie wyroków nakazowych sądu w R. – ponieważ obywatel został skazany na podstawie wadliwych przepisów.

W październiku 2020 r. obowiązek noszenia maseczek był wprowadzony w sposób wadliwy: rozporządzeniem rządowym odwołującym się do ustawy o zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi. Tymczasem ustawa ta pozwalała tylko zobowiązywać do noszenia maseczek ludzi chorych lub podejrzanych o zakażenie. A nie wszystkich.

Od początku pandemii RPO apelował do rządu o taką zmianę ustawy, by dało się wprowadzić obowiązek noszenia maseczek. Niestety, zmienione przepisy weszły w życie dopiero w grudniu 2020 r., a więc po tym, jak policja zatrzymała pana Arkadiusza bez maseczki.

W kasacji na rzecz pana Arkadiusza RPO dowodzi, że nie mógł być on ukarany na podstawie wadliwie wydanych przepisów: zachowanie obwinionego, polegające na niezastosowaniu się do obowiązku zakrywania ust i nosa w dniu 10 października 2020 r., nie wypełniło ówcześnie znamion wykroczenia z art. 54 k.w., jak i żadnego innego czynu zabronionego.

II.511.242.2021

Ukarany w trybie nakazowym - miał przeszkadzać w zgromadzeniu upamiętniającym katastrofę w Smoleńsku. Rzecznik składa kasację. [AKTUALIZACJA] SN ją uwzględnia

Data: 2021-05-10, 2020-12-28
  • Obywatel uczestniczył w kontrmanifestacji wobec cyklicznego zgromadzenia upamiętniającego katastrofę w Smoleńsku
  • Sąd ukarał go grzywną za próbę przeszkadzania temu zgromadzeniu okrzykami; uczynił to w trybie nakazowym - bez rozprawy i wysłuchania obwinionego
  • Jest to możliwe tylko, gdy okoliczności czynu i wina nie budzą wątpliwości
  • Tymczasem nie ustalono, jakie okrzyki wznosił obywatel, a przede wszystkim - czy nie realizował w ten sposób gwarantowanych konstytucyjnie wolności słowa i zgromadzeń
  • AKTUALIZACJA: 26 kwietnia 2021 r. Sąd Najwyższy uchylił zaskarżony przez RPO wyrok i umorzył postępowanie

Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kasację do Sądu Najwyższego na korzyść obywatela. 

W ocenie RPO wyrok zapadł z rażącym naruszeniem przepisów. Orzekanie w postępowaniu nakazowym (zastrzeżonym dla najbardziej oczywistych przypadków) jest dopuszczalne tylko wtedy, jeśli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości, z uwzględnieniem jego wyjaśnień i innych dowodów zebranych w postępowaniu wyjaśniającym. A w tej sprawie tak nie było.

Historia sprawy

Obywatel wraz z grupą innych został obwiniony przez policję o to, że w październiku 2017 r. na Krakowskim Przedmieście "usiłował przeszkodzić” cyklicznemu zgromadzeniu upamiętniającemu ofiary katastrofy w Smoleńsku. Przeszkadzanie miało polegać na okrzykach w kierunku tego zgromadzenia.

Zgodnie z art. 52 § 2 pkt 1 Kodeksu wykroczeń, kto przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny.

Wyrokiem nakazowym z 16 kwietnia 2018 r. Sąd Rejonowy uznał obywatela za winnego tego wykroczenia i ukarał go 300 zł grzywny. W maju 2018 r. sąd nie uwzględnił wniosku obwinionego o przywrócenie terminu do wniesienia sprzeciwu od wyroku nakazowego. Wyrok ten uprawomocnił się.

Pozostali obwinieni w tej samej sprawie złożyli skuteczne sprzeciwy od wyroku nakazowego. Zostali potem uniewinnieni przez sąd.

Argumenty RPO

Materiał dowodowy nie wskazuje jednoznacznie, by obwinionemu można było przypisać zarzucany mu czyn.

Nie zbadano, czy korzystał on z wolności wyrażania poglądów (art. 54 ust. 1 Konstytucji) oraz wolności zgromadzeń (art. 57 Konstytucji).  A wolność zgromadzeń obejmuje także prawo do kontrdemonstracji. Również ona pozostaje pod ochroną Konstytucji; służy bowiem wyrażeniu protestu i sprzeciwu wobec innego zgromadzenia.

Przesłuchany przez policję obywatel nie przyznał się do zarzutu. Podkreślał, że brał udział w legalnej manifestacji protestacyjnej. Policja nie zebrała zaś dowodów na potwierdzenie czy też zaprzeczenie wersji obwinionego co do legalności tego zgromadzenia. Istotne było także, czy organizator kontrmanifestacji zgłosił i uzyskał zgodę organu gminy, czy też było to zgromadzenie spontaniczne.

Przewodniczący cyklicznego zgromadzenia zeznał zaś, że widział grupę osób, którą w powiązaniu z transparentem „kłamca”, utożsamił z osobami poprzednio zakłócającymi zgromadzenie. Nie wskazał, jakie okrzyki wznoszono. Według niego kontrmanifestacja znajdowała się mniej niż 100 m od zgromadzenia cyklicznego.

Policjant, który interweniował wobec obwinionego, nie wskazał w jakiej odległości od zgromadzenia cyklicznego doszło do zatrzymania. Nie podał też, jakie okrzyki obwinionego miały przeszkadzać zgromadzeniu.

Przebieg wydarzeń był przez policję rejestrowany; płyty DVD dołączono do wniosku o ukaranie. Jednak treści te nie były znane sądowi orzekającemu w trybie nakazowym.

Z zeznań świadków nie wynika zatem:

  • na czym polegało przeszkadzanie,
  • jakie wznoszono okrzyki,
  • jakie było natężenie zakłócenia stwarzanego przez obwinionego, 
  • czy i jakich środków nagłaśniających używano podczas zgromadzenia cyklicznego.

Dlatego zdaniem RPO w świetle zebranego materiału dowodowego nie można było jednoznacznie ustalić, czy obwiniony istotnie przeszkadzał lub usiłował przeszkadzać miesięcznicy, czy też realizował przysługujące mu konstytucyjne wolności. Dołączone do wniosku o ukaranie dowody nie były jednoznaczne.

Sąd był zatem obligowany do rozpoznania sprawy na rozprawie, aby  wyjaśnić  wszystkie istotne okoliczności zdarzenia. A to mogło doprowadzić do odmiennego rozstrzygnięcia. Inni bowiem obwinieni, którzy skutecznie wnieśli sprzeciwy od wyroku nakazowego, po przeprowadzeniu rozprawy zostali w lipcu 2020 r. prawomocnie uniewinnieni.

Kasacja wnosi o uchylenie zaskarżonego wyroku i  umorzenie postępowania wobec obywatela z powodu przedawnienia karalności. Od czynu upłynęły już trzy lata, a po takim czasie wykroczenie nie może być już ścigane.

Sąd Najwyższy rozpatrując kasację 26 kwietnia 2021 r. stwierdził:

Kasacja wniesiona w tej sprawie przez Rzecznika Praw Obywatelskich okazała się oczywiście zasadna.

Zaskarżony kasacją wyrok nakazowy, w okolicznościach procesowych tej sprawy, został wydany z rażącym naruszeniem art. 93 § 2 kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia (k.p.s.w.) Zgodnie z tym przepisem, orzekanie w postępowaniu nakazowym może nastąpić jedynie wówczas, gdy okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości. Rozstrzyganie w sprawie wykroczeniowej na posiedzeniu, bez udziału stron, możliwe jest więc tylko wtedy, gdy brak wątpliwości co do sprawstwa i winy obwinionego ma oparcie w załączonym do wniosku o ukaranie, a uznanym przez sąd za ujawniony, materiale dowodowym.

Tymczasem, jak słusznie podnosi się w kasacji, materiał dowodowy zgromadzony w toku czynności wyjaśniających, dołączony do wniosku o ukaranie, nie wskazywał jednoznacznie na to, że istniała możliwość przypisania [panu A.S]  popełnienia zarzucanego mu wykroczenia określonego w art. 52 § 2 pkt 1 kodeksu wykroczeń.

Na etapie czynności wyjaśniających, przesłuchany w charakterze osoby podejrzanej o popełnienie wykroczenia, [pan A.S.] wyjaśnił, że nie przyznaje się do popełnienia takiego wykroczenia, a nadto dodał, że: „brał udział w legalnej manifestacji protestacyjnej". Świadek C.J. zeznał, że „w dniu 10 października 2017 roku pełnił funkcję przewodniczącego cyklicznego zgromadzenia publicznego w celu oddania hołdu ofiarom katastrofy w Smoleńsku", a także wskazał, że „zgromadzenie zostało zarejestrowane" i podał w jakim obszarze. Zwrócił uwagę na grupę osób, którą, w powiązaniu z treścią zawieszonego transparentu „kłamca", utożsamił z osobami poprzedniozakłócającymi zgromadzenie. Podał odległość mniejszą niż 100 m od planowanego zgromadzenia cyklicznego, a świadek ten nie podał, jakiej treści były okrzyki wznoszone przez tę grupę osób.

Z kolei świadek M.M.  zeznał, że: „podjął interwencję wobec mężczyzny, który krzykiem i hałasem zakłócał przebieg legalnego zgromadzenia cyklicznego", a także, że: „po wylegitymowaniu osobą okazał się być A.S. ". Nie podał jednak, w jakiej odległości od obszaru zgromadzenia cyklicznego doszło do zatrzymania obwinionego, ani też, w jaki sposób miał być czyniony przez obwinionego hałas i jakiej treści okrzyki obwinionego mogły przeszkodzić w przebiegu zgromadzenia publicznego.

Notatki służbowe i urzędowe funkcjonariuszy Policji wskazywały, że przebieg zgromadzenia publicznego, jak też tzw. kontrmanifestacji był rejestrowany zapisem DVD. Płyty DVD zostały dołączone do wniosku o ukaranie. Nie zostały one jednak odtworzone w toku czynności wyjaśniających, a zatem nie były znane sądowi orzekającemu w trybie nakazowym. Nie zostały też zebrane dowody na potwierdzenie, czy też zaprzeczenie, wersji obwinionego, co do legalności zgromadzenia, w którym brał udział. Istotnym zatem było, czy organizator tzw. kontrmanifestacji zgłosił i uzyskał zgodę organu gminy, czy też było to zgromadzenie spontaniczne w rozumieniu ustawy z dnia 24 lipca 2015 r. - Prawo o zgromadzeniach! (Dz. U. z 2019 r., poz. 631).

Z zeznań świadków nie wynika przy tym, na czym polegało przeszkadzanie, jakie były treści wypowiadanych okrzyków, jak też nie wskazywały na natężenie zakłócenia, jakie miał stwarzać obwiniony, ani też, czy i jakie środki nagłaśniające były używane w odbywającym się zarejestrowanym zgromadzeniu cyklicznym.

W świetle takiego materiału dowodowego nie można było w sposób jednoznaczny i niebudzący wątpliwości ustalić, czy zachowanie obwinionego istotnie stanowiło wypełnienie czynności sprawczej „przeszkadzania lub usiłowania przeszkadzania" w rozumieniu art. 52 § 2 pkt 1 k.w. czy też w ten sposób realizował on przysługujące mu konstytucyjne wolności. Brak takiej pewności stanowił przeszkodę do wydania w niniejszej sprawie wyroku nakazowego w trybie art. 93 § 2 k.p.s.w.

Z powyższych powodów należało zaskarżony wyrok nakazowy uchylić.

Wobec tego, że zarzucany obwinionemu czyn miał mieć miejsce w dniu 10 października 2017 roku, z dniem 10 października 2020 roku upłynął okres przedawnienia jego karalności (art. 45 § 1 k.w.). Mając na uwadze, że karalność czynu z uwagi na upływ tego terminu ustała jeszcze przed wniesieniem kasacji (28 grudnia 2020 r.) i datą orzekania przez Sąd Najwyższy (26 kwietnia 2021 r.), nie miał w tej sprawie zastosowania art. 45 § 2 k.w. W związku z tym postępowanie wykroczeniowe należało umorzyć na podstawie art. 5 § 1 pkt 4 k.p.s.w., a kosztami Postępowania obciążyć Skarb Państwa.

II.510.663.2020

Grzywna za wyjście z domu bez powodu. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-05-06, 2021-03-12
  • 300 zł grzywny wymierzył panu Damianowi Sąd Rejonowy w R. za wyjście z domu w kwietniu 2020 r. bez uzasadnienia
  • Ograniczenia pandemiczne rząd wprowadził na tyle nieskutecznie, że nie dają one podstaw prawnych do karania obywateli – dlatego RPO składa następną kasację w takiej sprawie
  • AKTUALIZACJA: 5 maja Sąd Najwyższy uchylił wyrok na pana Damiana (Sygn. akt II KK 121/21)

Policja zatrzymała pana Damiana, bo wyszedł z domu w swej małej miejscowości bez uzasadnienia. A obowiązywał wtedy wprowadzony rozporządzeniem rządu zakaz przemieszczania się w innym celu niż wyjście do pracy, w celu zaspokajania niezbędnych potrzeb, na wolontariat lub do kościoła.

W lipcu 2020 Sąd Rejonowy w R. wymierzył mu 300 zł grzywny. Uznał go za winnego wykroczenia z art. 54 k.w. w związku z § 5 rozporządzenia Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku ze stanem epidemii. Obwiniony nie złożył sprzeciwu, wyrok uprawomocnił się.

Ten prawomocny wyrok nie może się ostać, albowiem jest obarczony wadą prawną o kasacyjnym charakterze – wskazał RPO. Wniósł o uchylenie zaskarżonego wyroku i uniewinnienie obwinionego. 

Rząd nałożył na obywateli ograniczenia – zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów – powołując się na przepisy ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Ta zaś pozwala nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkich. Dopuszcza też tylko ograniczenie sposobu przemieszczania się, ale nie jego generalny zakaz.

Dlatego nie może odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania się wprowadzony w rozporządzeniu. Przedmiotem ochrony art. 54 k.w. jest bowiem porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając w rozporządzeniu generalny zakaz przemieszczania, przekroczono delegację ustawową, na której podstawie wydano rozporządzenie

W dacie wyroku nie obowiązywało już rozporządzenie z 10 kwietnia 2020 r. przewidujące powszechny zakaz przemieszczania się. Takiego zakazu nie przewidywało zaś   obowiązujące w dacie orzekania rozporządzenia Rady Ministrów z 19 czerwca 2020 r. Stąd też również z tego powodu, ze względu na treść art. 2 k.w., wymierzenie kary grzywny w niniejszej sprawie nie było możliwe.

II.511.140.2021
 

Nagana dla pasażera samochodu zatrzymanego w kwietniu w czasie zakazu przemieszczania się – kasacja RPO do SN [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-05-06, 2021-02-15
  • Policja w małej miejscowości zatrzymała w nocy samochód. Kierowca był nietrzeźwy. Pasażerem był pan Marek – i został on ukarany karą 5 tys. zł za to, że przemieszczał się bez uzasadnienia (w owym czasie rząd rozporządzeniem dopuścił wyjście z domu tylko do pracy, w celu zaspokajanie niezbędnych potrzeb, wolontariatu albo do kościoła).
  • Sąd Rejonowy w R, wyrokiem z dnia 16 listopada 2020 r. uznał obwinionego za winnego i przyjął, że czyn wyczerpał dyspozycję art. 54 k.w. w związku z § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii i za to, na podstawie art. 54 k.w., wymierzył mu karę nagany.
  • AKTUALIZACJA: 6 maja SN uchylił wyrok na pana Marka a kosztami obciążył skarb państwa (Sygn. akt II KK 68/21

Na skutek niezłożenia przez obwinionego sprzeciwu, wyrok uprawomocnił się dnia 12 grudnia 2020 r.

- Tenże prawomocny wyrok kończący postępowanie nie może się ostać, albowiem jest obarczony wadą prawną o kasacyjnym charakterze i stopniu – zauważył RPO i złożył kasację do Izby Karnej Sądu Najwyższego (RPO jest jedynym poza Prokuratorem Generalnym organem uprawnionym do składania kasacji w sprawach, które nie zakończyły się karą pozbawienia wolności) . – Sąd nie miał podstaw do karania pana Marka, bowiem rozporządzenie rządu ograniczające możliwość wyjścia z domu wykraczało daleko poza ustawę, na którą się powoływało. Ustawa o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi pozwala nakładać ograniczenia w sposobie przemieszczania się, a nie go całkowicie zakazać.

Argumenty prawne RPO

Kodeks wykroczeń w art. 54 stanowi, iż kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany. Cytowany przepis ma charakter blankietowy, tj. sam nie określa znamion zabronionego zachowania, lecz odsyła do innych przepisów, które regulują zasady i sposób zachowania się w miejscach publicznych. Tak więc przepis art. 54 k.w. stanowi normę sankcjonującą w stosunku do tych wszystkich przypadków, w których przepisy porządkowe o zachowaniu się w miejscach publicznych stanowią normę niezabezpieczoną sankcją. Zważyć jednak należy, iż omawiane przepisy dla skuteczności stanowienia podstawy do odpowiedzialności z art. 54 k.w. muszą zostać wydane z upoważnienia ustawowego.

Czyn zakwalifikowany w niniejszej sprawie jako wykroczenie z art. 54 kodeksu wykroczeń odnosi się do Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, które w § 5 ustanowiło obowiązujący do dnia 19 kwietnia 2020 r. zakaz przemieszczania się osób przebywających na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej, z wyjątkiem przemieszczania się danej osoby w celu:

  1. wykonywania czynności zawodowych lub zadań służbowych, lub pozarolniczej działalności gospodarczej, lub prowadzenia działalności rolniczej lub prac w gospodarstwie rolnym, oraz zakupu towarów i usług z tym związanych;
  2. zaspokajania niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego, w tym uzyskania opieki zdrowotnej lub psychologicznej, tej osoby, osoby jej najbliższej w rozumieniu art. 115 § 11 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny (Dz. U. z 2019 r. poz. 1950 i 2128 oraz z 2020 r. poz. 568), a jeżeli osoba przemieszczająca się pozostaje we wspólnym pożyciu z inną osobą – także osoby najbliższej osobie pozostającej we wspólnym pożyciu, oraz zakupu towarów i usług z tym związanych;
  3. wykonywania ochotniczo i bez wynagrodzenia świadczeń na rzecz przeciwdziałania skutkom COVID-19, w tym w ramach wolontariatu;
  4. sprawowania lub uczestniczenia w sprawowaniu kultu religijnego, w tym czynności lub obrzędów religijnych.

Wskazane rozporządzenie zostało wydane na podstawie upoważnienia ustawowego zawartego w art. 46a i art. 46b pkt 1–6 i 8–12 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. z 2019 r. Poz. 1239 i 1495 oraz z 2020 r. Poz. 284, 322, 374 i 567).

W art. 46b pkt 12 w.w. ustawy wskazano, że można ustanowić nakaz określonego sposobu przemieszczania się, a z kolei w art. 46b pkt 1 poprzez odesłanie do art. 46 ust. 4 pkt 1 wskazano, że możliwe jest czasowe ograniczenie określonego sposobu przemieszczania się. Żaden z tych przepisów nie upoważniał władzy wykonawczej do wprowadzenia powszechnego zakazu przemieszczenia się (wyjątki są jedynie odstępstwem od ogólnej reguły powszechnego zakazu).

Mając powyższe na uwadze podkreślić należy, że wprowadzenie generalnego zakazu przemieszczania się jest daleko bardziej idącym uregulowaniem niż (wynikający z ustawowego upoważnienia) nakaz określonego sposobu przemieszczania się. Zakaz uregulowany w rozporządzeniu jest zatem znacznie szerszy niż delegacja ustawowa, która mu na to zezwala.

Nie może zatem odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania się wprowadzony w § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. Przedmiotem bowiem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając w § 5 Rozporządzenia generalny zakaz przemieszczania przekroczono delegację ustawową, na podstawie, której to Rozporządzenie zostało wydane.

Zgodnie bowiem z art. 92 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej rozporządzenia są wydawane przez organy wskazane w Konstytucji, na podstawie szczegółowego upoważnienia zawartego w ustawie i w celu jej wykonania. Upoważnienie powinno określać organ właściwy do wydania rozporządzenia i zakres spraw przekazanych do uregulowania oraz wytyczne dotyczące treści aktu, a organ upoważniony do wydania rozporządzenia nie może przekazać swoich kompetencji innemu organowi.

Oznacza to, że rozporządzanie musi być wydane na podstawie wyraźnego szczegółowego upoważnienia w zakresie określonym w upoważnieniu, w granicach tego upoważnienia i nie może być sprzeczne z normami Konstytucji, aktem na podstawie którego zostało wydane i innymi aktami, które regulują materię będącą przedmiotem rozporządzenia. Naruszenie tych warunków wszystkich razem lub choćby jednego z nich powoduje niezgodność rozporządzenia z ustawą, a tym samym nie może być źródłem obowiązku dla obywateli i w konsekwencji podstawą do ukarania za niestosowanie się do tego obowiązku.

W rozważaniach uzasadniających trafność zarzutu kasacyjnego nie można pominąć przepisu art. 52 Konstytucji RP, który reguluje wolność poruszania się stanowiącą przejaw ogólnej wolności osobistej; przy czym wolność ta może podlegać ograniczeniom określonym w ustawie.

Z kolei art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, stanowi, że ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób, przy czym ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

Kwestie te mają istotne znaczenie w niniejszej sprawie, albowiem warunkiem formalnym zgodnego z Konstytucją ograniczania praw osobistych jest ograniczanie ich tylko w ustawie. W ten sposób Konstytucja RP wprowadza zasadę wyłączności ustawy przy ograniczaniu konstytucyjnych praw obywateli.

W następnej kolejności należy podkreślić, iż nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami wyrażonymi w Konstytucji, a zatem wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, co dotychczas nie miało miejsca.

Zgodnie bowiem z art. 228 ust. 1 Konstytucji RP, w sytuacjach szczególnych zagrożeń, jeżeli zwykłe środki konstytucyjne są niewystarczające, może zostać wprowadzony odpowiedni stan nadzwyczajny: stan wojenny, stan wyjątkowy lub stan klęski żywiołowej, przy czym biorąc również pod uwagę ust. 3 powoływanego art. 228 Konstytucji RP - zasady działania organów władzy publicznej oraz zakres, w jakim mogą zostać ograniczone wolności i prawa człowieka i obywatela w czasie poszczególnych stanów nadzwyczajnych - powinna określać ustawa.

Skoro pomimo zaistnienia przesłanek do wprowadzenia stanu klęski żywiołowej, władza wykonawcza nie zdecydowała się na wprowadzenie tego stanu, wprowadzając jedynie stan epidemii, a wcześniej stan zagrożenia epidemiologicznego, żaden z tych stanów nie może być uznany za stan nadzwyczajny w rozumieniu art. 228 Konstytucji, zatem ograniczenia wynikające z wprowadzenia takiego stanu nie mogą naruszać podstawowych praw i wolności.

Tym samym wynikający z § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii zakaz przemieszczania osób przebywających na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej był niezgodny z art. 52, art. 31 i art. 228 Konstytucji.

Na wstępie wskazano, że art. 54 kodeksu wykroczeń stanowi, iż kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany i ma charakter blankietowy. Znamiona czynu zabronionego w przedmiotowej sprawie określa § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, który stanowił, iż w okresie do dnia 19 kwietnia 2020 r. zakazuje się na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej przemieszczania się osób przebywających na tym obszarze z określonymi w dalszej części przepisu wyjątkami.

Przepis ten z przyczyn już wcześniej omówionych Rzecznik Praw Obywatelskich uważa za niezgodny ze wskazanymi przepisami Konstytucji. Niekonstytucyjny przepis cytowanego rozporządzenia nie może wypełniać blankietowej normy art. 54 k.w. Konsekwencją tego jest przyjęcie, iż zachowanie obwinionego opisane w wyroku nakazowym Sądu Rejonowego w Radomsku nie stanowi wykroczenia, jak i żadnego innego czynu zabronionego, co miało istotny wpływ na treść zaskarżonego wyroku nakazowego.

Ponadto Rozporządzenie zostało wydane w związku z wprowadzeniem stanu epidemii, celem jego przepisów jest więc ochrona zdrowia i w ramach tak zakreślonego celu, zwalczanie chorób epidemicznych (art. 68 ust. 4 Konstytucji RP). Przepisy Rozporządzenia nie stanowią w związku z tym przepisów porządkowych, skoro przedmiotem ochrony jest zdrowie publiczne, a nie porządek i spokój w miejscach publicznych.

Na marginesie trzeba też zauważyć, że w dacie orzekania przez Sąd nie obowiązywały już przepisy Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 przewidujące powszechny zakaz przemieszczania się. Takiego zakazu nie przewidywały też obowiązujące w dacie orzekania przez sąd przepisy Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 9 października 2020 r. w sprawie ustanowienia ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. z 2020 r., poz. 1758 ze zm.). Stąd też również z tego powodu, ze względu na treść art. 2 k.w., wymierzenie kary nagany w niniejszej sprawie nie było możliwe.

II.511.81.2021

300 zł za wieczorne spotkanie w miejscowości K. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-05-05, 2021-03-03

Pan Mariusz spotkał się w kwietniowy wieczór 2020 r. z panem Tomaszem, co zdaniem policjantów i sądu w R. oznaczało, że „nie stosował się do zakazu przemieszczania się na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej osób przebywających na tym obszarze w związku z ogłoszonym stanem epidemii w ten sposób, że bez uzasadnienia opuścił miejsce zamieszkania w innym celu niż zaspokajanie niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego”.

[AKTUALIZACJA} 5 maja Sąd Najwyższy przychylił się do kasacji RPO i uchylił wyrok na pana Mariusza (Sygn. akt II KK 106/21)

W postępowaniu nakazowym został ukarany 300 zł grzywny. Ponieważ się nie sprzeciwił wyrokowi, stał się on prawomocny.

RPO składa w tej sprawie kasację do Sądu Najwyższego wskazując, że nie było podstaw do ukarania pana Mariusza: zakaz wychodzenia z domu rząd wprowadził w kwietniu rozporządzeniem na podstawie ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. z 2019 r. Poz. 1239 i 1495 oraz z 2020 r. Poz. 284, 322, 374 i 567). Ta jednak pozwala tylko ograniczać przemieszczanie się, a nie zakazywać go w ogóle. Wolność przemieszczania jest wolnością chronioną przez Konstytucję (art. 52) i nie może być ograniczana w taki sposób.

Nie może zatem odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 kodeksu wykroczeń osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania się wprowadzony w § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. Przedmiotem bowiem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając w § 5 Rozporządzenia generalny zakaz przemieszczania przekroczono delegację ustawową, na podstawie, której to Rozporządzenie zostało wydane. Zgodnie bowiem z art. 92 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej rozporządzenia są wydawane przez organy wskazane w Konstytucji, na podstawie szczegółowego upoważnienia zawartego w ustawie i w celu jej wykonania. Upoważnienie powinno określać organ właściwy do wydania rozporządzenia i zakres spraw przekazanych do uregulowania oraz wytyczne dotyczące treści aktu, a organ upoważniony do wydania rozporządzenia nie może przekazać swoich kompetencji innemu organowi. Oznacza to, że rozporządzanie musi być wydane na podstawie wyraźnego szczegółowego upoważnienia w zakresie określonym w upoważnieniu, w granicach tego upoważnienia i nie może być sprzeczne z normami Konstytucji, aktem na podstawie którego zostało wydane i innymi aktami, które regulują materię będącą przedmiotem rozporządzenia. Naruszenie tych warunków wszystkich razem lub choćby jednego z nich powoduje niezgodność rozporządzenia z ustawą, a tym samym nie może być źródłem obowiązku dla obywateli i w konsekwencji podstawą do ukarania za niestosowanie się do tego obowiązku. W rozważaniach uzasadniających trafność zarzutu kasacyjnego nie można pominąć przepisu art. 52 Konstytucji RP, który reguluje wolność poruszania się stanowiącą przejaw ogólnej wolności osobistej; przy czym wolność ta może podlegać ograniczeniom określonym w ustawie. Z kolei art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, stanowi, że ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób, przy czym ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw. Kwestie te mają istotne znaczenie w niniejszej sprawie, albowiem warunkiem formalnym zgodnego z Konstytucją ograniczania praw osobistych jest ograniczanie ich tylko w ustawie. W ten sposób Konstytucja RP wprowadza zasadę wyłączności ustawy przy ograniczaniu konstytucyjnych praw obywateli. W następnej kolejności należy podkreślić, iż nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami wyrażonymi w Konstytucji, a zatem wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, co dotychczas nie miało miejsca. Zgodnie bowiem z art. 228 ust. 1 Konstytucji R.P., w sytuacjach szczególnych zagrożeń, jeżeli zwykłe środki konstytucyjne są niewystarczające, może zostać wprowadzony odpowiedni stan nadzwyczajny: stan wojenny, stan wyjątkowy lub stan klęski żywiołowej, przy czym biorąc również pod uwagę ust. 3 powoływanego art. 228 Konstytucji RP - zasady działania organów władzy publicznej oraz zakres, w jakim mogą zostać ograniczone wolności i prawa człowieka i obywatela w czasie poszczególnych stanów nadzwyczajnych - powinna określać ustawa. Skoro pomimo zaistnienia przesłanek do wprowadzenia stanu klęski żywiołowej, władza wykonawcza nie zdecydowała się na wprowadzenie tego stanu, wprowadzając jedynie stan epidemii, a wcześniej stan zagrożenia epidemiologicznego, żaden z tych stanów nie może być uznany za stan nadzwyczajny w rozumieniu art. 228 Konstytucji, zatem ograniczenia wynikające z wprowadzenia takiego stanu nie mogą naruszać podstawowych praw i wolności. Tym samym wynikający z § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii zakaz przemieszczania osób przebywających na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej był niezgodny z art. 52, art. 31 i art. 228 Konstytucji R.P.

Na wstępie wskazano, że art. 54 k.w. stanowi, iż kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany i ma charakter blankietowy. Znamiona czynu zabronionego w przedmiotowej sprawie określa § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, który stanowił, iż w okresie do dnia 19 kwietnia 2020 r. zakazuje się na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej przemieszczania się osób przebywających na tym obszarze z określonymi w dalszej części przepisu wyjątkami. Przepis ten z przyczyn już wcześniej omówionych Rzecznik Praw Obywatelskich uważa za niezgodny ze wskazanymi przepisami Konstytucji. Niekonstytucyjny przepis cytowanego rozporządzenia nie może wypełniać blankietowej normy art. 54 k.w. Konsekwencją tego jest przyjęcie, iż zachowanie obwinionego opisane w wyroku nakazowym sądu w R. nie stanowi wykroczenia, jak i żadnego innego czynu zabronionego, co miało istotny wpływ na treść zaskarżonego wyroku nakazowego.

Ponadto Rozporządzenie zostało wydane w związku z wprowadzeniem stanu epidemii, celem jego przepisów jest więc ochrona zdrowia i w ramach tak zakreślonego celu, zwalczanie chorób epidemicznych (art. 68 ust. 4 Konstytucji RP). Przepisy Rozporządzenia nie stanowią w związku z tym przepisów porządkowych, skoro przedmiotem ochrony jest zdrowie publiczne, a nie porządek i spokój w miejscach publicznych.

Na marginesie RPO zauważa, że w dacie orzekania przez sąd nie obowiązywały już przepisy Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. Takiego zakazu nie przewidywały też obowiązujące w dacie orzekania przez sąd przepisy Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 19 czerwca 2020 r. w sprawie ustanowienia ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U.z 2020 r., poz. 1066). Stąd też również z tego powodu, ze względu na treść art. 2 k.w., wymierzenie grzywny w niniejszej sprawie nie było możliwe.

II.511.119.2021

Spacerowała po wrocławskim parku - sąd ukarał ją grzywną 400 zł. Kasacja RPO do SN [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-05-05, 2021-03-24
  • Pani Anna została obwiniona o to, że w kwietniu 2020 r. naruszyła zakaz przemieszczania się bez uzasadnionego powodu, korzystając z parku. Sąd ukarał ją 400 zł  grzywny 
  • Rzecznik Praw Obywatelskich składa kasację na jej korzyśc 
  • Ograniczenia pandemiczne rząd wprowadził bowiem niezgodnie z prawem, dlatego nie dają one podstaw prawnych do karania obywateli
  • Sąd Najwyższy uwzględnił już pierwsze trzy takie kasacje złożone przez RPO na korzyść ukaranych 
  • AKTUALIZACJA: 5 maja SN uwzględnił kasację i uchylił wyrok (Sygn. a k t V K K 126/21)

Pani Anna z Wrocławia została ukarana grzywną za spacer po parku w kwietniu 2020. Według sądu nie zastosowała się do zakazu przemieszczania się w związku ze stanem epidemii- bez uzasadnienia opuściła miejsce zamieszkania w innym celu niż zaspakajanie niezbędnych potrzeb. Kobieta podała także policji fałszywe dane.

Wyrokiem z lipca 2020 r. Sąd Rejonowy uznał ją za winną dokonania zarzucanych jej czynów, tj. wykroczeń z art. 65 § 1 k.w. i art. 54 k.w. w zw. z § 16 ust. 1 pkt 1 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii i za to na podstawie art. 65 § 1 k.w. w zw. z art. 9 § 2 k.w. wymierzył jej karę grzywny w wysokości 400 złotych. Wyrok nie został zakażony i uprawomocnił się.

RPO złożył kasację do Sądu Najwyższego. Wskazał, że na początku pandemii rząd nałożył na obywatel zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów. Powołał się na ustawę z 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Pozwala ona nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkie. Dopuszcza też ograniczenie sposobu przemieszczania się - ale już nie jego zakazywanie.

Dlatego nie może odpowiadać za wykroczenie z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania z rozporządzenia Rady Ministrów. Przedmiotem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając rozporządzeniem generalny zakaz przemieszczania, przekroczono delegację ustawową, na której podstawie zostało ono wydane.

Ponadto RPO przypomina, że art. 52 Konstytucji reguluje wolność poruszania się stanowiącą przejaw ogólnej wolności osobistej – a może ona podlegać ograniczeniom wyłącznie na podstawie ustawie. Wprowadzony zakaz był zatem niezgodny z art. 52, art. 31 i art. 228 Konstytucji. Potwierdza to orzecznictwo sądów administracyjnych.

Dlatego w związku z karami za łamanie ograniczeń epidemicznych z wiosny 2020 r. Rzecznik wniósł do Izby Karnej SN kilkanaście kasacji w tego typu sprawach. Wskazywał, że badając kasacje, SN będzie mógł się wypowiedzieć co do zasadności karania obywateli za ograniczenia wprowadzone rozporządzeniami w pierwszym okresie epidemii koronawirusa, które wydano bez odpowiednich podstaw ustawowych i przy niewprowadzeniu stanu nadzwyczajnego. A to jest niezgodne z konstytucyjnymi zasadami ograniczeń praw i wolności. SN rozpoznał już trzy takie "pandemiczne" kasacje RPO i uznał je za „oczywiście zasadne” oraz uniewinnił obwinionych od przypisanych im wykroczeń. O tych sprawach oraz o kasacjach jeszcze nie rozpoznanych przez SN, można przeczytać w artykułach pod tekstem.

BPW.511.63.2021

Kasacja RPO w sprawie rzekomego nękania męża przez telefon, rozstrzygniętej w trybie nakazowym, bez rozprawy. AKTUALIZACJA: SN uchylił wyrok na kobietę

Data: 2021-05-04, 2020-08-27
  • Pani X została uznana za winną nękania telefonami i sms-ami swego męża i skazana na ograniczenie wolności w postaci 20 godzin prac społecznych przez cztery miesiące.
  • Sprawę rozstrzygnięto bez rozprawy, bo sąd uznał, że nie budzi ona wątpliwości. Wyrok uprawomocnił się, bo nikt nie złożył sprzeciwu od tego nakazowego wyroku.
  • RPO złożył kasację do Izby Karnej Sądu Najwyższego; wskazał, że sąd popełnił bardzo poważny błąd („rażąco naruszył prawo procesowe”), ignorując oczywiste wątpliwości w tej sprawie.
  • 27 kwietnia 2021 r. SN uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania; podkreślił, że materiał dowodowy nie wskazuje w sposób niebudzący wątpliwości na winę oskarżonej

Państwo X rozwodzą się. Opiekująca się dziećmi pani X telefonowała do pana X, wysyłała mu sms-y, pytała o alimenty. Pan X uznał to za nękanie i skierował sprawę do sądu. Ten w postępowaniu nakazowym, tylko na podstawie wydruków fragmentów sms-ów i protokołu przesłuchania pani X, wydał wyrok skazujący.

Jest to możliwe, bo wprowadzono takie przepisy, by przyspieszyć rozstrzyganie spraw przed sądami. Sędzia może wydać wyrok w postępowaniu nakazowym, bez postępowania dowodowego. Rozprawę przeprowadza się dopiero wtedy, gdy zostanie złożony sprzeciw. Sąd może jednak procedować w tym trybie jedynie wtedy, gdy okoliczności czynu i wina oskarżonego nie budzą wątpliwości

W tej sprawie tak nie było. Pani X co prawda przyznała się do zarzutów, ale z lektury jej zeznania wynika, że po prostu kontaktowała się z mężem w sprawie dzieci, rozliczeń domowych i alimentów. A to nie wyczerpuje znamion nękania (art. 190a § 1 k.k.: § 1. „Kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia lub istotnie narusza jej prywatność, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”).

Fakt sporu między państwem X o alimenty i terminowe ich przekazywanie potwierdzają także inni świadkowie, których zeznania dostał sąd. Także kluczowe w sprawie wydruki sms-ów budzą wątpliwości: zawierają tylko numer telefonu, datę oraz pierwsze (często niepełne) zdanie wiadomości. Na tej podstawie nie da się ustalić, kto był inicjatorem konwersacji i jaka była jej pełna treść. Ale łatwo z tego materiału wywnioskować, że sms-y dotyczą w przeważającej mierze kwestii finansowych, problemów dnia codziennego, a przede wszystkim zagadnień dotyczących wspólnego wychowywania i opieki nad dziećmi. Zatem także w przypadku tych wydruków jest wystarczająco dużo wątpliwości, czy nie jest to po prostu ślad kontaktu między rozwodzącymi się małżonkami w celu załatwienia niezakończonych spraw przeszłych, ale i bieżących, które bezsprzecznie występują między rodzicami wspólnych dzieci.

Wyrokujący w sprawie sąd nie powziął jednak żadnych wątpliwości i uznał, że sprawę da się załatwić bez rozprawy. To jest właśnie zdaniem RPO uchybienie proceduralne mające rażący charakter, a więc takie, które pozwala na wniesienie kasacji. Uchybienie sądu doprowadziło bowiem do rozpoznania sprawy w postępowaniu nakazowym mimo niespełnienia ustawowych wymogów. Mogło mieć również istotny wpływ na treść wyroku: nie można wykluczyć, że po przeprowadzeniu rozprawy, zapadłoby inne, co do istoty, orzeczenie.

RPO – oprócz Prokuratora Generalnego – jest jedyną instytucją, która może składać do Sądu Najwyższego kasacje w sprawach, które nie zakończyły się wyrokiem więzienia. Z jego praktyki wynika, że właśnie w takich „błahych” sprawach sądy popełniają błędy niedostatecznie wynikając w naturę sporu między ludźmi. A błędy w takich zwykłych sprawach są dużo bardziej dotkliwe niż te w głośnych, ale wyjątkowych sprawach przedstawianych w mediach.

Wyrok SN wraz z uzasadnieniem (aktualizacja z 4 maja 2021 r.)

27 kwietnia 2021 r. SN (sygn. akt V KK 374/20) zwrócił sprawę sądowi rejonowemu. Kasację RPO uznał za zasadną w stopniu oczywistym, co pozwala na jej uwzględnienie w trybie określonym w art. 535 § 5 k.p.k., tj. na posiedzeniu bez udziału stron.

Ma rację skarżący, gdy wskazuje, że przedmiotowy wyrok zapadł z rażącym naruszeniem art. 500 § 1 i 3 k.p.k., albowiem w sprawie brak było podstaw do wydania wyroku w trybie nakazowym. Zgodnie z wymienionymi przepisami, możliwość wydania wyroku w tym trybie istnieje w przypadku, gdy materiał dowodowy zebrany w sprawie pozwala na stwierdzenie, że okoliczności czynu i wina oskarżonego nie budzą wątpliwości. Brak tych wątpliwości oznacza, że nie ma ich zarówno odnośnie do sprawstwa danego czynu, winy oskarżonego, wypełnienia wszystkich znamion tego czynu wymienionych w przepisach prawa karnego materialnego, przy uwzględnieniu wszystkich dowodów, na których oparto akt oskarżenia. W przeciwnym wypadku konieczne jest rozpoznanie sprawy na rozprawie głównej.

Jak wielokrotnie podkreślał Sąd Najwyższy, postępowanie nakazowe jest szczególną instytucją prawa procesowego, której zastosowanie zostało przewidziane dla najbardziej oczywistych przypadków, gdy materiał dowodowy przedłożony z aktem oskarżenia jest tak jednoznaczny, że nie nasuwa żadnych wątpliwości co do winy osoby oskarżonej i okoliczności popełnienia przez nią zarzucanego czynu (zob. np. wyroki: z dnia 21 lipca 2011 r., III KK 144/11; z dnia 7 marca 2012 r., II KK 30/12; z dnia 21 stycznia 2016 r., II KK 370/15; z dnia 20 kwietnia 2017 r., V KK 66/17).

Tymczasem zebrane w niniejszej sprawie dowody nie pozwalały na wysnucie jednoznacznego wniosku o braku wątpliwości co do okoliczności popełnienia przez (...) zarzucanego jej czynu z art. 190a § 1 k.k. Jak wynika z opisu przypisanego oskarżonej czynu, kluczowym dowodem mającym potwierdzać jej winę były wydruki wiadomości tekstowych, które wysyłała do pokrzywdzonego. Autor kasacji zasadnie zwrócił uwagę, że wydruki te zostały przedstawione w skróconej formie i zawierają tylko numer telefonu, z którego zostały wysłane, datę oraz jedynie pierwsze (często niepełne) zdanie wypowiedzi pisemnej.

Większość z nich pozostaje w przeważającej mierze wyrwana z kontekstu, nadto brak jest możliwości ustalenia, kto był inicjatorem danej konwersacji, jaka była jej pełna treść i przebieg. Przy ocenie zachowania oskarżonej nie można pominąć, że ona i pokrzywdzony byli małżeństwem w toku sprawy rozwodowej, rodzicami trojga małoletnich dzieci, nad którymi opiekę sprawowała matka. Ze szczątkowej treści wiadomości tekstowych można wywnioskować, że w przeważającej mierze dotyczą one zagadnień dotyczących wychowywania i opieki nad dziećmi, problemów dnia codziennego, kwestii finansowych, co szczegółowo, z powołaniem poszczególnych wiadomości, wykazano w kasacji, sugerując, że są nie tyle dowodem popełnienia przestępstwa przez oskarżoną, ile jej kontaktów z (...). inicjowanych w celu załatwienia spraw, które występują pomiędzy rodzicami wspólnych, małoletnich dzieci.

Co prawda w trakcie przeprowadzonego w postępowaniu przygotowawczym przesłuchania (...) werbalnie przyznała się do zarzucanego jej czynu, jednak ze złożonych przez nią wyjaśnień wynika, że w istocie przyznała się tylko do zachowań polegających na telefonowaniu i wysyłaniu wiadomości tekstowych do pokrzywdzonego z powodu trudności w uzyskaniu od niego świadczeń alimentacyjnych. Potwierdzają to nie tylko korespondencja sms, ale też zeznania świadków (...).

W tym stanie rzeczy Sąd Rejonowy powinien uznać, że zgromadzony materiał dowodowy nie wskazuje w sposób niebudzący wątpliwości na popełnienie przez oskarżoną określonego w art.190a § 1 k.k. występku uporczywego nękania, zaś decydując się na wydanie wyroku nakazowego rażąco naruszył wskazane w kasacji przepisy postępowania, co mogło mieć istotny wpływ na treść orzeczenia.

W konsekwencji, w uwzględnieniu wniosku kasacji uchylono zaskarżony wyrok i sprawę przekazano do ponownego rozpoznania Sądowi Rejonowemu, który skieruje ją na rozprawę i wyda końcowe orzeczenie po rzetelnym wyjaśnieniu wszystkich istotnych okoliczności.

II.510.1063.2019

Spotkał się z kolegą podczas lockdownu w 2020 - sąd ukarał go naganą bez podstawy prawnej. Kolejna kasacja RPO

Data: 2021-05-04
  • Pan Krzysztof podczas lockdownu w kwietniu 2020 r. spotkał się z kolegą w swej małej miejscowości
  • Na wniosek policji Sąd Rejonowy wymierzył mu karę nagany
  • Obywatela ukarano bez odpowiedniej podstawy prawnej - a nie mogło nią być rozporządzenie rządu
  • Po raz kolejny w tego typu sprawie RPO złożył kasację do Sądu Najwyższego, który już kilka razy rozstrzygał takie sprawy na korzyść obywateli

Od marca 2021 r. Sąd Najwyższy uwzględnia kasacje Rzecznika Praw Obywatelskich w takich sprawach. Uznaje, że ograniczenia pandemiczne z wiosny 2020 r. wprowadzano niezgodnie z zasadami prawa. Rząd nie mógł bowiem zakazać rozporządzeniem wychodzenia w domu, nie mając do tego podstaw w ustawie.

Pan Krzysztof został obwiniony o to, że 5 kwietnia 2020 r. wieczorem w swej małej miejscowości nie zastosował się do zakazu przemieszczania się. Jak uznała policja, bez uzasadnienia opuścił miejsce zamieszkania i na chodniku rozmawiał z kolegą – co miało być powodem wyjścia z domu.

Obwiniono go o wykroczenie z art. 54 Kodeksu wykroczeń w związku z § 5 ust. 2 pkt 1 rozporządzenia Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu pandemii.

16 listopada 2020 r. Sąd Rejonowy w R. uznał pana Krzysztofa za winnego wykroczenia i ukarał go naganą. Obwiniony nie złożył sprzeciwu, wobec czego wyrok uprawomocnił się.

RPO wniósł o uchylenie wyroku i uniewinnienie obywatela od wykroczenia.

Argumentuje, że na początku pandemii rząd kolejnymi rozporządzeniami nałożył na obywatel zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów. Powołał się na ustawę z 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Pozwala ona jednak nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkie. Dopuszcza też ograniczenie sposobu przemieszczania się - ale już nie jego zakazywanie.

Nie może odpowiadać za wykroczenie z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania z rozporządzenia Rady Ministrów. Przedmiotem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Wydając rozporządzeniem generalny zakaz przemieszczania, przekroczono zaś delegację ustawową, na której podstawie zostało ono wydane.

Art. 52 Konstytucji reguluje wolność poruszania się stanowiącą przejaw ogólnej wolności osobistej – a może ona podlegać ograniczeniom wyłącznie na podstawie ustawie. Wprowadzony zakaz był zatem niezgodny z art. 52, art. 31 i art. 228 Konstytucji. Potwierdza to orzecznictwo sądów administracyjnych oraz uwzględnionych już kasacji RPO.

W konkluzji RPO stwierdza, że zakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami wyrażonymi w Konstytucji. Zakazy wyrażone w rozporządzeniu Rady Ministrów uznać należy za niekonstytucyjne, a co za tym idzie - za nielegalne. W związku z tym, rozporządzenie to nie mogło być źródłem obowiązków dla obywateli i w konsekwencji podstawą do ukarania za niestosowanie się do tych obowiązków. 

II.511.215.2021

Nagana za rozmową pod sklepem. Kasacja RPO do SN

Data: 2021-05-04
  • Przed rokiem, na początku kwietnia 2020 w miejscowości w środkowej Polsce pan K. został ukarany za to, że przebywał „ bez uzasadnionej przyczyny” w okolicach sklepu spożywczego i nie zachował należytej odległości 2 m od drugiej osoby.
  • Sąd w R. za to wykroczenie ukarał go naganą.
  • RPO dowodzi w kasacji do Sądu Najwyższego, że wyrok wydany w imieniu Rzeczypospolitej narusza jej prawa i powinien być uchylony.

Na początku pandemii rząd zakazał wychodzenia z domu z wyjątkiem pracy, wolontariatu, wyjścia do kościoła i załatwiania niezbędnych potrzeb życiowych. Wprowadził też obowiązek przestrzegania dystansu społecznego. Zrobił to w rozporządzeniu, powołując się na ustawę o zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi. Jednak ustawa ta nie daje podstaw do tak dalekiej ingerencji w prawa obywatelskie, w tym wolność zagwarantowaną wprost w Konstytucji.

RPO przedstawiał te argumenty, podobnie rozumowały sądy w wielu sprawach obywateli. Choć ani Rzecznik, ani sądy nie kwestionowały konieczności wprowadzenia ograniczeń na czas pandemii, wskazywały, że muszą być one zgodnie z prawem, a obywatele nie mogą być karani na podstawie wadliwie wydanych przepisów.

Zdarzają się przypadki prawomocnych wyroków skazujących – jak te w przypadku sądu w R. Rzecznik Praw Obywatelskich kwestionuje je w kasacjach do Sądu Najwyższego. Ten w kilku przypadkach już przyznał rację Rzecznikowi (kolejne sprawy są rozpatrywane).

W sprawie pana K. Rzecznik stwierdza: Wyrok Sądu Rejonowego w R. kończący postępowanie wobec P.K., nie może się ostać, albowiem jest obarczony wadą prawną o kasacyjnym charakterze i stopniu, wskazaną w petitum niniejszego nadzwyczajnego środka zaskarżenia.

Powyższy wyrok, w zakresie czynów z punktu pierwszego jak i drugiego, jako podstawę prawną ukarania wskazuje art. 54 k.w. Powyższa norma stanowi, iż kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany. Cytowany przepis ma charakter blankietowy, tj. sam nie określa znamion zabronionego zachowania, lecz odsyła do innych przepisów, które regulują zasady i sposób zachowania się w miejscach publicznych. Tak więc przepis art. 54 k.w. stanowi normę sankcjonującą w stosunku do tych wszystkich przypadków, w których przepisy porządkowe o zachowaniu się w miejscach publicznych stanowią normę niezabezpieczoną sankcją. Czynność sprawcza wykroczenia określonego w art. 54 k.w. polega na "wykraczaniu" przeciwko przepisom porządkowym, czyli na takim zachowaniu się sprawcy, które narusza obowiązujący w określonym miejscu publicznym porządek wyznaczony przepisami porządkowymi. Zachowanie się sprawcy musi naruszać przepisy, dotyczące zachowania się w miejscach publicznych, tj. takich, które są ogólnie dostępne dla każdego.

Odesłanie zawarte w art. 54 k.w. obejmuje wyłącznie "przepisy porządkowe". Termin ten nie jest w pełni ostry, nie ma ustawowej definicji, a precyzyjne ustalenie jego znaczenia może budzić wątpliwości. W praktyce, ustawy udzielające upoważnień do stanowienia przepisów porządkowych, wyraźnie kwalifikują te przepisy przy pomocy terminu "przepisy porządkowe" lub "zarządzenia porządkowe".

Jak zauważył TK w wyroku z 8.07.2003 r., P 10/02, OTK-A 2003/6, poz. 62: „W literaturze przedmiotu zwraca się uwagę, że analizowany przepis ma na celu ochronę porządku i spokoju w miejscach publicznych. Zawiera on odesłanie do przepisów porządkowych wydawanych w celu zapewnienia porządku i spokoju publicznego. W konsekwencji, w razie naruszenia przepisów, które mają inny przedmiot ochrony, nie jest możliwe zastosowanie zaskarżonego przepisu”. Przedmiotowe rozporządzenie zostało wydane w związku z wprowadzeniem stanu epidemii, celem jego przepisów jest więc ochrona zdrowia i w ramach tak zakreślonego celu, zwalczanie chorób epidemicznych (art. 68 ust. 4 Konstytucji RP). Przepisy rozporządzenia nie stanowią w związku z tym przepisów porządkowych, skoro przedmiotem ochrony jest zdrowie publiczne, a nie porządek i spokój w miejscach publicznych. Przepisy porządkowe, o których mowa w art. 54 k.w., mają mieć właśnie za zadanie ochronę porządku i spokoju publicznego, to tym samym w polu penalizacji tego przepisu nie mieszczą się regulacje odnoszące się do innych sfer życia, np. do ochrony zdrowia publicznego.

Na podstawie art. 46a i art. 46b pkt 1-6 i 8-12 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. 2019.1239 j.t. z późn. zm.) wydane zostało rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Przywołany akt wykonawczy w § 5 stanowił, że do dnia 11 kwietnia 2020 r. zakazuje się na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej przemieszczania się osób przebywających na tym obszarze, z wyjątkiem przemieszczania się danej osoby w celu ściśle wskazanym w rozporządzeniu (§ 5 pkt 1 – 4). Nadto w § 18 ustanowiono, że w przypadku gdy przemieszczanie się następuje pieszo jednocześnie mogą się poruszać osoby w odległości nie mniejszej niż 2 m. (§ 18 ust. 1 pkt 1).

Tymczasem, w myśl art. 1 § 1 k.w., odpowiedzialności za wykroczenie podlega ten tylko, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary. Za taki akt normatywny nie może być oczywiście uznane przedmiotowe rozporządzenie Rady Ministrów. Rozporządzenie takie może stanowić m.in. przepisy porządkowe, jednak należy je traktować jedynie jako normy sankcjonowane (zakazy), których naruszenie może prowadzić do odpowiedzialności wynikającej z kodeksu wykroczeń, o ile w sposób wyraźny i skonkretyzowany dokonano takiego zastrzeżenia w treści tego aktu wykonawczego. Przyjmuje się, że przy tworzeniu przepisów o charakterze porządkowym, mających wypełnić swą treścią dyspozycję art. 54 k.w. wystarczające jest ogólne odesłanie do odpowiedzialności przewidzianej w tym przepisie, ale zarazem takie odesłanie uznaje się za minimum wymagań w tym zakresie. Sprawca musi bowiem wiedzieć co go czeka za załamanie zakazów przewidzianych w przepisach porządkowych (por.m.in.: wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 8 lipca 2003 r., P 10/02 oraz wyroki Sądu Najwyższego z 9 czerwca 2005 r., sygn. V KK 41/05, OSNKW 2005/9/83 i 4 grudnia 2001 r., sygn. V KKN 293/01, LEX 51576).

Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii powyższych postanowień ani odesłań nie posiadało. Nie odsyłało ono bowiem w swej treści do konkretnego przepisu kodeksu wykroczeń i nie określało wobec sprawcy prawnomaterialnych konsekwencji naruszenia przez niego zawartych w nim przepisów. Przepis § 5 rozporządzenia zastosowany do pierwszego z zarzucanych czynów (pkt 1 wyroku) stanowił jedynie, że zakazuje się przemieszczania, bez wskazania, czy i jaka sankcja grozi za złamanie tego zakazu. Brak sankcji odnosi się również do nakazu zachowania odległości 2 m określonego w § 18 ust. 1 pkt 1 (podstawa prawna co do czynu opisanego w punkcie 2 wyroku).

Mając na uwadze wszystko powyższe, wykluczone jest pociągnięcie do odpowiedzialności, na podstawie art. 54 k.w., osób, które naruszały m.in. zakaz przemieszczania się na mocy wspomnianego rozporządzenia (czyn określony w punkcie 1 wyroku), jak również nakaz poruszania się przy zachowaniu wskazanej w rozporządzeniu odległości między pieszymi (czyn określony w punkcie 2 wyroku).

Nadto, zgodnie wyrokiem TK z 8.07.2003 r., P 10/02, OTK-A 2003/6, poz. 62, sądy, stosując przepis art. 54 k.w., powinny zawsze badać, czy organ stanowiący przepisy porządkowe działał na podstawie ustawy i w granicach upoważnień ustawowych, a także, czy przepisy porządkowe, do których odsyła analizowany przepis, są zgodne z Konstytucją. W szczególności istotne jest, czy zostały ustanowione zgodnie z konstytucyjnymi zasadami stanowienia aktów podustawowych. Zważyć jednak należy, iż omawiane przepisy dla skuteczności stanowienia podstawy do odpowiedzialności z art. 54 k.w. muszą zostać wydane z upoważnienia ustawowego. Czyn opisany w punkcie 1 części dyspozytywnej wyroku zakwalifikowany w niniejszej sprawie jako wykroczenie z art. 54 kodeksu wykroczeń odnosi się do rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. W § 5 rozporządzenia ustanowiono zakaz przemieszczania się osób przebywających na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej, z wyjątkiem przemieszczania się danej osoby w celu ściśle określonym we wskazanym rozporządzeniu.

Przedmiotowe rozporządzenie zostało wydane na podstawie upoważnienia ustawowego zawartego w art. 46a i art. 46b pkt 1-6 i 8-12 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. z 2019 r. Poz. 1239 i 1495 oraz z 2020 r. Poz. 284, 322, 374 i 567). W art. 46b pkt 12 w.w. ustawy wskazano, że można ustanowić nakaz określonego sposobu przemieszczania się, a z kolei w art. 46b pkt 1 poprzez odesłanie do art. 46 ust. 4 pkt 1 wskazano, że możliwe jest czasowe ograniczenie określonego sposobu przemieszczania się. Ustawowo dopuszczalne są ograniczenia wolności przemieszczania się jedynie w zakresie sposobu jej realizacji. Żaden z tych przepisów nie upoważniał jednak władzy wykonawczej do wprowadzenia powszechnego, a przede wszystkim generalnego zakazu przemieszczenia się (wyjątki są jedynie odstępstwem od ogólnej reguły powszechnego zakazu).

Mając powyższe na uwadze podkreślić należy, że wprowadzenie w § 5 rozporządzenia generalnego zakazu przemieszczania się jest daleko bardziej idącym uregulowaniem niż (wynikający z ustawowego upoważnienia) nakaz/ograniczenie określonego sposobu przemieszczania się. Zakaz uregulowany w rozporządzeniu jest zatem znacznie szerszy niż delegacja ustawowa, która mu na to zezwala.

Ponadto, co odnosi się do ograniczeń określonych zarówno w § 5 jaki i § 18 rozporządzenia stosowanego – odpowiednio – do czynu opisanego w punkcie 1 i 2 części dyspozytywnej wyroku, zgodnie wyrokiem TK z 8.07.2003 r., P 10/02, OTK-A 2003/6, poz. 62, sądy, stosując przepis art. 54 k.w., powinny zawsze badać, czy organ stanowiący przepisy porządkowe działał na podstawie ustawy i w granicach upoważnień ustawowych, a także, czy przepisy porządkowe, do których odsyła analizowany przepis, są zgodne z Konstytucją, a w szczególności, czy zostały ustanowione zgodnie z konstytucyjnymi zasadami stanowienia aktów podustawowych.

Prawo do przemieszczania się oraz sposób jego realizacji, jako element wolności człowieka oraz prawa poruszania się, jest chronione przez art. 31 ust. 1 i 52 ust. 1 Konstytucji RP.

Z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP wynika, że ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób.

Powyższe oznacza nakaz kompletności unormowania ustawowego, które musi samodzielnie określać wszystkie podstawowe elementy ograniczenia danego prawa i wolności, tak aby już na podstawie lektury przepisów ustawy można było wyznaczyć kompletny zarys tego ograniczenia. Niedopuszczalne jest natomiast przyjmowanie w ustawie uregulowań blankietowych, pozostawiających organom władzy wykonawczej swobodę normowania ostatecznego kształtu owych ograniczeń, a w szczególności wyznaczania zakresu tych ograniczeń (tak: Trybunał Konstytucyjny w uzasadnieniu wyroku z 12 stycznia 2000 r., sygn. akt P11/98). Tylko unormowania, które nie stanowią podstawowych elementów składających się na ograniczenie konstytucyjnych praw i wolności mogą być treścią rozporządzenia. W rozporządzeniu powinny być zatem zamieszczane jedynie przepisy o charakterze technicznym, niemające zasadniczego znaczenia z punktu widzenia praw lub wolności jednostki. Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób, przy czym ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw. Kwestie te mają istotne znaczenie w niniejszej sprawie, albowiem warunkiem formalnym zgodnego z Konstytucją ograniczania praw osobistych jest ograniczanie ich tylko w ustawie. W ten sposób Konstytucja RP wprowadza zasadę wyłączności ustawy przy ograniczaniu konstytucyjnych praw obywateli. W następnej kolejności należy podkreślić, iż nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela, a takim niewątpliwie jest prawo do przemieszczania się i sposób jego realizacji, musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami wyrażonymi w Konstytucji. Wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, co dotychczas nie miało miejsca. W tej sytuacji, zakazy i nakazy wyrażone w treści § 5 i § 18 ww. rozporządzenia Rady Ministrów uznać należy za niekonstytucyjne, a co za tym idzie - za nielegalne. W związku z tym, nie mogą być źródłem obowiązków dla obywateli i w konsekwencji podstawą do ukarania za niestosowanie się do nich.

Reasumując, nie może zatem odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania się wprowadzony w § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020 r. (czyn opisany w punkcie 1), jak i nie zachowała odpowiedniej odległości określonej w § 18 cytowanego rozporządzenia (czyn opisany w punkcie 2). Przedmiotem bowiem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Dodatkowo o niezgodności § 5 przedmiotowego rozporządzenia z przywołanymi normami konstytucyjnymi wypowiadał się niejednokrotnie Sąd Najwyższy (za wyrokami Sądu Najwyższego z dnia 16 marca 2021 r. sygn. akt II K 74/21, II K 64/21, II KK 97/21). Natomiast w orzecznictwie sądów administracyjnych wskazuje się (m. in. wyroki Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie: z dnia 12 stycznia 2021 r., sygn. akt VII SA/Wa 1434/20; z dnia 13 stycznia 2021 r., sygn. akt VII SA/Wa 1917/20, VII SA/Wa 1506/20, VII SA/Wa 1635/20; z dnia 14 stycznia 2021 r., sygn. akt VII SA/Wa 1693/20; z dnia 2 lutego 2021 r., sygn. akt VII SA/Wa 1761/20), że wprowadzany w § 18 rozporządzenia nakaz przemieszczania się w odpowiedniej odległości od siebie narusza konstytucyjną wolność poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej Polskiej (art. 52 ust. 1 i 3 Konstytucji RP). Nie istnieje bowiem żadna podstawa materialnoprawna rangi ustawy, z której by wynikało, że obywatel Rzeczypospolitej Polskiej ma obowiązek poruszania się w odpowiedniej odległości od innej osoby.

Mając powyższe na uwadze RPO  uznaję zarzuty kasacji za zasadne, wnoszę o ich uwzględnienie i uniewinnienie P.K. od przypisanych mu wykroczeń.

II.511.282.2021

Wyszedł z domu "bez uzasadnienia" w kwietniu 2020 r. Kasacja RPO do SN [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-04-29, 2021-03-19
  • Pan Przemysław został obwiniony o to, że w kwietniu 2020 r. opuścił miejsce zamieszkania w innym celu niż zaspokajanie niezbędnych potrzeb – sąd wymierzył mu karę nagany
  • Rzecznik Praw Obywatelskich składa kolejną kasację w tego typu sprawie
  • Ograniczenia pandemiczne rząd wprowadził niezgodnie z prawem, dlatego nie dają one podstaw prawnych do karania obywateli
  • Sąd Najwyższy uwzględnił już pierwsze trzy takie kasacje złożone przez RPO na korzyść ukaranych obywateli
  • AKTUALIZACJA: 29 kwietnia SN uwniewinnił pana Przemysława (Sygn. akt 11 K K 135/21)

Pan Przemysław został obwiniony o to, że 19 kwietnia 2020 r. w małej miejscowości O. nie stosował się do zakazu przemieszczania się na obszarze RP w związku ze stanem epidemii. Polegało to na tym, że w stanie nietrzeźwości i bez uzasadnienia opuścił miejsce zamieszkania w innym celu niż zaspakajanie niezbędnych potrzeb.

Wyrokiem nakazowym Sąd Rejonowy w R. w listopadzie 2020 r. wymierzył mu karę nagany. Uznał, że popełnił wykroczenie z art. 54 k.w. w związku z § 5 rozporządzenia Rady Ministrów z 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. Wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił się.

RPO w kasacji zarzucił wyrokowi rażące i mające istotny wpływ na jego treść naruszenie prawa materialnego, art. 54 k.w. w związku z § 5 rozporządzenia z 19 kwietnia 2020 r. - poprzez jego niewłaściwe zastosowanie w sytuacji, gdy czyn przypisany nie wyczerpywał znamion tego wykroczenia. Kasacja wnosi o uniewinnienie pana  Przemysława.

Na początku pandemii rząd nałożył na obywatel zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów. Powołał się na ustawę z 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Pozwala ona nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkie. Dopuszcza też ograniczenie sposobu przemieszczania się - ale już nie jego zakazywanie.

Dlatego nie może odpowiadać za wykroczenie z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania z rozporządzenia Rady Ministrów. Przedmiotem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając rozporządzeniem generalny zakaz przemieszczania przekroczono delegację ustawową, na której podstawie zostało ono wydane.

Ponadto RPO przypomina, że art. 52 Konstytucji reguluje wolność poruszania się stanowiącą przejaw ogólnej wolności osobistej – a może ona podlegać ograniczeniom wyłącznie na podstawie ustawie. Wprowadzony zakaz był zatem niezgodny z art. 52, art. 31 i art. 228 Konstytucji. Potwierdza to orzecznictwo sądów administracyjnych.

Niezależnie od tego, w dacie orzekania przez sąd nie obowiązywały już przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z 19 kwietnia, a obowiązujące wtedy  rozporządzenie Rady Ministrów z 9 października 2020 r. nie zakazywały już przemieszczania się. Choćby z tego powodu wymierzenie kary nie było dopuszczalne.

II.511.147.2021

Rok więzienia dla kobiety w PRL za działalność „Świadków Jehowy”. RPO złożył kasację do SN [AKTUALIZACJA] SN pozostawił kasację bez rozpoznania

Data: 2021-04-26, 2021-03-08
  • Kobieta została w latach 70. skazana w PRL za kierowanie wspólnotą „Świadków Jehowy”- której działalność miała być „tajemnicą wobec organów państwowych”
  • Tymczasem to wcale nie było tajemnicą dla ówczesnych władz
  • Kasację na korzyść skazanej złożył Rzecznik Praw Obywatelskich
  • AKTUALIZACJA: 26 kwietnia 2021 SN pozostawił kasację bez rozpoznania (Sygn. akt III KK 90/21)

W 1972  r. Sąd Rejonowy w P. skazał kobietę na rok  więzienia z art. 278 § 3 k.k. z 1969 r. Przewidywał on karę do 3 lat więzienia za udział w związku, którego istnienie, ustrój lub cel ma pozostać tajemnicą wobec organów państwowych albo który rozwiązano lub odmówiono zalegalizowania.

Uznano ją za winnego przestępstwa polegającego na „pełnieniu funkcji kierowniczych” w związku wyznaniowym, któremu władza państwowa odmówiła legalizacji i którego rzeczywista działalność pozostawała tajemnicą wobec tej władzy”.  Innym zarzutem było „produkowanie nielegalnej literatury przeznaczoną do jej rozpowszechniania”.

W ugruntowanej linii orzeczniczej Sąd Najwyższy uznawał, że nie jest możliwe odnoszenie pojęcia «związku» w rozumieniu prawa karnego do wspólnoty o charakterze religijnym, wyznaniowym - zbiorowiska ludzi, których łączy nie więź organizacyjna, ale religijna. Dlatego wspólnota wyznaniowa "Świadkowie Jehowy", jako oparta wyłącznie na więzach religijnych, nie może być w ogóle uznawana za "związek" w rozumieniu prawa karnego.

A istnienie i działalność wspólnoty „Świadków Jehowy”, funkcjonującej uprzednio na podstawie rozporządzenia Prezydenta RP z  27 października 1932 r. Prawo o stowarzyszeniach, po delegalizacji w lipcu 1950 r, nie stanowiło tajemnicy dla ówczesnych władz. Członkowie  wspólnoty podejmowali bowiem liczne próby prawnego usankcjonowania działalności, m.in. przedkładają władzom statut wspólnoty i wnioski o ponową rejestrację.

- Uznawanie tajności struktur religijnych wyznania, któremu oficjalnie i bezpodstawnie odmówiono prawa do jawnego funkcjonowania, za wypełniające znamiona "tajności związku", było rażącym nadużyciem prawa karnego, w celu korzystania wyłącznie z jego represyjnej funkcji. Była nadto w tym stanowisku hipokryzja - za tajne uznawano to, czego władza państwowa nie chciała przyjąć do wiadomości” - podkreślił Sąd Najwyższy w uzasadnieniu wyroku z 12 stycznia 1995 r.

Jak podkreśla RPO, te uwagi mają pełne zastosowanie i do tej sprawy. Przypisanie oskarżonej czynu z art. 278 § 3 k.k., stanowiącego w istocie realizację konstytucyjnego prawa do wykonywania praktyk religijnych, nie wyczerpywało znamion przestępstwa, a skazanie miało formę politycznej represji.

Dlatego Rzecznik wniósł o uchylenie wyroku i uniewinnienie.

Sąd Najwyższy już wiele razy uwzględniał takie kasacje RPO.

II.510.940.2017

Dzień po Wielkiejnocy spotkał się z kolegą w małej miejscowości - sąd ukarał go bez podstawy. Kasacja RPO. [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-04-26, 2021-03-12
  • Pan Tomasz w dzień po Wielkiejnocy w 2020 r. spotkał się z kolegą w swej małej miejscowości
  • Na wniosek policji z K. dostał za to od Sądu Rejonowego w R. karę nagany
  • RPO złożył kolejną kasację do Sądu Najwyższego w tego typu sprawie
  • AKTUALIZACJA: SN uwzględnił ją 14 kwietnia 2021 r. Podzielił  argumenty RPO, po raz kolejny uznając wadliwość ówczesnych przepisów   

Jak wskazywał RPO, dzięki kasacji SN będzie mógł się wypowiedzieć co do zasadności karania obywateli za ograniczenia wprowadzone w pierwszym okresie epidemii koronawirusa. Chodzi o rozporządzenia wydawane bez odpowiednich podstaw ustawowych – przy niewprowadzeniu stanu nadzwyczajnego. Karanie na takiej podstawie jest niezgodne z konstytucyjnymi zasadami ograniczeń praw i wolności.

Policja zatrzymała pana Tomasza bo wyszedł z  domu bez uzasadnienia. Naruszył tym samym zakaz przemieszczania się w innym celu niż wyjście do pracy, w celu zaspokajania niezbędnych potrzeb, na wolontariat lub do kościoła.

W czerwcu 2020 r.  Sąd Rejnowy w R. uznał go za winnego  wykroczenia z art. 54 kodeksu wykroczeń („kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany”) w związku z §5 rozporządzenia Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu pandemii. Wyrok uprawomocnił się, bo obwiniony nie złożył od niego sprzeciwu.

Jak wskazuje RPO, wyrok ten nie może się ostać, albowiem jest obarczony wadą prawną o kasacyjnym charakterze i stopniu. Dlatego Rzecznik wnosi o uchylenie wyroku i uniewinnienie pana Tomasza.

Na początku pandemii rząd nałożył na obywatel zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów,  powołując się na przepisy ustawy z 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Pozwala ona nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkie. Dopuszcza też ograniczenie sposobu przemieszczania się - ale już nie jego zakazywanie.

Dlatego nie może odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania z rozporządzenia Rady Ministrów. Przedmiotem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając rozporządzeniem generalny zakaz przemieszczania przekroczono delegację ustawową, na której podstawie zostało ono wydane.

Ponadto RPO przypomina, że art. 52 Konstytucji reguluje wolność poruszania się stanowiącą przejaw ogólnej wolności osobistej – a może ona podlegać ograniczeniom wyłącznie na podstawie ustawie. Wprowadzony zakaz był zatem niezgodny z art. 52, art. 31 i art. 228 Konstytucji. Potwierdza to orzecznictwo sądów administracyjnych w tym zakresie.

Niezależnie od tych argumentów, w dacie orzekania przez sąd nie rozporządzenie z 31 marca 2020 r. już nie obowiązywało. Obowiązujące wtedy rozporządzenie Rady Ministrów z 19 czerwca 2020 r. nie przewidywało już zakazu przemieszczania się. Dlatego już choćby z tego powodu ukaranie obwinionego nie było dopuszczalne.

Wyrok SN wraz z uzasadnieniem

Kasacja okazała się zasadna w stopniu oczywistym. Zagadnienie możliwości ograniczenia wolności przemieszczania się obywateli na terenie całego kraju w drodze rozporządzenia z dnia 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. poz. 658) było przedmiotem rozważań Sądu Najwyższego (por. wyroki z dnia 16 marca 2021 r. II KK 74/21, II KK 64/21 oraz II KK 97/21).

Sąd Najwyższy w składzie niniejszym, mając na względzie fak, że wolność ta gwarantowana jest w art. 52 ust. 1 Konstytucji RP, podziela w pełni wyrażone w tych judykatach stanowisko.

Przypomnieć należy, że przepis art. 54 k.w. ma charakter przepisu blankietowego zupełnego, czyli zakres karalności jest każdorazowo determinowany przez obowiązujące w danym momencie wydane z upoważnienia ustawy przepisy porządkowe o zachowaniu się w miejscach publicznych. Zatem zgodnie z dotychczasowym orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego, to na sądach ciąży obowiązek weryfikacji, czy owe przepisy porządkowe zostały wydane zgodnie z delegacją ustawową (por. wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 8 lipca 2003 r., P 10/02, OTK-A 2003, z. 6, poz. 62).

W ten sposób to finalnie sądy sprawujące zgodnie z art. 175 ust. 1 Konstytucji RP wymiar sprawiedliwości rozstrzygać będą o winie sprawcy czynu karalnego. Związanie ich wydanymi przepisami porządkowymi powodowałoby, że o tym co jest karalne decydowałyby organy władzy wykonawczej, czy też samorządu terytorialnego, bez względu na to, czy w istocie miały one ku temu podstawę ustawową. Zgodnie zaś z art. 178 ust. 1 Konstytucji RP "sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji RP oraz ustawom", co powoduje, że ustrojodawca kształtując zakres pojęcia sprawowania wymiaru sprawiedliwości świadomie przekazał w ręce sądów uprawnienie do samodzielnej oceny i ustalenia zgodności podustawowych aktów normatywnych z ustawami oraz obowiązek, w razie stwierdzenia ich niezgodności ż tymi ustawami, odmowy ich zastosowania w konkretnej sprawie. Takie rozumienie znaczenia normatywnego wspomnianego przepisu nie budzi wątpliwości ani w orzecznictwie, ani doktrynie.

Przechodząc do realiów niniejszej sprawy, wskazać należy, że obwinionemu przypisano w prawomocnym wyroku nakazowym wykroczenie z art. 54 k.w. w zw. z § 5 rozporządzenia z 31 marca 2020 r., którego opis sprowadzał się do tego, że „bez uzasadnienia opuścił miejsce zamieszkania w innym celu niż zaspakajanie niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego i przebywał wspólnie z (...)".

Ograniczenie wolności  przemieszczania się gwarantowanej w art 52 ust. 1 Konstytucji RP może nastąpić jedynie w warunkach przewidzianych w art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, czyli wyłącznie w drodze ustawy (kryterium formalne) oraz dopuszczalne jest ustanowienie tylko takich ograniczeń, które nie naruszają istoty danej wolności lub prawa podmiotowego (kryterium materialne). W przypadku tego pierwszego warunku, z uwagi na jego swoistą zerojedynkowość, analiza czy ograniczenie wolności konstytucyjnej nastąpiło w drodze ustawy wymaga oceny, jakie merytoryczne kryteria tego przewidziano w przepisach rangi ustawowej.

Nadto, gdy do realizacji norm ustawowych przewidziano możliwość wydania aktu podustawowego przez władzę wykonawczą, konieczna jest ścisła ocena zakresu delegacji w perspektywie tego, czy ukształtowanie normy zakazu/nakazu nie zostało w całości przekazane na ten etap. W przypadku uznania, że dla ograniczenia konstytucyjnej wolności albo brak jest przesłanek opisanych w ustawie, albo pełna decyzyjność w tym obszarze delegowana jest do aktu wykonawczego, należy odmówić stosowania takiego przepisu, jako współwyznaczającego zakres normowania normy wysłowionej w art. 54 k.w.

Podzielić należy w tym miejscu pogląd wyrażony już przez Sąd Najwyższy w cytowanych wcześniej orzeczeniach, iż ustawa z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. z 2019 r. poz. 1239 z póżn. zm.) nie zawiera unormowań określających możliwość i warunki ograniczenia konstytucyjnej wolności poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, zatem akty prawne rangi niższej niż ustawa nie mogą limitować tej wolności przemieszczania się, którą gwarantuje w art. 52 ust. 1 Konstytucji RP.

Jest zatem oczywiste, że rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. z 2020 r. poz. 658), w zakresie, w jakim ograniczało wolność przemieszczania się obywateli na terenie całego kraju (§ 5), naruszało regulację art. 52 ust. 1 w zw. z art. 31 ust. 1 i 3 Konstytucji RP, co oznacza, iż nie mogło ono tworzyć podstawy prawnej do wypełnienia blankietu normy sankcjonowanej art. 54 k.w. i prowadzić do ukarania na podstawie tego przepisu. Tym samym, już z tego powodu, przepis art. 54 k.w. w tym zakresie był normą pustą. 

Rację ma także Rzecznik Praw Obywatelskich, podkreślając zagadnienie intertemporalne. Zauważyć wypada, że w dacie orzekania przez Sąd nie obowiązywały już przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020 r przewidujące powszechny zakaz przemieszczania się (należy przy tym nadmienić, że w dacie czynu rozporządzenie to także nie obowiązywało, bowiem na jego miejsce wydano rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r., które także przewidywało powszechny zakaz przemieszczania się - Dz.U. z 2020 r. Poz. 658).

Takiego zakazu natomiast nie przewidywały już obowiązujące w dacie orzekania przez Sąd przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 19 czerwca 2020 r. w sprawie ustanowienia ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. poz. 066 ze zm.). Mając na uwadze treść art. 2 k.w. uznać należy, że zachowanie zarzucone ukaranemu, nawet gdyby pierwotnie stanowiło wykroczenie, to z uwagi na uchylenie owych „przepisów porządkowych”, i tak nie podlegałoby ukaraniu.

II.511.122.2021

Nie nosili maseczki – ukarani przez sąd. Kolejna kasacja Rzecznika

Data: 2021-04-22
  • W październiku 2020 r. pan Dawid i pani Marzena zostali zatrzymani na ulicy swego miasteczka, bo nie mieli maseczek na twarzach
  • Za takie wykroczenie sąd wymierzył im karę nagany
  • Podstawą wyroku było  wadliwie rozporządzenie rządu - dlatego RPO składa kasację do Sądu Najwyższego na korzyść ukarancych
  • Dziś karanie za niezakrycie ust i nosa jest już legalne, bo poprawiono ówczesne przepisy

Pan Dawid i pani Marzena zostali obwinieni o to, że w październiku 2020 r. na ulicy w miasteczku R. nie zakryli ust i nosa. Zarzucono im wykroczenie z art. 54 k.w. w zw. z § 27 ust. 1 pkt 2 lit a rozporządzenia Rady Ministrów z 9 października 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Sąd Rejonowy w R. wyrokiem nakazowym 4 grudnia 2020 r. uznał oboje za winnych wykroczeń. Wymierzył im karę nagany. Wyrok uprawomocnił się, bo nie odwołali się.

Jak wskazuje RPO w kasacji, nakaz zakrywania ust i nosa został  ustanowiony na podstawie upoważnienia ustawowego zawartego w art. 46b pkt 4 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi. Ustawa ta jednak pozwalała na nakazywanie noszenia maseczek chorym lub podejrzanym o chorobę – a nie wszystkim.

Wprowadzenie rozporządzeniem powszechnego nakazu zakrywania ust i nosa w określonych miejscach nastąpiło nie tylko z przekroczeniem granic upoważnienia ustawowego, ale też z naruszeniem konstytucyjnego warunku, że ograniczenie wolności osobistej może nastąpić tylko na zasadach i w trybie określonym w ustawie.

O wadliwości nakazu noszenia maseczek przepisu RPO alarmował od wiosny 2020 r. W końcu nakaz ten został uchwalony poprawnie przez Sejm i wszedł w życie w listopadzie 2020 r.

Właśnie z tą chwilą Rada Ministrów uzyskała upoważnienie do ustanowienia w rozporządzeniu powszechnego nakazu zakrywania ust i nosa w określonych okolicznościach.

Zatem w czasie popełnienia czynu nie był on zabroniony pod groźbą kary. A nie można orzec odpowiedzialności, jeśli dopiero ustawa nowa uznaje dane zachowanie za czyn zabroniony - zgodnie z prawem jeżeli w czasie orzekania obowiązuje ustawa inna niż w czasie popełnienia wykroczenia stosuje się ustawę nową, jednak należy stosować ustawę obowiązującą poprzednio jeżeli jest względniejsza dla sprawcy.

II.511.220.2021

Świadek Jehowy skazany w latach 50. za religijną literaturę - jako "wrogą państwu". Kasacja Rzecznika

Data: 2021-04-21
  • Świadka Jehowy skazano w 1951 r. na rok więzienia za przechowywanie i rozpowszechnianie druków z ”fałszywymi  wiadomościami, mogącymi wyrządzić istotną szkodę interesom Państwa Polskiego”
  • Tymczasem były to wydawnictwa wspólnoty religijnej, które nie mogły spełniać znamion przestępstwa – mieściły się bowiem w granicach zagwarantowanej formalnie w PRL wolności religii
  • Rzecznik Praw Obywatelskich składa do Sądu Najwyższego kasację z wnioskiem o uniewinnienie pana Jana  

W PRL członkowie wspólnoty wyznaniowej Świadków Jehowy byli represjonowani pod pretekstem rzekomego ich udziału „w nielegalnym związku, którego organizacja i konspiracyjna działalność pozostawała tajemnicą wobec organów państwowych”.  Skazywano ich nawet na kilkuletnie kary więzienia. RPO już wcześniej składał kasacje na korzyść skazanych wówczas czlonków wspólnoty, a SN je uwzględniał.   

Historia sprawy

W 1951 r. pan Jan został oskarżony z art. 23 par. 1 małego kodeksu karnego. Miało to polegać na tym, że od 1945 do 1950 r. gromadził w domu,  a następnie rozpowszechniał „pisma i druki zawierające fałszywe wiadomości, mogące wyrządzić istotną szkodę interesom Państwa Polskiego”. Chodziło o broszury pt. „Strażnica”, ulotki pt. „Radość i pokój ludziom dobrej woli”, „Ochrona czy zagłada”, „Dlaczego oni tak sprzeciwiają się prawdzie” i inne, zawierające „artykuły o treści antyrządowej i antypokojowej, propagujące wybuch trzeciej wojny światowej i zniszczenie większości społeczeństwa nie będącego wyznania Świadków Jehowy, a przede wszystkim osób bezwyznaniowych, nawołujących społeczeństwo polskie do wstrzymania się od udziału we wszelkich akcjach społecznych,  przeprowadzanych przez Urząd Rzeczypospolitej Polskiej w kierunku polepszania bytu mas pracujących i zachowania pokoju, tudzież bojkotowania wyborów i obowiązków obowiązującej służby wojskowej”. Art. 24 par. 1 m.k.k. glosił: "Kto przechowuje pisma, druki lub wizerunki, wymienione w art. 23, podlega karze więzienia do lat 5'’.

Sąd Wojewódzki skazał go za to z art. 24 par. 1 m.k.k. na karę roku więzienia, w której poczet zaliczono okres aresztu od 7 sierpnia 1950 r. do 20 czerwca 1951 r. Wyrok nie został zaskarżony.

Argumentacja RPO

W świetle zgromadzonego w ramach odtwarzania akt materiału dowodowego bezsporne jest, że prowadzone przeciw oskarżonemu postępowanie karne było przejawem represji, z jakimi spotykali się wówczas członkowie Związku Świadków Jehowy, a w których mechanizm wprzęgnięty był również wymiar sprawiedliwości.

Aby można było mówić o znamion przestępstwa, niezbędnym było ustalenie, że druki, pisma zawierają treści, które nawołują do popełnienia zbrodni lub pochwalają zbrodnię, lub których treść ma pozostawać tajemnicą wobec władzy państwowej albo które zawierają fałszywe wiadomości, mogące wyrządzić istotną szkodę interesom Państwa Polskiego bądź obniżyć powagę jego naczelnych organów.

Tymczasem, w licznych orzeczeniach, dotyczących problematyki ścigania karnoprawnego Świadków Jehowy w tamtych latach, Sąd Najwyższy wielokrotnie wyrażał jednoznaczne stanowisko o bezpodstawności ocen przejawów działalności członków Związku Świadków Jehowy przez pryzmat tych przepisów.

W wyroku w sprawie o sygn. II KKN 334/99 SN stwierdził: „Ani rozpowszechnianie ani przechowywanie wydawnictw, których treść nie charakteryzuje się żadną z cech określonych w dyspozycji art. 23 § 1 dekretu z dnia 13 czerwca 1946 r. o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy Państwa, nie mogło być podstawą wyroku skazującego. Pisma służące członkom wspólnoty religijnej "Świadkowie Jehowy" nie zawierały treści o takich cechach, sama zaś ich treść nie miała pozostawać tajemnicą wobec władzy państwowej".

Stanowisko to znalazło potwierdzenie w wyroku w sprawie V KK 24/04, w którym SN uznał: „Religijne praktyki polegające na propagowaniu Pisma Świętego i związanego z nim piśmiennictwa wyznaniowego, co należało do obowiązków religijnych "Świadków Jehowy", w żadnym razie nie mogą być utożsamiane z przekazywaniem i rozpowszechnianiem "broszur" zawierających fałszywe wiadomości i to w dodatku takie, które mogłyby wyrządzić istotną szkodę interesom Państwa Polskiego”.

W wyroku w sprawie V KKN 90/00 SN postawił tezę, że: „Korzystanie z wydawnictw religijnych zawierających wykład danego wyznania, interpretację jego zasad, zalecenia dla wyznawców, modlitwy itp. jest warunkiem funkcjonowania danego wyznania. Nie jest dopuszczalne stawianie znaku równości pomiędzy treściami natury ideologicznej i światopoglądowej, zawierającymi pewne wizje religijne, przepowiednie o charakterze wyznaniowym itp., zawartymi w takich wydawnictwach, a "wiadomościami", czyli informacjami o faktach, sprawdzalnymi empirycznie”.

Mimo niemożności zapoznania się z pismami i drukami, które miał  gromadzić i przechowywać skazany, skoro czynił to w ramach przynależności do Związku Świadków Jehowy, to mieściło się to w granicach wolności wyznania, gwarantowanej formalnie w realiach ówczesnych przez małą konstytucję oraz dekret z 5 sierpnia 1949 r. o ochronie wolności sumienia i wyznania, a druki i pisma stanowiące osnowę sprawy nie były tymi, o których mówił art. 23 par. 1 m.k.k.

Nie sposób więc było twierdzić, że mogło to stanowić podstawę odpowiedzialności karnej.

- W działaniu oskarżonego nie sposób zatem dopatrzeć się realizacji ustawowych znamion czynu z art. 24 par. 1 m.k.k., co czyni wniosek o uwzględnienie kasacji, uchylenie skarżonego wyroku b. Sądu Wojewódzkiego i uniewinnienie oskarżonego, za zasadny – podkreślił w kasacji zastępca RPO Stanisław Trociuk.

II.510.218.2021

Ukarana za brak maseczki w 2020 r. Wtedy taki nakaz był jednak jeszcze niezgodny z prawem - Rzecznik składa kasację

Data: 2021-04-20
  • Kobieta nie nosiła maseczki w miejscu publicznym, za co sąd ukarał ją 200 zł grzywny  
  • Wyrok wydano na podstawie wadliwych przepisów rządowego rozporządzenia - a takie ograniczenie można było nałożyć tylko na wyraźnej podstawie ustawowej 
  • Dlatego RPO składa kasację do Sądu Najwyższego na korzyść obwinionej
  • A dziś karanie za niezakrycie ust i nosa jest już legalne – rząd poprawił ówczesne przepisy

Pani Paula została obwiniona o to, że 14 października 2020 r. w C. nie zastosowała się do obowiązku zakrywania ust i nosa w miejscu publicznym. Zarzucono jej wykroczenie z art. 54 Kodeksu wykroczeń w związku z rozporządzeniem Rady Ministrów z 9 października 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Sąd Rejonowy w B. wyrokiem nakazowym z 17 grudnia 2020 r. uznał panią Paulę za winną wykroczenia. Wymierzył jej karę 200 zł grzywny. Wyrok uprawomocnił się.

W ocenie RPO wyrok nie może się ostać, ponieważ został wydany z rażącym naruszeniem prawa.

Obywatelka nie zastosowała się do obowiązku zakrywania ust i nosa. Jednak rządowe rozporządzenie nie zawierało żadnej sankcji za naruszenie tego nakazu. Tymczasem odpowiedzialności za wykroczenie podlega ten tylko, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary.

Nakaz zakrywania ust i nosa został zaś ustanowiony na podstawie upoważnienia ustawowego zawartego w art. 46b pkt 4 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi. Ustawa ta jednak pozwalała na nakazywanie noszenia maseczek chorym lub podejrzanym o chorobę – a nie wszystkim. Wprowadzenie rozporządzeniem powszechnego nakazu zakrywania ust i nosa w określonych miejscach nastąpiło nie tylko z przekroczeniem granic upoważnienia ustawowego, ale też z naruszeniem konstytucyjnego warunku, że ograniczenie wolności osobistej może nastąpić tylko na zasadach i w trybie określonym w ustawie.

Argumentacja ta znajduje odzwierciedlenie w orzecznictwie Sądu Najwyższego (np. wyrok SN z 24 marca 2021 r., sygn. akt II KK 66/21).

O wadliwości nakazu noszenia maseczek przepisu RPO alarmował od wiosny 2020 r. W końcu nakaz ten został uchwalony poprawnie przez Sejm i wszedł w życie w listopadzie 2020 r.

Właśnie z tą chwilą Rada Ministrów uzyskała upoważnienie do ustanowienia w rozporządzeniu powszechnego nakazu zakrywania ust i nosa w określonych okolicznościach.

Zatem w czasie popełnienia czynu nie był on zabroniony pod groźbą kary. A nie można orzec odpowiedzialności, jeśli dopiero ustawa nowa uznaje dane zachowanie za czyn zabroniony - zgodnie z prawem jeżeli w czasie orzekania obowiązuje ustawa inna niż w czasie popełnienia wykroczenia stosuje się ustawę nową, jednak należy stosować ustawę obowiązującą poprzednio jeżeli jest względniejsza dla sprawcy – podkreśla w kasacji Stanisław Trociuk, zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich.

II.510.204.2021

Złamał zakaz przemieszczania się, nie miał też maseczki. Kasacja RPO na korzyść obywatela

Data: 2021-04-20
  • Pan Ernest został obwiniony o to, że w kwietniu 2020 r.  nie zastosował się do zakazu przemieszczania się oraz obowiązku zakrycia ust i nosa
  • Sąd Rejonowy wyrokiem nakazowym ukarał go grzywną – choć nie było do tego podstaw ustawowych
  • Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich skierował do Sądu Najwyższego kasację z wnioskiem o uniewinnienie

To kolejna kasacja RPO na  korzyść obywateli, karanych za łamanie ograniczeń pandemicznych wprowadzanych niezgodnie z zasadami prawa. W marcu 2021 r. Sąd Najwyższy uwzględnił już pierwsze trzy takie kasacje. Uznał że ograniczenia z wiosny 2020 r. rażąco naruszały prawo.

Zgodnie z rozporządzeniami rządu – wydawanymi na podstawie ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych - w początkowym okresie epidemii można było wychodzić z domu tylko do pracy, w celu załatwienia niezbędnych potrzeb, na wolontariat lub do kościoła. RPO wskazywał, że ustawa ta pozwala na ograniczenie swobody przemieszczania się, ale nie na jej zakazywanie – zwłaszcza że mamy tu do czynienia z wolnością chronioną przez Konstytucję.

Dlatego w związku z karami za łamanie ograniczeń epidemicznych z wiosny 2020 r. Rzecznik wniósł do Izby Karnej SN kilkanaście kasacji w tego typu sprawach.

19 kwietnia 2020 r. w R.  pan Ernest złamał zakaz przemieszczania  - przebywał na ulicy oraz nie zasłonił  nosa i ust.

Zarzucono mu wykroczenie z art. 54 Kodeksu wykroczeń w związku z rozporządzeniem Rady Ministrów z 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu pandemii.

Wyrokiem nakazowym Sąd Rejonowy w R. z 14 lipca 2020 r. został uznany za winnego obu wykroczeń i ukarany 200 zł grzywny. Obwiniony nie złożył  sprzeciwu, wobec czego wyrok uprawomocnił się.

Na początku pandemii rząd nałożył na obywatel zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów. Powołał się na ustawę z 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Pozwala ona nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkie. Dopuszcza też ograniczenie sposobu przemieszczania się - ale już nie jego zakazywanie.

Dlatego nie może odpowiadać za wykroczenie z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania z rozporządzenia Rady Ministrów. Przedmiotem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Wydając rozporządzeniem generalny zakaz przemieszczania, przekroczono zaś delegację ustawową, na której podstawie zostało ono wydane.

Nakaz zakrywania ust i nosa został ustanowiony na podstawie upoważnienia ustawowego zawartego w art. 46b pkt 4 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi. Ustawa ta jednak pozwalała na nakazywanie noszenia maseczek chorym lub podejrzanym o chorobę – a nie wszystkim. Wprowadzenie rozporządzeniem powszechnego nakazu zakrywania ust i nosa  nastąpiło nie tylko z przekroczeniem granic upoważnienia ustawowego, ale też z naruszeniem konstytucyjnego warunku, że ograniczenie wolności osobistej może nastąpić tylko na zasadach i w trybie określonym w ustawie.

O wadliwości nakazu noszenia maseczek przepisu RPO alarmował od wiosny 2020 r. W końcu nakaz ten został uchwalony poprawnie i wszedł w życie w listopadzie 2020 r.

II.511.246.2021

Korzystała z konstytucyjnej wolności słowa - ukarana w trybie nakazowym. Kasacja Rzecznika [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-04-15, 2020-12-22
  • Obywatelka podczas zgromadzenia trzymała transparent z napisem  „Przestępca na czele polskiej policji”, a odmówiła wylegitymowania się
  • Na wniosek policji sąd ukarał ją za to grzywną w trybie nakazowym - czyli bez prowadzenia rozprawy i wysłuchania obwinionej
  • Podania danych osobowych można odmówić, gdy nie ma do tego podstawy prawnej
  • A obwiniona korzystała z konstytucyjnego prawa do swobody wypowiedzi w kwestii ważnej dla debaty publicznej
  • [AKTUALIZACJA] Sąd nie mógł wyrokować bez rozprawy, obywatelka mogła nie okazywać dowodu, a treść napisu nie odnosiła się do konkretnej osoby - uznał SN  (sygn akt II KK 422/20)  

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył do Sądu Najwyższego kasację na korzyść obwinionej.

Tryb nakazowy został wprowadzony po to, by szybko osądzać sprawy proste i niebudzące wątpliwości, ani co do winy sprawcy, ani okoliczności zdarzenia. Zdarza się jednak, że w tym trybie zapadają wyroki w sprawach, które wątpliwości nie budzą tylko na pierwszy rzut oka. Wtedy sąd ma procedować w postępowaniu zwyczajnym, a nie nakazowym.

Już wcześniej RPO zwracał uwagę, że sądy nadużywają trybu nakazowego wobec obywateli korzystających z konstytucyjnego prawa do zgromadzeń. Według RPO należałoby zmienić prawo tak, aby nie orzekać wyrokiem nakazowym wtedy, gdy obwiniony nie przyznaje się do winy i przedstawia odmiennie okoliczności zdarzenia niż policja. Obywatel musi mieć bowiem prawo, aby na rozprawie kwestionować twierdzenia funkcjonariusza.

Historia sprawy

Obywatelka została obwiniona o to, że 16 sierpnia 2019 r. w Warszawie, wbrew ciążącemu na niej obowiązkowi, nie okazała dokumentu tożsamości legitymującemu ją policjantowi – choć miała  go przy sobie.

Jest to wykroczenie z art. 65 § 2 Kodeksu wykroczeń. Przewiduje on karę ograniczenia wolności albo grzywny dla tego, kto wbrew obowiązkowi nie udziela właściwemu organowi państwowemu lub instytucji, upoważnionej do legitymowania, wiadomości lub dokumentów co do swej tożsamości.

Przyczyną podjęcia przez policję czynności miał być trzymany przez kobietę transparent „Przestępca na czele polskiej policji”. Jak głosiła policyjna notatka, „napis znajdujący się na transparencie mógł znieważyć kierownictwo Policji lub kierownictwo MSWiA i należy dokonać identyfikacji takowych osób”.

Wyrokiem nakazowym Sąd Rejonowy w grudniu 2019 r. uznał ją za winną wykroczenia. Ukarano ją 200 zł grzywny. Obciążono ją też kosztami postępowania.  W poczet grzywny zaliczono okres jej zatrzymania  16 sierpnia 2019 r.,

Orzeczenie nie zostało zaskarżone i uprawomocniło się.

Argumenty RPO

Sąd rejonowy rażąco naruszył art. 93 § 2 Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia. Zgodnie z nim orzekanie w postępowaniu nakazowym (zastrzeżonym dla najbardziej oczywistych przypadków) jest dopuszczalne, jeżeli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości - z uwzględnieniem jego wyjaśnień i dowodów zebranych w postępowaniu wyjaśniającym.

W tym zaś przypadku zarówno wina, jak i okoliczności czynu, budziły istotne wątpliwości. Sąd powinien był zatem skierować sprawę na rozprawę, by wyjaśnić wszystkie okoliczności istotne dla merytorycznego rozstrzygnięcia.

Sąd Najwyższy wyrażał już pogląd, że w przypadku, gdy funkcjonariusz żąda podania danych osobowych w sytuacji, gdy nie ma do tego podstawy prawnej, obywatel może odmówić podania danych osobowych bez konsekwencji prawnych.

Rzecznik podziela ten pogląd. Dlatego sąd powinien wykazać, czy w realiach tej sprawy policjant miał podstawę prawną do żądania danych osobowych.

Dowodem mającym potwierdzać winę obwinionej były zeznania policjanta, że trzymała ona  transparent „Przestępca na czele polskiej policji”.  Nie było jednak na nim ani nazwiska, ani konkretnego stanowiska, które pozwalałyby zidentyfikować osoby, do której miał się on odnosić. Policjant hipotetycznie założył zatem możliwość znieważenia.

A dokumentacja fotograficzna nie wykazuje, jakiej treści napis był na transparencie trzymanym przez obwinioną. Wskazuje zaś, że transparenty były trzymane przez kilka osób. Według notatki urzędowej napis na transparencie  kończył się znakiem zapytania.

Obwiniona nie złożyła wyjaśnień w sprawie. Zatrzymano ją przy użyciu środków przymusu bezpośredniego w postaci chwytów transportowych.

Swoboda wypowiedzi

Sąd Najwyższy uznawał już, że „Bezwzględne egzekwowanie ochrony interesów jednostki, wynikającej z art. 212 § 1 k.k. oraz uznanie, że osoby pomawiane mają absolutne i nie podlegające ograniczeniom prawo do ochrony ze strony państwa, które reagować ma na pomówienia za pomocą prawa karnego, byłoby niezasadne z punktu widzenia istoty społeczeństwa demokratycznego, w którym wolność wypowiedzi ma charakter fundamentalny”.

Prawo do swobody wypowiedzi jest konsekwentnie potwierdzane przez Europejski Trybunał Praw Człowieka, np. w wyroku z 9 stycznia 2018 r. (18597/13). Uznał, że swoboda wypowiedzi stanowi jeden z podstawowych fundamentów demokratycznego społeczeństwa i jeden z podstawowych warunków jego rozwoju oraz samorealizacji osób. Odnosi się to także do tych wypowiedzi, które są obraźliwe, szokują lub przeszkadzają. Takie są wymogi pluralizmu, tolerancji i otwartości, bez których nie ma społeczeństwa demokratycznego.

Według ETPCz osoba prywatna nieznana publicznie może żądać ochrony życia prywatnego, ale inaczej jest w przypadku osób publicznych. „Dla tych osób granice komentarza krytycznego są szersze, gdyż osoba taka nieuchronnie i świadomie wystawia się na kontrolę publiczną, a zatem musi wykazywać się szczególnie wysokim stopniem tolerancji” – wskazywał ETPCz.

W sprawie nie przeprowadzono dowodów co do tego, czy napis, który miała prezentować obwiniona, był wyrazem realizacji jej prawa do swobody wypowiedzi. A przecież nie dotyczył on życia prywatnego, ale istotnej dla debaty publicznej kwestii, dotyczącej powoływania osób do organów władzy.

W tej sytuacji sąd był zobligowany skierować sprawę na rozprawę, przeprowadzić postępowanie dowodowe i wyjaśnić wszystkie istotne dla merytorycznego rozstrzygnięcia okoliczności.

RPO wniósł do SN o uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy sądowi do ponownego rozpoznania.

Rażące naruszenie prawa przez sąd mogło mieć istotny wpływ na wyrok, gdyż po przeprowadzeniu rozprawy mogło zapaść inne orzeczenie – brzmi konkluzja kasacji.

Wyrok SN wraz z uzasadnieniem

31 marca 2021 r. SN w Izbie Karnej (sygn akt II KK 422/20) uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę Sądowi Rejonowemu do ponownego rozpoznania.

Orzekanie w postępowaniu nakazowym może nastąpić, jeżeli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości. Utrwalone jest już stanowisko, że postępowanie nakazowe zastrzeżono do najbardziej oczywistych przypadków, gdy materiał dowodowy jest tak jednoznaczny, że nie nasuwa żadnych istotnych wątpliwości co do winy i okoliczności popełnienia zarzuconego czynu. W sprawie niniejszej tak jednak nie jest.

Otóż, przypomnieć trzeba, że wykroczenia z art. 65 § 2 k.w. dopuszcza się ten, kto wbrew obowiązkowi nie udziela właściwemu organowi państwowemu lub instytucji upoważnionej z mocy ustawy do legitymowania, wiadomości lub dokumentów co do swej tożsamości. Na gruncie tego przepisu wywodzi się, że w sytuacji, gdy funkcjonariusz organu państwowego lub upoważnionej do legitymowania instytucji żąda podania wskazanych w przepisie danych osobowych w wypadku, gdy nie ma do tego podstawy prawnej, obywatel może odmówić podania danych osobowych bez konsekwencji prawnych.

Skarżący słusznie wywodzi, że koniecznym  było rozważenie przez Sąd Rejonowy czy w zaistniałym zdarzeniu zachodziła w ogóle podstawa prawna do żądania przez funkcjonariusza Policji podania przez obwinioną swoich danych osobowych. Jak wynika z zeznań policjanta, legitymowana trzymała transparent o treści „PRZESTĘPCA NA CZELE POLSKIEJ POLICJI", a przyczyną podjęcia czynności był fakt, że: „napis znajdujący się na transparencie mógł znieważyć kierownictwo Policji lub kierownictwo MSWiA i należy dokonać identyfikacji takowych osób".

Słusznie akcentuje Rzecznik Praw Obywatelskich, że treść napisu nie zawierała nazwiska ani konkretnego stanowiska, które pozwalałyby na zidentyfikowanie osoby, do której miała się odnosić. Wątpliwości w tym zakresie wynikają już choćby z zeznań policjanta .Z kolei dołączona do akt sprawy dokumentacja fotograficzna nie wykazuje, jakiej treści napis faktycznie figurował na transparencie, a wskazuje jedynie, że transparenty były trzymane przez kilka osób. Natomiast notatka urzędowa wskazuje wręcz, że treść napisu na transparencie była zakończona znakiem zapytania.

Nie było przy tym możliwe skonfrontowanie stanowiska obwinionej ze wskazanym powyżej materiałem dowodowym, jako że obwiniona nie złożyła wyjaśnień w sprawie. Już te tylko okoliczności wymagały wnikliwego przeanalizowania na rozprawie pod kątem możliwości przypisania obwinionej sprawstwa i winy za zarzucany jej czyn. 

Przeprowadzone w sprawie dowody w żadnym przy tym razie nie wskazują, aby Sąd miał na uwadze kwestie związane z realizacją prawa do swobody wypowiedzi oraz prawa do dopuszczalnej krytyki stanowiących oczywiste komponenty demokratycznego państwa prawnego. W omawianym kontekście trzeba zwrócić uwagę, że w orzecznictwie stwierdza się wręcz, iż bezwzględne egzekwowanie ochrony interesów jednostki, wynikającej z art. 212 § 1 k.k. oraz uznanie, że osoby pomawiane mają absolutne i niepodlegające ograniczeniom prawo do ochrony ze strony państwa, które reagować ma na pomówienia za pomocą prawa karnego byłoby niezasadne z punktu widzenia istoty społeczeństwa demokratycznego, w którym wolność wypowiedzi ma charakter fundamentalny. Zwłaszcza, że w odniesieniu do polityków i osób publicznych, granice, w jakich można wyrażać swoje poglądy, są niewątpliwie szersze aniżeli w odniesieniu do osoby prywatnej, na który to aspekt niejednokrotnie zwracano uwagę w orzecznictwie ETPC (tak choćby w orzeczeniach powołanych w kasacji).

Wskazane tu kwestie nakazywały skierowanie sprawy na rozprawę celem przeprowadzenia postępowania dowodowego i wnikliwego przeanalizowania całokształtu okoliczności sprawy umożliwiającego prawidłowe rozstrzygnięcie w zakresie sprawstwa i winy obwinionej. Postąpienie odmienne i orzekanie przez Sąd meńti w postępowaniu nakazowym skutkowało naruszeniem przepisu wskazanego w zarzucie kasacji. Uctiybienie to mogło przy tym rzutować w istotny sposób na treść wyroku, skoro dogłębne przeanalizowanie sprawy na rozprawie mogło skutkować odmiennym rozstrzygnięciem w zakresie sprawstwa i winy obwinionej.

Przy ponownym rozpoznaniu sprawy Sąd skieruje sprawę na rozprawę i wyjaśni wszystkie istotne okoliczności faktyczne sprawy, a także dokona wnikliwej oceny prawnej czynu zarzucanego obwinionej.

II.510.662.2020

Kasacja RPO ws ekstradycji na Ukrainę obywatela Ukrainy polskiego pochodzenia

Data: 2021-04-09
  • Pan L. jest ścigany na Ukrainie za spowodowanie wypadku drogowego, w którym zginęły dwie osoby.
  • Polskie sądy zgodziły się wydać go stronie ukraińskiej. RPO twierdzi jednak w kasacji do Sądu Najwyższego, że sprawa nie dostała odpowiednio zbadana.
  • Pan L. powołuje się na swoje polskie pochodzenie a także na to, że jest na Ukrainie ofiarą politycznego prześladowania.

RPO w kasacji zwraca uwagę, że pan L. nie miał szansy przedstawić swoich argumentów w czasie rozprawy. Sąd nie uwzględnił jego wniosku o doprowadzenie na posiedzenie sądu odwoławczego zakładając, że wystarczy obecność obrońcy na rozprawie.

Poza tym sąd w sposób nienależyty rozważył podniesionego w zażaleniu obrońcy argumenty. Bo choć chodzi tu o wypadek drogowy, to w aktach sprawy znajdowały się informacje mogące świadczyć o tym, że sprawa nie jest traktowana w taki sposób: np. trafiła do sądu oddalonego o 600 km od miejsca zdarzenia a wszczęto ją dopiero po trzech latach od wypadku. Sprawa wypadku, początkowo prowadzona przez lokalne organy ścigania, została przejęta przez ukraińską Prokuraturę Generalną i Policję Narodową. Pan L. zwraca też uwagę, że na Ukrainie był m. in radnym i szefem sztaby wyborczego byłego prezydenta Petro Poroszenki, czyli przeciwnika politycznego obecnej władzy.

W swoim zażaleniu pan L. podnosił też, dlaczego obawia się o swoje życie i zdrowie w sytuacji, przekazania go organom ścigania Ukrainy. Wskazał również, że jest z pochodzenia Polakiem, co poświadcza wydana mu Karta Polaka. Okoliczność ta, choć nie stanowi o potwierdzeniu obywatelstwa polskiego, powinna być zdaniem RPO wzięta pod rozwagę przez sąd. Nie ma o tym mowy w uzasadnieniu. Sąd apelacyjny oddalający zażalenie nie wyjaśnia też w sposób wyczerpujący, dlaczego twierdzenia ściganego zostały uznane za bezzasadne.

Dlatego RPO wnosi o uchylenie postanowienia o ekstradycji i skierowanie sprawy do ponownego rozpoznania.

II.511.779.2020

200 zł za wyjście z domu w pandemii „bez powodu”. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego

Data: 2021-04-09
  • Pan G. z miejscowości R. został przez sąd ukarany 200-zł grzywną za wyjście z domu bez powodu.
  • Było to przed rokiem, w kwietniu, kiedy rząd wydał zakaz wychodzenia z domu z czterema wyjątkami: można było wyjść do pracy, w celu zaspokajania niezbędnych potrzeb, na wolontariat lub do kościoła.

RPO składa kasację wskazując, że kara została nałożona na obywatela bez właściwych podstaw w prawie. Rząd nie mógł zakazać w rozporządzeniu wychodzenia w domu nie mając do tego podstaw w ustawie. W kwietniu 2020 r. takiej ustawy nie było.

Nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami wyrażonymi w Konstytucji, a zatem wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, co dotychczas nie miało miejsca. W tej sytuacji, zakazy wyrażone w treści rozporządzenia Rady Ministrów uznać należy za niekonstytucyjne, a co za tym idzie - za nielegalne. W związku z tym, nie mogą one być źródłem obowiązków dla obywateli i w konsekwencji podstawą do ukarania za niestosowanie się do tych obowiązków.

II.511.221.2021

Obywatel ukarany grzywną m.in. za niezasłanianie ust i udział w zgromadzeniu. Kolejna "kowidowa" kasacja RPO

Data: 2021-04-07
  • Pan Kamil został obwiniony o to, że w październiku 2020 r. dwa razy jednego dnia nie zastosował się do obowiązku zakrycia ust i nosa
  • Ponadto brał też wtedy udział w zgromadzeniu pod biurem poselskim, gdzie miał także wykrzykiwać słowa „powszechnie uznawane za nieprzyzwoite”
  • Za te cztery w sumie wykroczenia Sąd Rejonowy wyrokiem nakazowym ukarał go 500 zł grzywny
  • Tymczasem nie było podstaw ustawowych do ukarania obwinionego za pierwsze trzy czyny; sprawę czwartego należy zaś zbadać ponownie

Rzecznik Praw Obywatelskich skierował do Sądu Najwyższego kasację na korzyść obywatela

To kolejna kasacja Rzecznika na  korzyść obywateli, karanych za łamanie ograniczeń pandemicznych wprowadzanych niezgodnie z zasadami prawa. W marcu 2021 r. Sąd Najwyższy uwzględnił już pierwsze trzy takie kasacje. Uznał że ograniczenia z wiosny 2020 r. rażąco naruszały prawo.

Zgodnie z rozporządzeniami rządu – wydawanymi na podstawie ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych - w początkowym okresie epidemii można było wychodzić z domu tylko do pracy, w celu załatwienia niezbędnych potrzeb, na wolontariat lub do kościoła. RPO wskazywał, że ustawa ta pozwala na ograniczenie swobody przemieszczania się, ale nie na jej zakazywanie – zwłaszcza że mamy tu do czynienia z wolnością chronioną przez Konstytucję.

Dlatego w związku z karami za łamanie ograniczeń epidemicznych z wiosny 2020 r. Rzecznik wniósł do Izby Karnej SN kilkanaście kasacji w tego typu sprawach. Wskazywał, że badając kasacje, SN będzie mógł się wypowiedzieć co do zasadności karania obywateli za ograniczenia wprowadzone rozporządzeniami w pierwszym okresie epidemii koronawirusa, które wydano bez odpowiednich podstaw ustawowych i przy niewprowadzeniu stanu nadzwyczajnego. A to jest niezgodne z konstytucyjnymi zasadami ograniczeń praw i wolności.

Historia sprawy

Pan Kamil uczestniczył w miejscowości na Śląsku w zgromadzeniu powyżej 5 osób pod biurem poselskim, czym według policji wykroczył przeciw przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych. Uznano to za wykroczenie z art. 54 Kodeksu wykroczeń w związku z rozporządzeniem Rady Ministrów z października 2020 r. o zakazach i nakazach. Tego dnia dwa razy stwierdzono też u niego brak maseczki. Ponadto wykrzykiwał słowa powszechnie uznawane za nieprzyzwoite (wykroczenie z art. 51 §1 k.w.)

Sąd Rejonowy wyrokiem nakazowym z 7 grudnia 2020 r. uznał go za winnego popełnienia tych czterech czynów. Wymierzył mu łącznie karę 500 zł grzywny.

Wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił się.

Argumenty RPO

W ocenie RPO orzeczenie zostało wydane z rażącym naruszeniem prawa.

Upoważnienie ustawowe nie zawierało umocowania dla Rady Ministrów do ustanawiania w akcie wykonawczym do ustawy powszechnego obowiązku stosowania środków zakrywających usta i nos. Stąd też rozporządzenie Rady Ministrów z 9 października 2020 r., nakładające na osoby inne niż osoby chore i podejrzane o zachorowanie, obowiązek zakrywania ust i nosa w przestrzeni publicznej, wydano z przekroczeniem granic upoważnienia ustawowego – a to stanowi naruszenie art. 92 ust. 1 Konstytucji.

Rozporządzenie nie zawierało też żadnej sankcji za naruszenie zakazu. Tymczasem odpowiedzialności za wykroczenie podlega ten tylko, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary. Za taki akt normatywny nie może być oczywiście uznane rozporządzenie Rady Ministrów.

Takie rozporządzenie zakazało także organizowania zgromadzeń. Ale nie dotyczyło to  uczestniczenia w zgromadzeniu, a więc czynu, który został przypisany ukaranemu.

Ponadto  art. 57 Konstytucji stanowi, że każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. Ograniczenie tej wolności może określać tylko ustawa, a nie rozporządzenie. Oznacza to, że zakaz, za niezastosowanie się do którego ukarano obywatela, wydano bez wymaganego upoważnienia ustawowego.

Dlatego w zakresie tych trzech czynów RPO wnosi o uniewinnienie pana Kamila.

Co do ostatniego zarzutu wyrok nie precyzuje, jakie słowa powszechnie uważane za nieprzyzwoite  miał wykrzykiwać obwiniony. Biorąc pod uwagę kontekst sprawy, sąd powinien był rozważyć, czy słowa nie stanowiły one  dopuszczalnej w świetle konstytucyjnej zasady wolności słowa krytyki działań organów władzy. A zgodnie z prawem orzekanie w postępowaniu nakazowym może nastąpić tylko, jeżeli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości – tu zaś one występują.

W związku z tym RPO wnosi, aby SN w tym zakresie zwrócił sprawę Sądowi Rejonowemu.

BPK.511.31.2021

Kobiety protestowały przeciw faszyzmowi na trasie Marszu Niepodległości. SN uniewinnił je po kasacji RPO

Data: 2021-03-26
  • Celem kobiet protestujących na Marszu Niepodległości w 2017 r. było wzbudzenie w społeczeństwie kategorycznego sprzeciwu wobec symboli i haseł propagujących niebywale szkodliwą i niedemokratyczną ideologię
  • Tak uznał Sąd Najwyższy, uniewinniając na wniosek RPO dwie kobiety, które w 2017 r. usiadły w proteście na trasie marszu. Ciążył na nich wyrok za "przeszkadzanie" temu zgromadzeniu
  • SN podkreślił, że kilka kobiet nie mogło zakłócić zgromadzenia kilkudziesięciu tysięcy osób

Sąd Najwyższy 9 lutego 2021 r. (sygn. akt II KK 431/20) uznał kasację Rzecznika Praw Obywatelskich na korzyść obu kobiet za „oczywiście zasadną”.

Historia sprawy

11 listopada 2017 r. na trasie Marszu Niepodległości w Al. Jerozolimskich stanęła grupa kobiet. Trzymały transparent „Stop faszyzmowi”;  wykrzykiwały też hasła „Stop faszyzmowi” i „Precz z faszyzmem”. Potem  usiadły na jezdni.

W tej sytuacji uczestnicy marszu omijali siedzące kobiety. Wielu było agresywnych: szarpano je, obrażano i kopano. W końcu zostały wyniesione przez uczestników z ulicy. Kobiety zawiadomiły prokuraturę. Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła postępowanie w sprawie naruszenia ich nietykalności. Opinię społeczną zbulwersował zwłaszcza fragment uzasadnienia, że w ten sposób manifestujący "okazywali niezadowolenie". RPO interweniował  w tej sprawie w prokuraturze.

Policja zarzuciła zaś kobietom wykroczenie z art. 52 § 2 pkt 1 Kodeksu wykroczeń. Zgodnie z nim kto przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny.

27 września 2018 r. Sąd Rejonowy wyrokiem nakazowym (czyli bez rozprawy i wysłuchania obwinionych) uznał dziewięć protestujących za winne tego, że „wspólnie i w porozumieniu z innymi ustalonymi osobami usiłowały przeszkodzić w przebiegu niezakazanego zgromadzenia w ten sposób, że usiadły na trasie przemarszu, czym utrudniały przemieszczanie się jego uczestników”.

W stosunku do dwóch kobiet wyrok nakazowy uprawomocnił się. Siedem pozostałych wniosło skuteczne sprzeciwy od wyroku.

24 października 2019 r. Sąd Rejonowy uniewinnił je. Podkreślił, że ich zachowanie nie było wykroczeniem. Stanowiło bowiem przejaw pokojowej manifestacji poglądów w przestrzeni publicznej. Sąd wskazał, że należy to oceniać w perspektywie konstytucyjnie gwarantowanej wolności wyrażania poglądów, co jest podstawowym prawem człowieka.

Argumentacja kasacji RPO

Zachowanie  obwinionych, polegające na tym, że usiadły na jezdni wspólnie z innymi na trasie marszu, nie  wyczerpywało znamion wykroczenia. Było to bowiem wypowiedzią symboliczną w ważnej kwestii społecznej i mieściło się w ramach wolności prawnie chronionej.

 "Przeszkadzanie” lub” „usiłowanie przeszkodzenia” musi mieć charakter bezprawny. Dlatego wykładnia tego przepisu Kw musi uwzględniać istotę wolności wyrażania poglądów. A jest ona chroniona i konstytucyjnie (art. 54 ust. 1 Konstytucji), i konwencyjnie (art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności).

Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wśród sytuacji chronionych w ramach wolności wyrażania poglądów i przekazywania informacji mieszczą się także: prezentacja symboli oraz wypowiedzi w formie zachowania wyrażającego protest.

W sprawach dotyczących wolności wypowiedzi ETPCz wielokrotnie stwierdzał, że kwestie będące w zainteresowaniu społecznym, stanowiące wyraz indywidualnych przekonań politycznych, mogą być wyrażane nawet poprzez działania kontrowersyjne i o prowokującym charakterze.

Czynu obwinionych, które usiadły na jezdni, nie można traktować jako oderwanego od zachowań bezpośrednio go poprzedzających, czyli trzymania transparentu „Stop faszyzmowi” oraz wznoszenia okrzyków: „Stop faszyzmowi” i „Precz z faszyzmem”.

W ocenie RPO każde z tych zachowań stanowiło wypowiedź o różnej formie. To, że kobiety usiadły na trasie marszu, było niewerbalną i symboliczną wypowiedzią stanowiącą protest przeciwko ideologii faszystowskiej.

W chwili wydawania wyroku nakazowego powszechnie znany był fakt, że wśród uczestników marszu były osoby niosące transparenty o treściach ksenofobicznych, flagi z tzw. „ krzyżem celtyckim" czy znakiem „czarnego słońca” - symbolami utożsamianymi z międzynarodowymi ruchami głoszącymi rasizm i supremację białej rasy.

Nie można zatem traktować zachowania obwinionych jako nakierowanego na utrudnianie przemieszczania się uczestników marszu. Celem tego zachowania było wzbudzenie w społeczeństwie kategorycznego sprzeciwu wobec pojawiających się w trakcie Marszu Niepodległości haseł propagujących niebywale szkodliwą i antydemokratyczną ideologię.

Dlatego też trudno mówić o jakiejkolwiek, nawet znikomej, szkodliwości społecznej działania obwinionych, co także przemawia za ich uniewinnieniem.

Oczywiste jest zaś, że obwinione nie dążyły bezpośrednio do przeszkodzenia w przebiegu marszu. Przeciwko faszyzmowi protestowało dziewięć kobiet, a w tym miejscu i czasie uczestników marszu było zapewne kilkanaście tysięcy.

Wyrok SN i jego uzasadnienie

Kasacja jako zasadna w stopniu oczywistym podlegała uwzględnieniu na posiedzeniu bez udziału stron w trybie art. 535 § 5 k.p.k.  – orzekło troje sędziów SN. Uznali, że doszło do obrazy wskazanego w kasacji przepisu prawa materialnego.

11 listopada 2017 r. w Warszawie odbywało się zgromadzenie cykliczne „Marsz Niepodległości 2017”, na zorganizowanie którego zgodę wyraził 6 listopada 2017 r. Wojewoda Mazowiecki. Obwinione oraz siedem innych ustalonych kobiet, które również były obwinionymi w tej sprawie, początkowo szły w tym Marszu Alejami Jerozolimskimi, a około godz. 16.30, przed wejściem na Most Poniatowskiego, wszystkie odwróciły się, stanęły w szeregu i rozwinęły transparent „STOP FASZYZMOWI” oraz zaczęły wykrzykiwać hasła przeciwko faszyzmowi.

Obwinione, w wyniku agresywnego zachowania się wobec nich niektórych osób, usiadły na ulicy trzymając w dalszym ciągu transparent. Uczestnicy tego Marszu zaczęli omijać siedzące kobiety z obu stron, a po chwili zostały one usunięte z ulicy na pobocze. W Marszu tym uczestniczyło, jak podają różne źródła od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy osób. Wśród tych osób znajdowały się osoby niosące transparenty o treści ksenofobicznej, flagi z tzw. „krzyżem celtyckim” czy też znakiem „czarnego słońca”, a więc z symbolami  utożsamianymi jednoznacznie z międzynarodowymi ruchami głoszącymi rasizm i neonazizm oraz wznoszące okrzyki nawołujące do nienawiści i supremacji białej rasy.

W tej sytuacji faktycznej, analizując zachowanie (…) należy stwierdzić, że ich czyn nie zawiera znamion wykroczenia z art. 52 § 2 pkt 1 k.w. Zgodnie z tym przepisem „kto przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia” podlega karze ograniczenia wolności lub grzywny.

Nie sposób natomiast potraktować zachowania obwinionych jako zmierzającego bezpośrednio i to w sposób bezprawny, do przeszkodzenia w przebiegu Marszu. Przy ocenie czynu obwinionych nie można bowiem pomijać tego, że ich zachowanie nie mogło w żaden sposób spowodować jakiegokolwiek istotnego zakłócenia w jego przebiegu skoro obwinione stanowiły zaledwie kilkuosobową grupę, a w zgromadzeniu brało udział kilkadziesiąt tysięcy osób. Uczestnicy Marszu bez żadnego też trudu omijali z obu stron siedzące na ulicy kobiety.

Przede wszystkim jednak należy uznać, że zachowanie obwinionych stanowiło przejaw pokojowej manifestacji swoich poglądów w przestrzeni publicznej, którego celem było wzbudzenie w społeczeństwie kategorycznego sprzeciwu wobec pojawiających się w trakcie zgromadzenia „Marsz Niepodległości” wskazanych powyżej symboli i haseł propagujących niebywale szkodliwą i niedemokratyczną ideologię.

Zachowanie to należy oceniać w perspektywie prawnie zagwarantowanej wolności do wyrażania swoich poglądów. Wolność wypowiedzi jest niewątpliwie jednym z najważniejszych praw każdego człowieka i bez niego trudno wręcz wyobrazić sobie funkcjonowanie jednostki w społeczeństwie i dlatego też znalazło swoje oparcie w art. 54 Konstytucji RP oraz ratyfikowanych przez Polskę umowach międzynarodowych, w tym w art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności czy Karcie Praw Podstawowych Unii Europejskiej.

W swoim orzecznictwie również Europejski Trybunał Praw Człowieka zwraca uwagę na to, jak ważna jest dla każdego obywatela swoboda wypowiedzi w państwie demokratycznym i to nie tylko na gruncie prywatnym, ale też w sferze publicznej. Z uwagi na to, że (…) nie popełniły przypisanego im czynu, a zatem ich skazanie było oczywiście niesłuszne, konieczne było uchylenie zaskarżonego wyroku nakazowego Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia w Warszawie z 27 września 2018 r. i uniewinnienie ich od popełnienia przypisanego im wykroczenia z art. 52 § 2 pkt 1 k.w.

II.510.664.2020

Ukarany, bo szedł w odległości mniejszej niż 2 metry od innej osoby. Kolejna kasacja Rzecznika

Data: 2021-03-26
  • Pan Ryszard został obwiniony o to, że 19 kwietnia 2020 r. przemieszczał się pieszo w odległości mniejszej niż 2 metry od innego przechodnia
  • Sąd ukarał go za to naganą - RPO wnosi, by Sąd Najwyższy go uniewinnił
  • Na mocy rozporządzenia rządu nie mozna było bowiem karać osoby, która naruszyła m.in. nakaz przemieszczania się z zachowaniem odległości nie mniejszej niż 2 metry od innej osoby

Pan Ryszard został obwiniony o to, że 19 kwietnia 2020 r. przemieszczał się pieszo w odległości mniejszej niż 2 metry od innego przechodnia. To wykroczenie z art. 54 k.w. w związku z § 17 rozporządzenia Rady Ministrów z  19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Wyrokiem nakazowym Sąd Rejonowy 19 czerwca 2020 r. uznał obwinionego za winnego popełnienia zarzuconego mu wykroczenia i wymierzył mu karę nagany. Wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił się.

RPO na podstawie art. 111 k.p.w. wyrokowi temu zarzucił rażące i mające istotny wpływ na jego treść naruszenie prawa materialnego, to jest art. 54 k.w. poprzez jego niewłaściwe zastosowanie w sytuacji, gdy czyn nie wyczerpywał znamion tego wykroczenia.

Wniósł uchylenie zaskarżonego wyroku i uniewinnienie obywatela od przypisanego mu wykroczenia.

Rozporządzenie Rady Ministrów z 19 kwietnia 2020 r. stanowiło, że do odwołania w przypadku, gdy przemieszczanie się następuje:

1) pieszo - jednocześnie mogą się poruszać osoby w odległości nie mniejszej niż 2 metry od siebie, chyba że zachowanie tej odległości nie jest możliwe ze względu na opiekę nad:

a) dzieckiem do ukończenia 13. roku życia,

b) osobą z orzeczeniem niepełnosprawności, osobą z orzeczeniem o stopniu niepełnosprawności, osobą z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego lub osobą, która ze względu na stan zdrowia nie może poruszać się samodzielnie. Rozporządzenie nie wskazało żadnej sankcji za naruszenie nakazu.

Rozporządzenie wydano na podstawie art. 46a i art. 46b pkt 1-6 i 8-12 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Art. 46b pkt 12 ustawy stanowi, że można ustanowić nakaz określonego sposobu przemieszczania się, a w art. 46b pkt 1 poprzez odesłanie do art. 46 ust. 4 pkt 1 wskazano, że możliwe jest czasowe ograniczenie określonego sposobu przemieszczania się.

Rozporządzenie może stanowić m.in. przepisy porządkowe, jednak należy je traktować jedynie jako normy sankcjonowane (zakazy), których naruszenie może prowadzić do odpowiedzialności wynikającej z kodeksu wykroczeń, o ile w sposób wyraźny i skonkretyzowany dokonano takiego zastrzeżenia w treści tego rozporządzenia. Rozporządzenie z 19 kwietnia 2020 r. powyższych postanowień ani odesłań nie posiadało. Nie odsyłało ono bowiem w swej treści do konkretnego przepisu kodeksu wykroczeń i nie określało wobec sprawcy prawnomaterialnych konsekwencji naruszenia przez niego zawartych w nim przepisów.

Tymczasem na podstawie art. 1 § 1 k.w. odpowiedzialności za wykroczenie podlega tylko ten, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary. Za taki akt normatywny nie może być uznane rozporządzenie Rady Ministrów.

Wykroczenia polegające na nieprzestrzeganiu nakazów lub zakazów związanych ze zwalczaniem chorób zakaźnych przez osobę zobowiązaną do ich przestrzegania unormowane są w art. 116 § 1 k.w. Podmiot wykroczenia określonego w art. 116 § 1 k.w. to osoba:

1) chora na chorobę zakaźną lub podejrzana o taką chorobę,

2) stykająca się z osobami chorymi na choroby zakaźne lub podejrzanymi o nie,

3) będąca nosicielem zarazków chorób zakaźnych oraz podejrzana o nosicielstwo.

Przy spełnieniu tych warunków, naruszenie zakazów i nakazów zawartych w rozporządzeniu Rady Ministrów w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, stanowi wykroczenie stypizowane w Kodeksie wykroczeń, w art. 116 § 1 k.w.

Art. 116 k.w. nie penalizował zachowań polegających na nieprzestrzeganiu nakazów, zakazów i ograniczeń lub obowiązków określonych w rozporządzeniu Rady Ministrów z 19 kwietnia 2020 r.

Potwierdza to dokonana ustawą z 28 października 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanych z wystąpieniem COVID-19 zmiana art. 116 k.w. polegająca m.in. na dodaniu do niego § la. Po zmianach przepis ten brzmi: „kto, nie przestrzega zakazów, nakazów, ograniczeń lub obowiązków określonych w przepisach o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, podlega karze grzywny albo karze nagany”. Dopiero od wejścia w życie tej nowelizacji, tj. od 29 listopada 2020 r., nieprzestrzeganie ograniczeń epidemicznych stało się wykroczeniem.

Dlatego wykluczone jest pociągnięcie do odpowiedzialności, na podstawie art. 54 k.w. osoby, która naruszyła m.in. nakaz określonego sposobu przemieszczania się pieszo polegający na konieczności zachowania pomiędzy poruszającymi się osobami odległości nie mniejszej niż 2 metry od siebie, według wspomnianego rozporządzenia.

Na marginesie należy zauważyć, że w dacie orzekania przez sąd nie obowiązywały już przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z 19 kwietnia 2020 r. Obowiązujące w dniu orzekania rozporządzenie Rady Ministrów z  29 maja 2020 r. przewidywało wprawdzie wymóg zachowania odległości nie mniejszej niż 2 metry między poruszającymi się osobami, jednakże nie dotyczył sytuacji, której osoby te realizowały obowiązek zakrywania ust i nosa.

BPW.511.55.2021

Spacerowała po wrocławskim parku - sąd ukarał ją grzywną 400 zł. Kasacja RPO do SN [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-05-05, 2021-03-24
  • Pani Anna została obwiniona o to, że w kwietniu 2020 r. naruszyła zakaz przemieszczania się bez uzasadnionego powodu, korzystając z parku. Sąd ukarał ją 400 zł  grzywny 
  • Rzecznik Praw Obywatelskich składa kasację na jej korzyśc 
  • Ograniczenia pandemiczne rząd wprowadził bowiem niezgodnie z prawem, dlatego nie dają one podstaw prawnych do karania obywateli
  • Sąd Najwyższy uwzględnił już pierwsze trzy takie kasacje złożone przez RPO na korzyść ukaranych 
  • AKTUALIZACJA: 5 maja SN uwzględnił kasację i uchylił wyrok (Sygn. a k t V K K 126/21)

Pani Anna z Wrocławia została ukarana grzywną za spacer po parku w kwietniu 2020. Według sądu nie zastosowała się do zakazu przemieszczania się w związku ze stanem epidemii- bez uzasadnienia opuściła miejsce zamieszkania w innym celu niż zaspakajanie niezbędnych potrzeb. Kobieta podała także policji fałszywe dane.

Wyrokiem z lipca 2020 r. Sąd Rejonowy uznał ją za winną dokonania zarzucanych jej czynów, tj. wykroczeń z art. 65 § 1 k.w. i art. 54 k.w. w zw. z § 16 ust. 1 pkt 1 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii i za to na podstawie art. 65 § 1 k.w. w zw. z art. 9 § 2 k.w. wymierzył jej karę grzywny w wysokości 400 złotych. Wyrok nie został zakażony i uprawomocnił się.

RPO złożył kasację do Sądu Najwyższego. Wskazał, że na początku pandemii rząd nałożył na obywatel zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów. Powołał się na ustawę z 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Pozwala ona nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkie. Dopuszcza też ograniczenie sposobu przemieszczania się - ale już nie jego zakazywanie.

Dlatego nie może odpowiadać za wykroczenie z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania z rozporządzenia Rady Ministrów. Przedmiotem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając rozporządzeniem generalny zakaz przemieszczania, przekroczono delegację ustawową, na której podstawie zostało ono wydane.

Ponadto RPO przypomina, że art. 52 Konstytucji reguluje wolność poruszania się stanowiącą przejaw ogólnej wolności osobistej – a może ona podlegać ograniczeniom wyłącznie na podstawie ustawie. Wprowadzony zakaz był zatem niezgodny z art. 52, art. 31 i art. 228 Konstytucji. Potwierdza to orzecznictwo sądów administracyjnych.

Dlatego w związku z karami za łamanie ograniczeń epidemicznych z wiosny 2020 r. Rzecznik wniósł do Izby Karnej SN kilkanaście kasacji w tego typu sprawach. Wskazywał, że badając kasacje, SN będzie mógł się wypowiedzieć co do zasadności karania obywateli za ograniczenia wprowadzone rozporządzeniami w pierwszym okresie epidemii koronawirusa, które wydano bez odpowiednich podstaw ustawowych i przy niewprowadzeniu stanu nadzwyczajnego. A to jest niezgodne z konstytucyjnymi zasadami ograniczeń praw i wolności. SN rozpoznał już trzy takie "pandemiczne" kasacje RPO i uznał je za „oczywiście zasadne” oraz uniewinnił obwinionych od przypisanych im wykroczeń. O tych sprawach oraz o kasacjach jeszcze nie rozpoznanych przez SN, można przeczytać w artykułach pod tekstem.

BPW.511.63.2021

Wyszedł z domu "bez uzasadnienia" w kwietniu 2020 r. Kasacja RPO do SN [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-04-29, 2021-03-19
  • Pan Przemysław został obwiniony o to, że w kwietniu 2020 r. opuścił miejsce zamieszkania w innym celu niż zaspokajanie niezbędnych potrzeb – sąd wymierzył mu karę nagany
  • Rzecznik Praw Obywatelskich składa kolejną kasację w tego typu sprawie
  • Ograniczenia pandemiczne rząd wprowadził niezgodnie z prawem, dlatego nie dają one podstaw prawnych do karania obywateli
  • Sąd Najwyższy uwzględnił już pierwsze trzy takie kasacje złożone przez RPO na korzyść ukaranych obywateli
  • AKTUALIZACJA: 29 kwietnia SN uwniewinnił pana Przemysława (Sygn. akt 11 K K 135/21)

Pan Przemysław został obwiniony o to, że 19 kwietnia 2020 r. w małej miejscowości O. nie stosował się do zakazu przemieszczania się na obszarze RP w związku ze stanem epidemii. Polegało to na tym, że w stanie nietrzeźwości i bez uzasadnienia opuścił miejsce zamieszkania w innym celu niż zaspakajanie niezbędnych potrzeb.

Wyrokiem nakazowym Sąd Rejonowy w R. w listopadzie 2020 r. wymierzył mu karę nagany. Uznał, że popełnił wykroczenie z art. 54 k.w. w związku z § 5 rozporządzenia Rady Ministrów z 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. Wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił się.

RPO w kasacji zarzucił wyrokowi rażące i mające istotny wpływ na jego treść naruszenie prawa materialnego, art. 54 k.w. w związku z § 5 rozporządzenia z 19 kwietnia 2020 r. - poprzez jego niewłaściwe zastosowanie w sytuacji, gdy czyn przypisany nie wyczerpywał znamion tego wykroczenia. Kasacja wnosi o uniewinnienie pana  Przemysława.

Na początku pandemii rząd nałożył na obywatel zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów. Powołał się na ustawę z 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Pozwala ona nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkie. Dopuszcza też ograniczenie sposobu przemieszczania się - ale już nie jego zakazywanie.

Dlatego nie może odpowiadać za wykroczenie z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania z rozporządzenia Rady Ministrów. Przedmiotem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając rozporządzeniem generalny zakaz przemieszczania przekroczono delegację ustawową, na której podstawie zostało ono wydane.

Ponadto RPO przypomina, że art. 52 Konstytucji reguluje wolność poruszania się stanowiącą przejaw ogólnej wolności osobistej – a może ona podlegać ograniczeniom wyłącznie na podstawie ustawie. Wprowadzony zakaz był zatem niezgodny z art. 52, art. 31 i art. 228 Konstytucji. Potwierdza to orzecznictwo sądów administracyjnych.

Niezależnie od tego, w dacie orzekania przez sąd nie obowiązywały już przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z 19 kwietnia, a obowiązujące wtedy  rozporządzenie Rady Ministrów z 9 października 2020 r. nie zakazywały już przemieszczania się. Choćby z tego powodu wymierzenie kary nie było dopuszczalne.

II.511.147.2021

500 zł za brak maseczki. Kasacja RPO do SN

Data: 2021-03-19
  • Pan Wojciech w połowie maja 2020 r. w miejscowości S.G w gminie W. został przyłapany na tym, że nie tylko używał słów nieprzyzwoitych, ale nie miał maseczki - nie zastosował się do obowiązku zakrywania ust i nosa.
  • W listopadzie Sąd Rejonowy w R. wyrokiem nakazowym uznał pana Wojciecha za winnego wykroczenia z art. 54 k.w. w związku z § 17 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 16 maja 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. z 2020 r., poz. 878 ze zm.) oraz art. 141 k.w.
  • Wymierzył za to 500 złotych grzywny.

RPO składa kasację do Sądu Najwyższego w tej sprawie, bowiem pan Wojciech został skazany na podstawie wadliwych przepisów.

Pan Wojciech nie zastosował się do obowiązku zakrywania ust i nosa. Jednak rządowe rozporządzenie nie zawierało żadnej sankcji za naruszenie tego nakazu. Tymczasem odpowiedzialności za wykroczenie podlega ten tylko, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary.

Ponadto nakaz zakrywania ust i nosa został ustanowiony na podstawie upoważnienia ustawowego zawartego w art. 46b pkt 4 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi (co do kasku ochronnego w oparciu o art. 40 ust. 1 ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. – prawo o ruchu drogowym). Ustawa ta jednak pozwalała na nakazywanie noszenia maseczek chorym lub podejrzanym o chorobę – a nie wszystkim. Wprowadzenie rozporządzeniem powszechnego nakazu zakrywania ust i nosa w określonych miejscach nastąpiło nie tylko z przekroczeniem granic upoważnienia ustawowego, ale też z naruszeniem konstytucyjnego warunku, że ograniczenie wolności osobistej może nastąpić tylko na zasadach i w trybie określonym w ustawie.

Tu warto przypomnieć, że o wadliwości nakazu noszenia maseczek przepisu RPO alarmował właśnie od maja, a kiedy pan Wojciech został skazany, Sejm już zmienił przepis – weszły one w życie w grudniu.

Właśnie dopiero z chwilą wejścia w życie ustawy z dnia 28 października 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanym z wystąpieniem COVID-19 (Dz. U. poz. 2112 ze zm.) Rada Ministrów uzyskała upoważnienie do ustanowienia w rozporządzeniu powszechnego nakazu zakrywania ust i nosa w określonych okolicznościach, miejscach i obiektach oraz na określonych obszarach, wraz ze sposobem realizacji tego nakazu (dodany art. 46b pkt 13 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi), zaś nieprzestrzeganie tego nakazu zostało przez ustawodawcę uznane za wykroczenie w dodanym tą ustawą art. 116 § 1a k. w.

II.511.77.2021

Rozporządzenia rządu o zakazie przemieszczania się rażąco naruszały prawo. SN uwzględnił pierwsze "pandemiczne" kasacje RPO

Data: 2021-03-17
  • Ograniczenia pandemiczne z wiosny 2020 r. rażąco naruszały prawo – uznał Sąd Najwyższy
  • Dlatego uwzględnił pierwsze trzy kasacje złożone przez Rzecznika Praw Obywatelskich na korzyść obywateli ukaranych za złamanie zakazu przemieszczania się  bez uzasadnionej przyczyny
  • Można było ograniczyć swobodę przemieszczania się, ale nie jej zakazać – wskazywał Adam Bodnar

Sąd Najwyższy – na posiedzeniu bez udziału stron w trybie art. 535 § 5 Kodeksu postępowania karnego – rozpoznał trzy kasacje dotyczące wyroków nakazowych Sądu Rejonowego w R. Uznał je za „oczywiście zasadne” i uniewinnił obwinionych od przypisanych im wykroczeń. Orzeczenia z uzasadnieniami  zostaną przesłane do Biura RPO.

Zgodnie z rozporządzeniami rządu – wydanymi na podstawie ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych - w początkowym okresie epidemii  można było wychodzić z domu tylko do pracy, w celu załatwienia niezbędnych potrzeb, na wolontariat lub do kościoła.

RPO wskazywał, że ustawa ta pozwala na ograniczenie swobody przemieszczania się, ale nie na jej zakazywanie – zwłaszcza że mamy tu do czynienia z wolnością chronioną przez Konstytucję.

Dlatego w związku z karami za łamanie ograniczeń epidemicznych z wiosny 2020 r. Rzecznik wniósł do Izby Karnej SN kilkanaście kasacji w tego typu sprawach. Wskazywał, że badając kasacje, SN będzie mógł się wypowiedzieć co do zasadności karania obywateli za ograniczenia wprowadzone rozporządzeniami w pierwszym okresie epidemii koronawirusa, które wydano bez odpowiednich podstaw ustawowych i przy niewprowadzeniu stanu nadzwyczajnego. A to jest niezgodne z konstytucyjnymi zasadami ograniczeń praw i wolności.

W pierwszej sprawie pan Łukasz w S.  w Wielką Sobotę 2020 r.  „naruszył zakaz przemieszczania się w czasie epidemii bez niezbędnej potrzeby” . Sąd Rejonowy w R. wyrokiem nakazowym wymierzył mu 200 zł grzywny.

Pan Jakub został obwiniony o to, że w kwietniu 2020 r.  w D. nie zastosował się do zakazu przemieszczania się  w związku ze stanem epidemii. Sąd Rejonowy w R. wyrokiem nakazowym ukarał go 100 zł grzywny. Wykroczenie polegało na tym, że „stał na chodniku wraz z K.P. w rejonie sklepu spożywczego, zamkniętego w trakcie interwencji, motywując to tym, że w tym miejscu znajduje się w celu rekreacji dla rozprostowania nóg i rozmowy z kolegą”.

W trzeciej sprawie pan Patryk dostał od Sądu Rejonowego w R. 100 zł grzywny, bo 11 kwietnia 2020 r. w K. naruszył zakaz przemieszczania się. Bez uzasadnienia opuścił miejsce zamieszkania w innym celu niż zaspokajanie niezbędnych i przebywał wspólnie z dwoma osobami.

Wcześniej Adam Bodnar kierował liczne skargi do sądów administracyjnych co do kar pieniężnych sanepidu, wymierzanych obywatelom za nieprzestrzeganie ograniczeń nakładanych rozporządzeniami. Sądy administracyjne generalnie uchylają te kary, podkreślając m.in. właśnie naruszenie zasad poprawnej legislacji.

II.511.104.2021, II.511.105.2021, II.511.84.2021

(Zanonimizowane uzasadnienia wyroków poniżej w załącznikach)

300 zł grzywny dla pana Tomasza za pobyt w parku w kwietniu 2020 r. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego

Data: 2021-03-15
  • Pan Tomasz, który w kwietniu 2020 r. przebywał w parku, został ukarany przez sąd za złamanie ograniczeń pandemicznych określonych w rozporządzeniu rządu
  • Nakazy i zakazy dotyczące podstawowych praw i wolności można jednak wprowadzić tylko w razie ogłoszenia jednego ze stanów nadzwyczajnych  - co nie nastąpiło
  • Należy je zatem uznać za niekonstytucyjne, a co za tym idzie - za nielegalne
  • A rozporządzenie nie może być podstawą karania obywateli za niestosowanie się do tak wprowadzonych obostrzeń

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kolejną kasację do Sądu Najwyższego na korzyść obywatela ukaranego za naruszenie zakazów wprowadzonych w pierwszym okresie epidemii koronawirusa rozporządzeniami rządu wydanymi bez odpowiednich podstaw ustawowych. 

Na początku epidemii 2 kwietnia 2020 r. pan Tomasz został obwiniony o naruszenie zakazu przemieszczania się bez uzasadnionego powodu – przebywał w parku.

Sąd Rejonowy w sierpniu 2020 r. uznał, że dopuścił się w ten sposób wykroczenia z art. 54 k.w. w związku z § 17 rozporządzenia Rady Ministrów z 30 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Mocą wyroku nakazowego (czyli bez wzywania obwinionego, opierając się na dokumentach policji), sąd wymierzył mu grzywę 300 zł. Ponadto zasądził od niego wydatki postępowania. Wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił.

Argumenty kasacji 

RPO zarzucił wyrokowi rażące i mające istotny wpływ na treść wyroku naruszenie prawa materialnego, art. 54 k.w. w zw. z § 17 rozporządzenia Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. - poprzez jego niewłaściwe zastosowanie, w sytuacji gdy czyn nie wyczerpywał znamion wykroczenia. Wniósł by Sąd Najwyższy uchylił wyrok i uniewinnił pana Tomasza.

Zgodnie z art. 54 Kw, kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 zł albo karze nagany. Przepis ten sam nie określa znamion zabronionego zachowania, lecz odsyła do innych przepisów, które regulują zasady i sposób zachowania się w miejscach publicznych

Odesłanie z art. 54 Kw obejmuje wyłącznie "przepisy porządkowe". Termin nie jest w pełni ostry, a precyzyjne ustalenie jego znaczenia może budzić wątpliwości. Jak uznał Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 8 lipca 2003 r.  „w razie naruszenia przepisów, które mają inny przedmiot ochrony, nie jest możliwe zastosowanie zaskarżonego przepisu”.

Skoro zatem przepisy porządkowe, o których mowa w art. 54 Kw., mają za zadanie ochronę porządku i spokoju publicznego, to tym samym w polu penalizacji tego przepisu nie mieszczą się regulacje odnoszące się do innych sfer życia, np. do ochrony zdrowia publicznego.

Na podstawie art. 46a i art. 46b pkt 1-6 i 8-12 ustawy z 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi wydano rozporządzenie Rady Ministrów z  31 marca 2020 r. W § 17 ust. 1 stanowiło, że w okresie od 1 kwietnia 2020 r. do 11 kwietnia 2020 r. zakazuje się korzystania z pełniących funkcje publiczne i pokrytych roślinnością terenów zieleni, w szczególności: parków, zieleńców, promenad, bulwarów, ogrodów botanicznych, zoologicznych, jordanowskich i zabytkowych, a także plaż.

Rozporządzenie nie przewidywało jednak za to żadnej sankcji. Tymczasem odpowiedzialności za wykroczenie podlega tylko ten, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary. Za taki akt normatywny nie może być zaś uznane rozporządzenie Rady Ministrów.

Prawo do przebywania w miejscach publicznych, jakimi są miejskie tereny zielone, jako element wolności osobistej oraz prawa poruszania się jest chronione przez art. 31 ust. 1 i 52 ust. 1 Konstytucji RP. Z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP wynika, że ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób.

Nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami wyrażonymi w Konstytucji, a zatem wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, o których mowa w art. 228 ust. 1 Konstytucji RP, co dotychczas nie miało miejsca.

W tej sytuacji, zakazy wyrażone w rozporządzeniu Rady Ministrów uznać należy za niekonstytucyjne, a co za tym idzie - za nielegalne. W związku z tym, nie mogą one być źródłem obowiązków dla obywateli i w konsekwencji podstawą do ukarania za niestosowanie się do tych obowiązków.

W dacie orzekania przez sąd nie obowiązywały już przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z 31 marca 2020 r., a obowiązujące wtedy rozporządzenie Rady Ministrów z 19 czerwca 2020 r. nie przewidywało już zakazu korzystania z publicznych terenów zielonych. Już choćby z tego powodu ukaranie nie było dopuszczalne.

BPW.511.60.2021

Dzień po Wielkiejnocy spotkał się z kolegą w małej miejscowości - sąd ukarał go bez podstawy. Kasacja RPO. [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-04-26, 2021-03-12
  • Pan Tomasz w dzień po Wielkiejnocy w 2020 r. spotkał się z kolegą w swej małej miejscowości
  • Na wniosek policji z K. dostał za to od Sądu Rejonowego w R. karę nagany
  • RPO złożył kolejną kasację do Sądu Najwyższego w tego typu sprawie
  • AKTUALIZACJA: SN uwzględnił ją 14 kwietnia 2021 r. Podzielił  argumenty RPO, po raz kolejny uznając wadliwość ówczesnych przepisów   

Jak wskazywał RPO, dzięki kasacji SN będzie mógł się wypowiedzieć co do zasadności karania obywateli za ograniczenia wprowadzone w pierwszym okresie epidemii koronawirusa. Chodzi o rozporządzenia wydawane bez odpowiednich podstaw ustawowych – przy niewprowadzeniu stanu nadzwyczajnego. Karanie na takiej podstawie jest niezgodne z konstytucyjnymi zasadami ograniczeń praw i wolności.

Policja zatrzymała pana Tomasza bo wyszedł z  domu bez uzasadnienia. Naruszył tym samym zakaz przemieszczania się w innym celu niż wyjście do pracy, w celu zaspokajania niezbędnych potrzeb, na wolontariat lub do kościoła.

W czerwcu 2020 r.  Sąd Rejnowy w R. uznał go za winnego  wykroczenia z art. 54 kodeksu wykroczeń („kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany”) w związku z §5 rozporządzenia Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu pandemii. Wyrok uprawomocnił się, bo obwiniony nie złożył od niego sprzeciwu.

Jak wskazuje RPO, wyrok ten nie może się ostać, albowiem jest obarczony wadą prawną o kasacyjnym charakterze i stopniu. Dlatego Rzecznik wnosi o uchylenie wyroku i uniewinnienie pana Tomasza.

Na początku pandemii rząd nałożył na obywatel zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów,  powołując się na przepisy ustawy z 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Pozwala ona nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkie. Dopuszcza też ograniczenie sposobu przemieszczania się - ale już nie jego zakazywanie.

Dlatego nie może odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania z rozporządzenia Rady Ministrów. Przedmiotem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając rozporządzeniem generalny zakaz przemieszczania przekroczono delegację ustawową, na której podstawie zostało ono wydane.

Ponadto RPO przypomina, że art. 52 Konstytucji reguluje wolność poruszania się stanowiącą przejaw ogólnej wolności osobistej – a może ona podlegać ograniczeniom wyłącznie na podstawie ustawie. Wprowadzony zakaz był zatem niezgodny z art. 52, art. 31 i art. 228 Konstytucji. Potwierdza to orzecznictwo sądów administracyjnych w tym zakresie.

Niezależnie od tych argumentów, w dacie orzekania przez sąd nie rozporządzenie z 31 marca 2020 r. już nie obowiązywało. Obowiązujące wtedy rozporządzenie Rady Ministrów z 19 czerwca 2020 r. nie przewidywało już zakazu przemieszczania się. Dlatego już choćby z tego powodu ukaranie obwinionego nie było dopuszczalne.

Wyrok SN wraz z uzasadnieniem

Kasacja okazała się zasadna w stopniu oczywistym. Zagadnienie możliwości ograniczenia wolności przemieszczania się obywateli na terenie całego kraju w drodze rozporządzenia z dnia 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. poz. 658) było przedmiotem rozważań Sądu Najwyższego (por. wyroki z dnia 16 marca 2021 r. II KK 74/21, II KK 64/21 oraz II KK 97/21).

Sąd Najwyższy w składzie niniejszym, mając na względzie fak, że wolność ta gwarantowana jest w art. 52 ust. 1 Konstytucji RP, podziela w pełni wyrażone w tych judykatach stanowisko.

Przypomnieć należy, że przepis art. 54 k.w. ma charakter przepisu blankietowego zupełnego, czyli zakres karalności jest każdorazowo determinowany przez obowiązujące w danym momencie wydane z upoważnienia ustawy przepisy porządkowe o zachowaniu się w miejscach publicznych. Zatem zgodnie z dotychczasowym orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego, to na sądach ciąży obowiązek weryfikacji, czy owe przepisy porządkowe zostały wydane zgodnie z delegacją ustawową (por. wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 8 lipca 2003 r., P 10/02, OTK-A 2003, z. 6, poz. 62).

W ten sposób to finalnie sądy sprawujące zgodnie z art. 175 ust. 1 Konstytucji RP wymiar sprawiedliwości rozstrzygać będą o winie sprawcy czynu karalnego. Związanie ich wydanymi przepisami porządkowymi powodowałoby, że o tym co jest karalne decydowałyby organy władzy wykonawczej, czy też samorządu terytorialnego, bez względu na to, czy w istocie miały one ku temu podstawę ustawową. Zgodnie zaś z art. 178 ust. 1 Konstytucji RP "sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji RP oraz ustawom", co powoduje, że ustrojodawca kształtując zakres pojęcia sprawowania wymiaru sprawiedliwości świadomie przekazał w ręce sądów uprawnienie do samodzielnej oceny i ustalenia zgodności podustawowych aktów normatywnych z ustawami oraz obowiązek, w razie stwierdzenia ich niezgodności ż tymi ustawami, odmowy ich zastosowania w konkretnej sprawie. Takie rozumienie znaczenia normatywnego wspomnianego przepisu nie budzi wątpliwości ani w orzecznictwie, ani doktrynie.

Przechodząc do realiów niniejszej sprawy, wskazać należy, że obwinionemu przypisano w prawomocnym wyroku nakazowym wykroczenie z art. 54 k.w. w zw. z § 5 rozporządzenia z 31 marca 2020 r., którego opis sprowadzał się do tego, że „bez uzasadnienia opuścił miejsce zamieszkania w innym celu niż zaspakajanie niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego i przebywał wspólnie z (...)".

Ograniczenie wolności  przemieszczania się gwarantowanej w art 52 ust. 1 Konstytucji RP może nastąpić jedynie w warunkach przewidzianych w art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, czyli wyłącznie w drodze ustawy (kryterium formalne) oraz dopuszczalne jest ustanowienie tylko takich ograniczeń, które nie naruszają istoty danej wolności lub prawa podmiotowego (kryterium materialne). W przypadku tego pierwszego warunku, z uwagi na jego swoistą zerojedynkowość, analiza czy ograniczenie wolności konstytucyjnej nastąpiło w drodze ustawy wymaga oceny, jakie merytoryczne kryteria tego przewidziano w przepisach rangi ustawowej.

Nadto, gdy do realizacji norm ustawowych przewidziano możliwość wydania aktu podustawowego przez władzę wykonawczą, konieczna jest ścisła ocena zakresu delegacji w perspektywie tego, czy ukształtowanie normy zakazu/nakazu nie zostało w całości przekazane na ten etap. W przypadku uznania, że dla ograniczenia konstytucyjnej wolności albo brak jest przesłanek opisanych w ustawie, albo pełna decyzyjność w tym obszarze delegowana jest do aktu wykonawczego, należy odmówić stosowania takiego przepisu, jako współwyznaczającego zakres normowania normy wysłowionej w art. 54 k.w.

Podzielić należy w tym miejscu pogląd wyrażony już przez Sąd Najwyższy w cytowanych wcześniej orzeczeniach, iż ustawa z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. z 2019 r. poz. 1239 z póżn. zm.) nie zawiera unormowań określających możliwość i warunki ograniczenia konstytucyjnej wolności poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, zatem akty prawne rangi niższej niż ustawa nie mogą limitować tej wolności przemieszczania się, którą gwarantuje w art. 52 ust. 1 Konstytucji RP.

Jest zatem oczywiste, że rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. z 2020 r. poz. 658), w zakresie, w jakim ograniczało wolność przemieszczania się obywateli na terenie całego kraju (§ 5), naruszało regulację art. 52 ust. 1 w zw. z art. 31 ust. 1 i 3 Konstytucji RP, co oznacza, iż nie mogło ono tworzyć podstawy prawnej do wypełnienia blankietu normy sankcjonowanej art. 54 k.w. i prowadzić do ukarania na podstawie tego przepisu. Tym samym, już z tego powodu, przepis art. 54 k.w. w tym zakresie był normą pustą. 

Rację ma także Rzecznik Praw Obywatelskich, podkreślając zagadnienie intertemporalne. Zauważyć wypada, że w dacie orzekania przez Sąd nie obowiązywały już przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020 r przewidujące powszechny zakaz przemieszczania się (należy przy tym nadmienić, że w dacie czynu rozporządzenie to także nie obowiązywało, bowiem na jego miejsce wydano rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r., które także przewidywało powszechny zakaz przemieszczania się - Dz.U. z 2020 r. Poz. 658).

Takiego zakazu natomiast nie przewidywały już obowiązujące w dacie orzekania przez Sąd przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 19 czerwca 2020 r. w sprawie ustanowienia ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. poz. 066 ze zm.). Mając na uwadze treść art. 2 k.w. uznać należy, że zachowanie zarzucone ukaranemu, nawet gdyby pierwotnie stanowiło wykroczenie, to z uwagi na uchylenie owych „przepisów porządkowych”, i tak nie podlegałoby ukaraniu.

II.511.122.2021

Grzywna za wyjście z domu bez powodu. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-05-06, 2021-03-12
  • 300 zł grzywny wymierzył panu Damianowi Sąd Rejonowy w R. za wyjście z domu w kwietniu 2020 r. bez uzasadnienia
  • Ograniczenia pandemiczne rząd wprowadził na tyle nieskutecznie, że nie dają one podstaw prawnych do karania obywateli – dlatego RPO składa następną kasację w takiej sprawie
  • AKTUALIZACJA: 5 maja Sąd Najwyższy uchylił wyrok na pana Damiana (Sygn. akt II KK 121/21)

Policja zatrzymała pana Damiana, bo wyszedł z domu w swej małej miejscowości bez uzasadnienia. A obowiązywał wtedy wprowadzony rozporządzeniem rządu zakaz przemieszczania się w innym celu niż wyjście do pracy, w celu zaspokajania niezbędnych potrzeb, na wolontariat lub do kościoła.

W lipcu 2020 Sąd Rejonowy w R. wymierzył mu 300 zł grzywny. Uznał go za winnego wykroczenia z art. 54 k.w. w związku z § 5 rozporządzenia Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku ze stanem epidemii. Obwiniony nie złożył sprzeciwu, wyrok uprawomocnił się.

Ten prawomocny wyrok nie może się ostać, albowiem jest obarczony wadą prawną o kasacyjnym charakterze – wskazał RPO. Wniósł o uchylenie zaskarżonego wyroku i uniewinnienie obwinionego. 

Rząd nałożył na obywateli ograniczenia – zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów – powołując się na przepisy ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Ta zaś pozwala nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkich. Dopuszcza też tylko ograniczenie sposobu przemieszczania się, ale nie jego generalny zakaz.

Dlatego nie może odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania się wprowadzony w rozporządzeniu. Przedmiotem ochrony art. 54 k.w. jest bowiem porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając w rozporządzeniu generalny zakaz przemieszczania, przekroczono delegację ustawową, na której podstawie wydano rozporządzenie

W dacie wyroku nie obowiązywało już rozporządzenie z 10 kwietnia 2020 r. przewidujące powszechny zakaz przemieszczania się. Takiego zakazu nie przewidywało zaś   obowiązujące w dacie orzekania rozporządzenia Rady Ministrów z 19 czerwca 2020 r. Stąd też również z tego powodu, ze względu na treść art. 2 k.w., wymierzenie kary grzywny w niniejszej sprawie nie było możliwe.

II.511.140.2021
 

Obywatel skazany pod swą nieobecność - a przebywał wtedy w szpitalu psychiatrycznym. Kasacja Rzecznika

Data: 2021-03-10
  • Obywatel został skazany za zabór auta i prowadzenie go stanie nietrzeźwości – bez rozprawy i pod swą nieobecność
  • W tym czasie przebywał on jednak w szpitalu psychiatrycznym – dlatego nie mógł nawet odebrać zawiadomienia o posiedzeniu sądu, które uznano za doręczone
  • Nie został zatem prawidłowo powiadomiony o terminie posiedzenia, co naruszyło jego prawo do obrony
  • Dlatego RPO wniósł, by Sąd Najwyższy uchylił wyrok i zwrócił sprawę sądowi do ponownego rozpoznania

Obywatel został oskarżony o przywłaszczenie samochodu i prowadzenie go w stanie nietrzeźwości. Prokurator wnosił o skazanie go bez rozprawy, w trybie art. 335 § 1 K.p.k.

We wrześniu 2018 r. Sąd Rejonowy na posiedzeniu wydał wyrok skazujący na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata. Orzekł też zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na 3 lata. Nakazał też zapłatę 5 tys, zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

Wyroku nikt nie zaskarżył, wobec czego uprawomocnił się. Potem sąd zarządził wykonanie kary roku pozbawienia wolności, gdyż skazany nie wywiązał się z obowiązku zapłaty świadczenia pieniężnego.

Argumenty RPO

Wyrok zapadł z rażącym naruszeniem prawa procesowego. Doszło do rażącego naruszenia prawa oskarżonego do obrony poprzez pozbawienie go możliwości osobistego udziału w posiedzeniu w przedmiocie rozpoznania wniosku prokuratora, wskutek błędnego przyjęcia, że prawidłowo powiadomiono  go o terminie posiedzenia.

Zawiadomienie wysłano pod adresem wskazanego przez podsądnego. Po podwójnym awizowaniu wróciło z adnotacją „nie podjęto w terminie". Sąd uznał zatem zawiadomienie  za prawidłowe, po czym wydał wyrok skazujący.

Tymczasem uwagi sądu uszło, że od sierpnia do października 2018 r. oskarżony przebywał w szpitalu psychiatrycznym. Oskarżony w ogóle zatem nie wiedział o toczącym się przeciwko niemu postępowaniu sądowym.

Dlatego wysłanie zawiadomienia o terminie posiedzenia na adres miejsca zamieszkania oskarżonego, a następnie uznanie go za prawidłowo doręczone, nie spełniało wymogu należytego powiadomienia o terminie czynności procesowej, w której miał prawo uczestniczyć. Dlatego sąd nie mógł wydać wyroku w trybie art. 335 § 1  k.p.k.

Warunkiem uznania pisma za prawidłowo doręczone na adres podany przez stronę było ustalenie, że nie podając nowego adresu, zmieniła miejsce zamieszkania lub nie przebywa pod tym adresem. Nie można uznać, że warunki te są spełnione, gdy oskarżony zostaje umieszczony w szpitalu psychiatrycznym z rozpoznaniem choroby psychiatrycznej i poddany leczeniu. Jest to bowiem niezależne od woli osoby chorej. Dlatego nie może to być utożsamiane ze zmianą miejsca zamieszkania, o której mowa w art. 139 § 1 K.p.k.

Oceny tej nie zmienia fakt, że sąd meriti nie miał informacji ani o stanie zdrowia oskarżonego ani o jego wcześniejszej karalności. W protokole przesłuchania w charakterze podejrzanego, mężczyzna zeznał, że jest zdrowy, przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów i zgodził się na warunki zaproponowane przez prokuratora. Prokurator nie powziął zaś wątpliwości co do poczytalności podejrzanego.

Ze sprawozdania kuratora z wywiadu środowiskowego wynika jednak że ojciec skazanego wskazywał na pobyt syna w szpitalu psychiatrycznym z rozpoznaniem choroby.

Do uznania przesyłki za doręczoną musi zachodzić faktyczna możliwość jej odebrania przez oskarżonego. Warunek ten nie został spełniony

To uchybienie sądu miało istotny wpływ na wyrok, bowiem uniemożliwiło oskarżonemu realizację jego prawa do uczestniczenia w posiedzeniu, a rozpoznanie sprawy bez jego wiedzy naruszyło prawo oskarżonego do obrony – art. 6 K.p.k., a w konsekwencji naruszyło zagwarantowane w art. 45 ust. 1 Konstytucji prawo oskarżonego do rzetelnego procesu, zwłaszcza że nie korzystał z pomocy obrońcy, nie wiedział o skierowaniu wniosku prokuratora do sądu, ani terminie posiedzenia.

II.511.210.2020

Rok więzienia dla kobiety w PRL za działalność „Świadków Jehowy”. RPO złożył kasację do SN [AKTUALIZACJA] SN pozostawił kasację bez rozpoznania

Data: 2021-04-26, 2021-03-08
  • Kobieta została w latach 70. skazana w PRL za kierowanie wspólnotą „Świadków Jehowy”- której działalność miała być „tajemnicą wobec organów państwowych”
  • Tymczasem to wcale nie było tajemnicą dla ówczesnych władz
  • Kasację na korzyść skazanej złożył Rzecznik Praw Obywatelskich
  • AKTUALIZACJA: 26 kwietnia 2021 SN pozostawił kasację bez rozpoznania (Sygn. akt III KK 90/21)

W 1972  r. Sąd Rejonowy w P. skazał kobietę na rok  więzienia z art. 278 § 3 k.k. z 1969 r. Przewidywał on karę do 3 lat więzienia za udział w związku, którego istnienie, ustrój lub cel ma pozostać tajemnicą wobec organów państwowych albo który rozwiązano lub odmówiono zalegalizowania.

Uznano ją za winnego przestępstwa polegającego na „pełnieniu funkcji kierowniczych” w związku wyznaniowym, któremu władza państwowa odmówiła legalizacji i którego rzeczywista działalność pozostawała tajemnicą wobec tej władzy”.  Innym zarzutem było „produkowanie nielegalnej literatury przeznaczoną do jej rozpowszechniania”.

W ugruntowanej linii orzeczniczej Sąd Najwyższy uznawał, że nie jest możliwe odnoszenie pojęcia «związku» w rozumieniu prawa karnego do wspólnoty o charakterze religijnym, wyznaniowym - zbiorowiska ludzi, których łączy nie więź organizacyjna, ale religijna. Dlatego wspólnota wyznaniowa "Świadkowie Jehowy", jako oparta wyłącznie na więzach religijnych, nie może być w ogóle uznawana za "związek" w rozumieniu prawa karnego.

A istnienie i działalność wspólnoty „Świadków Jehowy”, funkcjonującej uprzednio na podstawie rozporządzenia Prezydenta RP z  27 października 1932 r. Prawo o stowarzyszeniach, po delegalizacji w lipcu 1950 r, nie stanowiło tajemnicy dla ówczesnych władz. Członkowie  wspólnoty podejmowali bowiem liczne próby prawnego usankcjonowania działalności, m.in. przedkładają władzom statut wspólnoty i wnioski o ponową rejestrację.

- Uznawanie tajności struktur religijnych wyznania, któremu oficjalnie i bezpodstawnie odmówiono prawa do jawnego funkcjonowania, za wypełniające znamiona "tajności związku", było rażącym nadużyciem prawa karnego, w celu korzystania wyłącznie z jego represyjnej funkcji. Była nadto w tym stanowisku hipokryzja - za tajne uznawano to, czego władza państwowa nie chciała przyjąć do wiadomości” - podkreślił Sąd Najwyższy w uzasadnieniu wyroku z 12 stycznia 1995 r.

Jak podkreśla RPO, te uwagi mają pełne zastosowanie i do tej sprawy. Przypisanie oskarżonej czynu z art. 278 § 3 k.k., stanowiącego w istocie realizację konstytucyjnego prawa do wykonywania praktyk religijnych, nie wyczerpywało znamion przestępstwa, a skazanie miało formę politycznej represji.

Dlatego Rzecznik wniósł o uchylenie wyroku i uniewinnienie.

Sąd Najwyższy już wiele razy uwzględniał takie kasacje RPO.

II.510.940.2017

300 zł za wieczorne spotkanie w miejscowości K. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-05-05, 2021-03-03

Pan Mariusz spotkał się w kwietniowy wieczór 2020 r. z panem Tomaszem, co zdaniem policjantów i sądu w R. oznaczało, że „nie stosował się do zakazu przemieszczania się na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej osób przebywających na tym obszarze w związku z ogłoszonym stanem epidemii w ten sposób, że bez uzasadnienia opuścił miejsce zamieszkania w innym celu niż zaspokajanie niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego”.

[AKTUALIZACJA} 5 maja Sąd Najwyższy przychylił się do kasacji RPO i uchylił wyrok na pana Mariusza (Sygn. akt II KK 106/21)

W postępowaniu nakazowym został ukarany 300 zł grzywny. Ponieważ się nie sprzeciwił wyrokowi, stał się on prawomocny.

RPO składa w tej sprawie kasację do Sądu Najwyższego wskazując, że nie było podstaw do ukarania pana Mariusza: zakaz wychodzenia z domu rząd wprowadził w kwietniu rozporządzeniem na podstawie ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. z 2019 r. Poz. 1239 i 1495 oraz z 2020 r. Poz. 284, 322, 374 i 567). Ta jednak pozwala tylko ograniczać przemieszczanie się, a nie zakazywać go w ogóle. Wolność przemieszczania jest wolnością chronioną przez Konstytucję (art. 52) i nie może być ograniczana w taki sposób.

Nie może zatem odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 kodeksu wykroczeń osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania się wprowadzony w § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. Przedmiotem bowiem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając w § 5 Rozporządzenia generalny zakaz przemieszczania przekroczono delegację ustawową, na podstawie, której to Rozporządzenie zostało wydane. Zgodnie bowiem z art. 92 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej rozporządzenia są wydawane przez organy wskazane w Konstytucji, na podstawie szczegółowego upoważnienia zawartego w ustawie i w celu jej wykonania. Upoważnienie powinno określać organ właściwy do wydania rozporządzenia i zakres spraw przekazanych do uregulowania oraz wytyczne dotyczące treści aktu, a organ upoważniony do wydania rozporządzenia nie może przekazać swoich kompetencji innemu organowi. Oznacza to, że rozporządzanie musi być wydane na podstawie wyraźnego szczegółowego upoważnienia w zakresie określonym w upoważnieniu, w granicach tego upoważnienia i nie może być sprzeczne z normami Konstytucji, aktem na podstawie którego zostało wydane i innymi aktami, które regulują materię będącą przedmiotem rozporządzenia. Naruszenie tych warunków wszystkich razem lub choćby jednego z nich powoduje niezgodność rozporządzenia z ustawą, a tym samym nie może być źródłem obowiązku dla obywateli i w konsekwencji podstawą do ukarania za niestosowanie się do tego obowiązku. W rozważaniach uzasadniających trafność zarzutu kasacyjnego nie można pominąć przepisu art. 52 Konstytucji RP, który reguluje wolność poruszania się stanowiącą przejaw ogólnej wolności osobistej; przy czym wolność ta może podlegać ograniczeniom określonym w ustawie. Z kolei art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, stanowi, że ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób, przy czym ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw. Kwestie te mają istotne znaczenie w niniejszej sprawie, albowiem warunkiem formalnym zgodnego z Konstytucją ograniczania praw osobistych jest ograniczanie ich tylko w ustawie. W ten sposób Konstytucja RP wprowadza zasadę wyłączności ustawy przy ograniczaniu konstytucyjnych praw obywateli. W następnej kolejności należy podkreślić, iż nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami wyrażonymi w Konstytucji, a zatem wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, co dotychczas nie miało miejsca. Zgodnie bowiem z art. 228 ust. 1 Konstytucji R.P., w sytuacjach szczególnych zagrożeń, jeżeli zwykłe środki konstytucyjne są niewystarczające, może zostać wprowadzony odpowiedni stan nadzwyczajny: stan wojenny, stan wyjątkowy lub stan klęski żywiołowej, przy czym biorąc również pod uwagę ust. 3 powoływanego art. 228 Konstytucji RP - zasady działania organów władzy publicznej oraz zakres, w jakim mogą zostać ograniczone wolności i prawa człowieka i obywatela w czasie poszczególnych stanów nadzwyczajnych - powinna określać ustawa. Skoro pomimo zaistnienia przesłanek do wprowadzenia stanu klęski żywiołowej, władza wykonawcza nie zdecydowała się na wprowadzenie tego stanu, wprowadzając jedynie stan epidemii, a wcześniej stan zagrożenia epidemiologicznego, żaden z tych stanów nie może być uznany za stan nadzwyczajny w rozumieniu art. 228 Konstytucji, zatem ograniczenia wynikające z wprowadzenia takiego stanu nie mogą naruszać podstawowych praw i wolności. Tym samym wynikający z § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii zakaz przemieszczania osób przebywających na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej był niezgodny z art. 52, art. 31 i art. 228 Konstytucji R.P.

Na wstępie wskazano, że art. 54 k.w. stanowi, iż kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany i ma charakter blankietowy. Znamiona czynu zabronionego w przedmiotowej sprawie określa § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, który stanowił, iż w okresie do dnia 19 kwietnia 2020 r. zakazuje się na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej przemieszczania się osób przebywających na tym obszarze z określonymi w dalszej części przepisu wyjątkami. Przepis ten z przyczyn już wcześniej omówionych Rzecznik Praw Obywatelskich uważa za niezgodny ze wskazanymi przepisami Konstytucji. Niekonstytucyjny przepis cytowanego rozporządzenia nie może wypełniać blankietowej normy art. 54 k.w. Konsekwencją tego jest przyjęcie, iż zachowanie obwinionego opisane w wyroku nakazowym sądu w R. nie stanowi wykroczenia, jak i żadnego innego czynu zabronionego, co miało istotny wpływ na treść zaskarżonego wyroku nakazowego.

Ponadto Rozporządzenie zostało wydane w związku z wprowadzeniem stanu epidemii, celem jego przepisów jest więc ochrona zdrowia i w ramach tak zakreślonego celu, zwalczanie chorób epidemicznych (art. 68 ust. 4 Konstytucji RP). Przepisy Rozporządzenia nie stanowią w związku z tym przepisów porządkowych, skoro przedmiotem ochrony jest zdrowie publiczne, a nie porządek i spokój w miejscach publicznych.

Na marginesie RPO zauważa, że w dacie orzekania przez sąd nie obowiązywały już przepisy Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. Takiego zakazu nie przewidywały też obowiązujące w dacie orzekania przez sąd przepisy Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 19 czerwca 2020 r. w sprawie ustanowienia ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U.z 2020 r., poz. 1066). Stąd też również z tego powodu, ze względu na treść art. 2 k.w., wymierzenie grzywny w niniejszej sprawie nie było możliwe.

II.511.119.2021

200 zł za spacer bez powodu w Wielką Sobotę. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego

Data: 2021-03-01
  • Pan S. w malutkiej miejscowości został złapany na tym, jak w Wielką Sobotę około godz. 13:50 „naruszył zakaz przemieszczania się w czasie epidemii bez niezbędnej potrzeby” (w tym czasie można było wychodzić z domu tylko do pracy, w celu załatwienia niezbędnych potrzeb, na wolontariat lub do kościoła).
  • Sąd w wyroku nakazowym wymierzył mu karę 200 złotych grzywny.
  • Wyrok uprawomocnił się w grudniu i RPO złożył od niego kasację do Sądu Najwyższego.
  • AKTUALIZACJA 16 marca 2021: SN uwzględnił kasację RPO

To kolejna z pozoru drobna sprawa, która jest jednak poważna, jeśli zważy się, że obywatel mógł tu zostać ukarany bez właściwej podstawy prawnej.

Pan S. został ukarany za złamanie przepisów rządowego rozporządzenia, które – na podstawie ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych – zakazały wychodzenia z domu z czterema wyjątkami. Tymczasem ustawa ta pozwala na ograniczenie swobody przemieszczania się, ale nie na jej zakazywanie – zwłaszcza że mamy tu do czynienia z wolnością chronioną przez Konstytucję

RPO zauważa też, że w momencie, kiedy sąd orzekał w tej sprawie, przepisy z 10 kwietnia 2020 r. zawierające zakaz przemieszczania się już nie obowiązywały. A rozporządzenie Rady Ministrów z 9 października 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. poz. 1758 ze zm.) nie przewidywało analogicznego zakazu. To też wykluczało ukaranie obwinionego.

Jest to kolejna kasacja RPO w sprawie kar za naruszenie wiosennych przepisów pandemicznych: inne przykłady można znaleźć poniżej, pod ilustracją.

II.511.104.2021

Nagana za brak maseczki podczas kontroli drogowej. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego. [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-03-01
  • Policjanci zarzucili panu D, że w czasie kontroli drogowej w małej miejscowości nie miał maseczki, a wysiadł z samochodu (było to pod koniec kwietnia 2020 r.).
  • Sąd zgodził się z Policją, że doszło do naruszenia art. 54 kodeksu wykroczeń w zw. § 18 ust. 1 pkt 2 lit. a Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.
  • Pan D. otrzymał karę nagany, ale sąd zwolnił go od uiszczenia kosztów postępowania ustalając, iż poniesie je Skarb Państwa.
  • [AKTUALIZACJA' 8 kwietnia SN uwzględnił kasację (sygn. akt II KK 96/21) i uniewinnił obywatela 

Wyrok nie został zakażony i uprawomocnił się w sierpniu 2020 r.

RPO złożył kasację w tej sprawie do Sądu Najwyższego wskazując, że pan D. został ukarany na podstawie wadliwych przepisów.

Zgodnie z przepisem art. 54 kodeksu wykroczeń kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany. Cytowany przepis ma charakter blankietowy, tj. sam nie określa znamion zabronionego zachowania, lecz odsyła do innych przepisów. Tymczasem problem jest z Rozporządzeniem Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020 r.. Nakazywało ono nosić wszystkim maseczki i odwoływało się do ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Tymczasem ustawa ta pozwala na zobowiązanie do chodzenia w maseczkach tylko osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – ale nie wszystkich. Rozporządzenie wykraczało więc poza ustawę (ten błąd legislacyjny został skorygowany dopiero w grudniu 2020 r., choć RPO apelował o to od maja 2020 r.)

Narzucenie jednostce poprzez wprowadzenie rozporządzeniem powszechnego nakazu zakrywania ust i nosa w określonych miejscach nastąpiło nie tylko z przekroczeniem granic i upoważnienia ustawowego, ale też z naruszeniem konstytucyjnego warunku, że ograniczenie wolności osobistej może nastąpić tylko na zasadach i w trybie określonym w ustawie.

II.511.74.2021

Nagana za wyjście z domu podczas lockdownu. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego

Data: 2021-02-22
  • W kwietniu 2020 r. obywatel wyszedł z domu w swej małej miejscowości, by spotkać się ze znajomymi
  • Policja skierowała do sądu wniosek o ukaranie go za złamanie zakazu wychodzenia bez uzasadnionej przyczyny; sąd ukarał go naganą  
  • Rzecznik złożył kolejną kasację do Sądu Najwyższego, gdyż rozporządzenie będące podstawą kary rząd wydał bez odpowiedniej podstawy ustawowej

Pan Dominik został obwiniony o to, że nie zastosował się do zakazu przemieszczania się  w związku z ogłoszonym stanem epidemii. Jak uznał Sąd Rejonowy, który wyrokiem nakazowym ukarał go naganą, bez uzasadnienia opuścił swe miejsce zamieszkania.

Sąd  Rejonowy w R. uznał go za winnego wykroczenia z art. 54 Kodeksu wykroczeń w związku z § 5 rozporządzenia Rady Ministrów z 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu pandemii.

Obywatel nie złożył sprzeciwu, wobec czego wyrok uprawomocnił się.

W ocenie RPO wyrok ten nie może się ostać, albowiem jest obarczony wadą prawną o kasacyjnym charakterze i stopniu. Wniósł o uchylenie orzeczenia i uniewinnienie obwinionego.

Rząd nałożył na obywateli ograniczenia – zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów – powołując się na przepisy ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Ta zaś pozwala nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkich. Dopuszcza też tylko ograniczenie sposobu przemieszczania się, ale nie jego generalny zakaz.

Dlatego nie może odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania się wprowadzony w rozporządzeniu. Przedmiotem ochrony art. 54 k.w. jest bowiem porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając w rozporządzeniu generalny zakaz przemieszczania, przekroczono delegację ustawową, na której podstawie wydano rozporządzenie.

Niezależnie od tego, RPO wskazuje że w dacie orzekania przez sąd 4 listopada 2020 r. nie obowiązywały już przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z 10 kwietnia 2020 r. Obowiązujące w tej dacie przepisy nie zawierały zakazu przemieszczania się. Stąd też już choćby z tego powodu ukaranie obwinionego na podstawie art. 54 k.w. i wymierzenie mu kary nagany nie było dopuszczalne.

II.511.82.2021

Sprawa śmierci Igora Stachowiaka. Kasacja RPO od wyroku na policjantów

Data: 2021-02-22
  • Igor Stachowiak zmarł na komisariacie rażony prądem z paralizatora. Oceniając odpowiedzialność policjantów za tę śmierć, sądy zrobiły to źle i pobieżnie. Zminimalizowały winę funkcjonariuszy, uznając, że paralizator nie był bezpośrednią przyczyną zgonu.
  • Wyroki w sprawie śmierci Igora Stachowiaka to dwa i pół oraz dwa lata więzienia
  • RPO składa kasację w tej sprawie do Sądu Najwyższego i wnosi o ponowne rozpoznanie sprawy.
  • - W przypadku zgonu człowieka pozostającego w rękach policji, władze muszą dołożyć wszelkich starań, żeby dowiedzieć się, co się wydarzyło. Nie powinny opierać się na pochopnych albo nieuzasadnionych wnioskach służących za podstawę do zakończenia postępowania przygotowawczego bądź sądowego – przypomina RPO

Igor Stachowiak zmarł we wrocławskim komisariacie w 2016 r. Został zatrzymany w centrum miasta i skuty. Na komisariacie był rażony paralizatorem – w łazience, która nie jest monitorowana. Ale kamera zamontowana jest w samym paralizatorze. Nagrała, jak policjanci rażą prądem skutego człowieka i jak on umiera.

Wyjaśnianie sprawy było bardzo powolne do momentu, gdy – po roku – sprawę Igora Stachowiaka ujawniły media.

W 2019 r. zapadły wyroki w sprawach policjantów, którzy byli na komisariacie: sądy pierwszej i drugiej instancji uznały, że bezpośrednią przyczyną zgonu Igora Stachowiaka była „niewydolność krążeniowo-oddechowa w przebiegu arytmii” wywołana przez środki odurzające, które zdaniem sądu Igor Stachowiak zażył przed zatrzymaniem.

Działania policjantów, choć naganne, nie były w opinii sądu decydujące. Policjanci zostali prawomocnie skazani za przekroczenie uprawnień w zakresie realizacji zadań ustawowych Policji oraz znęcania się fizycznego i psychicznego nad pozbawionym wolności Igorem Stachowiakiem. Sąd wymierzył im kary dwóch i pół lub dwóch lat więzienia.

Co się stało z Igorem Stachowiakiem

W kasacji RPO zwraca uwagę, że sąd źle ustalił przyczyny tragedii. Oparł się na jednej ekspertyzie, która mówiła o „niewydolności krążeniowo-oddechowej w przebiegu arytmii”, nie zadając sobie pytania, czy to dobre wyjaśnienie w przypadku człowieka rażonego prądem. Sąd nie wziął przy tym pod uwagę innych opinii naukowców a także zeznań świadków, które wykluczały, by Igor Stachowiak był w czasie zatrzymania w stanie wyjątkowego pobudzenia. Także na podstawie ilości stwierdzonych u niego substancji nie można wnioskować, czy był on pod wpływem środków odurzających, czy też nie. Dlaczego więc uznawać, że z tego powodu umarł?

Istotą sprawy jest, że sąd II instancji błędnie uznał, iż biegli z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi odnieśli się do opinii drugiego eksperta i w sposób rażąco wybiórczy i powierzchowny odniósł się do wniosków postawionych przez tego specjalistę. Równocześnie Sąd Okręgowy wybiórczo ocenił wypowiedzi biegłych z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, dotyczące stosowania środków przymusu bezpośredniego jako czynnika, który mógł mieć wpływ na wystąpienie i przebieg wysoce niepokojących objawów występujących wówczas u Igora Stachowiaka.

Tym samym sąd pominął niejasności i wewnętrzne sprzeczności tej opinii.

Sąd II instancji zaakceptował w istocie uchybienie sądu I instancji, polegające na bezzasadnym oddaleniu wniosku dowodowego pełnomocnika o dopuszczenie i przeprowadzenie dowodu z uzupełniającego przesłuchania profesora-kardiologa oraz oddaleniu wniosku pełnomocnika o powołanie nowego zespołu biegłych, w skład którego weszliby również lekarz kardiolog zajmujący się zaburzeniami rytmu serca i urządzeniami wszczepialnymi, a także lekarz psychiatra.

Należyte rozpoznanie zarzutu apelacyjnego mogłoby bowiem doprowadzić do uchylenia zaskarżonego orzeczenia sądu I instancji i ponownego zbadania przez sąd I instancji kwestii, czy pomiędzy zachowaniem funkcjonariuszy Policji, a śmiercią pokrzywdzonego zaistniał związek przyczynowoskutkowy, co niewątpliwie miałoby wpływ na zakres ich odpowiedzialności karnej.

Jak należy ocenić działanie policjantów

RPO zauważa też drugi błąd w rozumowaniu sądu: Igor Stachowiak zmarł na komisariacie, więc przy wyjaśnieniu jego śmierci nie można poprzestać na jednej teorii medycznej.

Śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach nakłada na władze obowiązek wyjaśnienia okoliczności śmierci i ustalenia odpowiedzialności za nią. Wynika to z ugruntowanego orzecznictwa  Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

  • Postępowanie musi być skuteczne w tym sensie, że będzie w stanie doprowadzić do ustalenia, czy użycie siły przez funkcjonariuszy było w danych okolicznościach uzasadnione czy nie oraz do zidentyfikowania i ukarania osób odpowiedzialnych za śmierć.
  • Władze muszą zawsze dołożyć wszelkich starań, żeby dowiedzieć się, co się wydarzyło, oraz nie powinny opierać się na pochopnych albo nieuzasadnionych wnioskach służących za podstawę do zakończenia postępowania przygotowawczego bądź sądowego (vide: Dzwonkowski v. Polsce - skarga nr 46702/99, Przemyk v. Polsce - skarga nr 22426/11, Olszewscy v. Polsce - skarga nr 99/12, Jabłońska v. Polsce – skarga nr 24913/19, Öneryıldız v. Turcji - skarga nr 48939/99, Salman v. Turcji - skarga nr 21986/93).
  • Wnioski wynikające z przeprowadzonego postępowania muszą opierać się na szczegółowej, obiektywnej i bezstronnej analizie wszystkich istotnych czynników i uwzględniać standard porównywalny do „bezwzględnej konieczności” wymaganej artykułem 2 ust. 2  Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.
  • Wszelkie wady postępowania, które ograniczają możliwość ustalenia okoliczności sprawy lub identyfikacji osoby (osób) odpowiedzialnej, mogą podważać wymagany stopień skuteczności.
  • Jakkolwiek nie ma absolutnego wymogu, by wszelkie postępowania kończyły się skazaniem lub określonym wyrokiem, sądy krajowe w żadnych okolicznościach nie mogą pozwolić na to, by tego typu czyny pozostawić bezkarnymi. Postępowanie zarówno w fazie przygotowawczej jak i sądowej musi być w stanie zweryfikować okoliczności, w jakich wydarzenie miało miejsce i doprowadzić do zidentyfikowania i ukarania osób odpowiedzialnych. To nie jest zobowiązanie rezultatu, ale działania.

Zdaniem Rzecznika obowiązek wyjaśnienia wszelkich okoliczności związanych ze śmiercią Igora Stachowiaka ciąży nie tylko na organach ścigania, ale również na organach wymiaru sprawiedliwości. Z tego tytułu dokładane wyjaśnienie kwestii podniesionych w  kasacji czyniłoby zadość standardom wypracowanym na podstawie art. 2 Konwencji.

RPO wnosi do Sądu Najwyższego o uchylenie wyroku Sądu Okręgowego we Wrocławiu i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania w II instancji.

II.511.71.2021

Skazany za przestępstwo, choć popełnił wykroczenie. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego

Data: 2021-02-19
  • U obywatela kierującego samochodem stwierdzono 0,25 mg/l stężenia alkoholu w wydychanym powietrzu
  • Został oskarżony o przestępstwo kierowania autem "w stanie nietrzeźwości" i za to skazał go sąd
  • Nie sprawdził jednak, że takie przestępstwo popełnia ktoś, u kogo stężenie wynosi powyżej 0,25 mg/l
  • Niższe stężenie oznacza zaś popełnienie wykroczenia polegającego na prowadzeniu pojazdu "w stanie po użyciu alkoholu”

O uchylenie takiego wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania Sądowi Rejonowemu wnosi Rzecznik Praw Obywatelskich w kasacji do Sądu Najwyższego.

Dzieje sprawy

Pan Tadeusz został oskarżony o kierowanie samochodem w stanie nietrzeźwości – w wydychanym powietrzu stwierdzono 0,25 mg/l alkoholu. Art. 178a § 1 Kodeksu karnego przewiduje za takie przestępstwo grzywnę, karę ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Sąd Rejonowy w B. wyrokiem nakazowym uznał oskarżonego  za winnego tego przestępstwa. Skazał go za to na tysiąc zł grzywny. Ponadto zakazał mu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na 3 lata. Nakazał także zapłatę 5 tys. zł świadczenia pieniężnego na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

Wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił się.

Argumenty kasacji RPO

Jak wskazuje RPO orzeczenie to nie może się ostać, ponieważ zapadło z rażącym naruszeniem prawa karnego materialnego.

Brak uzasadnienia wyroku utrudnia odtworzenie motywów, jakimi kierował się sąd wydając wyrok nakazowy, jednak sentencja i opis czynu wskazują na rażący błąd.

Mianowicie Sąd Rejonowy, uznając, że czyn jest występkiem z art. 178a § 1 k.k., ustalił, że obywatel znajdował się w stanie nietrzeźwości „posiadając 0.25 mg/l alkoholu w wydychanym powietrzu”.

Tymczasem zgodnie z art. 46 ust. 2 pkt 2 ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, obecność w wydychanym powietrzu do 0,25 mg/l oznacza stan „po użyciu alkoholu”, nie zaś „stan nietrzeźwości” w rozumieniu art. 115 § 16 k.k.

Definicja stanu nietrzeźwości zawarta w art. 115 § 16 k.k. wyraźnie wskazuje, że chodzi o przypadek, gdy zawartość alkoholu wydychanego powietrza przekracza 0,25 mg albo prowadzi do stężenia przekraczającego tę wartość. A contrario wartość równa 0,25 mg nie stanowi stanu nietrzeźwości w rozumieniu art. 178a § 1 k.k.

Jasno wskazuje to, że czyn przypisany skazanemu nie stanowił przestępstwa. Był zaś wykroczeniem z art. 87 § 1 Kodeksu wykroczeń. Przewiduje on karę aresztu lub grzywnę za  prowadzenie pojazdu mechanicznego „w stanie po użyciu alkoholu”.

II.511.736.2020

Stał pod zamkniętym sklepem przy ulicy Wolności – ukarany przez sąd. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego

Data: 2021-02-19
  • Obywatel stał pod sklepem w małej miejscowości
  • Policja uznała, że złamał zakazy pandemiczne, a sąd zgodził się z wnioskiem o ukaranie
  • Rzecznik złożył kolejną kasację w takiej sprawie do Sądu Najwyższego, bo rozporządzenie będące podstawą kary wydano bez odpowieniej podstawy ustawowej
  • AKTUALIZACJA 16 marca 2021: SN uwzględnił kasację RPO

Pan Jakub w kwietniu 2020 r.  został obwiniony o to, że nie zastosował się do zakazu przemieszczania się  w związku z ogłoszonym stanem epidemii. Jak uznał Sąd Rejonowy, który wyrokiem nakazowym ukarał go 100 zł grzywny, bez uzasadnienia opuścił swe miejsce zamieszkania.

Sąd tak opisał jego wykroczenie: „Stał na chodniku wraz z K.P. w rejonie sklepu spożywczego, zamkniętego w trakcie interwencji, motywując to tym, że w tym miejscu znajduje się w celu rekreacji dla rozprostowania nóg i rozmowy z kolegą”.

Sąd Rejonowy uznał to za wykroczenie z art. 54 Kodeksu wykroczeń w związku z § 5 ust. 2 pkt 1 rozporządzenia Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu pandemii.

Obywatel nie złożył sprzeciwu, wobec czego wyrok uprawomocnił się.

W ocenie RPO wyrok ten nie może się ostać, albowiem jest obarczony wadą prawną o kasacyjnym charakterze i stopniu.

Rząd nałożył na obywateli ograniczenia – zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów – powołując się na przepisy ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Ta zaś pozwala nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkich. Dopuszcza też tylko ograniczenie sposobu przemieszczania się, ale nie jego generalny zakaz.

Dlatego nie może odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania się wprowadzony w rozporządzeniu z 31 marca 2020 r. Przedmiotem ochrony art. 54 k.w. jest bowiem porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając w rozporządzeniu generalny zakaz przemieszczania, przekroczono delegację ustawową, na której podstawie wydano rozporządzenie.

II.511.105.2021

400 zł za spotkanie w parku w pandemii. Dwie kasacje RPO. [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-02-19
  • W kwietniu 2020 r., kiedy rząd zakazał wstępu do lasy i parków z powodu koronawirusa, pan Mieczysław, mieszkaniec małej miejscowości,  spotkał się w południe w parku w centrum miasteczka z panem Zbigiewem.
  • Policja skierowała sprawę do sądu obwiniając ich o wykroczenie z art. 54 k.w. w zw. z § 11a ust.1 Rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 20 marca 2020 r. w sprawie ogłoszenia na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej stanu epidemii (Dz. U. z 2020 r. poz. 491).
  • Sąd wymierzył panu Mieczysławowi 300 złotych grzywny, do tego dodał 30 złotych opłaty oraz 70 złotych tytułem zryczałtowanych wydatków postępowania na rzecz Skarbu Państwa. Pan Zbigniew dostał zaś 200 zł grzywny, ale z innych opłat został zwolniony.
  • Wyroki nie zostały zaskarżone i uprawomocniły się.
  • AKTUALIZACJA: 8 kwietnia Sąd Najwyższy (sygn. akt KK 75/21) uwzględnił kasację ws. pana Mieczysława i uniewnnił go). 

RPO składa od niich kasację do Sądu Najwyższego wskazując, że wyroki zapadły z rażącym naruszeniem prawa. Rozporządzenie rządu, za którego złamanie ukarany został pan Mieczysław i pan Zbigniew, nie miało podstaw w ustawie: rząd powołał się na ustawę o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, a ta pozwala tylko wprowadzać ograniczenia w poruszaniu się, a nie ich po prostu zakazywać. Do tego rozporządzenie Rady Ministrów nie odsyłało do konkretnego przepisu kodeksu wykroczeń i nie określało wobec sprawcy prawnomaterialnych konsekwencji naruszenia przez niego zawartych w nim przepisów. Przepis § 17 stanowił jedynie, że zakazuje się korzystania z m.in. z parków, bez wskazania, czy i jaka sankcja grozi za złamanie tego zakazu.

Mając na uwadze wszystko powyższe, wykluczone jest pociągnięcie do odpowiedzialności na podstawie art. 54 k.w. osób, które naruszały m.in. zakaz korzystania z parków ustanowiony na mocy wspomnianego Rozporządzenia.

II.511.78.2021, II.511.79.2021    

Performer uniewinniony ws. baneru "Tęsknię za Tobą Żydzie”. Sąd Najwyższy uwzględnił kasację Rzecznika

Data: 2021-02-15
  • Ukaranie grzywną pana Rafała, performera za wywieszenie w Węgrowie transparentu „Tęsknię za Tobą Żydzie” było rażącym naruszeniem prawa    
  • Sąd Najwyższy uwzględnił kasację RPO w tej sprawie
  • Jak wskazywał Rzecznik, warunkiem uznania kogoś za winnego wykroczenia jest społeczna szkodliwość czynu – tymczasem działanie pana Rafała było społecznie pożyteczne
  • Celem było bowiem upamiętnienie ofiar Holocaustu i zwrócenie uwagi na wciąż aktualny problem antysemityzmu

Pan Rafał prowadzi ogólnopolski projekt społeczno-artystyczny "Tęsknię za Tobą Żydzie” od 2004 r. - Chcę odzyskać słowo Żyd, wyrwać je antysemitom, którzy w tym kraju są jedynymi, korzystającymi z niego w sposób nieskrępowany – tłumaczy. Dlatego w różnych miejscach prezentuje to hasło publicznie i zachęca do tego innych.

W innym głośnym happeningu podpalił on specjalnie zbudowaną stodołę, w której były kartki od osób z "nieżyczliwymi myślami w stosunku do Żydów". Było to nawiązanie  do zbrodni w Jedwabnem, gdzie w lipcu 1941 r. w stodole spalono żydowskich mieszkańców. Jak uznał IPN dokonała tego grupa polskiej ludności, z niemieckiej inspiracji.

Happening w Węgrowie

Akcję w Węgrowie z czerwca 2019 r. - w której pomagał mu żydowski aktywista pan Dawid - artysta zadedykował zamordowanemu w czasie II wojny przez niemieckich nazistów w Węgrowie rabinowi Jakubowi Mendlowi Morgensternowi oraz stryjowi Agnieszki Holland Mendlowi Hollandowi, który publicznie protestował przeciwko Zagładzie.

Realizując swój projekt, pan Rafał na rynku namalował białą farbą symboliczny ślad. Rozwiesił też baner z napisem: "Tęsknię za Tobą Żydzie”. Byli przy tym obecni mieszkańcy miasta (niektórzy w niewybredny sposób krytykowali happening) oraz policjanci. Wcześniej artysta kontaktował się z władzami miasta, chcąc uzyskać zgodę na projekt i pomoc w nim - spotkał się z odmową. Baner usunięto zaraz po zakończeniu akcji. 

Panowie Rafał i Dawid zostali obwinieni o wykroczenie z art. 63a. § 1 Kodeksu wykroczeń. Przewiduje on karę ograniczenia wolności albo grzywnę dla tego, kto "w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym umieszcza ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu - bez zgody zarządzającego tym miejscem”. Karalne jest również podżeganie innych osób do takiego czynu oraz pomocnictwo.

Na tej podstawie 17 października 2019 r. sąd rejonowy wyrokiem nakazowym uznał winę obu mężczyzn. Panu Rafałowi wymierzono 400 zł grzywny, a panu Dawidowi -  300 zł. Wyrok nakazowy sąd wydaje pod nieobecność podsądnych - gdy okoliczności czynu i wina nie budzi wątpliwości. Obwinieni nie złożyli sprzeciwu i wyrok uprawomocnił się.

Argumenty kasacji RPO

RPO złożył kasacje do Izby Karnej SN na korzyść panów Rafała i Dawida. Wniósł o uchylenie wyroku sądu rejonowego i o ich uniewinnienie. 

Sąd błędnie zastosował art. 63a Kodeksu wykroczeń. Z uwagi na brak społecznej szkodliwości czynów zachowanie obu mężczyzn nie było bowiem wykroczeniem.

Jednym z warunków odpowiedzialności za wykroczenie jest popełnienie czynu "społecznie szkodliwego”. Sąd musi za każdym razem badać tę kwestię. Jeśli stwierdzi całkowity brak społecznej szkodliwości, uznaje, że zarzucony czyn nie stanowi wykroczenia.

Z art. 73 Konstytucji wynika wolność ekspresji artystycznej. Dodatkową jej gwarancję daje art. 54 ust. 1 Konstytucji, który zapewnia wolność wyrażania swoich poglądów i rozpowszechniania informacji. Formułują ją też Powszechna Deklaracja Praw Człowieka w art. 19, Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych w art. 19 ust. 2, a w systemie unijnym - art. 11 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej oraz art. 13 - w odniesieniu do sztuki.

Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, art. 10 ust. 2 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka chroni nie tylko klasyczne sposoby ekspresji, ale i nowoczesne środki komunikacji oraz wypowiedzi o charakterze symbolicznym, w tym artystyczne. Swoboda wypowiedzi artystycznej jest zaś częścią wolności otrzymywania i komunikowania wiadomości oraz idei.

W kwestiach mających publiczne znaczenie ETPC przyjmuje znacznie szersze granice wolności słowa. Taka debata powinna toczyć się w możliwie nieskrępowany sposób, a wszelka ingerencja wymaga szczególnie mocnego uzasadnienia i możliwa jest tylko wyjątkowo. Publiczne znaczenie wypowiedzi musi zostać dostrzeżone i uwzględnione przez organy krajowe.

ETPC uznawał już, że już sama grzywna za wykroczenie, nawet łagodna, nałożona na autorów artystycznego i politycznego wystąpienia może mieć "niepożądany efekt mrożący dla wolności słowa”.

- To, że działanie performera nie było po myśli władz Węgrowa, nie oznacza, że było zdarzeniem dla społeczeństwa negatywnym – podkreślał RPO.  

Obwinieni działali w ramach twórczości artystycznej oraz w celu zajęcia stanowiska w istotnej debacie publicznej na temat antysemityzmu. Ani nie wiązało się to z przemocą, ani też nie miało na celu obrażenia kogokolwiek.

Działanie to nie tylko nie było zatem społecznie szkodliwe, ale wręcz społecznie pożyteczne. Obwinieni korzystali z konstytucyjnego prawa do przedstawienia poglądu na ważny i wciąż aktualny temat w debacie publicznej, a ich zachowanie nie przyniosło społeczeństwu żadnej szkody.

Swoboda wypowiedzi nie ogranicza się do informacji i poglądów, które są odbierane przychylnie przez wszystkich. Odnosi się także do takiej ekspresji, która może oburzać, razić czy niepokoić część społeczeństwa. Takie są wymagania pluralizmu, tolerancji, otwartości na inne poglądy, bez których nie istnieje demokratyczne.

Rozstrzygnięcia SN

Jeszcze 22 października 2020 r. SN uwzględnił kasację RPO na korzyść pana Dawida (którą poparł przedstawiciel Prokuratury Krajowej) i uniewinnił go. Trudno zaakceptować pogląd, że zachowanie obwinionego godziło w porządek publiczny, skoro było zapowiedziane, przebiegało w spokoju, nie wywołało trwałych zmian w świecie zewnętrznym, nie było wymierzone w powszechnie akceptowany system wartości, a przeciwnie: odwoływało się do wspólnej tragicznej historii i zmierzało do upamiętnienia zamordowanych mieszkańców Węgrowa – uzasadnił SN. Według SN trudno też uznać, że wywieszenie napisu między drzewami na kilkanaście czy kilkadziesiąt minut bez zgody dysponenta miejsca naruszało prawo do dysponowania tym miejscem, pozwalającym na uznanie, że zachowanie to jest społecznie szkodliwe.

19 stycznia 2021 r. SN rozpoznał zaś oddzielną kasację RPO na korzyść pana Rafała. Także i jego uniewinniono.

Uzasadnienie uniewinnienia pana Rafała 

Należy zaznaczyć, że na kanwie tożsamego zdarzenia, o którym mowa w zarzutach postawionych R., Sąd Rejonowy w W. wyrokiem nakazowym z dnia 17 października 2019 r. za wykroczenia zakwalifikowane z art. 63a § la k.w. i art. 63a § 1 k.w. skazał Dawida, a w uwzględnieniu kasacji także wniesionej przez Rzecznika Praw Obywatelskich Sąd Najwyższy uchylił ten wyrok i uniewinnił wymienionego skazanego wyrokiem z dnia 22 października 2020 r., III KK 69/20.

Również wyrok skazujący R. trzeba uznać za błędny. Podzielając pogląd skarżącego o braku społecznej szkodliwości całokształtu zachowania skazanego w dniu 9 czerwca 2019 r. w Węgrowie, należy stwierdzić, że zbędne jest prowadzenie rozważań w tym względzie w odniesieniu do czynów z pkt I i II zaskarżonego wyroku. Ich opis nie wskazuje bowiem na wyczerpanie przez osobę, której je przypisano, znamion czynu zabronionego.

Będący podstawą skazania R. art. 63a § 1 k.w. stanowi, że podlega określonej karze ten, kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem. Nie odpowiada temu opisowi zachowanie polegające na umieszczeniu w miejscu publicznym nieokreślonego „śladu" (z nagrania zamieszczonego na dołączonej do akt sprawy płycie DVD wynika, że był nim niewielkich rozmiarów prostokąt), o czym mowa w zarzucie z pkt I.

Z kolei - co zauważył też Sąd Najwyższy w odniesieniu do analogicznego zarzutu  postawionego D. – jest mowa, że R. na targowisku miejskim podżegał mieszkańców Węgrowa do umieszczenia określonego napisu, nie ma jednak mowy o tym, gdzie miałoby się to dokonać,  w szczególności, że w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym, względnie że napis miałby zostać wystawiony na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem.

W związku z tym należy przypomnieć, że Sąd Najwyższy niejednokrotnie wskazywał, że nawet niepodniesienie przez skarżącego zarzutu skazania za czyn, którego opis nie wskazuje na wyczerpanie przez osobę objętą wyrokiem znamion czynu zabronionego, nie sprzeciwia się, a nawet nakazuje wyjście  poza granice zarzutów, uchylenie wyroku i uniewinnienie oskarżonego, skoro konstytucyjne zasady państwa prawnego sprzeciwiają się pozostawieniu w obrocie prawnym wyroku jawnie sprzecznego z tymi zasadami.

Dlatego Sąd Najwyższy może orzec poza zarzutami kasacji, jeżeli stwierdzi niepodniesione w tej skardze - takie rażące naruszenie prawa, z powodu którego zaskarżone orzeczenie jest jawnie sprzeczne z zasadami praworządnego i sprawiedliwego procesu karnego, zasadami odpowiedzialności karnej, zwłaszcza gdy w tym ostatnim aspekcie upatruje się skazania za zachowanie, które nie wyczerpuje znamion przestępstwa. Wskazuje się, że za wyjściem poza zarzuty kasacji w takich sytuacjach powinna przemawiać treść zasady wyrażonej w art. 2 w zw. z art. 8 ust. 2 Konstytucji RP [zob. J. Matras (w:) K. Dudka (red.), Kodeks postępowania karnego. Komentarz, wyd. II, WKP 2020, teza 3. do art. 536; wyroki SN: składu 7 sędziów z dnia 21 maja 1996 r., III KKN 2/96, OSNKW 1996, z. 9-10, poz. 52; z dnia 9 października 2001 r., IV KKN 328/97, OSNKW 2002, z. 3-4, poz. 24; z dnia 27 października 2006 r., III KK 299/06; z dnia 2 grudnia 2011 r., IV KK 202/11].

Mało uważne procedowanie Sądu Rejonowego znajduje też wyraz w tym, że wymagane przepisem art. 59 § 2 k.p.s.w. zarządzenie o wszczęciu postępowania w sprawie o wykroczenie nie zostało podpisane (k. 23 akt sprawy), podobnie jak zarządzenie o skierowaniu sprawy na posiedzenie w przedmiocie wydania wyroku nakazowego (k. 27), a w części wstępnej wyroku w odniesieniu do czynu z pkt I podano, w ślad za wnioskiem o ukaranie, że jest to czyn „z art. 63 § 1”, a w odniesieniu do czynu z pkt III, że jest to czyn „z art. 63”, bez wskazania o jaką ustawę (kodeks) chodzi.

Jak wspomniano, całe zachowanie R.  w dniu 19 czerwca 2019 r. w Węgrowie, a więc i to, o którym mowa w zarzucie z pkt III, którego opis formalnie jest poprawny, nie jest społecznie szkodliwe, która to cecha musi zaistnieć w przypadku wykroczenia (art.1 § 1 k.w.). W uzasadnieniu kasacji powołano odnoszące się do tej kwestii publikacje prawnicze, w tym wskazującą trafnie, że „ustawodawca penalizuje, także w prawie wykroczeń, z założenia jedynie zachowania mające ujemny ładunek społeczny, ale czyni to ogólnie in abstracto. Jeżeli zatem uwzględni się ratio legis danej normy karnej i przedmiot ochrony danego przepisu, to może in concreto okazać się, że określone zachowanie, z uwagi na okoliczności, w jakich nastąpiło, albo nie godzi bynajmniej w ów chroniony

Nie sposób też nie dostrzec, że zachowanie R. w Węgrowie nie może być zrównywane z typowymi zachowaniami osób naruszających art. 63a § 1 k.w. Jak wynika z zebranego w sprawie materiału dowodowego, obwiniony postrzegał swoje zachowanie jako część szerszego, realizowanego w różnych miejscach na terenie kraju, projektu artystyczno-społecznego, mającego na celu przypomnienie i upamiętnienie historii tych miejsc, w szczególności zamieszkujących je przed laty społeczności żydowskich poddanych eksterminacji przez okupanta niemieckiego podczas II wojny światowej. Realizując ten projekt nie działał w sposób zaskakujący lokalne społeczności i władze, które - również w przypadku Węgrowa - uprzedzał o swoich planach, starał się zyskać ich przychylność i zgodę na określone formy aktywności. Brak takiej zgody, np. na namalowanie napisu na murze, respektował.

Utrwalony na płytach DVD przebieg zdarzenia w Węgrowie wskazuje, że zachowanie R. i współdziałającego z nim D. nie kwestionowane jako nielegalne przez obecnych funkcjonariuszy Policji, spotkało się z pozytywnym przyjęciem mieszkańców, którzy m.in. obserwowali tworzenie baneru z napisem „Tęsknię za tobą Żydzie”, niektórzy z nich fotografowali się przy nim po jego zawieszeniu, wchodzili też w dialog z przybyszami. Zwraca zwłaszcza uwagę wystąpienie starszego mieszkańca Węgrowa, który wspominał przedwojenną historię miasta w kontekście ówczesnej zabudowy, zapamiętanych współobywateli narodowości żydowskiej, miejsc ich zamieszkania i aktywności gospodarczej.

Mając to na uwadze, zachowanie obwinionego należy postrzegać jako godną uznania, a więc pozbawioną szkodliwości społecznej inicjatywę, a gdy wspomnieć, że było ono utrwalane przez pracowników telewizji holenderskiej, korzystną również z punktu widzenia zewnętrznego odbioru Polski, postrzeganej niekiedy za granicą jako kraj, w którym antysemickie stereotypy nadal się ujawniają. Nie ulega przy tym wątpliwości, że karanie za opisane w zarzutach zachowanie stanowiłoby pożywkę dla takich opinii.

Jak wcześniej zaznaczono, a żaden dowód temu nie przeczy, R. swoje zachowanie objęte zarzutami postrzegał jako projekt artystyczno - społeczny, mający na celu przypomnienie wielokulturowej historii licznych miejscowości na terenie kraju i upamiętnienie ofiar Holocaustu, a także, jak deklarował obwiniony, „odzyskanie słowa Żyd wyrwanie je antysemitom”. Akcja w Węgrowie dedykowana była zamordowanym tam przez nazistów rabinowi Jakubowi Mendlowi oraz Mendlowi Hollandowi, który publicznie protestował przeciwko Zagładzie.

W takim razie autor kasacji słusznie podniósł, odwołując się do przepisów Konstytucji (art. 73, art. 54 ust. 1), prawa międzynarodowego (art. 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, art. 19 ust. 2 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych, art. 10 ust. 2 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, art. 11 i 13 Karty Praw Podstawowych UE)  oraz  orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, że ukaranie R. za opisane w zarzutach zachowania (nawet przy prawidłowym opisaniu każdego z nich) byłoby też niedopuszczalnym ograniczeniem swobody wypowiedzi i prawa do wolności artystycznej oraz rażąco nieproporcjonalną reakcją na działanie tylko formalnie wyczerpujące znamiona wykroczenia.

II.511.899.2019

Nagana dla pasażera samochodu zatrzymanego w kwietniu w czasie zakazu przemieszczania się – kasacja RPO do SN [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-05-06, 2021-02-15
  • Policja w małej miejscowości zatrzymała w nocy samochód. Kierowca był nietrzeźwy. Pasażerem był pan Marek – i został on ukarany karą 5 tys. zł za to, że przemieszczał się bez uzasadnienia (w owym czasie rząd rozporządzeniem dopuścił wyjście z domu tylko do pracy, w celu zaspokajanie niezbędnych potrzeb, wolontariatu albo do kościoła).
  • Sąd Rejonowy w R, wyrokiem z dnia 16 listopada 2020 r. uznał obwinionego za winnego i przyjął, że czyn wyczerpał dyspozycję art. 54 k.w. w związku z § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii i za to, na podstawie art. 54 k.w., wymierzył mu karę nagany.
  • AKTUALIZACJA: 6 maja SN uchylił wyrok na pana Marka a kosztami obciążył skarb państwa (Sygn. akt II KK 68/21

Na skutek niezłożenia przez obwinionego sprzeciwu, wyrok uprawomocnił się dnia 12 grudnia 2020 r.

- Tenże prawomocny wyrok kończący postępowanie nie może się ostać, albowiem jest obarczony wadą prawną o kasacyjnym charakterze i stopniu – zauważył RPO i złożył kasację do Izby Karnej Sądu Najwyższego (RPO jest jedynym poza Prokuratorem Generalnym organem uprawnionym do składania kasacji w sprawach, które nie zakończyły się karą pozbawienia wolności) . – Sąd nie miał podstaw do karania pana Marka, bowiem rozporządzenie rządu ograniczające możliwość wyjścia z domu wykraczało daleko poza ustawę, na którą się powoływało. Ustawa o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi pozwala nakładać ograniczenia w sposobie przemieszczania się, a nie go całkowicie zakazać.

Argumenty prawne RPO

Kodeks wykroczeń w art. 54 stanowi, iż kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany. Cytowany przepis ma charakter blankietowy, tj. sam nie określa znamion zabronionego zachowania, lecz odsyła do innych przepisów, które regulują zasady i sposób zachowania się w miejscach publicznych. Tak więc przepis art. 54 k.w. stanowi normę sankcjonującą w stosunku do tych wszystkich przypadków, w których przepisy porządkowe o zachowaniu się w miejscach publicznych stanowią normę niezabezpieczoną sankcją. Zważyć jednak należy, iż omawiane przepisy dla skuteczności stanowienia podstawy do odpowiedzialności z art. 54 k.w. muszą zostać wydane z upoważnienia ustawowego.

Czyn zakwalifikowany w niniejszej sprawie jako wykroczenie z art. 54 kodeksu wykroczeń odnosi się do Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, które w § 5 ustanowiło obowiązujący do dnia 19 kwietnia 2020 r. zakaz przemieszczania się osób przebywających na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej, z wyjątkiem przemieszczania się danej osoby w celu:

  1. wykonywania czynności zawodowych lub zadań służbowych, lub pozarolniczej działalności gospodarczej, lub prowadzenia działalności rolniczej lub prac w gospodarstwie rolnym, oraz zakupu towarów i usług z tym związanych;
  2. zaspokajania niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego, w tym uzyskania opieki zdrowotnej lub psychologicznej, tej osoby, osoby jej najbliższej w rozumieniu art. 115 § 11 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny (Dz. U. z 2019 r. poz. 1950 i 2128 oraz z 2020 r. poz. 568), a jeżeli osoba przemieszczająca się pozostaje we wspólnym pożyciu z inną osobą – także osoby najbliższej osobie pozostającej we wspólnym pożyciu, oraz zakupu towarów i usług z tym związanych;
  3. wykonywania ochotniczo i bez wynagrodzenia świadczeń na rzecz przeciwdziałania skutkom COVID-19, w tym w ramach wolontariatu;
  4. sprawowania lub uczestniczenia w sprawowaniu kultu religijnego, w tym czynności lub obrzędów religijnych.

Wskazane rozporządzenie zostało wydane na podstawie upoważnienia ustawowego zawartego w art. 46a i art. 46b pkt 1–6 i 8–12 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. z 2019 r. Poz. 1239 i 1495 oraz z 2020 r. Poz. 284, 322, 374 i 567).

W art. 46b pkt 12 w.w. ustawy wskazano, że można ustanowić nakaz określonego sposobu przemieszczania się, a z kolei w art. 46b pkt 1 poprzez odesłanie do art. 46 ust. 4 pkt 1 wskazano, że możliwe jest czasowe ograniczenie określonego sposobu przemieszczania się. Żaden z tych przepisów nie upoważniał władzy wykonawczej do wprowadzenia powszechnego zakazu przemieszczenia się (wyjątki są jedynie odstępstwem od ogólnej reguły powszechnego zakazu).

Mając powyższe na uwadze podkreślić należy, że wprowadzenie generalnego zakazu przemieszczania się jest daleko bardziej idącym uregulowaniem niż (wynikający z ustawowego upoważnienia) nakaz określonego sposobu przemieszczania się. Zakaz uregulowany w rozporządzeniu jest zatem znacznie szerszy niż delegacja ustawowa, która mu na to zezwala.

Nie może zatem odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania się wprowadzony w § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. Przedmiotem bowiem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając w § 5 Rozporządzenia generalny zakaz przemieszczania przekroczono delegację ustawową, na podstawie, której to Rozporządzenie zostało wydane.

Zgodnie bowiem z art. 92 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej rozporządzenia są wydawane przez organy wskazane w Konstytucji, na podstawie szczegółowego upoważnienia zawartego w ustawie i w celu jej wykonania. Upoważnienie powinno określać organ właściwy do wydania rozporządzenia i zakres spraw przekazanych do uregulowania oraz wytyczne dotyczące treści aktu, a organ upoważniony do wydania rozporządzenia nie może przekazać swoich kompetencji innemu organowi.

Oznacza to, że rozporządzanie musi być wydane na podstawie wyraźnego szczegółowego upoważnienia w zakresie określonym w upoważnieniu, w granicach tego upoważnienia i nie może być sprzeczne z normami Konstytucji, aktem na podstawie którego zostało wydane i innymi aktami, które regulują materię będącą przedmiotem rozporządzenia. Naruszenie tych warunków wszystkich razem lub choćby jednego z nich powoduje niezgodność rozporządzenia z ustawą, a tym samym nie może być źródłem obowiązku dla obywateli i w konsekwencji podstawą do ukarania za niestosowanie się do tego obowiązku.

W rozważaniach uzasadniających trafność zarzutu kasacyjnego nie można pominąć przepisu art. 52 Konstytucji RP, który reguluje wolność poruszania się stanowiącą przejaw ogólnej wolności osobistej; przy czym wolność ta może podlegać ograniczeniom określonym w ustawie.

Z kolei art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, stanowi, że ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób, przy czym ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

Kwestie te mają istotne znaczenie w niniejszej sprawie, albowiem warunkiem formalnym zgodnego z Konstytucją ograniczania praw osobistych jest ograniczanie ich tylko w ustawie. W ten sposób Konstytucja RP wprowadza zasadę wyłączności ustawy przy ograniczaniu konstytucyjnych praw obywateli.

W następnej kolejności należy podkreślić, iż nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami wyrażonymi w Konstytucji, a zatem wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, co dotychczas nie miało miejsca.

Zgodnie bowiem z art. 228 ust. 1 Konstytucji RP, w sytuacjach szczególnych zagrożeń, jeżeli zwykłe środki konstytucyjne są niewystarczające, może zostać wprowadzony odpowiedni stan nadzwyczajny: stan wojenny, stan wyjątkowy lub stan klęski żywiołowej, przy czym biorąc również pod uwagę ust. 3 powoływanego art. 228 Konstytucji RP - zasady działania organów władzy publicznej oraz zakres, w jakim mogą zostać ograniczone wolności i prawa człowieka i obywatela w czasie poszczególnych stanów nadzwyczajnych - powinna określać ustawa.

Skoro pomimo zaistnienia przesłanek do wprowadzenia stanu klęski żywiołowej, władza wykonawcza nie zdecydowała się na wprowadzenie tego stanu, wprowadzając jedynie stan epidemii, a wcześniej stan zagrożenia epidemiologicznego, żaden z tych stanów nie może być uznany za stan nadzwyczajny w rozumieniu art. 228 Konstytucji, zatem ograniczenia wynikające z wprowadzenia takiego stanu nie mogą naruszać podstawowych praw i wolności.

Tym samym wynikający z § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii zakaz przemieszczania osób przebywających na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej był niezgodny z art. 52, art. 31 i art. 228 Konstytucji.

Na wstępie wskazano, że art. 54 kodeksu wykroczeń stanowi, iż kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany i ma charakter blankietowy. Znamiona czynu zabronionego w przedmiotowej sprawie określa § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, który stanowił, iż w okresie do dnia 19 kwietnia 2020 r. zakazuje się na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej przemieszczania się osób przebywających na tym obszarze z określonymi w dalszej części przepisu wyjątkami.

Przepis ten z przyczyn już wcześniej omówionych Rzecznik Praw Obywatelskich uważa za niezgodny ze wskazanymi przepisami Konstytucji. Niekonstytucyjny przepis cytowanego rozporządzenia nie może wypełniać blankietowej normy art. 54 k.w. Konsekwencją tego jest przyjęcie, iż zachowanie obwinionego opisane w wyroku nakazowym Sądu Rejonowego w Radomsku nie stanowi wykroczenia, jak i żadnego innego czynu zabronionego, co miało istotny wpływ na treść zaskarżonego wyroku nakazowego.

Ponadto Rozporządzenie zostało wydane w związku z wprowadzeniem stanu epidemii, celem jego przepisów jest więc ochrona zdrowia i w ramach tak zakreślonego celu, zwalczanie chorób epidemicznych (art. 68 ust. 4 Konstytucji RP). Przepisy Rozporządzenia nie stanowią w związku z tym przepisów porządkowych, skoro przedmiotem ochrony jest zdrowie publiczne, a nie porządek i spokój w miejscach publicznych.

Na marginesie trzeba też zauważyć, że w dacie orzekania przez Sąd nie obowiązywały już przepisy Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 przewidujące powszechny zakaz przemieszczania się. Takiego zakazu nie przewidywały też obowiązujące w dacie orzekania przez sąd przepisy Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 9 października 2020 r. w sprawie ustanowienia ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. z 2020 r., poz. 1758 ze zm.). Stąd też również z tego powodu, ze względu na treść art. 2 k.w., wymierzenie kary nagany w niniejszej sprawie nie było możliwe.

II.511.81.2021

100 zł za rozmowę z kolegami w wielkosobotnią noc. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego

Data: 2021-02-15
  • Pan P. w malutkiej miejscowości został złapany na tym, jak w Wielką Sobotę tuż po północy „naruszył zakaz przemieszczania się w czasie epidemii bez niezbędnej potrzeby” (w tym czasie można było wychodzić z domu tylko do pracy, w celu załatwienia niezbędnych potrzeb, na wolontariat lub do kościoła).
  • Pan P. w tę wielkosobotnią noc spotykał się ze znajomymi.
  • Sąd w wyroku nakazowym wymierzył mu karę 100 złotych grzywny.
  • Wyrok uprawomocnił się w grudniu i RPO złożył od niego kasację do Sądu Najwyższego.
  • AKTUALIZACJA 16 marca 2021: SN uwzględnił kasację RPO

To kolejna z pozoru drobna sprawa, która jest jednak poważna, jeśli zważy się, że obywatel mógł tu zostać ukarany bez właściwej podstawy prawnej.

Pan P. został ukarany za złamanie przepisów rządowego rozporządzenia, które – na podstawie ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych – zakazały wychodzenia z domu z czterema wyjątkami. Tymczasem ustawa ta pozwala na ograniczenie swobody przemieszczania się, ale nie na jej zakazywanie – zwłaszcza że mamy tu do czynienia z wolnością chronioną przez Konstytucję

RPO zauważa też, że w momencie, kiedy sąd orzekał w tej sprawie, przepisy z 10 kwietnia 2020 r. zawierające zakaz przemieszczania się już nie obowiązywały. A rozporządzenie Rady Ministrów z 9 października 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. poz. 1758 ze zm.) nie przewidywało analogicznego zakazu. To też wykluczało ukaranie obwinionego.

Jest to kolejna kasacja RPO w sprawie kar za naruszenie wiosennych przepisów pandemicznych: inne przykłady można znaleźć poniżej, pod ilustracją.

II.511.84.2021

100 zł kary za spotkanie w nocy z Wielkiego Piątku na Wielką Sobotę. Kasacja RPO

Data: 2021-02-12
  • W małej miejscowości trzy osoby spotkały się na ulicy w nocy. Policja uznała, że naruszają one zakazy pandemiczne. Zgodził się z nią sąd w R.
  • RPO składa kasację do Sądu Najwyższego: ograniczenia pandemiczne rząd wprowadził na tyle nieskutecznie, że nie ma podstaw do karania obywateli

Policja złapała pana Michała w Wielką Sobotę w małym miasteczku o 1 w nocy – razem z dwoma kolegami. Uznała, że opuścił mieszkanie bez uzasadnienia (a w kwietniu rząd pozwolił wychodzić z domu tylko do pracy, w celu zaspokajania niezbędnych potrzeb, na wolontariat lub do kościoła).

Sąd uznał go winnym wykroczenia z art. 54 kodeksu wykroczeń („kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany”) w związku z §5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu pandemii. Wyrokiem nakazowym skazał pana Michała na 100 zł grzywny.

Wyrok uprawomocnił się 1 lipca 2020 r., bo obwiniony nie złożył sprzeciwu od wyroku.

Wyrok ten – w opinii RPO - nie może się ostać, albowiem jest obarczony wadą prawną o kasacyjnym charakterze i stopniu. Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich składa kasację do Izby Karnej Sądu Najwyższego. Rząd nałożył na obywateli ograniczenia – zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów i obowiązek noszenia maseczek – powołując się na przepisy ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Ta zaś pozwala nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkich. Pozwalała tez na ograniczenie sposobu przemieszczania się, ale nie na jego zakazywanie. Dlatego nie może odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania się wprowadzony w § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020 r. Przedmiotem bowiem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając w § 5 Rozporządzenia generalny zakaz przemieszczania przekroczono delegację ustawową, na podstawie, której to Rozporządzenie zostało wydane.

II.511.83.2021

300 zł za wyjście z domu w kwietniu bez powodu i bez maseczki. Kasacja RPO

Data: 2021-02-12
  • Pan C. został ukarany mandatem za wyjście z domu w kwietniu – bez maseczki i odpowiedniego powodu.
  • RPO składa kasację do Izby Karnej Sądu Najwyższego dowodząc, że obywatel został ukarany bez właściwych podstaw w prawie.
  • Władze wprowadziły wprawdzie ograniczenia, ale zrobiły to źle, a zatem nieskutecznie z punktu widzenia prawa.

Pan C. wyszedł w domu w malej miejscowości – zdaniem Policji bez dopuszczalnego wówczas powodu (praca, zaspokajania niezbędnych potrzeb, wolontariat lub praktyki religijne). Nie miał też maseczki.

Sąd uznał, że pan C. naruszył zakaz przemieszczania się w czasie epidemii bez niezbędnej potrzeby oraz obowiązek noszenia maseczki, czyli o popełnił wykroczenie z art. 54 kodeksu wykroczeń („kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany”), w związku z § 5 i § 18 ust. 1 pkt 2a Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020 roku w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Wymierzył panu C. karę 300 złotych grzywny. Wyrok zapadł w trybie nakazowym, a więc bez rozprawy. Uprawomocnił się.

RPO złożył kasację do Izby Karnej Sądu Najwyższego wskazując, że obywatel został ukarany bez podstawy w prawie. Rząd nałożył na obywateli ograniczenia – zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów i obowiązek noszenia maseczek – powołując się na przepisy ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Ta zaś pozwala nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkich. 

RPO zauważa też, że zastosowanie w tym przypadku art. 54 k.w nie było właściwe.

Argumentacja prawna RPO

- Zgodnie z przepisem art. 54 k.w. kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany. Cytowany przepis ma charakter blankietowy, tj. sam nie określa znamion zabronionego zachowania, lecz odsyła do innych przepisów, które regulują zasady i sposób zachowania się w miejscach publicznych. Tak więc przepis art. 54 k.w. stanowi normę sankcjonującą w stosunku do tych wszystkich przypadków, w których przepisy porządkowe o zachowaniu się w miejscach publicznych stanowią normę niezabezpieczoną sankcją. Czynność sprawcza wykroczenia określonego w art. 54 k.w. polega na „wykraczaniu" przeciwko przepisom porządkowym, czyli na takim zachowaniu się sprawcy, które narusza obowiązujący w określonym miejscu publicznym porządek wyznaczony tymi przepisami porządkowymi. Zachowanie się sprawcy musi naruszać przepisy, dotyczące zachowania się w miejscach publicznych, tj. takich, które są ogólnie dostępne dla każdego – pisze RPO w stanowisku dla Sądu Najwyższego.

Odesłanie zawarte w art. 54 k.w. obejmuje wyłącznie "przepisy porządkowe". Termin nie jest w pełni ostry, a precyzyjne ustalenie jego znaczenia może budzić wątpliwości. W praktyce, ustawy udzielające upoważnień do stanowienia przepisów porządkowych, wyraźnie kwalifikują te przepisy przy pomocy terminu "przepisy porządkowe" lub "zarządzenia porządkowe".

Jak zauważył TK w wyroku z 8.07.2003 r., P 10/02, OTK-A 2003/6, poz. 62: „W literaturze przedmiotu zwraca się uwagę, że analizowany przepis ma na celu ochronę porządku i spokoju w miejscach publicznych. Zawiera on odesłanie do przepisów porządkowych wydawanych w celu zapewnienia porządku i spokoju publicznego. W konsekwencji, w razie naruszenia przepisów, które mają inny przedmiot ochrony, nie jest możliwe zastosowanie zaskarżonego przepisu”. Przepisy porządkowe, o których mowa w art. 54 k.w., mają mieć właśnie za zadanie ochronę porządku i spokoju publicznego, to tym samym w polu penalizacji tego przepisu nie mieszczą się regulacje odnoszące się do innych sfer życia, np. do ochrony zdrowia publicznego. Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020 r., które zostało wskazane w zbiegu z art. 54 k.w. zostało wydane w celu wykonania ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. z 2019 r. poz. 1239 ze zm.). Celem przepisów rozporządzenia była więc ochrona zdrowia (art. 68 ust. 1 Konstytucji RP) i w ramach tak zakreślonego celu, realizacja konstytucyjnego obowiązku zwalczania chorób zakaźnych (art. 68 ust. 4 Konstytucji RP), a zatem, w oczywisty sposób, przepisy te nie stanowią przepisów porządkowych w rozumieniu art. 54 k.w. W przypadku tych ostatnich przedmiot ochrony stanowi bowiem porządek i spokój w miejscach publicznych, a nie ochrona zdrowia poprzez zwalczanie epidemii.

Na podstawie art. 46a i art. 46b pkt 1-6 i 8-12 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi wydane zostało kolejne - obowiązujące w dacie zarzucanego w tej sprawie wykroczenia - Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, które w § 5 stanowiło, że zakazuje się na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej przemieszczania się osób przebywających na tym obszarze, z wyjątkiem przemieszczania się danej osoby w celach wskazanych w ust.1-4 § 5.

Zatem formalnie rzecz biorąc, obwiniony swoim zachowaniem z dnia 19 kwietnia 2020 r. naruszył zakaz przemieszczania, bo nie przemieszczał się w celu ujętym uregulowaniem ust.1-4 § 5 powyższego Rozporządzenia.

Rozporządzenie nie zawierało jednak żadnej sankcji za naruszenie tego zakazu. Tymczasem odpowiedzialności za wykroczenie podlega ten tylko, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary - art. 1 § 1 k.w. Ponadto, podtrzymany Rozporządzeniem z dnia 19 kwietnia 2020 r. zakaz przemieszczania się osób na terenie Rzeczypospolitej Polskiej wkraczał w sposób oczywisty w materię konstytucyjnej wolności określonej w art. 52 ust 1 Konstytucji RP, z której wynika, że każdemu zapewnia się wolność poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Wprawdzie wolność ta może podlegać ograniczeniom określonym w ustawie (art. 52 ust.3 Konstytucji RP), to oprócz tego warunku formalnego musi zostać spełniona materialna przesłanka tego ograniczenia. W stanie epidemii, nie będącym opisanym w Konstytucji RP stanem nadzwyczajnym, z całym rygoryzmem obowiązuje konstytucyjny warunek ograniczenia tej wolności, a za taki akt normatywny nie może być oczywiście uznane przedmiotowe Rozporządzenie Rady Ministrów.

Rozporządzenie takie może stanowić m.in. przepisy porządkowe, jednak należy je traktować jedynie jako normy sankcjonowane (zakazy), których naruszenie może prowadzić do odpowiedzialności wynikającej z kodeksu wykroczeń, o ile w sposób wyraźny i skonkretyzowany dokonano takiego zastrzeżenia w treści tego rozporządzenia. Przyjmuje się, że przy tworzeniu przepisów o charakterze porządkowym, mających wypełnić swą treścią dyspozycję art. 54 k.w. wystarczające jest ogólne odesłanie do odpowiedzialności przewidzianej w tym przepisie, ale zarazem takie odesłanie uznaje się za minimum wymagań w tym zakresie. Sprawca musi bowiem wiedzieć co go czeka za załamanie zakazów przewidzianych w przepisach porządkowych (por.m.in.: wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 8 lipca 2003 r., P 10/02 oraz wyroki Sądu Najwyższego z 9 czerwca 2005 r., sygn. V KK 41/05, OSNKW 2005/9/83 i 4 grudnia 2001 r., sygn. V KKN 293/01, LEX 51576). Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii nie odsyłało w swej treści do konkretnego przepisu kodeksu wykroczeń i nie określało wobec sprawcy prawnomaterialnych konsekwencji naruszenia przez niego zawartych w nim przepisów. Przepis § 5 stanowił jedynie, że zakazuje się przemieszczania się osób – poza wyjątkami określonymi w ust. 1-4- bez wskazania, czy i jaka sankcja grozi za złamanie tego zakazu.

Mając na uwadze wszystko powyższe, wykluczone jest pociągnięcie do odpowiedzialności, na podstawie art. 54 k.w. osób, które naruszały m.in. zakaz przemieszczania się wskazany we wspomnianym Rozporządzeniu. Nadto zgodnie wyrokiem TK z 8.07.2003 r., P 10/02, OTK-A 2003/6, poz. 62, sądy, stosując przepis art. 54 k.w., powinny zawsze badać, czy organ stanowiący przepisy porządkowe działał na podstawie ustawy i w granicach upoważnień ustawowych, a także czy przepisy porządkowe, do których odsyła analizowany przepis, są zgodne z Konstytucją, a w szczególności, czy zostały ustanowione zgodnie z konstytucyjnymi zasadami stanowienia aktów podustawowych. W tym miejscu należy podkreślić, że prawo do przemieszczania się, jako element wolności człowieka oraz prawa poruszania się, jest chronione przez art. 31 ust. 1 i art. 52 ust. 1 Konstytucji RP. Z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP wynika, że ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Powyższe oznacza nakaz kompletności unormowania ustawowego, które musi samodzielnie określać wszystkie podstawowe elementy ograniczenia danego prawa i wolności, tak aby już na podstawie lektury przepisów ustawy można było wyznaczyć kompletny zarys tego ograniczenia.

Niedopuszczalne jest natomiast przyjmowanie w ustawie uregulowań blankietowych, pozostawiających organom władzy wykonawczej swobodę normowania ostatecznego kształtu owych ograniczeń, a w szczególności wyznaczania zakresu tych ograniczeń (tak: Trybunał Konstytucyjny w uzasadnieniu wyroku z 12 stycznia 2000 r., sygn. akt P11/98). Tylko unormowania, które nie stanowią podstawowych elementów składających się na ograniczenie konstytucyjnych praw i wolności mogą być objęte treścią rozporządzenia. W rozporządzeniu powinny być zatem zamieszczane jedynie przepisy o charakterze technicznym, niemające zasadniczego znaczenia z punktu widzenia praw lub wolności jednostki. W następnej kolejności należy podkreślić, iż nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami wyrażonymi w Konstytucji, a zatem wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, co dotychczas nie miało miejsca. W tej sytuacji, zakazy wyrażone w treści ww. rozporządzenia Rady Ministrów uznać należy za niekonstytucyjne, a co za tym idzie - za nielegalne. W związku z tym, nie mogą one być źródłem obowiązków dla obywateli i w konsekwencji podstawą do ukarania za niestosowanie się do tych obowiązków (taki też pogląd w zakresie wymierzania administracyjnych kar pieniężnych prezentowany jest orzecznictwie sądów administracyjnych – por. wyroki Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie: z dnia 12 stycznia 2012 r., sygn. akt VII SA/Wa 1614/20; z dnia 13 stycznia 2021 r., sygn. akt VII SA/Wa 1506/20, VII SA/Wa 1424/20, VII SA/Wa 1635/20, VII SA/Wa 1917/20).

Powyższa argumentacja znajduje także stosowne odniesienie co do zachowania objętego tym samym przedmiotowym czynem, a to niezastosowania się obwinionego do obowiązku zakrywania ust i nosa. Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii w § 18 nakazywało obowiązek zakrywania ust i nosa przy pomocy odzieży, maski lub maseczki, podczas przebywania poza miejscem zamieszkania i w środkach transportu. Nakaz został ustanowiony na podstawie upoważnienia zawartego w art. 46 b pkt 4 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi (co do kasku ochronnego w oparciu o art. 40 ust. 1 ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. – prawo o ruchu drogowym). Nie ulega wątpliwości, że w granicach tego upoważnienia Rada Ministrów mogła określić w rozporządzeniu wyłącznie obowiązek stosowania środków profilaktycznych przez osoby chore lub podejrzane o zachorowanie. Stąd też, wskazane powyżej Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 19.04.2020 r. nakładające na osoby inne niż osoby chore i podejrzane o zachorowanie, obowiązek zakrywania ust i nosa w przestrzeni publicznej, zostały wydane z przekroczeniem granic upoważnienia ustawowego, co stanowi naruszenie art. 92 ust 1 Konstytucji RP. Narzucenie jednostce poprzez wprowadzenie rozporządzeniem powszechnego nakazu zakrywania ust i nosa w określonych miejscach nastąpiło nie tylko z przekroczeniem granic i upoważnienia ustawowego, ale też z naruszeniem konstytucyjnego warunku, że ograniczenie wolności osobistej może nastąpić tylko na zasadach i w trybie określonym w ustawie (por. też orzecznictwo w tym zakresie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie – wyroki z dnia 26 listopada 2020 r., sygn. akt VII SA/Wa 491/20; z dnia 12 stycznia 2012 r., sygn. akt VII SA/Wa 1545/20; z dnia 14 stycznia 2021 r., sygn. akt VII SA/Wa 1566/20). Zachowanie obwinionego nie wypełniało zatem znamion wykroczenia z art. 54 kw.

II.511.75.2021

Sprawa kary dla pani G, która w kwietniu wyszła z domu "w celach innych niż niezbędne do życia". Kasacja RPO do SN

Data: 2021-02-12
  • Pani G. została zatrzymana w kwietniu w małej miejscowości – zdaniem policji wyszła z domu bez powodu
  • Sąd potraktował ją bardzo łagodnie, bo nie wymierzył mandatu, ale udzielił nagany i kazal zapłacić 70 zł.
  • RPO składa jednak kasację do Izby Karnej Sądu Najwyższego: do ukarania pani G. nie było podstaw. Rząd zakazał obywatelom wychodzić z domu bez właściwej podstawy prawnej

Kiedy w kwietniu władze pozwalały wychodzić z domu tylko w celu „zaspokajanie niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego”,  pani G. została zatrzymana na ulicy w małej miejscowości – na spotkaniu z panem Z. Tymczasem w kwietniu można było zdaniem rządu wyjść z domu tylko w czterech przypadkach:

  1. wykonywania czynności zawodowych lub zadań służbowych, lub pozarolniczej działalności gospodarczej, lub prowadzenia działalności rolniczej lub prac w gospodarstwie rolnym, oraz zakupu towarów i usług z tym związanych;
  2. zaspokajania niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego,
  3. wykonywania ochotniczo i bez wynagrodzenia świadczeń na rzecz przeciwdziałania skutkom COVID-19, w tym w ramach wolontariatu;
  4. sprawowania lub uczestniczenia w sprawowaniu kultu religijnego, w tym czynności lub obrzędów religijnych.

Sprawa trafiła do sądu i ten udzielił pani G. nagany i nakazał jej zapłacić 70 zł na rzecz Skarbu Państwa (ale zwolnił ją od innych opłat). Sąd uznał, że pani G. naruszyła art. 54 kodeksu wykroczeń („kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany”), ponieważ naruszyła ograniczenia nałożone Rozporządzeniem Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Wyrok uprawomocnił się.

RPO złożył od tego wyroku kasację do Sądu Najwyższego. Twierdzi, że sąd nie miał racji, gdyż ograniczenia w wychodzeniu z domu, na które się powołuje, rząd wydał bez właściwej podstawy ustawowej. Powołał się bowiem na przepisy ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Ta zaś pozwala nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkich (inaczej by było, gdyby w tym czasie obowiązywał stan wyjątkowy, ale tak nie było – w tym samym czasie trwała kampania wyborcza przed wyborami na Prezydenta RP).

Argumentacja prawna RPO

- Wprowadzenie generalnego zakazu przemieszczania się jest daleko bardziej idącym uregulowaniem niż (wynikający z ustawowego upoważnienia) nakaz określonego sposobu przemieszczania się. Zakaz uregulowany w rozporządzeniu jest zatem znacznie szerszy niż delegacja ustawowa, która mu na to zezwala – dowodzi w kasacji Rzecznik Praw Obywatelskich.

Nie może zatem odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania się wprowadzony w § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r.(bo to ono obowiązywał w dniu, kiedy pani G. wyszła z domu, a nie rozporządzenie z 31 marca) Przedmiotem bowiem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając w § 5 Rozporządzenia generalny zakaz przemieszczania przekroczono delegację ustawową, na podstawie, której to Rozporządzenie zostało wydane.

Zgodnie bowiem z art. 92 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej rozporządzenia są wydawane przez organy wskazane w Konstytucji, na podstawie szczegółowego upoważnienia zawartego w ustawie i w celu jej wykonania. Upoważnienie powinno określać organ właściwy do wydania rozporządzenia i zakres spraw przekazanych do uregulowania oraz wytyczne dotyczące treści aktu, a organ upoważniony do wydania rozporządzenia nie może przekazać swoich kompetencji innemu organowi.

Oznacza to, że rozporządzanie musi być wydane na podstawie wyraźnego szczegółowego upoważnienia w zakresie określonym w upoważnieniu, w granicach tego upoważnienia i nie może być sprzeczne z normami Konstytucji, aktem na podstawie którego zostało wydane i innymi aktami, które regulują materię będącą przedmiotem rozporządzenia. Naruszenie tych warunków wszystkich razem lub choćby jednego z nich powoduje niezgodność rozporządzenia z ustawą, a tym samym nie może być źródłem obowiązku dla obywateli i w konsekwencji podstawą do ukarania za niestosowanie się do tego obowiązku.

W rozważaniach uzasadniających trafność zarzutu kasacyjnego nie można pominąć przepisu art. 52 Konstytucji RP, który reguluje wolność poruszania się stanowiącą przejaw ogólnej wolności osobistej; przy czym wolność ta może podlegać ograniczeniom określonym w ustawie.

Z kolei art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, stanowi, że ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób, przy czym ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

Kwestie te mają istotne znaczenie w niniejszej sprawie, albowiem warunkiem formalnym zgodnego z Konstytucją ograniczania praw osobistych jest ograniczanie ich tylko w ustawie. W ten sposób Konstytucja RP wprowadza zasadę wyłączności ustawy przy ograniczaniu konstytucyjnych praw obywateli.

W następnej kolejności należy podkreślić, iż nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami wyrażonymi w Konstytucji, a zatem wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, co dotychczas nie miało miejsca.

Zgodnie bowiem z art. 228 ust. 1 Konstytucji RP, w sytuacjach szczególnych zagrożeń, jeżeli zwykłe środki konstytucyjne są niewystarczające, może zostać wprowadzony odpowiedni stan nadzwyczajny: stan wojenny, stan wyjątkowy lub stan klęski żywiołowej, przy czym biorąc również pod uwagę ust. 3 powoływanego art. 228 Konstytucji RP - zasady działania organów władzy publicznej oraz zakres, w jakim mogą zostać ograniczone wolności i prawa człowieka i obywatela w czasie poszczególnych stanów nadzwyczajnych - powinna określać ustawa.

Skoro pomimo zaistnienia przesłanek do wprowadzenia stanu klęski żywiołowej, władza wykonawcza nie zdecydowała się na wprowadzenie tego stanu, wprowadzając jedynie stan epidemii, a wcześniej stan zagrożenia epidemiologicznego, żaden z tych stanów nie może być uznany za stan nadzwyczajny w rozumieniu art. 228 Konstytucji, zatem ograniczenia wynikające z wprowadzenia takiego stanu nie mogą naruszać podstawowych praw i wolności.

Tym samym wynikający z § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii zakaz przemieszczania osób przebywających na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej był niezgodny z art. 52, art. 31 i art. 228 Konstytucji.

Na wstępie wskazano, że art. 54 kodeksu wykroczeń stanowi, iż kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany i ma charakter blankietowy. Znamiona czynu zabronionego w przedmiotowej sprawie określa § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, który stanowił, iż w okresie do dnia 19 kwietnia 2020 r. zakazuje się na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej przemieszczania się osób przebywających na tym obszarze z określonymi w dalszej części przepisu wyjątkami.

Przepis ten z przyczyn już wcześniej omówionych Rzecznik Praw Obywatelskich uważa za niezgodny ze wskazanymi przepisami Konstytucji. Niekonstytucyjny przepis cytowanego rozporządzenia nie może wypełniać blankietowej normy art. 54 k.w. Konsekwencją tego jest przyjęcie, iż zachowanie obwinionej opisane w wyroku nakazowym Sądu Rejonowego w Radomsku nie stanowi wykroczenia, jak i żadnego innego czynu zabronionego, co miało istotny wpływ na treść zaskarżonego wyroku nakazowego.

Ponadto Rozporządzenie zostało wydane w związku z wprowadzeniem stanu epidemii, celem jego przepisów jest więc ochrona zdrowia i w ramach tak zakreślonego celu, zwalczanie chorób epidemicznych (art. 68 ust. 4 Konstytucji RP). Przepisy Rozporządzenia nie stanowią w związku z tym przepisów porządkowych, skoro przedmiotem ochrony jest zdrowie publiczne, a nie porządek i spokój w miejscach publicznych.

Na marginesie trzeba też zauważyć, że w dacie orzekania przez Sąd nie obowiązywały już przepisy Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. przewidujące powszechny zakaz przemieszczania się. Takiego zakazu nie przewidywały też obowiązujące w dacie orzekania przez Sąd przepisy Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 16 maja 2020 r. w sprawie ustanowienia ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. z 2020 r., poz. 878 ze zm.). Stąd też również z tego powodu, ze względu na treść art. 2 k.w., wymierzenie kary nagany w niniejszej sprawie nie było możliwe.

II.511.80.2021

Kary za zakłócanie "miesięcznicy smoleńskiej” uchylone przez SN po kasacji RPO

Data: 2021-02-11
  • Troje obywateli ukarano grzywnami za przeszkadzanie legalnemu zgromadzeniu lub usiłowanie tego
  • Jedna osoba przeskoczyła przez barierkę oddzielającą kontrmanifestantów, a dwie inne wznosiły okrzyki
  • Sąd ukarał ich w trybie nakazowym, czyli bez rozprawy i wysłuchania obwinionych – co jest możliwe tylko, gdy okoliczności czynu i wina nie budzą wątpliwości
  • Tymczasem wątpliwości były i to na tyle istotne, że RPO złożył kasację do Sądu Najwyższego, który uznał ją za „oczywiście zasadną”

Rzecznik Praw Obywatelskich ocenił, że sąd popełnił rażący błąd, wynikający z orzekania w trybie nakazowym. Gdyby wysłuchał był obwinionych i policjantów oraz obejrzał policyjne nagranie, być może wyrok byłby inny.

RPO złożył kilka kasacji w sprawie takiego nadużywania trybu nakazowego - gdy osoby ukarane korzystają z przysługującego im prawa do pokojowych zgromadzeń i wyrażania swoich poglądów. To pierwsza taka sprawa rozpatrzona przez SN. 

Historia sprawy

10 sierpnia 2017 r. wieczorem grupa obywateli manifestowała w Warszawie podczas cyklicznego zgromadzenia publicznego w hołdzie ofiarom katastrofy w Smoleńsku z 10 kwietnia 2010 r.

Jedna z kobiet przeskoczyła przez barierki wygradzające całe Krakowskie Przedmieście. Trzymając się barierki, odmówiła wykonania polecenia policjanta, by wróciła za odgrodzony teren. Dwóch innych uczestników kontrmanifestacji wznosiło zaś okrzyki pod adresem cyklicznego zgromadzenia.

Te trzy osoby zostały obwinione przez policję o wykroczenie. Podstawą był art. 52 § 2 pkt 1 Kodeksu wykroczeń, zgodnie z którym „kto przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny”.

W styczniu 2018 r. Sąd Rejonowy wyrokiem nakazowym uznał ich za winnych zarzucanego wykroczenia. Wymierzył im grzywny po 50 zł. Wyrok uprawomocnił się.

Argumenty kasacji

RPO zarzucił wyrokowi rażące naruszenie przepisów, które miało istotny wpływ na jego treść. Polegało to na przyjęciu przez sąd, że i okoliczności czynów, i wina obwinionych nie budzą wątpliwości. Doprowadziło to do wyroku nakazowego, podczas gdy były istotne wątpliwości w świetle dowodów dołączonych do wniosków o ukaranie. Zgodnie z prawem sąd winien był skierować sprawę do rozpoznania na rozprawie w normalnym trybie, z udziałem obwinionych.

Rzecznik wniósł by SN uchylił zaskarżony wyrok, a postępowanie umorzył wobec przedawnienia karalności (co następuje po trzech latach od wykroczenia).

W wątku kobiety jedynym w zasadzie dowodem były zeznania policjanta. Nie wynika z nich jednak, w jaki sposób przebywanie obwinionej po tej czy innej stronie barierki miało przeszkadzać w przebiegu zgromadzenia.

Z dowodów wskazanych we wniosku policji o ukaranie nie wynika również, w jakim celu obwiniona przeskoczyła przez barierkę. A wobec nieprzyznania się jej do winy i odmowy składania wyjaśnień nie można zakładać, że chciała ona  zakłócać zgromadzenie.

Ponadto nie jest także jasne, czy  barierki postawiono zgodnie z prawem i czy w ogóle ich przekraczanie było prawnie zabronione. Rażące jest zatem przyjęcie przez sąd, że samo przebywanie po określonej stronie barierki, może być uznane za wykroczenie i to w trybie nakazowym.

Pozostałych dwóch obwinionych uznano za winnych usiłowania zakłócenia zgromadzenia poprzez wznoszenie głośnych okrzyków. Nie przyznali się do winy. Jeden z nich wskazał, że brali udział w legalnym zgromadzeniu o charakterze cyklicznym oraz że krzyczał w stronę prezesa PiS.

Nie zbadano zatem, czy korzystali oni z wolności wyrażania poglądów (art. 54 ust. 1 Konstytucji) oraz wolności zgromadzeń (art. 57 Konstytucji) - a celem nie było zakłócanie innego zgromadzenia. Wolność zgromadzeń obejmuje bowiem także prawo do kontrdemonstracji. Również ona pozostaje pod ochroną Konstytucji; służy bowiem wyrażeniu protestu i sprzeciwu wobec innego zgromadzenia.

Jedynym w zasadzie dowodem, mającym potwierdzać ich czyn, było zeznanie funkcjonariusza, który ich legitymował.

Do wniosku o ukaranie dołączono protokół z przesłuchania uczestnika „miesięcznicy smoleńskiej”. Z jego zeznań wynika ważna okoliczność, zignorowana przez sąd: czy ewentualne okrzyki obu obwinionych rzeczywiście mogły zagłuszać przebieg obchodów. Według świadka kontrmanifestanci mieli sprzęt nagłośniający, ale został on wyciszony przez policję.

Przebieg wydarzeń był przez policję rejestrowany; płyty DVD dołączono do wniosku o ukaranie. Jednak treści te nie były znane sądowi, który ograniczył się do trybu nakazowego.

Sąd był zatem obligowany do rozpoznania sprawy na rozprawie, aby wyjaśnić wszystkie istotne okoliczności sprawy. A to mogło zaś doprowadzić do odmiennego rozstrzygnięcia – brzmi konkluzja kasacji RPO z 28 grudnia 2020 r.

Wyrok SN i uzasadnienie pisemne

9 lutego 2021 r. Sąd Najwyższy w Izbie Karnej rozpoznał kasację (sygn. akt II KK 432/20) na posiedzeniu niejawnym w trybie art. 535 § 5 Kodeksu postępowania karnego. Zgodnie z nim  kasacja może być uwzględniona na posiedzeniu bez udziału stron w razie jej oczywistej zasadności.

SN uznał kasację za „oczywiście zasadną”. Uchylił zaskarżone orzeczenie i umorzył postępowanie wobec obwinionych.

Rację ma skarżący, że tryb nakazowy w postępowaniu w sprawach o wykroczenia zarezerwowany jest dla sytuacji, w których wina ustalonego sprawcy oraz okoliczności zdarzenia nie budzą najmniejszych wątpliwości, a jednocześnie wystarczające jest wymierzenie nagany, grzywny albo kary ograniczenia wolności (por. art. 93 § 1 i 2 k.p.w.) i nie zachodzą okoliczności uzasadniające obronę obowiązkową wskazane w art. 21 § 1 k.p.w. To, czy konkretna sprawa kwalifikuje się do rozpoznania w postępowaniu nakazowym, Sąd stwierdza po analizie zgromadzonego materiału dowodowego (por. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 10 lipca 2019 r., sygn. akt III KK 167/19).

Przenosząc powyższe na grunt niniejszej sprawy zauważyć należy, że okoliczności czynu przypisanego Ewie zostały ustalone przez Sąd Rejonowy wyłącznie na podstawie zeznań obecnego na miejscu zdarzenia funkcjonariusza Policji. Z zeznań tego świadka wynika, że ukarana przeskoczyła przez barierkę oddzielającą uczestników tzw. Miesięcznicy Smoleńskiej od reszty otoczenia, a następnie odmówiła opuszczenia terenu zgromadzenia. Trudno jednak zasadnie przyjąć, że samo przekroczenie barierki, a tym bardziej przebywanie na terenie legalnego zgromadzenia publicznego realizuje znamiona wykroczenia określonego w art. 52 § 2 pkt 1 k.w., polegającego na usiłowaniu zakłócenia przebiegu niezakazanego zgromadzenia.

Taki, leżący u podstaw zaskarżonego kasacją wyroku nakazowego, wniosek Sądu Rejonowego jest co najmniej przedwczesny i powinien zostać poprzedzony dokonaniem czynności, usuwających wątpliwości co do przebiegu zdarzenia z udziałem ukaranej. Nieustalenie okoliczności tego incydentu uniemożliwiało rozpoznanie sprawy w trybie nakazowym. Pozostaje bowiem poza sporem, że „postępowanie nakazowe to instytucja prawa procesowego, której stosowanie zastrzeżono do najbardziej oczywistych
przypadków, gdzie materiał dowodowy jest tak jednoznaczny, że nie nasuwa żadnych istotnych wątpliwości co do winy i okoliczności popełnienia zarzuconego czynu” (tak Sąd Najwyższy m.in. w wyroku z dnia 4 kwietnia 2018 r., sygn. akt V KK 112/18).

Podobne zastrzeżenia należy sformułować - co zresztą czyni Rzecznik Praw Obywatelskich - wobec orzekania w trybie postępowania nakazowego w sprawie Roberta  i Jerzego. Także w tym przypadku głównym dowodem, wskazującym na popełnienie przez nich wykroczenia, były zeznania funkcjonariuszy Policji, którzy zrelacjonowali czynność legitymowania obwinionych. O ile jeszcze Robert  przyznał się do wznoszenia okrzyków, to już drugi z obwinionych odmówił składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania, toteż nie zostało nawet ustalone, czy przejawiał on takie zachowania.

Istotniejsze jest jednak, że w sprawie nie ustalono, czy okrzyki te w ogóle mogły zakłócić przebieg wydarzenia, biorąc pod uwagę fakt, że uczestnicy „Miesięcznicy” dysponowali nagłośnieniem, zaś, jak wynika z zeznań świadka sprzęt nagłaśniający, z którego korzystali kontrmanifestanci, został przez Policję wyciszony.

Aktualne pozostaje też pytanie, czy działanie obwinionych było czynem społecznie szkodliwym - w rozumieniu art. 1 § 1 k.w. i czy nie podlega ochronie konstytucyjnej, jako forma wyrażania poglądów. W ustaleniu powyższego pomocne byłoby przeprowadzenie postępowania dowodowego, w tym odtworzenie na rozprawie nagrania z miejsca zdarzenia. Wszelako Sąd od tego odstąpił, uznając okoliczności czynu za oczywiste i niepodlegające dyskusji.

Podobnie więc, jak w przypadku wcześniej omówionym, Sąd Rejonowy niesłusznie zdecydował się rozstrzygać kwestię odpowiedzialności tych obwinionych, orzekając w trybie nakazowym, bez przeprowadzania czynności dowodowych na rozprawie, odstępując tym samym od wyjaśnienia okoliczności przypisanego im czynu.

Podkreślić ponadto trzeba, że sprawy dotyczące realizacji wolności i praw obywatelskich, choć na pierwszy rzut oka mogą wydawać się nieskomplikowane, w rzeczywistości wymagają nie tylko dogłębnego zbadania okoliczności zdarzenia będącego przedmiotem osądu, ale również wszechstronnej analizy zachowania sprawcy przez pryzmat znamion konkretnego typu czynu zabronionego. Są to bowiem kwestie szczególnie społecznie wrażliwe.

Przedwczesne decydowanie o nich w postępowaniu w trybie nakazowym może doprowadzić do wydania orzeczenia wadliwego, nieuwzględniającego niuansów danej sytuacji, przesądzających o winie lub jej braku po stronie obwinionego. Takiego właśnie błędu dopuścił się Sąd Rejonowy w niniejszej sprawie.

Rozpoznanie przez sąd sprawy o wykroczenia w postępowaniu nakazowym, mimo że okoliczności zarzucanych czynów w zasadzie nie zostały ustalone, stanowi istotne naruszenie prawa procesowego i pociąga za sobą konieczność uchylenia zaskarżonego wyroku. Ponieważ od momentu zdarzenia - które miało miejsce 10 sierpnia 2017 r. - upłynęły do chwili obecnej ponad 3 lata, a, zgodnie z treścią art. 45 § 1 k.w., karalność wykroczenia ustaje z upływem roku od czasu jego popełnienia tudzież dwóch lat, jeśli w tym czasie wszczęto postępowanie (co miało miejsce w niniejszej sprawie), nastąpiło przedawnienie karalności tych czynów. Wprawdzie, zgodnie z treścią art. 45 § 2 k.w., uchylenie prawomocnego wyroku powinno pociągnąć za sobą ponowne uruchomienie biegu terminu przedawnienia, niemniej nie dotyczy to wyroku kasatoryjnego w sytuacji, gdy w momencie jego wydania upłynął już okres przedawnienia (tak Sąd Najwyższy w Uchwale 7 sędziów z dnia 7 czerwca 2002 r., sygn. akt I KZP 15/02). Tym samym, w okolicznościach niniejszej sprawy, niezbędne było umorzenie postępowania przeciwko obwinionym.  

II.510.661.2020

Obywatel na podstawie rozporządzenia rządu dostał grzywnę za pobyt w parku. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego

Data: 2021-02-10
  • Obywatel, który w kwietniu 2020 r. przebywał w parku, został ukarany przez sąd za złamanie ograniczeń pandemicznych określonych w rozporządzeniu rządu
  • Nakazy i zakazy dotyczące podstawowych praw i wolności można wprowadzić tylko w przypadku ogłoszenia jednego ze stanów nadzwyczajnych – co nie nastąpiło
  • Należy je zatem uznać za niekonstytucyjne, a co za tym idzie - za nielegalne
  • Tym samym rozporządzenie nie może być podstawą karania obywateli za niestosowanie się do tak wprowadzonych obostrzeń

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kolejną kasację do Sądu Najwyższego na korzyść ukaranego obywatela.  

Dzięki temu SN będzie mógł się wypowiedzieć co do zasadności karania obywateli za ograniczenia wprowadzone w pierwszym okresie epidemii koronawirusa rozporządzeniami wydanymi bez odpowiednich podstaw ustawowych – przy niewprowadzeniu stanu nadzwyczajnego. A to jest niezgodne z konstytucyjnymi zasadami ograniczeń praw i wolności.

Historia sprawy

Pan Marek w kwietniu 2020 r. przebywał z kolegami w parku. Został obwiniony o złamanie zakazu korzystania z publicznych terenów zielonych.

Zarzucono mu wykroczenie z art. 54 Kodeksu wykroczeń w związku z § lla ust.l rozporządzenia Ministra Zdrowia z 20 marca 2020 r. w sprawie ogłoszenia na obszarze RP stanu epidemii.

Sąd Rejonowy w R. uznał obwinionego za winnego wykroczenia z art. 54 Kw w związku z § 17 rozporządzenia Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Sąd uczynił to w trybie nakazowym (czyli bez wzywania obwinionego i opierając się tylko na materiałach policji). Tryb ten przewidziany jest tylko do spraw nie budzących wątpliwości.   

Pana Marka ukarano 500 zł grzywny. Obciążono go też kosztami sprawy.

Wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił się.

Argumenty RPO

Rzecznik zarzucił wyrokowi rażące i mające na niego wpływ naruszenie prawa materialnego, tj. art. 54 Kw. w związku z § 17 rozporządzenia z 31 marca 2020 r. - poprzez jego niewłaściwe zastosowanie w sytuacji, gdy czyn przypisany nie wyczerpywał znamion tego wykroczenia.

Kasacja wnosi o uchylenie o wyroku i uniewinnienie obywatela.

Zgodnie z art. 54 Kw, kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 zł albo karze nagany. Przepis ten sam nie określa znamion zabronionego zachowania, lecz odsyła do innych przepisów, które regulują zasady i sposób zachowania się w miejscach publicznych

Odesłanie z art. 54 Kw obejmuje wyłącznie "przepisy porządkowe". Termin nie jest w pełni ostry, a precyzyjne ustalenie jego znaczenia może budzić wątpliwości. Jak uznał Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 8 lipca 2003 r. (P 10/02, OTK-A 2003/6, poz. 62),  „w razie naruszenia przepisów, które mają inny przedmiot ochrony, nie jest możliwe zastosowanie zaskarżonego przepisu”.

Skoro zatem przepisy porządkowe, o których mowa w art. 54 Kw., mają za zadanie ochronę porządku i spokoju publicznego, to tym samym w polu penalizacji tego przepisu nie mieszczą się regulacje odnoszące się do innych sfer życia, np. do ochrony zdrowia publicznego.

Na podstawie art. 46a i art. 46b pkt 1-6 i 8-12 ustawy z 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi wydano rozporządzenie Rady Ministrów z  31 marca 2020 r. W § 17 ust. 1 stanowiło, że w okresie od 1 kwietnia 2020 r. do 11 kwietnia 2020 r. zakazuje się korzystania z pełniących funkcje publiczne i pokrytych roślinnością terenów zieleni, w szczególności: parków, zieleńców, promenad, bulwarów, ogrodów botanicznych, zoologicznych, jordanowskich i zabytkowych, a także plaż.

Formalnie rzecz biorąc obwiniony naruszył ten zakaz rozporządzenia. Nie przewidywało ono jednak za to żadnej sankcji. Tymczasem odpowiedzialności za wykroczenie podlega tylko ten, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary. Za taki akt normatywny nie może być zaś uznane rozporządzenie Rady Ministrów.

Nie odsyłało ono do konkretnego przepisu kodeksu wykroczeń i nie określało wobec sprawcy prawnomaterialnych konsekwencji naruszenia przez niego zawartych w nim przepisów. § 17 stanowił jedynie, że zakazuje się korzystania z m.in. z parków, bez wskazania, czy i jaka sankcja za to grozi.

Dlatego wykluczone jest pociągnięcie do odpowiedzialności na podstawie art. 54 Kw osób, które naruszały m.in. zakaz korzystania z parków ustanowiony na mocy rozporządzenia.

Prawo do przebywania w miejscach publicznych (jakim są m.in. parki miejskie) jako element wolności człowieka oraz prawa poruszania się jest chronione przez art. 31 ust. 1 i 52 ust. 1 Konstytucji.

Z art. 31 ust. 3 wynika, że ograniczenia korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób.

To zaś oznacza nakaz kompletności unormowania ustawowego, które musi samodzielnie określać wszystkie podstawowe elementy ograniczenia danego prawa i wolności. Niedopuszczalne jest przyjmowanie w ustawie uregulowań blankietowych, pozostawiających organom władzy wykonawczej swobodę normowania ostatecznego kształtu ograniczeń, a w szczególności wyznaczania ich zakresu.

Tylko unormowania, które nie stanowią podstawowych elementów składających się na ograniczenie konstytucyjnych praw i wolności, mogą być treścią rozporządzenia. W rozporządzeniu powinny być zatem zamieszczane jedynie przepisy o charakterze technicznym, niemające zasadniczego znaczenia z punktu widzenia praw lub wolności jednostki.

Nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami wyrażonymi w Konstytucji. Wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności  może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych – co nie miało miejsca.

W tej sytuacji zakazy z rozporządzenia należy uznać za niekonstytucyjne, a co za tym idzie - za nielegalne. Dlatego nie może być ono źródłem obowiązków dla obywateli i podstawą do ukarania za niestosowanie się do nich.

Rozporządzenie z 31 marca 2020 r. wydano w związku z wprowadzeniem stanu epidemii. Jego celem była ochrona zdrowia publicznego, a nie ochrona porządku i spokoju w miejscach publicznych. Już choćby więc z tego powodu art. 54 Kw nie mógł tu mieć zastosowania - skoro jego przedmiotem ochrony jest porządek i spokój w miejscach publicznych, a nie zdrowie publiczne.

Ponadto w dacie orzekania przez sąd 12 maja 2020 r. rozporządzenie z 31 marca 2020 r. już nie obowiązywało. Obowiązujące zaś wtedy kolejne rozporządzenie Rady Ministrów z 2 maja 2020 r. nie zakazywało już korzystania z parków. Także z tego powodu  ukaranie obwinionego nie było zatem dopuszczalne.

II.511.64.2021

Kara dla obywatela za nieuzasadnione przemieszczanie się - przedmiotem kolejnej kasacji RPO  

Data: 2021-02-09
  • Obywatel został ukarany przez sąd za przemieszczanie się w kwietniu 2020 r. "bez uzasadnionej potrzeby”
  • Zakaz taki wprowadziły kolejne rozporządzenia rządu - wydane bez odpowiedniej podstawy prawnej
  • A zaden przepis nie upoważniał władzy wykonawczej do wprowadzenia powszechnego zakazu przemieszczenia się
  • Można było tylko nakazać określony sposób takiego przemieszczania 

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kasację do Sądu Najwyższego.

To kolejna kasacja, dzięki której SN będzie mógł się wypowiedzieć co do zasadności karania obywateli za ograniczenia wprowadzone w pierwszym okresie epidemii koronawirusa. Chodzi o rozporządzenia wydawane bez odpowiednich podstaw ustawowych – przy niewprowadzeniu stanu nadzwyczajnego. Karanie na takiej podstawie jest niezgodne z konstytucyjnymi zasadami ograniczeń praw i wolności.

Pierwsza taka kasacja dotyczyła kary za pobyt obywatela w parku, a druga - ukarania za niezakrycie ust i nosa i jednoczesne naruszenie zakazu przemieszczania się.

Historia sprawy

Pan Marek został obwiniony o to, że w kwietniu 2020 r. nie zastosował się do zakazu przemieszczania się - przewoził samochodem dwie osoby. Według policji bez uzasadnienia opuścił miejsce zamieszkania w innym celu niż „zaspokajanie niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego”.

Sąd Rejonowy uznał go za winnego zarzuconego mu wykroczenia wypełniającego dyspozycję art. 54 Kodeksu wykroczeń w związku z § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. Wymierzył mu karę nagany. 

Sąd orzekał w trybie nakazowym (bez wzywania obwinionego, opierając się tylko na materiałach policji). Tryb ten przewidziany jest wyłącznie do spraw nie budzących wątpliwości.  

Obywatel nie złożył sprzeciwu, wyrok uprawomocnił się.

Argumenty RPO

RPO zarzucił wyrokowi rażące i mające istotny wpływ na jego treść naruszenie art. 54 Kw w związku z § 5 rozporządzenia z 10 kwietnia 2020 r.  -  poprzez jego niewłaściwe zastosowanie w sytuacji, gdy czyn przypisany obwinionego nie wyczerpywał znamion tego wykroczenia

Według art. 54 Kk, kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 zł albo karze nagany.

Dla odpowiedzialności z art. 54 przepisy muszą zostać wydane z upoważnienia ustawowego. Czyn zakwalifikowany jako wykroczenie odnosi się do rozporządzenia Rady Ministrów z 10 kwietnia 2020 r. Zakazywało ono przemieszczania się osób  na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej, z kilkoma wyjątkami.

Wydano je na podstawie upoważnienia ustawowego w art. 46a i art. 46b pkt 1-6 i 8-12 ustawy z 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Art. 46b pkt 12 tej ustawy wskazywały, że można ustanowić nakaz określonego sposobu przemieszczania się. W art. 46b pkt 1 poprzez odesłanie do art. 46 ust. 4 pkt 1 wskazano, że możliwe jest czasowe ograniczenie określonego sposobu przemieszczania się.

Żaden z tych przepisów nie upoważniał zatem władzy wykonawczej do wprowadzenia powszechnego zakazu przemieszczenia się. A wprowadzenie generalnego zakazu przemieszczania się jest daleko bardziej idącym uregulowaniem niż nakaz określonego sposobu przemieszczania się. Zakaz uregulowany w rozporządzeniu jest zatem znacznie szerszy niż delegacja ustawowa, która mu na to zezwala.

Nie może zatem odpowiadać za wykroczenie z art. 54 Kw osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania z rozporządzenia z 10 kwietnia 2020 r. Przedmiotem ochrony art. 54 Kw jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się, zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Wydając rozporządzeniem generalny zakaz przemieszczania, przekroczono zatem delegację ustawową, na której podstawie je wydano.

Zgodnie z art. 92 Konstytucji, rozporządzanie musi być wydane na podstawie wyraźnego szczegółowego upoważnienia w zakresie określonym w upoważnieniu, w granicach tego upoważnienia i nie może być sprzeczne z normami Konstytucji, aktem na podstawie którego zostało wydane i innymi aktami, które regulują materię będącą przedmiotem rozporządzenia.

Naruszenie tych warunków wszystkich razem lub choć jednego z nich powoduje niezgodność rozporządzenia z ustawą. Tym samym nie może być źródłem obowiązku dla obywateli i w konsekwencji podstawą do ukarania za niestosowanie się do tego obowiązku.

Warunkiem formalnym zgodnego z Konstytucją ograniczania praw osobistych jest ograniczanie ich tylko w ustawie. Nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, zwłaszcza zgodnie z podstawowymi zasadami Konstytucji. Wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych -  co nie miało miejsca.

Wynikający z rozporządzenia zakaz przemieszczania osób przebywających na terytorium RP był niezgodny z art. 52, art. 31 i art. 228 Konstytucji.

Konsekwencją tego jest przyjęcie, że zachowanie obwinionego nie stanowi wykroczenia, jak i żadnego innego czynu zabronionego.

Ponadto rozporządzenie zostało wydane w związku z wprowadzeniem stanu epidemii. Celem jego przepisów jest więc ochrona zdrowia i zwalczanie chorób epidemicznych. Przepisy rozporządzenia nie stanowią w związku z tym przepisów porządkowych, skoro przedmiotem ochrony jest zdrowie publiczne, a nie porządek i spokój w miejscach publicznych.

A dodatkowo w dacie orzekania przez sąd rozporządzenie z 10 kwietnia 2020 r. już nie obowiązywało. Zakazu przemieszczania się nie przewidywało zaś obowiązujące w dacie orzekania kolejne rozporządzenie Rady Ministrów z 29 maja 2020 r. Dlatego też również z tego powodu wymierzenie kary nie było możliwe.

RPO wniósł zatem do SN o uchylenie zaskarżonego wyroku i uniewinnienie pana Marka od przypisanego mu wykroczenia.

II.511.62.2021

Skarga do WSA na karę 10 tys. zł utrzymaną przez sanepid, bo odwołanie przyszło "za wcześnie" . Skarga uwzględniona

Data: 2020-09-08, 2021-02-09

Młody człowiek zorganizował w pandemii spotkanie i sanepid ukarał go 10 tys. zł kary. Ponieważ jest niepełnoletni, od decyzji odwołali się jego rodzice. Ale sanepid tego nie uznał, bo stwierdził, że rodzice naruszyli procedurę. Zatem mają zapłacić 10 tys. RPO zaskarżył tę decyzję do WSA

AKTUALIZACJA 9 lutego WSA w Rzeszowie uwzględnił skargi Rzecznika i obywatela na postanowienie Podkarpackiego Wojewódzkiego Państwowego Inspektora Sanitarnego stwierdzające uchybienie terminu do wniesienia odwołania od administracyjnej kary pieniężnej nałożonej za nieprzestrzeganie pandemicznych obostrzeń. Sąd podzielił ocenę Rzecznika, że odwołanie wniesione przez jednego z przedstawicieli ustawowych małoletniego, zostało złożone z zachowaniem terminu

Chodziło o to, że sanepid wysłał decyzję osobno do obojga rodziców. Matka odebrała przesyłkę, a ojciec – już nie. W związku z tym choć rodzice znali już decyzję, to formalnie nie była ona w mocy – jeśli nie odbierzemy awiza, to pismo uznawane jest za doręczone dopiero po upływie 10 dni. Rodzice wnieśli odwołanie o dzień wcześniej, co zdaniem Sanepidu czyni je nieważnym.

W szczegółach było tak:

24 czerwca 2020 r. Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny wymierzył panu Ł.P. 10 tys. zł kary zł za niestosowanie się do zakazu odbywania imprez, spotkań i zebrań niezależnie od ich rodzaju. Ponieważ strona jest osobą małoletnią, z odwołaniem od decyzji, w jej imieniu, wystąpił ojciec, pan J.P.

Odwołanie opatrzone jest datą 9 lipca 2020 r. Państwowy Wojewódzki Inspektor Sanitarny (przyjmując za podstawę art. 134 k.p.a., ) stwierdził, iż odwołanie to zostało wniesione z uchybieniem terminu. Decyzja Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego z 24 czerwca 2020 r. została skierowana do przedstawicieli ustawowych pana Ł.P. - do pani M.P. i pana J.P. 24 czerwca 2020 r. , a odebrana przez Pani M.P. odebrała decyzję 26 czerwca 2020 r. Pan J.P. nie podjął natomiast przesyłki, pomimo dwukrotnego awizowania. W rezultacie, organ wskazał, że zgodnie z art. 44 § 4 k.p.a., doręczenie decyzji panu J.P. nastąpiło 10 lipca 2020 r. Decyzja w przypadku pana J.P. rozpoczęła byt prawny 11 lipca 2020 r., złożenie przez niego odwołania 10 lipca 2020 r. było przedwczesne i jako takie, niedopuszczalne. Tym sposobem - zdaniem organu - nastąpiło uchybienie terminowi, o jakim mowa w art. 129 k.p.a.

W opinii Rzecznika Praw Obywatelskich z rozstrzygnięciem organu II instancji nie można się zgodzić, gdyż narusza ono przepisy. Jest wynikiem błędnej wykładni przepisów kodeksu postępowania administracyjnego w zakresie doręczeń i reprezentowania stron postępowania nie posiadających pełnej zdolności do czynności prawnych. Należy ponadto zauważyć, że organ II instancji myli pojęcia niedopuszczalności wniesienia odwołania i uchybienia terminowi do wniesienia odwołania, utożsamiając je i używając naprzemiennie.

Równocześnie Rzecznik zaznaczył, iż istnienie przedstawiciela ustawowego strony na mocy obowiązujących przepisów nie oznacza, że adresatem decyzji administracyjnej ustalającej prawa lub obowiązki strony (takiej jak zaskarżona decyzja o karze) jest tenże przedstawiciel ustawowy strony. W dalszym ciągu tym adresatem jest osoba reprezentowana przez przedstawiciela ustawowego - w tym przypadku małoletni. Tym samym, skutki doręczenia i rozpoczęcie biegu terminu do wniesienia środków zaskarżenia dotyczą osoby reprezentowanej (czyli strony - np. małoletniego), a nie przedstawicieli ustawowych.

V.511.438.2020

Ukarany grzywną za brak maseczki - SN zbada, czy było to legalne. Rzecznik złożył kasację

Data: 2021-02-08
  • Pan Marek został ukarany grzywną przez sąd za brak maseczki, gdy w kwietniu 2020 r. jechał samochodem - co miało też naruszać zakaz przemieszczania się
  • Tymczasem ograniczenia te wprowadzono rozporządzeniem rządu z naruszeniem Konstytucji i jako takie nie były legalne
  • A ponadto sąd i tak pomylił się, karząc za brak maseczki. Rozporządzenie nie nakazywało bowiem tego osobie, która jechała autem sama
  • Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł kasację do Sądu Najwyższego z wnioskiem o uniewinnienie pana Marka

To kolejna kasacja RPO, dzięki której SN będzie mógł się wypowiedzieć co do zasadności karania obywateli za ograniczenia wprowadzone w pierwszym okresie epidemii koronawirusa. Chodzi o rozporządzenia wydawane bez odpowiednich podstaw ustawowych – przy niewprowadzeniu stanu nadzwyczajnego. Karanie na takiej podstawie jest niezgodne z konstytucyjnymi zasadami ograniczeń praw i wolności.

Pierwsza taka kasacja RPO dotyczyła rozporządzenia Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (obywatela sąd ukarał za pobyt w parku). Teraz chodzi o kolejne rozporządzenie z 19 kwietnia 2020 r. i o ukaranie za niezakrycie ust i nosa oraz naruszenie zakazu przemieszczania się.

Od początku epidemii Adam Bodnar wiele razy wskazywał rządzącym na problem. Występował też do sądów administracyjnych w sprawie kar pieniężnych, nakładanych przez sanepid m.in. za nienoszenie maseczek. Sądy te uchylają kary, wskazując na naruszenie zasad legislacji.

Historia sprawy

Według policji pan Marek naruszył zakaz przemieszczania się w czasie epidemii bez niezbędnej potrzeby - gdy prowadził samochód w kwietniu 2020 r., przy czym nie zastosował się do obowiązku zakrywania ust i nosa.

Został obwiniony o wykroczenie polegające na naruszeniu zakazu, wynikającego z rozporządzenia Rady Ministrów z 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. Formalnie był to czyn z art. 54 Kodeksu wykroczeń – wykroczenie przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych

Sąd Rejonowy w R. uznał obywatela za winnego. Ukarał go 200 zł grzywny w trybie nakazowym (czyli bez wzywania do sądu, opierając się tylko na dokumentach policji). Tryb ten jest zastrzeżony dla spraw nie budzących żadnych wątpliwości - a nie można uznać, by tu ich nie było.

Sąd przyjął, że czyn wyczerpuje dyspozycję art. 54 Kw w związku z § 5 i § 18 ust 1 pkt 2a rozporządzenia Rady Ministrów z 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. 

Wyrok nakazowy uprawomocnił się, bo obywatel nie odwołał się.

Argumenty RPO

Rzecznik zarzuca wyrokowi rażące naruszenie art. 54 Kodeksu wykroczeń w związku z § 5 i § 18 ust 1 pkt 2a rozporządzenia Rady Ministrów z 19 kwietnia 2020 r. Polegało to na niewłaściwym zastosowaniu tych przepisów przez sąd w sytuacji, gdy czyn przypisany panu Markowi nie wyczerpywał znamion  wykroczenia.

Rozporządzenie z 19 kwietnia 2020 r. wydano w celu wykonania ustawy z 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Celem przepisów rozporządzenia była ochrona zdrowia i realizacja konstytucyjnego obowiązku zwalczania chorób zakaźnych. Przepisy te w oczywisty sposób nie stanowią w związku z tym przepisów porządkowych w rozumieniu art. 54 Kw. W przypadku tych ostatnich przedmiot ochrony stanowi bowiem porządek i spokój w miejscach publicznych, a nie ochrona zdrowia.

Rozporządzenie zakazywało przemieszczania się osób, z wyjątkiem określonych celów. Formalnie rzecz biorąc, obwiniony naruszył ten zakaz. Rozporządzenie nie zawierało jednak żadnej sankcji za to. Tymczasem odpowiedzialności za wykroczenie podlega tylko ten, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary.

Zakaz przemieszczania się osób na terenie RP wkraczał zaś w materię konstytucyjnej wolności określonej w art. 52 ust 1 Konstytucji. Wolność poruszania się po terytorium RP może podlegać ograniczeniom określonym w ustawie. W stanie epidemii, nie będącym stanem nadzwyczajnym, obowiązuje jednak konstytucyjny warunek ograniczenia tej wolności, a za taki odpowiedni  akt normatywny nie może być uznane rozporządzenie Rady Ministrów.

Nie odsyłało ono do konkretnego przepisu Kodeksu wykroczeń i nie określało wobec sprawcy prawnomaterialnych konsekwencji naruszenia przez niego przepisów. Wykluczone jest zatem pociągnięcie do odpowiedzialności na podstawie art. 54 Kw, osób, które naruszały zakazy rozporządzenia.

Treścią rozporządzenia mogą być tylko takie unormowania, które nie składają się na elementy ograniczające konstytucyjne prawa i wolności. W rozporządzeniu powinny być zamieszczane jedynie przepisy o charakterze technicznym, niemające zasadniczego znaczenia z punktu widzenia praw lub wolności jednostki.

Nakładanie ograniczeń podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami Konstytucji. Jest możliwe tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych – a to nie miało miejsca.

W tej sytuacji zakazy z rozporządzenia należy uznać za niekonstytucyjne, a co za tym idzie - za nielegalne. Nie może ono być źródłem obowiązków dla obywateli i w konsekwencji podstawą ukarania za niestosowanie się do nich.

Taki też pogląd w zakresie wymierzania administracyjnych kar pieniężnych prezentuje orzecznictwo sądów administracyjnych  (por. wyroki WSA w Warszawie: z 12 stycznia 2012 r., sygn. akt VII SA/Wa 1614/20; z 13 stycznia 2021 r., sygn. akt VII SA/Wa 1506/20, VII SA/Wa 1424/20, VII SA/Wa 1635/20, VII SA/Wa 1917/20).

Argumentacja ta odnosi się również do braku maseczki. Rozporządzenie z 19 kwietnia 2020 r. w § 18 nakazywało obowiązek zakrywania ust i nosa przy pomocy odzieży, maski lub maseczki podczas przebywania poza miejscem zamieszkania i w środkach transportu.

Nakaz ten ustanowiono na podstawie art. 46 b pkt 4 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi. Rząd mógł jednak określić w rozporządzeniu wyłącznie obowiązek stosowania środków profilaktycznych przez osoby chore lub podejrzane o zachorowanie. Dlatego rozporządzenie wydano z przekroczeniem granic upoważnienia ustawowego, co stanowi naruszenie art. 92 ust 1 Konstytucji.

Naruszono też konstytucyjny warunek, że ograniczenie wolności osobistej może nastąpić tylko na zasadach i w trybie określonym w ustawie (por. WSA w Warszawie - wyroki z 26 listopada 2020 r., sygn. akt VII SA/Wa 491/20; z 12 stycznia 2012 r., sygn. akt VII SA/Wa 1545/20; z 14 stycznia 2021 r., sygn. akt VII SA/Wa 1566/20).

Z zeznań świadków nie wynika, aby w aucie pana Marka były jeszcze inne osoby. Obowiązek zakrywania ust i nosa w pojazdach regulował § 18 ust 1 pkt 1 rozporządzenia. Jego § 18 ust 2 wskazywał zaś, że obowiązku tego nie ma, gdy w aucie są: albo jedna osoba, albo jedna osoba co najmniej z jednym dzieckiem, albo też osoby wspólnie mieszkające.

Skoro zatem obwiniony był w samochodzie sam, to w tej sytuacji rozporządzenie nie nakazywało obowiązku zakrywania ust i nosa. Tymczasem sąd błędnie wskazał w kwalifikacji prawnej wykroczenia § 18 ust 1 pkt 2 a (zamiast § 18 ust 1 pkt 1).

Zachowanie obwinionego nie wypełniało zatem znamion wykroczenia z art. 54 Kw.

Ponadto gdy sąd orzekał w sprawie, rozporządzenie z 19 kwietnia 2020 r. już nie obowiązywało. Obowiązujące wtedy rozporządzenie Rady Ministrów z 19 czerwca 2020 r. nie przewidywało zaś zakazu przemieszczania się.

Z tych wszystkich powodów RPO wniósł o uchylenie przez SN wyroku nakazowego Sądu Rejonowego i uniewinnienie pana Marka.

II.511.63.2021

Zamknięty w zakładzie psychiatrycznym bez wysłuchania przez sąd. SN uwzględnił kasację RPO

Data: 2021-02-03
  • Sąd umieścił pana Sylwestra w zakładzie psychiatrycznym jako osobę niepoczytalną, która nie może odpowiadać za zarzucane mu przestępstwa 
  • Nie dochował jednak obowiązku wysłuchania go, choć biegli lekarze uznali, że może on stawać przed sądem
  • Sąd powinien był zapewnić jego udział w posiedzeniu, mimo że on sam od tego się uchylał - wskazał RPO, który złożył kasację na korzyść mężczyzny
  • Zgodnie z wnioskiem Rzecznika Sąd Najwyższy zwrócił sprawę sądowi rejonowemu, a pana Sylwestra zwolnił ze szpitala

To kolejna skuteczna interwencja Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie osób, które weszły w konflikt z prawem, a z powodu niepełnosprawności umysłowej lub faktu, że chorują psychicznie, są uznawane za niepoczytalne. Wtedy sąd umarza postępowanie karne i decyduje o umieszczeniu sprawcy w zakładzie psychiatrycznym w ramach tzw. środka zabezpieczającego (najczęściej – bezterminowo). Może przy tym dochodzić do różnych nieprawidłowości, jak np. niewysłuchanie podejrzanego przez sąd i oparcie się jedynie na opiniach lekarzy. 

Sąd zamknął podejrzanego w zakładzie, choć go nie przesłuchał 

Tak właśnie było w sprawie pana Sylwestra. Rzecznik wniósł, by SN uchylił decyzję sądu o umieszczeniu go w zakładzie psychiatrycznym. Sprawa powinna wrócić do sądu rejonowego, który ma zapewnić udziału obywatela w swym posiedzeniu. Chodzi bowiem o zasadność stosowania środka bardzo drastycznie ingerującego w wolności obywatelskie - co wymaga wysłuchania danej osoby przez sąd.

Mężczyzna był podejrzany o znieważenie funkcjonariusza  publicznego, stosowanie wobec niego przemocy lub groźby w celu zmuszenia do go zaniechania czynności oraz o znęcanie się nad zwierzętami. Prokuratura wniosła, by sąd umorzył postępowanie karne ze względu na niepoczytalność podejrzanego i umieścił go w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym.

W 2013 r. sąd rejonowy rozpoznał sprawę na posiedzeniu pod nieobecność pana Sylwestra. Nie podjął on bowiem sądowego wezwania (dwukrotnie awizowanego); ponadto odmówił przyjęcia wezwania od policjanta. Na posiedzeniu była zaś obecna jego adwokatka z urzędu.

Sąd uwzględnił wniosek prokuratora o zastosowanie środka zabezpieczającego. Postanowienie sądu nie zostało zaskarżone i uprawomocniło się.

RPO: sąd ma wysłuchać podejrzanego 

Orzeczenie zapadło z rażącym naruszeniem przepisów postępowania, ponieważ obecność podejrzanego na posiedzeniu była obowiązkowa. Stanowi to tzw. bezwzględną przyczynę odwoławczą, którą sąd musi uwzględnić z mocy prawa.

W myśl art. 354 pkt 2 Kodeksu postępowania karnego udział podejrzanego w posiedzeniu w sprawie umorzenia postępowania z powodu niepoczytalności sprawcy i zastosowania środka zabezpieczającego jest - co do zasady - obowiązkowy. Nie bierze on udziału jedynie wtedy, gdy z opinii biegłych wynika, że byłoby to niewskazane. Jednakże nawet wówczas sąd może uznać udział podejrzanego za konieczny. 

Tymczasem z opinii sądowo-psychiatrycznej i psychologicznej wynika, że pan Sylwester może brać udział w czynnościach procesowych i stawać przed sądem. Wobec tego sąd rejonowy nie mógł decydować o losie obywatela pod jego nieobecność.

To, że podejrzany sam pozbawił się możliwości uczestniczenia w posiedzeniu, niczego nie zmienia. – Podstawowym obowiązkiem sądu rejonowego było podjęcie działań, które zapewniłyby osobiste uczestnictwo podejrzanego w posiedzeniu – wskazuje RPO. Prawidłowe procedowanie umożliwi bowiem sądowi bezpośrednią styczność z podejrzanym.

Rozstrzygnięcie SN

3 lutego 2021 r. Sąd Najwyższy w Izbie Karnej (sygn. akt. IV KK 582/19) uwzględnił kasację, którą poparł także prokurator. Zgodnie z jej wnioskiem SN uchylił decyzję sądu i zwrócił mu sprawę. Jest to równoznaczne ze zwolnieniem pana Sylwestra ze szpitala, skoro upadła prawna podstawa jego tam umieszczenia.

W pisemnym uzasadneniu SN podkreślił, że jak wskazuje się w orzecznictwie Sądu Najwyższego, gdy sąd ma podjąć decyzję o zastosowaniu środka zabezpieczającego, który w sposób dogłębny ingeruje w sferę swobód jednostki, pozbawiając człowieka wolności przez umieszczenie go w zakładzie psychiatrycznym, należy umożliwić mu realizowanie prawa do obrony, w tym poprzez możliwość zaprezentowania własnego stanowiska w sprawie przed organem procesowym rozstrzygającym w tej kwestii.

Odstępstwo zaś od takiego postępowania winno następować wyjątkowo i tylko przy dochowaniu wszelkich wymogów proceduralnych (zob. postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 05 kwietnia 2001 r., IV KKN 652/00).

Wobec przytoczonych okoliczności nie ulega wątpliwości, że w realiach niniejszej sprawy sąd, rozstrzygając na posiedzeniu 12 czerwca 2013 r. pod nieobecność podejrzanego, nie stworzył warunków procedowania zapewniających pełne przestrzeganie praw osoby, której postępowanie bezpośrednio dotyczy - pomimo braku przeszkód natury prawnej.

W tym stanie rzeczy wobec zaistnienia bezwzględnej przyczyny odwoławczej określonej w treści art. 439 § 1 pkt 11 k.p.k. zaskarżone orzeczenie Sądu Rejonowego w obrocie prawnym ostać się nie mogło.  Procedując powtórnie, Sąd Rejonowy rozpozna wniosek prokuratora, o jakim mowa w art. 324 § 1 k.p.k., bacząc, aby zostały zachowane gwarancje procesowe podejrzanego. 

II.510.618.2017

Czy karanie za złamanie ograniczeń pandemicznych było legalne - zbada Sąd Najwyższy po kasacji Rzecznika

Data: 2021-02-02
  • Obywatel został ukarany przez sąd w trybie nakazowym za złamanie ograniczeń pandemicznych (przebywał w parku) 
  • Tryb ten jest jednak przeznaczony tylko do najprostszych spraw, które nie budzą żadnych wątpliwości – a wątpliwości były i to niebagatelne
  • Będące podstawą kary rozporządzenie Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. należy bowiem uznać za niekonstytucyjne, a w efekcie - za nielegalne
  • Nie można zatem karać za wykroczenie osób, które naruszały m.in. zakaz korzystania z parków ustanowiony na mocy rozporządzenia
  • Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich składa kasację do Sądu Najwyższego na korzyść ukaranego obywatela

Dzięki temu SN będzie mógł się wypowiedzieć co do zasadności karania obywateli za ograniczenia wprowadzone w pierwszym okresie epidemii koronawirusa rozporządzeniami wydanymi bez odpowiednich podstaw ustawowych – przy niewprowadzeniu stanu nadzwyczajnego. A to jest niezgodne z konstytucyjnymi zasadami ograniczeń praw i wolności.

Od początku epidemii Adam Bodnar wiele razy wskazywał rządzącym na ten problem. Występował też do sądów administracyjnych w sprawie kar pieniężnych, nakładanych przez sanepid za nieprzestrzeganie ograniczeń nakładanych rozporządzeniami. Sądy administracyjne uchylają już takie kary, wskazując m.in. na naruszenie zasad legislacji.

Historia sprawy

W początkach kwietnia 2020 r. obywatel wybrał się do miejskiego parku. Zatrzymał go tam policyjny patrol.

W efekcie został obwiniony o wykroczenie polegające na naruszenie zakazu pobytu w parku, wynikającego z § 17 rozporządzenia Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. Formalnie był to czyn z art. 54 Kodeksu wykroczeń – wykroczenie przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych.

Innymi zarzutami było:

  • nieokazanie  dokumentu tożsamości (wykroczenie z art. 65 § 2 Kw);
  • niestosowanie się do poleceń policji by opuścił park, czym istotnie utrudniał wykonanie czynności służbowych (art. 65a Kw).

Sąd Rejonowy w Ł. w czerwcu 2020 r., ukarał obywatela w trybie nakazowym (czyli bez wzywania do sądu, opierając się tylko na dokumentach policji). Wymierzył mu 500 zł grzywny. Wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił się.

Argumenty RPO

Sąd Rejonowy uznał za zasadne orzekanie  w postępowaniu nakazowym. Zgodnie z prawem może to nastąpić, jeżeli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości. Tymczasem w całej sprawie były istotne wątpliwości.

Czyn z art. 54 KW przypisany obwinionemu nie wyczerpywał znamion wykroczenia. Dlatego RPO wnosi, by SN go uniewinnił.

Co do pozostałych zarzutów błędem sądu było uznanie, że okoliczności i wina obywatela nie budzą wątpliwości – podczas gdy zarówno wina, jak i okoliczności czynu budziły wątpliwości. Sprawa powinna była zatem trafić na rozprawę w normalnym trybie. W tym wątku RPO wnosi o zwrot sprawy Sądowi Rejonowemu.

Rozporządzenie Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. wydano w celu wykonania ustawy z 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Celem przepisów rozporządzenia była ochrona zdrowia i w realizacja konstytucyjnego obowiązku zwalczania chorób zakaźnych. Przepisy te w oczywisty sposób nie stanowią w związku z tym przepisów porządkowych w rozumieniu art. 54 Kw. W przypadku tych ostatnich przedmiot ochrony stanowi bowiem porządek i spokój w miejscach publicznych, a nie ochrona zdrowia.

Na podstawie art. 46a i art. 46b pkt 1-6 i 8-12 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi wydano rozporządzenie Rady Ministrów z 31 marca. W § 17 ust. 1 stanowiło ono, że od 1 kwietnia 2020 r. do 11 kwietnia 2020 r. zakazuje się korzystania z pełniących funkcje publiczne i pokrytych roślinnością terenów zieleni, w szczególności: parków, zieleńców, promenad, bulwarów, ogrodów botanicznych, zoologicznych, jordanowskich i zabytkowych, a także plaż.

Formalnie rzecz biorąc, obwiniony naruszył zakaz przebywania w parku. Rozporządzenie nie zawierało jednak żadnej sankcji za naruszenie zakazu. Tymczasem odpowiedzialności za wykroczenie podlega ten tylko, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary.

Za taki akt normatywny nie może być uznane rozporządzenie Rady Ministrów. Może ono stanowić m.in. przepisy porządkowe, jednak należy je traktować jedynie jako normy sankcjonowane (zakazy), których naruszenie może prowadzić do odpowiedzialności wynikającej z Kodeksu wykroczeń, o ile w sposób wyraźny i skonkretyzowany dokonano takiego zastrzeżenia w  rozporządzeniu.

Rozporządzenie Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. nie odsyłało do konkretnego przepisu Kodeksu wykroczeń i nie określało wobec sprawcy konsekwencji naruszenia przez niego zawartych w nim przepisów.

Przepis § 17 stanowił jedynie, że zakazuje się korzystania z m.in. z parków, bez wskazania, czy i jaka sankcja grozi za złamanie tego zakazu. A w ustawie o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi wprowadzono 1 kwietnia 2020 r. rozdział 8a. Przewidziano w nim odpowiedzialność administracyjną za niestosowanie się do określonych nakazów, zakazów lub ograniczeń – z karami pieniężnymi.

Dowodzi to, że za niezastosowanie się do obowiązków przewidzianych w rozporządzeniu ustawodawca wprowadził odpowiedzialność wyłącznie administracyjną, a nie wykroczeniową.

Dlatego wykluczone jest pociągnięcie do odpowiedzialności, na podstawie art. 54 Kw., osób, które naruszały m.in. zakaz korzystania z parków ustanowiony na mocy rozporządzenia.

Prawo do przebywania w miejscach publicznych, jakim są m. in. parki miejskie, jako element wolności człowieka oraz prawa poruszania się, jest chronione przez art. 31 ust. 1 i 52 ust. 1 Konstytucji. Z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP wynika nakaz kompletności unormowania ustawowego, które musi samodzielnie określać wszystkie podstawowe elementy ograniczenia danego prawa i wolności. Niedopuszczalne jest zaś przyjmowanie w ustawie uregulowań blankietowych, pozostawiających organom władzy wykonawczej swobodę normowania ostatecznego kształtu owych ograniczeń.

Tylko unormowania, które nie stanowią podstawowych elementów składających się na ograniczenie konstytucyjnych praw i wolności mogą być treścią rozporządzenia. W rozporządzeniu powinny być zatem zamieszczane jedynie przepisy o charakterze technicznym, niemające zasadniczego znaczenia z punktu widzenia praw lub wolności jednostki.

Nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami Konstytucji. Wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, co nie miało miejsca.

W tej sytuacji zakazy z  rozporządzenia Rady Ministrów należy uznać za niekonstytucyjne, a co za tym idzie - za nielegalne. Nie może ono być źródłem obowiązków dla obywateli i w konsekwencji podstawą ukarania za niestosowanie się do nich.

Ponadto w chwili orzekania nie obowiązywało już rozporządzenie Rady Ministrów z 31 marca 2020 r., lecz kolejne - z 19 czerwca 2020 r. A ono nie przewidywało już zakazu przebywania w parku. Choćby z tego więc powodu, ukaranie obywatela nie było możliwe.

Z tych wszystkich powodów przebywanie obwinionego w parku nie wypełniło znamion wykroczenia z art. 54 Kw, jak i żadnego innego.

Drugie z wykroczeń polegało na odmowie okazania dowodu funkcjonariuszowi i niestosowanie się do polecenia opuszczenia parku.

Po pierwsze, zachowanie obwinionego nie stanowiło wykroczenia a zakaz przebywania w parkach z rozporządzenia ustanowiono niezgodnie z Konstytucją. W tym stanie rzecz pobyt obywatela w parku nie był nielegalny. Żądanie opuszczenia tego publicznego miejsca naruszało zaś wolności chronione konstytucyjnie i zasadnie budziło sprzeciw obywatela.

Sąd powinien był rozważyć, czy odmowa wykonania poleceń funkcjonariuszy była wykroczeniem z art. 65a Kw. Stanowi on, że odpowiedzialności podlega ten, kto nie stosuje się do wydawanych przez poleceń określonego zachowania się. I choć funkcjonariusze  działali w usprawiedliwionym przeświadczeniu o istnieniu skutecznego zakazu przebywania w parkach, to ocenie sądu powinna podlegać kwestia legalności tego przepisu a zatem istnienia rzeczywistej podstawy prawnej do polecenia opuszczenia parku.

Jak wynika z zeznań funkcjonariusza, obwiniony odmówił okazania dowodu osobistego, gdyż czynności te prowadził patrol nieumundurowany. Po przyjeździe patrolu w mundurach okazał on dowód. Zatem również i to budzi wątpliwość co do winy obywatela, który ostatecznie poddał się legitymowaniu.

II.511.836.2020

Znieważyła policjanta - ma trafić do zakładu zamkniętego. RPO składa kasację i wniosek o wstrzymanie tego skierowania. EDIT: Kasacja uwzględniona

Data: 2021-01-18
  • Kobieta, która znieważyła policjanta, ma jako osoba niepoczytalna trafić do zamkniętego szpitala psychiatrycznego  
  • Sąd może tam skierować kogoś tylko wtedy, gdy dany czyn miał znaczną szkodliwość społeczną – a w tej sprawie sąd tego nie ustalił  
  • Trudno zaś uznać, że „znaczną szkodliwością” cechuje się przestępstwo, za które grozi do roku więzienia
  • RPO składa kasację do Sądu Najwyższego na korzyść kobiety i zarazem wnosi o wstrzymanie decyzji o jej zamknięciu w szpitalu 

To kolejna interwencja Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie osób, które weszły w konflikt z prawem, a z powodu niepełnosprawności umysłowej lub faktu, że chorują psychicznie, są uznawane za niepoczytalne. Wtedy sąd umarza postępowanie karne i decyduje, czy umieścić sprawcę w zakładzie psychiatrycznym w ramach tzw. środka zabezpieczającego (najczęściej – bezterminowo). Może przy tym dochodzić do różnych nieprawidłowości.

W ten sposób za stosunkowo drobne przestępstwa można trafić do zamkniętego zakładu na nawet kilkanaście lat  (dłużej niż wynosiłaby maksymalna kara, gdyby ktoś za swój czyn trafił do więzienia). Takie sprawy były już przedmiotem skutecznych kasacji RPO. Najgłośniejszy był przypadek pana Feliksa, który w związku z groźbami karalnymi wobec sąsiadów spędził 11 lat w szpitalu. W innych interwencjach chodziło o  kradzież 7 paczek kawy lub używanego roweru.

Historia sprawy

Kobiecie, która jest prawniczką, zarzucono, że znieważyła policjanta podczas i w związku z pełnieniem przez niego obowiązków służbowych. Za takie przestępstwo grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo do roku pozbawienia wolności.

Początkowo została ona wyrokiem nakazowym ukarana grzywną 2 tys. zł. Wyrok ten utracił jednak moc, gdyż policjant wniósł sprzeciw.

Po ponownym rozpoznaniu sprawy Sąd Rejonowy umorzył postępowanie przeciw oskarżonej. Ustalił bowiem, że jest ona niepoczytalna z powodu choroby psychicznej. Orzekł umieszczenie jej w zakładzie psychiatrycznym – co jest najbardziej dolegliwym środkiem zabezpieczającym.  

Obrońca z urzędu zaskarżył tę decyzję jako niezasadną. Za ewentualnie możliwe uznał orzeczenie wobec niej środka mniej dolegliwego - terapii z udziałem psychologa i psychiatry w systemie wolnościowym. Chce ona bowiem kontynuować karierę zawodową oraz założyć rodzinę.

Sąd Okręgowy utrzymał w mocy postanowienie I instancji.

Argumentacja RPO

Rzecznik zarzucił Sądowi Okręgowemu rażące naruszenie prawa procesowego. Polegało to na utrzymaniu w mocy rażąco niesprawiedliwego orzeczenia sądu I instancji, które zapadło z oczywistym naruszeniem prawa karnego materialnego. Skierował on bowiem oskarżaną do zakładu psychiatrycznego mimo braku ustalenia, że jej czyn cechował się znaczną społeczną szkodliwością

Umieszczenie kogoś w zakładzie psychiatrycznym na podstawie Kodeksu karnego jest bardzo daleko idącą ingerencją w wolność osobistą. Do jej orzeczenia - w odróżnieniu od przymusowej internacji, stosowanej na podstawie  ustawy o ochronie zdrowia psychicznego - sąd nie musi ustalić, że dana osoba z powodu choroby zagraża własnemu życiu lub zdrowiu innych osób.

Zgodnie z prawem sąd orzeka pobyt w zakładzie psychiatrycznym sprawcy, wobec którego umorzono postępowanie z uwagi na jego niepoczytalność, jeśli jest wysokie prawdopodobieństwo, że popełni on ponownie czyn o znacznej społecznej szkodliwości w związku z chorobą psychiczną lub upośledzeniem umysłowym.

Tymczasem sąd w ogóle nie ustalił, aby czyn kobiety cechował się znaczną społeczną szkodliwością. Ograniczył się do stwierdzenia, że wyczerpała ona znamiona zarzuconego jej występku. Pośrednio ustalił zatem, że stopień  społecznej szkodliwości był wyższy niż znikomy. To zaś uniemożliwiało zastosowanie środka zabezpieczającego.

Sąd Okręgowy był zatem zobowiązany zmienić to rozstrzygnięcie z urzędu.

Zażalenie obrońcy (kwestionujące orzeczenie pobytu w zakładzie) nie pozwalało na przyjęcie, że brak ustalenia znacznej społecznej szkodliwości czynu był przeszkodą do zastosowania tego środka. Sąd odwoławczy powinien był jednak wyjść poza apelację obrony, skoro orzeczenie  było rażąco niesprawiedliwe z innych powodów niż wskazane przez obrońcę.

Rzecznik wnosi, by SN uchylił decyzję Sądu Okręgowego i przekazał mu sprawę do ponownego rozpoznania w celu zamiany pobytu w zakładzie zamkniętym na łagodniejszy środek zabezpieczający.

Zarazem RPO złożył do SN wniosek o wstrzymanie umieszczenia kobiety w zakładzie do czasu rozpoznania kasacji. W każdej chwili mogą bowiem być podjęte czynności  w celu wykonania tego prawomocnego orzeczenia.

Rozstrzygnięcie SN  (aktualizacja 1 marca 2021 r.)

24 lutego 2021 r.  Sąd Najwyższy uwzględnił kasację. Uchylił zaskarżone postanowienie i przekazał sprawę Sądowi Okręgowemu do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym.

Kasacja jest zasadna w stopniu oczywistym, stąd jej rozpoznanie i uwzględnienie na posiedzeniu w trybie art. 535 § 5 k.p.k.

Zgodnie z art. 93g § 1 k.k. sąd orzeka pobyt w odpowiednim zakładzie psychiatrycznym wobec sprawcy, co do którego umorzono postępowanie o czyn zabroniony popełniony w stanie niepoczytalności określonej w art. 31 § 1 k.k., jeżeli istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że popełni on ponownie czyn zabroniony o znacznej społecznej szkodliwości w związku z chorobą psychiczną lub upośledzeniem umysłowym.

O dopuszczalności zastosowania tego środka zabezpieczającego przesądza więc nie tylko samo wysokie prawdopodobieństwo popełnienia ponownego czynu zabronionego o znacznej szkodliwości społecznej, oparte o przesłanki medyczne, ale także znaczna społeczna szkodliwość takiego czynu, odnoszona do czynu zarzucanego sprawcy.

W orzecznictwie i piśmiennictwie zgodnie przyjmuje się bowiem, że użyte w art. 93b § 1 zd. drugie k.k. określenie „ponownie” oznacza, iż znacznym stopniem społecznej szkodliwości powinny charakteryzować się zarówno prognozowany czyn zabroniony, jak też czyn zabroniony już popełniony.

Tymczasem, jak trafnie zauważa skarżący, Sąd I instancji ani w sentencji orzeczenia, ani w jego części motywacyjnej nie zawarł jakichkolwiek stwierdzeń, które dawałyby podstawę do uznania, iż przyjął znaczną społeczną szkodliwość występku zarzucanego podejrzanej, albo w świetle których obiektywnie istniałyby podstawy do takiej oceny.

Orzeczenie to w istocie nie zawiera żadnych rozważań dotyczących strony przedmiotowej i podmiotowej czynu będącego przedmiotem postępowania. Takich ustaleń i ocen nie może też, co oczywiste, zastąpić przytoczenie przez Sąd Rejonowy w uzasadnieniu postanowienia treści przepisu art. 93g § 1 k.k.

Podkreślenia wymaga, że społeczna szkodliwość czynu to materialny element każdego czynu zabronionego przez ustawę karną, który decyduje o tym, czy taki czyn jest przestępstwem (art. 1 § 2 k.k.). W przepisie art. 115 § 2 k.k. ustawodawca wskazał, jakie elementy powinny być brane pod uwagę przy dokonywaniu oceny stopnia społecznej szkodliwości każdego czynu zabronionego.

Oceny takiej należy dokonywać indywidualnie, w odniesieniu do każdego czynu wyczerpującego znamiona określone w ustawie karnej, zarówno w kontekście ustalenia, czy czyn taki jest społecznie szkodliwy w stopniu wyższym niż znikomy (art. 1 § 2 k.k.), jak i wtedy, gdy ustawa karna wiąże określone skutki z popełnieniem czynu o określonym stopniu społecznej szkodliwości, np. art. 93b § 1 k.k. (por. postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 21 lutego 2019 r., V KK 54/18).

W świetle powyższego nie ma wątpliwości, że kontrolowane przez Sąd Okręgowy postanowienie o zastosowaniu środka zabezpieczającego w postaci pobytu w zakładzie psychiatrycznym zapadło z rażącym naruszeniem art. 93g § 1 k.k.

Wprawdzie obrońca podejrzanej nie dostrzegł tego uchybienia, a w każdym razie nie podniósł go w zażaleniu, nie zwalniało to jednak Sądu odwoławczego od oceny tej zaszłości. W zaistniałej sytuacji procesowej konieczne było wyjście poza granice rozpoznawanego środka odwoławczego (art. 433 § 1 k.p.k.), w celu dokonania oceny kontrolowanego postanowienia przez pryzmat przesłanek z art. 440 k.p.k., a w szczególności, czy utrzymanie w mocy zaskarżonego postanowienia nie byłoby rażąco niesprawiedliwe.

Przepis art. 440 k.p.k. znajduje bowiem zastosowanie, gdy zaskarżone orzeczenie dotknięte jest niepodniesionymi w zwykłym środku odwoławczym uchybieniami mieszczącymi się w każdej z tzw. względnych przyczyn odwoławczych, o ile ich waga i charakter są takie, że czynią orzeczenie niesprawiedliwym i to w stopniu rażącym.

I właśnie taka sytuacja miała miejsce w niniejszej sprawie, jako że brak ustaleń co do znacznej społecznej szkodliwości czynu zarzucanego podejrzanej, uniemożliwiał zastosowanie wobec niej środka zabezpieczającego w postaci pobytu w zakładzie psychiatrycznym. Utrzymanie w mocy takiego orzeczenia było więc rażąco niesprawiedliwe w rozumieniu art. 440 k.p.k.

Dlatego konieczne było uchylenie zaskarżonego postanowienia i przekazanie sprawy Sądowi Okręgowemu do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym. W jego toku Sąd ten - mając na względzie powyższe uwagi i wskazania - powinien dokonać oceny, czy spełnione zostały przesłanki zastosowania izolacyjnego środka zabezpieczającego, o których mowa w art. 93b § 1 k.k., w  kontekście proporcjonalności stosowanego środka do wagi popełnionego czynu, a przede wszystkim, czy zarzucany podejrzanej czyn cechował się znaczną społeczną szkodliwością, a jeśli tak, to wskazać elementy prowadzące do takiego właśnie wniosku.

II.510.287.2020

Po kasacji Rzecznika sprawa ekstradycji Chińczyka z obywatelstwem Szwecji wraca do sądu

Data: 2021-01-15
  • Po kasacji RPO Sąd Najwyższy nakazał ponowne zbadanie, czy obywatel Szwecji chińskiego pochodzenia może być wydany Chinom, gdzie jest podejrzany o oszustwo
  • Obrona podkreślała, że Z.L. aktywnie działał w Szwecji we wspólnocie Falun Gong, zwalczanej w Chińskiej Republice Ludowej
  • A w przypadku wydania grozi mu nawet kara dożywocia oraz ryzyko tortur i innego nieludzkiego traktowania - według SN tych okoliczności sądy dogłębnie nie przeanalizowały
  • Dla dopuszczalności ekstradycji nie jest też obojętne, że w ChRL obowiązuje odpowiedzialność karna za przynależność do ruchu o charakterze filozoficzno-religijnym - podkreślił SN

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich sąd naruszył przepisy, stwierdzając dopuszczalność prawną ekstradycji Z.L. W ChRL grozi mu kara dożywotniego więzienia, a sąd nie zbadał należycie, czy miałby on możliwość ubiegania się o warunkowe przedterminowe zwolnienie.

Brak takiej możliwości naruszałby bowiem art. 3 europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Zgodnie z nim nikt nie może być poddany torturom ani nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu albo karaniu. Według Europejskiego Trybunału Praw Człowieka takim traktowaniem jest m.in. pozbawienie wszelkich nadziei na wyjście na wolność skazanych na dożywocie.

Zgodnie zaś z polskim Kodeksem postępowania karnego ekstradycja jest niemożliwa m.in. wobec uzasadnionej  obawy, że w państwie żądającym wydania danej osoby może dojść do naruszenia jej wolności i praw. 

Historia sprawy

Obywatel Szwecji Z. L. został zatrzymany i aresztowany w Polsce na podstawie chińskiego wpisu do bazy danych Międzynarodowej Organizacji Policji Kryminalnej. Chiny ścigają go za czyn będący odpowiednikiem polskiego występku z art. 286 § 1 Kk w zbiegu z art.  270 § 1 Kk w związku z art. 294 § 1 Kk.

W kwietniu 2019 r. Prokuratura Okręgowa przedstawiła wniosek Chińskiej Republiki Ludowej o ekstradycję zatrzymanego.

W maju 2020 r. Sąd Okręgowy stwierdził prawną dopuszczalność przekazania Z. L. Chinom.

Jego adwokat odwołał się. Zarzucił sądowi przyjęcie, że Z. L. jedynie sympatyzował z Falun Gong, podczas gdy dowody wskazują na jego aktywny udział w tej wspólnocie w Szwecji. Sąd uznał, że „nawet przy założeniu, że ścigany miałby jakiekolwiek kłopoty za powiązanie z ruchem Falun Gong, brak jest jakichkolwiek podstaw do uznania, że zostałby za to ukarany”. Tymczasem stanowisko władz chińskich przedłożone do akt sprawy definiuje Falun Gong jako „organizację nielegalną tworzącą niszczące  ugrupowanie buntownicze”, za której przynależność grozi nawet dożywocie – argumentował adwokat.

Wskazywał, że raporty organizacji obrony praw człowieka zaświadczają jednoznacznie, iż członek Falun Gong narażony jest na stosowanie przez władze ChRL tortur, bezprawne pozbawienie wolności w warunkach realnie zagrażających życiu czy bezprawne pobranie narządów do transplantacji, a nadto pozbawienie prawa do rzetelnego procesu. A przepisy EKPC dają wtedy podstawę uznania niedopuszczalności wydania ściganego.

W sierpniu 2020 r. Sąd Apelacyjny utrzymał orzeczenie I instancji.

Argumentacja RPO

Rzecznik zarzucił Sądowi Apelacyjnemu, że utrzymał rażąco niesprawiedliwe orzeczenie I instancji. Nie wyjaśnił bowiem  wszystkich istotnych okoliczności, dotyczących prawnej i faktycznej możliwości złagodzenia w Chinach kary dożywotniego pozbawienia wolności. A wyjaśnienie mogłoby doprowadzić do odmiennego rozstrzygnięcia całej sprawy.

W świetle wykładni art. 3 EKPC dokonywanej przez ETPCz, orzeczenie kary dożywotniego pozbawienia wolności jest prawnie dopuszczalne tylko wówczas, gdy tego rodzaju kara jest prawnie i faktycznie redukowalna.

Skoro zaś Sąd Okręgowy ustalił, że taka kara może być wymierzona Z.L., to zarazem był zobowiązany ustalić, czy w ChRL istnieją przepisy gwarantujące jej rzeczywistą redukowalność. Poprzestał jedynie na ustaleniu, że skrócenie dożywocia jest możliwe. Nie wyjaśnił natomiast, czy są odpowiednie gwarancje procesowe zapobiegające arbitralnemu rozstrzyganiu o redukowalności tej kary.

Ma to szczególne znaczenie, skoro kara dożywocia grozi Z.L. za popełnienie czynu przeciwko mieniu.

Z dokumentów dołączonych do wniosku o ekstradycję wynika, że w Chinach kara dożywotniego pozbawienia wolności może być redukowana orzeczeniem sądu lub warunkowym zwolnieniem. Jest to możliwe, jeżeli sprawca m.in. „dobrze wychowuje” (tak w tłumaczeniu).

Z informacji strony chińskiej wynika, że wobec skazanych na surowe kary, w tym dożywocie, w szerokim zakresie istnieje ustawowe wyłączenie możliwości uzyskania warunkowego zwolnienia. Złagodzenie dożywocia ma charakter zupełnie nadzwyczajny i nie może skorzystać z tego każdy skazany. Nie może być to zatem postrzegane jako gwarancja redukowalności kary każdemu skazanemu na dożywocie.

RPO wskazuje, że z informacji strony chińskiej nie wynika:

  • Jaki organ rozstrzyga o warunkowym zwolnieniu? Czy jest to organ wykonujący karę, a jeżeli tak, czy istnieje możliwość zaskarżenia jego rozstrzygnięcia do sądu, czy też innego organu, chociażby władzy wykonawczej, ale odrębnego od organu wykonującego tę karę?
  • Czy istnieje obowiązek sporządzenia uzasadnienia, jeżeli uprawniony organ odmówi zastosowania tej instytucji, względnie czy istnieją inne gwarancje procesowe umożliwiające kontrolę rozstrzygnięć?
  • Jaki jest reżim wykonywania kary dożywotniego pozbawienia wolności w Chinach, czy realnie umożliwia on spełnienie przesłanek materialnych niezbędnych do uzyskania warunkowego zwolnienia?
  • Czy skazani od początku wiedzą, jakie muszą spełnić oczekiwania, aby możliwe było zastosowanie warunkowego zwolnienia?
  • Czy w przypadku, gdy uprawniony organ odmówi zastosowania tej instytucji, czy istnieje możliwość ponowienia wniosku o warunkowe zwolnienie, a jeżeli tak, to po jakim czasie?
  • Czy instytucja warunkowego zwolnienie w Chinach jest w ogóle w praktyce stosowana wobec skazanych na karę dożywocia?

Wyjaśnienie tych okoliczności ma podstawowe znaczenie dla możliwości oceny, czy Z.L. nie grozi nieludzkie lub poniżające ukaranie w rozumieniu art. 3 EKPC - a jeżeli tak, to czy jest obawa naruszenia tego przepisu w stopniu uzasadniającym odmowę wydania ściganego państwu niebędącemu stroną tej Konwencji.

Postanowienie SN

15 stycznia 2021 r. SN w Izbie Karnej (sygn. akt II KK 294/20) postanowił zwrócić sprawę Sądowi Apelacyjnemu. Kasację RPO poparła prokuratura.   

W ustnych motywach rozstrzygnięcia SN wskazał, że prawo nakazuje wyjaśnienie wszelkich ewentualnych obaw wobec przestrzegania praw osoby ściganej w państwie żądającym wydania. Gdy chodzi o ekstradycję obywatela UE do państwa spoza Unii, należy to ocenić pod kątem regulacji unijnych.

Kara dożywotniego pozbawienia wolności, która grozi osobie ściganej za przestępstwa przeciwko mieniu jest trudno akceptowalna w porządku europejskim. Jej stosowanie jest dopuszczalne pod warunkiem wykazania, że karę tę można zredukować.

Według SN sąd nie uzyskał jednak wielu informacji, które mogą mieć wpływ na ostateczną wysokość kary. A bez nich nie sposób przesądzić, że prawa obywatela UE nie będą zagrożone w przypadku wydania go państwu, które na razie takich informacji nie udzieliło.

Najważniejsze fragmenty pisemnego uzasadnienia SN

(...) W wypadku, gdy państwo trzecie skierowało do państwa należącego do Unii Europejskiej wniosek o ekstradycję innego państwa członkowskiego, to pierwsze państwo członkowskie powinno rozpatrzyć, czy ekstradycja nie naruszy praw wskazanych w art. 19 Karty praw podstawowych Unii Europejskiej. Dopuszczalność wydania osoby ściganej trzeba wtedy ocenić przez pryzmat reguł obowiązujących w ramach porządku prawnego ukształtowanego przez prawo unijne i orzecznictwo trybunałów UE.

Sformułowana w art. 19 KPP zasada zakazująca wydania w drodze ekstradycji osoby ściganej w sytuacji, gdy groziłoby jej niebezpieczeństwo zastosowania względem niej tortur lub innego nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania, jest wyrazem decyzji interpretacyjnych międzynarodowych organów sądowych, w szczególności ETPCz. Zakaz wydania w sytuacji ryzyka wystąpienia tortur lub innego nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania ma charakter bezwzględny i nie może być uchylony na mocy decyzji państwa.

Istotnym aspektem niniejszej sprawy jest problematyka kary dożywotniego pozbawienia wolności, jaka zgodnie z prawem karnym ChRL jest przewidziana w sankcji za przestępstwo zarzucane ściganemu. Pomijając nawet trudno akceptowalny poziom tłumaczenia urzędowej korespondencji prowadzonej przez organy dwóch państw (nie wiadomo, czy zapis o niewymierzeniu ściganemu w przyszłości kary dożywotniego pozbawienia wolności jest oficjalną deklaracją państwa chińskiego, czy niedoskonałością przekładu) - kara dożywotniego pozbawienia wolności, zwłaszcza przewidziana za przestępstwa przeciwko mieniu, jest trudno akceptowalna w porządku prawnym Unii Europejskiej z uwagi na swój bezterminowy charakter.

Wprawdzie, w praktyce przyjmuje się, że treść art. 3 EKPC nie uniemożliwia odbywania kary dożywotniego pozbawienia wolności w całości, ale zakazuje, aby była to kara nieredukowalna de iure i de facto. Zatem, nawet w wypadku ciężkich przestępstw kryminalnych jej stosowanie wymaga wykazania, że istnieją realne możliwości ograniczenia jej trwale izolacyjnego statusu i przekształcenia w karę terminową. Kierunek wykładni art. 3 EKPC, stanowiącego, iż nikt nie może być poddany torturom ani nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu albo karaniu, dokonywanej przez ETPCz i przyjmującej, że orzeczenie wobec jednostki kary dożywotniego pozbawienia wolności jest prawnie dopuszczalne tylko wówczas, gdy tego rodzaju kara jest prawnie i faktycznie redukowalna, jest prezentowany w kolejnych orzeczeniach.

Wymagania powyższe, obowiązujące w ramach wspólnoty europejskiej, w sposób oczywisty przekładają się na obowiązki sądów unijnych orzekających o dopuszczalności ekstradycji osób ściganych przez państwa trzecie.

Dlatego też zagadnienie prawnych i rzeczywistych możliwości przekształcenia kary dożywotniego pozbawienia wolności w karę terminową, ma zasadnicze znaczenie oraz wymaga szczególnie precyzyjnej analizy. Przesłanek do oceny w tym zakresie powinny dostarczyć informacje przekazane przez państwo ścigające. Sąd I instancji podjął wysiłki zmierzające do tego celu i uzyskał pewną ilość istotnych danych, głównie o prawnych zasadach przekształcenia kary dożywotniego pozbawienia wolności w karę o oznaczonym czasowo wymiarze, które są przewidziane w kodeksie karnym Chińskiej Republiki Ludowej. Odnotować trzeba, że możliwość taką przewidziano w art. 81 już po odbyciu kary 13 lat pozbawienia wolności (w polskim Kodeksie karnym - art. 78 § 3 - wymagane jest odbycie kary 25 lat pozbawienia wolności).

Trzeba jednak zgodzić się ze skarżącym, że nadal nie została wyjaśniona bardziej konkretna i praktyczna strona realizacji uprawnienia przewidzianego w art 81 kodeksu karnego ChRL, a zwłaszcza realne możliwości i zasady korzystania z tej instytucji prawa materialnego.  

Trafna jest też uwaga, że skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności ma prawo od początku znać warunki, jakie musi spełnić aby ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie, kiedy może zostać przeprowadzona kontrola wymierzonej mu kary, kiedy może złożyć wniosek w tej sprawie, jaki organ podejmuje decyzję, czy istnieją w tej materii środki zaskarżenia dostępne zainteresowanemu. W wypadku, gdy prawo krajowe nie przewiduje mechanizmu czy możliwości kontroli kary dożywotniego pozbawienia wolności, niezgodność z art. 3 Konwencji pojawia się już w chwili nałożenia tej kary, a nie na etapie jej wykonywania.

Z punktu widzenia wymagań wynikających z art. 3 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, dla oceny dopuszczalności wydania obywatela Unii Europejskiej niezbędne jest zatem uzyskanie bardziej konkretnych informacji na temat rzeczywistego funkcjonowania instytucji warunkowego przedterminowego zwolnienia w Chińskiej Republice Ludowej. (…)

Wyjaśnienie tych - przykładowo wskazanych okoliczności, mających istotne znaczenie dla poznania warunków rzeczywistej redukowalności kary dożywotniego pozbawienia wolności(stosownie do oczekiwań wynikających z orzecznictwa ETPCz) - jest niezbędne z punktu widzenia możliwości prawidłowego dokonania oceny, czy za czyn zarzucony Z.L. nie grozi mu nieludzkie lub poniżające ukaranie w rozumieniu art. 3 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, a jeżeli tak, to czy występuje obawa naruszenia tego przepisu w stopniu uzasadniającym odmowę wydania ściganego państwu wzywającemu, niebędącemu stroną tej Konwencji.

Z pola widzenia sądu orzekającego nie może umknąć informacja udzielona przez państwo wzywające, potwierdzająca istnienie w Chińskiej Republice Ludowej ustawowych uregulowań przewidujących ściganie i odpowiedzialność karną z tytułu zaangażowania w działalność wspólnoty Falun Gong, w której wspieranie zaangażował się Z. L. podczas pobytu w Szwecji. Nawet jeżeli, jak argumentuje Sąd Apelacyjny, postępowanie karne wszczęte wobec Z.L. nie jest motywowane obecnym wspieraniem przez niego w/w wspólnoty, to z punktu widzenia dopuszczalności ekstradycji nie jest obojętne, że w państwie wzywającym obowiązują normy przewidujące odpowiedzialność karną z tytułu przynależności do ruchu o charakterze filozoficzno-religijnym.

Bez uzyskania wiedzy na temat wymienionych wcześniej zagadnień związanych z wykonaniem kary dożywotniego pozbawienia wolności oraz uwzględnienia ostatnio wskazanej okoliczności, orzekanie o istnieniu prawnych przesłanek uzasadniających opinię o dopuszczalności wydania ściganego organom wymiaru sprawiedliwości Chińskiej Republiki Ludowej należało uznać za przedwczesne.

W toku ponownego postępowania odwoławczego Sąd Apelacyjny uwzględni powyższe zapatrywania, rozważy możliwość uzupełnienia informacji istotnych z punktu widzenia kontroli instancyjnej oraz oceny dopuszczalności wydania obywatela Szwecji organom Chińskiej Republiki Ludowej i przedstawi stosowną argumentację w uzasadnieniu swego rozstrzygnięcia.

II.511.884.2019

Ukarana za przeskoczenie barierek podczas "miesięcznicy smoleńskiej". Kasacja RPO

Data: 2021-01-11
  • Podczas jednej z "miesięcznic smoleńskich” obywatelka przeskoczyła przez barierkę oddzielającą kontrmanifestantów
  • Sąd uznał to za wykroczenie "usiłowania przeszkadzania zgromadzeniu” i ukarał ją grzywną
  • Uczynił to w trybie nakazowym, czyli bez rozprawy i wysłuchania obwinionej - co jest możliwe tylko, gdy okoliczności czynu i wina nie budzą wątpliwości
  • Tymczasem nie ustalono, jak sam pobyt obwinionej po drugiej stronie barierek miałby przeszkadzać zgromadzeniu
  • Nie jest też jasne, czy barierki stawiano zgodnie z prawem oraz czy w ogóle ich przekraczanie było zabronione

Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kasację do Sądu Najwyższego na korzyść tej obywatelki, a także dwóch innych osób, ukaranych w trybie nakazowym za przeszkadzanie legalnemu zgromadzeniu.

RPO ocenia, że sąd popełnił rażący błąd, wynikający z orzekania w trybie nakazowym. Gdyby wysłuchał był obwinionych i policjantów oraz obejrzał policyjne nagranie, być może wyrok byłby inny.

Kasacja kwestionuje, aby samo przebywanie po określonej stronie barierki można było uznać za wykroczenie -zwłaszcza właśnie w trybie nakazowym.

Historia sprawy

10 sierpnia 2017 r. wieczorem grupa obywateli manifestowała w Warszawie podczas cyklicznego zgromadzenia publicznego w hołdzie ofiarom katastrofy w Smoleńsku z 10 kwietnia 2010 r.

Jedna z kobiet przeskoczyła przez barierki wygradzające całe Krakowskie Przedmieście. Trzymając się barierki, odmówiła wykonania polecenia policjanta, by wróciła za odgrodzony teren. Dwóch innych uczestników kontrmanifestacji wznosiło zaś okrzyki pod adresem cyklicznego zgromadzenia.

Te trzy osoby zostały obwinione przez policję o wykroczenie. Podstawą był art. 52 § 2 pkt 1 Kodeksu wykroczeń, zgodnie z którym kto przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny.

W styczniu 2018 r. Sąd Rejonowy wyrokiem nakazowym uznał ich za winnych zarzucanego wykroczenia. Wymierzył im grzywny po 50 zł. Wyrok uprawomocnił się.

Argumenty kasacji

Wyrokowi temu RPO zarzucił rażące naruszenie przepisów, które miało istotny wpływ na jego treść. Polegało to na przyjęciu przez sąd, że i okoliczności czynów, i wina obwinionych nie budzą wątpliwości. Doprowadziło to do wyroku nakazowego, podczas gdy były istotne wątpliwości w świetle dowodów dołączonych do wniosków o ukaranie. Zgodnie z prawem powinno to spowodować skierowanie przez sąd sprawy do rozpoznania na rozprawie w normalnym trybie, z udziałem obwinionych.

Rzecznik wniósł by SN uchylił zaskarżony wyrok, a postępowanie umorzył wobec przedawnienia karalności (co następuje po trzech latach od wykroczenia).

W wątku kobiety jedynym w zasadzie dowodem są zeznania policjanta. Nie wynika z nich jednak, w jaki sposób przebywanie obwinionej po tej czy innej stronie barierki miało przeszkadzać w przebiegu zgromadzenia.

Z dowodów wskazanych we wniosku policji o ukaranie nie wynika również, w jakim celu obwiniona przeskoczyła przez barierkę. A wobec nieprzyznania się jej do winy i odmowy składania wyjaśnień nie można zakładać, że chciała ona  zakłócać zgromadzenie.

Ponadto nie jest także jasne, czy  barierki postawiono zgodnie z prawem i czy w ogóle ich przekraczanie było prawnie zabronione.

W ocenie Rzecznika, rażące jest zatem przyjęcie przez sąd, że samo przebywanie przez obwinioną po określonej stronie barierki, może być uznane za wykroczenie i to w trybie nakazowym, czyli bez jakichkolwiek wątpliwości.

Pozostałych dwóch obwinionych uznano za winnych usiłowania zakłócenia zgromadzenia poprzez wznoszenie głośnych okrzyków. Nie przyznali się do winy. Jeden z nich wskazał, że brali udział w legalnym zgromadzeniu o charakterze cyklicznym oraz że krzyczał w stronę prezesa PiS.

Nie zbadano zatem, czy korzystali oni z wolności wyrażania poglądów (art. 54 ust. 1 Konstytucji) oraz wolności zgromadzeń (art. 57 Konstytucji) - a celem nie było zakłócanie innego zgromadzenia. Wolność zgromadzeń obejmuje bowiem także prawo do kontrdemonstracji. Również ona pozostaje pod ochroną Konstytucji; służy bowiem wyrażeniu protestu i sprzeciwu wobec innego zgromadzenia.

Jedynym w zasadzie dowodem, mającym potwierdzać ich czyn, było zeznanie funkcjonariusza, który ich  legitymował.

Do wniosku o ukaranie dołączono protokół z przesłuchania uczestnika „miesięcznicy smoleńskiej”. Z jego zeznań wynika ważna okoliczność, zignorowana przez sąd: czy ewentualne okrzyki obu obwinionych rzeczywiście mogły zagłuszać przebieg obchodów. Według świadka kontrmanifestanci mieli sprzęt nagłośniający, ale został on wyciszony przez policję.

Przebieg wydarzeń był przez policję rejestrowany; płyty DVD dołączono do wniosku o ukaranie. Jednak treści te nie były znane sądowi, który ograniczył się do trybu nakazowego.

Sąd był zatem obligowany do rozpoznania sprawy na rozprawie, aby wyjaśnić wszystkie istotne okoliczności sprawy. A to mogło zaś doprowadzić do odmiennego rozstrzygnięcia – brzmi konkluzja kasacji RPO.

II.510.661.2020

Protestowały przeciw faszyzmowi na trasie Marszu Niepodległości - powinny być uniewinnione. Kasacja RPO na rzecz dwóch kobiet

Data: 2020-12-29
  • Na dwóch - spośród dziewięciu kobiet, które w 2017 r. usiadły w proteście na trasie Marszu Niepodległości - ciąży wyrok za "przeszkadzanie" temu zgromadzeniu
  • Pozostałe już wcześniej uniewinnił sąd; Rzecznik Praw Obywatelskich wnosi, by wobec tych dwóch tak samo orzekł Sąd Najwyższy
  • Ich zachowania nie da się bowiem traktować jako wykroczenia 
  • Wyrażały one bowiem kategoryczny sprzeciw wobec pojawiających się na marszu haseł propagujących niebywale szkodliwą i antydemokratyczną ideologię faszystowską

RPO wniósł kasację na korzyść dwu kobiet do Izby Karnej SN. Wnosi o uchylenie wyroku i ich uniewinnienie.

Historia sprawy

11 listopada 2017 r. na trasie Marszu Niepodległości  w Al. Jerozolimskich stanęła grupa kobiet. Trzymały transparent „Stop faszyzmowi”;  wykrzykiwały też hasła „Stop faszyzmowi” i „Precz z faszyzmem”. Potem  usiadły na jezdni.

W tej sytuacji uczestnicy marszu omijali siedzące kobiety. Wielu było przy tym agresywnych: szarpano je, obrażano i kopano. W końcu zostały one wyniesione przez uczestników z ulicy. Kobiety zawiadomiły prokuraturę. Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła postępowanie w sprawie naruszenia ich nietykalności. Opinię społeczną zbulwersował zwłaszcza fragment uzasadnienia, że manifestujący "okazywali niezadowolenie". RPO interweniował  w tej sprawie w prokuraturze.

Policja zarzuciła zaś kobietom wykroczenie z art. 52 § 2 pkt 1 Kodeksu wykroczeń. Zgodnie z nim kto przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny.

27 września 2018 r. Sąd Rejonowy wyrokiem nakazowym (czyli bez rozprawy i wysłuchania obwinionych) uznał dziewięć protestujących za winne tego, że „wspólnie i w porozumieniu z innymi ustalonymi osobami usiłowały przeszkodzić w przebiegu niezakazanego zgromadzenia publicznego Marsz Niepodległości 2017  w ten sposób, że usiadły na trasie przemarszu, czym utrudniały przemieszczanie się jego uczestników”.

W stosunku do dwóch kobiet wyrok nakazowy uprawomocnił się. Siedem pozostałych wniosło skuteczne sprzeciwy od wyroku.

24 października 2019 r. Sąd Rejonowy uniewinnił je. W pisemnym uzasadnieniu sąd podkreślił, że ich zachowanie nie było wykroczeniem. Stanowiło bowiem przejaw pokojowej manifestacji poglądów w przestrzeni publicznej. Sąd wskazał, że należy to oceniać w perspektywie konstytucyjnie gwarantowanej wolności wyrażania poglądów, co jest podstawowym prawem człowieka.

Argumentacja RPO

Zachowanie  obwinionych, polegające na tym, że usiadły na jezdni wspólnie z innymi na trasie marszu, nie  wyczerpywało znamion wykroczenia. Było to bowiem wypowiedzią symboliczną w ważnej kwestii społecznej i mieściło się w ramach wolności prawnie chronionej.

 „Przeszkadzanie” lub” „usiłowanie przeszkodzenia” musi mieć charakter bezprawny. Dlatego wykładnia tego przepisu Kw powinna być dokonywana systemowo i musi uwzględniać istotę wolności wyrażania poglądów. A jest ona chroniona i konstytucyjnie (art. 54 ust. 1 Konstytucji), i konwencyjnie (art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności).

Wolność wypowiedzi jest jednym z najważniejszych praw każdego człowieka. Bez niej trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie jednostki. W szczególności odnosi się ona do debaty publicznej w państwie demokratycznym.

Wolność wypowiedzi nie ma charakteru absolutnego. Jej ograniczenia są w polskim porządku prawnym dopuszczalne jedynie, gdy są uzasadnione ochroną  bezpieczeństwa państwa, porządku publicznego, zdrowia, środowiska, moralności publicznej lub wolności i praw innych. Przesłanki te, jako wyjątki od zasady ochrony wolności wypowiedzi, powinny być interpretowane wąsko, a każda z nich odnoszona do koncepcji państwa demokratycznego.

Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wśród sytuacji chronionych w ramach wolności wyrażania poglądów i przekazywania informacji mieszczą się także: prezentacja symboli oraz wypowiedzi w formie zachowania wyrażającego protest.

W sprawach dotyczących wolności wypowiedzi ETPCz wielokrotnie stwierdzał, że kwestie będące w zainteresowaniu społecznym, stanowiące wyraz indywidualnych przekonań politycznych, mogą być wyrażane nawet poprzez działania kontrowersyjne i o prowokującym charakterze.

Czynu obwinionych, które usiadły na jezdni, nie można traktować jako oderwanego od zachowań bezpośrednio go poprzedzających, czyli trzymania transparentu „Stop faszyzmowi” oraz wznoszenia okrzyków: „Stop faszyzmowi” i „Precz z faszyzmem”.

W ocenie RPO każde z tych zachowań stanowiło wypowiedź o różnej formie. To, że kobiety usiadły na trasie marszu, było niewerbalną i symboliczną wypowiedzią stanowiącą protest przeciwko ideologii faszystowskiej.

W chwili wydawania wyroku nakazowego powszechnie znany był fakt, że wśród uczestników marszu były osoby niosące transparenty o treściach ksenofobicznych, flagi z tzw. „ krzyżem celtyckim" czy znakiem „czarnego słońca” - symbolami utożsamianymi z międzynarodowymi ruchami głoszącymi rasizm i supremację białej rasy.

Nie można zatem traktować zachowania obwinionych jako nakierowanego na utrudnianie przemieszczania się uczestników marszu. Celem tego zachowania było wzbudzenie w społeczeństwie kategorycznego sprzeciwu wobec pojawiających się w trakcie Marszu Niepodległości haseł propagujących niebywale szkodliwą i antydemokratyczną ideologię.

Dlatego też trudno mówić o jakiejkolwiek, nawet znikomej, szkodliwości społecznej działania obwinionych, co także przemawia za ich uniewinnieniem.

Oczywiste jest zaś, że obwinione nie dążyły bezpośrednio do przeszkodzenia w przebiegu marszu. Przeciwko faszyzmowi protestowało dziewięć kobiet, a w tym miejscu i czasie uczestników marszu było zapewne kilkanaście tysięcy. A wydarzyło się to w Al. Jerozolimskich - na jednej z głównych ulic Warszawy.

II.510.664.2020

Ukarany w trybie nakazowym - miał przeszkadzać w zgromadzeniu upamiętniającym katastrofę w Smoleńsku. Rzecznik składa kasację. [AKTUALIZACJA] SN ją uwzględnia

Data: 2021-05-10, 2020-12-28
  • Obywatel uczestniczył w kontrmanifestacji wobec cyklicznego zgromadzenia upamiętniającego katastrofę w Smoleńsku
  • Sąd ukarał go grzywną za próbę przeszkadzania temu zgromadzeniu okrzykami; uczynił to w trybie nakazowym - bez rozprawy i wysłuchania obwinionego
  • Jest to możliwe tylko, gdy okoliczności czynu i wina nie budzą wątpliwości
  • Tymczasem nie ustalono, jakie okrzyki wznosił obywatel, a przede wszystkim - czy nie realizował w ten sposób gwarantowanych konstytucyjnie wolności słowa i zgromadzeń
  • AKTUALIZACJA: 26 kwietnia 2021 r. Sąd Najwyższy uchylił zaskarżony przez RPO wyrok i umorzył postępowanie

Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kasację do Sądu Najwyższego na korzyść obywatela. 

W ocenie RPO wyrok zapadł z rażącym naruszeniem przepisów. Orzekanie w postępowaniu nakazowym (zastrzeżonym dla najbardziej oczywistych przypadków) jest dopuszczalne tylko wtedy, jeśli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości, z uwzględnieniem jego wyjaśnień i innych dowodów zebranych w postępowaniu wyjaśniającym. A w tej sprawie tak nie było.

Historia sprawy

Obywatel wraz z grupą innych został obwiniony przez policję o to, że w październiku 2017 r. na Krakowskim Przedmieście "usiłował przeszkodzić” cyklicznemu zgromadzeniu upamiętniającemu ofiary katastrofy w Smoleńsku. Przeszkadzanie miało polegać na okrzykach w kierunku tego zgromadzenia.

Zgodnie z art. 52 § 2 pkt 1 Kodeksu wykroczeń, kto przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny.

Wyrokiem nakazowym z 16 kwietnia 2018 r. Sąd Rejonowy uznał obywatela za winnego tego wykroczenia i ukarał go 300 zł grzywny. W maju 2018 r. sąd nie uwzględnił wniosku obwinionego o przywrócenie terminu do wniesienia sprzeciwu od wyroku nakazowego. Wyrok ten uprawomocnił się.

Pozostali obwinieni w tej samej sprawie złożyli skuteczne sprzeciwy od wyroku nakazowego. Zostali potem uniewinnieni przez sąd.

Argumenty RPO

Materiał dowodowy nie wskazuje jednoznacznie, by obwinionemu można było przypisać zarzucany mu czyn.

Nie zbadano, czy korzystał on z wolności wyrażania poglądów (art. 54 ust. 1 Konstytucji) oraz wolności zgromadzeń (art. 57 Konstytucji).  A wolność zgromadzeń obejmuje także prawo do kontrdemonstracji. Również ona pozostaje pod ochroną Konstytucji; służy bowiem wyrażeniu protestu i sprzeciwu wobec innego zgromadzenia.

Przesłuchany przez policję obywatel nie przyznał się do zarzutu. Podkreślał, że brał udział w legalnej manifestacji protestacyjnej. Policja nie zebrała zaś dowodów na potwierdzenie czy też zaprzeczenie wersji obwinionego co do legalności tego zgromadzenia. Istotne było także, czy organizator kontrmanifestacji zgłosił i uzyskał zgodę organu gminy, czy też było to zgromadzenie spontaniczne.

Przewodniczący cyklicznego zgromadzenia zeznał zaś, że widział grupę osób, którą w powiązaniu z transparentem „kłamca”, utożsamił z osobami poprzednio zakłócającymi zgromadzenie. Nie wskazał, jakie okrzyki wznoszono. Według niego kontrmanifestacja znajdowała się mniej niż 100 m od zgromadzenia cyklicznego.

Policjant, który interweniował wobec obwinionego, nie wskazał w jakiej odległości od zgromadzenia cyklicznego doszło do zatrzymania. Nie podał też, jakie okrzyki obwinionego miały przeszkadzać zgromadzeniu.

Przebieg wydarzeń był przez policję rejestrowany; płyty DVD dołączono do wniosku o ukaranie. Jednak treści te nie były znane sądowi orzekającemu w trybie nakazowym.

Z zeznań świadków nie wynika zatem:

  • na czym polegało przeszkadzanie,
  • jakie wznoszono okrzyki,
  • jakie było natężenie zakłócenia stwarzanego przez obwinionego, 
  • czy i jakich środków nagłaśniających używano podczas zgromadzenia cyklicznego.

Dlatego zdaniem RPO w świetle zebranego materiału dowodowego nie można było jednoznacznie ustalić, czy obwiniony istotnie przeszkadzał lub usiłował przeszkadzać miesięcznicy, czy też realizował przysługujące mu konstytucyjne wolności. Dołączone do wniosku o ukaranie dowody nie były jednoznaczne.

Sąd był zatem obligowany do rozpoznania sprawy na rozprawie, aby  wyjaśnić  wszystkie istotne okoliczności zdarzenia. A to mogło doprowadzić do odmiennego rozstrzygnięcia. Inni bowiem obwinieni, którzy skutecznie wnieśli sprzeciwy od wyroku nakazowego, po przeprowadzeniu rozprawy zostali w lipcu 2020 r. prawomocnie uniewinnieni.

Kasacja wnosi o uchylenie zaskarżonego wyroku i  umorzenie postępowania wobec obywatela z powodu przedawnienia karalności. Od czynu upłynęły już trzy lata, a po takim czasie wykroczenie nie może być już ścigane.

Sąd Najwyższy rozpatrując kasację 26 kwietnia 2021 r. stwierdził:

Kasacja wniesiona w tej sprawie przez Rzecznika Praw Obywatelskich okazała się oczywiście zasadna.

Zaskarżony kasacją wyrok nakazowy, w okolicznościach procesowych tej sprawy, został wydany z rażącym naruszeniem art. 93 § 2 kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia (k.p.s.w.) Zgodnie z tym przepisem, orzekanie w postępowaniu nakazowym może nastąpić jedynie wówczas, gdy okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości. Rozstrzyganie w sprawie wykroczeniowej na posiedzeniu, bez udziału stron, możliwe jest więc tylko wtedy, gdy brak wątpliwości co do sprawstwa i winy obwinionego ma oparcie w załączonym do wniosku o ukaranie, a uznanym przez sąd za ujawniony, materiale dowodowym.

Tymczasem, jak słusznie podnosi się w kasacji, materiał dowodowy zgromadzony w toku czynności wyjaśniających, dołączony do wniosku o ukaranie, nie wskazywał jednoznacznie na to, że istniała możliwość przypisania [panu A.S]  popełnienia zarzucanego mu wykroczenia określonego w art. 52 § 2 pkt 1 kodeksu wykroczeń.

Na etapie czynności wyjaśniających, przesłuchany w charakterze osoby podejrzanej o popełnienie wykroczenia, [pan A.S.] wyjaśnił, że nie przyznaje się do popełnienia takiego wykroczenia, a nadto dodał, że: „brał udział w legalnej manifestacji protestacyjnej". Świadek C.J. zeznał, że „w dniu 10 października 2017 roku pełnił funkcję przewodniczącego cyklicznego zgromadzenia publicznego w celu oddania hołdu ofiarom katastrofy w Smoleńsku", a także wskazał, że „zgromadzenie zostało zarejestrowane" i podał w jakim obszarze. Zwrócił uwagę na grupę osób, którą, w powiązaniu z treścią zawieszonego transparentu „kłamca", utożsamił z osobami poprzedniozakłócającymi zgromadzenie. Podał odległość mniejszą niż 100 m od planowanego zgromadzenia cyklicznego, a świadek ten nie podał, jakiej treści były okrzyki wznoszone przez tę grupę osób.

Z kolei świadek M.M.  zeznał, że: „podjął interwencję wobec mężczyzny, który krzykiem i hałasem zakłócał przebieg legalnego zgromadzenia cyklicznego", a także, że: „po wylegitymowaniu osobą okazał się być A.S. ". Nie podał jednak, w jakiej odległości od obszaru zgromadzenia cyklicznego doszło do zatrzymania obwinionego, ani też, w jaki sposób miał być czyniony przez obwinionego hałas i jakiej treści okrzyki obwinionego mogły przeszkodzić w przebiegu zgromadzenia publicznego.

Notatki służbowe i urzędowe funkcjonariuszy Policji wskazywały, że przebieg zgromadzenia publicznego, jak też tzw. kontrmanifestacji był rejestrowany zapisem DVD. Płyty DVD zostały dołączone do wniosku o ukaranie. Nie zostały one jednak odtworzone w toku czynności wyjaśniających, a zatem nie były znane sądowi orzekającemu w trybie nakazowym. Nie zostały też zebrane dowody na potwierdzenie, czy też zaprzeczenie, wersji obwinionego, co do legalności zgromadzenia, w którym brał udział. Istotnym zatem było, czy organizator tzw. kontrmanifestacji zgłosił i uzyskał zgodę organu gminy, czy też było to zgromadzenie spontaniczne w rozumieniu ustawy z dnia 24 lipca 2015 r. - Prawo o zgromadzeniach! (Dz. U. z 2019 r., poz. 631).

Z zeznań świadków nie wynika przy tym, na czym polegało przeszkadzanie, jakie były treści wypowiadanych okrzyków, jak też nie wskazywały na natężenie zakłócenia, jakie miał stwarzać obwiniony, ani też, czy i jakie środki nagłaśniające były używane w odbywającym się zarejestrowanym zgromadzeniu cyklicznym.

W świetle takiego materiału dowodowego nie można było w sposób jednoznaczny i niebudzący wątpliwości ustalić, czy zachowanie obwinionego istotnie stanowiło wypełnienie czynności sprawczej „przeszkadzania lub usiłowania przeszkadzania" w rozumieniu art. 52 § 2 pkt 1 k.w. czy też w ten sposób realizował on przysługujące mu konstytucyjne wolności. Brak takiej pewności stanowił przeszkodę do wydania w niniejszej sprawie wyroku nakazowego w trybie art. 93 § 2 k.p.s.w.

Z powyższych powodów należało zaskarżony wyrok nakazowy uchylić.

Wobec tego, że zarzucany obwinionemu czyn miał mieć miejsce w dniu 10 października 2017 roku, z dniem 10 października 2020 roku upłynął okres przedawnienia jego karalności (art. 45 § 1 k.w.). Mając na uwadze, że karalność czynu z uwagi na upływ tego terminu ustała jeszcze przed wniesieniem kasacji (28 grudnia 2020 r.) i datą orzekania przez Sąd Najwyższy (26 kwietnia 2021 r.), nie miał w tej sprawie zastosowania art. 45 § 2 k.w. W związku z tym postępowanie wykroczeniowe należało umorzyć na podstawie art. 5 § 1 pkt 4 k.p.s.w., a kosztami Postępowania obciążyć Skarb Państwa.

II.510.663.2020

Ścigany w trybie ENA ma prawo do dodatkowych wyjaśnień w sądzie odwoławczym. Kasacja RPO

Data: 2020-12-23
  • Obywatel polski ma być przekazany w trybie Europejskiego Nakazu Aresztowania do Hiszpanii w celu osądzenia za przestępstwo
  • Wydając taką prawomocną decyzję, Sąd Apelacyjny nie zgodził się, by aresztowany wziął udział w posiedzeniu
  • A chciał on złożyć dodatkowe wyjaśnienia w swojej sprawie
  • Naruszyło to jego prawo do obrony - uznał Rzecznik Praw Obywatelskich, według którego Sąd Najwyższy powinien zwrócić sprawę sądowi, by naprawił swój błąd

Doprowadzenie oskarżonego pozbawionego wolności na rozprawę odwoławczą powinno być regułą w przypadku złożenia takiego wniosku. Także ścigany w trybie ENA powinien mieć prawo do wypowiedzenia się co do zebranych dowodów i złożenia dodatkowych wyjaśnień

Dlatego Rzecznik w kasacji do SN wnosi o uchylenie postanowienia Sądu Apelacyjnego i przekazanie mu  sprawy do ponownego rozpoznania. Chce także wstrzymania wykonania postanowienia sądu o przekazaniu obywatela za granicę.

Historia sprawy

Na podstawie ENA, wydanego przez hiszpański Sąd Śledczy Nr 3 w Palma de Mallorca, Sąd Okręgowy zgodził się na wydanie obywatela polskiego, który ma być osądzony w Hiszpanii za zarzucane mu tam przestępstwo. Sąd zastosował areszt wobec ściganego. Warunkiem przekazania jest odesłanie go Polsce po prawomocnym zakończeniu postępowania w Hiszpanii.

Obrońcy odwołali się. Złożyli też wniosek, by na posiedzenie Sądu Apelacyjnego doprowadzić ściganego. Chciał on bowiem odnieść się do zgromadzonych dowodów i złożyć uzupełniające wyjaśnienia.

Do dnia posiedzenia Sąd Apelacyjny nie rozpoznał tego wniosku. Dopiero, gdy  obrońcy wnieśli o odroczenie posiedzenia i doprowadzenie ich klienta, sąd oddalił wniosek. Uznał, że obecność ściganego nie jest obowiązkowa; nie była też niezbędna. Sąd wskazał, że złożenie wyjaśnień umożliwiono podejrzanemu przed sądem I instancji.

Sąd Apelacyjny utrzymał w mocy zaskarżone orzeczenie.

Argumentacja RPO

Orzeczenie wydano z rażącym naruszeniem prawa, gdyż uniemożliwiło ono ściganemu realizację przysługujących mu uprawnień i naruszyło jego prawo do obrony.

Według ogólnych przepisów strony oraz obrońcy i pełnomocnicy mają prawo wziąć udział w posiedzeniu sądu odwoławczego rozpoznającego zażalenie na postanowienie kończące postępowanie. Mają je także wtedy, gdy przysługuje im prawo udziału w posiedzeniu sądu I instancji.

Zgodnie z utrwalonym i jednolitym orzecznictwem SN, odstąpienie od sprowadzenia pozbawionego wolności oskarżonego, który o to wnosi, jest uzasadnione jedynie w tych przypadkach, kiedy w apelacji podnoszone są zagadnienia stricte prawne. Jeżeli zaś przedmiotem apelacji są kwestie natury faktycznej, np. dotyczące oceny wiarygodności dowodów i ustalenia sprawstwa, obecność oskarżonego na rozprawie jest niezbędna. Dopiero wtedy może on w pełni realizować przysługujące mu prawo do obrony przed sądem odwoławczym, a toczący się proces można uznać za rzetelny.

Regułą winno być sprowadzenie oskarżonego pozbawionego wolności na rozprawę odwoławczą w wypadku złożenia przez niego stosownego wniosku, a jedynie wyjątkiem od tej zasady jest uprawnienie sądu odwoławczego do uznania za wystarczającą obecność samego obrońcy na rozprawie apelacyjnej - wskazywał SN.

Według SN analogiczne stanowisko należy zająć, gdy środek odwoławczy wniesiono na postanowienie ws. wniosku państwa obcego o wydanie osoby ściganej, a zarzuty kwestionują ocenę materiału dowodowego.

W zażaleniach obrońców podniesiono szereg argumentów przemawiających za odmową wydania. W większości były to zarzuty natury formalnej. Jednak jeden z obrońców kwestionuje także istnienie podstawy dowodowej, wystarczającej do uprawdopodobnienia, że ścigany mógł popełnić czyn zarzucany mu przez władze hiszpańskie.

W tym kontekście ścigany powinien mieć prawo do wypowiedzenia się co do tych dowodów i złożenia dodatkowych wyjaśnień, o co zwracał się we wniosku o doprowadzenie na posiedzenie odwoławcze.

Odmowna decyzja Sądu Apelacyjnego musi być uznana za nieprawidłową i rażąco naruszającą prawo ściganego do obrony -  niezależnie od faktu, że na posiedzeniu był on reprezentowany przez obrońców. Zgodnie bowiem z przepisami udział obrońcy w postępowaniu nie wyłącza osobistego działania oskarżonego.

W ocenie Rzecznika osoba ścigana powinna zawsze mieć prawo do przedstawienia swoich racji, wskazujących na brak podstaw do przekazania jej w trybie ENA. Rażące naruszenie jednej z podstawowych gwarancji procesowych, jaką jest prawo do obrony i rzetelnego procesu, nie może zostać uznane za nieistotne dla prawomocnego rozstrzygnięcia w tej sprawie.

A decyzja o wydaniu osoby ściganej w trybie ENA innemu państwu dotkliwie wpływa na jej sytuację. Nie może być podejmowana automatycznie i bez zapewnienia ściganemu realizacji jego prawa do obrony na każdym etapie postępowania.

Jest to również argument za wstrzymaniem przez SN - do czasu rozpoznania kasacji - wykonania decyzji sądu o wydaniu. Wywoła to bowiem nieodwracalne skutki i zniweczy cel kasacji, jakim jest zapewnienie ściganemu prawa do złożenia dodatkowych wyjaśnień.

II.511.813.2020

Korzystała z konstytucyjnej wolności słowa - ukarana w trybie nakazowym. Kasacja Rzecznika [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-04-15, 2020-12-22
  • Obywatelka podczas zgromadzenia trzymała transparent z napisem  „Przestępca na czele polskiej policji”, a odmówiła wylegitymowania się
  • Na wniosek policji sąd ukarał ją za to grzywną w trybie nakazowym - czyli bez prowadzenia rozprawy i wysłuchania obwinionej
  • Podania danych osobowych można odmówić, gdy nie ma do tego podstawy prawnej
  • A obwiniona korzystała z konstytucyjnego prawa do swobody wypowiedzi w kwestii ważnej dla debaty publicznej
  • [AKTUALIZACJA] Sąd nie mógł wyrokować bez rozprawy, obywatelka mogła nie okazywać dowodu, a treść napisu nie odnosiła się do konkretnej osoby - uznał SN  (sygn akt II KK 422/20)  

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył do Sądu Najwyższego kasację na korzyść obwinionej.

Tryb nakazowy został wprowadzony po to, by szybko osądzać sprawy proste i niebudzące wątpliwości, ani co do winy sprawcy, ani okoliczności zdarzenia. Zdarza się jednak, że w tym trybie zapadają wyroki w sprawach, które wątpliwości nie budzą tylko na pierwszy rzut oka. Wtedy sąd ma procedować w postępowaniu zwyczajnym, a nie nakazowym.

Już wcześniej RPO zwracał uwagę, że sądy nadużywają trybu nakazowego wobec obywateli korzystających z konstytucyjnego prawa do zgromadzeń. Według RPO należałoby zmienić prawo tak, aby nie orzekać wyrokiem nakazowym wtedy, gdy obwiniony nie przyznaje się do winy i przedstawia odmiennie okoliczności zdarzenia niż policja. Obywatel musi mieć bowiem prawo, aby na rozprawie kwestionować twierdzenia funkcjonariusza.

Historia sprawy

Obywatelka została obwiniona o to, że 16 sierpnia 2019 r. w Warszawie, wbrew ciążącemu na niej obowiązkowi, nie okazała dokumentu tożsamości legitymującemu ją policjantowi – choć miała  go przy sobie.

Jest to wykroczenie z art. 65 § 2 Kodeksu wykroczeń. Przewiduje on karę ograniczenia wolności albo grzywny dla tego, kto wbrew obowiązkowi nie udziela właściwemu organowi państwowemu lub instytucji, upoważnionej do legitymowania, wiadomości lub dokumentów co do swej tożsamości.

Przyczyną podjęcia przez policję czynności miał być trzymany przez kobietę transparent „Przestępca na czele polskiej policji”. Jak głosiła policyjna notatka, „napis znajdujący się na transparencie mógł znieważyć kierownictwo Policji lub kierownictwo MSWiA i należy dokonać identyfikacji takowych osób”.

Wyrokiem nakazowym Sąd Rejonowy w grudniu 2019 r. uznał ją za winną wykroczenia. Ukarano ją 200 zł grzywny. Obciążono ją też kosztami postępowania.  W poczet grzywny zaliczono okres jej zatrzymania  16 sierpnia 2019 r.,

Orzeczenie nie zostało zaskarżone i uprawomocniło się.

Argumenty RPO

Sąd rejonowy rażąco naruszył art. 93 § 2 Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia. Zgodnie z nim orzekanie w postępowaniu nakazowym (zastrzeżonym dla najbardziej oczywistych przypadków) jest dopuszczalne, jeżeli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości - z uwzględnieniem jego wyjaśnień i dowodów zebranych w postępowaniu wyjaśniającym.

W tym zaś przypadku zarówno wina, jak i okoliczności czynu, budziły istotne wątpliwości. Sąd powinien był zatem skierować sprawę na rozprawę, by wyjaśnić wszystkie okoliczności istotne dla merytorycznego rozstrzygnięcia.

Sąd Najwyższy wyrażał już pogląd, że w przypadku, gdy funkcjonariusz żąda podania danych osobowych w sytuacji, gdy nie ma do tego podstawy prawnej, obywatel może odmówić podania danych osobowych bez konsekwencji prawnych.

Rzecznik podziela ten pogląd. Dlatego sąd powinien wykazać, czy w realiach tej sprawy policjant miał podstawę prawną do żądania danych osobowych.

Dowodem mającym potwierdzać winę obwinionej były zeznania policjanta, że trzymała ona  transparent „Przestępca na czele polskiej policji”.  Nie było jednak na nim ani nazwiska, ani konkretnego stanowiska, które pozwalałyby zidentyfikować osoby, do której miał się on odnosić. Policjant hipotetycznie założył zatem możliwość znieważenia.

A dokumentacja fotograficzna nie wykazuje, jakiej treści napis był na transparencie trzymanym przez obwinioną. Wskazuje zaś, że transparenty były trzymane przez kilka osób. Według notatki urzędowej napis na transparencie  kończył się znakiem zapytania.

Obwiniona nie złożyła wyjaśnień w sprawie. Zatrzymano ją przy użyciu środków przymusu bezpośredniego w postaci chwytów transportowych.

Swoboda wypowiedzi

Sąd Najwyższy uznawał już, że „Bezwzględne egzekwowanie ochrony interesów jednostki, wynikającej z art. 212 § 1 k.k. oraz uznanie, że osoby pomawiane mają absolutne i nie podlegające ograniczeniom prawo do ochrony ze strony państwa, które reagować ma na pomówienia za pomocą prawa karnego, byłoby niezasadne z punktu widzenia istoty społeczeństwa demokratycznego, w którym wolność wypowiedzi ma charakter fundamentalny”.

Prawo do swobody wypowiedzi jest konsekwentnie potwierdzane przez Europejski Trybunał Praw Człowieka, np. w wyroku z 9 stycznia 2018 r. (18597/13). Uznał, że swoboda wypowiedzi stanowi jeden z podstawowych fundamentów demokratycznego społeczeństwa i jeden z podstawowych warunków jego rozwoju oraz samorealizacji osób. Odnosi się to także do tych wypowiedzi, które są obraźliwe, szokują lub przeszkadzają. Takie są wymogi pluralizmu, tolerancji i otwartości, bez których nie ma społeczeństwa demokratycznego.

Według ETPCz osoba prywatna nieznana publicznie może żądać ochrony życia prywatnego, ale inaczej jest w przypadku osób publicznych. „Dla tych osób granice komentarza krytycznego są szersze, gdyż osoba taka nieuchronnie i świadomie wystawia się na kontrolę publiczną, a zatem musi wykazywać się szczególnie wysokim stopniem tolerancji” – wskazywał ETPCz.

W sprawie nie przeprowadzono dowodów co do tego, czy napis, który miała prezentować obwiniona, był wyrazem realizacji jej prawa do swobody wypowiedzi. A przecież nie dotyczył on życia prywatnego, ale istotnej dla debaty publicznej kwestii, dotyczącej powoływania osób do organów władzy.

W tej sytuacji sąd był zobligowany skierować sprawę na rozprawę, przeprowadzić postępowanie dowodowe i wyjaśnić wszystkie istotne dla merytorycznego rozstrzygnięcia okoliczności.

RPO wniósł do SN o uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy sądowi do ponownego rozpoznania.

Rażące naruszenie prawa przez sąd mogło mieć istotny wpływ na wyrok, gdyż po przeprowadzeniu rozprawy mogło zapaść inne orzeczenie – brzmi konkluzja kasacji.

Wyrok SN wraz z uzasadnieniem

31 marca 2021 r. SN w Izbie Karnej (sygn akt II KK 422/20) uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę Sądowi Rejonowemu do ponownego rozpoznania.

Orzekanie w postępowaniu nakazowym może nastąpić, jeżeli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości. Utrwalone jest już stanowisko, że postępowanie nakazowe zastrzeżono do najbardziej oczywistych przypadków, gdy materiał dowodowy jest tak jednoznaczny, że nie nasuwa żadnych istotnych wątpliwości co do winy i okoliczności popełnienia zarzuconego czynu. W sprawie niniejszej tak jednak nie jest.

Otóż, przypomnieć trzeba, że wykroczenia z art. 65 § 2 k.w. dopuszcza się ten, kto wbrew obowiązkowi nie udziela właściwemu organowi państwowemu lub instytucji upoważnionej z mocy ustawy do legitymowania, wiadomości lub dokumentów co do swej tożsamości. Na gruncie tego przepisu wywodzi się, że w sytuacji, gdy funkcjonariusz organu państwowego lub upoważnionej do legitymowania instytucji żąda podania wskazanych w przepisie danych osobowych w wypadku, gdy nie ma do tego podstawy prawnej, obywatel może odmówić podania danych osobowych bez konsekwencji prawnych.

Skarżący słusznie wywodzi, że koniecznym  było rozważenie przez Sąd Rejonowy czy w zaistniałym zdarzeniu zachodziła w ogóle podstawa prawna do żądania przez funkcjonariusza Policji podania przez obwinioną swoich danych osobowych. Jak wynika z zeznań policjanta, legitymowana trzymała transparent o treści „PRZESTĘPCA NA CZELE POLSKIEJ POLICJI", a przyczyną podjęcia czynności był fakt, że: „napis znajdujący się na transparencie mógł znieważyć kierownictwo Policji lub kierownictwo MSWiA i należy dokonać identyfikacji takowych osób".

Słusznie akcentuje Rzecznik Praw Obywatelskich, że treść napisu nie zawierała nazwiska ani konkretnego stanowiska, które pozwalałyby na zidentyfikowanie osoby, do której miała się odnosić. Wątpliwości w tym zakresie wynikają już choćby z zeznań policjanta .Z kolei dołączona do akt sprawy dokumentacja fotograficzna nie wykazuje, jakiej treści napis faktycznie figurował na transparencie, a wskazuje jedynie, że transparenty były trzymane przez kilka osób. Natomiast notatka urzędowa wskazuje wręcz, że treść napisu na transparencie była zakończona znakiem zapytania.

Nie było przy tym możliwe skonfrontowanie stanowiska obwinionej ze wskazanym powyżej materiałem dowodowym, jako że obwiniona nie złożyła wyjaśnień w sprawie. Już te tylko okoliczności wymagały wnikliwego przeanalizowania na rozprawie pod kątem możliwości przypisania obwinionej sprawstwa i winy za zarzucany jej czyn. 

Przeprowadzone w sprawie dowody w żadnym przy tym razie nie wskazują, aby Sąd miał na uwadze kwestie związane z realizacją prawa do swobody wypowiedzi oraz prawa do dopuszczalnej krytyki stanowiących oczywiste komponenty demokratycznego państwa prawnego. W omawianym kontekście trzeba zwrócić uwagę, że w orzecznictwie stwierdza się wręcz, iż bezwzględne egzekwowanie ochrony interesów jednostki, wynikającej z art. 212 § 1 k.k. oraz uznanie, że osoby pomawiane mają absolutne i niepodlegające ograniczeniom prawo do ochrony ze strony państwa, które reagować ma na pomówienia za pomocą prawa karnego byłoby niezasadne z punktu widzenia istoty społeczeństwa demokratycznego, w którym wolność wypowiedzi ma charakter fundamentalny. Zwłaszcza, że w odniesieniu do polityków i osób publicznych, granice, w jakich można wyrażać swoje poglądy, są niewątpliwie szersze aniżeli w odniesieniu do osoby prywatnej, na który to aspekt niejednokrotnie zwracano uwagę w orzecznictwie ETPC (tak choćby w orzeczeniach powołanych w kasacji).

Wskazane tu kwestie nakazywały skierowanie sprawy na rozprawę celem przeprowadzenia postępowania dowodowego i wnikliwego przeanalizowania całokształtu okoliczności sprawy umożliwiającego prawidłowe rozstrzygnięcie w zakresie sprawstwa i winy obwinionej. Postąpienie odmienne i orzekanie przez Sąd meńti w postępowaniu nakazowym skutkowało naruszeniem przepisu wskazanego w zarzucie kasacji. Uctiybienie to mogło przy tym rzutować w istotny sposób na treść wyroku, skoro dogłębne przeanalizowanie sprawy na rozprawie mogło skutkować odmiennym rozstrzygnięciem w zakresie sprawstwa i winy obwinionej.

Przy ponownym rozpoznaniu sprawy Sąd skieruje sprawę na rozprawę i wyjaśni wszystkie istotne okoliczności faktyczne sprawy, a także dokona wnikliwej oceny prawnej czynu zarzucanego obwinionej.

II.510.662.2020

Ukarana za kradzież w trybie nakazowym, mimo że były wątpliwości. Kasacja RPO (EDIT: SN uwzględnił kasację)

Data: 2020-12-18
  • Kobieta została obwiniona o kradzież w sklepie na podstawie zapisu monitoringu
  • Sąd ukarał ją w trybie nakazowym – bez procesu i  wzywania podsądnej
  • Jest to możliwe jednak tylko wówczas, jeśli okoliczności czynu i wina nie budzą wątpliwości
  • Tymczasem nagranie sklepowego monitoringu nie przesądza, że to obwiniona dokonuje kradzieży, a nie została ona nawet przesłuchana

Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kasację do Sądu Najwyższego na korzyść obywatelki.

Z praktyki RPO wynika, że właśnie w takich „błahych” sprawach sądy popełniają liczne błędy, niedostatecznie wnikając w sprawę na niekorzyść obywateli.

Historia sprawy

Pani Katarzyna została obwiniona o kradzież z marketu kliku artykułów o łącznej wartości 252 zł.

Zarzucono jej wykroczenie z art. 119 § 1 Kodeksu wykroczeń. Zgodnie z nim, kto kradnie lub przywłaszcza sobie cudzą rzecz ruchomą, jeżeli jej wartość nie przekracza 500 zł, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.

Wyrokiem nakazowym Sąd Rejonowy uznał ją za winną. Wymierzył jej karę miesiąca ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania prac społecznych. Orzekł też obowiązek zwrotu równowartości ukradzionego mienia.

Orzeczenie nie zostało zaskarżone i uprawomocniło się.

Argumenty RPO

W ocenie RPO wyrok zapadł z rażącym naruszeniem prawa procesowego - art. 93 § 2 Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia. Zgodnie z nim orzekanie w postępowaniu nakazowym (zastrzeżonym dla najbardziej oczywistych przypadków) jest dopuszczalne, jeżeli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości - z uwzględnieniem jego wyjaśnień i dowodów zebranych w postępowaniu wyjaśniającym. Wyrok w tym trybie zapada bez rozprawy i bez wzywania obwinionego.

Tymczasem w świetle zgromadzonego materiału dowodowego wina i okoliczności czynu zarzucanego obwinionej budziły poważne wątpliwości. Materiał dowodowy nie wskazuje bowiem jednoznacznie na to, że pani Katarzynie można przypisać zarzucone jej wykroczenie.

Zawiadamiająca o  wykroczeniu kierownicza sklepu nie była świadkiem kradzieży. Wydarzenie zostało ujawnione przez pracownika ochrony na podstawie zapisu monitoringu. Ale na podstawie zdjęć oraz zrzutów ekranowych nie da się stwierdzić bez żadnych wątpliwości, że to właśnie obwiniona dokonuje kradzieży. A pracownika ochrony nie przesłuchano jako świadka w toku czynności wyjaśniających.

Pani Katarzyna w ogóle nie została zaś wezwana na przesłuchanie i nie odebrano od niej wyjaśnień co do postawionego jej zarzutu.

W tym stanie rzeczy nie można było, bez bezpośredniego przeprowadzenia dowodów przez sąd, uznać, że okoliczności czynu i wina obwinionej nie budzą wątpliwości. Sąd Rejonowy był zatem zobligowany skierować sprawę na rozprawę, przeprowadzić postępowanie dowodowe i wyjaśnić wszystkie okoliczności istotne dla rozstrzygnięcia.

Rażące naruszenie, jakiego dopuścił się sąd, mogło mieć istotny wpływ na treść wyroku. Nie można bowiem wykluczyć, że po przeprowadzeniu rozprawy zapadłoby inne orzeczenie.

Dlatego - by wyjaśnić wszystkie istotne okoliczności - sprawa powinna być rozpatrzona w normalnym trybie na rozprawie.

Rzecznik wniósł, by SN uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sądowi sprawę do ponownego rozpoznania.

Wyrok SN

9 lutego 2021 r. Sąd Najwyższy w Izbie Karnej uznał kasację za oczywiście zasadną.

Składająca zawiadomienie o wykroczeniu kierowniczka sklepu nie była świadkiem kradzieży, a zdarzenie zostało ujawnione przez pracownika ochrony na podstawie zapisu monitoringu. O sprawstwie obwinionej nie sposób również bez żadnych wątpliwości wnioskować wyłącznie na podstawie zdjęć zamieszczonych na płycie CD oraz zrzutów ekranowych dołączonych do wniosku o ukaranie.

Z punktu widzenia gwarancji procesowych, w tym realizacji przez obwinioną prawa do obrony, krytycznie ocenić należy pominięcie jej przesłuchania w toku czynności wyjaśniających, w charakterze osoby, co do której istnieje uzasadniona podstawa do sporządzenia przeciwko niej wniosku o ukaranie, zwłaszcza gdy materiały postępowania nie wskazują na zaistnienie „znacznych trudności", o których stanowi art. 54 § 7 k.p.w. Nawet wówczas osoba ta może nadesłać wyjaśnienia do właściwego organu w terminie 7 dni od odstąpienia od przesłuchania, o czym należy ją pouczyć, zaś odstąpienie od przesłuchania oraz pouczenie dokumentuje się notatką urzędową, czego również w niniejszej sprawie nie dopełniono.

Trudno wreszcie uznać materiał dowodowy za  kompletny w sytuacji, w której w toku czynności wyjaśniających nie przesłuchano w charakterze świadka pracownika ochrony, który ujawnił zdarzenie kradzieży na podstawie monitoringu. Nie rozważono również wyraźnie rysujących się na postawie zgromadzonego materiału dowodowego wątpliwości obejmujących stan zdrowia psychicznego obwinionej. 

Jak napisano w uzasadnieniu, uchybienia zaistniałe na etapie przeprowadzonych czynności wyjaśniających nie zostały konwalidowane w toku postępowania sądowego i doprowadziły do przedwczesnej, bezrefleksyjnej decyzji o możliwości wydania w sprawie wyroku nakazowego. Doprowadziło to do naruszenia w stopniu rażącym dyspozycji art. 93 § 2 k.p.w., co miało oczywisty, istotny wpływ na treść zaskarżonego wyroku nakazowego, albowiem doprowadziło do ukarania obwinionej, pomimo wystąpienia dostrzegalnych i realnych wątpliwości odnoszących się do okoliczności wykroczenia i zawinienia obwinionej.

Dlatego zaskarżony wyrok nakazowy ostać się nie mógł, co skutkowało koniecznością jego uchylenia i przekazania sprawy Sądowi Rejonowemu do ponownego rozpoznania.

Przy ponownym rozpoznaniu sprawy, którego forum powinna stanowić rozprawa, Sąd Rejonowy powinien dokonać wszechstronnej analizy wszystkich możliwych do ustalenia w tej sprawie okoliczności i dopiero na ich podstawie dokonać faktycznego i prawnego podsumowania sprawy, nie tracąc z pola uwagi kierunku wniesionego nadzwyczajnego środka zaskarżenia. 

II.510.693.2020

Rozbieżne stawki grzywny w wyroku to nie "omyłka pisarska". Po kasacji RPO Sąd Najwyższy zwraca sprawę sądowi, by naprawił swój błąd

Data: 2020-12-16
  • Rozbieżne stawki grzywny w wyroku sądu nie są tzw. oczywistą pomyłką pisarską, którą sam sąd może sprostować  
  • Uznał tak Sąd Najwyższy, który uwzględnił kasację Rzecznika Praw Obywatelskich i zwrócił w tym zakresie sprawę Sądowi Rejonowemu
  • W zapisie cyfrowym swego wyroku wskazał on, że wymierza oskarżonemu 160 stawek dziennych grzywny, natomiast w zapisie słownym – 100 stawek
  • Taki błąd uniemożliwia wykonanie wymierzonej kary grzywny

Składając kasację, RPO nie kwestionował winy sprawcy. Chodzi o to, że nie wie on, jaką grzywnę ma zapłacić – a sąd ma obowiązek jednoznacznie określić to w wyroku.

Historia sprawy

Obywatel został oskarżony o kierowanie samochodem w stanie nietrzeźwości.

Wyrokiem nakazowym Sąd Rejonowy uznał go za winnego. Wymierzył mu grzywnę w wysokości – jak głosiła treść wyroku - „160 (sto) stawek dziennych”, przy ustaleniu stawki na 30 zł.

Ponadto sąd zakazał podsądnemu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na 7 lat. Orzekł też od  niego 8 tys. zł świadczenia pieniężnego na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

Wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił się.

Kasacja RPO

Na wniosek skazanego RPO zaskarżył orzeczenie w części dotyczącej orzeczenia o karze grzywny.

Wyrokowi zarzucił rażące naruszenie przepisów prawa procesowego -  art. 413 § 2 pkt 2 Kodeksu postępowania karnego. Polegało to na wymierzeniu oskarżonemu kary grzywny w sposób uniemożliwiający jej wykonanie. Stanowi to tzw. bezwzględną przyczynę odwoławczą, określoną w art. 439 § 1 pkt 7 k.p.k. Wtedy sąd musi uchylić dane orzeczenie.

Istnieje bowiem rozbieżność co do rzeczywistej wysokości stawek dziennych grzywny wymierzonej oskarżonemu, a w konsekwencji - wysokości orzeczonej grzywny. Zamieszczenie w wyroku dwóch odmiennych oznaczeń określających wysokość kary powoduje niemożność ustalenia, w jakim wymiarze faktycznie ją orzeczono.

Jest to nie tylko jest sprzeczne z wynikającym z art. 413 § 2 pkt 2 k.p.k. wymogiem redagowania orzeczenia, w tym także rozstrzygnięcia o karze, w sposób zrozumiały i jednoznaczny. Powoduje również wewnętrzną sprzeczność wyroku, co uniemożliwia w tej części jego wykonanie.

Wada, jaką obciążone jest rozstrzygnięcie Sądu Rejonowego, nie może być traktowana jako tzw. oczywista omyłka pisarska i sprostowana przez sam sąd w trybie art. 105 k.p.k. Ingerencja w wyrok w tym trybie nie pociąga bowiem za sobą skutków prawnych.

Kasacja wnosi o uchylenie wyroku w zaskarżonej części i zwrócenie jej sądowi, by wskazał jednoznaczną wysokość grzywny.

Wyrok SN

Sąd Najwyższy w Izbie Karnej (sygn. akt V KK 447/20)  3 grudnia 2020 r. uchylił zaskarżony wyrok w części dotyczącej orzeczenia o karze i w tym zakresie zwrócił Sądowi Rejonowemu do ponownego rozpoznania.

Kasacja, jako zasadna w stopniu oczywistym, podlegała rozpoznaniu na posiedzeniu bez udziału stron, zgodnie z art 535 § 5 k.p.k.

Zamieszczenie w treści wyroku dwóch odmiennych oznaczeń określających wysokość kary powoduje w istocie niemożność ustalenia, w jakim wymiarze faktycznie karę tę orzeczono.

Taki sposób procedowania nie tylko jest sprzeczny ż wymogiem redagowania orzeczenia (art. 413 § 2 pkt 2 k.p.k.) - w tym także rozstrzygnięcia o karze - w sposób zrozumiały i jednoznaczny, ale również powoduje wewnętrzną sprzeczność wyroku, uniemożliwiającą w tej części jego wykonanie.

Podzielić zarazem należy prezentowany przez skarżącego i dominujący w orzecznictwie pogląd, że zidentyfikowane wyżej uchybienie nie może być oceniane w kategorii oczywistej omyłki pisarskiej. W konsekwencji nie może być też naprawione  w trybie sprostowania orzeczenia na podstawie art. 105 k.p.k. Określona w tym przepisie instytucja nie służy do usuwania pomyłek odnoszących się do merytorycznych elementów wyroku.

Wyrok w tym zakresie może być weryfikowany jedynie w drodze kontroli instancyjnej. Dokonana zaś ingerencja w materialną treść wyroku w trybie art. 105 § 1 k.p.k. (np. zmiana lub uzupełnienie orzeczenia co do kary) nie pociąga za sobą skutków prawnych.

W konkluzji SN stwierdził, że w wyniku zredagowania treści zaskarżonego orzeczenia w sposób rażąco sprzeczny z wymogami art. 413 § 2 pkt 2 k.p.k., poprzez różne określenie zapisem cyfrowym i słownym wymiaru orzeczonej kary grzywny co do liczby stawek dziennych, zaistniała bezwzględna przyczyna odwoławcza w postaci sprzeczności w treści orzeczenia, która uniemożliwia jego wykonanie (art. 439 § 1 pkt 7 k.p.k.).

II.510.760.2020

Poczta nie doręczyła obywatelowi zawiadomienia o rozprawie, na której go ukarano. Rzecznik złożył kasację [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2020-12-14
  • Z powodu niedoręczenia przez Pocztę Polską zawiadomienia o rozprawie, obwiniony za zbyt szybką jazdę autem nie mógł osobiście bronić się przed sądem
  • Został prawomocnie ukarany pod swą nieobecność, a wcześniej kwestionował rzetelność pomiaru policyjnym wideoradarem
  • Obywatel nie może ponosić negatywnych konsekwencji nieprawidłowości operatora pocztowego – wskazał w kasacji Rzecznik Praw Obywatelskich

Rzecznik ma prawo składać kasacje do Sądu Najwyższego w sprawach m.in. o wykroczenia. Mogą one wydawać się błahe - choć nie ludziom, których dotyczą. Pokazują zarazem, w jak różny sposób mogą być naruszane prawa obywateli.

Historia sprawy

W 2017 r. sąd rejonowy uznał obywatela za winnego wykroczenia z art. 92a Kodeksu wykroczeń. Kierując samochodem, przekroczył on bowiem o 32 km/h  dopuszczalną prędkość poza obszarem zabudowanym. Wymierzono mu za to karę 300 zł grzywny.

Obwiniony zaskarżył to orzeczenie. Zarzucił sądowi dowolne przyjęcie, że policyjny wideorejestrator mierzył prędkość jego samochodu, a nie radiowozu. W jego ocenie przekroczenie prędkości opierało się na założeniu funkcjonariuszy występowania równego odstępu pomiędzy oboma pojazdami przez cały czas pomiaru.

Skarżący argumentował, że oświadczenia funkcjonariuszy sąd nie mógł uznać za wystarczające. Powinien zaś był dopuścić dowód biegłego, który jednoznacznie określiłby prędkość auta obwinionego.

Sąd okręgowy wyznaczył termin rozprawy odwoławczej, na którą korespondencyjnie wezwano obwinionego. Z elektronicznego potwierdzenia odbioru korespondencji wynikało, że Poczta Polska podjęła dwukrotne próby doręczenia zawiadomienia. W końcu przesyłka - jako nie podjęta w terminie po dwukrotnej awizacji – wróciła do sądu.

Uznając, że obwiniony nie podejmuje korespondencji, prawidłowo do niego kierowanej, sąd rozpoznał sprawę pod jego nieobecność. Zaskarżony wyrok został utrzymany.

Argumenty kasacji RPO

Rzecznik zarzucił wyrokowi sądu okręgowego rażące i mogące mieć istotny wpływ na jego treść naruszenie przepisów. Polegało to na przeprowadzeniu rozprawy pod nieobecność obwinionego, który o terminie nie został prawidłowo zawiadomiony. A to naruszyło jego prawo do obrony.

Po wezwaniu do zapłaty grzywny obwiniony poinformował sąd, że jest ona bezprawna, bo dopiero ma się wszak odbyć rozprawa w sądzie odwoławczym. Sąd odpisał, że był on informowany o jej terminie.

Wtedy obywatel złożył reklamację do Poczty Polskiej. Wskazał, że jest niemożliwe, aby przesyłka o podanym numerze w dniach wskazanych przez PP nie została odebrana. Podany przez niego adres jest bowiem zarazem adresem korespondencyjnym jego przedsiębiorstwa, którego pracownik jest uprawniony do odbioru wszelkiej korespondencji - kierowanej do niego i jako osoby fizycznej, i jako przedsiębiorcy. Ponadto w dniach rzekomych prób doręczenia tej przesyłki odebrane zostały inne pisma.

Poczta Polska zarzuty te uznała za bezsporne. Poinformowała zarazem, że nie można uzyskać wyjaśnień w całej sprawie, ponieważ rozwiązano umowę o pracę z listonoszem, który nieprawidłowo doręczał przesyłkę.

W ocenie RPO pismo Poczty Polskiej w powiązaniu z reklamacją obwinionego to wystarczające dowody do przyjęcia, że obwiniony nie został prawidłowo powiadomiony o rozprawie.

Przepisy dotyczące zasad doręczania korespondencji mają charakter gwarancyjny. W orzecznictwie Sądu Najwyższego ponosi się, że rozprawy nie prowadzi się, jeżeli osoba uprawniona nie stawiła się, a brak dowodu, że została o niej prawidłowo powiadomiona.

Dlatego w tej sytuacji w ogóle nie powinno było dojść do otwarcia przewodu sądowego przed sądem II instancji. Uchybienie to mogło mieć istotny wpływ na treść orzeczenia. Sąd odwoławczy wydał rozstrzygnięcie jedynie przy udziale oskarżyciela publicznego. Doszło zatem do naruszenia zasady „równości broni”.

Obwiniony nie mógł złożyć ewentualnych oświadczeń i wniosków na rozprawie, czy też w formie dodatkowych pism procesowych, a także uczestniczyć w głosach stron.

A wyrok I instancji został zaskarżony na jego korzyść. Obwiniony kwestionował rzetelność pomiaru prędkości. Precyzyjne ustalenia w tym zakresie mają znaczenie prawne zarówno co do ustalenia winy, jak i ewentualnej kary za wykroczenie i nakładanych za to punktów karnych.

Sąd okręgowy nie miał własnej wiedzy o zgodności z prawem doręczenia zawiadomienia. Na ogólnych zasadach oparł się tylko na informacji operatora. Okoliczność ta nie stała jednak na przeszkodzie sformułowaniu zarzutu, jak w  kasacji.

Prawo nie wymaga bowiem, ażeby rażące naruszenie prawa było zawinione przez sąd.  W orzecznictwie SN wskazuje się, że skoro uznanie pisma procesowego za prawidłowo doręczone nie zależy od stanu wiedzy sądu, to do wadliwego uznania pisma za doręczone może dojść bez uchybienia sądu. Nie ma też przeszkód, aby domniemanie prawidłowego zawiadomienia strony o terminie rozprawy zostało podważone dopiero w postępowania kasacyjnym.

Obwiniony nie może ponosić negatywnych konsekwencji nieprawidłowości leżących po stronie operatora pocztowego.

RPO wniósł o uchylenie zaskarżonego wyroku i umorzenie postępowania wobec przedawnienia karalności wykroczenia zarzucanego obwinionemu.

Wyrok SN i pisemne uzasadnienie 

12 lutego 2021 r. Sąd Najwyższy w Izbie Karnej uwzględnił kasację. Jak głosi pismne uzasadnienie, kasację RPO uznać należało za oczywiście zasadną, a to umożliwiało uwzględnienie jej w całości na posiedzeniu w trybie art. 535 §5 k.p.k.

Słusznie zostało podniesione w kasacji, że zaskarżony wyrok - choć z przyczyn, które nie obciążają sądu odwoławczego - został wydany z rażącym naruszeniem prawa mogącym mieć istotny wpływ na jego treść.

Z akt sprawy wynika, że w sprawie obwinionego termin rozprawy apelacyjnej został wyznaczony na 7 września 2017 r., o czym zarządzono zawiadomić obwinionego.  Nie stawił się on na rozprawę przed sądem odwoławczym. Z elektronicznego potwierdzenia odbioru wysłanego do niego zawiadomienia o terminie rozprawy wynikało, że obwiniony nie podjął kierowanej do niego przesyłki mimo dwukrotnego awizowania - 18 i 28 sierpnia 2017 r. Spowodowało to, że 5 września 2017 r. została ona zwrócona do sądu, jako niepodjęta w terminie.

W tej sytuacji Sąd Okręgowy uznał, że doręczenie zawiadomienia o terminie rozprawy zostało dokonane w sposób zastępczy i rozpoznał sprawę bez jego obecności.  Prawidłowość decyzji sądu odwoławczego, oceniana z perspektywy regulacji procesowych obowiązujących w czasie jej podejmowania i informacji przekazanych sądowi przez Pocztę Polską, nie mogła budzić zastrzeżeń.

Skarżący ma jednak rację, gdy twierdzi, że z uwagi na ujawnione okoliczność, obalające domniemanie dokonania doręczenia zgodnie z zasadami określonymi w art. 133 § 3 k.p.k., decyzję sądu odwoławczego ex posf uznać należy za rażąco naruszającą prawo. Obwiniony konsekwentnie negował możliwość nieodebrania zawiadomienia o terminie rozprawy kierowanego na adres korespondencyjny jego przedsiębiorstwa, w którym zatrudniał pracownika uprawnionego do odbioru wszelkiej korespondencji kierowanej do niego jako osoby fizycznej oraz przedsiębiorcy, a w dniach rzekomych prób doręczenia zawiadomienia odebrane zostały inne adresowane do niego przesyłki.

Okoliczności podnoszone przez obwinionego zostały potwierdzone wynikiem podjętych przez niego czynności reklamacyjnych. Poczta Polska pismem z 9 lutego 2018 r. zarzuty obwinionego uznała za bezsporne, informując jednocześnie, iż nie można uzyskać stosowanych  wyjaśnień, ponieważ z listonoszem, który 18 sierpnia 2017 r. nieprawidłowo doręczał przedmiotową przesyłkę rozwiązano umowę o pracę.

Skoro zatem uzyskane od operatora pocztowego informacje wskazują, że wbrew informacji zawartej w elektronicznym potwierdzeniu odbioru, nie podjęto próby doręczenia obwionemu zawiadomienia o terminie rozprawy odwoławczej, stwierdzić należy, że nie zachodziły przesłanki do stosowania art. 133 § 3 k.p.k. otwierającego drogę do rozpoznania apelacji obwinionego mimo jego niestawiennictwa na rozprawę odwoławczą.

Uchybienie to mogło mieć istotny wpływ na treść zapadłego orzeczenia, gdyż pozbawiało obwinionego możliwości skorzystania z uprawnienia do uczestniczenia w rozprawie sądu odwoławczego (art. 106 § 1 k.p.w.) oraz realizacji prawa do obrony materialnej (art. 4 § 1 k.p.w.).

Oceniając znaczenie tego uchybienia trzeba mieć na względzie, że obwiniony nie korzystał z pomocy obrońcy, a wyrok sądu pierwszej instancji zaskarżony został apelacją obwinionego, kwestionującą ustalenia faktyczne, które stanowiły podstawę jego odpowiedzialności. Rozpoznanie sprawy pod nieobecność niezawiadomionego o terminie rozprawy obwinionego uniemożliwiło mu zatem dowodzenia słuszności wniesionego środka zaskarżania, w tym złożenia - osobiście na rozprawie lub w formie pism procesowych - wyjaśnień, oświadczeń i wniosków.

Wobec tego, że wykroczenie przypisane obwinionemu miało zostać popełnione 3 września 2016 r., stwierdzenie podniesionego w kasacji uchybienia musiało skutkować uchyleniem wyroków sądów obu instancji i umorzeniem postępowania. Zgodnie bowiem z treścią art. 45 § 1 k.w. karalność wykroczenia ustaje, jeżeli od czasu jego popełnienia upłynął rok, a jeżeli w tym okresie wszczęto postępowanie, karalność wykroczenia ustaje z upływem 2 lat od zakończenia tego okresu. Oznacza to, że karalność wykroczenia będącego przedmiotem postępowania ustała z dniem 3 września 2019 r. i stanowi obecnie negatywną przesłankę procesową określoną w art. 5 § 1 pkt 4 k.p.

II. 510.331.2018

Ukradł kilkanaście butelek alkoholu – trafił do szpitala psychiatrycznego. Rzecznik składa kasację

Data: 2020-12-01
  • Od ponad dwóch lat w zamkniętym szpitalu psychiatrycznym przebywa człowiek, który ukradł kilkanaście butelek alkoholu 
  • Zdecydował o tym sąd, który uznał go za niepoczytalnego
  • Przeoczył jednak, że warunkiem takiej izolacji jest "znaczna społeczna szkodliwość” popełnionego czynu - czego trudno tu się dopatrzyć
  • Sąd nie wykazał też, że nie można leczyć mężczyzny bez zamykania go w szpitalu  

Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich złożył Sądowi Najwyższemu kasację na korzyść mężczyzny. Wnosi o uchylenie zaskarżonego postanowienia Sądu Rejonowego i przekazanie mu sprawy do ponownego rozpoznania.

To kolejna interwencja RPO w sprawie osób, które weszły w konflikt z prawem, a z powodu niepełnosprawności umysłowej lub faktu, że chorują psychicznie, są uznawane za niepoczytalne. Wtedy sąd umarza postępowanie karne i decyduje o umieszczeniu sprawcy w zakładzie psychiatrycznym w ramach tzw. środka zabezpieczającego (najczęściej – bezterminowo). 

W ten sposób za stosunkowo drobne przestępstwa można trafić do zamkniętego zakładu na nawet kilkanaście lat  (dłużej niż wynosiłaby maksymalna kara, gdyby ktoś za swój czyn trafił do więzienia).  Najgłośniejszy był przypadek pana Feliksa, który w zakładzie spędził 11 lat w ramach środka zabezpieczającego w związku z groźbami karalnymi wobec sąsiadów. W jego sprawie RPO złożył skuteczną kasację. W innych interwencjach chodziło o  kradzież 7 paczek kawy lub używanego roweru.

Historia sprawy

Mężczyznie postawiono zarzuty kradzieży z dyskontu kilkunastu w sumie butelek alkoholu, głównie whisky, o łącznej wartości ok. 900 zł  (a działał jako recydywista).

Prokurator wniósł, by Sąd Rejonowy w K. umorzył postępowanie przeciw podejrzanemu, gdyż w chwili popełnienia czynu był niepoczytalny. Prokurator złożył wniosek o zastosowanie środka zabezpieczającego w postaci umieszczenia w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym.

Sąd uwzględnił ten wniosek. Nikt nie wniósł zażalenia, wobec czego orzeczenie uprawomocniło się.

Od lata 2019 r. mężczyzna przebywa w oddziale zamkniętym. Ostatnio sąd  przedłużył mu ten pobyt.

Argumenty kasacji

RPO zaskarżył postanowienie w całości na korzyść podejrzanego. Zarzucił sądowi rażące i mające istotny wpływ na jego treść naruszenie prawa poprzez:

  • niewskazanie w uzasadnieniu orzeczenia, jakimi przesłankami kierował się sąd uznając, że czyn przypisany podejrzanemu cechuje się znaczną społeczną szkodliwością;
  • zastosowanie wobec podejrzanego środka zabezpieczającego bez wykazania w sposób wyczerpujący niezbędności jego zastosowania.

Umieszczenie w zakładzie jest możliwe tylko, jeśli sprawca popełnił czyn o znacznej społecznej szkodliwości, przy wysokim prawdopodobieństwie jego ponownego popełnienia. Uzasadnienie takiego postanowienia powinno zawierać m.in.: ustalenia faktyczne, ze wskazaniem dowodów stanowiących podstawę ich dokonania, analizę elementów składających się na szkodliwość społeczną czynu i ocenę stopnia tej szkodliwości.

A tych wymogów uzasadnienie sądu nie spełnia. Razi ono dowolnością co do oceny społecznej szkodliwości czynu. Choć jest ona stopniowalna, to ustawodawca nie pozostawia orzekania co do jej stopnia swobodnej ocenie sądu.

Sąd w ogóle nie rozważył, czy stosowanie środka zabezpieczającego jest dopuszczalne. W uzasadnieniu napisał jedynie, że: „W aktualnym stanie psychicznym podejrzanego prawdopodobieństwo popełnienia przez niego podobnych czynów w przyszłości jest wysokie i dlatego konieczne jest, sugerowane przez biegłych, dalsze leczenie w warunkach szpitala psychiatrycznego”.

Tymczasem to nie samo wysokie prawdopodobieństwo popełnienia ponownego czynu przesądza o dopuszczalności izolacji, ale także znaczna społeczna szkodliwość czynu. A do tego uzasadnienie odnosi się lakonicznie: „Podejrzany dopuścił się czynu o znacznej społecznej szkodliwości, gdyż popełniony występek charakteryzuje się wysokim stopniem ujemnej społecznie treści”.

Orzecznictwo Sądu Najwyższego wskazuje, że przed  umieszczeniem sprawcy w zakładzie sąd powinien rozważyć jaką karę - gdyby nie niepoczytalność sprawcy - należałoby mu wymierzyć. Tylko przy braku wątpliwości, że właściwa byłaby bezwzględna kara pozbawienia wolności, sąd powinien podjąć decyzję o internacji. Gdyby zaś sąd uznał, że adekwatna do wagi czynu byłaby kara o charakterze wolnościowym, to izolację taką mogą uzasadniać wyłącznie szczególne okoliczności czynu.

Takiego testu w tej sprawie nie dokonano - podkreśla RPO. A nieodzowne było rzetelne rozważenie przez sąd, czy prawdopodobieństwo popełnienia ponownego czynu zabronionego może być zredukowane przez leczenie bez  zamykania w szpitalu. Zbadanie tego jest wymogiem zasady proporcjonalności, stanowiącej tamę przed kierowaniem do zakładu sprawcę drobnych lub nawet średnich przestępstw, choćby uciążliwych dla otoczenia. Zasada ta ma charakter ustrojowy.

Zawarta w art. 31 ust. 3 Konstytucji przesłanka konieczności ograniczenia wolności jest merytorycznie tożsama z zasadą proporcjonalności. W konsekwencji kryterium konieczności ograniczenia wolności oznacza obowiązek wyboru najmniej uciążliwego środka.

Jak wskazuje orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego, jeśli ten sam cel możliwy jest do osiągnięcia przy zastosowaniu środka mniej ograniczającego prawa i wolności jednostki, to zastosowanie środka bardziej uciążliwego wykracza poza to, co jest konieczne - w konsekwencji narusza Konstytucję.

Dla prawidłowej oceny stopnia prawdopodobieństwa popełnienia ponownie czynu o znacznym stopniu społecznej szkodliwości niezbędne jest, poza specjalistyczną wiedzą lekarzy psychiatrów, także dokonanie analizy tego prawdopodobieństwa z uwzględnieniem dotychczasowej linii życia sprawcy, jego karalności i obecnej sytuacji życiowej, połączonej z prognozowaniem okoliczności i warunków sprzyjających zaprzestaniu leczenia i ewentualności popełnienia przestępstwa. Zawężenie tego wyłącznie do oceny przez lekarzy psychiatrów nie jest wystarczające.

Analizy takiej zabrakło w rozważaniach sądu. Powinien był on rozważyć, czy stosowanie tak drastycznego środka jest konieczne, skoro ustawa o ochronie zdrowia psychicznego przewiduje zmuszenie osoby chorującej psychicznie do leczenia. Umożliwia bowiem przyjęcie takiej osoby do szpitala psychiatrycznego bez jej zgody, gdy jej zachowanie świadczy o tym, że bezpośrednio zagraża własnemu życiu albo życiu lub zdrowiu innych osób.

Rażące naruszenia prawa przez sąd mogło mieć istotny wpływ na zaskarżone orzeczenie, gdyż prawidłowe rozważenie wszystkich okoliczności mogło doprowadzić do odmiennego rozstrzygnięcia - napisał w kasacji zastępca RPO Stanisław Trociuk.

II.511.631.2020

Ukarany w trybie nakazowym za kolizję – choć w sprawie były wątpliwości. Kasacja RPO

Data: 2020-11-04
  • Sąd bez procesu ukarał grzywną obywatela za spowodowanie kolizji. Uznał że może wydać wyrok w trybie nakazowym - a wtedy nie wzywa się podsądnego
  • Sąd może tak uczynić jednak tylko wówczas, jeśli okoliczności czynu i wina nie budzą wątpliwości
  • Tymczasem kierowcy obu aut wzajemnie zarzucali sobie winę za kolizję. Były zatem wątpliwości, które sąd zignorował
  • Błahość sprawy w żadnym wypadku nie uzasadnia łamania podstawowych zasad procedury karnej

Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kasację do Sądu Najwyższego na korzyść obywatela.

W ocenie RPO wyrok zapadł z rażącym naruszeniem prawa procesowego - art. 93 § 2 Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia. Zgodnie z nim orzekanie w postępowaniu nakazowym (zastrzeżonym dla najbardziej oczywistych przypadków) może nastąpić, jeżeli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości, z uwzględnieniem jego wyjaśnień i innych dowodów zebranych w postępowaniu wyjaśniającym. Wyrok w tym trybie zapada bez rozprawy i bez wzywania obwinionego.

Tymczasem w świetle zgromadzonego materiału dowodowego wina i okoliczności czynu zarzucanego obwinionemu budziły wątpliwości. To zaś  wyłączało możliwość procedowania w tym trybie. Sprawa powinna być skierowana na rozprawę w zwykłym trybie i z wyjaśnieniem wszystkich istotnych kwestii.

Historia sprawy

Sąd Rejonowy wyrokiem nakazowym uznał obywatela za winnego nieustąpienia pierwszeństwa przejazdu, czym doprowadził do zderzenia samochodów. Za takie wykroczenie z art. 86 § 1 Kodeksu  wykroczeń wymierzył mu 350 zł grzywny.  Wyrok uprawomocnił się, bo nikt nie złożył od niego sprzeciwu.

W postępowaniu przed policją obwiniony nie przyznawał się. Zeznawał, że gdy był już na rondzie, inny samochód chciał go wyprzedzić z prawej strony. Miał włączony kierunkowskaz wskazujący na planowany wyjazd z ronda tym samym pasem co obwiniony. Gdy już opuścił rondo, poczuł uderzenie w prawy tylny bok  auta.

Odmienny przebieg zdarzenia przedstawił pokrzywdzony. Mówił, że wjechał na rondo, jadąc prawym pasem, gdy w jego samochód uderzył pojazd z lewej strony, który wymusił pierwszeństwo przejazdu. 

Argumenty RPO

Jak wskazuje RPO, uwadze sądu uszło zatem, że uczestnicy zdarzenia przedstawili odmienne wersje co do tego, kto doprowadził do zderzenia.

Sąd nie powziął jednak wątpliwości, choć w świetle zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego powinien był ich nabrać. Dowody nie były na tyle jednoznaczne, aby dawały pewność co do okoliczności popełnienia czynu i winy obwinionego.

Dlatego sprawa powinna zostać skierowana na rozprawę, by umożliwić przeprowadzenie pełnego postępowania dowodowego. Nieodzowne było przesłuchanie naocznego świadka zdarzenia. Konieczne było także rozważenie przeprowadzenia dowodu z opinii biegłego. Wyrokowanie nastąpić powinno w oparciu o kompletny materiał.

A jeszcze przed wyrokiem obwiniony złożył zawiadomienie o podejrzeniu spowodowania kolizji przez tamtego kierowcę.

Uchybienia te mają rażący charakter. Doprowadziły bowiem do rozpoznania sprawy w postępowaniu nakazowym - mimo niespełnienia ustawowych wymogów. Mogło to mieć również istotny wpływ na wyrok. A nie można wykluczyć, że po przeprowadzeniu rozprawy zapadłoby inne orzeczenie.

Zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego błahość sprawy w żadnym wypadku nie uzasadnia łamania podstawowych zasad procedury karnej.

Tymczasem sąd pobieżnie zapoznał się z dowodami, podejmując nieuprawnioną decyzję o rozstrzygnięciu sprawy na posiedzeniu bez przeprowadzania rozprawy, w przekonaniu, że okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości.

Kasacja wnosi o uchylenie zaskarżonego wyroku Sądu Rejonowego i zwrócenie mu sprawy do ponownego rozpoznania.

BPK.511.60.2020

Grzywna za happening "Tęsknię za Tobą Żydzie” naruszyła prawo. Sąd Najwyższy uwzględnił kasację Rzecznika

Data: 2020-10-22
  • Ukaranie grzywną za wywieszenie w Węgrowie transparentu „Tęsknię za Tobą Żydzie” było rażącym naruszeniem prawa - uznał Sąd Najwyższy
  • Pan Dawid, który pomagał performerowi organizującemu tę akcję, został uniewinniony, zgodnie z kasacją złożoną przez RPO  
  • Rzecznik wskazywał, że warunkiem uznania kogoś za winnego wykroczenia jest społeczna szkodliwość czynu – tymczasem to działanie było społecznie pożyteczne
  • Celem było bowiem upamiętnienie ofiar Holocaustu i zwrócenie uwagi na wciąż aktualny problem antysemityzmu

22 października 2020 r. Sąd Najwyższy na rozprawie w Izbie Karnej (sygn. akt III KK 69/20) w całości podzielił argumenty kasacji Rzecznika Praw Obywatelskich na korzyść pana Dawida. Kasację poparł przedstawiciel Prokuratury Krajowej.

- Siły i środki państwa, machina wymiaru sprawiedliwości, łącznie z SN, została zaangażowana po to, żeby ścigać człowieka, który próbował przypomnieć historię tego miasteczka - oświadczył sędzia SN Waldemar Płóciennik w ustnych motywach wyroku.

Na rozpoznanie w SN czeka ponadto oddzielna kasacja Rzecznika na korzyść organizatora akcji, pana Rafała.

Projekt "Tęsknię za Tobą Żydzie” i happening w Węgrowie

Pan Rafał prowadzi swój ogólnopolski projekt społeczno-artystyczny "Tęsknię za Tobą Żydzie” od 2004 r. - Chcę odzyskać słowo Żyd, wyrwać je antysemitom, którzy w tym kraju są jedynymi, korzystającymi z niego w sposób nieskrępowany – tłumaczy. Dlatego w różnych miejscach prezentuje to hasło publicznie i zachęca do tego innych.

W innym głośnym happeningu podpalił on specjalnie zbudowaną stodołę, w której były kartki od osób z "nieżyczliwymi myślami w stosunku do Żydów". Nawiązywało to  do zbrodni w Jedwabnem, gdzie w 1941 r. w stodole spalono żydowskich mieszkańców. Jak uznał IPN dokonała tego grupa polskiej ludności, z niemieckiej inspiracji.

Akcję w Węgrowie z czerwca 2019 r. - w której pomagał mu żydowski aktywista pan Dawid - artysta zadedykował zamordowanemu w czasie II wojny przez niemieckich nazistów w Węgrowie rabinowi Jakubowi Mendlowi Morgensternowi oraz stryjowi Agnieszki Holland Mendlowi Hollandowi.

Pan Rafał na rynku namalował białą farbą symboliczny ślad. Rozwiesił też baner z napisem: "Tęsknię za Tobą Żydzie”. Byli przy tym obecni mieszkańcy miasta (niektórzy w niewybredny sposób krytykowali happening) oraz policjanci. Wcześniej artysta kontaktował się z władzami miasta, chcąc uzyskać zgodę na projekt i pomoc w nim - spotkał się z odmową. Baner usunięto zaraz po zakończeniu akcji. 

Panowie Rafał i Dawid zostali obwinieni o wykroczenie z art. 63a. § 1 Kodeksu wykroczeń. Przewiduje on karę ograniczenia wolności albo grzywnę dla tego, kto "w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym umieszcza ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu - bez zgody zarządzającego tym miejscem”. Karalne jest również podżeganie innych osób do takiego czynu oraz pomocnictwo.

Na tej podstawie 17 października 2019 r. sąd rejonowy wyrokiem nakazowym uznał winę obu mężczyzn. Panu Rafałowi wymierzono 400 zł grzywny, a panu Dawidowi -  300 zł. Wyrok nakazowy sąd wydaje pod nieobecność podsądnych - gdy okoliczności czynu i wina nie budzi wątpliwości. Obwinieni nie złożyli sprzeciwu i wyrok uprawomocnił się.

Argumenty kasacji RPO

RPO złożył kasacje do Izby Karnej SN na korzyść panów Rafała i Dawida. Wniósł o uchylenie wyroku sądu rejonowego i o ich uniewinnienie. 

Sąd błędnie zastosował art. 63a Kodeksu wykroczeń. Z uwagi na brak społecznej szkodliwości czynów zachowanie obu mężczyzn nie było bowiem wykroczeniem.

Jednym z warunków odpowiedzialności za wykroczenie jest popełnienie czynu "społecznie szkodliwego”. Sąd musi za każdym razem badać tę kwestię. Jeśli stwierdzi całkowity brak społecznej szkodliwości, uznaje, że zarzucony czyn nie stanowi wykroczenia.

Przedmiotem ochrony wykroczenia z art. 63a § 1 Kw jest porządek w miejscach publicznych. Obwinieni nie naruszyli go, a ich zachowanie nie nosiło cech społecznie szkodliwego. Wartość chroniona przez ten artykuł Kw powinna zaś pozostawać w równowadze z koniecznością ochrony innych wartości - w tym prawa do swobody wypowiedzi i prawa do wolności artystycznej.

Z art. 73 Konstytucji wynika wolność ekspresji artystycznej. Dodatkową jej gwarancję daje art. 54 ust. 1 Konstytucji, który zapewnia wolność wyrażania swoich poglądów i rozpowszechniania informacji. Formułują ją też Powszechna Deklaracja Praw Człowieka w art. 19, Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych w art. 19 ust. 2, a w systemie unijnym - art. 11 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej oraz art. 13 - w odniesieniu do sztuki.

Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, art. 10 ust. 2 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka chroni nie tylko klasyczne sposoby ekspresji, ale i nowoczesne środki komunikacji oraz wypowiedzi o charakterze symbolicznym, w tym artystyczne. W kwestiach mających publiczne znaczenie ETPC przyjmuje znacznie szersze granice wolności słowa. Taka debata powinna toczyć się w możliwie nieskrępowany sposób, a wszelka ingerencja wymaga szczególnie mocnego uzasadnienia i możliwa jest tylko wyjątkowo.

ETPC uznawał już, że już sama grzywna za wykroczenie, nawet łagodna, nałożona na autorów artystycznego i politycznego wystąpienia może mieć "niepożądany efekt mrożący dla wolności słowa”.

- To, że działanie performera nie było po myśli władz Węgrowa, nie oznacza, że było zdarzeniem dla społeczeństwa negatywnym – podkreślał RPO.  

Obwinieni działali w ramach twórczości artystycznej oraz w celu zajęcia stanowiska w istotnej debacie publicznej na temat antysemityzmu. Ani nie wiązało się to z przemocą, ani też nie miało na celu obrażenia kogokolwiek.

Działanie to nie tylko nie było zatem społecznie szkodliwe, ale wręcz społecznie pożyteczne. Obwinieni korzystali z konstytucyjnego prawa do przedstawienia poglądu na ważny i wciąż aktualny temat w debacie publicznej, a ich zachowanie nie przyniosło społeczeństwu żadnej szkody.

Swoboda wypowiedzi nie ogranicza się do informacji i poglądów, które są odbierane przychylnie przez wszystkich. Odnosi się także do takiej ekspresji, która może oburzać, razić czy niepokoić część społeczeństwa. Takie są wymagania pluralizmu, tolerancji, otwartości na inne poglądy, bez których nie istnieje demokratyczne.

Wyrok i ustne uzasadnienie SN

W ocenie SN sposób działania obwinionych, czas trwania i miejsce happeningu wskazują, że nie było żadnych podstaw ani do uznania ich czynu "za społecznie niebezpieczny", ani do rozpatrzenia sprawy w trybie nakazowym.

W ustnych motywach rozstrzygnięcia SN wskazał, że gdyby skoncentrować się tylko na zarzucie kasacyjnym, należałoby po prostu zgodzić się z RPO oraz z prokuratorem. Zdaniem SN sprawa wymagała jednak więcej słów.

Sędzia Waldemar Płóciennik dodał, że niektóre okoliczności sprawy wręcz zdumiewają. Np. prezes spółdzielni gminnej powiadomił policję, że jest przeciwny akcji i nie zgadza się na jakiekolwiek banery. Podobne oświadczenia złożyli dwaj proboszczowie.

A do zabezpieczenia akcji oddelegowano grupę policjantów, która – według SN – „mogłaby zabezpieczać widowisko sportowe”. Tymczasem jest tam dwóch mężczyzn, którzy opowiadają zgromadzonym o przeszłości Węgrowa, o 50-procentowym udziale przed II wojną obywateli pochodzenia żydowskiego, tragicznie zamordowanych podczas niej. A baner powieszony między drzewami performerzy zdjęli po kilkunastu minutach.

Uzasadnienie pisemne SN

Jak wynika z treści zaskarżonego wyroku, obwinionemu przypisano dokonanie i podżeganie innych osób do dokonania wykroczenia z art. 63a § 1 k.w. Przepis ten stanowi, że odpowiada za wykroczenie osoba, które umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem. Omawiane wykroczenie może zatem zostać popełnione w dwojaki sposób:

  • przez umieszczenie wyliczonych przedmiotów czynności wykonawczej w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym,
  • wystawienie tych przedmiotów na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem.

Przyjąć należy, że celem przepisu jest porządek publiczny, rozumiany z jednej strony jako ochrona miejsc publicznych przed zachowaniami, w wyniku których miejsca te są oszpecana przez umieszczanie w nich plakatów, napisów czy innych przedmiotów czynności wykonawczej, z drugiej zaś jako prawo do dysponowania miejscem publicznym, przysługujące podmiotowi tym miejscem zarządzającym. Przepis art. 1 § 1 Kodeksu wykroczeń określa dwa podstawowe warunki odpowiedzialności za wykroczenie: są nimi stwierdzenie, że rozważany czyn jest bezprawny, drugim zaś ustalenie, że czyn ten jest społecznie szkodliwy.

Kasacja Rzecznika Praw Obywatelskich koncentruje się wyłącznie na drugim ze wskazanych warunków odpowiedzialności zarzucając, że przypisane obwinionemu zachowania nie są społecznie szkodliwe. Rozważenie podniesionej w zarzucie kwestii wymaga stwierdzenia, że określone, przypisane zachowanie jest czynem bezprawnym, tj. wyczerpującym znamiona określonego typu wykroczenia.

Już w tym miejscu należy zauważyć, że czyn zarzucony obwinionemu w pkt I, a przypisany w zaskarżonym wyroku, nie spełnia tego warunku. Z opisu tego czynu wynika, że obwiniony w dniu 9 czerwca 2019 r. na targowisku miejskim pomiędzy ulicą Rynek Mariacki a Zwycięstwa podżegał mieszkańców Węgrowa do umieszczenia napisu „Tęsknię za tobą Żydzie".

W opisie przypisanego czynu brakuje więc konstytutywnych znamion wykroczenia z art. 63a § 1 k.w., ponieważ nie wskazano, że obwiniony podżegał do umieszczenia napisu w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym, czy też podżegał do wystawienia napisu na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem. Opis czynu wskazuje na miejsce, w którym obwiniony miał podżegać, nie wskazuje zaś miejsca, w którym napis miał zostać umieszczony.

Rozważanie kwestii, czy czyn ten jest społecznie szkodliwy staje się w opisanej sytuacji bezprzedmiotowe. Gdyby jednak nawet przyjąć, że w opisie czynu zawarte są wszystkie znamiona typu czynu zabronionego, to stwierdzić trzeba, że czyn ten, podobnie jak czyn polegający na dokonaniu wykroczenia, pozbawione są szkodliwości społecznej. Społeczna szkodliwość czynu stanowi materialny element wykroczenia i ma za zadanie wyłącznie odpowiedzialności za wykroczenie w sytuacji samego tylko naruszenia zakazu, przy równoczesnym stwierdzeniu nieistnienia społecznej szkodliwości czynu.

Społeczna szkodliwość to określenie, które oznacza ujemną treść społeczną czynu, a więc jego karygodność, o której decydują elementy stanowiące konkretyzację strony przedmiotowej i podmiotowej czynu zabronionego (zob. B. Kurzępa, Kodeks wykroczeń. Komentarz, Warszawa 2008, s. 13). Inaczej mówiąc, jak słusznie zauważono w uzasadnieniu kasacji, kryminalizacja zachowań człowieka opiera się na ocenie tych zachowań w świetle wartości ocennych społecznie. Kryminalizacja określonego zachowania w Kodeksie wykroczeń przesądza in abstracto, że typ czynu zabronionego jest społecznie szkodliwy. Nie wyklucza to jednak możliwości ustalenia w realiach konkretnej sprawy, że zważywszy na przedmiot ochrony i ratio legis danego przepisu, określone zachowanie człowieka zrealizowane w konkretnych okolicznościach nie jest społecznie szkodliwe (zob. T. Grzegorczyk, Kodek wykroczeń. Komentarz do art. 1 Kodeksu wykroczeń, LEX 2013, teza 8), a w konsekwencji stwierdzenie, że czyn nie wyczerpał materialnego znamienia wykroczenia.

 Ze zgromadzonego materiału dowodowego wynika, że:

  • współdziałający z obwinionym Rafał (…. ) kontaktował się z władzami lokalnymi i próbował uzyskać zgodę na umieszczenie napisu o określonej treści w przestrzeni publicznej,
  • po otrzymaniu informacji o braku zgody, odstąpiono od pomysłu namalowania napisu na murze,
  • celem działania obwinionego było upamiętnienie mieszkańców Węgrowa pochodzenia żydowskiego, zgładzonych w czasie wojny,
  • cel ten nie był sprzeczny z interesem społecznym
  • władze miejskie Węgrowa również organizowały akcje służące upamiętnieniu mieszkańców pochodzenia żydowskiego,
  • oskarżony działał jawnie i publicznie, na oczach mieszkańców Węgrowa oraz licznych funkcjonariuszy policji,
  • baner został zawieszony między drzewami i po zakończeniu akcji zdjęty; z akt sprawy nie wynika by wywieszenie banera pociągnęło za sobą jakiekolwiek uszkodzenia czy zniszczenia; nie doszło też do zeszpecenia przestrzeni publicznej.

Zestawienie tych okoliczności z przedmiotami ochrony wynikającymi z art. 63a § 1 k.w. pozwala na stwierdzenie, że zachowanie obwinionego nie było społecznie szkodliwe ani w perspektywie ochrony porządku publicznego, ani w aspekcie ochrony prawa do dysponowania określonym miejscem przez uprawniony podmiot zarządzający.

Trudno zaakceptować pogląd, że zachowanie obwinionego godziło w porządek publiczny, skoro było zapowiedziane, przebiegało w spokoju, nie wywołało trwałych zmian w świecie zewnętrznym, nie było wymierzone w powszechnie akceptowany system wartości, a przeciwnie odwoływało się do wspólnej tragicznej historii i zmierzało do upamiętnienia zamordowanych mieszkańców Węgrowa.

Jest prawdą, że obwiniony nie uzyskał zgody dysponenta miejsca, w którym zawieszono baner (nie wiadomo zresztą, kto tym dysponentem jest, bowiem nie wynika to z akt sprawy, choć za racjonalne wydaje się przyjęcie, że jest ono administrowane przez władze miejskie). Trudno jednak uznać, że wywieszenie napisu między drzewami na kilkanaście czy kilkadziesiąt minut bez zgody dysponenta miejsca, w realiach rozważanej sprawy naruszało prawo do dysponowania tym miejscem pozwalającym na uznanie, że zachowanie to jest społecznie szkodliwe.

Nie wiadomo zresztą, ponieważ żadnych ustaleń w tej mierze nie poczyniono, czy postawienie obwinionemu zarzutu i przypisanie mu odpowiedzialności było konsekwencją uznania, że jego zachowanie było szkodliwe społecznie, jak wymaga tego ustawa, czy też szkodliwość ta była oceniana z punktu widzenia lokalnej władzy, czy niektórych środowisk.

Ze zgromadzonych materiałów wynika, że organizatorzy akcji postrzegali swoje zachowanie jako projekt artystyczno-społeczny, a żaden z dowodów tym twierdzeniom nie przeczy.

Oznacza to, że skarżący słusznie podnosi, że uznanie zachowania obwinionego za społecznie szkodliwe pozostawałoby w sprzeczności z konstytucyjna zasadą wolności artystycznej oraz z przepisem art. 54 ust. 1 Konstytucji RP, zapewniającym wolność wyrażania swoich poglądów i rozpowszechniania informacji.

Uznanie, w realiach sprawy, że ochrona porządku publicznego i prawa do dysponowania miejscem publicznym przeważa nad wskazanymi wolnościami, byłoby rażąco nieproporcjonalne, w konsekwencji niesprawiedliwe i sprzeczne także z opisanymi w uzasadnieniu kasacji regulacjami traktatowymi.

W następstwie powyższych rozważań należało uchylić zaskarżony wyrok i stosownie do art. 537 § 2 k.p.k. w zw. z art. 112 k.p.s.w. uniewinnić obwinionego od popełnienia zarzucanych mu czynów.

Na marginesie należy zauważyć, że poczynione uwagi w gruncie rzeczy wykluczały możliwość zastosowania w sprawie postępowania nakazowego, bowiem trudno przyjąć, że okoliczności czynów nie budzą wątpliwości. Dodać również trzeba, że

  • we wniosku o ukaranie zarzucono obwinionemu popełnienie nieistniejących wykroczeń;
  • w Kodeksie wykroczeń nie ma przepisu art. 63 § la (ta błędna kwalifikacja została skorygowana w części dyspozytywnej wyroku);
  • wymagane na podstawie art. 59 § 2 k.p.s.w. zarządzenie o wszczęciu postępowania w sprawie o wykroczenie nie zostało przez sędziego podpisane;
  • zarządzenie o skierowaniu sprawy na posiedzenie w przedmiocie wydania wyroku nakazowego nie zostało również podpisane.

II.511.33.2020

Rozbieżne stawki grzywny w wyroku sądu. Rzecznik złożył kasację do SN

Data: 2020-10-14
  • W zapisie cyfrowym wyroku sąd wskazał, że wymierza oskarżonemu 160 stawek dziennych grzywny, natomiast w zapisie słownym – 100 stawek
  • Taki błąd nie może być sprostowany przez sam sąd 
  • A uniemożliwia on wykonanie wymierzonej kary grzywny

Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kasację do Sądu Najwyższego. Wniósł, by nakazał on sądowi naprawienie jego błędu. 

RPO nie kwestionuje winy sprawcy. Chodzi o to, że nie wie on, jaką grzywnę ma zapłacić.

Historia sprawy

Obywatel został oskarżony o kierowanie samochodem w stanie nietrzeźwości.

Wyrokiem nakazowym Sąd Rejonowy uznał go za winnego. Wymierzył mu grzywnę w wysokości – jak głosiła treść wyroku - „160 (sto) stawek dziennych”, przy ustaleniu stawki na 30 zł.

Ponadto sąd zakazał podsądnemu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na 7 lat. Orzekł też od  niego 8 tys. zł świadczenia pieniężnego na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

Wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił się.

Kasacja RPO

Na wniosek skazanego Rzecznik zaskarżył orzeczenie w części dotyczącej orzeczenia o karze grzywny.

Wyrokowi zarzucił rażące naruszenie przepisów prawa procesowego -  art. 413 § 2 pkt 2 k.p.k. Polegało to na wymierzeniu oskarżonemu kary grzywny w sposób uniemożliwiający jej wykonanie. Stanowi to tzw. bezwzględną przyczynę odwoławczą, określoną w art. 439 § 1 pkt 7 k.p.k. Wtedy sąd musi uchylić dane orzeczenie.

W sprawie istnieje bowiem rozbieżność co do rzeczywistej wysokości stawek dziennych grzywny wymierzonej oskarżonemu, a w konsekwencji - wysokości orzeczonej grzywny. Zamieszczenie w treści wyroku dwóch odmiennych oznaczeń określających wysokość kary powoduje niemożność ustalenia, w jakim wymiarze faktycznie ją orzeczono.

Jest to nie tylko jest sprzeczne z wynikającym z art. 413 § 2 pkt 2 k.p.k. wymogiem redagowania orzeczenia, w tym także rozstrzygnięcia o karze, w sposób zrozumiały i jednoznaczny. Powoduje również wewnętrzną sprzeczność wyroku, co uniemożliwia w tej części jego wykonanie.

Wada, jaką obciążone jest rozstrzygnięcie Sądu Rejonowego, nie może być potraktowana jako tzw. oczywista omyłka pisarska i sprostowana przez sam sąd w trybie art. 105 k.p.k. Ingerencja w wyrok w tym trybie nie pociąga bowiem za sobą skutków prawnych.

Kasacja wnosi o uchylenie wyroku w zaskarżonej części i przekazanie sprawy w tym zakresie Sądowi Rejonowemu do ponownego rozpoznania – by wskazał jednoznaczną wysokość.

II.510.760.2020

Sąd błędnie pouczył prawnika ws. terminu złożenia apelacji. SN uwzględnił kasację RPO

Data: 2020-10-13
  • Sąd błędnie pouczył radcę prawnego co do terminu złożenia apelacji w jego procesie o wykroczenie drogowe
  • Sąd odwoławczy uznał, że profesjonalny prawnik w zażaleniu nie może się powoływać na wprowadzenie w błąd przez sąd
  • Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kasację na jego korzyść, ktorą uwzględnił Sąd Najwyższy
  • Według SN nie ma powodu, aby zasada lojalności procesowej nie dotyczyła strony, która z racji wykształcenia i zawodu powinna dysponować odpowiednią wiedzą prawniczą

Historia sprawy 

Radca prawny został obwiniony o wykroczenie drogowe – spowodowanie kolizji. Sąd Rejonowy wymierzył mu za to karę nagany.

Sąd Rejonowy doręczył obwinionemu odpis wyroku wraz z uzasadnieniem. W pouczeniu sąd błędnie wskazał, że „termin zawity do wniesienia apelacji wynosi 14 dni i biegnie dla każdego uprawnionego od daty doręczenia mu wyroku wraz z uzasadnieniem”. Tymczasem apelację w sprawach o wykroczenia wnosi się w terminie 7 dni od tej daty.

Obwiniony złożył do Sądu Rejonowego wniosek o przywrócenie terminu do wniesienia apelacji. Jest to możliwe, gdy niedotrzymanie terminu zawitego nastąpiło z przyczyn  niezależnych od strony procesu (art. 126 § 1 Kodeksu postępowania karnego).

Sąd Rejonowy na podstawie art. 38 k.p.w. w zw. z art. 126 §1 k.p.k. przywrócił termin do wniesienia apelacji.

Sąd Okręgowy pozostawił ją zaś bez rozpoznania. Uznał bowiem, że jej przyjęcie nastąpiło na skutek nieuzasadnionego przywrócenia terminu do jej wniesienia.

Stwierdził, że choć obwiniony nie był w Sądzie Rejonowym reprezentowany przez obrońcę, to sam jest profesjonalnym prawnikiem. W tym stanie nieprzekonujące jest stanowisko sądu I instancji, jakoby od obwinionego, mimo nieprawidłowego pouczenia, nie można było oczekiwać wniesienia środka odwoławczego z zachowaniem właściwego terminu.

Obwiniony odwołał się do innego równorzędnego składu Sądu Okręgowego. Zaskarżone postanowienie zostało jednak utrzymane.

Kasacja RPO

Rzecznik w kasacji zarzucił Sądowi Okręgowemu rażące i mające istotny wpływ na treść orzeczenia naruszenie przepisów prawa procesowego - art. 126 § 1 Kodeksu postępowania karnego w związku z art. 38 § 1 Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia. Polegało ono na uznaniu, że niedotrzymanie terminu do złożenia apelacji, nie nastąpiło z przyczyn od niezależnych od obywatela. Następstwem było pozostawienie przyjętej apelacji bez rozpoznania – mimo że obwiniony został mylnie pouczony przez Sąd Rejonowy o terminie zawitym do wniesienia apelacji w postępowaniu w sprawach o wykroczenia.

RPO argumentował, że jeżeli organ prowadzący postępowanie jest obowiązany pouczyć uczestników postępowania o ciążących obowiązkach i o przysługujących im uprawnieniach, to mylne pouczenie nie może wywoływać ujemnych skutków procesowych dla obwinionego. Sąd Okręgowy uznał, że od obwinionego  wykonującego zawód radcy prawnego, mimo nieprawidłowego pouczenia, jako podmiotu profesjonalnego można było  oczekiwać wniesienia środka odwoławczego z zachowaniem właściwego terminu. Tymczasem obwiniony w toku procesu  nie występował jako radca prawny, lecz jako obwiniony - czyli strona postępowania.

A obowiązek informacyjny sądu ma rangę zasady procesowej (tzw. zasada lojalności procesowej), której ignorować nie można. Art. 16 k.p.k. nie różnicuje uczestników postępowania na tych, co do których brak pouczenia lub mylne pouczenie może oraz nie może wywoływać ujemnych skutków, w zależności od wykonywanej profesji.

Rzecznik wniósł o uchylenie zaskarżonego postanowienia i zwrot sprawy Sądowi Okręgowemu do postępowania odwoławczego.

Postanowienie SN

Po rozpoznaniu kasacji 7 października 2020 r. (sygn. akt III KK 277/20) na posiedzeniu Sąd Najwyższy w Izbie Karnej uwzględnił ją jako oczywiście zasadną. Uchylił zaskarżone postanowienia. Otwiera to drogę do rozpoznania apelacji obwinionego.

Jak podkreślił SN w pisemnym uzasadnieniu, oba uchylone postanowienia opierają się na założeniu, że obwiniony - z racji wykonywania zawodu radcy prawnego - nie może skutecznie powołać się na błędne pouczenie o terminie wniesienia środka odwoławczego jako okoliczność uzasadniającą przywrócenie terminu.

Przyjęcie takiego założenia nie zasługuje na aprobatę. W przypadku pouczenia o terminie i sposobie wniesienia środka odwoławczego zasada lojalności procesowej realizuje się w formule bezwzględnego obowiązku informacyjnego. Przepisy nie różnicują konsekwencji jego naruszenia. W tym zakresie treść przepisu jest jednoznaczna i wynika z niej, że mylne pouczenie nie może wywoływać ujemnych skutków procesowych dla uczestnika postępowania lub innej osoby, której to dotyczy.

Nie ma zatem normatywnych podstaw, aby z kręgu podmiotów chronionych działaniem zasady lojalności procesowej wyłączyć stronę, która z racji posiadanego wykształcenia i wykonywanego zawodu powinna dysponować odpowiednią wiedzą prawniczą.

Zauważyć zresztą trzeba, że sam fakt wykonywania przez obwinionego zawodu radcy prawnego nie uzasadnia oceniania podejmowanych przez niego czynności procesowych przez pryzmat standardów działania profesjonalnego przedstawiciela procesowego.

Skoro zatem obwiniony został błędnie pouczony o terminie do wniesienia apelacji, to - wbrew stanowisku sądu odwoławczego - Sąd Rejonowy słusznie przywrócił mu termin do wniesienia apelacji.

BPK.511.36.2020

Skazany bez rozprawy za prowadzenie auta mimo cofnięcia prawa jazdy – o czym mógł nie wiedzieć. Rzecznik składa kasację

Data: 2020-09-30
  • Obywatela skazano, bo prowadził samochód mimo odebrania mu prawa jazdy
  • Wyrok - bez udziału oskarżonego - zapadł w trybie nakazowym, przewidzianym dla spraw, w których okoliczności czynu i wina sprawcy nie budzą wątpliwości
  • Sprawa nie mogła być jednak rozpoznana w tym trybie wobec braku dowodów, że obywatel wiedział o decyzji o cofnięciu mu prawa jazdy
  • Nie został on bowiem pouczony przez policję, że przekroczył limit punktów karnych

Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich składa kasację do Sądu Najwyższego na korzyść skazanego. Wnosi o zwrot sprawy Sądowi Rejonowemu, który powinien ją rozpatrzeć nie w trybie nakazowym, ale na zasadach ogólnych, czyli na rozprawie z udziałem podsądnego.

RPO złożył już wiele kasacji, w których kwestionował wyroki wydawane w tym trybie. Jest on bowiem przeznaczony dla spraw oczywistych, gdy ani okoliczności czynu, ani wina podsądnego nie budzą wątpliwości. Wtedy sąd zapoznaje się tylko z materiałem dowodowym. A wyrok wydaje bez rozprawy i wysłuchania podsądnego czy świadków. Jeśli w sprawie są jednak jakiekolwiek wątpliwości, sąd musi prowadzić sprawę w zwykłym trybie.

Historia sprawy

Obywatel został oskarżony o to, że w sierpniu 2017 r.  kierował samochodem, nie stosując się do decyzji prezydenta miasta o cofnięciu mu uprawnień do kierowania pojazdami. Za takie przestępstwo art. 180a Kodeksu karnego przewiduje grzywnę, karę ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Wyrokiem nakazowym Sąd Rejonowy uznał oskarżonego za winnego i wymierzył mu karę grzywny. Zakazał mu także prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na 2 lata. Wyrok ten uprawomocnił się.

Argumenty kasacji

RPO zarzucił temu wyrokowi rażące i mogące mieć istotny wpływ na jego treść naruszenie prawa procesowego. Polegało na uznaniu przez sąd, że przeprowadzenie rozprawy nie jest konieczne, albowiem okoliczności czynu i wina oskarżonego nie budzą wątpliwości.

W rzeczywistości zaś - w świetle dowodów zgromadzonych w momencie wyrokowania - okoliczności sprawy wymagały dogłębnego wyjaśnienia, co możliwe było tylko w drodze postępowania  dowodowego na rozprawie.

Przestępstwo z art. 180a Kk. można popełnić wyłącznie umyślnie. Do uznania winy niezbędne jest ustalenie, że prowadzący miał świadomość, iż wydano wobec niego decyzję o cofnięciu uprawnień do kierowania pojazdami, a ponadto, że jest ona wykonalna.

Tymczasem decyzja prezydenta miasta z maja 2017 r. o cofnięciu podsądnemu uprawnień uprawomocniła się poprzez tzw. doręczenie zastępcze. Jest to możliwe, gdy adresat nie odbiera urzędowego pisma lub nie może go odebrać. Uważa się je za doręczone wraz z upływem okresu, w którym możliwy jest odbiór pisma.

Brak jest zatem dowodów wskazujących na to, by obywatel w sierpniu 2017 r. wiedział o istnieniu wykonalnej decyzji o cofnięciu mu prawa jazdy.

Ponadto brak dowodów na to, by wiedział o przekroczeniu dopuszczalnego dla niego limitu 20 punktów karnych.

Z korespondencji Wydziału Ruchu Drogowego komendy policji wynika, że  wniosek o cofnięcie mu uprawnień nie został przez niego podjęty w terminie. W notatce służbowej policjanta dokonującego kontroli drogowej - podczas której  ukarano obywatela mandatem, skutkującym wszczęciem postępowania ws.  cofnięcia uprawnień – jest oświadczenie, że po wystawieniu mandatu nie poinformowano oskarżonego o przekroczeniu dozwolonego limitu punktów karnych.

W tym stanie rzeczy Sąd Rejonowy zobowiązany był skierować sprawę na rozprawę i wezwać na nią oskarżonego. On sam zeznawał zaś na policji, że wyjaśnienia w tej sprawie będzie chciał złożyć przed sądem.

W ocenie RPO na podstawie materiału dowodowego zgromadzonego na etapie postępowania przygotowawczego sąd w ogóle nie powinien był orzekać o odpowiedzialności karnej za zarzucany obywatelowi występek.

II.511.870.2018

Chińczyk z obywatelstwem Szwecji ma być wydany ChRL. Kasacja RPO

Data: 2020-09-28
  • Polski sąd prawomocnie zgodził się na ekstradycję do Chin obywatela Szwecji chińskiego pochodzenia, który jest podejrzany o oszustwo
  • Obrona podkreślała, że Z.L. aktywnie działał w Szwecji we wspólnocie Falun Gong, zwalczanej w Chińskiej Republice Ludowej
  • A w przypadku wydania grozi mu nawet kara dożywocia oraz ryzyko tortur i innego nieludzkiego traktowania
  • RPO wniósł, by Sąd Najwyższy nakazał ponowne zbadanie, czy Z. L. może być wydany Chinom

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich sąd naruszył przepisy, stwierdzając dopuszczalność prawną ekstradycji Z.L. W ChRL grozi mu kara dożywotniego więzienia, a sąd nie zbadał należycie, czy miałby on możliwość ubiegania się o warunkowe przedterminowe zwolnienie.

Brak takiej możliwości naruszałby bowiem art. 3 europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Zgodnie z nim nikt nie może być poddany torturom ani nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu albo karaniu. Według Europejskiego Trybunału Praw Człowieka takim traktowaniem jest m.in. pozbawienie wszelkich nadziei na wyjście na wolność skazanych na dożywocie.

Zgodnie zaś z polskim Kodeksem postępowania karnego ekstradycja jest niemożliwa m.in. wobec uzasadnionej  obawy, że w państwie żądającym wydania danej osoby może dojść do naruszenia jej wolności i praw. 

Historia sprawy

Obywatel Szwecji Z. L. został zatrzymany i aresztowany w Polsce na podstawie chińskiego wpisu do bazy danych Międzynarodowej Organizacji Policji Kryminalnej. Chiny ścigają go za czyn będący odpowiednikiem polskiego występku z art. 286 § 1 Kk w zbiegu z art.  270 § 1 Kk w związku z art. 294 § 1 Kk.

W kwietniu 2019 r. Prokuratura Okręgowa przedstawiła wniosek Chińskiej Republiki Ludowej o ekstradycję zatrzymanego.

W maju 2020 r. Sąd Okręgowy stwierdził prawną dopuszczalność przekazania Z. L. Chinom.

Jego adwokat odwołał się. Zarzucił sądowi przyjęcie, że Z. L. jedynie sympatyzował z Falun Gong, podczas gdy dowody wskazują na jego aktywny udział w tej wspólnocie w Szwecji. Sąd uznał, że „nawet przy założeniu, że ścigany miałby jakiekolwiek kłopoty za powiązanie z ruchem Falun Gong, brak jest jakichkolwiek podstaw do uznania, że zostałby za to ukarany”. Tymczasem stanowisko władz chińskich przedłożone do akt sprawy definiuje Falun Gong jako „organizację nielegalną tworzącą niszczące  ugrupowanie buntownicze”, za której przynależność grozi nawet dożywocie – argumentował adwokat.

Wskazywał, że raporty organizacji obrony praw człowieka zaświadczają jednoznacznie, iż członek Falun Gong narażony jest na stosowanie przez władze ChRL tortur, bezprawne pozbawienie wolności w warunkach realnie zagrażających życiu czy bezprawne pobranie narządów do transplantacji, a nadto pozbawienie prawa do rzetelnego procesu. A przepisy EKPC dają wtedy podstawę uznania niedopuszczalności wydania ściganego.

W sierpniu 2020 r. Sąd Apelacyjny utrzymał orzeczenie I instancji.

Argumentacja RPO

Rzecznik zarzucił Sądowi Apelacyjnemu, że utrzymał rażąco niesprawiedliwe orzeczenie I instancji. Nie wyjaśnił bowiem  wszystkich istotnych okoliczności, dotyczących prawnej i faktycznej możliwości złagodzenia w Chinach kary dożywotniego pozbawienia wolności. A wyjaśnienie mogłoby doprowadzić do odmiennego rozstrzygnięcia całej sprawy.

W świetle wykładni art. 3 EKPC dokonywanej przez ETPCz, orzeczenie kary dożywotniego pozbawienia wolności jest prawnie dopuszczalne tylko wówczas, gdy tego rodzaju kara jest prawnie i faktycznie redukowalna.

Skoro zaś Sąd Okręgowy ustalił, że taka kara może być wymierzona Z.L., to zarazem był zobowiązany ustalić, czy w ChRL istnieją przepisy gwarantujące jej rzeczywistą redukowalność. Poprzestał jedynie na ustaleniu, że skrócenie dożywocia jest możliwe. Nie wyjaśnił natomiast, czy są odpowiednie gwarancje procesowe zapobiegające arbitralnemu rozstrzyganiu o redukowalności tej kary.

Ma to szczególne znaczenie, skoro kara dożywocia grozi Z.L. za popełnienie czynu przeciwko mieniu.

Z dokumentów dołączonych do wniosku o ekstradycję wynika, że w Chinach kara dożywotniego pozbawienia wolności może być redukowana orzeczeniem sądu lub warunkowym zwolnieniem. Jest to możliwe, jeżeli sprawca m.in. „dobrze wychowuje” (tak w tłumaczeniu).

Z informacji strony chińskiej wynika, że wobec skazanych na surowe kary, w tym dożywocie, w szerokim zakresie istnieje ustawowe wyłączenie możliwości uzyskania warunkowego zwolnienia. Złagodzenie dożywocia ma charakter zupełnie nadzwyczajny i nie może skorzystać z tego każdy skazany. Nie może być to zatem postrzegane jako gwarancja redukowalności kary każdemu skazanemu na dożywocie.

RPO wskazuje, że z informacji strony chińskiej nie wynika:

  • Jaki organ rozstrzyga o warunkowym zwolnieniu? Czy jest to organ wykonujący karę, a jeżeli tak, czy istnieje możliwość zaskarżenia jego rozstrzygnięcia do sądu, czy też innego organu, chociażby władzy wykonawczej, ale odrębnego od organu wykonującego tę karę?
  • Czy istnieje obowiązek sporządzenia uzasadnienia, jeżeli uprawniony organ odmówi zastosowania tej instytucji, względnie czy istnieją inne gwarancje procesowe umożliwiające kontrolę rozstrzygnięć?
  • Jaki jest reżim wykonywania kary dożywotniego pozbawienia wolności w Chinach, czy realnie umożliwia on spełnienie przesłanek materialnych niezbędnych do uzyskania warunkowego zwolnienia?
  • Czy skazani od początku wiedzą, jakie muszą spełnić oczekiwania, aby możliwe było zastosowanie warunkowego zwolnienia?
  • Czy w przypadku, gdy uprawniony organ odmówi zastosowania tej instytucji, czy istnieje możliwość ponowienia wniosku o warunkowe zwolnienie, a jeżeli tak, to po jakim czasie?
  • Czy instytucja warunkowego zwolnienie w Chinach jest w ogóle w praktyce stosowana wobec skazanych na karę dożywocia?

Wyjaśnienie tych okoliczności ma podstawowe znaczenie dla możliwości oceny, czy Z.L. nie grozi nieludzkie lub poniżające ukaranie w rozumieniu art. 3 EKPC - a jeżeli tak, to czy jest obawa naruszenia tego przepisu w stopniu uzasadniającym odmowę wydania ściganego państwu niebędącemu stroną tej Konwencji.

II.511.884.2019

Sąd Najwyższy uniewinnił kibica po kasacji RPO na jego korzyść  

Data: 2020-09-24
  • Nie można karać kibica za przenoszenie racy, skoro karze podlega tylko jej przewóz 
  • Dlatego Sąd Najwyższy uwzględnił kasację RPO i uniewinnił kibica
  • Sąd rejonowy ukarał go grzywną i dwuletnim zakazem wstępu na imprezy sportowe za posiadanie racy
  • Przeoczył jednak, że wykroczeniem jest tylko posiadanie materiałów pirotechnicznych podczas przejazdu uczestników imprezy masowej – a ukarany posiadał racę podczas przemarszu grupy kibiców przez miasto 

Według Rzecznika Praw Obywatelskich taki rażący błąd sądu wymagał uchylenia wyroku przez Sąd Najwyższy i uniewinnienia kibica.

Doszło bowiem do naruszenia zasady prawa rzymskiego nullum crimen sine lege stricta, która jest do dziś stosowana. Oznacza ona, że sprawca odpowiada za popełnienie dokładnie takiego czynu, jaki wyczerpuje znamiona ustawy – a nie za popełnienie czynu podobnego.

Sprawa kibica

Jeden z sądów rejonowych, który rozpatrywał wniosek o ukaranie kibica za posiadanie racy w związku z ligowym meczem piłkarskim na Śląsku w 2016 r. Sąd uznał go za winnego wykroczenia, polegającego na tym, że posiadał wyroby pirotechniczne w postaci racy, gdy uczestniczył w „przejściu zorganizowanej grupy uczestników masowej imprezy sportowej” przez miasto.

Na mocy art.50a § 1a Kodeksu wykroczeń sąd ukarał go za to 3 tys. zł grzywny. Ponadto na 2 lata zakazał mu wstępu na imprezy masowe  w całej Polsce. Wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił się w I instancji.

Argumenty kasacji RPO

Wyrok został wydany z rażącym naruszeniem prawa materialnego – uznał RPO, który złożył kasację na korzyść kibica.

Rzecznik nie kwestionował ustaleń faktycznych sądu, że kibic miał przy sobie racę. Nie mogło to jednak przesądzać o jego winie i skazaniu.

Art. 50a § 1a Kw przewiduje bowiem karę aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny nie niższej niż 3000 zł dla tego, „kto - będąc uczestnikiem przejazdu zorganizowanej grupy uczestników masowej imprezy sportowej - posiada wyroby pirotechniczne albo nóż, maczetę lub inny podobnie niebezpieczny przedmiot”.

Do popełnienia tego wykroczenia konieczne jest zatem zrealizowanie dwóch znamion: bycia uczestnikiem „przejazdu” i posiadania wyrobów pirotechnicznych. Tymczasem kibic nie został uznany za winnego „przejazdu” – co jest wymaganym znamieniem tego wykroczenia - lecz „przejścia” zorganizowanej grupy kibiców.

Zgodnie z zasadą nullum crimen sine lege stricta znamiona czynu podlegającego karze powinny być odczytywane ściśle i dosłownie. Niedopuszczalne jest stosowanie wykładni rozszerzającej oraz analogii na niekorzyść sprawcy.

Zachowanie, za które kibic został skazany, nie jest zabronione pod groźbą kary. Uznanie zaś, że „przejście” stanowi „przejazd” wbrew dyrektywom wykładni językowej stanowi niedopuszczalną w prawie karnym wykładnię rozszerzającą na niekorzyść obwinionego - pisał RPO w kasacji.

Wyrok SN wraz z uzasadnieniem

24 września 2020 r.  SN w Izbie Karnej uwzględnił kasację (sygn. akt IV KK 309/19) i uniewinnił ukaranego. Uznał, że sąd zastosował w tej sprawie niedopuszczalną wykładnię rozszerzającą. Kasację RPO poparła przed SN Prokuratura Krajowa.

Sąd nie sporządził uzasadnienia w tej sprawie, wobec tego nie można jednoznacznie ustalić wszystkich argumentów, którymi kierował się, wydając zaskarżone orzeczenie. Jednak z ustaleń faktycznych zawartych w opisie prawomocnie przypisanego czynu wynika, że obwiniony został uznany winnym wykroczenia w postaci przejścia zorganizowanej grupy uczestników masowej imprezy sportowej, w trakcie którego posiadał wyroby pirotechniczne (racę).

W kontekście poczynionych ustaleń faktycznych wskazać należało, że w sprawie Istniały dowody, zebrane w toku czynności operacyjnych, pozwalające sądowi na rozważenie możliwości dokonania ustalenia o posiadaniu przez obwinionego wyrobów pirotechnicznych w czasie przejazdu koleją na miejsce imprezy masowej. Dowody te nie zostały jednak dostrzeżone przez sąd, a wobec prawomocności ustaleń faktycznych w sprawie, nie mogły stanowić przedmiotu rozważań Sądu Najwyższego w zakresie zasadności wniesionej kasacji.

Kontynuując rozważania prawne, należało dokonane ustalenia faktyczne skonfrontować ze znamionami wykroczenia stypizowanego w art. 50a § 1a k.w. Odpowiedzialności przewidzianej w tym przepisie podlega sprawca, który będąc uczestnikiem przejazdu zorganizowanej grupy uczestników masowej imprezy sportowej, posiada przedmioty określone w art. 50a § 1 k.w. (nóż, maczetę lub inny podobnie niebezpieczny przedmiot) lub wyroby pirotechniczne.

O ile posiadanie przez obwinionego wyrobów pirotechnicznych w postaci racy nie jest kwestionowane, rozważenia wymaga znamię „uczestnik przejazdu". Obwiniony nie został bowiem uznany winnym jako uczestnik „przejazdu", co jest wymaganym znamieniem tego wykroczenia, lecz „przejścia" zorganizowanej grupy kibiców. Jak zdefiniowano w Słowniku Języka Polskiego, „przejazd" oznacza przebywanie jakiejś drogi pojazdem, natomiast „przejście" w znaczeniu „przejść, przechodzić" oznacza „idąc przebyć jakąś drogę" (zob. Słownik Języka polskiego PWN pod red. W. Doroszewskiego).

Nie ulega zatem wątpliwości, że zakresy znaczeniowe obu tych pojęć różnią się. Dlatego uznanie, że - kryminalizowany przez art. 50a § 1a k.w. - przejazd może być także utożsamiony z przejściem stanowi niedopuszczalną w myśl zasady nullum crimen sine lege sthcta wykładnię rozszerzającą na niekorzyść sprawcy.

Na marginesie odnotować należy, że nie było również możliwe przypisanie obwinionemu wykroczenia z art. 50a § 1 k.w. albowiem przepisem tym nie objęto posiadania materiałów pirotechnicznych. Nie można również zakładać, że raca stanowi „inny podobnie niebezpieczny przedmiot" jak nóż, czy maczeta.

Podsumowując, zachowanie polegające na tym, że będąc uczestnikiem przejścia zorganizowanej grupy uczestników masowej imprezy sportowej obwiniony posiadał wyroby pirotechniczne nie jest zabronione pod groźbą kary. W związku z tym swoim zachowaniem obwiniony nie wyczerpał znamion ustawowych przypisanego mu wykroczenia. Dlatego, w uwzględnieniu zarzutu kasacji, zaskarżony wyrok należało uchylić, a uznając skazanie za niesłuszne w stopniu oczywistym, obwinionego należało uniewinnić od zarzuconego mu wykroczenia (art. 112 k.p.w. w zw. z art. 537 § 2 in fine k.p.k.). 

BPK.511.23.2019

Skarga do WSA na karę 10 tys. zł utrzymaną przez sanepid, bo odwołanie przyszło "za wcześnie" . Skarga uwzględniona

Data: 2020-09-08, 2021-02-09

Młody człowiek zorganizował w pandemii spotkanie i sanepid ukarał go 10 tys. zł kary. Ponieważ jest niepełnoletni, od decyzji odwołali się jego rodzice. Ale sanepid tego nie uznał, bo stwierdził, że rodzice naruszyli procedurę. Zatem mają zapłacić 10 tys. RPO zaskarżył tę decyzję do WSA

AKTUALIZACJA 9 lutego WSA w Rzeszowie uwzględnił skargi Rzecznika i obywatela na postanowienie Podkarpackiego Wojewódzkiego Państwowego Inspektora Sanitarnego stwierdzające uchybienie terminu do wniesienia odwołania od administracyjnej kary pieniężnej nałożonej za nieprzestrzeganie pandemicznych obostrzeń. Sąd podzielił ocenę Rzecznika, że odwołanie wniesione przez jednego z przedstawicieli ustawowych małoletniego, zostało złożone z zachowaniem terminu

Chodziło o to, że sanepid wysłał decyzję osobno do obojga rodziców. Matka odebrała przesyłkę, a ojciec – już nie. W związku z tym choć rodzice znali już decyzję, to formalnie nie była ona w mocy – jeśli nie odbierzemy awiza, to pismo uznawane jest za doręczone dopiero po upływie 10 dni. Rodzice wnieśli odwołanie o dzień wcześniej, co zdaniem Sanepidu czyni je nieważnym.

W szczegółach było tak:

24 czerwca 2020 r. Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny wymierzył panu Ł.P. 10 tys. zł kary zł za niestosowanie się do zakazu odbywania imprez, spotkań i zebrań niezależnie od ich rodzaju. Ponieważ strona jest osobą małoletnią, z odwołaniem od decyzji, w jej imieniu, wystąpił ojciec, pan J.P.

Odwołanie opatrzone jest datą 9 lipca 2020 r. Państwowy Wojewódzki Inspektor Sanitarny (przyjmując za podstawę art. 134 k.p.a., ) stwierdził, iż odwołanie to zostało wniesione z uchybieniem terminu. Decyzja Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego z 24 czerwca 2020 r. została skierowana do przedstawicieli ustawowych pana Ł.P. - do pani M.P. i pana J.P. 24 czerwca 2020 r. , a odebrana przez Pani M.P. odebrała decyzję 26 czerwca 2020 r. Pan J.P. nie podjął natomiast przesyłki, pomimo dwukrotnego awizowania. W rezultacie, organ wskazał, że zgodnie z art. 44 § 4 k.p.a., doręczenie decyzji panu J.P. nastąpiło 10 lipca 2020 r. Decyzja w przypadku pana J.P. rozpoczęła byt prawny 11 lipca 2020 r., złożenie przez niego odwołania 10 lipca 2020 r. było przedwczesne i jako takie, niedopuszczalne. Tym sposobem - zdaniem organu - nastąpiło uchybienie terminowi, o jakim mowa w art. 129 k.p.a.

W opinii Rzecznika Praw Obywatelskich z rozstrzygnięciem organu II instancji nie można się zgodzić, gdyż narusza ono przepisy. Jest wynikiem błędnej wykładni przepisów kodeksu postępowania administracyjnego w zakresie doręczeń i reprezentowania stron postępowania nie posiadających pełnej zdolności do czynności prawnych. Należy ponadto zauważyć, że organ II instancji myli pojęcia niedopuszczalności wniesienia odwołania i uchybienia terminowi do wniesienia odwołania, utożsamiając je i używając naprzemiennie.

Równocześnie Rzecznik zaznaczył, iż istnienie przedstawiciela ustawowego strony na mocy obowiązujących przepisów nie oznacza, że adresatem decyzji administracyjnej ustalającej prawa lub obowiązki strony (takiej jak zaskarżona decyzja o karze) jest tenże przedstawiciel ustawowy strony. W dalszym ciągu tym adresatem jest osoba reprezentowana przez przedstawiciela ustawowego - w tym przypadku małoletni. Tym samym, skutki doręczenia i rozpoczęcie biegu terminu do wniesienia środków zaskarżenia dotyczą osoby reprezentowanej (czyli strony - np. małoletniego), a nie przedstawicieli ustawowych.

V.511.438.2020

Po kasacji RPO Sąd Najwyższy uchylił zgodę na ekstradycję obywatela Ukrainy do Rosji

Data: 2020-09-03
  • Sąd Najwyższy nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy ekstradycji obywatela Ukrainy z Polski do Rosji, która ściga go za przestępstwa narkotykowe
  • Tym samym SN uwzględnił kasację Rzecznika Praw Obywatelskich od prawomocnej zgody sądu na ekstradycję Denysa V.
  • Grozi mu w Rosji dożywocie - co może oznaczać narażenie go na tortury lub nieludzkie traktowanie. A był on kierowcą-wolontariuszem podczas wojny w Donbasie

RPO wskazywał, że zgoda na wydanie Denysa V. Rosji jest niesprawiedliwa. Może mu bowiem grozić kara dożywotniego więzienia, bez możliwości ubiegania się o warunkowe przedterminowe zwolnienie. A to naruszałoby art. 3 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.

Stanowi on, że nikt nie może być poddany torturom ani nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu albo karaniu. Według Europejskiego Trybunału Praw Człowieka takim traktowaniem jest m.in. pozbawienie wszelkich nadziei na wyjście na wolność skazanych na dożywocie – zwłaszcza ukaranych za inne przestępstwa niż np. zabójstwo czy terroryzm.

Według Kodeksu postępowania karnego ekstradycja jest zaś niemożliwa m.in. wobec uzasadnionej  obawy, że w państwie żądającym wydania danej osoby może dojść do naruszenia jej wolności i praw. 

Historia sprawy

30-letni Denys V. był poszukiwany przez prokuraturę Federacji Rosyjskiej pod zarzutem wytwarzania na wsi pod Moskwą w latach 2015-2016 znacznej ilości narkotyków w ramach zorganizowanej grupy przestępczej. Na tej podstawie mężczyzna pracujący w Polsce został zatrzymany na granicy polsko-ukraińskiej w 2018 r. Zeznał, że w okresie zarzucanego mu przestępstwa przebywał w Ukrainie, a zarzuty są pomyłką.

Rosja zażądała jego ekstradycji. Sąd Okręgowy w P. stwierdził jej prawną dopuszczalność.

Obrona argumentowała, że organy rosyjskie traktują obywateli Ukrainy jako tych z „gorszego” kraju. Podnosiła, że Parlament Europejski przyjął w sumie 13 rezolucji, w których odnotowano stosowanie tortur w stosunku do więźniów, polityczny stosunek do skazanych z Ukrainy, pogorszenie się stanu praw człowieka, brak niezawisłości sądownictwa.

W zażaleniu na decyzję sądu obrona wskazała na:

  • błędne przyjęcie braku negatywnej przesłanki do zgody na ekstradycję, skoro wyjaśnienia Denysa V., pismo Komendy Policji w Kijowie i zaświadczenia o miejscu pracy jednoznacznie wskazują na realne zagrożenie dla zdrowia, jeśli nie życia, w przypadku przekazania go  Rosji;
  • nierozważenie poważnych podstaw do przyjęcia, że wniosek o wydanie Denysa V. za przestępstwo pospolite złożono w celu ścigania go ze względu na narodowość i poglądy polityczne. Może o tym świadczyć narodowość ściganego i jego udział jako wolontariusza - kierowcy adwokata pomagającego poszkodowanym w czasie działań wojennych we wschodniej Ukrainie;
  • zbyt ogólnikowe uzasadnienie orzeczenia i pominięcie wszystkich dowodów (sąd nie wziął np. pod uwagę odmowy Denysa V. podjęcia współpracy szpiegowskiej z Rosją - za co w 2016 r. został pobity w Kijowie).

Sąd Apelacyjny w R. oddalił zażalenie, utrzymując w mocy decyzję I instancji.

Argumenty RPO

Według RPO sąd apelacyjny nie odniósł się należycie do zażalenia obrony. Nie zwrócił uwagi, że sąd nie przeanalizował kwestii naruszenia art. 3 EKPC w kontekście grożącej V. kary dożywocia.

A ETPCz wielokrotnie podkreślał, że osoby skazane na dożywocie nie mogą być pozbawione jakiejkolwiek nadziei na wyjście na wolność. Muszą mieć możliwość ubiegania się o warunkowe przedterminowe zwolnienie. W przeciwnym wypadku kara ta łamie zakaz nieludzkiego traktowania.

Tymczasem z informacji strony rosyjskiej wynika realna możliwość wymierzenia Denysowi V. dożywocia. Nie odpowiedziała ona zaś na pytanie, czy rosyjskie prawo przewiduje możliwość obniżenia tej kary lub warunkowego zwolnienia. Rodzi to wątpliwość, czy wymogi rosyjskiego prawa nie naruszają zasad i praw Konwencji, m.in. zakazu poniżającego i nieludzkiego traktowania czy poszanowania godności ludzkiej.

Sama w sobie kara dożywocia nie jest niezgodna z Konwencją. ETPCz wskazywał, że państwa muszą swobodnie nakładać ją na pełnoletnich przestępców, winnych szczególnie groźnych czynów, jak zabójstwa czy akty terroru. W wyjątkowych jednak przypadkach rażąca, jaskrawa nieproporcjonalność kary także może sprowadzać się do niedozwolonego traktowania.

Sąd apelacyjny nie zwrócił zaś uwagi, że w I instancji nie zbadano, czy ewentualne dożywocie wobec V. nie byłoby rażąco nieproporcjonalne.

Ponadto sąd apelacyjny nie zbadał - przy uwzględnieniu odmienności systemów prawnych, różnic kulturowych i uwarunkowań historycznych - czy ryzyko wymierzenia Denysowi V. dożywocia za przestępstwo zagrożone przez polskie prawo karą maksymalnie 15 lat więzienia, nie jest karą rażąco nieadekwatną do wagi czynu – co też byłoby sprzeczne z art. 3 Konwencji.

W Polsce dożywocie to kara najwyższa, przewidziana jedynie w dziewięciu przypadkach przestępstw o najwyższym ciężarze gatunkowym – skierowanych zasadniczo przeciw życiu i zdrowiu. Żadne z przestępstw narkotykowych nie zostało uznane za tak poważnie zagrażające porządkowi prawnemu i innym dobrom, aby groziła za nie dożywotnia izolacja.

Sąd apelacyjny nie odpowiedział więc na pytanie, czy ryzyko wymierzenia tej  kary nie naruszy art. 3 Konwencji. Zarzutu tego nie podniosła obrona w zażaleniu. Sąd apelacyjny jest jednak w określonych przypadkach zobowiązany do wyjścia poza granice zaskarżenia. Nie uczynił tego, co należy uznać za rażąco niesprawiedliwe.

Stanowisko sądu apelacyjnego o prawnej dopuszczalności wydania Denysa V. jest zatem co najmniej przedwczesne. Nie można bowiem wykluczyć, że zgodna z przepisami kontrola orzeczenia sądu I instancji - przy uwzględnieniu opisanych wątpliwości - doprowadziłaby do odmiennego rozstrzygnięcia.

RPO wniósł, by SN zwrócił sprawę sądowi apelacyjnemu.

Rozstrzygnięcie SN

2 września 2020 r. Sąd Najwyższy w Izbie Karnej uwzględnił kasację (sygn. akt IV KK 13/20). Kasację poparł przedstawiciel Prokuratury Krajowej.SN w większości podzielił argumentację RPO, zwłaszcza co do groźby bezwzględnego dożywocia. 

Jak głosi pisemne uzasadnienie SN, zgodnie z  art. 440 k.p.k. sąd odwoławczy jest zobligowany do zmiany zaskarżonego orzeczenia lub jego uchylenia - niezależnie od granic zaskarżenia i podniesionych zarzutów, gdyby jego utrzymanie w mocy było rażąco niesprawiedliwe.

W niniejszej sprawie, jak przyznała strona wzywająca, istnieje realna możliwość wymierzenia ściganemu kary dożywotniego pozbawienia wolności. Obligowało to do przeanalizowania, czy tak oznaczona górna granica ustawowego zagrożenia karą w prawie rosyjskim może mieć charakter bezwarunkowego, dożywotniego pozbawienia wolności. Taka sytuacja może bowiem stanowić realne zagrożenie naruszenia art. 3 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, czyniąc wydanie bezwzględnie niedopuszczalnym, po myśli art. 604 § 1 pkt 7 k.p.k.

Europejski Trybunał Praw Człowieka podkreślał, że osoby skazane na karę dożywotniego pozbawienia wolności nie mogą być pozbawione jakiejkolwiek nadziei na opuszczenie jednostki penitencjarnej i muszą mieć możliwość ubiegania się o warunkowe przedterminowe zwolnienie. W przeciwnym wypadku orzeczona wobec nich kara stanowić będzie złamanie zakazu nieludzkiego traktowania. Z perspektywy gwarancji wynikającej z art. 3 EKPC skazani na karę dożywotniego pozbawienie wolności powinni mieć prawo do uruchomienia procedury oceny potrzeby dalszego pozbawienia wolności po odbyciu nie więcej niż 25 lat kary, a nadto w późniejszym okresie - w rozsądnych odstępach czasowych.

Trybunał stwierdził ponadto, że już w momencie wydania wyroku skazującego na karę dożywotniego pozbawienia wolności skazani mają prawo wiedzieć, kiedy i pod jakimi warunkami będą mogli ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie. Zgodnie z jednoznacznym stanowiskiem ETPC, w wypadku, gdy prawo krajowe nie przewiduje przedstawionej powyżej procedury, dochodzi do naruszenia art. 3 konwencji.

W orzecznictwie ETPC wyraźnie podkreśla się, że dokonany przez państwo wybór konkretnego systemu wymierzania sprawiedliwości karnej wraz z uregulowaniami kontroli wymiaru kary i możliwości zwolnienia, znajduje się co do zasady poza zakresem kontroli sprawowanej przez Trybunał. Zasada ta ograniczana jest zastrzeżeniem Trybunału, że wybrany system nie może jednak naruszać zasad przyjętych w Konwencji.

Z powyższego wynika, że w orbicie rozważań sądu meriti, a także sądu odwoławczego, nawet jeśli nie podniesiono tego w zażaleniu, okoliczność ta powinna zostać rozważona. W kontekście tych rozważań kluczowe jest, czy i jakie warunki prawodawstwo strony wzywającej przewiduje dla złagodzenia ostrza represji, jaką niesie za sobą kara „dożywotniego uwięzienia" w kontekście wymogów wynikających z art. 3 Konwencji, tj. istnienia odpowiednika instytucji warunkowego przedterminowego zwolnienia.

Jak wynika z treści przedstawionego Sądowi Najwyższemu tłumaczenia wyciągu z Kodeksu Karnego Federacji Rosyjskiej z dnia 13 czerwca 1996 r., niezależnie od ogólnych zasad stosowania warunkowego przedterminowego zwolnienia (art. 79 ust. 1 - 2, ust. 4.1) osoba odbywająca karę w postaci dożywotniego pozbawienia wolności może zostać zwolniona warunkowo przedterminowo, jeżeli sąd uzna, że nie ma ona potrzeby dalszego odbywania tej kary i faktycznie odbyła co najmniej dwadzieścia pięć lat pozbawienia wolności. Warunkowe przedterminowe zwolnienie z dalszego odbywania kary dożywotniego pozbawienia wolności stosuje się tylko wtedy, gdy skazany nie dopuścił się złośliwego naruszenia ustalonej procedury odbywania kary w ciągu trzech poprzednich lat. Osoba, która w okresie odbywania kary dożywotniego pozbawienia wolności popełniła nowe poważne lub szczególnie ciężkie przestępstwo, nie podlega warunkowemu przedterminowemu zwolnieniu (art. 79 ust. 5 rosyjskiej ustawy karnej).

Z powyższego wynika, że - podobnie, jak w prawie polskim - możliwość skorzystania przez skazanego z instytucji warunkowego przedterminowego zwolnienia uwarunkowana została spełnieniem szeregu kryteriów, zarówno o charakterze formalnym, jak i materialnym. Te ostatnie kryteria nie zostały natomiast przez ustawodawcę rosyjskiego dookreślone w takim stopniu, jak polska ustawa karna czyni to w art. 77 § 1 k.k.

Prawo rosyjskie w większym stopniu pozostawia decyzję o warunkowym przedterminowym zwolnieniu swobodzie sędziowskiego uznania („jeżeli sąd uzna, że nie ma potrzeby dalszego odbywania tej kary". W ocenie SN także zwrot „skazany nie dopuścił się złośliwego naruszenia ustalonej procedury odbywania kary w ciągu trzech poprzednich lat" ustanawia kryterium niedookreślone, dające pole do szerokiej interpretacji przez sąd rozstrzygający o warunkowym przedterminowym zwolnieniu.

Wszystkie te okoliczności nie mogą pozostać nierozważone, albowiem - jak już wspomniano - wydanie osoby ściganej (nawet do państwa nie związanego EKPC) bez ustalenia, czy w wypadku skazania na karę dożywotniego pozbawienia wolności będzie realnie możliwe ubieganie się o wcześniejsze zwolnienie, i na jakich warunkach, narusza art. 3 konwencji i czyniłoby jego wydanie Federacji Rosyjskiej sprzeczne z prawem polskim (art. 604 § 1 pkt 7 k.p.k.)., a to zgodnie z art. 64 ust. 1 pkt 5 umowy z dnia 16 września 1996 r. pomiędzy Rzecząpospolitą Polską a Federacją Rosyjską o pomocy prawnej i stosunkach prawnych w sprawach cywilnych i karnych obliguje do stwierdzenia, że wydanie jest niedopuszczalne.

Należy jednak silnie podkreślić, że do odmowy wydania z powodu obawy o naruszenie wolności lub praw osoby ekstradowanej nie jest wystarczające samo prawdopodobieństwo, że takie naruszenia mogą nastąpić. Wymagane jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, iż do takiego naruszenia dojdzie. Przemawia za tym w szczególności podstawowa zasada kierująca współpracą międzynarodową - pacta sunt servanda i działania w zaufaniu do państwa, z którym Rzeczpospolita Polska związana jest umową międzynarodową, o ile nie ujawnią się niepodważalne powody uzasadniające przypuszczenie, że zaufanie to może zostać naruszone.

Ustalenie zasadności obaw, o których mowa w przepisie art. 604 § 1 pkt 7 k.p.k., wymaga bowiem oparcia się na dowodach, dzięki którym możliwe będzie stwierdzenie, jaka praktyka stosowana była w przeszłości w kraju żądającym wydania. W pierwszej kolejności powinny być to oficjalne dokumenty sporządzane przez specjalne międzynarodowe organy powołane do kontroli przestrzegania zakazów stosowania tortur, międzynarodowe organy ochrony praw człowieka, jak również organizacje poza-rządowe zajmujące się ochroną praw człowieka. Takowe ustalenia nie mogą być czynione wyłącznie na podstawie gołosłownych twierdzeń ściganego, ale tylko na podstawie obiektywnych faktów prowadzących do powstania przekonania o istnieniu rzeczywistego ryzyka traktowania jej w sposób nieludzki czy poniżający i poddania jakimkolwiek torturom

W tej perspektywie teoretycznie przydatne może okazać się stanowisko amicus curiae Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka z dnia 26 sierpnia 2020 r. złożone do sprawy Denysa V. Dlatego w zakresie obejmującym powyższe argumenty, kasacja okazała się uzasadniona.

W ocenie Sądu Najwyższego nie można było natomiast podzielić zarzutu kasacji, wyrażonego w uzasadnieniu kasacji, że sądy powinny również w niniejszej sprawie badać, na etapie rozpatrywania wniosku o dopuszczalność wydania, czy ewentualna kara za zarzucane ściganemu czyny z części 5 artykułu 228.1 kodeksu karnego Federacji Rosyjskiej, popełnione w związku z nielegalnym obrotem środkami odurzającymi, nie byłaby rażąco nieproporcjonalna, jak również dokonywać tej oceny w płaszczyźnie polskiego kontekstu kulturowego i polskiego systemu prawa karnego, w którym żadne z przestępstw wskazanych w ustawie z dnia 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu narkomanii, nie zostało uznane za tak poważnie uderzające w porządek prawny, a przede wszystkim w dobra o takiej wartości, aby zabezpieczyć przed jego naruszaniem karą dożywotniej izolacji. Określenie surowości ustawowego zagrożenia karą za poszczególne przestępstwa stanowi bowiem immanentne uprawnienie ustawodawcy krajowego i - co do zasady - pozostawiona została jego uznaniu. Kwestie dotyczące właściwego wymiaru kary w dużym stopniu nie mieszczą się także w zakresie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Uznając trafność zasadniczego zarzutu kasacji, należało uchylić zaskarżone orzeczenie sądu odwoławczego i sprawę przekazać temu sądowi do ponownego rozpoznania. Ponownie rozpoznając sprawę, sąd odwoławczy dokona wszechstronnej kontroli wniesionego środka zaskarżenia, uwzględniając argumentację zawartą w uzasadnieniu tego rozstrzygnięcia, jak też odwołując się do wywodów zawartych w uzasadnieniu kasacji oraz stanowisku Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, nie pomijając też, w ramach prowadzonych rozważań, możliwości analizy zaskarżonego postanowienia z urzędu pod kątem przesłanek wynikających z art. 440 k.p.k.

II.510.513.2019

Kasacja RPO w sprawie rzekomego nękania męża przez telefon, rozstrzygniętej w trybie nakazowym, bez rozprawy. AKTUALIZACJA: SN uchylił wyrok na kobietę

Data: 2021-05-04, 2020-08-27
  • Pani X została uznana za winną nękania telefonami i sms-ami swego męża i skazana na ograniczenie wolności w postaci 20 godzin prac społecznych przez cztery miesiące.
  • Sprawę rozstrzygnięto bez rozprawy, bo sąd uznał, że nie budzi ona wątpliwości. Wyrok uprawomocnił się, bo nikt nie złożył sprzeciwu od tego nakazowego wyroku.
  • RPO złożył kasację do Izby Karnej Sądu Najwyższego; wskazał, że sąd popełnił bardzo poważny błąd („rażąco naruszył prawo procesowe”), ignorując oczywiste wątpliwości w tej sprawie.
  • 27 kwietnia 2021 r. SN uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania; podkreślił, że materiał dowodowy nie wskazuje w sposób niebudzący wątpliwości na winę oskarżonej

Państwo X rozwodzą się. Opiekująca się dziećmi pani X telefonowała do pana X, wysyłała mu sms-y, pytała o alimenty. Pan X uznał to za nękanie i skierował sprawę do sądu. Ten w postępowaniu nakazowym, tylko na podstawie wydruków fragmentów sms-ów i protokołu przesłuchania pani X, wydał wyrok skazujący.

Jest to możliwe, bo wprowadzono takie przepisy, by przyspieszyć rozstrzyganie spraw przed sądami. Sędzia może wydać wyrok w postępowaniu nakazowym, bez postępowania dowodowego. Rozprawę przeprowadza się dopiero wtedy, gdy zostanie złożony sprzeciw. Sąd może jednak procedować w tym trybie jedynie wtedy, gdy okoliczności czynu i wina oskarżonego nie budzą wątpliwości

W tej sprawie tak nie było. Pani X co prawda przyznała się do zarzutów, ale z lektury jej zeznania wynika, że po prostu kontaktowała się z mężem w sprawie dzieci, rozliczeń domowych i alimentów. A to nie wyczerpuje znamion nękania (art. 190a § 1 k.k.: § 1. „Kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia lub istotnie narusza jej prywatność, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”).

Fakt sporu między państwem X o alimenty i terminowe ich przekazywanie potwierdzają także inni świadkowie, których zeznania dostał sąd. Także kluczowe w sprawie wydruki sms-ów budzą wątpliwości: zawierają tylko numer telefonu, datę oraz pierwsze (często niepełne) zdanie wiadomości. Na tej podstawie nie da się ustalić, kto był inicjatorem konwersacji i jaka była jej pełna treść. Ale łatwo z tego materiału wywnioskować, że sms-y dotyczą w przeważającej mierze kwestii finansowych, problemów dnia codziennego, a przede wszystkim zagadnień dotyczących wspólnego wychowywania i opieki nad dziećmi. Zatem także w przypadku tych wydruków jest wystarczająco dużo wątpliwości, czy nie jest to po prostu ślad kontaktu między rozwodzącymi się małżonkami w celu załatwienia niezakończonych spraw przeszłych, ale i bieżących, które bezsprzecznie występują między rodzicami wspólnych dzieci.

Wyrokujący w sprawie sąd nie powziął jednak żadnych wątpliwości i uznał, że sprawę da się załatwić bez rozprawy. To jest właśnie zdaniem RPO uchybienie proceduralne mające rażący charakter, a więc takie, które pozwala na wniesienie kasacji. Uchybienie sądu doprowadziło bowiem do rozpoznania sprawy w postępowaniu nakazowym mimo niespełnienia ustawowych wymogów. Mogło mieć również istotny wpływ na treść wyroku: nie można wykluczyć, że po przeprowadzeniu rozprawy, zapadłoby inne, co do istoty, orzeczenie.

RPO – oprócz Prokuratora Generalnego – jest jedyną instytucją, która może składać do Sądu Najwyższego kasacje w sprawach, które nie zakończyły się wyrokiem więzienia. Z jego praktyki wynika, że właśnie w takich „błahych” sprawach sądy popełniają błędy niedostatecznie wynikając w naturę sporu między ludźmi. A błędy w takich zwykłych sprawach są dużo bardziej dotkliwe niż te w głośnych, ale wyjątkowych sprawach przedstawianych w mediach.

Wyrok SN wraz z uzasadnieniem (aktualizacja z 4 maja 2021 r.)

27 kwietnia 2021 r. SN (sygn. akt V KK 374/20) zwrócił sprawę sądowi rejonowemu. Kasację RPO uznał za zasadną w stopniu oczywistym, co pozwala na jej uwzględnienie w trybie określonym w art. 535 § 5 k.p.k., tj. na posiedzeniu bez udziału stron.

Ma rację skarżący, gdy wskazuje, że przedmiotowy wyrok zapadł z rażącym naruszeniem art. 500 § 1 i 3 k.p.k., albowiem w sprawie brak było podstaw do wydania wyroku w trybie nakazowym. Zgodnie z wymienionymi przepisami, możliwość wydania wyroku w tym trybie istnieje w przypadku, gdy materiał dowodowy zebrany w sprawie pozwala na stwierdzenie, że okoliczności czynu i wina oskarżonego nie budzą wątpliwości. Brak tych wątpliwości oznacza, że nie ma ich zarówno odnośnie do sprawstwa danego czynu, winy oskarżonego, wypełnienia wszystkich znamion tego czynu wymienionych w przepisach prawa karnego materialnego, przy uwzględnieniu wszystkich dowodów, na których oparto akt oskarżenia. W przeciwnym wypadku konieczne jest rozpoznanie sprawy na rozprawie głównej.

Jak wielokrotnie podkreślał Sąd Najwyższy, postępowanie nakazowe jest szczególną instytucją prawa procesowego, której zastosowanie zostało przewidziane dla najbardziej oczywistych przypadków, gdy materiał dowodowy przedłożony z aktem oskarżenia jest tak jednoznaczny, że nie nasuwa żadnych wątpliwości co do winy osoby oskarżonej i okoliczności popełnienia przez nią zarzucanego czynu (zob. np. wyroki: z dnia 21 lipca 2011 r., III KK 144/11; z dnia 7 marca 2012 r., II KK 30/12; z dnia 21 stycznia 2016 r., II KK 370/15; z dnia 20 kwietnia 2017 r., V KK 66/17).

Tymczasem zebrane w niniejszej sprawie dowody nie pozwalały na wysnucie jednoznacznego wniosku o braku wątpliwości co do okoliczności popełnienia przez (...) zarzucanego jej czynu z art. 190a § 1 k.k. Jak wynika z opisu przypisanego oskarżonej czynu, kluczowym dowodem mającym potwierdzać jej winę były wydruki wiadomości tekstowych, które wysyłała do pokrzywdzonego. Autor kasacji zasadnie zwrócił uwagę, że wydruki te zostały przedstawione w skróconej formie i zawierają tylko numer telefonu, z którego zostały wysłane, datę oraz jedynie pierwsze (często niepełne) zdanie wypowiedzi pisemnej.

Większość z nich pozostaje w przeważającej mierze wyrwana z kontekstu, nadto brak jest możliwości ustalenia, kto był inicjatorem danej konwersacji, jaka była jej pełna treść i przebieg. Przy ocenie zachowania oskarżonej nie można pominąć, że ona i pokrzywdzony byli małżeństwem w toku sprawy rozwodowej, rodzicami trojga małoletnich dzieci, nad którymi opiekę sprawowała matka. Ze szczątkowej treści wiadomości tekstowych można wywnioskować, że w przeważającej mierze dotyczą one zagadnień dotyczących wychowywania i opieki nad dziećmi, problemów dnia codziennego, kwestii finansowych, co szczegółowo, z powołaniem poszczególnych wiadomości, wykazano w kasacji, sugerując, że są nie tyle dowodem popełnienia przestępstwa przez oskarżoną, ile jej kontaktów z (...). inicjowanych w celu załatwienia spraw, które występują pomiędzy rodzicami wspólnych, małoletnich dzieci.

Co prawda w trakcie przeprowadzonego w postępowaniu przygotowawczym przesłuchania (...) werbalnie przyznała się do zarzucanego jej czynu, jednak ze złożonych przez nią wyjaśnień wynika, że w istocie przyznała się tylko do zachowań polegających na telefonowaniu i wysyłaniu wiadomości tekstowych do pokrzywdzonego z powodu trudności w uzyskaniu od niego świadczeń alimentacyjnych. Potwierdzają to nie tylko korespondencja sms, ale też zeznania świadków (...).

W tym stanie rzeczy Sąd Rejonowy powinien uznać, że zgromadzony materiał dowodowy nie wskazuje w sposób niebudzący wątpliwości na popełnienie przez oskarżoną określonego w art.190a § 1 k.k. występku uporczywego nękania, zaś decydując się na wydanie wyroku nakazowego rażąco naruszył wskazane w kasacji przepisy postępowania, co mogło mieć istotny wpływ na treść orzeczenia.

W konsekwencji, w uwzględnieniu wniosku kasacji uchylono zaskarżony wyrok i sprawę przekazano do ponownego rozpoznania Sądowi Rejonowemu, który skieruje ją na rozprawę i wyda końcowe orzeczenie po rzetelnym wyjaśnieniu wszystkich istotnych okoliczności.

II.510.1063.2019

Kasacja RPO ws zwrotu wydatków na obrońcę w postępowaniu odwoławczym. [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2020-08-17
  • Prokuratura zaskarżyła wyrok, gdyż uznała go za zbyt łagodny. Sąd zaskarżenie oddalił i utrzymał wyrok I instancji 
  • Jednak nie zwrócił kosztów obrony poniesionych przez oskarżonych w II instancji
  • Sąd Najwyższy uwzględnił kasację RPO i zwrócił sądowi ten wątek sprawy  

Sprawa dotyczyła udzialu w bójce. Wyrok sądu w pierwszej instancji warunkowo umarzający sprawę zaskarżyła prokuratura. Jednak w drugiej instancji sąd utrzymał pierwszy wyrok i „wydatkami wyłożonymi w postępowaniu odwoławczym obciążył Skarb Państwa”. Obrońcy wystąpili o uzupełnienie wyroku poprzez zasądzenie kwoty 1230 zł na rzecz każdego ze swoich klientów, by mogli zwrócić wydatki na obrońcę w postępowaniu apelacyjnym. Sąd jednak wniosek oddalił twierdząc, iż: „... art. 636 § 1 kpk nie reguluje ... kwestii kosztów odmiennie niż art. 634 kpk w zw. z art. 627 - 631 kpk’’’. Postanowienie to, w wyniku złożenia zażalenia przez obrońcę, zostało utrzymane w mocy. Jednak zdaniem RPO nie może się ostać, z powodu wskazanego w zarzucie kasacji.

Jak przypomina RPO w kasacji do Sądu Najwyższego, artykuł 636 § 1 k.p.k. stanowi, że: „W sprawach z oskarżenia publicznego, w razie nieuwzględnienia środka odwoławczego, wniesionego wyłącznie przez oskarżonego lub oskarżyciela posiłkowego, koszty procesu za postępowanie odwoławcze ponosi na ogólnych zasadach ten, kto wniósł środek odwoławczy, a jeżeli środek ten pochodzi wyłącznie od oskarżyciela publicznego - koszty procesu za postępowanie odwoławcze ponosi Skarb Państwa”.

Z zacytowanego przepisu wynika w sposób jednoznaczny, iż w razie nieuwzględnienia środka odwoławczego pochodzącego wyłącznie od oskarżyciela publicznego koszty za postępowanie odwoławcze, a więc również uzasadnione wydatki stron, stanowiące integralny element kosztów procesu (art. 616 § 1 pkt 2 k.p.k.), ponosi Skarb Państwa.

Jakkolwiek postępowanie karne jest dwuinstancyjne, to jednak przeprowadzenie postępowania odwoławczego ma charakter fakultatywny. Naturalnymi kosztami osądzenia przestępstwa są zatem koszty poniesione w toku procesu do momentu zakończenia postępowania przed sądem merytorycznym.

Oskarżyciel publiczny, związany jest zasadą obiektywizmu. Nie powinien więc poddawać kontroli instancyjnej zapadłego wyroku, jeżeli nie ma ku temu określonych w przepisach podstaw.

Brak jest zatem jakichkolwiek racji, które przemawiałyby za obciążeniem oskarżonego kosztami powstałymi w wyniku działań oskarżyciela, które w ocenie Sądu odwoławczego w ogóle nie powinny były być podjęte.

Przywołany w zaskarżonym postanowieniu oraz orzeczeniu go poprzedzającym artykuł 634 k.p.k. przewiduje zastosowanie w postępowaniu odwoławczym przepisów o kosztach za postępowanie przed sądem pierwszej instancji tylko wówczas, gdy „przepisy ustawy nie stanowią inaczej”. Nie mógł on mieć zatem w realiach przedmiotowej sprawy zastosowania.

RPO wniósł więc w kasacji o przekazanie sprawy do ponownego rozpatrzenia.

12 kwietnia 2021 r. SN  (sygn. akt III KK 249/20) uwzględnił kasację RPO. Uchylił zaskarżone postanowienie i sprawę przekazał Sądowi Okręgowemu do ponownego rozpoznania.

II.510.256.2016

Politycy „Centrolewu” działali przeciw rządom sanacyjnym legalnie. Kasacja RPO na rzecz skazanych w „procesie brzeskim”

Data: 2020-07-28
  • Sądy II RP błędnie uznały, że działalność 10 polityków tzw. „Centrolewu”, będących w opozycji wobec rządów sanacyjnych, była spiskiem w celu obalenia przemocą władzy
  • Nie było do tego żadnych podstaw, gdyż chodziło im o zmianę rządów za pomocą kartki wyborczej  
  • Po rozwiązaniu Sejmu nie mogli bowiem uprawiać polityki w parlamencie, wobec czego czynili to poza nim - ale nie w drodze spisku
  • A aresztowanie polityków opozycji i umieszczenie ich w twierdzy brzeskiej było oczywistym nadużyciem władzy

Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł do Sądu Najwyższego kasację w sprawie 10 skazanych w 1932 r. w tzw. „procesie brzeskim”, w tym b. premiera RP Wincentego Witosa. Wniosek o kasację wyroku dotyczącego Wincentego Witosa i jego rehabilitację złożyło do RPO maju 2019 r. Polskie Stronnictwo Ludowe. Autorem kasacji jest Tomasz Rychlicki, główny specjalista Zespołu Prawa Karnego BRPO.

RPO ma prawo do takiego szczególnego środka zaskarżenia każdego wyroku – niezależnie kiedy zapadł. Adam Bodnar skorzystał z tej możliwości w odniesieniu do sprawy sprzed 90 lat, aby wykazać, że doszło do fundamentalnego nadużycia władzy wobec oponentów politycznych. Prawo potraktowano instrumentalnie, zgodnie z wolą obozu rządzącego i jego przywódcy, w przekonaniu, że stoją ponad prawem.  

Celem kasacji jest nie tylko pełne przywrócenie dobrego imienia skazanych przez ich uniewinnienie. Chodzi także o zasygnalizowanie, że bez względu na to, kto rządzi, złamanie prawa musi być nazwane po imieniu – choćby po latach. Ma to też zminimalizować groźbę kolejnych pokus posłużenia się prawem do osiągania celów politycznych, bez oparcia w Konstytucji.  

Sprawa „Centrolewu”

W 1930 r. doszło do zaostrzenia sytuacji politycznej w Polsce na tle coraz bardziej autorytarnych rządów obozu sanacyjnego. Opozycja ludowo-lewicowa utworzyła wcześniej sojusz na rzecz przywrócenia demokracji parlamentarnej „Centrolew” –  z udziałem Polskiej Partii Socjalistycznej, Polskiego  Stronnictwa Ludowego „Piast", PSL „Wyzwolenie", Stronnictwa Chłopskiego i Narodowej Partii Robotniczej.

Podczas zorganizowanego w czerwcu 1930 r. Kongresu Obrony Prawa i Wolności Ludu przyjęto rezolucję zapowiadającą „usunięcie dyktatury Józefa Piłsudskiego”. Potem „Centrolew” zdecydował o zwołaniu na 14 września wieców w wielu miastach w obronie prawa i wolności ludu. Postanowiono, że jeśli Sejm będzie rozwiązany bez wyznaczenia terminu wyborów, ogłoszony będzie strajk powszechny.

Rządzący od marca 1930 r. nie zwoływali obrad Sejmu. 25 sierpnia Józef Piłsudski stanął na czele nowego rządu. 30 sierpnia 1930 r. prezydent Ignacy Mościcki  rozwiązał Sejm i Senat (co oznaczało m.in. utratę immunitetu przez dotychczasowych  parlamentarzystów). Nowe wybory wyznaczono na listopad.

W nocy z 9 na 10 września żandarmeria wojskowa i policja aresztowała kilkunastu opozycyjnych polityków – wytypowanych przez MSW, a wskazanych przez Józefa Piłsudskiego. Byli wśród nich m.in. trzykrotny premier i przywódca ludowców Wincenty Witos oraz liderzy PPS Norbert Barlicki i Herman Lieberman. Zostali przewiezieni  do więzienia wojskowego w Brześciu nad Bugiem, gdzie byli torturowani i poniżani; dochodziło do pozorowanych egzekucji.

Po listopadowych wyborach do parlamentu (w których zwyciężył blok rządowy) zaczęto ich zwalniać za kaucją. Śledztwo było jednak w toku. W końcu 11 polityków oskarżono o próbę obalenia przemocą rządu. Ich proces przed Sądem Okręgowym w Warszawie zaczął się 26 października 1931 r. Sąd odrzucał wnioski dotyczące traktowania oskarżonych w twierdzy brzeskiej jako nie dotyczące przedmiotu procesu. 

13 stycznia 1932 r. sąd uznał 10 oskarżonych za winnych tego, że: „W 1930 r. w Warszawie, brali udział w spisku utworzonym w łonie organizacji pozaparlamentarnej zwanej popularnie <<Centrolew>> albo <<Związek Obrony Prawa i Wolności Ludu>>, albo wreszcie <<Porozumienie Stronnictw Lewicy i Środka>>, z wiedzą o tem, że spisek ten dążył do zamachu mającego na celu obalenie przemocą członków rządu sprawującego w tym czasie władzę w Polsce, i zastąpienia przez inne osoby, wszakże bez zmiany zasadniczego ustroju państwowego, przyczem udział oskarżonych w tym spisku wyrażał się w przygotowaniu tego zamachu”.  

Podstawą prawną wyroku był rosyjski (jeszcze z czasów zaborów) Kodeks karny z 1903 r. - tzw. Kodeks Tagancewa. Jego art. 102 cz.I. przewidywał karę do 8 lat ciężkiego więzienia za udział w spisku zawiązanym dla usunięcia przemocą członków rządu. Kodeks ten obowiązywał w II RP na terenach b. Królestwa Polskiego i Kresach Wschodnich do 31 sierpnia 1932 r. Zastąpił go wtedy tzw. Kodeks Makarewicza, który ujednolicił prawo karne w całym państwie.

Wyrok 

Sąd skazał:

  • Na 3 lata więzienia - Adama Ciołkosza, Stanisława Dubois, Mieczysława Mastka, Adama Pragiera (PPS) i Józefa Putka z PSL „Wyzwolenie”;
  • Na 2,5 roku więzienia -  Norberta Barlickiego i Hermana Liebermana (PPS) i Władysława Kiernika (PSL „Piast”);
  • Na  2 lata więzienia - Kazimierza Bagińskiego (PSL „Wyzwolenie”)
  • Na 1,5 roku więzienia - Wincentego Witosa (PSL „Piast”).

Oskarżony Adolf Sawicki (SCh) został uniewinniony.

Zdanie odrębne złożył sędzia Stanisław Leszczyński. Uznał, że wszyscy oskarżeni powinni być zostać uniewinnieni.

Oskarżeni odwołali się do Sądu Apelacyjnego w Warszawie, który 20 lipca 1933 r.  generalnie utrzymał wyrok. 5 października 1933 r. Sąd Najwyższy oddalił kasację obrony.

Kilku skazanych, w tym Stanisław Dubois, zgłosiło się do odbycia kary. Pięciu innych, w tym Wincenty Witos, wybrało emigrację.  

31 października 1939 r. prezydent RP Władysław Raczkiewicz ogłosił objęcie amnestią wszystkich skazanych.

Kasacja RPO

Rzecznik zaskarżył wyrok Sądu Apelacyjnego na korzyść skazanych, wnosząc o ich uniewinnienie. Na podstawie art. 523 § 1 k.p.k. wyrokowi zarzucił rażące naruszenie prawa materialnego, to jest:

  • Art. 104 w związku z art. 108 art. Konstytucji RP z 17 marca 1921 r. i w związku z art. 102 cz. I Kodeksu karnego z 1903 r. - poprzez uznanie publicznej działalności politycznej każdego z oskarżonych,  prowadzonej w ramach „Centrolewu”, za niepodlegającą ochronie prawnej Konstytucji, jako przejaw uczestniczenia w „spisku”’
  • Art. 102 cz. I Kodeksu karnego z 1903 r. - poprzez wyrażenie błędnego poglądu prawnego, że ze „spiskiem” w rozumieniu tego przepisu mamy do czynienia wówczas, gdy doszło do wspólnego porozumienia się kilku osób co do dokonania zbrodni stanu, przy czym wystarczająca jest ogólnie nakreślona zmowa. Tymczasem prawidłowa wykładnia prowadzi do wniosku, że dla zaistnienia „spisku” konieczne jest także działanie według określonego planu.

Całkowita rehabilitacja skazanych – co jest główną intencją kasacji Rzecznika – może nastąpić tylko dzięki ich uniewinnieniu (amnestia z 1939 r. tego nie uniemożliwia).

A o tym, że uznanie winy podsądnych było całkowicie bezpodstawne, świadczą:  

1. Legalność działań oskarżonych

Należy zbadać, czy całokształt działań stronnictw tworzących „Centrolew” mieścił się w ramach legalnej walki politycznej i podlegał ochronie z art. 104 i art. 108 Konstytucji z 17 marca 1921 r.,  czy też – jak uznały sądy – był przejawem działalności w „spisku”.

Sąd Apelacyjny orzekł, że „Centrolew” przeniósł walkę na teren pozaparlamentarny, ale nie dokonał analizy tej decyzji. Wynikała zaś ona z tego, że na forum parlamentarnym posłowie i senatorowie nie mogli wykonywać swego mandatu. Ostatnie posiedzenie Sejmu odbyło się bowiem w marcu 1930 r., a 30 sierpnia parlament rozwiązano.

- Nie było zatem winą stronnictw politycznych tworzących „Centrolew”, że nie mogąc uprawiać polityki na terenie parlamentu, czynili to poza nim. Oczywiste też jest, iż ich działalność polityczna, pozaparlamentarna, miała w ostatecznym celu doprowadzić do odsunięcia rządu od władzy. Taka bowiem była i jest istota opozycyjnej działalności politycznej. Oskarżeni nie czynili tego jednak w formie spisku – podkreśla RPO.

Zgodnie z art. 21 Konstytucji posłowie nie mogli być pociągnięci do odpowiedzialności za działalność w Sejmie lub poza Sejmem, wchodzącą w zakres wykonywania mandatu poselskiego - ani w czasie trwania mandatu, ani po jego wygaśnięciu. Sąd w ogóle jednak nie zbadał, czy i na ile działalność oskarżonych poza Sejmem mieściła się w tych granicach. Tymczasem, co do zasady prowadzona metodami pokojowymi działalność polityczna, której celem jest doprowadzenie do ustąpienia rządu, z pewnością w tym   się mieściła.

To nie w ramach przypisanego im spisku, lecz w ramach pokojowej działalności politycznej - w odpowiedzi na rozwiązanie Sejmu i Senatu -  stronnictwa tworzące „Centrolew” utworzyły blok wyborczy Związek Obrony Prawa i Wolności. Stało się to 9 września 1930 r. - tuż przed aresztowaniami. Oskarżeni zakładali więc udział w ramach wspólnego bloku wyborczego w  wyborach.

- Oczywiście miało to też na celu usunięcie rządu, lecz za pomocą kartki wyborczej poprzez wezwanie do głosowania na jawnie utworzony blok wyborczy, a nie - wbrew twierdzeniom Sądu Apelacyjnego - za pomocą przemocy realizowanej w ramach tajnego porozumienia – wskazuje Rzecznik.

Nie kwestionując poszczególnych aktów przemocy, do których dochodziło w tamtym czasie, należy stwierdzić, że nie była to przemoc zaplanowana i realizowana w ramach spisku przypisanego oskarżonym. Zgromadzenia, do których wzywano, a także wezwania do strajku, co do zasady mieściły się w granicach konstytucyjnych.

Postępowanie, którego efektem było skazanie oskarżonych, wszczęto z inspiracji politycznych. Ówczesny  minister spraw wewnętrznych gen. Felicjan Sławoj Składkowski pisał we wspomnieniach: „Na przedstawionej przeze mnie liście posłów z <<kondemnatkami>> pan marszałek własnoręcznie, zielonym ołówkiem zaznacza, kto ma być aresztowany i zamknięty w Brześciu”.

Takie polecenia Prezesa Rady Ministrów czy Ministra Spraw Wewnętrznych były oczywistym  nadużyciem władzy. Naruszały też art. 97 Konstytucji głoszący, że aresztowanie jest dopuszczalne tylko w wypadkach prawem przepisanych i w sposób określony ustawami, na podstawie polecenia władz sądowych. Polecenie aresztowania nie mogło pochodzić od osób sprawujących władzę wykonawczą..

Działalność oskarżonych stanowiła więc przejaw legalnej walki politycznej i jako taka podlegała ochronie Konstytucji. Odmienne stanowisko Sądu Apelacyjnego rażąco naruszało jej przepisy i skutkowało bezzasadnym uznaniem winy oskarżonych.

2. Brak „spisku”

Drugim zagadnieniem jest kwestia, czy można uznać, że doszło do „spisku” w rozumieniu kodeksu karnego z 1903 r. - skoro sąd nie ustalił, by oskarżeni  działali według określonego  planu.

Argument ten przywołała obrona  w apelacji. Wskazywano, że według Kodeksu Tagancewa cechami spisku są: tajność, zwarta całość i ścisły plan bezpośredniego działania. Tymczasem ”Centrolew” składał się z „kilku ugrupowań, idących luzem”. Jego uchwały nie były tajne. Nie było żadnych dowodów, by choć w zarysach utworzono konkretny plan działania przy użyciu przemocy.

Sąd Apelacyjny uznał zaś, że szczegółowy plan, tajność i dyscyplina nie są niezbędnymi warunkami przestępstwa. Wystarczy do tego „proste uczestnictwo w zawiązanym porozumieniu”. Sąd odwołał się zaś do Kodeksu Makarewicza (który obowiązywał w czasie orzekania przez SA). Według tego kodeksu do przestępstwa usiłowania usunięcia przemocą rządu wystarczy wejście w tym celu w porozumienie z innymi osobami.

RPO wskazuje zaś na  pogląd prawny SN z postanowienia 7 sędziów z 18 marca 1933 r., że spisek wymaga określonego planu. Taki zapis był w projekcie Komisji Kodyfikacyjnej przygotowującej Kodeks Makarewicza, ale wypadł z niego w toku prac ustawodawczych.  

Rzecznik podziela ówczesny pogląd SN, który ma zastosowanie do tej sprawy. Gdyby bowiem Sąd Apelacyjny dokonał prawidłowej wykładni pojęcia spisku, doszedłby do wniosku, że skazani nie wyczerpali znamienia czynu, jakim jest plan. Musiałby wtedy zastosować Kodeks Tagancewa, który obowiązywał w chwili czynu  - jako  względniejszy dla wszystkich oskarżonych i ich uniewinnić.

RPO uważa, że dopuszczalne i celowe jest rozpoznanie kasacji przez SN bez odrębnego postępowania ws. odtworzenia akt historycznych, a jedynie ma podstawie dokumentów archiwalnych dotyczących „procesu brzeskiego” z Archiwum Akt Nowych, które udostępniono Rzecznikowi w formie zdigitalizowanej (załączył je do kasacji).

Rzecznik wcześniej składał  kasacje w sprawach „historycznych”, np. osób skazywanych po II wojnie światowej przez wojskowe sądy rejonowe, uczestników wydarzeń zielonogórskich sprzeciwiających się eksmisji parafii z 1960 r. czy Świadków Jehowy. SN uwzględniał  kasacje, podkreślając że w tym czasie prawa karnego nadużywano do celów politycznych, a ówczesne władze naruszały Konstytucję PRL. Obecna kasacja jest pierwszą dotyczącą czasów II RP.

Konferencja w Biurze RPO

- Jeżeli nie dbamy o przeszłość, nie możemy dbać o przyszłość - mówił Adam Bodnar podczas konferencji prasowej  w Biurze RPO na temat kasacji. Wskazywał, że złożył ją nie tylko dla przywrócenia dobrego imienia skazanym, ale także  by przypomnieć zapis preambuły Konstytucji: „Pomni gorzkich doświadczeń z czasów, gdy podstawowe wolności i prawa człowieka były w naszej Ojczyźnie łamane…”.  To także swoiste odbicie dla obecnej rzeczywistości.

- Kasacja to także świadectwo tej kadencji RPO, że każdy obywatel mógł tu uzyskać pomoc  - podkreślał prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. Przypomniał wcześniejsze - już po 1990 r. - bezskuteczne starania PSL w Ministerstwie Sprawiedliwości i Prokuraturze Generalnej, aby rehabilitować Wincentego Witosa – bohatera polskiej wolności, premiera Rządu Obrony Narodowej w 1920 r. podczas wojny polsko-bolszewickiej. Z goryczą mówił, że byli tacy ministrowie sprawiedliwości, którzy nawet nie  chcieli odszukać materiałów procesowych.

Według mec. Jacka Dubois (wnuka skazanego)  proces brzeski to następstwo próby powstrzymania dyktatury i ochrony wartości demokracji oraz utrzymania praw obywatelskich. To także lekcja, że należy bronić demokracji, nawet jeśli płaci się za to  zarzutami kryminalnymi. Dodał, że chciałby aby dzisiejsza lewica tak broniła swych bohaterów , jak PSL swoich.

W 2019 r. z inicjatywy Rzecznika zorganizowano seminarium eksperckie wokół wniosku PSL o kasację wyroku.

II.510.595.2019

Skazany na więzienie, choć sąd mógł wymierzyć tylko karę grzywny lub ograniczenia wolności. Kasacja RPO

Data: 2020-07-21
  • Obywatel został skazany za znieważenie na karę pozbawienia wolności
  • Tymczasem za takie przestępstwo Kodeks karny przewiduje albo grzywnę, albo karę ograniczenia wolności
  • Wobec rażącego naruszenia prawa Rzecznik Praw Obywatelskich złożył na korzyść obywatela kasację do Sądu Najwyższego

Kasacja to jedno z uprawnień RPO, polegające na wnioskowaniu do SN o uchylenie  prawomocnego wyroku. Czasami chodzi o naprawienie błędów sądów, które skazując oskarżonego, naruszają podstawowe zasady procesu karnego. Wtedy Rzecznik interweniuje, bo każdy ma prawo do sprawiedliwego procesu.

Tak właśnie było w tym przypadku. Mężczyzna został oskarżony o kilka przestępstw: znieważenie, naruszenie nietykalności cielesnej, znęcanie się fizycznie lub psychicznie, groźbę karalną oraz zakłócenie miru domowego. W 2018 r. Sąd Rejonowy w W. skazał go za wszystkie te czyny na łączną karę roku pozbawienia wolności.

Za dwa czyny z art. 216 § 1 Kodeksu karnego (znieważenie) - z punktu 1a i 1 c wyroku - sąd wymierzył mu kary jednostkowe po 4 miesiące pozbawienia wolności. Oskarżony nie odwołał się od wyroku, który uprawomocnił się.

Rzecznik w kasacji zarzucił temu orzeczeniu rażące i mające istotny wpływ na jego treść naruszenie prawa materialnego. Polegało ono na orzeczeniu przez sąd kary rodzajowo nie przewidzianej w Kodeksie karnym.

Kodeks za czyn z art. 216 § 1 przewiduje albo karę grzywny, albo ograniczenia wolności (która polega na kontrolowanej nieodpłatnej pracy na cele społeczne) . Tymczasem sąd wymierzył nieprzewidzianą w tym artykule karę pozbawienia wolności (potocznie zwaną karą więzienia). Dopuścił się zatem rażącego naruszenia prawa materialnego, mającego oczywisty i istotny wpływ na treść orzeczenia – co jest przesłanką złożenia kasacji.

W 2019 r. Sąd Okręgowy w W. wznowił z urzędu to postępowanie na korzyść skazanego co do czynów z 1 września 2015 r., a opisanych w punktach 1a i 1b z art. 216 § 1 oraz art. 217 § 1 Kk (naruszenie nietykalności cielesnej). Dostrzegając w sprawie tzw. negatywne przesłanki procesowe, sąd uchylił prawomocny wyrok i z powodu przedawnienia karalności postępowanie wobec skazanego umorzył w zakresie punktów 1a i 1b wyroku. Uchylił też orzeczenie o połączeniu jednostkowych kar pozbawienia wolności i zwrócił sprawę sądowi rejonowemu.

Sąd okręgowy nie mógł zaś uchylić wyroku w punkcie 1 c, ponieważ stwierdzone naruszenie prawa nie wypełniało przesłanek z art. 439 § 1 Kodeksu postępowania karnego (określającego zasady uchylania wyroku I instancji przez sąd odwoławczy). Kasacja RPO w sprawie tego punktu wyroku mogła to naprawić - o co do Rzecznika wystąpił sam sąd rejonowy.

Kasacja wnosi zatem, aby SN uchylił wyrok sądu rejonowego także co do jego punktu 1 c i zwrócił mu sprawę również w tym zakresie.

SN uwzględnił kasację – sprawa wraca do sądu (aktualizacja)

21 lipca 2020 r. Sąd Najwyższy w Izbie Karnej (sygn. akt II KK 84/20) uchylił zaskarżony wyrok w części dotyczącej kary za czyn z art. 216 § 1 k.k. i w tym zakresie przekazał sprawę sądowi rejonowemu do ponownego rozpoznania. 

Kasacja RPO jest ”oczywiście zasadna”. Rozstrzygnięcie zawarte w punkcie 1c zaskarżonego orzeczenia dotknięte jest bowiem  rażącą obrazą art. 216 § 1 k.k., która miała istotny wpływ na jego treść – głosi uzasadnienie SN.

Występek ten jest zagrożony wyłącznie karą grzywny i karą ograniczenia wolności. Za całkowicie bezpodstawne i dokonane z rażącą obrazą tej regulacji należy zatem uznać wymierzenie za ten czyn kary pozbawienia wolności. A tak właśnie postąpił sąd rejonowy.

Nie mogło być zatem jakichkolwiek wątpliwości, że w powyższej części wyrok sądu dotknięty jest uchybieniem, o którym mowa w art. 523 § 1 k.p.k.

W tym stanie rzeczy w pełni uzasadnione było zarówno rozpoznanie kasacji Rzecznika Praw Obywatelskich na posiedzeniu przeprowadzonym w trybie art. 535 § 5 k.p.k., jak i uchylenie zaskarżonego wyroku w części dotyczącej orzeczenia o karze wymierzonej za czyn z art. 216 § 1 k.k. przypisany w punkcie 1c i przekazanie sprawy w tym zakresie sądowi rejonowemu.

W ponownym postępowaniu sąd - respektując reguły wynikające z treści przepisów art. 442 k.p.k. oraz art. 443 k.p.k. - rozważy kwestię właściwego wymiaru kary za czyn przypisany skazanemu w punkcie 1c zaskarżonego wyroku, a następnie wyda orzeczenie, które będzie urzeczywistniało standard sprawiedliwości materialnej i proceduralnej – podkreślił SN.

II.511.162.2020

Po błędzie sądu nietrzeźwy kierowca ukarany zbyt surowo. SN uwzględnił kasację Rzecznika

Data: 2020-07-08
  • Sąd bezpodstawnie zaostrzył odpowiedzialność kierowcy winnego prowadzenia samochodu w stanie nietrzeźwości
  • Uznał bowiem, że skoro kilka lat wcześniej skazano go za takie samo przestępstwo na grzywnę, to teraz musi ponieść surowszą karę  
  • Pominął jednak znajdujące się w aktach sprawy informacje o tym, że poprzednie skazanie uległo już zatarciu
  • Sąd Najwyższy uwzględnił kasację RPO na korzyść skazanego. Uchylając wyrok, zwrócił jego sprawę sądowi I instancji

W 2017 r. mężczyzna prowadził samochód w stanie nietrzeźwości (1,79 promille alkoholu we krwi). Został oskarżony przez prokuraturę o przestępstwo z art. 178a § 1 Kodeksu karnego. Przewiduje on karę grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2 za prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości.

Sąd Rejonowy w W. zaostrzył jednak kwalifikację prawną czynu i skazał oskarżonego z art. 178a § 4 Kk. Zgodnie z nim, jeśli sprawca był wcześniej prawomocnie skazany za takie przestępstwo albo dopuścił się tego samego czynu w okresie obowiązywania zakazu prowadzenia pojazdów, to podlega karze od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.

Sąd uzasadnił, że mężczyzna był w 2009 r. skazany za czyn z art. 178a § 1 Kk przez Sąd Rejonowy  w T. na tysiąc zł grzywny; dostał też wtedy dwuletni zakazu prowadzenia pojazdów.

Dlatego sąd wymierzył mu karę roku pozbawienia wolności. Ponadto orzekł dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych oraz zasądził od niego 10 tys. zł  świadczenia pieniężnego na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Wyrok uprawomocnił się.

Kasacja RPO

W kasacji od tego wyroku Rzecznik Praw Obywatelskich wskazał, że wraz z aktem oskarżenia prokurator przesłał sądowi odpis wyroku Sądu Rejonowego w T. z 2009 r., o skazaniu za przestępstwo  art. 178a § 1 Kk na karę grzywny. A z informacji z Krajowego Rejestru Karnego wynika, że karę grzywny wykonano w styczniu 2011 r. Oba te dokumenty zostały ujawnione bez odczytywania na rozprawie w Sądzie Rejonowym w W.  

Sąd nie wyjaśnił zatem przed wyrokowaniem, czy poprzednie skazanie nie uległo zatarciu i czy faktycznie są podstawy do przypisania mu "recydywy".

A wyjaśnienie tych kwestii nie nastręczało zbytnich trudności, skoro już we wskazanej informacji z KRK znajdował się zapis o dacie wykonania kary grzywny. Z zawiadomienia o wykonaniu środka karnego wynikało zaś, że koniec dwuletniego zakazu prowadzenia pojazdów minął w 2012 r.

- Jednakże akta tej sprawy nie zostały wprowadzone do materiału dowodowego, a okoliczności, które ewentualnie z nich wynikają, a mogłyby wymagać weryfikacji, zweryfikowane nie zostały – napisał RPO w kasacji.

Dlatego przypisanie skazanemu czynu z art. 178a par. 2 Kk było rażącym uchybieniem przepisów. Doprowadziło do całkowicie dowolnego ustalenia, że winien on jest czynu skutkującego zaostrzoną odpowiedzialnością karną.

RPO wniósł o zwrot sprawy Sądowi Rejowemu do ponownego rozpoznania, bowiem w tej sytuacji zajdzie potrzeba ponownego, już prawidłowego orzekania.

Wyrok SN

- Kasacja RPO jest zasadna w sposób oczywisty - uznała Izba Karna Sądu Najwyższego (sygn. akt V KK 431/19). Na posiedzeniu 25 czerwca 2020 r. uchyliła zaskarżony wyrok i zwróciła sprawę Sądowi Rejonowemu.  

W uzasadnieniu wyroku SN podkreślił, że Rzecznik ma rację, argumentując, że Sąd Rejonowy, dokonując zmiany kwalifikacji prawnej z art. 178 § 1 Kk na art. 178a § 4 Kk - co skutkowało zaostrzoną odpowiedzialnością karną - dopuścił się rażącej i mającej wpływ na treść orzeczenia obrazy prawa karnego procesowego w postaci art. 366 § 1 i art. 7 Kpk.

Zaskarżony wyrok został wydany bowiem bez stosownej analizy całokształtu materiału dowodowego, którym zresztą sąd dysponował.  Akta Sądu Rejonowego w T. nie zostały jednakże ujawnione w toku rozprawy i pozostały poza materiałem dowodowym .

Sąd nie wyjaśnił zatem przed wyrokowaniem, czy wprowadzone do opisu czynu skazanie wyrokiem Sądu Rejonowego w T. nie uległo zatarciu i czy faktycznie są podstawy do przypisania mu odpowiedzialności karnej z art. 178a § 4 Kk.

Rozpoznając ponownie sprawę, Sąd Rejonowy uwzględni całokształt materiału dowodowego, dokonując jego gruntownej analizy pod kątem ewentualnego zatarcia skazania objętego wyrokiem Sądu Rejonowego w T. z 4 grudnia 2009 r. – wskazał SN. Zalecenia te są dla Sądu Rejonowego wiążące.

II.510.848.2019

Sąd skazał obywatela na wyższą karę niż mógł. By naprawić ten błąd, Rzecznik składa kasację

Data: 2020-07-07
  • Pan Tomasz został prawomocnie skazany na karę łączną 2 lat i 2 miesięcy ograniczenia wolności
  • Tymczasem w jego sytuacji prawo pozwalało na orzeczenie kary łącznej do 2 lat ograniczenia wolności
  • Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kasację do Sądu Najwyższego na korzyść obywatela

W lutym 2020 r. Sąd Rejonowy wydał tzw. wyrok łączny wobec pana Tomasza, skazanego wcześniej prawomocnie za kilka przestępstw, m.in. oszustw i niepłacenia alimentów.

Wymierzył mu karę łączną 2 lat i 2 miesięcy ograniczenia wolności – w postaci nieodpłatnej pracy na rzecz lokalnej społeczności po 30 godzin miesięcznie. Wyrok uprawomocnił się, bo nikt go nie zaskarżył.

Rzecznik złożył w tej sprawie kasację do Sądu Najwyższego. Wyrokowi zarzucił rażące  naruszenie przepisu prawa karnego materialnego - art. 86 § 1 Kodeksu karnego.

Zgodnie z nim sąd wymierza karę łączną w granicach od najwyższej z kar wymierzonych za poszczególne przestępstwa do ich sumy, nie przekraczając jednak 810 stawek dziennych grzywny, 2 lat ograniczenia wolności  albo 20 lat pozbawienia wolności.

Tym samym sąd dopuścił się rażącego naruszenia wskazanego przepisu prawa materialnego. Nie zastosował się do  ograniczenia co do wymiaru kary łącznej ograniczenia wolności i orzekł tę karę w rozmiarze wyższym niż określony w tym przepisie.

RPO wniósł o uchylenie wyroku w zaskarżonej części i przekazanie sprawy Sądowi Rejonowemu do ponownego rozpoznania.

II.511.459.2020

Pan Jan ukarany za nie swoje wykroczenia drogowe w Holandii. Kasacja RPO

Data: 2020-06-04
  • Pan Jan został ukarany mandatem za wykroczenia drogowe w Holandii choć kilka miesięcy wcześniej sprzedał swój samochód innej osobie, co zgłosił w swoim Urzędzie Miasta
  • Argumentował, że nie może ponosić konsekwencji niedbałości urzędników, którzy przekazali wadliwą informację o właścicielu auta
  • Polski sąd przejął jednak do wykonania orzeczenie z Holandii i nakazał  panu Janowi zapłacić 1100 zł
  • Sąd nie przeprowadził jednak postępowania wyjaśniającego - mimo dowodów, że właścicielem pojazdu była inna osoba, a administracja przekazała do Holandii błędne informacje

Rzecznik Praw Obywatelskich w kasacji do Sądu Najwyższego argumentuje, że sąd państwa UE może odmówić wykonania orzeczenia z innego państwa UE o karze pieniężnej - zarówno na podstawie polskiego prawa, jak i Decyzji Ramowej Rady 2005/214/WSiSW z 24 lutego 2005 r. w sprawie wzajemnego stosowania zasady wzajemnego uznawania do kar o charakterze pieniężnym.

Jest to możliwe, gdy dane orzeczenie wydano jedynie na podstawie informacji uzyskanej w ramach transgranicznej wymiany danych rejestracyjnych pojazdów, a sąd krajowy ma informacje pozwalające na ustalenie, że ukarany nie jest właścicielem auta i nie dopuścił się zarzucanych mu wykroczeń.

Dlatego RPO wniósł o uchylenie zaskarżonego postanowienia i przekazanie sprawy pana Jana Sądowi Okręgowemu do ponownego rozpoznania.

Historia sprawy

Do Sądu Rejonowego wpłynął wniosek holenderskiego Centraal Justitieel Incassobureau (Centralnego Urzędu Sądowego ds. Windykacji, zajmującego się m.in. windykacją mandatów za wykroczenia drogowe). Chodziło o przejęcie do wykonania przez Polskę - na podstawie Decyzji Ramowej - orzeczenia z 29 stycznia 2018 o mandacie drogowym z Holandii wobec pana Jana.

On sam oświadczył, że nie jest już właścicielem samochodu o podanym przez stronę holenderską numerze rejestracyjnym, bo sprzedał go kilka miesięcy wcześniej.

Sąd przejął do wykonania orzeczenie z Holandii, a wysokość kary pieniężnej ustalił w sumie na 1093,57 zł. Sąd stwierdził, że nie prowadzi postępowania dowodowego i nie może wypowiadać się co do winy lub niewinności pana Jana. Wskazał, że w przypadku wykroczenia drogowego popełnionego przez pojazd o podanych numerach rejestracyjnych - gdy nie można ustalić, kto nim kierował - karę nakłada się na właściciela tablicy rejestracyjnej.

W odwołaniu do Sądu Okręgowego obywatel podniósł, że samochód sprzedał określonej osobie, co zgłosił w Urzędzie Miasta. Wskazał, że nabywca auta dokonał licznych wykroczeń zarejestrowanych przez fotoradary, a on  informował stronę holenderską, że nie jest właścicielem auta. Podkreślał, że nie może ponosić negatywnych konsekwencji niedbałości urzędników, którzy przekazali wadliwą informację o właścicielu pojazdu. Pan Jan chciał, aby sąd przesłuchał nowego właściciela pojazdu.

Sąd Okręgowy utrzymał zaskarżone orzeczenie, nie dopatrując się w holenderskim wniosku dyskwalifikujących go braków. Podkreślił, że sąd przejmujący do wykonania takie orzeczenie nie ma żadnego tytułu do badania merytorycznej poprawności wniosku, w tym słuchania świadków. Ma zaś obowiązek dostosowania orzeczenia organu państwa UE do prawa polskiego – tak by mogło być wykonane w Polsce.

Argumentacja RPO

Prawomocne orzeczenie Sądu Okręgowego nie może się ostać wobec bezpodstawnego uznania, że nie istnieją przeszkody uniemożliwiające wykonanie orzeczenia z Holandii. Sąd wydał bowiem tę decyzję z rażącym naruszeniem prawa karnego procesowego: art. 611fg pkt 2 Kodeksu postępowania karnego oraz prawa unijnego: art. 20 ust. 3 oraz art. 3 Decyzji Ramowej Rady 2005/214/WSiSW w związku z art. 6 Traktatu o Unii Europejskie/.

Pan Jan przedstawił zarówno organowi holenderskiemu, jak i sądowi polskiemu zaświadczenie Urzędu Miasta potwierdzające zbycia pojazdu innej osobie (a fakt ten odnotowano w ewidencji pojazdów). Organ holenderski sam zaś wskazywał, że istnieje możliwość anulowania kary, gdy ukarany  potwierdzi, że nie był już właścicielem lub użytkownikiem pojazdu.

Sąd Rejonowy pisał do organu holenderskiego, że z dokumentów wynika, że pan Jan powoływał się na fakt, że w chwili ujawnienia wykroczeń drogowych nie był właścicielem ani użytkownikiem tego pojazdu. Sąd podał też dane rzeczywistego właściciela.

W odpowiedzi organ holenderski podtrzymał wnioski o ukaranie pana Jana, twierdząc, że nie skorzystał on z prawa do odwołania w Holandii, wobec czego decyzja stała się nieodwołalna. Ponadto organ holenderski podniósł, że to polskie władze podały informacje o właścicielu tablicy rejestracyjnej pojazdu.

Jak stwierdził Naczelny Sąd Administracyjny zgłoszenie sprzedaży auta nie stanowi podstawy do wyrejestrowania go przez starostę. Jest jednak obowiązek wprowadzenia zmian w ewidencji  pojazdów co do własności pojazdu.

Tymczasem sąd nie przeprowadził żadnego postępowania wyjaśniającego w tej sprawie - mimo dowodów wskazujących, że faktycznym właścicielem pojazdu była inna osoba niż ukarany, a organy administracji publicznej przekazały stronie holenderskiej błędne informacje.

A obywatelowi nie należy zarzucać, że pozbawił się prawa do obrony, nie zaskarżając w Holandii niekorzystnych orzeczeń - skoro miał uprawnione przekonanie, że nie dotyczą one jego. Wysłał zaś do holenderskiego organu zaświadczenie o zbyciu pojazdu.

Sąd ma rację, że wykonanie wydanego w innym państwie członkowskim UE orzeczenia o charakterze pieniężnym opiera się na zasadzie wzajemnego uznawania. Znajduje to potwierdzenie w art. 6 Decyzji Ramowej o karach pieniężnych, w myśl którego właściwe organy w państwie wykonującym uznają przekazane orzeczenie, z pominięciem dalszych formalności.

W ocenie Rzecznika nie sposób jednak uznać, że wykonaniu podlega orzeczenie organu pozasądowego, obarczające odpowiedzialnością za naruszenie przepisów ruchu drogowego osobę, na którą zarejestrowany jest pojazd - w oparciu o informacje uzyskane w ramach transgranicznej wymiany danych rejestracyjnych pojazdów - z pominięciem jednoznacznych dowodów wskazujących na błędne ustalenia faktyczne sprawcy.

Kiedy można odmówić przejęcia kary do wykonania

Prawdą jest, że instrumenty określone w Decyzji Ramowej opierają się na zasadzie wzajemnego uznawania, stanowiącego podstawę współpracy sądowej w UE. Zasada ta opiera się na wzajemnym zaufaniu do systemów prawnych państw członkowskich, w tym na uznaniu, że państwa respektują prawa podstawowe i przestrzegają zasad uznanych w art. 6 Traktatu o Unii Europejskiej, określonych w Karcie Praw Podstawowych Unii Europejskiej, Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności sporządzonej w Rzymie 4 listopada 1950 r.

Zgodnie jednak z orzecznictwem TSUE, w wyjątkowych okolicznościach mogą być wprowadzane ograniczenia dotyczące zasad wzajemnego uznawania i wzajemnego zaufania między państwami członkowskimi (orzeczenie Altun -C-359/16). W szczególności dotyczy to sytuacji, gdy organ państwa wykonującego – sąd, ma wątpliwości co do prawdziwości dokumentów poświadczających lub okoliczności faktycznych, na których podstawie wydano zaświadczenie.

Racjonalne wydaje się zatem stanowisko, że wtedy należy przyznać sądowi możliwość uznania zaświadczenia za niekompletne i dokonania oceny okoliczności faktycznych. Sąd powinien był powziąć wątpliwości, czy zachodzą przesłanki do uznania orzeczenia holenderskiego, w szczególności poczynić ustalenia, dotyczące ewentualnego naruszenia gwarancji wynikających z praw podstawowych.

Przepis art. 611fg k.p.k. określający fakultatywne podstawy odmowy wykonania orzeczenia o karach o charakterze pieniężnym, stanowi implementację przepisów art. 5 i 7 Decyzji Ramowej o karach pieniężnych. Nie ma racji sąd, że żadna z wymienionych w tym przepisie przeszkód nie wystąpiła, bowiem do przedmiotowego orzeczenia dołączono zaświadczenie, o którym mowa w art. 611ff § 2 k.p.k. - co najmniej niekompletne. Zaświadczenie to nie zawiera informacji umożliwiających uznanie kary w odniesieniu do konkretnego uczestnika postępowania, a sąd polski powinien przeprowadzić w tym zakresie ograniczone postępowanie dowodowe.

W przypadku ustalenia, że faktycznie osoba wskazana w zaświadczeniu nie mogła popełnić wykroczenia, odmowa przejęcia i wykonania kary stanowić będzie najpełniejszą realizację przepisów decyzji ramowej, która zarówno w art. 3, jak i w art. 20 ust. 3 podkreśla konieczność poszanowania praw podstawowych, a zatem także prawa do sprawiedliwego rozstrzygnięcia sprawy (art. 47 KPP UE).

Sąd pominął zaś, że państwo członkowskie może stosować własne przepisy konstytucyjne, dotyczące m.in. sprawiedliwego procesu sądowego. Art. 20 ust. 3 Decyzji Ramowej przewiduje bowiem odrębną podstawę odmowy wykonania orzeczenia, mającą charakter klauzuli generalnej. Zgodnie z tym przepisem państwo może odmówić uznania i wykonania orzeczenia, jeżeli na podstawie zaświadczenia może przypuszczać, że naruszone zostały prawa podstawowe lub podstawowe zasady prawne zawarte w art. 6 Traktatu o Unii Europejskiej. Chodzi tu o takie zasady, jak: wolność, demokracja, poszanowanie praw człowieka i podstawowych wolności oraz praworządność.

Choć polski ustawodawca nie zdecydował się na wdrożenie podstawy odmowy o charakterze klauzuli generalnej, przewidzianej w art. 20 ust. 3 Decyzji Ramowej, to jednak w decyzjach ramowych z zakresu współpracy sądowej w sprawach karnych zwykle pojawia się klauzula stwierdzająca, że decyzja ramowa nie narusza obowiązku poszanowania praw podstawowych i podstawowych zasad prawnych zawartych w art. 6 TUE.

A wykonanie orzeczenia nie może prowadzić do nieuzasadnionego naruszenia praw i wolności jednostki zagwarantowanych w Konstytucji RP i aktach prawa międzynarodowego.

Podstawowa zasada prawa unijnego - zasada pierwszeństwa gwarantuje nadrzędność prawa wspólnotowego nad krajowym. Choć zasada ta nie jest zapisana w traktatach, została zatwierdzona przez TS UE. Zgodnie z jego  orzecznictwem wykładnia prounijna to interpretowanie przepisów prawa krajowego w taki sposób by maksymalnie, jak to możliwe, dały się one pogodzić z prawem UE.

Przeprowadzenie wykładni prounijnej przez organy krajowe - z wyjątkiem, gdy jej przedmiotem miałyby być akty prawne o mocy prawnie niewiążącej - jest ich obowiązkiem, a nie uprawnieniem. Niezastosowanie się do tego wymogu równa się naruszeniu prawa Unii Europejskiej i może rodzić po stronie państw członkowskich obowiązek pokrycia szkód, jakie poniosły jednostki.

W ocenie RPO nic nie stało na przeszkodzie, aby sąd przeprowadził pełne badanie okoliczności faktycznych wskazanych przez pana Jana - gdy z przedłożonych przez niego dokumentów wynika, że organy polskie, które przekazały dane o właścicielu pojazdu organom holenderskim, działały nierzetelnie.

Reasumując, sąd państwa wykonującego może odmówić uznania i wykonania orzeczenia nakładającego karę pieniężną zarówno w oparciu o podstawy wymienione w art. 611 fg pkt 2 k.p.k. oraz art. 7 ust. 1 i 2 Decyzji Ramowej, jak i na podstawie art. 20 ust. 3. oraz art. 3 Decyzji Ramowej. Jest to możliwe, jeżeli orzeczenie wydano jedynie w oparciu o informacje uzyskane w ramach transgranicznej wymiany danych rejestracyjnych pojazdów, a sąd dysponuje danymi pozwalającymi na ustalenie, że ukarany nie jest właścicielem auta i nie dopuścił się zarzucanych mu wykroczeń drogowych.

II.511.519.2019

Oskarżony z niepełnosprawnością intelektualną skazany za drobną kradzież bez prawa do obrony. SN uznał kasację Rzecznika

Data: 2020-06-03
  • Mężczyzna z niepełnosprawnością intelektualną został skazany na pół roku więzienia za kradzież 270 zł - bez rozprawy i zapewnienia mu obrońcy
  • Lekarze uznali jego ograniczoną poczytalność; on sam zeznał, że nie umie czytać ani pisać
  • Według Rzecznika Praw Obywatelskich sąd rejonowy miał obowiązek przyznać oskarżonemu obrońcę - wobec rażącego naruszenia prawa RPO złożył kasację
  • Sąd Najwyższy uwzględnił ją, nakazując ponowne rozpoznanie sprawy

Mężczyzna został oskarżony o włamanie do lokalu gastronomicznego, skąd z kasy zabrał  270 zł. Wraz z aktem oskarżenia prokurator złożył wniosek o wydanie wobec niego wyroku skazującego bez przeprowadzenia rozprawy. Powołał się na przepisy, które na to pozwalają - gdy dany czyn jest zagrożony karą nie przekraczającą 10 lat pozbawienia wolności, okoliczności jego popełnienia nie budzą wątpliwości, a postawa oskarżonego wskazuje, że cele postępowania zostaną osiągnięte.

Sąd Rejonowy w S. uwzględnił wniosek prokuratora i w 2013 r. skazał tego człowieka na pół roku pozbawienia wolności, uznając jego czyn za „wypadek mniejszej wagi”. Zobowiązał go też do naprawienia szkody na rzecz pokrzywdzonego. Wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił się. Jego uzasadnienie nie zostało sporządzone.

RPO: sąd miał obowiązek zapewnienia obrońcy 

Zdaniem Rzecznika wyrok zapadł z rażącym naruszeniem przepisów prawa procesowego.

Do akt śledztwa dołączono opinię sądowo-psychiatryczną, w której lekarze psychiatrzy stwierdzili, że oskarżony jest osobą z upośledzeniem umysłowym w stopniu umiarkowanym, o deficycie intelektu. Oskarżony podał, że nie umie czytać ani pisać. Leczył się psychiatrycznie; utrzymuje się z renty. Zdaniem lekarzy jego zaburzenia spowodowały, że miał on ograniczoną zdolność rozpoznania znaczenia zarzucanego mu czynu i pokierowania swym postępowaniem, jednakże nie w stopniu znacznym.

Sąd I instancji - procedując bez rozprawy, w trybie, który ma przyspieszyć rozstrzyganie spraw uznawanych za proste (których jest bardzo dużo) – pominął. że w odniesieniu do oskarżonego zachodziły okoliczności utrudniające obronę. Stanowi o tym art. 79 § 2 Kpk,  który obliguje sąd do wyznaczenia oskarżonemu obrońcy.

RPO powołał się na interpretację pojęcia "okoliczności utrudniających obronę", dokonanej już przez Sąd Najwyższy. SN wskazywał, że należy je wiązać z właściwościami oskarżonego, które co prawda nie uniemożliwiają, ale w znaczący sposób utrudniają realizację prawa do obrony bezpośrednio przez oskarżonego. Chodzi o właściwości fizyczne (wiek, stan zdrowia, sprawność poszczególnych narządów zmysłów), psychiczne (stopień sprawności umysłowej, zaradność lub nieporadność) oraz intelektualne (stopień inteligencji ogólnej, wiedza w dziedzinie stanowiącej materię zarzutów) oskarżonego - w zestawieniu z treścią zarzutów.

W ocenie Rzecznika były zatem pełne podstawy do przyjęcia przez sąd obrony obligatoryjnej dla oskarżonego. Informacje z akt sprawy były wystarczające, aby wzbudzić wątpliwości sądu co do możliwości rozpoznania sprawy na posiedzeniu. 

- Sąd rejonowy nie nadał znajdującym się w aktach sprawy informacjom odpowiedniego znaczenia i zupełnie je zignorował, choć de facto obligowały one sąd I instancji do wyznaczenia oskarżonemu obrońcy w celu zabezpieczenia podstawowej procesowej gwarancji w postaci konstytucyjnego prawa do obrony, tak aby w pełni chronić prawa osób. wobec których zachodzi wysokie prawdopodobieństwo, że nie są w stanie w sposób samodzielny prowadzić swojej obrony – głosi kasacja zastępcy RPO Stanisława Trociuka.

W konsekwencji doszło do rozpoznania sprawy bez obowiązkowego udziału obrońcy, co spowodowało wystąpienie bezwzględnej przyczyny odwoławczej, o jakiej mowa w art. 439 § 1 pkt 10 Kpk. Dlatego sąd rejonowy powinien ponownie zbadać całą sprawę.

Wyrok SN

27 maja 2020 r. Sąd Najwyższy w Izbie Karnej (sygn. akt V KK 545/18) uwzględnił kasację jako oczywiście zasadną. Uchylił zaskarżony wyrok, a sprawę przekazał sądowi rejonowemu do ponownego rozpoznania.

Sąd rzeczywiście dopuścił się naruszenia wskazanego przez skarżącego przepisu, co skutkowało zaistnieniem bezwzględnej przesłanki odwoławczej z art. 439 § 1 pkt 10 Kpk.

Sąd Najwyższy przyznał RPO rację, że wyjaśnienia podejrzanego budzą daleko idące wątpliwości, skoro deklarował, że nie umie czytać ani pisać. Wątpliwości budzi już zatem to, czy w ogóle zapoznał się z pouczeniem o przysługujących mu prawach i treścią stawianego mu zarzutu oraz protokołu ze swego przesłuchania. Mimo informacji, że oskarżony jest upośledzony umysłowo, nie dopuszczono opinii sądowo-psychiatrycznej.

Najistotniejsze jednak jest to, że mając informacje, z których wynika, że oskarżony winien korzystać z pomocy obrońcy, nie podjęto jakichkolwiek kroków, aby dla oskarżonego pomoc prawną ustanowić z urzędu. Istniały bardzo poważne przesłanki nakazujące przyjęcie - mimo nieskomplikowanego i jednoznacznego charakteru czynu, którego dopuścił się sprawca - że nie jest to osoba mogąca w procesie karnym funkcjonować samodzielnie, ze względu na stwierdzony deficyt intelektualny, nieumiejętność czytania i pisania, podatność na uleganie wpływom.

Jest to sytuacja wprost z art. 79 § 2 Kpk, wskazująca, że sąd winien dojść do wniosku, iż oskarżony musi mieć obrońcę ze względu na okoliczności utrudniające mu obronę, a w istocie uniemożliwiające jej samodzielne prowadzenie. Skutkiem zignorowania tych okoliczności przez organy ścigania i sąd było wykreowanie bezwzględnej przesłanki odwoławczej z art. 439 § 1 pkt 10 Kpk.

Przy ponownym rozpoznawaniu sprawy sąd winien uwzględnić uwagi SN. Sąd musi zatem ustanowić dla oskarżonego obrońcę z urzędu (co nie przesądza ostatecznego wyroku sądu).

Działania RPO na rzecz skazanych z niepełnosprawnością intelektualną i psychiczną 

W 2016 r., na początku swej kadencji RPO Adam Bodnar przedstawił informacje o tym, że w polskich więzieniach mogą być pozbawieni wolności ludzie, którzy - ze względu na niepełnosprawność intelektualną lub chorobę psychiczną - w ogóle nie powinni się tam znaleźć. Są też osoby, które mogą odbywać karę, ale nie w zwykłym reżimie, tylko pod opieką specjalistów, korzystając z programów terapeutycznych, w warunkach zapewniających bezpieczeństwo zarówno im, jak i współosadzonym oraz funkcjonariuszom.

W lutym 2018 r. RPO zaprezentował raport ze swych działań w sprawie. Zbadano sytuację ponad 100 osób chorujących psychicznie lub z niepełnosprawnością intelektualną, o których RPO wiedział, że przebywają w więzieniach. Większość przypadków wymagała interwencji. W efekcie RPO zakwestionował 45 proc. rozstrzygnięć sądowych - wystąpił z 14 kasacjami (13 uwzględniono) i  złożył 22 wystąpienia do prezesów sądów o wznowienie postepowania (18 spraw wznowiono). Skierował też 25 wystąpień do władz w sprawie wykrytych problemów generalnych. Zgłoszone postulaty są już częściowo realizowane.

II.510.1151.2018

Opiekun prawny osoby ubezwłasnowolnionej może złożyć apelację w jej sprawie. SN uwzględnił kasację RPO

Data: 2020-05-12
  • Całkowicie ubezwłasnowolniony mężczyzna został skazany w sprawie narkotykowej. Sam poddał się karze. Wcześniej uznano go za poczytalnego
  • Apelacja jego matki - opiekuna prawnego -  której nie wezwano do sądu, została uznana za niedopuszczalną. Kwestionowała ona poczytalność syna
  • Sąd odwoławczy błędnie ocenił, że skoro opiekun prawny nie był uczestnikiem sprawy w I instancji, to nie może apelować – uznał RPO i złożył kasację do SN
  • SN ją uwzględnił, bo matka oskarżonego miała prawo wnieść apelację, a sąd rażąco naruszył prawo

Sprawa ma znaczenie dla zapewnienia gwarancji procesowej osoby ubezwłasnowolnionej. Pozbawiając opiekuna prawnego prawa do rozpoznania prawidłowo wniesionej apelacji, sąd okręgowy rażąco naruszył prawo - ocenił Rzecznik Praw Obywatelskich.

Historia sprawy

Pan Grzegorz - osoba całkowicie ubezwłasnowolniona - został oskarżony o posiadanie narkotyku i udzielanie go innej osobie. W 2016 r. sąd rejonowy skazał go na półtora roku pozbawienia wolności. On sam wniósł o wymierzenie mu takiej kary, bez przeprowadzania procesu, w tzw. trybie konsensualnym przewidywanym przez Kodeks postępowania karnego. Wniosek poparł jego obrońca, a prokurator się temu nie sprzeciwił. 

Sąd uznał podsądnego za osobą poczytalną. Na rozprawę nie wezwał jednak jego matki, która jest opiekunem prawnym syna. Prokuratura dołączyła do akt sprawy dla sądu notatkę o całkowitym ubezwłasnowolnieniu oskarżonego. Była w niej też mowa o tym, kto jest jego opiekunem prawnym.

Apelację od wyroku wniosła matka pana Grzegorza, w odpowiednim terminie. Kwestionowała w niej ustalenia sądu co do poczytalności syna. Dołączyła do niej dokumentację medyczną jego stanu. Sąd rejonowy przyjął apelację i nadał jej bieg. 

Bez rozpoznania pozostawił ją jednak sąd okręgowy. Sąd uznał, że apelacja jest niedopuszczalna z uwagi na rozpoznanie sprawy w trybie konsensualnym. Opiekun prawny nie był bowiem uczestnikiem sprawy w I instancji i nie był stroną trybu konsensualnego. Dlatego sąd uznał, że w myśl Kpk opiekun prawny nie mógł podnieść w apelacji zarzutu błędu w ustaleniach stanu faktycznego. 

Argumenty RPO

Rzecznik przyznaje, że zaskarżenie wyroku wydanego w trybie konsensualnym podlega istotnym ograniczeniom. Od lipca 2015 r. – zgodnie z art. 447 § 5 Kpk - samoistną podstawą apelacji złożonej przez stronę postępowania nie mogą być zarzuty z art. 438 pkt 3 i 4, związane z treścią zawartego w tym trybie porozumienia (czyli błędu w ustaleniach faktycznych przyjętych za podstawę orzeczenia, jeżeli mógł on mieć wpływ na treść tego orzeczenia albo rażącej niewspółmierności kary). Apelacja oparta tylko na tym powinna zostać uznana za niedopuszczalną z mocy ustawy.

W ocenie RPO należy jednak rozważyć, czy to ograniczenie dotyczy również podmiotu, który nie był stroną trybu konsensualnego, a ma generalne uprawnienie procesowe do złożenia apelacji, gdy jej zarzutem jest naruszenie art. 438 § 3 Kpk. 

A SN uznawał już, że art. 447 § 5 Kpk nie może mieć zastosowania wobec tych uczestników postępowania, „którzy nie byli stroną konsensusu ani też nie mogli mieć jakiegokolwiek wpływu na jego treść”. W innym wyroku SN wskazano, że art. 447 § 5 Kpk nie ma zastosowania przy wniesieniu środka zaskarżenia przez podmiot niebędący stroną trybu konsensualnego. 

W tej sprawie uwadze sądowi odwoławczemu umknął fakt, że opiekun prawny ubezwłasnowolnionego oskarżonego nie był ani wezwany, ani zawiadomiony o rozprawie. A dla wzmocnienia gwarancji procesowych całkowicie ubezwłasnowolnionego oskarżonego ustawodawca  przyznał  znaczące uprawnienia procesowe jego opiekunowi prawnemu.

Art. 76 Kpk stanowi bowiem: „Jeżeli oskarżony jest nieletni lub ubezwłasnowolniony, jego przedstawiciel ustawowy lub osoba, pod której pieczą oskarżony pozostaje, może podejmować na jego korzyść wszelkie czynności procesowe, a przede wszystkim wnosić środki zaskarżenia, składać wnioski oraz ustanowić obrońcę”. Tymczasem pisemne pouczenie o prawach i obowiązkach doręczone panu Grzegorzowi nie zawierało informacji o art. 76. 

Wyrok SN

Sąd Najwyższy 22 stycznia 2020 r. (sygn.. akt II KK446/19) uchylił zaskarżone postanowienie i zwrócił sprawę sądowi okręgowemu.

Podzielił argumentację RPO. Stosownie do obowiązujących regulacji prawnych oraz poglądów judykatury uznał, że matka oskarżonego była uprawniona do wniesienia apelacji (art. 76 Kpk), zawierającej zarzut naruszenia art. 438 pkt 3 Kpk. (art. 447 § 5 Kpk).

Rozstrzygnięcie sądu  rażąco obrażało zatem art. 447 § 5 Kpk, pozbawiając uprawniony podmiot rozpoznania prawidłowo wniesionego środka odwoławczego.

Teraz sąd okręgowy ma rozpoznać sprawę z uwzględnieniem stanowiska SN - czyli musić przyjąć apelację i ją rozpoznać. Kasacja RPO nie odnosiła się do kwestii winy podsądnego.

 II.511.855.2016

Sędzia nie mógł dwa razy orzekać w tej samej sprawie. SN uwzględnił kasację RPO

Data: 2020-04-07
  • Sąd okręgowy ma po raz trzeci rozpatrzeć apelację sprawy o prostą sprawę kryminalną – orzekł Sąd Najwyższy, który uwzględnił kasację RPO
  • W procesie apelacyjnym przed sądem okręgowym dwa razy na przestrzeni 7 lat brał bowiem udział ten sam sędzia
  • A taki sędzia jest z mocy prawa wyłączony od orzekania po raz drugi – czego sąd wcześniej nie dostrzegł
  • Teraz sąd okręgowy ma naprawić ten swój błąd i właściwie wyznaczyć skład sędziowski

Mężczyzna został oskarżony o kilka przestępstw, m.in. oszustwo, pobicie i kradzież. W 2009 r. sąd rejonowy skazał go na 4 lata więzienia. W tym samym roku taki wyrok utrzymał sąd okręgowy, oddalając apelacje obrony i  oskarżonego. W 2010 r. Sąd Najwyższy uwzględnił jednak kasację obrony i zwrócił sprawę sądowi okręgowemu. Ten zaś w 2011 r. przekazał ją sądowi rejonowemu do ponownego rozpoznania.

W ponownym procesie sąd rejonowy w 2014 r. ponownie skazał oskarżonego na 4 lata. Wyrok znów zaskarżył obrońca i oskarżony. Sąd okręgowy w 2016 r. zmienił orzeczenie i skazał podsądnego na 3 lata. Sąd Najwyższy oddalił zaś kasację obrony jako oczywiście bezzasadną.

Kasacja RPO

RPO złożył kasację na korzyść skazanego. Nie kwestionował jednak ani jego winy, ani orzeczonej kary. Wyrokowi sądu okręgowego z 2016 r. zarzucił rażące naruszenie prawa procesowego. W składzie sądu zasiadał bowiem sędzia, który z mocy prawa był wyłączony od orzekania w tej sprawie. Był on też członkiem składu sądu okręgowego, który w 2009 r. utrzymał pierwszy wyrok sądu rejonowego w sprawie.

Rzecznik powołał się na tzw. bezwzględną przyczyną odwoławczą. Zgodnie z  Kodeksem postępowania karnego (art. 439 § 1 pkt 1) sąd odwoławczy uchyla zaskarżone orzeczenie, jeżeli w jego wydaniu brała udział osoba podlegająca wyłączeniu. A wyłączenie sędziego z mocy prawa następuje m.in. wtedy, gdy brał on udział w wydaniu orzeczenia, które zostało uchylone.

Orzeczenie wydane z takim uchybieniem podlega uchyleniu niezależnie od jego wpływu na treść orzeczenia.

Dlatego RPO wniósł o uchylenie wyroku Sądu Okręgowego w G. i  przekazanie mu sprawy do ponownego rozpoznania.

W kasacji przypomniano pogląd SN że o wyłączeniu sędziego od udziału w sprawie decyduje uchylenie wyroku, w którego wydaniu uczestniczył i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania. Nie ma natomiast znaczenia etap postępowania, na którym zapaść ma orzeczenie w sprawie, od udziału w której sędzia ma obowiązek się powstrzymać. Celem przepisu Kpk jest bowiem wyeliminowanie z procesu orzekania sędziego, który ma już wyrobiony pogląd w konkretnej sprawie.

W swej kasacji po drugim wyroku sądu okręgowego obrońca nie podnosił zarzutu bezwzględnej przesłanki odwoławczej z art. 439 § 1 pkt 1 Kpk. A SN nie mógł wyjść poza granice tego zaskarżenia.

Wyrok SN

7 kwietnia 2020 r. Sąd Najwyższy na posiedzeniu w Izbie Karnej (sygn. akt IV KK 93/20) uznał kasację za oczywiście zasadną.

SN wskazał, że Rzecznik Praw Obywatelskich ma rację, argumentując, że w sprawie zaistniała bezwzględna podstawa uchylenia orzeczenia, o której mowa w art. 439 § 1 pkt 1 Kpk. 

SN uchylił wyrok sądu okręgowego, któremu przekazał sprawę do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym. A skład tego sądu powinien zostać ukształtowany z poszanowaniem wymogów art. 40 § 1 Kpk  - podkreślono w uzasadnieniu wyroku. 

Kierując się potrzebą zapewnienia właściwego toku postępowania, SN zdecydował ponadto o aresztowaniu oskarżonego na 3 miesiące.

II.511.399.2018

Ten sam sędzia dwa razy orzekał w tej samej sprawie odwoławczej. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego

Data: 2020-03-12
  • W procesie o prostą sprawę kryminalną pierwszy wyrok w I instancji zapadł w 2009 r. Oskarżony był już dwa razy prawomocnie skazany
  • Sprawa w sensie prawnym się przedłuży, bo w procesie apelacyjnym dwa razy na przestrzeni 7 lat brał udział ten sam sędzia sądu okręgowego
  • A przepisy tego zakazują. Taki sędzia jest z mocy prawa wyłączony od orzekania po raz drugi - czego sąd okręgowy nie dostrzegł
  • Dlatego RPO złożył kasację do Sądu Najwyższego z wnioskiem o zwrot sprawy sądowi okręgowemu, by naprawił swój błąd

Pewien mężczyzna został oskarżony o kilka przestępstw, m.in. doprowadzenie  innej osoby do niekorzystnego rozporządzenia mieniem, pobicie i kradzież. W 2009 r. sąd rejonowy skazał go na 4 lata pozbawienia wolności. W tym samym roku wyrok utrzymał sąd okręgowy, oddalając apelacje obrony i  oskarżonego. W 2010 r. Sąd Najwyższy uwzględnił jednak kasację obrony i zwrócił sprawę sądowi okręgowemu. Ten zaś w 2011 r. przekazał ją sądowi rejonowemu do ponownego rozpoznania.

W ponownym procesie sąd rejonowy w 2014 r. ponownie skazał oskarżonego na 4 lata. Wyrok znów zaskarżył obrońca i oskarżony. Sąd okręgowy w 2016 r. zmienił orzeczenie i skazał podsądnego na 3 lata. Sąd Najwyższy oddalił zaś kasację obrony jako oczywiście bezzasadną.

Kasacja RPO

RPO złożył kasację na korzyść skazanego. Wyrokowi sądu okręgowego z 2016 r. zarzucił rażące naruszenie prawa procesowego. W składzie sądu zasiadał bowiem sędzia, który z mocy prawa był wyłączony od orzekania w tej sprawie. Był on też członkiem składu sądu okręgowego, który w 2009 r. utrzymał pierwszy wyrok sądu rejonowego w sprawie.

Rzecznik powołał się na tzw. bezwzględną przyczyną odwoławczą. Zgodnie z  Kodeksem postępowania karnego (art. 439 § 1 pkt 1) sąd odwoławczy uchyla zaskarżone orzeczenie, jeżeli w jego wydaniu brała udział osoba podlegająca wyłączeniu. A wyłączenie sędziego z mocy prawa następuje m.in. wtedy, gdy brał on udział w wydaniu orzeczenia, które zostało uchylone.

Dotknięte takim uchybieniem orzeczenie podlega uchyleniu niezależnie od jego wpływu na treść orzeczenia.

Dlatego RPO wniósł o uchylenie wyroku Sądu Okręgowego w G. i  przekazanie mu sprawy do ponownego rozpoznania.

W kasacji przypomniano pogląd Sądu Najwyższego, że o wyłączeniu sędziego od udziału w sprawie decyduje uchylenie wyroku, w którego wydaniu uczestniczył i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania. Nie ma natomiast znaczenia etap postępowania, na którym zapaść ma orzeczenie w sprawie, od udziału w której sędzia ma obowiązek się powstrzymać. Celem przepisu Kpk jest bowiem wyeliminowanie z procesu orzekania sędziego, który ma już wyrobiony pogląd w konkretnej sprawie.

Nie  można wykluczyć, że przy ponownym rozpoznaniu sprawy w sądzie odwoławczym, w innym składzie, apelacja obrony mogłyby skutkować zmianą zaskarżonego wyroku.

W swej kasacji po drugim wyroku sądu okręgowego obrońca nie podnosił zarzutu bezwzględnej przesłanki odwoławczej z art. 439 § 1 pkt 1 Kpk. A SN nie mógł wyjść poza granice tego zaskarżenia.

II.511.399.2018

Skazanie - słuszne, ale wymiar kary naruszył  prawo. SN uwzględnił kasację RPO

Data: 2020-03-04
  • Sąd skazał oskarżonego na karę łączną 7 miesięcy pozbawienia wolności – przy połączeniu kar pozbawienia wolności oraz jej ograniczenia
  • Tymczasem przepisy pozwalają w takiej sytuacji orzec karę do 6 miesięcy
  • RPO wniósł kasację na korzyść skazanego. Sąd Najwyższy uchylił wyrok w tej części, którą zwrócił sądowi I instancji
  • Wcześniej skuteczną kasację na korzyść tego skazanego - choć w innym aspekcie wyroku - złożył Minister Sprawiedliwości-Prokurator Generalny. SN wskazał, że jego kasacja przeoczyła naruszenie, które potem zaskarżył RPO  

Sąd Rejonowy w O. uznał winę oskarżonego o siedem przestępstw, w tym o włamania, a także o prowadzenie samochodu pod wpływem środków odurzających.

Za włamania, uznane za tzw. ciąg przestępstw, sąd skazał go na 6 miesięcy pozbawienia wolności oraz na rok ograniczenia wolności (czyli na prace społeczne). Za kierowanie samochodem pod wpływem narkotyków mężczyzna usłyszał wyrok 3 miesięcy pozbawienia wolności oraz 6 miesięcy ograniczenia wolności.

Te jednostkowe kary połączono i orzeczono karę łączną 7 miesięcy pozbawienia wolności oraz 2 lat ograniczenia wolności (w postaci prac społecznych 30 godzin miesięcznie).

Ponadto sąd zakazał oskarżonemu prowadzenia pojazdów na 3 lata i zasądził od niego 5 tys. zł świadczenia pieniężnego na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Nakazał mu też naprawić szkody wyrządzone pokrzywdzonym.

Wyrok uprawomocnił się, bo nikt nie złożył apelacji.

Kasację w tej sprawie wniósł w 2019 r. Minister Sprawiedliwości-Prokurator Generalny. Zaskarżył wyrok na korzyść skazanego w części dotyczącej orzeczenia o karze łącznej ograniczenia wolności.

Sąd Najwyższy uchylił zaskarżony wyrok w tej części i w tym zakresie zwrócił  sprawę sądowi rejonowemu. Zarazem SN wskazał, że autor kasacji przeoczył inne rażące naruszenie prawa materialnego, które istotnie wpłynęło na wyrok. SN był jednak związany zakresem zaskarżenia tej kasacji i nie mógł rozpoznać sprawy w szerszym zakresie szerszym.

Dlatego RPO na wniosek samego Sądu Rejonowego w O. - zaskarżył wyrok w części dotyczącej kary łącznej pozbawienia wolności. Zarzucił mu rażące naruszenie prawa karnego materialnego, tj. art. 87 § 2 Kodeksu karnego. Przepis ten dopuszcza orzeczenie kary łącznej pozbawienia wolności i ograniczenia wolności wyłącznie w przypadku orzeczenia jej w rozmiarze nieprzekraczającym 6 miesięcy.

Tym samym sąd nie zastosował się do zawartego w tym przepisie ograniczenia co do wymiaru kary pozbawienia wolności i orzekł tę karę w rozmiarze wyższym niż określony.

RPO wniósł o uchylenie wyroku w tej części i zwrot sprawy sądowi rejonowemu

do ponownego rozpoznania w tym zakresie.

19 lutego 2020 r. SN (sygn. akt V KK 612/19) uwzględnił kasację RPO jako oczywiście zasadną. Uchylił wyrok w zaskarżonej części i zwrócił sprawę sądowi rejonowemu.

SN potwierdził, że orzekając karę łączną 7 miesięcy pozbawienia wolności, Sąd Rejonowy w O. rażąco naruszył art. 87 § 2 Kk.

II.511.807.2019

Performer ukarany za akcję "Tęsknię za Tobą Żydzie”. RPO wnosi o uniewinnienie go przez Sąd Najwyższy

Data: 2020-03-02
  • Ukaranie grzywną performera za wywieszenie w Węgrowie transparentu „Tęsknię za Tobą Żydzie” było rażącym naruszeniem prawa    
  • Warunkiem uznania kogoś za winnego wykroczenia jest bowiem społeczna szkodliwość czynu – tymczasem działanie pana Rafała było społecznie pożyteczne
  • Celem było bowiem upamiętnienie ofiar Holocaustu i zwrócenie uwagi na wciąż aktualny problem antysemityzmu
  • RPO złożył kasację do Sądu Najwyższego, wnosząc o uniewinnienie performera i osoby mu pomagającej

Pan Rafał prowadzi swój ogólnopolski projekt społeczno-artystyczny "Tęsknię za Tobą Żydzie” od 2004 r. - Chcę odzyskać słowo Żyd, wyrwać je antysemitom, którzy w tym kraju są jedynymi, korzystającymi z niego w sposób nieskrępowany – tłumaczy. Dlatego w różnych miejscach prezentuje to hasło publicznie i zachęca do tego innych.

W innym głośnym happeningu podpalił on specjalnie zbudowaną stodołę, w której były kartki od osób z "nieżyczliwymi myślami w stosunku do Żydów". Było to nawiązanie  do zbrodni w Jedwabnem, gdzie w lipcu 1941 r. w stodole spalono żydowskich mieszkańców. Jak uznał IPN dokonała tego grupa polskiej ludności, z niemieckiej inspiracji.

Happening w Węgrowie

Akcję w Węgrowie z czerwca 2019 r. - w której pomagał mu żydowski aktywista pan Dawid - artysta zadedykował zamordowanemu w czasie II wojny przez niemieckich nazistów w Węgrowie rabinowi Jakubowi Mendlowi Morgensternowi oraz stryjowi Agnieszki Holland Mendlowi Hollandowi, który publicznie protestował przeciwko Zagładzie.

Realizując swój projekt, pan Rafał na rynku namalował białą farbą symboliczny ślad. Rozwiesił też baner z napisem: "Tęsknię za Tobą Żydzie”. Byli przy tym obecni mieszkańcy miasta (niektórzy w niewybredny sposób krytykowali happening) oraz policjanci. Wcześniej artysta kontaktował się z władzami miasta, chcąc uzyskać zgodę na projekt i pomoc w nim - spotkał się z odmową. Baner usunięto zaraz po zakończeniu akcji. 

Panowie Rafał i Dawid zostali obwinieni o wykroczenie z art. 63a. § 1 Kodeksu wykroczeń. Przewiduje on karę ograniczenia wolności albo grzywnę dla tego, kto "w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym umieszcza ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu - bez zgody zarządzającego tym miejscem”. Karalne jest również podżeganie innych osób do takiego czynu oraz pomocnictwo.

Na tej podstawie 17 października 2019 r. sąd rejonowy wyrokiem nakazowym uznał winę obu mężczyzn. Panu Rafałowi wymierzono 400 zł grzywny, a panu Dawidowi -  300 zł. Wyrok nakazowy sąd wydaje pod nieobecność podsądnych - gdy okoliczności czynu i wina nie budzi wątpliwości. Obwinieni nie złożyli sprzeciwu i wyrok uprawomocnił się.

Argumenty kasacji RPO

RPO złożył kasacje do Izby Karnej Sądu Najwyższego na korzyść panów Rafała i Dawida. Wniósł o uchylenie wyroku sądu rejonowego i o ich uniewinnienie. 

Sąd błędnie zastosował art. 63a Kodeksu wykroczeń. Z uwagi na brak społecznej szkodliwości czynów zachowanie obu mężczyzn nie było bowiem wykroczeniem.

Jednym z warunków odpowiedzialności za wykroczenie jest popełnienie czynu "społecznie szkodliwego”. Sąd musi za każdym razem badać tę kwestię. Jeśli w danym przypadku stwierdzi całkowity brak społecznej szkodliwości, uznaje, że zarzucony czyn nie stanowi wykroczenia.

Przedmiotem ochrony wykroczenia z art. 63a § 1 Kw jest porządek w miejscach publicznych. Obwinieni nie naruszyli go, a ich zachowanie nie nosiło cech społecznie szkodliwego. Wartość chroniona przez ten artykuł Kw powinna zaś pozostawać w równowadze z koniecznością ochrony innych wartości - w tym prawa do swobody wypowiedzi i prawa do wolności artystycznej.

Z art. 73 Konstytucji wynika wolność ekspresji artystycznej. Dodatkową jej gwarancję daje art. 54 ust. 1 Konstytucji, który zapewnia wolność wyrażania swoich poglądów i rozpowszechniania informacji. Formułują ją też Powszechna Deklaracja Praw Człowieka w art. 19, Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych w art. 19 ust. 2, a w systemie unijnym - art. 11 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej oraz art. 13 - w odniesieniu do sztuki. A rozpowszechnianie informacji to także prezentacja działań artystycznych.

Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, art. 10 ust. 2 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka chroni nie tylko klasyczne sposoby ekspresji, ale i nowoczesne środki komunikacji oraz wypowiedzi o charakterze symbolicznym, w tym artystyczne. Swoboda wypowiedzi artystycznej jest zaś częścią wolności otrzymywania i komunikowania wiadomości oraz idei.

W kwestiach mających publiczne znaczenie ETPC przyjmuje znacznie szersze granice wolności słowa. Taka debata powinna toczyć się w możliwie nieskrępowany sposób, a wszelka ingerencja wymaga szczególnie mocnego uzasadnienia i możliwa jest tylko wyjątkowo. Publiczne znaczenie wypowiedzi musi zostać dostrzeżone i uwzględnione przez organy krajowe.

A temat, do którego odnosił się pan Rafał - problem zjawiska antysemityzmu - niewątpliwie stanowi zagadnienie mające publiczne znaczenie. To także przedmiot ożywionej debaty publicznej, jaka przetoczyła się przez Polskę kilkanaście lat wcześniej, wokół wydarzeń w Jedwabnem i sprowokowała performera do działania.

ETPC uznawał już, że już sama grzywna za wykroczenie, nawet łagodna, nałożona na autorów artystycznego i politycznego wystąpienia może mieć "niepożądany efekt mrożący dla wolności słowa”.

W tym zaś przypadku ukaranie było nieproporcjonalne. Celem działania obwinionych nie było naruszanie porządku w miejscu publicznym, ale upamiętnienie ofiar Holocaustu. Działanie to nie tylko nie było zatem społecznie szkodliwe, ale wręcz społecznie pożyteczne. Obwinieni korzystali z konstytucyjnego prawa do przedstawienia poglądu na ważny i wciąż aktualny temat w debacie publicznej, a ich zachowanie nie przyniosło społeczeństwu żadnej szkody.

- To, że działanie performera nie było po myśli władz Węgrowa, nie oznacza, że było zdarzeniem dla społeczeństwa negatywnym, powszechnie ocenianym jako złe, nieetyczne – podkreśla kasacja.  Przypisanie mu jakiegokolwiek ładunku społecznej szkodliwości szkodzi prawom chronionym na poziomie konstytucyjnym i międzynarodowym. Może też wywierać tzw. „efekt mrożący”, zniechęcający do korzystania z szeroko rozumianej wolności słowa, a w konsekwencji - do uczestnictwa obywateli w debatach publicznych.

Obwinieni działali w ramach twórczości artystycznej oraz w celu zajęcia stanowiska w istotnej debacie publicznej na temat antysemityzmu. Ani nie wiązało się to z przemocą, ani też nie miało na celu obrażenia kogokolwiek.

Swoboda wypowiedzi nie ogranicza się do informacji i poglądów, które są odbierane przychylnie przez wszystkich. Odnosi się także do takiej ekspresji, która może oburzać, razić czy niepokoić część społeczeństwa. Takie są wymagania pluralizmu, tolerancji, otwartości na inne poglądy, bez których nie istnieje demokratyczne.

Skupiając się na formalnym naruszeniu przepisu Kw, sąd pominął te wszystkie aspekty, które dla ostatecznego rozstrzygnięcia sprawy mają priorytetowe znaczenie.

II.511.899.2019, II511.33.2020

Po kasacji RPO Sąd Najwyższy uchylił wyrok skazujący, bo nie opisywał, na czym polegało oszustwo

Data: 2020-02-26
  • Obywatel został prawomocnie skazany za oszustwo wobec dwóch banków na łączną kwotę powyżej 20 tys. zł 
  • RPO złożył kasację na jego korzyść, bo w wyroku skazującym sąd nie opisał szczegółowo, na czym polegało to przestępstwo – co jest wymogiem prawa 
  • Sąd Najwyższy uchylił wyrok skazujący. Sprawa wraca do sądu I instancji

Mężczyzna został oskarżony za oszustwo wobec dwóch banków. Mimo że na swym koncie nie miał odpowiednich środków, dwa razy przez kilka dni z rzędu dokonywał zakupów kartą zbliżeniową. Za każdym razem był to wydatek poniżej 50 zł. Wykorzystywał mechanizm kilkudniowego opóźnienia powiadomienia banku o transakcji. Łączna wartość zakupów przekroczyła 20 tys. zł.

Został on oskarżony o wyłudzenie tych pieniędzy od banków. Art. 286 § 1 Kodeksu karnego stanowi: "Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8".

Sąd Rejonowy w G. skazał oskarżonego na 10 miesięcy ograniczenia wolności w postaci prac społecznych. Nakazał mu też zapłatę bankom wyłudzonych kwot. Wyrok uprawomocnił się, bo nikt nie złożył apelacji.

Kasację na  korzyść skazanego wniósł RPO. W jego ocenie wyrok sądu rażąco naruszył prawo karne materialne. 

Jak wskazał Sąd Najwyższy w wyroku z 2 grudnia 2002 r., "działanie sprawcy, określone w art. 286 § 1 Kk., jako doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem, sprowadza się do trzech wymienionych w tym przepisie sposobów: wprowadzenie w błąd, wyzyskanie błędu, wyzyskanie niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania". Nie każde zatem doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem stanowi oszustwo - zachodzi ono tylko wtedy, kiedy sprawca działał w określony sposób.

Tymczasem sąd w opisach czynów przypisanych oskarżonemu nie zawarł znamienia przestępstwa (wprowadzenia w błąd, wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania). Wyrok nie odzwierciedla zatem ani tego, w jaki sposób sprawca działał, ani jaką metodą się posłużył, by doprowadzić banki do niekorzystnego rozporządzenia mieniem dla osiągnięcia korzyści majątkowej.

Dlatego należy uznać, że czyny - w kształcie, w jakim zostały przypisane oskarżonemu - nie wypełniają znamion czynu zabronionego z art. 286 § 1 Kk. A jak uznaje Sąd Najwyższy (np.  w wyroku z 6 kwietnia 2017 r., sygn. akt V KK 372/16), brak w opisie czynu przypisanego oskarżonemu w wyroku jakiegokolwiek ustawowego znamienia czynu oznacza niemożność stwierdzenia odpowiedzialności karnej za ten czyn.

Dlatego Rzecznik wniósł, by Sąd Najwyższy uchylił zaskarżony wyrok i uniewinnił oskarżonego od zarzucanych mu czynów.

26 lutego 2020 r. Sąd Najwyższy w Izbie Karnej (sygn. akt III KK 689/18) uwzględnił kasację i uchylił zaskarżony wyrok. Jednocześnie SN uznał za zasadne nie uniewinnienie skazanego, ale zwrot sprawy sądowi rejonowemu.

W uzasadnieniu rozstrzygnięcia wskazano, że możliwa jest zmiana kwalifikacji prawnej, np. na przywłaszczenie cudzego mienia (art. 284 § 1 Kk). Nie ma po temu przeszkód procesowych, mimo że kasację wniesiono na korzyść skazanego. Chodzi bowiem o skazanie za przestępstwo, które tak naprawdę zostało mu zarzucone, a jest zagrożone łagodniejszą sankcją (do 3 lat pozbawienia wolności).

SN zauważył, że wynikające z jednoznacznych wyjaśnień oskarżonego działanie w żadnym razie nie mogło być kwalifikowane jako przestępstwo oszustwa. Polegało bowiem na wykorzystaniu ułomności systemu bankowego. Tym samym nie mogło mieć cech wprowadzenia w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania innej osoby - a to jest najistotniejszym znamieniem tego przestępstwa. - Nie można przecież wprowadzić w rozumieniu art. 286 Kk w błąd lub wyzyskać błędu „maszyny" czy jakiegokolwiek systemu operacyjnego - wskazał SN.

II.511.612.2018

Obywatel bezprawnie pozbawiony wolności w szpitalu psychiatrycznym. Kasacja RPO

Data: 2020-02-18
  • Obywatel trafił do szpitala psychiatrycznego bez swej zgody. Prawo nakazuje, aby ordynator zatwierdził to w ciągu 48 godzin - inaczej dana osoba musi być zwolniona
  • Ordynator wpisał do dokumentów nieprawdę, że obywatel chciał się zabić. Próba samobójcza pozwala na szpitalną izolację 
  • Sąd umorzył proces ordynatora, uznając że takie poświadczenie nieprawdy nie wywołało „skutków prawnych”
  • Tymczasem miało to ogromne znaczenie, skoro efektem było bezprawne pozbawienie wolności w szpitalu psychiatrycznym. Do dziś wpływa też na życie obywatela

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył w tej bulwersującej sprawie kasację do Sądu Najwyższego. Wniósł o uchylenie umorzenia – tak by ordynator mógł być sądzony z wniosku obywatela. Prokuratora odmówiła bowiem ścigania lekarza.

Historia sprawy

W 2013 r. obywatel został umieszczony w szpitalu psychiatrycznym bez swej zgody. Ustawa o ochronie zdrowia psychicznego zezwala na to tylko wtedy, gdy dotychczasowe zachowanie danej osoby wskazuje, że zagraża bezpośrednio własnemu życiu albo życiu lub zdrowiu innych osób. Wymogiem jest też zatwierdzenie takiej decyzji przez ordynatora w 48 godzin od przyjęcia - co musi odnotować on w dokumentacji medycznej. Ponadto w 72 godziny od przyjęcia musi zawiadomić o tym sąd opiekuńczy. Ten wszczyna postępowanie kontrolne.

Sąd opiekuńczy I instancji uznał tygodniowy pobyt obywatela w szpitalu za legalny. Sąd II instancji ocenił go zaś jako bezprawny.

Obywatel zorientował się, że w jego dokumentacji medycznej i zawiadomieniu do sądu pojawił się nieprawdziwy zapis o rzekomej próbie samobójczej. Powiadomił prokuraturę o przestępstwie poświadczenia nieprawdy w dokumencie co do "okoliczności mającej znaczenie prawne”. Art. 271 Kodeksu karnego przewiduje za taki czyn karę od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. 

Prokuratura odmówiła jednak ścigania lekarza i umorzyła postępowanie. Uznała, że lekarzowi nie sposób zarzucić świadomego zamiaru poświadczenia nieprawdy.

Ostatecznie sam obywatel złożył do sądu własny, tzw. subsydiarny akt oskarżenia.    

Sąd rejonowy w 2018 r. umorzył jednak to postępowanie - bez prowadzenia procesu - z powodu "oczywistego braku znamion czynu zabronionego”. Wskazując na "brak zamiaru i świadomości” lekarza, uznał, że jego czyn w ogóle nie był przestępstwem.

Sąd okręgowy w 2019 r. nie uwzględnił zażalenia obywatela i utrzymał decyzję o umorzeniu. Jednocześnie jednak – w przeciwieństwie do sądu rejonowego – jednoznacznie stwierdził, że zapis o próbie samobójczej jest nieprawdziwy. Zarazem uznał, że ta nieprawda "nie wywołała skutków prawnych” – a to jest warunkiem odpowiedzialności za przestępstwo z art. 271 Kk.

Po takim prawomocnym rozstrzygnięciu obywatel zwrócił się o pomoc do RPO. Skarżył się na naruszenie konstytucyjnego prawa do sprawiedliwego i bezstronnego procesu. Wskazał, że fałszywy zapis od sześciu lat nie pozwala mu prawidłowo funkcjonować i głęboko go stygmatyzuje.

Argumenty RPO

- Jednoznacznie stwierdzony przez sąd okręgowy nieprawdziwy wpis o próbie samobójczej miał ogromne znaczenie prawne – uznał Rzecznik. Pozwolił bowiem na faktyczne bezprawne pozbawienie obywatela wolności i przetrzymywanie - wbrew jego woli - w szpitalu psychiatrycznym, przy ewidentnym braku przesłanek z ustawy o ochronie zdrowia psychicznego.

Ocena sądu o braku znaczenia prawnego obu dokumentów nie wytrzymuje krytyki i razi dowolnością. Skoro przyjęcie do szpitala psychiatrycznego bez zgody pacjenta wymaga zatwierdzenia przez ordynatora, to brak takiego zatwierdzenia powinien spowodować wypisanie pacjenta.

A przyjęcie do szpitala psychiatrycznego (bez zgody) narusza podstawowe, gwarantowane konstytucyjnie wolności i prawa, związane z przyrodzoną i niezbywalną godnością człowieka (art. 30 Konstytucji). Należy do nich również wolność i nietykalność osobista (art. 31 i 41 Konstytucji). Są one również pod ochroną Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

Już tylko to nakazywało sądowi odwoławczemu rzetelne i wnikliwe przeanalizowanie wszystkich okoliczności tak poważnej ingerencji w wolność obywatela. Tymczasem te podstawowe nakazy umknęły uwadze sądu.

W ocenie RPO sąd odwoławczy skoncentrował się jedynie na części materiału dowodowego sprawy. A powinien był wziąć pod uwagę, że sprawa wymaga dogłębnej analizy. Taka wadliwa kontrola decyzji sądu rejonowego doprowadziła do dowolnego wniosku o braku znamion czynu lekarza.

W ten sposób sąd rażąco naruszył prawo procesowe – co jest wymaganą prawem podstawą złożenia kasacji do Sądu Najwyższego.

Rzecznik wniósł o uchylenie postanowienia sądu okręgowego i o zwrot sprawy sądowi rejonowemu do ponownego rozpoznania całej sprawy – tym razem merytorycznie i na rozprawie.

W kasacji podkreślono, że nawet sam oskarżony dostrzegł znaczenie prawne swego zawiadomienia do sądu. W odpowiedzi na zażalenie obywatela do sądu stwierdził bowiem: "Bezspornym jest, że oskarżony jako zastępca dyrektora ds. lecznictwa Wojewódzkiego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych jest zobowiązany na podstawie art. 23 ust.4 zd. 2 ustawy z 19 sierpnia 1994 r. o ochronie zdrowia psychicznego do zawiadomienia sądu opiekuńczego o przyjęciu bez zgody oskarżyciela subsydiarnego do szpitala psychiatrycznego. W konsekwencji nie sposób kwestionować doniosłości prawnej składanego zawiadomienia o przyjęciu bez zgody do szpitala psychiatrycznego, albowiem zgodnie z art. 25 ust. 1 ustawy o ochronie zdrowia psychicznego wszczyna ono postanowienie kontrolne sądu opiekuńczego”.

Rzecznik przypomina pogląd SN, że umorzenie postępowania przed rozprawą jest możliwe tylko wówczas, gdy z materiału dowodowego w sposób oczywisty wynika, że zarzucany czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego. Takie orzeczenie musi się opierać na materiałach nie budzących wątpliwości. Gdy zaś dowody nie mają jednoznacznego wyrazu, a dokonanie trafnych ustaleń faktycznych wymaga gruntownego zbadania, umorzenie postępowania na posiedzeniu przed rozprawą nie jest dopuszczalne.

- Nie można wykluczyć, że prawidłowa, wieloaspektowa i uwzględniająca całokształt materiału dowodowego analiza mogłaby prowadzić do odmiennego rozstrzygnięcia – brzmi konkluzja kasacji.

II.519.764.2019

Polski sąd zgodził się na ekstradycję do Rosji obywatela Ukrainy. Kasacja Rzecznika

Data: 2020-02-07
  • Polski sąd prawomocnie zgodził się na ekstradycję obywatela Ukrainy do Rosji, która ściga go za przestępstwa narkotykowe
  • Denysowi V. w Rosji grozi dożywocie - co może oznaczać narażenie go na tortury lub nieludzkie traktowanie
  • A był on kierowcą-wolontariuszem podczas wojny w Donbasie
  • O ponowne zbadanie sprawy Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł w kasacji do Sądu Najwyższego

Zgoda na wydanie Denysa V. Rosji jest niesprawiedliwa. Stwierdzając brak przeszkód prawnych do jego ekstradycji, sąd naruszył bowiem przepisy. Mężczyźnie grozi w Rosji kara dożywotniego więzienia, bez możliwości ubiegania się o warunkowe przedterminowe zwolnienie.

A to narusza art. 3 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Stanowi on, że nikt nie może być poddany torturom ani nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu albo karaniu. Według Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, takim traktowaniem jest m.in. pozbawienie wszelkich nadziei na wyjście na wolność skazanych na dożywocie – zwłaszcza ukaranych za inne przestępstwa niż zabójstwo czy terroryzm.

Według Kodeksu postępowania karnego ekstradycja jest niemożliwa m.in. wobec uzasadnionej  obawy, że w państwie żądającym wydania danej osoby może dojść do naruszenia jej wolności i praw. 

Historia sprawy

30-letni Denys V. był poszukiwany przez prokuraturę Federacji Rosyjskiej pod zarzutem wytwarzania na wsi pod Moskwą w latach 2015-2016 znacznej ilości narkotyków w ramach zorganizowanej grupy przestępczej. Na tej podstawie  męzczyzna pracujący w Polsce został zatrzymany na granicy polsko-ukraińskiej pod koniec 2018 r. Zeznawał, że w okresie zarzucanego mu przestępstwa przebywał w Ukrainie, a zarzuty są pomyłką.

Rosja zażądała jego ekstradycji. Sąd Okręgowy w P. stwierdził prawną dopuszczalność esktradycji.

Obrona argumentowała, że organy rosyjskie traktują obywateli Ukrainy jako tych z „gorszego” kraju. Podnosiła, że Parlament Europejski w ostatnich latach przyjął 13 rezolucji, w których odnotowano stosowanie tortur w stosunku do więźniów, polityczny stosunek do skazanych z Ukrainy, pogorszenie się stanu praw człowieka, brak niezawisłości sądownictwa.

W zażaleniu na decyzję sądu obrona wskazała na:

  • błędne przyjęcie braku negatywnej przesłanki do zgody na ekstradycję, skoro wyjaśnienia Denysa V., pismo Komendy Policji w Kijowie i zaświadczenia o miejscu pracy jednoznacznie wskazują na realne zagrożenie dla zdrowia, jeśli nie życia, w przypadku przekazania go  Rosji;
  • nierozważenie poważnych podstaw do przyjęcia, że wniosek o wydanie Denysa V. za przestępstwo pospolite złożono w celu ścigania go ze względu na narodowość i poglądy polityczne. Może o tym świadczyć narodowość ściganego i jego udział jako wolontariusza - kierowcy adwokata pomagającego poszkodowanym w czasie działań wojennych we wschodniej Ukrainie;
  • zbyt ogólnikowe uzasadnienie orzeczenia i pominięcie wszystkich dowodów (sąd nie wziął np. pod uwagę odmowy Denysa V. podjęcia współpracy szpiegowskiej z Rosją - za co w 2016 r. został pobity w Kijowie).

Sąd Apelacyjny w R. oddalił zażalenie, utrzymując w mocy decyzję I instancji.

Argumenty RPO

Według RPO sąd apelacyjny nie odniósł się należycie do zażalenia obrony. Nie zwrócił uwagi, że sąd okręgowy nie przeanalizował kwestii naruszenia art. 3 EKPC w kontekście grożącej V. kary dożywocia.

Z tego właśnie względu ETPCz wielokrotnie uznawał zagrożenie naruszenia art. 3 Konwencji. Podkreślał, że osoby skazane na dożywocie nie mogą być pozbawione jakiejkolwiek nadziei na wyjście na wolność. Muszą mieć możliwość ubiegania się o warunkowe przedterminowe zwolnienie. W przeciwnym wypadku kara ta będzie złamaniem zakazu nieludzkiego traktowania.

Tymczasem z informacji strony rosyjskiej wynika realna możliwość wymierzenia Denysowi V. dożywocia. Nie odpowiedziała ona zaś na pytanie, czy rosyjskie prawo przewiduje możliwość  obniżenia tej kary lub warunkowego zwolnienia, a jeśli tak - to jakie warunki musi spełnić skazany. Dlatego powstaje wątpliwość, czy wymogi rosyjskiego prawa nie naruszają zasad i praw Konwencji, m.in. zakazu poniżającego i nieludzkiego traktowania czy poszanowania godności ludzkiej.

Sama w sobie kara dożywocia nie jest niezgodna z Konwencją. ETPCz wskazywał, że państwa muszą swobodnie nakładać ją na pełnoletnich przestępców, winnych szczególnie groźnych czynów, jak zabójstwa czy akty terroru. W wyjątkowych jednak przypadkach rażąca, jaskrawa nieproporcjonalność kary także może sprowadzać się do niedozwolonego traktowania.

Sąd apelacyjny nie zwrócił zaś uwagi, że w I instancji nie zbadano, czy ewentualne dożywocie wobec V. nie byłoby rażąco nieproporcjonalne.

Ponadto sąd apelacyjny nie zbadał - przy uwzględnieniu odmienności systemów prawnych, różnic kulturowych i uwarunkowań historycznych - czy ryzyko wymierzenia Denysowi V. dożywocia za przestępstwo zagrożone przez polskie prawo karą maksymalnie 15 lat więzienia, nie jest karą rażąco nieadekwatną do wagi czynu – co też byłoby sprzeczne z art. 3 Konwencji.

W Polsce dożywocie to kara najwyższa, przewidziana jedynie w dziewięciu przypadkach przestępstw o najwyższym ciężarze gatunkowym – skierowanych zasadniczo przeciw życiu i zdrowiu. Żadne z przestępstw narkotykowych nie zostało uznane za tak poważnie zagrażające porządkowi prawnemu i innym dobrom, aby groziła za nie dożywotnia izolacja.

Sąd apelacyjny nie odpowiedział więc na pytanie, czy ryzyko wymierzenia tak surowej kary nie doprowadzi do naruszenia art. 3 Konwencji. Zarzutu tego nie podniosła obrona w zażaleniu. Sąd apelacyjny jest jednak w określonych przypadkach zobowiązany do wyjścia poza granice zaskarżenia. Nie uczynił tego, co w świetle przedstawionej argumentacji należy uznać za rażąco niesprawiedliwe.

Stanowisko sądu apelacyjnego o prawnej dopuszczalności wydania Denysa V. jest zatem co najmniej przedwczesne. Nie można bowiem wykluczyć, że zgodna z przepisami kontrola orzeczenia sądu I instancji - przy uwzględnieniu opisanych wątpliwości -  doprowadziłaby do odmiennego rozstrzygnięcia.

Dlatego zastępca RPO Stanisław Trociuk wniósł, by SN zwrócił sprawę sądowi apelacyjnemu do ponownego rozpatrzenia.

II.510.513.2019

Poszkodowana w wypadku drogowym z szansą na nawiązkę. SN uwzględnił  kasację Rzecznika

Data: 2020-02-06
  • Poszkodowanej w wypadku drogowym pani Urszuli sąd odmówił przyznania nawiązki od osoby winnej wypadku, której sprawę umorzono
  • Sąd argumentował, że pani Urszula dostała już odszkodowanie z OC sprawcy; jeśli uważa, że jest ono za niskie, to może pozwać ubezpieczyciela
  • Sąd zignorował przepisy, które jasno wskazują, że postępowanie wobec sprawcy można umorzyć i go nie karać, ale pod warunkiem zasądzenia nawiązki lub naprawienia szkody 
  • Na wniosek RPO Sąd Najwyższy uchylił tę decyzję Sądu Okręgowego w C. i zwrócił mu sprawę do ponownego zbadania

- Ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej nie stanowi ubezpieczenia odpowiedzialności karnej – pisał m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich w kasacji złożonej na korzyść pani Urszuli do Sądu Najwyższego.

Historia sprawy pani Urszuli

W wypadku samochodowym z winy pani Elżbiety pani Urszula - która jechała rowerem i została potrącona - doznała złamania trzonu kręgu, stłuczenia biodra i uda. 

Sąd rejonowy warunkowo umorzył postępowanie wobec oskarżonej (z uznaniem jej winy za wypadek) - bez zobowiązania do naprawienia szkody poszkodowanej. Stwierdził bowiem, że tej szkody nie da się oszacować. Na mocy art. 67 § 3 Kodeksu karnego nałożył jednak na sprawczynię obowiązek zapłacenia pani Urszuli 15 tys. zł nawiązki, a także wpłatę 1000 zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym i Pomocy Postpenitencjarnej).

Pani Elżbieta odwołała się, tłumacząc, że 16 tys. przekracza jej możliwości: jest wdową i żyje z renty rodzinnej. Nigdy też nie była karana. Zasady ruchu naruszyła nieumyślnie i miała ubezpieczenie OC. A ubezpieczyciel wypłacił pani Urszuli 7 tys. zł odszkodowania.

Sąd okręgowy uznał tę argumentację i uchylił nawiązkę oraz świadczenie na Fundusz. Wskazał, że jeśli odszkodowanie nie rekompensuje całości szkody, to pani Urszula może pozwać ubezpieczyciela

Argumenty kasacji RPO

Rzecznik zaskarżył wyrok sądu okręgowego w części uchylającej nawiązkę. Ocenił to jako rażące naruszenie prawa karnego materialnego. Przy warunkowym umorzeniu postępowania sąd ma bowiem dwie możliwości: albo nakaże sprawcy, by naprawił szkodę, albo zobowiąże go do wypłaty poszkodowanemu nawiązki (art. 67 § 3 Kodeksu karnego).

Szacowanie szkody  może okazać się kłopotliwe, zwłaszcza jeśli naruszone zostały wartości niematerialne. Wymierzenie nawiązki jest prostsze - ale oceniając sytuację, sąd musi się kierować sytuacją ofiary i nie może po prostu z nawiązki zrezygnować (w przeciwieństwie do pozostałych środków probacyjnych).

Nawiązka ma w sobie element kary - sprawca, któremu warunkowo umarza się karę, nie jest całkowicie zwolniony z odpowiedzialności. Nie jest to jednak kara sama w sobie - więc nie można się tu kierować tylko tym, że sprawca ma pozytywną prognozę kryminologiczną i nie potrzebne jest korygowanie jego zachowania poprzez karę.

Jak słusznie podkreślił Sąd Najwyższy w orzeczeniu z 30 maja 2018 r., "decydującą przesłanką powinien być interes pokrzywdzonego w otrzymaniu chociaż części odszkodowania w odpowiednio szybkim czasie”. 

Uchylając nawiązkę, sąd odwoławczy nie ocenił zaś, na ile ubezpieczyciel naprawił już szkodę. Arbitralnie odesłał panią Urszulę na drogę postępowania cywilnego celem ustalenia pełnej rekompensaty szkody i zadośćuczynienia.

Ponadto ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej nie stanowi ubezpieczenia odpowiedzialności karnej. Jak słusznie wskazał SN w uchwale z 20 czerwca 2010 r., "korzystanie przez sprawcę przestępstwa przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji z ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych za szkody powstałe w związku z ruchem tych pojazdów nie wyłącza ani nakazu orzeczenia obowiązku naprawienia szkody, ani możliwości orzeczenia - zamiast tego obowiązku - nawiązki”.

Wyrok SN

Na posiedzeniu 4 lutego 2020 r. Sąd Najwyższy w Izbie Karnej uwzględnił kasację RPO (IV KK 327/19).

W ocenie SN uchylenie rozstrzygnięcia co do nawiązki przez sąd II instancji nie mogło być uzasadnione stwierdzeniami odwołującymi się do dotychczasowego trybu życia oskarżonej oraz faktu, że pokrzywdzona otrzymała już „niemałe kwoty" z tytułu zadośćuczynienia i odszkodowania od ubezpieczyciela.

Sprawa wraca do sądu okręgowego z wytycznymi SN, które są wiążące. - Nie istnieją żadne przeszkody do wydania przez sąd odwoławczy w postępowaniu ponownym orzeczenia, którego konsekwencją byłoby utrzymanie w mocy, czy też modyfikacja zawartego w wyroku sądu pierwszej instancji rozstrzygnięcia w przedmiocie nawiązki - stwierdził SN.

II.511.333.2019

Chciał wziąć udział w rozprawie – jego wniosek przeleżał na półce w sądzie. Kasacja RPO

Data: 2020-02-05
  • Organizacyjne niedopatrzenie w sądzie uniemożliwiło odroczenie rozprawy apelacyjnej chorego obywatela, o co on wnosił - w efekcie skazano go prawomocnie pod jego nieobecność
  • Mężczyzna zachorował dzień przed rozprawą - wysłał sądowi maila ze skanem zwolnienia lekarskiego i wnioskiem o odroczenie sprawy 
  • Wydruk włożono na półkę sędziego-sprawozdawcy w sekretariacie sądu
  • Rozprawa odbyła się o godz. 13.00. Mejl został odczytany przez sędziego o 13.30 - już po utrzymaniu wyroku skazującego

- Skazany dołożył wszelkiej staranności, przesyłając sądu wniosek o odroczenie i zaświadczenie lekarza pocztą elektroniczną. Obywatel nie może ponosić konsekwencji niewłaściwej organizacji i funkcjonowania sądu, który dopuścił się rażącego błędu – uznał Rzecznik Praw Obywatelskich. Dlatego złożył kasację do Sadu Najwyższego na korzyść mężczyzny, którego w ten sposób pozbawiono przysługującego każdemu oskarżonemu prawa do osobistego odparcia zarzutów.

Historia sprawy

Za prowadzenie pojazdów mimo cofnięcia prawa jazdy obywatel został skazany na pół roku prac społecznych (w wymiarze 20 godzin miesięcznie). Ponadto na 2 lata zakazano mu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych oraz obciążono kosztami procesu.

Mężczyzna zaskarżył wyrok, kwestionując ustalenia sądu I instancji. Wniósł o uniewinnienie. Rozprawę apelacyjną w sądzie okręgowym wyznaczono na 3 kwietnia 2019 r. o godz. 13.00.

2 kwietnia lekarz sądowy wydał mężczyźnie zaświadczenie o niemożności stawiennictwa  w sądzie 3 kwietnia z powodu choroby. Jeszcze tego samego dnia wniosek o odroczenie rozprawy apelacyjnej z tego powodu, wraz z zaświadczeniem lekarskim, wysłał on pocztą. Obawiając się, że przesyłka nie trafi do sądu przed rozprawą, obywatel przesłał skan wniosku wraz z zaświadczeniem pocztą elektroniczną na adres sądu.

Wniosek ten nie został jednak 3 kwietnia w ogóle rozpoznany przez sąd, który uznał, iż oskarżony nie stawił się mimo prawidłowego zawiadomienia. W protokole rozprawy nie znalazła się żadna wzmianka o złożeniu przez niego  wniosku o odroczenie rozprawy. W tej sytuacji sąd okręgowy rozpoznał apelację pod nieobecność oskarżonego i ogłosił wyrok, który utrzymał orzeczenie sądu I instancji.

Okazało się bowiem, że mail obywatela odebrano 3 kwietnia o godz. 7.48. Jego wydruk został przedłożony sędzi sprawozdawcy na jej półkę w sekretariacie wydziału.  Z notatki urzędowej sędzi wynika, że wniosek ten nie został przedłożony składowi orzekającemu przed rozprawą a został odczytany o godz. 13.30, kiedy po zakończonej sesji, sędzia przeglądała pocztę z półki.

Oryginał zaświadczenia lekarskiego wraz z wnioskiem o odroczenie rozprawy wpłynął zaś do sądu 5 kwietnia.

Argumenty kasacji RPO

Rzecznik zarzucił orzeczeniu sądu okręgowego rażące i mogące mieć istotny wpływ na treść orzeczenia naruszenie prawa karnego procesowego - art. 117 § 2 Kodeksu postępowania karnego. Polegało to na przeprowadzeniu rozprawy odwoławczej pod nieobecność oskarżonego - mimo, że należycie usprawiedliwił on  niestawiennictwo zaświadczeniem od lekarza sądowego. W efekcie naruszono prawo do obrony określone w art. 6 Kpk.

Zgodnie z przepisami sąd nie przeprowadza czynności, jeżeli oskarżony nie stawił się -  m.in. gdy usprawiedliwił należycie niestawiennictwo i wniósł o nieprzeprowadzanie czynności bez niego. Z orzeczeń Sądu Najwyższego wynika, że w takiej sytuacji  rozprawę należy odroczyć, umożliwiając oskarżonemu uczestnictwo i osobistą realizację przez niego prawa do obrony. W granicach tego prawa mieści się bowiem m.in. uprawnienie do osobistego popierania zarzutów apelacji i wykazywania nietrafności zarzutów oskarżenia. 

W ocenie Rzecznika w tej sprawie obywatel dołożył nie tylko należytej, ale nawet wszelkiej staranności, przesyłając sądowi wniosek o odroczenie rozprawy wraz z zaświadczeniem od lekarza sądowego poprzez operatora pocztowego oraz mailem.

Nie ulega zatem wątpliwości, że doszło do rażącego błędu po stronie sądu. Fakt ten nie może być poczytywany na niekorzyść skazanego, który nie może ponosić negatywnych konsekwencji niewłaściwej organizacji i funkcjonowania sądu.

A ograniczenie prawa oskarżonego do obrony powinno być traktowane jako rażące i mogące mieć istotny wpływ na treść zaskarżonego wyroku. Nie można bowiem wykluczyć, że zachował on najbardziej istotną argumentację na czas przed wydaniem orzeczenia przez sąd odwoławczy, który po zapoznaniu się z nią zmieniłby kierunek orzeczenia.

RPO wniósł o uchylenie wyroku sądu okręgowego i zwrócenie mu sprawy do ponownego rozpoznania.  RPO nie odnosi się do kwestii, jaki wyrok miałby on wydać - ma zaś naprawić swój błąd i umożliwić wypowiedzenie się obywatela podczas rozprawy.

Rozstrzygnięcie SN

25 sierpnia 2020 r. Sąd Najwyższy w Izbie Karnej oddalił kasację (sygn. akt IV KK 731/19). Kasacja nie mogła zostać uwzględniona, choć SN uznał za bezsporne, że doszło do rażącego naruszenia przepisów, ale nie miało to istotnego wpływu na zaskarżone orzeczenie – głosi uzasadnienie tego postanowienia.

Faktem jest  że oskarżony w dniu rozprawy odwoławczej dostarczył pocztą elektroniczną do sądu odwoławczego wymagane dokumenty. Z nieznanych powodów nie zostały one podane składowi sądu odwoławczego od razu, ale sędzia zapoznała się z nimi już po wydaniu wyroku. Z winy urzędników sądowych doszło zatem do rażącego naruszenia przepisów procesowych. Z uwagi na charakter zaświadczenia lekarskiego rozprawa odwoławcza w tym dniu zostałaby zapewne odroczona, gdyby wniosek oskarżonego przedstawiono składowi sądzącemu przed wywołaniem sprawy.

Stwierdzenie rażącego naruszenia prawa nie jest jednak wystarczające do uchylenia prawomocnego wyroku. Przepis ustawy, tj. art. 523 § 1 k.p.k. wymaga aby spełniony został drugi warunek, tj. by ta rażąca obraza prawa mogła mieć istotny wpływ na treść zaskarżonego kasacją orzeczenia.

Ten warunek winien zostać spełniony w kasacji, a dla skuteczności kasacji powinien znaleźć potwierdzenie w toku kontroli kasacyjnej. Jedynym wyjątkiem od tego wymogu jest wskazanie w kasacji uchybienia kwalifikowanego w art. 439 k.p.k. Skoro zatem przepis art. 523 § 1 k.p.k. nie czyni żadnej dystynkcji co do rażącego naruszenia prawa, a normy zawartej w art. 523 § 1 k.p.k. (przepis określa prawo do skorzystania z nadzwyczajnego środka zaskarżenia i musi być interpretowany ściśle) nie można interpretować rozszerzające, to w odniesieniu do wszystkich innych uchybień - opisanych w ustawie jako rażące naruszenie prawa - innych niż uchybienia z art. 439 k.p.k. dla uwzględnienia kasacji konieczne jest, by uchybienia te mogły mieć istotny wpływ na treść orzeczenia. Konstatacja ta dotyczy także przepisu art. 6 k.p.k., a więc przepisu, który określa prawo do obrony formalnej oraz materialnej.

Z uwagi na to, że prawo do obrony jest prawem gwarantowanym w Konstytucji RP (art. 42 ust. 2), a sposób jego realizacji prowadzić może do ustalenia braku prawa do rzetelnego procesu (art. 45 ust. 1 Konstytucji RP oraz art. 6 ust. 1 EKPC), jest oczywiste, że w odniesieniu do naruszenia tych przepisów, które ze swojej istoty tworzą i określają prawo do obrony oraz odzwierciedlają jego treść, wykazanie możliwości istotnego wpływu naruszenia takich przepisów na treść prawomocnego wyroku jest daleko łatwiejsze niż w przypadku naruszenia w sposób rażący innych przepisów procesowych.

Rzecznik w kasacji podjął próbę wykazania tego wpływu. Stwierdził w kasacji, że oskarżony mógłby zwalczać przed sądem odwoławczym zarzuty oskarżenia. W uzasadnieniu kasacji podkreślił, że nie można wykluczyć aby oskarżony zachował najbardziej istotną argumentację na czas przed wydaniem wyroku przez sąd odwoławczy.

W ocenie Sądu Najwyższego skarżący nie wykazał w najmniejszym stopniu możliwego istotnego wpływu rażącego naruszenia wskazanych przepisów prawa na treść prawomocnego wyroku. Sąd pierwszej instancji w bardzo wnikliwym uzasadnieniu omówił zarówno kwestię dowodów wskazujących na to, że oskarżony kierował samochodem,

Decyzję z 10 maja 2016 r. o cofnięciu uprawnień do prowadzenia pojazdów oskarżony odebrał osobiście, a 5 lipca 2017 r. sam - na potrzeby postępowania administracyjnego - podpisał oświadczenie, w którego treści znalazła się informacja o cofnięciu mu uprawnień do prowadzenia pojazdów mechanicznych. W trakcie rozprawy, w ostatnim słowie, oskarżony oświadczył, że nie popełnił czynu umyślnie. W trakcie postępowania przed sądem pierwszej instancji przeprowadzono wszystkie dowody, także te, które wnioskował oskarżony, a które miały dowodzić, że nie cofnięto mu uprawnień. Dokumenty te zostały poddane analizie sądu pierwszej instancji, tak jak i wyjaśnienia samego oskarżonego. Sąd ten nie pominął więc jakiejkolwiek okoliczności, która była istotna w kontekście obrony oskarżonego.

W apelacji oskarżonego nie było żadnych nowych elementów. We wniosku o odroczenie rozprawy odwoławczej oskarżony nie podał, aby w trakcie rozprawy odwoławczej chciał złożyć jakieś istotne oświadczenie, czy też by chciał złożyć jakieś nowe wnioski dowodowe.

Istotne jest natomiast, że sąd odwoławczy w sposób prawidłowy przeprowadził kontrolę odwoławczą. Mając świadomość, że apelacja została sporządzona przez oskarżonego i że nie musi on ujmować od strony formalnej zarzutów, sąd rozpoznał apelację pod kątem wszystkich podstaw odwoławczych, a więc w sposób najpełniejszy i najbardziej bezpieczny dla praw oskarżonego.

Uzasadnienie zaskarżonego kasacją wyroku dowodzi, że kontrola ta nie była tylko formalna, ale merytoryczna i wystarczająco szczegółowa. W jej ramach sąd drugiej instancji odniósł się zarówno do kwestii świadomości oskarżonego co do istnienia decyzji o cofnięciu mu uprawnień do prowadzenia pojazdów mechanicznych oraz do dokumentów, na które powoływał się oskarżony, jak również do kwestii trafności ustaleń faktycznych co do tego, że to oskarżony kierował samochodem 5 marca 2018 r. i 15 maja 2018 r. 

W tym układzie procesowym, przy jakości postępowania pierwszoinstancyjnego i przeprowadzeniu wszystkich istotnych dowodów, a także gruntownej ich ocenie, zważywszy nadto na fakt, że postępowaniem apelacyjnym objęto całość wyroku pod kątem wszystkich podstaw odwoławczych, zaś oskarżony na etapie po wydaniu wyroku przez sąd pierwszej instancji nie zasygnalizował w ogóle, aby chciał przedstawić jakieś nowe fakty lub dowody, albo poszerzyć argumentację, to nie można obronić tezy skarżącego o naruszeniu prawa oskarżonego do obrony na tym etapie postępowania karnego.

Nie można także zgodzić się z poglądem skarżącego, że nie sposób wykluczyć tego aby oskarżony zachował istotną argumentację na czas postępowania odwoławczego. Jest to swoiste domniemanie, które po pierwsze, nie ma jednak żadnych prawnych podstaw, a po drugie, przedstawione powyżej okoliczności temu domniemaniu przeczą, czyniąc je zupełnie chybionym – stwierdza uzasadnienie SN.

II.511.684.2019

Głośna sprawa zabójstwa dwóch kobiet. SN oddalił kasację Rzecznika

Data: 2020-02-04
  • RPO wniósł, aby Sąd Najwyższy nakazał ponowne zbadanie sprawy niepełnosprawnego intelektualnie, skazanego za zabójstwo dwóch kobiet
  • Wątpliwości Rzecznika budziły okoliczności, w jakich Piotr M. przyznał się do tej zbrodni - czy nie potwierdził tylko tego, co podpowiedzieli mu policjanci?
  • Sąd Najwyższy nie podzielił tych wątpliwości i oddalił kasację RPO

Niepełnosprawny intelektualnie Piotr M. został skazany na 25 lat więzienia za zabójstwo dwóch kobiet w 2010 r. Taki wyrok wydany w styczniu 2015 r. przez Sąd Okręgowy w K. w czerwcu 2015 r. utrzymał Sąd Apelacyjny w Ł., który oddalił apelację obrony.

Ta głośna sprawa była przedmiotem licznych artykułów prasowych, w których kwestionowano ustalenia śledztwa. Sprawę mężczyzny opisała w „Gazecie Wyborczej” red. Ludmiła Anannikova.

W kasacji na korzyść skazanego Rzecznik Praw Obywatelskich postawił wyrokowi sądu odwoławczego zarzut rażącego i mogącego mieć istotny wpływ na treść orzeczenia naruszenia art. 433 § 2 Kodeksu postępowania karnego i art. 457 § 3 Kpk.

  • nierozpoznaniu zarzutu apelacji obrońcy, że protokoły przesłuchań  podejrzanego - które były podstawą najważniejszych, a niekorzystnych dla niego ustaleń faktycznych - nie są rzetelnym udokumentowaniem przebiegu tych czynności. Poprzedzające je bowiem czynności funkcjonariuszy policji oraz ich sposób przeprowadzenia miały bezpośredni wpływ na wypowiedzi oskarżonego. Mogły też naruszyć jego prawo do złożenia wyjaśnień w warunkach swobody wypowiedzi;
  • nienależytym rozważeniu zarzutu apelacji obrońcy, że sąd I instancji  w sposób dowolny uznał, że przyznanie się - w toku nieprocesowej czynności, rozpytania zatrzymanego niepełnosprawnego intelektualnie – Piotra M. do podwójnego zabójstwa, czemu pierwotnie zaprzeczał, nie poprzedziło przedstawienie mu prawdopodobnego przebiegu zdarzenia oraz motywu zbrodni przez kierownika policyjnej grupy operacyjnej.

Sąd odwoławczy przeszedł nad tymi zarzutami do porządku, mimo że podejrzany ze względu na swą niepełnosprawność intelektualną nie potrafi bronić się w sposób roztropny i samodzielny.

W kasacji Rzecznik podkreślał m.in., że skoro przepisy wymagają, by protokół utrwalał przebieg czynności, to w protokole przesłuchań osób z istoty swej podatnych na sugestie, takich jak osoby z niepełnosprawnością intelektualną, treść pytań winna być odnotowywana. To, jak było bowiem sformułowane pytanie, jest istotne z punktu widzenia przebiegu czynności dokumentowanej w protokole. Pozwala ukazać, w jakim kontekście, w odpowiedzi na sformułowane pytanie, osoba przesłuchiwana złożyła określone wyjaśnienia.

Odnotowywanie pytań do podejrzanych podatnych na sugestie ma szczególne znaczenie, gdy przesłuchanie odbywa się bez obecności adwokata czy radcy prawnego (jak w tym przypadku), którego podstawową rolą jest ochrona zatrzymanego przed bezzasadnym samooskarżeniem.

Sąd w uzasadnieniu wyroku przyjął, iż rozpytanie Piotra M. rozpoczęło się od poinformowania go, że policjanci mają dowody na to, iż popełnił on zarzucane mu czyny, w tym świadków którzy mieli go widzieć oraz że będzie dla niego lepiej, jeżeli się przyzna.

Sąd odmówił natomiast uznania za wiarygodne zeznań policjanta w części, w jakiej mowił, że zmiana stanowiska zatrzymanego co do popełnienia zbrodni i w konsekwencji przyznanie się w toku rozpytania do jej popełnienia nastąpiło dopiero "po przedstawieniu mu prawdopodobnego przebiegu zdarzenia”, gdy Piotr M. „potwierdził” udział w zbrodni oraz „potwierdził” znajomość z M.K. i konflikt z jej matką B.J.

Sąd założył, że Piotr M. nie mógł powtórzyć tego, co powiedzieli mu policjanci. Z uwagi bowiem na deficyty intelektualne nie mógłby zapamiętać tylu szczegółów zbrodni, które wynikają z jego późniejszych wyjaśnień. Jednak te szczegółowe informacje zapisane w protokole to suma odpowiedzi na kilka pytań, zredagowana przez osobę sporządzającą protokół. Bezspornym bowiem jest, że jak wynika z opinii biegłych, uznanych przez sąd za wiarygodne, "oskarżony nie wypowiada się w sposób spontaniczny, nie rozwija tematu rozmowy. Dlatego uzyskanie od oskarżonego odpowiedzi wymaga zadawania dodatkowych pytań".

RPO wnosił, by Sąd Najwyższy uchylił wyrok Sądu Apelacyjnego w Ł. i przekazał mu sprawę do ponownego rozpoznania.

Sąd Najwyższy w Izbie Karnej rozpatrzył kasację (sygn. akt II KK 500/18) na rozprawie 28 stycznia 2020 r.

4 lutego wydał zaś postanowienie o jej oddaleniu. W ustnym uzasadnieniu SN podkreślono, że sąd apelacyjny w odpowiedni sposób odniósł się do zarzutów obrony. SN sporządzi pisemne uzasadnienie swej decyzji.

Sprawa Piotra M. trafiła już do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, z czym wystąpiła Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Wskazała na niezapewnienie mężczyźnie obrońcy na etapie przesłuchania w charakterze podejrzanego oraz nierzetelne protokołowanie przesłuchań Piotra M. 

II.510.163.2018

Będzie ponowna analiza umorzenia sprawy o gwałt. SN uwzględnił kasację RPO

Data: 2020-01-31
  • Kobieta, która zgłosiła gwałt, została skazana na pozbawienie wolności za składanie fałszywych zeznań.
  • Prokuratura umorzyła zaś śledztwo przeciw podejrzanemu o gwałt- mimo nagrania pokrzywdzonej, na którym mężczyzna przyznał się do winy
  • Sprawa zyskała medialny rozgłos. RPO złożył kasację w sprawie decyzji sądu, który utrzymał postanowienie o umorzeniu śledztwa 
  • Sąd Najwyższy uwzględnił kasację i nakazał ponowne zbadanie sprawy umorzenia przez sąd I instancji

Do RPO trafiła sprawa kobiety, nazywanej przez media Katarzyną, która złożyła zawiadomienie o gwałcie. Wielokrotnie zgłaszała, że boi się mężczyzny, a jej rodzina w obawie przed napastującym ją człowiekiem założyła monitoring. Kobieta przedstawiła policji dowody potwierdzające jej wersję wydarzeń, w tym - nagranie, na którym podejrzany w sprawie przyznał się do winy.

Tymczasem prokuratura umorzyła śledztwo przeciw mężczyźnie. Kobieta zaskarżyła to postanowienie, jednak sąd rejonowy utrzymał je w mocy. W międzyczasie kobieta została skazana w oddzielnej sprawie za składanie fałszywych zeznań dotyczących szczegółów jej relacji z mężczyzną oskarżanym o gwałt.

Zwróciła się do RPO o złożenie kasacji od decyzji sądu utrzymującej w mocy umorzenie śledztwa w sprawie przemocy seksualnej.

Kasacja RPO 

RPO ma prawo wniesienia kasacji od każdego prawomocnego orzeczenia sądu kończącego postępowanie. W swej kasacji RPO zaskarżył prawomocne postanowienie sądu rejonowego utrzymujące w mocy postanowienie prokuratora o umorzeniu śledztwa prowadzonego przeciwko podejrzanemu. Wniósł o jego uchylenie i ponowne rozpoznanie przez sąd.

W ocenie RPO decyzja o umorzeniu śledztwa zapadła przedwcześnie. W sprawie istniały liczne niejasności, sąd nie rozważył wszystkich zarzutów z zażalenia pełnomocnika pokrzywdzonej, a także arbitralnie odmówił wiarygodności zeznaniom pokrzywdzonej.

Co więcej zgromadzony materiał dowodowy sprawy był niepełny i wymagał poszerzenia. Pominięte zostały także niektóre zeznania świadków, które być może, doprowadziłyby do usunięcia istniejących rozbieżności i wątpliwości. RPO podkreślił, że w tak złożonej dowodowo sprawie, wiarygodność podejrzanego i pokrzywdzonej winna być weryfikowana wszelkimi możliwymi czynnościami procesowymi.

30 stycznia 2020 r. Sąd Najwyższy uwzględnił kasację RPO. Uchylił zaskarżone postanowienie i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania do sądu.

Gwałt to dalej społeczne tabu

Na temat gwałtów wciąż funkcjonuje wiele społecznych mitów. Jednym z ncih jest mit „nieznajomego” – przekonanie, że za gwałt odpowiada tajemniczy nieznajomy z ciemnej uliczki. Z badań naukowych wynika jednak, że najczęściej popełniają je osoby znane ofierze przemocy seksualnej - w tym byli lub obecni partnerzy.

Według raportu Fundacji STER z 2016 r. „Przełamać tabu, Raport o przemocy seksualnej”,  „najczęściej sprawcą gwałtu był były (63,3 procent) lub obecny partner (21,4 procent). Najczęściej wskazywanym sprawcą próby gwałtu jest były partner (34 procent), kolega/przyjaciel (27,2 procent), mężczyzna znany „z widzenia” (20,4 procent) lub dopiero co poznany (18,4 procent). Tylko w ponad 16 procentach przypadków próby gwałtu dokonał mężczyzna nieznany kobiecie.

Kolejne fałszywe przekonanie dotyczy przeświadczenia, że ofiara gwałtu zawsze się broni i walczy z napastnikiem - badania kliniczne z 2017 r. w Szwecji wykazały, że 70% przebadanych ofiar gwałtu odczuwało paraliżujący lęk podczas napaści i nie było w stanie odeprzeć ataku, walczyć.

Osoby, które doświadczyły przemocy seksualnej muszą mierzyć się również z odrzuceniem społecznym i negatywnymi stereotypami. Tymczasem gwałt nie może być usprawiedliwiony strojem czy spożyciem alkoholu. 

A badania wskazują, że osoba, która przeżyły próbę gwałtu lub gwałt, doświadcza licznych negatywnych skutków tego zdarzenia: odrzucenie społeczne, spadek poczucia własnej wartości, kłopoty w  relacjach, niepokój i  ataki paniki, kłopoty ze snem i koncentracją, problemy w pracy lub z nauką oraz depresję.

67% spraw o gwałt kończy się w prokuraturze

Tak głęboko zakorzenione w społeczeństwie stereotypy powodują, że mało która osoba, która doświadczyła przemocy seksualnej, decyduje się zgłosić sprawę na policję. Cytowane badanie „Przełamać tabu, Raport o przemocy seksualnej” wskazuje, że 92% uczestniczek badania nie zgłosiło gwałtu na policji.

Oprócz problemu niezgłaszania gwałtów przez poszkodowanych można zauważyć, że bardzo mały odsetek spraw trafia do sądów. Według danych Komendy Głównej Policji, w  2017 roku wszczęto 2486 postępowań w sprawach dotyczących zgwałcenia, stwierdzono 1262 przestępstwa, wykryto – 1050.

Fundacja STER wskazuje natomiast, że „od 27 stycznia 2014 do 30 czerwca 2015 roku – zarejestrowano w prokuraturach na terenie całej Polski 5525 spraw z art. 197 Kodeksu karnego. W 4172 sprawach wszczęto postępowanie przygotowawcze, co stanowi 76 procent.  W badanym okresie wydano 771 postanowień prokuratorskich o odmowie wszczęcia postępowania przygotowawczego (14 procent). 386 spraw (7 procent) zostało umorzonych przed wszczęciem (w  trybie art. 308 K.p.k.). Szczególnie alarmująca jest skala umorzeń postępowań prokuratorskich w sprawach dotyczących przestępstwa zgwałcenia – umorzono 2561 spraw spośród 4172 wszczętych postępowań, czyli 61 procent. Jeśli zsumujemy odmowy wszczęcia postępowania i umorzenia, to okazuje się, że 67 procent spraw zostaje zakończonych w prokuraturze i nie trafia do sądu […]. W  dziesięciu prokuraturach rejonowych łączny odsetek odmów wszczęcia postępowania przygotowawczego i  jego umorzenia, w  tym umorzenia przed wszczęciem, wynosi ponad 90 procent spraw.

Nawet jeśli sprawa trafia do sądu, to zazwyczaj sprawca otrzymuje wyrok w zawieszeniu.

II.519.655.2018

Majątek kobiety, która podpisała „volkslistę”, przejęto w PRL niezgodnie z prawem. Kasacja RPO  

Data: 2020-01-23
  • W 1959 r. sąd PRL odebrał nieruchomość części spadkobiercom kobiety z Rybnika, która w czasie II wojny światowej podpisała "volkslistę"
  • Sąd uczynił to jednak niezgodnie z ówczesnym prawem
  • Warunkiem takiej decyzji było bowiem skazanie właściciela za "odstępstwo od narodowości polskiej" – tymczasem spadkobierców za to nie skazano
  • RPO złożył kasację do Sądu Najwyższego, w której wniósł o uchylenie decyzji sądu z 1959 r.

Na terenach Śląska, włączonych po wrześniu 1939 r. do Trzeciej Rzeszy, Niemcy zmuszali obywateli RP do deklarowania „przynależności do narodowości niemieckiej” poprzez wpis na tzw. tzw. niemiecką listę narodowościową (o czterech kategoriach). W obliczu poważnych represji za odmowę i w trosce o polski stan posiadania, władze RP na uchodźstwie oraz Kościół katolicki na Śląsku dopuszczały jej podpisywanie.

Po 1945 r. w ówczesnej Polsce przyjęto przepisy przewidujące karalność podpisania volkslisty; państwo zajmowało także majątki tych osób. Dekret Rady Ministrów z 28 czerwca 1946 r. o odpowiedzialności karnej za odstępstwo od narodowości w czasie wojny 1939-1945 r. przewidywał za takie przestępstwo karę do 10 lat więzienia. Karą dodatkową był przepadek całości lub części zajętego wcześniej majątku skazanej osoby. Można było też występować do sądu o rehabilitację.  

Specjalna ustawa z 20 lipca 1950 r. zniosła sankcje oraz ograniczenia w stosunku do tych, którzy zgłosili przynależność do narodowości niemieckiej. Ustawa dotyczyła tych obywateli II RP, którzy nie zostali wcześniej zrehabilitowani.

Majątek zajęty przez państwo w 1945 r. – potem zwolniony tylko w części

W czasie wojny właścicielka nieruchomości w Rybniku podpisała tzw. drugą grupę volkslisty. Jej majątek podlegał zajęciu przez państwo w myśl ustawy z 6 maja 1945 r. o wyłączeniu ze społeczeństwa polskiego wrogich elementów. Kobieta zmarła w październiku 1945 r.; nie została sądownie zrehabilitowana.

W 1957 r. sąd stwierdził, że prawo do jej majątku dziedziczą jej syn (połowa spadku) oraz troje dzieci nieżyjącego już wtedy drugiego syna (w pozostałych częściach).

Postanowieniem z 5 lutego 1959 r. Sąd Powiatowy w Rybniku orzekł zwolnienie spod zajęcia części nieruchomości przypadającej na żyjącego syna zmarłej, któremu zwrócono własność. Sąd uzasadnił to faktem, że został on w 1946 r. zrehabilitowany przez sąd. Dzięki temu odzyskał pełnię praw obywatelskich i majątkowych. Od 1947 r. był faktycznym posiadaczem domu zbudowanym na tej nieruchomości, pobierał z niego czynsz.

Co do reszty majątku, przypadającej na troje pozostałych spadkobierców, sąd odmówił zwolnienia jej spod zajęcia, stwierdzając przepadek na rzecz państwa. Uzasadnił to tym, że spadkobiercy „utracili posiadanie”  wobec wyjazdu do Niemiec. Postanowienie to nie zostało wtedy zaskarżone.

Swą decyzję sąd oparł na art. 13 § 3 i 4 dekretu z 1946 r. oraz rozporządzeniu Rady Ministrów w sprawie wykonania ustawy z 20 lipca 1950 r. o zniesieniu sankcji oraz ograniczeń w stosunku do obywateli, którzy zgłosili przynależność do narodowości niemieckiej.

Argumenty kasacji RPO

Uzasadnienie postanowienia sądu z 1959 r. jest bardzo lakoniczne, co w dużej mierze uniemożliwia analizę jego motywów. Nie może się ono jednak ostać, ponieważ zapadło z rażącym naruszeniem prawa procesowego (takie uznanie jest warunkiem kasacji).

W orzecznictwie Sądu Najwyższego istnieje utrwalony pogląd, że przepadek majątku obejmuje tylko majątek osoby, która w czasie wojny odstąpiła od narodowości polskiej - a nie majątek innych osób, w tym spadkobierców (postanowienie z 30 listopada 1993 r., sygn. akt I CRN 192/93 oraz z 2 lutego 2001 r., sygn. akt IV CKN 249/00).

Art. 2 § 1 dekretu z 28 czerwca 1946 r. stanowił zaś, że przepadek całości lub części majątku sąd może orzec jako kary dodatkowe obok kary pozbawienia wolności oraz grzywny. A skoro przepadek taki jest karą dodatkową, to może ona zostać orzeczona tylko wobec osób, które zostały skazane za przestępstwo zgłoszenia przynależności do narodowości niemieckiej.

Tymczasem sąd w Rybniku nie ustalił, by dzieci po zmarłym synu właścicielki zostały za to skazane. Skoro zaś nie były skazane na karę zasadniczą, to nie można było orzec wobec nich kary dodatkowej przepadku całości bądź części majątku.

Tym samym sąd w sposób rażący i mający wpływ na jego treść naruszył obowiązujące wówczas prawo karne procesowe (czyli przepisy Kodeksu postępowania karnego z 1928 r.).

RPO wniósł, by Sąd Najwyższy uchylił zaskarżone postanowienie, a całą sprawę umorzył. Wniosek ten jest uzasadniony ustawą z 1950 r. o zniesieniu sankcji oraz ograniczeń w stosunku do obywateli, którzy zgłosili przynależność do narodowości niemieckiej. Zgodnie z nią przeciwko tym osobom nie wszczyna się postępowania, a wszczęte umarza się.

Decyzją Sądu Rejonowego w Rybniku z 2015 r. spadkobierca zrehabilitowanego syna kobiety nabył spadek także po dzieciach jej drugiego syna. W związku z tym wniósł, aby Sąd Apelacyjny w Katowicach stwierdził nieważność z mocy prawa postanowienia sądu w Rybniku z 1959 r. co do części orzekającej przepadek połowy majątku na rzecz państwa. Sąd oddalił ten wniosek.

Z kolei w 2016 r. Sąd Okręgowy w Gliwicach oddalił wniosek tego spadkobiercy o wznowienie postępowania zakończonego decyzją sądu z 1959 r. Zdaniem sądu okręgowego podniesione zarzuty nie mieszczą się w podstawach instytucji wznowienia postępowania. Sąd wskazał, że bardziej odpowiednim środkiem prawnym byłoby wniesienie kasacji w trybie art. 521 § 1 Kpk (mają do niej prawo tylko Prokurator Generalny i RPO). A podstawy takiej kasacji są szersze niż podstawy wznowienia postępowania.

Spadkobierca wystąpił zatem do RPO o złożenie kasacji. Po analizie Rzecznik uwzględnił ten wniosek i złożył kasację do Izby Karnej Sądu Najwyższego.

BPK.511.18.2017

Rzecznik analizuje akta "procesu brzeskiego" z lat 30. XX wieku

Data: 2019-12-11
  • Polskie Stronnictwo Ludowe wystąpiło do Rzecznika Praw Obywatelskich o kasację wyroku w tzw. procesie brzeskim, dotyczącego Wincentego Witosa
  • Rzecznik otrzymał właśnie z Archiwum Akt Nowych zbiór materiałów dotyczących tego procesu, w którym w 1932 r. skazano nie tylko grupę działaczy ludowych, ale i PPS
  • Akta sprawy są analizowane pod kątem ewentualnego złożenia kasacji do Sądu Najwyższego  

W maju 2019 r. Polskie Stronnictwo Ludowe złożyło wniosek do RPO o kasację wyroku dotyczącego Wincentego Witosa i jego rehabilitację. Chodzi o polityczny proces sądowy przywódców przedwojennej opozycji. Zapadły w nim kary bezwzględnego więzienia. Skazani zostali:

  • Herman Lieberman z PPS - na 2,5 roku,
  • Norbert Barlicki z PPS - na 2,5 roku,
  • Stanisław Dubois z PPS - na 3 lata,
  • Mieczysław Mastek z PPS - na 3 lata,
  • Adam Pragier z PPS - na 3 lata,
  • Adam Ciołkosz z PPS - na 3 lata,
  • Wincenty Witos  z PSL „Piast” - na 1,5 roku,
  • Władysław Kiernik z PSL „Piast” - na 2,5 roku,
  • Kazimierz Bagiński z PSL „Wyzwolenie” - na 2 lata,
  • Józef Putek z PSL „Wyzwolenie” - na 3 lata.

Konsekwencją złożenia wniosku przez ideowych następców Witosa było seminarium eksperckie, zorganizowane w Biurze RPO 2 lipca 2019 r. z udziałem Adama Bodnara. Wśród gości byli  inicjatorzy wniosku i przedstawiciele ludowców: prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz, b. marszałek Sejmu Józef Zych oraz b. premier Waldemar Pawlak oraz adwokaci, w tym wnuk skazanego w procesie mecenas Jacek Dubois, a także przedstawiciele środowiska akademickiego oraz eksperci w dziedzinie archiwistyki i muzealnictwa.

Rzecznik dokonał kwerendy zbiorów bibliotecznych. Podjął także starania o uzyskanie akt procesu. Ich analiza jest nieodzowna dla zbadania istnienia przesłanek do wniesienia kasacji na korzyść Wincentego Witosa i pozostałych skazanych. 

Dzięki życzliwości dr. Tadeusza Krawczaka, dyrektora Archiwum Akt Nowych w Warszawie i jego pracowników Rzecznik – w odpowiedzi na prośbę o udostępnienie akt - otrzymał dokumentację procesową: Proces Brzeski – zbiór materiałów, liczącą 42 jednostki w postaci zdigitalizowanej.

Nie można wykluczyć, że podjęta w Biurze RPO kompleksowa analiza tych akt wykaże potrzebę sięgnięcia do innych materiałów sprawy, pomocnych w rozważeniu przesłanek kasacyjnych.

Po kasacji RPO skazany z lekką niepełnosprawnością intelektualną będzie miał ponowny proces

Data: 2019-11-15
  • Mężczyzna z lekką niepełnosprawnością intelektualną został skazany za oszustwo przy wzięciu kredytu
  • Sąd nie zbadał poczytalności oskarżonego, choć w aktach miał informacje, które powinny były go do tego skłonić
  • W efekcie sąd nie przyznał mu obrońcy z urzędu
  • Sąd Najwyższy uwzględnił kasację RPO i nakazał ponowny proces; zwolnił też skazanego z więzienia

Rzecznik Praw Obywatelskich - nie przesądzając ostatecznego rozstrzygnięcia – złożył kasację na korzyść skazanego. Mógł on bowiem zostać pozbawiony konstytucyjnego prawa do obrony. Kwestia jego poczytalności wymagała dogłębnego wyjaśnienia – czego sąd zaniechał. Dlatego raz jeszcze zbada sprawę.

Wyrok sądu

C. B. oskarżono o to, że dla uzyskania 25 tys. zł kredytu "doprowadził bank do niekorzystnego rozporządzenia własnym mieniem". Podczas zawierania umowy przedłożył bowiem nierzetelne zaświadczenie o wysokości zarobków. Wprowadził tym bank w błąd co do swojej sytuacji finansowej i zamiaru spłaty zobowiązania.

W 2017 r. sąd rejonowy uznał oskarżonego za winnego i skazał na dziesięć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu. Orzekł też obowiązek naprawienia szkody bankowi i zapłatę niemal 25 tys. zł.

Wyrok nie został skutecznie zaskarżony, wobec czego uprawomocnił się. Sąd nie sporządził pisemnego uzasadnienia orzeczenia.

Kasacja RPO

Rzecznik zarzucił wyrokowi rażące naruszenie przepisów. Sąd zaniechał bowiem wyjaśnienia istotnych okoliczności dotyczących stanu i poziomu rozwoju umysłowego oskarżonego, wpływu tego na jego poczytalność oraz na możliwość samodzielnego udziału w procesie. Z materiału dowodowego wynika, że oskarżony jest osobą upośledzoną umysłowo, w wyniku czego doszło do rażącego naruszenia prawa do obrony.

W śledztwie C.B. wskazywał, że jest osobą zdrową, nieleczoną psychiatrycznie. W protokole brak jest również informacji o ewentualnym upośledzeniu podejrzanego. Nie było jej również w akcie oskarżenia.

Uwadze sądu uszło jednak, że w aktach jest opinia sądowo-psychologiczna w sprawie przesłuchania świadka (w takiej roli C.B. początkowo występował w śledztwie). Wynika z niej obniżony względem normy poziom jego funkcjonowania intelektualnego. Jest też zapis, że uczył się  w trybie specjalnym. Według opinii jego zeznania jedynie w ograniczonym zakresie są wartościowym materiałem dla śledztwa.

Z kolei w sprzeciwie od wydanego początkowo wyroku nakazowego oskarżony wskazywał, że od urodzenia jest upośledzony umysłowo w stopniu lekkim. Orzeczenie o niepełnosprawności otrzymał przed ukończeniem 16. roku życia. Twierdził też, że nie miał nic wspólnego z zarzucanym mu przestępstwem i że „wykorzystano jego niepełnosprawność i brak rozeznania”.

Kodeks postępowania karnego zobowiązuje sąd do wyjaśnienia wszystkich istotnych okoliczności danej sprawy. Jest nią zaś m.in.. stan szeroko pojętego zdrowia psychicznego oskarżonego, tj. wystąpienie choroby psychicznej, niedorozwoju umysłowego lub innego zaburzenia psychicznego, które mogą rzutować na możliwość rozeznania znaczenia czynu i pokierowania jego postępowaniem. Wiąże się to również z prawem do obrony i gwarancjami procesowymi osób, co do których zachodzą uzasadnione wątpliwości co do ich poczytalności - w postaci konieczności ustanowienia obrońcy z urzędu.

Materiał dowodowy powinien był zatem wzbudzić w sądzie wątpliwości co do  stanu rozwoju umysłowego oskarżonego i jego poczytalności. Sąd winien był to wyjaśnić, tym bardziej że oskarżony stawił się na rozprawie. Sąd mógł więc uzyskać wiadomości dotyczące jego opóźnienia rozwojowego, doprecyzowania wątpliwości co do edukacji specjalnej, leczenia w poradni zdrowia psychicznego czy orzeczenia o niepełnosprawności. Sąd mógł też zasięgnąć opinii biegłych.

Tymczasem sąd w ogóle pozbawił się możliwości ustalenia, czy zachodzą wątpliwości co do poczytalności podsądnego. Materiał dowodowy uniemożliwia rozstrzygnięcie, czy implikowało to obronę obligatoryjną, czy też możliwość przypisania mu czynu choćby w stanie ograniczonej poczytalności.

Zaniechanie to mogło pozbawić oskarżonego konstytucyjnego prawa do obrony. Konsekwencją tego uchybienia było nierozważenie ewentualnego ustanowienia obrońcy z urzędu. Chodzi bowiem o to, aby w pełni chronić prawa osób wobec których zachodzi wysokie prawdopodobieństwo, że nie są w stanie w sposób samodzielny oraz racjonalny prowadzić swojej obrony.

W kasacji RPO wnosił o uchylenie wyroku i zwrot sprawy sądowi rejonowemu.

Orzeczenie SN

15 listopada 2019 r. Sąd Najwyższy w Izbie Karnej (sygn. akt II KK 218/19) uwzględnił kasację i nakazał sądowi ponowne rozpoznanie sprawy. Jeszcze we wrześniu 2019 r. SN wstrzymał też wykonanie kary wobec skazanego.

II.510.78.2018

Ofierze wypadku drogowego zasądzono zbyt niski zwrot kosztów adwokackich. Kasacja RPO

Data: 2019-11-14
  • Skazując sprawcę wypadku drogowego, sąd zwrócił poszkodowanemu koszty adwokackie poniżej dopuszczalnego pułapu
  • Minimalna stawka takiego zwrotu to 840 zł. Prznajmniej tyle powinien był dostać pan Waldemar jako oskarżyciel posiłkowy 
  • Tymczasem sąd nie tylko należycie nie uzasadnił tej decyzji, ale nawet nie wyjaśnił, jak obliczył, że należy mu się jedynie 588 zł
  • Kasację w tej sprawie na korzyść obywatela złożył Rzecznik Praw Obywatelskich

W sprawach o przestępstwa ścigane z oskarżenia publicznego pokrzywdzony może zgłosić udział w charakterze oskarżyciela posiłkowego. Przysługują mu wtedy prawa strony postępowania. Może wnosić o przesłuchanie świadków, zadawać im pytania, zgłaszać sądowi własne wnioski. Zabiera też głos na koniec procesu, a od wyroku może się odwołać. 

Sąd zasądza od skazanego wydatki m.in. na rzecz oskarżyciela posiłkowego. Przysługuje mu zwrot "uzasadnionych wydatków", w tym – poniesionych kosztów na czynności pełnomocnika prawnego, który reprezentuje go w toku śledztwa i procesu.

Stawki tych wydatków określa rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z 22 października 2015 r. w sprawie opłat za czynności adwokackie. Minimalna stawka w przypadku pełnomocnika występującego przed sądem rejonowym w postępowaniu zwyczajnym to 840 zł. Jeśli proces trwa dłużej niż jeden dzień, stawka minimalna ulega podwyższeniu na każdy następny dzień o 20%.

Sąd nie był szczodry dla ofiary wypadku 

W procesie, w którym pan Waldemar był oskarżycielem posiłkowym w sprawie wypadku, sąd rejonowy skazał sprawcę po trzech rozprawach.

Przyznając panu Waldemarowi 588 zł, sąd uznał, że wyższe wynagrodzenie byłoby nazbyt wygórowane.  

Jego pełnomocnik złożył apelację co do tej części wyroku. Podkreślał, że sąd I instancji błędnie zastosował rozporządzenie ministra, przyznając zwrot kosztów poniżej stawki minimalnej.

Sąd okręgowy nie uwzględnił apelacji. Wskazał, że koszty zasądzono w należytej kwocie i odpowiadają one nakładowi pracy pełnomocnika.  

RPO: nie wyliczono, co się składa na zasądzoną kwotę

W ocenie RPO to prawomocne rozstrzygnięcie rażąco naruszyło przepisy. Sąd odwoławczy nie skontrolował bowiem prawidłowo zaskarżonej decyzji sądu I instancji.

Przy zasądzeniu wydatków na rzecz oskarżyciela posiłkowego chodzi o wydatki rzeczywiście poniesione - jeżeli mieszczą się one w granicach między stawką minimalną a maksymalną, określoną w rozporządzeniu Ministra Sprawiedliwości.

A sąd I instancji w ogóle nie uzasadnił, jakie obliczenia i okoliczności skłoniły go do zasądzenia panu Waldemarowi pieniędzy poniżej stawki minimalnej. Nie wskazał też poszczególnych sum składających się na przyznaną kwotę.

Tymczasem pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego zgłosił udział w tym charakterze już w postępowaniu przygotowawczym. Podejmował czynności procesowe w imieniu pokrzywdzonych, m.in. analizował akta, składał wnioski dowodowe, brał udział w trzech rozprawach przed sądem rejonowym.

- Zasądzając zatem zwrot kosztów zastępstwa procesowego, sąd rejonowy powinien był ustalić ich wysokość co najmniej w stawce minimalnej – podkreśla RPO.

Jednak sąd I instancji tak nie uczynił. Także i sąd odwoławczy nie wskazał sposobu obliczenia zasądzonej kwoty i nie wyjaśnił, dlaczego uznał, że jest ona odpowiednia. Jego uzasadnienie tej kwestii jest bardzo lakoniczne.

Kasacja zastępcy RPO Stanisława Trociuka wnosi o uchylenie wyroku sądu okręgowego w zaskarżonym zakresie i przekazanie mu tego wątku do ponownego zbadania.

Wyrok SN (aktualizacja)

26 listopada 2020 r. na posiedzeniu bez udziału stron Izba Karna SN wydała wyrok uchylający wyrok w zaskarżonej części. Sprawę przekazano sądowi okręgowemu do ponownego rozpoznania. 

II.510.85.2019

Sąd musi określić, przez jaki czas skazany za stalking nie może zbliżać się do ofiary. Kasacja RPO

Data: 2019-11-13
  • Sąd w sprawie stalkingu zakazał skazanemu zbliżania się do pokrzywdzonej i kontaktowania się z nią
  • Pominął jednak przepis, który nakazuje określenie czasu obowiązywania takiego zakazu
  • W kasacji do Sądu Najwyższego Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł o zwrot sprawy sądowi, by naprawił swój błąd

Mężczyzna miał sprawę o uporczywe nękanie żony, z którą był w poważnym konflikcie. Przez kilka miesięcy nachodził ją w pracy, wysyłał jej smsy i nagrywał się na pocztę głosową. Sąd rejonowy w 2017 r. uznał to za naruszenie prywatność kobiety i wzbudzanie u niej poczucie zagrożenia. Skazał mężczyznę na pół roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata oraz kilkutysięczną grzywnę. Zakazał też zbliżania się do pokrzywdzonej na mniej niż 10 metrów. Zobowiązał go również do powstrzymywania się od kontaktów z nią.

Po apelacji obrońcy sąd okręgowy w 2018 r. zmienił wyrok I instancji. Uznał, że kontakty telefoniczne z pokrzywdzoną nie miały cech nękania. W tej sytuacji za wystarczającą uznał karę grzywny. Sąd odwoławczy utrzymał zaś zakaz zbliżania i kontaktów.

W ocenie RPO ten prawomocny wyrok rażąco narusza prawo. Wydając bowiem zakaz zbliżania się i kontaktowania się sąd rejonowy nie wskazał okresu jego obowiązywania. Tymczasem art. 43 § 1 Kodeksu karnego jednoznacznie obliguje sąd do jego określenia. Orzeka się go na okres od roku do 15 lat.

- Zignorowanie tego przepisu przez sąd okręgowy spowodowało, że prawomocne już zakazy orzeczone przez sąd rejonowy nie są doprecyzowane pod kątem czasu ich obowiązywania. Nie jest zatem możliwe prawidłowe wykonanie tego środka karnego – wskazuje w kasacji zastępca RPO Stanisław Trociuk.

Sąd okręgowy powinien był z urzędu naprawić błąd sądu rejonowego. Skoro zaś tego nie uczynił, Sąd Najwyższy powinien uchylić wyrok sądu okręgowego w tej części i zwrócić mu sprawę do ponownego rozpoznania. I o to Rzecznik wniósł w kasacji.

Wyrok SN (aktualizacja)

30 listopada 2020 r. Izba Karna SN uwzgledniła kasację. Przekazała sprawę sądowi okręgowemu do ponownego rozpoznania.  

SN uznał, że sąd II instancji powinien był okreslić czas trwania środka karnego o zakazie kontaktowania się i zbliżania się skazanego do pokrzywdzonej - do czego obligował go art. 43 § 1 k.k. 

Obowiązek taki wiązał sąd odwoławczy niezaleznie od kierunku rozpoznawanego środka odwoławczego. Nie tylko mozliwe, ale wręcz konieczne było określenie czasu trwania orzeczonego środka karnego, co nie stanowiłoby naruszenia art. 434 § 1 k.p.k. Skoro bowiem w wyroku sądu odwoławczego nie określono czasu trwania środka karnego, to należy przyjąć, ze orzeczono go bezterminowo. Zawężenie więc czasu jego trwania do okresu wskazanego w ustawie byłoby zatem zgodne z kierunkiem środka odwolawczego.

II.510.801.2018

 

Sąd ukarał obywatela za czyn, za który wcześniej prawomocnie go skazał. SN uwzględnił kasację Rzecznika

Data: 2019-11-07
  • Obywatel został skazany za ten sam czyn dwa razy – co jest niedopuszczalne w świetle prawa   
  • Został on ukarany w trybie nakazowym za wybicie kliku szyb. Nie złożył od wyroku sprzeciwu, wobec czego w tej części uprawomocnił się on
  • Sprzeciw złożył jednak prokurator, ale wyłącznie co do drugiego zarzucanego mu czynu
  • W ponownym procesie sąd skazał obywatela za oba czyny - nie dostrzegł, że za jeden z nich sam już go prawomocnie skazał

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył w tej sprawie kasację do Sądu Najwyższego, która została uwzględniona.

Połamany mebel, wybite szyby

Obywatel został oskarżony o dwa przestępstwa uszkodzenia mienia w 2013 r. Jedno polegało na połamaniu mebla, zniszczeniu talerza anteny satelitarnej, potłuczeniu doniczek i zniszczeniu roślin. Drugim było wybicie kilku szyb i pomazanie zaprawą ściany na klatce schodowej. Czynów tych dokonał jako recydywista (przed upływem 5 lat po odbyciu kary pozbawienia wolności za podobne przestępstwo).

Sąd w 2014 r. wydał w tej sprawie wyrok nakazowy - na posiedzeniu bez udziału stron. Jest to możliwe, gdy na podstawie zebranych dowodów wina oskarżonego i okoliczności czynu nie budzą wątpliwości. Gdy od wyroku wydanego w tym trybie strona składa sprzeciw, sprawa automatycznie trafia na rozprawę i jest rozpoznawana na ogólnych zasadach.

W trybie nakazowym za pierwszy czyn oskarżonego skazano na 7 miesięcy ograniczenia wolności. Drugi czyn sąd uznał za wykroczenie, nie zaś za przestępstwo - za co ukarał go 400 zł grzywny.

Oskarżony nie wniósł sprzeciwu. Złożył go zaś prokurator, ale tylko odnośnie pierwszego czynu. Zakwestionował  wymierzoną za niego karę jako zbyt niską.

Sprawa została rozpoznana przez ten sam sąd ponownie, w trybie zaocznym. W 2015 r. za oba czyny sąd wymierzył oskarżonemu karę łączną roku i trzech miesięcy pozbawienia wolności. Wyrok uprawomocnił się, bo nikt nie złożył apelacji.

Argumenty kasacji RPO

Jak wskazał  RPO w kasacji, orzeczenie zapadło z rażącym naruszeniem prawa procesowego,

Po sprzeciwie prokuratury wyrok nakazowy w części dotyczącej drugiego zarzutu stał się bowiem prawomocny. W tym zakresie sprawa nie powinna być dalej rozpoznawana na zasadach ogólnych. Wydanie zatem wyroku obejmującego także ten drugi czyn stanowiło naruszenie podstawowej zasady prawa res iudicata (powaga rzeczy osądzonej). 

RPO podkreśla, że w doktrynie ugruntowany jest pogląd, iż przy wyroku nakazowym, obejmującym skazanie za dwa lub więcej przestępstw, możliwe jest wniesienie sprzeciwu tylko do rozstrzygnięć dotyczących niektórych z tych skazań. Dotyczy to zarówno sprzeciwu oskarżonego, jak i oskarżyciela. Skuteczny sprzeciw powoduje, że wyrok nakazowy traci moc, a sprawę rozpoznaje się na zasadach ogólnych. Odnosi się to jednak tylko do skazań za  te przestępstwa, których sprzeciw dotyczył.

Poszczególne czyny podlegają bowiem odrębnej i niezależnej od siebie ocenie prawnej. Brak jest bowiem racjonalnych podstaw, aby podmiotowi uprawnionemu do złożenia sprzeciwu nie dać możliwości zakwestionowania wyroku nakazowego tylko w odniesieniu do niektórych czynów. Oskarżony o kilka przestępstw nie może wszak mieć mniej uprawnień niż oskarżony o jedno przestępstwo.  

A sprzeciw prokuratora od wyroku nakazowego z 2014 r. dotyczył tylko czynu z pierwszego punktu wyroku nakazowego. Skoro wyrok w drugim punkcie stał się prawomocny, to orzekanie co do tego czynu naruszyło zasadę powagi rzeczy osądzonej.

Dlatego RPO wniósł, by SN uchylił wyrok z 2015 r. co do drugiego czynu i w tej części umorzył postępowanie (skoro skazanie dawno jest już prawomocne) oraz by zwrócił sprawę pierwszego czynu do ponownego rozpoznania.

Na rozprawie 7 listopada 2019 r. Sąd Najwyższy w Izbie Karnej uwzględnił kasację RPO (sygn. akt II KK 350/18).

II.511.509.2016

O 8 dni za późno sąd „odwiesił” karę skazanemu. Sąd Najwyższy uznał kasację Rzecznika

Data: 2019-10-30
  • Za przestępstwa narkotykowe obywatela skazano w 2012 r. na 2 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat próby
  • W tym czasie popełnił on jednak kolejne przestępstwo, za które prawomocnie skazano go w 2016 r.
  • Jeszcze przed upływem okresu próby sąd rejonowy zarządził wykonanie zawieszonej kary - ale sąd okręgowy o 8 dni za późno prawomocnie to utrzymał 
  • W ten sposób naruszył prawo, bo orzeczenie o skierowaniu do więzienia musi się stać wykonalne przed upływem dopuszczalnego terminu

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kasację na korzyść obywatela, którą uwzględnił Sąd Najwyższy.

W listopadzie 2012 r. obywatel został skazany za przestępstwa narkotykowe na kare łączną 2 lat pozbawienia wolności. Jej wykonanie warunkowo zawieszono na okres 5 lat próby (oznacza to odwieszenie kary, jeśli w tym czasie popełni się kolejne przestępstwo). Skazanego oddano pod dozór kuratora sądowego.

W czerwcu 2013 r. mężczyzna dokonał rozboju. W kwietniu 2016 r. sąd wymierzył mu za to karę 2 lat i 3 miesięcy pozbawienia wolności.

Po tym wyroku, na wniosek kuratora, sąd rejonowy w grudniu 2017 r. zarządził wykonanie zawieszonej kary z 2012 r. Obrona odwołała się do sądu okręgowego, który 13 czerwca 2018 r. utrzymał zaskarżone postanowienie.

Rzecznik złożył kasację, ponieważ sąd okręgowy rażąco naruszył prawo. Zgodnie z art. 75 § 4 Kodeksu karnego, zarządzenie wykonania kary nie może nastąpić później niż w ciągu 6 miesięcy od zakończenia okresu próby. Czas próby, na jaki zawieszono karę obywatelowi, upłynął 5 grudnia 2017 r., a okres kolejnych 6 miesięcy – 5 czerwca 2018 r.

Sąd rejonowy zarządził wykonanie kary jeszcze przed upływem terminu. Natomiast sąd okręgowy rozpoznał zażalenie już po upływie tego okresu.

Określając ostateczny termin, do którego powinno nastąpić zarządzenie wykonania kary, art. 75 § 4 Kk wymaga wydania go przed upływem tego terminu. Dla oceny, czy nastąpiło skuteczne zarządzenie, decydujące są przepisy, które określają, z jaką chwilą orzeczenie staje się wykonalne.

W tym przypadku decydujący jest zaś moment uprawomocnienia się postanowienia o takim zarządzeniu. Sąd okręgowy orzekł o tym 8 dni po upływie terminu. Nie mógł zatem skutecznie utrzymać postanowienia sądu rejonowego.

Dlatego RPO wniósł, by SN uchylił zaskarżone postanowienia obu sądów i umorzył postępowanie wykonawcze w stosunku do skazanego.

30 października 2019 r. troje sędziów SN w Izbie Karnej (sygn. akt II KK 148/19) uwzględniło kasację RPO i orzekło zgodnie z jej wnioskami.

II.511.796.2018

Bez wysłuchania podejrzanego sąd zamknął go w zakładzie psychiatrycznym. Kasacja RPO

Data: 2019-10-21
  • Sąd umieścił pana Sylwestra w zakładzie psychiatrycznym jako osobę niepoczytalną, która nie może odpowiadać za zarzucane mu przestępstwa 
  • Nie dochował jednak obowiązku wysłuchania go, choć biegli lekarze uznali, że może on stawać przed sądem
  • Sąd powinien był zapewnić jego udział w posiedzeniu, mimo że on sam od tego się uchylał - wskazał RPO, który złożył kasację na korzyść mężczyzny

To kolejna interwencja Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie osób, które weszły w konflikt z prawem, a z powodu niepełnosprawności umysłowej lub faktu, że chorują psychicznie, są uznawane za niepoczytalne. Wtedy sąd umarza postępowanie karne i decyduje o umieszczeniu sprawcy w zakładzie psychiatrycznym w ramach tzw. środka zabezpieczającego (najczęściej – bezterminowo). Może przy tym dochodzić do różnych nieprawidłowości, jak np. niewysłuchanie podejrzanego przez sąd i oparcie się jedynie na opiniach lekarzy. 

Sąd zamknął podejrzanego w zakładzie, choć go nie przesłuchał 

Tak właśnie było w sprawie pana Sylwestra. Rzecznik wniósł, by Sąd Najwyższy uchylił decyzję sądu o umieszczeniu go w zakładzie psychiatrycznym. Sprawa powinna wrócić do sądu rejonowego, który ma zapewnić udziału obywatela w swym posiedzeniu. Chodzi bowiem o zasadność stosowania środka bardzo drastycznie ingerującego w wolności obywatelskie - co wymaga wysłuchania danej osoby przez sąd.

Mężczyzna był podejrzany o znieważenie funkcjonariusza  publicznego, stosowanie wobec niego przemocy lub groźby w celu zmuszenia do go zaniechania czynności oraz o znęcanie się nad zwierzętami. Prokuratura wniosła, by sąd umorzył postępowanie karne ze względu na niepoczytalność podejrzanego i umieścił go w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym.

W 2013 r. sąd rejonowy rozpoznał sprawę na posiedzeniu pod nieobecność pana Sylwestra. Nie podjął on bowiem sądowego wezwania (dwukrotnie awizowanego); ponadto odmówił przyjęcia wezwania od policjanta. Na posiedzeniu była zaś obecna jego adwokatka z urzędu.

Sąd uwzględnił wniosek prokuratora o zastosowanie środka zabezpieczającego. Postanowienie sądu nie zostało zaskarżone i uprawomocniło się.

RPO: sąd ma wysłuchać podejrzanego 

Orzeczenie zapadło z rażącym naruszeniem przepisów postępowania, ponieważ obecność podejrzanego na posiedzeniu była obowiązkowa. Stanowi to tzw. bezwzględną przyczynę odwoławczą, którą sąd musi uwzględnić z mocy prawa.

W myśl art. 354 pkt 2 Kodeksu postępowania karnego udział podejrzanego w posiedzeniu w sprawie umorzenia postępowania z powodu niepoczytalności sprawcy i zastosowania środka zabezpieczającego jest - co do zasady - obowiązkowy. Nie bierze on udziału jedynie wtedy, gdy z opinii biegłych wynika, że byłoby to niewskazane. Jednakże nawet wówczas sąd może uznać udział podejrzanego za konieczny. 

Tymczasem z opinii sądowo-psychiatrycznej i psychologicznej wynika, że pan Sylwester może brać udział w czynnościach procesowych i stawać przed sądem. Wobec tego sąd rejonowy nie mógł decydować o losie obywatela pod jego nieobecność.

To, że podejrzany sam pozbawił się możliwości uczestniczenia w posiedzeniu, niczego nie zmienia. – Podstawowym obowiązkiem sądu rejonowego było podjęcie działań, które zapewniłyby osobiste uczestnictwo podejrzanego w posiedzeniu – wskazuje RPO. Prawidłowe procedowanie umożliwi bowiem sądowi bezpośrednią styczność z podejrzanym.

Dlatego Rzecznik wniósł o uchylenie zaskarżonego postanowienia i przekazanie sprawy sądowi rejonowemu do ponownego rozpoznania.

II.510.618.2017

SN: sąd nie może odebrać samochodu nietrzeźwemu kierowcy

Data: 2019-10-18
  • Nie można orzec przepadku na rzecz państwa samochodu, którym kierował nietrzeźwy kierowca - orzekł Sąd Najwyższy
  • Uwzględnił on kasację RPO w sprawie obywatela, skazanego za jazdę po pijanemu, który - jako wcześniej skazany za takie przestępstwo - miał też zakaz prowadzenia pojazdów
  • Rzecznik zaskarżył tylko tę część wyroku, którego mocą sąd rejonowy odebrał samochód 

Samochód jest tylko przedmiotem "czynności wykonawczej" przestępstwa kierowania w stanie nietrzeźwości. Nie należy zaś do oddzielnej kategorii przedmiotów, które - jak stanowi Kodeks karny – „służyły lub były przeznaczone do popełnienia przestępstwa” (co pozwala na ich przepadek). Taka jest istota wyroku Sądu Najwyższego, który 3 października 2019 r. uwzględnił kasację Rzecznika Praw Obywatelskich w tej sprawie.

Sytuacją, w której samochód „służył lub był przeznaczony do przestępstwa”, jest np. przemyt w nim narkotyków, zwłaszcza jeśli znajdowały się one w zamontowanych na stałe skrytkach. Wtedy przepadek jest zasadny.

Sąd orzeka przepadek auta

W 2007 r. obywatel został przyłapany na prowadzeniu swego samochodu w stanie nietrzeźwości (0,92 mg/l alkoholu w wydychanym powietrzu). Okazało się, że miał wcześniej orzeczony sądowy zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Kilka lat wcześniej był on bowiem skazany na pół roku więzienia za takie samo przestępstwo.

Za prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości art. 178a Kodeksu karnego przewiduje grzywnę, karę ograniczenia wolności albo do 2 lat pozbawienia wolności. Za  niestosowanie się zaś do sądowego zakazu prowadzenia pojazdów art. 244 Kk przewiduje karę od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.

Sąd rejonowy uznał obywatela za winnego obu tych przestępstw i skazał go na rok i sześć miesięcy pozbawienia wolności. Zakazał mu też na 10 lat prowadzenia wszelkich pojazdów.

Ponadto sąd orzekł przepadek na rzecz Skarbu Państwa jego samochodu. Za podstawę tego punktu wyroku sąd przyjął art. 44 § 2 Kk. Stanowi on, że sąd może orzec, a w przypadkach wskazanych w ustawie orzeka, przepadek przedmiotów, „które służyły lub były przeznaczone do popełnienia przestępstwa”.

Wyrok uprawomocnił się, bo nikt nie złożył apelacji.

Kasacja RPO

Kasację na korzyść skazanego wniósł (na jego wniosek) Rzecznik Praw Obywatelskich.

Zaskarżył część wyroku dotyczącą przepadku samochodu. Uznał to za rażące naruszenie przepisu prawa karnego materialnego, tj. art. 44 § 2 Kk. ("rażące naruszenie" stosowania prawa jest przesłanką wniesienia kasacji, bez tego wniosku o kasację nie ma).  Samochód jest bowiem tylko przedmiotem czynności wykonawczej przestępstwa prowadzenia w stanie nietrzeźwości. Nie należy zatem do kategorii  przedmiotów, które służyły lub były przeznaczone do popełnienia przestępstwa.

Powołując się na orzecznictwo Sądu Najwyższego, RPO wniósł o uchylenie rozstrzygnięcia o przepadku samochodu jako bezzasadnego (w takiej sytuacji, gdyby auto już zostało np. zlicytowane, jego właściciel mógłby pozwać państwo o odszkodowanie).  

SN: nie można było orzec przepadku samochodu

Na posiedzeniu 3 października 2019 r. troje sędziów Izby Karnej Sądu Najwyższego uznało kasację (sygn. akt II KK 91/19) za „oczywiście zasadną”. Uchylono część wyroku dotyczącą przepadku pojazdu.

SN stwierdził naruszenie przez sąd prawa materialnego, polegające na orzeczeniu przepadku samochodu nienależącego do kategorii przedmiotów, które służą lub są przeznaczone do przestępstwa z art. 178a § 1 Kk. W związku z tym sąd rejonowy nie mógł orzec przepadku auta.

Według SN w chwili wyroku sądu z 2007 r. można było jeszcze mówić o rozbieżnościach w orzecznictwie sądów co do interpretacji art. 44 § 2 Kk w kontekście prowadzenia aut w stanie nietrzeźwości.

W latach 2006-2008 prokuratorzy ponad 1,5 tys. razy wnieśli bowiem do sądów o  przepadek pojazdów, którymi poruszali się nietrzeźwi kierowcy. Decyzje sądów były rożne. Ok. 500 wniosków sądy uwzględniły, choć czasami zasądzały tylko nawiązki na rzecz Skarbu Państwa, uznając że orzeczenie przepadku byłoby środkiem zbyt surowym.

Nie uwzględniając tych wniosków, sądy uznawały zaś, że przepadek może dotyczyć tylko tych przedmiotów, które w ścisłym znaczeniu służyły lub były przeznaczone do przestępstw - czyli wytworzonych, przetworzonych, bądź przystosowanych właśnie w celu ich popełnienia. Sądy przyjmowały też, że samochód w ogóle nie może być przedmiotem służącym do przestępstwa prowadzenia go po pijanemu, bo jest koniecznym warunkiem jego popełnienia.

W związku z rozbieżnościami sądów Prokurator Generalny wystąpił w 2008 r. o rozstrzygnięcie tej kwestii w drodze uchwały 7 sędziów SN.

30 października 2008 r. SN wskazał w takiej uchwale (sygn. akt I KZP 20/08), że pojazd mechaniczny jest jedynie przedmiotem czynności wykonawczej przestępstwa prowadzenia go w stanie nietrzeźwości. Nie należy tym samym do kategorii przedmiotów, które „służyły lub były przeznaczone do popełnienia przestępstwa”. Od października 2008 r. nie ma już zatem wątpliwości w tej sprawie. Pogląd ten utrwalił się w orzecznictwie SN.

Z orzeczenia SN wynika, że przepadku samochodu nie można orzec także w przypadku popełnienia przestępstwa niestosowania się do sądowego zakazu prowadzenia pojazdów.

II.510.2331.2014

Zmienił słowa hymnu, tak by zapraszał do Polski uchodźców. To wzniosły cel - uznał Sąd Najwyższy i uniewinnił autora przeróbki

Data: 2019-10-14
  • Pan Jan odśpiewał "Mazurka Dąbrowskiego" ze zmienionymi słowami - tak by zapraszał do Polski uchodźców
  • Dwa sądy uznały to za wykroczenie, bo przetwarzanie słów hymnu jest niedopuszczalne, bez względu na motyw
  • Cel obwinionego był wzniosły i zasługiwał na aprobatę - uznał Sąd Najwyższy i uniewinnił autora przeróbki

Sąd Najwyższy uwzględnił kasację Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie obywatela ukaranego prawomocnie za wykroczenie polegające na przerobieniu słów hymnu narodowego – i jego odśpiewaniu w internecie – tak, by zachęcał uchodźców do przybycia do Polski.

Historia sprawy

W  2015 r. pan Jan opublikował w internecie film zatytułowany „Polacy witają uchodźców!”. Z innymi osobami wykonał on hymn Rzeczypospolitej Polskiej ze zmienionymi przez siebie słowami, na tle zdjęcia Pałacu Prezydenckiego. Przerobiony fragmenty hymnu brzmiały: "Marsz, marsz, uchodźcy, z ziemi włoskiej do Polski, za naszym przewodem łączcie się z narodem"’; padły też słowa: „Migrantów przyjmiemy”. Był to głos w dyskusji o uchodźcach. Zmieniony tekst „Mazurka Dąbrowskiego” miał przypominać, że była to pieśń polskich żołnierzy, którzy też byli wtedy uchodźcami.

W kwietniu 2017 r. Sąd Rejonowy w Wołominie uznał pana Jana za winnego wykroczenia z art. 49 § 2 Kodeksu wykroczeń. Zgodnie z nim karze aresztu albo grzywny podlega ten, kto  narusza przepisy o godle, barwach i hymnie RP. Według zaś ustawy z 31 stycznia 1980 r. o godle, barwach i hymnie RP symbole te pozostają pod szczególną ochroną prawa, przewidzianą w odrębnych przepisach, a hymn jest „wykonywany lub odtwarzany w sposób zapewniający należną cześć i szacunek”.

Sąd wymierzył obwinionemu 1000 zł grzywny. Uznał, że niedopuszczalne jest przetwarzanie artystyczne hymnu czy też nadawanie mu stylizowanej formy. Zachowanie obwinionego uznał za celowe i mające charakter prowokacyjny. Sąd wskazał, że mógł on zabrać głos w debacie publicznej i zwrócić uwagę społeczeństwa na kwestię uchodźców, wykonując hymn z oryginalnym tekstem, wyjaśniając jednocześnie jego historię i znaczenie.

Obrona odwołała się, wnosząc o uniewinnienie. Apelacja kwestionowała m.in. przyjęcie zakazu przetwarzania hymnu narodowego w jakimkolwiek celu, w tym w ramach działalności artystycznej. Obrona podkreślała, że ustawa o godle, barwach i hymnie RP pozwala na artystyczne przetwarzanie godła lub barw.

W lutym 2018 r. Sąd Okręgowy Warszawa-Praga utrzymał wyrok. Ocenił, że wykonanie hymnu w sposób zapewniający mu należytą cześć i szacunek to wykonanie go właściwe językowo. Deformowanie słów hymnu jest zaś naruszeniem przepisów ustawy i wykroczeniem. Sąd wskazał, że możliwość przetwarzania, na co powołuje się obrona, nie dotyczy hymnu. Dla przyjęcia kontratypu, związanego z działalnością artystyczną, konieczne byłoby ustalenie, że: sprawcą czynu jest artystą, efektem czynu jest dzieło artystyczne, a motywem działania - osiągnięcie celu artystycznego. Zdaniem sądu pan Jan (pisze on wiersze  i książki) spełnił dwa pierwsze warunki, ale powoływał się na kwestie społeczno-polityczne - nie działał zatem w celu artystycznym.

Od wyroku w sprawie o wykroczenie stronie nie przysługuje kasacja. Korzystając ze swoich ustawowych uprawnień, złożył ją Rzecznik Praw Obywatelskich. Wniósł by SN uniewinnił pana Jana, gdyż jego zachowanie - z uwagi na brak społecznej szkodliwości czynu - nie stanowiło wykroczenia.

Argumenty kasacji RPO

Art. 73 Konstytucji gwarantuje wolność ekspresji artystycznej, a jej art. 54 ust. 1 zapewnia wolność wyrażania swoich poglądów i rozpowszechniania informacji. Zgodnie zaś z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka swoboda wypowiedzi nie ogranicza się do informacji czy poglądów, które są odbierane przychylnie przez wszystkich, czy też uważane za neutralne przez każdego. Odnosi się także do ekspresji, która może oburzać, razić czy niepokoić część społeczeństwa. Takie są wymagania pluralizmu, tolerancji, otwartości na inne poglądy, bez których nie istnieje demokratyczne społeczeństwo.

Działanie obwinionego, w formie politycznego i artystycznego wystąpienia, dotyczyło kwestii ważnych dla społeczeństwa (nieprzyjęcia uchodźców przez Polskę), nie wiązało się z przemocą i nie miało na celu obrażenia kogokolwiek.

Wartość, jaką jest cześć i szacunek dla hymnu państwowego powinna pozostawać w równowadze z koniecznością ochrony prawa do swobody wypowiedzi i prawa do wolności artystycznej. Swoboda ta jest jednym z podstawowych fundamentów demokratycznego społeczeństwa. Ewentualne jej ograniczenia mogą być ustanawiane i wprowadzane tylko i wyłącznie, gdy są konieczne w demokratycznym społeczeństwie.

W kwestiach mających publiczne znaczenie przyjmuje się znacznie szersze granice wolności słowa. Debata w tym zakresie powinna się toczyć w możliwie nieskrępowany sposób, a wszelka ingerencja wymaga szczególnie mocnego uzasadnienia i możliwa jest tylko wyjątkowo. Art. 10 EKPC chroni nie tylko treść idei czy informacji, ale również formę, w jakiej są przekazywane. ETPCz wskazywał, że forma ma tak duże znaczenie, że jej ograniczenie może wpłynąć na treść poglądów i wiadomości.

Swoboda wyboru sposobu i formy zabrania głosu w debacie publicznej (użycie melodii i struktury hymnu państwowego) także jest chronionym elementem wolności słowa. Dlatego sprawy dotyczące odwoływania się do symboli narodowych w ramach korzystania z wolności słowa podlegają bardzo ścisłej kontroli ETPCz, który nie pozostawia organom krajowym szerokiego pola na ingerencję. ETPCz podkreślał, że nawet sama grzywna za wykroczenie może mieć niepożądany „efekt mrożący” dla wolności słowa. Stosowanie zaś instrumentów karnych powinno ograniczać się tylko do najpoważniejszych nadużyć wolności słowa, jak np. nawoływanie do przemocy lub nienawiści.

W wyroku dotyczącym użycia symbolu „Polski Walczącej” Sąd Okręgowy w Warszawie 22 lutego 2018 r. wskazał, że: „nie znajduje prawnego uzasadnienia dla postawionej w apelacji tezy, że niedopuszczalne jest, aby symbole Narodu Polskiego były przerabiane w jakikolwiek sposób. Prawo pozwala na przerabianie symboli narodowych, o ile nie prowadzi to do ich znieważenia”.

Z zaliczonej przez sąd do materiału dowodowego opinii o twórczości obwinionego wynika, że zmiany jakie wprowadził on do hymnu są stosunkowo niewielkie i nieagresywne. Eksponują fakt, że pieśń napisana przez Józefa Wybickiego była pierwotnie pieśnią uchodźców, skazanych na cudzą gościnność. Autor opinii prof. Piotr Śliwiński podkreślał, że narodowe symbole mogą i winny być rozumiane jako żywa treść, a utwór pana Jana włącza się w szereg parafraz, których przedmiotem bywały dzieła kanoniczne w momentach krytycznych dla naszej zbiorowości.

Celem działania obwinionego nie była zatem kpina z samego tekstu hymnu, ale napiętnowanie istniejącej w Polsce niechęci wobec uchodźców. Jego działanie nie było więc nie tylko społecznie szkodliwe, ale społecznie pożyteczne.

W ocenie Rzecznika nietrafna jest wykładnia Sądu Okręgowego, wskazująca że każde deformowanie słów hymnu jest naruszeniem przepisów ustawy i oznacza wykroczenie. Z jednej strony całkowicie pomija ona konieczność badania społecznej szkodliwości czynu i winy sprawcy, a z drugiej stanowiłaby nieproporcjonalną ingerencję w swobodę wypowiedzi i wolność artystyczną.

Wyrok SN

14 października 2019 r. Sąd Najwyższy (sygn. akt II KK 381/18) ogłosił wyrok. Uchylił wyroki obu sądów i uniewinnił obwinionego.

Trzech sędziów Izby Karnej uznało, że z formalnego punktu widzenia doszło do naruszenia. Wyroków skazujących za zmianę słów hymnu nie można jednak aprobować bez szczegółowej analizy motywów.

Według SN cel obwinionego był wzniosły i zasługuje na aprobatę. Chodziło bowiem o podkreślenie otwartości narodu polskiego wobec uchodźców, którymi Polacy przecież często w historii sami bywali.  

Czyn nie miał żadnego ładunku szkodliwości społecznej. Słowa hymnu nie zostały bowiem zmienione w celu jego znieważenia czy lekceważenia. Dlatego nie sposób w tej przeróbce znaleźć coś nagannego.

Ponadto SN odwołał się do orzecznictwa ETPCz. Zgodnie z nim standard swobody wypowiedzi jest bardzo szeroki, czego nie dostrzegł sąd okręgowy. 

Prokuratura wnosiła o oddalenie kasacji Rzecznika.

II.564.2.2018

Nie mógł zaskarżyć wyroku, bo wyliczając termin, sąd pominął Boże Ciało. SN uznał kasację RPO

Data: 2019-10-02
  • Obywatel, który wskutek błędu sądu nie mógł odwołać się od wyroku, teraz będzie mógł to uczynić
  • To efekt kasacji RPO do Sądu Najwyższego na korzyść pana Wojciecha
  • Wysłał on wprawdzie pocztą zapowiedź odwołania, ale sąd źle policzył termin na jego złożenie. Nie zauważył Bożego Ciała
  • Jeśli koniec siedmiodniowego terminu przypada na dzień ustawowo wolny od pracy, to czynność tę można wykonać następnego dnia – mówi zaś prawo

Rzecznik Praw Obywatelskich ma prawo składać kasacje w sprawach, które zakończyły się wyrokiem innym niż pozbawienia wolności, w tym o wykroczenia. Sprawy, które kończą się takimi wyrokami, mogą wydawać się błahe (choć nie ludziom, których dotyczą). Pokazują one jednak istotne problemy polskiego wymiaru sprawiedliwości i to, od czego zależy, czy może on działać lepiej.

Historia sprawy

Samochód pana Wojciecha został zaparkowany niezgodnie z przepisami. Pan Wojciech nie chciał on ujawnić, kto go tak zostawił - czyli komu powierzył pojazd - mimo że pytał o to uprawniony organ. Dlatego pan Wojciech został obwiniony o czyn opisany w art. 96 § 3 Kodeksu wykroczeń, za co grozi grzywna.

19 maja 2016 r. sąd rejonowy wymierzył mu 300 zł grzywny. 27 maja 2016 r. , dzień po Bożym Ciele, pan Wojciech poszedł na pocztę i nadał wniosek do sądu o sporządzenie uzasadnienia wyroku oraz doręczenie jego odpisu wraz z uzasadnieniem (bez czego nie można się odwołać od wyroku I instancji).

Sędzia sądu rejonowego odmówił jednak przyjęcia tego wniosku. Uznał, że wniesiono go po upływie nieprzekraczalnego, siedmiodniowego terminu wynikającego z art. 422 § 1 Kodeksu postępowania karnego. Zdaniem sądu skoro bieg terminu zaczął się 20 maja, a upłynął 26 maja, to wniosek wysłany 27 maja został złożony po terminie.

Pan Wojciech zaskarżył tę decyzję. Sąd okręgowy także nie zauważył ruchomego święta - Bożego Ciała - i nie uwzględnił zażalenia. Potwierdził, że wniosek „bez wątpienia” złożono po upływie  terminu.

Kasacja RPO

Rzecznik wniósł kasację na korzyść pana Wojciecha, uznając że orzeczenie sądu okręgowego zapadło z rażącym naruszeniem prawa. Art. 123 § 3 K.p.k. stanowi bowiem, że jeżeli koniec terminu na złożenie wniosku przypada na dzień ustawowo wolny od pracy, czynność można wykonać następnego dnia. A termin jest zachowany, jeżeli przed jego upływem pismo zostało nadane w placówce pocztowej (art. 124 k.p.k.).

Rażące uchybienie art. 123 § 3 K.p.k. polegało na tym, że sąd II instancji poprzestał na podstawowym obliczeniu terminu, stosując art. 123 § 1 i 2 k.p.k. - w konsekwencji uznał za koniec terminu 26 maja. Sąd nie sprawdził zaś, czy czynność dokonana następnego dnia nie miała umocowania w § 3 art. 123 k.p.k.

Naruszenie tego przepisu jest oczywiste, bowiem 26 maja 2016 r. był dniem ustawowo wolnym od pracy jako Boże Ciało – wskazał RPO. Nadając wniosek w dniu następnym, obwiniony nie uchybił zatem terminowi określonemu z art. 422 § 1 K.p.k., a jego wniosek powinien zostać uwzględniony.

W ocenie Rzecznika sąd okręgowy bezkrytycznie zaakceptował oczywiście niesłuszne stanowisko sądu rejonowego. RPO zaznaczył, że błahość sprawy o wykroczenie nie może uzasadniać łamania podstawowych zasad procedury karnej - tak uznał m.in. Sąd Najwyższy 11 grudnia 1998 r.

Według RPO w tym przypadku naruszono konstytucyjne prawa do obrony oraz do dwuinstancyjności postępowania.

W kasacji wniósł o uchylenie zaskarżonego postanowienia i zwrot sprawy do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym.

Postanowienie SN

- Wbrew temu, co stwierdzono w zaskarżonym postanowieniu, obwiniony mógł skutecznie dokonać czynności złożenia wniosku o uzasadnienie wyroku 27 maja 2016 r. – orzekł Sąd Najwyższy.

12 września 2019 r. trzyosobowy skład SN, pod przewodnictwem prezesa Izby Karnej SN sędziego Stanisława Zabłockiego, uwzględnił kasację RPO. Uznał, że sąd odwoławczy dopuścił się  rażącej obrazy art. 123 § 3 K.p.k. w związku z art. 38 § 1 k.p.k. Efektem tego było zamkniecie obwinionemu drogi do kontroli instancyjnej wyroku.

SN zwrócił sprawę sądowi II instancji. Jest on związany postanowieniem SN i musi przyjąć apelację pana Wojciecha do rozpoznania (co nie przesądza, jak będzie ona rozstrzygnięta).

II.511.692.2018

Kasacja RPO w sprawie wydania obywatelki polskiej do Grecji

Data: 2019-08-23

Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł 23 sierpnia 2019 r. kasację na korzyść obywatelki RP, wobec której organ Republiki Greckiej  (Prokuratura Sądu Apelacyjnego w Atenach) wydał Europejski Nakaz Aresztowania i wystąpił do Polski o jej przekazanie.

Sąd I instancji uwzględnił ENA i postanowił przekazać osobę ściganą - pod warunkiem, że będzie ona odesłana do Polski po prawomocnym zakończeniu postępowania w państwie wydania. Orzeczenie to utrzymał w mocy sąd odwoławczy.

W kasacji Rzecznik zwrócił uwagę, że oba sądy nie wyjaśniły dostatecznie, czy organ Republiki Greckiej o nazwie „Prokuratura Sądu Apelacyjnego” jest w rozumieniu prawa Unii Europejskiej „organem sądowym” czy też może „organem prokuratorskim”. Ma to istotne znaczenie, ponieważ w świetle orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej Europejski Nakaz Aresztowania może być wydany tylko przez „organ sądowy”. Kasacja wnosi o ponowne rozpatrzenie całej sprawy przez sąd II instancji.  

W kasacji zawarto też wniosek o wstrzymanie wydania kobiety, do czasu jej rozpatrzenia.

Jak podają media, kobieta, mająca obywatelstwo Polski i Grecji, została już przekazana Grecji. Jest tam podejrzana o przestępstwa podatkowe. Zarzuty te odpiera jako całkowicie bezapodstawne. Skarży się też na zdrowie.

II.516.4.2019

Sąd uznał za niedopuszczalną apelację opiekuna prawnego osoby ubezwłasnowolnionej. Kasacja RPO

Data: 2019-08-19
  • Całkowicie ubezwłasnowolniony mężczyzna został skazany w sprawie narkotykowej. Sam poddał się karze. Wcześniej uznano go za poczytalnego
  • Apelacja jego matki - opiekuna prawnego -  której nie wezwano do sądu, została uznana za niedopuszczalną. Kwestionowała ona poczytalność oskarżonego
  • Sąd odwoławczy błędnie ocenił, że skoro opiekun prawny nie był uczestnikiem sprawy w I instancji, to nie może apelować
  • Ale to nie ze swojej winy matka oskarżonego nie brała udziału w procesie. A dla zapewnienia gwarancji osoby ubezwłasnowolnionej jego opiekun ma prawo m.in. do apelacji

Pozbawiając opiekuna prawnego prawa do rozpoznania prawidłowo wniesionej apelacji, sąd okręgowy rażąco naruszył prawo - ocenił Rzecznik Praw Obywatelskich, który złożył w tej sprawie kasację do Sądu Najwyższego. 

Historia sprawy

Pan Grzegorz - osoba całkowicie ubezwłasnowolniona - został oskarżony o posiadanie narkotyku i udzielanie go innej osobie. W 2016 r. sąd rejonowy skazał go na półtora roku pozbawienia wolności. On sam wniósł o wymierzenie mu takiej kary, bez przeprowadzania procesu, w tzw. trybie konsensualnym przewidywanym przez Kodeks postępowania karnego. Wniosek poparł jego obrońca, a prokurator się temu nie sprzeciwił. 

Sąd uznał podsądnego za osobą poczytalną. Na rozprawę nie wezwał jednak jego matki, która jest opiekunem prawnym syna. Prokuratura dołączyła do akt sprawy wysłanych sądowi notatkę o całkowitym ubezwłasnowolnieniu oskarżonego. Była w niej też mowa o tym, kto jest jego opiekunem prawnym.

Apelację od wyroku wniosła matka pana Grzegorza, w terminie wskazanym dla oskarżonego. Kwestionowała w niej ustalenia sądu co do całkowitej poczytalności syna. Dołączyła do niej dokumentację medyczną ws. jego stanu zdrowia psychicznego. Sąd rejonowy przyjął apelację i nadał jej bieg. 

Bez rozpoznania pozostawił ją jednak sąd okręgowy. W uzasadnieniu swego postanowienia sąd podkreślił, że apelacja jest niedopuszczalna z uwagi na rozpoznanie sprawy w trybie konsensualnym. Opiekun prawny nie był bowiem uczestnikiem sprawy w I instancji i nie był stroną trybu konsensualnego. Dlatego sąd uznał, że w myśl Kpk opiekun prawny nie mógł podnieść w apelacji zarzutu błędu w ustaleniach stanu faktycznego. 

Argumenty RPO

Rzecznik przyznaje, że zaskarżenie wyroku wydanego w trybie konsensualnym podlega istotnym ograniczeniom. Od lipca 2015 r. – zgodnie z art. 447 § 5 Kpk - samoistną podstawą apelacji złożonej przez stronę postępowania nie mogą być zarzuty z art. 438 pkt 3 i 4, związane z treścią zawartego w tym trybie porozumienia (czyli błędu w ustaleniach faktycznych przyjętych za podstawę orzeczenia, jeżeli mógł on mieć wpływ na treść tego orzeczenia albo rażącej niewspółmierności kary). Apelacja oparta tylko na tym powinna zostać uznana za niedopuszczalną z mocy ustawy.

W ocenie RPO należy jednak rozważyć, czy to ograniczenie dotyczy również podmiotu, który nie był stroną trybu konsensualnego, a ma generalne uprawnienie procesowe do złożenia apelacji, gdy jej zarzutem jest naruszenie art. 438 § 3 Kpk. 

Sąd Najwyższy uznał, że art. 447 § 5 Kpk nie może mieć zastosowania wobec tych uczestników postępowania, „którzy nie byli stroną konsensusu ani też nie mogli mieć jakiegokolwiek wpływu na jego treść ” (sygn. SDI 68/17). W innym wyroku SN (sygn. SNO 5/18) wskazano, że art. 447 § 5 Kpk nie ma zastosowania przy wniesieniu środka zaskarżenia przez podmiot niebędący stroną trybu konsensualnego. 

W tej sprawie uwadze sądowi odwoławczemu umknął fakt, że opiekun prawny całkowicie ubezwłasnowolnionego oskarżonego nie był ani wezwany, ani nawet zawiadomiony o terminie rozprawy. 

A dla wzmocnienia gwarancji procesowych całkowicie ubezwłasnowolnionego oskarżonego (podejrzanego), ustawodawca przyznał  znaczące uprawnienia procesowe jego opiekunowi prawnemu.

Art. 76 Kpk stanowi bowiem: „Jeżeli oskarżony jest nieletni lub ubezwłasnowolniony, jego przedstawiciel ustawowy lub osoba, pod której pieczą oskarżony pozostaje, może podejmować na jego korzyść wszelkie czynności procesowe, a przede wszystkim wnosić środki zaskarżenia, składać wnioski oraz ustanowić obrońcę”. 

Tymczasem pisemne pouczenie o prawach i obowiązkach doręczone panu Grzegorzowi nie zawierało informacji co do art. 76 Kpk. 

Taki sposób procedowania sądu I instancji pozwala stwierdzić, że opiekun prawny oskarżonego nie był stroną trybu konsensualnego z przyczyn niewynikających z jego zaniedbań.

Decyzję o pozostawieniu bez rozpoznania apelacji z zarzutem naruszenia art. 438 § 3 Kpk - wniesionej przez opiekuna prawnego w sytuacji, gdy nie był on stroną trybu konsensualnego -  należy zatem uznać jako rażące naruszenie art. 447 § 5 Kpk.

Uchybienie to miało istotny wpływ na treść zaskarżonego orzeczenia. Uprawniony podmiot został bowiem pozbawiony prawa do rozpoznania prawidłowo wniesionej apelacji na korzyść oskarżonego, podważającej ustalenia sądu co do całkowitej poczytalności oskarżonego.

Kasacja wnosi o uchylenie zaskarżonego postanowienia i zwrot sprawy sądowi  okręgowemu.

II.511.855.2016
 

 

Lekko niepełnosprawny intelektualnie mężczyzna skazany bez obrońcy. Kasacja RPO

Data: 2019-07-23
  • Mężczyzna z lekką niepełnosprawnością intelektualną został skazany za oszustwo wobec banku przy wzięciu kredytu
  • Sąd nie zbadał jednak poczytalności oskarżonego, choć w aktach sprawy miał informacje, które na to wskazywały
  • W efekcie obywatel mógł zostać pozbawiony konstytucyjnego prawa do obrony, bo sąd nie przyznał mu obrońcy z urzędu
  • Jest to zaś konieczne wobec osób, co do których zachodzi wysokie prawdopodobieństwo, że same nie mogą racjonalnie się bronić

Dlatego - nie przesądzając ostatecznego rozstrzygnięcia - Rzecznik Praw Obywatelskich złożył Sądowi Najwyższemu kasację na korzyść skazanego.  Kwestia jego poczytalności wymagała bowiem dogłębnego wyjaśnienia – czego sąd zaniechał. Powinien zatem raz jeszcze zbadać całą sprawę.

Wyrok sądu

C. B. oskarżono o to, że chcąc uzyskać 25 tys. zł kredytu konsumpcyjnego doprowadził bank do niekorzystnego rozporządzenia własnym mieniem. Podczas zawierania umowy przedłożył bowiem nierzetelne zaświadczenie o wysokości zarobków, czym wprowadził bank w błąd co do swojej sytuacji finansowej i zamiaru spłaty zobowiązania.

W 2017 r. sąd rejonowy uznał oskarżonego za winnego i skazał go na dziesięć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu. Orzekł też obowiązek naprawienia szkody bankowi i zapłatę niemal 25 tys. zł.

Wyrok nie został skutecznie zaskarżony, wobec czego uprawomocnił się. Sąd nie sporządził pisemnego uzasadnienia orzeczenia.

Kasacja RPO

Rzecznik zarzucił wyrokowi rażące naruszenie przepisów prawa procesowego.  Sąd zaniechał bowiem wyjaśnienia istotnych okoliczności dotyczących stanu i poziomu rozwoju umysłowego oskarżonego, wpływu tego na jego poczytalność oraz na możliwość samodzielnego udziału w procesie. Z materiału dowodowego wynika, że oskarżony jest osobą upośledzoną umysłowo, w wyniku czego doszło do rażącego naruszenia prawa do obrony.

W śledztwie C.B. wskazywał, że jest osobą zdrową, nieleczoną psychiatrycznie. W protokole brak jest również informacji o ewentualnym upośledzeniu podejrzanego. Nie było jej również w akcie oskarżenia.

Uwadze sądu uszło jednak, że w aktach jest opinia sądowo-psychologiczna w sprawie przesłuchania świadka (w takiej roli procesowej C.B. początkowo występował w śledztwie). Wynika z niej obniżony względem  normy poziom jego funkcjonowania intelektualnego. Jest też zapis, że uczył się  w trybie specjalnym. Według opinii jego zeznania jedynie w ograniczonym zakresie są wartościowym materiałem dla śledztwa.

Z kolei w sprzeciwie od wydanego początkowo wyroku nakazowego oskarżony wskazywał, że od urodzenia jest upośledzony umysłowo w stopniu lekkim. Orzeczenie o niepełnosprawności otrzymał przed ukończeniem 16. roku życia. Twierdził też, że nie miał nic wspólnego z zarzucanym mu przestępstwem i że „wykorzystano jego niepełnosprawność i brak rozeznania”.

Kodeks postępowania karnego zobowiązuje sąd do wyjaśnienia wszystkich istotnych okoliczności danej sprawy. Jest nią zaś m.in.. stan szeroko pojętego zdrowia psychicznego oskarżonego, tj. wystąpienie choroby psychicznej, niedorozwoju umysłowego lub innego zaburzenia psychicznego, które mogą rzutować na możliwość rozeznania znaczenia czynu i pokierowania jego postępowaniem. Wiąże się to również z prawem do obrony i gwarancjami procesowymi osób, co do których zachodzą uzasadnione wątpliwości co do ich poczytalności - w postaci konieczności ustanowienia obrońcy z urzędu.

Materiał dowodowy powinien zatem wzbudzić w sądzie wątpliwości co do  stanu rozwoju umysłowego oskarżonego i jego poczytalności. Sąd powinien był to wyjaśnić, tym bardziej że oskarżony stawił się na rozprawie. Sąd mógł więc uzyskać wiadomości dotyczące jego opóźnienia rozwojowego, doprecyzowania wątpliwości co do edukacji specjalnej, leczenia w poradni zdrowia psychicznego czy orzeczenia o niepełnosprawności. Sąd mógł też zasięgnąć opinii biegłych.

Tymczasem sąd w ogóle pozbawił się możliwości ustalenia, czy zachodzą wątpliwości co do poczytalności podsądnego. Dotychczas zgromadzony materiał dowodowy uniemożliwia rozstrzygnięcie, czy implikowało to obronę obligatoryjną, czy też możliwość przypisania mu czynu choćby w stanie ograniczonej poczytalności.

Zaniechanie to mogło pozbawić oskarżonego konstytucyjnego prawa do obrony. Konsekwencją tego uchybienia było nierozważenie ewentualnego ustanowienia obrońcy z urzędu. Chodzi bowiem o to, aby w pełni chronić prawa osób wobec których zachodzi wysokie prawdopodobieństwo, że nie są w stanie w sposób samodzielny oraz racjonalny prowadzić swojej obrony.

Kasacja wnosi o uchylenie wyroku i zwrot sprawy sądowi rejonowemu.

II.510.78.2018

Sąd nie umorzył procesu z art. 212 Kk - choć musiał. Kasacja Rzecznika

Data: 2019-07-12
  • Proces z oskarżenia prywatnego podlega umorzeniu, jeśli w sądzie bez usprawiedliwienia nie stawia się ani sam oskarżyciel, ani jego adwokat
  • Zgodnie z prawem oznacza to bowiem odstąpienie od oskarżenia
  • Sąd nie tylko to zignorował, ale potem ukarał dziennikarza grzywną za zniesławienie wójta ze słynnego artykułu 212 Kodeksu karnego

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył w tej sprawie kasację do Sądu Najwyższego.

Chodzi o budzący liczne kontrowersje art. 212 Kk, który pozwala sądom na karanie m.in. dziennikarzy za zniesławienie. Dyskusja na temat zniesienia takiej odpowiedzialności trwa w Polsce od kilkunastu lat. Mimo publikacji, stanowisk instytucji publicznych, organizacji dziennikarskich, pozarządowych czy postępowań przed Trybunałem Konstytucyjnym i Europejskim Trybunałem Praw Człowieka przepis ten pozostaje częścią porządku prawnego. Nic się nie zmienia - mimo zapowiedzi polityków róznych opcji.

- Proponuję rozważenie takich zmian legislacyjnych, które doprowadziłyby do uproszczenia procedury dochodzenia roszczeń  w sprawach o zniesławienie na drodze cywilnoprawnej, przy jednoczesnym pozostawieniu możliwości zastosowania sankcji karnych do tych przypadków, w których sankcje cywilnoprawne mogą okazać się niewystarczające – pisał w 2016 RPO Adam Bodnar w wystąpieniu do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.

Zmian nie było. Ostatnio resort chciał nawet zaostrzenia art. 212 przy okazji nowelizacji prawa karnego, ale wycofał się z tych propozycji.

Historia sprawy

W jednym z lokalnych tygodników w 2006 r. porównano wójta gminy-kobietę do komendanta obozu podobnego do Berezy Kartuskiej. Padły też porównania do „truchła” i „padliny zalatującej batiuszką Stalinem na odległość”.

Wójt uznała to za przestępstwo pomówienia o postępowanie, które mogło poniżyć ją w opinii publicznej i narazić na utratę zaufania potrzebnego do zajmowanego stanowiska. Złożyła w sądzie prywatny akt oskarżenia z art. 212 par 2 Kk. Za takie zniesławienie grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo do roku pozbawienia wolności.

W 2009 r. sąd rejonowy uznał autora publikacji za winnego przestępstwa. Wymierzył mu 2800 zł grzywny. Ponadto sąd nakazał mu zwrócić oskarżycielce prywatnej koszty procesu.

W odwołaniu oskarżony wniósł o uniewinnienie, ewentualnie o uchylenie orzeczenia i zwrot sprawy sądowi I instancji. Sąd okręgowy w 2010 r. utrzymał zaskarżony wyrok.

Argumenty RPO

Rzecznik zaskarżył orzeczenie sądu okręgowego utrzymujące wyrok I instancji, który zapadł z rażącym naruszeniem prawa procesowego. Sąd rejonowy kontynuował bowiem ten proces po 18 sierpnia 2009 r.  – mimo braku skargi uprawnionego oskarżyciela. Tego dnia ani oskarżycielka prywatna, ani jej pełnomocnik nie stawili się w sądzie bez usprawiedliwionych powodów. Byli zaś prawidłowo zawiadomieni o terminie rozprawy.

Zgodnie z art. 496 Kodeksu postępowania karnego postępowanie w sprawach z oskarżenia prywatnego umarza się za zgodą oskarżonego, jeżeli oskarżyciel prywatny odstąpi od oskarżenia przed prawomocnym zakończeniem postępowania. Zgoda oskarżonego nie jest wymagana, jeżeli oskarżyciel prywatny odstąpi od oskarżenia przed rozpoczęciem przewodu sądowego. Niestawiennictwo oskarżyciela prywatnego i jego pełnomocnika na rozprawie głównej bez usprawiedliwionych powodów uważa się za odstąpienie od oskarżenia - głosi par. 3 art. 496 Kpk.

Pominięcie tego przez sąd rejonowy spowodowało dalsze prowadzenie postępowania oraz wydanie wyroku - mimo braku skargi uprawnionego oskarżyciela. Nie mogła tego zmienić obecność oskarżycielki prywatnej lub jej pełnomocnika na kolejnych rozprawach. Jedyną bowiem okolicznością, która może spowodować obalenie domniemania wynikającego z art. 496 § 3 Kpk jest wykazanie, że niestawiennictwo było usprawiedliwione – do czego w tej sprawie nie doszło. 

Odstąpienie od oskarżenia jest dla sądu odwoławczego nakazem uchylenia wyroku I instancji - nawet gdy w apelacji nie postawiono zarzutu z tym związanego. Brak skargi uprawnionego oskarżyciela jest bowiem tzw. bezwzględną przyczyną odwoławczą, która sąd uwzględnia z urzędu. 

Jak wskazywał Sąd Najwyższy, postępowania prywatnoskargowe toczą się z inicjatywy oskarżyciela prywatnego i przede wszystkim w jego interesie. Przestępstwa ścigane z oskarżenia prywatnego bezpośrednio naruszają bowiem interes pokrzywdzonego. A zatem to oskarżyciel ma obowiązek wykazywania w sądzie, że jest zainteresowany dalszym tokiem procesu. Dlatego też wykluczone jest prowadzenie postępowania przez sąd wbrew lub mimo braku  woli oskarżyciela prywatnego.

Rzecznik wniósł w kasacji by Sąd Najwyższy uchylił oba wyroki i umorzył postępowanie. 

Wcześniej Prokuratura Krajowa uznała brak podstaw do złożenia w tej sprawie kasacji nadzwyczajnej przez Prokuratora Generalnego.  Według niej analiza akt sprawy nie wskazała, aby sądy dopuściły się uchybień stanowiących bezwzględne przyczyny odwoławcze.

II.511.78.2017

Poszkodowana wypadkiem drogowym bez nawiązki. Kasacja RPO

Data: 2019-07-10
  • Pani Urszuli, ofierze wypadku drogowego, sąd zasądził 15 tys. zł nawiązki. Sąd II instancji uznał jednak, że nawiązka nie jest potrzebna, bo pani Urszula dostała odszkodowanie z OC sprawcy. Zawsze też może pozwać ubezpieczyciela, jeśli uważa, że odszkodowanie jest za niskie
  • Sąd II instancji uznał argumenty kobiety, która spowodowała wypadek, że nie stać ją na taką nawiązkę
  • Nie zauważył natomiast sytuacji ofiary. Zignorował też przepisy, które jasno wskazują, że postępowanie wobec sprawcy można umorzyć i go nie karać, ale pod warunkiem zasądzenia nawiązki lub naprawienia szkody 
  • RPO złożył kasację na rzecz pani Urszuli

W wypadku samochodowym z winy pani Elżbiety pani Urszula doznała złamania trzonu kręgu, stłuczenia biodra i uda. 

Sąd rejonowy warunkowo umorzył postępowanie wobec oskarżonej (z uznaniem jej winy za wypadek) - bez zobowiązania do naprawienia szkody. Uznał bowiem, że tej szkody nie da się oszacować. Na mocy art. 67 § 3 Kodeksu karnego nałożył jednak na sprawczynię wypadku obowiązek zapłacenia poszkodowanej 15 tys. zł nawiązki (oraz wpłatę 1000 zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym i Pomocy Postpenitencjarnej).

Pani Elżbieta odwołała się, tłumacząc, że 16 tysięcy przekracza jej możliwości: jest wdową i żyje z renty rodzinnej. Nigdy też nie była karana. Zasady ruchu naruszyła nieumyślnie i miała ubezpieczenie OC. A ubezpieczyciel wypłacił pani Urszuli 7 tys. zł odszkodowania.

Sąd okręgowy uznał tę argumentację i uchylił nawiązkę oraz świadczenie na Fundusz. Wskazał, że jeśli odszkodowanie nie rekompensuje całości szkody, to pani Urszula może pozwać ubezpieczyciela. 

Argumenty kasacji RPO

Rzecznik zaskarżył wyrok sądu okręgowego w części uchylającej nawiązkę. Ocenił to jako rażące naruszenie prawa karnego materialnego: w przypadku warunkowego umorzenia postępowania sąd ma dwie możliwości: albo nakaże sprawcy, by naprawił szkodę,  albo zobowiąże go do wypłaty poszkodowanemu nawiązki (art. 67 § 3 Kk).

Szacowanie szkody  może okazać się kłopotliwe, zwłaszcza jeśli naruszone zostały wartości niematerialne. Wymierzenie nawiązki jest prostsze - ale oceniając sytuację, sąd musi się kierować sytuacją ofiary i nie może po prostu z nawiązki zrezygnować (w przeciwieństwie do pozostałych środków probacyjnych). Nawiązka ma w sobie element kary - dzięki temu sprawca, któremu warunkowo umarza się karę, nie jest całkowicie zwolniony z odpowiedzialności. Nie jest to jednak kara sama w sobie - więc nie można się tu kierować tylko tym, że sprawca ma pozytywną prognozę kryminologiczną i nie potrzebne jest korygowanie jego zachowania poprzez karę.

Jak słusznie podkreślił Sąd Najwyższy w orzeczeniu z 30 maja 2018 r., „decydującą przesłanką powinien być interes pokrzywdzonego w otrzymaniu chociaż części odszkodowania w odpowiednio szybkim czasie”. 

Uchylając nawiązkę, sąd odwoławczy nie ocenił zaś, na ile ubezpieczyciel naprawił już szkodę. Arbitralnie odesłał panią Urszulę na drogę postępowania cywilnego celem ustalenia pełnej rekompensaty szkody i zadośćuczynienia.

Ponadto ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej nie stanowi ubezpieczenia odpowiedzialności karnej. Jak słusznie wskazał SN w uchwale z 20 czerwca 2010 r., „korzystanie przez sprawcę przestępstwa przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji z ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych za szkody powstałe w związku z ruchem tych pojazdów nie wyłącza ani nakazu orzeczenia obowiązku naprawienia szkody, ani możliwości orzeczenia - zamiast tego obowiązku - nawiązki”.

Kasacja wnosi o uchylenie wyroku Sądu Okręgowego w zaskarżonej części i zwrot sprawy temu sądowi.

II.511.333.2019

Niesłuszny, częściowo bezprawny areszt i medialny rozgłos. Po kasacji RPO sąd ponownie oceni, jak państwo ma temu zadośćuczynić

Data: 2019-07-03
  • Kierownik działu spółki węglowej został w 2001 r. aresztowany pod zarzutem korupcji. Kilka miesięcy spędził w areszcie. Po kilkunastu latach został uniewinniony
  • Wystąpił do sądu o kilkaset tysięcy zł odszkodowania i zadośćuczynienia od Skarbu Państwa. Sądy przyznały mu w sumie 25 tys. zł
  • Według RPO nie uwzględniły jednak bezprawnego przetrzymywania go przez 6 dni - już po decyzji sądu o uchyleniu aresztu - a także nagłośnienia w mediach samego aresztowania
  • Po kasacji Rzecznika Sąd Najwyższy zwrócił kwestię odpowiedniego zadośćuczynienia sądowi odwoławczemu

W 2001 r. S.W. został zatrzymany w siedzibie spółki węglowej, w której był kierownikiem działu sprzedaży. Było o tym wtedy głośno w mediach. Prokuratura postawiła mu zarzuty korupcyjne z art. 228 § 1 i 5 Kodeksu karnego, zagrożone karą od 2 do 12 lat  pozbawienia wolności. W areszcie przebywał od listopada 2001 r. do lutego 2002 r. Ostatecznie jego proces - po ponad stu rozprawach - zakończył się w 2013 r. prawomocnym uniewinnieniem.

S.W. wystąpił do sądu o zasądzenie od Skarbu Państwa 140 tys. zł odszkodowania oraz kolejnych 140 tys. zł zadośćuczynienia za oczywiście niesłuszne aresztowanie.

W 2015 r. Sąd Okręgowy przyznał mu 9184 zł odszkodowania oraz 15 tys. zł  zadośćuczynienia. Sąd powołał się na traumatyczne przeżycia związane z pobytem w  areszcie, warunki pobytu w nim i agresję współosadzonych oraz fakt nagłośnienia medialnego aresztowania. Sąd nie uznał związku przyczynowego między pobytem w areszcie a pogorszeniem się jego zdrowia.

Sąd zaznaczył, że zasądzona kwota przystaje do przeciętnej stopy życiowej ludzi i nie służy wzbogaceniu się, lecz zrekompensowaniu okresu niesłusznego pozbawienia wolności oraz stresu z tym związanego.

W apelacji pełnomocnik wnioskodawcy uznał wysokość zadośćuczynienia za nieodpowiednią w stosunku do krzywdy. Zarzucił sądowi nieuwzględnienie utraty przez niego dobrego imienia wskutek aresztu, co spotęgował fakt nagłośnienia aresztowania w mediach. Sąd Apelacyjny oddalił apelację, uznając kwotę zadośćuczynienia za odpowiednią.

Argumenty kasacji RPO

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kasację na korzyść S.W., uznając że orzeczenie sądu II instancji zapadło z rażącym naruszeniem prawa. Sąd ten nie odniósł się bowiem do zarzutów apelacji w sposób precyzyjny i rzetelny. Oba sądy nie dokonały też prawidłowej oceny kryteriów, które powinny decydować o wysokości zadośćuczynienia.

W uzasadnieniu sądu I instancji zabrakło jakiejkolwiek argumentacji co do nagłośnienia medialnego sprawy karnej S.W. i wpływu tego na kwotę zadośćuczynienia. W uzasadnieniach obu sądów nie było też oceny istotnej okoliczności, która powinna mieć wpływ na wysokość zadośćuczynienia - wnioskodawca był bowiem bezprawnie przetrzymywany w areszcie przez 6 dni, już po wydaniu przez sąd postanowienia o uchyleniu tymczasowego aresztowania. Była to zasadnicza podstawa wniosku S.W. o zadośćuczynienie i odszkodowanie.

W kasacji RPO powołał się na wyrok SN z 4 listopada 2016 r., w którym podkreślono, że „nadanie sprawie rozgłosu w mediach powinno być uważane za element krzywdy i stanowić jedną z przesłanek miarkowania odpowiedniej kwoty zadośćuczynienia dochodzonego przez wnioskodawcę, jeśli nagłośnienie to jest ściśle związane z faktem zatrzymania lub tymczasowego aresztowania tej osoby”.

Dokonując zaś ustaleń w zakresie należnego zadośćuczynienia, oba sądy nie wzięły pod uwagę rozmiaru krzywdy, jaka dotknęła wnioskodawcę w związku z nagłośnieniem w mediach jego aresztowania ani faktu bezprawnego przetrzymywania go w areszcie przez 6 dni  - podkreślił Rzecznik.

Prawidłowe rozpoznanie apelacji pełnomocnika wnioskodawcy mogło doprowadzić do innego co do istoty rozstrzygnięcia w zakresie wysokości zadośćuczynienia. Dlatego Rzecznik wniósł o uchylenie wyroku Sądu Apelacyjnego w zaskarżonej części i zwrócenie mu sprawy.

3 lipca 2019 r. Sąd Najwyższy na rozprawie w Izbie Karnej (sygn. akt III KK 344/18) uwzględnił kasację RPO.

II.511.124.2018

O odzyskanie godności – seminarium eksperckie w sprawie Procesu Brzeskiego

Data: 2019-07-02
  • Z inicjatywy Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara zostało zorganizowane seminarium eksperckie wokół wniosku Polskiego Stronnictwa Ludowego o kasację wyroku w sprawie Wincentego Witosa, który zapadł w toku tzw. Procesu Brzeskiego 13 stycznia 1932 r.
  • 13 maja 2019 roku Polskie Stronnictwo Ludowe złożyło wniosek do Rzecznika Praw Obywatelskich o kasację wyroku procesu brzeskiego dotyczącego Wincentego Witosa i jego rehabilitację.

Proces Brzeski był politycznym procesem sądowym przywódców przedwojennej opozycji w wyniku którego m.in. premier obalonego w 1926 r. rządu Wincenty Witos został skazany na karę bezwzględnego więzienia.

Narastająca konfrontacja między rządzącą sanacją a ugrupowaniami opozycyjnymi doprowadziła do aresztowania kilkunastu byłych posłów, którym po rozwiązaniu Sejmu 30 sierpnia 1930 r. wygasł immunitet. Akcję przeprowadzono na polecenie Józefa Piłsudskiego, który osobiście wprowadził ostatnie poprawki na liście osób do zatrzymania.

W wyniku procesu skazani zostali

  • Herman Lieberman z PPS na 2,5 roku
  • Norbert Barlicki z PPS na 2,5 roku
  • Stanisław Dubois z PPS na 3 lata
  • Mieczysław Mastek z PPS na 3 lata
  • Adam Pragier z PPS na 3 lata
  • Adam Ciołkosz z PPS na 3 lata
  • Wincenty Witos  z PSL „Piast” na 1,5 roku
  • Władysław Kiernik z PSL „Piast” na 2,5 roku
  • Kazimierz Bagiński z PSL „Wyzwolenie” na 2 lata
  • Józef Putek z PSL „Wyzwolenie” na 3 lata

Konsekwencją złożenia wniosku o kasację do Rzecznika Praw Obywatelskich przez ideowych następców Witosa było seminarium eksperckie, którego gospodarzem był RPO Adam Bodnar.

Wśród zaproszonych gości byli zarówno inicjatorzy wniosku i przedstawiciele ludowców – prezes Władysław Kosiniak-Kamysz, marszałek Sejmu II kadencji Józef Zych oraz premier Waldemar Pawlak, jak i adwokaci, w tym wnuk skazanego w procesie posła PPS Stanisława Dubois – mec. Jacek Dubois, a także przedstawiciele środowiska akademickiego oraz eksperci w dziedzinie archiwistyki i muzealnictwa.

Walka o odzyskanie godności

- Ich godność została upodlona – to byli bohaterowie – będziemy wnosić do Sejmu o uchwały oczyszczające ich dobre imię, ale w polskim porządku prawnym aby przywrócić cześć, potrzebna jest kasacja wyroku. Jako spadkobiercy ideowi czujemy się w obowiązku walczyć o dobre imię naszych poprzedników. Dziękuję Rzecznikowi Praw Obywatelskich za podjęcie sprawy. – powiedział przedstawiciel wnioskodawców prezes PSL Władysław Kosiniak – Kamysz.

- Nie poprzestajemy na wniosku do RPO – występujemy także do Sejmu o podjęcie uchwały o rehabilitacje. Powstaje pytanie,  czy to już nam nie daje satysfakcji. Chcielibyśmy, żeby sprawa była rozpatrzona i załatwiona z każdego punktu widzenia. Na początku września składamy wniosek o podjęcie stosownej uchwały. Co warte podkreślenia - Rzecznik Praw Obywatelskich nie tylko podejmuje tę inicjatywę, ale stara się w szerokim gronie przedyskutować wszystkie aspekty. To niezwykle ważne – dodał marszałek Józef Zych.

Rola Rzecznika Praw Obywatelskich

Dariusz Zbroja, pierwszy zastępca Dyrektora Zespołu Prawa Karnego w BRPO wyjaśnił zawiłości dotyczące kwestii problemów proceduralnych, a Adam Bodnar podkreślił, że w Biurze były liczne przypadki udanych kasacji w sprawach powojennych. Kilka lat temu w BRPO specjaliści zajmowali się także przygotowaniem kasacji w tzw. sprawie Rity Gorgonowej (kobiety skazanej przed wojną za zabójstwo wychowanki).

O problemach związanych z dokumentacją

Jednym z najważniejszych działań przygotowujących do przygotowania kasacji jest kwestia zebrania dokumentów. Niezwykle istotna będzie tu współpraca z instytucjami publicznymi, które zajmują się zabezpieczaniem zbiorów.

- Myślę, że możliwa jest kwerenda w archiwach na terenie całej Polski – wierzę, że uda nam się zgromadzić całą dokumentację procesową, bo przecież otrzymywał ją każdy z osiemnastu obrońców oskarżonych. Jeśli sprawa zostałaby nagłośniona, to udałoby się znaleźć materiały, które powinny być w posiadaniu rodzin – powiedział dr Janusz Gmitruk, dyrektor Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego.

Zadeklarował także mobilizację historyków.

Niezbędne może być również zwrócenie się do zagranicznych instytucji, takich jak Instytut Generała Sikorskiego w Londynie. - W 1940 r. została powołana specjalna komisja do badania sprawy brzeskiej. Na pewno są zeznania osób, które w czasie wolny znalazły się w Londynie. Ta komisja działała przynamniej do roku 1942, co wynika z zeznań Adama Ciołkosza – podkreślił prof. Andrzej Friszke.

- Nie zawsze istnieje potrzeba odtworzenia całości, być może uda się to zrobić tylko w niezbędnym zakresie– podkreślił mec. Bogumił Zygmont

O trudnościach procesowych

- Ciężko być adwokatem we własnej sprawie – podkreślił Jacek Dubios

Podstawowy problem, o jakim mówił, związany jest z problemem odtworzenia akt. Następnie zostaje kwestia analizy ówczesnego prawa  i sprawdzenia, czy zostało ono rażąco naruszone. Mówimy o ludziach skazywanych za występowanie w obronie podstawowych zasad demokratycznych. Jestem wielkim zwolennikiem inicjatywy PSL i Rzecznika Praw Obywatelskich  – powiedział adwokat. 

Michał Hara z BRPO podkreślił z kolei, że przy kasacji nie będzie możliwości podniesienia tego, co działo się w samym brzeskim więzieniu, a co miało znamiona tortur – w zainteresowaniu Rzecznika  mogą być tylko kwestie proceduralne.

Powinność konstytucyjna

W Preambule Konstytucji RP jest zapis „pomni gorzkich doświadczeń z czasów, gdy podstawowe wolności i prawa człowieka były w naszej Ojczyźnie łamane” – dlatego tak ważne jest aby szukać sprawiedliwości dla tych, którzy w trudnych czasach wykazywali reprezentowali wartości demokratyczne - zakończył rzecznik.

Adam Bodnar  zapowiedział także współpracę z zaproszonymi gośćmi oraz przedstawienie planu działań na najbliższe miesiące.

W spotkaniu, w charakterze gości udział wzięli:

  • prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego Władysław Kosiniak Kamysz,
  • marszałek Józef Zych
  • prezes Ochotniczej Straży Pożarnej, działacz PSL, premier Waldemar Pawlak
  • mecenas Jacek Dubois
  • mecenas Bogumił Zygmont
  • profesor Andrzej Friszke
  • dyrektor Muzeum Polskiego Ruchu Ludowego dr Janusz Gmitruk

Rodzeństwo skazano po wojnie za podpisanie volkslisty, choć pomagało Polakom. Kasacja Rzecznika

Data: 2019-07-02
  • Rodzeństwo z Żywiecczyzny zostało po II wojnie światowej skazane za podpisanie volkslisty
  • W 1947 r. sąd nie wziął jednak pod uwagę zeznań świadków, że rodzeństwo podczas wojny czynnie pomagało Polakom
  • Podsądni twierdzili, że podpisali volkslistę w obawie przed niemieckimi prześladowaniami
  • RPO wniósł by Sąd Najwyższy uchylił wyrok, bo sąd pominął zeznania na ich korzyść i nie zbadał, czy w ogóle powinni podlegać karze

22 października 1947 r. Sąd Okręgowy w W. uznał obywateli II RP Adolfinę, Helenę, Roberta i Michała S. za winnych podpisania volkslisty w lutym 1942 r. Takie zgłoszenie przynależności do narodowości niemieckiej było karalne na mocy dekretu z 28 czerwca 1946 r. o odpowiedzialności karnej za odstępstwo od narodowości w czasie wojny 1939-1945. Groziło za to do 10 lat więzienia.

Bracia zostali skazani na 6 miesięcy pozbawienia wolności, a siostry - na 7 miesięcy. Całej czwórce na 2 lata odebrano prawa publiczne i obywatelskie. Orzeczono też przepadek na rzecz Skarbu Państwa wszystkich ich udziałów własnościowych w nieruchomości.

Kasacja RPO

W kasacji do SN Rzecznik Praw Obywatelskich zarzucił wyrokowi z 1947 r. naruszenie prawa procesowego. Ówczesny sąd nie oparł bowiem wyroku na całokształcie materiału dowodowego. W rezultacie nie uwzględniono okoliczności wyłączających karalność podpisania volkslisty.

Według art. 4 dekretu z 28 czerwca 1946 r. nie podlegał karze, kto zgłosił przynależność do narodowości niemieckiej w celu uniknięcia ciężkiego prześladowania ze strony władz niemieckich za trwanie przy swojej narodowości - jeżeli prześladowania nie można było bez szczególnych trudności uniknąć w inny sposób. Karze nie podlegał także ten, kto mimo zgłoszenia przynależności do narodowości niemieckiej brał udział w walkach wyzwoleńczych albo dobrowolnie wstąpił do wojska lub organizacji wolnościowej, walczących z państwem niemieckim lub z nim sprzymierzonym, albo też z narażeniem wolności lub życia okazywał czynnie pomoc społeczeństwu polskiemu.

Rodzeństwo wskazywało, że na volkslistę wpisali się m.in. z obawy o grożące im kary za udzielaną pomoc Polakom oraz groźby osadzenia w obozie koncentracyjnym. Ponadto ich siostra chorowała psychicznie, co groziło że Niemcy ją zamordują (jak inne osoby z niepełnosprawnością intelektualną). I przed wpisaniem na volkslistę i już po rodzeństwo czynnie pomagało ludności pochodzenia polskiego. M.in. dzięki ich interwencji ks. Franciszek Smolarek wydostał się z obozu koncentracyjnego. Udostępniali Polakom radio (co było przez Niemców karane). Podczas okupacji przechowywali też rzeczy Polaków, którzy obawiali się ich konfiskaty przez Niemców. Uchronili również młodą dziewczynę przed wywózką na roboty do Niemiec.

Ponadto prowadząc sklep rzeźniczy, rodzeństwo wielokrotnie sprzedawało Polakom mięso i tłuszcz bez kartek lub po zaniżonych cenach. Gdy kontrola wykazała brak 1000 kg mięsa i odpowiednich kartek żywnościowych, siostry trafiły do niemieckiego więzienia (na rok oraz na trzy lata).

Sąd Okręgowy w W. przesłuchał 16 świadków. Część z nich potwierdziła, że oskarżeni czynnie pomagali ludności pochodzenia polskiego oraz wpisali się na volkslistę ze względu na groźby wywiezienia ich do obozu koncentracyjnego.

Brak uzasadnienia wyroku z 1947 r. uniemożliwia wprawdzie analizę motywów rozstrzygnięcia sądu, nie oznacza jednak niemożliwości stwierdzenia, że sąd pominął przesłanki umożliwiające wyłączenie karalności wobec całej czwórki.

W ocenie Rzecznika sąd nie wziął pod uwagę zeznań świadków korzystnych dla rodzeństwa. Nie oparł zatem wyroku na całokształcie okoliczności ujawnionych w toku przewodu sądowego, lecz dokonał wybiórczej i dowolnej oceny dowodów. Oznaczało to naruszenie ówcześnie obowiązującego Kodeksu postępowania karnego.

Zgodnie z orzeczeniem Sądu Najwyższego z 21 grudnia 1948 r. pogląd, że pomoc udzielana poszczególnym jednostkom lub grupom nie jest pomocą udzielaną społeczeństwu polskiemu w rozumieniu art. 4 dekretu z 28 czerwca 1946 r., nie da się utrzymać. Udzielając pomocy jednostce, można więc w zasadzie okazać pomoc społeczeństwu. Ponadto SN wskazał, że art. 4 dekretu może mieć zastosowanie do sytuacji, gdy wskutek działalności na rzecz społeczeństwa polskiego osoba była przez władze niemieckie represjonowana i były stosowane na nią  naciski w kierunku zgłoszenia przynależności do narodowości niemieckiej.

Rzecznik wniósł, by Sad Najwyższy uchylił wyrok sądu z 1947 r. i umorzył postępowanie wobec skazanych z powodu przedawnienia karalności czynu (co nastąpiło 9 maja 1955 r.).

II.511.575.2015

SN: sądy źle zastosowały przepisy o recydywie. Skuteczna kasacja Rzecznika

Data: 2019-06-18
  • Oskarżony o oszustwa został prawomocnie skazany jako recydywista, co miało wpływ na wysokość kary 
  • Rzecznik wniósł w jego sprawie kasację, bo sądy błędnie zastosowały przepisy o powrocie do przestępstwa
  • Sąd Najwyższy uznał kasację i zwrócił sprawę sądowi odwoławczemu

Mężczyzna został w 2014 r. skazany przez Sąd Rejonowy w L. na 2 lata pozbawienia wolności za dwa oszustwa ze stycznia i lutego 2012 r. Sąd zastosował wobec niego art. 64 par. 1 Kodeksu karnego. Stanowi on, że jeżeli sprawca skazany za przestępstwo umyślne na karę pozbawienia wolności popełnia w ciągu 5 lat po odbyciu co najmniej 6 miesięcy kary umyślne przestępstwo podobne do tego, za które był już skazany, sąd może wymierzyć karę w wysokości do górnej granicy ustawowego zagrożenia zwiększonego o połowę.

Wyrok utrzymał Sąd Okręgowy w L., który oddalił  apelacje obrony i oskarżonego jako "oczywiście bezzasadne".

Kasację na korzyść skazanego wniósł Rzecznik Praw Obywatelskich. Według Rzecznika orzeczenie sądu II instancji zapadło z rażącym naruszeniem prawa. Polegało ono na zastosowaniu art. 64 par. 1 Kk mimo braku ustawowych przesłanek do przyjęcia, że oskarżony popełnił zarzucany mu czyn w warunkach powrotu do przestępstwa. Kasacja wnosiła o uchylenie wyroku II instancji i zwrot sprawy sądowi okręgowemu do postępowania odwoławczego.

Prawomocne skazanie mężczyzny w innej sprawie - z czego miała wynikać recydywa - nastąpiło 31 marca 2011 r. wyrokiem Sądu Apelacyjnego w W. Skazał go on wtedy za oszustwa na 4 lata i 6 miesięcy pozbawienia wolności i grzywnę. Na poczet kary zaliczono czas tymczasowego aresztowania od stycznia do grudnia 2006 r. Resztę karę odbywał od marca 2012 r. - już po popełnieniu przestępstw przypisanych mu w zaskarżonym przez RPO wyroku.

W ocenie Rzecznika Sąd Rejonowy w L. prawidłowo ustalił, że od upływu ponad 11-miesięcznego okresu tymczasowego aresztowania do popełnienia przez oskarżonego dwóch oszustw z 2012 r. minęło ponad 5 lat. Zarazem sąd ten uznał, ze „nie można przyjąć, iż jest to tożsame z upływem ponad 5 lat od wykonania kary. Odbycie kary w tym okresie stało się bowiem faktem dopiero w chwili wydania prawomocnego wyroku. W innym wypadku skazanie z zaliczeniem odległego (stosowanego kilka lat wstecz aresztu) nigdy nie wiązałoby się z działaniem w warunkach powrotu do przestępstwa.”

Sąd Okręgowy w L. podzielił wnioski sądu rejonowego. Dostrzegł wprawdzie, że w ramach tymczasowego aresztowania oskarżony odbył ponad 6 miesięcy kary,  ale wyciągnął z tego błędne wnioski. Tymczasem, podstawą recydywy szczególnej w typie podstawowym jest m.in. odbycie co najmniej 6 miesięcy kary pozbawienia wolności.

RPO wskazał, że przez pojęcie odbycia kary, wbrew stanowisku tego sądu, należy rozumieć przede wszystkim faktyczne jej wykonywanie w zakładzie karnym. Następuje to również wtedy, gdy sąd zaliczy oskarżonemu okres tymczasowego aresztowania na poczet kary pozbawienia wolności w wymiarze co najmniej 6 miesięcy w sprawie, w której przypisuje mu przestępstwo umyślne, stanowiące później podstawę przypisania recydywy szczególnej w typie podstawowym.

W orzecznictwie SN utrwalony jest pogląd, iż warunek faktycznego odbywania kary w całości lub części należy uznać za spełniony również w wypadku zaliczenia na poczet  kary pozbawienia wolności okresu tymczasowego aresztowania. 

Tym samym, z chwilą uprawomocnienia się wyroku skazującego, w którym na poczet orzeczonej nim kary pozbawienia wolności zaliczono okres  tymczasowego aresztowania, okres ten staje się w świetle prawa karnego okresem odbytej kary pozbawienia wolności także w rozumieniu przepisów o powrocie do przestępstwa.

18 czerwca 2019 r. Sąd Najwyższy na rozprawie w Izbie Karnej uwzględnił kasację RPO (sygn. akt V KK 73/19).  Sprawa wraca do sądu okręgowego.

II.511.693.2018

Podpisał „volkslistę”, aby informować podziemie. SN po kasacji RPO uchylił rozstrzygnięcie z 1993 r.

Data: 2019-06-13
  • W czasie II wojny światowej obywatel polski pochodzenia austriackiego podpisał volkslistę, aby informować podziemie o działaniach okupantów
  • W 1946 r. orzeczono za to wobec niego bezterminowe umieszczenie w obozie odosobnienia z pracą przymusową; odebrano mu też prawa publiczne i  skonfiskowano majątek
  • W latach 90. jego potomek wystąpił o uznanie orzeczenia z 1946 r. za nieważne, czego sąd nie uwzględnił
  • RPO złożył kasację na korzyść nieżyjącego już pana Edwarda. Sąd Najwyższy nakazał, aby sąd ponownie rozpatrzył sprawę  

W 1940 r. pan Edward, obywatel RP pochodzenia austriackiego, za namową podziemia podpisał „volklistę”, aby informować o działaniach okupanta. W lasach będących jego własnością działali potem partyzanci; ukrywały się też osoby poszukiwane przez Niemców.

Za podpisanie „volkslisty” 15 marca 1946 r. został on skazany postanowieniem Specjalnego Sądu Karnego w K. Został bezterminowo umieszczony w miejscu odosobnienia z nakazem pracy przymusowej; odebrano mu też prawa publiczne i skonfiskowano majątek.

Zarazem sąd ocenił wtedy, że podpisanie „volkslisty” miało charakter formalny i uznał, że zasługuje on na ułaskawienie. Z prawa tego skorzystał wkrótce potem prezydent Krajowej Rady Narodowej Bolesław Bierut. Po ułaskawieniu pana Edwarda zwolniono z obozu i przywrócono mu prawa, ale majątku nie zwrócono. Nie uchylono też samego orzeczenia sądu.

W latach 90. wystąpił o to syn nieżyjącego już pana Edwarda na podstawie ustawy z 23 lutego 1991 r. o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego. Wskazał, że podpisał on „volkslistę" tylko po to, aby ułatwić działania podziemia, czym działał na korzyść niepodległości Polski.

W maju 1993 r. Sąd Wojewódzki w K. nie uwzględnił tego wniosku. Uzasadniając postanowienie, sąd stwierdził, że z uwagi na działanie pana Edwarda w czasie okupacji, a nie w okresie powojennym (1 stycznia 1944–31 grudnia 1956), brak jest podstawy do stwierdzenia nieważności orzeczenia Specjalnego Sądu Karnego na podstawie ustawy z 23 lutego 1991 r. Postanowienie sądu nie zostało zaskarżone przez wnioskodawcę.

Kasację od tego orzeczenia wniósł Rzecznik Praw Obywatelskich.

Zarzucił sądowi rażące naruszenie prawa karnego materialnego. Polegało to na tym, że sąd błędnie uzależnił stwierdzenie nieważności orzeczenia od podejmowania działalności niepodległościowej w okresie od 1 stycznia 1944 r. do 31 grudnia 1956 r. Doprowadziło to do nieuwzględnienia wniosku, podczas gdy z art. 1 ust. 1 ustawy z  23 lutego 1991 r. jednoznacznie wynika, że czasokres ten odnosił się jedynie do daty wydania orzeczeń, których nieważność miałaby zostać stwierdzona.

Art. 1 ust.l ustawy z 23 lutego 1991 r. (obowiązujący w dacie orzekania) stanowił: „Uznaje się za nieważne orzeczenie wydane przez polskie organy ścigania i wymiaru sprawiedliwości lub przez organy pozasądowe w okresie od rozpoczęcia ich działalności na ziemiach polskich, począwszy od 1 stycznia 1944 r. do 31 grudnia 1956 r., jeżeli czyn zarzucony lub przypisany był związany z działalnością na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego albo orzeczenie wydano z powodu takiej działalności, jak również orzeczenia wydane za opór przeciwko kolektywizacji wsi i obowiązkowym dostawom”.

Sąd Wojewódzki błędnie zatem przyjął, że artykuł ten uzależniał stwierdzenie nieważności orzeczenia od podejmowania działalności niepodległościowej w okresie od 1 stycznia 1944 r. do 31grudnia 1956 r.

Konieczne jest zatem powtórne przeprowadzenie postępowania w celu prawidłowego dokonania ustaleń w sprawie – pisał w kasacji RPO. Wniósł o uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy Sądowi Okręgowemu w K. do ponownego rozpoznania.

Na rozprawie 13 czerwca 2019 r. Sąd Najwyższy w Izbie Karnej (sygn. akt IV KK 493/18) uchylił zaskarżone postanowienie sądu z 1993 r. Zgodnie z wnioskiem kasacji zwrócił sprawę sądowi okręgowemu.

BPK.511.90.2017

Kibic skazany za „przewóz” racy, którą tylko „przenosił”. RPO: rażące naruszenie prawa

Data: 2019-06-07
  • Sąd ukarał kibica 3 tys. zł grzywny i dwuletnim zakazem wstępu na imprezy sportowe za posiadanie racy
  • Sąd przeoczył jednak, że wykroczeniem jest tylko posiadanie materiałów pirotechnicznych podczas przejazdu uczestników imprezy masowej
  • Tymczasem skazany posiadał racę podczas przemarszu grupy kibiców przez miasto 
  • Według RPO ten rażący błąd sądu wymaga uchylenia wyroku przez Sąd Najwyższy i uniewinnienia kibica 

Zasada prawa rzymskiego Nullum crimen sine lege stricta jest do dziś stosowana w systemach prawa wielu państw, w tym i polskich. Oznacza ona, że sprawca odpowiada za popełnienie dokładnie takiego czynu, jaki wyczerpuje znamiona ustawy – a nie za popełnienie czynu podobnego.

Zasadę tę naruszył jeden z sądów rejonowych, który rozpatrywał wniosek o ukaranie kibica za posiadanie racy w związku z ligowym meczem piłkarskim na Śląsku w 2016 r. Sąd uznał go za winnego wykroczenia, polegającego na tym, że posiadał wyroby pirotechniczne w postaci racy, gdy uczestniczył w „przejściu zorganizowanej grupy uczestników masowej imprezy sportowej” przez miasto.

Na mocy art.50a § 1a Kodeksu wykroczeń sąd ukarał go za to 3 tys. zł grzywny. Ponadto na 2 lata zakazał mu wstępu na imprezy masowe na terenie całej Polski. Wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił się w I instancji.

Wyrok został wydany z rażącym naruszeniem prawa materialnego – uznał Rzecznik Praw Obywatelskich, który złożył w tej sprawie kasację do Sądu Najwyższego.

Rzecznik nie kwestionuje ustaleń faktycznych sądu, że kibic miał przy sobie racę. Nie może to jednak przesądzić o jego winie i skazaniu.

Art. 50a § 1a Kw przewiduje bowiem karę aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny nie niższej niż 3000 zł dla tego, kto - będąc uczestnikiem przejazdu zorganizowanej grupy uczestników masowej imprezy sportowej - posiada wyroby pirotechniczne albo nóż, maczetę lub inny podobnie niebezpieczny przedmiot.

Do popełnienia tego wykroczenia konieczne jest zatem zrealizowanie dwóch znamion: bycia uczestnikiem „przejazdu” oraz posiadania wyrobów pirotechnicznych. Tymczasem kibic nie został uznany za winnego „przejazdu” – co jest wymaganym znamieniem tego wykroczenia - lecz „przejścia” zorganizowanej grupy kibiców.

Według słownika języka polskiego PWN „przejazd” oznacza przebywanie jakiejś drogi pojazdem. Przejście oznacza „przebycie określonej drogi, idąc”. Nie można zatem uznać, by kibic wyczerpał znamiona przypisanego mu wykroczenia.

Zgodnie z zasadą nullum crimen sine lege stricta znamiona czynu podlegającego karze powinny być odczytywane ściśle i dosłownie. Niedopuszczalne jest stosowanie wykładni rozszerzającej oraz analogii na niekorzyść sprawcy.

Zachowanie, za które kibic został skazany, nie jest zabronione pod groźbą kary. Uznanie zaś, że „przejście” stanowi „przejazd” wbrew dyrektywom wykładni językowej stanowi niedopuszczalną w prawie karnym wykładnię rozszerzającą na niekorzyść obwinionego - głosi kasacja RPO.

BPK.511.23.2019

Ukarany za głośną muzykę w pubie. Wobec błędu sądu po kasacji Rzecznika Sąd Najwyższy uchylił wyrok

Data: 2019-06-05
  • Właściciel pubu został ukarany grzywną za zakłócanie głośną muzyką spokoju mieszkańcom okolicznych budynków
  • Sąd wydał wyrok w trybie nakazowym bez rozprawy, uznając sprawę za oczywistą
  • Tymczasem nie można było ją za taką uznać, bo m.in. nie przesłuchano mieszkańców okolicznych budynków - ocenił RPO, który wniósł w tej sprawie kasację  
  • Sąd Najwyższy ją uwzględnił, bo z akt sprawy nie wynikało, by natężenie muzyki odbiegało od zwyczajów przyjętych w takich lokalach i faktycznie zakłócało spokój mieszkańców

W tym przypadku sąd poszedł „na skróty”, w wyniku czego doszło do rażącego naruszenia prawa procesowego. Sąd przyjął, że okoliczności czynu i wina właściciela nie budzą wątpliwości, co pozwala wydać w trybie nakazowym (jest to zastrzeżone dla oczywistych spraw – wtedy sąd może wydać wyrok bez rozprawy). Tymczasem tutaj zarówno wina, jak i okoliczności czynu budziły poważne wątpliwości. W celu ich wyjaśnienia sąd powinien był prowadzić  sprawę w trybie zwykłym. A do tego – wskutek błędu sądu -  już nie dojdzie. Karalność tego wykroczenia już się przedawniła, wobec czego Sąd Najwyższy umorzył sprawę.

Historia sprawy

Właścicielowi baru zarzucono, że w kwietniu 2014 r., o godz. 19:40, zakłócał głośnym odtwarzaniem muzyki spokój mieszkańcom okolicznych budynków. To wykroczenie z art. 51 § 1 Kodeksu wykroczeń, za które grozi kara aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.

Sąd rejonowy uznał go za winnego i wymierzył mu 1000 zł grzywny. Według sądu sprawa kwalifikowała się do zbadania w trybie nakazowym, według art. 93 § 2 Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia. Zgodnie z nim, orzekanie w postępowaniu nakazowym (zastrzeżonym dla najbardziej oczywistych przypadków) może nastąpić, jeżeli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości – z uwzględnieniem jego wyjaśnień i innych dowodów zebranych w postępowaniu wyjaśniającym. Wyrok w tym trybie zapada bez rozprawy i bez wzywania obwinionego.

Argumenty kasacji RPO

Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył wyrok na korzyść obwinionego. Zarzucił mu rażące naruszenie prawa procesowego - art. 93 § 2 Kpw, polegające na przyjęciu, że okoliczności przypisanego ukaranemu czynu i jego wina nie budzą wątpliwości. Tymczasem było inaczej. Obwiniony nie przyznał się do zarzuconego mu wykroczenia. Z akt sprawy nie wynika zaś, aby muzyka zakłócała spokój mieszkańcom okolicznych budynków.

Wykroczenie zakłócenia spokoju publicznego oznacza zachowanie, które narusza stan równowagi psychicznej nieoznaczonej liczby osób znajdujących się w miejscu publicznym, przy czym skutek działania sprawcy, przewidziany przez przepis Kw, musi wystąpić przynajmniej w stosunku do jednej osoby.

Jedyny zaś świadek wskazany we wniosku o ukaranie zeznał, że o godz. 19.40 „potwierdził zakłócanie spokoju głośną muzyką”. Jego zeznania powinny być zweryfikowane przez inne dowody. W toku czynności wyjaśniających nie przesłuchano jednak żadnych pokrzywdzonych zgłaszających interwencję, jak również mieszkańców okolicznych budynków, co do faktu, czy muzyka była dla nich głośna, uciążliwa i zakłócała im spokój. Nie ustalono również, czy natężenie hałasu było takie, aby uznać je za zakłócanie spokoju.

- Jakkolwiek odtwarzanie muzyki w prowadzonym przez obwinionego lokalu rozrywkowym mogło stanowić pewną uciążliwość, to jednak ze zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego nie wynika w żaden sposób, aby natężenie i głośność muzyki odtwarzanej w pubie odbiegała od zwyczajów przyjętych w tego typu lokalach i aby zakłócała spokój mieszkańcom okolicznych budynków - głosi kasacja RPO. Nie bez znaczenia jest fakt, iż zawiadomienie o wykroczeniu dotyczyło sytuacji z godz. 19:40, a zatem na długo przed ciszą nocną.

W ocenie RPO, w świetle dowodów wskazanych we wniosku o ukaranie nie można było - bez bezpośredniego przeprowadzenia dowodów - uznać, że okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości. Sąd rejonowy był zobligowany skierować sprawę na rozprawę, przeprowadzić postępowanie dowodowe i wyjaśnić wszystkie istotne okoliczności.

SN uwzględnił kasację

Na posiedzeniu 22 maja 2019 r. Sąd Najwyższy (sygn. akt IV KK 219/18) uznał kasację RPO za  oczywiście zasadną. Zgodnie z jej wnioskiem, uchylił wyrok sądu rejonowego i umorzył postępowanie z powodu przedawnienia  karalności wykroczenia.

W orzecznictwie Sądu Najwyższego wskazuje się, że postępowanie nakazowe jest instytucją, której stosowanie zastrzeżono do najbardziej oczywistych przypadków, gdzie materiał dowodowy istniejący w aktach sprawy jest tak jednoznaczny, że nie nasuwa żadnych istotnych wątpliwości, co do winy i okoliczności popełnienia zarzuconego czynu.

W ocenie  SN Rzecznik słusznie wskazał, że zeznania jedynego świadka nie wystarczają do stwierdzenia wykroczenia. SN uznał, że w świetle dowodów wskazanych we wniosku o ukaranie nie można było, bez bezpośredniego przeprowadzenia dowodów, uznać, że okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości.

II.510.360.2018

Drobna kradzież - błąd sądu. Na tyle duży, że RPO wniósł kasację

Data: 2019-06-03
  • Obywatel został obwiniony o kradzież alkoholu wartości 34 zł. Sąd ukarał go miesiącem prac społecznych
  • Byłaby to zwykła sprawa o drobne wykroczenie, jakich wiele co dzień badają sądy, gdyby nie doszło w niej do rażącego naruszenia prawa
  • Mężczyzna nie został bowiem nawet przesłuchany, bo policja nie wysłała mu wezwania pod właściwy adres – przekazanego wcześniej pod błędny
  • Sąd ukarał go zaś w przewidzianym dla spraw oczywistych trybie nakazowym, w którym obwiniony musi być jednak wcześniej przesłuchany oraz poznać zarzut

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kasację do Sądu Najwyższego na korzyść obywatela. Zaskarżył uznanie sądu, że okoliczności czynu i wina nie budzą wątpliwości (co jest warunkiem dopuszczalności trybu nakazowego). Rzetelna ocena tych okoliczności nie była jednak w ogóle możliwa, skoro mężczyzna w toku czynności wyjaśniających policji nie był ani skutecznie wezwany na przesłuchanie, ani nie został powiadomiony, co mu się zarzuca. W efekcie nie zapewniono mu prawa do złożenia wyjaśnień.

Mieszkaniec woj. kujawsko-pomorskiego został obwiniony o kradzież w 2016 r. ze sklepu spożywczego butelki wódki i piwa o łącznej wartości 34,75 zł. Jest to wykroczenie zagrożone karą aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny. 

Sąd rejonowy uznał mężczyznę za winnego wykroczenia wyrokiem wydanym w trybie nakazowym. Wymierzył mu karę miesiąca ograniczenia wolności, zobowiązując do 20 godzin nieodpłatnej pracy społecznej.

W ocenie RPO wyrok zapadł z rażącym naruszeniem prawa procesowego - art. 93 § 2 Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia. Zgodnie z nim orzekanie w postępowaniu nakazowym (zastrzeżonym dla najbardziej oczywistych przypadków) może nastąpić, jeżeli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości, z uwzględnieniem jego wyjaśnień i innych dowodów zebranych w postępowaniu wyjaśniającym. Wyrok w tym trybie zapada bez rozprawy i bez wzywania obwinionego.

- Za wykluczone należy przyjąć rozpoznawanie sprawy w postępowaniu nakazowym, gdy czynności wyjaśniające, których przeprowadzenie ma charakter obligatoryjny, nie spełniły podstawowych wymogów – głosi kasacja. Ocena okoliczności popełnienia czynu i winy jest bowiem możliwa dopiero po przeprowadzeniu tych czynności w minimalnym, wymaganym zakresie. A przesłuchanie danej osoby na tym etapie ma znaczenie kluczowe. Wynika to już z ustawowego zakazu występowania przez oskarżyciela o skazanie bez rozprawy osoby, która  nie została przesłuchana (art. 58 § 1 Kpw).

Nie sposób zaś przyjąć, aby obwiniony został skutecznie wezwany. Był on dwa razy bezskutecznie powiadamiany pod adresem wskazanym przez świadka - gdzie nie przebywał. Potem policja ustaliła, że obwiniony mieszka gdzie indziej. Nie podjęła już jednak żadnych czynności w celu doręczenia wezwania pod tym adresem. W efekcie wyrok zapadł w sytuacji, gdy zgromadzony materiał nie dawał podstaw do przyjęcia, że obwiniony został choćby powiadomiony o treści zarzutu.

W kasacji RPO wnosi o uchylenie zaskarżonego wyroku i zwrot sprawy sądowi rejonowemu do ponownego rozpoznania. Nie doszło bowiem jeszcze do przedawnienia karalności wykroczenia (termin to 3 lata).

II.511.357.2017

Kasacja RPO w sprawie mężczyzny, który od 11 lat przebywa w zakładzie zamkniętym

Data: 2019-06-03
  • Ponad 11 lat pan Jacek przebywa w zakładzie psychiatrycznym, dokąd skierował go sąd jako osobę niepoczytalną, która nie może odpowiadać karnie  
  • Sąd nie dochował jednak obowiązku wysłuchania go, choć biegli lekarze wskazywali na brak przeciwskazań do tego
  • Sąd pouczył mężczyznę, że może prosić o przepustkę z oddziału psychiatrycznego, dokąd tymczasowo wtedy trafił  
  • RPO złożył kasację w tej sprawie, bo powinnością sądu było zapewnienie udziału podejrzanego w posiedzeniu, a nie poprzestanie jedynie na pouczeniu

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich doszło do rażącego naruszenia prawa, które wymaga interwencji Sądu Najwyższego. 

To kolejna z interwencji Rzecznika w sprawie osób, które weszły w konflikt z prawem, a z powodu niepełnosprawności umysłowej lub faktu, że chorują psychicznie, są uznawane za niepoczytalne. Wtedy sąd umarza postępowanie karne i decyduje o umieszczeniu sprawcy w zakładzie psychiatrycznym w ramach tzw. środka zabezpieczającego. Może przy tym dochodzić do różnych nieprawidłowości. 

RPO podejmował wcześniej sprawy, gdy za stosunkowo drobne przestępstwo ludzie trafiali do zamkniętego zakładu na nawet kilkanaście lat  (dłużej niż wynosiłaby maksymalna kara, gdyby za swój czyn trafili do zakładu karnego).  Najgłośniejszy był przypadek pana Feliksa, który w zakładzie spędził 11 lat w związku z groźbami karalnymi wobec sąsiadów. Po kasacji Rzecznika w 2015 r. Sąd Najwyższy nakazał zwolnienie go ze szpitala. W przypadku innej osoby chodziło o kradzież 7 paczek kawy. Ostatnio SN uznał zaś kasację RPO w sprawie pana Lucjana, który spędził 10 lat w zakładzie psychiatrycznym, dokąd trafił po kradzieży roweru wartości 400 zł.

Historia sprawy

Pan Jacek był podejrzany o znęcanie się fizycznie i psychicznie nad członkami najbliższej rodziny. Powołując się na opinię lekarską, w 2007 r. prokuratura wniosła o umorzenie postępowania karnego przeciw niemu i zastosowanie  środka zabezpieczającego w postaci umieszczenia w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym.

Sąd rejonowy zbadał sprawę na posiedzeniu, na które nie stawił się podejrzany. Sąd uznał go za prawidłowo zawiadomionego o tym terminie (przebywał on wtedy w oddziale psychiatrycznym, skierowany tam na mocy ustawy o ochronie zdrowia psychicznego). 21 czerwca 2007 r. sąd zastosował wobec niego środek zabezpieczający i bezterminowo umieścił go w zakładzie zamkniętym.

Bezzasadnośc takiej decyzji zarzucił sądowi w zażaleniu obrońca. Podkreślał, że podejrzany nie jest chory psychicznie, nie wymaga leczenia i nie jest leczony psychiatrycznie, lecz jest osobą upośledzoną umysłowo. Wskazał na pozbawienie podejrzanego prawa do obrony przez nieprzesłuchanie go przez sąd. Nie został on doprowadzony na posiedzenie sądu. Nie miał też wiedzy o terminie posiedzenia, gdyż wbrew swojej woli został umieszczony w szpitalu psychiatrycznym, którego nie mógł dobrowolnie opuścić. Sąd nie ustalił zaś, czy w ogóle miał on świadomość toczącego się postępowania karnego.

Sąd okręgowy nie uwzględnił zażalenia obrony i utrzymał postanowienie sądu I instancji.

W wykonaniu prawomocnej decyzji sądowej 9 stycznia 2008 r. mężczyzna został przyjęty do Wojewódzkiego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych. Przebywa w nim do dzisiaj.

Kasacja RPO

W ocenie RPO sąd odwoławczy, wbrew ustawowemu obowiązkowi, nie ocenił  w sposób rzetelny zarzutu obrońcy co do niedoprowadzenia podejrzanego na posiedzenie sądu rejonowego.

Sąd okręgowy nie zwrócił bowiem uwagi na fakt, że zgodnie z art. 354 pkt 2 Kodeksu postępowania karnego, udział podejrzanego w posiedzeniu był co do zasady obligatoryjny i nie podlegał jego swobodnej decyzji. Kategoryczny zapis Kpk o „rozpoznaniu sprawy na posiedzeniu z udziałem prokuratora, obrońcy i podejrzanego” wyklucza możliwość jej badania pod nieobecność któregokolwiek z tych podmiotów - podkreśla Rzecznik, powołując się na orzecznictwo SN.

W uzasadnieniu sąd okręgowy stwierdził zaś tylko, że podejrzany „nie skorzystał z możliwości uczestnictwa w posiedzeniu w przedmiocie umorzenia postępowania i orzeczenia środka zabezpieczającego, na którym jego interesy reprezentował wyznaczony z urzędu obrońca”.

Zgodnie z Kpk podejrzany nie bierze udziału w takim posiedzeniu jedynie wyjątkowo - jeżeli z opinii biegłych wynika, że byłoby to niewskazane, chyba że sąd uzna jego udział za konieczny. Analiza akt sprawy nie pozwala jednak na stwierdzenie, że w tym przypadku wyjątek ten miał zastosowanie.

W pisemnej opinii sądowo-psychiatrycznej biegli ocenili bowiem, że stan zdrowia podejrzanego pozwala na jego udział w postępowaniu. Podczas pierwszego posiedzenia sądu w kwietniu 2007 r. biegły psychiatra podtrzymał swą opinię, informując że podejrzany przebywa na oddziale psychiatrycznym z powodu agresji. Na kolejnym posiedzeniu 21 czerwca 2007 r. biegli informowali, że wciąż tam przebywa na podstawie ustawy psychiatrycznej. Jego stan określili jako typowy dla osób z  upośledzeniem umysłowym; zachowań agresywnych już nie obserwowano. Z ich opinii nie wynikało, by jego obecność na posiedzeniu sądu była niewskazana.

Tym samym odpadła jedyna okoliczność uzasadniająca odstąpienie od udziału podejrzanego w posiedzeniu, którego efektem było zastosowanie wobec niego internacji psychiatrycznej. Oznacza to, że jego udział w posiedzeniu 21 czerwca 2007 r., w świetle art. 354 pkt 2 Kpk, był obowiązkowy - głosi kasacja.

Uczestnictwo to nie podlegało jednak swobodnej decyzji podejrzanego. Sąd rejonowy zawiadomił go o terminie posiedzenia i pouczył, że w przypadku przebywania w szpitalu psychiatrycznym i chęci uczestnictwa w posiedzeniu, może on wystąpić w tym celu do ordynatora oddziału o przepustkę. Na posiedzeniu sądu pan Jacek jednak się nie stawił.

W ocenie RPO w tej sytuacji obowiązkiem sądu było podjęcie działań w celu doprowadzenia do udziału podejrzanego w posiedzeniu, a nie poprzestanie jedynie na zawiadomieniu o terminie i pouczeniu w sprawie przepustki.

Zasadne jest zatem uznanie, że postanowienie sądu z 21 czerwca 2007 r. rażąco naruszyło prawo procesowe, co miało charakter tzw. bezwzględnej przyczyny odwoławczej. Oznacza to, że sąd odwoławczy z mocy prawa powinien był uchylić postanowienie sądu rejonowego i zwrócić mu sprawę.

Tak się jednak nie stało. Po 12 latach od decyzji sądu I instancji Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł, by Sąd Najwyższy uchylił decyzje obu sądów w sprawie pana Jacka i zwrócił ją sądowi rejonowemu do ponownego rozpoznania - zgodnie z wymogami art. 354 pkt 2 Kpk.

II.510.1055.2016

Obywatel Tajwanu ma być wydany Chinom. Rzecznik składa kasację do SN

Data: 2019-05-29
  • Polski sąd prawomocnie zgodził się na ekstradycję do Chin obywatela Tajwanu poszukiwanego za oszustwo i udział w grupie przestępczej
  • Obrona podkreślała, że wydanie Hung-T. L. - któremu w Chinach grozi nawet kara dożywocia - naraża go na tortury i inne nieludzkie traktowanie
  • On sam wskazywał, że jego proces nie będzie rzetelny, bo podstawą działań chińskich władz jest jego tajwańskie obywatelstwo
  • RPO wniósł by Sąd Najwyższy uchylił zgodę na ekstradycję i nakazał ponowne zbadanie, czy Hung-T. L. może być wydany Chinom

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich zgoda na ekstradycję była rażąco niesprawiedliwa. Zgodnie z polskim prawem ekstradycja jest niedopuszczalna m.in. przy uzasadnionej obawie, że w państwie żądającym wydania może dojść do naruszenia wolności i praw osoby wydanej.

Sąd przedwcześnie uznał, że takiego ryzyka nie ma. W kontekście grożącej ściganemu kary dożywocia, nie zbadał bowiem możliwości naruszenia art. 3 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. „Nikt nie może być poddany torturom ani nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu albo karaniu” - głosi ten artykuł. Sąd nie rozważył zaś, czy kara dożywocia za przestępstwo przeciw mieniu nie jest rażąco nieproporcjonalna.

Historia sprawy

W lutym 2018 r. sąd okręgowy stwierdził prawną dopuszczalność przekazania obywatela Republiki Chińskiej (Tajwanu) Hung-T. L. wymiarowi sprawiedliwości Chińskiej Republiki Ludowej. Podstawą był wniosek o jego wydanie z 1 września 2017 r. Śledczego Biura Kryminalne Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego ChRL. Ściga ono Hung-T. L. w związku z podejrzeniem oszustwa i udziału w grupie przestępczej.  W wyniku jej działania pokrzywdzeni obywatele chińscy mieli ponieść łączne straty o równowartości 18 mln zł.

Orzeczenie zaskarżyli i obrońca, i ścigany. W zażaleniu obrony wskazano m.in. na:

  • obrazę prawa przez uznanie, że nie zachodzi uzasadniona obawa naruszenia wolności i praw osoby wydanej, choć prawa człowieka w ChRL są powszechnie łamane, a nadesłane zapewnienia chińskich władz w tej sprawie trzeba traktować wyjątkowo ostrożnie, biorąc pod uwagę powszechnie dostępne, obiektywne raporty;

  • brak wystarczających podstaw z chińskiego wniosku do stwierdzenia, czy czyn zarzucany Hung-T. L. rzeczywiście miał miejsce, zwłaszcza że odpowiedź Chin na pytania SO nie odnosi się do kwestii sprawstwa ściganego.

Obrońca wskazywał, że procesy w ChRL nie mają cech rzetelności, a fundamentem systemu penitencjarnego Chin jest praca przymusowa. Przywołał też trwający od lat konflikt między Chińską Republika Ludową a Republiką Chińską, której obywatel ma być wydany.

Z zażaleniu sam ścigany stwierdził, że brak jest dowodów na jego sprawstwo oraz że nigdy nie był członkiem grupy przestępczej. Podniósł, że proces nie będzie rzetelny, a działania chińskich władz są nakierunkowane na niego ze względu na tajwańskie obywatelstwo.

W lipcu 2018 r. sąd apelacyjny utrzymał zaskarżone postanowienie.

Argumenty kasacji RPO

Orzeczenie sądu II instancji nie może się ostać, ponieważ zapadło z rażącym naruszeniem przepisów prawa karnego procesowego - napisał zastępca RPO Stanisław Trociuk. W kasacji wniósł, by Sąd Najwyższy uchylił postanowienie SA i zwrócił mu sprawę do ponownego rozpoznania.

Zdaniem Rzecznika SA pominął fakt, że SO nie zbadał, czy w sprawie nie istnieje ryzyko naruszenia art. 3 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka w kontekście grożącej ściganemu kary dożywotniego pozbawienia wolności. A było to niezbędne do stwierdzenia, czy nie zachodzi wskazana w art. 604 § 1 pkt 7 Kodeksu postępowania karnego tzw. bezwzględna przeszkoda ekstradycyjna - obawa, że w państwie żądającym wydania może dojść do naruszenia wolności i praw osoby wydanej.

Europejski Trybunał Praw Człowieka wiele razy zajmował stanowisko wobec zagrożenia naruszenia art. 3 EKPC w kontekście orzekania kary dożywocia. Problem analizowano także w aspekcie ekstradycji  (np. Harkins i Edwards przeciw Wlk. Brytanii, skarga nr 9146/07). Zagrożenie to oceniane jest pod kątem możliwości skrócenia kary dożywocia oraz podstawowego kryterium, jakim jest wystąpienie rażącej nieproporcjonalności takiej  kary.

Proporcjonalność kary dożywocia za przestępstwo przeciw mieniu

SA nie zwrócił uwagi, że SO nie przeanalizował, czy ewentualna kara o długości z góry nieokreślonej za czyn przeciwko mieniu nie jest rażąco nieproporcjonalna.

ETPCz wielokrotnie stwierdzał brak rażącej nieproporcjonalności kary dożywocia jedynie za najcięższe przestępstwa, jak zabójstwa czy akty terroru. W tym zakresie państwa muszą mieć swobodę jej wymierzania. Jednocześnie jednak, każdy cywilizowany kraj respektuje zasadę, że skazanym za przestępstwa należy się sprawiedliwa kara. Według ETPCz w wyjątkowych przypadkach rażąca, jaskrawa nieproporcjonalność kary może sprowadzać się do niedozwolonego traktowania sprzecznego z art. 3 EKPC.

SO zaniechał zbadania - przy uwzględnieniu odmienności systemów prawnych, różnic kulturowych, uwarunkowań historycznych - czy ewentualne skazanie ściganego na dożywocie za przestępstwa zagrożone w polskim systemie prawnym karą maksymalnie 15 lat pozbawienia wolności, nie jest karą rażąco nieadekwatną do wagi przestępstwa. W polskim prawie dożywocie przewidziane jest jedynie wobec dziewięciu przestępstw o największym ciężarze gatunkowym, zasadniczo skierowanych przeciw życiu i zdrowiu. Żadne przestępstwo przeciw mieniu nie zostało uznane za tak poważne, by karą za nie była dożywotnia izolacja.

Zasady rewidowania kar w ChRL

Chińskie prawo umożliwia obniżenie kary lub warunkowe zwolnienie m.in. gdy skazany zapobiega poważnym przestępstwom, informuje o poważnych przestępstwach wewnątrz i na zewnątrz więzienia czy też ryzykuje własnym życiem w produkcji i życiu. Odmiennie niż w polskim prawie, możliwość redukcji kary jest uzależniona głównie od czynników nie związanych bezpośrednio ze skazanym. Wymogi te odnoszą się de facto do jego funkcjonowania w zakładzie karnym, a nie procesów resocjalizacyjnych, ewolucji jego postawy, istnienia dodatniej prognozy kryminologicznej czy spełnienia celów indywidualno-prewencyjnych kary. Skazany jest nakierowany na zadowalające funkcjonowanie w więzieniu - przy zbagatelizowaniu poszanowania jego przyrodzonej godności i zachodzących w nim zmian.

W sprawie Kafkaris v. Cypr (skarga nr 21906/04) ETPCz uznał, że zasady rewidowania wymierzonych kar oraz zwolnienia z ich odbycia pozostają poza jego kontrolą pod warunkiem, że wybrany system nie narusza zasad EKPC. SO nie ocenił jednak, co zaakceptował sąd II instancji, czy te wymogi chińskiego systemu nie naruszają konwencyjnego zakazu poniżającego i nieludzkiego traktowania lub też nakazu poszanowania godności ludzkiej. Oba sądy nie odpowiedziały zatem na pytanie, czy ryzyko kary dożywocia nie doprowadzi do naruszenia zasady, że nikt nie może być poddany torturom ani nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu lub karaniu.

Dlatego w ocenie Rzecznika w postępowaniu w sprawie Hung-T L. nie został zrealizowany ustawowy model postępowania ekstradycyjnego. Przewiduje on, że rolą sądu jest ustalenie i skontrolowanie, czy nie ma przeszkód prawnych, by uwzględnienie wniosku państwa obcego o wydanie uznać za niedopuszczalne.

W tym stanie rzeczy utrzymanie w mocy zaskarżonego orzeczenia należy uznać za rażąco niesprawiedliwe. Stanowisko SA o prawnej dopuszczalności wydania Hung-T. L. jest co najmniej przedwczesne, gdyż przedwczesne i niekompletne było uznanie, że w sprawie nie zachodzi przeszkoda ekstradycyjna z art. 604 § 1 pkt 7 Kpk.

Nie można bowiem wykluczyć, że przeprowadzenie całościowej kontroli instancyjnej orzeczenia, zgodnie z ustawowym obowiązkiem i przy uwzględnieniu powyższych wątpliwości, doprowadziłoby do  odmiennego rozstrzygnięcia - brzmi konkluzja kasacji RPO.

Postanowienie SN oddalające kasację (aktualizacja)

1 października 2020 r. Sąd Najwyższy w Izbie Karnej oddalił kasację (sygn. akt II KK 154/19).  SN uznał wydanie za dopuszczalne. Wskazał, że w postępowaniu ekstradycyjnym niedopuszczalna jest zaś merytoryczna analiza dowodów samej sprawy i ich kompleksowa ocena. Podczas rozprawy stanowisko RPO poparł przedstawiciel Prokuratury Krajowej.

Kasacja była niezasadna, co wobec niestwierdzenia podstaw wskazanych w art. 536 k.p.k. skutkowało jej oddaleniem - głosi pisemne uzasadnienie SN.

Na wstępie należy zwrócić uwagę na fakt, że materia postępowania kasacyjnego jest odmienna, aniżeli ta, której dotyczy postępowanie odwoławcze. Nie jest rolą sądu kasacyjnego ponowna instancyjna kontrola orzeczenia, lecz jedynie eliminacja najpoważniejszych naruszeń prawa i to takich, które mogły mieć istotny wpływ na treść orzeczenia, co musi zostać wykazane w nadzwyczajnym środku zaskarżenia.

Przechodząc na grunt niniejszej sprawy, zważyć także trzeba, że art. 433 § 2 k.p.k. obliguje sąd II instancji do rzetelnej analizy wniosków i zarzutów podniesionych w środku odwoławczym. W niniejszej sprawie nie zostało podniesione, by Sąd Apelacyjny tego obowiązku nie zrealizował. Wszak odniósł się do błędów, które forsowali skarżący i poddał je należytej kontroli. Sąd II instancji co do zasady sprostał zatem swej ustawowej powinności i podzielił zasadność rozstrzygnięcia Sądu meriti.

Podkreślenia wymaga zaś drobiazgowość uzasadnienia sądu I instancji, albowiem także przy uwzględnieniu tego faktu należy oceniać wypełnienie obowiązków kontrolnych przez sąd odwoławczy. Przedmiotem zaskarżenia kasacją pozostawała in casu jednakże kwestia zaniechania dokonania kontroli odwoławczej poza granicami środka odwoławczego. Rzecz sprowadzała się do rzekomego zaniechania zbadania, czy utrzymanie w mocy zaskarżonego orzeczenia nie byłoby rażąco niesprawiedliwe, o czym traktuje art. 440 k.p.k. Konkretyzując ten zarzut Rzecznik Praw Obywatelskich w uzasadnieniu kasacji podniósł, że sąd odwoławczy nie dokonał analizy ryzyka wymierzenia ściganemu kary dożywotniego pozbawienia wolności oraz nie dokonał analizy możliwości redukcji tejże kary, w przypadku ewentualnego jej wymierzenia. Zarzuty te nie zasługiwały jednakże na uwzględnienie, a tym samym nie mogły prowadzić do wzruszenia zaskarżonego orzeczenia na drodze postępowania kasacyjnego.

Strona wzywająca od początku postępowania wskazywała, o jakie czyny podejrzany jest H. i jakie sankcje w chińskim prawie karnym przewidziane są za ich popełnienie. Kwestie te - wbrew twierdzeniom zawartym w kasacji - nie umknęły więc z pola widzenia zarówno sądowi meriti, jak i sądowi odwoławczemu, skoro ab initio były wiadome. Strona chińska nie tylko rzetelnie poinformowała o grożących ściganemu sankcjach karnych, lecz także w toku postępowania wskazała warunki, jakie musza zaistnieć, aby ubiegać się o obniżenie kary. Generalnie rzecz ujmując, są one uzależnione od postawy skazanego oraz postępów w jego resocjalizacji i w tym kształcie instytucja ta ma jak się wydaje charakter fakultatywny. Również te okoliczności były znane sądom rozpoznającym przedmiotową sprawę.

Zauważyć nadto trzeba, że sąd meriti, do którego rozważań odnosił się Sąd Apelacyjny, działając jako sąd II instancji, wyraźnie określił, iż w każdym przypadku, niezależnie od katalogu przeszkód ekstradycyjnych, niezbędne jest zbadanie, czy nie zachodzą przeszkody mające swe źródło w przepisach Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (w tym art. 3 tejże konwencji). Obowiązek tego typu weryfikacji wywiódł z treści art. 55 ust. 4 Konstytucji RP oraz powołanej Konwencji.

Sąd ten wskazał nadto, że dla uznania ekstradycji za prawnie niedopuszczalną w pryzmacie art. 3 EKPC konieczne jest wykazanie istnienia rzeczywistego ryzyka niezachowania tej normy w konkretnych okolicznościach i wobec konkretnej, objętej wnioskiem o ekstradycję osoby (vide k. 12-13). W dalszym toku swych rozważań taką weryfikację przeprowadził.

Sąd przeanalizował sytuację ściganego, czyn o który jest podejrzany, w tym m. in. podwyższającą wymiar kary okoliczność działania w zorganizowanej grupie przestępczej. Ustalił nadto, że nie ma jakichkolwiek przesłanek do uznania prawdopodobieństwa naruszenia przez Chińską Republikę Ludową praw i minimalnych standardów określonych w art. 3 i 6 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności z 4 listopada 1950r. Pochylił się sąd i nad tym, jakie warunki ścigany będzie miał zapewnione po przekazaniu i osadzeniu w ośrodku deportacyjnym okręgu Boluo, mieście Huizhou, prowincji Guangdong. Okolicznościom tym poświęcił dużo atencji.

Miał je na względzie również Sąd Apelacyjny. Tenże sąd stwierdził, że sąd I instancji w sposób wyczerpujący odniósł się do wszystkich przesłanek niedopuszczalności wydania, zasadnie uznając, iż w niniejszej sprawie nie występują okoliczności mogące skutkować odmową wykonania wniosku. Badana była m. in. przesłanka z art. 604 § 1 pkt 7 k.p.k. Co więcej, w optyce sądu mieściła się rola ściganego w zarzucanym mu czynie oraz okoliczność braku możliwości wnikliwej oceny materiału dowodowego, a tym samym braku narzędzi prawnych do weryfikacji wniosków wyprowadzonych przez stronę wzywającą.

Uwzględniając te wszystkie okoliczności Sąd Najwyższy doszedł do przekonania, że zarówno sąd odwoławczy, jak i sąd orzekający w I instancji w sposób dostateczny dokonały analizy przesłanek ekstradycyjnych, w tym przesłanek o charakterze ujemnym. Niezależnie od powyższych konstatacji trzeba również odnotować, że Sąd Najwyższy dostrzegł w przedmiotowej sprawie także inną relewantną okoliczność.

Przypomnieć wypada, że czyny opisane we wniosku są przestępstwami kwalifikowanymi z art. 26 i art. 266 prawa karnego Chińskiej Republiki Ludowej, co w rodzimym kodeksie karnym stanowi odpowiednik przepisu art. 286 § 1 k.k. w zw. z art. 294 § 1 k.k. w zw. z art. 258 § 1 k.k. i art. 65 § 1 k.k. Okoliczność ta wypełnia standard podwójnej karalności. H. jest podejrzany o popełnienie pospolitych przestępstw kryminalnych w postaci oszustw telekomunikacyjnych na szkodę w wysokości ok. 18 000 000 zł, działając w zorganizowanej grupie przestępczej.

Możliwość wymierzenia ściganemu kary dożywotniego pozbawienia wolności, wbrew stanowisku skarżącego, wcale nie jawi się w niniejszej sprawie jako zupełnie realna i pewna. Kara ta jest przewidziana jako górna granica sankcji grożąca za popełnienie czynu zarzucanego ściganemu. Nie ma charakteru obligatoryjnego, a jest karą alternatywną. Kara dożywotniego pozbawienia wolności przewidywana w katalogu sankcji za popełnienie przestępstwa przeciwko mieniu nie determinuje per se uznania, że przekazanie nie jest możliwe.

W przeciwnym wypadku niemożliwe byłoby w ogóle (niejako automatycznie) dokonywanie ekstradycji do Chińskiej Republiki Ludowej osób podejrzanych o popełnienie przestępstw tego rodzaju skierowanych przeciw mieniu, za czym przemawiałby sam rodzaj grożącej sankcji. Jest to istotne tym bardziej, że kara ta, co wynika z dokumentacji zgromadzonej w aktach sprawy, nie ma charakteru bezwarunkowego. Prawo chińskie przewiduje też jej redukcję. Już ta okoliczność pozwala na uznanie, że nie można zasadnie twierdzić o konkretnym zagrożeniu naruszenia przepisu art. 3 EKPC. W konsekwencji nie można też uznać, aby wydanie było bezwzględnie niedopuszczalne wedle art. 604 § 1 pkt 7 k.p.k.

Powyższe kwestie należy zestawić z zapatrywaniami Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który wielokrotnie wskazywał, że kara dożywotniego pozbawienia wolności wymierzana osobie dorosłej nie koliduje ze standardem strasburskim. O kolizji można mówić jedynie wówczas, gdy jest rażąco nieproporcjonalna do winy i wagi czynu, lecz stwierdzenie nieproporcjonalności możliwe jest wyłącznie w sytuacjach wyjątkowych. Katalog sankcji grożących za poszczególne przestępstwa pozostaje wszakże w ramach kompetencji stron konwencji.

Dopiero sytuacja, gdy skazany nie może inicjować procedury weryfikacji orzeczonej kary podczas jej wykonywania np. poprzez jej redukcję i to tylko w tych przypadkach, gdy zostanie ustalone, że zachowanie skazanego nie uzasadnia jego dalszej izolacji, może naruszać gwarancje wynikające z treści art. 3 EKPC (por. np. sprawy Magyar vs Węgry, skarga nr 73593/10, Huthinson vs Wielka Brytania, skarga nr 57592/08, Harkins i Edwards vs Wielka Brytania, skarga nr 9146/07, Trabelsi vs Belgia, skarga nr 140/10, Soering vs Wielka Brytania, skarga nr 14038/88). Innymi słowy, w myśl orzecznictwa ETPC dopiero brak instrumentów prawnych dla redukcji kary, a tym samym brak nadziei dla osób dożywotnio pozbawionych wolności co do możliwości ubiegania się o wcześniejsze opuszczenie jednostki penitencjarnej stanowić może złamanie zakazu nieludzkiego traktowania.

Odnośnie do podnoszonego zarzutu rażącej nieproporcjonalności tego typu sankcji w stosunku do sankcji grożących w Polsce za tego rodzaju przestępstwa, stwierdzić należy, że i ten argument okazał się chybiony. Istotnie, w Polsce sankcja grożąca za analogiczne przestępstwo jest zdecydowanie mniejsza. Nie w tym jednak rzecz.

Oceniając niniejszą sprawę w jej całokształcie należy po pierwsze przyznać prymat państw do swobodnego ustanawiania sankcji za poszczególne przestępstwa, przy uwzględnieniu ich tradycji, kultury i obowiązującego systemu prawnego i istniejących uregulowaniach z zakresu kontroli wymiaru kary oraz dopuszczalności wcześniejszego jej zakończenia. W przeciwnym bowiem wypadku jak należy odnieść się do sankcji ustanawianych przez polskiego ustawodawcę, który np. za określone przestępstwa przeciwko dokumentom (art. 227a k.k.), a więc in genere o jeszcze mniejszym stopniu społecznej szkodliwości, przewiduje jako górną granicę sankcji karę 25 lat pozbawienia wolności, a dolną granicę określa na poziomie 5 lat pozbawienia wolności? Za tego rodzaju sankcją, jak i zresztą za każdą inną, stoją określone względy, których źródła szukać należy w prowadzonej przez państwo polityce kryminalnej, potrzebach ścigania oraz szeregu innych okolicznościach.

Po wtóre, w zarysowanej perspektywie, mając na względzie system prawny i ustrój Chińskiej Republiki Ludowej, kara dożywotniego pozbawienia wolności za przestępstwa przeciw mieniu nie jawi się jako nadmierna w stopniu rażącym. Zważyć nadto trzeba, że w ramach postępowania o przekazanie nie jest możliwe dokonanie kompleksowej weryfikacji zebranych w sprawie dowodów oraz ich oceny, a tym samym poczynienie niepodważalnych ustaleń faktycznych. Nie można tu zatem rozstrzygać o sprawstwie i winie w sposób kategoryczny i pewny. Siłą rzeczy ta okoliczność musi mieć przełożenie zarówno na samą możliwość wymierzenia ściganemu kary, jak i jej ewentualną wysokość. Nie zmienia to rzecz jasna faktu, że w sprawie istnieją dowody uprawdopodobniające fakt popełnienia przestępstwa przez H. Ścigany jednakowoż nie przyznaje się do popełnienia zarzucanych mu czynów i kwestionuje ustalenia poczynione przez stronę chińską oraz dowody, w oparciu o które zostały one dokonane.

W świetle powyższego stanu rzeczy oczekiwane przez Rzecznika zachowanie ze strony sądu jawiłoby się jako antycypowanie kary. Nie od rzeczy będzie też dostrzec, że jako retoryczne jawi się pytanie wedle jakich dookreślonych - instrumentów czy też kryteriów, o których zaledwie wspomina Rzecznik Praw Obywatelskich, miałby sąd dokonać miarodajnych ustaleń analizy ryzyka wymierzenia takiej czy innej kary? W niniejszym postępowaniu ekstradycyjnym okoliczność ta jawi się więc jako wysoce iluzoryczna, oscylująca wokół zagadnień przyszłych i niepewnych. Jej ustalenie, choćby w stopniu prawdopodobnym, jest wątpliwe.

W powyżej zarysowanym kontekście nie można zatem było podzielić stanowiska Rzecznika Praw Obywatelskich i uznać, aby sądy w niniejszej sprawie, orzekając wszakże w ramach postępowania mającego na celu weryfikację wniosku w przedmiocie dopuszczalności przekazania, obowiązane były badać czy ewentualna kara za zarzucane H. czyny byłaby rażąco nieproporcjonalna. Określenie rodzaju kary i jej rozmiaru stanowi przy tym immanentne uprawnienie ustawodawcy krajowego i jest w zasadzie pozostawione jego uznaniu. Kwestie te w zdecydowanej mierze nie mieszczą się też ramach EKPC. Nie zachodzą tu poważne przesłanki by uznać, że w razie wydalenia ściganego do Chińskiej Republiki Ludowej, zachodzić będzie duże ryzyko traktowania jej w sposób sprzeczny z art. 3 EKPC. Okoliczności o charakterze wyjątkowym, pozwalające na wysnucie tezy odmiennej, w niniejszej sprawie z pewnością nie występują.

II.510.828.2017

Nie każde podpalenie jest pożarem o cechach katastrofy. SN uwzględnił kasację Rzecznika

Data: 2019-05-23
  • Obywatel podpalił papierowe kartony na klatce schodowej  Skazano go za spowodowanie pożaru, który zagroził życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach
  • Tymczasem ogień ugasili mieszkańcy przed przybyciem strażaków. Ocenili oni, że nie było wielkiego zagrożenia dla ludzi i mienia, a szkody były niewielkie
  • RPO złożył kasację, bo sąd błędnie zastosował kwalifikację prawną zastrzeżoną dla żywiołowego pożaru o charakterze katastrofy
  • Sąd Najwyższy uwzględnił kasację i zwrócił sprawę sądowi I instancji

Sąd rejonowy uznał P.L. za winnego wywołania pożaru na klatce schodowej bloku mieszkalnego. Podpalił on kartony przed jednym z mieszkań. Zakwalifikowano to jako przestępstwo z art. 163 Kodeksu karnego, polegające na spowodowaniu pożaru zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach. Grozi za to kara pozbawienia wolności od roku do lat 10. Sąd wymierzył mu karę roku i czterech miesięcy. Nakazał mu też zapłatę 1700 zł tytułem naprawienia wyrządzonej szkody.

Sąd okręgowy oddalił apelację obrony, w której podniesiono zarzut błędnego zastosowania art. 163 Kk. Według niej P.L. nie wypełnił znamion spowodowania zagrożenia dla życia i zdrowia wielu osób (było ich dziewięć), a powstały ogień nie odpowiadał pojęciu pożaru opisanego w art. 163 Kk. Sąd odwoławczy utrzymał wyrok. P.L. trafił do więzienia, z którego niedawno wyszedł.

Argumenty kasacji RPO

Rzecznik złożył do SN kasację na korzyść skazanego. Wniósł o uchylenie wyroków obu sądów i przekazanie sprawy sądowi rejonowemu do ponownego rozpoznania.

Zarzucił obu sądom rażące naruszenie prawa karnego materialnego, polegające na uznaniu P.L. za winnego - mimo braku wszystkich znamion przestępstwa z art. 163 Kk. Zdarzenie, które spowodował, nie miało bowiem postaci „pożaru”, czyli ognia o wielkim zasięgu i gwałtownym rozprzestrzenianiu się, w rozumieniu tego przepisu. Według RPO sądy użyły określenia ”pożar" w znaczeniu potocznym. 

Sąd odwoławczy rozpoznał zaś apelację nierzetelnie, nie poddał analizie jej zarzutów i nie ustosunkował się do nich w wystarczającym stopniu, by poznać tok jego rozumowania. W sposób rażący naruszyło to przepisy.

Tymczasem bezsporne jest, że: 

  • ogień ugasili mieszkańcy jeszcze przed interwencją straży pożarnej; nie zdążył się rozprzestrzenić i nie miał wielkiego zasięgu;
  • Państwowa Straż Pożarna określiła to jako mały pożar opakowań kartonowych na klatce schodowej bloku mieszkalnego; wartość uszkodzeń, jak i mienia uratowanego, oszacowano na kwoty nie stanowiące mienia wielkiej wartości;
  • lakoniczna opinia biegłego z zakresu pożarnictwa wskazuje jedynie na powstałe zadymienie, co mogło spowodować utrudnienia w ewakuacji.

W ocenie RPO uniemożliwia to uznanie, by był to pożar w rozumieniu art. 163 Kk. Cechuje się on bowiem wielkimi rozmiarami, trudnością jego opanowania, możliwością niekontrolowanego rozprzestrzenienia się. Aby był traktowany jako sprowadzenie katastrofy, pożar musi też grozić przerzuceniem się ognia na większą liczbę obiektów albo objęciem choć jednego obiektu znacznych rozmiarów. Pożarem nie jest jakikolwiek ogień, lecz tylko ogień w znacznych rozmiarach, rozprzestrzeniający się żywiołowo, ze znaczną siłą i o tak dużych  rozmiarach, że stwarza konkretne, realne i bezpośrednie niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia wielu osób albo mienia w wielkich rozmiarach.

Nie ulega zatem wątpliwości, że oskarżony nie dokonał przestępstwa z art. 163 Kk - brzmiała konkluzja kasacji.

Zdaniem RPO w przypadku uznania kasacji, sąd rejonowy powinien rozważyć, czy zachowanie oskarżonego można oceniać jako usiłowanie dokonania przestępstwa z art. 163 Kk, czy też jako przestępstwo z art. 164 Kk (zgodnie z nim za spowodowanie bezpośredniego niebezpieczeństwa zdarzenia określonego w art.163 grozi od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności).

23 maja 2019 r. Sąd Najwyższy w Izbie Karnej (sygn. akt III KK 103/18) uwzględnił kasację. SN uchylił oba wyroki, a sprawę zwrócił do rozpoznania sądowi rejonowemu. Kasację poparł nie tylko przedstawiciel RPO, ale także i prokuratury.

I1.511.67.2017

Samowolnie użytkował państwową rolę, ale jej sobie nie przywłaszczył. SN uznał kasację Rzecznika

Data: 2019-05-22
  • Obywatel, który samowolnie użytkował działkę rolną Skarbu Państwa, został prawomocnie skazany za przywłaszczenie majątkowego prawa do niej
  • Według RPO zamiarem skazanego nie było przejęcie praw do działki, ale uzyskanie dotacji unijnej (do czego nie trzeba mieć tytułu prawnego do gruntu) oraz zebranie plonów
  • W tej sprawie można zatem mówić o bezumownym korzystaniu z cudzej nieruchomości, co uzasadnia roszczenia jej właściciela w trybie cywilnym
  • Sąd Najwyższy uwzględnił kasację RPO i uniewinnił skazanego wobec braku znamion zarzucanego mu przestępstwa  

S.K. przez kilka lat samowolnie użytkował działkę rolną Skarbu Państwa o powierzchni 61 ha. Zaorał ją i zasiał gryką. Wyrządził tym Agencji Nieruchomości Rolnych szkodę w wysokości 21 tys. zł. Prokuratura oskarżyła go o przestępstwo z art. 284 § 1 Kodeksu karnego. Za przywłaszczenie prawa majątkowego przewiduje on karę do 3 lat więzienia.

Skazany za przywłaszczenie praw do państwowej działki

W 2017 r. sąd rejonowy uznał, że oskarżony wyczerpał ustawowe znamiona czynu z art. 284 Kk przez przywłaszczenie sobie prawa użytkowania działki rolnej. Skazał go na 7200 zł grzywny, obciążył go też kosztami procesu.

Według sądu przywłaszczyć prawo majątkowe można postępując tak, jak gdyby ono sprawcy przysługiwało. Oskarżony nie tylko bowiem użytkował działkę bez zgody właściciela, ale podpisał też umowę oddania jej byłej żonie w dzierżawę. Sąd uznał, że dowodzi to zamiaru oskarżonego włączenia prawa użytkowania tego gruntu do swego majątku.

Sąd podkreślił, że ma świadomość nagminności takich zachowań wobec gruntów Skarbu Państwa i ich związku z wykorzystywaniem przez rolników regulacji prawnych dotyczących dopłat unijnych, których pozyskanie nie wymaga od beneficjenta wskazania tytułu prawnego do gruntu.

Wyrok I instancji prawomocnie utrzymał sąd okręgowy.

Argumenty kasacji RPO

Kasację od tego wyroku złożył RPO, zarzucając mu rażące naruszenie prawa materialnego przez uznanie S.K. za winnego, mimo braku w jego działaniu znamion przestępstwa z art. 284 Kk. Wniósł o uchylenie obu wyroków i uniewinnienie S.K. od popełnienia przypisanego mu czynu.

Według Rzecznika rozumowanie obu sądów co do motywacji oskarżonego i sposobu jego działania było błędne, w efekcie czego zaakceptowały one niewłaściwą kwalifikację z art. 284 Kk. Tymczasem celem S.K. nie było dążenie do definitywnego przejęcia cudzego prawa majątkowego. Tezę tę potwierdza skorzystanie z niego dla otrzymania dotacji unijnych i związana z tym powszechność zjawiska „piractwa rolnego”. Metodą na pozyskanie dotacji było także zawarcie przez oskarżonego fikcyjnej umowy dzierżawy z byłą żoną.

RPO podkreślił, że S.K. bezsprzecznie wkroczył w sferę uprawnień właścicielskich. Nie sposób jednak przypisać mu dążenia do pozbawienia właściciela faktycznej możliwości dysponowania nieruchomością. Oskarżonemu nie przyświecał ani cel zerwania więzi pokrzywdzonego z nieruchomością i postępowania z nią, jak z własną, ani zamiar trwałego włączenia cudzego prawa majątkowego do swego majątku. Właściciel miał zaś uprawnienie do przejęcia nieruchomości, choć z uwagi na chęć uniknięcia konieczności rozliczenia nakładów oraz szczupłe zasoby oddziału terenowego ANR stało się to dopiero po zbiorach w 2013 r.

Sąd nie wziął też pod uwagę, że przy przestępstwie z art. 284 Kk cel sprawcy sprowadza się do nieodwracalnego pozbawienia właściciela składnika majątku bądź prawa majątkowego i uczynienia z niego swojej własności.

W piśmiennictwie przyjmuje się, że działanie sprawcy z zamiarem obejmującym jedynie bezprawne skorzystanie z prawa majątkowego - bez dążenia do definitywnego przejęcia go - nie spełnia przesłanki czynu z art. 284 § 1 Kk. S.K. był jedynie posiadaczem „w złej wierze”, co nie może stanowić przedmiotu przywłaszczenia z art. 284 Kk, ponieważ nie jest podmiotowym prawem majątkowym, ale stanem faktycznym.

Celem europejskiej wspólnej polityki rolnej jest co do zasady wspieranie osób faktycznie gospodarujących na nieruchomościach rolnych. Pomoc jest przyznawana niezależnie, czy ubiegający się o dopłaty jest legalnym posiadaczem gruntu. Decydujące jest faktyczne użytkowanie działki rolnej, a nie przysługujący do niej tytuł prawny.

Ocena działań oskarżonego prowadzi zatem do wniosku że ma ono charakter cywilnoprawny i jest bezumownym użytkowaniem nieruchomości. Przyznanie płatności nie ogranicza przecież właściciela w dochodzeniu ochrony swych praw np. na drodze powództwa windykacyjnego przeciw użytkownikowi gruntu. A osoba władająca nieruchomością wchodzącą w skład Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa bez tytułu prawnego jest zobowiązana do zapłaty Krajowemu Ośrodkowi Wsparcia Rolnictwa wynagrodzenia za korzystanie z tej nieruchomości w wysokości pięciokrotności wywoławczej wysokości czynszu, który byłby należny, gdyby działka była przedmiotem umowy dzierżawy po przeprowadzeniu przetargu.

22 maja 2019 r. Sąd Najwyższy w Izbie Karnej (sygn. akt V KK 222/18) zgodnie z wnioskiem kasacji RPO uchylił zaskarżone wyroki i uniewinnił S.K.  

II.511.758.2017

Po kasacji RPO Sąd Najwyższy uchylił wyrok śmierci sądu wojskowego z 1945 r.

Data: 2019-04-10
  • Sąd Najwyższy uchylił wyrok sądu wojskowego, który w styczniu 1945 r. skazał na śmierć żołnierza Batalionów Chłopskich
  • Kasację w tej sprawie złożył Rzecznik Praw Obywatelskich, wskazując że wyrok zapadł z rażącym naruszeniem ówczesnego prawa
  • Sąd Wojskowy Garnizonu Warszawskiego, który wydał ten wyrok, nie był bowiem właściwy do rozpoznania sprawy. Powinien był ją rozpatrzyć sąd powszechny

O cześć Feliksa B. walczy jego córka. W 2011 r. sądy okręgowy i apelacyjny w Warszawie oddaliły jej wniosek o stwierdzenie nieważności wyroku z 1945 r. Teraz, po jego uchyleniu, ma ona prawo do ubiegania się o odszkodowanie od Skarbu Państwa za śmierć ojca.

Sprawa Feliksa B.

Feliks B. został oskarżony o to, że jako tzw. sekcyjny oddziału BCh - działającego w powiecie Mińsk Mazowiecki, a „będącego pod wpływami AK” - nie zaprzestał działalności po wyzwoleniu Mińska przez oddziały Armii Czerwonej. Wydał swym podwładnym rozkaz zabójstwa Władysława K. - jak głosił akt oskarżenia - „znanego z swych przekonań demokratycznych i kontaktu z Armią Ludową”. Rozkaz wykonano 1 sierpnia 1944 r.

Sąd wojskowy przeprowadził rozprawę 4 stycznia 1945 r. bez udziału prokuratora i obrońcy. Wyrok śmierci, który nie podlegał zaskarżeniu, wykonano przez rozstrzelanie 8 stycznia 1945 r.

B. postawiono też jeszcze inny zarzut, od którego został on wtedy uniewinniony.

Argumenty RPO

W kasacji RPO podniósł m.in., że postępowanie karne wobec Feliksa B. było prowadzone na podstawie Kodeksu postępowania karnego Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR z 26 listopada 1943 r. Kodeks ten nie miał mocy obowiązującego prawa, gdyż został wydany przez organ nie mający legitymacji do stanowienia przepisów rangi kodeksowej (czyli dowódcę I Korpusu PSZ w ZSRR) oraz w czasie obowiązywania Kodeksu wojskowego postępowania karnego z 29 września 1936 r., który uchylono dopiero 25 września 1945 r.

Rozpoznając sprawę, sąd powinien był procedować właśnie na podstawie Kwpk z 1936 r. Zgodnie z nim, jeśli dana osoba została oskarżona, jak Feliks B., o przestępstwa podlegające częściowo sądowi wojskowemu, a częściowo - powszechnemu, to każdy z właściwych sądów rozpoznaje sprawę do niego należącą.

Dlatego sprawa B. - w zakresie przestępstwa, od którego go uniewinniono - została prawidłowo rozpoznana przez sąd wojskowy, natomiast sprawa podżegania do zabójstwa Władysława K. powinna była zostać przekazana sądowi powszechnemu. - Orzeczenie wydane przez sąd wojskowy względem osoby, która w danej sprawie nie podlegała orzecznictwu sądów wojskowych, było z mocy prawa nieważne.

Na podstawie art. 521 par. 1 Kodeksu postępowania karnego Rzecznik wniósł, aby SN uchylił wyrok z 1945 r. jako nieważny i umorzył postępowanie w sprawie z uwagi na śmierć Feliksa B. oraz z powodu przedawnienia karalności przypisanego mu czynu.

Orzeczenie SN

10 kwietnia 2019 r. Sąd Najwyższy w składzie pięciu sędziów (sygn. akt II KK 31/18) uwzględnił kasację. Uchylił wyrok, a postepowanie umorzył z powodu śmierci Feliksa B.

Kasację RPO i jej wnioski poparł prokurator.

II.510.223.2015

Obywatel nie mógł zaskarżyć wyroku, bo sąd wyliczając termin pominął Boże Ciało. Kasacja RPO

Data: 2019-03-27
  • Błąd sądu spowodował, że ukarany za wykroczenie pan Wojciech nie mógł odwołać się od wyroku 
  • Wysłał on wprawdzie pocztą zapowiedź odwołania, ale sąd źle policzył termin na jego złożenie. Nie zauważył Bożego Ciała
  • Tymczasem prawo stanowi, że jeśli koniec siedmiodniowego terminu przypada na dzień ustawowo wolny od pracy, to czynność tę można wykonać następnego dnia
  • Rzecznik złożył w tej sprawie kasację na korzyść pana Wojciecha do Sądu Najwyższego

Rzecznik ma prawo składać kasacje w sprawach, które zakończyły się wyrokiem innym niż pozbawienia wolności, w tym o wykroczenia (oprócz niego kompetencję tę ma także Prokurator Generalny). Sprawy, które kończą się takimi wyrokami, mogą wydawać się błahe (choć na pewno nie dla ludzi, których dotyczą). Pokazują one jednak istotne problemy polskiego wymiaru sprawiedliwości i to, od czego zależy, czy może on działać lepiej.

Sprawa pana Wojciecha wyglądała tak: jego samochód został zaparkowany niezgodnie z przepisami, a on nie chcał ujawnić, kto go tak zostawił - czyli komu powierzył on samochód, mimo że pytał o to uprawniony organ. Dlatego pan Wojciech został obwiniony o czyn opisany w art. 96 § 3 Kodeksu wykroczeń, za który grozi grzywna.

19 maja 2016 r. sąd rejonowy wymierzył mu 300 zł grzywny. 27 maja 2016 r. , dzień po Bożym Ciele, pan Wojciech poszedł na pocztę i nadał wniosek do sądu o sporządzenie uzasadnienia wyroku oraz doręczenie jego odpisu wraz z uzasadnieniem (bo bez tego nie można się odwołać od wyroku I instancji).

Sędzia sądu rejonowego odmówił jednak przyjęcia tego wniosku - uznał, że został wniesiony po upływie nieprzekraczalnego, siedmiodniowego terminu wynikającego z art. 422 § 1 Kodeksu postępowania karnego. Zdaniem sądu, skoro bieg terminu zaczął się 20 maja, a upłynął 26 maja, to wniosek wysłany 27 maja został złożony po terminie.

Pan Wojciech zaskarżył tę decyzję. Sąd okręgowy także nie zauważył ruchomego święta - Bożego Ciała - i nie uwzględnił zażalenia. Potwierdził, że wniosek „bez wątpienia” złożono po upływie ustawowego siedmiodniowego terminu.

Kasacja RPO

Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł kasację na korzyść pana Wojciecha, uznając że orzeczenie sądu okręgowego zapadło z rażącym naruszeniem prawa. Art. 123 § 3 K.p.k. stanowi bowiem, że jeżeli koniec terminu na złożenie wniosku przypada na dzień ustawowo wolny od pracy, czynność można wykonać następnego dnia. A termin jest zachowany, jeżeli przed jego upływem pismo zostało nadane w placówce pocztowej (art. 124 k.p.k.).

Rażące uchybienie art. 123 § 3 K.p.k. polegało na tym, że sąd II instancji poprzestał na podstawowym obliczeniu terminu, stosując art. 123 § 1 i 2 k.p.k. - w konsekwencji uznał za koniec terminu 26 maja. Sąd nie sprawdził zaś, czy czynność dokonana następnego dnia nie miała umocowania w § 3 art. 123 k.p.k.

Naruszenie tego przepisu jest oczywiste, bowiem 26 maja 2016 r. był dniem ustawowo wolnym od pracy jako Boże Ciało – wskazuje RPO. Nadając wniosek w dniu następnym, obwiniony nie uchybił zatem terminowi określonemu z art. 422 § 1 K.p.k., a jego wniosek powinien zostać uwzględniony.

W ocenie Rzecznika sąd okręgowy bezkrytycznie zaakceptował oczywiście niesłuszne stanowisko sądu rejonowego. RPO zaznaczył, że błahość sprawy o wykroczenie nie może uzasadniać łamania podstawowych zasad procedury karnej - tak uznał m.in. Sąd Najwyższy 11 grudnia 1998 r. (sygn. akt III KKN 239/97).

Według RPO w tym przypadku naruszono konstytucyjne prawa do obrony oraz do dwuinstancyjności postępowania.

Kasacja wnosi o uchylenie zaskarżonego postanowienia i zwrot sprawy do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym.

II.511.692.2018

Po kasacji Rzecznika Sąd Najwyższy umorzył sprawę uszczuplenia podatku VAT. Powodem - błędy sądów

Data: 2019-03-07
  • Postępowanie karne przeciwko osobie zaczyna się, gdy postanowienie o zarzucie zostaje jej ogłoszone, a nie gdy tylko zostaje ono sporządzone 
  • Orzekł tak Sąd Najwyższy, który w konsekwencji uchylił skazanie obywatela za uszczuplenie podatku VAT, a sprawę umorzył z powodu przedawnienia    
  • SN uwzględnił kasację RPO, który wskazywał, że w tej sprawie nie mogło dojść do skazania
  • Dwa sądy zawyżyły bowiem karę grożącą podsądnemu i błędnie uznały, że postępowanie zaczyna się od sporządzenia zarzutu - przez co o 5 lat wydłużyły termin przedawnienia karalności

7 marca 2019 r. Sąd Najwyższy (sygn. akt V KK 91/18) uwzględnił kasację Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie pana Przemysława. Uznał, że dwa sądy rażąco naruszyły przepisy, błędnie uznając że wszczęcie postępowania przeciwko osobie następuje z chwilą sporządzenia postanowienia o przedstawieniu zarzutów - nie zaś z chwilą jego ogłoszenia danej osobie.

Skutkiem błędu było prawomocne skazanie pana Przemysława na 1,6 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu -  mimo przedawnienia karalności czynu, co według prawa jest tzw. bezwzględną przyczynę odwoławczą.

Historia sprawy

W maju 2014 r. sąd rejonowy uznał pana Przemysława za winnego przestępstwa z art. 56 § 1 Kodeksu karnego skarbowego. Polegało ono na tym, że od września do października 2005 r. uszczuplił podatek od towarów i usług w łącznej kwocie 379 tys. zł.

Został za to skazany na karę 1 roku i 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat i 12 tys. zł grzywny. Zobowiązano go także do zapłaty  uszczuplonego podatku. W 2015 r. sąd okręgowy jako oczywiście bezzasadną, oddalił apelację obrony

Kasacja RPO

Rzecznik w 2018 r. złożył kasację na korzyść skazanego. Wniósł by Sąd Najwyższy uchylił oba wyroki i umorzył postępowanie wobec przedawnienia karalności czynu.

RPO wskazał, że panu Przemysławowi zarzucono przestępstwa z okresu wrzesień-październik 2005 r. Wtedy art. 56 K.k.s. - będący podstawą jego skazania -  stanowił że za uszczuplenie podatku grozi kara grzywny do 720 stawek dziennych albo kara pozbawienia wolności do lat 2, albo obie te kary łącznie. Od 17 grudnia 2005 r. ustawodawca radykalnie zaostrzył odpowiedzialność za ten czyn, zwiększając górną granicę odpowiedzialności do 5 lat pozbawienia wolności. Według art. 2 par. 2 K.k.s. jeżeli w czasie orzekania obowiązuje ustawa inna niż w czasie popełnienia przestępstwa skarbowego, to należy stosować ustawę obowiązującą poprzednio, jeżeli jest względniejsza dla sprawcy.

W ocenie Rzecznika nie budzi wątpliwości, że akceptując opis i ocenę prawną czynu dokonaną przez sąd I instancji, sąd okręgowy rażąco naruszył  art. 2 par. 2 K.k.s., skoro w dacie wyroku przestępstwo to było zagrożone karą dwuipółkrotnie wyższą niż w dacie jego popełnienia.

Uchybienie to spowodowało zaś dalsze negatywne konsekwencje dla oskarżonego. Przy obliczaniu terminów przedawnienia czynu sąd okręgowy uznał bowiem, iż podstawowy termin przedawnienia karalności wynosi 10 lat -  jako czynu zagrożonego karą do 5 lat pozbawienia wolności. Tymczasem, jak słusznie uznał Sąd Najwyższy w postanowieniu z 22 marca 2016 r., przy ustalaniu terminu wyjściowego przedawnienia uwzględnia się nie ustawowe zagrożenie czynu z daty orzekania, ale sankcję karną z chwili popełnienia przestępstwa. Z tego wynika zaś, że terminem przedawnienia czynu pana Przemysława - jako popełnionego w czasie, gdy był on zagrożony karą do 2 lat pozbawienia wolności – jest 5 lat, a nie 10, jak przyjął sąd.

Przy przyjęciu, że termin przedawnienia w tej sprawie wynosił 5 lat, kluczową staje się kwestia zasadnicza, czy przed jego upływem wszczęto postępowanie karne przeciwko panu Przemysławowi. 

Sąd okręgowy nie zaakceptował poglądu, jakoby wszczęcie postępowania przeciwko oskarżonemu następowało dopiero z chwilą jego przesłuchania, nie zaś postawienia zarzutu. Należy zatem zapytać, czy do wszczęcia postępowania przeciwko osobie wystarczające jest sporządzenie decyzji o zarzucie, czy też konieczne jest jeszcze jej ogłoszenie podejrzanemu. W ocenie RPO sąd okręgowy dopuścił się błędnego poglądu prawnego, że już samo sporządzenie postanowienia o przedstawieniu zarzutów powoduje przejście postępowania z fazy „w sprawie” w fazę „przeciwko osobie” – co rażąco obraża art. 44 § 5 K.k.s.

Według kasacji wywód sądu okręgowego jest wynikiem powierzchownej analizy problemu. Niezbędna jest zaś analiza materiału dowodowego, pozwalającego ocenić sprawę na 31 grudnia 2010 r. – kiedy upływał termin przedawnienia czynu zarzuconego panu Przemysławowi.

Postępowanie może przejść z fazy „in rem” w fazę „in personam” bez ogłoszenia zarzutu tylko jeśli sprawca ukrywa się lub jest nieobecny w kraju. Oceniając zaś sprawę na dzień 31 grudnia 2010 r. można stwierdzić, że podejrzany nie stawił się bez usprawiedliwienia na termin pierwszego przesłuchania w charakterze podejrzanego, wyznaczony na 29 grudnia 2010 r. Przebywał jednak w miejscu swojego zamieszkania, którego adres tydzień wcześniej podała jego krewna, a 23 grudnia 2010 r. odebrał on nadane z Urzędu Kontroli Skarbowej wezwanie na tę czynność. Powody jego niestawiennictwa nie zostały wyjaśnione. Było to bowiem poza zainteresowaniem organów ściągania, jak i sądu, skoro nie rozważał on możliwości negatywnej przeszkody procesowej w tej sprawie.

Orzeczenie SN

Na rozprawie Sąd Najwyższy w składzie trzech sędziów uwzględnił kasację i umorzył postępowanie z powodu przedawnienia karalności czynu pana Przemysława,   

Do kasacji RPO przychylił się prokurator obecny w SN. O jej oddalenie wniósł zaś przedstawiciel organów skarbowych.

II.510.647.2015

Sąd Najwyższy o sprawie pana Lucjana: rażące naruszenie prawa

Data: 2019-02-27
  • Z rażącym naruszeniem prawa w 2008 r. przez sąd pan Lucjan trafił do zakładu psychiatrycznego, gdzie spędził 10 lat
  • Orzekł tak Sąd Najwyższy, który uwzględnił kasację RPO w sprawie mężczyzny, który był podejrzany o kradzież roweru wartości 400 zł
  • W posiedzeniu sądu, który decydował o zamknięciu w szpitalu, udział pana Lucjana był obligatoryjny - wskazał SN
  • Innym naruszeniem prawa było m.in. oparcie się przez sąd na opinii psychologa, który wydał opinię o podejrzanym bez jakiegokolwiek z nim kontaktu 

27 lutego 2019 r.  Sąd Najwyższy uwzględnił kasację Rzecznika Praw Obywatelskich z grudnia 2018 r. na korzyść pana Lucjana.

To kolejna skuteczna interwencja Rzecznika wobec osób, które weszły w konflikt z prawem, ale ponieważ są dotknięte niepełnosprawnością umysłową albo chorują psychicznie, są uznawane za niepoczytalne. W takich sytuacjach sąd umarza postępowanie karne i decyduje o umieszczeniu sprawcy, najczęściej bezterminowo,  w zakładzie psychiatrycznym w ramach tzw. środka zabezpieczającego.

Rzecznik podejmował wcześniej sprawy, gdy za stosunkowo drobne przestępstwo ludzie trafiali do zamkniętego zakładu na nawet kilkanaście lat  (dłużej niż wynosiłaby maksymalna kara, gdyby za swój czyn trafili do zakładu karnego).  Najgłośniejszy był przypadek pana Feliksa, który w zakładzie spędził 11 lat w ramach środka zabezpieczającego w związku z groźbami karalnymi wobec sąsiadów. W jego sprawie Rzecznik złożył skuteczną kasację - w 2015 r. Sąd Najwyższy nakazał zwolnienie go ze szpitala. W przypadku innej osoby chodziło o kradzież 7 paczek kawy.

SN zgodnie z wnioskiem Rzecznika uchylił postanowienie sądu rejonowego z 2008 r. o umieszczeniu pana Lucjana w zakładzie zamkniętym i umorzył postępowanie wobec niego. Zarzucany mu czyn przestał być przestępstwem jeszcze w 2013 r. - czego nie dostrzegł sąd przy kolejnych przedłużeniach pobytu w zakładzie. Stał się zaś wykroczeniem – a w takim przypadku sąd nie może orzec środka zabezpieczającego w postaci umieszczenia w szpitalu psychiatrycznym.

Po tej decyzji Sądu Najwyższego pan Lucjan nabrał prawa do wystąpienia o zadośćuczynienie państwa. Czas jego pobytu w zakładzie dwukrotnie przekroczył maksymalną karę za kradzież (grozi za to do 5 lat więzienia). 

Historia sprawy pana Lucjana

W 2008 r. panu Lucjanowi zarzucono kradzież roweru górskiego o wartości 400 zł (sam go potem oddał policji). Prokuratura nabrała podejrzeń co do jego stanu psychicznego (osoba niepoczytalna nie odpowiada karnie, lecz trafia na leczenie). Dwaj psychiatrzy po zbadaniu pana Lucjana uznali go za niepoczytalnego w związku z chorobą psychiczną. Prokuratura wniosła, by sąd umorzył postępowanie karne i zastosował środek zabezpieczający w postaci umieszczenia w zakładzie zamkniętym

Sąd rejonowy zbadał sprawę na posiedzeniu, na które nie stawił się podejrzany, choć był prawidłowo zawiadomiony o terminie. Prawo nakazuje, by rozpoznając taki wniosek sąd wysłuchał lekarzy psychiatrów i psychologa. Psychiatra formułuje wtedy diagnozę i prognozę lekarską, a  psycholog określa prognozę społeczno-kryminologiczną, opierając się na szerokiej diagnozie osobowości sprawcy.

Sąd przesłuchał dwóch psychiatrów oraz psychologa. Ten ostatni wydał opinię o panu Lucjanie nie badając go  - oparł się na materiałach sprawy. 

Opierając się na tej opinii sąd uznał, że nie można wykluczyć, że mężczyzna popełni taki czyn ponownie - co uzasadnia decyzję o umieszczeniu w zakładzie psychiatrycznym.

Sąd nie uzasadnił, dlaczego uznał, że kradzież roweru ma znaczną społeczną szkodliwość. Prawo pozwala zaś na umieszczenie sprawcy w zakładzie tylko wówczas, jeżeli w stanie niepoczytalności popełnił on czyn o znacznej społecznej szkodliwości. 

Pan Lucjan nie złożył zażalenia na to postanowienie, wobec czego stało się ono prawomocne.  Do zakładu trafił w lutym 2009 r.

Kasacja RPO

W kasacji RPO zarzucił sądowi rażące naruszenie prawa, polegające na:

  • orzeczeniu środka zabezpieczającego po wysłuchaniu biegłego psychologa, który opinii nie poprzedził badaniem podejrzanego;
  • braku dostatecznego uzasadnienia, dlaczego czyn cechuje się znaczną społeczną szkodliwością (bez czego nie jest możliwe umieszczenie w zakładzie) oraz całkowitym braku uzasadnienia, dlaczego zastosowanie tego środka nie wykracza poza zasadę proporcjonalności.

Żaden przepis nie nakazuje przeprowadzenia badania przed opiniowaniem. Jednak wydawanie opinii odnoszącej się do stanu zdrowia psychicznego podejrzanego, diagnozy jego osobowości musi być poprzedzone jego badaniem przy wykorzystaniu specjalistycznej wiedzy i specyficznych narzędzi badawczych. Chodzi o ochronę przed nadużyciami w zakresie pozbawienia wolności osoby z zaburzeniami psychicznymi, gdy popadła ona w konflikt z prawem. 

Sąd rejonowy naruszył też przepisy uzasadnieniem swego postanowienia. W świetle prawa umieszczenie sprawcy w zakładzie psychiatrycznym jest możliwe tylko wówczas, jeżeli w stanie niepoczytalności popełni on czyn o znacznej społecznej szkodliwości. Sąd Najwyższy wskazywał, że ustalenie stopnia tej szkodliwości musi być precyzyjne. Tymczasem uzasadnienie w większości pominęło okoliczności brane pod uwagę przy ocenie tej szkodliwości.

Sąd napisał m.in., że „czyn był szkodliwy społecznie w znacznym stopniu. Godził on w podstawowe dobro chronione – cudzą własność”. Nie polemizując ze stwierdzeniem, że prawo własności jest podstawowym prawem objętym ochroną, Rzecznik wskazał, że sąd nie sprecyzował, dlaczego kradzież roweru o wartości 400 zł jest czynem szkodliwym w sposób znaczny. Sąd miał zaś obowiązek wyczerpującego wykazania, w sposób spełniający wymogi rzetelnego procesu, dlaczego czyn charakteryzuje się wyższym stopniem szkodliwości niż „zwykły”.

W ocenie Rzecznika wiąże się to z kolejnym naruszeniem przepisów przez sąd. Jego uzasadnienie nie zawierało bowiem wyjaśnienia, dlaczego zastosowanie środka zabezpieczającego nie wykracza poza zasadę proporcjonalności.

Zgodnie z orzecznictwem SN, przed podjęciem decyzji o umieszczeniu w zakładzie sąd powinien rozważyć, jaką karę należałoby wymierzyć sprawcy - gdyby nie był on niepoczytalny i mógł ponosić odpowiedzialność karną. Tylko gdyby właściwa była bezwzględna kara pozbawienia wolności, sąd powinien podjąć decyzję o umieszczeniu takiej osoby w zamkniętym zakładzie. Natomiast gdyby sąd uznał za adekwatną do wagi czynu karę o charakterze wolnościowym (np. kara w zawieszeniu, ograniczenie wolności albo grzywna), stosowanie takiego środka mogą uzasadniać wyłącznie szczególne okoliczności czynu.

Sąd rejonowy nie dokonał takiego testu – ocenił Rzecznik. Bo gdyby przyjął, że pan Lucjan był w pełni poczytalny, to zarówno stopień winy jak i społeczna szkodliwość czynu bezspornie przemawiałyby za karą o charakterze wolnościowym.

Sad powinien był także rozważyć, czy prawdopodobieństwo ponownego popełnienia czynu można zmniejszyć leczeniem w innym trybie niż przez umieszczenie w zakładzie. Stanowi to wymóg ustawowy i ma być tamą przed stosowaniem tego środka wobec sprawcy drobnych lub nawet średnich przestępstw, choćby uciążliwych dla otoczenia. Umieszczenie w zamkniętym zakładzie jest dopuszczalne jedynie wtedy, gdy wykluczona jest możliwość wyleczenia sprawcy w sposób niewymagający tak drastycznego ograniczenia wolności. A ustawa o ochronie zdrowia psychicznego obliguje osoby chorujące psychicznie do poddania się przymusowemu leczeniu.

10 letni okres stosowania tego środka zabezpieczającego  w odniesieniu do kradzieży roweru o wartości 400 zł, był niewątpliwie niewspółmierny do popełnionego czynu - stwierdził RPO.

Pan Lucjan wychodzi na wolność

W styczniu 2019 r. ten sam sąd rejonowy, który wysłał pana Lucjana do zakładu, umorzył postępowanie wykonawcze wobec niego. Uzasadnił to zmianą prawa, które z przestępstwa pana Lucjana uczyniło wykroczenie. Potem pan Lucjan został wypisany ze szpitala psychiatrycznego; trafił pod opiekę rodziny.

Postanowienie Sądu Najwyższego

Na rozprawie w SN kasację poparła przedstawicielka RPO i obrońca pana Lucjana. Prok. Zbigniew Siejbik wniósł o jej oddalenie. Argumentował, że przepisy nie nakładały na psychologa obowiązku zbadania podejrzanego przed wydaniem opinii. Przyznał zaś, że uzasadnienie sądu było skąpe.

W postanowieniu Sąd Najwyższy (sygn. akt III KK 772/18) uznał, że w sprawie zachodzi niepodniesiona przez Rzecznika w kasacji, ale zasygnalizowana przez jego przedstawicielkę na rozprawie przed SN, bezwzględna przyczyna odwoławcza. Była nią nieobecność podejrzanego na posiedzeniu, w którym jego udział był obowiązkowy. Jak mówił w uzasadnieniu postanowienia sędzia SN Paweł Wiliński, stan podejrzanego umożliwiał jego udział w postępowaniu.

Ponadto Sąd Najwyższy uwzględnił wszystkie zarzuty kasacji Rzecznika. Za rażące naruszenie prawa uznał:

  • wydanie opinii przez psychologa bez zbadania podejrzanego, 
  • uznanie przez sąd, że czyn pana Lucjana miał znaczną szkodliwość społeczną,
  • nierozważenie, dlaczego za kradzież przedmiotu o wartości 400 zł jest konieczne i proporcjonalne skierowanie sprawcy do zakładu,
  • nierozważenie, czy nie można zastosować innego środka leczniczego niż pobyt w zakładzie.

II.510.1058.2016

Po kasacji RPO pan Lucjan wyszedł z zakładu psychiatrycznego, gdzie spędził 10 lat po kradzieży roweru

Data: 2019-02-07
  • 10 lat temu pan Lucjan został zamknięty w zakładzie psychiatrycznym, dokąd trafił po kradzieży roweru wartości 400 zł
  • Sąd rejonowy uznał, że wobec jego niepoczytalności tylko tak można zapobiec popełnieniu przez niego podobnego czynu; powołał się na psychologa, który jednak nie zbadał pana Lucjana
  • W grudniu 2018 r. Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł do Sądu Najwyższego kasację w jego sprawie
  • W styczniu 2019 r. sąd rejonowy umorzył postepowanie wykonawcze wobec pana Lucjana i zwolniono go z zakładu. Przebywał tam dwa razy dłużej niż wynosi maksymalna karę za kradzież

To kolejna skuteczna interwencja Rzecznika wobec osób, które weszły w konflikt z prawem, ale ponieważ są dotknięte niepełnosprawnością umysłową albo chorują psychicznie, są uznawane za niepoczytalne. W takich sytuacjach sąd umarza postępowanie karne i decyduje o umieszczeniu sprawcy, najczęściej bezterminowo,  w zakładzie psychiatrycznym w ramach tzw. środka zabezpieczającego.

Rzecznik podejmował wcześniej sprawy, gdy za stosunkowo drobne przestępstwo ludzie trafiali do zamkniętego zakładu na nawet kilkanaście lat  (dłużej niż wynosiłaby maksymalna kara, gdyby za swój czyn trafili do zakładu karnego).  Najgłośniejszy był przypadek pana Feliksa, który w zakładzie spędził 11 lat w ramach środka zabezpieczającego w związku z groźbami karalnymi wobec sąsiadów. W jego sprawie Rzecznik złożył skuteczną kasację - w 2015 r. Sąd Najwyższy nakazał zwolnienie go ze szpitala. W przypadku innej osoby chodziło o kradzież 7 paczek kawy.

Sprawa pana Lucjana

W 2008 r. panu Lucjanowi zarzucono kradzież roweru o wartości 400 zł. Kiedy okazało się, że działał on w stanie niepoczytalności, prokuratura wniosła o umorzenie postępowania karnego i umieszczenie go w zakładzie zamkniętym.

Sąd rejonowy zbadał sprawę na posiedzeniu, na które nie stawił się podejrzany, prawidłowo zawiadomiony o terminie. Sąd przesłuchał dwóch psychiatrów, którzy wydali opinie w śledztwie o niepoczytalności pana Lucjana oraz psychologa. Wydał on opinię o  panu Lucjanie, nie badając go wcześniej – oparł się na materiałach sprawy. W sądzie biegły ten zeznał m.in., że „badania podejrzanego mogłyby dużo wnieść, bo być może byłaby informacja co do okoliczności popełnienia tej kradzieży i być może również co do jej motywów, które nim kierowały".

Opierając się na opinii psychologa, sąd uznał, że nie można wykluczyć dużego prawdopodobieństwa, iż mężczyzna popełni taki czyn ponownie - co uzasadnia decyzję o umieszczeniu w zakładzie psychiatrycznym. Pan Lucjan nie złożył zażalenia na to postanowienie, wobec czego stało się ono prawomocne. W lutym 2009 r. pan Lucjan trafił do szpitala psychiatrycznego.

Kasacja RPO

W grudniu 2018 r. RPO złożył do SN kasację, w której wniósł o uchylenie postanowienia sądu rejonowego i umorzenie postępowania karnego wobec pana Lucjana z powodu przedawnienia karalności jego czynu. Kradzież  przedmiotu o wartości poniżej 500 zł w 2013 r. przestała bowiem być przestępstwem, a stała się wykroczeniem (wobec sprawcy wykroczenia sąd nie może orzec umieszczenia w szpitalu psychiatrycznym).

W kasacji Rzecznik zarzucił sądowi rażące naruszenie prawa, polegające na:

  • orzeczeniu środka zabezpieczającego po wysłuchaniu biegłego psychologa, który swej opinii nie poprzedził badaniem stanu podejrzanego;
  • braku dostatecznego uzasadnienia, dlaczego czyn cechuje się znaczną społeczną szkodliwością (bez czego nie jest możliwe umieszczenie w zakładzie) oraz całkowitym braku uzasadnienia, dlaczego zastosowanie tego środka nie wykracza poza zasadę proporcjonalności.

W ocenie Rzecznika wysłuchanie psychologa miało tylko fasadowy charakter. Biegły ten wydał bowiem opinię o  podejrzanym, nie przeprowadzając jego badania - nie miał z nim jakiegokolwiek kontaktu. Wprawdzie żaden przepis prawa nie nakazuje przeprowadzenia badania przed opiniowaniem. Jednak wydawanie opinii odnoszącej się do stanu zdrowia psychicznego podejrzanego, diagnozy jego osobowości i wpływu tego na postępowanie musi być poprzedzone jego badaniem. Chodzi bowiem o ochronę przed nadużyciami w zakresie pozbawienia wolności osoby z zaburzeniami psychicznymi, gdy popadła w konflikt z prawem.

Prawo pozwala na umieszczenie sprawcy w zakładzie psychiatrycznym tylko wtedy, jeżeli w stanie niepoczytalności popełnił czyn o znacznej społecznej szkodliwości.  Tymczasem sąd w uzasadnieniu pominął okoliczności brane pod uwagę przy jej ocenie.  Sąd napisał m.in., że „czyn był szkodliwy społecznie w znacznym stopniu. Godził on w podstawowe dobro chronione – cudzą własność”. Nie polemizując ze stwierdzeniem, że prawo własności jest podstawowym prawem objętym ochroną, Rzecznik wskazał, że sąd nie sprecyzował, dlaczego kradzież roweru o wartości 400 zł jest czynem szkodliwym w sposób znaczny.

Wiąże się to  kolejnym naruszeniem przepisów przez sąd. Zgodnie z orzecznictwem SN, zanim sąd umieści kogoś w zakładzie, powinien zważyć, jaką karę należałoby wymierzyć sprawcy gdyby nie był on niepoczytalny i mógł ponosić odpowiedzialność karną. Tylko wtedy, gdyby właściwa była bezwzględna kara pozbawienia wolności, sąd powinien zdecydować o umieszczeniu takiej osoby w zakładzie. Gdyby sąd przyjął, że pan Lucjan był w pełni poczytalny, to zarówno stopień winy jak i społeczna szkodliwość czynu, bezspornie przemawiałyby za karą o charakterze wolnościowym – podkreśla RPO.

Sad powinien był także rozważyć, czy prawdopodobieństwo ponownego popełnienia czynu można zmniejszyć leczeniem w innym trybie niż przez umieszczenie w zakładzie. Jest ono dopuszczalne jedynie wtedy, gdy wykluczona jest możliwość wyleczenia sprawcy w sposób niewymagający tak drastycznego ograniczenia wolności. 

Czas przebywania pana Lucjana w zakładzie zamkniętym dwukrotnie przekroczył ustawowe zagrożenie karą pozbawienia wolności za czyn z art. 278 § 1 k.k (kara do pięciu lat). Tak długi okres stosowania tego środka, w odniesieniu do kradzieży roweru o wartości 400 zł, był niewątpliwie niewspółmierny do popełnionego czynu - stwierdza Rzecznik.

Decyzja sądu rejonowego

10 stycznia 2019 r. ten sam sąd rejonowy, który wysłał pana Lucjana do zakładu, umorzył postępowanie wykonawcze wobec niego. Uzasadnił to zmianą prawa, które z przestępstwa pana Lucjana uczyniło wykroczenie. Sąd uznał, że w tej sytuacji niemożliwe jest dalsze postępowanie „w sprawie wykonania środka zabezpieczającego orzeczonego w związku z czynem uprzednio będącym przestępstwem”.

Zarazem sąd podkreślił, że żaden przepis nie regulował sytuacji umorzenia postępowania i zastosowania środka zabezpieczającego za przestępstwo, które po 9 listopada 2013 r. stanowi wykroczenie. Dlatego sąd umorzył postępowanie wykonawcze na podstawie art. 15 § l k.k.w. – uznając że zachodzi  „inna przyczyna” takiej decyzji.

Kilkanaście dni potem pan Lucjan został wypisany ze szpitala psychiatrycznego; trafił  pod opiekę rodziny.

Ta decyzja sądu nie dezaktualizuje kasacji RPO, czekającej na rozpoznanie w SN. Rzecznik kwestionuje bowiem decyzję sądu z 2008 r. o umorzeniu postępowania karnego wobec pana Lucjana i zastosowaniu środka zabezpieczającego. Ewentualne pozytywne rozstrzygnięcie SN dawałoby panu Lucjanowi prawo do wystąpienia o odszkodowanie od państwa.

II.510.1058.2016

RPO kwestionuje zgodę sądów na ekstradycję obywatela Ukrainy do Rosji

Data: 2019-01-31
  • Polskie sądy zgodziły się na ekstradycję do Rosji Viacheslava I. alias Arkadiia K., podejrzanego o zabójstwo w 1997 r.
  • On sam twierdzi, że schronił się na Ukrainie przed prześladowaniami politycznymi w Rosji, a zarzut jest sfabrykowany
  • W tle całej sprawy pojawia się operacja FSB 
  • RPO wniósł kasację, bo sądy nie wyjaśniły, czy skutkiem ekstradycji może być naruszenie wolności i praw mężczyny

Stan sprawy

5 kwietnia 2018 r. Sąd Okręgowy stwierdził dopuszczalność prawną wydania Rosji Viacheslava I. alias Arkadiia K. Został on zatrzymany w stycznia 2018 r. na przejściu granicznym w Hrebennem. W lutym 2018 r. wpłynął wniosek Federacji Rosyjskiej o jego ekstradycję. Rosja zarzuca mu, że w 1997 r., „będąc aktywnym członkiem zorganizowanej grupy przestępczej kierowanej przez A.B.”, zastrzelił A.A. Sąd uznał, że nie zachodzi uzasadniona obawa naruszenia w Rosji jego wolności i praw. Według sądu dokumenty przedstawione przez stronę rosyjską przeczą twierdzeniom obrony, że zarzut został postawiony z przyczyn politycznych i ścigany nie może liczyć na sprawiedliwe traktowanie w Rosji.

Obrona wniosła zażalenie do Sądu Apelacyjnego. Argumentowała, że sąd bezpodstawnie dał wiarę twierdzeniom Rosji, a nie zweryfikował wersji podejrzanego, że nie jest obywatelem Rosji, skąd uciekł przed prześladowaniami na Ukrainę, gdzie uzyskał obywatelstwo.

16 maja 2018 r. Sąd Apelacyjny utrzymał postanowienie I instancji. Uznał „duże prawdopodobieństwo” popełnienia przez Viacheslava I. zarzuconego mu czynu. Podtrzymał opinię, że nie istnieje obawa naruszenia jego wolności i praw - takie twierdzenia ściganego uznał za gołosłowne. Prokuratura Generalna Federacji Rosyjskiej zagwarantowała bowiem, że „wniosek o wydanie nie ma na celu prześladowania podejrzanego z motywów politycznych”. Zdaniem sądu obrona nie przedstawiła argumentów, które podważałyby wiarygodność tego zapewnienia.

Argumenty kasacji RPO

RPO złożył kasację do Sądu Najwyższego, uznając że orzeczenie Sądu Apelacyjnego zapadło z rażącym naruszeniem prawa. Sąd nie rozważył bowiem wszystkich okoliczności sprawy. M.in. nie uwzględnił wniosków dowodowych obrony, w wyniku czego bezpodstawnie uznał, że nie powodów by odmówić ekstradycji.

Zdaniem Rzecznika doprowadziło to do naruszenia przez sąd art. 604 § 1 pkt 5 i 7 Kodeksu postępowania karnego. Zgodnie z nimi wydanie kogokolwiek do innego państwa jest niedopuszczalne, jeśli:

  • byłoby to sprzeczne z polskim prawem;
  • zachodzi uzasadniona obawa, że w państwie żądającym wydania może dojść do naruszenia wolności i praw osoby wydanej.

Przerzucenie na osobę ściganą ciężaru dowodu, że takie przesłanki zachodzą nie jest dopuszczalne - wskazał Rzecznik. Obowiązkiem sądu jest ustalenie, że zachodzi tzw. przeszkoda ekstradycyjna. Zgodnie ze stanowiskiem SN gwarancje z art. 604 § 1 pkt 5 i 7 K.p.k. oraz art. 3 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności (że nikt nie może być poddany torturom ani nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu albo karaniu) obowiązują niezależnie od charakteru przestępstw popełnionych przez osobę ściganą.

- Stanowisko sądów obu instancji, że ścigany po wydaniu Federacji Rosyjskiej nie będzie poddany traktowaniu sprzecznemu z wymogami norm międzynarodowych jest dowolne i arbitralne, bowiem oparte jedynie na bezkrytycznym przyjęciu zapewnień strony wzywającej – napisał w kasacji zastępca RPO Stanisław Trociuk. Zapewnienie strony rosyjskiej, że wydanie nie ma na celu prześladowania z motywów politycznych, nie może zaś wykluczać uzasadnionej obawy, że w Rosji  może dojść do naruszenia wolności i praw wydanej osoby.

Kasacja podkreśla, że obrońca nie zarzucił wprawdzie sądowi I instancji nie uwzględniającej sytuacji politycznej między Ukrainą a Federacją Rosyjską oceny wyjaśnień ściganego. Sąd nie dysponował jednak żadnym raportem międzynarodowych organizacji, dotyczących łamania praw człowieka w Federacji Rosyjskiej, zwłaszcza wobec obywateli Ukrainy.

Rzecznik przytoczył wyjaśnienia Viacheslava I., które sądy uznały za niewiarygodne. Mówił on m.in., że:

  • w dniu zarzucanego mu zabójstwa A. A. 21 lipca 1997 r. przebywał na wakacjach z rodziną w Turcji;
  • zmienił swe dane personalne ok. 20 lat temu i zamieszkał na Ukrainie, gdyż był poszukiwany i prześladowany przez władze rosyjskie za przynależność do opozycji wobec Władimira Putina i organizowanie zgromadzeń politycznych, wspólnie z kilkoma znajomymi, w tym A. B. i V. S. Współpracownik A. B.  powiadomił rosyjskie służby specjalne o zleceniu mu przez A.B. zabójstwa V. S. i Viacheslava I. Dlatego jako potencjalna ofiara I. dla bezpieczeństwa trafił do aresztu, a służby zaaranżowały jego zabójstwo, opisane w mediach (postawiono mu nawet nagrobek);
  • zarzut zabójstwa A.A. został sfabrykowany przez stronę rosyjską na potrzeby  wyborów. Viacheslav I. nieoficjalnie kierował kampanią wyborczą V.S, który chciał zostać deputowanym. Z uwagi na fakt kilku zamachów na życie V.S., Viacheslav I. zaczął się bać i wyjechał na Ukrainę. Zdaniem ściganego rosyjskie służby zainscenizowały jego śmierć oraz V.S.  celem zmuszenia A.B. do przekazania akcji firmy aluminiowej współpracownikowi Władimira Putina.

Oba sądy oceniły jako niewiarygodne zeznania I., że został uznany przez władze rosyjskie za osobę zmarłą i skorzystał z pomocy ukraińskich służb specjalnych. Tymczasem w ocenie Rzecznika okoliczność ta - także w kontekście aktualnej sytuacji politycznej pomiędzy Ukrainą a Federacją Rosyjską - mogła mieć znaczenie dla wykazania realnego ryzyka traktowania sprzecznego z art. 3 Konwencji  i powinna być wyjaśniona.

Obrońca złożył do Sądu Okręgowego wnioski dowodowe:

  • o dołączenie do materiału dowodowego nośnika pamięci z filmem z pobytu ściganego z rodziną w Turcji w lipcu 1997 r.,
  • o wystąpienie do strony rosyjskiej o informację, czy ścigany został w 2002 r. uznany za zmarłego, czy po 2002 r. wydano mu dokumenty tożsamości, czy  wykonywane czynności procesowe.

- Oddalając wnioski dowodowe obrony, sąd oparł orzeczenie nie na podstawie całokształtu istotnych okoliczności, co doprowadziło do bezpodstawnego uznanie, że nie istnieją bezwzględne przeszkody ekstradycyjne – ocenił Rzecznik. Pierwszego wniosku nie można było oddalić jako nieprzydatnego, skoro za jego pomocą można było udowodnić pobyt oskarżonego w Turcji w czasie popełnienia zarzucanego mu czynu

Według RPO Sąd Apelacyjny z  jednej strony wskazuje na brak dowodów, że Viacheslav I. był zaangażowany w działalność polityczną i że nie ma podstaw do obawy, że może dojść do naruszenia jego wolności i praw. Z drugiej zaś strony,  akceptując oddalenie wniosków dowodowych obrony, sąd uniemożliwia ich przedstawienie. Pozbawiło to ściganego możliwości wykazania, że w przypadku wydania, może dojść do naruszenia jego wolności i praw.

Prokuratura Generalna Federacji Rosyjskiej w odpowiedzi na pismo Ministerstwa Sprawiedliwości o dodatkowe informacje przekazała, że w sprawie o zabójstwo A.A. skazano  trzech sprawców. Wskazali oni I. jako współsprawcę. Zdaniem rosyjskiej prokuratury prawdopodobnie w sposób oszukańczy otrzymał on obywatelstwo ukraińskie.

Z ustaleń Europejskiego Trybunału Praw Człowieka A.B. przeciwko Rosji wynika, że A.B. – prezes zarządu Fabryki Aluminium w Krasnojarsku i członek parlamentu regionalnego - został skazany w czerwcu 2002 r. za zlecenie zabójstwa  wspólnika biznesowego V.S. Zleceniodawca nie wykonał tego i zawiadomił o tym Federalną Służbę Bezpieczeństwa. Dla uzyskania dowodu, że A.B. chciał zamordować V.S. FSB zainscenizowała zabójstwo V.S. i jego partnera biznesowego Viacheslava I.  

Wzięcie pod uwagę wszystkich tych okoliczności mogłoby doprowadzić sąd do  odmiennego wniosku niż ten, który zapadł. Dlatego Rzecznik wniósł by Sąd Najwyższy zwrócił sprawę sądowi okręgowemu.

II.511.239.2018

Oskarżony dwa razy za ten sam czyn. Sąd Najwyższy uwzględnił kasację RPO

Data: 2019-01-23
  • Sąd skazał oskarżonego o oszustwo bez zbadania, czy nie toczy się przeciw niemu sprawa o ten sam czyn - choć mógł to sprawdzić
  • Tymczasem wobec tego oskarżonego gdzie indziej trwało wszczęte wcześniej postępowanie karne o to samo przestępstwo
  • W takiej sytuacji prawo nakazuje umorzyć postępowanie wszczęte później, co nie nastąpiło 
  • Dlatego RPO złożył kasację w tej sprawie, którą uwzględnił Sad Najwyższy

W ocenie SN choć to na organach ścigania w pierwszym rzędzie spoczywał obowiązek działań w celu uniknięcia równoległych postępowań o te same czyny, to nie zwalniało to również sądu od takiego sprawdzenia. 

Do Sądu Rejonowego w R. trafił akt oskarżenia wobec pana Jarosława, właściciela firmy handlowo-usługowej. Zarzucono mu, że w 2014 r. pobrał od rolnika 7 ton zboża o wartości 4 tys. zł. Mimo wystawienia faktury z 3-dniowym terminem płatności, nie zapłacił za towar. Drugi podobny zarzut dotyczył pobrania od innej osoby 26 ton pszenicy o wartości 18 tys. zł (także bez zapłaty).

Oskarżony złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze, bez prowadzenia procesu. Sąd może uwzględnić taki wniosek, gdy okoliczności przestępstwa i wina nie budzą wątpliwości, a cele postępowania zostaną osiągnięte mimo braku rozprawy. 9 września 2015 r. Sąd Rejonowy w R. zgodził się i skazał oskarżonego na 8 miesięcy pozbawienia wolności za oba zarzuty. Nakazał mu też zapłatę należnych kwot pokrzywdzonym. Wyrok ten uprawomocnił się - nikt go nie zaskarżył. 

RPO: sąd mógł sprawdzić, że jest taka sama sprawa

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył do Sądu Najwyższego kasację na korzyść skazanego. Zarzucił Sądowi Rejonowemu w R., że akta sprawy powinny wywołać u sądu wątpliwości, czy przeciw oskarżonemu nie toczy się już wcześniej wszczęte postępowanie karne o ten sam czyn.

Sąd dysponował bowiem notatkami urzędowymi, z których wynikało, że podsądny jest podejrzany w postępowaniu w K. o podobne oszustwa. Polegały one na pobieraniu od pokrzywdzonych zboża na fakturę VAT z odroczonym terminem płatności, bez regulowania należności.

W ocenie Rzecznika zwrócenie się przez Sąd Rejonowy w R. do Sądu Rejonowego w K.  o nadesłanie akt tamtejszej sprawy ujawniłoby, że toczy się wcześniej wszczęte postępowanie co do tego samego czynu i tej samej osoby - dotyczącej oszustwa co do 7 ton zboża.

W postępowaniu, które prowadził Sąd Rejonowy w R., pan Jarosław otrzymał zarzut 3 kwietnia 2015 r. W sprawie przed Sądem Rejonowym w K. taki sam zarzut wobec niego sformułowano 2 lutego 2015 r.

- Dostrzeżenie tej sytuacji procesowej powinno skutkować umorzeniem przez Sąd Rejonowy w R. postępowania o zarzucany oskarżonemu czyn na podstawie art. 17 § 1 pkt 7 Kodeksu postępowania karnego – napisał Rzecznik w kasacji.

Zgodnie z tym przepisem, nie wszczyna się postępowania, a wszczęte umarza, jeżeli postępowanie wcześniej wszczęte toczy się co do tego samego czynu tej samej osoby. Zasada tzw. powagi rzeczy osądzonej nie pozwala prowadzić drugiego postępowania o to samo zdarzenie. Chodzi o to, że nikt nie może być pociągany więcej niż raz do odpowiedzialności karnej za ten sam czyn.

Sąd Rejonowy w K. skazał pana Jarosława za wszystkie zarzuty na 4 lata pozbawienia wolności 18 sierpnia 2015 r. Wyrok ten uprawomocnił się 23 września 2015 r. – dopiero od tej daty można mówić o „powadze rzeczy osądzonej”.

Rzecznik wniósł, by SN umorzył postępowanie wobec oskarżonego przed Sadem Rejonowym w R. o oba zarzucane mu czyny. Choć drugie zarzucone mu przestępstwo nie było przedmiotem wcześniejszego osądzenia, to z uwagi na to, iż było tożsame z zachowaniami objętymi czynem ciągłym w Sądzie Rejonowym w K. -  już prawomocnie osądzonym, obejmuje je „powaga rzeczy osądzonej”.

SN: sąd powinien był mieć wątpliwości

Na posiedzeniu 23 stycznia 2019 r. Sąd Najwyższy (sygn. akt III KK 697/18) uznał kasację RPO za oczywiście zasadną. Zaskarżony wyrok Sądu Rejonowego w R. w całości uchylił, a postępowanie karne wobec pana Jarosława umorzył. 

SN wskazał, że rozstrzygając wniosek oskarżonego o dobrowolne poddanie się karze, sąd ma obowiązek sprawdzić wszystkie warunki materialne oraz formalne pozwalające na jego uwzględnienie.

Sąd Rejonowy w R. nie sprostał obowiązkowi zbadania, czy są przesłanki do wyroku skazującego bez przeprowadzenia rozprawy  - uznał SN. Wątpliwości co do możliwości wydania wyroku w tym trybie powinny wzbudzić w sądzie zgromadzone w śledztwie notatki urzędowe.

W ocenie SN to na organach ścigania w pierwszym rzędzie spoczywał obowiązek weryfikacji otrzymanych informacji w celu uniknięcia równoległych postępowań o te same czyny. Nie zwalniało to jednak również sądu w R. od sprawdzenia, czy  postępowanie w K. przeciwko panu Jarosławowi nie jest wcześniej wszczętym równoległym postępowaniem. Zdaniem SN zwrócenie się Sądu Rejonowego w R. do Prokuratury Rejonowej lub Sądu Rejonowego w K. ujawniłoby, że toczy się tam wcześniej wszczęte postępowanie co do tego samego czynu tej samej osoby. Oznaczałoby to konieczność umorzenia postępowania karnego w R. 

SN podzielił stanowisko Rzecznika o konieczności objęcia kasacją całości wyroku Sądu Rejonowego w R., choć uchybieniem dotknięty był wyłącznie jeden z dwóch czynów mu zarzuconych. Jest to podyktowane sposobem rozstrzygnięcia tego sądu, który w jednym punkcie wyroku orzekł o winie oskarżonego co do obu czynów i przyjął konstrukcję ciągu przestępstw. 

II.511.772.2018

Jedna z uczestniczek „stłuczki” nie mogła zaskarżyć wyroku wobec drugiej. SN uwzględnił kasację RPO

Data: 2019-01-09
  • Uczestniczka kolizji drogowej nie mogła skutecznie zaskarżyć wyroku na niekorzyść drugiej kobiety, która brała udział w stłuczce
  • Sąd odwoławczy uznał bowiem, że pani Magdalena nie miała statusu oskarżyciela posiłkowego, ale tylko współobwinionej o kolizję
  • Na błąd sądu wskazał RPO. W postępowaniu o wykroczenia można bowiem łączyć te role procesowe  
  • Sąd Najwyższy uwzględnił kasację Rzecznika. Sprawa będzie zbadana ponownie

Wobec dwóch uczestniczek stłuczki policja skierowała do sądu wnioski o ukaranie. Panią Magdalenę obwiniono o to, że skręcając w lewo, nie ustąpiła pierwszeństwa nadjeżdżającej z naprzeciwka pani Adzie. Tę z kolei obwiniono o to, że kierowała samochodem bez włączonych świateł mijania oraz o to, że nie zachowując ostrożności doprowadziła do zderzenia.

Wyroki sądów

Początkowo obie te sprawy Sąd Rejonowy prowadził odrębnie. Pani Magdalena oświadczyła, że w procesie pani Ady będzie działać w charakterze oskarżycielki posiłkowej. Sąd dopuścił ją do tej roli.

Ostatecznie sąd połączył jednak sprawy obu kobiet do wspólnego rozpoznania. W związku z tym pani Magdalenie odmówiono prawa działania w charakterze oskarżycielki posiłkowej. Sąd uzasadnił to  niemożnością występowania w połączonym postępowaniu w podwójnej roli procesowej -  i obwinionej, i oskarżycielki posiłkowej. 

Po procesie sąd orzekł, że pani Magdalena spowodowała zagrożenie, nie ustępując pierwszeństwa. Jednocześnie - biorąc pod uwagę charakter i okoliczności czynu, właściwości i warunki osobiste sprawcy - odstąpił od wymierzenia jej kary. Panią Adę za niewłączenie świateł ukarano 100 zł grzywny, ale uniewinniono od zarzutu doprowadzenia do kolizji. Panią Magdalenę obciążono kosztami, m.in. opinii biegłego w kwocie 2,2 tys. zł. Częścią kosztów obciążono też panią Adę.

Pani Magdalena wniosła apelację. Kwestionowała swą winę oraz ustalony przez sąd stan faktyczny co do zachowań pani Ady, która - według niej - była wyłącznym sprawcą kolizji. Wskazała m.in. na błędne stanowisko sądu, że jazda pani Ady bez włączonych świateł nie pozostaje w związku przyczynowym na tyle, aby uznać, że przyczyniła się do kolizji. Wniosła o uniewinnienie oraz o skazanie pani Ady za doprowadzenie do kolizji, a także o to, by wyłącznie ją obciążyć kosztami postępowania.

Sąd Okręgowy utrzymał w mocy zaskarżony wyrok.

RPO: pani Magdalena to oskarżycielka posiłkowa 

Kasację na rzecz pani Magdaleny złożył Rzecznik Praw Obywatelskich (kasacja w sprawach o wykroczenia stronie nie  przysługuje). W ocenie RPO sąd odwoławczy nie dokonał kontroli orzeczenia zgodnie z wymogami prawa. Nie rozważył bowiem w sposób wywołujący skutki prawne wadliwości orzeczenia I instancji w granicach zaskarżenia - czyli na niekorzyść pani Ady.

Uzasadniając utrzymanie wyroku sąd II instancji, wskazał, że nie zgadza się z ustaleniami I instancji, iż zachowanie pani Ady pozostaje bez związku przyczynowo-skutkowego ze zdarzeniem, jak bezkrytycznie sąd przyjął za biegłym - chociaż ustalenie takiego związku nie powinno należeć do biegłego, ale do sądu. Jednocześnie Sąd Okręgowy uznał, że wyrok I instancji nie został skutecznie zaskarżony na niekorzyść pani Ady. Zdaniem sądu pani Magdalena nie mogła go zaskarżyć, gdyż nie występowała w sprawie jako oskarżycielka posiłkowa, a jedynie jako współobwiniona. Dlatego Sąd Okręgowy uznał, że nie był uprawniony do uchylenia wyroku na niekorzyść pani Ady.

Według RPO sąd popełnił błąd, uznając, że pani Magdalena nie miała przymiotu oskarżyciela posiłkowego. Na początkowym etapie oświadczyła wszak o przystąpieniu do sprawy pani Ady w tym charakterze i została dopuszczona.

- Przymiotu tego nie utraciła w związku z połączeniem do wspólnego rozpoznania całego zdarzenia – napisał w kasacji zastępca RPO Stanisław Trociuk. Nieprawidłowy jest pogląd, że z uwagi na tożsamość zdarzenia brak jest możliwości występowania w podwójnej roli procesowej - czyli i obwinionego, i oskarżyciela posiłkowego.

O zakazie takiego kumulowania ról procesowych w postępowaniu karnym stanowi jedynie art. 50 Kodeksu postepowania karnego. Zgodnie z nim w postępowaniu sądowym z uprawnień pokrzywdzonego w postaci możliwości działania w charakterze oskarżyciela posiłkowego nie może korzystać osoba występująca w tej samej sprawie w charakterze oskarżonego. Przepisu o takiej treści nie zawiera jednak Kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia. A to on był podstawą procedowania w tej sprawie.

W postępowaniach o wykroczenia przepisy K.p.k. stosuje się jedynie wtedy, gdy kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia tak stanowi. Zgodnie natomiast z art. 25 § 4 k.p.w. pokrzywdzony może działać jako strona w charakterze oskarżyciela posiłkowego. Brak tu jest jakiegokolwiek ograniczenia. Dlatego takiej osobie przysługują wszelkie uprawnienia wynikające z tego tytułu, w tym również do zaskarżenia orzeczenia na niekorzyść uniewinnionego.

W związku z tym nie budzi wątpliwości, że Sąd Okręgowy rażąco naruszył przepisy. Mimo ustawowego obowiązku, zaniechał bowiem dokonania kontroli rozstrzygnięcia zgodnie z granicami zaskarżenia i sformułowanymi zarzutami. Według RPO naruszyło to  prawo pani Magdaleny do dwuinstancyjnego postępowania.

RPO wniósł o uchylenie wyroku Sądu Okręgowego i przekazanie mu sprawy do ponownego rozpoznania.

Na rozprawie 9 stycznia 2019 r. Sąd Najwyższy (sygn. akt V KK 396/18) uchylił zaskarżony wyrok i zwrócił sprawę Sądowi Okręgowemu.

II.510.879.2018

Obywatel ma szansę na odszkodowanie za niesłuszny areszt. Skuteczna kasacja RPO

Data: 2019-01-08
  • Pan Ryszard wystąpił do sądu o odszkodowanie i zadośćuczynienie od Skarbu Państwa za niesłuszne aresztowanie
  • Sąd aresztował go na 16 dni, bo nie stawiał się na swój proces o oszustwo. Po uniewinnieniu obywatel wystąpił z roszczeniem wobec Skarbu Państwa
  • Nie dostał jednak ani grosza. Sądy uznały, że nie wypełnił swego obowiązku informowania o zmianie miejsca pobytu, przez co utrudniał proces
  • Sąd Najwyższy uwzględnił kasację RPO i nakazał sądowi odwoławczemu ponowne zbadanie sprawy

Prowadzący przedsiębiorstwo pan Ryszard został oskarżony o popełnienie oszustwa wspólnie z innym mężczyzną. W śledztwie nie przyznawał się do tego zarzutu. Przyznał się zaś drugi mężczyzna, który wyjaśnił, że pan Ryszard jest niewinny, bo nie miał wpływu na jego decyzje o nieuregulowaniu zobowiązań finansowych wobec poszkodowanej firmy.

Pan Ryszard trafił do aresztu - ostatecznie został uniewinniony

Pierwszą rozprawę obu mężczyzn w czerwcu 2011 r.  Sąd Rejonowy odroczył z powodu niestawiennictwa pana Ryszarda (wezwanie wysłane na jego adres nie zostało podjęte). Taka sama sytuacja powtórzyła się na drugiej rozprawie. Sąd uzyskał informacje, że oskarżony nie przebywa pod adresem wskazanym przez niego jako adres dla doręczeń. Uznał, że pouczony wcześniej o obowiązku informowania sądu o każdej zmianie miejsca pobytu, nie uczynił tego. Dlatego sąd wydał nakaz aresztowania pana Ryszarda i zarządził poszukiwanie go listem gończym. Drugi oskarżony dobrowolnie poddał się zaś karze i został skazany.

Pan Ryszard został zatrzymany 6 września 2011 r. W areszcie przebywał do 22 września 2011 r. Po procesie sąd wydał wobec niego wyrok uniewinniający. Słowa pana Ryszarda potwierdziły nie tylko wyjaśnienia współoskarżonego, ale i zeznania pokrzywdzonego oraz dokumentacja sprawy.

Po uniewinnieniu pan Ryszard wniósł o zasądzenie od Skarbu Państwa odszkodowania i zadośćuczynienia za oczywiście niesłuszne tymczasowe aresztowanie. Wskazał, że mimo iż areszt trwał tylko 16 dni, to doprowadził do ruiny przedsiębiorstwa budowlanego, którym zarządzał; pogorszył też jego relacje rodzinne.

Sąd Okręgowy oddalił jego wniosek. Uznał, że to jego zawinione zachowanie spowodowało areszt, bo zaniechał on poinformowania sądu o zmianie miejsca pobytu. Decyzję o areszcie sąd uznał za prawidłową, bowiem jako oskarżony utrudniał on postępowanie, ukrywając się przed sądem. Według sądu aresztowanie nie było oczywiście niesłuszne -  a tylko to uzasadnia przyznanie odszkodowania czy zadośćuczynienia.

Pan Ryszard odwołał się, podkreślając że sąd nie uwzględnił  tego, że został uniewinniony. Zarzucił też Sądowi Okręgowemu błędne ustalenie, że bezprawnie utrudniał swój proces. Sąd Apelacyjny utrzymał jednak wyrok I instancji.

Argumenty kasacji RPO

Kasację na rzecz wnioskodawcy wniósł Rzecznik Praw Obywatelskich. Uznał, że orzeczenie sądu II instancji zapadło z rażącym naruszeniem prawa. Sąd dokonał bowiem błędnej wykładni przepisów prawa – oceniał decyzję o areszcie  według stanu sprawy z chwili podejmowania tej decyzji.

Tymczasem w uzasadnieniu uchwały z 15 września 1999 r. Sąd Najwyższy podkreślił, że ocena niewątpliwej niesłuszności aresztowania wymaga uwzględnienia przede wszystkim ostatecznego rozstrzygnięcia co do odpowiedzialności karnej osoby, która  była pozbawiona wolności. - W ocenie SN z tego punktu widzenia, za niewątpliwie niesłuszne, w zasadzie uznać należy każde tymczasowe aresztowanie oskarżonego, który prawomocnie został uniewinniony – napisał RPO w kasacji.

Sąd Apelacyjny przeważającą część swej analizy, w ślad za sądem I instancji, poświęcił ocenie zasadności aresztowania. Zabrakło zaś odniesienia się do słuszności tej decyzji z punktu widzenia ostatecznego wyroku uniewinniającego i zasady ryzyka, na której opiera się odpowiedzialność Skarbu Państwa.

W ocenie Rzecznika, teza że oskarżony miał utrudniać proces nie została należycie uargumentowana. Wątpliwości RPO budziło także niewyjaśnienie przez sąd, dlaczego nie podjęto  próby zastosowania mniej dolegliwego środka - w postaci zatrzymania oskarżonego i doprowadzenia go na rozprawę.

Zdaniem RPO biorąc pod uwagę wyjaśnienia i postawę współoskarżonego oraz zeznania pokrzywdzonego, sąd powinien był rozważyć, czy przy stosowaniu tymczasowego aresztowania wobec wnioskodawcy została dochowana zasada ultima ratio wyrażona w art. 31 ust. 3 Konstytucji RP oraz art. 257 § 1 k.p.k.

Kasację RPO poparł prokurator  obecny na rozprawie 8 stycznia 2019 r. w SN.

SN uchylił zaskarżony wyrok i zwrócił sprawę Sądowi Apelacyjnemu, aby ponownie zbadał apelację w tej sprawie.

II.511.309.2017

10 lat w zakładzie zamkniętym po kradzieży roweru. Kasacja RPO na korzyść pana Lucjana

Data: 2019-01-04
  • Od 10 lat pan Lucjan jest zamknięty w zakładzie psychiatrycznym. Trafił tam po kradzieży roweru za 400 zł
  • Sąd uznał bowiem, że wobec niepoczytalności tylko tak można zapobiec popełnieniu przez niego podobnego czynu 
  • Powołał się na opinię biegłego psychologa, który osobiście nie badał jednak podejrzanego
  • Czas pobytu pana Lucjana w zakładzie dwukrotnie przekroczył już maksymalną karę za kradzież; Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł kasację w jego sprawie

To kolejna interwencja Rzecznika wobec osób, które weszły w konflikt z prawem, ale ponieważ są dotknięte niepełnosprawnością umysłową albo chorują psychicznie, są uznawane za niepoczytalne. W takich sytuacjach sąd umarza postępowanie karne i decyduje o umieszczeniu sprawcy w zakładzie psychiatrycznym w ramach tzw. środka zabezpieczającego.

Rzecznik podejmował wcześniej sprawy, gdy za stosunkowo drobne przestępstwo ludzie trafiali do zamkniętego zakładu na nawet kilkanaście lat  (dłużej niż wynosiłaby maksymalna kara, gdyby za swój czyn trafili do zakładu karnego).  Najgłośniejszy był przypadek pana Feliksa, który w zakładzie spędził 11 lat w ramach środka zabezpieczającego w związku z groźbami karalnymi wobec sąsiadów. W jego sprawie Rzecznik złożył skuteczną kasację - w 2015 r. Sąd Najwyższy nakazał zwolnienie go ze szpitala. W przypadku innej osoby chodziło o kradzież 7 paczek kawy.

Sprawa pana Lucjana

W 2008 r. panu Lucjanowi zarzucono kradzież roweru górskiego o wartości 400 zł. Kiedy okazało się, że działał on w stanie niepoczytalności, prokuratura wniosła o umorzenie postępowania karnego i zastosowanie środka zabezpieczającego w postaci umieszczenia w zakładzie zamkniętym. Sąd rejonowy wydał takie postanowienie. Od lutego 2009 r. mężczyzna przebywa w szpitalu psychiatrycznym.

RPO złożył do Sądu Najwyższego kasację, w której wniósł o uchylenie postanowienia sądu i umorzenie postępowania wobec pana Lucjana z powodu przedawnienia karalności czynu. Zarzucił sądowi rażące naruszenie prawa, polegające na:

  • orzeczeniu środka zabezpieczającego po wysłuchaniu biegłego psychologa, który swej opinii nie poprzedził badaniem stanu podejrzanego;
  • braku dostatecznego uzasadnienia, dlaczego czyn cechuje się znaczną społeczną szkodliwością (bez czego nie jest możliwe umieszczenie w zakładzie) oraz całkowitym braku uzasadnienia, dlaczego zastosowanie tego środka nie wykracza poza zasadę proporcjonalności.

Niewystarczająca opinia psychologa  

Sąd rejonowy dopełnił obowiązku wysłuchania biegłych psychiatrów i psychologa, ale co do tego ostatniego miało to tylko fasadowy charakter. Biegły ten wydał bowiem opinię o  podejrzanym, nie przeprowadzając jego badania - nie miał z nim jakiegokolwiek kontaktu. W sądzie biegły zeznał m.in., że „badania podejrzanego mogłyby dużo wnieść, bo być może byłaby informacja co do okoliczności popełnienia tej kradzieży i być może również co do jej motywów, które nim kierowały. (…) To, że opiniowany podaje, że kazano mu ukraść ten rower może świadczyć o jakiś stanach urojeniowych, ale bez bezpośredniego badania nie mogę stwierdzić czy tak faktycznie jest, co nie wyklucza, że może tak być”. Opierając się na opinii tego biegłego, sąd uznał, że nie można wykluczyć dużego prawdopodobieństwa, iż mężczyzna popełni taki czyn ponownie - co uzasadnia umieszczenie go w zakładzie.

Żaden przepis prawa nie nakazuje przeprowadzenia badania przed opiniowaniem. Jednak wydawanie opinii odnoszącej się do stanu zdrowia psychicznego podejrzanego, diagnozy jego osobowości i wpływu tych elementów na postępowanie musi być poprzedzone jego badaniem przy wykorzystaniu specjalistycznej wiedzy i specyficznych narzędzi badawczych. Chodzi o ochronę przed nadużyciami w zakresie pozbawienia wolności osoby z zaburzeniami psychicznymi, gdy popadła ona w konflikt z prawem. Orzeczenie zapadło z rażącym naruszeniem normy gwarancyjnej, gdyż w oparciu o stan wiedzy biegłego psychologa nie można było decydować o zastosowaniu wobec podejrzanego takiego środka izolacyjnego.

Wadliwa ocena stopnia szkodliwości czynu

Sąd rejonowy naruszył też przepisy w uzasadnieniu postanowienia o umorzeniu postępowania. W świetle prawa umieszczenie sprawcy w zakładzie psychiatrycznym jest możliwe tylko wówczas, jeżeli w stanie niepoczytalności popełni on czyn o znacznej społecznej szkodliwości. Sąd Najwyższy wskazywał, że ustalenie stopnia tej szkodliwości musi być precyzyjne.

Tymczasem uzasadnienie w większości pomija okoliczności brane pod uwagę przy ocenie tej szkodliwości. Sąd napisał m.in., że „czyn był szkodliwy społecznie w znacznym stopniu. Godził on w podstawowe dobro chronione – cudzą własność”. Nie polemizując ze stwierdzeniem, że prawo własności jest podstawowym prawem objętym ochroną, Rzecznik wskazuje, że sąd nie sprecyzował, dlaczego kradzież roweru o wartości 400 zł jest czynem szkodliwym w sposób znaczny. Sąd miał zaś obowiązek wyczerpującego wykazania, w sposób spełniający wymogi rzetelnego procesu, dlaczego czyn charakteryzuje się wyższym stopniem szkodliwości niż „zwykły”.

Niewspółmierność czasu pobytu w zakładzie do wagi czynu

W ocenie Rzecznika wiąże się to  kolejnym naruszeniem przepisów przez sąd. Jego uzasadnienie nie zawiera bowiem wyjaśnienia, dlaczego zastosowanie środka zabezpieczającego nie wykracza poza zasadę proporcjonalności.

Zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego przed podjęciem decyzji o umieszczeniu w zakładzie sąd powinien rozważyć, jaką karę należałoby wymierzyć sprawcy - gdyby nie był on niepoczytalny i mógł ponosić odpowiedzialność karną. Tylko gdyby właściwa była bezwzględna kara pozbawienia wolności, sąd powinien podjąć decyzję o umieszczeniu takiej osoby w zamkniętym zakładzie. Natomiast gdyby sąd uznał za adekwatną do wagi czynu karę o charakterze wolnościowym (np. kara w zawieszeniu, ograniczenie wolności albo grzywna), stosowanie takiego środka mogą uzasadniać wyłącznie szczególne okoliczności czynu. Sąd Rejonowy nie dokonał takiego testu. Gdyby przyjął, że pan Lucjan był w pełni poczytalny, to zarówno stopień winy jak i społeczna szkodliwość czynu bezspornie przemawiałyby za karą o charakterze wolnościowym – podkreśla RPO.

W jego ocenie, sąd powinien był także rozważyć, czy prawdopodobieństwo ponownego popełnienia czynu można zmniejszyć leczeniem w innym trybie niż przez umieszczenie w zakładzie. Stanowi to wymóg ustawowy i ma być tamą przed stosowaniem tego środka wobec sprawcy drobnych lub nawet średnich przestępstw, choćby uciążliwych dla otoczenia. Umieszczenie w zamkniętym zakładzie jest dopuszczalne jedynie wtedy, gdy wykluczona jest możliwość wyleczenia sprawcy w sposób niewymagający tak drastycznego ograniczenia wolności. A ustawa o ochronie zdrowia psychicznego obliguje osoby chorujące psychicznie do poddania się przymusowemu leczeniu.

Czas przebywania pana Lucjana w zakładzie zamkniętym dwukrotnie przekroczył ustawowe zagrożenie karą pozbawienia wolności za czyn z art. 278 § 1 k.k (do pięciu lat). Tak długi okres stosowania tego środka, w odniesieniu do kradzieży roweru o wartości 400 zł, był niewątpliwie niewspółmierny do popełnionego czynu - stwierdza Rzecznik.

W jego ocenie prawidłowe rozważenie i uzasadnienie wszystkich okoliczności oraz prawidłowe przeprowadzenie dowodu z biegłego mogło doprowadzić do odmiennego orzeczenia niż wydane przez Sąd Rejonowy w tej sprawie. 

Rzecznik wnosi o umorzenie sprawy pana Lucjana, bo zarzucany mu czyn przestał być przestępstwem, a stał się wykroczeniem (w przypadku wykroczenia sąd nie może orzec środka zabezpieczającego w postaci umieszczenia w szpitalu psychiatrycznym).

II.510.1058.2016

Kasacja RPO w sprawie mężczyzny z niepełnosprawnością umysłową skazanego za morderstwo

Data: 2018-12-24
  • RPO złożył kasację do Sądu Najwyższego od wyroku skazującego za podwójne morderstwo.
  • Zdaniem Rzecznika w sprawie tej jest tak wiele niejasności, że powinna być ponownie zbadana przez Sąd Najwyższy.
  • Wątpliwości budzą okoliczności, w jakich niepełnosprawny umysłowo Piotr M. przyznał się do zbrodni. Czy nie potwierdził tylko tego, co podpowiedzieli mu policjanci?

Sprawę mężczyzny opisała w Gazecie Wyborczej red. Ludmiła Anannikova. Piotr M., człowiek z niepełnosprawnością intelektualną, został skazany za zamordowanie dwóch kobiet na podstawie swoich zeznań. Rzecznik wnosi o uchylenie wyroku i przekazanie sprawy do ponownego osądzenia.

Rzecznik uważa, że przy ocenie tej sprawy przez sąd doszło do  rażące i mogące mieć istotny wpływ na treść wyroku naruszenia przepisów kodeksu postępowania karnego (art. 433 § 2 oraz art. 457 § 3):

  • protokoły przesłuchań Piotra M. w charakterze podejrzanego, podstawa najważniejszych, niekorzystnych dla oskarżonego ustaleń faktycznych, nie są rzetelnym udokumentowaniem przebiegu tych czynności
  • poprzedzające je czynności podjęte przez funkcjonariuszy policji i sposób ich przeprowadzenia miały bezpośredni wpływ na treść zaprotokołowanych wypowiedzi Piotra M. i mogły naruszyć jego prawo do złożenia wyjaśnień w warunkach swobody wypowiedzi;
  • sąd w sposób dowolny uznał, że zanim w toku nieprocesowej czynności - rozpytania zatrzymanego  - niepełnosprawny psychicznie Piotr M. przyznał się do podwójnej zbrodni zabójstwa, której popełnieniu pierwotnie zaprzeczał, policjanci nie przedstawili mu prawdopodobnego przebiegu zdarzenia.

Rzecznik zauważa m.in., że skoro przepisy wymagają, by protokół utrwalał przebieg czynności, to w protokole przesłuchań osób z istoty swej podatnych na sugestie, takich jak osoby z niepełnosprawnością intelektualną, treść pytań winna być odnotowywana. To, jak było bowiem sformułowane pytanie, jest okolicznością istotną z punktu widzenia przebiegu czynności dokumentowanej w formie protokołu. Pozwala zarazem ukazać w jakim kontekście, w odpowiedzi, na tak sformułowane pytanie, osoba przesłuchiwana złożyła określone depozycje.

Odnotowywanie treści pytań do podejrzanych podatnych na sugestie ma szczególne znaczenie, gdy przesłuchanie odbywa się w warunkach ograniczonej kontradyktoryjności, bez obecności tzw. gwaranta właściwego traktowania osoby przesłuchiwanej, tj. przedstawiciela procesowego zatrzymanego procesowo, którego podstawową rolą podczas stosowania tego środka przymusu jest ochrona zatrzymanego przed bezzasadnym samooskarżeniem.

Sąd w uzasadnieniu wyroku przyjął, iż rozpytanie Piotra M. rozpoczęło się od poinformowania go, że policjanci mają dowody na to, iż popełnił on zarzucane mu zbrodnie, w tym świadków którzy mieli go widzieć oraz że będzie dla niego lepiej, jeżeli się przyzna.

Sąd odmówił natomiast obdarzenia walorem wiarygodności depozycji policjanta w części, w jakiej zeznał, iż zmiana stanowiska zatrzymanego odnośnie popełnienia zbrodni, w związku z którymi został zatrzymany i w konsekwencji przyznanie się w toku rozpytania do ich popełnienia nastąpiło dopiero „po przedstawieniu mu prawdopodobnego przebiegu zdarzenia”, kiedy to według zeznań policjanta Piotr M. „potwierdził” swój udział w tej zbrodni oraz „potwierdził” znajomość z M.K. i konflikt z jej matką B.J.

Sąd założył, że Piotr M. nie mógł powtórzyć tego, co powiedzieli mu policjanci, albowiem z uwagi na swoje deficyty intelektualne nie mógłby zapamiętać tylu szczegółów zbrodni, które wynikają z jego późniejszych wyjaśnień. Jednak te szczegółowe informacje zapisane w protokole przesłuchań w charakterze podejrzanego to suma odpowiedzi na kilka pytań, zredagowana przez osobę sporządzającą protokół. Bezspornym bowiem jest w tej sprawie, o czym wcześniej wskazano, że jak wynika z opinii biegłych, obdarzonych przez Sąd w całości walorem wiarygodności „Oskarżony nie wypowiada się w sposób spontaniczny, nie rozwija tematu rozmowy. Dlatego uzyskanie od oskarżonego odpowiedzi wymaga zadawania dodatkowych pytań”..

Nie budzi natomiast wątpliwości, iż szczegóły dotyczące miejsc zbrodni mogły być natomiast znane nie tylko policjantom, ale również prokuratorowi

II.510.163.2018

Sąd nie dostrzegł wyroku TK. Po kasacji Rzecznika SN uniewinnił kierowcę z niepełnosprawnością

Data: 2018-12-13
  • Kierowca z niepełnosprawnością wjechał w ulicę, na której zakaz ruchu dotyczył także osób niepełnosprawnych
  • Sąd uznał go za winnego wykroczenia i ukarał grzywną. Wyrok podtrzymał sąd II instancji  
  • W chwili orzeczenia II instancji obowiązywał już wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który uchylił możliwość pozbawiania osób niepełnosprawnych prawa niestosowania się do znaków zakazu ruchu
  • Dlatego RPO wniósł kasację, którą Sąd Najwyższy uwzględnił, uniewinniając ukaranego

W czerwcu 2014 r. pan Jarosław wjechał w uliczkę mimo znaku zakazu ruchu w obu kierunkach, opatrzonego tabliczką „Dotyczy osób niepełnosprawnych". Straż Miejska wystąpiła do sądu o ukaranie go za wykroczenie z art. 92 § 1 Kodeksu wykroczeń. Przewiduje on karę grzywny albo nagany za niestosowanie się do znaku drogowego.

2 tys. zł grzywny dla kierowcy z niepełnosprawnością

W sądzie pan Jarosław argumentował, że jest osobą z niepełnosprawnością i ma ograniczoną sprawność ruchową oraz kartę parkingową osoby z niepełnosprawnością. Dlatego, w myśl art. 8 ust. 1 i 2 ustawy Prawo o ruchu drogowym, może nie stosować się do znaku drogowego, a tabliczka: „Dotyczy osób niepełnosprawnych” tego prawa go nie pozbawiała (Minister Infrastruktury w załączniku do swego rozporządzenia z 3 lipca 2003 r. zapisał, że w określonych sytuacjach możliwe jest ograniczenie uprawnienia osób niepełnosprawnych niestosowania się do znaku, poprzez umieszczenie tablic: "Dotyczy także niepełnosprawnych").

Sąd rejonowy nie uznał tych argumentów i w 2015 r. ukarał pana Jarosława  grzywną w wysokości 2 tys. zł; obarczył go też 300 zł kosztów postępowania.

Pan Jarosław odwołał się. Karę uznał za nadmiernie represyjną. Wskazał, że tabliczka „Nie dotyczy  osób niepełnosprawnych” jest niezgodna z załącznikiem rozporządzenia Ministra Infrastruktury z 2003 r. - co stwierdził 4 listopada 2014 r.  Trybunał Konstytucyjny.

W styczniu 2016 r. sąd okręgowy obniżył grzywnę do 500 zł i zwolnił pana Jarosława od kosztów, ale utrzymał wyrok co do istoty.

RPO: rażące naruszenie prawa

Kasację na korzyść pana Jarosława złożył Rzecznik Praw Obywatelskich. Zarzucił wyrokowi rażące naruszenie prawa, polegające na uznaniu obwinionego za winnego, mimo że nie wyczerpał on znamion wykroczenia. Na etapie postępowania odwoławczego nastąpiła bowiem zmiana przepisów w związku z utratą mocy - w wyniku orzeczenia TK - przepisu zezwalającego uprawnionym organom na wyłączenie prawa osób niepełnosprawnych do niestosowania się do znaku zakazu ruchu poprzez umieszczenie tabliczki: „Dotyczy także niepełnosprawnych”.

Wniosek w tej sprawie do TK wniosła Irena Lipowicz, ówczesna rzeczniczka praw obywatelskich. Trybunał podzielił jej zastrzeżenia, uznając zaskarżony przepis za sprzeczny z Konstytucją i Prawem o ruchu drogowym. TK wskazał, że materia, do jakiej powinno się odnosić rozporządzenie, powinna dotyczyć - w zakresie znaków drogowych - wyłącznie ich warunków technicznych oraz umieszczania ich na drogach. Nie powinna zaś obejmować uprawnień określonej kategorii uczestników ruchu drogowego do tego, aby stosować się, bądź nie, do tych znaków. TK uznał, że zaskarżony przepis straci moc obowiązującą 30 czerwca 2015 r.

W kasacji RPO podkreślił, że sąd odwoławczy, w ślad za sądem I instancji, uznał, że pan Jarosław popełnił zarzucane mu wykroczenie. - Tym samym sąd II instancji uznał, iż wskazane orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego nie ma zastosowania do obwinionego – napisał Rzecznik.

Tymczasem po utracie mocy zaskarżonego przepisu, zachowanie pana Jarosława nie było już czynem zabronionym. Skoro zakaz de facto go nie obowiązywał, to mógł wjechać w ulicę nie łamiąc przy tym przepisów. Dlatego Rzecznik wniósł o uchylenie obu wyroków i uniewinnienie.

Sąd Najwyższy na rozprawie 13 grudnia 2018 r. uniewinnił pana Jarosława, a kosztami procesu obciążył Skarb Państwa (sygn. akt IV KK 283/18). - Skoro w dacie orzekania przez sąd okręgowy nastąpiła zmiana stanu prawnego, to obwiniony swoim zachowaniem nie wyczerpał znamion wykroczenia z art. 92 § 1 k.w., a ten sąd powinien był zmienić zaskarżony wyrok i uniewinnić obwinionego. Z rażącą obrazą wskazanego w zarzucie kasacji przepisu prawa materialnego, tj. art. 92 § 1 k.w., Sąd Okręgowy tego jednak nie uczynił – orzekł SN.

II.510.46.2017

Po kasacjach RPO Sąd Najwyższy uchyla wyroki za wstęp do Puszczy Białowieskiej podczas wycinki

Data: 2018-12-11
  • Sąd w Hajnówce nie miał prawa w trybie nakazowym ukarać grzywnami trzech osób za wejście w 2017 r. do Puszczy Białowieskiej, gdy trwała tam wycinka – orzekł Sąd Najwyższy
  • SN uznał kasacje RPO w tych sprawach. Jedną z obwinionych uniewinnił, dwie sprawy zwrócił sądowi w Hajnówce do rozpoznania w zwykłym trybie
  • Dysponowanie jedynie zeznaniami pracowników leśnych, przy braku innych dowodów, w tym wyjaśnień obwinionego, nie pozwalało na wydanie wyroku nakazowego - uznał SN
  • Ponownie badając sprawy, sąd w Hajnówce ma wziąć pod uwagę wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE, zgodnie z którym wycinką w Puszczy Polska uchybiła swym zobowiązaniom ws. ochrony środowiska 

11 grudnia 2018 r. SN uwzględnił kasacje RPO wobec trzech osób ukaranych przez sąd w Hajnówce w 2017 r. grzywnami od 100 do 300 zł za złamanie zakazu wejścia latem i jesienią do Puszczy Białowieskiej. Sąd rejonowy wydał wyroki nakazowe – bez przeprowadzania rozpraw i wzywania obwinionych.  Według Rzecznika, sąd naruszył przepisy, nie prowadząc rozpraw. Dlatego wniósł do SN o uchylenie tych wyroków i zbadanie spraw w zwykłym trybie.   

Kasacje RPO w sprawach o złamanie zakazu wstępu do lasu

- Rażące naruszenie, jakiego dopuścił się sąd rejonowy, mogło mieć istotny wpływ na treść zapadłego wyroku, bowiem nie można wykluczyć, że po przeprowadzeniu rozprawy zapadłoby inne orzeczenie, skutkujące uniewinnieniem obwinionego – pisał w kasacjach zastępca RPO Stanisław Trociuk.

Zgodnie z prawem sąd na posiedzeniu bez udziału stron wydaje wyrok nakazowy - jeżeli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości. Tryb ten jest przewidziany do najbardziej oczywistych spraw, gdy nie ma wątpliwości co do winy i okoliczności czynu. Jakiekolwiek wątpliwości co do opisu czynu, kwalifikacji prawnej czy wypełnienia znamion wykroczenia powinny prowadzić do rozpoznania sprawy w zwykłym trybie.

Rzecznik w kasacjach zwracał uwagę, że:

  • jeden z obwinionych zeznał, że wchodząc do lasu, nie zauważył zakazu wstępu; podkreślał, że jeżeli by wiedział, że w tym miejscu jest zakaz, to by tam nie wszedł;
  • w trakcie postępowania wyjaśniającego nie ustalono ponad wszelką wątpliwość, czy na terenie oddziału 279A Leśnictwa ustawiono wymagane znaki wraz z wszystkimi informacjami, dotyczącymi przyczyny zakazu, terminu obowiązywania oraz zarządcy lasu i jego adresie;
  • z zarządzenia nadleśniczego z Białowieży nr 15/17 wynika, że termin zakazu ustalono „do odwołania”, a jako jego przyczynę wskazano „zagrożenie bezpieczeństwa publicznego, związane w wystąpieniem w lasach zniszczenia oraz znacznego uszkodzenia drzewostanów, przejawiającego się masowym zamieraniem drzew i drzewostanów na skutek zachodzących procesów powodujących powstanie dużej liczby drzew martwych, stanowiących realne zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi oraz ich mienia”. Tymczasem RPO podkreślał, że przepisy nie pozwalają na wprowadzenie zakazu nie ograniczonego terminem. Podana przyczyna w ogóle nie może być zaś podstawą legalnie wprowadzonego zakazu okresowego;
  • jeden z ukaranych to kamerzysta ogólnopolskiej telewizji, oddelegowany przez pracodawcę do Puszczy Białowieskiej. Sąd powinien był zbadać, czy nie wykonywał on obowiązku wynikającego z Prawa prasowego – czyli prawdziwego przedstawiania omawianych zjawisk.

Wyroki Sądu Najwyższego 

SN uchylił wszystkie trzy zaskarżone wyroki. Jedną z obwinionych uniewinnił, a sprawy dwóch pozostałych (w tym operatora telewizji) zwrócił do ponownego rozpoznania przez sąd w Hajnówce. Na razie SN przedstawił dwa pisemne uzasadnienia z tych spraw.

Zwrócono sądowi m.in. sprawę operatora telewizji, ukaranego 300 zł grzywny; zeznał, że nie zauważył znaku zakazu wstępu do lasu. SN podkreślił, że wydarzenia w Puszczy Białowieskiej żywo interesowały opinię publiczną. Rodziło to potrzebę zbadania przez sąd, czy obwiniony nie wykonywał czynności służących urzeczywistnieniu konstytucyjnego prawa obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej. Dlatego SN podzielił stanowisko RPO, że wydając wyrok nakazowy, sąd rażąco naruszył prawo.

Drugie uzasadnienie zwróconej sprawy dotyczy mężczyzny, obwinionego o to, że w czerwcu 2017 r. „wspólnie i w porozumieniu z grupą kilkunastu osób, wtargnął do lasu państwowego Nadleśnictwa Hajnówka” objętego okresowym zakazem wstępu oraz nie dostosował się do żądania opuszczenia lasu. Wymierzono mu za to grzywnę 200 zł.

SN uznał kasację za „oczywiście zasadną”. Przypomniał, że zgodnie z prawem, orzekanie w postępowaniu nakazowym jest możliwe, jeżeli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości. Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem SN brak wątpliwości oznacza, że nie ma ich zarówno co do sprawstwa czynu, jak i winy obwinionego, z uwzględnieniem jego wyjaśnień oraz innych dowodów przeprowadzonych w toku czynności wyjaśniających. - Taka sytuacja nie występuje jednak w niniejszej sprawie. Jak trafnie zauważa Rzecznik Praw Obywatelskich, zebrany materiał dowodowy ograniczał się w istocie jedynie do dwóch protokołów przesłuchania strażników leśnych – podkreślił SN.

Wskazał, że w aktach sprawy brak jest zarządzenia nadleśniczego o okresowym zakazie wstępu do lasu. Nie ma też dokumentacji, która pozwalałaby ustalić, że tabliczki informujące o zakazie wstępu do lasu spełniały wymogi i zostały umieszczone zgodnie z wskazaniami prawa. - W realiach faktycznych sprawy dysponowanie jedynie zeznaniami pracowników Lasów Państwowych przy braku ww. dowodów oraz wyjaśnień ukaranego nie pozwalało na wydanie wyroku nakazowego – zaznaczył SN.

W jego ocenie negatywną przesłanką wydania wyroku nakazowego, którą powinien był dostrzec sąd, były również wątpliwości co do materialno-prawnych podstaw przypisania odpowiedzialności obwinionemu. Chodzi przede wszystkim o potrzebę rozważenia zastosowania w tej sprawie tzw. stanu wyższej konieczności (zwalniającego od odpowiedzialności), a także o ustalenie, czy zarzucane mu zachowania cechują się szkodliwością społeczną.

SN wskazał, że przy ponownym rozpoznaniu sprawy sąd w Hajnówce ma wyjaśnić wszystkie istotne okoliczności. Ma też dokonać wnikliwej oceny prawnej zarzucanych obwinionemu czynów, mając na uwadze rozważania SN oraz wyrok Trbunału w Luksemburgu (TSUE) z 17 kwietnia 2018 r. Stwierdzono w nim, że na skutek działań w Puszczy Białowieskiej - przeciwko którym skierowane było zachowanie obwinionego - Rzeczpospolita Polska uchybiła zobowiązaniom spoczywającym na niej na mocy dwóch dyrektyw, dotyczących ochrony środowiska. – Oznacza to, że w niniejszej sprawie źródłem niebezpieczeństwa dla dobra prawnego, które mogłoby uzasadniać przyjęcie stanu wyższej konieczności, nie była zgodna z prawem działalność organów władzy publicznej – podkreśla uzasadnienie SN.

RPO: powinna być możliwość zaskarżania do sądu zakazu wstępu do lasów 

Ludzie skarżą się Rzecznikowi na ograniczenia w korzystaniu z lasów należących do Skarbu Państwa. Nie można do nich wchodzić, bo Lasy Państwowe wprowadzają okresowe zakazy. Mówili o tym np. uczestnicy spotkania z Rzecznikiem w marcu 2018 r. w Teremiskach w Puszczy Białowieskiej. Zakazy blokują pracę przewodnikom (co wielu młodym ludziom pozwala dorobić). Całym kompleksem leśnym zarządzają trzy różne nadleśnictwa, które ze sobą nie współpracują, co jeszcze bardziej utrudnia organizację turystyki, z której żyje okolica.Zainteresowani mieszkańcy wskazują, że obok arbitralności działań nadleśniczych, problemem jest sposób powiadamiania o wprowadzanych ograniczeniach - „z dnia na dzień”. Występują też utrudnienia związane z uciążliwymi  objazdami. 

W październiku 2018 r. RPO wystąpił w tej sprawie do Ministra Środowiska. Nabrał bowiem wątpliwości, czy zapisy prawa limitujące możliwość korzystania z lasów publicznych w pełni odpowiadają konstytucyjnemu standardowi.  Tymczasem art. 52 ust. 1 Konstytucji gwarantuje każdemu wolność poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej. Właśnie to jest - w ocenie Rzecznika - źródłem uprawnienia do wstępu do publicznych lasów. Wprowadzanie ograniczeń tego prawa  jest  możliwe wyłącznie w drodze ustawy i tylko jeśli jest to konieczne w demokratycznym państwie.

W ocenie Rzecznika konstytucyjnych wątpliwości nie budzą np. stałe zakazy wstępu do lasów. Inaczej jest jednak w przypadku zakazów okresowych (których wprowadzenie uzależnione jest od uznania nadleśniczego), a także zasad poruszania się po drogach leśnych (które są określane w ramach dużego marginesu swobody). Skoro ograniczenia wstępu do lasu są ingerencją w prawa i wolności obywateli, niezbędne jest zapewnienie im możliwości sądowej ochrony. Według RPO w aktualnym stanie prawnym jest ona niedostateczna. Dlatego Adam Bodnar uważa,  że decyzje nadleśniczych o zakazie wstępu do lasu powinny być zaskarżalne do sądu administracyjnego.

W odpowiedzi dla RPO Ministerstwo nie zgodziło się z potrzebą zmian legislacyjnych.

II.510.609.2018, II.510.610.2018, II.510.611.2018, V.7200.6.2018

NIE PRZEGAP NA KONGRESIE

Sesja 11: Prawo do czystego środowiska jako prawo człowieka (BLOK C), moderator Adam Wajrak

Świadkowie Jehowy nie byli w PRL „tajnym związkiem". SN uniewinnił na wniosek RPO siedmioro skazanych w latach 70.

Data: 2018-11-21
  • Sąd Najwyższy uchylił wyroki sądów PRL, skazujące siedmioro świadków Jehowy za udział w związku, którego istnienie i cel miało być „tajemnicą wobec organów państwowych”
  • To wcale nie było tajemnicą dla ówczesnych władz - wskazywał Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Wniósł on kasację na korzyść skazanych jako represjonowanych z powodów religijnych

21 listopada  2018 r. Sąd Najwyższy (III KK 527/18) uwzględnił kasację RPO, kolejną dotyczącą członków tego wyznania. Władze RPL represjonowały ich pod pretekstem udziału „w nielegalnym związku, którego organizacja i konspiracyjna działalność pozostawała tajemnicą wobec organów państwowych”.

Z utrwalonego orzecznictwa  SN wynika, że istnienie, ustrój i cel wyznania Świadków Jehowy nie stanowiły tajemnicy dla władz PRL. Elementy te były jawne, zarówno w okresie legalnego funkcjonowania tego wyznania w Polsce, jak i po odmowie jego rejestracji w 1950 r. Członkowie wspólnoty podejmowali zaś liczne i jawne próby uregulowania sytuacji prawnej swego wyznania. Przedkładali władzom m.in. statut związku.

W kasacji Rzecznik wniósł o uchylenie wyroków b. Sądu Powiatowego z  października 1973 r. oraz b. Sądu Wojewódzkiego ze stycznia 1974 r. i uniewinnienie skazanych.

Sądy obu  instancji uznały Antoniego K., Tadeusza G., Jana Edwarda S., Stanisława N., Alinę K., Bożenę M. i Zofię G. za winnych:

  • pełnienia kierowniczych funkcje w nielegalnym związku „Świadków Jehowy”, którego organizacja i konspiracyjna działalność pozostawała tajemnicą wobec organów państwowych;
  • kierowania i organizowania pracami drukarskimi, wydawania i przechowywania literatury tegoż związku, przeznaczoną do rozpowszechniania bez zezwolenia władz;
  • udostępniania domu do nielegalnej introligatorni;
  • wykonywania prac związanych z oprawą literatury tegoż związku, przeznaczoną do rozpowszechniania bez zezwolenia władz.

Osoby pełniące funkcje kierownicze (odpowiadały z aresztu) skazano na kary 2 lat i 6 miesięcy oraz 2 lat więzienia. Pozostali dostali kary więzienia w zawieszeniu, grzywny oraz nakazy prac społecznych.

- Przypisane oskarżonym czyny, stanowiące w istocie realizację konstytucyjnego prawa do wykonywania praktyk religijnych. nie wyczerpywały znamion przestępstwa, zaś ściganie karne i skazanie ich miało formę politycznej represji – napisał Rzecznik w kasacji. Wskazał, że w świetle utrwalonego orzecznictwa SN nie jest możliwe odnoszenie pojęcia „związku” w rozumieniu prawa karnego do wspólnoty o charakterze religijnym, wyznaniowym - zbiorowiska ludzi, których łączy nie więź organizacyjna, ale religijna.

Ponadto istnienie i działalność wspólnoty, funkcjonującej poprzednio na podstawie rozporządzenia Prezydenta RP z dnia 27 października 1932 r. Prawo o stowarzyszeniach, po delegalizacji w lipcu 1950 r., nie stanowiło tajemnicy dla władz państwowych z uwagi na podejmowane przez członków wspólnoty liczne próby prawnego usankcjonowania działalności, m.in. przez przedkładanie władzom statutu wspólnoty i wniosków o ponową rejestrację.

RPO powołał się m.in. na uzasadnienie wyroku SN z 12 stycznia 1995 r., w którym  stwierdzono: „Uznawanie tajności struktur religijnych wyznania, któremu oficjalnie i bezpodstawnie odmówiono prawa do jawnego funkcjonowania, za wypełniające znamiona "tajności związku", było rażącym nadużyciem prawa karnego, w celu korzystania wyłącznie z jego represyjnej funkcji. Była ponadto w tym stanowisku hipokryzja - za tajne uznawano to, czego władza państwowa nie chciała przyjąć do wiadomości”.

Na posiedzeniu SN uznał kasację Rzecznika za oczywiście zasadną i uniewinnił wszystkich skazanych.

II.510.31.2018

Osoba z niepełnosprawnością intelektualną skazana za drobną kradzież bez prawa do obrony. RPO złożył kasację do SN

Data: 2018-11-14
  • Mężczyzna z niepełnosprawnością intelektualną został skazany za kradzież 270 zł - bez przeprowadzania rozprawy i bez zapewnienia mu obrońcy
  • Lekarze uznali jego ograniczoną poczytalność; on sam zeznał, że nie umie czytać ani pisać
  • Według Rzecznika Praw Obywatelskich sąd rejonowy miał obowiązek przyznać oskarżonemu obrońcę 
  • Wobec rażącego naruszenia prawa, RPO złożył kasację do Sądu Najwyższego, wnosząc o zwrot sprawy do ponownego rozpoznania

Mężczyzna został oskarżony o włamanie do lokalu gastronomicznego, skąd z kasy zabrał  270 zł. Wraz z aktem oskarżenia prokurator złożył wniosek o wydanie wobec niego wyroku skazującego bez przeprowadzenia rozprawy. Powołał się na przepisy, które na to pozwalają - gdy dany czyn jest zagrożony karą nie przekraczającą 10 lat pozbawienia wolności, okoliczności jego popełnienia nie budzą wątpliwości, a postawa oskarżonego wskazuje, że cele postępowania zostaną osiągnięte.

Sąd Rejonowy w S. uwzględnił wniosek prokuratora i w 2013 r. skazał tego człowieka na pół roku pozbawienia wolności, uznając jego czyn za „wypadek mniejszej wagi”. Zobowiązał go też do naprawienia szkody na rzecz pokrzywdzonego.  Wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił się. Jego uzasadnienie nie zostało sporządzone. Obecnie mężczyzna przebywa w więzieniu.

RPO: sąd miał obowiązek zapewnienia obrońcy 

Zdaniem Rzecznika wyrok zapadł z rażącym naruszeniem przepisów prawa procesowego.

Do akt śledztwa dołączono opinię sądowo-psychiatryczną, w której lekarze psychiatrzy stwierdzili, że oskarżony jest osobą z upośledzeniem umysłowym w stopniu umiarkowanym, o deficycie intelektu. W toku wywiadu oskarżony podał, że nie umie czytać ani pisać. Leczył się psychiatrycznie; utrzymuje się z renty. Zdaniem lekarzy jego zaburzenia spowodowały, że miał on ograniczoną zdolność rozpoznania znaczenia zarzucanego mu czynu i pokierowania swym postępowaniem, jednakże nie w stopniu znacznym.

Sąd I instancji - procedując bez rozprawy, w trybie, który ma przyspieszyć rozstrzyganie spraw uznawanych za proste (których jest bardzo dużo) - pominął tu, iż w odniesieniu do oskarżonego zachodziły zatem okoliczności utrudniające obronę o jakich stanowi art. 79 § 2 k.p.k., a które obligują sąd do wyznaczenia oskarżonemu obrońcy - uznał Rzecznik.

Powołał się na interpretację pojęcia "okoliczności utrudniających obronę", dokonanej przez Sąd Najwyższy 17 lutego 2004 r. i w wyroku z 24 lipca 2008 r. SN wskazał w nich, że "okoliczności utrudniające obronę" należy wiązać z właściwościami oskarżonego, które co prawda nie uniemożliwiają, ale w znaczący sposób utrudniają realizację prawa do obrony bezpośrednio przez oskarżonego. Według SN w każdym przypadku stwierdzenie "okoliczności utrudniających obronę" musi być wiązane z właściwościami fizycznymi (wiek, stan zdrowia, sprawność poszczególnych narządów zmysłów), psychicznymi (stopień sprawności umysłowej, zaradność lub nieporadność) oraz intelektualnymi (stopień inteligencji ogólnej, wiedza w dziedzinie stanowiącej materię przedstawionych zarzutów) konkretnego oskarżonego w zestawieniu z treścią zarzutów.

W ocenie Rzecznika były pełne podstawy do przyjęcia przez sąd rejonowy obrony obligatoryjnej dla oskarżonego. Informacje z akt sprawy były wystarczające, aby wzbudzić wątpliwości sądu co do możliwości rozpoznania sprawy na posiedzeniu w trybie art. 335 § 1 k.p.k. Powinny też były wywołać niepewność sądu co do możliwości prowadzenia samodzielnej obrony przez oskarżonego. 

- Sąd rejonowy nie nadał znajdującym się w aktach sprawy informacjom odpowiedniego znaczenia i zupełnie je zignorował, choć de facto obligowały one sąd I instancji do wyznaczenia oskarżonemu obrońcy w celu zabezpieczenia podstawowej procesowej gwarancji w postaci konstytucyjnego prawa do obrony, tak aby w pełni chronić prawa osób. wobec których zachodzi wysokie prawdopodobieństwo, że nie są w stanie w sposób samodzielny prowadzić swojej obrony – głosi kasacja zastępcy RPO Stanisława Trociuka.

W konsekwencji doszło do rozpoznania sprawy bez obowiązkowego udziału obrońcy, co spowodowało wystąpienie bezwzględnej przyczyny odwoławczej, o jakiej mowa w art. 439 § 1 pkt 10 k.p.k. Dlatego w ocenie Rzecznika sąd rejonowy powinien ponownie zbadać całą sprawę.

Działania RPO na rzecz skazanych z niepełnosprawnością intelektualną i psychiczną 

W 2016 r., na początku swej kadencji RPO Adam Bodnar przedstawił informacje o tym, że w polskich więzieniach mogą być pozbawieni wolności ludzie, którzy - ze względu na niepełnosprawność intelektualną lub chorobę psychiczną - w ogóle nie powinni się tam znaleźć. Są też osoby, które mogą odbywać karę, ale nie w zwykłym reżimie, tylko pod opieką specjalistów, korzystając z programów terapeutycznych, w warunkach zapewniających bezpieczeństwo zarówno im, jak i współosadzonym oraz funkcjonariuszom.

W lutym 2018 r. RPO zaprezentował raport ze swych działań w tej sprawie. Zbadano sytuację ponad 100 osób chorujących psychicznie lub z niepełnosprawnością intelektualną, o których RPO wiedział, że przebywają w jednostkach penitencjarnych. Większość przypadków wymagała interwencji. W efekcie RPO zakwestionował 45 proc. rozstrzygnięć sądowych - wystąpił z 14 kasacjami (13 uwzględniono) i  złożył 22 wystąpienia do prezesów sądów o wznowienie postepowania (18 spraw wznowiono). Skierował też 25 wystąpień do władz w sprawie wykrytych problemów generalnych. Zgłoszone postulaty są już częściowo realizowane.

- Trzeba zmienić przepisy i praktykę postępowania wobec osób z niepełnosprawnością psychiczną  lub intelektualną, które są uczestnikami postepowania karnego. Inaczej prawa tych osób - a zatem człowieka w ogóle - będą w naszym kraju bardzo poważnie zagrożone – mówił Adam Bodnar, prezentując raport. – Nie wystarczą reportaże w mediach, jak np. ten, który wstrząsnął opinią publiczną – o panu Radosławie zamkniętym w więzieniu mimo, że z powodu upośledzenia intelektualnego widzi świat tak jak 7-8–letnie dziecko. Pięć lat temu wszyscy o tym mówili, ale i w tym roku odnotowaliśmy przypadek młodego człowieka, który w nawrocie choroby psychicznej trafił do aresztu, a nie tam, gdzie mógłby dostać fachową pomoc. To nadal jest w Polsce możliwe.

Zmiany muszą być głębsze:

  • osoby chorujące psychicznie, w ostrej psychozie, nie mogą trafiać do więzienia
  • musimy wyznaczyć, które szpitale psychiatryczne będą przyjmować osoby chorujące psychiczne, wobec których zastosowano areszt tymczasowy
  • musimy zmienić tak przepisy, by leczyć w szpitalach psychiatrycznych tych skazanych, którzy chorują psychicznie, a w warunkach więziennych nie można już im pomóc
  • policjanci muszą odnotowywać w notatkach służbowych np. to, że kontakt z daną osobą jest utrudniony
  • prokuratorzy powinni wykazywali większą wrażliwość i powoływać biegłych w przypadku wątpliwości co do stanu zdrowia psychicznego danej osoby
  • sądy nie mogą ignorować przesłanek świadczących o tym, że dana osoba może mieć kłopot z  korzystaniem ze swoich praw (a zdarza się, że takim osobom nie zapewnia się obrońcy, mimo że jest to w ich przypadku obligatoryjne!), zapadają też wyroki nieuwzględniające możliwości  odbycia kary przez skazanego
  • kuratorzy nie mogą wnioskować o umieszczenie w zakładzie karnym kogoś, kto nie zapłacił zasądzonej grzywny albo nie wykonał wskazanych w wyroku prac społecznie użytecznych – nie widząc tej osoby, a sąd nie sprawdza, czy taka osoba może w ogóle zasądzony wyrok wykonać
  • funkcjonariusze Służby Więziennej nie mogą nie przekazywać ważnych informacji o osadzonym prokuratorom, sądom, sędziemu penitencjarnemu
  • sędziowie penitencjarni muszą z większą wrażliwością reagować na sygnały, które skłaniałyby do podjęcia działań w ramach ich kompetencji (spotkania z osadzonymi, wydawanie zaleceń Służbie Więziennej, wystąpienia z urzędu o przerwę w odbywaniu kary)
  • policjanci, prokuratorzy, sędziowie, kuratorzy, funkcjonariusze SW muszą się szkolić w tym zakresie

II.510.1151.2018

Ekstradycja obywatela Ukrainy do Rosji. Sąd Najwyższy po kasacji RPO uchylił zgodę na to

Data: 2018-11-07
  • Sąd Najwyższy uchylił prawomocną zgodę polskich sądów na ekstradycję do Rosji obywatela Ukrainy podejrzanego o przestępstwo kryminalne
  • Yaroslav K. miał je popełnić w 2005 r., ale Rosja zaczęła jego poszukiwania międzynarodowe dopiero w 2017 r.  W 2015 r. brał on zaś w budowie konstrukcji obronnych na wschodzie Ukrainy w rejonie działań wojennych
  • Zbadania tych okoliczności chciała wcześniej obrona, ale sady uznały, że nie mają one znaczenia dla sprawy
  • Kasację do SN złożył Rzecznik Praw Obywatelskich, argumentując że sądy nie wyjaśniły, czy skutkiem ekstradycji może być naruszenie wolności i praw ściganego

Uwzględniając kasację RPO, 6 listopada 2018 r. SN zwrócił sprawę Sądowi Apelacyjnemu, aby zbadał m.in. czy wydanie mężczyzny może rodzić poważne ryzyko zagrożenia praw człowieka. Na posiedzeniu SN przedstawiciel Prokuratury Krajowej wnosił o oddalenie kasacji Rzecznika jako „oczywiście bezzasadnej”.

Stan sprawy

17 stycznia 2018 r. Sąd Okręgowy w P. stwierdził dopuszczalność prawną wydania obywatela Ukrainy Yaroslava K. Federacji Rosyjskiej. Ma tam stanąć przed sądem za przestępstwo udziału w pobiciu ze skutkiem śmiertelnym. Sąd uznał, że nie zachodzi uzasadniona obawa naruszenia w Rosji jego wolności i praw.

Obrona wniosła zażalenie do Sądu Apelacyjnego w R. Argumentowała, że ekstradycja jest niedopuszczalna, bo jest pewne, iż po wydaniu K. jego prawa nie będą respektowane. Wskazywano m.in. na oddalenie wniosków dowodowych obrony, by sąd zwrócił się do strony rosyjskiej o uzupełnienie wniosku o wydanie. Chodziło o ustalenie, dlaczego dopiero w 2017 r. w Rosji zdecydowano o pociągnięciu K. do odpowiedzialności, skoro do zarzucanego mu czynu doszło w 2005 r. Sąd Okręgowy uznał, że nie jest to istotne dla sprawy, skoro jego działania przeciwko Rosji dotyczyły roku 2015, a zarzucany czyn popełniono w 2005 r.

Według obrony prawa K. w Rosji byłyby naruszane w związku z jego zaangażowaniem się w konflikt zbrojny z Rosją. Podkreślano też brak możliwości skorzystania przez niego z prawa do opieki dyplomatyczno-konsularnej swojego kraju w sytuacji wojny. Strona rosyjska zapewniała, że jakiekolwiek jego prześladowania nie będą miały miejsca. 

1 lutego 2018 r. Sąd Apelacyjny utrzymał postanowienie SO. Także ten sąd podkreślił, że czyn, za który K. jest ścigany, był popełniony na długo przed jego udziałem w działaniach wojennych. Zdaniem SA uznanie ekstradycji za niedopuszczalną jest możliwe tylko wówczas, gdy istnieją dowody rażącego i systematycznego pozbawiania praw do rzetelnego procesu w danym państwie.

Argumenty kasacji RPO

RPO złożył kasację do Sądu Najwyzszego, uznając że orzeczenie Sądu Apelacyjnego zapadło z rażącym naruszeniem prawa.

Według Rzecznika sąd nie rozważył wszystkich okoliczności sprawy i uznał w sposób dowolny, że nie zachodzą podstawy do odmowy wydania - przewidziane w art. 604 § 1 pkt 7 Kodeksu postępowania karnego oraz art. 3 ust. 2 Europejskiej Konwencji o Ekstradycji, a także art. 3 i 6 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.

W ocenie RPO sąd odwoławczy przeszedł do porządku nad kwestią, czy w Rosji nie dojdzie do istotnego naruszenia praw i wolności ściganego, mając na uwadze jego udział w wojnie z Rosją. Sąd pominął też zarzut obrony naruszenia art. 3 ust. 2 Europejskiej Konwencji o Ekstradycji, a powołał się tylko na polsko-rosyjską umowę z  1996 r. o pomocy prawnej i stosunkach prawnych w sprawach cywilnych i karnych.

- Postanowienia Europejskiej Konwencji o Ekstradycji mają pierwszeństwo przed postanowieniami tej umowy międzynarodowej – napisał w kasacji zastępca RPO Stanisław Trociuk. Art. 3 ust. 2 Konwencji stanowi, iż zgoda na wydanie nie zostanie udzielona, jeżeli strona wezwana ma poważne podstawy do przypuszczenia, że wniosek o wydanie za przestępstwo pospolite został złożony w celu ścigania lub ukarania osoby ze względu na je j rasę, wyznanie, narodowość lub poglądy polityczne albo że jej sytuacja może ulec pogorszeniu z jednej z tych przyczyn.

Sąd Apelacyjny nie odniósł się też do zarzutów obrony, że SO nie uzupełnił materiału dowodowego w celu ustalenia w sposób nie budzący wątpliwości, iż sytuacja ściganego z uwagi na jego narodowość i udział w konflikcie zbrojnym z Rosją, nie może ulec pogorszeniu w razie wydania. Nie odniósł się też do sytuacji, iż ścigany po jego wydaniu byłby pozbawiony opieki konsularnej, co również wpływa na pogorszenie jego sytuacji.

Rzecznik przypomniał, że zgodnie ze stanowiskiem SN, gwarancje przewidziane w art. 604 § 1 pkt 5 i 7 k.p.k. oraz art. 3 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności obowiązują niezależnie od charakteru przestępstw popełnianych przez osobę ściganą w państwie wzywającym (przestępstwo kryminalne czy tzw. przestępstwa polityczne).

W kasacji RPO podkreślał, że organom Federacji Rosyjskiej znany był fakt, że ścigany przebywał od 2005 r. na Ukrainie, a mimo to podjęcie poszukiwań za granicą nastąpiło dopiero w 2017 r., czyli już po jego zaangażowaniu w konflikt zbrojny. - Nie sposób wyjaśnić, dlaczego organy Federacji Rosyjskiej przez 12 lat, mimo wiedzy na temat narodowości i pochodzenia ściganego nie zwróciły się do Ukrainy o jego zatrzymanie i wydanie – napisał Stanisław Trociuk.

Według RPO wybiórcze analizowanie dokumentacji przez SA w tym zakresie nie może być podstawą stwierdzenia, iż ściganie nie ma związku z jego udziałem w działaniach wojennych. Dopiero analiza całości akt sprawy mogłaby wyjaśnić, dlaczego  ściganie podjęto dopiero w 2017 r. i czy miało to związek z jego udziałem w konflikcie zbrojnym z Rosją.

Sąd odwoławczy nie wziął też pod uwagę okoliczności podawanych przez kierownika oddziału konsularnego Ambasady Ukrainy w RP, że w Federacji Rosyjskiej jest obecnie więzionych 22 obywateli Ukrainy, którym stawia się nieuzasadnione zarzuty. Nie mają też oni zapewnionej opieki prawnej, medycznej itp. Ponadto Konsul Generalny Ukrainy w Lublinie wskazał, iż ścigany, z uwagi na jego udział w budowie instalacji wojskowych na wschodzie Ukrainy, z chwilą wydania stanie się więźniem politycznym, albowiem władze Federacji Rosyjskiej na terenie różnych państw starają się ścigać tego rodzaju osoby.

W ocenie RPO sąd pominął również sytuację polityczną, nakazującą wobec konfliktu we wschodniej części Ukrainy, traktować ze szczególną ostrożnością wnioski Federacji Rosyjskiej o ekstradycję obywateli Ukrainy.

Rozważenie tych okoliczności przez SA mogłoby doprowadzić sąd do wydania odmiennego co do istoty rozstrzygnięcia - napisał w kasacji Stanisław Trociuk.

Z tych względów postanowienie SA powinno zostać uchylone w celu wszechstronnego zbadania - również po uzupełnieniu materiału dowodowego - czy nie zachodzą podstawy do odmowy wydania ściganego organom Federacji Rosyjskiej.

Decyzja SN

Przedstawiciel Prokuratury Krajowej wniósł o oddalenie kasacji RPO jako „oczywiście bezzasadnej”. Przeciwstawiła się temu przedstawicielka Rzecznika. Obrona poparła kasację.

6 listopada 2018 r. trzyosobowy skład SN (sygn. akt IV KK 190/18) uwzględnił kasację. Uchylił postanowienie SA i przekazał mu sprawę do ponownego rozpatrzenia.

W ustnym uzasadnieniu SN podkreślił, że oba sądy nie zbadały przesłanek z art. 3 Konwencji o Ekstradycji. Strona rosyjska nie przedłożyła zaś pełnej dokumenatcji zarzutów wobec osoby ściganej. Dlatego SN wskazał, aby przy ponownym rozpatrzeniu całej sprawy rozważono wystąpienie do strony rosyjskiej  o uzupełnienie materiału dowodowego.

II.510.125.2018

RPO w sprawie wchodzenia do lasu: obywatel powinien móc zaskarżyć zakaz wstępu

Data: 2018-11-02
  • Chciałeś wejść do lasu, a tu znak "zakaz wejścia"?  Lasy Państwowe wydają takie czasowe zakazy, choć las to dobro wspólne 
  • Decyzje nadleśniczych powinny być zaskarżalne do sądu administracyjnego - uważa RPO
  • Rzecznik złożył też kasacje od wyroków nakazowych dla tych, którzy złamali zakazy podczas ostatnich wycinek (przed wyrokiem TS UE)

Ludzie skarżą się Rzecznikowi Praw Obywatelskich na ograniczenia w korzystaniu z lasów należących do Skarbu Państwa. Do lasu nie można wejść, bo Lasy Państwowe wprowadzają okresowe zakazy.

Okoliczni mieszkańcy tracą na zakazach 

Mówili o tym np. uczestnicy spotkania z Rzecznikiem w marcu 2018 r. w Teremiskach w Puszczy Białowieskiej. Zakazy blokują pracę przewodnikom (co wielu młodym ludziom pozwala dorobić). Całym kompleksem leśnym zarządzają trzy różne nadleśnictwa, które ze sobą nie współpracują, co jeszcze bardziej utrudnia organizację turystyki, z której żyje okolica.

Zainteresowani mieszkańcy wskazują, że obok arbitralności działań nadleśniczych, problemem jest sposób powiadamiania o wprowadzanych ograniczeniach - „z dnia na dzień”. Występują też utrudnienia związane z uciążliwymi  objazdami. 

Dlatego Rzecznik nabrał wątpliwości, czy zapisy prawa limitujące możliwość korzystania z lasów publicznych w pełni odpowiadają konstytucyjnemu standardowi.

Kiedy można wydać zakaz 

Choć w Konstytucji brak przepisu, który wprost określałby powszechne prawo do korzystania ze środowiska, nie oznacza to, że prawo do korzystania z publicznych lasów nie znajduje umocowania konstytucyjnego. Art. 52 ust. 1 gwarantuje każdemu wolność poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej. Właśnie to jest - w ocenie Rzecznika - źródłem uprawnienia do wstępu do publicznych lasów. Wprowadzanie ograniczeń tego prawa  jest  możliwe wyłącznie w drodze ustawy i tylko jeśli jest to konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób, a ograniczenie nie narusza istoty wolności (art. 31 ust. 3 Konstytucji). Art. 77 ust. 2 wymaga zaś realnej możliwości dochodzenia przed sądem naruszenia tego prawa.

Ustawa z 28 września 1991 r. o lasach generalnie stanowi, że lasy państwowe są udostępniane społeczeństwu. Wyjątki dotyczą zakazu wstępu do:

  • upraw leśnych do 4 m wysokości;
  • powierzchni doświadczalnych i drzewostanów nasiennych;
  • ostoi zwierząt; źródlisk rzek i potoków;
  • obszarów zagrożone erozją.

Ponadto ustawa upoważnia nadleśniczych do wprowadzania okresowego zakazu wstępu do lasu. Przesłanki tego mają charakter ocenny. Jest to możliwe, gdy: 

  • wystąpiło zniszczenie albo znaczne uszkodzenie drzewostanów lub degradacja runa leśnego,
  • występuje duże zagrożenie pożarowe,
  • wykonywane są zabiegi gospodarcze związane z hodowlą, ochroną lasu lub pozyskaniem drewna.

Ustawa reguluje także zasady korzystania z dróg leśnych, które w jej świetle także są lasem. Ruch na nich jest możliwy wyłącznie wtedy, gdy są one oznakowane znakami go dopuszczającymi. Ruchem zarządzają Lasy Państwowe.

W ocenie Rzecznika konstytucyjnych wątpliwości nie budzą np. stałe zakazy wstępu do lasów. Inaczej jest jednak w przypadku zakazów okresowych (których wprowadzenie uzależnione jest od uznania nadleśniczego), a także zasad poruszania się po drogach leśnych (które są określane w ramach dużego marginesu swobody). Skoro ograniczenia wstępu do lasu są ingerencją w prawa i wolności obywateli, niezbędne jest zapewnienie im możliwości sądowej ochrony. Według RPO w aktualnym stanie prawnym jest ona niedostateczna.

Zamknięta droga sądowa  

W doktrynie prawa przeważa pogląd, że zakazy wstępu do lasów wydawane przez nadleśniczych nie podlegają kontroli sądów administracyjnych. Jest to bowiem wykonywanie uprawnień właścicielskich Skarbu Państwa wobec lasów, a nie działanie z zakresu administracji publicznej. Ocenie sądu administracyjnego nie podlega również organizacja ruchu na drogach wewnętrznych, jakimi są drogi leśne. Obecnie sądowa kontrola zgodności z prawem zakazów wstępu do lasu jest możliwa tylko w razie postępowania o wykroczenie polegające na złamaniu tego zakazu.

Dlatego Rzecznik opowiada się za koniecznością wprowadzenia zmian do ustawy o lasach, gwarantujących osobom, którym przysługuje prawo do korzystania z lasów, możliwość sądowego dochodzenia tego prawa. 

Zdaniem RPO niezbędne jest także ustawowe określenie przesłanek, jakimi powinien się kierować nadleśniczy, rozstrzygając o zasadach korzystania z dróg leśnych. Bez tego formalna dopuszczalność zaskarżenia do sądu nie zapewni rzeczywistej kontroli, skoro  nadleśniczy będzie miał niczym nieograniczoną swobodę (a wręcz dowolność) decyzji.

Adam Bodnar wystąpił  do ministra środowiska Henryka Kowalczyka o odniesienie się do problemu.

Kasacje w sprawach o złamanie zakazu wstępu do lasu

W ostatnich dniach RPO złożył kasacje do Sądu Najwyższego w trzech sprawach, w których sąd w Hajnówce w 2017 r. ukarał grzywnami od 100 do 300 zł obwinionych o złamanie zakazu wejścia latem i jesienią 2017 r. do Puszczy Białowieskiej – gdy trwała tam wycinka.

Sąd wydał w tych sprawach wyroki nakazowe – czyli bez przeprowadzania rozpraw i wzywania obwinionych.  Według Rzecznika, sąd naruszył przepisy, nie prowadząc rozprawy. Dlatego wniósł do SN o uchylenie tych wyroków i zbadanie spraw w zwykłym trybie.   

Zgodnie z prawem sąd na posiedzeniu bez udziału stron wydaje wyrok nakazowy - jeżeli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości. Tryb ten jest przewidziany do najbardziej oczywistych spraw, gdy nie ma wątpliwości co do winy i okoliczności czynu. Jakiekolwiek wątpliwości co do opisu czynu, kwalifikacji prawnej czy wypełnienia  znamion wykroczenia powinny prowadzić do rozpoznania sprawy w zwykłym trybie.

Rzecznik w kasacjach zwraca uwagę, że:

  • jeden z obwinionych zeznał, że wchodząc do lasu, nie zauważył zakazu wstępu; podkreślał, że jeżeli by wiedział, że w tym miejscu jest zakaz, to by tam nie wszedł;
  • w trakcie postępowania wyjaśniającego nie ustalono ponad wszelką wątpliwość, czy na terenie oddziału 279A Leśnictwa Teremiski ustawiono wymagane znaki wraz z wszystkimi informacjami, dotyczącymi przyczyny zakazu, terminu obowiązywania oraz zarządcy lasu i jego adresie;
  • z zarządzenia nadleśniczego z Białowieży nr 15/17 wynika, że termin zakazu ustalono „do odwołania”, a jako jego przyczynę wskazano „zagrożenie bezpieczeństwa publicznego, związane w wystąpieniem w lasach zniszczenia oraz znacznego uszkodzenia drzewostanów, przejawiającego się masowym zamieraniem drzew i drzewostanów na skutek zachodzących procesów powodujących powstanie dużej liczby drzew martwych, stanowiących realne zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi oraz ich mienia”. Tymczasem RPO podkreśla, że przepisy nie pozwalają na wprowadzenie zakazu nie ograniczonego terminem. Podana przyczyna w ogóle nie może być zaś podstawą legalnie wprowadzonego zakazu okresowego;
  • jeden z ukaranych to kamerzysta ogólnopolskiej telewizji, oddelegowany przez pracodawcę do Puszczy Białowieskiej. W związku z tym sąd powinien był zbadać, czy nie wykonywał on obowiązku wynikającego z art. 6 ust. 1 ustawy z  26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe – czyli prawdziwego przedstawiania omawianych zjawisk.

Rażące naruszenie, jakiego dopuścił się sąd rejonowy, mogło mieć istotny wpływ na treść zapadłego wyroku, bowiem nie można wykluczyć, że po przeprowadzeniu rozprawy zapadłoby inne orzeczenie, skutkujące uniewinnieniem obwinionego – napisał zastępca RPO Stanisław Trociuk we wszystkich kasacjach.

V.7200.6.2018, II.510.609.2018, II.510.610.2018, II.510.611.2018

Kto zażył narkotyk, nie może być skazany za jego wcześniejsze „posiadanie”. RPO składa kasację, a SN ją uznaje

Data: 2018-10-05
  • Obywatel, który kierował samochodem pod wpływem narkotyku, został skazany także za jego wcześniejsze „posiadanie”
  • Rzecznik Praw Obywatelskich uznał to za rażące naruszenie prawa i w tym zakresie złożył kasację na korzyść skazanego
  • W Polsce karalne jest bowiem posiadanie narkotyków, a nie ich zażywanie. Podstawą do uznania, iż skazany „posiadał” porcję marihuany było to, że przyznał się do wypalenia papierosa z marihuaną
  • Sąd NaJwyższy uzwględnił kasację RPO i uniewinnił skazanego od tego zarzutu

Mężczyzna został skazany w 2017 r. przez jeden z sądów rejonowych na 2 tys. zł grzywny za prowadzenie samochodu pod wpływem środka odurzającego - marihuany. W innym punkcie wyroku sąd skazał go także za to, że w tym samym dniu „posiadał” jedną porcję suszu roślinnego ziela konopi. Za ten czyn został skazany także na 2 tys. zł grzywny. Kara łączna za oba przestępstwa opiewała na 3 tys. zł grzywny.

Ponadto mężczyźnie zakazano na 4 lata prowadzenia pojazdów mechanicznych, nakazano też zapłatę 5 tys. zł świadczenia na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej oraz obciążono kosztami procesu. Wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił się w I instancji.

Argumenty kasacji RPO

Według RPO wyrok w punkcie odnoszącym się do posiadania środka odurzającego zapadł z rażącym naruszeniem prawa materialnego.

W kasacji do Sądu Najwyższego zastępca RPO Stanisław Trociuk podkreślił, że wyrok sądu rejonowego nie zawiera uzasadnienia. Z akt sprawy wynika jednak, że podstawą uznania, iż skazany „posiadał” porcję marihuany było to, że - jak wyjaśniał sam podejrzany – tego dnia około południa wypalił papierosa z marihuaną.

Art. 62 ust. 1 ustawy z 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu narkomanii stanowi: „Kto, wbrew przepisom ustawy, posiada środki odurzające lub substancje psychotropowe, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”. Przestępstwo to polega na niezgodnym z ustawą posiadaniu środków odurzających lub substancji psychotropowych.

W orzecznictwie Sądu Najwyższego utrwalone jest stanowisko, iż dysponowanie środkiem odurzającym lub substancją psychotropową w trakcie ich zażywania, nie wypełnia znamienia  „posiadania” w rozumieniu art. 62 ust. 1 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Ratio legis tego przepisu nie polega bowiem na ściganiu osób zażywających dawkę narkotyku, gdyż samo jego zażywanie nie jest przez obowiązujące w Polsce przepisy prawa penalizowane - stwierdził SN w wyroku z 2 grudnia 2009 r.

Z kolei w wyroku z 15 stycznia 2010 r. SN wskazał, że intencją ustawodawcy była karalność posiadania narkotyku w chwili stwierdzenia tego czynu. SN podkreślił, że powinno to mieć cechę trwałości od momentu wejścia w posiadanie środka odurzającego do ujawnienia tego przez organy ścigania. Niekaralny pozostaje zaś sam proces zażywania narkotyku, który zawsze wiąże się z jakąś formą "posiadania", "dysponowania", czy "trzymania" takiego środka. Te formy dysponowania narkotykiem nie mogą być uznane za jego „posiadanie”.

- Zatem w przypadku użycia w całości środka odurzającego karanie takiej osoby za wcześniejsze jego posiadanie stanowiłoby obejście zakazu karania zachowania, które z istoty swej nie jest typizowane jako czyn zabroniony. Takie karanie byłoby wyrazem złamania podstawowych reguł procesu karnego, w szczególności zasady nullum crimen sine lege ("nie ma przestępstwa bez ustawy") - uznał SN.

RPO w pełni podziela tę linię orzeczniczą SN, która ma także zastosowanie w opisywanej sprawie. Skazany w ogóle nie posiadał środka odurzającego - wyłącznie znajdował się pod jego wpływem, prowadząc samochód. Mimo to sąd uznał go  za winnego i wymierzył karę.

Kasacja wnosi o uniewinnienie skazanego od tego jednego zarzutu. Ewentualne uwzględnienie kasacji oznaczałoby uchylenie z mocy prawa jednego z dwóch elementów kary łącznej. W mocy pozostałby wówczas jego wyrok o ukaraniu mężczyzny 2 tys. zł grzywny za prowadzenie auta pod wpływem środka odurzającego (oraz zakaz prowadzenia pojazdów i nakaz wpłaty 5 tys. zł na Fundusz).

Wyrok SN

23 października 2019 r. Sąd Najwyższy (sygn. akt IV KK 577/18) uchylił wyrok w zaskarżonym zakresie i uniewinnił skazanego od zarzutu posiadania narkotyków. Przekazał zaś Sądowi Rejonowemu do ponownego rozpoznania sprawę opłaty oraz kosztów sądowych. Sąd ma rozważyć, czy zasada słuszności przemawia za częściowym obciążeniem skazanego kosztami sądowymi wobec faktu, że czyn, od którego popełnienia został uniewinniony był ściśle związany z innym przestępstwem.

SN uznał, że doszło do rażącego naruszenia prawa materialnego - art. 62 ust. 1 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Rzecznik Praw Obywatelskich słusznie wskazał, że znajdowanie się pod wpływem środka odurzającego będące następstwem uprzedniego jego użycia, nie stanowi posiadania w rozumieniu art. 62 ust. 1. Tymczasem w realiach sprawy skazany w ogóle nie posiadał środka odurzającego, lecz wyłącznie znajdował się pod jego wpływem, prowadząc samochód.

W orzecznictwie SN utrwalone jest stanowisko, że skoro ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii nie penalizuje ani wprost, ani poprzez przepisy zakazujące posiadania środków odurzających, samego zażywania narkotyków przez sprawcę, to nie jest możliwe uznanie, iż zażycie środka odurzającego stanowi przestępstwo.

Intencją ustawodawcy było poddanie karalności posiadania środka narkotycznego w chwili stwierdzenia fizycznego posiadania przez sprawcę takiego środka. Samo zażywanie narkotyków nie jest przez obowiązujące w Polsce przepisy prawa penalizowane. I chociaż z punktu widzenia logiki nie jest przecież możliwe użycie środka odurzającego bez wcześniejszego wejścia w jakiś sposób w jego „posiadanie", to jednak poza obszarem penalizacji nadal pozostaje proces zażywania środka odurzającego lub substancji psychotropowej, który zawsze wiąże się z jakąś formą „posiadania", „dysponowania", „dzierżenia", czy po prostu „trzymania" takiego środka. Wszystkie te formy dysponowania środkiem odurzającym w omawianej sytuacji nie mogą być uznane za jego „posiadanie" w rozumieniu art. 62 ustawy.

W przypadku użycia w całości środka odurzającego - karanie takiej osoby za wcześniejsze jego posiadanie stanowiłoby obejście zakazu karania zachowania, które z istoty swej nie jest typizowane jako czyn zabroniony. Takie karanie byłoby wyrazem złamania podstawowych reguł procesu karnego, w szczególności zasady nullum crimen sine lege - ocenił SN.

BPK.511.34.2018

Karalne jest niezachowanie ostrożności przez prowadzącego auto - przy jego prowadzeniu. SN uchylił grzywnę po kasacji RPO

Data: 2018-09-26
  • Obywatel dostał 200 zł grzywny za to, że w samochodzie uruchomił pilotem bramę domu, która uderzyła inny samochód
  • Sąd w trybie nakazowym uznał to za wykroczenie polegające na „niezachowaniu należytej ostrożności podczas prowadzenia pojazdu, co zagraża bezpieczeństwu”
  • Według RPO warunkiem takiego zagrożenia musi być niezachowanie ostrożności przez prowadzącego pojazd - przy jego prowadzeniu 
  • Sąd nie zbadał zaś, czy ten czyn miał związek z prowadzeniem auta. Dlatego RPO wniósł kasację, którą Sąd Najwyższy uwzględnił 

Andrzej C. z samochodu uruchomił pilotem bramę. Skrzydło uderzyło we wjeżdżający samochód.

Sąd Rejonowy ukarał go 200 zł grzywny w trybie nakazowym - czyli na posiedzeniu bez udziału stron. Uznał, że Andrzej C. naruszył art. 98 Kodeksu wykroczeń („Kto prowadząc pojazd poza drogą publiczną, nie zachowuje należytej ostrożności, czym zagraża bezpieczeństwu innych osób, lub nie stosuje się do przepisów regulujących korzystanie z dróg wewnętrznych lub innych miejsc dostępnych dla ruchu pojazdów, podlega karze grzywny albo nagany”). Wobec niezłożenia sprzeciwu przez C.,  orzeczenie uprawomocniło się.

Rzecznik zauważa, że aby zastosować artykuł 98 w tej sprawie, to Andrzej C. musiałby prowadzić pojazd i otworzyć bramę w związku z tą czynnością. Między prowadzeniem pojazdu a spowodowaniem niebezpieczeństwa musiałaby zatem wystąpić związek przyczynowo-skutkowy. Taka jest istota tego przepisu. Zatem gdyby np. siedząc w samochodzie, niechcący otworzył bramę, to już tego przepisu zastosować by się nie dało.

Sąd jednak nie sprawdził, jak doszło do otwarcia bramy. Rozstrzygnął sprawę na posiedzeniu niejawnym, uznając, że sprawa nie budzi wątpliwości i nie trzeba przesłuchiwać obwinionego ani świadków.

Tryb nakazowy został wprowadzony po to, by szybko osądzać sprawy proste i niebudzące wątpliwości. Zdarza się jednak, że w tym trybie zapadają wyroki w sprawach, które wątpliwości nie budzą tylko na pierwszy rzut oka. W tej sytuacji sąd rejonowy powinien był procedować w postępowaniu zwyczajnym, a nie nakazowym.

Zdaniem RPO w tym trybie nie sposób było więc stwierdzić, czy Andrzej C. faktycznie wykroczył przeciwko bezpieczeństwu i porządkowi w komunikacji. W terminologii prawnej taki błąd nazywa się „rażącym naruszeniem prawa procesowego”.

W kasacji Rzecznik wniósł, aby SN uchylił wyrok i umorzył całe postępowanie. Do czynu doszło 18 czerwca 2015 r., co oznacza, że minął już trzyletni okres przedawnienia jego karalności.

26 września 2018 r. SN na posiedzeniu uwzględnił kasację, uchylając wyrok Sądu Rejonowego i umarzając postępowanie.

II.510.685.2018

Sąd Najwyższy uniewinnił skazanego za udział w tzw. wydarzeniach zielonogórskich 30 czerwca 1960. Uwzględnił kasację RPO

Data: 2018-09-25

25 września 2018 r. (sygn.akt V KK 345/18) Sąd Najwyższy uwzględnił kasację RPO.

W 1960 r. mieszkańcy Zielonej Góry sprzeciwili się eksmisji parafii Św. Jadwigi z Domu Katolickiego. Milicja użyła siły. Ludzie bronili się. W ramach represji skazano setki osób.

Sąd Najwyższy wielokrotnie podkreślał, że zachowania przeciwstawiające się bezprawnym działaniom organów porządkowych, podejmowanym z rażącym naruszeniem norm konstytucyjnych nie wyczerpują znamion czynu z art. 133 § 1 k.k. z 1932 r.

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kasację w sprawie osoby skazanej - jako wówczas nieletni.  Skazano go na umieszczenie w zakładzie poprawczym w zawieszeniu  na 2 lata - za to, że "wziął udział w zbiegowisku publicznym i dopuścił się zamachu na funkcjonariusza MO i mienie społeczne".  RPO zarzucił Sądowi Powiatowemu w Zielonej Górze naruszenie prawa - uznanie winy mimo braku znamion przestępstwa - i wniósł o uniewinnienie skazanego.

Rzecznik stoi na stanowisku, że zaskarżony wyrok stanowi prawomocne orzeczenie sądu kończące postępowanie w rozumieniu art. 521 § 1 kodeksu postępowania karnego. Problem polegał jednak na tym, że obecnie o odpowiedzialności nieletniego sądy orzekają na podstawie kodeksu postępowania cywilnego,  a kasacja od tego rodzaju orzeczeń nie przysługuje. Nie przysługuje również skarga nadzwyczajna z uwagi na datę wydania wyroku w tej sprawie.

SN stanął przed problem procesowym i rozwiązał go na korzyść skazanego obywatela. Uznał, że wyrok z 1960 r., choć zapadł wobec osoby wówczas nieletniej, stanowi prawomocne orzeczenie sądu kończące postępowanie w rozumieniu art. 521§1 k.p.k., od którego przysługuje kasacja. Czyn miał zostać bowiem popełniony przed wejściem w życie ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich.

Ponadto SN uznał zarzut obrazy prawa materialnego, gdyż skazanie było "oczywiście niesłuszne".  - Uczestnicy zajść, jakie rozegrały się w dniu 30 maja 1960 r., działali w ramach słusznego  protestu i oporu przeciwko eksmisji Parafii Rzymskokatolickiej pod wezwaniem Św. Jadwigi z budynku zajmowanego przez nią od 1945 r. - uzasadnił SN, potwierdzając swe wcześniejsze wyroki w sprawie tych wydarzeń. 
 
Interwencja funkcjonariuszy milicji była bezprawna, gdyż naruszała art. 70 ust. 1 ówcześnie obowiązującej Konstytucji PRL z 1952 r., gwarantujący wolność sumienia i wyznania, a kościołom swobodne wypełnianie ich funkcji religijnych. Przypisanie skazanemu, jak i innym, czynnej napaści na urzędnika było oczywistym nadużyciem, kamuflującym rzeczywiste społeczne tło wydarzeń - podkreślił SN.
 
II.511.445.2018

Przy apelacji na korzyść oskarżonego sąd nie może nawet ryzykować pogorszenia jego sytuacji. SN naprawił taki błąd sądu po kasacji RPO

Data: 2018-09-24
  • Gdy apelację wniesiono jedynie na korzyść oskarżonego, sąd odwoławczy ma się powstrzymać nie tylko od posunięć powodujących pogorszenie jego sytuacji prawnej, ale nawet takich, które tylko mogą to powodować - orzekł Sąd Najwyższy  
  • W wyniku kasacji Rzecznika Praw Obywatelskich SN uchylił wyrok jednego z sądów okręgowych w zakresie czasu popełnienia przestępstwa
  • Sąd okręgowy wydłużył bowiem ten okres poza czas ustalony przez sąd rejonowy – do czego nie miał prawa, w sytuacji zaskarżenia wyroku I instancji wyłącznie na korzyść oskarżonego

Zakaz pogarszania sytuacji skazanego  (reformationis in peius) w wyniku postępowania odwoławczego od wyroku I instancji jest jedną z gwarancji procesowych chroniącą prawa jednostki. Zgodnie z art. 434 § 1 Kodeksu postępowania karnego, generalnie sąd odwoławczy może orzec na niekorzyść oskarżonego, jeśli wniesiono na jego niekorzyść środek odwoławczy. 

Pewien mężczyzna został skazany przez sąd rejonowy na rok więzienia za to, że od 7 stycznia 2010 r. do 16 września 2010 r. udaremniał zaspokojenie swojego wierzyciela przez zbycie składników swego majątku (sprzedaż akcji). Za inny zarzut dostał 6 miesięcy. W sumie za oba zarzuty wymierzono mu karę łączną 1,6 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu i grzywnę.

Apelację złożył tylko obrońca; prokuratura nie odwoływała się. Sąd Okręgowy zmienił wyrok w sprawie sprzedaży akcji tylko co do opisu czynu - za datę jego popełnienia uznał okres od 16 kwietnia 2008 r.  do 16 września 2010 r. Uniewinnił oskarżonego od drugiego czynu. Nowa kara opiewała na rok więzienia w zawieszeniu i grzywnę.

W kasacji RPO zarzucił orzeczeniu sądu odwoławczego rażące i mające istotny wpływ na jego treść naruszenie przepisów prawa procesowego, tj.  art.434 § 1 K.p.k. Polegało to na pogorszeniu sytuacji procesowej oskarżonego w następstwie rozpoznania apelacji wniesionej wyłącznie na jego korzyść oraz zmianę ustaleń faktycznych w zakresie czasu popełnienia czynu - poprzez jego wydłużenie. RPO wniósł o uchylenie wyroku w zaskarżonej części (czyli tylko co do opisu czynu).

Sąd Najwyższy uznał, że wyrok sądu odwoławczego zapadł z rażącym naruszeniem zakazu reformationis in peius. Zawarty w przepisie art. 434 § 1 k.p.k. bezpośredni zakaz reformationis in peius oznacza, że sąd odwoławczy może orzec na niekorzyść oskarżonego tylko wtedy, gdy wniesiono na jego niekorzyść środek odwoławczy i tylko w granicach zaskarżenia, chyba że ustawa nakazuje wydanie orzeczenia niezależnie od granic zaskarżenia. Funkcją tego przepisu jest zabezpieczenie swobody zaskarżania orzeczeń przez oskarżonego, związanej z pewnością, że wniesienie środka odwoławczego na korzyść nie może pociągnąć za sobą pogorszenia jego sytuacji.

SN podkreślił, że w przypadku braku środka odwoławczego na niekorzyść oskarżonego jego sytuacja w postępowaniu odwoławczym nie może ulec pogorszeniu w jakimkolwiek zakresie, w tym także co do poczynionych ustaleń faktycznych. Sąd odwoławczy jest zatem zobowiązany do powstrzymania się od takich posunięć, które powodują, a nawet tylko mogą powodować negatywne skutki w sytuacji prawnej oskarżonego.

Według SN Rzecznik ma rację, że zmiana opisu czynu poprzez wydłużenie czasu jego popełnienia nie jest obojętna z punktu widzenia kierunku apelacji i powodowała pogorszenie sytuacji oskarżonego. Skoro bowiem sąd I instancji przyjął inny czasookres czynu, to w sytuacji zaskarżenia wyroku wyłącznie na korzyść oskarżonego, sąd odwoławczy zmieniając ten wyrok, nie mógł bez naruszenia zakazu reformationis in peius dokonać modyfikacji w zakresie ustaleń faktycznych co do czasu czynu - poprzez jego wydłużenie.

Dlatego zarzut rażącego naruszenia art. 434 § 1 k.p.k. poprzez zmianę czasu popełnienia czynu jest zasadny. Uchybienie to miało istotny wpływ na treść wyroku, gdyż przestrzeganie przez sąd odwoławczy zakazu określonego w art. 434 § 1 k.p.k. skutkowałoby wydaniem innego rozstrzygnięcia niż zaskarżone - uznał SN.

Opis prawny: Kasacja uwzględniona (wyrok z 11 września 2018 r., sygn. akt II KK 349/18).

Sąd Najwyższy uznał, że zmiana opisu przypisanego oskarżonemu czynu poprzez wydłużenie czasu jego popełnienia nie jest obojętna z punktu widzenia kierunku wywiedzionej apelacji i spowodowała pogorszenie sytuacji oskarżonego. Skoro Sąd I instancji przyjął inny czasookres popełnionego czynu, to w sytuacji zaskarżenia wyroku wyłącznie na korzyść oskarżonego, Sąd odwoławczy zmieniając ten wyrok, nie mógł bez naruszenia zakazu reformationis in peius dokonać modyfikacji w zakresie ustaleń faktycznych co do czasu popełnienia przypisanego czynu poprzez jego wydłużenie. Zgodnie z art. 434 § 1 Kodeksu postępowania karnego bezpośredni zakaz reformationis in peius oznacza, że sąd odwoławczy może orzec na niekorzyść oskarżonego tylko wtedy, gdy wniesiono na jego niekorzyść środek odwoławczy i tylko w granicach zaskarżenia, chyba że ustawa nakazuje wydanie orzeczenia niezależnie od granic zaskarżenia.

II.511.557.2018